summaryrefslogtreecommitdiff
diff options
context:
space:
mode:
-rw-r--r--.gitattributes3
-rw-r--r--27062-0.txt5219
-rw-r--r--27062-0.zipbin0 -> 72194 bytes
-rw-r--r--27062-h.zipbin0 -> 80613 bytes
-rw-r--r--27062-h/27062-h.htm6559
-rw-r--r--27062-h/images/bracket.pngbin0 -> 257 bytes
-rw-r--r--LICENSE.txt11
-rw-r--r--README.md2
8 files changed, 11794 insertions, 0 deletions
diff --git a/.gitattributes b/.gitattributes
new file mode 100644
index 0000000..6833f05
--- /dev/null
+++ b/.gitattributes
@@ -0,0 +1,3 @@
+* text=auto
+*.txt text
+*.md text
diff --git a/27062-0.txt b/27062-0.txt
new file mode 100644
index 0000000..4838195
--- /dev/null
+++ b/27062-0.txt
@@ -0,0 +1,5219 @@
+The Project Gutenberg EBook of Romeo i Julia, by William Shakespeare
+
+This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
+almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
+re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
+with this eBook or online at www.gutenberg.org
+
+
+Title: Romeo i Julia
+ Tragedya w 5 Aktach
+
+Author: William Shakespeare
+
+Translator: Józef Paszkowski
+
+Release Date: October 27, 2008 [EBook #27062]
+
+Language: Polish
+
+Character set encoding: UTF-8
+
+*** START OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK ROMEO I JULIA ***
+
+
+
+
+Produced by Jimmy O'Regan (This file was produced from
+images generously made available by CBN Polona
+http://www.polona.pl)
+
+
+
+
+
+
+
+ WILIAM SZEKSPIR
+
+
+ ROMEO I JULIA
+ TRAGEDYA W 5 AKTACH
+
+
+ J. PASZKOWSKIEGO.
+
+ NAKŁAD GEBETHNERA I WOLFFA
+ WARSZAWA--LUBLIN--ŁÓDŹ
+ KRAKÓW--G. GEBETHNER I SPÓŁKA
+ NEW YORK--THE POLISH BOOK IMPORT. CO, INC.
+
+ KRAKÓW.--DRUK W. L. ANCZYCA I SPÓŁKI
+ 1913
+
+
+
+
+ ROMEO I JULIA
+
+ PRZEKŁAD
+
+ J. PASZKOWSKIEGO.
+
+
+ OSOBY:
+
+*Eskalus,* książę panujący w Weronie.
+*Parys,* młody Weroneńczyk, szlachetnego rodu, krewny
+ księcia.
+*Monteki,* } naczelnicy dwóch domów nieprzyjaznych sobie.
+*Kapulet,* }
+*Starzec,* stryjeczny brat Kapuleta.
+*Romeo,* syn Montekiego.
+*Merkucio,* krewny księcia, } przyjaciele Romea.
+*Benwolio,* synowiec Montekiego, }
+*Tybalt,* krewny Pani Kapulet.
+*Laurenty,* Ojciec Franciszkanin.
+*Jan,* brat z tegoż zgromadzenia.
+*Baltazer,* służący Romea.
+*Samson,* } słudzy Kapuleta.
+*Grzegorz,* }
+*Abraham,* służący Montekiego.
+*Aptekarz.*
+*Trzech muzykantów.*
+*Paź Parysa.*
+*Piotr.*
+*Dowódca warty.*
+*Pani Montekio,* małżonka Montekiego.
+*Pani Kapulet,* małżonka Kapuleta.
+*Julia,* córka Kapuletów.
+*Marta,* mamka Julii.
+
+Obywatele weroneńscy, różne osoby płci obojej, liczące
+się do przyjaciół obu domów, maski, straż wojskowa
+i inne osoby.
+
+Rzecz odbywa się przez większą część sztuki w Weronie,
+przez część piątego aktu w Mantui.
+
+
+ PROLOG
+
+Dwa rody, jasne jednako i sławne,
+Tam, gdzie się rzecz ta rozgrywa, w Weronie,
+Do nowej zbrodni pchają złości dawne,
+Pamiąc szlachetną krwią szlachetne dłonie.
+
+Z łez tych dwu wrogów wzięło bowiem życie,
+Pod najstrazliwszą z gwiazd, kochanków dwoje;
+Po pełnym przygód nieszczęśliwych bycie,
+Śmierć ich stłumiła rodzicielskie boje.
+
+Tej ich miłości przebieg zbyt bolesny,
+I jak się ojców nienawiść nie zmienia,
+Aż jązakończy dzieci zgon przedwczesny,
+
+Dwugodzinnego treścią przedstawienia,
+Które otoczcie cierpliwymi względy,
+Jest w nim co złego, my usuniem błędy...
+
+
+
+
+ROMEO I JULIA
+
+
+
+
+AKT PIERWSZY.
+
+
+SCENA I.
+
+ Plac publiczny.
+
+ _(Wchodzą: Samson i Grzegorz, uzbrojeni w tarcze i miecze)._
+
+*Samson.* Dalipan, Grzegorzu, nie będziem darli pierza.
+
+*Grzegorz.* Ma się rozumieć, bobyśmy byli zdziercami.
+
+*Samson.* Ale będziemy darli koty, jak z nami zadrą.
+
+*Grzegorz.* Kto zechce zadrzeć z nami, będzie musiał zadrżeć.
+
+*Samson.* Mam zwyczaj drapać zaraz, jak mię kto rozrucha.
+
+*Grzegorz.* Tak, ale nie zaraz zwykłeś się dać rozruchać.
+
+*Samson.* Te psy z domu Montekich rozruchać mię mogą
+bardzo łatwo.
+
+*Grzegorz.* Rozruchać się tyle znaczy, co ruszyć się z miejsca;
+być walecznym, jest to stać nieporuszenie: pojmuję
+więc, że skutkiem rozruchania się twego będzie —
+drapnięcie.
+
+*Samson.* Te psy z domu Montekich rozruchać mię mogą
+tylko do stania na miejscu. Będę jak mur dla każdego
+mężczyzny i dla każdej kobiety z tego domu.
+
+*Grzegorz.* To właśnie pokazuje twoją słabą stronę: mur
+dla nikogo niestraszny i tylko słabi go się trzymają.
+
+*Samson.* Prawda, dlatego to kobiety, jako najsłabsze, tulą
+się zawsze do muru. Ja też odtrącę od muru ludzi
+Montekich, a kobiety Montekich przyprę do muru.
+
+*Grzegorz.* Spór jest tylko między naszymi panami i między
+nami, ich ludźmi.
+
+*Samson.* Mniejsza mi o to: będę nieubłagany. Pobiwszy
+ludzi, wywrę wściekłość na kobiety: rzeź między nimi
+sprawię.
+
+*Grzegorz.* Rzeź kobiet chcesz przedsiębrać?
+
+*Samson.* Nieinaczej: wtłoczę miecz w każdą po kolei.
+Wiadomo, że się do lwów liczę.
+
+*Grzegorz.* Tem lepiej, że się liczysz do zwierząt; bo gdybyś
+się liczył do ryb, to byłbyś pewnie sztokfiszem.
+Weźno się za instrument, bo oto nadchodzi dwóch
+domowników Montekiego.
+
+ _(Wchodzą: Abraham i Baltazar)._
+
+*Samson.* Mój giwer już dobyty: zaczep ich, ja stanę z tyłu.
+
+*Grzegorz.* Gwoli drapania?
+
+*Samson.* Nie bój się.
+
+*Grzegorz.* Jabym się miał bać z twojej przyczyny?
+
+*Samson.* Miejmy prawo za sobą, niech oni zaczną.
+
+*Grzegorz.* Marsa im nastawię, przechodząc; niech go sobie,
+jak chcą, tłómaczą.
+
+*Samson.* Nie jak chcą, ale jak śmią. Ja im gębę wykrzywię;
+hańba im, jeśli to ścierpią.
+
+*Abraham.* Skrzywiłeś się na nas, mości panie?
+
+*Samson.* Nieinaczej, skrzywiłem się.
+
+*Abraham.* Czy na nas się skrzywiłeś, mości panie?
+
+*Samson* _(do Grzegorza)._ Będziemyż mieli prawo za sobą,
+jak powiem: tak jest?
+
+*Grzegorz.* Nie.
+
+*Samson* _(do Abrahama)._ Nie, mości panie; nie skrzywiłem
+się na was, tyłko skrzywiłem się tak sobie.
+
+*Grzegorz* _(do Abrahama)._ Zaczepki waść szukasz?
+
+*Abraham.* Zaczepki? nie.
+
+*Samson.* Jeżeli jej szukasz, to jestem na waścine usługi.
+Mój pan tak dobry, jak i wasz.
+
+*Abraham.* Nie lepszy.
+
+*Samson.* Niech i tak będzie.
+
+ _(Benwolio ukazuje się w głębi)._
+
+*Grzegorz* _na stronie do Samsona)._ Powiedz: lepszy. Oto
+nadchodzi jeden z krewnych mego pana.
+
+*Samson.* Nieinaczej; powiedz: lepszy.
+
+*Abraham.* Kłamiesz.
+
+*Samson.* Dobądźcie mieczów, jeśli macie serca. Grzegorzu,
+pamiętaj o swoim pchnięciu. _(Biją się)._
+
+*Benwolio.* Odstąpcie, głupcy; schowajcie miecze do pochew!
+Sami nie wiecie, co robicie.
+
+ _(Rozdziela ich swoim mieczem)._
+
+ _(Wchodzi Tybalt)._
+
+*Tybalt.* Cóż to? krzyżujesz oręż z parobkami?
+Do mnie, Benwolio! pilnuj swego życia.
+
+*Benwolio.* Przywracam tylko pokój. Włóż miecz nazad
+Albo wraz ze mną rozdziel nim tych ludzi.
+
+*Tybalt.* Z gołym orężem pokój? Nienawidzę
+Tego wyrazu, tak jak nienawidzę
+Szatana, wszystkich Montekich i ciebie.
+Broń się, nikczemny tchórzu.
+
+ _(Walczą)._
+
+_Nadchodzi kilku przyjaciół obu partyi i mieszają się do
+zwady; wkrótce potem wchodzą mieszczanie z pałkami)._
+
+*Pierwszy obywatel.* Hola! berdyszów! pałek! Dalej po nich!
+Precz z Montekimi, precz z Kapuletami!
+
+_(Wchodzą: Kapulet i pani Kapulet)._
+
+*Kapulet.* Co to za hałas? Podajcie mi długi
+Mój miecz! hej!
+
+*Pani Kapulet.* Raczej kulę: co ci z miecza?
+
+*Kapulet.* Miecz, mówię! Stary Monteki nadchodzi
+I szydnie swoją klingą mi urąga.
+
+ _(Wchodzą: Monteki i pani Monteki)._
+
+*Monteki.* Ha! nędzny Kapulecie! _(Do żony)._ Puść mię, pani.
+
+*Pani Monteki.* Nie puszczę cię na krok, gdy wróg przed tobą.
+
+_(Wchodzi Książę z orszakiem)._
+
+*Książę.* Zapamiętali, niesforni poddani,
+Bezcześciciele bratniej stali! Cóż to,
+Czy nie słyszycie? Ludzie czy zwierzęta,
+Co wściekłych swoich gniewów żar gasicie
+W własnych żył swoich źródle purpurowym:
+Pod karą tortur, wypuśćcie natychmiast
+Z zawziętych dłoni tę broń buntowniczą
+I posłuchajcie tego, co niniejszym
+Wasz rozjątrzony książę postanawia.
+Domowe starcia, z marnych słów zrodzone
+Przez was, Monteki oraz Kapulecie,
+Trzykroć już spokój miasta zakłóciły,
+Tak, że poważni wiekiem i zasługą
+Obywatele werońscy musieli
+Porzucić swoje wygodne przybory,
+I w stare dłonie stare ująć miecze,
+By zardzewiałym ostrzem zardzewiałe
+Niechęci wasze przecinać. Jeżeli
+Wzniecicie jeszcze kiedyś waśń podobną,
+Zamęt pokoju opłacicie życiem.
+A teraz wszyscy ustąpcie niezwłocznie.
+Ty, Kapulecie, pójdziesz ze mną razem;
+Ty zaś, Monteki, przyjdziesz po południu
+Na ratusz, gdzie ci dokładnie w tym względzie
+Dalsza ma wola oznajmiona będzie.
+Jeszcze raz, wzywam wszystkich tu obecnych
+Pod karą śmierci, aby się rozeszli.
+
+ _(Książę z orszakiem wychodzi; podobnież Kapulet, pani Kapulet,
+ Tybalt, obywatele i słudzy)._
+
+*Monteki.* Kto wszczął tę nową zwadę? Mów, synowcze,
+Byłżeś tu wtedy, gdy się to zaczęło?
+
+*Benwolio.* Nieprzyjaciela naszego pachołcy
+I wasi już się bili, kiedym nadszedł;
+Dobyłem broni, aby ich rozdzielić:
+Wtem wpadł szalony Tybalt z gołym mieczem,
+I harde zionąc mi w uszy wyzwanie,
+Jął się wywijać nim i siec powietrze,
+Które świszczało tylko, szydząc z marnych
+Jego zamachów. Gdyśmy tak ze sobą
+Cięcia i pchnięcia zamieniali, zbiegł się
+Większy tłum ludzi, z obu stron walczono,
+Aż książę nadszedł i rozdzielił wszystkich.
+
+*Pani Monteki.* Lecz gdzież Romeo? Widziałżeś go dzisiaj?
+Jakże się cieszę, że nie był w tem starciu.
+
+*Benwolio.* Godziną pierwej, nim wspaniałe słońce
+W złotych się oknach wschodu ukazało,
+Troski wygnały mię z dala od domu
+W sykomorowy ów gaj, co się ciągnie
+Ku południowi od naszego miasta.
+Tam, już tak rano, syn wasz się przechadzał.
+Ledwiem go ujrzał, pobiegłem ku niemu;
+Lecz on, spostrzegłszy mię, skręcił natychmiast,
+I w najciemniejszej ukrył się gęstwinie.
+Pociąg ten jego do odosobnienia
+Mierząc mym własnym, (serce nasze bowiem
+Jest najczynniejsze, kiedyśmy samotni)
+Nie przeszkadzałem mu w jego dumaniach
+I w inną stronę się udałem, chętnie
+Stroniąc od tego, co rad mnie unikał.
+
+*Monteki.* Nieraz o świcie już go tam widziano
+Łzami poranną mnożącego rosę,
+A chmury swego oblicza chmurami.
+Aliści, ledwo na najdalszym wschodzie
+Wesołe słońce z przed łoża Aurory
+Zaczęło ściągać cienistą kotarę,
+On, uciekając od widoku światła,
+Co tchu zamykał się w swoim pokoju,
+Zasłaniał okna przed jasnym dnia blaskiem
+I sztuczną sobie ciemnicę utwarzał.
+W czarne bezdroże dusza jego zajdzie,
+Jeśli się na to lekarstwo nie znajdzie.
+
+*Benwolio.* Szanowny stryju, znaszże powód tego?
+
+*Monteki.* Nie znam i z niego wydobyć nie mogę.
+
+*Benwolio.* Wybadywałżeś go jakim sposobem?
+
+*Monteki.* Wybadywałem i sam, i przez drugich:
+Lecz on, jedyny powiernik swych smutków,
+Tak im jest wierny, tak zamknięty w sobie,
+Od otwartości wszelkiej tak daleki,
+Jak pączek kwiatu, co go robak gryzie,
+Nim światu wonny swój kielich roztoczył
+I pełność swoją rozwinął przed słońcem.
+Gdybyśmy mogli dojść tych trosk zarodka,
+Nie zbrakłoby nam zaradczego środka.
+
+ _(Romeo ukazuje się w głębi)._
+
+*Benwolio.* Oto nadchodzi. Odstąpcie na stronę:
+Wyrwę mu z piersi cierpienia tajone.
+
+*Monteki.* Obyś w tej sprawie, co nam serce rani,
+Mógł być szczęśliwszym od nas! Pójdźmy, pani.
+
+ _(Wychodzą: Monteki i pani Monteki)._
+
+*Benwolio.* Dzień dobry, bracie.
+
+*Romeo.* Jeszczeż nie południe?
+
+*Benwolio.* Dziewiąta biła dopiero.
+
+*Romeo.* Jak nudnie
+Wloką się chwile! Moiż-to rodzice
+Tak spiesznie w tamtą zboczyli ulicę?
+
+*Benwolio.* Tak jest. Lecz cóż tak chwile twoje dłuży?
+
+*Romeo.* Nieposiadanie tego, co je skraca.
+
+*Benwolio.* Miłość więc?
+
+*Romeo.* Brak jej.
+
+*Benwolio.* Jakto? brak miłości?
+
+*Romeo.* Brak jej tam, skądbym pragnął wzajemności.
+
+*Benwolio.* Niestety! Czemuż, zdając się niebianką,
+Miłość jest w gruncie tak srogą tyranką?
+
+*Romeo.* Niestety! Czemuż z zasłoną na skroni,
+Miłość na oślep zawsze cel swój goni!
+Gdzież dziś jeść będziem? Ach! Był tu podobno
+Jakiś spór? Nie mów mi o nim, wiem wszystko.
+W grze tu nienawiść wielka, lecz i miłość.
+O! wy sprzeczności niepojęte dziwa:
+Szorstka miłości! nienawiści tkliwa!
+Coś narodzone z niczego! Pieszczoto
+Odpychająca! Poważna pustoto!
+Szpetny chaosie wdzięków! Ciężki puchu!
+Jasna mgło! Zimny żarze! Martwy ruchu!
+Śnie bez snu! Taką-to w sobie zawiłość,
+Taką niełączność łączy moja miłość.
+Czy się nie śmiejesz?
+
+*Benwolio.* Nie, płakałbym raczej.
+
+*Romeo.* Nad czem, poczciwa duszo?
+
+*Benwolio.* Nad uciskiem
+Poczciwej duszy twojej.
+
+*Romeo.* A więc strzała
+Miłości nawet przez odbitkę działa?
+Dość mi już ciężył mój smutek, ty jego
+Brzemię powiększasz przewyżką twojego;
+Współczucie twoje nad mojem cierpieniem
+Nie ulgą, ale nowym jest kamieniem
+Dla mego serca. Miłość, przyjacielu,
+To dym, co z parą westchnień się unosi;
+To żar, co w oku szczęśliwego płonie;
+Morze łez, w którym nieszczęśliwy tonie.
+Czemże jest więcej? Istnym amalgamem:
+Żółcią trawiącą i zbawczym balsamem.
+Bądź zdrów. _(Chce odejść)._
+
+*Benwolio.* Zaczekaj! krzywdębyś mi sprawił,
+Gdybyś mą przyjaźń z kwitkiem tak zostawił.
+
+*Romeo.* Ach! ja nie jestem tu, nie jestem sobą;
+To nie Romeo, co rozmawia z tobą.
+
+*Benwolio.* Kogóż to kochasz? mów.
+
+*Romeo.* Przestań mię dręczyć
+Mamże wraz jęczyć i mówić?
+
+*Benwolio.* Nie jęczyć,
+Tylko mi klucz dać do tego problemu.
+Kogóż to kochasz? powiedz!
+
+*Romeo.* Każ choremu
+Pisać testament: będzież to wezwanie
+Dobre dla tego, co jest w tak złym stanie?
+A więc kobietę kocham.
+
+*Benwolio.* Celniem mierzył,
+Gdym to pomyślał, nimeś mi powierzył.
+
+*Romeo.* Biegle celujesz. I ta, którą kocham,
+Jest piękna.
+
+*Benwolio.* W piękny cel trafić najłatwiej.
+
+*Romeo.* A właśnieś chybił. Niczem tu kołczany
+Kupida; ona ma naturę Dyany:
+Pod twardą zbroją wstydliwości swojéj
+Grotów miłości wcale się nie boi;
+Szydzi z nawału zaklęć oblężniczych;
+Odpiera szturmy spojrzeń napastniczych;
+Nawet jej złota wszechwładztwo nie zjedna.
+Bogata w wdzięki, w tem jedynie biedna,
+Że, kiedy umrze, do grobu z nią zstąpi
+Całe bogactwo, którego tak skąpi.
+
+*Benwolio.* Wiecznież chce sama zostać z swem bogactwem?
+
+*Romeo.* Tak jest; i skąpstwo to jest marnotrawstwem,
+Bo piękność, którą własna srogość strawia,
+Całą potomność piękności pozbawia.
+
+Zbyt ona piękna, zbyt mądra zarazem;
+Zbyt mądrze piękna: stąd istnym jest głazem.
+Przysięgła nigdy nie kochać, i dzięki
+Temu, skazany-m wiecznie cierpieć męki.
+
+*Benwolio.* Jest na to rada: przestań myśleć o niej.
+
+*Romeo.* Doradźże także, jakimbym sposobem
+Mógł przestać myśleć.
+
+*Benwolio.* Dając oczom wolność
+Rozpatrywania się w innych pięknościach.
+
+*Romeo.* To byłby tylko sposób przywołania
+Jej cudnych wdzięków tem żywiej na pamięć.
+Maska, kryjąca lica pięknej damy,
+Choć czarna, nęci nas, bo przeczuwamy
+Pod nią zbiór ponęt; ten, co wzrok postradał,
+Zapomniż kiedy, jaki skarb posiadał?
+Pokaż mi jaki ideał dziewczęcy,
+Będzież on dla mnie w istocie czem więcéj,
+Jak przypomnieniem, że jest piękność inna,
+[Page 13]
+Przed którą ta-by uklęknąć powinna.
+Bądź zdrów: niewczesną podajesz mi radę.
+
+*Benwolio.* Najpraktyczniejszą, życie w zastaw kładę.
+
+ _(Wychodzą.)_
+
+
+SCENA II.
+
+ Ulica.
+
+ _(Wchodzą: Kapulet i Parys, za nimi służący)._
+
+*Kapulet.* Podobną, jak mnie, karą zagrożono
+I Montekiemu; ależ w wieku naszym
+Spokojnie siedzieć rzecz nie trudna.
+
+*Parys.* Oba
+Szanownych szczepów jesteście odrośle;
+Tem-ci żałośniej, że od tyła czasu,
+Żyjecie w takiem rozdwojeniu z sobą.
+Co mówisz, panie, na moje zabiegi?
+
+*Kapulet.* To samo, co już dawniej powiedziałem:
+Mojemu dziecku świat jest jeszcze obcy,
+Ledwie czternastu lat wysnuła przędzę;
+Parę jej wiosen jeszcze przeżyć trzeba,
+Nim małżeńskiego zakosztuje chleba.
+
+*Parys.* Z młodszych bywały nieraz szczęsne matki.
+
+*Kapulet.* Lecz prędko więdną przedwczesne mężatki.
+Ziemia schłonęła wszystkie me nadzieje,
+Oprócz tej jednej; ona jest, Parysie,
+Przyszłą, jedyną moich ziem dziedziczką.
+Staraj się jednak, skarb sobie jej serce,
+Chęć ma z jej chęcią nie będzie w rozterce;
+Jeśli cię przyjmie, głos ojca w tym względzie
+Jej pozwolenia echem tylko będzie.
+Daję dziś wieczór, na który niemało
+Gości sprosiłem; gdyby ci się dało
+Być jednym więcej, w nader miły sposób
+Zwiększyłbyś przez to zbiór miłych mi osób.
+W biednym mym domu, jednocześnie z nocą,
+Takie dziś gwiazdy ziemskie zamigocą,
+Że od ich blasku blask niebieskich zblednie.
+Uciechy, młodym ludziom odpowiednie,
+Podobne do tych, jakie kwiecień sprawia,
+Gdy w starym progu zimy się pojawia;
+Takie uciechy, w całej swojej mocy,
+Wśród hożych dziewic staną się tej nocy
+Udziałem twoim w domu Kapuletów.
+Przyjdź, przejrz i wybierz sobie z tych bukietów
+Kwiat najpiękniejszy. I mój tam kwiat luby
+Wejdzie do liczby, choć nie do rachuby.
+Idźmy. _(Do sługi)._ A wasze obejdź w krąg Weronę,
+Wynajdź osoby tu wyszczególnione
+
+ _(oddaje mu papier)._
+
+I powiedz każdej, że mój dom otworem
+Na ich usługi stanie dziś wieczorem.
+
+ _(Wychodzą: Kapulet i Parys)._
+
+*Służący.* Mam wynaleźć osoby tu wyszczególnione: to się
+znaczy, według tego, co tu napisano... A cóż tu napisano?
+Oto: że szewc ma pilnować łokcia, a krawiec
+kopyta; rybak pędzla, a malarz więcierza. Jakże wynajdę
+osoby tu wyszczególnione, kiedy nie mogę wynaleźć
+środka na wyczytanie tego, co osoba pisząca tu wyszczególniła?
+Kazano mi jednak; muszę się udać do
+uczonych. Oto jacyś ichmoście; może mi poradzą.
+
+ _(Wchodzi Romeo i Benwolio)._
+
+*Benwolio.* Tak, bracie, płomień spędza się płomieniem,
+Ból dawny nowym leczy się cierpieniem;
+Kręć się na odwrót, gdy masz zawrót głowy;
+Klin wyrugujesz, klin wbijając nowy;
+Zaczerpnij nowej zarazy do łona,
+A jad dawniejszej niewątpliwie skona.
+
+*Romeo.* Liść pokrzywiany wyborny jest na to.
+
+*Benwolio.* Na cóż to, proszę?
+
+*Romeo.* Na oparzeliznę;
+Spróbujno tylko.
+
+*Benwolio.* Powiedz mi, Romeo,
+Czyś ty oszalał?
+
+*Romeo.* Nie, nie oszalałem,
+Lecz wpadłem w gorszy stan niż szalonego.
+W loch się dostałem, jestem pastwą głodu,
+Chłost i mąk. -- Dobry wieczór, przyjacielu.
+
+*Służący.* Nawzajem, panie. Czy umiesz pan czytać?
+
+*Romeo.* Niestety! umiem w moim przeznaczeniu
+Czytać niedolę.
+
+*Służący.* Tego się bez książki
+Można nauczyć; ale ja się pytam,
+Czy pan pisane rzeczy umie czytać?
+
+*Romeo.* Małej mi rzeczy do tego potrzeba,
+To jest znać tylko język i litery.
+
+*Służący.* Słusznie pan mówisz, bądźże zdrów i wesół.
+
+ _(Chce odejść)._
+
+*Romeo.* Czekajno wasze, umiem czytać. _(Czyta)._
+»Sinior Martino, jego małżonka i córki. Hrabia Anzelm
+ze swemi pięknymi siostrami. Siniora wdowa po Witruwiuszu.
+Sinior Placentio i jego miłe siostrzenice. Merkucyusz
+i jego brat Walenty. Mój brat Kapulet z małżonką
+i córkami. Moja śliczna siostrzenica Rozalina.
+Liwia, sinior Valentio i nasz kuzyn Tybalt. Lucjusz
+i nadobna Helena.«
+Wspaniałe grono! _(Oddaje kartę)._ Gdzież oni przyjść mają?
+
+*Służący.* Owdzie.
+
+*Romeo.* Gdzie?
+
+*Służący.* Do naszego pałacu, na wieczerzę.
+
+*Romeo.* Do czyjego pałacu?
+
+*Służący.* Mojego pana.
+
+*Romeo.* W istocie, powinienem się był przedewszystkim
+spytać, kto nim jest.
+
+*Służący.* Oznajmię to panu bez pytania: moim panem
+jest możny, bogaty Kapulet; jeżeli panowie nie jesteście
+z domu Montekich, to was zapraszam do niego
+na kubek wina. Bądźcie weseli.
+
+ _(Wychodzi)._
+
+*Benwolio.* Na tym wieczorze Kapuleta będzie
+Bożyszcze twoje, piękna Rozalina,
+Obok najpierwszych piękności werońskich.
+Pójdź tam i okiem bezstronnem porównaj
+Jej twarz z obliczem tych, które ci wskażę:
+Wnet nowe bóstwo ślad dawnego zmaże.
+
+*Romeo.* Gdyby rzetelny mój wzrok tak fałszywe
+Miał dać świadectwo, łzy stańcie się żarem!
+Wy, zalewane wciąż, a jeszcze żywe
+Przezrocza, spłońcie pod kłamstwa nadmiarem!
+Zatrzeć jej wdzięki! Nigdy wszechwidzące
+Równej piękności nie widziało słońce.
+
+*Benwolio.* Wielbisz ją, boś ją jedną na oboich
+Ważył dotychczas szalach oczu swoich;
+Lecz umieść na tej wadze kryształowéj
+Obok niej inną, którą ci gotowy
+Będę dziś wskazać, a ręczę, że owa
+Nieporównana w kąt się przed tą schowa.
+
+*Romeo.* Pójdę tam, ale z obojętnem okiem,
+Jednej wyłącznie poić się widokiem.
+
+ _(Wychodzą)._
+
+
+SCENA III.
+
+ Pokój w domu Kapuletów.
+
+ _(Wchodzi pani Kapulet i Marta)._
+
+*Pani Kapulet.* Gdzie moja córka? Idź ją tu przywołać.
+
+*Marta.* Na moją cnotę! jużem ją wołała.
+Julciu! pieszczotko moja! moje złotko!
+Boże, zmiłuj się! Gdzież ona jest? Julciu!
+
+ _(Wchodzi Julia)._
+
+*Julia.* Czy mnie kto wołał?
+
+*Marta.* Mama.
+
+*Julia.* Jestem, pani.
+Co mi rozkażesz?
+
+*Pani Kapulet.* Słuchaj. Odejdź, Marto;
+Mam z nią sam na sam coś do pomówienia.
+Marto, pozostań: przychodzi mi na myśl,
+Że twa obecność może być potrzebna.
+Julka ma piękny już wiek, wszakże prawda?
+
+*Marta.* Ba, mogę wiek jej policzyć na palcach.
+
+*Pani Kapulet.* Czternaście ma już lat, jak mi się zdaje.
+
+*Marta.* Czternaście moich zębów w zakład stawię,
+(Chociaż właściwie mam ich tylko cztery)
+Że jeszcze nie ma. Rychłoż będzie święto
+Piotra i Pawła?
+
+*Pani Kapulet.* Za parę tygodni,
+Mniej więcej.
+
+*Marta.* Mniej czy więcej, czy okrągło,
+Ale dopiero w wieczór na świętego
+Piotra i Pawła skończy lat czternaście.
+Ona z Zuzanką -- Boże zbaw nas grzesznych! --
+Były rówieśne. Zuzanka u Boga —-
+Byłże to anioł! -- ale, jak mówiłam,
+Julcia dopiero na świętego Piotra
+I Pawła skończy spełna lat czternaście,
+Tak, tak; pamiętam dobrze. Mija teraz
+Rok jedenasty od trzęsienia ziemi;
+Właśnie od piersi była odsadzona.
+Z pomiędzy wszystkich dni bożego roku
+Tego jednego nigdy nie zapomnę.
+Piołunem sobie wtedy pierś potarłam,
+Siedząc na słońcu tuż pod gołębnikiem.
+Państwo byliście tego dnia w Mantui.
+A co? mam pamięć? Ale, jak mówiłam,
+Skoro pieszczotka moja na brodawce
+Poczuła gorycz, trzeba było widzieć,
+Jak się skrzywiła, szarpnęła od piersi;
+Gołębnik za mną: skrzyp! a ja co żywo
+Na równe nogi: hyc! nie myśląc czekać,
+Aż mi kto każe. Upłynęło odtąd
+Lat jedenaście. Umiała już wtedy
+O własnej sile stać, co mówię, biegać,
+Dyrdać. Dniem pierwej zbiła sobie czoło.
+Mój mąż -- świeć Panie, jego duszy! -- podniósł
+Z ziemi niebogę; był to wielki figlarz.
+_»Plackiem«,_ rzekł, _»padasz teraz, a jak przyjdzie
+Większy rozumek, to na wznak upadniesz,
+Nieprawdaż, Julciu?«_ A ten mały łotrzyk,
+Jak mi Bóg miły! przestał zaraz krzyczeć
+I odpowiedział: _»tak«_. Chociażbym żyła
+Tysiąc lat, nigdy tego nie zapomnę.
+_»Nieprawdaż, Julciu«_ rzekł, _»że padniesz wznak?«_
+A mały urwis odpowiedział _»tak«_.
+
+*Pani Kapulet.* Dość tego, Marto, skończ już tę historyę,
+Proszę cię.
+
+*Marta.* Dobrze, miłościwa pani.
+Ale nie mogę wstrzymać się od śmiechu,
+Kiedy przypomnę sobie, jak to ona
+Przestała krzyczeć i odpowiedziała:
+_»Tak«_. Miała jednak guz jak kurze jaje,
+Siniec porządny i płakała gorzko;
+Ale gdy mąż mój rzekł: _»plackiem dziś padasz,
+A jak dorośniesz, to na wznak upadniesz,
+Nieprawdaż, Julciu?«_ tak i niebożątko
+Zaraz ucichło i odrzekło: _»tak«_.
+
+*Julia.* Ucichnij też i ty, proszę cię, nianiu.
+
+*Marta.* Jużem ucichła przecie. Pan Bóg z tobą!
+Ty jesteś perłą ze wszystkich niemowląt,
+Jakie karmiłam. Gdybym jeszcze mogła
+Patrzeć na twoje zamęście!...
+
+*Pani Kapulet.* Zamęście!
+To jest punkt właśnie, o którym chcę mówić.
+Powiedz mi, Julio, co myślisz i jakie
+Są chęci twoje we względzie małżeństwa?
+
+*Julia.* O tym zaszczycie jeszcze nie myślałam.
+
+*Marta.* O tym zaszczycie! Gdybym nie ja była
+Twą karmicielką, rzekłabym, żeś mądrość
+Wyssała z mlekiem.
+
+*Pani Kapulet.* Myślże o tem teraz.
+Młodsze od ciebie dziewczęta z szlachetnych
+Domów w Weronie wcześnie stan zmieniają;
+Ja sama byłam już matką w tym wieku,
+W którym tyś jeszcze panną. Krótko mówiąc,
+Waleczny Parys stara się o ciebie.
+
+*Marta.* To mi kawaler! panniuniu, to brylant
+Taki kawaler: chłopiec gdyby z wosku!
+
+*Pani Kapulet.* Nie ma w Weronie równego mu kwiatu.
+
+*Marta.* Co to, to prawda: kwiat to, kwiat prawdziwy.
+
+*Pani Kapulet.* Cóż, Julio? Będzieszże mogła go kochać?
+Dziś w wieczór ujrzysz go wśród naszych gości.
+Wczytaj się w księgę jego lic, na których
+Pióro piękności wypisało miłość;
+Przypatrz się jego rysom, jak uroczo,
+Zgodnie się schodzą z sobą i jednoczą;
+A co w tej księdze wyda ci się mrocznem,
+To w jego oczach stanie-ć się widocznem.
+Do upięknienia tej zaprawdę rzadkiej
+Edycyi męża brak tylko okładki.
+Roślina w ziemi, ryba w wodzie żyje;
+Miło, gdy piękną treść piękny wierzch kryje;
+I tem wspanialsza, tem więcej jest warta
+Złota myśl w złotej oprawie zawarta.
+Tak więc z nim wszystką jego właść posiędziesz
+I w niczem sama ujmy mieć nie będziesz.
+
+*Marta.* Ujmy? Ba, owszem przyrost, boć to przecie
+Zawżdy z mężczyzną przybywa kobiecie.
+
+*Pani Kapulet.* Chceszże go? powiedz krótko, węzłowato.
+
+*Julia.* Zobaczę, jeśli patrzenia dość na to;
+Nie głębiej jednak myślę w tę rzecz wglądać,
+Jak tobie, pani, podoba się żądać.
+
+ _(Wchodzi Służący)._
+
+*Służący.* Pani, goście już przybyli; wieczerza zastawiona,
+czekają na panią, pytają o pannę Julię, przeklinają
+w kuchni panią Martę -- słowem, niecierpliwość powszechna.
+Niech panie raczą pośpieszyć. _(Wychodzi)._
+
+*Pani Kapulet.* Pójdź, Julio; w hrabi serce tam dygoce.
+
+*Marta.* Idź i po błogich dniach błogie znajdź noce.
+
+ _(Wychodzą)._
+
+
+SCENA IV.
+
+ Ulica.
+
+ _(Wchodzą: Romeo, Merkucio i Benwolio w towarzystwie pięciu
+czy sześciu masek. Ludzie z pochodniami i inne osoby)._
+
+*Romeo.* Mamyż przy wejściu z przemową wystąpić,
+Czy też poprostu wejść?
+
+*Benwolio.* Wyszły już z mody
+Te ceremonie: nie będziemy z sobą
+Wiedli Kupida z bindą wkoło skroni,
+Łuk malowany z gontu niosącego
+I straszącego dziewczęta jak ptaki;
+Ani też owych prawili oracyi,
+Mdło za suflerem cedzonych na wstępie.
+Niech sobie o nas pomyślą, co zechcą;
+Wejdziem, pokręcim się i znikniem potem.
+
+*Romeo.* Kręćcie się, kiedy chcecie, jam do tego
+Dziś niesposobny.
+
+*Merkucio.* Kochany Romeo,
+Musisz potańczyć także.
+
+*Romeo.* Nie, doprawdy.
+Wy macie lekkie trzewiki, to tańczcie;
+Mnie ołów serce tłoczy, ledwie mogę
+Ruszyć się z miejsca.
+
+*Merkucio.* Zakochany jesteś;
+Pożycz strzelistych od Kupida skrzydeł
+I wznieś się niemi nad poziomą sferę.
+
+*Romeo.* Nie mnie, tkniętemu srodze jego strzałą,
+Strzeliście wzbijać się na jego skrzydłach;
+Nie mnie się wznosić nad poziom, co, nosząc
+Brzemię milości, na poziom upadam.
+
+*Merkucio.* A gdybyś upadł z nią, ją-byś obrzemił,
+Tak delikatną rzecz przygniótłbyś srodze.
+
+*Romeo.* Nazywasz miłość rzeczą delikatną?
+Zbyt owszem twarda, szorstka i koląca.
+
+*Merkucio.* Twarda li dla cię, bądź i dla niej twardy;
+Kol ją, gdy kole, a zwalisz ją łatwo.
+Hola, podajcie mi na twarz pokrowiec!
+Maskę na maskę!
+
+ _(wkłada maskę)._
+
+ Niechaj sobie teraz
+Ciekawe oko nicuje mą szpetność!
+Ta larwa za mnie będzie się rumienić.
+
+*Benwolio.* Idźmy, panowie; zadzwońmy, a potem
+Ostro już tylko polećmy się nogom.
+
+*Romeo.* Niech trzpioty łechcą nieczułą posadzkę!
+Pochodni dla mnie! bom ja dziś skazany,
+Jak ów pachołek, co świeci swej pani,
+Stać nieruchomie i martwym być widzem.
+
+*Merkucio.* Stój, jak chcesz, byłeś tylko nie stał o to,
+Co cię tak martwi, a w czem (z całym winnym
+Uszanowaniem dla twojej miłości)
+Jak w błocie, widzę, po uszy zagrzązłeś.
+Nuże, nie palmy świec w dzień.
+
+*Romeo.* Palmyż teraz,
+Bo noc jest.
+
+*Merkucio.* Mniemam, panie, że, czas tracąc,
+Zarówno psujem świece bez potrzeby,
+Jak w dzień je paląc. Przyjmij tę uwagę,
+Bo w niej pięć razy więcej jest logiki,
+Niż w naszych pięciu zmysłach.
+
+*Romeo.* Uważamy
+Za rzecz stosowną pójść tam na ten festyn,
+Chociaż logiki w tem niema.
+
+*Merkucio.* Dlaczego?
+
+*Romeo.* Miałem tej nocy marzenie.
+
+*Merkucio.* Ja także.
+
+*Romeo.* Cóż ci się śniło?
+
+*Merkucio.* To, że marzyciele
+Najczęściej zwykli kłamać.
+
+*Romeo.* Przez sen, w łóżku,
+Gdy w gruncie marzą o rzeczach prawdziwych.
+
+*Merkucio.* Snadź się królowa Mab widziała z tobą:
+Ta, co to babi wieszczkom i w postaci
+Kobietki, mało co większej niż agat
+Na wskazującym palcu aldermana,
+Ciągniona cugiem drobniuchnym atomów,
+Tuż, tuż śpiącemu przeciąga pod nosem.
+Szprychy jej wozu z długich nóg pajęczych;
+Osłona z lśniących skrzydełek szarańczy;
+Sprzężaj z plecionych nitek pajęczyny;
+Lejce z wilgotnych księżyca promyków;
+Bicz z cienkiej żyłki na świerszcza szkielecie;
+A jej forszpanem mała, szara muszka,
+Przez pół tak wielka, jak ów krągły owad,
+Co siedzi w palcu leniwej dziewczyny;
+Wozem zaś próżny laskowy orzeszek,
+Dzieło wiewiórki lub majstra robaka,
+Tych z dawien dawna akredytowanych
+Stelmachów wieszczek. W takich to przyborach
+Co noc harcuje po głowach kochanków,
+Którzy natenczas marzą o miłości;
+Albo po giętkich kolanach dworaków,
+Którzy natenczas o ukłonach marzą;
+Albo po chudych palcach adwokatów,
+Którym się wtedy roją honorarya;
+Albo po ustach romansowych damul,
+Którym się wtedy marzą pocałunki;
+Często atoli Mab na te ostatnie
+Zsyła przedwczesne zmarszczki, gdy ich oddech
+Za bardzo znajdzie cukrem przesycony.
+Czasem też wjeżdża na nos dworakowi:
+Wtedy śnią mu się nowe łaski pańskie;
+Czasem i księdza plebana odwiedzi,
+Gdy ten spokojnie drzemie i ogonem
+Dziesięcinnego wieprza w nos go łechce:
+Wtedy mu nowe śnią się beneficya.
+Czasem wkłusuje na kark żołnierzowi:
+Ten wtedy marzy o cięciach i pchnięciach,
+O szturmach, breszach, o hiszpańskich klingach,
+O czynach wielkich na paręset sążni;
+Wtem mu zatrąbi w ucho: nasz bohater
+Truchleje, zrywa się, klnąc zmawia pacierz
+I znów zasypia. Taka jest Mab: ona,
+Ona-to w nocy zlepia grzywy koniom
+I włos ich gładki w szpetne kudły zbija,
+Które rozczesać niebezpiecznie; ona
+Jest ową zmorą, co na wznak leżące
+Dziewczęta dusi i wcześnie je uczy
+Dźwigać ciężary, by się z czasem mogły
+Zawołanemi stać gospodyniami.
+Ona-to, ona...
+
+*Romeo.* Skończ już, skończ, Merkucio!
+Prawisz o niczem.
+
+*Merkucio.* Prawię o marzeniach,
+Które w istocie niczem innem nie są,
+Jak wylęgłymi w chorobliwym mózgu
+Dziećmi fantazyi; ta zaś jest pierwiastku
+Tak subtelnego właśnie, jak powietrze,
+Bardziej niestała, niż wiatr, który jużto
+Mroźną całuje północ, jużto z wstrętem
+Rzuca ją, dążąc w objęcia południa.
+
+*Benwolio.* Coś ten wiatr zawiał, zdaje się, i na nas.
+Wieczerza stoi, spóźnimy się na nią.
+
+*Romeo.* Boję się, czyli nie przyjdziem zawcześnie:
+Bo moja dusza przeczuwa, że jakieś
+Nieszczęście, jeszcze wpośród gwiazd wiszące,
+Złowrogi bieg swój rozpocznie od daty
+Uciech tej nocy, i kres zamkniętego
+W mej piersi, zbyt już nieznośnego życia
+Przyśpieszy jakimś strasznym śmierci ciosem.
+Lecz niech ten, który ma ster mój w swym ręku,
+Kieruje moim żaglem! Dalej! Idźmy! _(Wychodzą)._
+
+
+SCENA V.
+
+ Sala w domu Kapuletów.
+
+ _(Wchodzą: muzykanci i słudzy)._
+
+*Pierwszy sługa.* Gdzie Potpan? Czemu nie pomaga sprzątać?
+Gęsi mu paść, nie służyć.
+
+*Drugi sługa.* Tak to, kiedy ważne obowiązki lokaja powierzają
+ludziom złej maniery; na dyabła się to zdało.
+
+*Pierwszy sługa.* Powynoście stołki! usuńcie na bok bufet!
+Pozbierajcie srebra! Schowajno tam dla mnie, braciszku,
+kawałek marcepana i szepnij na ucho odźwiernemu,
+żeby wpuścił Zuzannę Grindston i Nelly; jak
+mię kochasz. -- Antoni! Potpan!
+
+ _(Wchodzą dwaj inni słudzy)._
+
+*Trzeci sługa.* Czegoż tam? Co za gwałt?
+
+*Pierwszy sługa.* Wołają was, pytają o was, czekają na
+was, niecierpliwią się na was w wielkiej sali.
+
+*Czwarty sługa.* Nie możemy być tu i tam razem. Dalej,
+chłopcy! pohulajmyż dzisiaj! Kto umie czekać, wszystkiego
+się doczeka. _(Oddalają się)._
+
+ _(Kapulet i inny wchodzą z gośćmi i maskami)._
+
+*Kapulet.* Witaj, cna młodzi! Wolne od nagniotków
+Damy rachują na waszą ruchawość.
+Śliczne panienki, któraż z was odmówi
+Stanąć do tańca? O, takiej wręcz powiem
+Że ma nagniotki. A co? tom was zażył!
+Dalej, panowie! I ja kiedyś także
+Maskę nosiłem i umiałem szeptać
+W ucho pięknościom jedwabne powieści,
+Co szły do serca; przeszło to już, przeszło.
+Nuże, panowie! Grajki, zaczynajcie!
+Miejsca! rozstąpmy się! dalej, dziewczęta!
+
+ _(Muzyka gra. Młodzież tańczy.)_
+
+Hej! więcej światła! wynieście te stoły!
+I zgaście ogień, bo zbyt już gorąco.
+Siadajże, siadaj, bracie Kapulecie!
+Dla nas dwóch czasy pląsów już minęły.
+Jakże to dawno byliśmy obydwaj
+Po raz ostatni w maskach?
+
+*Drugi Kapulet.* Będzie temu
+Lat ze trzydzieści.
+
+*Kapulet.* Co? co! nie tak dawno.
+Było to, pomnę, na godach Lucencia;
+Na te Zielone Świątki, da Bóg dożyć,
+Będzie dwadzieścia pięć lat.
+
+*Drugi Kapulet.* Dawniej, dawniej,
+Wszak już syn jego jest trzydziestoletni.
+
+*Kapulet.* Co mi waść prawisz? Przede dwoma laty
+Syn jego nie był jeszcze pełnoletnim.
+
+*Romeo* _(do jednego ze sług)._ Co to za dama, co w tej chwili tańczy
+Z tym kawalerem?
+
+*Sługa.* Nie wiem, jaśnie panie.
+
+*Romeo.* Ona zawstydza świec jarzących blaski!
+Piękność jej wisi u nocnej opaski,
+Jak drogi klejnot u uszu Etyopa.
+Nie tknęła ziemi wytworniejsza stopa.
+Jak śnieżny gołąb wśród kawek, tak ona
+Świeci wśród swoich towarzyszek grona.
+Zaraz po tańcu przybliżę się do niéj
+I dłoń mą uczczę dotknięciem jej dłoni.
+Kochałżem dotąd? O! zaprzecz, mój wzroku!
+Boś jeszcze nie znał równego uroku.
+
+*Tybalt.* Sądząc po głosie, z Montekich to któryś.
+Dajno mi rapir, chłopcze. Jak się waży
+Ten łotr tu wchodzić i kłamaną larwą
+Szyderczo naszej urągać zabawie?
+Na krew szlachetną, co mi wzdyma serce,
+Nie będzie grzechu, jeśli go uśmiercę.
+
+*Kapulet.* Tybalcie, co ci to? Czego się zżymasz?
+
+*Tybalt.* Ujmy tej, stryju, pewno nie wytrzymasz:
+Jeden z Montekich, twych śmiertelnych wrogów,
+Śmie tu znieważać gościnność twych progów.
+
+*Kapulet.* Czy to Romeo?
+
+*Tybalt.* Tak, ten-to nikczemnik.
+
+*Kapulet.* Daj mu waść pokój; nie wychodzi przecie
+Z granic wytkniętych dobrym wychowaniem;
+I prawdę mówiąc, cała go Werona
+Ma za młodzieńca pełnego przymiotów:
+Nie chciałbym za nic w świecie w moim domu
+Czynić mu krzywdy. Uspokój się zatem,
+Miły synowcze, nie zważaj na niego;
+Taka ma wola; jeśli ją szanujesz,
+Okaż uprzejmość i spędź precz z oblicza
+Ten mars niezgodny z weselem tej doby.
+
+*Tybalt.* Taki gość w domu nabawia choroby;
+Nie ścierpię go tu.
+
+*Kapulet.* Chcę go mieć cierpianym.
+Cóż to, zuchwalcze? Mówię, że chcę! Cóż to?
+Czy ja tu jestem, czy waść jesteś panem?
+Waść go tu nie chcesz ścierpieć! Boże odpuść!
+Waść mi chcesz gości porozpędzać? kołki
+Na łbie mi strugać? przewodzić w mym domu?
+
+*Tybalt.* Stryju, to zakał.
+
+*Kapulet.* Cicho! burdą jesteś.
+Z tą porywczością doigrasz się waszmość.
+Zawsze mi musisz się sprzeciwiać! -- Brawo,
+Kochana młodzi! -- Urwipołeć z waści!
+Siedź cicho, albo... -- Hola! więcej światła! --
+Ja cię uciszę. Patrz go! -- Żwawo, chłopcy!
+
+*Tybalt.* Gniew dobrowolny z flegmą przymuszoną,
+Na krzyż się schodząc, wstrząsają mi łono.
+Muszę ustąpić; wkrótce się atoli
+W gorzką żółć zmieni ta słodycz wbrew woli.
+
+ _(Oddala się)._
+
+*Romeo* _(do Julii)._ Jeśli dłoń moja, co tę świętość trzyma,
+Bluźni dotknięciem: zuchwalstwo takowe
+Odpokutować usta me gotowe
+Pocałowaniem pobożnem pielgrzyma.
+
+*Julia* _(do Romea)._ Mości pielgrzymie, bluźnisz swojej dłoni,
+Która nie grzeszy zdrożnym dotykaniem;
+Jestli ujęcie rąk pocałowaniem,
+Nikt go ze świętych pielgrzymom nie broni.
+
+*Romeo* _(jak pierwej)._ Nie mająż święci ust, tak jak pielgrzymi?
+
+*Julia* _(jak pierwej)._ Mają ku modłom lub kornej podzięce.
+
+*Romeo.* Niechże ich usta czynią to, co ręce;
+Moje się modlą, przyjm modły ich, przyjmij.
+
+*Julia.* Niewzruszonymi pozostają święci,
+Choć gwoli modłom niewzbronne ich chęci.
+
+*Romeo.* Ziść więc cel moich, stojąc niewzruszenie,
+I z ust swych moim daj wziąć rozgrzeszenie.
+
+ _(Całuje ją)._
+
+*Julia.* Moje więc teraz obciąża grzech zdjęty.
+
+*Romeo.* Z mych ust? O! grzechu, zbyt pełen ponęty!
+Niechże go nazad rozgrzeszony zdejmie!
+Pozwól. _(Całuje ją znowu)._
+
+*Julia.* Jak z książki całujesz, pielgrzymie.
+
+*Marta.* Panienko, jejmość pani matka prosi.
+
+*Romeo.* Któż jest jej matką?
+
+*Marta.* Jej matką? Bajbardzo!
+Nikt inny, jeno pani tego domu;
+I dobra pani, mądra a cnotliwa.
+Ja byłam mamką tej, coś z nią pan mówił.
+Smaczny by kąsek miał, ktoby ją złowił.
+
+*Romeo.* Julia Kapulet! O, dolo zbyt sroga!
+Życie me jest więc w ręku mego wroga.
+
+*Benwolio.* Wychodźmy, wieczór dobiega już końca.
+
+*Romeo.* Niestety! z wschodem dla mnie zachód słońca.
+
+*Kapulet* _(do rozchodzących się gości)._
+Ejże, panowie, pozostańcie jeszcze;
+Mają nam wkrótce dać małą przekąskę.
+Chcecie koniecznie? Muszę więc ustąpić.
+Dzięki wam, mili panowie i panie.
+Dobranoc. Światła! Idźmyż spać.
+
+ _(Do drugiego Kapuleta)._
+
+ Braciszku,
+Zapóźniliśmy się; idę wypocząć.
+
+ _(Wychodzą wszyscy, prócz Julii i Marty)._
+
+*Julia.* Czy nie wiesz, nianiu, kto jest ten pan?
+
+*Marta.* Ten, tu?
+To syn starego Tyberya.
+
+*Julia.* A tamten,
+Co właśnie ku drzwiom zmierza.
+
+*Marta.* To podobno
+Młody Petrycy.
+
+*Julia.* A ów, tam na prawo,
+Co nie chciał tańczyć?
+
+*Marta.* Nie wiem.
+
+*Julia.* Spytaj, proszę,
+Jak się nazywa. Jeżeli żonaty,
+Całun mię czeka zamiast ślubnej szaty.
+
+*Marta.* Zwie się Romeo, jest z rodu Montekich,
+Synem waszego największego wroga.
+
+*Julia.* Jako obcego zawcześnie ujrzałam!
+Jako lubego za późno poznałam!
+Dziwny miłości traf się na mnie iści,
+Że muszę kochać przedmiot nienawiści.
+
+*Marta.* Co to jest? co to takiego?
+
+*Julia.* To wiersze,
+Których mię jeden tancerz dziś nauczył.
+
+*Marta.* Pójdź spać, waćpanna.
+
+*Głos* _(za sceną)_. Julio!
+
+*Marta.* Dalej! dalej!
+Wołają panny i pusto już w sali.
+
+ _(Wychodzą)._
+
+
+CHÓR
+
+(Przekład J. Kasprowicza).
+
+Dawna namiętność już w całunach leży,
+W jej miejscu władnie siła żądzy nowéj;
+Piękną przestała być przy Julii świeżéj
+Piękność, dla której umrzeć był gotowy.
+
+Dziś jest Romeo kochany i kocha,
+W oczach obojga żar jednaki płonie;
+Lecz on, w niej wroga przypuszczając, szlocha,
+A ona miłość z wędki grozy chłonie.
+
+On się nie zbliży i przed nią nie złoży
+Przysiąg serdecznych, uważan za wroga;
+I jej, choć w łonie namiętność się sroży,
+Zejścia się z lubym zamkniętą jest droga.
+
+Lecz w żądzy siła: po wielkich katuszach
+Wielką im radość czas zgotuje w duszach.
+
+
+
+
+AKT DRUGI.
+
+
+SCENA I.
+
+ Pusty plac, przytykający do ogrodu Kapuletów.
+
+ _(Wchodzi Romeo)._
+
+*Romeo.* Mamże iść dalej, gdy tu moje serce?
+Cofnij się, ziemio, wynajdź sobie centrum!
+
+ _(Wchodzi na mur i spuszcza się do ogrodu)._
+
+ _(Wchodzą Merkucio i Benwolio)._
+
+*Benwolio.* Romeo! bracie! Romeo!
+
+*Merkucio.* Ma rozum;
+Powietrze chłodne, więc dyrnął do łóżka.
+
+*Benwolio.* Pobiegł tą drogą i przełazł przez parkan.
+Wołaj, Merkucio!
+
+*Merkucio.* Użyję nań zaklęć:
+Romeo! gachu! cietrzewiu! wariacie!
+Ukaż się w lotnej postaci westchnienia,
+Powiedz choć jeden wiersz, a dość mi będzie;
+Jęknij: ach! połącz w rym: kochać i szlochać;
+Szepnij Wenerze jakie piękne słówko;
+Daj jaki nowy epitet ślepemu
+Jej synalkowi, co tak celnie strzelał
+Za owych czasów, gdy król Kofetua
+W zaloty chodził do córki żebraczej.
+Nie słucha; ani piśnie, ani trunie;
+Zdechł robak; musze zakląć go inaczej.
+Klnę cię na żywe oczy Rozaliny,
+Na jej wysokie czoło, krasne usta,
+Wysmukłe nóżki i toczone biodra
+Z przyległościami, abyś się przed nami
+W właściwej sobie postaci ukazał.
+
+*Benwolio.* Gniewać się będzie, jeśli cię usłyszy.
+
+*Merkucio.* Co się ma gniewać? Mógłby się rozgniewać,
+Gdyby za sprawą mojego zaklęcia
+W zaczarowane koło jego pani
+Inny duch wkroczył, i stał tam dopóty,
+Dopókiby go nie zmogła: to byłby
+Powód do uraz; moja inwokacya
+Jest przyjacielską i godziwą razem,
+Bo wywołuje w imię jego pani
+Jego jedynie naturalną postać.
+
+*Benwolio.* Pójdź! skrył się owdzie pomiędzy drzewami,
+By się tam zbratał ż tajemniczą nocą:
+Ślepym w miłości ciemność jest najmilsza.
+
+*Merkucio.* Możeż w cel trafić miłość, będąc ślepą?
+Niechże tam sobie po ciemności maca,
+Jak dłuo zechce. Dobranoc, Romeo!
+Idę lecz w mojem łóżku za kotarą,
+Bo to polowe tu dla mnie za chłodne.
+Czy idziesz także?
+
+*Benwolio.* Idę; próżno szukać
+Takiego, co być nie chce znalezionym.
+
+ _(Wychodzą)._
+
+
+SCENA II.
+
+ Ogród Kapuletów.
+
+ _(Wchodzi Romeo)._
+
+*Romeo.* Drwi z blizn, kto nigdy nie doświadczył rany.
+
+ _Julia ukazuje się w oknie)._
+
+Lecz cicho! Co za blask strzelił tam z okna!
+Ono jest wschodem, a Julia jest słońcem!
+Wnijdź cudne słońce, zgładź zazdrosną lunę,
+Która aż zbladła z gniewu, że ty jesteś
+Od niej piękniejszą; ukarz ją zaćmieniem
+Za tę jej zazdrość; zetrzyj ją do reszty!
+To moja pani, to moja kochanka!
+O! gdyby mogła wiedzieć, czem jest dla mnie!
+Przemawia, chociaż nic nie mówi; cóż stąd?
+Jej oczy mówią, oczom więc odpowiem.
+Za śmiały jestem; mówią, lecz nie do mnie.
+Ptaki ocknęłyby się i śpiewały,
+Myśląc, że to już nie noc, lecz dzień biały.
+Patrz, jak na dłoni smutnie wsparła liczko!
+O! gdybym mógł być tylko rękawiczką,
+Co tę dłoń kryje!
+
+*Julia.* Ach!
+
+*Romeo.* Cicho! coś mówi.
+O! mów, mów dalej, uroczy aniele;
+Bo ty mi w noc tę tak wspaniale świecisz,
+Dwie najjaśniejsze, najpiękniejsze gwiazdy
+Z całego nieba, gdzieindziej zajęte,
+Prosiły oczu jej, aby zastępczo
+Stały w ich sferach, dopóki nie wrócą.
+Lecz choćby oczy jej były na niebie,
+A owe gwiazdy w oprawie jej oczu:
+Blask jej oblicza zawstydziłby gwiazdy,
+Wśród eterycznej zabłysły przezroczy,
+Jak lotny goniec niebios rozwartemu
+Od podziwienia oku śmiertelników,
+Które się wlepia w niego, aby patrzeć,
+Jak on po ciężkich chmurach się przesuwa
+I po powietrznej żegluje przestrzeni.
+
+*Julia.* Romeo! czemuż ty jesteś Romeo!
+Wyrzecz się swego rodu, rzuć tę nazwę!
+Lub, jeśli tego nie możesz uczynić,
+To przysiąż wiernym być mojej miłości,
+A ja przestanę być z krwi Kapuletów.
+
+*Romeo.* Mamże przemówić, czy też słuchać dalej?
+
+*Julia.* Nazwa twa tylko jest mi nieprzyjazną,
+Boś ty w istocie nie Montekim dla mnie.
+Jestże Monteki choćby tylko ręką,
+Ramieniem, twarzą, zgoła jakąkolwiek
+Częścią człowieka? O! weź inną nazwę!
+Czemże jest nazwa? To, co zowiem różą,
+Pod inną nazwą równieby pachniało;
+Tak i Romeo, bez nazwy Romea
+Przecieżby całą swą wartość zatrzymał.
+Romeo! porzuć tę nazwę, a w zamian
+Za to, co nawet cząstką ciebie nie jest,
+Weź mię, ach! całą!
+
+*Romeo.* Biorę cię za słowo:
+Zwij mię kochankiem, a krzyżmo chrztu tego
+Sprawi, że odtąd nie będę Romeem.
+
+*Julia.* Ktoś ty jest, co się nocą osłaniając,
+Podchodzisz moją samotność?
+
+*Romeo.* Z nazwiska
+Nie mógłbym tobie powiedzieć, kto jestem:
+Nazwisko moje jest mi nienawistnem,
+Bo jest, o! święta, nieprzyjaznem tobie;
+Zdarłbym je, gdybym miał je napisane.
+
+*Julia.* Jeszcze me ucho stu słów nie wypiło
+Z tych ust, a przecież dźwięk już ich mi znany.
+Jestżeś Romeo, mów? jestżeś Monteki?
+
+*Romeo.* Nie jestem ani jednym, ani drugim,
+Jednoli z dwojga jest niemiłem tobie.
+
+*Julia.* Jakżeś tu przyszedł, powiedz, i dlaczego?
+Mur jest wysoki i trudny do przejścia,
+A miejsce zgubne; gdyby cię kto z moich
+Krewnych tu zastał...
+
+*Romeo.* Na skrzydłach miłości
+Lekko, bezpiecznie mur ten przesadziłem,
+Bo miłość nie zna żadnych tam i granic;
+A co potrafi, na to się i waży;
+Krewni więc twoi nie trwożą mię wcale.
+
+*Julia.* Zabiliby cię, gdyby cię ujrzeli.
+
+*Romeo.* Ach! więcej groźby leży w oczach twoich,
+Niż w ich dwudziestu mieczach: patrz łaskawie,
+A będę silny przeciw ich gniewowi.
+
+*Julia.* Na Boga! niech cię oni tu nie ujrzą!
+
+*Romeo.* Ciemny płaszcz nocy skryje mię przed nimi.
+Lecz niech mię znajdą, jeśli ty mię kochasz.
+Lepszy kres życia skutkiem ich niechęci,
+Niż przedłużony zgon w braku twych uczuć.
+
+*Julia.* Kto ci dopomógł znaleźć to ustronie?
+
+*Romeo.* Miłość, co mi go doradziła szukać:
+Ona mi instynkt, ja jej oczy dałem.
+Nie jestem sternik, gdybyś jednak była
+Równie daleko, jak ów brzeg, którego
+Morze najdalsze podmywa krawędzie,
+Śmiało po taki klejnotbym popłynął.
+
+*Julia.* Gdyby nie ciemność, co mi twarz maskuje,
+Widziałbyś na niej rozlany rumieniec
+Po tem, co z ust mych słyszałeś tej nocy.
+Radabym form się trzymać, rada cofnąć
+To, co wyrzekłam; ale precz udanie!
+Czy mię ty kochasz? Wiem, że powiesz: -- tak jest;
+I jać uwierzę; mimo przysiąg jednak
+Możesz mię zawieść. Z wiarołomstwa mężczyzn
+Śmieje się, mówią, Jowisz. O! Romeo!
+Jeśli mię kochasz, wyrzecz to rzetelnie;
+Lecz jeśli masz mię za podbój zbyt łatwy,
+To zmarszczę czoło i przewrotną będę
+I na miłosne twoje oświadczenia
+Powiem: -- nie, w innym razie za nic w świecie.
+Za czuła może jestem, o! Monteki,
+Stąd możesz sądzić me obejście płochem;
+Ufaj mi jednak, będę ja wierniejsza
+Od tych, co bieglej umieją się drożyć.
+Byłabym ja się była, prawdę mówiąc,
+Także drożyła, gdybyś był tajnego
+Głosu miłości mojej nie podchwycił.
+Nie wiń mię przeto, ani też przypisuj
+Płochości tego wylania mych uczuć,
+Które zdradziła noc ciemna.
+
+*Romeo.* O! Julio,
+Przysięgam na ten księżyc, co wspaniale
+Powleka srebrem tamtych drzew wierzchołki...
+
+*Julia.* O! nie przysięgaj na księżyc, bo księżyc
+Co tydzień zmienia kształt swej pięknej tarczy;
+I miłość twoja po takiej przysiędze
+Mogłaby również zmienną się okazać.
+
+*Romeo.* Na cóż mam przysiądz?
+
+*Julia.* Nie przysięgaj wcale;
+Lub wreszcie przysiąż na samego siebie:
+Na ten uroczy przedmiot mych uwielbień,
+To ci uwierzę.
+
+*Romeo.* Jeśli szczera miłość
+Mojego serca...
+
+*Julia.* Daj pokój przysięgom.
+Lubo się cieszę z twojej obecności,
+Te nocne śluby nie cieszą mnie jakoś:
+Za nagłe one są, za nierozważne,
+Podobne niby do blasku, co znika,
+Nim człowiek zdąży powiedzieć: -- błysnęło.
+Dobranoc, luby! Oby nam ten wonny
+Miłości pączek przyniósł kwiat niepłonny!
+Bądź zdrów! i zaśnij z tak błogim spokojem,
+Jaki, z twej łaski, czuję w sercu mojem.
+
+*Romeo.* Także mam odejść niezaspokojony?
+
+*Julia.* Jakiegoż więcej chcesz zaspokojenia?
+
+*Romeo.* Zamiany twoich zapewnień za moje.
+
+*Julia.* Jużem ci dała je, nimeś zażądał;
+Radabym jednak one mieć na powrót.
+
+*Romeo.* Chciałażbyś cofnąć je? Dlaczego? luba!
+
+*Julia.* Ażebym mogła oddać ci je znowu.
+A przecież jest to żądanie zbyteczne,
+Bo moja miłość równie jest głęboka,
+Jak morze, równie jak ono bez końca;
+Im więcej ci jej udzielam, tem więcej
+Czuję jej w sercu.
+
+ _(Słychać w pokojach głos Marty)._
+
+
+ Wołają mię. -- Zaraz.
+Bądź zdrów, kochanku drogi! -- Zaraz, zaraz.
+-- Najmilszy, pomnij być stałym! -- Zaczekaj,
+Zaczekaj trochę, powrócę za chwilę.
+
+ _(Wychodzi)._
+
+*Romeo.* Błogosławiona, o! błogosławiona
+Po dwakroć nocy! Ale czy to wszystko,
+Dziejąc się w nocy, nie jest marą tylko?
+Coś tak lubego możeż być istotnem?
+
+*Julia* _(ukazując się znowu)._ Jeszcze słów parę, a potem dobranoc,
+Drogi Romeo! jeśli twoja skłonność
+Jest prawą, twoim zamiarem małżeństwo,
+To mię uwiadom jutro przez osobę,
+Którą do ciebie przyślę, gdzie i kiedy
+Zechcesz dopełnić obrzędu; a wtedy
+Całą mą przyszłość u nóg twoich złożę
+I w świat za tobą pójdę w imię Boże.
+
+*Marta* _(za sceną)._ Panienko!
+
+*Julia.* Idę. -- Lecz jeśli mię zwodzisz,
+To cię zaklinam...
+
+*Marta* _(za sceną)._ Julciu!
+
+*Julia.* Zaraz idę.
+-- Jeśli mię zwodzisz, o! to cię zaklinam,
+Skończ te zabiegi i zostaw mię żalom.
+-- Jutro więc przyślę.
+
+*Romeo.* Jak pragnę zbawienia...
+
+*Julia.* Po tysiąc razy dobranoc.
+
+ _(Odchodzi)._
+
+*Romeo.* Po tysiąc
+Razy niedobra tam, gdzie ty nie świecisz.
+Jak żak, gdy rzuca książkę, tak kochanek
+Do celu swego pospiesza wesoły;
+A gdy nadejdzie z kochanką rozstanek,
+Wlecze się smutnie, jak ów żak do szkoły.
+
+ _(Odchodzi)._
+
+*Julia* _(ukazuje się znowu)._ Pst! pst! Romeo! O, gdybym mieć mogła
+Głos sokolnika, by tego maiża
+Nazad przywołać! Przymus jest ochrypły,
+Nie może głośno mówić; gdyby nie to,
+Wstrząsłabym góry, gdzie się echo kryje,
+I głosbym jego zrobiła chrapliwszym,
+Niż mój, od rozbrzmień imienia Romeo!
+
+*Romeo.* Moja to dusza dzwoni imię moje,
+Jak srebrny dźwięk ma nocą głos kochanki!
+I jestże słodsza muzyka na świecie?
+
+*Julia.* Romeo!
+
+*Romeo.* Luba!
+
+*Julia.* O której godzinie
+Jutro mam przysłać?
+
+*Romeo.* O dziewiątej.
+
+*Julia.* Dobrze.
+Dwudziestoletni to termin. Nie pomnę,
+Pocom tu ciebie znowu przywołała.
+
+*Romeo.* Pozwól mi czekać, aż sobie przypomnisz.
+
+*Julia.* Zapomnę znowu, po co czekasz, pomnąc
+O twojej tylko lubej obecności.
+
+*Romeo.* A ja wciąż czekać będę, abyś ciągle
+Zapominała, sam zapominając,
+Że mam gdzie inny dom jak tutaj.
+
+*Julia.* Wkrótce
+Dnieć będzie: radabym, żebyś już odszedł;
+Nie dalej jednak, jak ów biedny ptaszek,
+Co go swawolne dziecko z rąk wypuszcza,
+I wnet zazdroszcząc mu krótkiej wolności,
+Jak niewolnika trzymanego w więzach,
+Jedwabnym sznurkiem przyciąga napowrót.
+
+*Romeo.* Chciałbym być biednym ptaszkiem w twoich ręku.
+
+*Julia.* O! jabym zbytkiem pieszczot cię zabiła.
+Dobranoc, luby! jeszcze raz dobranoc!
+Takam w życzeniach niepohamowana,
+Żeby dobranoc wołała do rana.
+
+ _(Odchodzi)._
+
+*Romeo.* Sen na twe oczy, pokój w pierś niech spłynie;
+Obym był nimi w tej błogiej godzinie!
+Spieszę do ojca Laurentego celi,
+On mi pomocy i rady udzieli.
+
+ _(Wychodzi)._
+
+
+SCENA III.
+
+ Cela Ojca Laurentego.
+
+ _(Wchodzi Ojciec Laurenty z koszykiem w ręku)._
+
+*O. Laurenty.* Szary poranek spędza mrok ponury,
+Pasami światła znacząc wschodnie mury,
+I noc się na bok chyli jak pijana
+Z dróg dnia ubitych stopami Tytana.
+Nim oko słońca pełnym blaskiem strzeli,
+Rosę wypije i świat rozweseli,
+Muszę uzbierać w ten koszyk z sitowia
+Roślin tak zbawczych jak zgubnych dla zdrowia.
+Ziemia jest matką natury i grobem,
+Grzebie i życia obdziela zasobem.
+I mnóstwo dzieci jej łona widzimy
+Ciągnących pokarm z jej piersi rodziméj;
+Niejedno w skutkach swoich wyśmienite,
+Każde do czegoś, wszystko rozmaite.
+O! moc to pełna cudów, co się mieści
+W sokach ziół, krzewów, w martwej kruszców treści!
+Bo niema rzeczy tak podłych na ziemi,
+Aby nie mogły stać się przydatnemi;
+Ni tak przydatnych, aby, miasto służyć,
+Nie zaszkodziły pod wpływem nadużyć.
+Wszakże i cnota może zajść w bezdroże,
+A błąd się czynem uszlachetnić może.
+W mdłym kwiatku, w ziółku jednym i tem samem
+Ma nieraz miejsce jad wespół z balsamem,
+Co zmysły razi, i to co im sprzyja,
+Bo jego zapach rzeźwi, smak zabija.
+Podobnie sprzeczna i w człowieku gości
+Dwójca pierwiastków: dobroci i złości;
+A kędy górę gorsza weźmie strona,
+Tam śmierć przychodzi i roślina kona.
+
+ _(Wchodzi Romeo)._
+
+*Romeo.* Dzień dobry, ojcze mój!
+
+*O. Laurenty.* _Benedicite!_
+Cóż to za ranny głos tak mnie pozdrawia!
+Młody mój synu, zły to znak, kto łoże
+Próżne zostawia o tak wczesnej porze.
+Troska odbywa straż w oczach starego,
+A sen tych mija, których troski strzegą;
+Ale gdzie czerstwa, wolna od kłopotów
+Młódź głowę złoży, sen zawżdy przyjść gotów.
+To więc tak ranne twe przybycie zdradza
+Jakiś niepokój, któremu snu władza
+Ulec musiała. Czy tylko się kładłeś?
+Możeś do łóżka i nie zajrzał?
+
+*Romeo.* Zgadłeś;
+Błożej niż w łóżku przeszły mi godziny.
+
+*O. Laurenty.* Grzeszniku, pewnieś był u Rozaliny.
+
+*Romeo.* U Rozaliny? Nie, ojcze; to imię
+W pamięci mojej wiecznym snem już drzymie.
+
+*O. Laurenty.* Brawo, mój synu! Lecz gdzieżeś to bywał?
+
+*Romeo.* Zaraz ci powiem: próżnobyś zgadywał;
+Byłem na balu w domu mego wroga,
+Gdziem został ranny, lecz zbójczyni sroga
+Czuje cios wzajem przeze mnie zadany,
+Tak, że na nasze zobopólne rany
+Święty wpływ tylko twej, ojcze, opieki
+Poradzić zdoła i dać zbawcze leki.
+Po chrześcijańsku, jak widzisz, przemawiam,
+Skoro się nawet za mym wrogiem wstawiam.
+
+*O. Laurenty.* Mów jaśniej, synu; zagadkowa spowiedź
+Dwuznaczną także znajduje odpowiedź.
+
+*Romeo.* Dowiedz się zatem, że anioł kobieta,
+Którąm ukochał, jest z krwi Kapuleta.
+Jego to dziecko i nadzieja cała;
+Jak ja ją, tak mnie ona ukochała.
+I do jedności, która nas już splata,
+Brakuje tylko, byś nas ty dla świata
+Stułą zjednoczył. Gdzie, o jakiej dobie
+Zejdziem się skrycie i przysięgniem sobie,
+Powiem ci, idąc, czcigodny kapłanie;
+Błagam cię tylko, niech się to dziś stanie.
+
+*O. Laurenty.* Święty Franciszku! Cóż to za przemiana!
+Toż Rozalina, owa ukochana,
+Niczym już dla cię? Miłość więc młodzieży
+W oczach jedynie, a nie w sercu leży?
+Jezus! Marya! Ileż to solanki
+Ściekło z twych oczu dla owej kochanki!
+I nadaremnie, bowiem twe zapały
+Wciąż zalewane, wciąż się powiększały.
+Jeszcze twych westchnień nie rozwiał Fawoni;
+Jeszcze twój dawny jęk w uszach mi dzwoni,
+I na twych licach, bladością pokrytych,
+Widoczny jeszcze ślad łez nieobmytych,
+Wszystko, coś cierpiał z miłosnej przyczyny,
+Cierpiałeś tylko gwoli Rozaliny.
+A teraz! nie dziw, gdy mdła płeć upadnie,
+Kiedy miężczyźni szwankują tak snadnie.
+
+*Romeo.* Gdym kochał tamtą, takżeś nie pochwalał.
+
+*O. Laurenty.* Nie, żeś ją kochał, lecz żeś za nią szalał.
+
+*Romeo.* Pogrześć tę miłość kazałeś.
+
+*O. Laurenty.* Nie w grobie:
+By tę pochować, a inną wziąć sobie.
+
+*Romeo.* Nie łaj mię, proszę; ta, co mi dziś luba,
+Miłość mą płaci miłością Cheruba;
+Z tamtą inaczej było.
+
+*O. Laurenty.* Bo odgadła,
+Że w rzeczach serca nie znasz abecadła,
+Tylko z rutyny czytasz. Pójdź, wietrzniku;
+Do sankcyi tego nowego wybryku
+Jeden i jeden tylko wzgląd mię skłania:
+To jest, że może z tego zawiązania
+Wyniknie węzeł, który wasze rody
+Zawistne złączy w piękny łańcuch zgody.
+
+*Romeo.* O! prędzej! pilno mi!
+
+*O. Laurenty.* _Festina lente!_
+Zdradne są kroki za spiesznie podjęte.
+
+ _(Wychodzą)._
+
+
+SCENA IV.
+
+ Ulica.
+
+ _(Wchodzą: Merkucio i Benwolio)._
+
+*Merkucio.* Gdzież u dyabła ugrzązł Romeo! Czy był tej
+nocy w domu?
+
+*Benwolio.* Nie w domu swego ojca przynajmniej; mówiłem
+z jego służącym.
+
+*Merkucio.* Ta blada sekutnica Rozalina
+Na waryata go wnet wykieruje.
+
+*Benwolio.* Tybalt, starego Kapuleta krewny,
+Pisał do niego list.
+
+*Merkucio.* Z wyzwaniem, ręczę.
+
+*Benwolio.* Romeo mu odpowie.
+
+*Merkucio.* Każdy człowiek
+Piśmienny może na list odpowiedzieć.
+
+*Benwolio.* On mu odpowie odpowiednio.
+
+*Merkucio.* Biedny Romeo! już trup z niego! Zakłuty
+czarnemi oczyma białogłowy; przestrzelony na wskroś
+uszu romansową piosnką; ugodzony w sam rdzeń serca
+postrzałem ślepego malca łucznika; potrafiż on Tybaltowi
+stawić czoło?
+
+*Benwolio.* A cóż to takiego Tybalt?
+
+*Merkucio.* Coś więcej, niż książę kotów; możesz mi wierzyć!
+Nieustraszony rębacz, bije się jak z nut, zna czas,
+odległość i miarę; pauzuje w sam raz jak potrzeba: raz,
+dwa, a trzy to już w pierś. Żaden jedwabny guzik nie
+wykręci mu się od śmierci. Duelista to, duelista pierwszej
+klasy. Owe nieśmiertelne _passado!_ Owe _punto reverso!_
+Owe _ha!_
+
+*Benwolio.* Co takiego?
+
+*Merkucio.* Niech kaci porwą to plemię śmiesznych, sepleniących,
+przesadnych fantastyków, z ich nowokutymi
+terminami! Nie jestże to rzecz opłakana, że nas
+i obsiadły te zagraniczne muchy, te modne sroki, te
+_pardonnez-moi_, którym tak bardzo idzie o nową formę,
+że nawet na starej ławce wygodnie siedzieć nie mogą;
+te bąki, co bąkają: _bon! bon!_
+
+_(Wchodzi Romeo)._
+
+*Benwolio.* Oto Romeo, nasz Romeo idzie.
+
+*Merkucio.* Bez mlecza, jak śledź suszony. O! człowieku!
+[Page 38]
+jakżeś się w rybę przedzierzgnął! Teraz go rymy Petrarki
+rozczulają. Laura naprzeciw jego bóstwa jest prostą
+pomywaczką, lubo tamta miała kochanka, co ją
+opiewał; Dydona flądrą; Kleopatra cyganką; Helena
+i Hero szurgotami i otłukami; Thisbe kopciuchem, lub
+czymś podobnym, ale zawsze nie dystyngowanem. _Bon-jour,
+signor_ Romeo! Oto masz francuskie pozdrowienie
+na cześć twoich francuskich pantalonów. Pięknie nas
+zażyłeś tej nocy.
+
+*Romeo.* Dzień dobry wam, moi drodzy. Jakżeto was zażyłem?
+
+*Merkucio.* Pokazałeś nam odwrotną stronę medalu, odwrotną
+stronę swego medalu.
+
+*Romeo.* To się znaczy, żem wam zdezerterował. Wybacz,
+kochany Merkucio; miałem pilny interes, a w takim
+przypadku człowiek może zgrzeszyć na polu uprzejmości.
+
+*Merkucio.* To się znaczy, że w takim przypadku człowiek
+mógł być zniewolony zgiąć kolana.
+
+*Romeo.* Ma się rozumieć -- z uprzejmości.
+
+*Merkucio.* Bardzoś zgrabnie trafił w sedno.
+
+*Romeo.* A ty bardzoś zgrabnie to wyłożył.
+
+*Merkucio.* Ja bo jestem kwiatem uprzejmości.
+
+*Romeo.* Jeżeliś ty kwiatem, to moje trzewiki są w kwitnącym
+stanie.
+
+*Merkucio.* Brawo! pielęgnuj mi ten dowcip, ażeby, skoro
+ci się do reszty zedrze podeszwa u trzewików, twój
+dowcip mógł tam po prostu figurować.
+
+*Romeo.* O! godny zdartej podeszwy dowcipie! O! figuro
+pełna prostoty, z powodu swego prostactwa!
+
+*Merkucio.* Na pomoc, Benwolio! moje koncepta dech
+tracą.
+
+*Romeo.* Pejczą je i ostrogą! pejczą je i ostrogą, inaczej
+nazwę je hetkami.
+
+*Merkucio.* Jeżeli twój dowcip poluje na dzikie gęsi, to
+kapituluję; bo on ma więcej kwalifikacyi ku temu, niż
+wszystkie moje umysłowe władze. Czy ja ci się zdaję
+na to, żebym miał z gęsiami do czynienia?
+
+*Romeo.* Tyś mi się nigdy na nic nie zdał, wyjąwszy, kiedy
+miałem do czynienia z gęsiami.
+
+*Merkucio.* Za ten koncept ugryzę cię w ucho.
+
+*Romeo.* Chyba udziobiesz!
+
+*Merkucio.* Twój dowcip jest gorzką konfiturą, dyabelnie
+ostrym sosem.
+
+*Romeo.* Stosownym do gęsi.
+
+*Merkucio.* To koncept z koźlej skórki, której cal da się
+rozciągnać tak, że nim opaszesz całą głowę.
+
+*Romeo.* Rozciągnę go do wyrazu _głowę_, który połączywszy
+z _gęsią_, będziesz miał gęsią głowę.
+
+*Merkucio.* Nie jestże to lepiej, niż jęczeć z miłości? Teraz
+to co innego; teraz mi jesteś towarzyskim, jesteś
+Romeem, jesteś tem, czem jesteś; miłość zaś jest podobna
+do owego gapia, co się szwenda, wywiesiwszy
+język, szukając dziury, gdzieby mógł palec wścibić.
+
+*Romeo.* Stój! Stój!
+
+*Merkucio.* Chcesz, aby się mój dowcip zastanowił w samym
+środku weny?
+
+*Romeo.* Z obawy, abyś tej weny zbyt nie rozszerzył.
+
+*Merkucio.* Mylisz się, właśnie byłem bliski ją ścieśnić, bo
+jużem był doszedł do jej dna i nie miałem zamiaru
+dłużej wyczerpywać materyi.
+
+*Romeo.* Patrzcie, co za dziwadła!
+
+ _(Wchodzi Marta z Piotrem)._
+
+*Merkucio.* Żagiel! żagiel! żagiel!
+
+*Benwolio.* Dwa, dwa: spodnie i spódnica.
+
+*Marta.* Piotrze.
+
+*Piotr.* Słucham.
+
+*Marta.* Piotrze, gdzie mój wachlarz?
+
+*Merkucio.* Proszę cię, mój Piotrze, zakryj wachlarzem
+twarz jejmości, bo z dwojga tego jej wachlarz jest
+piękniejszy.
+
+*Marta.* Życzę panom dnia dobrego.
+
+*Merkucio.* Życzymy ci dobrego południa, piękna signoro.
+
+*Marta.* Czy to już południe?
+
+*Merkucio.* Nieinaczej; bo nieczysta ręka wskazówki na
+kompasie trzyma już południe za ogon.
+
+*Marta.* Chryste Panie! Cóż to za człowiek z waćpana?
+
+*Romeo.* Człowiek, którego Pan Bóg skazał na zepsucie.
+
+*Marta.* Dobrześ pan powiedział, na poczciwość! Nie wie
+też czasem który z panów, gdziebym mogła znaleźć
+młodego Romea?
+
+*Romeo.* Ja wiem czasem, ale młodego Romea znajdziesz
+waćpani starszym, niż był, kiedyś go szukać zaczęła.
+Jestem najmłodszy z tych, co noszą to imię w braku
+gorszego.
+
+*Marta.* Ach, to dobrze!
+
+*Merkucio.* Możeż być dobrym to, co jest gorszem?
+
+*Marta.* Jeżeli waćpan nim jesteś, to radabym z nim
+pomówić sam na sam.
+
+*Benwolio.* Zaprosi go na jakiś wieczorynek.
+
+*Merkucio.* Pośredniczka to Wenery. Huź, ha!
+
+*Romeo.* Cóż to, czyś kota upatrzył?
+
+*Merkucio.* Kotlinę, panie, nie kota; i to w starym piecu,
+nie w polu.
+
+ Bodaj to kotlina,
+ Gdzie siedzi kocina:
+ Ta nie osmali...
+ Lecz zmykaj, chudzino,
+ Przed taką kotliną,
+ Gdzie dyabeł pali!
+
+Romeo, czy będziesz u ojca na obiedzie? My tam idziemy.
+
+*Romeo.* Pośpieszę za wami.
+
+*Merkucio.* Do widzenia, starożytna damo; damo, damo,
+damo! _(Wychodzą: Merkucio i Benwolio)._
+
+*Marta.* Tak, tak, do widzenia! Co to za infamis, proszę
+pana, co się tak poważył rozpuścić cugle swemu grubiaństwu?
+
+*Romeo.* Jest to panicz zakochany w swym języku, zdolny
+wypowiedzieć więcej w ciągu jednej minuty, niż milczeć
+przez cały miesiąc.
+
+*Marta.* Jeżeli on na mnie co powiedział, dam ja mu, chociażby
+był zuchwalszy, niż jest, i miał ze sobą dwudziestu
+sobie podobnych drabów; a jeżeli mi ujdzie,
+to znajdę takich, co to potrafią. A, hultaj! czy to ja
+jestem jego kochanicą, jego poniewieradłem! _(Do Piotra)._
+I ty tu stałeś także i mogłeś ścierpieć, żeby mnie
+lada gbur używał wedle upodobania za przedmiot
+swych bezwstydnych żartów?
+
+*Piotr.* Nie widziałem jeszcze, żeby kto używał jejmości
+wedle upodobania; gdybym był to widział, byłbym był
+pewnie zaraz giwer wydobył, ręczę za to. Umiem się
+najeżyć tak dobrze, jak kto inny, kiedy mam sposobność
+po temu i prawo za sobą.
+
+*Marta.* Dla Boga! tak jestem rozdrażniona, że się wszystko
+we mnie trzęsie. A, hultaj! Otóż, proszę pana, tak jak
+powiedziałam, młoda moja pani kazała mi się wywiedzieć
+o panu; co mi kazała powiedzieć, to sobie zachowuję;
+ale przedewszystkim oświadczam panu, że
+jeżelibyś ją osadził na koszu, jak to mówią, bo panienka,
+o której mówię, jest młodą, i dlatego, gdybyś
+ją pan wywiódł w pole, byłoby to tak ciężkim psikusem,
+jaki tylko młodej panience można wyrządzić.
+
+*Romeo.* Pozdrów ją waćpani ode mnie, i powiedz, że jej
+daję _rendez-vous_...
+
+*Marta.* Poczciwości! oświadczę jej to, oświadczę. Niebożę,
+nie posiędzie się z radości.
+
+*Romeo.* Co jej waćpani chcesz oświadczyć? Nie wiesz, co
+mówić miałem.
+
+*Marta.* Oświadczę jej, że pan dajesz randewu; co jest,
+jeżeli się nie mylę, ofiarą godną prawdziwego szlachcica.
+
+*Romeo.* Powiedz jej, aby, pod pozorem spowiedzi, przyszła
+za parę godzin do celi Ojca Laurentego: tam ślub
+weźmiemy. Oto masz waćpani za swoje trudy.
+
+*Marta.* Nie, panie; ani fenika.
+
+*Romeo.* No, no, bez ceremonii.
+
+*Marta.* Za parę godzin więc; dobrze, nie zaniedba się
+stawić.
+
+*Romeo.* Waćpani staniesz za murem klasztornym,
+Tam ci mój człowiek przyniesie drabinkę
+Z sznurków skręconą, która mi w noc późną
+Do szczytu mego szczęścia wstęp ułatwi.
+Bądź zdrowa! Wierność twa znajdzie nagrodę.
+Poleć mię swojej młodej pani.
+
+*Marta.* Niech wam Bóg błogosławi! Ale, ale...
+
+*Romeo.* Cóż mi waćpani jeszcze powiesz?
+
+*Marta.* Czy człowiek pański dobry do sekretu?
+Bo gdzie się skrycie prowadzą układy,
+Tam dwóch już, mówią, za wiele do rady.
+
+*Romeo.* Ręczę za niego: jest to wierność sama.
+
+*Marta.* A więc wszystko dobrze. Co też to za miłe stworzenie
+ta moja panienka! Co to nie wyprawiało, jak
+było małem! Chryste Panie! Ale, ale, jest tu na mieście
+jeden pan, niejaki Parys: ten ma na nią dyabli
+apetyt; ale ona, poczciwina, wolałaby patrzeć na bazyliszka,
+niż na niego. Przekomarzam się z nią nieraz
+i mówię, że ten Parys, to wcale przystojny mężczyzna;
+wtedy ona, powiadam panu, za każdym razem aż blednie,
+zupełnie tak jak ponsowa chusta na słońcu. Proszę
+też pana, czy rozmaryn i Romeo nie zaczyna się
+od takiej samej litery?
+
+*Romeo.* Nieinaczej: jedno i drugie od R.
+
+*Marta.* Tak i mnie się zdawało, tylko Romeo inne ma
+zakończenie. Co też ona o tem prawi, to jest o rozmarynie
+i o panu: radabym, żebyś pan to słyszał.
+
+*Romeo.* Poleć jej służby moje.
+
+ _(Wychodzi)._
+
+*Marta.* Uczynię to, uczynię po tysiąc razy. -- Piotrze!
+
+*Piotr.* Jestem.
+
+*Marta.* Piotrze, naści mój wachlarz i idź przodem.
+
+ _(Wychodzą)._
+
+
+SCENA V.
+
+ Ogród Kapuletów.
+
+ _(Wchodzi Julia)._
+
+*Julia.* Dziewiąta biła, kiedym ją posłała;
+Przyrzekła wrócić się za pół godziny.
+Nie znalazła go może? Nie, to nie to.
+Słabe ma nogi. Heroldem miłości
+Powinnaby być myśl, która o dziesięć
+Razy mknie prędzej, niż promienie słońca,
+Kiedy z pochyłych wzgórków cień spędzają.
+Niedarmo lotne gołębie są w cugach
+Bóstwa miłości i niedarmo Kupid
+Ma skrzydła z wiatrem idące w zawody.
+Już teraz słońce jest w samej połowie
+Dzisiejszej drogi swojej; od dziewiątej
+Aż do dwunastej trzy już upłynęły
+Długie godziny, a jeszcze jej niema.
+Gdyby krew miała młodą i uczucia,
+Jak piłka byłaby chyżą i lekką,
+I słowa moje do mego kochanka,
+A jego do mnie, w lot-by ją popchnęły;
+Lecz starzy wcześnie są jakby nieżywi;
+Jak ołów ciężcy, zimni, więc leniwi.
+
+ _(Wchodzą Marta i Piotr)._
+
+Ha! otóż idzie. I cóż, złota nianiu?
+Czyś się widziała z nim? Każ odejść słudze.
+
+*Marta.* Idź, stań za progiem, Piotrze.
+
+ _(Wychodzi Piotr)._
+
+*Julia.* Mów, droga, luba nianiu! Ależ przebóg!
+Czemu tak smutno wyglądasz? Chociażbyś
+Złe wieści miała, powiedz je wesoło;
+Jeśli zaś dobre przynosisz, ta mina
+Fałszywy miesza ton do ich muzyki.
+
+*Marta.* Tchu nie mam, pozwól mi trochę odpocząć;
+Ach! moje kości! To był harc nielada!
+
+*Julia.* Weź moje kości, a daj mi wieść swoją.
+Mówże, mów prędzej, mów, nianiuniu droga.
+
+*Marta.* Co za gwałt! Folguj dla Boga, choć chwilkę,
+Czyliż nie widzisz, że ledwie oddycham?
+
+*Julia.* Ledwie oddychasz, kiedy masz dość tchnienia
+Do powiedzenia, że ledwie oddychasz?
+To tłómaczenie się twoje jest dłuższe
+Od wieści, której zwłokę nim tłómaczysz;
+Maszli wieść dobrą czy złą? niech przynajmniej
+Tego się dowiem, poczekam, na resztę;
+Tylko mi powiedz: czy jest złą, czy dobrą?
+
+*Marta.* Tak, tak, pięknyś panna wybór zrobiła! pannie
+właśnie męża wybierać. Romeo! żal się Boże! Co mi
+to za gagatek! Ma wprawdzie twarz gładszą, niż niejeden,
+ale oczy, niech się wszystkie inne schowają; co
+się zaś tyczy rąk i nóg, i całej budowy, chociaż o tem
+niema co wspominać, przyznać trzeba, że nieporównane.
+Nie jest to wprawdzie galant całą gębą, ale słodziuchny
+jak baranek. No, no, dziewczyno! Bóg pomagaj!
+A czy jedliście już obiad?
+
+*Julia.* Nie. Ale o tem wszystkiem już wiedziałam.
+Cóż o małżeństwie naszym mówił? powiedz.
+
+*Marta.* Ach! jak mnie głowa boli! tak w niej łupie,
+Jakby się miała w kawałki rozlecieć.
+A krzyż! krzyż! biedny krzyż! niechaj waćpannie
+Bóg nie pamięta, żeś mię posyłała,
+Aby mi przez ten kurs śmierci przyśpieszyć.
+
+*Julia.* Doprawdy, przykro mi, że jesteś słabą.
+Nianiu, nianiuniu, nianiunieczko droga,
+Powiedz mi, co ci mówił mój kochanek?
+
+*Marta.* Mówił, jak dobrze wychowany młodzian,
+Grzeczny, stateczny, a przytem, upewniam,
+Pełen zacności. Gdzie waćpanny matka?
+
+*Julia.* Gdzie moja matka? Gdzież ma być? jest w domu.
+Co też nie pleciesz, nianiu: mój kochanek
+_Mówił, jak dobrze wychowany młodzian,
+Gdzie moja matka?_
+
+*Marta.* O, mój miły Jezu!
+Takżeś mi Aśćka w ukropie kąpana!
+I takąż to jest maść na moje kości?
+Bądźże na przyszłość sama sobie posłem.
+
+*Julia.* O męki! Co ci powiedział Romeo?
+
+*Marta.* Masz pozwoleństwo iść dziś do spowiedzi?
+
+*Julia.* Mam je.
+
+*Marta.* Śpiesz więc do celi Ojca Laurentego;
+Tam znajdziesz kogoś, co-ć pojmie za żonę.
+Jak ci jagódki pokraśniały! Czekaj!
+Zaraz je w szkarłat zmienię inną wieścią:
+Idź do kościoła, ja tymczasem pójdę
+Przynieść drabinkę, po której twój ptaszek
+Ma się do gniazdka wśliznąć, jak się ściemni.
+Jak tragarz, muszę być ci ku pomocy;
+Ty za to ciężar dźwigać będziesz w nocy;
+Idź; trza mi zjeść co po takim zmachaniu.
+
+*Julia.* Idę raj posiąść. Adieu, złota nianiu.
+
+ _(Wychodzą)._
+
+
+SCENA VI.
+
+ Cela Ojca Laurentego.
+
+ _(Ojciec Laurenty i Romeo)._
+
+*O. Laurenty.* Oby ten święty akt był miły niebu,
+I przyszłość smutkiem nas nie ukarała.
+I zbytkiem smaku zabija apetyt.
+Miarkuj więc miłość twoją: zbyt skwapliwy
+Tak samo spóźnia się, jak zbyt leniwy.
+
+ _(Wchodzi Julia)._
+
+Otóż i panna młoda. Mech najcieńszy
+Nie ugiąłby się pod tak lekką stopą.
+Kochankom mogłyby do jazdy służyć
+Owe słoneczne pyłki, co igrają
+Latem w powietrzu; tak lekką jest marność.
+
+*Romeo.* Amen! lecz choćby przyszedł nawał smutku,
+Nie przeciwważyłby on tej radości,
+Jaką mię darzy jedna przy niej chwila.
+Złącz tylko nasze dłonie świętym węzłem;
+Niech go śmierć potem przetnie, kiedy zechce:
+Dość, że wprzód będę mógł ją nazwać moją.
+
+*O. Laurenty.* Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny:
+Są one nakształt prochu zatlonego,
+Co, wystrzeliwszy, gaśnie. Miód jest słodki,
+Lecz słodkość jego graniczy z ckliwością
+
+*Julia.* Czcigodny spowiedniku, bądź pozdrowion.
+
+*O. Laurenty.* Romeo, córko, podziękuje tobie
+Za nas obydwu.
+
+*Julia.* Pozdrawiam go również,
+By dzięki jego zbytnimi nie były.
+
+*Romeo.* O! Julio, jeśli miara twej radości
+Równa się mojej, a dar jej skreślenia
+Większy od mego: to osłódź twym tchnieniem
+Powietrze, i niech muzyka ust twoich
+Objawi obraz szczęścia, jakie spływa
+Na nas oboje w tem błogim spotkaniu.
+
+*Julia.* Czucie bogatsze w osnowę niż w słowa,
+Pyszni się z swojej wartości, nie z ozdób;
+Żebracy tylko rachują swe mienie.
+Mojej miłości skarb jest tak niezmierny,
+Że i pół sumy tej nie zdołam zliczyć.
+
+*O. Laurenty.* Pójdźcie, załatwim rzecz w krótkich wyrazach,
+Nie wprzód będziecie sobie zostawieni,
+Aż was sakrament z dwojga w jedno zmieni.
+
+ _(Wychodzą)._
+
+
+
+
+AKT TRZECI.
+
+
+SCENA I.
+
+ Plac publiczny.
+
+ _(Wchodzą: Benwolio, Merkucio, paź i słudzy)._
+
+*Benwolio.* Oddalmy się stąd, proszę cię, Merkucio.
+Dzień dziś gorący, Kapuleci krążą;
+Jak ich zdybiemy, nie unikniem zajścia,
+Bo w tak gorące dni krew nie jest lodem.
+
+*Merkucio.* Podobnyś do owego burdy, co, wchodząc do
+winiarni rzuca szpadę i mówi: _Daj Boże, abym cię nie
+potrzebował!_ a po wypróżnieniu drugiego kubka dobywa
+jej na dobywacza korków bez najmniejszej w świecie
+potrzeby.
+
+*Benwolio.* Masz mię za takiego burdę?
+
+*Merkucio.* Mam cię za tak wielkiego zawadiakę, jakiemu
+chyba równy jest we Włoszech; bardziej zaiste skłonnego
+do breweryi, niż do brewiarza.
+
+*Benwolio.* Cóż dalej?
+
+*Merkucio.* Gdybyśmy mieli dwóch takich, tobyśmy wkrótce
+nie mieli żadnego, bo jeden-by drugiego zagryzł. Tyś
+gotów człowieka napastować za to, że ma w brodzie
+jeden włos mniej lub więcej od ciebie. Tyś gotów
+napastować człowieka za to, że piwo pije, bo w tem
+upatrzysz przytyk do swoich piwnych oczu, chociaż
+żadne inne oko, jak piwne, nie upatrzyłoby w tem
+przytyku. W twojej głowie tak się lęgną swary, jak
+bekasy w ługu, toś też nieraz za to beknął i głowę ci
+zmyto bez ługu. Pobiłeś raz człowieka za to, że
+kaszlnął na ulicy i przebudził przez to twego psa,
+który się wysypiał przed domem. Nie napastowałżeś
+raz krawca za to, że wdział na siebie nowy kaftan
+w dzień powszedni? kogoś innego za to, że miał stare
+wstążki u nowych trzewików? I ty mię chcesz moralizować
+za kłótliwość?
+
+*Benwolio.* Gdybym był tak skory do kłótni, jak ty jesteś,
+niktby mi życia na pięć kwadransów nie zaręczył.
+
+*Merkucio.* Życie twoje przeszłoby zatem bez zaręczyn.
+
+ _(Wchodzi Tybalt z poplecznikami swymi)._
+
+*Benwolio.* Patrz, oto idą Kapuleci.
+
+*Merkucio.* Zamknij oczy! Co mi do tego!
+
+*Tybalt* _(do swoich)._ Pójdźcie tu, bo chcę z nimi się rozmówić.
+
+ _(Do tamtych)._
+
+Mości panowie, słowo.
+
+*Merkucio.* Słowo tylko?
+I samo słowo? Połącz je z czemś drugiem,
+Z pchnięciem naprzykład.
+
+*Tybalt.* Znajdziesz mię ku temu
+Gotowym, panie, jeśli dasz okazyę.
+
+*Merkucio.* Sam ją wziąć możesz bez mego dawania.
+
+*Tybalt.* Pan jesteś w dobrej harmonii z Romeem?
+
+*Merkucio.* W harmonii? Maszli nas za muzykusów!
+Jeśli tak, to się nie spodziewaj słyszeć
+Czego innego, jedno dysonanse.
+Oto mój smyczek: zaraz ci on gotów
+Zagrać do tańca. Patrzaj go! w harmonii!
+
+*Benwolio.* Jesteśmy w miejscu publicznym, panowie;
+Albo usuńcie się gdzie na ustronie,
+Albo też zimną krwią połóżcie tamę
+Tej kłótni. Wszystkich oczy w nas wlepione.
+
+*Merkucio.* Oczy są na to, ażeby patrzały;
+Niech robią swoje, a my róbmy swoje.
+
+ _(Wchodzi Romeo)._
+
+*Tybalt.* Z panem nic nie mam do mówienia. Oto
+Nadchodzi właśnie ten, którego szukam.
+
+*Merkucio.* Jeżeli szukasz guza, mogę ręczyć,
+Że się z nim spotkasz.
+
+*Tybalt.* Romeo, nienawiść
+Moja do ciebie nie może się zdobyć
+Na lepszy wyraz jak ten: -- jesteś podły.
+
+*Romeo.* Tybalcie, powód do kochania ciebie,
+Jaki mam, tłumi gniew słusznie wzbudzony
+Taką przemową. Nie jestem ja podły;
+Bądź więc zdrów, widzę, że mię nie znasz.
+
+*Tybalt.* Smyku,
+Nie zatrzesz takim tłumaczeniem obelg
+Mi uczynionych: stań więc i wyjm szpadę.
+
+*Romeo.* Klnę się, żem nigdy obelg ci nie czynił;
+Sprzyjam ci owszem bardziej, niżeś zdolny
+Pomyśleć o tem, nie znając powodu.
+Uspokój się więc, zacny Kapulecie,
+Którego imię milsze mi, niż moje.
+
+*Merkucio.* Spokojna, nędzna, niegodna submisyo!
+_A la stoccata_ wnet jej kres położy.
+
+ _(Dobywa szpady)._
+
+Pójdź tu, Tybalcie, pójdź tu, dusiszczurze!
+
+*Tybalt.* Czego ten człowiek chce ode mnie?
+
+*Merkucio.* Niczego, mój ty kocikrólu, chcę ci wziąć tylko
+jedno życie z pomiędzy dziewięciu, jakie masz, abym
+się niem trochę popieścił; a za nowym spotkaniem
+uskubnąć ci i tamte ośm jedno po drugiem. Dalej!
+wyciągnij za uszy szpadę z powijaka, inaczej moja
+gwiźnie ci koło uszu, nim wyciągniesz swoją.
+
+*Tybalt.* Służę Waćpanu. _(Dobywa szpady)._
+
+*Romeo.* Merkucio, schowaj szpadę, jak mię kochasz.
+
+*Merkucio.* Pokażno swoje _passado_.
+
+ _(Biją się)._
+
+*Romeo.* Benwolio,
+Rozdziel ich! Wstydźcie się, mości panowiel
+Wybaczcie sobie. Tybalcie! Merkucio!
+Książę wyraźnie zabronił podobnych
+Starć na ulicach. Merkucio! Tybalcie!
+
+ _(Tybalt odchodzi ze swoimi)._
+
+*Merkucio.* Zranił mię. Kaduk zabierz wasze domy!
+Nie wybrnę z tego. Czy odszedł ten hultaj
+I nie oberwał nic?
+
+*Benwolio.* Jestżeś raniony?
+
+*Merkucio.* Tak, tak, draśniętym trochę, ale rdzennie.
+Gdzie mój paź? Chłopcze, biegnij po chirurga.
+
+ _(Wychodzi paź)._
+
+*Romeo.* Zbierz męstwo, rana nie musi być wielka.
+
+*Merkucio.* Zapewne, nie tak głęboka, jak studnia,
+Ani szeroka tak, jak drzwi kościelne,
+Ale wystarcza w sam raz, ręczę za to.
+Znajdziesz mię jutro spokojnym, jak trusia.
+Już się dla tego świata na nic nie zdam.
+Bierz licho wasze domy! Żeby taki
+Pies, szczur, kot na śmierć zadrapał człowieka!
+Taki cap, taki warchoł, taki ciura,
+Co się bić umie jak z arytmetyki!
+Po kiego czorta ci się było mieszać
+Między nas! Zranił mię pod bokiem twoim.
+
+*Romeo.* Chciałem, Bóg widzi, jak najlepiej.
+
+*Merkucio.* Benwolio, pomóż mi wejść gdzie do domu.
+Słabnę. Bierz licho oba wasze domy!
+One mię dały na strawę robakom:
+Będę nią i to wnet. Kaduk was zabierz!
+
+ _(Wychodzą Merkucio i Benwolio)._
+
+*Romeo.* Ten dzielny człowiek, bliski krewny księcia,
+I mój najlepszy przyjaciel, śmiertelny
+Poniósł cios za mnie; moją dobrą sławę
+Tybalt znieważył; Tybalt, który niema
+Godziny jeszcze, jak został mym krewnym.
+O, Julio! wdzięki twe mię zniewieściły
+I z hartu zwykłej wyzuły mię siły.
+
+ _(Benwolio powraca)._
+
+*Benwolio.* Romeo, Romeo, Merkucio skonał!
+Mężny duch jego uleciał wysoko,
+Gardząc przedwcześnie swą ziemską powłoką.
+
+*Romeo.* Dzień ten fatalny, więcej takich wróży;
+Gdy się raz zacznie złe, zwykle trwa dłużej.
+
+ _(Tybalt powraca)._
+
+*Benwolio.* Oto szalony Tybalt wraca znowu.
+
+*Romeo.* On żyw! zwycięzca! a Merkucio trupem!
+Precz pobłażliwa teraz łagodności!
+Płomiennooka furyo, ty mną kieruj!
+Tybalcie, odbierz nazad swoje _podły_;
+Zwracam ci, co mi dałeś! Duch Merkucia
+Wznosi się ponad naszemi głowami,
+Dopominając się za swoją twojej.
+Ty lub ja, albo oba musim legnąć.
+
+*Tybalt.* Nikczemny chłystku, tyś mu tu był druhem,
+Bądźże i owdzie.
+
+*Romeo.* To się tym rozstrzygnie.
+
+ _(Walczą. Tybalt pada)._
+
+*Benwolio.* Romeo, uchodź, oddal się, uciekaj!
+Rozruch się wszczyna i Tybalt nie żyje.
+Nie stój jak wryty; jeśli cię schwytają,
+Książę cię na śmierć skaże; chroń się zatem!
+
+*Romeo.* Jestem igraszką losu!
+
+*Benwolio.* Prędzej! prędzej!
+
+ _(Romeo wychodzi)._
+
+ _(Wchodzą obywatele i t. d.)._
+
+*Pierwszy obywatel.* Gdzie on? Gdzie uszedł zabójca Merkucia?
+Zabójca Tybalt w którą uszedł stronę?
+
+*Benwolio.* Tybalt tu leży.
+
+*Pierwszy obywatel.* Za mną, mości panie;
+W imieniu księcia każę-ć być posłusznym.
+
+ _(Wchodzą: książę z orszakiem, Monteki i Kapulet z małżonkami
+ swymi i inne osoby).
+
+*Książę.* Gdzie są nikczemni sprawcy tej rozterki?
+
+*Benwolio.* Dostojny książę, ja mogę objaśnić
+Cały bieg tego nieszczęsnego starcia:
+Oto tu leży, przez Romea zgładzon,
+Zabójca twego krewnego, Merkucia.
+
+*Pani Kapulet.* Tybalt! mój krewny! syn mojego brata!
+Boże! tak marnie zgładzony ze świata!
+O mości książę, błagam twej opieki,
+Niech za krew naszą odda krew Monteki.
+
+*Książę.* Benwolio, powiedz, kto ten spór zapalił?
+
+*Benwolio.* Tybalt, którego Romeo powalił.
+Romeo darmo przekładał, jak próżną
+Była ta kłótnia, przypominał zakaz
+Waszej Książęcej Mości, ale wszystkie
+Te przedstawienia, uczynione grzecznie,
+Spokojnym głosem, nawet w korny sposób,
+Nie mogły wpłynąć na zawzięty umysł
+Tybalta. Zamiast skłonić się do zgody,
+Zwraca morderczą stal w Merkucia piersi,
+Który, podobnież uniesiony, ostrze
+Odpiera ostrzem i, uszedłszy śmierci,
+Śle ją nawzajem Tybaltowi: ale
+Bez skutku, dzięki zręczności tamtego.
+Romeo woła: _»Hola! przyjaciele!
+Stójcie! odstąpcie!«_ i ramieniem szybszem
+Od słów rozdziela skrzyżowane klingi,
+Wpadając między nich; lecz w tejże chwili
+Cios wymierzony z boku przez Tybalta
+Przeciął Merkucia życie. Tybalt zniknął;
+Wkrótce atoli ukazał się znowu,
+Kiedy Romeo już był zemstą zawrzał.
+Starli się w okamgnieniu, i nim szpadę
+Wyjąć zdołałem, by wstrzymać tę zwadę,
+Już mężny Tybalt poległ, wskroś przeszyty
+Z ręki Romea, a Romeo uszedł.
+Tak się rzecz miała: jeżelim się minął
+Z prawdą bodajem ciężką śmiercią zginął.
+
+*Pani Kapulet.* On jest Montekich krewnym, przywiązanie
+Czyni go kłamcą, nie wierz mu, o panie!
+Ich tu przynajmniej ze dwudziestu było;
+Dwudziestu przeciw jednemu walczyło.
+Sprawiedliwości, panie! Kto śmierć zadał,
+Słuszna, by śmiercią za to odpowiadał.
+
+*Książę.* Tybalt ją zadał wprzód Merkuciuszowi,
+Romeo jemu; któż słusznie odpowie?
+
+*Monteki.* Nie mój syn, panie; o, nie wyrzecz tego!
+On był Merkucia najlepszym kolegą
+I przyjacielem; w tem jedynie zgrzeszył,
+Że Tybaltowi nieprawnie przyśpieszył
+Rygoru prawa.
+
+*Książę.* I za ten-to błąd
+Banitujemy go na zawsze stąd.
+Z bliska mię wasze dotknęły niesnaski,
+Skoro mój własny dom cierpi z ich łaski
+Ale ja takie znajdę środki na nie,
+Że wam spór każdy obmierzłym się stanie,
+Wszelkie wykręty na nic się nie zdadzą:
+Ni łzy, ni prośby winnym nie poradzą,
+[Page 51]
+Uprzedzam! Niechaj Romeo ucieka,
+Bo gdy schwytany będzie, śmierć go czeka.
+Każcie stąd zabrać te zwłoki. Łaskawość
+Zbrodnią jest, kiedy oszczędza nieprawość.
+
+ _(Wychodzą)._
+
+
+SCENA II.
+
+ Pokój w domu Kapuletów.
+
+ (Julia sama).
+
+*Julia.* Pędźcie, ognistokopyte rumaki.
+Ku państwom Feba; oby nowy jaki
+Faeton dodał wam bodźca i rączéj
+Pognał was owdzie, gdzie się szlak dnia kończy!
+Wierna kochankom nocy, spuść zasłonę,
+By się wznieść mogły oczy w dzień spuszczone,
+I w te objęcia niedostrzeżonego
+Sprowadź, ach! sprowadź mi Romea mego!
+Miłości świeci pod twą czarną krepą
+Jej własna piękność, a jeśli jest ślepą,
+Tem stosowniejszy mrok dla niej. O nocy!
+Cicha matrono, w ciemnej twej karocy
+Przybądź i naucz mię niemym wyrazem,
+Jak się to traci i wygrywa razem
+Wśród gry niewinnej dwojga serc dziewiczych;
+Skryj w płaszcza twego zwojach tajemniczych
+Krew, co mi do lic bije z głębi łona;
+Aż nieświadoma miłość ośmielona
+Za skromność weźmie czyn swej świadomości.
+Przyjdź, ciemna nocy! Przyjdź, mój dniu w ciemności!
+To twój blask, o mój luby, jaśnieć będzie
+Na skrzydłach nocy, jak pióro łabędzie
+Na grzbiecie kruka. Wstąp, o, wstąp w te progi!
+Daj mi Romea, a po jego zgonie
+Rozsyp go w gwiazdki! A niebo zapłonie
+Tak, że się cały świat w tobie zakocha,
+I czci odmówi słońcu. Ach, jam sobie
+Kupiła piękny przybytek miłości,
+A w posiadanie jego wejść nie mogę;
+Nabytą jestem także, a nabywca
+Jeszcze mię nie ma! Dzień ten ml nieznośny,
+Jak noc, co święto jakowe poprzedza,
+Niecierpliwemu dziecku, które nowe
+Dostało szaty, a nie może zaraz
+W nie się przystroić. A! niania kochana
+
+ _(Wchodzi Marta z drabinką sznurową w ręku)._
+
+Niesie mi wieści o nim, a kto tylko
+Wymawia imię Romea, ten boski
+Ma dar wymowy. Cóż tam, moja nianiu?
+Co to masz? Czy to ta drabinka, którą
+Romeo przynieść kazał?
+
+*Marta.* Tak, drabinka!
+
+ _(Rzuca ją)._
+
+*Julia.* Dlaboga! czego załamujesz ręce?
+
+*Marta.* Ach! on nie żyje, nie żyje! nie żyje!
+Biada nam! biada nam! wszystko stracone!
+On zginął! on nie żyje! on zabity!
+
+*Julia.* Możeż być niebo tak okrutnem?
+
+*Marta.* Niebo
+Nie jest okrutnem, lecz Romeo; on to,
+On jest okrutnym. O Romeo! któżby
+Się był spodziewał! Romeo! Romeo!
+
+*Julia.* Cóżeś za szatan, że tak mię udręczasz?
+Taki głos w piekle-by tylko brzmieć winien.
+Czyliż Romeo odjął sobie życie?
+Powiedz: _tak!_ a te trzy litery gorszy
+Jad będą miały, niż wzrok bazyliszka.
+Jeżeli takie _tak_ istnieje, Julia
+Istnieć nie będzie; zawrą się na zawsze
+Te usta, które to _tak_ wywołały.
+Zginąłli, powiedz: _tak_, jeżeli nie -- _nie_;
+W krótkich wyrazach zbaw albo mnie zabij.
+
+*Marta.* Widziałam ranę na me własne oczy.
+Boże, zmiłuj się nad nim, tu, tu oto,
+Tu w samym środku mężnej jego piersi.
+Straszny trup! straszny trup! blady, jak popiół;
+Cały zbroczony, cały krwią zbryzgany,
+Zgęstłą krwią: ażem wzdrygnęła się, patrząc.
+
+*Julia.* O pęknij, serce! pęknij w tym przeskoku
+Z bogactw do nędzy! Do więzienia, wzroku!
+Już ty nie zaznasz swobody uroku.
+Jak nas na ziemi złączył jeden ślub,
+Tak niech nas w ziemi złączy jeden grób!
+
+*Marta.* Tybalcie! mój najlepszy przyjacielu!
+Luby Tybalcie! dziarski, walny chłopcze!
+Czemuż mi, czemuż przyszło przeżyć ciebie?
+
+*Julia.* Cóż to za wicher dmie z dwóch stron przeciwnych?
+Romeo zginął? i Tybalt zabity?
+Ogłoś więc, straszna trąbo, koniec świata!
+Bo gdzież są żywi, gdy ci dwaj nie żyją?
+
+*Marta.* Tybalt nie żyje, Romeo wygnany.
+Romeo zabił go, jest więc wygnany.
+
+*Julia.* Boże! Romeo przelał krew Tybalta?
+
+*Marta.* On to, niestety, on, on to uczynił.
+
+*Julia.* O serce żmii pod kwiecistą maską!
+Kryłże się kiedy smok w tak pięknym lochu?
+Luby tyranie, anielski szatanie!
+Kruku w gołębich pierzach! wilku w runie!
+Nikczemny wątku w niebiańskiej postaci!
+We wszystkim sprzeczny z tem, czem się wydajesz:
+Szlachetny zbrodniu! potępieńcze święty!
+O, cóżeś miała do czynienia w piekle,
+Naturo, kiedyś taki duch szatański
+W raj tak pięknego ciała wprowadziła?
+Byłaż gdzie książka tak ohydnej treści
+W oprawie tak ozdobnej? Trzebaż, aby
+Fałsz zamieszkiwał tak przepyszny pałac!
+
+*Marta.* Niema czci, niema wiary, niema prawdy,
+Niema sumienia w ludziach; sama zmienność,
+Sama przewrotność, chytrość i obłuda.
+Pietrze! dajno mi trochę akwawity.
+Te smutki, te zgryzoty, te cierpienia
+Robią mię starą. Przeklęty Romeo!
+Hańba mu!
+
+*Julia.* Bodaj ci język oniemiał
+Za to przekleństwo! Romeo nie zrodzon
+Do hańby; hańba-by wstydem spłonęła
+Na jego czole, bo ono jest tronem,
+Na którym honor śmiałoby mógł zostać
+Koronowanym na monarchę świata.
+O, jakże mogłam mu złorzeczyć!
+
+*Marta.* Chceszże
+Zbójcę krewnego twego uniewinniać?
+
+*Julia.* Mamże potępiać mojego małżonka?
+O biedny! któżby popieścił twe imię,
+Gdybym ja, od trzech godzin twoja żona,
+Miała je szarpać? Ależ, niegodziwy,
+Za co ty mego zabiłeś krewnego!
+Za to, że krewny niegodziwy zabić
+Chciał mego męża. Precz, precz, łzy niewczesne!
+Spłyńcie do źródła, które was wydało;
+Dań waszych kropel przypada żalowi,
+A nie radości, której ją płacicie,
+Mój mąż, co Tybalt go chciał zabić, żyje,
+A Tybalt, co chciał zabić mego męża,
+Śmierć poniósł; w tem pociecha. Czegóż płaczę?
+Ha! doszło do mych uszu coś gorszego,
+Niż śmierć Tybalta; co mię wskroś przeszyło.
+Chętniebym o tem zapomniała, ale
+To coś wcisnęło się tak w moją pamięć,
+Jak karygodny czyn w umysł grzesznika.
+_Tybalt nie żyje -- Romeo wygnany!_
+To jedno słowo: »wygnany«, zabiło
+Tysiąc Tybaltów. Śmierć Tybalta była
+Sama już przez się dostatecznym ciosem;
+Jeśli zaś ciosy lubią towarzystwo
+I gwałtem muszą mieć za sobą świtę,
+Dlaczegóż w ślad tych słów: _Tybalt nie żyje!_
+Nie nastąpiło: twój ojciec nie żyje,
+Lub matka, albo i ojciec i matka?
+Żal byłby wtenczas nie tyle ogólny;
+Lecz gdy Tybalta śmierć ma za następstwo
+To przeraźliwe: _Romeo wygnany!_
+O, jednocześnie z tym wykrzykiem Tybalt,
+Matka i ojciec, Romeo i Julia,
+Wszyscy nie żyją. Romeo wygnany!
+Z zbójczego tego wyrazu płynąca
+Śmierć nie ma granic, ni miary, ni końca,
+I żaden język nie odda boleści,
+Jaką to straszne słowo w sobie mieści.
+Gdzie moja matka i ojciec?
+
+*Marta.* Przy zwłokach
+Tybalta jęczą i łzy wylewają.
+Chcesz tam panienka iść, to zaprowadzę.
+
+*Julia.* Nie mnie oblewać łzami jego rany:
+Moich przedmiotem Romeo wygnany.
+Weź tę drabinkę. Biedna ty plecionko!
+Ty zawód dzielisz z Romea małżonką;
+Obie nas chybił los oczekiwany,
+Bo on wygnany, Romeo wygnany!
+Ty pozostajesz puścizną jałową,
+A ja w panieńskim stanie jestem wdową.
+Pójdź, nianiu, prowadź mię w małżeńskie łoże,
+Nie mąż, już tylko śmierć w nie wstąpić może.
+
+*Marta.* Czekajno, pójdę sprowadzić Romea,
+By cię pocieszył. Wiem, gdzie on jest teraz.
+Nie płacz: użyjem jeszcze tych plecionek,
+I twój Romeo wnet przed tobą stanie.
+
+*Julia.* O, znajdź go! daj mu w zakład ten pierścionek
+I na ostatnie proś go pożegnanie.
+
+ _(Wychodzą)._
+
+
+SCENA III.
+
+ Cela Ojca Laurentego.
+
+ _(Wchodzi O. Laurenty i Romeo)._
+
+*O. Laurenty* _(wchodząc)_. Romeo! Pójdź tu, pognębiony człeku!
+Smutek zakochał się w umyśle twoim,
+I poślubiony jesteś niefortunnie.
+
+*Romeo.* Cóż tam, cny ojcze? Jakiż wyrok księcia?
+I jakaż dola nieznana ma zostać
+Mą towarzyszką?
+
+*O. Laurenty.* Zbyt już oswojony
+Jest mój syn drogi z takim towarzystwem.
+Przynoszę-ć wieści o wyroku księcia.
+
+*Romeo.* Jakiżby mógł być łaskawszy, prócz śmierci?
+
+*O. Laurenty.* Z ust jego padło łagodniejsze słowo:
+Wygnanie ciała, nie śmierć ciała, wyrzekł.
+
+*Romeo.* Wygnanie? Zmiłuj się, jeszcze śmierć dodaj!
+Wygnanie bowiem wygląda okropniej,
+Niż śmierć. Zaklinam cię, nie mów: wygnanie.
+
+*O. Laurenty.* Wygnany jesteś z obrębu Werony,
+Zbierz męstwo, świat jest długi i szeroki.
+
+*Romeo.* Zewnątrz Werony niema, niema świata,
+Tylko tortury, czyściec, piekło samo!
+Stąd być wygnanym, jest to być wygnanym
+Ze świata; być zaś wygnanym ze świata,
+Jest to śmierć ponieść; wygnanie jest zatem
+Śmiercią barwioną. Mieniąc śmierć wygnaniem,
+Złotym toporem ucinasz mi głowę,
+Z uśmiechem patrząc na ten cios śmiertelny.
+
+*O. Laurenty.* O ciężki grzechu! O, niewdzięczne serce!
+Błąd twój pociąga z prawa śmierć za sobą:
+Książę, ujmując się jednak za tobą,
+Prawo życzliwie usuwa na stronę,
+I groźny wyraz: śmierć, w wygnanie zmienia.
+Łaska to, i ty tego nie uznajesz?
+
+*Romeo.* Katusza to, nie łaska. Niebo tu jest,
+Gdzie Julia żyje; lada pies, kot, lada
+Mysz marna, lada nikczemne stworzenie
+Żyje tu w niebie, może na nią patrzeć,
+Tylko Romeo nie może. Mdła mucha
+Więcej ma mocy, więcej czci i szczęścia,
+Niźli Romeo; jej wolno dotykać
+Białego cudu, drogiej ręki Julii,
+I nieśmiertelne z ust jej kraść zbawienie;
+Z tych ust, co pełne westalczej skromności
+Bez przerwy płoną i pocałowanie
+Grzechem być sądzą; mucha ma tę wolność,
+Ale Romeo nie ma: on wygnany.
+I mówisz, że wygnanie nie jest śmiercią?
+Nie maszli żadnej trucizny, żadnego
+Ostrza, żadnego środka nagłej śmierci,
+Aby mię zabić, tylko ten fatalny
+Wyraz -- wygnanie? O księże, złe duchy
+Wyją, gdy w piekle usłyszą ten wyraz:
+I tyż masz serce, ty, święty spowiednik,
+Rozgrześca grzechów i szczery przyjaciel,
+Pasy drzeć ze mnie tem słowem: wygnanie?
+
+*O. Laurenty.* Sentymentalny szaleńcze, posłuchaj!
+
+*Romeo.* Znowu mi będziesz prawił o wygnaniu.
+
+*O. Laurenty.* Dam ci broń przeciw temu wyrazowi;
+Balsamem w przeciwnościach -- filozofia;
+W tej więc otuchę czerp, będąc wygnanym.
+
+*Romeo.* Wygnanym jednak! -- o, precz z filozofią!
+Czyż filozofia zdoła stworzyć Julię?
+Przestawić miasto? Zmienić wyrok księcia?
+Nic z niej: bezsilna ona, nie mów o niej.
+
+*O. Laurenty.* Szaleni są więc głuchymi, jak widzę.
+
+*Romeo.* Jak mają nie być, gdy mądrzy nie widzą.
+
+*O. Laurenty.* Dajże mi mówić; przyjm słowa rozsądku.
+
+*Romeo.* Nie możesz mówić tam, gdzie nic nie czujesz.
+[Page 57]
+Bądź jak ja młodym, posiądź miłość Julii,
+Zaślub ją tylko co, zabij Tybalta,
+Bądź zakochanym jak ja i wygnanym
+A wtedy będziesz mógł mówić; o, wtedy
+Będziesz mógł sobie z rozpaczy rwać włosy
+I rzucać się na ziemię, jak ja teraz,
+Na grób zawczasu biorąc sobie miarę.
+
+ _(Rzuca się na ziemię. Słychać kołatanie)._
+
+*O. Laurenty.* Cicho, ktoś puka; ukryj się, Romeo.
+
+*Romeo.* Nie; chyba para powstała z mych jęków,
+Jak mgła, ukryje mię przed ludzkim wzrokiem.
+
+ _(Kołatanie)._
+
+*O. Laurenty.* Słyszysz? pukają znowu. Kto tam? Powstań,
+Powstań, Romeo! Chcesz być wziętym? Powstań;
+
+ _(Kołatanie)._
+
+Wnijdź do pracowni mojej. Zaraz, zaraz.
+Cóż to za upór!
+
+ _(Kołatanie)._
+
+ Idę, idę, któż to
+Tak na gwałt puka? Skąd wy? Czego chcecie?
+
+*Marta* _(zewnątrz)._ Wpuśćcie mię, wnet się o wszystkim dowiecie.
+Julia przysyła mię.
+
+*O. Laurenty.* Witajże, witaj.
+
+ _(Wchodzi Marta)._
+
+*Marta.* O! świętobliwy ojcze, powiedz, proszę,
+Gdzie jest mąż mojej pani, gdzie Romeo?
+
+*O. Laurenty.* Tu, na podłodze, łzami upojony.
+
+*Marta.* Ach, on jest właśnie w stanie mojej pani,
+Właśnie w jej stanie.
+
+*O. Laurenty.* Nieszczęsna sympatio!
+Smutne zbliżenie!
+
+*Marta.* I ona tak leży
+Płacząc i łkając, szlochając i płacząc.
+Powstań pan, powstań, jeśli jesteś mężem!
+O, powstań, podnieś się, przez wzgląd na Julię!
+Dlaczego dać się przygnębiać tak srodze?
+
+*Romeo.* Marto!
+
+*Marta.* Ach, panie! Wszystko na tym świecie
+Kończy się śmiercią.
+
+*Romeo.* Mówiłaś o Julii?
+Cóż się z nią dzieje? O, pewnie mię ona
+Ma za mordercę zakamieniałego,
+Kiedym mógł naszych rozkoszy dzieciństwo
+Splamić krwią, jeszcze tak bliską jej własnej,
+Gdzie ona? Jak się miewa i co mówi
+Na zawód w świeżo błysłym nam zawodzie?
+
+*Marta.* Nic, tylko szlocha i szlocha i szlocha;
+To się na łóżko rzuca, to powstaje,
+To woła: Tybalt!, to krzyczy: Romeo!
+I znowu pada.
+
+*Romeo.* Jak gdyby to imię,
+Z śmiertelnej paszczy działa wystrzelone,
+Miało ją zabić, tak jak jej krewnego
+Zabiła ręka tego, co je nosi.
+O! powiedz, powiedz mi, ojcze, przez litość,
+W którym zakątku tej nędznej budowy
+Mieszka me imię; powiedz, abym zburzył
+To nienawistne siedlisko.
+
+ _(Dobywa miecza)._
+
+*O. Laurenty.* Stój! Wstrzymaj
+Dłoń rozpaczliwą! Czy jesteś ty mężem?
+Postać wskazuje twoja, że nim jesteś;
+Łzy twe niewieście, dzikie twoje czyny
+Cechują wściekłość bezrozumną zwierza.
+W pozornym mężu ukryta niewiasto!
+Zwierzu, przybrany w pozór tego dwojga!
+Ty mnie w zdumienie wprawiasz. Jakem kapłan!
+Myślałem, że masz więcej hartu w sobie.
+Tybaltaś zabił, chcesz zabić sam siebie.
+I przez haniebny ten na siebie zamach
+Zabić chcesz także tę, co żyje tobą?
+Przecz tak uwłaczasz swemu urodzeniu,
+Niebu i ziemi, skoro urodzenie,
+Niebo i ziemia ci się śmieją? Wstydź się!
+Krzywdzisz swą postać, swą miłość, swój rozum,
+Boś ty jak lichwiarz bogaty w to wszystko,
+Ale niczego tego nie używasz
+W sposób mogący te dary ozdobić.
+Kształtna twa postać jest figurą z wosku,
+Skoro nie z męską cnotą idzie w parze;
+Miłość twa w gruncie czczem krzywoprzysięstwem,
+Skoro chcesz zabić tę, którejś ją ślubił.
+Twój rozum, chluba kształtów i miłości,
+Niezręczny w korzystaniu z tego dwojga,
+Jest jak proch w flaszce płochego żołnierza,
+Co się zapala z własnej jego winy
+I razi tego, którego miał bronić.
+Otrząś się, człeku! Julia twoja żyje;
+Julia, dla której umrzeć byłeś gotów;
+W temeś szczęśliwy. Tybalt chciał cię zabić,
+Tyś jego zabił; w tem szczęśliwyś także.
+Prawo, grożące ci śmiercią, zamienia
+Śmierć na wygnanie, i w temeś szczęśliwy.
+Stosy na głowie błogosławieństw dźwigasz,
+Szczęście najwabniej wdzięczy się do ciebie,
+A ty, jak dziewka zepsuta, kapryśna,
+Fochasz się na tę szczodrotę fortuny.
+Strzeż się, bo tacy marnie umierają.
+Terazże idź do żony, jak to było
+Wprzód umówione, i pociesz niebogę.
+Pomnij wyjść jednak przed wart rozstawieniem;
+Bo później przejść-byś nie mógł do Mantui,
+Gdzie masz przebywać tak długo, aż znajdziem
+Czas do odkrycia waszego małżeństwa,
+Do pojednania waszych nieprzyjaciół,
+Do przebłagania księcia, naostatek
+Do sprowadzenia cię nazad, z radością
+Dziesięćkroć sto tysięcy razy większą,
+Niż teraźniejszy twój smutek. Waćpani
+Idź naprzód; pozdrów ode mnie swą panią;
+I każ jej naglić wszystkich do spoczynku,
+Ku czemu żal ich ułatwi namowę,
+Romeo przyjdzie niebawem.
+
+*Marta.* O panie!
+Mogłabym całą noc stać tu i słuchać,
+Co też to może nauczoność! Biegnę
+Uprzedzić moją panią, że pan przyjdziesz.
+
+*Romeo.* Idź, proś ją, niech się gotuje mię zgromić.
+
+*Marta.* Oto pierścionek, który mi kazała
+Doręczyć panu. Spiesz się pan, już późno.
+
+ _(Wychodzi Marta)._
+
+*Romeo.* O, jakże mi ten dar dodał otuchy!
+
+*O. Laurenty.* Idź już; dobranoc! a pamiętaj
+Wyjść jeszcze dzisiaj, nim zaciągną warty,
+Albo w przebraniu wyjść jutro o świcie.
+Osiądź w Mantui. Jeden z naszych braci
+Nosić ci będzie od czasu do czasu
+Zawiadomienie o każdym wypadku,
+Jaki na twoją korzyść tu się zdarzy.
+Daj rękę; późno już, bądź zdrów, dobranoc.
+
+*Romeo.* Gdyby nie radość, co mię czeka, wczesny
+Ten rozdział z tobą byłby zbyt bolesny.
+Żegnam cię, ojcze.
+
+ _(Wychodzą)._
+
+
+SCENA IV.
+
+ Pokój w domu Kapuletów.
+
+ _(Wchodzą: Kapulet, pani Kapulet i Parys)._
+
+*Kapulet.* Tak smutny, panie, dotknął nas wypadek,
+Żeśmy nie mieli czasu mówić z Julią.
+Krewny nasz, Tybalt, był jej nader drogim,
+Nam także, ale rodzim się, by umrzeć.
+Dziś ona już nie zejdzie, bo już późno.
+Gdyby nie twoje, hrabio, odwiedziny,
+Ja sam-bym w łóżku był już od godziny.
+
+*Parys.* Pora żałoby nie sprzyja zalotom;
+Dobranoc, pani, poleć mnie swej córce.
+
+*Pani Kapulet.* Najchętniej, zaraz jutro ją wybadam;
+Na dziś zamknęła się, by żal swój spłakać.
+
+*Kapulet.* Hrabio, za miłość naszego dziecięcia
+Mogę ci ręczyć; mniemam, że się skłoni
+Do mych przełożeń, co więcej, nie wątpię.
+Pójdź do niej, żono, nim się spać położysz;
+Oznajm jej cnego Parysa zamiary
+I powiedzże jej, uważasz, iż w środę...
+Zaczekaj, cóż to dzisiaj?
+
+*Parys.* Poniedziałek.
+
+*Kapulet.* A! poniedziałek! Zawcześnie we środę;
+Odłóżmy to na czwartek; w ten więc czwartek
+Zostanie żoną szlachetnego hrabi.
+Będzieszli gotów? Czy ci to dogadza?
+Cicho się sprawim; jeden, dwóch przyjaciół...
+Gdybyśmy bowiem po tak świeżej stracie
+Bardzo hulali, ludzie, widzisz, hrabio,
+Mogliby myśleć, że za lekko bierzem
+Zgon tak bliskiego krewnego; dlatego
+Wezwiem przyjaciół z jakie pół tuzina,
+I na tem koniec. Cóż mówisz na czwartek?
+
+*Parys.* Radbym, o panie, żeby już był jutro.
+
+*Kapulet.* To dobrze. Bądź nam zdrów. A więc we czwartek.
+Wstąpże do Julii, żono, nim spać pójdziesz;
+Przygotuj ją do ślubu. Bądź zdrów, hrabio.
+Światła! hej! światła do mego pokoju!
+Tak już jest późno, żebyśmy nieledwie
+Mogli powiedzieć: tak rano. Dobranoc.
+
+ _(Wychodzą)._
+
+
+SCENA V.
+
+ Pokój Julii.
+
+ _(Wchodzi Romeo i Julia)._
+
+*Julia.* Chcesz już iść? Jeszcze ranek nie tak bliski,
+Słowik to, a nie skowronek się zrywa
+I śpiewem przeszył trwożne ucho twoje.
+Co noc on śpiewa owdzie na gałązce
+Granatu: wierzaj mi, że to był słowik.
+
+*Romeo.* Skowronek to, ów czujny herold ranku,
+Nie słowik; widzisz te zazdrosne smugi,
+Co tam na wschodzie złocą chmur krawędzie?
+Pochodnie nocy już się wypaliły
+I dzień się wspina raźnie na gór szczyty.
+Chcąc żyć, iść muszę, lub zostając -- umrzeć.
+
+*Julia.* Owo światełko nie jest świtem; jest to
+Jakiś meteor od słońca wysłany,
+Aby ci służył w noc za przewodnika
+I do Mantui rozjaśniał ci drogę;
+Zostań więc, nie masz potrzeby się spieszyć.
+
+*Romeo.* Niech mię schwytają, na śmierć zaprowadzą,
+Rad temu będę, bo Julia chce tego.
+Nie, ten brzask nie jest zapowiedzią ranku,
+To tylko blady odblask lica Luny;
+To nie skowronek, co owdzie piosenką
+Bijąc w niebiosa, wznosi się nad nami.
+Więcej mię względów skłania tu pozostać,
+Niż nagle odejść. O, śmierci, przybywaj!
+Chętnie cię przyjmę, bo Julia chce tego.
+Cóż, luba? prawda, że jeszcze nie dnieje?
+
+*Julia.* O, dnieje, dnieje! Idź, spiesz się, uciekaj!
+Głos to skowronka brzmi tak przeraźliwie
+I niestrojnymi, ostrymi dźwiękami
+Razi me ucho. Mówią, że skowronek
+Miło wywodzi; z tym się ma przeciwnie,
+Bo on wywodzi nas z objęć wzajemnych.
+Skowronek, mówią, z obrzydłą ropuchą
+Zamienił oczy, o, radabym teraz,
+Żeby był także i głos z nią zamienił,
+Bo ten głos, w smutnej rozstania potrzebie,
+Dzień przywołując, wywołuje ciebie.
+Idź już, idź: ciemność coraz to się zmniejsza.
+
+*Romeo.* A dola nasza coraz to ciemniejsza!
+
+ _(Wchodzi Marta)._
+
+*Marta.* Pst! pst!
+
+*Julia.* Co?
+
+*Marta.* Starsza pani tu nadchodzi.
+Dzień świta. Baczność, bo się narazicie!
+
+ _(Wychodzi)._
+
+*Julia.* O, okno, wpuśćże dzień, a wypuść życie!
+
+*Romeo* _(wychodząc przez okno)._
+Bądź zdrowa! Jeszcze jeden uścisk krótki.
+
+*Julia.* Już idziesz; o mój drogi! mój milutki!
+Muszę mieć co dzień wiadomość o tobie;
+A każda chwila równą będzie dobie.
+Zgrzybieję licząc podług tej rachuby,
+Nim cię zobaczę znowu, o mój luby.
+
+*Romeo.* Ilekroć będę mógł, tylekroć twoję
+Drogą troskliwość pewnie zaspokoję.
+
+ _(Znika za oknem)._
+
+*Julia.* Jak myślisz, czy się znów ujrzymy kiedy?
+
+*Romeo.* Nie wątpię o tem, najmilsza, a wtedy
+Wszystkie cierpienia nasze kwiatem tkaną
+Kanwą do słodkich rozmów nam się staną.
+
+*Julia.* Boże! przeczuwam jakąś ciężką dolę;
+Wydajesz mi się teraz tam na dole,
+Jak trup, z którego znikły życia ślady.
+Czy mię wzrok myli? Jakiżeś ty blady!
+
+*Romeo.* I twoja także twarz jak pogrobowa.
+Smutek nas trawi. Bądź zdrowa! bądź zdrowa!
+
+*Julia* _(odstępując od okna)._ O losie! ludzie mienią cię niestałym;
+Toż więc przez zawiść tylko prześladujesz
+Tych, co kochają stale? Bądź niestały,
+Bo wtedy będę mogła mieć nadzieję,
+Ze go niedługo będziesz zatrzymywał
+I wrócisz nazad.
+
+*Pani Kapulet* _(za sceną)._ Julio! czyś już wstała?
+
+*Julia.* Któż to mię woła? Głos-że to mej matki?
+Nie spałaż ona, czy wstała tak rano?
+Jakiż niezwykły powód ją sprowadza?
+
+ _(Wchodzi pani Kapulet)._
+
+*Pani Kapulet.* Jak się masz, Julciu?
+
+*Julia.* Niedobrze mi, matko!
+
+*Pani Kapulet.* Wciąż jeszcze płaczesz nad stratą Tybalta?
+Chceszże go łzami dobyć z grobu? Choćbyś
+Dopięła tego, wskrzesić go nie zdołasz.
+Przestań więc: pewien żal może dowodzić
+Wielkiej miłości, ale wielkość żalu
+Dowodzi pewnej płytkości pojęcia.
+
+*Julia.* Trudno na taką stratę nie być czułą.
+
+*Pani Kapulet.* Tak, ale płacząc, czujesz tylko stratę,
+Nie tego, po kim płaczesz, moje dziecko.
+
+*Julia.* Tak czując stratę, mogę tylko płakać.
+
+*Pani Kapulet.* Przyznaj się jednak, że nie tyle płaczesz
+Nad jego śmiercią, jako raczej nad tem,
+Że jeszcze żyje ten łotr, co go zabił.
+
+*Julia.* Jaki łotr, pani?
+
+*Pani Kapulet.* Tenci łotr, Romeo.
+
+*Julia.* On i łotr żyją daleko od siebie.
+Przebacz mu, Boże, tak jak ja przebaczam.
+A przecież niema na świecie człowieka,
+Któryby bardziej ciężył mi na sercu.
+
+*Pani Kapulet.* Że mimo swoich niecnót jeszcze żyje.
+
+*Julia.* Że go nie mogę dosiąc tym ramieniem,
+Radabym sama módz się na nim zemścić.
+
+*Pani Kapulet.* Dozna on zemsty; nie troszcz się i nie płacz,
+Zlecę ja pewnej osobie w Mantui,
+Gdzie ten wygnany renegat się schronił,
+Dać mu traktament tak zniewalający,
+Że wnet pośpieszy za Tybaltem. Wtedy
+Będziesz, spodziewam się, zaspokojoną.
+
+*Julia.* Nie zaspokoi mię Romeo nigdy,
+Dopóki tylko żyć będzie; tak silnie
+Boleść po krewnym rozjątrza mi serce.
+O, pani, jeśli tylko znajdziesz kogo,
+Co się podejmie podać mu truciznę,
+Ja ją przyrządzę, by po jej wypiciu
+Romeo zasnąć mógł jak najspokojniej.
+Jakże mię korci słyszeć jego imię,
+I nie módz zaraz dostać się do niego,
+By przywiązaniu memu do Tybalta
+Dać odwet na tym, co go zamordował.
+
+*Pani Kapulet.* Znajdź ty sposoby, ja znajdę człowieka.
+Terazże mam ci udzielić, dziewczyno,
+Wesołych nowin.
+
+*Julia.* Wesołe nowiny
+Pożądanymi są w tak smutnych czasach.
+Jakaż tych nowin treść, kochana matko?
+
+*Pani Kapulet.* Masz troskliwego ojca, moje dziecię;
+On to, ażeby smutek twój rozproszyć,
+Umyślił i wyznaczył dzień na radość,
+Tak dla cię jak i dla mnie niespodzianą.
+
+*Julia.* Cóż to za radość, matko? mogęż wiedzieć?
+
+*Pani Kapulet.* Ta a nie inna, że w ten czwartek z rana
+Piękny, szlachetny, młody hrabia Parys
+Ma cię uczynić szczęśliwą małżonką
+W świętego Piotra kościele.
+
+*Julia.* Na kościół
+Świętego Piotra i Piotra samego!
+Nigdy on, nigdy tego nie uczyni!
+Żdumiewa mię ten pośpiech. Mam iść za mąż,
+Nim ten, co moim ma być mężem, zaczął
+Starać się o mnie, nim mi się dał poznać?
+Proszę cię, matko, powiedz memu ojcu,
+Że jeszcze nie chcę iść za mąż, a gdybym
+Koniecznie miała iść, to bym wolała
+Pójść za Romea, który, jak wiesz dobrze,
+Jest mi z całego serca nienawistny,
+Niż za Parysa. Ha! to mi nowina!
+
+ _(Wchodzi Kapulet i Marta)._
+
+*Pani Kapulet.* Oto twój ojciec; powiedz mu to sama:
+Zobaczym, jak on przyjmie twą odpowiedź.
+
+*Kapulet.* Kiedy dzień kona, niebo spuszcza rosę;
+Ale po skonie naszego krewnego
+Pada ulewny deszcz. Cóż to, dziewczyno?
+Czy jesteś cebrem? Ciągle jeszcze we łzach?
+Ciągłe wezbranie? W małej swej istotce
+Przedstawiasz obraz łodzi, morza, wiatru:
+Bo twoje oczy, jakby morze, ciągle
+Falują łzami; biedne twoje ciało
+Jak łódź żegluje po tych słonych falach.
+Wiatrem nakoniec są westchnienia twoje,
+Które, ze łzami walcząc, a łzy z niemi,
+Jeżeli nagła nie nastąpi cisza,
+Strzaskają twoją łódkę. I cóż, żono?
+Czyś jej zamiary nasze objawiła?
+
+*Pani Kapulet.* Tak; ale nie chce i dziękuje za nie.
+Bodajby była z grobem zaślubiona!
+
+*Kapulet.* Co? Jak to? Nie chce? Nie chce? Nie chce, mówisz?
+Nie jest nam wdzięczną? Nie pyszni się z tego?
+Nie poczytuje sobie za szczyt szczęścia,
+Niegodna, żeśmy jej najgodniejszego
+Z werońskich chłopców wybrali za męża?
+
+*Julia.* Nie pysznam z tego, alem wdzięczna za to.
+Pyszną, zaiste, nie mogę być z tego,
+Co nienawidzę; lecz wdzięczna być winnam
+I za nienawiść w postaci miłości.
+
+*Kapulet.* Cóż to znów? cóż to? Logika w spódnicy!
+Pysznam i wdzięcznam, i zasię niewdzięcznam,
+Jednak nie pysznam! Słuchaj, świdrzygłówko!
+Nie dziękuj wdzięcznie, ni się pyszń z niepyszna,
+Lecz zbierz swe sprytne klepki na ten czwartek,
+By pójść z Parysem do świętego Piotra;
+Albo cię każę zawlec tam na smyczy.
+Rozumiesz? Ty białaczko! ty szuswale;
+Lalko łojowa!
+
+*Pani Kapulet.* Wstydź się! czyś oszalał?
+
+*Julia.* Błagam cię, ojcze, na klęczkach cię błagam,
+Pozwól powiedzieć sobie tylko słowo.
+
+*Kapulet.* Precz, wszetecznico! dziewko nieposłuszna!
+Ja ci powiadam: gotuj się w ten czwartek
+Iść do kościoła, lub nigdy, przenigdy
+Na oczy mi się więcej nie pokazuj.
+Nic nie mów, ani piśnij, ani trunij:
+Palce mię świerzbią. Myśleliśmy, żono,
+Że nas za skąpo Bóg pobłogosławił,
+Dając nam jedno dziecko; teraz widzę,
+Że i to jedno jest jednem za wiele,
+I że w niej mamy bicz Boży. Precz, plucho!
+Cyganko jakaś!
+
+*Marta.* Błogosław jej, Boże!
+Jegomość grzeszy, tak fukając na nią.
+
+*Kapulet.* Doprawdy! Czy tak sądzi wasza mądrość?
+Idź waść pytlować gębą z kumoszkami.
+
+*Marta.* Nie mówięć bluźnierstw.
+
+*Kapulet.* Terefere kuku!
+
+*Marta.* Czyż mówić zbrodnia?
+
+*Kapulet.* Milcz, stara trajkotko!
+Schowaj swój rozum na babskie sejmiki:
+Tu niepotrzebny.
+
+*Pani Kapulet.* Za gorący jesteś.
+
+*Kapulet.* Na miłość boską, to trzeba oszaleć!
+W dzień, w noc, wieczorem, rano, w domu, w mieście,
+Sam, w towarzystwie, we śnie i na jawie
+Ciągle i ciągle rozmyślałem tylko
+O jej zamęściu; i teraz, gdym znalazł
+Dlań oblubieńca książęcego rodu,
+Pana rozległych majątków, młodego,
+Ukształconego, uposażonego
+Dokolusieńka, jak mówią, w przymioty,
+Jakich się można od mężczyzny żądać;
+Trzeba, ażeby mi jedna smarkata,
+Mazgajowata gęś odpowiadała:
+_Nie chcę iść za mąż, nie mogę pokochać,
+Jestem za młoda, wybaczcie mi, proszę._
+Nie chcesz iść za mąż? a to nie idź, zgoda;
+Ale mi nie właź w oczy; żeruj sobie,
+Gdzie tylko zechcesz, byle nie w mym domu.
+Zważ to, pamiętaj; nie zwykłem żartować.
+Czwartek za pasem; przyłóż dłoń do serca;
+Namyśl się dobrze; będzieszli powolna,
+Znajdziesz dobrego we mnie przyjaciela;
+A nie, to marniej, żebrz, jęcz, mrzyj pod płotem;
+Bo, jak Bóg w niebie, nigdy cię nie uznam
+Za moje dziecko i z mojego mienia
+Nawet źdźbło nigdy ci się nie oberwie.
+Com rzekł, dotrzymam. Wiesz, że jestem słowny.
+
+ _(Wychodzi)._
+
+*Julia.* Nie masz litości w niebie, które widzi
+Całą głębokość mojego cierpienia?
+Ty mię przynajmniej nie odpychaj, matko!
+Zwlecz to małżeństwo na miesiąc, na tydzień,
+Albo mi pościel oblubieńcze łoże
+W tymże grobowcu, w którym Tybalt leży.
+
+*Pani Kapulet.* Nie mów nic do mnie, nic ci nie odpowiem;
+Rób, co chcesz, wszystko mi to obojętne.
+
+ _(Wychodzi)._
+
+*Julia.* O, Boże! O ty, moja karmicielko!
+Poradź mi, powiedz, jak temu zaradzić?
+Mój mąż na ziemi, moja wiara w niebie;
+Jakżeż ta wiara ma na ziemię wrócić,
+Nim mój mąż sam mi ją powróci z nieba
+Po opuszczeniu ziemi? Daj mi radę.
+Niestety! Że też nieba mogą nękać
+Tak mdłą istotę jak ja! Nic nie mówisz?
+Nie maszże żadnej pociechy, żadnego
+Na to lekarstwa?
+
+*Marta.* Mam-ci, a to takie:
+Romeo na wygnaniu, i o wszystko
+Można iść w zakład, że cię już nie przyjdzie
+Nagabać więcej, chybaby ukradkiem.
+Ponieważ tedy rzecz tak stoi, sądzę,
+Ze nic lepszego nie masz do zrobienia,
+Jak pójść za hrabię. Dalipan, to wcale,
+Co się nazywa, przystojny mężczyzna.
+Romeo kołek przy nim; orzeł, pani,
+Nie ma tak pięknych, żywych, bystrych oczu,
+Jak Parys. Nazwij mię hetką-pętelką,
+Jeśli nie będziesz z kretesem szczęśliwa
+W tem nowem stadle; bo ono jest stokroć
+Lepsze, niż pierwsze; a choćby nie było,
+To i tak tamten pierwszy już nie żyje;
+Tak, jakby nie żył; przynajmniej dla ciebie,
+Skoro, choć żyje, nie masz zeń pożytku.
+
+*Julia.* Czy z serca mówisz?
+
+*Marta.* Ba, i z duszy całej!
+Jeśli nie z serca i nie z duszy, to je
+Przeklnij oboje.
+
+*Julia.* Amen!
+
+*Marta.* Na co amen?
+
+*Julia.* Bardzoś mi przez to dodała otuchy.
+Idźźe i powiedz teraz mojej matce,
+Ze naraziwszy się na gniew rodzica,
+Poszłam do celi ojca Laurentego,
+Odprawić spowiedź i wziąć rozgrzeszenie.
+
+*Marta.* O, idę; to mi pięknie i roztropnie.
+
+ _(Wychodzi)._
+
+*Julia.* Stara niecnoto! Zdradziecki szatanie!
+Cóż jest niegodniej, cóż jest większym grzechem:
+Czy tak mię kusić do krzywoprzysięstwa?
+Czy lżyć małżonka mego temi usty,
+Którymi tyle razy go pod niebo
+Wznosiłam, chwaląc? Precz, uwodzicielko!
+Serce me odtąd zamknięte dla ciebie.
+Pójdę poprosić ojca Laurentego,
+By mi dał radę, a jeśli żadnego
+Na tę przeciwność nie będzie sposobu,
+Znajdę moc w sobie wstąpienia do grobu.
+
+ _(Wychodzi)._
+
+
+
+
+AKT CZWARTY.
+
+
+SCENA I.
+
+ Cela Ojca Laurentego.
+
+ _(Ojciec Laurenty i Parys)._
+
+*O. Laurenty.* W ten czwartek zatem? to bardzo pośpiesznie.
+
+*Parys.* Mój teść, Kapulet, życzy sobie tego:
+A ja powodu nie mam rzecz odwlekać.
+
+*O. Laurenty.* Nie znasz pan, mówisz, uczuć swojej przyszłej;
+Krzywa to droga, ja takich nie lubię.
+
+*Parys.* Bez miary płacze nad śmiercią Tybalta,
+Małom jej przeto mówił o miłości,
+Bo Wenus w domu łez się nie uśmiecha,
+Ojciec jej, mając to za niebezpieczne,
+Że się tak bardzo poddaje żalowi,
+W mądrości swojej przyśpiesza nasz związek,
+By zatamować źródło tych łez, które
+W odosobnieniu cieką za obficie,
+A w towarzystwie prędzej mogą ustać.
+Znasz teraz, ojcze, powód tej nagłości.
+
+*O. Laurenty.* _(na str.)._ Obym mógł nie znać powodów do
+zwłoki!
+_(Głośno)._ Patrz, hrabio, oto twa przyszła nadchodzi.
+
+ _(Wchodzi Julia)._
+
+*Parys.* Szczęsny traf dla mnie, piękna przyszła żono!
+
+*Julia.* Być może, przyszłość jest nieodgadnioną.
+
+*Parys.* To _może ma_ być już w ten czwartek z rana.
+
+*Julia.* Co _ma_ być, będzie.
+
+*O. Laurenty.* Prawda to zbyt znana.
+
+*Parys.* Przyszłaś się, pani, spowiadać przed ojcem?
+
+*Julia.* Mówiąc to, panu-bym się spowiadała.
+
+*Parys.* Nie zaprzecz przed nim, pani, że mię kochasz.
+
+*Julia.* Że _jego_ kocham, to wyznam i panu.
+
+*Parys.* Wyznasz mi także, tuszę, że _mnie_ kochasz.
+
+*Julia.* Gdyby tak było, większą-by to miało
+Wartość wyznane z daleka, niż w oczy.
+
+*Parys.* Biedna! łzy bardzo twarz twą oszpeciły.
+
+*Julia.* Nie wielkie przez to odniosły zwycięstwo;
+Dosyć już była ubogą przed niemi.
+Nie jest to krzywda, panie, ale prawda,
+I w oczy sobie ją mówię.
+
+*Parys.* Twarz twoja
+Do mnie należy, a ty jej uwłaczasz.
+
+*Julia.* Nie przeczę, moja bowiem była inna.
+Maszli czas teraz, mój ojcze duchowny,
+Czyli też mam przyjść wieczór po nieszporach?
+
+*O. Laurenty.* Nie brak mi teraz czasu, smętne dziecię.
+Racz, panie hrabio, zostawić nas samych.
+
+*Parys.* Niech mię Bóg broni świętym obowiązkom
+Stać na przeszkodzie! Julio, w czwartek z rana
+Przyjdę cię zbudzić. Bądź zdrowa tymczasem
+I przyjm pobożne to pocałowanie.
+
+ _(Wchodzi)._
+
+*Julia.* O! zamknij, ojcze, drzwi; a jak je zamkniesz,
+Przyjdź płakać ze mną. Niema już nadziei!
+Niema ratunku! Niema ocalenia!
+
+*O. Laurenty.* Ach, Julio! Znam twą boleść; mnie samego
+Nabawia ona prawie odurzenia.
+Słyszałem, i nic tego nie odwlecze,
+Że w przyszły czwartek wziąć masz ślub z tym hrabią.
+
+*Julia.* Nie mów mi, ojcze, że o tym słyszałeś;
+Chyba że powiesz, jak tego uniknąć,
+Jeżeli w swojej mądrości nie znajdziesz
+Żadnego na to środka, to przynajmniej
+Postanowienie moje nazwij mądrem,
+A w tym sztylecie zaraz znajdę środek.
+Bóg złączył moje i Romea serce,
+Ty nasze dłonie; i nim ta dłoń, świętą
+Pieczęcią twoją z Romeem spojona,
+Inny akt stwierdzi, nim to wierne serce
+W zdradzieckim buncie odda się innemu,
+To ostrze zada śmierć sercu i dłoni.
+Daj mi więc jaką radę zaczerpniętą
+Z długoletniego doświadczenia twego,
+Albo bądź świadkiem, jak ten nóż rozstrzygnie
+Sprawę pomiędzy mną a moim losem,
+Wnet zaradzając temu, czego ani
+Wiek, ani rozum nie mógł doprowadzić
+Do rozwiązania zgodnego z honorem.
+Mów prędko; pilno mi wstąpić do grobu,
+Jeśli mi powiesz, że niema sposobu.
+
+*O. Laurenty.* Stój, córko! Mam ja w myśli pewien środek,
+Wymagający równie rozpaczliwej
+Determinacyi, jak jest rozpaczliwem
+To, czemu chcemy zapobiec. Jeżeli,
+Dla uniknienia małżeństwa z Parysem,
+Masz siłę woli odjąć sobie życie,
+To się odważysz, snadź, na coś takiego,
+Co, będąc tylko podobnem do śmierci,
+Uwolni cię od hańby, jakiej chciałaś
+Ujść przez zadanie jej sobie naprawdę,
+Masz li odwagę, to-ć wskaże ten środek.
+
+*Julia.* O! każ mi, zamiast być żoną Parysa,
+Skoczyć ze szczytu wieży; w rozbójniczych
+Gościć jaskiniach, w legowiskach wężów;
+Zamknij mię w jedną klatkę z niedźwiedziami,
+Albo mię wepchnij nocą do kostnicy,
+Zewsząd pokrytej szczątkami szkieletów,
+Poczerniałemi kośćmi i czaszkami,
+Każ mi wejść żywcem w grób świeżo kopany
+I w jeden całun z trupem się obwinąć;
+Wszystko to dawniej dreszcz budziło we mnie,
+Ale bez trwogi uczynię to zaraz,
+Bylebym tylko pozostała czystą
+Małżonką mego lubego kochanka.
+
+*O. Laurenty.* Słuchaj więc: idź do domu, bądź wesołą,
+Przystań na związek z hrabią. Jutro środa;
+Staraj się jutro na noc zostać sama;
+Niech Marta nie śpi ten raz w twym pokoju.
+Masz tu flaszeczkę: weźmiesz ją do łóżka,
+I filtrowany likwor ten wypijesz;
+A wnet po wszystkich żyłach cię przebiegnie
+Usypiający dreszcz, który owładnie
+Wszelką żywotną funkcją; wszystkie pulsa
+Wstrzymają w tobie swe zwyczajne bicie;
+Ni dech, ni ciepło nie wskaże, że żyjesz.
+Róże ust twoich i policzków zbledną,
+Jak popiół; oczu zasłony zapadną,
+Jak gdy dłoń śmierci zakrywa dzień życia;
+Każdy twój członek, pozbawiony władzy,
+Zdrętwieje, zstęgnie, zziębnie jak u trupa.
+I w tym pozornym stanie nagłej śmierci
+Zostawać będziesz czterdzieści dwie godzin,
+Wtedy się ockniesz jak ze snu błogiego.
+Gdy więc nazajutrz z rana narzeczony
+Przyjdzie cię zbudzić, znajdzie cię umarłą;
+Poczem, jak każe zwyczaj, przystrojona
+W godowe szaty, w odsłoniętej trumnie,
+Złożoną będziesz pod owem sklepieniem,
+Gdzie leżą wszyscy ze krwi Kapuletów.
+Uwiadomiony tymczasem przeze mnie
+O naszym planie Romeo przybędzie;
+Wraz ze mną czekać będzie w owym lochu
+Na twe ocknienie i tej samej nocy
+Uprowadzi cię skrycie do Mantui.
+To cię uchroni od hańby grożącej,
+Jeśli brak woli lub niewieścia bojaźń
+Od wykonania tego cię nie wstrzyma.
+
+*Julia.* O, daj mi, daj mi! nie mów o bojaźni!
+
+*O. Laurenty.*Masz, idź, bądź niewzruszoną i szczęśliwą
+W tem przedsięwzięciu! Wyprawię natychmiast
+Jednego z naszych braci do Mantui,
+Z listem do twego męża.
+
+*Julia.* O nadziejo!
+Ty mi bądź bodźcem, a hasłem Romeo!
+Bądź zdrów, mój ojcze!
+
+ _(Odchodzi)._
+
+
+SCENA II.
+
+ Pokój w domu Kapuletów.
+
+ _(Wchodzą: Kapulet, pani Kapulet, Marta i słudzy)._
+
+*Kapulet* _(do służącego)._ Proś te osoby, co tu są spisane.
+
+ _(Służący wychodzi)._
+
+A waść dwudziestu biegłych zbierz kucharzy.
+
+*Drugi służący.* Nie będzie zły ani jeden, jaśnie panie, bo
+się przekonam wprzód o każdym, czy umie sobie oblizywać
+palce.
+
+*Kapulet.* A to na co?
+*Drugi służący.* Zły to kucharz, jaśnie panie, co nie oblizuje
+sobie palców; o którym się więc przekonam, że
+tego nie umie, tego nie sprowadzę.
+
+*Kapulet.* Ruszaj! _(Wychodzi służący)._
+Wątpię, czy wszystko na czas wygotujem.
+Bodaj cię! Prawdaż to, że Julia poszła
+Do ojca Laurentego?
+
+*Marta.* Poszła, panie.
+
+*Kapulet.* To dobrze; może on co na niej wskóra.
+Cięta, uparta to skóra na buty.
+
+ _(Wchodzi Julia)._
+
+*Marta.* Patrz pan, jak raźnie wraca od spowiedzi.
+
+*Kapulet.* No, sekutnico, gdzieżeś to bywała?
+
+*Julia.* Gdzie mię żałować nauczono, panie,
+Za grzech uporu i nieposłuszeństwa
+Naprzeciw woli twojej. Świętobliwy
+Kapłan Laurenty kazał mi się rzucić
+Do twych nóg i o przebaczenie prosić.
+Przebacz mi, ojcze! będę już uległa.
+
+*Kapulet.* Niech tam kto pójdzie prosić pana hrabię:
+Jutro mieć muszę spleciony ten węzeł.
+
+*Julia.* Spotkałam hrabię w celi Laurentego
+I okazałam mu miłość, jak mogłam,
+Nie przekraczając granicy skromności.
+
+*Kapulet.* To co innego; tak, to dobrze, powstań;
+Tak być powinno; tak córce przystoi.
+Prosić tu hrabię, żeby przyszedł zaraz.
+Dalipan, święty to człek z tego mnicha:
+Słusznie mu całe miasto cześć oddaje.
+
+*Julia.* Marto, pójdź ze mną do mego pokoju.
+Wszak mi pomożesz przymierzać przyborów,
+Jakie na jutro uznasz za stosowne?
+
+*Pani Kapulet.* Po co dziś? jutro będzie dosyć czasu.
+
+*Kapulet.* Idź z nią waść: jutro pójdziem do kościoła.
+
+ _(Julia z Martą wychodzi)._
+
+*Pani Kapulet.* Nie wiem, czy zdążym z przygotowaniami:
+Już wieczór.
+
+*Kapulet.* Nie troszcz się; dojrzę wszystkiego,
+I wszystko będzie dobrze, za to ręczę.
+Idź do Juleczki, pomóż jej się przybrać.
+Ja się tej nocy nie położę; będę
+Na ten raz pełnił urząd gospodyni.
+Hej, służba! Cóż to? wszyscy się rozeszli?
+Mniejsza z tem, pójdę sam hrabię uprzedzić
+O zaszłej zmianie. Lekko mi na sercu,
+Ze się ten kozioł przecie opamiętał.
+
+ _(Wychodzą)._
+
+
+SCENA III.
+
+ Pokój Julii.
+
+ _(Wchodzi Julia i Marta)._
+
+*Julia.* Tak, ten strój wezmę. Ale, złota nianiu,
+Proszę cię, zostaw mię na tę noc samą;
+Bo dużo muszę pacierzy odmówić
+Dla uproszenia sobie względów niebios
+Nad moim stanem, jak wiesz, pełnym grzechu.
+
+ _(Wchodzi Pani Kapulet)._
+
+*Pani Kapulet.* Takeś zajęta? Mamże ci dopomódz?
+
+*Julia.* Nie, pani; jużeśmy we dwie wybrały,
+Co mi na jutro może być potrzebnem.
+Pozwól, bym teraz sama pozostała,
+I niechaj Marta spędzi tę noc z tobą.
+Pewnam, że wszyscy macie dość roboty,
+Przy tym tak nagłym obchodzie.
+
+*Pani Kapulet.* Dobranoc!
+Połóż się, spocznij; potrzebujesz tego.
+
+ _(Wychodzą: pani Kapulet i Marta)._
+
+*Julia.* Dobranoc! Bóg wie kiedy się zobaczym.
+Zimny dreszcz trwogi na wskroś mię przejmuje,
+I jakby mrozi we mnie ciepło życia.
+Zawołam na nie, by ochłonąć nieco;
+Nianiu! I pocóż tu ona? Straszliwy
+Ten czyn wymaga właśnie samotności.
+Ha! pójdź flakonie!
+Gdyby jednakże ten płyn nie skutkował?
+Miałażbym gwałtem z hrabią być złączona?
+Nie, nie; ucieczka w tem: leż tu w odwodzie.
+
+ _(Kładzie na stole sztylet)._
+
+A gdyby też to miała być trucizna,
+Którą mi ksiądz ten zręcznie śmierć chce zadać,
+By ujść zarzutu, że dał ślub kobiecie,
+Którą już pierwej zaślubił z kim innym?
+Toby być mogło; ale nie, tak nie jest,
+Bo jego świętość jest wypróbowana,
+I nawet myśli tej nie chcę przypuszczać.
+Lecz gdybym w grobie się ocknęła pierwej,
+Nim mię Romeo przyjdzie oswobodzić?
+To byłoby okropne!
+Nie udusiłażbym się wśród tych sklepień,
+Gdzie nigdy zdrowe nie wnika powietrze,
+I nie umarłażbym wprzód, nim Romeo
+Przyjdzie na pomoc? A choćbym i żyła,
+Czyliżby straszny wpływ nocy i śmierci,
+Którą dokoła będę otoczona,
+Obok wrażenia, jakie sprawiać musi
+Samaż miejscowość tego sklepionego
+Starożytnego lochu, w którym kości
+Zmarłych mych przodków od lat niepamiętnych
+Nagromadzone leżą: kędy świeżo
+Złożony Tybalt gnije pod całunem;
+I kędy nocą o pewnych godzinach,
+Duchy, jak mówią, odbywają schadzki;
+Niestety! czyliżby prawdopodobnie
+To wszystko, gdybym wcześniej się ocknęła--
+A potem zapach trupi, krzyk podobny
+Do tego, jaki wydaje ów korzeń
+Ziela pokrzyku, gdy się go wyrywa;
+Krzyk wprawiający ludzi w obłąkanie,--
+Czyliżby wszystko to, w razie ocknienia,
+Nie pomieszało mi zmysłów? Czyliżbym
+Po szalonemu nie igrała wtedy
+Z kośćmi mych przodków? nie poszła się pieścić
+Z trupem Tybalta? i w tem rozstrojeniu
+Nie rozbtłażbym sobie rozpaczliwie
+Głowy piszczelą którego z pradziadów,
+Jak pałką? Patrzcie! patrzcie! zdaje mi się,
+Że duch Tybalta widzę ścigający
+Romea za to, że go wygnał z ciała.
+Stój! stój, Tybalcie!
+
+ _(Przytyka flakon do ust)._
+
+ Do ciebie, mój luby,
+Spełniam ten toast zbawienia lub zguby.
+
+ _(Wypija napój i rzuca się na łóżko)._
+
+
+SCENA IV.
+
+ Sala w domu Kapuletów.
+
+ _(Wchodzi pani Kapulet i Marta)._
+
+*Pani Kapulet.* Weź te półmiski i wydaj korzeni.
+
+*Marta.* Piekarz o pigwy woła i daktyle.
+
+ _(Wchodzi Kapulet)._
+
+*Kapulet.* Śpieszcie się, śpieszcie! Już drugi kur zapiał;
+Poranny dzwonek ozwał się: to trzecia,
+Dojrzyj ciast, moja Marto; nie szczędź przypraw.
+
+*Marta.* Co to za wścibstwo! Idźże się pan przespać.
+Dalipan, jutro się nam rozchorujesz
+Z tego niewczasu.
+
+*Kapulet.* Ani krzty! Do licha!
+Nie wysypiałem się dla spraw mniej ważnych,
+A przecież nigdy nie zachorowałem.
+
+*Pani Kapulet.* Wiem-ci ja dobrze, wiem: umiał jegomość
+Swojego czasu myszkować; lecz teraz
+Ja czuwam nad tem, abyś pan nie czuwał.
+
+ _(Wychodzą pani Kapulet i Marta)._
+
+*Kapulet.* Zazdrosna sztuka!
+
+ _(Wchodzą słudzy z różnymi, koszami i drzewem)._
+
+ Hej! co tam niesiecie?
+
+*Pierwszy sługa.* Rzeczy do kuchni, ale nie wiem jakie.
+
+*Kapulet.* Śpiesz się.
+
+ _(Wychodzi służący)._
+
+ Idź wasze suchszych szczap narąbać;
+Piotr ci kloc wskaże po temu.
+
+*Drugi Sługa.* Jeżeli
+O kloca idzie, to dość mnie samego;
+Nie potrzebuję się zwracać do Piotra.
+
+ _(Wychodzi)._
+
+*Kapulet.* Masz słuszność. Żywo! Dalipan, już dnieje,
+I hrabia będzie tu zaraz z muzyką.
+Tak przyrzekł.
+
+ _(Słychać muzykę)._
+
+ Otóż idzie; już go słychać.
+Hej! Żono! Marto! Chodźcie tu! Hej! Marto!
+
+ _(Wchodzi Marta)._
+
+Idź, obudź Julkę, ubierz ją co żywo,
+Ja pogawędzę tymczasem z Parysem.
+Spiesz się, nie marudź; pan młody już przyszedł.
+Co tchu się zwijaj.
+
+ _(Wychodzi)._
+
+
+SCENA V.
+
+ Pokój Julii. Julia w łóżku.
+
+ _(Wchodzi Marta)._
+
+*Marta.* Panienko! Julciu!--Jak się to zaspało!--
+Wstawaj, gołąbku! Wstawaj! Wstydź się, śpiochu!
+Panienko! duszko! rybko!--Ani mrumru!--
+Chcesz, widzę, wyspać się za cały tydzień,
+Jakbyś wiedziała, że ci hrabia Parys
+Następnej nocy nie da oka zmrużyć.
+Odpuść mi, Panie, amen! Jak śpi smacznie!
+Muszę ją jednak zbudzić.--Julciu! Julciu!
+Niechno cię hrabia Parys tak zastanie,
+To się dopiero zerwiesz.--Cóż to? w sukni?
+Jużeś ubrana i znów się pokładłaś?
+Dosyć już tego! Julciu! Panno Julio!-—
+Ha! przez Bóg żywy! Na pomoc! na pomoc!
+Ona nie żyje! O, ja nieszczęśliwa!
+Po co mi było się rodzić?--Na pomoc!
+Choć trochę akwawity!--Panie! Pani!
+
+ _(Wchodzi pani Kapulet)._
+
+*Pani Kapulet.* Co to za hałas?
+
+*Marta.* O dniu niefortunny!
+
+*Pani Kapulet.* Mów, co się stało?
+
+*Marta.* Patrz, pani.
+
+*Pani Kapulet.* O, nieba!
+O, moje dziecię! o, moja pociecho!
+Wstań, odżyj, albo umrę razem z tobą!
+Na pomoc! wołaj pomocy!
+
+ _(Wchodzi Kapulet)._
+
+*Kapulet.* Co za guzdralstwo! Pan młody już czeka.
+
+*Marta.* Ona nie żyje; rozstała się z życiem!
+O, dniu żałosny!
+
+*Pani Kapulet.* O dniu opłakany!
+Ona nie żyje, nie żyje, nie żyje!
+
+*Kapulet.* Puśćcie mię, niech zobaczę... Jak lód zimna;
+Krew w niej zastygła; członki jej zdrętwiały...
+Dawno już życie z tych ust uleciało.
+Śmierć ją zwarzyła, jak mróz najpiękniejszy
+Pierwiosnek w maju. Nieszczęsny ja starzec!
+
+*Marta.* O niefortunny dniu!
+
+*Pani Kapulet.* O, dniu boleści!
+
+*Kapulet.* Śmierć ta, niszcząca wszystkie me nadzieje,
+Głos mi tamuje i zamyka usta.
+
+ _(Wchodzi O. Laurenty i Parys z muzykantami)._
+
+*O. Laurenty.* Czy panna młoda już jest w pogotowiu
+Iść do kościoła?
+
+*Kapulet.* Iść, ale nie wrócić.
+O, synu, w wilię dnia twojego ślubu
+Śmierć zaślubiła twą oblubienicę.
+Patrz, oto leży ten kwiat w jej uścisku.
+Śmierć jest mym zięciem, śmierć jest mym dziedzicem,
+Umrę i wszystko jej oddam, bo wszystko
+Oddaje śmierci, kto oddaje ducha.
+
+*Parys.* Tak dawnom wzdychał do tego poranku,
+I takiż widok czekał mię u mety!
+
+*Pani Kapulet.* Dniu nienawistny, przeklęty, ohydny,
+Stokroć obmierzły, jakiemu równego
+W obiegu swoim czas jeszcze nie widział!
+Jedno mieć tylko, jedno biedne dziecko,
+Jedną uciechę i jedną pociechę,
+I tę zabiera śmierć nielitościwa!
+
+*Marta.* O smutny, smutny dniu! o dniu żałosny!
+Najopłakańszy, najniefortunniejszy,
+Jaki widziałam w życiu kiedykolwiek!
+O, dniu! o, smutny dniu! O, dniu żałosny!
+Nie było nigdy jeszcze dnia takiego.
+O! stokroć smutny dniu, stokroć żałosny.
+
+*Parys.* Okrutna, sroga, świętokradzka śmierci!
+Tyś mię podeszła, obdarła, zgnębiła,
+Przez ciebiem niebo stracił, okrutnico!
+O Julio! luba! życie! już nie życie,
+Niemniej jednakże luba i po śmierci!
+
+*Kapulet.* Zawistny, twardy, niecny, zbójczy losie!
+Po cóż ci, po co było tak tyrańsko
+Wniwecz obracać naszą uroczystość?
+O, moje dziecko! raczej duszo moja,
+Nie moje dziecko; bo dziecko jest trupem;
+I wraz z niem cała pociech mych ostoja,
+Cały wdzięk życia stał się śmierci łupem!
+
+*O. Laurenty.* Przestańcie! Rozpacz nie leczy rozpaczy.
+Nadobne dziecię to było własnością
+Zarówno nieba jak i waszą; niebo
+Zabrało swoją część; tem lepiej dla niej:
+Wyście nie mogli waszej części ziemskiej
+Ustrzedz od śmierci, ale część jej lepszą
+Niebo zachowa w wiekuistym życiu.
+Jej wywyższenie było szczytem waszych
+Życzeń i dążeń; W niem zakładaliście
+Swój raj na ziemi, i płaczecież teraz
+I rozpaczacież, widząc ją wzniesioną
+Ponad obłoki do istnego raju?
+O, zła to miłość jęczeć z żalu wtedy,
+Kiedy tym, których kochamy, jest dobrze.
+Nie ta dziewica dobrze poszła za mąż,
+Co długie lata przeżyła w zamęściu,
+Lecz ta, co młodo zamężną umiera.
+Połóżcie tamę łzom i, umaiwszy
+To piękne ciało liśćmi rozmarynu,
+Każcie je, wedle zwyczaju, niebawem
+W świątecznych szatach zanieść do kościoła.
+Świętymi wprawdzie są boleści prawa,
+Przecież rozsądek z łez się naigrawa.
+
+*Kapulet.* Cośmy na gody poprzysposabiali,
+To musi teraz posłużyć na pogrzeb:
+Weselna uczta zamieni się w stypę,
+Dźwięk strun w jęk dzwonów, pieśni w smętne treny,
+Mirtowy wieniec martwą skroń otoczy,
+Słowem, wszystko się w opak przeistoczy.
+
+*O. Laurenty.* Wyjdźcie stąd państwo, i ty, hrabio, także.
+Niech się gotuje każdy odprowadzić
+Te piękne zwłoki na wieczny spoczynek.
+Snadź niebo na was o coś zagniewane;
+Nie jątrzcież jego gniewu jeszcze gorzej
+Oporem przeciw świętej woli Bożej.
+
+ _(Wychodzą: Kapulet, pani Kapulet, Parys i O. Laurenty)._
+
+*Pierwszy muzykant.* Trzeba nam podobno schować dudy
+w miech i wynieść się za drzwi.
+
+*Marta.* Tak, tak, schowajcie swoje instrumenty,
+Poczciwi ludzie, niema tu co robić.
+
+*Druugi muzykant.* Może-ć się jeszcze co znajdzie.
+
+ _(Wchodzi Piotr)._
+
+*Piotr.* Zagrajcie mi na basetli, panowie muzykanci, zagrajcie
+mi na basetli, jeżeli mi dobrze życzycie.
+
+*Pierwszy muzykant.* Dlaczego na basietli?
+
+*Piotr.* Bo moja dusza gra teraz na drumli. Zagrajcie mi
+co smętnie skocznego dla rozweselenia.
+
+*Pierwszy muzykant.* Daj nam waść pokój; nie pora teraz
+do gędźby.
+
+*Piotr.* Nie chcecie zatem?
+
+*Muzykanci.* Nie.
+
+*Piotr.* Czekajcie, zapłacę wam za to.
+
+*Pierwszy muzykant.* Czem takiem?
+
+*Piotr.* Nie brzęczącą monetą, jak mi Bóg miły! ale bitą
+monetą: monetą godną rzępołów.
+
+*Pierwszy muzykant.* To my się waćpanu równą monetą
+odpłacimy: monetą godną lokajów.
+
+*Piotr.* Wprzód ja wam lokajską klingą zagram po brzuchu.
+
+*Drugi muzykant.* Schowaj waćpan swój rożen, a wydobądź
+lepiej swój dowcip.
+
+*Piotr.* Strzeżcie się ostrza mego dowcipu, bo was przeszyje
+na wylot. Baczność!
+
+ _(Śpiewa)._
+
+ Gdy z piersi płynie jęk,
+ A serce żal rozkrwawia,
+ Muzyki srebrny dźwięk...
+Dlaczego _srebrny dźwięk?_ Dlaczego _muzyki srebrny
+dźwięk?_ Cóż waść na to, mości prymusie gajdo?
+
+*Pierwszy muzykant.* Jużci dlatego, że srebro ma dźwięk
+miły.
+
+*Piotr.* Brawo! a waść co na to, mości klawicymbale?
+
+*Drugi muzykant.* Dlatego, sądzę, że muzykanci grają za
+srebro.
+
+*Piotr.* Brawo także! A waść co o tem sądzisz, mości
+kaleczy-uchu?
+
+*Trzeci muzykant.* Nie wiem doprawdy, co o tem sądzić.
+
+*Piotr.* No, to ja ci powiem: _Muzyki srebrny dźwięk_ mówi
+się dlatego, że takie jak wy niedołęgi rzadko kiedy
+złota za muzykę dostają.
+
+ _(Wychodzi, śpiewając)._
+
+ Muzyki srebrny dźwięk
+ Natychmiast ulgę sprawia.
+
+*Pierwszy muzykant.* Cóż to za bezczelny łotr z tego
+hultaja?
+
+*Drugi muzykant.* Pal go kaci! Zejdźmy tam na dół wmieszać
+się między orszak żałobny i czekać, rychło co
+spadnie z półmiska.
+
+ _(Wychodzą)._
+
+
+
+
+AKT PIĄTY.
+
+
+SCENA I.
+
+ Mantua. Ulica.
+
+ _Wchodzi Romeo)._
+
+*Romeo.* Jeżeli można ufać sennym wróżbom,
+Wkrótce mię czeka jakaś wieść radosna.
+Król mego łona oddycha swobodnie,
+I duch mój przez dzień cały niezwyczajnie
+Lekkim nad ziemię wznosi się polotem.
+Śniłem, że moja ukochana przyszła
+I że znalazła mię nieżywym (dziwny
+Sen, co pozwala myśleć umarłemu!),
+Lecz ona swymi pocałowaniami
+Tyle tchu wlała w martwe moje usta,
+Żem nagle odżył i został cesarzem.
+Ach, jakże słodką jest miłość naprawdę,
+Kiedy jej mara taką rozkosz sprawia!
+
+ _(Wchodzi Baltazar)._
+
+Wieści z Werony!--Cóż tam, Baltazarze?
+Czy mi przynosisz list od Laurentego?
+Co robi Julia? Czy zdrów jest mój ojciec?
+Jak się ma Julia? Po raz drugi pytam,
+Bo nie ma złego, jeśli jej jest dobrze.
+
+*Baltazar.* Wszystko więc dobrze, bo jej już źle nie jest,
+Ciało jej leży w lochach Kapuletów,
+A duch jej gości między aniołami.
+Widziałem, jak ją złożono do sklepień,
+I wziąłem pocztę, aby o tem panu
+Donieść czemprędzej. Przebacz pan, że taką
+Złą wieść przynoszę; wszakże uwiadamiać
+Pana o wszystkim byłem w obowiązku.
+
+*Romeo.* Maż to być prawdą? Zgaśnijcie więc, gwiazdy!
+Wszak wiesz, gdzie mieszkam? Przynieś mi papieru
+I atramentu, idź potem na pocztę
+Zamówić konie. Wyjeżdżam tej nocy.
+
+*Baltazar.* Wybacz pan, ale tak go nie zostawię;
+Wyglądasz blado, ponuro i wzrok twój
+Coś niedobrego zapowiada.
+
+*Romeo.* Cicho
+Mylisz się; zostaw mię, zrób, com kazał.
+Czy nie masz listu od księdza?
+
+*Baltazar.* Nie, panie.
+
+*Romeo.* Mniejsza mi o to. Idź zamówić konie:
+Wkrótce pospieszę za tobą.
+
+ _(Wychodzi Baltazar)._
+
+ Tak, Julio!
+Tej jeszcze nocy spocznę przy twym boku;
+O środek tylko idzie.--O, jak prędko
+Zły zamiar wnika w myśl zrozpaczonego!
+Gdzieś niedaleko stąd mieszka aptekarz;
+Przed paru dniami widziałem go, pomnę,
+Jak zasępiony, w podartem odzieniu,
+Przebierał zioła; zapadłe miał oczy,
+Ciało od wielkiej nędzy jak wiór wyschłe.
+W nikczemnym jego sklepiku żółw wisiał,
+Wypchany aligator obok szczątków
+Dziwnego kształtu ryb; na jego półkach
+Leżała tu i ówdzie zbieranina
+Próżnych flasz, słojów, zielonych czerepów,
+Pęcherzów, stęchłych nasion; resztki sznurków
+I zapleśniałe kawałki lukrecyi.
+Na widok tego pomyślałem sobie:
+Komuby była potrzebna trucizna,
+Której w Mantui sprzedaż gardłem karzą,
+Niechajby przyszedł do tego hołysza,
+On-by dostarczył mu jej. Myśl ta była,
+Niestety! wróżbą mej potrzeby własnej;
+Sam w niej dziś jestem i tenże sam człowiek
+Z potrzeby będzie musiał jej zaradzić.
+Jeżeli się nie mylę, tu on mieszka;
+Z powodu święta kram jego zamknięty.--
+Hej! aptekarzu!
+
+ _(Wchodzi aptekarz)._
+
+*Aptekarz.* Któż to woła takim
+Donośnym głosem?
+
+*Romeo.* Zbliż się tu, człowieku.
+Widzę, że jesteś w niezamożnym stanie;
+Weź te czterdzieści dukatów, a daj mi
+Drachmę trucizny takiej, coby mogła
+Po wszystkich żyłach rozejść się od razu
+I nienawistne życie odjąć temu,
+Co jej zażyje; coby tak gwałtownie
+Wygnała oddech z piersi, jak gwałtownie
+Lontem dotknięty proch wypędza pocisk
+Z czeluści działa.
+
+*Aptekarz.* Mam ja taki środek;
+Ale w Mantui prawo śmiercią karze
+Każdego, co się waży go udzielić.
+
+*Romeo.* Tak bardzo jesteś biedny, tak cię srodze
+Los upośledza i boisz się umrzeć?
+Głód z twych lic, z oczu patrzy niedostatek;
+Łatana nędza wisi na twym grzbiecie;
+Świat ci nie sprzyja, ani prawo świata,
+Bo świat nie daje-ć prawa być bogatym;
+Drwij więc z praw, przyjm to i przestań być biednym.
+
+*Aptekarz.* Ubóstwo, a nie chęć skłania mnie uledz.
+
+*Romeo.* Ubóstwo twoje też, nie chęć opłacam.
+
+*Aptekarz.* Weź pan to, rozczyń w jakimkolwiek płynie
+I płyn ten wypij, a choćbyś miał siłę
+Trzydziestu ludzi, wnet wyzioniesz ducha!
+
+*Romeo.* Oto masz złoto, tę truciznę zgubną
+Dla duszy ludzkiej, która więcej zabójstw
+Na tym obmierzłym świecie dokonywa,
+Niż owe marne preparata, których
+Pod karą śmierci sprzedać ci nie wolno.
+Nie ty mnie, ja ci sprzedałem truciznę.
+Bądź zdrów: kup strawy i odziej się w mięso.--
+Kordyale, nie trucizno, pójdź mi służyć
+U grobu Julii, bo tam cię mam użyć.
+
+ _(Rozchodzą się)._
+
+
+SCENA II.
+
+ Cela O. Laurentego.
+
+ _(O. Laurenty sam)._
+
+*Brat Jan* _(za sceną)._ Otwórz, wielebny ojcze franciszkanie.
+
+*O. Laurenty.* Toć nie czyj inny glos jak brata Jana.
+
+ _(Otwiera drzwi)._
+
+Witaj z Mantui! Cóż Romeo? Masz-li
+Ustną odpowiedz jego, czy na piśmie?
+
+ _(Wchodzi Brat Jan)._
+
+*Brat Jan.* Kiedy za jednym bosym zakonnikiem
+Naszej reguły, który miał iść ze mną,
+I był przy chorym, poszedłem na miasto
+I jużem znalazł go, miejscy pachołcy,
+Podejrzewając, żeśmy byli w domu
+Tkniętym zarazą, opieczętowali
+Drzwi i nie chcieli nas puścić na zewnątrz.
+Nie mogłem się więc udać do Mantui.
+
+*O. Laurenty.* Któż tedy zaniósł mój list do Romea?
+
+*Brat Jan.* Nikt go nie zaniósł--oto jest; nie mogłem
+Ani go posłać do Mantui, ani
+Wam go odesłać, tak nas pilnowano.
+
+*O. Laurenty.* Nieszczęsny trafie! ten list był tak ważny!
+Niedoręczenie go może fatalne
+Skutki sprowadzić. Biegnij, bracie Janie;
+Postarajno się gdzie o drąg żelazny
+I tu go przynieś.
+
+*Brat Jan.* Natychmiast przyniosę.
+
+ _(Wychodzi)._
+
+*O. Laurenty.* Muszę czemprędzej spieszyć do grobowca.
+W ciągu trzech godzin Julia się przebudzi.
+Gniewać się na mnie będzie, żem Romea
+Nie uwiadomił o tem, co się stało;
+Ale napiszę do niego raz jeszcze
+I tu ją skryję do jego przybycia.
+Biedny ty prochu: w grobie już za życia!
+
+ _(Wychodzi)._
+
+
+SCENA III.
+
+Cmentarz; na nim grobowiec rodziny Kapuletów.
+
+ _(Wchodzi Parys z Paziem, niosącym kwiaty i pochodnię)._
+
+*Parys.* Daj mi pochodnię, chłopcze, i idź z Bogiem.
+Lub zgaś ją, nie chcę, żeby mię widziano.
+Idź się położyć owdzie pod cisami
+I ucho przyłóż do ziemi, a skoro
+Usłyszysz czyje kroki na cmentarzu,
+Którego ryty grunt łatwo je zdradzi,
+Wtedy zagwizdnij na znak, że ktoś idzie.
+Daj mi te kwiaty. Idź, zrób, jakem kazał.
+
+*Paź.* Strasznie mi będzie pozostać samemu
+Wpośród cmentarza; jednakże spróbuję.
+*/
+
+ _(Oddala się)._
+
+*Parys.* Drogi mój kwiecie, kwieciem posypuję
+Twe oblubieńcze łoże; drogi grobie,
+Który w obrębie swoim przechowujesz
+Najdoskonalszy wzór utworu Boga!
+Urocza Julio, towarzyszko niebian!
+Przyjm tę ostatnią ofiarę ode mnie,
+Com cię za życia wielbił i po śmierci
+Czcią niewygasła święcę twój grobowiec.
+
+ _(Paź gwiżdże)._
+
+Chłopiec mój daje hasło; ktoś się zbliża.
+Czyjaż to stopa śmie nocą tu zmierzać
+I ten żałobny mój przerywać obrzęd?
+Z pochodnią nawet! Odstąpmy na chwilę.
+
+ _(Oddala się)._
+
+ _(Wchodzi Romeo i Baltazar z pochodnią, oskardem, i t. p.)._
+
+*Romeo.* Podaj mi oskard i drąg. Weź to pismo;
+Oddasz je memu ojcu jak najraniej.
+Daj no pochodnię. Co bądź tu usłyszysz,
+Albo zobaczysz, pamiętaj, jeżeli
+Miłe ci życie, pozostać z daleka
+I nie przerywać biegu mej czynności.
+W to łoże śmierci wejść chcę częścią po to,
+Aby zobaczyć tę, co w niem spoczywa,
+Lecz głównie po to, aby zdjąć z jej palca
+Szacowny pierścień, który mi do czegoś
+Ważnego nieodbicie jest potrzebny.
+[Page 85]
+Idź więc, zastosuj się do moich życzeń.
+Gdybyś zaś płochą zdjęty ciekawością
+Wrócił podglądać dalsze moje kroki,
+Na Boga, wszystkie kości-bym ci roztrząsł
+I posiał niemi ten niesyty cmentarz.
+Umysł mój dziko jest usposobiony,
+Niepowstrzymaniej i nieubłaganiej,
+Niż głodny tygrys lub wzburzone morze.
+
+*Baltazar.* Odejdę, panie, i będę-ć posłuszny.
+
+*Romeo.* Okażesz mi tem przyjaźń. Weź ten worek,
+Poczciwy chłopcze, bądź zdrów i szczęśliwy.
+
+*Baltazar.* Bądź co bądź, stanę tu gdzie na uboczu,
+Bo mu zły jakiś zamiar patrzy z oczu.
+
+ _(Oddala się)._
+
+*Romeo.* Czarna pieczaro, o! ty wnętrze śmierci,
+Tuczne najdroższym na tej ziemi szczątkiem,
+Otwórz mi swoją zardzewiałą paszczę,
+A ja ci nową żertwę rzucę za to.
+
+ _(Odbija drzwi grobowca)._
+
+*Parys.* To ten wygnany, zuchwały Monteki,
+Co zamordował Tybalta, po którym
+Żal, jak mniemają, sprowadził śmierć Julii;
+I on tu przyszedł knuć jeszcze zamachy
+Przeciw umarłym; muszę go przytrzymać.
+
+ _(Postępuje naprzód)._
+
+Spuść świętokradzką dłoń, niecny Monteki!
+Możeż się zemsta aż za grób rozciągać?
+Skazany zbrodniu, aresztuję ciebie;
+Bądź mi posłuszny i pójdź; musisz umrzeć.
+
+*Romeo.* Muszę zaprawdę, i po tom tu przyszedł.
+Młodzieńcze, nie drażń człowieka w rozpaczy;
+Zostaw mię, odejdź; pomyśl o tych zmarłych
+I zadrżyj. Błagam cię na wszystkie względy,
+Nie wal nowego grzechu na mą głowę,
+Przyprowadzając mię do pasyi; odejdź!
+Na Boga, życzę ci lepiej, niż sobie;
+Bom ja tu przyszedł przeciw sobie zbrojny.
+O! odejdź, odejdź! żyj i powiedz potem:
+»Z łaski szaleńca cieszę się żywotem.«
+
+*Parys.* Za nic mam wszelkie twoje przełożenia
+I aresztuję cię jako złoczyńcę.
+
+*Romeo.* Wyzywasz moją wściekłość, broń się zatem.
+
+ _(Walczą)._
+
+*Paź.* O nieba! biją się, biegnę po wartę.
+
+ _(Wychodzi)._
+
+*Parys* _(padając)._ Zabity jestem. O, jeśli masz litość,
+Otwórz grobowiec i złóż mię przy Julii.
+
+ _(Umiera)._
+
+*Romeo.* Stanie-ć się zadość. Lecz któż to jest taki?
+To hrabia Parys, Merkucia plemiennik!
+Cóż to mi w drodze prawił mój służący?
+Lecz wtedy moja nieprzytomna dusza
+Uwagi na to nie zwróciła; Parys,
+Mówił, podobno miał zaślubić Julię.
+Czy on to mówił? czy mi się to śniło?
+Czyli też jestem w obłąkaniu myśląc,
+Że jego wzmianka o Julii tak brzmiała?
+Daj mi uścisnąć twą dłoń, o, ty w jedną
+Księgę niedoli ze mną zapisany!
+Złożę twe zwłoki w tryumfalnym grobie.
+W grobie?--nie, młoda ofiaro, nie w grobie,
+W latarni raczej, bo tu Julia leży;
+A blask jej wdzięków zmienia to sklepienie
+W przybytek światła. Spoczywaj w pokoju,
+Trupie, rękami trupa pogrzebiony!
+
+ _(Składa ciało Parysa w grobowcu)._
+
+Mówią, że nieraz ludzie bliscy śmierci
+Miewali chwile wesołe; ich stróże
+Zwą to ostatnim przedśmiertnym wybłyskiem;
+Coś podobnego i u mnież się zdarza?--
+Julio! kochanko moja! moja żono!
+Śmierć, co wyssała miód twojego tchnienia,
+Wdzięków twych zatrzeć nie zdołała jeszcze.
+Nie jesteś jeszcze zwyciężoną: karmin,
+Ten sztandar wdzięków, nie przestał powiewać
+Na twoich licach i bladej swej flagi
+Zniszczenie na nich jeszcze nie zatknęło.
+Tybalcie, tyż to śpisz pod tym całunem?
+Mogęż czem lepszem zadość ci uczynić,
+Jak, że tą ręką, co zabiła ciebie,
+Przetnę dni tego, co był twoim wrogiem?
+Przebacz mi, przebacz, Tybalcie! Ach, Julio!
+Jakżeś ty jeszcze piękna! Mamże myśleć,
+Że bezcielesna nawet śmierć ulega
+Wpływom miłości? że chudy ten potwór
+W ciemnicy tej cię trzyma jak kochankę?
+Bojąc się tego, zostanę przy tobie,
+I nigdy, nigdy już nie wyjdę z tego
+Pałacu nocy; tu, tu mieszkać będę
+Pośród twojego orszaku--robactwa.
+Tu sobie stałą założę siedzibę,
+Gdy z tego ciała znużonego światem
+Otrząsnę jarzmo gwiazd zawistnych. Oczy,
+Spojrzyjcie po raz ostatni! ramiona,
+Po raz ostatni zegnijcie się w uścisk!
+A wy, podwoje tchu, zapieczętujcie
+Pocałowaniem akt sojuszu z śmiercią,
+Na wieczne czasy mający się zawrzeć!
+Pójdź, ty niesmaczny, cierpki przewodniku!
+Blady sterniku, pójdź rzucić o skały
+Falami życia skołataną łódkę!
+Do ciebie, Julio! _(Pije)._ Walny aptekarzu!
+Płyn twój skutkuje. Całując--umieram.
+
+ _(Umiera)._
+
+ _(Wchodzi O. Laurenty z przeciwnej strony cmentarza, z latarnią,
+ drągiem żelaznym i rydlem)._
+
+*O. Laurenty.* Święty Franciszku, wspieraj mię! Jak często
+O takiej porze stare moje stopy
+O głazy grobów potrącały! Kto tu?
+Któż to tak późno obcuje z zmarłymi?
+
+*Baltazar.* Przyjaciel, który was dobrze zna, ojcze.
+
+*O. Laurenty.* Bóg z tobą! Powiedz mi, mój przyjacielu,
+Co znaczy owa pochodnia świecąca
+Chyba robakom i bezocznym czaszkom?
+Nie tlejeż ona w grobach Kapuletów?
+
+*Baltazar.* Tam właśnie; jest tam i mój pan, któremu
+Sprzyjacie, ojcze.
+
+*O. Laurenty.* Kto taki?
+
+*Baltazar.* Romeo.
+
+*O. Laurenty.* Jak dawno on tam jest?
+
+*Baltazar.* Od półgodziny.
+
+*O. Laurenty.* Pójdź ze mną, bracie, do tych sklepień.
+
+*Baltazar.* Nie śmiem;
+Bo mi pan kazał odejść i straszliwie
+Zagroził śmiercią, jeśli tu zostanę
+I kroki jego ważę się podglądać.
+
+*O. Laurenty.* Zostań więc, ja sam pójdę. Drżę z obawy,
+Czy się nie stało co nieszczęśliwego.
+
+*Baltazar.* Gdym drzymał, leżąc owdzie pod cisami,
+Marzyło mi się, ze mój pan z kimś walczył
+I że pokonał tamtego.
+
+*O. Laurenty.* _(postępując naprzód)._ Romeo!
+Na miłość boską, czyjaż to krew broczy
+Kamienne wnijście do tego grobowca?
+Czyjeż to miecze samopas rzucone
+Leżą u tego siedliska pokoju?
+
+ _(wchodzi do grobowca)._
+
+Romeo! blady!--Parys! i on także!
+I krwią zalany? Ach! cóż za fatalność
+Tak opłakany zrządziła wypadek!--
+Julia się budzi.
+
+*Julia* _(budząc się i podnosząc)._ O, pocieszycielu!
+Gdzie mój kochanek? Wiem, gdzie być powinnam,
+I tam też jestem; lecz gdzie mój Romeo?
+
+ _(Hałas za sceną)._
+
+*O. Laurenty.* Cóż to za hałas? Julio, wyjdźmy z tego
+Mieszkania śmierci, zgrozy i zniszczenia.
+Potęga, której nikt z nas się nie oprze,
+W niwecz zamiary nasze obróciła.
+Pójdź: twój mąż leży martwy obok ciebie.
+I Parys także. Pójdź; pójdź, zaprowadzęć
+Do monasteru świętych sióstr zakonnych.
+Nie zwłócz, nie pytaj, bo warta nadchodzi.
+Pójdź, biedna Julio! _(Znowu hałas)._ Nie mogę już czekać.
+
+ _(Wychodzi)._
+
+*Julia.* Idź z Bogiem, starcze; idź, ja tu zostanę.
+Cóż to jest? Czara w zaciśniętej dłoni
+Mego kochanka? Truciznę więc zażył!
+O, skąpiec! Wypił wszystko; ani kropli
+Nie pozostawił dla mnie! Przytknę usta
+Do twych kochanych ust, może tam jeszcze
+Znajdzie się jaka odrobina jadu,
+Co mię zabije w upojeniu błogim. _(Całuje go)._
+Twe usta ciepłe.
+
+*Dowódcz warty* _(za sceną)._ Gdzie to? pokaż, chłopcze.
+
+*Julia.* Idą; czas kończyć. _(Chwytając sztylet Romea)._
+ Zbawczy puginale!
+Tu twoja pochwa. _(Przebija się)._ Tkwij w tym futerale.
+
+ _(Pada na ciało Romea i umiera)._
+
+ _(Wchodzi warta z paziem Parysa)._
+
+*Paź.* Tu, tu, w tem miejscu, gdzie płonie pochodnia.
+
+*Dowódca.* Ziemia zbroczona: obejdźcie w krąg cmentarz
+I przytrzymajcie, kogo napotkacie.
+
+ _(Wychodzi kilku ludzi z warty)._
+
+Smutny widoku! tu hrabia zabity,
+Tu Julia we krwi pływa, jeszcze ciepła,
+Tylko co zmarła: ona, co przed dwoma
+Dniami w tym grobie była pochowana.
+Idźcie powiedzieć o tem księciu; śpieszcie,
+Wy do Montekich, wy do Kapuletów,
+A wy odbądźcie przegląd w innej stronie.
+
+ _(Wychodzi kilku innych wartowników)._
+
+Widzimy miejsce, gdzie zaszła tu zgroza,
+Lecz w jaki ona sposób miała miejsce,
+Tego nie możem pojąć bez objaśnień.
+
+ _(Wchodzi kilku innych wartowników z Baltazarem)._
+
+*Pierwszy wartownik.* Oto Romea sługa, znaleźliśmy
+Go na cmentarzu.
+
+*Dowódca.* Niech będzie pod strażą,
+Dopóki książę nie nadejdzie.
+
+ _(Wchodzi kilku innych wartowników, prowadząc O. Laurentego)._
+
+*Drugi wartownik.* Oto mnich jakiś drżący i płaczący;
+Odebraliśmy mu ten drąg i rydel,
+Kiedy się bokiem cmentarza wykradał.
+
+*Dowódca.* To jakiś ptaszek; trzymajcie go także.
+
+ _(Wchodzi książę ze swym orszakiem)._
+
+*Książę.* Co za nieszczęście o tak rannej porze
+Sen nasz przerwało i aż tu nas wzywa?
+
+ _(Wchodzi Kapulet, pani Kapulet i inne osoby)._
+
+*Kapulet.* Jakiż być może powód tego zgiełku?
+
+*Pani Kapulet.* Lud po ulicach wykrzykuje: Julia!
+Parys! Romeo!, i jedni przez drugich
+Tłumnie tu dążą do naszego grobu.
+
+*Książę.* Cóż to za postrach rozruch ten sprowadza!
+Odpowiadajcie!
+
+*Dowódca.* Miłościwy panie!
+Oto zabity leży hrabia Parys!
+Romeo martwy i Julia wprzód zmarła,
+A teraz ciepła, z puginałem w piersi.
+
+*Książę.* Szukajcie, śledźcie sprawców tego mordu.
+
+*Dowódca.* Oto mnich jakiś i Romea sługa,
+Których tu moi ludzie przytrzymali,
+I którzy mieli przy sobie narzędzia
+Do odbijania grobów.
+
+*Kapulet.* O, nieba! żono, patrz, jak ją krew broczy!
+Puginał zbłądził z drogi;--oto bowiem
+Pochwa od niego wisi przy Montekim;
+Zamiast w nią trafić, trafił w pierś mej córki.
+
+*Pani Kapulet.* Niestety! widok ten, jak odgłos dzwonu,
+Ostrzega starość mą o chwili zgonu.
+
+ _(Wchodzi Monteki i inne osoby)._
+
+*Książę.* Monteki, wcześnie wstałeś, aby ujrzeć
+Nadziei swoich wcześniejszy upadek!
+
+*Monteki.* Ach! miłościwy książę, żona moja
+Zmarła tej nocy z tęsknoty za synem;
+Jakiż cios jeszcze niebo mi przeznaczać?
+
+*Książę.* Patrz, a zobaczysz!
+
+*Monteki.* O, niedobry synu!
+Jak się ważyłeś w grób uprzedzić ojca?
+
+*Książę.* Zamknijcie usta żalowi na chwilę,
+Póki zagadki tej nie rozwiążemy
+I nie zbadamy jej źródła i wątku:
+Wtedy sam stanę na skarg waszych czele
+I będę waszej boleści heroldem.
+Stawcie, na kogo pada podejrzenie.
+
+*O. Laurenty.* Ja to, o panie! lubo najmniej zdolny
+Do popełnienia czegoś podobnego,
+Jestem, ze względu na okoliczności,
+Poszlakowany najprawdopodobniej
+O dzieło tego okropnego mordu;
+Staję więc jako własny oskarżyciel
+I jako własny obrońca w tej sprawie,
+By się potępić i usprawiedliwić.
+
+*Książę.* Mów, czegoś świadom.
+
+*O. Laurenty.* Zwięźle rzecz opowiem,
+Bo tchnień mych pasmo krótszem jest zaiste,
+Niż długa powieść. Romeo, którego
+Zwłoki tu leżą, był małżonkiem Julii,
+A Julia była prawą jego żoną;
+Jam ich zaślubił, a dniem tajemnego
+Ich połączenia był ów dzień nieszczęsnej
+Tybalta śmierci, która nowożeńca
+Wygnała z miasta; i ten to był powód
+Cierpienia Julii, nie żal po Tybalcie.
+
+ _(Do Kapuletów)._
+
+Wy, chcąc oddalić od niej chmury smutku,
+Zaręczyliście ją i do małżeństwa
+Z hrabią Parysem chcieliście ją zmusić.
+W tej alternacie przyszła ona do mnie
+I nalegała usilnemi prośby
+O doradzenie jej jakiego środka,
+Coby od tego powtórnego związku
+Mógł ją uwolnić; w przeciwnym zaś razie
+Chciała w mej celi życie sobie odjąć.
+Dałem jej tedy, ufny w mojej sztukę,
+Usypiające krople, których skutek
+Bynajmniej mię nie zawiódł, bo jej nadał
+Pozór umarłej. Napisałem przytem
+List do Romea, wzywając go, aby
+Dzisiejszej nocy, o tę porę, w której
+Działanie owych kropel miało ustać,
+Zszedł się tu ze mną, dla wyswobodzenia
+Tej, co mu dała taki dowód wiary,
+Z tymczasowego jej grobu. Traf zrządził,
+Że brat Jan, który z listem był wysłany,
+Nie mógł się z miasta wydostać i wczoraj
+List ten mi zwrócił. O godzinie zatem
+Na jej ocknienie ściśle naznaczonej
+Sam pospieszyłem wyrwać ją z tych sklepień,
+Chcąc ją następnie umieścić w mej celi,
+Póki Romeo nie przybędzie; ale
+Kiedym tu przyszedł (na niewiele minut
+Przed jej zbudzeniem), już szlachetny Parys
+Leżał bez duszy, i Romeo także.
+Ona się budzi, jam się jął przekładać,
+By poszła ze mną i to dopuszczenie
+Nieba przyjęła z korną uległością;
+Gdy wtem zgiełk nagły spłoszył mię od grobu,
+A ona, głucha na moje namowy,
+Rozpaczą zdjęta, pozostała w miejscu,
+I, jak się zdaje, cios zadała sobie.
+Oto jest wszystko, co wiem; o małżeństwie
+Marta zaświadczy. Jeśli to nieszczęście
+Choć najmniej z mojej nastąpiło winy,
+Niech mój sędziwy wiek odpowie za to,
+Na kilka godzin przed bliskim już kresem,
+Wedle rygoru praw jak najsurowszych.
+
+*Książę.* Jako mąż święty zawsześ nam był znany.
+Gdzie jest Romea sługa? Cóż on powie?
+
+*Baltazar.* Zaniosłem panu wieść o śmierci Julii;
+Wraz on wziął pocztę i z Mantui przybył
+Prosto w to miejsce, do tego grobowca.
+Ten list mi kazał rano oddać ojcu;
+I, w grób wstępując zagroził mi śmiercią,
+Jeśli nie pójdę precz lub nazad wrócę.
+
+*Książę.* Daj mi to pismo, przejrzę je.--A teraz,
+Gdzie paź hrabiego, co wartę sprowadził?
+Co twój pan, chłopcze, porabiał w tem miejscu?
+
+*Paź.* Przyszedł kwiatami ubrać grób swej przyszłej;
+Kazał mi stanąć zdala, com też zrobił;
+Wtem ktoś ze światłem przyszedł grób otwierać,
+I mój pan dobył szpady przeciw niemu;
+Co zobaczywszy, pobiegłem po wartę.
+
+*Książę.* List ten potwierdza słowa zakonnika,
+Bieg ich miłości i Romea rozpacz.
+Biedny młodzieniec pisze oprócz tego,
+Że sobie kupił gdzieś u aptekarza
+Trucizny, którą postanowił zażyć
+W tym tu grobowcu, by umrzeć przy Julii.
+Rzecz jasna! Gdzie są ci nieprzyjaciele?
+Patrzcie, Monteki! Kapulecie! jaka
+Chłosta spotyka wasze nienawiści,
+Niebo obrało miłość za narzędzie
+Zabicia pociech waszego żywota;
+I ja za moje zbytnie pobłażanie
+Waszym niesnaskom straciłem dwóch krewnych.
+Wszyscy jesteśmy ukarani.
+
+*Kapulet.* Monteki, bracie mój, podaj mi rękę:
+Niech to oprawą będzie dla mej córki;
+Więcej nie mogę żądać.
+
+*Monteki.* Lecz ja mogę
+Więcej dać tobie nad to: każę bowiem
+Posąg jej ulać ze szczerego złota,
+By się nie znalazł szacowniejszy pomnik
+Po wszystkie czasy istnienia Werony,
+Jak ten, pamięci Julii poświęcony.
+
+*Kapulet.* Tak i Romeo stanie przy swej żonie;
+Dzieląc za życia, złączmy ich po zgonie.
+
+*Książę.* Ponurą zgodę ranek ten skojarzył;
+Słońce się z żalu w chmur zasłonę tuli,
+Smutniejszej bowiem los jeszcze nie zdarzył,
+Niż ta historia Romea i Julii.
+
+ _(Wychodzą)._
+
+
+
+
+
+End of the Project Gutenberg EBook of Romeo i Julia, by William Shakespeare
+
+*** END OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK ROMEO I JULIA ***
+
+***** This file should be named 27062-0.txt or 27062-0.zip *****
+This and all associated files of various formats will be found in:
+ http://www.gutenberg.org/2/7/0/6/27062/
+
+Produced by Jimmy O'Regan (This file was produced from
+images generously made available by CBN Polona
+http://www.polona.pl)
+
+
+Updated editions will replace the previous one--the old editions
+will be renamed.
+
+Creating the works from public domain print editions means that no
+one owns a United States copyright in these works, so the Foundation
+(and you!) can copy and distribute it in the United States without
+permission and without paying copyright royalties. Special rules,
+set forth in the General Terms of Use part of this license, apply to
+copying and distributing Project Gutenberg-tm electronic works to
+protect the PROJECT GUTENBERG-tm concept and trademark. Project
+Gutenberg is a registered trademark, and may not be used if you
+charge for the eBooks, unless you receive specific permission. If you
+do not charge anything for copies of this eBook, complying with the
+rules is very easy. You may use this eBook for nearly any purpose
+such as creation of derivative works, reports, performances and
+research. They may be modified and printed and given away--you may do
+practically ANYTHING with public domain eBooks. Redistribution is
+subject to the trademark license, especially commercial
+redistribution.
+
+
+
+*** START: FULL LICENSE ***
+
+THE FULL PROJECT GUTENBERG LICENSE
+PLEASE READ THIS BEFORE YOU DISTRIBUTE OR USE THIS WORK
+
+To protect the Project Gutenberg-tm mission of promoting the free
+distribution of electronic works, by using or distributing this work
+(or any other work associated in any way with the phrase "Project
+Gutenberg"), you agree to comply with all the terms of the Full Project
+Gutenberg-tm License (available with this file or online at
+http://gutenberg.org/license).
+
+
+Section 1. General Terms of Use and Redistributing Project Gutenberg-tm
+electronic works
+
+1.A. By reading or using any part of this Project Gutenberg-tm
+electronic work, you indicate that you have read, understand, agree to
+and accept all the terms of this license and intellectual property
+(trademark/copyright) agreement. If you do not agree to abide by all
+the terms of this agreement, you must cease using and return or destroy
+all copies of Project Gutenberg-tm electronic works in your possession.
+If you paid a fee for obtaining a copy of or access to a Project
+Gutenberg-tm electronic work and you do not agree to be bound by the
+terms of this agreement, you may obtain a refund from the person or
+entity to whom you paid the fee as set forth in paragraph 1.E.8.
+
+1.B. "Project Gutenberg" is a registered trademark. It may only be
+used on or associated in any way with an electronic work by people who
+agree to be bound by the terms of this agreement. There are a few
+things that you can do with most Project Gutenberg-tm electronic works
+even without complying with the full terms of this agreement. See
+paragraph 1.C below. There are a lot of things you can do with Project
+Gutenberg-tm electronic works if you follow the terms of this agreement
+and help preserve free future access to Project Gutenberg-tm electronic
+works. See paragraph 1.E below.
+
+1.C. The Project Gutenberg Literary Archive Foundation ("the Foundation"
+or PGLAF), owns a compilation copyright in the collection of Project
+Gutenberg-tm electronic works. Nearly all the individual works in the
+collection are in the public domain in the United States. If an
+individual work is in the public domain in the United States and you are
+located in the United States, we do not claim a right to prevent you from
+copying, distributing, performing, displaying or creating derivative
+works based on the work as long as all references to Project Gutenberg
+are removed. Of course, we hope that you will support the Project
+Gutenberg-tm mission of promoting free access to electronic works by
+freely sharing Project Gutenberg-tm works in compliance with the terms of
+this agreement for keeping the Project Gutenberg-tm name associated with
+the work. You can easily comply with the terms of this agreement by
+keeping this work in the same format with its attached full Project
+Gutenberg-tm License when you share it without charge with others.
+
+1.D. The copyright laws of the place where you are located also govern
+what you can do with this work. Copyright laws in most countries are in
+a constant state of change. If you are outside the United States, check
+the laws of your country in addition to the terms of this agreement
+before downloading, copying, displaying, performing, distributing or
+creating derivative works based on this work or any other Project
+Gutenberg-tm work. The Foundation makes no representations concerning
+the copyright status of any work in any country outside the United
+States.
+
+1.E. Unless you have removed all references to Project Gutenberg:
+
+1.E.1. The following sentence, with active links to, or other immediate
+access to, the full Project Gutenberg-tm License must appear prominently
+whenever any copy of a Project Gutenberg-tm work (any work on which the
+phrase "Project Gutenberg" appears, or with which the phrase "Project
+Gutenberg" is associated) is accessed, displayed, performed, viewed,
+copied or distributed:
+
+This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
+almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
+re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
+with this eBook or online at www.gutenberg.org
+
+1.E.2. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is derived
+from the public domain (does not contain a notice indicating that it is
+posted with permission of the copyright holder), the work can be copied
+and distributed to anyone in the United States without paying any fees
+or charges. If you are redistributing or providing access to a work
+with the phrase "Project Gutenberg" associated with or appearing on the
+work, you must comply either with the requirements of paragraphs 1.E.1
+through 1.E.7 or obtain permission for the use of the work and the
+Project Gutenberg-tm trademark as set forth in paragraphs 1.E.8 or
+1.E.9.
+
+1.E.3. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is posted
+with the permission of the copyright holder, your use and distribution
+must comply with both paragraphs 1.E.1 through 1.E.7 and any additional
+terms imposed by the copyright holder. Additional terms will be linked
+to the Project Gutenberg-tm License for all works posted with the
+permission of the copyright holder found at the beginning of this work.
+
+1.E.4. Do not unlink or detach or remove the full Project Gutenberg-tm
+License terms from this work, or any files containing a part of this
+work or any other work associated with Project Gutenberg-tm.
+
+1.E.5. Do not copy, display, perform, distribute or redistribute this
+electronic work, or any part of this electronic work, without
+prominently displaying the sentence set forth in paragraph 1.E.1 with
+active links or immediate access to the full terms of the Project
+Gutenberg-tm License.
+
+1.E.6. You may convert to and distribute this work in any binary,
+compressed, marked up, nonproprietary or proprietary form, including any
+word processing or hypertext form. However, if you provide access to or
+distribute copies of a Project Gutenberg-tm work in a format other than
+"Plain Vanilla ASCII" or other format used in the official version
+posted on the official Project Gutenberg-tm web site (www.gutenberg.org),
+you must, at no additional cost, fee or expense to the user, provide a
+copy, a means of exporting a copy, or a means of obtaining a copy upon
+request, of the work in its original "Plain Vanilla ASCII" or other
+form. Any alternate format must include the full Project Gutenberg-tm
+License as specified in paragraph 1.E.1.
+
+1.E.7. Do not charge a fee for access to, viewing, displaying,
+performing, copying or distributing any Project Gutenberg-tm works
+unless you comply with paragraph 1.E.8 or 1.E.9.
+
+1.E.8. You may charge a reasonable fee for copies of or providing
+access to or distributing Project Gutenberg-tm electronic works provided
+that
+
+- You pay a royalty fee of 20% of the gross profits you derive from
+ the use of Project Gutenberg-tm works calculated using the method
+ you already use to calculate your applicable taxes. The fee is
+ owed to the owner of the Project Gutenberg-tm trademark, but he
+ has agreed to donate royalties under this paragraph to the
+ Project Gutenberg Literary Archive Foundation. Royalty payments
+ must be paid within 60 days following each date on which you
+ prepare (or are legally required to prepare) your periodic tax
+ returns. Royalty payments should be clearly marked as such and
+ sent to the Project Gutenberg Literary Archive Foundation at the
+ address specified in Section 4, "Information about donations to
+ the Project Gutenberg Literary Archive Foundation."
+
+- You provide a full refund of any money paid by a user who notifies
+ you in writing (or by e-mail) within 30 days of receipt that s/he
+ does not agree to the terms of the full Project Gutenberg-tm
+ License. You must require such a user to return or
+ destroy all copies of the works possessed in a physical medium
+ and discontinue all use of and all access to other copies of
+ Project Gutenberg-tm works.
+
+- You provide, in accordance with paragraph 1.F.3, a full refund of any
+ money paid for a work or a replacement copy, if a defect in the
+ electronic work is discovered and reported to you within 90 days
+ of receipt of the work.
+
+- You comply with all other terms of this agreement for free
+ distribution of Project Gutenberg-tm works.
+
+1.E.9. If you wish to charge a fee or distribute a Project Gutenberg-tm
+electronic work or group of works on different terms than are set
+forth in this agreement, you must obtain permission in writing from
+both the Project Gutenberg Literary Archive Foundation and Michael
+Hart, the owner of the Project Gutenberg-tm trademark. Contact the
+Foundation as set forth in Section 3 below.
+
+1.F.
+
+1.F.1. Project Gutenberg volunteers and employees expend considerable
+effort to identify, do copyright research on, transcribe and proofread
+public domain works in creating the Project Gutenberg-tm
+collection. Despite these efforts, Project Gutenberg-tm electronic
+works, and the medium on which they may be stored, may contain
+"Defects," such as, but not limited to, incomplete, inaccurate or
+corrupt data, transcription errors, a copyright or other intellectual
+property infringement, a defective or damaged disk or other medium, a
+computer virus, or computer codes that damage or cannot be read by
+your equipment.
+
+1.F.2. LIMITED WARRANTY, DISCLAIMER OF DAMAGES - Except for the "Right
+of Replacement or Refund" described in paragraph 1.F.3, the Project
+Gutenberg Literary Archive Foundation, the owner of the Project
+Gutenberg-tm trademark, and any other party distributing a Project
+Gutenberg-tm electronic work under this agreement, disclaim all
+liability to you for damages, costs and expenses, including legal
+fees. YOU AGREE THAT YOU HAVE NO REMEDIES FOR NEGLIGENCE, STRICT
+LIABILITY, BREACH OF WARRANTY OR BREACH OF CONTRACT EXCEPT THOSE
+PROVIDED IN PARAGRAPH F3. YOU AGREE THAT THE FOUNDATION, THE
+TRADEMARK OWNER, AND ANY DISTRIBUTOR UNDER THIS AGREEMENT WILL NOT BE
+LIABLE TO YOU FOR ACTUAL, DIRECT, INDIRECT, CONSEQUENTIAL, PUNITIVE OR
+INCIDENTAL DAMAGES EVEN IF YOU GIVE NOTICE OF THE POSSIBILITY OF SUCH
+DAMAGE.
+
+1.F.3. LIMITED RIGHT OF REPLACEMENT OR REFUND - If you discover a
+defect in this electronic work within 90 days of receiving it, you can
+receive a refund of the money (if any) you paid for it by sending a
+written explanation to the person you received the work from. If you
+received the work on a physical medium, you must return the medium with
+your written explanation. The person or entity that provided you with
+the defective work may elect to provide a replacement copy in lieu of a
+refund. If you received the work electronically, the person or entity
+providing it to you may choose to give you a second opportunity to
+receive the work electronically in lieu of a refund. If the second copy
+is also defective, you may demand a refund in writing without further
+opportunities to fix the problem.
+
+1.F.4. Except for the limited right of replacement or refund set forth
+in paragraph 1.F.3, this work is provided to you 'AS-IS' WITH NO OTHER
+WARRANTIES OF ANY KIND, EXPRESS OR IMPLIED, INCLUDING BUT NOT LIMITED TO
+WARRANTIES OF MERCHANTIBILITY OR FITNESS FOR ANY PURPOSE.
+
+1.F.5. Some states do not allow disclaimers of certain implied
+warranties or the exclusion or limitation of certain types of damages.
+If any disclaimer or limitation set forth in this agreement violates the
+law of the state applicable to this agreement, the agreement shall be
+interpreted to make the maximum disclaimer or limitation permitted by
+the applicable state law. The invalidity or unenforceability of any
+provision of this agreement shall not void the remaining provisions.
+
+1.F.6. INDEMNITY - You agree to indemnify and hold the Foundation, the
+trademark owner, any agent or employee of the Foundation, anyone
+providing copies of Project Gutenberg-tm electronic works in accordance
+with this agreement, and any volunteers associated with the production,
+promotion and distribution of Project Gutenberg-tm electronic works,
+harmless from all liability, costs and expenses, including legal fees,
+that arise directly or indirectly from any of the following which you do
+or cause to occur: (a) distribution of this or any Project Gutenberg-tm
+work, (b) alteration, modification, or additions or deletions to any
+Project Gutenberg-tm work, and (c) any Defect you cause.
+
+
+Section 2. Information about the Mission of Project Gutenberg-tm
+
+Project Gutenberg-tm is synonymous with the free distribution of
+electronic works in formats readable by the widest variety of computers
+including obsolete, old, middle-aged and new computers. It exists
+because of the efforts of hundreds of volunteers and donations from
+people in all walks of life.
+
+Volunteers and financial support to provide volunteers with the
+assistance they need, is critical to reaching Project Gutenberg-tm's
+goals and ensuring that the Project Gutenberg-tm collection will
+remain freely available for generations to come. In 2001, the Project
+Gutenberg Literary Archive Foundation was created to provide a secure
+and permanent future for Project Gutenberg-tm and future generations.
+To learn more about the Project Gutenberg Literary Archive Foundation
+and how your efforts and donations can help, see Sections 3 and 4
+and the Foundation web page at http://www.pglaf.org.
+
+
+Section 3. Information about the Project Gutenberg Literary Archive
+Foundation
+
+The Project Gutenberg Literary Archive Foundation is a non profit
+501(c)(3) educational corporation organized under the laws of the
+state of Mississippi and granted tax exempt status by the Internal
+Revenue Service. The Foundation's EIN or federal tax identification
+number is 64-6221541. Its 501(c)(3) letter is posted at
+http://pglaf.org/fundraising. Contributions to the Project Gutenberg
+Literary Archive Foundation are tax deductible to the full extent
+permitted by U.S. federal laws and your state's laws.
+
+The Foundation's principal office is located at 4557 Melan Dr. S.
+Fairbanks, AK, 99712., but its volunteers and employees are scattered
+throughout numerous locations. Its business office is located at
+809 North 1500 West, Salt Lake City, UT 84116, (801) 596-1887, email
+business@pglaf.org. Email contact links and up to date contact
+information can be found at the Foundation's web site and official
+page at http://pglaf.org
+
+For additional contact information:
+ Dr. Gregory B. Newby
+ Chief Executive and Director
+ gbnewby@pglaf.org
+
+
+Section 4. Information about Donations to the Project Gutenberg
+Literary Archive Foundation
+
+Project Gutenberg-tm depends upon and cannot survive without wide
+spread public support and donations to carry out its mission of
+increasing the number of public domain and licensed works that can be
+freely distributed in machine readable form accessible by the widest
+array of equipment including outdated equipment. Many small donations
+($1 to $5,000) are particularly important to maintaining tax exempt
+status with the IRS.
+
+The Foundation is committed to complying with the laws regulating
+charities and charitable donations in all 50 states of the United
+States. Compliance requirements are not uniform and it takes a
+considerable effort, much paperwork and many fees to meet and keep up
+with these requirements. We do not solicit donations in locations
+where we have not received written confirmation of compliance. To
+SEND DONATIONS or determine the status of compliance for any
+particular state visit http://pglaf.org
+
+While we cannot and do not solicit contributions from states where we
+have not met the solicitation requirements, we know of no prohibition
+against accepting unsolicited donations from donors in such states who
+approach us with offers to donate.
+
+International donations are gratefully accepted, but we cannot make
+any statements concerning tax treatment of donations received from
+outside the United States. U.S. laws alone swamp our small staff.
+
+Please check the Project Gutenberg Web pages for current donation
+methods and addresses. Donations are accepted in a number of other
+ways including checks, online payments and credit card donations.
+To donate, please visit: http://pglaf.org/donate
+
+
+Section 5. General Information About Project Gutenberg-tm electronic
+works.
+
+Professor Michael S. Hart is the originator of the Project Gutenberg-tm
+concept of a library of electronic works that could be freely shared
+with anyone. For thirty years, he produced and distributed Project
+Gutenberg-tm eBooks with only a loose network of volunteer support.
+
+
+Project Gutenberg-tm eBooks are often created from several printed
+editions, all of which are confirmed as Public Domain in the U.S.
+unless a copyright notice is included. Thus, we do not necessarily
+keep eBooks in compliance with any particular paper edition.
+
+
+Most people start at our Web site which has the main PG search facility:
+
+ http://www.gutenberg.org
+
+This Web site includes information about Project Gutenberg-tm,
+including how to make donations to the Project Gutenberg Literary
+Archive Foundation, how to help produce our new eBooks, and how to
+subscribe to our email newsletter to hear about new eBooks.
diff --git a/27062-0.zip b/27062-0.zip
new file mode 100644
index 0000000..7675d65
--- /dev/null
+++ b/27062-0.zip
Binary files differ
diff --git a/27062-h.zip b/27062-h.zip
new file mode 100644
index 0000000..51fc06c
--- /dev/null
+++ b/27062-h.zip
Binary files differ
diff --git a/27062-h/27062-h.htm b/27062-h/27062-h.htm
new file mode 100644
index 0000000..d03953d
--- /dev/null
+++ b/27062-h/27062-h.htm
@@ -0,0 +1,6559 @@
+<!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD XHTML 1.0 Strict//EN"
+ "http://www.w3.org/TR/xhtml1/DTD/xhtml1-strict.dtd">
+
+<html xmlns="http://www.w3.org/1999/xhtml">
+ <head>
+ <meta http-equiv="Content-Type" content="text/html;charset=utf-8" />
+ <title>
+ The Project Gutenberg eBook of Romeo I Julia, by William Shakespeare.
+ </title>
+ <style type="text/css">
+/*<![CDATA[ XML blockout */
+<!--
+ p { margin-top: .75em;
+ text-align: justify;
+ margin-bottom: .75em;
+ }
+ p.stagedir { margin-top: .75em;
+ text-align: center;
+ margin-bottom: .75em;
+ font-style: italic;
+ }
+ h1,h2,h3,h4,h5,h6 {
+ text-align: center; /* all headings centered */
+ clear: both;
+ }
+ hr { width: 33%;
+ margin-top: 2em;
+ margin-bottom: 2em;
+ margin-left: auto;
+ margin-right: auto;
+ clear: both;
+ }
+
+ table {margin-left: auto; margin-right: auto;}
+
+ body{margin-left: 10%;
+ margin-right: 10%;
+ }
+
+ .pagenum { /* uncomment the next line for invisible page numbers */
+ /* visibility: hidden; */
+ position: absolute;
+ left: 92%;
+ font-size: smaller;
+ text-align: right;
+ } /* page numbers */
+
+ .stagedir {font-style: italic;}
+
+ .linenum {position: absolute; top: auto; left: 4%;} /* poetry number */
+ .blockquot{margin-left: 5%; margin-right: 10%;}
+ .sidenote {width: 20%; padding-bottom: .5em; padding-top: .5em;
+ padding-left: .5em; padding-right: .5em; margin-left: 1em;
+ float: right; clear: right; margin-top: 1em;
+ font-size: smaller; color: black; background: #eeeeee; border: dashed 1px;}
+
+ .bb {border-bottom: solid 2px;}
+ .bl {border-left: solid 2px;}
+ .bt {border-top: solid 2px;}
+ .br {border-right: solid 2px;}
+ .bbox {border: solid 2px;}
+
+ .center {text-align: center;}
+ .smcap {font-variant: small-caps;}
+ .u {text-decoration: underline;}
+
+ .caption {font-weight: bold;}
+
+ .charname {font-weight: bold;}
+
+ .figcenter {margin: auto; text-align: center;}
+
+ .figleft {float: left; clear: left; margin-left: 0; margin-bottom: 1em; margin-top:
+ 1em; margin-right: 1em; padding: 0; text-align: center;}
+
+ .figright {float: right; clear: right; margin-left: 1em; margin-bottom: 1em;
+ margin-top: 1em; margin-right: 0; padding: 0; text-align: center;}
+
+ .footnotes {border: dashed 1px;}
+ .footnote {margin-left: 10%; margin-right: 10%; font-size: 0.9em;}
+ .footnote .label {position: absolute; right: 84%; text-align: right;}
+ .fnanchor {vertical-align: super; font-size: .8em; text-decoration: none;}
+
+ .poem {margin-left:10%; margin-right:10%; text-align: left;}
+ .poem .stanza {margin: 1em 0em 1em 0em;}
+ .poem span.i0 {display: block; margin-left: 0em; padding-left: 3em; text-indent: -3em;}
+ .poem span.i2 {display: block; margin-left: 2em; padding-left: 3em; text-indent: -3em;}
+ .poem span.i4 {display: block; margin-left: 4em; padding-left: 3em; text-indent: -3em;}
+
+ /* tables */
+ table {margin-left: auto; margin-right: auto;
+ margin-top: 1em; margin-bottom: 1em;}
+ table.bracket {margin-top: 0em; margin-bottom: 0em; margin-left: 0em;
+ border-collapse: collapse;}
+ table.contents {border-spacing: 1em .25em; font-family: sans-serif;
+ font-size: 90%; margin-bottom: 3em; padding: 1em;
+ border: 3px ridge #99C;}
+
+ td {vertical-align: top; text-align: left; line-height: 1.2em;
+ padding: 0em;}
+
+ td.bracket {padding-left: 1em; vertical-align: middle;
+ background-repeat: no-repeat; background-position: center left;}
+ td.bracket.l2 {background-image: url("images/bracket.png");}
+
+ table p {margin-top: 0em; margin-left: 2em; text-indent: -2em;}
+ // -->
+ /* XML end ]]>*/
+ </style>
+ </head>
+<body>
+
+
+<pre>
+
+The Project Gutenberg EBook of Romeo i Julia, by William Shakespeare
+
+This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
+almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
+re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
+with this eBook or online at www.gutenberg.org
+
+
+Title: Romeo i Julia
+ Tragedya w 5 Aktach
+
+Author: William Shakespeare
+
+Translator: Józef Paszkowski
+
+Release Date: October 27, 2008 [EBook #27062]
+
+Language: Polish
+
+Character set encoding: UTF-8
+
+*** START OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK ROMEO I JULIA ***
+
+
+
+
+Produced by Jimmy O'Regan (This file was produced from
+images generously made available by CBN Polona
+http://www.polona.pl)
+
+
+
+
+
+
+</pre>
+
+
+<h5>BIBLIOTECZKA UNIWERSYSTETÓW LUDOWYCH I MŁODZIEŻY SZKOLNEJ&mdash;173</h5>
+
+<h3>WILIAM SZEKSPIR</h3>
+
+<h1>ROMEO I JULIA</h1>
+
+<h2>TRAGEDYA W 5 AKTACH</h2>
+
+<h3>J. PASZKOWSKIEGO.</h3>
+
+<p>NAKŁAD GEBETHNERA I WOLFFA<br />
+WARSZAWA&mdash;LUBLIN&mdash;ŁÓDŹ<br />
+KRAKÓW&mdash;G. GEBETHNER I SPÓŁKA<br />
+NEW YORK&mdash;THE POLISH BOOK IMPORT. CO, INC.</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_2" id="Page_2">[2]</a></span>
+KRAKÓW.&mdash;DRUK W. L. ANCZYCA I SPÓŁKI<br />
+1913
+</p>
+
+<table class = "contents" summary = "List of Scenes">
+<tr>
+<td></td>
+<td colspan = "2">
+<a href="#OSOBY"><span class="charname">Osoby.</span></a>
+</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td colspan = "2">
+<a href="#PROLOG"><span class="charname">Prolog.</span></a>
+</td>
+</tr>
+<tr>
+<td>&nbsp;<br />
+<a href="#AKT_PIERWSZY"><span class="charname">Akt 1.</span></a>
+</td>
+<td>
+&nbsp;<br />
+<a href = "#Akt1_Scena1">Scena 1</a></td>
+<td>&nbsp;<br />
+Plac publiczny.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td>
+<a href = "#Akt1_Scena2">Scena 2</a></td>
+<td>Ulica.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td>
+<a href = "#Akt1_Scena3">Scena 3</a></td>
+<td>Pokój w domu Kapuletów.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td>
+<a href = "#Akt1_Scena4">Scena 4</a></td>
+<td>Ulica.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td>
+<a href = "#Akt1_Scena5">Scena 5</a></td>
+<td>Sala w domu Kapuletów.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td colspan = "2">
+&nbsp;<br />
+<a href="#CHOR"><span class="charname">Chór.</span></a>
+</td>
+</tr>
+<tr>
+<td>&nbsp;<br />
+<a href="#AKT_DRUGI"><span class="charname">Akt 2.</span></a>
+</td>
+<td>
+&nbsp;<br />
+<a href = "#Akt2_Scena1">Scena 1</a></td>
+<td>&nbsp;<br />
+Pusty plac, przytykający do ogrodu Kapuletów.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td>
+<a href = "#Akt2_Scena2">Scena 2</a></td>
+<td>Ogród Kapuletów.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td>
+<a href = "#Akt2_Scena3">Scena 3</a></td>
+<td>Cela Ojca Laurentego.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td>
+<a href = "#Akt2_Scena4">Scena 4</a></td>
+<td>Ulica.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td>
+<a href = "#Akt2_Scena5">Scena 5</a></td>
+<td>Ogród Kapuletów.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td>
+<a href = "#Akt2_Scena6">Scena 6</a></td>
+<td>Cela Ojca Laurentego.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td>&nbsp;<br />
+<a href="#AKT_TRZECI"><span class="charname">Akt 3.</span></a>
+</td>
+<td>
+&nbsp;<br />
+<a href = "#Akt3_Scena1">Scena 1</a></td>
+<td>&nbsp;<br />
+Plac publiczny.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td>
+<a href = "#Akt3_Scena2">Scena 2</a></td>
+<td>Pokój w domu Kapuletów.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td>
+<a href = "#Akt3_Scena3">Scena 3</a></td>
+<td>Cela Ojca Laurentego.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td>
+<a href = "#Akt3_Scena4">Scena 4</a></td>
+<td>Pokój w domu Kapuletów.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td>
+<a href = "#Akt3_Scena5">Scena 5</a></td>
+<td>Pokój Julii.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td>&nbsp;<br />
+<a href="#AKT_CZWARTY"><span class="charname">Akt 4.</span></a>
+</td>
+<td>
+&nbsp;<br />
+<a href = "#Akt4_Scena1">Scena 1</a></td>
+<td>&nbsp;<br />
+Cela Ojca Laurentego.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td>
+<a href = "#Akt4_Scena2">Scena 2</a></td>
+<td>Pokój w domu Kapuletów.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td>
+<a href = "#Akt4_Scena3">Scena 3</a></td>
+<td>Pokój Julii.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td>
+<a href = "#Akt4_Scena4">Scena 4</a></td>
+<td>Sala w domu Kapuletów.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td>
+<a href = "#Akt4_Scena5">Scena 5</a></td>
+<td>Pokój Julii. Julia w łóżku.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td>&nbsp;<br />
+<a href="#AKT_PIATY"><span class="charname">Akt 5.</span></a>
+</td>
+<td>
+&nbsp;<br />
+<a href = "#Akt5_Scena1">Scena 1</a></td>
+<td>&nbsp;<br />
+Mantua. Ulica.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td>
+<a href = "#Akt5_Scena2">Scena 2</a></td>
+<td>Cela O. Laurentego.</td>
+</tr>
+<tr>
+<td></td>
+<td>
+<a href = "#Akt5_Scena3">Scena 3</a></td>
+<td>Cmentarz; na nim grobowiec rodziny Kapuletów.</td>
+</tr>
+</table>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_3" id="Page_3">[3]</a></span></p>
+
+<h1>ROMEO I JULIA</h1>
+
+<h4>PRZEKŁAD</h4>
+
+<h3>J. PASZKOWSKIEGO.</h3>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_4" id="Page_4">[4]</a></span></p>
+<p><a name="OSOBY"></a></p>
+<h2>OSOBY:</h2>
+
+<table summary = "Osoby">
+<tr><td>
+<p><span class = "charname">Eskalus</span>, książę panujący w Weronie.</p>
+<p><span class = "charname">Parys</span>, młody Weroneńczyk, szlachetnego rodu, krewny
+księcia.</p>
+<table class = "bracket" summary = "bracketed names">
+<tr>
+<td><span class = "charname">Monteki</span>, </td>
+<td class = "bracket l2" rowspan = "2">
+<p>naczelnicy dwóch domów nieprzyjaznych sobie.</p></td>
+</tr>
+<tr>
+<td><span class ="charname">Kapulet</span>,</td>
+</tr>
+</table>
+<p><span class = "charname">Starzec</span>, stryjeczny brat Kapuleta.</p>
+<p><span class = "charname">Romeo</span>, syn Montekiego.</p>
+<table class = "bracket" summary = "bracketed names">
+<tr>
+<td><span class = "charname">Merkucio</span>, krewny księcia, </td>
+<td class = "bracket l2" rowspan = "2">
+<p>przyjaciele Romea.</p></td>
+</tr>
+<tr>
+<td><span class ="charname">Benwolio</span>, synowiec Montekiego, </td>
+</tr>
+</table>
+<p><span class = "charname">Tybalt</span>, krewny Pani Kapulet.</p>
+<p><span class = "charname">Laurenty</span>, Ojciec Franciszkanin.</p>
+<p><span class = "charname">Jan</span>, brat z tegoż zgromadzenia.</p>
+<p><span class = "charname">Baltazer</span>, służący Romea.</p>
+<table class = "bracket" summary = "bracketed names">
+<tr>
+<td><span class = "charname">Samson</span>, </td>
+<td class = "bracket l2" rowspan = "2">
+<p>słudzy Kapuleta.</p></td>
+</tr>
+<tr>
+<td><span class ="charname">Grzegorz</span>, </td>
+</tr>
+</table>
+<p><span class = "charname">Abraham</span>, służący Montekiego.</p>
+<p><span class = "charname">Aptekarz</span>.</p>
+<p><span class = "charname">Trzech muzykantów</span>.</p>
+<p><span class = "charname">Paź Parysa</span>.</p>
+<p><span class = "charname">Piotr</span>.</p>
+<p><span class = "charname">Dowódca warty</span>.</p>
+<p><span class = "charname">Pani Montekio</span>, małżonka Montekiego.</p>
+<p><span class = "charname">Pani Kapulet</span>, małżonka Kapuleta.</p>
+<p><span class = "charname">Julia</span>, córka Kapuletów.</p>
+<p><span class = "charname">Marta</span>, mamka Julii.</p>
+
+<p>Obywatele weroneńscy, różne osoby płci obojej, liczące
+się do przyjaciół obu domów, maski, straż wojskowa
+i inne osoby.</p>
+
+<p>Rzecz odbywa się przez większą część sztuki w Weronie,
+przez część piątego aktu w Mantui.</p>
+</td></tr>
+</table>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_5" id="Page_5">[5]</a></span></p>
+<p><a name="PROLOG"></a></p>
+<h2>PROLOG</h2>
+
+<div class="poem">
+<div class="stanza">
+Dwa rody, jasne jednako i sławne,<br />
+Tam, gdzie się rzecz ta rozgrywa, w Weronie,<br />
+Do nowej zbrodni pchają złości dawne,<br />
+Pamiąc szlachetną krwią szlachetne dłonie.<br />
+</div>
+<div class="stanza">
+Z łez tych dwu wrogów wzięło bowiem życie,<br />
+Pod najstrazliwszą z gwiazd, kochanków dwoje;<br />
+Po pełnym przygód nieszczęśliwych bycie,<br />
+Śmierć ich stłumiła rodzicielskie boje.<br />
+</div>
+<div class="stanza">
+Tej ich miłości przebieg zbyt bolesny,<br />
+I jak się ojców nienawiść nie zmienia,<br />
+Aż jązakończy dzieci zgon przedwczesny,<br />
+</div>
+<div class="stanza">
+Dwugodzinnego treścią przedstawienia,<br />
+Które otoczcie cierpliwymi względy,<br />
+Jest w nim co złego, my usuniem błędy...<br />
+</div>
+</div>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_6" id="Page_6">[6]</a></span></p>
+
+<h1>ROMEO I JULIA</h1>
+
+<h2><a name="AKT_PIERWSZY" id="AKT_PIERWSZY"></a>AKT PIERWSZY.</h2>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt1_Scena1"></a></p>
+<h3>SCENA I.</h3>
+
+<h4>Plac publiczny.</h4>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzą: Samson i Grzegorz, uzbrojeni w tarcze i miecze).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Samson.</span> Dalipan, Grzegorzu, nie będziem darli pierza.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Grzegorz.</span> Ma się rozumieć, bobyśmy byli zdziercami.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Samson.</span> Ale będziemy darli koty, jak z nami zadrą.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Grzegorz.</span> Kto zechce zadrzeć z nami, będzie musiał zadrżeć.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Samson.</span> Mam zwyczaj drapać zaraz, jak mię kto rozrucha.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Grzegorz.</span> Tak, ale nie zaraz zwykłeś się dać rozruchać.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Samson.</span> Te psy z domu Montekich rozruchać mię mogą<br />
+bardzo łatwo.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Grzegorz.</span> Rozruchać się tyle znaczy, co ruszyć się z miejsca;<br />
+być walecznym, jest to stać nieporuszenie: pojmuję<br />
+więc, że skutkiem rozruchania się twego będzie -<br />
+drapnięcie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Samson.</span> Te psy z domu Montekich rozruchać mię mogą<br />
+tylko do stania na miejscu. Będę jak mur dla każdego<br />
+mężczyzny i dla każdej kobiety z tego domu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Grzegorz.</span> To właśnie pokazuje twoją słabą stronę: mur<br />
+dla nikogo niestraszny i tylko słabi go się trzymają.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Samson.</span> Prawda, dlatego to kobiety, jako najsłabsze, tulą<br />
+się zawsze do muru. Ja też odtrącę od muru ludzi<br />
+Montekich, a kobiety Montekich przyprę do muru.
+</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_7" id="Page_7">[7]</a></span>
+<span class="charname">Grzegorz.</span> Spór jest tylko między naszymi panami i między<br />
+nami, ich ludźmi.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Samson.</span> Mniejsza mi o to: będę nieubłagany. Pobiwszy<br />
+ludzi, wywrę wściekłość na kobiety: rzeź między nimi<br />
+sprawię.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Grzegorz.</span> Rzeź kobiet chcesz przedsiębrać?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Samson.</span> Nieinaczej: wtłoczę miecz w każdą po kolei.<br />
+Wiadomo, że się do lwów liczę.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Grzegorz.</span> Tem lepiej, że się liczysz do zwierząt; bo gdybyś<br />
+się liczył do ryb, to byłbyś pewnie sztokfiszem.<br />
+Weźno się za instrument, bo oto nadchodzi dwóch<br />
+domowników Montekiego.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzą: Abraham i Baltazar).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Samson.</span> Mój giwer już dobyty: zaczep ich, ja stanę z tyłu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Grzegorz.</span> Gwoli drapania?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Samson.</span> Nie bój się.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Grzegorz.</span> Jabym się miał bać z twojej przyczyny?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Samson.</span> Miejmy prawo za sobą, niech oni zaczną.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Grzegorz.</span> Marsa im nastawię, przechodząc; niech go sobie,<br />
+jak chcą, tłómaczą.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Samson.</span> Nie jak chcą, ale jak śmią. Ja im gębę wykrzywię;<br />
+hańba im, jeśli to ścierpią.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Abraham.</span> Skrzywiłeś się na nas, mości panie?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Samson.</span> Nieinaczej, skrzywiłem się.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Abraham.</span> Czy na nas się skrzywiłeś, mości panie?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Samson</span> <span class="stagedir">(do Grzegorza).</span> Będziemyż mieli prawo za sobą,<br />
+jak powiem: tak jest?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Grzegorz.</span> Nie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Samson</span> <span class="stagedir">(do Abrahama).</span> Nie, mości panie; nie skrzywiłem<br />
+się na was, tyłko skrzywiłem się tak sobie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Grzegorz</span> <span class="stagedir">(do Abrahama).</span> Zaczepki waść szukasz?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Abraham.</span> Zaczepki? nie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Samson.</span> Jeżeli jej szukasz, to jestem na waścine usługi.<br />
+Mój pan tak dobry, jak i wasz.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Abraham.</span> Nie lepszy.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Samson.</span> Niech i tak będzie.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Benwolio ukazuje się w głębi).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Grzegorz</span> <span class="stagedir">(na stronie do Samsona).</span> Powiedz: lepszy. Oto<br />
+nadchodzi jeden z krewnych mego pana.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Samson.</span> Nieinaczej; powiedz: lepszy.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Abraham.</span> Kłamiesz.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Samson.</span> Dobądźcie mieczów, jeśli macie serca. Grzegorzu,<br />
+pamiętaj o swoim pchnięciu. <span class="stagedir">(Biją się).</span>
+</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_8" id="Page_8">[8]</a></span>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Odstąpcie, głupcy; schowajcie miecze do pochew!<br />
+Sami nie wiecie, co robicie.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Rozdziela ich swoim mieczem).</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Tybalt).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Tybalt.</span> Cóż to? krzyżujesz oręż z parobkami?<br />
+Do mnie, Benwolio! pilnuj swego życia.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Przywracam tylko pokój. Włóż miecz nazad<br />
+Albo wraz ze mną rozdziel nim tych ludzi.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Tybalt.</span> Z gołym orężem pokój? Nienawidzę<br />
+Tego wyrazu, tak jak nienawidzę<br />
+Szatana, wszystkich Montekich i ciebie.<br />
+Broń się, nikczemny tchórzu.</p>
+
+<p class="stagedir">(Walczą).</p>
+
+<p>
+<span class="stagedir">(Nadchodzi kilku przyjaciół obu partyi i mieszają się do<br />
+zwady; wkrótce potem wchodzą mieszczanie z pałkami).</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pierwszy obywatel.</span> Hola! berdyszów! pałek! Dalej po nich!<br />
+Precz z Montekimi, precz z Kapuletami!
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzą: Kapulet i pani Kapulet).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Co to za hałas? Podajcie mi długi<br />
+Mój miecz! hej!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Raczej kulę: co ci z miecza?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Miecz, mówię! Stary Monteki nadchodzi<br />
+I szydnie swoją klingą mi urąga.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzą: Monteki i pani Monteki).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Monteki.</span> Ha! nędzny Kapulecie! <span class="stagedir">(Do żony).</span> Puść mię, pani.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Monteki.</span> Nie puszczę cię na krok, gdy wróg przed tobą.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Książę z orszakiem).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Książę.</span> Zapamiętali, niesforni poddani,<br />
+Bezcześciciele bratniej stali! Cóż to,<br />
+Czy nie słyszycie? Ludzie czy zwierzęta,<br />
+Co wściekłych swoich gniewów żar gasicie<br />
+W własnych żył swoich źródle purpurowym:<br />
+Pod karą tortur, wypuśćcie natychmiast<br />
+Z zawziętych dłoni tę broń buntowniczą<br />
+I posłuchajcie tego, co niniejszym<br />
+Wasz rozjątrzony książę postanawia.<br />
+Domowe starcia, z marnych słów zrodzone<br />
+Przez was, Monteki oraz Kapulecie,<br />
+Trzykroć już spokój miasta zakłóciły,<br />
+Tak, że poważni wiekiem i zasługą<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_9" id="Page_9">[9]</a></span>
+Obywatele werońscy musieli<br />
+Porzucić swoje wygodne przybory,<br />
+I w stare dłonie stare ująć miecze,<br />
+By zardzewiałym ostrzem zardzewiałe<br />
+Niechęci wasze przecinać. Jeżeli<br />
+Wzniecicie jeszcze kiedyś waśń podobną,<br />
+Zamęt pokoju opłacicie życiem.<br />
+A teraz wszyscy ustąpcie niezwłocznie.<br />
+Ty, Kapulecie, pójdziesz ze mną razem;<br />
+Ty zaś, Monteki, przyjdziesz po południu<br />
+Na ratusz, gdzie ci dokładnie w tym względzie<br />
+Dalsza ma wola oznajmiona będzie.<br />
+Jeszcze raz, wzywam wszystkich tu obecnych<br />
+Pod karą śmierci, aby się rozeszli.</p>
+
+<p class="stagedir">(Książę z orszakiem wychodzi; podobnież Kapulet, pani Kapulet,<br />
+Tybalt, obywatele i słudzy).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Monteki.</span> Kto wszczął tę nową zwadę? Mów, synowcze,<br />
+Byłżeś tu wtedy, gdy się to zaczęło?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Nieprzyjaciela naszego pachołcy<br />
+I wasi już się bili, kiedym nadszedł;<br />
+Dobyłem broni, aby ich rozdzielić:<br />
+Wtem wpadł szalony Tybalt z gołym mieczem,<br />
+I harde zionąc mi w uszy wyzwanie,<br />
+Jął się wywijać nim i siec powietrze,<br />
+Które świszczało tylko, szydząc z marnych<br />
+Jego zamachów. Gdyśmy tak ze sobą<br />
+Cięcia i pchnięcia zamieniali, zbiegł się<br />
+Większy tłum ludzi, z obu stron walczono,<br />
+Aż książę nadszedł i rozdzielił wszystkich.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Monteki.</span> Lecz gdzież Romeo? Widziałżeś go dzisiaj?<br />
+Jakże się cieszę, że nie był w tem starciu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Godziną pierwej, nim wspaniałe słońce<br />
+W złotych się oknach wschodu ukazało,<br />
+Troski wygnały mię z dala od domu<br />
+W sykomorowy ów gaj, co się ciągnie<br />
+Ku południowi od naszego miasta.<br />
+Tam, już tak rano, syn wasz się przechadzał.<br />
+Ledwiem go ujrzał, pobiegłem ku niemu;<br />
+Lecz on, spostrzegłszy mię, skręcił natychmiast,<br />
+I w najciemniejszej ukrył się gęstwinie.<br />
+Pociąg ten jego do odosobnienia<br />
+Mierząc mym własnym, (serce nasze bowiem<br />
+Jest najczynniejsze, kiedyśmy samotni)<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_10" id="Page_10">[10]</a></span>
+Nie przeszkadzałem mu w jego dumaniach<br />
+I w inną stronę się udałem, chętnie<br />
+Stroniąc od tego, co rad mnie unikał.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Monteki.</span> Nieraz o świcie już go tam widziano<br />
+Łzami poranną mnożącego rosę,<br />
+A chmury swego oblicza chmurami.<br />
+Aliści, ledwo na najdalszym wschodzie<br />
+Wesołe słońce z przed łoża Aurory<br />
+Zaczęło ściągać cienistą kotarę,<br />
+On, uciekając od widoku światła,<br />
+Co tchu zamykał się w swoim pokoju,<br />
+Zasłaniał okna przed jasnym dnia blaskiem<br />
+I sztuczną sobie ciemnicę utwarzał.<br />
+W czarne bezdroże dusza jego zajdzie,<br />
+Jeśli się na to lekarstwo nie znajdzie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Szanowny stryju, znaszże powód tego?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Monteki.</span> Nie znam i z niego wydobyć nie mogę.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Wybadywałżeś go jakim sposobem?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Monteki.</span> Wybadywałem i sam, i przez drugich:<br />
+Lecz on, jedyny powiernik swych smutków,<br />
+Tak im jest wierny, tak zamknięty w sobie,<br />
+Od otwartości wszelkiej tak daleki,<br />
+Jak pączek kwiatu, co go robak gryzie,<br />
+Nim światu wonny swój kielich roztoczył<br />
+I pełność swoją rozwinął przed słońcem.<br />
+Gdybyśmy mogli dojść tych trosk zarodka,<br />
+Nie zbrakłoby nam zaradczego środka.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Romeo ukazuje się w głębi).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Oto nadchodzi. Odstąpcie na stronę:<br />
+Wyrwę mu z piersi cierpienia tajone.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Monteki.</span> Obyś w tej sprawie, co nam serce rani,<br />
+Mógł być szczęśliwszym od nas! Pójdźmy, pani.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą: Monteki i pani Monteki).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Dzień dobry, bracie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 7em;">Jeszczeż nie południe?</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Dziewiąta biła dopiero.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 7em;">Jak nudnie</span><br />
+Wloką się chwile! Moiż-to rodzice<br />
+Tak spiesznie w tamtą zboczyli ulicę?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Tak jest. Lecz cóż tak chwile twoje dłuży?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Nieposiadanie tego, co je skraca.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Miłość więc?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 7em;">Brak jej.</span>
+</p>
+<p>
+<span class="pagenum"><a name="Page_11" id="Page_11">[11]</a></span>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Jakto? brak miłości?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Brak jej tam, skądbym pragnął wzajemności.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Niestety! Czemuż, zdając się niebianką,<br />
+Miłość jest w gruncie tak srogą tyranką?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Niestety! Czemuż z zasłoną na skroni,<br />
+Miłość na oślep zawsze cel swój goni!<br />
+Gdzież dziś jeść będziem? Ach! Był tu podobno<br />
+Jakiś spór? Nie mów mi o nim, wiem wszystko.<br />
+W grze tu nienawiść wielka, lecz i miłość.<br />
+O! wy sprzeczności niepojęte dziwa:<br />
+Szorstka miłości! nienawiści tkliwa!<br />
+Coś narodzone z niczego! Pieszczoto<br />
+Odpychająca! Poważna pustoto!<br />
+Szpetny chaosie wdzięków! Ciężki puchu!<br />
+Jasna mgło! Zimny żarze! Martwy ruchu!<br />
+Śnie bez snu! Taką-to w sobie zawiłość,<br />
+Taką niełączność łączy moja miłość.<br />
+Czy się nie śmiejesz?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> <span style="margin-left: 4em;">Nie, płakałbym raczej.</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Nad czem, poczciwa duszo?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> <span style="margin-left: 4em;">Nad uciskiem</span><br />
+Poczciwej duszy twojej.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 5em;">A więc strzała</span><br />
+Miłości nawet przez odbitkę działa?<br />
+Dość mi już ciężył mój smutek, ty jego<br />
+Brzemię powiększasz przewyżką twojego;<br />
+Współczucie twoje nad mojem cierpieniem<br />
+Nie ulgą, ale nowym jest kamieniem<br />
+Dla mego serca. Miłość, przyjacielu,<br />
+To dym, co z parą westchnień się unosi;<br />
+To żar, co w oku szczęśliwego płonie;<br />
+Morze łez, w którym nieszczęśliwy tonie.<br />
+Czemże jest więcej? Istnym amalgamem:<br />
+Żółcią trawiącą i zbawczym balsamem.<br />
+Bądź zdrów. <span class="stagedir">(Chce odejść).</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> <span style="margin-left: 2em;">Zaczekaj! krzywdębyś mi sprawił,</span><br />
+Gdybyś mą przyjaźń z kwitkiem tak zostawił.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Ach! ja nie jestem tu, nie jestem sobą;<br />
+To nie Romeo, co rozmawia z tobą.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Kogóż to kochasz? mów.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 4em;">Przestań mię dręczyć</span><br />
+Mamże wraz jęczyć i mówić?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> <span style="margin-left: 7em;">Nie jęczyć,</span><br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_12" id="Page_12">[12]</a></span>
+Tylko mi klucz dać do tego problemu.<br />
+Kogóż to kochasz? powiedz!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 7em;">Każ choremu</span><br />
+Pisać testament: będzież to wezwanie<br />
+Dobre dla tego, co jest w tak złym stanie?<br />
+A więc kobietę kocham.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> <span style="margin-left: 5em;">Celniem mierzył,</span><br />
+Gdym to pomyślał, nimeś mi powierzył.<br />
+<br />
+<span class="charname">Romeo.</span> Biegle celujesz. I ta, którą kocham,<br />
+Jest piękna.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> W piękny cel trafić najłatwiej.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> A właśnieś chybił. Niczem tu kołczany<br />
+Kupida; ona ma naturę Dyany:<br />
+Pod twardą zbroją wstydliwości swojéj<br />
+Grotów miłości wcale się nie boi;<br />
+Szydzi z nawału zaklęć oblężniczych;<br />
+Odpiera szturmy spojrzeń napastniczych;<br />
+Nawet jej złota wszechwładztwo nie zjedna.<br />
+Bogata w wdzięki, w tem jedynie biedna,<br />
+Że, kiedy umrze, do grobu z nią zstąpi<br />
+Całe bogactwo, którego tak skąpi.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Wiecznież chce sama zostać z swem bogactwem?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Tak jest; i skąpstwo to jest marnotrawstwem,<br />
+Bo piękność, którą własna srogość strawia,<br />
+Całą potomność piękności pozbawia.<br />
+Zbyt ona piękna, zbyt mądra zarazem;<br />
+Zbyt mądrze piękna: stąd istnym jest głazem.<br />
+Przysięgła nigdy nie kochać, i dzięki<br />
+Temu, skazany-m wiecznie cierpieć męki.</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Jest na to rada: przestań myśleć o niej.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Doradźże także, jakimbym sposobem<br />
+Mógł przestać myśleć.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> <span style="margin-left: 5em;">Dając oczom wolność</span><br />
+Rozpatrywania się w innych pięknościach.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> To byłby tylko sposób przywołania<br />
+Jej cudnych wdzięków tem żywiej na pamięć.<br />
+Maska, kryjąca lica pięknej damy,<br />
+Choć czarna, nęci nas, bo przeczuwamy<br />
+Pod nią zbiór ponęt; ten, co wzrok postradał,<br />
+Zapomniż kiedy, jaki skarb posiadał?<br />
+Pokaż mi jaki ideał dziewczęcy,<br />
+Będzież on dla mnie w istocie czem więcéj,<br />
+Jak przypomnieniem, że jest piękność inna,<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_13" id="Page_13">[13]</a></span>
+Przed którą ta-by uklęknąć powinna.<br />
+Bądź zdrów: niewczesną podajesz mi radę.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Najpraktyczniejszą, życie w zastaw kładę.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą.)</p>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt1_Scena2"></a></p>
+<h3>SCENA II.</h3>
+
+<h4>Ulica.</h4>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzą: Kapulet i Parys, za nimi służący).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Podobną, jak mnie, karą zagrożono<br />
+I Montekiemu; ależ w wieku naszym<br />
+Spokojnie siedzieć rzecz nie trudna.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Parys.</span> <span style="margin-left: 11em;">Oba</span><br />
+Szanownych szczepów jesteście odrośle;<br />
+Tem-ci żałośniej, że od tyła czasu,<br />
+Żyjecie w takiem rozdwojeniu z sobą.<br />
+Co mówisz, panie, na moje zabiegi?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> To samo, co już dawniej powiedziałem:<br />
+Mojemu dziecku świat jest jeszcze obcy,<br />
+Ledwie czternastu lat wysnuła przędzę;<br />
+Parę jej wiosen jeszcze przeżyć trzeba,<br />
+Nim małżeńskiego zakosztuje chleba.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Parys.</span> Z młodszych bywały nieraz szczęsne matki.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Lecz prędko więdną przedwczesne mężatki.<br />
+Ziemia schłonęła wszystkie me nadzieje,<br />
+Oprócz tej jednej; ona jest, Parysie,<br />
+Przyszłą, jedyną moich ziem dziedziczką.<br />
+Staraj się jednak, skarb sobie jej serce,<br />
+Chęć ma z jej chęcią nie będzie w rozterce;<br />
+Jeśli cię przyjmie, głos ojca w tym względzie<br />
+Jej pozwolenia echem tylko będzie.<br />
+Daję dziś wieczór, na który niemało<br />
+Gości sprosiłem; gdyby ci się dało<br />
+Być jednym więcej, w nader miły sposób<br />
+Zwiększyłbyś przez to zbiór miłych mi osób.<br />
+W biednym mym domu, jednocześnie z nocą,<br />
+Takie dziś gwiazdy ziemskie zamigocą,<br />
+Że od ich blasku blask niebieskich zblednie.<br />
+Uciechy, młodym ludziom odpowiednie,<br />
+Podobne do tych, jakie kwiecień sprawia,<br />
+Gdy w starym progu zimy się pojawia;<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_14" id="Page_14">[14]</a></span>
+Takie uciechy, w całej swojej mocy,<br />
+Wśród hożych dziewic staną się tej nocy<br />
+Udziałem twoim w domu Kapuletów.<br />
+Przyjdź, przejrz i wybierz sobie z tych bukietów<br />
+Kwiat najpiękniejszy. I mój tam kwiat luby<br />
+Wejdzie do liczby, choć nie do rachuby.<br />
+Idźmy. <span class="stagedir">(Do sługi).</span> A wasze obejdź w krąg Weronę,<br />
+Wynajdź osoby tu wyszczególnione
+</p>
+
+<p class="stagedir">(oddaje mu papier).</p>
+
+<p>
+I powiedz każdej, że mój dom otworem<br />
+Na ich usługi stanie dziś wieczorem.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą: Kapulet i Parys).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Służący.</span> Mam wynaleźć osoby tu wyszczególnione: to się<br />
+znaczy, według tego, co tu napisano... A cóż tu napisano?<br />
+Oto: że szewc ma pilnować łokcia, a krawiec<br />
+kopyta; rybak pędzla, a malarz więcierza. Jakże wynajdę<br />
+osoby tu wyszczególnione, kiedy nie mogę wynaleźć<br />
+środka na wyczytanie tego, co osoba pisząca tu wyszczególniła?<br />
+Kazano mi jednak; muszę się udać do<br />
+uczonych. Oto jacyś ichmoście; może mi poradzą.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Romeo i Benwolio).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Tak, bracie, płomień spędza się płomieniem,<br />
+Ból dawny nowym leczy się cierpieniem;<br />
+Kręć się na odwrót, gdy masz zawrót głowy;<br />
+Klin wyrugujesz, klin wbijając nowy;<br />
+Zaczerpnij nowej zarazy do łona,<br />
+A jad dawniejszej niewątpliwie skona.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Liść pokrzywiany wyborny jest na to.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Na cóż to, proszę?</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Na oparzeliznę;<br />
+Spróbujno tylko.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Powiedz mi, Romeo,<br />
+Czyś ty oszalał?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Nie, nie oszalałem,<br />
+Lecz wpadłem w gorszy stan niż szalonego.<br />
+W loch się dostałem, jestem pastwą głodu,<br />
+Chłost i mąk. &mdash; Dobry wieczór, przyjacielu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Służący.</span> Nawzajem, panie. Czy umiesz pan czytać?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Niestety! umiem w moim przeznaczeniu<br />
+Czytać niedolę.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Służący.</span> Tego się bez książki<br />
+Można nauczyć; ale ja się pytam,<br />
+Czy pan pisane rzeczy umie czytać?
+<span class="pagenum"><a name="Page_15" id="Page_15">[15]</a></span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Małej mi rzeczy do tego potrzeba,<br />
+To jest znać tylko język i litery.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Służący.</span> Słusznie pan mówisz, bądźże zdrów i wesół.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Chce odejść).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Czekajno wasze, umiem czytać. <span class="stagedir">(Czyta).</span><br />
+&raquo;Sinior Martino, jego małżonka i córki. Hrabia Anzelm<br />
+ze swemi pięknymi siostrami. Siniora wdowa po Witruwiuszu.<br />
+Sinior Placentio i jego miłe siostrzenice. Merkucyusz<br />
+i jego brat Walenty. Mój brat Kapulet z małżonką<br />
+i córkami. Moja śliczna siostrzenica Rozalina.<br />
+Liwia, sinior Valentio i nasz kuzyn Tybalt. Lucjusz<br />
+i nadobna Helena.&laquo;<br />
+Wspaniałe grono! <span class="stagedir">(Oddaje kartę).</span> Gdzież oni przyjść mają?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Służący.</span> Owdzie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Gdzie?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Służący.</span> Do naszego pałacu, na wieczerzę.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Do czyjego pałacu?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Służący.</span> Mojego pana.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> W istocie, powinienem się był przedewszystkim<br />
+spytać, kto nim jest.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Służący.</span> Oznajmię to panu bez pytania: moim panem<br />
+jest możny, bogaty Kapulet; jeżeli panowie nie jesteście<br />
+z domu Montekich, to was zapraszam do niego<br />
+na kubek wina. Bądźcie weseli.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Na tym wieczorze Kapuleta będzie<br />
+Bożyszcze twoje, piękna Rozalina,<br />
+Obok najpierwszych piękności werońskich.<br />
+Pójdź tam i okiem bezstronnem porównaj<br />
+Jej twarz z obliczem tych, które ci wskażę:<br />
+Wnet nowe bóstwo ślad dawnego zmaże.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Gdyby rzetelny mój wzrok tak fałszywe<br />
+Miał dać świadectwo, łzy stańcie się żarem!<br />
+Wy, zalewane wciąż, a jeszcze żywe<br />
+Przezrocza, spłońcie pod kłamstwa nadmiarem!<br />
+Zatrzeć jej wdzięki! Nigdy wszechwidzące<br />
+Równej piękności nie widziało słońce.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Wielbisz ją, boś ją jedną na oboich<br />
+Ważył dotychczas szalach oczu swoich;<br />
+Lecz umieść na tej wadze kryształowéj<br />
+Obok niej inną, którą ci gotowy<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_16" id="Page_16">[16]</a></span>
+Będę dziś wskazać, a ręczę, że owa<br />
+Nieporównana w kąt się przed tą schowa.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Pójdę tam, ale z obojętnem okiem,<br />
+Jednej wyłącznie poić się widokiem.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą).</p>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt1_Scena3"></a></p>
+<h3>SCENA III.</h3>
+
+<h4>Pokój w domu Kapuletów.</h4>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi pani Kapulet i Marta).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Gdzie moja córka? Idź ją tu przywołać.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Na moją cnotę! jużem ją wołała.<br />
+Julciu! pieszczotko moja! moje złotko!<br />
+Boże, zmiłuj się! Gdzież ona jest? Julciu!
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Julia).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Czy mnie kto wołał?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Mama.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Jestem, pani.<br />
+Co mi rozkażesz?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Słuchaj. Odejdź, Marto;<br />
+Mam z nią sam na sam coś do pomówienia.<br />
+Marto, pozostań: przychodzi mi na myśl,<br />
+Że twa obecność może być potrzebna.<br />
+Julka ma piękny już wiek, wszakże prawda?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Ba, mogę wiek jej policzyć na palcach.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Czternaście ma już lat, jak mi się zdaje.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Czternaście moich zębów w zakład stawię,<br />
+(Chociaż właściwie mam ich tylko cztery)<br />
+Że jeszcze nie ma. Rychłoż będzie święto<br />
+Piotra i Pawła?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Za parę tygodni,<br />
+Mniej więcej.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Mniej czy więcej, czy okrągło,<br />
+Ale dopiero w wieczór na świętego<br />
+Piotra i Pawła skończy lat czternaście.<br />
+Ona z Zuzanką &mdash; Boże zbaw nas grzesznych! &mdash;<br />
+Były rówieśne. Zuzanka u Boga &mdash;<br />
+Byłże to anioł! &mdash; ale, jak mówiłam,<br />
+Julcia dopiero na świętego Piotra<br />
+I Pawła skończy spełna lat czternaście,<br />
+Tak, tak; pamiętam dobrze. Mija teraz<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_17" id="Page_17">[17]</a></span>
+Rok jedenasty od trzęsienia ziemi;<br />
+Właśnie od piersi była odsadzona.<br />
+Z pomiędzy wszystkich dni bożego roku<br />
+Tego jednego nigdy nie zapomnę.<br />
+Piołunem sobie wtedy pierś potarłam,<br />
+Siedząc na słońcu tuż pod gołębnikiem.<br />
+Państwo byliście tego dnia w Mantui.<br />
+A co? mam pamięć? Ale, jak mówiłam,<br />
+Skoro pieszczotka moja na brodawce<br />
+Poczuła gorycz, trzeba było widzieć,<br />
+Jak się skrzywiła, szarpnęła od piersi;<br />
+Gołębnik za mną: skrzyp! a ja co żywo<br />
+Na równe nogi: hyc! nie myśląc czekać,<br />
+Aż mi kto każe. Upłynęło odtąd<br />
+Lat jedenaście. Umiała już wtedy<br />
+O własnej sile stać, co mówię, biegać,<br />
+Dyrdać. Dniem pierwej zbiła sobie czoło.<br />
+Mój mąż &mdash; świeć Panie, jego duszy! &mdash; podniósł<br />
+Z ziemi niebogę; był to wielki figlarz.<br />
+<i>&raquo;Plackiem&laquo;,</i> rzekł, <i>&raquo;padasz teraz, a jak przyjdzie<br />
+Większy rozumek, to na wznak upadniesz,<br />
+Nieprawdaż, Julciu?&laquo;</i> A ten mały łotrzyk,<br />
+Jak mi Bóg miły! przestał zaraz krzyczeć<br />
+I odpowiedział: <i>&raquo;tak&laquo;</i>. Chociażbym żyła<br />
+Tysiąc lat, nigdy tego nie zapomnę.<br />
+<i>&raquo;Nieprawdaż, Julciu&laquo;</i> rzekł, <i>&raquo;że padniesz wznak?&laquo;</i><br />
+A mały urwis odpowiedział <i>&raquo;tak&laquo;</i>.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Dość tego, Marto, skończ już tę historyę,<br />
+Proszę cię.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Dobrze, miłościwa pani.<br />
+Ale nie mogę wstrzymać się od śmiechu,<br />
+Kiedy przypomnę sobie, jak to ona<br />
+Przestała krzyczeć i odpowiedziała:<br />
+<i>&raquo;Tak&laquo;</i>. Miała jednak guz jak kurze jaje,<br />
+Siniec porządny i płakała gorzko;<br />
+Ale gdy mąż mój rzekł: <i>&raquo;plackiem dziś padasz,<br />
+A jak dorośniesz, to na wznak upadniesz,<br />
+Nieprawdaż, Julciu?&laquo;</i> tak i niebożątko<br />
+Zaraz ucichło i odrzekło: <i>&raquo;tak&laquo;</i>.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Ucichnij też i ty, proszę cię, nianiu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Jużem ucichła przecie. Pan Bóg z tobą!<br />
+Ty jesteś perłą ze wszystkich niemowląt,<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_18" id="Page_18">[18]</a></span>
+Jakie karmiłam. Gdybym jeszcze mogła<br />
+Patrzeć na twoje zamęście!...
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Zamęście!<br />
+To jest punkt właśnie, o którym chcę mówić.<br />
+Powiedz mi, Julio, co myślisz i jakie<br />
+Są chęci twoje we względzie małżeństwa?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> O tym zaszczycie jeszcze nie myślałam.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> O tym zaszczycie! Gdybym nie ja była<br />
+Twą karmicielką, rzekłabym, żeś mądrość<br />
+Wyssała z mlekiem.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Myślże o tem teraz.<br />
+Młodsze od ciebie dziewczęta z szlachetnych<br />
+Domów w Weronie wcześnie stan zmieniają;<br />
+Ja sama byłam już matką w tym wieku,<br />
+W którym tyś jeszcze panną. Krótko mówiąc,<br />
+Waleczny Parys stara się o ciebie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> To mi kawaler! panniuniu, to brylant<br />
+Taki kawaler: chłopiec gdyby z wosku!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Nie ma w Weronie równego mu kwiatu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Co to, to prawda: kwiat to, kwiat prawdziwy.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Cóż, Julio? Będzieszże mogła go kochać?<br />
+Dziś w wieczór ujrzysz go wśród naszych gości.<br />
+Wczytaj się w księgę jego lic, na których<br />
+Pióro piękności wypisało miłość;<br />
+Przypatrz się jego rysom, jak uroczo,<br />
+Zgodnie się schodzą z sobą i jednoczą;<br />
+A co w tej księdze wyda ci się mrocznem,<br />
+To w jego oczach stanie-ć się widocznem.<br />
+Do upięknienia tej zaprawdę rzadkiej<br />
+Edycyi męża brak tylko okładki.<br />
+Roślina w ziemi, ryba w wodzie żyje;<br />
+Miło, gdy piękną treść piękny wierzch kryje;<br />
+I tem wspanialsza, tem więcej jest warta<br />
+Złota myśl w złotej oprawie zawarta.<br />
+Tak więc z nim wszystką jego właść posiędziesz<br />
+I w niczem sama ujmy mieć nie będziesz.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Ujmy? Ba, owszem przyrost, boć to przecie<br />
+Zawżdy z mężczyzną przybywa kobiecie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Chceszże go? powiedz krótko, węzłowato.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Zobaczę, jeśli patrzenia dość na to;<br />
+Nie głębiej jednak myślę w tę rzecz wglądać,<br />
+Jak tobie, pani, podoba się żądać.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Służący).</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_19" id="Page_19">[19]</a></span>
+<span class="charname">Służący.</span> Pani, goście już przybyli; wieczerza zastawiona,<br />
+czekają na panią, pytają o pannę Julię, przeklinają<br />
+w kuchni panią Martę &mdash; słowem, niecierpliwość powszechna.<br />
+Niech panie raczą pośpieszyć. <span class="stagedir">(Wychodzi).</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Pójdź, Julio; w hrabi serce tam dygoce.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Idź i po błogich dniach błogie znajdź noce.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą).</p>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt1_Scena4"></a></p>
+<h3>SCENA IV.</h3>
+
+<h4>Ulica.</h4>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzą: Romeo, Merkucio i Benwolio w towarzystwie pięciu
+czy sześciu masek. Ludzie z pochodniami i inne osoby).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Mamyż przy wejściu z przemową wystąpić,<br />
+Czy też poprostu wejść?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Wyszły już z mody<br />
+Te ceremonie: nie będziemy z sobą<br />
+Wiedli Kupida z bindą wkoło skroni,<br />
+Łuk malowany z gontu niosącego<br />
+I straszącego dziewczęta jak ptaki;<br />
+Ani też owych prawili oracyi,<br />
+Mdło za suflerem cedzonych na wstępie.<br />
+Niech sobie o nas pomyślą, co zechcą;<br />
+Wejdziem, pokręcim się i znikniem potem.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Kręćcie się, kiedy chcecie, jam do tego<br />
+Dziś niesposobny.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Kochany Romeo,<br />
+Musisz potańczyć także.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Nie, doprawdy.<br />
+Wy macie lekkie trzewiki, to tańczcie;<br />
+Mnie ołów serce tłoczy, ledwie mogę<br />
+Ruszyć się z miejsca.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Zakochany jesteś;<br />
+Pożycz strzelistych od Kupida skrzydeł<br />
+I wznieś się niemi nad poziomą sferę.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Nie mnie, tkniętemu srodze jego strzałą,<br />
+Strzeliście wzbijać się na jego skrzydłach;<br />
+Nie mnie się wznosić nad poziom, co, nosząc<br />
+Brzemię milości, na poziom upadam.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> A gdybyś upadł z nią, ją-byś obrzemił,<br />
+Tak delikatną rzecz przygniótłbyś srodze.<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_20" id="Page_20">[20]</a></span>
+<br />
+<span class="charname">Romeo.</span> Nazywasz miłość rzeczą delikatną?<br />
+Zbyt owszem twarda, szorstka i koląca.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Twarda li dla cię, bądź i dla niej twardy;<br />
+Kol ją, gdy kole, a zwalisz ją łatwo.<br />
+Hola, podajcie mi na twarz pokrowiec!<br />
+Maskę na maskę!
+</p>
+
+<p class="stagedir">(wkłada maskę).</p>
+
+<p>
+<span style="margin-left: 8em;">Niechaj sobie teraz</span><br />
+Ciekawe oko nicuje mą szpetność!<br />
+Ta larwa za mnie będzie się rumienić.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Idźmy, panowie; zadzwońmy, a potem<br />
+Ostro już tylko polećmy się nogom.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Niech trzpioty łechcą nieczułą posadzkę!<br />
+Pochodni dla mnie! bom ja dziś skazany,<br />
+Jak ów pachołek, co świeci swej pani,<br />
+Stać nieruchomie i martwym być widzem.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Stój, jak chcesz, byłeś tylko nie stał o to,<br />
+Co cię tak martwi, a w czem (z całym winnym<br />
+Uszanowaniem dla twojej miłości)<br />
+Jak w błocie, widzę, po uszy zagrzązłeś.<br />
+Nuże, nie palmy świec w dzień.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 9em;">Palmyż teraz,</span><br />
+Bo noc jest.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Mniemam, panie, że, czas tracąc,<br />
+Zarówno psujem świece bez potrzeby,<br />
+Jak w dzień je paląc. Przyjmij tę uwagę,<br />
+Bo w niej pięć razy więcej jest logiki,<br />
+Niż w naszych pięciu zmysłach.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 9em;">Uważamy</span><br />
+Za rzecz stosowną pójść tam na ten festyn,<br />
+Chociaż logiki w tem niema.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> <span style="margin-left: 6em;">Dlaczego?</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Miałem tej nocy marzenie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> <span style="margin-left: 7em;">Ja także.</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Cóż ci się śniło?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> <span style="margin-left: 5em;">To, że marzyciele</span><br />
+Najczęściej zwykli kłamać.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 7em;">Przez sen, w łóżku,</span><br />
+Gdy w gruncie marzą o rzeczach prawdziwych.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Snadź się królowa Mab widziała z tobą:<br />
+Ta, co to babi wieszczkom i w postaci<br />
+Kobietki, mało co większej niż agat<br />
+Na wskazującym palcu aldermana,<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_21" id="Page_21">[21]</a></span>
+Ciągniona cugiem drobniuchnym atomów,<br />
+Tuż, tuż śpiącemu przeciąga pod nosem.<br />
+Szprychy jej wozu z długich nóg pajęczych;<br />
+Osłona z lśniących skrzydełek szarańczy;<br />
+Sprzężaj z plecionych nitek pajęczyny;<br />
+Lejce z wilgotnych księżyca promyków;<br />
+Bicz z cienkiej żyłki na świerszcza szkielecie;<br />
+A jej forszpanem mała, szara muszka,<br />
+Przez pół tak wielka, jak ów krągły owad,<br />
+Co siedzi w palcu leniwej dziewczyny;<br />
+Wozem zaś próżny laskowy orzeszek,<br />
+Dzieło wiewiórki lub majstra robaka,<br />
+Tych z dawien dawna akredytowanych<br />
+Stelmachów wieszczek. W takich to przyborach<br />
+Co noc harcuje po głowach kochanków,<br />
+Którzy natenczas marzą o miłości;<br />
+Albo po giętkich kolanach dworaków,<br />
+Którzy natenczas o ukłonach marzą;<br />
+Albo po chudych palcach adwokatów,<br />
+Którym się wtedy roją honorarya;<br />
+Albo po ustach romansowych damul,<br />
+Którym się wtedy marzą pocałunki;<br />
+Często atoli Mab na te ostatnie<br />
+Zsyła przedwczesne zmarszczki, gdy ich oddech<br />
+Za bardzo znajdzie cukrem przesycony.<br />
+Czasem też wjeżdża na nos dworakowi:<br />
+Wtedy śnią mu się nowe łaski pańskie;<br />
+Czasem i księdza plebana odwiedzi,<br />
+Gdy ten spokojnie drzemie i ogonem<br />
+Dziesięcinnego wieprza w nos go łechce:<br />
+Wtedy mu nowe śnią się beneficya.<br />
+Czasem wkłusuje na kark żołnierzowi:<br />
+Ten wtedy marzy o cięciach i pchnięciach,<br />
+O szturmach, breszach, o hiszpańskich klingach,<br />
+O czynach wielkich na paręset sążni;<br />
+Wtem mu zatrąbi w ucho: nasz bohater<br />
+Truchleje, zrywa się, klnąc zmawia pacierz<br />
+I znów zasypia. Taka jest Mab: ona,<br />
+Ona-to w nocy zlepia grzywy koniom<br />
+I włos ich gładki w szpetne kudły zbija,<br />
+Które rozczesać niebezpiecznie; ona<br />
+Jest ową zmorą, co na wznak leżące<br />
+Dziewczęta dusi i wcześnie je uczy<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_22" id="Page_22">[22]</a></span>
+Dźwigać ciężary, by się z czasem mogły<br />
+Zawołanemi stać gospodyniami.<br />
+Ona-to, ona...
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Skończ już, skończ, Merkucio!<br />
+Prawisz o niczem.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Prawię o marzeniach,<br />
+Które w istocie niczem innem nie są,<br />
+Jak wylęgłymi w chorobliwym mózgu<br />
+Dziećmi fantazyi; ta zaś jest pierwiastku<br />
+Tak subtelnego właśnie, jak powietrze,<br />
+Bardziej niestała, niż wiatr, który jużto<br />
+Mroźną całuje północ, jużto z wstrętem<br />
+Rzuca ją, dążąc w objęcia południa.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Coś ten wiatr zawiał, zdaje się, i na nas.<br />
+Wieczerza stoi, spóźnimy się na nią.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Boję się, czyli nie przyjdziem zawcześnie:<br />
+Bo moja dusza przeczuwa, że jakieś<br />
+Nieszczęście, jeszcze wpośród gwiazd wiszące,<br />
+Złowrogi bieg swój rozpocznie od daty<br />
+Uciech tej nocy, i kres zamkniętego<br />
+W mej piersi, zbyt już nieznośnego życia<br />
+Przyśpieszy jakimś strasznym śmierci ciosem.<br />
+Lecz niech ten, który ma ster mój w swym ręku,<br />
+Kieruje moim żaglem! Dalej! Idźmy! <span class="stagedir">(Wychodzą).</span>
+</p>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt1_Scena5"></a></p>
+<h3>SCENA V.</h3>
+
+<h4>Sala w domu Kapuletów.</h4>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzą: muzykanci i słudzy).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Pierwszy sługa.</span> Gdzie Potpan? Czemu nie pomaga sprzątać?<br />
+Gęsi mu paść, nie służyć.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Drugi sługa.</span> Tak to, kiedy ważne obowiązki lokaja powierzają<br />
+ludziom złej maniery; na dyabła się to zdało.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pierwszy sługa.</span> Powynoście stołki! usuńcie na bok bufet!<br />
+Pozbierajcie srebra! Schowajno tam dla mnie, braciszku,<br />
+kawałek marcepana i szepnij na ucho odźwiernemu,<br />
+żeby wpuścił Zuzannę Grindston i Nelly; jak<br />
+mię kochasz. &mdash; Antoni! Potpan!
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzą dwaj inni słudzy).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Trzeci sługa.</span> Czegoż tam? Co za gwałt?<br />
+<br />
+<span class="charname">Pierwszy sługa.</span> Wołają was, pytają o was, czekają na<br />
+was, niecierpliwią się na was w wielkiej sali.
+</p>
+<p>
+<span class="pagenum"><a name="Page_23" id="Page_23">[23]</a></span>
+<span class="charname">Czwarty sługa.</span> Nie możemy być tu i tam razem. Dalej,<br />
+chłopcy! pohulajmyż dzisiaj! Kto umie czekać, wszystkiego<br />
+się doczeka. <span class="stagedir">(Oddalają się).</span>
+</p>
+<p class="stagedir">(Kapulet i inny wchodzą z gośćmi i maskami).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Witaj, cna młodzi! Wolne od nagniotków<br />
+Damy rachują na waszą ruchawość.<br />
+Śliczne panienki, któraż z was odmówi<br />
+Stanąć do tańca? O, takiej wręcz powiem<br />
+Że ma nagniotki. A co? tom was zażył!<br />
+Dalej, panowie! I ja kiedyś także<br />
+Maskę nosiłem i umiałem szeptać<br />
+W ucho pięknościom jedwabne powieści,<br />
+Co szły do serca; przeszło to już, przeszło.<br />
+Nuże, panowie! Grajki, zaczynajcie!<br />
+Miejsca! rozstąpmy się! dalej, dziewczęta!
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Muzyka gra. Młodzież tańczy.)</p>
+
+<p>
+Hej! więcej światła! wynieście te stoły!<br />
+I zgaście ogień, bo zbyt już gorąco.<br />
+Siadajże, siadaj, bracie Kapulecie!<br />
+Dla nas dwóch czasy pląsów już minęły.<br />
+Jakże to dawno byliśmy obydwaj<br />
+Po raz ostatni w maskach?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Drugi Kapulet.</span> Będzie temu<br />
+Lat ze trzydzieści.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Co? co! nie tak dawno.<br />
+Było to, pomnę, na godach Lucencia;<br />
+Na te Zielone Świątki, da Bóg dożyć,<br />
+Będzie dwadzieścia pięć lat.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Drugi Kapulet.</span> Dawniej, dawniej,<br />
+Wszak już syn jego jest trzydziestoletni.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Co mi waść prawisz? Przede dwoma laty<br />
+Syn jego nie był jeszcze pełnoletnim.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo</span> <span class="stagedir">(do jednego ze sług).</span> Co to za dama, co w tej chwili tańczy<br />
+Z tym kawalerem?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Sługa.</span> Nie wiem, jaśnie panie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Ona zawstydza świec jarzących blaski!<br />
+Piękność jej wisi u nocnej opaski,<br />
+Jak drogi klejnot u uszu Etyopa.<br />
+Nie tknęła ziemi wytworniejsza stopa.<br />
+Jak śnieżny gołąb wśród kawek, tak ona<br />
+Świeci wśród swoich towarzyszek grona.<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_24" id="Page_24">[24]</a></span>
+Zaraz po tańcu przybliżę się do niéj<br />
+I dłoń mą uczczę dotknięciem jej dłoni.<br />
+Kochałżem dotąd? O! zaprzecz, mój wzroku!<br />
+Boś jeszcze nie znał równego uroku.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Tybalt.</span> Sądząc po głosie, z Montekich to któryś.<br />
+Dajno mi rapir, chłopcze. Jak się waży<br />
+Ten łotr tu wchodzić i kłamaną larwą<br />
+Szyderczo naszej urągać zabawie?<br />
+Na krew szlachetną, co mi wzdyma serce,<br />
+Nie będzie grzechu, jeśli go uśmiercę.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Tybalcie, co ci to? Czego się zżymasz?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Tybalt.</span> Ujmy tej, stryju, pewno nie wytrzymasz:<br />
+Jeden z Montekich, twych śmiertelnych wrogów,<br />
+Śmie tu znieważać gościnność twych progów.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Czy to Romeo?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Tybalt.</span> Tak, ten-to nikczemnik.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Daj mu waść pokój; nie wychodzi przecie<br />
+Z granic wytkniętych dobrym wychowaniem;<br />
+I prawdę mówiąc, cała go Werona<br />
+Ma za młodzieńca pełnego przymiotów:<br />
+Nie chciałbym za nic w świecie w moim domu<br />
+Czynić mu krzywdy. Uspokój się zatem,<br />
+Miły synowcze, nie zważaj na niego;<br />
+Taka ma wola; jeśli ją szanujesz,<br />
+Okaż uprzejmość i spędź precz z oblicza<br />
+Ten mars niezgodny z weselem tej doby.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Tybalt.</span> Taki gość w domu nabawia choroby;<br />
+Nie ścierpię go tu.</p>
+<p>
+
+<span class="charname">Kapulet.</span> Chcę go mieć cierpianym.<br />
+Cóż to, zuchwalcze? Mówię, że chcę! Cóż to?<br />
+Czy ja tu jestem, czy waść jesteś panem?<br />
+Waść go tu nie chcesz ścierpieć! Boże odpuść!<br />
+Waść mi chcesz gości porozpędzać? kołki<br />
+Na łbie mi strugać? przewodzić w mym domu?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Tybalt.</span> Stryju, to zakał.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Cicho! burdą jesteś.<br />
+Z tą porywczością doigrasz się waszmość.<br />
+Zawsze mi musisz się sprzeciwiać! &mdash; Brawo,<br />
+Kochana młodzi! &mdash; Urwipołeć z waści!<br />
+Siedź cicho, albo... &mdash; Hola! więcej światła! &mdash;<br />
+Ja cię uciszę. Patrz go! &mdash; Żwawo, chłopcy!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Tybalt.</span> Gniew dobrowolny z flegmą przymuszoną,<br />
+Na krzyż się schodząc, wstrząsają mi łono.<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_25" id="Page_25">[25]</a></span>
+Muszę ustąpić; wkrótce się atoli<br />
+W gorzką żółć zmieni ta słodycz wbrew woli.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Oddala się).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Romeo</span> <span class="stagedir">(do Julii).</span> Jeśli dłoń moja, co tę świętość trzyma,<br />
+Bluźni dotknięciem: zuchwalstwo takowe<br />
+Odpokutować usta me gotowe<br />
+Pocałowaniem pobożnem pielgrzyma.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia</span> <span class="stagedir">(do Romea).</span> Mości pielgrzymie, bluźnisz swojej dłoni,<br />
+Która nie grzeszy zdrożnym dotykaniem;<br />
+Jestli ujęcie rąk pocałowaniem,<br />
+Nikt go ze świętych pielgrzymom nie broni.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo</span> <span class="stagedir">(jak pierwej).</span> Nie mająż święci ust, tak jak pielgrzymi?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia</span> <span class="stagedir">(jak pierwej).</span> Mają ku modłom lub kornej podzięce.</p>
+<p>
+
+<span class="charname">Romeo.</span> Niechże ich usta czynią to, co ręce;<br />
+Moje się modlą, przyjm modły ich, przyjmij.</p>
+<p>
+
+<span class="charname">Julia.</span> Niewzruszonymi pozostają święci,<br />
+Choć gwoli modłom niewzbronne ich chęci.</p>
+<p>
+
+<span class="charname">Romeo.</span> Ziść więc cel moich, stojąc niewzruszenie,<br />
+I z ust swych moim daj wziąć rozgrzeszenie.</p>
+
+<p class="stagedir">(Całuje ją).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Moje więc teraz obciąża grzech zdjęty.
+</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Z mych ust? O! grzechu, zbyt pełen ponęty!<br />
+Niechże go nazad rozgrzeszony zdejmie!<br />
+Pozwól. <span class="stagedir">(Całuje ją znowu).</span>
+</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Jak z książki całujesz, pielgrzymie.
+</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Panienko, jejmość pani matka prosi.
+</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Któż jest jej matką?
+</p>
+<p>
+
+<span class="charname">Marta.</span> Jej matką? Bajbardzo!<br />
+Nikt inny, jeno pani tego domu;<br />
+I dobra pani, mądra a cnotliwa.<br />
+Ja byłam mamką tej, coś z nią pan mówił.<br />
+Smaczny by kąsek miał, ktoby ją złowił.
+</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Julia Kapulet! O, dolo zbyt sroga!<br />
+Życie me jest więc w ręku mego wroga.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Wychodźmy, wieczór dobiega już końca.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Niestety! z wschodem dla mnie zachód słońca.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet</span> <span class="stagedir">(do rozchodzących się gości).</span><br />
+Ejże, panowie, pozostańcie jeszcze;<br />
+Mają nam wkrótce dać małą przekąskę.<br />
+Chcecie koniecznie? Muszę więc ustąpić.<br />
+Dzięki wam, mili panowie i panie.<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_26" id="Page_26">[26]</a></span>
+Dobranoc. Światła! Idźmyż spać.</p>
+
+<p class="stagedir">(Do drugiego Kapuleta).</p>
+
+<p>
+<span style="margin-left: 12.5em;">Braciszku,</span><br />
+Zapóźniliśmy się; idę wypocząć.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą wszyscy, prócz Julii i Marty).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Czy nie wiesz, nianiu, kto jest ten pan?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> <span style="margin-left: 7em;">Ten, tu?</span><br />
+To syn starego Tyberya.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> <span style="margin-left: 7em;">A tamten,</span><br />
+Co właśnie ku drzwiom zmierza.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> <span style="margin-left: 9em;">To podobno</span><br />
+Młody Petrycy.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> <span style="margin-left: 4em;">A ów, tam na prawo,</span><br />
+Co nie chciał tańczyć?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> <span style="margin-left: 5em;">Nie wiem.</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> <span style="margin-left: 10em;">Spytaj, proszę,</span><br />
+Jak się nazywa. Jeżeli żonaty,<br />
+Całun mię czeka zamiast ślubnej szaty.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Zwie się Romeo, jest z rodu Montekich,<br />
+Synem waszego największego wroga.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Jako obcego zawcześnie ujrzałam!<br />
+Jako lubego za późno poznałam!<br />
+Dziwny miłości traf się na mnie iści,<br />
+Że muszę kochać przedmiot nienawiści.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Co to jest? co to takiego?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> <span style="margin-left: 10em;">To wiersze,</span><br />
+Których mię jeden tancerz dziś nauczył.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Pójdź spać, waćpanna.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Głos</span> <span class="stagedir">(za sceną)</span>. <span style="margin-left: 5em;">Julio!</span></p>
+<p>
+
+<span class="charname">Marta.</span> <span style="margin-left: 11em;">Dalej! dalej!</span><br />
+Wołają panny i pusto już w sali.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą).</p>
+
+<p><a name="CHOR"></a></p>
+<h2>CHÓR</h2>
+
+<p>(Przekład J. Kasprowicza).</p>
+
+<p>
+Dawna namiętność już w całunach leży,<br />
+W jej miejscu władnie siła żądzy nowéj;<br />
+Piękną przestała być przy Julii świeżéj<br />
+Piękność, dla której umrzeć był gotowy.
+</p>
+<p>
+<span class="pagenum"><a name="Page_27" id="Page_27">[27]</a></span>
+Dziś jest Romeo kochany i kocha,<br />
+W oczach obojga żar jednaki płonie;<br />
+Lecz on, w niej wroga przypuszczając, szlocha,<br />
+A ona miłość z wędki grozy chłonie.
+</p>
+<p>
+On się nie zbliży i przed nią nie złoży<br />
+Przysiąg serdecznych, uważan za wroga;<br />
+I jej, choć w łonie namiętność się sroży,<br />
+Zejścia się z lubym zamkniętą jest droga.
+</p>
+<p>
+Lecz w żądzy siła: po wielkich katuszach<br />
+Wielką im radość czas zgotuje w duszach.
+</p>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="AKT_DRUGI" id="AKT_DRUGI"></a>AKT DRUGI.</h2>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt2_Scena1"></a></p>
+<h3>SCENA I.</h3>
+
+<h4>Pusty plac, przytykający do ogrodu Kapuletów.</h4>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Romeo).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Mamże iść dalej, gdy tu moje serce?<br />
+Cofnij się, ziemio, wynajdź sobie centrum!</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi na mur i spuszcza się do ogrodu).</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzą Merkucio i Benwolio).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Romeo! bracie! Romeo!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> <span style="margin-left: 9em;">Ma rozum;</span><br />
+Powietrze chłodne, więc dyrnął do łóżka.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Pobiegł tą drogą i przełazł przez parkan.<br />
+Wołaj, Merkucio!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Użyję nań zaklęć:<br />
+Romeo! gachu! cietrzewiu! wariacie!<br />
+Ukaż się w lotnej postaci westchnienia,<br />
+Powiedz choć jeden wiersz, a dość mi będzie;<br />
+Jęknij: ach! połącz w rym: kochać i szlochać;<br />
+Szepnij Wenerze jakie piękne słówko;<br />
+Daj jaki nowy epitet ślepemu<br />
+Jej synalkowi, co tak celnie strzelał<br />
+Za owych czasów, gdy król Kofetua<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_28" id="Page_28">[28]</a></span>
+W zaloty chodził do córki żebraczej.<br />
+Nie słucha; ani piśnie, ani trunie;<br />
+Zdechł robak; musze zakląć go inaczej.<br />
+Klnę cię na żywe oczy Rozaliny,<br />
+Na jej wysokie czoło, krasne usta,<br />
+Wysmukłe nóżki i toczone biodra<br />
+Z przyległościami, abyś się przed nami<br />
+W właściwej sobie postaci ukazał.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Gniewać się będzie, jeśli cię usłyszy.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Co się ma gniewać? Mógłby się rozgniewać,<br />
+Gdyby za sprawą mojego zaklęcia<br />
+W zaczarowane koło jego pani<br />
+Inny duch wkroczył, i stał tam dopóty,<br />
+Dopókiby go nie zmogła: to byłby<br />
+Powód do uraz; moja inwokacya<br />
+Jest przyjacielską i godziwą razem,<br />
+Bo wywołuje w imię jego pani<br />
+Jego jedynie naturalną postać.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Pójdź! skrył się owdzie pomiędzy drzewami,<br />
+By się tam zbratał ż tajemniczą nocą:<br />
+Ślepym w miłości ciemność jest najmilsza.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Możeż w cel trafić miłość, będąc ślepą?<br />
+Niechże tam sobie po ciemności maca,<br />
+Jak dłuo zechce. Dobranoc, Romeo!<br />
+Idę lecz w mojem łóżku za kotarą,<br />
+Bo to polowe tu dla mnie za chłodne.<br />
+Czy idziesz także?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Idę; próżno szukać<br />
+Takiego, co być nie chce znalezionym.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą).</p>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt2_Scena2"></a></p>
+<h3>SCENA II.</h3>
+
+<h4>Ogród Kapuletów.</h4>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Romeo).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Drwi z blizn, kto nigdy nie doświadczył rany.</p>
+
+<p class="stagedir">(Julia ukazuje się w oknie).</p>
+
+<p>
+Lecz cicho! Co za blask strzelił tam z okna!<br />
+Ono jest wschodem, a Julia jest słońcem!<br />
+Wnijdź cudne słońce, zgładź zazdrosną lunę,<br />
+Która aż zbladła z gniewu, że ty jesteś<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_29" id="Page_29">[29]</a></span>
+Od niej piękniejszą; ukarz ją zaćmieniem<br />
+Za tę jej zazdrość; zetrzyj ją do reszty!<br />
+To moja pani, to moja kochanka!<br />
+O! gdyby mogła wiedzieć, czem jest dla mnie!<br />
+Przemawia, chociaż nic nie mówi; cóż stąd?<br />
+Jej oczy mówią, oczom więc odpowiem.<br />
+Za śmiały jestem; mówią, lecz nie do mnie.<br />
+Ptaki ocknęłyby się i śpiewały,<br />
+Myśląc, że to już nie noc, lecz dzień biały.<br />
+Patrz, jak na dłoni smutnie wsparła liczko!<br />
+O! gdybym mógł być tylko rękawiczką,<br />
+Co tę dłoń kryje!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> <span style="margin-left: 5em;">Ach!</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 7em;">Cicho! coś mówi.</span><br />
+O! mów, mów dalej, uroczy aniele;<br />
+Bo ty mi w noc tę tak wspaniale świecisz,<br />
+Dwie najjaśniejsze, najpiękniejsze gwiazdy<br />
+Z całego nieba, gdzieindziej zajęte,<br />
+Prosiły oczu jej, aby zastępczo<br />
+Stały w ich sferach, dopóki nie wrócą.<br />
+Lecz choćby oczy jej były na niebie,<br />
+A owe gwiazdy w oprawie jej oczu:<br />
+Blask jej oblicza zawstydziłby gwiazdy,<br />
+Wśród eterycznej zabłysły przezroczy,<br />
+Jak lotny goniec niebios rozwartemu<br />
+Od podziwienia oku śmiertelników,<br />
+Które się wlepia w niego, aby patrzeć,<br />
+Jak on po ciężkich chmurach się przesuwa<br />
+I po powietrznej żegluje przestrzeni.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Romeo! czemuż ty jesteś Romeo!<br />
+Wyrzecz się swego rodu, rzuć tę nazwę!<br />
+Lub, jeśli tego nie możesz uczynić,<br />
+To przysiąż wiernym być mojej miłości,<br />
+A ja przestanę być z krwi Kapuletów.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Mamże przemówić, czy też słuchać dalej?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Nazwa twa tylko jest mi nieprzyjazną,<br />
+Boś ty w istocie nie Montekim dla mnie.<br />
+Jestże Monteki choćby tylko ręką,<br />
+Ramieniem, twarzą, zgoła jakąkolwiek<br />
+Częścią człowieka? O! weź inną nazwę!<br />
+Czemże jest nazwa? To, co zowiem różą,<br />
+Pod inną nazwą równieby pachniało;<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_30" id="Page_30">[30]</a></span>
+Tak i Romeo, bez nazwy Romea<br />
+Przecieżby całą swą wartość zatrzymał.<br />
+Romeo! porzuć tę nazwę, a w zamian<br />
+Za to, co nawet cząstką ciebie nie jest,<br />
+Weź mię, ach! całą!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 5em;">Biorę cię za słowo:</span><br />
+Zwij mię kochankiem, a krzyżmo chrztu tego<br />
+Sprawi, że odtąd nie będę Romeem.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Ktoś ty jest, co się nocą osłaniając,<br />
+Podchodzisz moją samotność?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 8em;">Z nazwiska</span><br />
+Nie mógłbym tobie powiedzieć, kto jestem:<br />
+Nazwisko moje jest mi nienawistnem,<br />
+Bo jest, o! święta, nieprzyjaznem tobie;<br />
+Zdarłbym je, gdybym miał je napisane.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Jeszcze me ucho stu słów nie wypiło<br />
+Z tych ust, a przecież dźwięk już ich mi znany.<br />
+Jestżeś Romeo, mów? jestżeś Monteki?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Nie jestem ani jednym, ani drugim,<br />
+Jednoli z dwojga jest niemiłem tobie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Jakżeś tu przyszedł, powiedz, i dlaczego?<br />
+Mur jest wysoki i trudny do przejścia,<br />
+A miejsce zgubne; gdyby cię kto z moich<br />
+Krewnych tu zastał...
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 5em;">Na skrzydłach miłości</span><br />
+Lekko, bezpiecznie mur ten przesadziłem,<br />
+Bo miłość nie zna żadnych tam i granic;<br />
+A co potrafi, na to się i waży;<br />
+Krewni więc twoi nie trwożą mię wcale.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Zabiliby cię, gdyby cię ujrzeli.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Ach! więcej groźby leży w oczach twoich,<br />
+Niż w ich dwudziestu mieczach: patrz łaskawie,<br />
+A będę silny przeciw ich gniewowi.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Na Boga! niech cię oni tu nie ujrzą!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Ciemny płaszcz nocy skryje mię przed nimi.<br />
+Lecz niech mię znajdą, jeśli ty mię kochasz.<br />
+Lepszy kres życia skutkiem ich niechęci,<br />
+Niż przedłużony zgon w braku twych uczuć.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Kto ci dopomógł znaleźć to ustronie?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Miłość, co mi go doradziła szukać:<br />
+Ona mi instynkt, ja jej oczy dałem.<br />
+Nie jestem sternik, gdybyś jednak była<br />
+Równie daleko, jak ów brzeg, którego<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_31" id="Page_31">[31]</a></span>
+Morze najdalsze podmywa krawędzie,<br />
+Śmiało po taki klejnotbym popłynął.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Gdyby nie ciemność, co mi twarz maskuje,<br />
+Widziałbyś na niej rozlany rumieniec<br />
+Po tem, co z ust mych słyszałeś tej nocy.<br />
+Radabym form się trzymać, rada cofnąć<br />
+To, co wyrzekłam; ale precz udanie!<br />
+Czy mię ty kochasz? Wiem, że powiesz: &mdash; tak jest;<br />
+I jać uwierzę; mimo przysiąg jednak<br />
+Możesz mię zawieść. Z wiarołomstwa mężczyzn<br />
+Śmieje się, mówią, Jowisz. O! Romeo!<br />
+Jeśli mię kochasz, wyrzecz to rzetelnie;<br />
+Lecz jeśli masz mię za podbój zbyt łatwy,<br />
+To zmarszczę czoło i przewrotną będę<br />
+I na miłosne twoje oświadczenia<br />
+Powiem: &mdash; nie, w innym razie za nic w świecie.<br />
+Za czuła może jestem, o! Monteki,<br />
+Stąd możesz sądzić me obejście płochem;<br />
+Ufaj mi jednak, będę ja wierniejsza<br />
+Od tych, co bieglej umieją się drożyć.<br />
+Byłabym ja się była, prawdę mówiąc,<br />
+Także drożyła, gdybyś był tajnego<br />
+Głosu miłości mojej nie podchwycił.<br />
+Nie wiń mię przeto, ani też przypisuj<br />
+Płochości tego wylania mych uczuć,<br />
+Które zdradziła noc ciemna.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 7em;">O! Julio,</span><br />
+Przysięgam na ten księżyc, co wspaniale<br />
+Powleka srebrem tamtych drzew wierzchołki...
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> O! nie przysięgaj na księżyc, bo księżyc<br />
+Co tydzień zmienia kształt swej pięknej tarczy;<br />
+I miłość twoja po takiej przysiędze<br />
+Mogłaby również zmienną się okazać.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Na cóż mam przysiądz?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> <span style="margin-left: 9em;">Nie przysięgaj wcale;</span><br />
+Lub wreszcie przysiąż na samego siebie:<br />
+Na ten uroczy przedmiot mych uwielbień,<br />
+To ci uwierzę.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 2em;">Jeśli szczera miłość</span><br />
+Mojego serca...
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> <span style="margin-left: 4em;">Daj pokój przysięgom.</span><br />
+Lubo się cieszę z twojej obecności,<br />
+Te nocne śluby nie cieszą mnie jakoś:<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_32" id="Page_32">[32]</a></span>
+Za nagłe one są, za nierozważne,<br />
+Podobne niby do blasku, co znika,<br />
+Nim człowiek zdąży powiedzieć: &mdash; błysnęło.<br />
+Dobranoc, luby! Oby nam ten wonny<br />
+Miłości pączek przyniósł kwiat niepłonny!<br />
+Bądź zdrów! i zaśnij z tak błogim spokojem,<br />
+Jaki, z twej łaski, czuję w sercu mojem.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Także mam odejść niezaspokojony?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Jakiegoż więcej chcesz zaspokojenia?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Zamiany twoich zapewnień za moje.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Jużem ci dała je, nimeś zażądał;<br />
+Radabym jednak one mieć na powrót.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Chciałażbyś cofnąć je? Dlaczego? luba!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Ażebym mogła oddać ci je znowu.<br />
+A przecież jest to żądanie zbyteczne,<br />
+Bo moja miłość równie jest głęboka,<br />
+Jak morze, równie jak ono bez końca;<br />
+Im więcej ci jej udzielam, tem więcej<br />
+Czuję jej w sercu.</p>
+
+<p class="stagedir">(Słychać w pokojach głos Marty).</p>
+
+<p>
+<span style="margin-left: 8em;">Wołają mię. &mdash; Zaraz.</span><br />
+Bądź zdrów, kochanku drogi! &mdash; Zaraz, zaraz.<br />
+&mdash; Najmilszy, pomnij być stałym! &mdash; Zaczekaj,<br />
+Zaczekaj trochę, powrócę za chwilę.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Błogosławiona, o! błogosławiona<br />
+Po dwakroć nocy! Ale czy to wszystko,<br />
+Dziejąc się w nocy, nie jest marą tylko?<br />
+Coś tak lubego możeż być istotnem?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia</span> <span class="stagedir">(ukazując się znowu).</span> Jeszcze słów parę, a potem dobranoc,<br />
+Drogi Romeo! jeśli twoja skłonność<br />
+Jest prawą, twoim zamiarem małżeństwo,<br />
+To mię uwiadom jutro przez osobę,<br />
+Którą do ciebie przyślę, gdzie i kiedy<br />
+Zechcesz dopełnić obrzędu; a wtedy<br />
+Całą mą przyszłość u nóg twoich złożę<br />
+I w świat za tobą pójdę w imię Boże.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta</span> <span class="stagedir">(za sceną).</span> Panienko!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> <span style="margin-left: 8em;">Idę. &mdash; Lecz jeśli mię zwodzisz,</span><br />
+To cię zaklinam...
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta</span> <span class="stagedir">(za sceną).</span> Julciu!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> <span style="margin-left: 8em;">Zaraz idę.</span><br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_33" id="Page_33">[33]</a></span>
+&mdash; Jeśli mię zwodzisz, o! to cię zaklinam,<br />
+Skończ te zabiegi i zostaw mię żalom.<br />
+&mdash; Jutro więc przyślę.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 5em;">Jak pragnę zbawienia...</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Po tysiąc razy dobranoc.</p>
+
+<p class="stagedir">(Odchodzi).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 8em;">Po tysiąc</span><br />
+Razy niedobra tam, gdzie ty nie świecisz.<br />
+Jak żak, gdy rzuca książkę, tak kochanek<br />
+Do celu swego pospiesza wesoły;<br />
+A gdy nadejdzie z kochanką rozstanek,<br />
+Wlecze się smutnie, jak ów żak do szkoły.</p>
+
+<p class="stagedir">(Odchodzi).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Julia</span> <span class="stagedir">(ukazuje się znowu).</span> Pst! pst! Romeo! O, gdybym mieć mogła<br />
+Głos sokolnika, by tego maiża<br />
+Nazad przywołać! Przymus jest ochrypły,<br />
+Nie może głośno mówić; gdyby nie to,<br />
+Wstrząsłabym góry, gdzie się echo kryje,<br />
+I głosbym jego zrobiła chrapliwszym,<br />
+Niż mój, od rozbrzmień imienia Romeo!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Moja to dusza dzwoni imię moje,<br />
+Jak srebrny dźwięk ma nocą głos kochanki!<br />
+I jestże słodsza muzyka na świecie?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Romeo!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 2em;">Luba!</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> <span style="margin-left: 6em;">O której godzinie</span><br />
+Jutro mam przysłać?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 5em;">O dziewiątej.</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> <span style="margin-left: 11em;">Dobrze.</span><br />
+Dwudziestoletni to termin. Nie pomnę,<br />
+Pocom tu ciebie znowu przywołała.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Pozwól mi czekać, aż sobie przypomnisz.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Zapomnę znowu, po co czekasz, pomnąc<br />
+O twojej tylko lubej obecności.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> A ja wciąż czekać będę, abyś ciągle<br />
+Zapominała, sam zapominając,<br />
+Że mam gdzie inny dom jak tutaj.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> <span style="margin-left: 10em;">Wkrótce</span><br />
+Dnieć będzie: radabym, żebyś już odszedł;<br />
+Nie dalej jednak, jak ów biedny ptaszek,<br />
+Co go swawolne dziecko z rąk wypuszcza,<br />
+I wnet zazdroszcząc mu krótkiej wolności,<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_34" id="Page_34">[34]</a></span>
+Jak niewolnika trzymanego w więzach,<br />
+Jedwabnym sznurkiem przyciąga napowrót.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Chciałbym być biednym ptaszkiem w twoich ręku.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> O! jabym zbytkiem pieszczot cię zabiła.<br />
+Dobranoc, luby! jeszcze raz dobranoc!<br />
+Takam w życzeniach niepohamowana,<br />
+Żeby dobranoc wołała do rana.</p>
+
+<p class="stagedir">(Odchodzi).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Sen na twe oczy, pokój w pierś niech spłynie;<br />
+Obym był nimi w tej błogiej godzinie!<br />
+Spieszę do ojca Laurentego celi,<br />
+On mi pomocy i rady udzieli.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi).</p>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt2_Scena3"></a></p>
+<h3>SCENA III.</h3>
+
+<h4>Cela Ojca Laurentego.</h4>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Ojciec Laurenty z koszykiem w ręku).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Szary poranek spędza mrok ponury,<br />
+Pasami światła znacząc wschodnie mury,<br />
+I noc się na bok chyli jak pijana<br />
+Z dróg dnia ubitych stopami Tytana.<br />
+Nim oko słońca pełnym blaskiem strzeli,<br />
+Rosę wypije i świat rozweseli,<br />
+Muszę uzbierać w ten koszyk z sitowia<br />
+Roślin tak zbawczych jak zgubnych dla zdrowia.<br />
+Ziemia jest matką natury i grobem,<br />
+Grzebie i życia obdziela zasobem.<br />
+I mnóstwo dzieci jej łona widzimy<br />
+Ciągnących pokarm z jej piersi rodziméj;<br />
+Niejedno w skutkach swoich wyśmienite,<br />
+Każde do czegoś, wszystko rozmaite.<br />
+O! moc to pełna cudów, co się mieści<br />
+W sokach ziół, krzewów, w martwej kruszców treści!<br />
+Bo niema rzeczy tak podłych na ziemi,<br />
+Aby nie mogły stać się przydatnemi;<br />
+Ni tak przydatnych, aby, miasto służyć,<br />
+Nie zaszkodziły pod wpływem nadużyć.<br />
+Wszakże i cnota może zajść w bezdroże,<br />
+A błąd się czynem uszlachetnić może.<br />
+W mdłym kwiatku, w ziółku jednym i tem samem<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_35" id="Page_35">[35]</a></span>
+Ma nieraz miejsce jad wespół z balsamem,<br />
+Co zmysły razi, i to co im sprzyja,<br />
+Bo jego zapach rzeźwi, smak zabija.<br />
+Podobnie sprzeczna i w człowieku gości<br />
+Dwójca pierwiastków: dobroci i złości;<br />
+A kędy górę gorsza weźmie strona,<br />
+Tam śmierć przychodzi i roślina kona.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Romeo).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Dzień dobry, ojcze mój!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> <span style="margin-left: 7em;"><span class="stagedir">Benedicite!</span></span><br />
+Cóż to za ranny głos tak mnie pozdrawia!<br />
+Młody mój synu, zły to znak, kto łoże<br />
+Próżne zostawia o tak wczesnej porze.<br />
+Troska odbywa straż w oczach starego,<br />
+A sen tych mija, których troski strzegą;<br />
+Ale gdzie czerstwa, wolna od kłopotów<br />
+Młódź głowę złoży, sen zawżdy przyjść gotów.<br />
+To więc tak ranne twe przybycie zdradza<br />
+Jakiś niepokój, któremu snu władza<br />
+Ulec musiała. Czy tylko się kładłeś?<br />
+Możeś do łóżka i nie zajrzał?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 9em;">Zgadłeś;</span><br />
+Błożej niż w łóżku przeszły mi godziny.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Grzeszniku, pewnieś był u Rozaliny.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> U Rozaliny? Nie, ojcze; to imię<br />
+W pamięci mojej wiecznym snem już drzymie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Brawo, mój synu! Lecz gdzieżeś to bywał?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Zaraz ci powiem: próżnobyś zgadywał;<br />
+Byłem na balu w domu mego wroga,<br />
+Gdziem został ranny, lecz zbójczyni sroga<br />
+Czuje cios wzajem przeze mnie zadany,<br />
+Tak, że na nasze zobopólne rany<br />
+Święty wpływ tylko twej, ojcze, opieki<br />
+Poradzić zdoła i dać zbawcze leki.<br />
+Po chrześcijańsku, jak widzisz, przemawiam,<br />
+Skoro się nawet za mym wrogiem wstawiam.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Mów jaśniej, synu; zagadkowa spowiedź<br />
+Dwuznaczną także znajduje odpowiedź.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Dowiedz się zatem, że anioł kobieta,<br />
+Którąm ukochał, jest z krwi Kapuleta.<br />
+Jego to dziecko i nadzieja cała;<br />
+Jak ja ją, tak mnie ona ukochała.<br />
+I do jedności, która nas już splata,<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_36" id="Page_36">[36]</a></span>
+Brakuje tylko, byś nas ty dla świata<br />
+Stułą zjednoczył. Gdzie, o jakiej dobie<br />
+Zejdziem się skrycie i przysięgniem sobie,<br />
+Powiem ci, idąc, czcigodny kapłanie;<br />
+Błagam cię tylko, niech się to dziś stanie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Święty Franciszku! Cóż to za przemiana!<br />
+Toż Rozalina, owa ukochana,<br />
+Niczym już dla cię? Miłość więc młodzieży<br />
+W oczach jedynie, a nie w sercu leży?<br />
+Jezus! Marya! Ileż to solanki<br />
+Ściekło z twych oczu dla owej kochanki!<br />
+I nadaremnie, bowiem twe zapały<br />
+Wciąż zalewane, wciąż się powiększały.<br />
+Jeszcze twych westchnień nie rozwiał Fawoni;<br />
+Jeszcze twój dawny jęk w uszach mi dzwoni,<br />
+I na twych licach, bladością pokrytych,<br />
+Widoczny jeszcze ślad łez nieobmytych,<br />
+Wszystko, coś cierpiał z miłosnej przyczyny,<br />
+Cierpiałeś tylko gwoli Rozaliny.<br />
+A teraz! nie dziw, gdy mdła płeć upadnie,<br />
+Kiedy miężczyźni szwankują tak snadnie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Gdym kochał tamtą, takżeś nie pochwalał.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Nie, żeś ją kochał, lecz żeś za nią szalał.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Pogrześć tę miłość kazałeś.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> <span style="margin-left: 8em;">Nie w grobie:</span><br />
+By tę pochować, a inną wziąć sobie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Nie łaj mię, proszę; ta, co mi dziś luba,<br />
+Miłość mą płaci miłością Cheruba;<br />
+Z tamtą inaczej było.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> <span style="margin-left: 2.5em;">Bo odgadła,</span><br />
+Że w rzeczach serca nie znasz abecadła,<br />
+Tylko z rutyny czytasz. Pójdź, wietrzniku;<br />
+Do sankcyi tego nowego wybryku<br />
+Jeden i jeden tylko wzgląd mię skłania:<br />
+To jest, że może z tego zawiązania<br />
+Wyniknie węzeł, który wasze rody<br />
+Zawistne złączy w piękny łańcuch zgody.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> O! prędzej! pilno mi!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> <span class="stagedir">Festina lente!</span><br />
+Zdradne są kroki za spiesznie podjęte.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą).</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_37" id="Page_37">[37]</a></span></p>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt2_Scena4"></a></p>
+<h3>SCENA IV.</h3>
+
+<h3>Ulica.</h3>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzą: Merkucio i Benwolio).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Gdzież u dyabła ugrzązł Romeo! Czy był tej<br />
+nocy w domu?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Nie w domu swego ojca przynajmniej; mówiłem<br />
+z jego służącym.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Ta blada sekutnica Rozalina<br />
+Na waryata go wnet wykieruje.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Tybalt, starego Kapuleta krewny,<br />
+Pisał do niego list.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> <span style="margin-left: 2.5em;">Z wyzwaniem, ręczę.</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Romeo mu odpowie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> <span style="margin-left: 7.5em;">Każdy człowiek</span><br />
+Piśmienny może na list odpowiedzieć.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> On mu odpowie odpowiednio.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Biedny Romeo! już trup z niego! Zakłuty<br />
+czarnemi oczyma białogłowy; przestrzelony na wskroś<br />
+uszu romansową piosnką; ugodzony w sam rdzeń serca<br />
+postrzałem ślepego malca łucznika; potrafiż on Tybaltowi<br />
+stawić czoło?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> A cóż to takiego Tybalt?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Coś więcej, niż książę kotów; możesz mi wierzyć!<br />
+Nieustraszony rębacz, bije się jak z nut, zna czas,<br />
+odległość i miarę; pauzuje w sam raz jak potrzeba: raz,<br />
+dwa, a trzy to już w pierś. Żaden jedwabny guzik nie<br />
+wykręci mu się od śmierci. Duelista to, duelista pierwszej<br />
+klasy. Owe nieśmiertelne <i>passado!</i> Owe <i>punto reverso!</i><br />
+Owe <i>ha!</i>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Co takiego?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Niech kaci porwą to plemię śmiesznych, sepleniących,<br />
+przesadnych fantastyków, z ich nowokutymi<br />
+terminami! Nie jestże to rzecz opłakana, że nas<br />
+i obsiadły te zagraniczne muchy, te modne sroki, te<br />
+<i>pardonnez-moi</i>, którym tak bardzo idzie o nową formę,<br />
+że nawet na starej ławce wygodnie siedzieć nie mogą;<br />
+te bąki, co bąkają: <i>bon! bon!</i></p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Romeo).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Oto Romeo, nasz Romeo idzie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Bez mlecza, jak śledź suszony. O! człowieku!<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_38" id="Page_38">[38]</a></span>
+jakżeś się w rybę przedzierzgnął! Teraz go rymy Petrarki<br />
+rozczulają. Laura naprzeciw jego bóstwa jest prostą<br />
+pomywaczką, lubo tamta miała kochanka, co ją<br />
+opiewał; Dydona flądrą; Kleopatra cyganką; Helena<br />
+i Hero szurgotami i otłukami; Thisbe kopciuchem, lub<br />
+czymś podobnym, ale zawsze nie dystyngowanem. <i>Bon-jour,<br />
+signor</i> Romeo! Oto masz francuskie pozdrowienie<br />
+na cześć twoich francuskich pantalonów. Pięknie nas<br />
+zażyłeś tej nocy.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Dzień dobry wam, moi drodzy. Jakżeto was zażyłem?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Pokazałeś nam odwrotną stronę medalu, odwrotną<br />
+stronę swego medalu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> To się znaczy, żem wam zdezerterował. Wybacz,<br />
+kochany Merkucio; miałem pilny interes, a w takim<br />
+przypadku człowiek może zgrzeszyć na polu uprzejmości.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> To się znaczy, że w takim przypadku człowiek<br />
+mógł być zniewolony zgiąć kolana.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Ma się rozumieć &mdash; z uprzejmości.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Bardzoś zgrabnie trafił w sedno.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> A ty bardzoś zgrabnie to wyłożył.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Ja bo jestem kwiatem uprzejmości.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Jeżeliś ty kwiatem, to moje trzewiki są w kwitnącym<br />
+stanie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Brawo! pielęgnuj mi ten dowcip, ażeby, skoro<br />
+ci się do reszty zedrze podeszwa u trzewików, twój<br />
+dowcip mógł tam po prostu figurować.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> O! godny zdartej podeszwy dowcipie! O! figuro<br />
+pełna prostoty, z powodu swego prostactwa!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Na pomoc, Benwolio! moje koncepta dech<br />
+tracą.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Pejczą je i ostrogą! pejczą je i ostrogą, inaczej<br />
+nazwę je hetkami.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Jeżeli twój dowcip poluje na dzikie gęsi, to<br />
+kapituluję; bo on ma więcej kwalifikacyi ku temu, niż<br />
+wszystkie moje umysłowe władze. Czy ja ci się zdaję<br />
+na to, żebym miał z gęsiami do czynienia?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Tyś mi się nigdy na nic nie zdał, wyjąwszy, kiedy<br />
+miałem do czynienia z gęsiami.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Za ten koncept ugryzę cię w ucho.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Chyba udziobiesz!
+</p>
+<p>
+<span class="pagenum"><a name="Page_39" id="Page_39">[39]</a></span>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Twój dowcip jest gorzką konfiturą, dyabelnie<br />
+ostrym sosem.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Stosownym do gęsi.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> To koncept z koźlej skórki, której cal da się<br />
+rozciągnać tak, że nim opaszesz całą głowę.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Rozciągnę go do wyrazu <span class="stagedir">głowę</span>, który połączywszy<br />
+z <i>gęsią</i>, będziesz miał gęsią głowę.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Nie jestże to lepiej, niż jęczeć z miłości? Teraz<br />
+to co innego; teraz mi jesteś towarzyskim, jesteś<br />
+Romeem, jesteś tem, czem jesteś; miłość zaś jest podobna<br />
+do owego gapia, co się szwenda, wywiesiwszy<br />
+język, szukając dziury, gdzieby mógł palec wścibić.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Stój! Stój!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Chcesz, aby się mój dowcip zastanowił w samym<br />
+środku weny?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Z obawy, abyś tej weny zbyt nie rozszerzył.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Mylisz się, właśnie byłem bliski ją ścieśnić, bo<br />
+jużem był doszedł do jej dna i nie miałem zamiaru<br />
+dłużej wyczerpywać materyi.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Patrzcie, co za dziwadła!</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Marta z Piotrem).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Żagiel! żagiel! żagiel!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Dwa, dwa: spodnie i spódnica.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Piotrze.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Piotr.</span> Słucham.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Piotrze, gdzie mój wachlarz?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Proszę cię, mój Piotrze, zakryj wachlarzem<br />
+twarz jejmości, bo z dwojga tego jej wachlarz jest<br />
+piękniejszy.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Życzę panom dnia dobrego.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Życzymy ci dobrego południa, piękna signoro.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Czy to już południe?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Nieinaczej; bo nieczysta ręka wskazówki na<br />
+kompasie trzyma już południe za ogon.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Chryste Panie! Cóż to za człowiek z waćpana?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Człowiek, którego Pan Bóg skazał na zepsucie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Dobrześ pan powiedział, na poczciwość! Nie wie<br />
+też czasem który z panów, gdziebym mogła znaleźć<br />
+młodego Romea?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Ja wiem czasem, ale młodego Romea znajdziesz<br />
+waćpani starszym, niż był, kiedyś go szukać zaczęła.<br />
+Jestem najmłodszy z tych, co noszą to imię w braku<br />
+gorszego.
+</p>
+<p>
+<span class="pagenum"><a name="Page_40" id="Page_40">[40]</a></span>
+<span class="charname">Marta.</span> Ach, to dobrze!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Możeż być dobrym to, co jest gorszem?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Jeżeli waćpan nim jesteś, to radabym z nim<br />
+pomówić sam na sam.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Zaprosi go na jakiś wieczorynek.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Pośredniczka to Wenery. Huź, ha!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Cóż to, czyś kota upatrzył?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Kotlinę, panie, nie kota; i to w starym piecu,<br />
+nie w polu.
+</p>
+<p>
+<span style="margin-left: 2em;">Bodaj to kotlina,</span><br />
+<span style="margin-left: 2em;">Gdzie siedzi kocina:</span><br />
+<span style="margin-left: 4em;">Ta nie osmali...</span><br />
+<span style="margin-left: 2em;">Lecz zmykaj, chudzino,</span><br />
+<span style="margin-left: 2em;">Przed taką kotliną,</span><br />
+<span style="margin-left: 4em;">Gdzie dyabeł pali!</span>
+</p>
+<p>
+Romeo, czy będziesz u ojca na obiedzie? My tam idziemy.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Pośpieszę za wami.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Do widzenia, starożytna damo; damo, damo,<br />
+damo! <span class="stagedir">(Wychodzą: Merkucio i Benwolio).</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Tak, tak, do widzenia! Co to za infamis, proszę<br />
+pana, co się tak poważył rozpuścić cugle swemu grubiaństwu?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Jest to panicz zakochany w swym języku, zdolny<br />
+wypowiedzieć więcej w ciągu jednej minuty, niż milczeć<br />
+przez cały miesiąc.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Jeżeli on na mnie co powiedział, dam ja mu, chociażby<br />
+był zuchwalszy, niż jest, i miał ze sobą dwudziestu<br />
+sobie podobnych drabów; a jeżeli mi ujdzie,<br />
+to znajdę takich, co to potrafią. A, hultaj! czy to ja<br />
+jestem jego kochanicą, jego poniewieradłem! <span class="stagedir">(Do Piotra).</span><br />
+I ty tu stałeś także i mogłeś ścierpieć, żeby mnie<br />
+lada gbur używał wedle upodobania za przedmiot<br />
+swych bezwstydnych żartów?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Piotr.</span> Nie widziałem jeszcze, żeby kto używał jejmości<br />
+wedle upodobania; gdybym był to widział, byłbym był<br />
+pewnie zaraz giwer wydobył, ręczę za to. Umiem się<br />
+najeżyć tak dobrze, jak kto inny, kiedy mam sposobność<br />
+po temu i prawo za sobą.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Dla Boga! tak jestem rozdrażniona, że się wszystko<br />
+we mnie trzęsie. A, hultaj! Otóż, proszę pana, tak jak<br />
+powiedziałam, młoda moja pani kazała mi się wywiedzieć<br />
+o panu; co mi kazała powiedzieć, to sobie zachowuję;<br />
+ale przedewszystkim oświadczam panu, że<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_41" id="Page_41">[41]</a></span>
+jeżelibyś ją osadził na koszu, jak to mówią, bo panienka,<br />
+o której mówię, jest młodą, i dlatego, gdybyś<br />
+ją pan wywiódł w pole, byłoby to tak ciężkim psikusem,<br />
+jaki tylko młodej panience można wyrządzić.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Pozdrów ją waćpani ode mnie, i powiedz, że jej<br />
+daję <span class="stagedir">rendez-vous</span>...
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Poczciwości! oświadczę jej to, oświadczę. Niebożę,<br />
+nie posiędzie się z radości.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Co jej waćpani chcesz oświadczyć? Nie wiesz, co<br />
+mówić miałem.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Oświadczę jej, że pan dajesz randewu; co jest,<br />
+jeżeli się nie mylę, ofiarą godną prawdziwego szlachcica.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Powiedz jej, aby, pod pozorem spowiedzi, przyszła<br />
+za parę godzin do celi Ojca Laurentego: tam ślub<br />
+weźmiemy. Oto masz waćpani za swoje trudy.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Nie, panie; ani fenika.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> No, no, bez ceremonii.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Za parę godzin więc; dobrze, nie zaniedba się<br />
+stawić.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Waćpani staniesz za murem klasztornym,<br />
+Tam ci mój człowiek przyniesie drabinkę<br />
+Z sznurków skręconą, która mi w noc późną<br />
+Do szczytu mego szczęścia wstęp ułatwi.<br />
+Bądź zdrowa! Wierność twa znajdzie nagrodę.<br />
+Poleć mię swojej młodej pani.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Niech wam Bóg błogosławi! Ale, ale...
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Cóż mi waćpani jeszcze powiesz?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Czy człowiek pański dobry do sekretu?<br />
+Bo gdzie się skrycie prowadzą układy,<br />
+Tam dwóch już, mówią, za wiele do rady.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Ręczę za niego: jest to wierność sama.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> A więc wszystko dobrze. Co też to za miłe stworzenie<br />
+ta moja panienka! Co to nie wyprawiało, jak<br />
+było małem! Chryste Panie! Ale, ale, jest tu na mieście<br />
+jeden pan, niejaki Parys: ten ma na nią dyabli<br />
+apetyt; ale ona, poczciwina, wolałaby patrzeć na bazyliszka,<br />
+niż na niego. Przekomarzam się z nią nieraz<br />
+i mówię, że ten Parys, to wcale przystojny mężczyzna;<br />
+wtedy ona, powiadam panu, za każdym razem aż blednie,<br />
+zupełnie tak jak ponsowa chusta na słońcu. Proszę<br />
+też pana, czy rozmaryn i Romeo nie zaczyna się<br />
+od takiej samej litery?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Nieinaczej: jedno i drugie od R.
+</p>
+<p>
+<span class="pagenum"><a name="Page_42" id="Page_42">[42]</a></span>
+<span class="charname">Marta.</span> Tak i mnie się zdawało, tylko Romeo inne ma<br />
+zakończenie. Co też ona o tem prawi, to jest o rozmarynie<br />
+i o panu: radabym, żebyś pan to słyszał.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Poleć jej służby moje.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Uczynię to, uczynię po tysiąc razy. &mdash; Piotrze!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Piotr.</span> Jestem.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Piotrze, naści mój wachlarz i idź przodem.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą).</p>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt2_Scena5"></a></p>
+<h3>SCENA V.</h3>
+
+<h4>Ogród Kapuletów.</h4>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Julia).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Dziewiąta biła, kiedym ją posłała;<br />
+Przyrzekła wrócić się za pół godziny.<br />
+Nie znalazła go może? Nie, to nie to.<br />
+Słabe ma nogi. Heroldem miłości<br />
+Powinnaby być myśl, która o dziesięć<br />
+Razy mknie prędzej, niż promienie słońca,<br />
+Kiedy z pochyłych wzgórków cień spędzają.<br />
+Niedarmo lotne gołębie są w cugach<br />
+Bóstwa miłości i niedarmo Kupid<br />
+Ma skrzydła z wiatrem idące w zawody.<br />
+Już teraz słońce jest w samej połowie<br />
+Dzisiejszej drogi swojej; od dziewiątej<br />
+Aż do dwunastej trzy już upłynęły<br />
+Długie godziny, a jeszcze jej niema.<br />
+Gdyby krew miała młodą i uczucia,<br />
+Jak piłka byłaby chyżą i lekką,<br />
+I słowa moje do mego kochanka,<br />
+A jego do mnie, w lot-by ją popchnęły;<br />
+Lecz starzy wcześnie są jakby nieżywi;<br />
+Jak ołów ciężcy, zimni, więc leniwi.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzą Marta i Piotr).</p>
+
+<p>
+Ha! otóż idzie. I cóż, złota nianiu?<br />
+Czyś się widziała z nim? Każ odejść słudze.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Idź, stań za progiem, Piotrze.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi Piotr).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Mów, droga, luba nianiu! Ależ przebóg!<br />
+Czemu tak smutno wyglądasz? Chociażbyś<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_43" id="Page_43">[43]</a></span>
+Złe wieści miała, powiedz je wesoło;<br />
+Jeśli zaś dobre przynosisz, ta mina<br />
+Fałszywy miesza ton do ich muzyki.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Tchu nie mam, pozwól mi trochę odpocząć;<br />
+Ach! moje kości! To był harc nielada!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Weź moje kości, a daj mi wieść swoją.<br />
+Mówże, mów prędzej, mów, nianiuniu droga.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Co za gwałt! Folguj dla Boga, choć chwilkę,<br />
+Czyliż nie widzisz, że ledwie oddycham?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Ledwie oddychasz, kiedy masz dość tchnienia<br />
+Do powiedzenia, że ledwie oddychasz?<br />
+To tłómaczenie się twoje jest dłuższe<br />
+Od wieści, której zwłokę nim tłómaczysz;<br />
+Maszli wieść dobrą czy złą? niech przynajmniej<br />
+Tego się dowiem, poczekam, na resztę;<br />
+Tylko mi powiedz: czy jest złą, czy dobrą?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Tak, tak, pięknyś panna wybór zrobiła! pannie<br />
+właśnie męża wybierać. Romeo! żal się Boże! Co mi<br />
+to za gagatek! Ma wprawdzie twarz gładszą, niż niejeden,<br />
+ale oczy, niech się wszystkie inne schowają; co<br />
+się zaś tyczy rąk i nóg, i całej budowy, chociaż o tem<br />
+niema co wspominać, przyznać trzeba, że nieporównane.<br />
+Nie jest to wprawdzie galant całą gębą, ale słodziuchny<br />
+jak baranek. No, no, dziewczyno! Bóg pomagaj!<br />
+A czy jedliście już obiad?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Nie. Ale o tem wszystkiem już wiedziałam.<br />
+Cóż o małżeństwie naszym mówił? powiedz.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Ach! jak mnie głowa boli! tak w niej łupie,<br />
+Jakby się miała w kawałki rozlecieć.<br />
+A krzyż! krzyż! biedny krzyż! niechaj waćpannie<br />
+Bóg nie pamięta, żeś mię posyłała,<br />
+Aby mi przez ten kurs śmierci przyśpieszyć.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Doprawdy, przykro mi, że jesteś słabą.<br />
+Nianiu, nianiuniu, nianiunieczko droga,<br />
+Powiedz mi, co ci mówił mój kochanek?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Mówił, jak dobrze wychowany młodzian,<br />
+Grzeczny, stateczny, a przytem, upewniam,<br />
+Pełen zacności. Gdzie waćpanny matka?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Gdzie moja matka? Gdzież ma być? jest w domu.<br />
+Co też nie pleciesz, nianiu: mój kochanek<br />
+<i>Mówił, jak dobrze wychowany młodzian,<br />
+Gdzie moja matka?</i>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> O, mój miły Jezu!<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_44" id="Page_44">[44]</a></span>
+Takżeś mi Aśćka w ukropie kąpana!<br />
+I takąż to jest maść na moje kości?<br />
+Bądźże na przyszłość sama sobie posłem.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> O męki! Co ci powiedział Romeo?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Masz pozwoleństwo iść dziś do spowiedzi?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Mam je.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Śpiesz więc do celi Ojca Laurentego;<br />
+Tam znajdziesz kogoś, co-ć pojmie za żonę.<br />
+Jak ci jagódki pokraśniały! Czekaj!<br />
+Zaraz je w szkarłat zmienię inną wieścią:<br />
+Idź do kościoła, ja tymczasem pójdę<br />
+Przynieść drabinkę, po której twój ptaszek<br />
+Ma się do gniazdka wśliznąć, jak się ściemni.<br />
+Jak tragarz, muszę być ci ku pomocy;<br />
+Ty za to ciężar dźwigać będziesz w nocy;<br />
+Idź; trza mi zjeść co po takim zmachaniu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Idę raj posiąść. Adieu, złota nianiu.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą).</p>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt2_Scena6"></a></p>
+<h3>SCENA VI.</h3>
+
+<h4>Cela Ojca Laurentego.</h4>
+
+<p class="stagedir">(Ojciec Laurenty i Romeo).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Oby ten święty akt był miły niebu,<br />
+I przyszłość smutkiem nas nie ukarała.<br />
+I zbytkiem smaku zabija apetyt.<br />
+Miarkuj więc miłość twoją: zbyt skwapliwy<br />
+Tak samo spóźnia się, jak zbyt leniwy.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Julia).</p>
+
+<p>
+Otóż i panna młoda. Mech najcieńszy<br />
+Nie ugiąłby się pod tak lekką stopą.<br />
+Kochankom mogłyby do jazdy służyć<br />
+Owe słoneczne pyłki, co igrają<br />
+Latem w powietrzu; tak lekką jest marność.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Amen! lecz choćby przyszedł nawał smutku,<br />
+Nie przeciwważyłby on tej radości,<br />
+Jaką mię darzy jedna przy niej chwila.<br />
+Złącz tylko nasze dłonie świętym węzłem;<br />
+Niech go śmierć potem przetnie, kiedy zechce:<br />
+Dość, że wprzód będę mógł ją nazwać moją.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny:<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_45" id="Page_45">[45]</a></span>
+Są one nakształt prochu zatlonego,<br />
+Co, wystrzeliwszy, gaśnie. Miód jest słodki,<br />
+Lecz słodkość jego graniczy z ckliwością
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Czcigodny spowiedniku, bądź pozdrowion.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Romeo, córko, podziękuje tobie<br />
+Za nas obydwu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Pozdrawiam go również,<br />
+By dzięki jego zbytnimi nie były.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> O! Julio, jeśli miara twej radości<br />
+Równa się mojej, a dar jej skreślenia<br />
+Większy od mego: to osłódź twym tchnieniem<br />
+Powietrze, i niech muzyka ust twoich<br />
+Objawi obraz szczęścia, jakie spływa<br />
+Na nas oboje w tem błogim spotkaniu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Czucie bogatsze w osnowę niż w słowa,<br />
+Pyszni się z swojej wartości, nie z ozdób;<br />
+Żebracy tylko rachują swe mienie.<br />
+Mojej miłości skarb jest tak niezmierny,<br />
+Że i pół sumy tej nie zdołam zliczyć.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Pójdźcie, załatwim rzecz w krótkich wyrazach,<br />
+Nie wprzód będziecie sobie zostawieni,<br />
+Aż was sakrament z dwojga w jedno zmieni.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą).</p>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="AKT_TRZECI" id="AKT_TRZECI"></a>AKT TRZECI.</h2>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt3_Scena1"></a></p>
+<h3>SCENA I.</h3>
+
+<h4>Plac publiczny.</h4>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzą: Benwolio, Merkucio, paź i słudzy).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Oddalmy się stąd, proszę cię, Merkucio.<br />
+Dzień dziś gorący, Kapuleci krążą;<br />
+Jak ich zdybiemy, nie unikniem zajścia,<br />
+Bo w tak gorące dni krew nie jest lodem.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Podobnyś do owego burdy, co, wchodząc do<br />
+winiarni rzuca szpadę i mówi: <span class="stagedir">Daj Boże, abym cię nie<br />
+potrzebował!</span> a po wypróżnieniu drugiego kubka dobywa<br />
+jej na dobywacza korków bez najmniejszej w świecie<br />
+potrzeby.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Masz mię za takiego burdę?
+</p>
+<p>
+<span class="pagenum"><a name="Page_46" id="Page_46">[46]</a></span>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Mam cię za tak wielkiego zawadiakę, jakiemu<br />
+chyba równy jest we Włoszech; bardziej zaiste skłonnego<br />
+do breweryi, niż do brewiarza.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Cóż dalej?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Gdybyśmy mieli dwóch takich, tobyśmy wkrótce<br />
+nie mieli żadnego, bo jeden-by drugiego zagryzł. Tyś<br />
+gotów człowieka napastować za to, że ma w brodzie<br />
+jeden włos mniej lub więcej od ciebie. Tyś gotów<br />
+napastować człowieka za to, że piwo pije, bo w tem<br />
+upatrzysz przytyk do swoich piwnych oczu, chociaż<br />
+żadne inne oko, jak piwne, nie upatrzyłoby w tem<br />
+przytyku. W twojej głowie tak się lęgną swary, jak<br />
+bekasy w ługu, toś też nieraz za to beknął i głowę ci<br />
+zmyto bez ługu. Pobiłeś raz człowieka za to, że<br />
+kaszlnął na ulicy i przebudził przez to twego psa,<br />
+który się wysypiał przed domem. Nie napastowałżeś<br />
+raz krawca za to, że wdział na siebie nowy kaftan<br />
+w dzień powszedni? kogoś innego za to, że miał stare<br />
+wstążki u nowych trzewików? I ty mię chcesz moralizować<br />
+za kłótliwość?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Gdybym był tak skory do kłótni, jak ty jesteś,<br />
+niktby mi życia na pięć kwadransów nie zaręczył.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Życie twoje przeszłoby zatem bez zaręczyn.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Tybalt z poplecznikami swymi).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Patrz, oto idą Kapuleci.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Zamknij oczy! Co mi do tego!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Tybalt</span> <span class="stagedir">(do swoich).</span> Pójdźcie tu, bo chcę z nimi się rozmówić.</p>
+<p class="stagedir">(Do tamtych).</p>
+
+<p>
+Mości panowie, słowo.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Słowo tylko?<br />
+I samo słowo? Połącz je z czemś drugiem,<br />
+Z pchnięciem naprzykład.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Tybalt.</span> Znajdziesz mię ku temu<br />
+Gotowym, panie, jeśli dasz okazyę.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Sam ją wziąć możesz bez mego dawania.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Tybalt.</span> Pan jesteś w dobrej harmonii z Romeem?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> W harmonii? Maszli nas za muzykusów!<br />
+Jeśli tak, to się nie spodziewaj słyszeć<br />
+Czego innego, jedno dysonanse.<br />
+Oto mój smyczek: zaraz ci on gotów<br />
+Zagrać do tańca. Patrzaj go! w harmonii!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Jesteśmy w miejscu publicznym, panowie;<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_47" id="Page_47">[47]</a></span>
+Albo usuńcie się gdzie na ustronie,<br />
+Albo też zimną krwią połóżcie tamę<br />
+Tej kłótni. Wszystkich oczy w nas wlepione.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Oczy są na to, ażeby patrzały;<br />
+Niech robią swoje, a my róbmy swoje.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Romeo).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Tybalt.</span> Z panem nic nie mam do mówienia. Oto<br />
+Nadchodzi właśnie ten, którego szukam.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Jeżeli szukasz guza, mogę ręczyć,<br />
+Że się z nim spotkasz.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Tybalt.</span> Romeo, nienawiść<br />
+Moja do ciebie nie może się zdobyć<br />
+Na lepszy wyraz jak ten: &mdash; jesteś podły.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Tybalcie, powód do kochania ciebie,<br />
+Jaki mam, tłumi gniew słusznie wzbudzony<br />
+Taką przemową. Nie jestem ja podły;<br />
+Bądź więc zdrów, widzę, że mię nie znasz.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Tybalt.</span> Smyku,<br />
+Nie zatrzesz takim tłumaczeniem obelg<br />
+Mi uczynionych: stań więc i wyjm szpadę.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Klnę się, żem nigdy obelg ci nie czynił;<br />
+Sprzyjam ci owszem bardziej, niżeś zdolny<br />
+Pomyśleć o tem, nie znając powodu.<br />
+Uspokój się więc, zacny Kapulecie,<br />
+Którego imię milsze mi, niż moje.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Spokojna, nędzna, niegodna submisyo!<br />
+<i>A la stoccata</i> wnet jej kres położy.</p>
+
+<p class="stagedir">(Dobywa szpady).</p>
+
+<p>
+Pójdź tu, Tybalcie, pójdź tu, dusiszczurze!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Tybalt.</span> Czego ten człowiek chce ode mnie?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Niczego, mój ty kocikrólu, chcę ci wziąć tylko<br />
+jedno życie z pomiędzy dziewięciu, jakie masz, abym<br />
+się niem trochę popieścił; a za nowym spotkaniem<br />
+uskubnąć ci i tamte ośm jedno po drugiem. Dalej!<br />
+wyciągnij za uszy szpadę z powijaka, inaczej moja<br />
+gwiźnie ci koło uszu, nim wyciągniesz swoją.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Tybalt.</span> Służę Waćpanu. <span class="stagedir">(Dobywa szpady).</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Merkucio, schowaj szpadę, jak mię kochasz.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Pokażno swoje <i>passado</i>.</p>
+
+<p class="stagedir">(Biją się).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Benwolio,<br />
+Rozdziel ich! Wstydźcie się, mości panowiel<br />
+Wybaczcie sobie. Tybalcie! Merkucio!<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_48" id="Page_48">[48]</a></span>
+Książę wyraźnie zabronił podobnych<br />
+Starć na ulicach. Merkucio! Tybalcie!</p>
+
+<p class="stagedir">(Tybalt odchodzi ze swoimi).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Zranił mię. Kaduk zabierz wasze domy!<br />
+Nie wybrnę z tego. Czy odszedł ten hultaj<br />
+I nie oberwał nic?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> <span style="margin-left: 6em;">Jestżeś raniony?</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Tak, tak, draśniętym trochę, ale rdzennie.<br />
+Gdzie mój paź? Chłopcze, biegnij po chirurga.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi paź).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Zbierz męstwo, rana nie musi być wielka.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Zapewne, nie tak głęboka, jak studnia,<br />
+Ani szeroka tak, jak drzwi kościelne,<br />
+Ale wystarcza w sam raz, ręczę za to.<br />
+Znajdziesz mię jutro spokojnym, jak trusia.<br />
+Już się dla tego świata na nic nie zdam.<br />
+Bierz licho wasze domy! Żeby taki<br />
+Pies, szczur, kot na śmierć zadrapał człowieka!<br />
+Taki cap, taki warchoł, taki ciura,<br />
+Co się bić umie jak z arytmetyki!<br />
+Po kiego czorta ci się było mieszać<br />
+Między nas! Zranił mię pod bokiem twoim.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Chciałem, Bóg widzi, jak najlepiej.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Merkucio.</span> Benwolio, pomóż mi wejść gdzie do domu.<br />
+Słabnę. Bierz licho oba wasze domy!<br />
+One mię dały na strawę robakom:<br />
+Będę nią i to wnet. Kaduk was zabierz!</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą Merkucio i Benwolio).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Ten dzielny człowiek, bliski krewny księcia,<br />
+I mój najlepszy przyjaciel, śmiertelny<br />
+Poniósł cios za mnie; moją dobrą sławę<br />
+Tybalt znieważył; Tybalt, który niema<br />
+Godziny jeszcze, jak został mym krewnym.<br />
+O, Julio! wdzięki twe mię zniewieściły<br />
+I z hartu zwykłej wyzuły mię siły.</p>
+
+<p class="stagedir">(Benwolio powraca).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Romeo, Romeo, Merkucio skonał!<br />
+Mężny duch jego uleciał wysoko,<br />
+Gardząc przedwcześnie swą ziemską powłoką.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Dzień ten fatalny, więcej takich wróży;<br />
+Gdy się raz zacznie złe, zwykle trwa dłużej.</p>
+
+<p class="stagedir">(Tybalt powraca).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Oto szalony Tybalt wraca znowu.
+</p>
+<p>
+<span class="pagenum"><a name="Page_49" id="Page_49">[49]</a></span>
+<span class="charname">Romeo.</span> On żyw! zwycięzca! a Merkucio trupem!<br />
+Precz pobłażliwa teraz łagodności!<br />
+Płomiennooka furyo, ty mną kieruj!<br />
+Tybalcie, odbierz nazad swoje <span class="stagedir">podły</span>;<br />
+Zwracam ci, co mi dałeś! Duch Merkucia<br />
+Wznosi się ponad naszemi głowami,<br />
+Dopominając się za swoją twojej.<br />
+Ty lub ja, albo oba musim legnąć.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Tybalt.</span> Nikczemny chłystku, tyś mu tu był druhem,<br />
+Bądźże i owdzie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> To się tym rozstrzygnie.</p>
+
+<p class="stagedir">(Walczą. Tybalt pada).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Romeo, uchodź, oddal się, uciekaj!<br />
+Rozruch się wszczyna i Tybalt nie żyje.<br />
+Nie stój jak wryty; jeśli cię schwytają,<br />
+Książę cię na śmierć skaże; chroń się zatem!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Jestem igraszką losu!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Prędzej! prędzej!</p>
+
+<p class="stagedir">(Romeo wychodzi).</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzą obywatele i t. d.).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Pierwszy obywatel.</span> Gdzie on? Gdzie uszedł zabójca Merkucia?<br />
+Zabójca Tybalt w którą uszedł stronę?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Tybalt tu leży.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pierwszy obywatel.</span> Za mną, mości panie;<br />
+W imieniu księcia każę-ć być posłusznym.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzą: książę z orszakiem, Monteki i Kapulet z małżonkami
+swymi i inne osoby).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Książę.</span> Gdzie są nikczemni sprawcy tej rozterki?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Dostojny książę, ja mogę objaśnić<br />
+Cały bieg tego nieszczęsnego starcia:<br />
+Oto tu leży, przez Romea zgładzon,<br />
+Zabójca twego krewnego, Merkucia.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Tybalt! mój krewny! syn mojego brata!<br />
+Boże! tak marnie zgładzony ze świata!<br />
+O mości książę, błagam twej opieki,<br />
+Niech za krew naszą odda krew Monteki.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Książę.</span> Benwolio, powiedz, kto ten spór zapalił?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Benwolio.</span> Tybalt, którego Romeo powalił.<br />
+Romeo darmo przekładał, jak próżną<br />
+Była ta kłótnia, przypominał zakaz<br />
+Waszej Książęcej Mości, ale wszystkie<br />
+Te przedstawienia, uczynione grzecznie,<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_50" id="Page_50">[50]</a></span>
+Spokojnym głosem, nawet w korny sposób,<br />
+Nie mogły wpłynąć na zawzięty umysł<br />
+Tybalta. Zamiast skłonić się do zgody,<br />
+Zwraca morderczą stal w Merkucia piersi,<br />
+Który, podobnież uniesiony, ostrze<br />
+Odpiera ostrzem i, uszedłszy śmierci,<br />
+Śle ją nawzajem Tybaltowi: ale<br />
+Bez skutku, dzięki zręczności tamtego.<br />
+Romeo woła: <span class="stagedir">&raquo;Hola! przyjaciele!<br />
+Stójcie! odstąpcie!&laquo;</span> i ramieniem szybszem<br />
+Od słów rozdziela skrzyżowane klingi,<br />
+Wpadając między nich; lecz w tejże chwili<br />
+Cios wymierzony z boku przez Tybalta<br />
+Przeciął Merkucia życie. Tybalt zniknął;<br />
+Wkrótce atoli ukazał się znowu,<br />
+Kiedy Romeo już był zemstą zawrzał.<br />
+Starli się w okamgnieniu, i nim szpadę<br />
+Wyjąć zdołałem, by wstrzymać tę zwadę,<br />
+Już mężny Tybalt poległ, wskroś przeszyty<br />
+Z ręki Romea, a Romeo uszedł.<br />
+Tak się rzecz miała: jeżelim się minął<br />
+Z prawdą bodajem ciężką śmiercią zginął.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> On jest Montekich krewnym, przywiązanie<br />
+Czyni go kłamcą, nie wierz mu, o panie!<br />
+Ich tu przynajmniej ze dwudziestu było;<br />
+Dwudziestu przeciw jednemu walczyło.<br />
+Sprawiedliwości, panie! Kto śmierć zadał,<br />
+Słuszna, by śmiercią za to odpowiadał.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Książę.</span> Tybalt ją zadał wprzód Merkuciuszowi,<br />
+Romeo jemu; któż słusznie odpowie?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Monteki.</span> Nie mój syn, panie; o, nie wyrzecz tego!<br />
+On był Merkucia najlepszym kolegą<br />
+I przyjacielem; w tem jedynie zgrzeszył,<br />
+Że Tybaltowi nieprawnie przyśpieszył<br />
+Rygoru prawa.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Książę.</span> I za ten-to błąd<br />
+Banitujemy go na zawsze stąd.<br />
+Z bliska mię wasze dotknęły niesnaski,<br />
+Skoro mój własny dom cierpi z ich łaski<br />
+Ale ja takie znajdę środki na nie,<br />
+Że wam spór każdy obmierzłym się stanie,<br />
+Wszelkie wykręty na nic się nie zdadzą:<br />
+Ni łzy, ni prośby winnym nie poradzą,<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_51" id="Page_51">[51]</a></span>
+Uprzedzam! Niechaj Romeo ucieka,<br />
+Bo gdy schwytany będzie, śmierć go czeka.<br />
+Każcie stąd zabrać te zwłoki. Łaskawość<br />
+Zbrodnią jest, kiedy oszczędza nieprawość.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą).</p>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt3_Scena2"></a></p>
+<h3>SCENA II.</h3>
+
+<h4>Pokój w domu Kapuletów.</h4>
+
+<p>(Julia sama).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Pędźcie, ognistokopyte rumaki.<br />
+Ku państwom Feba; oby nowy jaki<br />
+Faeton dodał wam bodźca i rączéj<br />
+Pognał was owdzie, gdzie się szlak dnia kończy!<br />
+Wierna kochankom nocy, spuść zasłonę,<br />
+By się wznieść mogły oczy w dzień spuszczone,<br />
+I w te objęcia niedostrzeżonego<br />
+Sprowadź, ach! sprowadź mi Romea mego!<br />
+Miłości świeci pod twą czarną krepą<br />
+Jej własna piękność, a jeśli jest ślepą,<br />
+Tem stosowniejszy mrok dla niej. O nocy!<br />
+Cicha matrono, w ciemnej twej karocy<br />
+Przybądź i naucz mię niemym wyrazem,<br />
+Jak się to traci i wygrywa razem<br />
+Wśród gry niewinnej dwojga serc dziewiczych;<br />
+Skryj w płaszcza twego zwojach tajemniczych<br />
+Krew, co mi do lic bije z głębi łona;<br />
+Aż nieświadoma miłość ośmielona<br />
+Za skromność weźmie czyn swej świadomości.<br />
+Przyjdź, ciemna nocy! Przyjdź, mój dniu w ciemności!<br />
+To twój blask, o mój luby, jaśnieć będzie<br />
+Na skrzydłach nocy, jak pióro łabędzie<br />
+Na grzbiecie kruka. Wstąp, o, wstąp w te progi!<br />
+Daj mi Romea, a po jego zgonie<br />
+Rozsyp go w gwiazdki! A niebo zapłonie<br />
+Tak, że się cały świat w tobie zakocha,<br />
+I czci odmówi słońcu. Ach, jam sobie<br />
+Kupiła piękny przybytek miłości,<br />
+A w posiadanie jego wejść nie mogę;<br />
+Nabytą jestem także, a nabywca<br />
+Jeszcze mię nie ma! Dzień ten ml nieznośny,<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_52" id="Page_52">[52]</a></span>
+Jak noc, co święto jakowe poprzedza,<br />
+Niecierpliwemu dziecku, które nowe<br />
+Dostało szaty, a nie może zaraz<br />
+W nie się przystroić. A! niania kochana</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Marta z drabinką sznurową w ręku).</p>
+
+<p>
+Niesie mi wieści o nim, a kto tylko<br />
+Wymawia imię Romea, ten boski<br />
+Ma dar wymowy. Cóż tam, moja nianiu?<br />
+Co to masz? Czy to ta drabinka, którą<br />
+Romeo przynieść kazał?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Tak, drabinka!</p>
+
+<p class="stagedir">(Rzuca ją).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Dlaboga! czego załamujesz ręce?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Ach! on nie żyje, nie żyje! nie żyje!<br />
+Biada nam! biada nam! wszystko stracone!<br />
+On zginął! on nie żyje! on zabity!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Możeż być niebo tak okrutnem?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Niebo<br />
+Nie jest okrutnem, lecz Romeo; on to,<br />
+On jest okrutnym. O Romeo! któżby<br />
+Się był spodziewał! Romeo! Romeo!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Cóżeś za szatan, że tak mię udręczasz?<br />
+Taki głos w piekle-by tylko brzmieć winien.<br />
+Czyliż Romeo odjął sobie życie?<br />
+Powiedz: <span class="stagedir">tak!</span> a te trzy litery gorszy<br />
+Jad będą miały, niż wzrok bazyliszka.<br />
+Jeżeli takie <span class="stagedir">tak</span> istnieje, Julia<br />
+Istnieć nie będzie; zawrą się na zawsze<br />
+Te usta, które to <span class="stagedir">tak</span> wywołały.<br />
+Zginąłli, powiedz: <span class="stagedir">tak</span>, jeżeli nie &mdash; <span class="stagedir">nie</span>;<br />
+W krótkich wyrazach zbaw albo mnie zabij.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Widziałam ranę na me własne oczy.<br />
+Boże, zmiłuj się nad nim, tu, tu oto,<br />
+Tu w samym środku mężnej jego piersi.<br />
+Straszny trup! straszny trup! blady, jak popiół;<br />
+Cały zbroczony, cały krwią zbryzgany,<br />
+Zgęstłą krwią: ażem wzdrygnęła się, patrząc.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> O pęknij, serce! pęknij w tym przeskoku<br />
+Z bogactw do nędzy! Do więzienia, wzroku!<br />
+Już ty nie zaznasz swobody uroku.<br />
+Jak nas na ziemi złączył jeden ślub,<br />
+Tak niech nas w ziemi złączy jeden grób!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Tybalcie! mój najlepszy przyjacielu!<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_53" id="Page_53">[53]</a></span>
+Luby Tybalcie! dziarski, walny chłopcze!<br />
+Czemuż mi, czemuż przyszło przeżyć ciebie?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Cóż to za wicher dmie z dwóch stron przeciwnych?<br />
+Romeo zginął? i Tybalt zabity?<br />
+Ogłoś więc, straszna trąbo, koniec świata!<br />
+Bo gdzież są żywi, gdy ci dwaj nie żyją?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Tybalt nie żyje, Romeo wygnany.<br />
+Romeo zabił go, jest więc wygnany.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Boże! Romeo przelał krew Tybalta?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> On to, niestety, on, on to uczynił.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> O serce żmii pod kwiecistą maską!<br />
+Kryłże się kiedy smok w tak pięknym lochu?<br />
+Luby tyranie, anielski szatanie!<br />
+Kruku w gołębich pierzach! wilku w runie!<br />
+Nikczemny wątku w niebiańskiej postaci!<br />
+We wszystkim sprzeczny z tem, czem się wydajesz:<br />
+Szlachetny zbrodniu! potępieńcze święty!<br />
+O, cóżeś miała do czynienia w piekle,<br />
+Naturo, kiedyś taki duch szatański<br />
+W raj tak pięknego ciała wprowadziła?<br />
+Byłaż gdzie książka tak ohydnej treści<br />
+W oprawie tak ozdobnej? Trzebaż, aby<br />
+Fałsz zamieszkiwał tak przepyszny pałac!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Niema czci, niema wiary, niema prawdy,<br />
+Niema sumienia w ludziach; sama zmienność,<br />
+Sama przewrotność, chytrość i obłuda.<br />
+Pietrze! dajno mi trochę akwawity.<br />
+Te smutki, te zgryzoty, te cierpienia<br />
+Robią mię starą. Przeklęty Romeo!<br />
+Hańba mu!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Bodaj ci język oniemiał<br />
+Za to przekleństwo! Romeo nie zrodzon<br />
+Do hańby; hańba-by wstydem spłonęła<br />
+Na jego czole, bo ono jest tronem,<br />
+Na którym honor śmiałoby mógł zostać<br />
+Koronowanym na monarchę świata.<br />
+O, jakże mogłam mu złorzeczyć!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Chceszże<br />
+Zbójcę krewnego twego uniewinniać?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Mamże potępiać mojego małżonka?<br />
+O biedny! któżby popieścił twe imię,<br />
+Gdybym ja, od trzech godzin twoja żona,<br />
+Miała je szarpać? Ależ, niegodziwy,<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_54" id="Page_54">[54]</a></span>
+Za co ty mego zabiłeś krewnego!<br />
+Za to, że krewny niegodziwy zabić<br />
+Chciał mego męża. Precz, precz, łzy niewczesne!<br />
+Spłyńcie do źródła, które was wydało;<br />
+Dań waszych kropel przypada żalowi,<br />
+A nie radości, której ją płacicie,<br />
+Mój mąż, co Tybalt go chciał zabić, żyje,<br />
+A Tybalt, co chciał zabić mego męża,<br />
+Śmierć poniósł; w tem pociecha. Czegóż płaczę?<br />
+Ha! doszło do mych uszu coś gorszego,<br />
+Niż śmierć Tybalta; co mię wskroś przeszyło.<br />
+Chętniebym o tem zapomniała, ale<br />
+To coś wcisnęło się tak w moją pamięć,<br />
+Jak karygodny czyn w umysł grzesznika.<br />
+<i>Tybalt nie żyje &mdash; Romeo wygnany!</i><br />
+To jedno słowo: &raquo;wygnany&laquo;, zabiło<br />
+Tysiąc Tybaltów. Śmierć Tybalta była<br />
+Sama już przez się dostatecznym ciosem;<br />
+Jeśli zaś ciosy lubią towarzystwo<br />
+I gwałtem muszą mieć za sobą świtę,<br />
+Dlaczegóż w ślad tych słów: <i>Tybalt nie żyje!</i><br />
+Nie nastąpiło: twój ojciec nie żyje,<br />
+Lub matka, albo i ojciec i matka?<br />
+Żal byłby wtenczas nie tyle ogólny;<br />
+Lecz gdy Tybalta śmierć ma za następstwo<br />
+To przeraźliwe: <i>Romeo wygnany!</i><br />
+O, jednocześnie z tym wykrzykiem Tybalt,<br />
+Matka i ojciec, Romeo i Julia,<br />
+Wszyscy nie żyją. Romeo wygnany!<br />
+Z zbójczego tego wyrazu płynąca<br />
+Śmierć nie ma granic, ni miary, ni końca,<br />
+I żaden język nie odda boleści,<br />
+Jaką to straszne słowo w sobie mieści.<br />
+Gdzie moja matka i ojciec?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Przy zwłokach<br />
+Tybalta jęczą i łzy wylewają.<br />
+Chcesz tam panienka iść, to zaprowadzę.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Nie mnie oblewać łzami jego rany:<br />
+Moich przedmiotem Romeo wygnany.<br />
+Weź tę drabinkę. Biedna ty plecionko!<br />
+Ty zawód dzielisz z Romea małżonką;<br />
+Obie nas chybił los oczekiwany,<br />
+Bo on wygnany, Romeo wygnany!<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_55" id="Page_55">[55]</a></span>
+Ty pozostajesz puścizną jałową,<br />
+A ja w panieńskim stanie jestem wdową.<br />
+Pójdź, nianiu, prowadź mię w małżeńskie łoże,<br />
+Nie mąż, już tylko śmierć w nie wstąpić może.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Czekajno, pójdę sprowadzić Romea,<br />
+By cię pocieszył. Wiem, gdzie on jest teraz.<br />
+Nie płacz: użyjem jeszcze tych plecionek,<br />
+I twój Romeo wnet przed tobą stanie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> O, znajdź go! daj mu w zakład ten pierścionek<br />
+I na ostatnie proś go pożegnanie.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą).</p>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt3_Scena3"></a></p>
+<h3>SCENA III.</h3>
+
+<h4>Cela Ojca Laurentego.</h4>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi O. Laurenty i Romeo).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty</span> <span class="stagedir">(wchodząc)</span>. Romeo! Pójdź tu, pognębiony człeku!<br />
+Smutek zakochał się w umyśle twoim,<br />
+I poślubiony jesteś niefortunnie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Cóż tam, cny ojcze? Jakiż wyrok księcia?<br />
+I jakaż dola nieznana ma zostać<br />
+Mą towarzyszką?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Zbyt już oswojony<br />
+Jest mój syn drogi z takim towarzystwem.<br />
+Przynoszę-ć wieści o wyroku księcia.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Jakiżby mógł być łaskawszy, prócz śmierci?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Z ust jego padło łagodniejsze słowo:<br />
+Wygnanie ciała, nie śmierć ciała, wyrzekł.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Wygnanie? Zmiłuj się, jeszcze śmierć dodaj!<br />
+Wygnanie bowiem wygląda okropniej,<br />
+Niż śmierć. Zaklinam cię, nie mów: wygnanie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Wygnany jesteś z obrębu Werony,<br />
+Zbierz męstwo, świat jest długi i szeroki.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Zewnątrz Werony niema, niema świata,<br />
+Tylko tortury, czyściec, piekło samo!<br />
+Stąd być wygnanym, jest to być wygnanym<br />
+Ze świata; być zaś wygnanym ze świata,<br />
+Jest to śmierć ponieść; wygnanie jest zatem<br />
+Śmiercią barwioną. Mieniąc śmierć wygnaniem,<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_56" id="Page_56">[56]</a></span>
+Złotym toporem ucinasz mi głowę,<br />
+Z uśmiechem patrząc na ten cios śmiertelny.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> O ciężki grzechu! O, niewdzięczne serce!<br />
+Błąd twój pociąga z prawa śmierć za sobą:<br />
+Książę, ujmując się jednak za tobą,<br />
+Prawo życzliwie usuwa na stronę,<br />
+I groźny wyraz: śmierć, w wygnanie zmienia.<br />
+Łaska to, i ty tego nie uznajesz?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Katusza to, nie łaska. Niebo tu jest,<br />
+Gdzie Julia żyje; lada pies, kot, lada<br />
+Mysz marna, lada nikczemne stworzenie<br />
+Żyje tu w niebie, może na nią patrzeć,<br />
+Tylko Romeo nie może. Mdła mucha<br />
+Więcej ma mocy, więcej czci i szczęścia,<br />
+Niźli Romeo; jej wolno dotykać<br />
+Białego cudu, drogiej ręki Julii,<br />
+I nieśmiertelne z ust jej kraść zbawienie;<br />
+Z tych ust, co pełne westalczej skromności<br />
+Bez przerwy płoną i pocałowanie<br />
+Grzechem być sądzą; mucha ma tę wolność,<br />
+Ale Romeo nie ma: on wygnany.<br />
+I mówisz, że wygnanie nie jest śmiercią?<br />
+Nie maszli żadnej trucizny, żadnego<br />
+Ostrza, żadnego środka nagłej śmierci,<br />
+Aby mię zabić, tylko ten fatalny<br />
+Wyraz &mdash; wygnanie? O księże, złe duchy<br />
+Wyją, gdy w piekle usłyszą ten wyraz:<br />
+I tyż masz serce, ty, święty spowiednik,<br />
+Rozgrześca grzechów i szczery przyjaciel,<br />
+Pasy drzeć ze mnie tem słowem: wygnanie?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Sentymentalny szaleńcze, posłuchaj!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Znowu mi będziesz prawił o wygnaniu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Dam ci broń przeciw temu wyrazowi;<br />
+Balsamem w przeciwnościach &mdash; filozofia;<br />
+W tej więc otuchę czerp, będąc wygnanym.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Wygnanym jednak! &mdash; o, precz z filozofią!<br />
+Czyż filozofia zdoła stworzyć Julię?<br />
+Przestawić miasto? Zmienić wyrok księcia?<br />
+Nic z niej: bezsilna ona, nie mów o niej.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Szaleni są więc głuchymi, jak widzę.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Jak mają nie być, gdy mądrzy nie widzą.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Dajże mi mówić; przyjm słowa rozsądku.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Nie możesz mówić tam, gdzie nic nie czujesz.<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_57" id="Page_57">[57]</a></span>
+Bądź jak ja młodym, posiądź miłość Julii,<br />
+Zaślub ją tylko co, zabij Tybalta,<br />
+Bądź zakochanym jak ja i wygnanym<br />
+A wtedy będziesz mógł mówić; o, wtedy<br />
+Będziesz mógł sobie z rozpaczy rwać włosy<br />
+I rzucać się na ziemię, jak ja teraz,<br />
+Na grób zawczasu biorąc sobie miarę.</p>
+
+<p class="stagedir">(Rzuca się na ziemię. Słychać kołatanie).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Cicho, ktoś puka; ukryj się, Romeo.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Nie; chyba para powstała z mych jęków,<br />
+Jak mgła, ukryje mię przed ludzkim wzrokiem.</p>
+
+<p class="stagedir">(Kołatanie).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Słyszysz? pukają znowu. Kto tam? Powstań,<br />
+Powstań, Romeo! Chcesz być wziętym? Powstań;</p>
+
+<p class="stagedir">(Kołatanie).</p>
+
+<p>
+Wnijdź do pracowni mojej. Zaraz, zaraz.<br />
+Cóż to za upór!</p>
+
+<p class="stagedir">(Kołatanie).</p>
+
+<p>
+<span style="margin-left: 8.5em;">Idę, idę, któż to</span><br />
+Tak na gwałt puka? Skąd wy? Czego chcecie?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta</span> <span class="stagedir">(zewnątrz).</span> Wpuśćcie mię, wnet się o wszystkim dowiecie.<br />
+Julia przysyła mię.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Witajże, witaj.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Marta).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> O! świętobliwy ojcze, powiedz, proszę,<br />
+Gdzie jest mąż mojej pani, gdzie Romeo?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Tu, na podłodze, łzami upojony.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Ach, on jest właśnie w stanie mojej pani,<br />
+Właśnie w jej stanie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> <span style="margin-left: 2.5em;">Nieszczęsna sympatio!</span><br />
+Smutne zbliżenie!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> <span style="margin-left: 4em;">I ona tak leży</span><br />
+Płacząc i łkając, szlochając i płacząc.<br />
+Powstań pan, powstań, jeśli jesteś mężem!<br />
+O, powstań, podnieś się, przez wzgląd na Julię!<br />
+Dlaczego dać się przygnębiać tak srodze?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Marto!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Ach, panie! Wszystko na tym świecie<br />
+Kończy się śmiercią.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Mówiłaś o Julii?<br />
+Cóż się z nią dzieje? O, pewnie mię ona<br />
+Ma za mordercę zakamieniałego,<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_58" id="Page_58">[58]</a></span>
+Kiedym mógł naszych rozkoszy dzieciństwo<br />
+Splamić krwią, jeszcze tak bliską jej własnej,<br />
+Gdzie ona? Jak się miewa i co mówi<br />
+Na zawód w świeżo błysłym nam zawodzie?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Nic, tylko szlocha i szlocha i szlocha;<br />
+To się na łóżko rzuca, to powstaje,<br />
+To woła: Tybalt!, to krzyczy: Romeo!<br />
+I znowu pada.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Jak gdyby to imię,<br />
+Z śmiertelnej paszczy działa wystrzelone,<br />
+Miało ją zabić, tak jak jej krewnego<br />
+Zabiła ręka tego, co je nosi.<br />
+O! powiedz, powiedz mi, ojcze, przez litość,<br />
+W którym zakątku tej nędznej budowy<br />
+Mieszka me imię; powiedz, abym zburzył<br />
+To nienawistne siedlisko.</p>
+
+<p class="stagedir">(Dobywa miecza).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Stój! Wstrzymaj<br />
+Dłoń rozpaczliwą! Czy jesteś ty mężem?<br />
+Postać wskazuje twoja, że nim jesteś;<br />
+Łzy twe niewieście, dzikie twoje czyny<br />
+Cechują wściekłość bezrozumną zwierza.<br />
+W pozornym mężu ukryta niewiasto!<br />
+Zwierzu, przybrany w pozór tego dwojga!<br />
+Ty mnie w zdumienie wprawiasz. Jakem kapłan!<br />
+Myślałem, że masz więcej hartu w sobie.<br />
+Tybaltaś zabił, chcesz zabić sam siebie.<br />
+I przez haniebny ten na siebie zamach<br />
+Zabić chcesz także tę, co żyje tobą?<br />
+Przecz tak uwłaczasz swemu urodzeniu,<br />
+Niebu i ziemi, skoro urodzenie,<br />
+Niebo i ziemia ci się śmieją? Wstydź się!<br />
+Krzywdzisz swą postać, swą miłość, swój rozum,<br />
+Boś ty jak lichwiarz bogaty w to wszystko,<br />
+Ale niczego tego nie używasz<br />
+W sposób mogący te dary ozdobić.<br />
+Kształtna twa postać jest figurą z wosku,<br />
+Skoro nie z męską cnotą idzie w parze;<br />
+Miłość twa w gruncie czczem krzywoprzysięstwem,<br />
+Skoro chcesz zabić tę, którejś ją ślubił.<br />
+Twój rozum, chluba kształtów i miłości,<br />
+Niezręczny w korzystaniu z tego dwojga,<br />
+Jest jak proch w flaszce płochego żołnierza,<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_59" id="Page_59">[59]</a></span>
+Co się zapala z własnej jego winy<br />
+I razi tego, którego miał bronić.<br />
+Otrząś się, człeku! Julia twoja żyje;<br />
+Julia, dla której umrzeć byłeś gotów;<br />
+W temeś szczęśliwy. Tybalt chciał cię zabić,<br />
+Tyś jego zabił; w tem szczęśliwyś także.<br />
+Prawo, grożące ci śmiercią, zamienia<br />
+Śmierć na wygnanie, i w temeś szczęśliwy.<br />
+Stosy na głowie błogosławieństw dźwigasz,<br />
+Szczęście najwabniej wdzięczy się do ciebie,<br />
+A ty, jak dziewka zepsuta, kapryśna,<br />
+Fochasz się na tę szczodrotę fortuny.<br />
+Strzeż się, bo tacy marnie umierają.<br />
+Terazże idź do żony, jak to było<br />
+Wprzód umówione, i pociesz niebogę.<br />
+Pomnij wyjść jednak przed wart rozstawieniem;<br />
+Bo później przejść-byś nie mógł do Mantui,<br />
+Gdzie masz przebywać tak długo, aż znajdziem<br />
+Czas do odkrycia waszego małżeństwa,<br />
+Do pojednania waszych nieprzyjaciół,<br />
+Do przebłagania księcia, naostatek<br />
+Do sprowadzenia cię nazad, z radością<br />
+Dziesięćkroć sto tysięcy razy większą,<br />
+Niż teraźniejszy twój smutek. Waćpani<br />
+Idź naprzód; pozdrów ode mnie swą panią;<br />
+I każ jej naglić wszystkich do spoczynku,<br />
+Ku czemu żal ich ułatwi namowę,<br />
+Romeo przyjdzie niebawem.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> <span style="margin-left: 8em;">O panie!</span><br />
+Mogłabym całą noc stać tu i słuchać,<br />
+Co też to może nauczoność! Biegnę<br />
+Uprzedzić moją panią, że pan przyjdziesz.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Idź, proś ją, niech się gotuje mię zgromić.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Oto pierścionek, który mi kazała<br />
+Doręczyć panu. Spiesz się pan, już późno.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi Marta).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> O, jakże mi ten dar dodał otuchy!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Idź już; dobranoc! a pamiętaj<br />
+Wyjść jeszcze dzisiaj, nim zaciągną warty,<br />
+Albo w przebraniu wyjść jutro o świcie.<br />
+Osiądź w Mantui. Jeden z naszych braci<br />
+Nosić ci będzie od czasu do czasu<br />
+Zawiadomienie o każdym wypadku,<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_60" id="Page_60">[60]</a></span>
+Jaki na twoją korzyść tu się zdarzy.<br />
+Daj rękę; późno już, bądź zdrów, dobranoc.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Gdyby nie radość, co mię czeka, wczesny<br />
+Ten rozdział z tobą byłby zbyt bolesny.<br />
+Żegnam cię, ojcze.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą).</p>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt3_Scena4"></a></p>
+<h3>SCENA IV.</h3>
+
+<h4>Pokój w domu Kapuletów.</h4>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzą: Kapulet, pani Kapulet i Parys).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Tak smutny, panie, dotknął nas wypadek,<br />
+Żeśmy nie mieli czasu mówić z Julią.<br />
+Krewny nasz, Tybalt, był jej nader drogim,<br />
+Nam także, ale rodzim się, by umrzeć.<br />
+Dziś ona już nie zejdzie, bo już późno.<br />
+Gdyby nie twoje, hrabio, odwiedziny,<br />
+Ja sam-bym w łóżku był już od godziny.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Parys.</span> Pora żałoby nie sprzyja zalotom;<br />
+Dobranoc, pani, poleć mnie swej córce.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Najchętniej, zaraz jutro ją wybadam;<br />
+Na dziś zamknęła się, by żal swój spłakać.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Hrabio, za miłość naszego dziecięcia<br />
+Mogę ci ręczyć; mniemam, że się skłoni<br />
+Do mych przełożeń, co więcej, nie wątpię.<br />
+Pójdź do niej, żono, nim się spać położysz;<br />
+Oznajm jej cnego Parysa zamiary<br />
+I powiedzże jej, uważasz, iż w środę...<br />
+Zaczekaj, cóż to dzisiaj?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Parys.</span> <span style="margin-left: 7em;">Poniedziałek.</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> A! poniedziałek! Zawcześnie we środę;<br />
+Odłóżmy to na czwartek; w ten więc czwartek<br />
+Zostanie żoną szlachetnego hrabi.<br />
+Będzieszli gotów? Czy ci to dogadza?<br />
+Cicho się sprawim; jeden, dwóch przyjaciół...<br />
+Gdybyśmy bowiem po tak świeżej stracie<br />
+Bardzo hulali, ludzie, widzisz, hrabio,<br />
+Mogliby myśleć, że za lekko bierzem<br />
+Zgon tak bliskiego krewnego; dlatego<br />
+Wezwiem przyjaciół z jakie pół tuzina,<br />
+I na tem koniec. Cóż mówisz na czwartek?
+</p>
+<p>
+<span class="pagenum"><a name="Page_61" id="Page_61">[61]</a></span>
+<span class="charname">Parys.</span> Radbym, o panie, żeby już był jutro.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> To dobrze. Bądź nam zdrów. A więc we czwartek.<br />
+Wstąpże do Julii, żono, nim spać pójdziesz;<br />
+Przygotuj ją do ślubu. Bądź zdrów, hrabio.<br />
+Światła! hej! światła do mego pokoju!<br />
+Tak już jest późno, żebyśmy nieledwie<br />
+Mogli powiedzieć: tak rano. Dobranoc.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą).</p>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt3_Scena5"></a></p>
+<h3>SCENA V.</h3>
+
+<h4>Pokój Julii.</h4>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Romeo i Julia).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Chcesz już iść? Jeszcze ranek nie tak bliski,<br />
+Słowik to, a nie skowronek się zrywa<br />
+I śpiewem przeszył trwożne ucho twoje.<br />
+Co noc on śpiewa owdzie na gałązce<br />
+Granatu: wierzaj mi, że to był słowik.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Skowronek to, ów czujny herold ranku,<br />
+Nie słowik; widzisz te zazdrosne smugi,<br />
+Co tam na wschodzie złocą chmur krawędzie?<br />
+Pochodnie nocy już się wypaliły<br />
+I dzień się wspina raźnie na gór szczyty.<br />
+Chcąc żyć, iść muszę, lub zostając &mdash; umrzeć.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Owo światełko nie jest świtem; jest to<br />
+Jakiś meteor od słońca wysłany,<br />
+Aby ci służył w noc za przewodnika<br />
+I do Mantui rozjaśniał ci drogę;<br />
+Zostań więc, nie masz potrzeby się spieszyć.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Niech mię schwytają, na śmierć zaprowadzą,<br />
+Rad temu będę, bo Julia chce tego.<br />
+Nie, ten brzask nie jest zapowiedzią ranku,<br />
+To tylko blady odblask lica Luny;<br />
+To nie skowronek, co owdzie piosenką<br />
+Bijąc w niebiosa, wznosi się nad nami.<br />
+Więcej mię względów skłania tu pozostać,<br />
+Niż nagle odejść. O, śmierci, przybywaj!<br />
+Chętnie cię przyjmę, bo Julia chce tego.<br />
+Cóż, luba? prawda, że jeszcze nie dnieje?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> O, dnieje, dnieje! Idź, spiesz się, uciekaj!<br />
+Głos to skowronka brzmi tak przeraźliwie<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_62" id="Page_62">[62]</a></span>
+I niestrojnymi, ostrymi dźwiękami<br />
+Razi me ucho. Mówią, że skowronek<br />
+Miło wywodzi; z tym się ma przeciwnie,<br />
+Bo on wywodzi nas z objęć wzajemnych.<br />
+Skowronek, mówią, z obrzydłą ropuchą<br />
+Zamienił oczy, o, radabym teraz,<br />
+Żeby był także i głos z nią zamienił,<br />
+Bo ten głos, w smutnej rozstania potrzebie,<br />
+Dzień przywołując, wywołuje ciebie.<br />
+Idź już, idź: ciemność coraz to się zmniejsza.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> A dola nasza coraz to ciemniejsza!
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Marta).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Pst! pst!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> <span style="margin-left: 5em;">Co?</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> <span style="margin-left: 6em;">Starsza pani tu nadchodzi.</span><br />
+Dzień świta. Baczność, bo się narazicie!
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> O, okno, wpuśćże dzień, a wypuść życie!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo</span> <span class="stagedir">(wychodząc przez okno).</span><br />
+Bądź zdrowa! Jeszcze jeden uścisk krótki.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Już idziesz; o mój drogi! mój milutki!<br />
+Muszę mieć co dzień wiadomość o tobie;<br />
+A każda chwila równą będzie dobie.<br />
+Zgrzybieję licząc podług tej rachuby,<br />
+Nim cię zobaczę znowu, o mój luby.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Ilekroć będę mógł, tylekroć twoję<br />
+Drogą troskliwość pewnie zaspokoję.</p>
+
+<p class="stagedir">(Znika za oknem).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Jak myślisz, czy się znów ujrzymy kiedy?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Nie wątpię o tem, najmilsza, a wtedy<br />
+Wszystkie cierpienia nasze kwiatem tkaną<br />
+Kanwą do słodkich rozmów nam się staną.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Boże! przeczuwam jakąś ciężką dolę;<br />
+Wydajesz mi się teraz tam na dole,<br />
+Jak trup, z którego znikły życia ślady.<br />
+Czy mię wzrok myli? Jakiżeś ty blady!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> I twoja także twarz jak pogrobowa.<br />
+Smutek nas trawi. Bądź zdrowa! bądź zdrowa!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia</span> <span class="stagedir">(odstępując od okna).</span> O losie! ludzie mienią cię niestałym;<br />
+Toż więc przez zawiść tylko prześladujesz<br />
+Tych, co kochają stale? Bądź niestały,<br />
+Bo wtedy będę mogła mieć nadzieję,<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_63" id="Page_63">[63]</a></span>
+Ze go niedługo będziesz zatrzymywał<br />
+I wrócisz nazad.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet</span> <span class="stagedir">(za sceną).</span> Julio! czyś już wstała?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Któż to mię woła? Głos-że to mej matki?<br />
+Nie spałaż ona, czy wstała tak rano?<br />
+Jakiż niezwykły powód ją sprowadza?</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi pani Kapulet).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Jak się masz, Julciu?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Niedobrze mi, matko!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Wciąż jeszcze płaczesz nad stratą Tybalta?<br />
+Chceszże go łzami dobyć z grobu? Choćbyś<br />
+Dopięła tego, wskrzesić go nie zdołasz.<br />
+Przestań więc: pewien żal może dowodzić<br />
+Wielkiej miłości, ale wielkość żalu<br />
+Dowodzi pewnej płytkości pojęcia.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Trudno na taką stratę nie być czułą.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Tak, ale płacząc, czujesz tylko stratę,<br />
+Nie tego, po kim płaczesz, moje dziecko.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Tak czując stratę, mogę tylko płakać.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Przyznaj się jednak, że nie tyle płaczesz<br />
+Nad jego śmiercią, jako raczej nad tem,<br />
+Że jeszcze żyje ten łotr, co go zabił.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Jaki łotr, pani?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Tenci łotr, Romeo.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> On i łotr żyją daleko od siebie.<br />
+Przebacz mu, Boże, tak jak ja przebaczam.<br />
+A przecież niema na świecie człowieka,<br />
+Któryby bardziej ciężył mi na sercu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Że mimo swoich niecnót jeszcze żyje.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Że go nie mogę dosiąc tym ramieniem,<br />
+Radabym sama módz się na nim zemścić.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Dozna on zemsty; nie troszcz się i nie płacz,<br />
+Zlecę ja pewnej osobie w Mantui,<br />
+Gdzie ten wygnany renegat się schronił,<br />
+Dać mu traktament tak zniewalający,<br />
+Że wnet pośpieszy za Tybaltem. Wtedy<br />
+Będziesz, spodziewam się, zaspokojoną.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Nie zaspokoi mię Romeo nigdy,<br />
+Dopóki tylko żyć będzie; tak silnie<br />
+Boleść po krewnym rozjątrza mi serce.<br />
+O, pani, jeśli tylko znajdziesz kogo,<br />
+Co się podejmie podać mu truciznę,<br />
+Ja ją przyrządzę, by po jej wypiciu<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_64" id="Page_64">[64]</a></span>
+Romeo zasnąć mógł jak najspokojniej.<br />
+Jakże mię korci słyszeć jego imię,<br />
+I nie módz zaraz dostać się do niego,<br />
+By przywiązaniu memu do Tybalta<br />
+Dać odwet na tym, co go zamordował.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Znajdź ty sposoby, ja znajdę człowieka.<br />
+Terazże mam ci udzielić, dziewczyno,<br />
+Wesołych nowin.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> <span style="margin-left: 4em;">Wesołe nowiny</span><br />
+Pożądanymi są w tak smutnych czasach.<br />
+Jakaż tych nowin treść, kochana matko?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Masz troskliwego ojca, moje dziecię;<br />
+On to, ażeby smutek twój rozproszyć,<br />
+Umyślił i wyznaczył dzień na radość,<br />
+Tak dla cię jak i dla mnie niespodzianą.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Cóż to za radość, matko? mogęż wiedzieć?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Ta a nie inna, że w ten czwartek z rana<br />
+Piękny, szlachetny, młody hrabia Parys<br />
+Ma cię uczynić szczęśliwą małżonką<br />
+W świętego Piotra kościele.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> <span style="margin-left: 8.5em;">Na kościół</span><br />
+Świętego Piotra i Piotra samego!<br />
+Nigdy on, nigdy tego nie uczyni!<br />
+Żdumiewa mię ten pośpiech. Mam iść za mąż,<br />
+Nim ten, co moim ma być mężem, zaczął<br />
+Starać się o mnie, nim mi się dał poznać?<br />
+Proszę cię, matko, powiedz memu ojcu,<br />
+Że jeszcze nie chcę iść za mąż, a gdybym<br />
+Koniecznie miała iść, to bym wolała<br />
+Pójść za Romea, który, jak wiesz dobrze,<br />
+Jest mi z całego serca nienawistny,<br />
+Niż za Parysa. Ha! to mi nowina!</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Kapulet i Marta).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Oto twój ojciec; powiedz mu to sama:<br />
+Zobaczym, jak on przyjmie twą odpowiedź.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Kiedy dzień kona, niebo spuszcza rosę;<br />
+Ale po skonie naszego krewnego<br />
+Pada ulewny deszcz. Cóż to, dziewczyno?<br />
+Czy jesteś cebrem? Ciągle jeszcze we łzach?<br />
+Ciągłe wezbranie? W małej swej istotce<br />
+Przedstawiasz obraz łodzi, morza, wiatru:<br />
+Bo twoje oczy, jakby morze, ciągle<br />
+Falują łzami; biedne twoje ciało<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_65" id="Page_65">[65]</a></span>
+Jak łódź żegluje po tych słonych falach.<br />
+Wiatrem nakoniec są westchnienia twoje,<br />
+Które, ze łzami walcząc, a łzy z niemi,<br />
+Jeżeli nagła nie nastąpi cisza,<br />
+Strzaskają twoją łódkę. I cóż, żono?<br />
+Czyś jej zamiary nasze objawiła?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Tak; ale nie chce i dziękuje za nie.<br />
+Bodajby była z grobem zaślubiona!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Co? Jak to? Nie chce? Nie chce? Nie chce, mówisz?<br />
+Nie jest nam wdzięczną? Nie pyszni się z tego?<br />
+Nie poczytuje sobie za szczyt szczęścia,<br />
+Niegodna, żeśmy jej najgodniejszego<br />
+Z werońskich chłopców wybrali za męża?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Nie pysznam z tego, alem wdzięczna za to.<br />
+Pyszną, zaiste, nie mogę być z tego,<br />
+Co nienawidzę; lecz wdzięczna być winnam<br />
+I za nienawiść w postaci miłości.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Cóż to znów? cóż to? Logika w spódnicy!<br />
+Pysznam i wdzięcznam, i zasię niewdzięcznam,<br />
+Jednak nie pysznam! Słuchaj, świdrzygłówko!<br />
+Nie dziękuj wdzięcznie, ni się pyszń z niepyszna,<br />
+Lecz zbierz swe sprytne klepki na ten czwartek,<br />
+By pójść z Parysem do świętego Piotra;<br />
+Albo cię każę zawlec tam na smyczy.<br />
+Rozumiesz? Ty białaczko! ty szuswale;<br />
+Lalko łojowa!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Wstydź się! czyś oszalał?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Błagam cię, ojcze, na klęczkach cię błagam,<br />
+Pozwól powiedzieć sobie tylko słowo.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Precz, wszetecznico! dziewko nieposłuszna!<br />
+Ja ci powiadam: gotuj się w ten czwartek<br />
+Iść do kościoła, lub nigdy, przenigdy<br />
+Na oczy mi się więcej nie pokazuj.<br />
+Nic nie mów, ani piśnij, ani trunij:<br />
+Palce mię świerzbią. Myśleliśmy, żono,<br />
+Że nas za skąpo Bóg pobłogosławił,<br />
+Dając nam jedno dziecko; teraz widzę,<br />
+Że i to jedno jest jednem za wiele,<br />
+I że w niej mamy bicz Boży. Precz, plucho!<br />
+Cyganko jakaś!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Błogosław jej, Boże!<br />
+Jegomość grzeszy, tak fukając na nią.
+</p>
+<p>
+<span class="pagenum"><a name="Page_66" id="Page_66">[66]</a></span>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Doprawdy! Czy tak sądzi wasza mądrość?<br />
+Idź waść pytlować gębą z kumoszkami.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Nie mówięć bluźnierstw.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> <span style="margin-left: 9em;">Terefere kuku!</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Czyż mówić zbrodnia?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> <span style="margin-left: 8em;">Milcz, stara trajkotko!</span><br />
+Schowaj swój rozum na babskie sejmiki:<br />
+Tu niepotrzebny.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Za gorący jesteś.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Na miłość boską, to trzeba oszaleć!<br />
+W dzień, w noc, wieczorem, rano, w domu, w mieście,<br />
+Sam, w towarzystwie, we śnie i na jawie<br />
+Ciągle i ciągle rozmyślałem tylko<br />
+O jej zamęściu; i teraz, gdym znalazł<br />
+Dlań oblubieńca książęcego rodu,<br />
+Pana rozległych majątków, młodego,<br />
+Ukształconego, uposażonego<br />
+Dokolusieńka, jak mówią, w przymioty,<br />
+Jakich się można od mężczyzny żądać;<br />
+Trzeba, ażeby mi jedna smarkata,<br />
+Mazgajowata gęś odpowiadała:<br />
+<i>Nie chcę iść za mąż, nie mogę pokochać,<br />
+Jestem za młoda, wybaczcie mi, proszę.</i><br />
+Nie chcesz iść za mąż? a to nie idź, zgoda;<br />
+Ale mi nie właź w oczy; żeruj sobie,<br />
+Gdzie tylko zechcesz, byle nie w mym domu.<br />
+Zważ to, pamiętaj; nie zwykłem żartować.<br />
+Czwartek za pasem; przyłóż dłoń do serca;<br />
+Namyśl się dobrze; będzieszli powolna,<br />
+Znajdziesz dobrego we mnie przyjaciela;<br />
+A nie, to marniej, żebrz, jęcz, mrzyj pod płotem;<br />
+Bo, jak Bóg w niebie, nigdy cię nie uznam<br />
+Za moje dziecko i z mojego mienia<br />
+Nawet źdźbło nigdy ci się nie oberwie.<br />
+Com rzekł, dotrzymam. Wiesz, że jestem słowny.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Nie masz litości w niebie, które widzi<br />
+Całą głębokość mojego cierpienia?<br />
+Ty mię przynajmniej nie odpychaj, matko!<br />
+Zwlecz to małżeństwo na miesiąc, na tydzień,<br />
+Albo mi pościel oblubieńcze łoże<br />
+W tymże grobowcu, w którym Tybalt leży.
+</p>
+<p>
+<span class="pagenum"><a name="Page_67" id="Page_67">[67]</a></span>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Nie mów nic do mnie, nic ci nie odpowiem;<br />
+Rób, co chcesz, wszystko mi to obojętne.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> O, Boże! O ty, moja karmicielko!<br />
+Poradź mi, powiedz, jak temu zaradzić?<br />
+Mój mąż na ziemi, moja wiara w niebie;<br />
+Jakżeż ta wiara ma na ziemię wrócić,<br />
+Nim mój mąż sam mi ją powróci z nieba<br />
+Po opuszczeniu ziemi? Daj mi radę.<br />
+Niestety! Że też nieba mogą nękać<br />
+Tak mdłą istotę jak ja! Nic nie mówisz?<br />
+Nie maszże żadnej pociechy, żadnego<br />
+Na to lekarstwa?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> <span style="margin-left: 3.5em;">Mam-ci, a to takie:</span><br />
+Romeo na wygnaniu, i o wszystko<br />
+Można iść w zakład, że cię już nie przyjdzie<br />
+Nagabać więcej, chybaby ukradkiem.<br />
+Ponieważ tedy rzecz tak stoi, sądzę,<br />
+Ze nic lepszego nie masz do zrobienia,<br />
+Jak pójść za hrabię. Dalipan, to wcale,<br />
+Co się nazywa, przystojny mężczyzna.<br />
+Romeo kołek przy nim; orzeł, pani,<br />
+Nie ma tak pięknych, żywych, bystrych oczu,<br />
+Jak Parys. Nazwij mię hetką-pętelką,<br />
+Jeśli nie będziesz z kretesem szczęśliwa<br />
+W tem nowem stadle; bo ono jest stokroć<br />
+Lepsze, niż pierwsze; a choćby nie było,<br />
+To i tak tamten pierwszy już nie żyje;<br />
+Tak, jakby nie żył; przynajmniej dla ciebie,<br />
+Skoro, choć żyje, nie masz zeń pożytku.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Czy z serca mówisz?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Ba, i z duszy całej!<br />
+Jeśli nie z serca i nie z duszy, to je<br />
+Przeklnij oboje.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> <span style="margin-left: 3.5em;">Amen!</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> <span style="margin-left: 5.5em;">Na co amen?</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Bardzoś mi przez to dodała otuchy.<br />
+Idźźe i powiedz teraz mojej matce,<br />
+Ze naraziwszy się na gniew rodzica,<br />
+Poszłam do celi ojca Laurentego,<br />
+Odprawić spowiedź i wziąć rozgrzeszenie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> O, idę; to mi pięknie i roztropnie.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi).</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_68" id="Page_68">[68]</a></span>
+<span class="charname">Julia.</span> Stara niecnoto! Zdradziecki szatanie!<br />
+Cóż jest niegodniej, cóż jest większym grzechem:<br />
+Czy tak mię kusić do krzywoprzysięstwa?<br />
+Czy lżyć małżonka mego temi usty,<br />
+Którymi tyle razy go pod niebo<br />
+Wznosiłam, chwaląc? Precz, uwodzicielko!<br />
+Serce me odtąd zamknięte dla ciebie.<br />
+Pójdę poprosić ojca Laurentego,<br />
+By mi dał radę, a jeśli żadnego<br />
+Na tę przeciwność nie będzie sposobu,<br />
+Znajdę moc w sobie wstąpienia do grobu.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi).</p>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="AKT_CZWARTY" id="AKT_CZWARTY"></a>AKT CZWARTY.</h2>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt4_Scena1"></a></p>
+<h3>SCENA I.</h3>
+
+<h4>Cela Ojca Laurentego.</h4>
+
+<p class="stagedir">(Ojciec Laurenty i Parys).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> W ten czwartek zatem? to bardzo pośpiesznie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Parys.</span> Mój teść, Kapulet, życzy sobie tego:<br />
+A ja powodu nie mam rzecz odwlekać.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Nie znasz pan, mówisz, uczuć swojej przyszłej;<br />
+Krzywa to droga, ja takich nie lubię.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Parys.</span> Bez miary płacze nad śmiercią Tybalta,<br />
+Małom jej przeto mówił o miłości,<br />
+Bo Wenus w domu łez się nie uśmiecha,<br />
+Ojciec jej, mając to za niebezpieczne,<br />
+Że się tak bardzo poddaje żalowi,<br />
+W mądrości swojej przyśpiesza nasz związek,<br />
+By zatamować źródło tych łez, które<br />
+W odosobnieniu cieką za obficie,<br />
+A w towarzystwie prędzej mogą ustać.<br />
+Znasz teraz, ojcze, powód tej nagłości.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> <span class="stagedir">(na str.).</span> Obym mógł nie znać powodów do<br />
+zwłoki!<br />
+<span class="stagedir">(Głośno).</span> Patrz, hrabio, oto twa przyszła nadchodzi.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Julia).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Parys.</span> Szczęsny traf dla mnie, piękna przyszła żono!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Być może, przyszłość jest nieodgadnioną.
+</p>
+<p>
+<span class="pagenum"><a name="Page_69" id="Page_69">[69]</a></span>
+<span class="charname">Parys.</span> To <i>może ma</i> być już w ten czwartek z rana.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Co <i>ma</i> być, będzie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Prawda to zbyt znana.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Parys.</span> Przyszłaś się, pani, spowiadać przed ojcem?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Mówiąc to, panu-bym się spowiadała.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Parys.</span> Nie zaprzecz przed nim, pani, że mię kochasz.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Że <i>jego</i> kocham, to wyznam i panu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Parys.</span> Wyznasz mi także, tuszę, że <i>mnie</i> kochasz.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Gdyby tak było, większą-by to miało<br />
+Wartość wyznane z daleka, niż w oczy.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Parys.</span> Biedna! łzy bardzo twarz twą oszpeciły.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Nie wielkie przez to odniosły zwycięstwo;<br />
+Dosyć już była ubogą przed niemi.<br />
+Nie jest to krzywda, panie, ale prawda,<br />
+I w oczy sobie ją mówię.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Parys.</span> <span style="margin-left: 6.5em;">Twarz twoja</span><br />
+Do mnie należy, a ty jej uwłaczasz.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Nie przeczę, moja bowiem była inna.<br />
+Maszli czas teraz, mój ojcze duchowny,<br />
+Czyli też mam przyjść wieczór po nieszporach?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Nie brak mi teraz czasu, smętne dziecię.<br />
+Racz, panie hrabio, zostawić nas samych.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Parys.</span> Niech mię Bóg broni świętym obowiązkom<br />
+Stać na przeszkodzie! Julio, w czwartek z rana<br />
+Przyjdę cię zbudzić. Bądź zdrowa tymczasem<br />
+I przyjm pobożne to pocałowanie.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> O! zamknij, ojcze, drzwi; a jak je zamkniesz,<br />
+Przyjdź płakać ze mną. Niema już nadziei!<br />
+Niema ratunku! Niema ocalenia!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Ach, Julio! Znam twą boleść; mnie samego<br />
+Nabawia ona prawie odurzenia.<br />
+Słyszałem, i nic tego nie odwlecze,<br />
+Że w przyszły czwartek wziąć masz ślub z tym hrabią.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Nie mów mi, ojcze, że o tym słyszałeś;<br />
+Chyba że powiesz, jak tego uniknąć,<br />
+Jeżeli w swojej mądrości nie znajdziesz<br />
+Żadnego na to środka, to przynajmniej<br />
+Postanowienie moje nazwij mądrem,<br />
+A w tym sztylecie zaraz znajdę środek.<br />
+Bóg złączył moje i Romea serce,<br />
+Ty nasze dłonie; i nim ta dłoń, świętą<br />
+Pieczęcią twoją z Romeem spojona,<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_70" id="Page_70">[70]</a></span>
+Inny akt stwierdzi, nim to wierne serce<br />
+W zdradzieckim buncie odda się innemu,<br />
+To ostrze zada śmierć sercu i dłoni.<br />
+Daj mi więc jaką radę zaczerpniętą<br />
+Z długoletniego doświadczenia twego,<br />
+Albo bądź świadkiem, jak ten nóż rozstrzygnie<br />
+Sprawę pomiędzy mną a moim losem,<br />
+Wnet zaradzając temu, czego ani<br />
+Wiek, ani rozum nie mógł doprowadzić<br />
+Do rozwiązania zgodnego z honorem.<br />
+Mów prędko; pilno mi wstąpić do grobu,<br />
+Jeśli mi powiesz, że niema sposobu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Stój, córko! Mam ja w myśli pewien środek,<br />
+Wymagający równie rozpaczliwej<br />
+Determinacyi, jak jest rozpaczliwem<br />
+To, czemu chcemy zapobiec. Jeżeli,<br />
+Dla uniknienia małżeństwa z Parysem,<br />
+Masz siłę woli odjąć sobie życie,<br />
+To się odważysz, snadź, na coś takiego,<br />
+Co, będąc tylko podobnem do śmierci,<br />
+Uwolni cię od hańby, jakiej chciałaś<br />
+Ujść przez zadanie jej sobie naprawdę,<br />
+Masz li odwagę, to-ć wskaże ten środek.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> O! każ mi, zamiast być żoną Parysa,<br />
+Skoczyć ze szczytu wieży; w rozbójniczych<br />
+Gościć jaskiniach, w legowiskach wężów;<br />
+Zamknij mię w jedną klatkę z niedźwiedziami,<br />
+Albo mię wepchnij nocą do kostnicy,<br />
+Zewsząd pokrytej szczątkami szkieletów,<br />
+Poczerniałemi kośćmi i czaszkami,<br />
+Każ mi wejść żywcem w grób świeżo kopany<br />
+I w jeden całun z trupem się obwinąć;<br />
+Wszystko to dawniej dreszcz budziło we mnie,<br />
+Ale bez trwogi uczynię to zaraz,<br />
+Bylebym tylko pozostała czystą<br />
+Małżonką mego lubego kochanka.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Słuchaj więc: idź do domu, bądź wesołą,<br />
+Przystań na związek z hrabią. Jutro środa;<br />
+Staraj się jutro na noc zostać sama;<br />
+Niech Marta nie śpi ten raz w twym pokoju.<br />
+Masz tu flaszeczkę: weźmiesz ją do łóżka,<br />
+I filtrowany likwor ten wypijesz;<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_71" id="Page_71">[71]</a></span>
+A wnet po wszystkich żyłach cię przebiegnie<br />
+Usypiający dreszcz, który owładnie<br />
+Wszelką żywotną funkcją; wszystkie pulsa<br />
+Wstrzymają w tobie swe zwyczajne bicie;<br />
+Ni dech, ni ciepło nie wskaże, że żyjesz.<br />
+Róże ust twoich i policzków zbledną,<br />
+Jak popiół; oczu zasłony zapadną,<br />
+Jak gdy dłoń śmierci zakrywa dzień życia;<br />
+Każdy twój członek, pozbawiony władzy,<br />
+Zdrętwieje, zstęgnie, zziębnie jak u trupa.<br />
+I w tym pozornym stanie nagłej śmierci<br />
+Zostawać będziesz czterdzieści dwie godzin,<br />
+Wtedy się ockniesz jak ze snu błogiego.<br />
+Gdy więc nazajutrz z rana narzeczony<br />
+Przyjdzie cię zbudzić, znajdzie cię umarłą;<br />
+Poczem, jak każe zwyczaj, przystrojona<br />
+W godowe szaty, w odsłoniętej trumnie,<br />
+Złożoną będziesz pod owem sklepieniem,<br />
+Gdzie leżą wszyscy ze krwi Kapuletów.<br />
+Uwiadomiony tymczasem przeze mnie<br />
+O naszym planie Romeo przybędzie;<br />
+Wraz ze mną czekać będzie w owym lochu<br />
+Na twe ocknienie i tej samej nocy<br />
+Uprowadzi cię skrycie do Mantui.<br />
+To cię uchroni od hańby grożącej,<br />
+Jeśli brak woli lub niewieścia bojaźń<br />
+Od wykonania tego cię nie wstrzyma.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> O, daj mi, daj mi! nie mów o bojaźni!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span>Masz, idź, bądź niewzruszoną i szczęśliwą<br />
+W tem przedsięwzięciu! Wyprawię natychmiast<br />
+Jednego z naszych braci do Mantui,<br />
+Z listem do twego męża.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> O nadziejo!<br />
+Ty mi bądź bodźcem, a hasłem Romeo!<br />
+Bądź zdrów, mój ojcze!</p>
+
+<p class="stagedir">(Odchodzi).</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_72" id="Page_72">[72]</a></span></p>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt4_Scena2"></a></p>
+<h3>SCENA II.</h3>
+
+<h4>Pokój w domu Kapuletów.</h4>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzą: Kapulet, pani Kapulet, Marta i słudzy).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Kapulet</span> <span class="stagedir">(do służącego).</span> Proś te osoby, co tu są spisane.</p>
+
+<p class="stagedir">(Służący wychodzi).</p>
+
+<p>
+A waść dwudziestu biegłych zbierz kucharzy.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Drugi służący.</span> Nie będzie zły ani jeden, jaśnie panie, bo<br />
+się przekonam wprzód o każdym, czy umie sobie oblizywać<br />
+palce.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> A to na co?<br />
+<span class="charname">Drugi służący.</span> Zły to kucharz, jaśnie panie, co nie oblizuje<br />
+sobie palców; o którym się więc przekonam, że<br />
+tego nie umie, tego nie sprowadzę.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Ruszaj! <span class="stagedir">(Wychodzi służący).</span><br />
+Wątpię, czy wszystko na czas wygotujem.<br />
+Bodaj cię! Prawdaż to, że Julia poszła<br />
+Do ojca Laurentego?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Poszła, panie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> To dobrze; może on co na niej wskóra.<br />
+Cięta, uparta to skóra na buty.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Julia).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Patrz pan, jak raźnie wraca od spowiedzi.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> No, sekutnico, gdzieżeś to bywała?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Gdzie mię żałować nauczono, panie,<br />
+Za grzech uporu i nieposłuszeństwa<br />
+Naprzeciw woli twojej. Świętobliwy<br />
+Kapłan Laurenty kazał mi się rzucić<br />
+Do twych nóg i o przebaczenie prosić.<br />
+Przebacz mi, ojcze! będę już uległa.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Niech tam kto pójdzie prosić pana hrabię:<br />
+Jutro mieć muszę spleciony ten węzeł.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Spotkałam hrabię w celi Laurentego<br />
+I okazałam mu miłość, jak mogłam,<br />
+Nie przekraczając granicy skromności.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> To co innego; tak, to dobrze, powstań;<br />
+Tak być powinno; tak córce przystoi.<br />
+Prosić tu hrabię, żeby przyszedł zaraz.<br />
+Dalipan, święty to człek z tego mnicha:<br />
+Słusznie mu całe miasto cześć oddaje.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Marto, pójdź ze mną do mego pokoju.<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_73" id="Page_73">[73]</a></span>
+Wszak mi pomożesz przymierzać przyborów,<br />
+Jakie na jutro uznasz za stosowne?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Po co dziś? jutro będzie dosyć czasu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Idź z nią waść: jutro pójdziem do kościoła.</p>
+
+<p class="stagedir">(Julia z Martą wychodzi).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Nie wiem, czy zdążym z przygotowaniami:<br />
+Już wieczór.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Nie troszcz się; dojrzę wszystkiego,<br />
+I wszystko będzie dobrze, za to ręczę.<br />
+Idź do Juleczki, pomóż jej się przybrać.<br />
+Ja się tej nocy nie położę; będę<br />
+Na ten raz pełnił urząd gospodyni.<br />
+Hej, służba! Cóż to? wszyscy się rozeszli?<br />
+Mniejsza z tem, pójdę sam hrabię uprzedzić<br />
+O zaszłej zmianie. Lekko mi na sercu,<br />
+Ze się ten kozioł przecie opamiętał.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą).</p>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt4_Scena3"></a></p>
+<h3>SCENA III.</h3>
+
+<h4>Pokój Julii.</h4>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Julia i Marta).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Tak, ten strój wezmę. Ale, złota nianiu,<br />
+Proszę cię, zostaw mię na tę noc samą;<br />
+Bo dużo muszę pacierzy odmówić<br />
+Dla uproszenia sobie względów niebios<br />
+Nad moim stanem, jak wiesz, pełnym grzechu.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Pani Kapulet).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Takeś zajęta? Mamże ci dopomódz?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Nie, pani; jużeśmy we dwie wybrały,<br />
+Co mi na jutro może być potrzebnem.<br />
+Pozwól, bym teraz sama pozostała,<br />
+I niechaj Marta spędzi tę noc z tobą.<br />
+Pewnam, że wszyscy macie dość roboty,<br />
+Przy tym tak nagłym obchodzie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> <span style="margin-left: 7em;">Dobranoc!</span><br />
+Połóż się, spocznij; potrzebujesz tego.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą: pani Kapulet i Marta).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Dobranoc! Bóg wie kiedy się zobaczym.<br />
+Zimny dreszcz trwogi na wskroś mię przejmuje,<br />
+I jakby mrozi we mnie ciepło życia.<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_74" id="Page_74">[74]</a></span>
+Zawołam na nie, by ochłonąć nieco;<br />
+Nianiu! I pocóż tu ona? Straszliwy<br />
+Ten czyn wymaga właśnie samotności.<br />
+Ha! pójdź flakonie!<br />
+Gdyby jednakże ten płyn nie skutkował?<br />
+Miałażbym gwałtem z hrabią być złączona?<br />
+Nie, nie; ucieczka w tem: leż tu w odwodzie.</p>
+
+<p class="stagedir">(Kładzie na stole sztylet).</p>
+
+<p>
+A gdyby też to miała być trucizna,<br />
+Którą mi ksiądz ten zręcznie śmierć chce zadać,<br />
+By ujść zarzutu, że dał ślub kobiecie,<br />
+Którą już pierwej zaślubił z kim innym?<br />
+Toby być mogło; ale nie, tak nie jest,<br />
+Bo jego świętość jest wypróbowana,<br />
+I nawet myśli tej nie chcę przypuszczać.<br />
+Lecz gdybym w grobie się ocknęła pierwej,<br />
+Nim mię Romeo przyjdzie oswobodzić?<br />
+To byłoby okropne!<br />
+Nie udusiłażbym się wśród tych sklepień,<br />
+Gdzie nigdy zdrowe nie wnika powietrze,<br />
+I nie umarłażbym wprzód, nim Romeo<br />
+Przyjdzie na pomoc? A choćbym i żyła,<br />
+Czyliżby straszny wpływ nocy i śmierci,<br />
+Którą dokoła będę otoczona,<br />
+Obok wrażenia, jakie sprawiać musi<br />
+Samaż miejscowość tego sklepionego<br />
+Starożytnego lochu, w którym kości<br />
+Zmarłych mych przodków od lat niepamiętnych<br />
+Nagromadzone leżą: kędy świeżo<br />
+Złożony Tybalt gnije pod całunem;<br />
+I kędy nocą o pewnych godzinach,<br />
+Duchy, jak mówią, odbywają schadzki;<br />
+Niestety! czyliżby prawdopodobnie<br />
+To wszystko, gdybym wcześniej się ocknęła&mdash;<br />
+A potem zapach trupi, krzyk podobny<br />
+Do tego, jaki wydaje ów korzeń<br />
+Ziela pokrzyku, gdy się go wyrywa;<br />
+Krzyk wprawiający ludzi w obłąkanie,&mdash;<br />
+Czyliżby wszystko to, w razie ocknienia,<br />
+Nie pomieszało mi zmysłów? Czyliżbym<br />
+Po szalonemu nie igrała wtedy<br />
+Z kośćmi mych przodków? nie poszła się pieścić<br />
+Z trupem Tybalta? i w tem rozstrojeniu<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_75" id="Page_75">[75]</a></span>
+Nie rozbtłażbym sobie rozpaczliwie<br />
+Głowy piszczelą którego z pradziadów,<br />
+Jak pałką? Patrzcie! patrzcie! zdaje mi się,<br />
+Że duch Tybalta widzę ścigający<br />
+Romea za to, że go wygnał z ciała.<br />
+Stój! stój, Tybalcie!</p>
+
+<p class="stagedir">(Przytyka flakon do ust).</p>
+
+<p>
+<span style="margin-left: 9em;">Do ciebie, mój luby,</span><br />
+Spełniam ten toast zbawienia lub zguby.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wypija napój i rzuca się na łóżko).</p>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt4_Scena4"></a></p>
+<h3>SCENA IV.</h3>
+
+<h4>Sala w domu Kapuletów.</h4>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi pani Kapulet i Marta).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Weź te półmiski i wydaj korzeni.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Piekarz o pigwy woła i daktyle.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Kapulet).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Śpieszcie się, śpieszcie! Już drugi kur zapiał;<br />
+Poranny dzwonek ozwał się: to trzecia,<br />
+Dojrzyj ciast, moja Marto; nie szczędź przypraw.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Co to za wścibstwo! Idźże się pan przespać.<br />
+Dalipan, jutro się nam rozchorujesz<br />
+Z tego niewczasu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> <span style="margin-left: 3em;">Ani krzty! Do licha!</span><br />
+Nie wysypiałem się dla spraw mniej ważnych,<br />
+A przecież nigdy nie zachorowałem.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Wiem-ci ja dobrze, wiem: umiał jegomość<br />
+Swojego czasu myszkować; lecz teraz<br />
+Ja czuwam nad tem, abyś pan nie czuwał.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą pani Kapulet i Marta).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Zazdrosna sztuka!</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzą słudzy z różnymi, koszami i drzewem).</p>
+
+<p>
+<span style="margin-left: 17em;">Hej! co tam niesiecie?</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pierwszy sługa.</span> Rzeczy do kuchni, ale nie wiem jakie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Śpiesz się.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi służący).</p>
+
+<p>
+<span style="margin-left: 14em;">Idź wasze suchszych szczap narąbać;</span><br />
+Piotr ci kloc wskaże po temu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Drugi Sługa.</span> <span style="margin-left: 6em;">Jeżeli</span><br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_76" id="Page_76">[76]</a></span>
+O kloca idzie, to dość mnie samego;<br />
+Nie potrzebuję się zwracać do Piotra.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Masz słuszność. Żywo! Dalipan, już dnieje,<br />
+I hrabia będzie tu zaraz z muzyką.<br />
+Tak przyrzekł.</p>
+
+<p class="stagedir">(Słychać muzykę).</p>
+
+<p>
+<span style="margin-left: 6em;">Otóż idzie; już go słychać.</span><br />
+Hej! Żono! Marto! Chodźcie tu! Hej! Marto!</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Marta).</p>
+
+<p>
+Idź, obudź Julkę, ubierz ją co żywo,<br />
+Ja pogawędzę tymczasem z Parysem.<br />
+Spiesz się, nie marudź; pan młody już przyszedł.<br />
+Co tchu się zwijaj.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi).</p>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt4_Scena5"></a></p>
+<h3>SCENA V.</h3>
+
+<h4>Pokój Julii. Julia w łóżku.</h4>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Marta).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Panienko! Julciu!&mdash;Jak się to zaspało!&mdash;<br />
+Wstawaj, gołąbku! Wstawaj! Wstydź się, śpiochu!<br />
+Panienko! duszko! rybko!&mdash;Ani mrumru!&mdash;<br />
+Chcesz, widzę, wyspać się za cały tydzień,<br />
+Jakbyś wiedziała, że ci hrabia Parys<br />
+Następnej nocy nie da oka zmrużyć.<br />
+Odpuść mi, Panie, amen! Jak śpi smacznie!<br />
+Muszę ją jednak zbudzić.&mdash;Julciu! Julciu!<br />
+Niechno cię hrabia Parys tak zastanie,<br />
+To się dopiero zerwiesz.&mdash;Cóż to? w sukni?<br />
+Jużeś ubrana i znów się pokładłaś?<br />
+Dosyć już tego! Julciu! Panno Julio!-—<br />
+Ha! przez Bóg żywy! Na pomoc! na pomoc!<br />
+Ona nie żyje! O, ja nieszczęśliwa!<br />
+Po co mi było się rodzić?&mdash;Na pomoc!<br />
+Choć trochę akwawity!&mdash;Panie! Pani!</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi pani Kapulet).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Co to za hałas?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> <span style="margin-left: 8.5em;">O dniu niefortunny!</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Mów, co się stało?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> <span style="margin-left: 10em;">Patrz, pani.</span>
+</p>
+<p>
+<span class="pagenum"><a name="Page_77" id="Page_77">[77]</a></span>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> <span style="margin-left: 12em;">O, nieba!</span><br />
+O, moje dziecię! o, moja pociecho!<br />
+Wstań, odżyj, albo umrę razem z tobą!<br />
+Na pomoc! wołaj pomocy!</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Kapulet).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Co za guzdralstwo! Pan młody już czeka.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Ona nie żyje; rozstała się z życiem!<br />
+O, dniu żałosny!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> <span style="margin-left: 1em;">O dniu opłakany!</span><br />
+Ona nie żyje, nie żyje, nie żyje!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Puśćcie mię, niech zobaczę... Jak lód zimna;<br />
+Krew w niej zastygła; członki jej zdrętwiały...<br />
+Dawno już życie z tych ust uleciało.<br />
+Śmierć ją zwarzyła, jak mróz najpiękniejszy<br />
+Pierwiosnek w maju. Nieszczęsny ja starzec!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> O niefortunny dniu!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> <span style="margin-left: 5em;">O, dniu boleści!</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Śmierć ta, niszcząca wszystkie me nadzieje,<br />
+Głos mi tamuje i zamyka usta.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi O. Laurenty i Parys z muzykantami).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Czy panna młoda już jest w pogotowiu<br />
+Iść do kościoła?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> <span style="margin-left: 3em;">Iść, ale nie wrócić.</span><br />
+O, synu, w wilię dnia twojego ślubu<br />
+Śmierć zaślubiła twą oblubienicę.<br />
+Patrz, oto leży ten kwiat w jej uścisku.<br />
+Śmierć jest mym zięciem, śmierć jest mym dziedzicem,<br />
+Umrę i wszystko jej oddam, bo wszystko<br />
+Oddaje śmierci, kto oddaje ducha.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Parys.</span> Tak dawnom wzdychał do tego poranku,<br />
+I takiż widok czekał mię u mety!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Dniu nienawistny, przeklęty, ohydny,<br />
+Stokroć obmierzły, jakiemu równego<br />
+W obiegu swoim czas jeszcze nie widział!<br />
+Jedno mieć tylko, jedno biedne dziecko,<br />
+Jedną uciechę i jedną pociechę,<br />
+I tę zabiera śmierć nielitościwa!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> O smutny, smutny dniu! o dniu żałosny!<br />
+Najopłakańszy, najniefortunniejszy,<br />
+Jaki widziałam w życiu kiedykolwiek!<br />
+O, dniu! o, smutny dniu! O, dniu żałosny!<br />
+Nie było nigdy jeszcze dnia takiego.<br />
+O! stokroć smutny dniu, stokroć żałosny.
+</p>
+<p>
+<span class="pagenum"><a name="Page_78" id="Page_78">[78]</a></span>
+<span class="charname">Parys.</span> Okrutna, sroga, świętokradzka śmierci!<br />
+Tyś mię podeszła, obdarła, zgnębiła,<br />
+Przez ciebiem niebo stracił, okrutnico!<br />
+O Julio! luba! życie! już nie życie,<br />
+Niemniej jednakże luba i po śmierci!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Zawistny, twardy, niecny, zbójczy losie!<br />
+Po cóż ci, po co było tak tyrańsko<br />
+Wniwecz obracać naszą uroczystość?<br />
+O, moje dziecko! raczej duszo moja,<br />
+Nie moje dziecko; bo dziecko jest trupem;<br />
+I wraz z niem cała pociech mych ostoja,<br />
+Cały wdzięk życia stał się śmierci łupem!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Przestańcie! Rozpacz nie leczy rozpaczy.<br />
+Nadobne dziecię to było własnością<br />
+Zarówno nieba jak i waszą; niebo<br />
+Zabrało swoją część; tem lepiej dla niej:<br />
+Wyście nie mogli waszej części ziemskiej<br />
+Ustrzedz od śmierci, ale część jej lepszą<br />
+Niebo zachowa w wiekuistym życiu.<br />
+Jej wywyższenie było szczytem waszych<br />
+Życzeń i dążeń; W niem zakładaliście<br />
+Swój raj na ziemi, i płaczecież teraz<br />
+I rozpaczacież, widząc ją wzniesioną<br />
+Ponad obłoki do istnego raju?<br />
+O, zła to miłość jęczeć z żalu wtedy,<br />
+Kiedy tym, których kochamy, jest dobrze.<br />
+Nie ta dziewica dobrze poszła za mąż,<br />
+Co długie lata przeżyła w zamęściu,<br />
+Lecz ta, co młodo zamężną umiera.<br />
+Połóżcie tamę łzom i, umaiwszy<br />
+To piękne ciało liśćmi rozmarynu,<br />
+Każcie je, wedle zwyczaju, niebawem<br />
+W świątecznych szatach zanieść do kościoła.<br />
+Świętymi wprawdzie są boleści prawa,<br />
+Przecież rozsądek z łez się naigrawa.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Cośmy na gody poprzysposabiali,<br />
+To musi teraz posłużyć na pogrzeb:<br />
+Weselna uczta zamieni się w stypę,<br />
+Dźwięk strun w jęk dzwonów, pieśni w smętne treny,<br />
+Mirtowy wieniec martwą skroń otoczy,<br />
+Słowem, wszystko się w opak przeistoczy.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Wyjdźcie stąd państwo, i ty, hrabio, także.<br />
+Niech się gotuje każdy odprowadzić<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_79" id="Page_79">[79]</a></span>
+Te piękne zwłoki na wieczny spoczynek.<br />
+Snadź niebo na was o coś zagniewane;<br />
+Nie jątrzcież jego gniewu jeszcze gorzej<br />
+Oporem przeciw świętej woli Bożej.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą: Kapulet, pani Kapulet, Parys i O. Laurenty).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Pierwszy muzykant.</span> Trzeba nam podobno schować dudy<br />
+w miech i wynieść się za drzwi.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Marta.</span> Tak, tak, schowajcie swoje instrumenty,<br />
+Poczciwi ludzie, niema tu co robić.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Druugi muzykant.</span> Może-ć się jeszcze co znajdzie.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Piotr).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Piotr.</span> Zagrajcie mi na basetli, panowie muzykanci, zagrajcie<br />
+mi na basetli, jeżeli mi dobrze życzycie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pierwszy muzykant.</span> Dlaczego na basietli?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Piotr.</span> Bo moja dusza gra teraz na drumli. Zagrajcie mi<br />
+co smętnie skocznego dla rozweselenia.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pierwszy muzykant.</span> Daj nam waść pokój; nie pora teraz<br />
+do gędźby.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Piotr.</span> Nie chcecie zatem?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Muzykanci.</span> Nie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Piotr.</span> Czekajcie, zapłacę wam za to.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pierwszy muzykant.</span> Czem takiem?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Piotr.</span> Nie brzęczącą monetą, jak mi Bóg miły! ale bitą<br />
+monetą: monetą godną rzępołów.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pierwszy muzykant.</span> To my się waćpanu równą monetą<br />
+odpłacimy: monetą godną lokajów.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Piotr.</span> Wprzód ja wam lokajską klingą zagram po brzuchu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Drugi muzykant.</span> Schowaj waćpan swój rożen, a wydobądź<br />
+lepiej swój dowcip.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Piotr.</span> Strzeżcie się ostrza mego dowcipu, bo was przeszyje<br />
+na wylot. Baczność!</p>
+
+<p class="stagedir">(Śpiewa).</p>
+
+<p>
+<span style="margin-left: 2em;">Gdy z piersi płynie jęk,</span><br />
+<span style="margin-left: 2em;">A serce żal rozkrwawia,</span><br />
+<span style="margin-left: 2em;">Muzyki srebrny dźwięk...</span><br />
+Dlaczego <span class="stagedir">srebrny dźwięk?</span> Dlaczego <span class="stagedir">muzyki srebrny<br />
+dźwięk?</span> Cóż waść na to, mości prymusie gajdo?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pierwszy muzykant.</span> Jużci dlatego, że srebro ma dźwięk<br />
+miły.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Piotr.</span> Brawo! a waść co na to, mości klawicymbale?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Drugi muzykant.</span> Dlatego, sądzę, że muzykanci grają za<br />
+srebro.
+</p>
+<p>
+<span class="pagenum"><a name="Page_80" id="Page_80">[80]</a></span>
+<span class="charname">Piotr.</span> Brawo także! A waść co o tem sądzisz, mości<br />
+kaleczy-uchu?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Trzeci muzykant.</span> Nie wiem doprawdy, co o tem sądzić.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Piotr.</span> No, to ja ci powiem: <span class="stagedir">Muzyki srebrny dźwięk</span> mówi<br />
+się dlatego, że takie jak wy niedołęgi rzadko kiedy<br />
+złota za muzykę dostają.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi, śpiewając).</p>
+
+<p>
+<span style="margin-left: 2em;">Muzyki srebrny dźwięk</span><br />
+<span style="margin-left: 2em;">Natychmiast ulgę sprawia.</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pierwszy muzykant.</span> Cóż to za bezczelny łotr z tego<br />
+hultaja?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Drugi muzykant.</span> Pal go kaci! Zejdźmy tam na dół wmieszać<br />
+się między orszak żałobny i czekać, rychło co<br />
+spadnie z półmiska.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą).</p>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="AKT_PIATY" id="AKT_PIATY"></a>AKT PIĄTY.</h2>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt5_Scena1"></a></p>
+<h3>SCENA I.</h3>
+
+<h4>Mantua. Ulica.</h4>
+
+<p class="stagedir">Wchodzi Romeo).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Jeżeli można ufać sennym wróżbom,<br />
+Wkrótce mię czeka jakaś wieść radosna.<br />
+Król mego łona oddycha swobodnie,<br />
+I duch mój przez dzień cały niezwyczajnie<br />
+Lekkim nad ziemię wznosi się polotem.<br />
+Śniłem, że moja ukochana przyszła<br />
+I że znalazła mię nieżywym (dziwny<br />
+Sen, co pozwala myśleć umarłemu!),<br />
+Lecz ona swymi pocałowaniami<br />
+Tyle tchu wlała w martwe moje usta,<br />
+Żem nagle odżył i został cesarzem.<br />
+Ach, jakże słodką jest miłość naprawdę,<br />
+Kiedy jej mara taką rozkosz sprawia!</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Baltazar).</p>
+
+<p>
+Wieści z Werony!&mdash;Cóż tam, Baltazarze?<br />
+Czy mi przynosisz list od Laurentego?<br />
+Co robi Julia? Czy zdrów jest mój ojciec?<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_81" id="Page_81">[81]</a></span>
+Jak się ma Julia? Po raz drugi pytam,<br />
+Bo nie ma złego, jeśli jej jest dobrze.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Baltazar.</span> Wszystko więc dobrze, bo jej już źle nie jest,<br />
+Ciało jej leży w lochach Kapuletów,<br />
+A duch jej gości między aniołami.<br />
+Widziałem, jak ją złożono do sklepień,<br />
+I wziąłem pocztę, aby o tem panu<br />
+Donieść czemprędzej. Przebacz pan, że taką<br />
+Złą wieść przynoszę; wszakże uwiadamiać<br />
+Pana o wszystkim byłem w obowiązku.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Maż to być prawdą? Zgaśnijcie więc, gwiazdy!<br />
+Wszak wiesz, gdzie mieszkam? Przynieś mi papieru<br />
+I atramentu, idź potem na pocztę<br />
+Zamówić konie. Wyjeżdżam tej nocy.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Baltazar.</span> Wybacz pan, ale tak go nie zostawię;<br />
+Wyglądasz blado, ponuro i wzrok twój<br />
+Coś niedobrego zapowiada.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 7em;">Cicho</span><br />
+Mylisz się; zostaw mię, zrób, com kazał.<br />
+Czy nie masz listu od księdza?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Baltazar.</span> <span style="margin-left: 8em;">Nie, panie.</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Mniejsza mi o to. Idź zamówić konie:<br />
+Wkrótce pospieszę za tobą.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi Baltazar).</p>
+
+<p><span style="margin-left: 11.5em;">Tak, Julio!</span><br />
+Tej jeszcze nocy spocznę przy twym boku;<br />
+O środek tylko idzie.&mdash;O, jak prędko<br />
+Zły zamiar wnika w myśl zrozpaczonego!<br />
+Gdzieś niedaleko stąd mieszka aptekarz;<br />
+Przed paru dniami widziałem go, pomnę,<br />
+Jak zasępiony, w podartem odzieniu,<br />
+Przebierał zioła; zapadłe miał oczy,<br />
+Ciało od wielkiej nędzy jak wiór wyschłe.<br />
+W nikczemnym jego sklepiku żółw wisiał,<br />
+Wypchany aligator obok szczątków<br />
+Dziwnego kształtu ryb; na jego półkach<br />
+Leżała tu i ówdzie zbieranina<br />
+Próżnych flasz, słojów, zielonych czerepów,<br />
+Pęcherzów, stęchłych nasion; resztki sznurków<br />
+I zapleśniałe kawałki lukrecyi.<br />
+Na widok tego pomyślałem sobie:<br />
+Komuby była potrzebna trucizna,<br />
+Której w Mantui sprzedaż gardłem karzą,<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_82" id="Page_82">[82]</a></span>
+Niechajby przyszedł do tego hołysza,<br />
+On-by dostarczył mu jej. Myśl ta była,<br />
+Niestety! wróżbą mej potrzeby własnej;<br />
+Sam w niej dziś jestem i tenże sam człowiek<br />
+Z potrzeby będzie musiał jej zaradzić.<br />
+Jeżeli się nie mylę, tu on mieszka;<br />
+Z powodu święta kram jego zamknięty.&mdash;<br />
+Hej! aptekarzu!
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi aptekarz).</p>
+
+<p><span class="charname">Aptekarz.</span> Któż to woła takim<br />
+Donośnym głosem?</p>
+
+<p><span class="charname">Romeo.</span> <span style="margin-left: 4em;">Zbliż się tu, człowieku.</span><br />
+Widzę, że jesteś w niezamożnym stanie;<br />
+Weź te czterdzieści dukatów, a daj mi<br />
+Drachmę trucizny takiej, coby mogła<br />
+Po wszystkich żyłach rozejść się od razu<br />
+I nienawistne życie odjąć temu,<br />
+Co jej zażyje; coby tak gwałtownie<br />
+Wygnała oddech z piersi, jak gwałtownie<br />
+Lontem dotknięty proch wypędza pocisk<br />
+Z czeluści działa.</p>
+
+<p><span class="charname">Aptekarz.</span> <span style="margin-left: 3em;">Mam ja taki środek;</span><br />
+Ale w Mantui prawo śmiercią karze<br />
+Każdego, co się waży go udzielić.</p>
+
+<p><span class="charname">Romeo.</span> Tak bardzo jesteś biedny, tak cię srodze<br />
+Los upośledza i boisz się umrzeć?<br />
+Głód z twych lic, z oczu patrzy niedostatek;<br />
+Łatana nędza wisi na twym grzbiecie;<br />
+Świat ci nie sprzyja, ani prawo świata,<br />
+Bo świat nie daje-ć prawa być bogatym;<br />
+Drwij więc z praw, przyjm to i przestań być biednym.</p>
+
+<p><span class="charname">Aptekarz.</span> Ubóstwo, a nie chęć skłania mnie uledz.</p>
+
+<p><span class="charname">Romeo.</span> Ubóstwo twoje też, nie chęć opłacam.</p>
+
+<p><span class="charname">Aptekarz.</span> Weź pan to, rozczyń w jakimkolwiek płynie<br />
+I płyn ten wypij, a choćbyś miał siłę<br />
+Trzydziestu ludzi, wnet wyzioniesz ducha!</p>
+
+<p><span class="charname">Romeo.</span> Oto masz złoto, tę truciznę zgubną<br />
+Dla duszy ludzkiej, która więcej zabójstw<br />
+Na tym obmierzłym świecie dokonywa,<br />
+Niż owe marne preparata, których<br />
+Pod karą śmierci sprzedać ci nie wolno.<br />
+Nie ty mnie, ja ci sprzedałem truciznę.<br />
+Bądź zdrów: kup strawy i odziej się w mięso.&mdash;<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_83" id="Page_83">[83]</a></span>
+Kordyale, nie trucizno, pójdź mi służyć<br />
+U grobu Julii, bo tam cię mam użyć.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Rozchodzą się).</p>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt5_Scena2"></a></p>
+<h3>SCENA II.</h3>
+
+<h4>Cela O. Laurentego.</h4>
+
+<p class="stagedir">(O. Laurenty sam).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Brat Jan</span> <span class="stagedir">(za sceną).</span> Otwórz, wielebny ojcze franciszkanie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Toć nie czyj inny glos jak brata Jana.</p>
+
+<p class="stagedir">(Otwiera drzwi).</p>
+
+<p>
+Witaj z Mantui! Cóż Romeo? Masz-li<br />
+Ustną odpowiedz jego, czy na piśmie?</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Brat Jan).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Brat Jan.</span> Kiedy za jednym bosym zakonnikiem<br />
+Naszej reguły, który miał iść ze mną,<br />
+I był przy chorym, poszedłem na miasto<br />
+I jużem znalazł go, miejscy pachołcy,<br />
+Podejrzewając, żeśmy byli w domu<br />
+Tkniętym zarazą, opieczętowali<br />
+Drzwi i nie chcieli nas puścić na zewnątrz.<br />
+Nie mogłem się więc udać do Mantui.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Któż tedy zaniósł mój list do Romea?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Brat Jan.</span> Nikt go nie zaniósł&mdash;oto jest; nie mogłem<br />
+Ani go posłać do Mantui, ani<br />
+Wam go odesłać, tak nas pilnowano.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Nieszczęsny trafie! ten list był tak ważny!<br />
+Niedoręczenie go może fatalne<br />
+Skutki sprowadzić. Biegnij, bracie Janie;<br />
+Postarajno się gdzie o drąg żelazny<br />
+I tu go przynieś.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Brat Jan.</span> Natychmiast przyniosę.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Muszę czemprędzej spieszyć do grobowca.<br />
+W ciągu trzech godzin Julia się przebudzi.<br />
+Gniewać się na mnie będzie, żem Romea<br />
+Nie uwiadomił o tem, co się stało;<br />
+Ale napiszę do niego raz jeszcze<br />
+I tu ją skryję do jego przybycia.<br />
+Biedny ty prochu: w grobie już za życia!</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi).</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_84" id="Page_84">[84]</a></span></p>
+
+<hr style="width: 35%;" />
+<p><a name="Akt5_Scena3"></a></p>
+<h3>SCENA III.</h3>
+
+<h4>Cmentarz; na nim grobowiec rodziny Kapuletów.</h4>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Parys z Paziem, niosącym kwiaty i pochodnię).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Parys.</span> Daj mi pochodnię, chłopcze, i idź z Bogiem.<br />
+Lub zgaś ją, nie chcę, żeby mię widziano.<br />
+Idź się położyć owdzie pod cisami<br />
+I ucho przyłóż do ziemi, a skoro<br />
+Usłyszysz czyje kroki na cmentarzu,<br />
+Którego ryty grunt łatwo je zdradzi,<br />
+Wtedy zagwizdnij na znak, że ktoś idzie.<br />
+Daj mi te kwiaty. Idź, zrób, jakem kazał.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Paź.</span> Strasznie mi będzie pozostać samemu<br />
+Wpośród cmentarza; jednakże spróbuję.</p>
+
+<p class="stagedir">(Oddala się).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Parys.</span> Drogi mój kwiecie, kwieciem posypuję<br />
+Twe oblubieńcze łoże; drogi grobie,<br />
+Który w obrębie swoim przechowujesz<br />
+Najdoskonalszy wzór utworu Boga!<br />
+Urocza Julio, towarzyszko niebian!<br />
+Przyjm tę ostatnią ofiarę ode mnie,<br />
+Com cię za życia wielbił i po śmierci<br />
+Czcią niewygasła święcę twój grobowiec.</p>
+
+<p class="stagedir">(Paź gwiżdże).</p>
+
+<p>
+Chłopiec mój daje hasło; ktoś się zbliża.<br />
+Czyjaż to stopa śmie nocą tu zmierzać<br />
+I ten żałobny mój przerywać obrzęd?<br />
+Z pochodnią nawet! Odstąpmy na chwilę.</p>
+
+<p class="stagedir">(Oddala się).</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Romeo i Baltazar z pochodnią, oskardem, i t. p.).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Podaj mi oskard i drąg. Weź to pismo;<br />
+Oddasz je memu ojcu jak najraniej.<br />
+Daj no pochodnię. Co bądź tu usłyszysz,<br />
+Albo zobaczysz, pamiętaj, jeżeli<br />
+Miłe ci życie, pozostać z daleka<br />
+I nie przerywać biegu mej czynności.<br />
+W to łoże śmierci wejść chcę częścią po to,<br />
+Aby zobaczyć tę, co w niem spoczywa,<br />
+Lecz głównie po to, aby zdjąć z jej palca<br />
+Szacowny pierścień, który mi do czegoś<br />
+Ważnego nieodbicie jest potrzebny.<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_85" id="Page_85">[85]</a></span>
+Idź więc, zastosuj się do moich życzeń.<br />
+Gdybyś zaś płochą zdjęty ciekawością<br />
+Wrócił podglądać dalsze moje kroki,<br />
+Na Boga, wszystkie kości-bym ci roztrząsł<br />
+I posiał niemi ten niesyty cmentarz.<br />
+Umysł mój dziko jest usposobiony,<br />
+Niepowstrzymaniej i nieubłaganiej,<br />
+Niż głodny tygrys lub wzburzone morze.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Baltazar.</span> Odejdę, panie, i będę-ć posłuszny.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Okażesz mi tem przyjaźń. Weź ten worek,<br />
+Poczciwy chłopcze, bądź zdrów i szczęśliwy.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Baltazar.</span> Bądź co bądź, stanę tu gdzie na uboczu,<br />
+Bo mu zły jakiś zamiar patrzy z oczu.</p>
+
+<p class="stagedir">(Oddala się).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Czarna pieczaro, o! ty wnętrze śmierci,<br />
+Tuczne najdroższym na tej ziemi szczątkiem,<br />
+Otwórz mi swoją zardzewiałą paszczę,<br />
+A ja ci nową żertwę rzucę za to.</p>
+
+<p class="stagedir">(Odbija drzwi grobowca).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Parys.</span> To ten wygnany, zuchwały Monteki,<br />
+Co zamordował Tybalta, po którym<br />
+Żal, jak mniemają, sprowadził śmierć Julii;<br />
+I on tu przyszedł knuć jeszcze zamachy<br />
+Przeciw umarłym; muszę go przytrzymać.</p>
+
+<p class="stagedir">(Postępuje naprzód).</p>
+
+<p>
+Spuść świętokradzką dłoń, niecny Monteki!<br />
+Możeż się zemsta aż za grób rozciągać?<br />
+Skazany zbrodniu, aresztuję ciebie;<br />
+Bądź mi posłuszny i pójdź; musisz umrzeć.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Muszę zaprawdę, i po tom tu przyszedł.<br />
+Młodzieńcze, nie drażń człowieka w rozpaczy;<br />
+Zostaw mię, odejdź; pomyśl o tych zmarłych<br />
+I zadrżyj. Błagam cię na wszystkie względy,<br />
+Nie wal nowego grzechu na mą głowę,<br />
+Przyprowadzając mię do pasyi; odejdź!<br />
+Na Boga, życzę ci lepiej, niż sobie;<br />
+Bom ja tu przyszedł przeciw sobie zbrojny.<br />
+O! odejdź, odejdź! żyj i powiedz potem:<br />
+&raquo;Z łaski szaleńca cieszę się żywotem.&laquo;
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Parys.</span> Za nic mam wszelkie twoje przełożenia<br />
+I aresztuję cię jako złoczyńcę.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Wyzywasz moją wściekłość, broń się zatem.</p>
+
+<p class="stagedir">(Walczą).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Paź.</span> O nieba! biją się, biegnę po wartę.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Parys</span> <span class="stagedir">(padając).</span> Zabity jestem. O, jeśli masz litość,<br />
+Otwórz grobowiec i złóż mię przy Julii.</p>
+
+<p class="stagedir">(Umiera).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Romeo.</span> Stanie-ć się zadość. Lecz któż to jest taki?<br />
+To hrabia Parys, Merkucia plemiennik!<br />
+Cóż to mi w drodze prawił mój służący?<br />
+Lecz wtedy moja nieprzytomna dusza<br />
+Uwagi na to nie zwróciła; Parys,<br />
+Mówił, podobno miał zaślubić Julię.<br />
+Czy on to mówił? czy mi się to śniło?<br />
+Czyli też jestem w obłąkaniu myśląc,<br />
+Że jego wzmianka o Julii tak brzmiała?<br />
+Daj mi uścisnąć twą dłoń, o, ty w jedną<br />
+Księgę niedoli ze mną zapisany!<br />
+Złożę twe zwłoki w tryumfalnym grobie.<br />
+W grobie?&mdash;nie, młoda ofiaro, nie w grobie,<br />
+W latarni raczej, bo tu Julia leży;<br />
+A blask jej wdzięków zmienia to sklepienie<br />
+W przybytek światła. Spoczywaj w pokoju,<br />
+Trupie, rękami trupa pogrzebiony!</p>
+
+<p class="stagedir">(Składa ciało Parysa w grobowcu).</p>
+
+<p>
+Mówią, że nieraz ludzie bliscy śmierci<br />
+Miewali chwile wesołe; ich stróże<br />
+Zwą to ostatnim przedśmiertnym wybłyskiem;<br />
+Coś podobnego i u mnież się zdarza?&mdash;<br />
+Julio! kochanko moja! moja żono!<br />
+Śmierć, co wyssała miód twojego tchnienia,<br />
+Wdzięków twych zatrzeć nie zdołała jeszcze.<br />
+Nie jesteś jeszcze zwyciężoną: karmin,<br />
+Ten sztandar wdzięków, nie przestał powiewać<br />
+Na twoich licach i bladej swej flagi<br />
+Zniszczenie na nich jeszcze nie zatknęło.<br />
+Tybalcie, tyż to śpisz pod tym całunem?<br />
+Mogęż czem lepszem zadość ci uczynić,<br />
+Jak, że tą ręką, co zabiła ciebie,<br />
+Przetnę dni tego, co był twoim wrogiem?<br />
+Przebacz mi, przebacz, Tybalcie! Ach, Julio!<br />
+Jakżeś ty jeszcze piękna! Mamże myśleć,<br />
+Że bezcielesna nawet śmierć ulega<br />
+Wpływom miłości? że chudy ten potwór<br />
+W ciemnicy tej cię trzyma jak kochankę?<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_87" id="Page_87">[87]</a></span>
+Bojąc się tego, zostanę przy tobie,<br />
+I nigdy, nigdy już nie wyjdę z tego<br />
+Pałacu nocy; tu, tu mieszkać będę<br />
+Pośród twojego orszaku&mdash;robactwa.<br />
+Tu sobie stałą założę siedzibę,<br />
+Gdy z tego ciała znużonego światem<br />
+Otrząsnę jarzmo gwiazd zawistnych. Oczy,<br />
+Spojrzyjcie po raz ostatni! ramiona,<br />
+Po raz ostatni zegnijcie się w uścisk!<br />
+A wy, podwoje tchu, zapieczętujcie<br />
+Pocałowaniem akt sojuszu z śmiercią,<br />
+Na wieczne czasy mający się zawrzeć!<br />
+Pójdź, ty niesmaczny, cierpki przewodniku!<br />
+Blady sterniku, pójdź rzucić o skały<br />
+Falami życia skołataną łódkę!<br />
+Do ciebie, Julio! <span class="stagedir">(Pije).</span> Walny aptekarzu!<br />
+Płyn twój skutkuje. Całując&mdash;umieram.</p>
+
+<p class="stagedir">(Umiera).</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi O. Laurenty z przeciwnej strony cmentarza, z latarnią,
+drągiem żelaznym i rydlem).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Święty Franciszku, wspieraj mię! Jak często<br />
+O takiej porze stare moje stopy<br />
+O głazy grobów potrącały! Kto tu?<br />
+Któż to tak późno obcuje z zmarłymi?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Baltazar.</span> Przyjaciel, który was dobrze zna, ojcze.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Bóg z tobą! Powiedz mi, mój przyjacielu,<br />
+Co znaczy owa pochodnia świecąca<br />
+Chyba robakom i bezocznym czaszkom?<br />
+Nie tlejeż ona w grobach Kapuletów?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Baltazar.</span> Tam właśnie; jest tam i mój pan, któremu<br />
+Sprzyjacie, ojcze.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> <span style="margin-left: 2em;">Kto taki?</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Baltazar.</span> <span style="margin-left: 7em;">Romeo.</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Jak dawno on tam jest?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Baltazar.</span> <span style="margin-left: 11em;">Od półgodziny.</span>
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Pójdź ze mną, bracie, do tych sklepień.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Baltazar.</span> Nie śmiem;<br />
+Bo mi pan kazał odejść i straszliwie<br />
+Zagroził śmiercią, jeśli tu zostanę<br />
+I kroki jego ważę się podglądać.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Zostań więc, ja sam pójdę. Drżę z obawy,<br />
+Czy się nie stało co nieszczęśliwego.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Baltazar.</span> Gdym drzymał, leżąc owdzie pod cisami,<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_88" id="Page_88">[88]</a></span>
+Marzyło mi się, ze mój pan z kimś walczył<br />
+I że pokonał tamtego.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> <span class="stagedir">(postępując naprzód).</span> Romeo!<br />
+Na miłość boską, czyjaż to krew broczy<br />
+Kamienne wnijście do tego grobowca?<br />
+Czyjeż to miecze samopas rzucone<br />
+Leżą u tego siedliska pokoju?</p>
+
+<p class="stagedir">(wchodzi do grobowca).</p>
+
+<p>
+Romeo! blady!&mdash;Parys! i on także!<br />
+I krwią zalany? Ach! cóż za fatalność<br />
+Tak opłakany zrządziła wypadek!&mdash;<br />
+Julia się budzi.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia</span> <span class="stagedir">(budząc się i podnosząc).</span> O, pocieszycielu!<br />
+Gdzie mój kochanek? Wiem, gdzie być powinnam,<br />
+I tam też jestem; lecz gdzie mój Romeo?</p>
+
+<p class="stagedir">(Hałas za sceną).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Cóż to za hałas? Julio, wyjdźmy z tego<br />
+Mieszkania śmierci, zgrozy i zniszczenia.<br />
+Potęga, której nikt z nas się nie oprze,<br />
+W niwecz zamiary nasze obróciła.<br />
+Pójdź: twój mąż leży martwy obok ciebie.<br />
+I Parys także. Pójdź; pójdź, zaprowadzęć<br />
+Do monasteru świętych sióstr zakonnych.<br />
+Nie zwłócz, nie pytaj, bo warta nadchodzi.<br />
+Pójdź, biedna Julio! <span class="stagedir">(Znowu hałas).</span> Nie mogę już czekać.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Idź z Bogiem, starcze; idź, ja tu zostanę.<br />
+Cóż to jest? Czara w zaciśniętej dłoni<br />
+Mego kochanka? Truciznę więc zażył!<br />
+O, skąpiec! Wypił wszystko; ani kropli<br />
+Nie pozostawił dla mnie! Przytknę usta<br />
+Do twych kochanych ust, może tam jeszcze<br />
+Znajdzie się jaka odrobina jadu,<br />
+Co mię zabije w upojeniu błogim. <span class="stagedir">(Całuje go).</span><br />
+Twe usta ciepłe.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Dowódcz warty</span> <span class="stagedir">(za sceną).</span> Gdzie to? pokaż, chłopcze.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Julia.</span> Idą; czas kończyć. <span class="stagedir">(Chwytając sztylet Romea).</span><br />
+<span style="margin-left: 10em;">Zbawczy puginale!</span><br />
+Tu twoja pochwa. <span class="stagedir">(Przebija się).</span> Tkwij w tym futerale.</p>
+
+<p class="stagedir">(Pada na ciało Romea i umiera).</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi warta z paziem Parysa).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Paź.</span> Tu, tu, w tem miejscu, gdzie płonie pochodnia.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Dowódca.</span> Ziemia zbroczona: obejdźcie w krąg cmentarz<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_89" id="Page_89">[89]</a></span>
+I przytrzymajcie, kogo napotkacie.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi kilku ludzi z warty).</p>
+
+<p>
+Smutny widoku! tu hrabia zabity,<br />
+Tu Julia we krwi pływa, jeszcze ciepła,<br />
+Tylko co zmarła: ona, co przed dwoma<br />
+Dniami w tym grobie była pochowana.<br />
+Idźcie powiedzieć o tem księciu; śpieszcie,<br />
+Wy do Montekich, wy do Kapuletów,<br />
+A wy odbądźcie przegląd w innej stronie.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzi kilku innych wartowników).</p>
+
+<p>
+Widzimy miejsce, gdzie zaszła tu zgroza,<br />
+Lecz w jaki ona sposób miała miejsce,<br />
+Tego nie możem pojąć bez objaśnień.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi kilku innych wartowników z Baltazarem).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Pierwszy wartownik.</span> Oto Romea sługa, znaleźliśmy<br />
+Go na cmentarzu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Dowódca.</span> Niech będzie pod strażą,<br />
+Dopóki książę nie nadejdzie.</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi kilku innych wartowników, prowadząc O. Laurentego).</p>
+
+<p><span class="charname">Drugi wartownik.</span> Oto mnich jakiś drżący i płaczący;
+Odebraliśmy mu ten drąg i rydel,
+Kiedy się bokiem cmentarza wykradał.</p>
+
+<p><span class="charname">Dowódca.</span> To jakiś ptaszek; trzymajcie go także.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi książę ze swym orszakiem).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Książę.</span> Co za nieszczęście o tak rannej porze<br />
+Sen nasz przerwało i aż tu nas wzywa?</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Kapulet, pani Kapulet i inne osoby).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Jakiż być może powód tego zgiełku?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Lud po ulicach wykrzykuje: Julia!<br />
+Parys! Romeo!, i jedni przez drugich<br />
+Tłumnie tu dążą do naszego grobu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Książę.</span> Cóż to za postrach rozruch ten sprowadza!<br />
+Odpowiadajcie!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Dowódca.</span> Miłościwy panie!<br />
+Oto zabity leży hrabia Parys!<br />
+Romeo martwy i Julia wprzód zmarła,<br />
+A teraz ciepła, z puginałem w piersi.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Książę.</span> Szukajcie, śledźcie sprawców tego mordu.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Dowódca.</span> Oto mnich jakiś i Romea sługa,<br />
+Których tu moi ludzie przytrzymali,<br />
+I którzy mieli przy sobie narzędzia<br />
+Do odbijania grobów.</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> O, nieba! żono, patrz, jak ją krew broczy!<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_90" id="Page_90">[90]</a></span>
+Puginał zbłądził z drogi;&mdash;oto bowiem<br />
+Pochwa od niego wisi przy Montekim;<br />
+Zamiast w nią trafić, trafił w pierś mej córki.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Pani Kapulet.</span> Niestety! widok ten, jak odgłos dzwonu,<br />
+Ostrzega starość mą o chwili zgonu.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wchodzi Monteki i inne osoby).</p>
+
+<p>
+<span class="charname">Książę.</span> Monteki, wcześnie wstałeś, aby ujrzeć<br />
+Nadziei swoich wcześniejszy upadek!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Monteki.</span> Ach! miłościwy książę, żona moja<br />
+Zmarła tej nocy z tęsknoty za synem;<br />
+Jakiż cios jeszcze niebo mi przeznaczać?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Książę.</span> Patrz, a zobaczysz!
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Monteki.</span> <span style="margin-left: 6em;">O, niedobry synu!</span><br />
+Jak się ważyłeś w grób uprzedzić ojca?
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Książę.</span> Zamknijcie usta żalowi na chwilę,<br />
+Póki zagadki tej nie rozwiążemy<br />
+I nie zbadamy jej źródła i wątku:<br />
+Wtedy sam stanę na skarg waszych czele<br />
+I będę waszej boleści heroldem.<br />
+Stawcie, na kogo pada podejrzenie.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Ja to, o panie! lubo najmniej zdolny<br />
+Do popełnienia czegoś podobnego,<br />
+Jestem, ze względu na okoliczności,<br />
+Poszlakowany najprawdopodobniej<br />
+O dzieło tego okropnego mordu;<br />
+Staję więc jako własny oskarżyciel<br />
+I jako własny obrońca w tej sprawie,<br />
+By się potępić i usprawiedliwić.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">Książę.</span> Mów, czegoś świadom.
+</p>
+<p>
+<span class="charname">O. Laurenty.</span> Zwięźle rzecz opowiem,<br />
+Bo tchnień mych pasmo krótszem jest zaiste,<br />
+Niż długa powieść. Romeo, którego<br />
+Zwłoki tu leżą, był małżonkiem Julii,<br />
+A Julia była prawą jego żoną;<br />
+Jam ich zaślubił, a dniem tajemnego<br />
+Ich połączenia był ów dzień nieszczęsnej<br />
+Tybalta śmierci, która nowożeńca<br />
+Wygnała z miasta; i ten to był powód<br />
+Cierpienia Julii, nie żal po Tybalcie.</p>
+
+<p class="stagedir">(Do Kapuletów).</p>
+
+<p>
+Wy, chcąc oddalić od niej chmury smutku,<br />
+Zaręczyliście ją i do małżeństwa<br />
+Z hrabią Parysem chcieliście ją zmusić.<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_91" id="Page_91">[91]</a></span>
+W tej alternacie przyszła ona do mnie<br />
+I nalegała usilnemi prośby<br />
+O doradzenie jej jakiego środka,<br />
+Coby od tego powtórnego związku<br />
+Mógł ją uwolnić; w przeciwnym zaś razie<br />
+Chciała w mej celi życie sobie odjąć.<br />
+Dałem jej tedy, ufny w mojej sztukę,<br />
+Usypiające krople, których skutek<br />
+Bynajmniej mię nie zawiódł, bo jej nadał<br />
+Pozór umarłej. Napisałem przytem<br />
+List do Romea, wzywając go, aby<br />
+Dzisiejszej nocy, o tę porę, w której<br />
+Działanie owych kropel miało ustać,<br />
+Zszedł się tu ze mną, dla wyswobodzenia<br />
+Tej, co mu dała taki dowód wiary,<br />
+Z tymczasowego jej grobu. Traf zrządził,<br />
+Że brat Jan, który z listem był wysłany,<br />
+Nie mógł się z miasta wydostać i wczoraj<br />
+List ten mi zwrócił. O godzinie zatem<br />
+Na jej ocknienie ściśle naznaczonej<br />
+Sam pospieszyłem wyrwać ją z tych sklepień,<br />
+Chcąc ją następnie umieścić w mej celi,<br />
+Póki Romeo nie przybędzie; ale<br />
+Kiedym tu przyszedł (na niewiele minut<br />
+Przed jej zbudzeniem), już szlachetny Parys<br />
+Leżał bez duszy, i Romeo także.<br />
+Ona się budzi, jam się jął przekładać,<br />
+By poszła ze mną i to dopuszczenie<br />
+Nieba przyjęła z korną uległością;<br />
+Gdy wtem zgiełk nagły spłoszył mię od grobu,<br />
+A ona, głucha na moje namowy,<br />
+Rozpaczą zdjęta, pozostała w miejscu,<br />
+I, jak się zdaje, cios zadała sobie.<br />
+Oto jest wszystko, co wiem; o małżeństwie<br />
+Marta zaświadczy. Jeśli to nieszczęście<br />
+Choć najmniej z mojej nastąpiło winy,<br />
+Niech mój sędziwy wiek odpowie za to,<br />
+Na kilka godzin przed bliskim już kresem,<br />
+Wedle rygoru praw jak najsurowszych.</p>
+<p>
+<span class="charname">Książę.</span> Jako mąż święty zawsześ nam był znany.<br />
+Gdzie jest Romea sługa? Cóż on powie?</p>
+<p>
+<span class="charname">Baltazar.</span> Zaniosłem panu wieść o śmierci Julii;<br />
+Wraz on wziął pocztę i z Mantui przybył<br />
+<span class="pagenum"><a name="Page_92" id="Page_92">[92]</a></span>
+Prosto w to miejsce, do tego grobowca.<br />
+Ten list mi kazał rano oddać ojcu;<br />
+I, w grób wstępując zagroził mi śmiercią,<br />
+Jeśli nie pójdę precz lub nazad wrócę.</p>
+<p>
+<span class="charname">Książę.</span> Daj mi to pismo, przejrzę je.&mdash;A teraz,<br />
+Gdzie paź hrabiego, co wartę sprowadził?<br />
+Co twój pan, chłopcze, porabiał w tem miejscu?</p>
+<p>
+<span class="charname">Paź.</span> Przyszedł kwiatami ubrać grób swej przyszłej;<br />
+Kazał mi stanąć zdala, com też zrobił;<br />
+Wtem ktoś ze światłem przyszedł grób otwierać,<br />
+I mój pan dobył szpady przeciw niemu;<br />
+Co zobaczywszy, pobiegłem po wartę.</p>
+<p>
+<span class="charname">Książę.</span> List ten potwierdza słowa zakonnika,<br />
+Bieg ich miłości i Romea rozpacz.<br />
+Biedny młodzieniec pisze oprócz tego,<br />
+Że sobie kupił gdzieś u aptekarza<br />
+Trucizny, którą postanowił zażyć<br />
+W tym tu grobowcu, by umrzeć przy Julii.<br />
+Rzecz jasna! Gdzie są ci nieprzyjaciele?<br />
+Patrzcie, Monteki! Kapulecie! jaka<br />
+Chłosta spotyka wasze nienawiści,<br />
+Niebo obrało miłość za narzędzie<br />
+Zabicia pociech waszego żywota;<br />
+I ja za moje zbytnie pobłażanie<br />
+Waszym niesnaskom straciłem dwóch krewnych.<br />
+Wszyscy jesteśmy ukarani.</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Monteki, bracie mój, podaj mi rękę:<br />
+Niech to oprawą będzie dla mej córki;<br />
+Więcej nie mogę żądać.</p>
+<p>
+<span class="charname">Monteki.</span> Lecz ja mogę<br />
+Więcej dać tobie nad to: każę bowiem<br />
+Posąg jej ulać ze szczerego złota,<br />
+By się nie znalazł szacowniejszy pomnik<br />
+Po wszystkie czasy istnienia Werony,<br />
+Jak ten, pamięci Julii poświęcony.</p>
+<p>
+<span class="charname">Kapulet.</span> Tak i Romeo stanie przy swej żonie;<br />
+Dzieląc za życia, złączmy ich po zgonie.</p>
+<p>
+<span class="charname">Książę.</span> Ponurą zgodę ranek ten skojarzył;<br />
+Słońce się z żalu w chmur zasłonę tuli,<br />
+Smutniejszej bowiem los jeszcze nie zdarzył,<br />
+Niż ta historia Romea i Julii.
+</p>
+
+<p class="stagedir">(Wychodzą).</p>
+
+
+
+
+
+
+
+
+<pre>
+
+
+
+
+
+End of the Project Gutenberg EBook of Romeo i Julia, by William Shakespeare
+
+*** END OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK ROMEO I JULIA ***
+
+***** This file should be named 27062-h.htm or 27062-h.zip *****
+This and all associated files of various formats will be found in:
+ http://www.gutenberg.org/2/7/0/6/27062/
+
+Produced by Jimmy O'Regan (This file was produced from
+images generously made available by CBN Polona
+http://www.polona.pl)
+
+
+Updated editions will replace the previous one--the old editions
+will be renamed.
+
+Creating the works from public domain print editions means that no
+one owns a United States copyright in these works, so the Foundation
+(and you!) can copy and distribute it in the United States without
+permission and without paying copyright royalties. Special rules,
+set forth in the General Terms of Use part of this license, apply to
+copying and distributing Project Gutenberg-tm electronic works to
+protect the PROJECT GUTENBERG-tm concept and trademark. Project
+Gutenberg is a registered trademark, and may not be used if you
+charge for the eBooks, unless you receive specific permission. If you
+do not charge anything for copies of this eBook, complying with the
+rules is very easy. You may use this eBook for nearly any purpose
+such as creation of derivative works, reports, performances and
+research. They may be modified and printed and given away--you may do
+practically ANYTHING with public domain eBooks. Redistribution is
+subject to the trademark license, especially commercial
+redistribution.
+
+
+
+*** START: FULL LICENSE ***
+
+THE FULL PROJECT GUTENBERG LICENSE
+PLEASE READ THIS BEFORE YOU DISTRIBUTE OR USE THIS WORK
+
+To protect the Project Gutenberg-tm mission of promoting the free
+distribution of electronic works, by using or distributing this work
+(or any other work associated in any way with the phrase "Project
+Gutenberg"), you agree to comply with all the terms of the Full Project
+Gutenberg-tm License (available with this file or online at
+http://gutenberg.org/license).
+
+
+Section 1. General Terms of Use and Redistributing Project Gutenberg-tm
+electronic works
+
+1.A. By reading or using any part of this Project Gutenberg-tm
+electronic work, you indicate that you have read, understand, agree to
+and accept all the terms of this license and intellectual property
+(trademark/copyright) agreement. If you do not agree to abide by all
+the terms of this agreement, you must cease using and return or destroy
+all copies of Project Gutenberg-tm electronic works in your possession.
+If you paid a fee for obtaining a copy of or access to a Project
+Gutenberg-tm electronic work and you do not agree to be bound by the
+terms of this agreement, you may obtain a refund from the person or
+entity to whom you paid the fee as set forth in paragraph 1.E.8.
+
+1.B. "Project Gutenberg" is a registered trademark. It may only be
+used on or associated in any way with an electronic work by people who
+agree to be bound by the terms of this agreement. There are a few
+things that you can do with most Project Gutenberg-tm electronic works
+even without complying with the full terms of this agreement. See
+paragraph 1.C below. There are a lot of things you can do with Project
+Gutenberg-tm electronic works if you follow the terms of this agreement
+and help preserve free future access to Project Gutenberg-tm electronic
+works. See paragraph 1.E below.
+
+1.C. The Project Gutenberg Literary Archive Foundation ("the Foundation"
+or PGLAF), owns a compilation copyright in the collection of Project
+Gutenberg-tm electronic works. Nearly all the individual works in the
+collection are in the public domain in the United States. If an
+individual work is in the public domain in the United States and you are
+located in the United States, we do not claim a right to prevent you from
+copying, distributing, performing, displaying or creating derivative
+works based on the work as long as all references to Project Gutenberg
+are removed. Of course, we hope that you will support the Project
+Gutenberg-tm mission of promoting free access to electronic works by
+freely sharing Project Gutenberg-tm works in compliance with the terms of
+this agreement for keeping the Project Gutenberg-tm name associated with
+the work. You can easily comply with the terms of this agreement by
+keeping this work in the same format with its attached full Project
+Gutenberg-tm License when you share it without charge with others.
+
+1.D. The copyright laws of the place where you are located also govern
+what you can do with this work. Copyright laws in most countries are in
+a constant state of change. If you are outside the United States, check
+the laws of your country in addition to the terms of this agreement
+before downloading, copying, displaying, performing, distributing or
+creating derivative works based on this work or any other Project
+Gutenberg-tm work. The Foundation makes no representations concerning
+the copyright status of any work in any country outside the United
+States.
+
+1.E. Unless you have removed all references to Project Gutenberg:
+
+1.E.1. The following sentence, with active links to, or other immediate
+access to, the full Project Gutenberg-tm License must appear prominently
+whenever any copy of a Project Gutenberg-tm work (any work on which the
+phrase "Project Gutenberg" appears, or with which the phrase "Project
+Gutenberg" is associated) is accessed, displayed, performed, viewed,
+copied or distributed:
+
+This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
+almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
+re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
+with this eBook or online at www.gutenberg.org
+
+1.E.2. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is derived
+from the public domain (does not contain a notice indicating that it is
+posted with permission of the copyright holder), the work can be copied
+and distributed to anyone in the United States without paying any fees
+or charges. If you are redistributing or providing access to a work
+with the phrase "Project Gutenberg" associated with or appearing on the
+work, you must comply either with the requirements of paragraphs 1.E.1
+through 1.E.7 or obtain permission for the use of the work and the
+Project Gutenberg-tm trademark as set forth in paragraphs 1.E.8 or
+1.E.9.
+
+1.E.3. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is posted
+with the permission of the copyright holder, your use and distribution
+must comply with both paragraphs 1.E.1 through 1.E.7 and any additional
+terms imposed by the copyright holder. Additional terms will be linked
+to the Project Gutenberg-tm License for all works posted with the
+permission of the copyright holder found at the beginning of this work.
+
+1.E.4. Do not unlink or detach or remove the full Project Gutenberg-tm
+License terms from this work, or any files containing a part of this
+work or any other work associated with Project Gutenberg-tm.
+
+1.E.5. Do not copy, display, perform, distribute or redistribute this
+electronic work, or any part of this electronic work, without
+prominently displaying the sentence set forth in paragraph 1.E.1 with
+active links or immediate access to the full terms of the Project
+Gutenberg-tm License.
+
+1.E.6. You may convert to and distribute this work in any binary,
+compressed, marked up, nonproprietary or proprietary form, including any
+word processing or hypertext form. However, if you provide access to or
+distribute copies of a Project Gutenberg-tm work in a format other than
+"Plain Vanilla ASCII" or other format used in the official version
+posted on the official Project Gutenberg-tm web site (www.gutenberg.org),
+you must, at no additional cost, fee or expense to the user, provide a
+copy, a means of exporting a copy, or a means of obtaining a copy upon
+request, of the work in its original "Plain Vanilla ASCII" or other
+form. Any alternate format must include the full Project Gutenberg-tm
+License as specified in paragraph 1.E.1.
+
+1.E.7. Do not charge a fee for access to, viewing, displaying,
+performing, copying or distributing any Project Gutenberg-tm works
+unless you comply with paragraph 1.E.8 or 1.E.9.
+
+1.E.8. You may charge a reasonable fee for copies of or providing
+access to or distributing Project Gutenberg-tm electronic works provided
+that
+
+- You pay a royalty fee of 20% of the gross profits you derive from
+ the use of Project Gutenberg-tm works calculated using the method
+ you already use to calculate your applicable taxes. The fee is
+ owed to the owner of the Project Gutenberg-tm trademark, but he
+ has agreed to donate royalties under this paragraph to the
+ Project Gutenberg Literary Archive Foundation. Royalty payments
+ must be paid within 60 days following each date on which you
+ prepare (or are legally required to prepare) your periodic tax
+ returns. Royalty payments should be clearly marked as such and
+ sent to the Project Gutenberg Literary Archive Foundation at the
+ address specified in Section 4, "Information about donations to
+ the Project Gutenberg Literary Archive Foundation."
+
+- You provide a full refund of any money paid by a user who notifies
+ you in writing (or by e-mail) within 30 days of receipt that s/he
+ does not agree to the terms of the full Project Gutenberg-tm
+ License. You must require such a user to return or
+ destroy all copies of the works possessed in a physical medium
+ and discontinue all use of and all access to other copies of
+ Project Gutenberg-tm works.
+
+- You provide, in accordance with paragraph 1.F.3, a full refund of any
+ money paid for a work or a replacement copy, if a defect in the
+ electronic work is discovered and reported to you within 90 days
+ of receipt of the work.
+
+- You comply with all other terms of this agreement for free
+ distribution of Project Gutenberg-tm works.
+
+1.E.9. If you wish to charge a fee or distribute a Project Gutenberg-tm
+electronic work or group of works on different terms than are set
+forth in this agreement, you must obtain permission in writing from
+both the Project Gutenberg Literary Archive Foundation and Michael
+Hart, the owner of the Project Gutenberg-tm trademark. Contact the
+Foundation as set forth in Section 3 below.
+
+1.F.
+
+1.F.1. Project Gutenberg volunteers and employees expend considerable
+effort to identify, do copyright research on, transcribe and proofread
+public domain works in creating the Project Gutenberg-tm
+collection. Despite these efforts, Project Gutenberg-tm electronic
+works, and the medium on which they may be stored, may contain
+"Defects," such as, but not limited to, incomplete, inaccurate or
+corrupt data, transcription errors, a copyright or other intellectual
+property infringement, a defective or damaged disk or other medium, a
+computer virus, or computer codes that damage or cannot be read by
+your equipment.
+
+1.F.2. LIMITED WARRANTY, DISCLAIMER OF DAMAGES - Except for the "Right
+of Replacement or Refund" described in paragraph 1.F.3, the Project
+Gutenberg Literary Archive Foundation, the owner of the Project
+Gutenberg-tm trademark, and any other party distributing a Project
+Gutenberg-tm electronic work under this agreement, disclaim all
+liability to you for damages, costs and expenses, including legal
+fees. YOU AGREE THAT YOU HAVE NO REMEDIES FOR NEGLIGENCE, STRICT
+LIABILITY, BREACH OF WARRANTY OR BREACH OF CONTRACT EXCEPT THOSE
+PROVIDED IN PARAGRAPH F3. YOU AGREE THAT THE FOUNDATION, THE
+TRADEMARK OWNER, AND ANY DISTRIBUTOR UNDER THIS AGREEMENT WILL NOT BE
+LIABLE TO YOU FOR ACTUAL, DIRECT, INDIRECT, CONSEQUENTIAL, PUNITIVE OR
+INCIDENTAL DAMAGES EVEN IF YOU GIVE NOTICE OF THE POSSIBILITY OF SUCH
+DAMAGE.
+
+1.F.3. LIMITED RIGHT OF REPLACEMENT OR REFUND - If you discover a
+defect in this electronic work within 90 days of receiving it, you can
+receive a refund of the money (if any) you paid for it by sending a
+written explanation to the person you received the work from. If you
+received the work on a physical medium, you must return the medium with
+your written explanation. The person or entity that provided you with
+the defective work may elect to provide a replacement copy in lieu of a
+refund. If you received the work electronically, the person or entity
+providing it to you may choose to give you a second opportunity to
+receive the work electronically in lieu of a refund. If the second copy
+is also defective, you may demand a refund in writing without further
+opportunities to fix the problem.
+
+1.F.4. Except for the limited right of replacement or refund set forth
+in paragraph 1.F.3, this work is provided to you 'AS-IS' WITH NO OTHER
+WARRANTIES OF ANY KIND, EXPRESS OR IMPLIED, INCLUDING BUT NOT LIMITED TO
+WARRANTIES OF MERCHANTIBILITY OR FITNESS FOR ANY PURPOSE.
+
+1.F.5. Some states do not allow disclaimers of certain implied
+warranties or the exclusion or limitation of certain types of damages.
+If any disclaimer or limitation set forth in this agreement violates the
+law of the state applicable to this agreement, the agreement shall be
+interpreted to make the maximum disclaimer or limitation permitted by
+the applicable state law. The invalidity or unenforceability of any
+provision of this agreement shall not void the remaining provisions.
+
+1.F.6. INDEMNITY - You agree to indemnify and hold the Foundation, the
+trademark owner, any agent or employee of the Foundation, anyone
+providing copies of Project Gutenberg-tm electronic works in accordance
+with this agreement, and any volunteers associated with the production,
+promotion and distribution of Project Gutenberg-tm electronic works,
+harmless from all liability, costs and expenses, including legal fees,
+that arise directly or indirectly from any of the following which you do
+or cause to occur: (a) distribution of this or any Project Gutenberg-tm
+work, (b) alteration, modification, or additions or deletions to any
+Project Gutenberg-tm work, and (c) any Defect you cause.
+
+
+Section 2. Information about the Mission of Project Gutenberg-tm
+
+Project Gutenberg-tm is synonymous with the free distribution of
+electronic works in formats readable by the widest variety of computers
+including obsolete, old, middle-aged and new computers. It exists
+because of the efforts of hundreds of volunteers and donations from
+people in all walks of life.
+
+Volunteers and financial support to provide volunteers with the
+assistance they need, is critical to reaching Project Gutenberg-tm's
+goals and ensuring that the Project Gutenberg-tm collection will
+remain freely available for generations to come. In 2001, the Project
+Gutenberg Literary Archive Foundation was created to provide a secure
+and permanent future for Project Gutenberg-tm and future generations.
+To learn more about the Project Gutenberg Literary Archive Foundation
+and how your efforts and donations can help, see Sections 3 and 4
+and the Foundation web page at http://www.pglaf.org.
+
+
+Section 3. Information about the Project Gutenberg Literary Archive
+Foundation
+
+The Project Gutenberg Literary Archive Foundation is a non profit
+501(c)(3) educational corporation organized under the laws of the
+state of Mississippi and granted tax exempt status by the Internal
+Revenue Service. The Foundation's EIN or federal tax identification
+number is 64-6221541. Its 501(c)(3) letter is posted at
+http://pglaf.org/fundraising. Contributions to the Project Gutenberg
+Literary Archive Foundation are tax deductible to the full extent
+permitted by U.S. federal laws and your state's laws.
+
+The Foundation's principal office is located at 4557 Melan Dr. S.
+Fairbanks, AK, 99712., but its volunteers and employees are scattered
+throughout numerous locations. Its business office is located at
+809 North 1500 West, Salt Lake City, UT 84116, (801) 596-1887, email
+business@pglaf.org. Email contact links and up to date contact
+information can be found at the Foundation's web site and official
+page at http://pglaf.org
+
+For additional contact information:
+ Dr. Gregory B. Newby
+ Chief Executive and Director
+ gbnewby@pglaf.org
+
+
+Section 4. Information about Donations to the Project Gutenberg
+Literary Archive Foundation
+
+Project Gutenberg-tm depends upon and cannot survive without wide
+spread public support and donations to carry out its mission of
+increasing the number of public domain and licensed works that can be
+freely distributed in machine readable form accessible by the widest
+array of equipment including outdated equipment. Many small donations
+($1 to $5,000) are particularly important to maintaining tax exempt
+status with the IRS.
+
+The Foundation is committed to complying with the laws regulating
+charities and charitable donations in all 50 states of the United
+States. Compliance requirements are not uniform and it takes a
+considerable effort, much paperwork and many fees to meet and keep up
+with these requirements. We do not solicit donations in locations
+where we have not received written confirmation of compliance. To
+SEND DONATIONS or determine the status of compliance for any
+particular state visit http://pglaf.org
+
+While we cannot and do not solicit contributions from states where we
+have not met the solicitation requirements, we know of no prohibition
+against accepting unsolicited donations from donors in such states who
+approach us with offers to donate.
+
+International donations are gratefully accepted, but we cannot make
+any statements concerning tax treatment of donations received from
+outside the United States. U.S. laws alone swamp our small staff.
+
+Please check the Project Gutenberg Web pages for current donation
+methods and addresses. Donations are accepted in a number of other
+ways including checks, online payments and credit card donations.
+To donate, please visit: http://pglaf.org/donate
+
+
+Section 5. General Information About Project Gutenberg-tm electronic
+works.
+
+Professor Michael S. Hart is the originator of the Project Gutenberg-tm
+concept of a library of electronic works that could be freely shared
+with anyone. For thirty years, he produced and distributed Project
+Gutenberg-tm eBooks with only a loose network of volunteer support.
+
+
+Project Gutenberg-tm eBooks are often created from several printed
+editions, all of which are confirmed as Public Domain in the U.S.
+unless a copyright notice is included. Thus, we do not necessarily
+keep eBooks in compliance with any particular paper edition.
+
+
+Most people start at our Web site which has the main PG search facility:
+
+ http://www.gutenberg.org
+
+This Web site includes information about Project Gutenberg-tm,
+including how to make donations to the Project Gutenberg Literary
+Archive Foundation, how to help produce our new eBooks, and how to
+subscribe to our email newsletter to hear about new eBooks.
+
+
+</pre>
+
+</body>
+</html>
diff --git a/27062-h/images/bracket.png b/27062-h/images/bracket.png
new file mode 100644
index 0000000..392ccde
--- /dev/null
+++ b/27062-h/images/bracket.png
Binary files differ
diff --git a/LICENSE.txt b/LICENSE.txt
new file mode 100644
index 0000000..6312041
--- /dev/null
+++ b/LICENSE.txt
@@ -0,0 +1,11 @@
+This eBook, including all associated images, markup, improvements,
+metadata, and any other content or labor, has been confirmed to be
+in the PUBLIC DOMAIN IN THE UNITED STATES.
+
+Procedures for determining public domain status are described in
+the "Copyright How-To" at https://www.gutenberg.org.
+
+No investigation has been made concerning possible copyrights in
+jurisdictions other than the United States. Anyone seeking to utilize
+this eBook outside of the United States should confirm copyright
+status under the laws that apply to them.
diff --git a/README.md b/README.md
new file mode 100644
index 0000000..806f5a8
--- /dev/null
+++ b/README.md
@@ -0,0 +1,2 @@
+Project Gutenberg (https://www.gutenberg.org) public repository for
+eBook #27062 (https://www.gutenberg.org/ebooks/27062)