diff options
Diffstat (limited to '27062-0.txt')
| -rw-r--r-- | 27062-0.txt | 5219 |
1 files changed, 5219 insertions, 0 deletions
diff --git a/27062-0.txt b/27062-0.txt new file mode 100644 index 0000000..4838195 --- /dev/null +++ b/27062-0.txt @@ -0,0 +1,5219 @@ +The Project Gutenberg EBook of Romeo i Julia, by William Shakespeare + +This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with +almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or +re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included +with this eBook or online at www.gutenberg.org + + +Title: Romeo i Julia + Tragedya w 5 Aktach + +Author: William Shakespeare + +Translator: Józef Paszkowski + +Release Date: October 27, 2008 [EBook #27062] + +Language: Polish + +Character set encoding: UTF-8 + +*** START OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK ROMEO I JULIA *** + + + + +Produced by Jimmy O'Regan (This file was produced from +images generously made available by CBN Polona +http://www.polona.pl) + + + + + + + + WILIAM SZEKSPIR + + + ROMEO I JULIA + TRAGEDYA W 5 AKTACH + + + J. PASZKOWSKIEGO. + + NAKŁAD GEBETHNERA I WOLFFA + WARSZAWA--LUBLIN--ŁÓDŹ + KRAKÓW--G. GEBETHNER I SPÓŁKA + NEW YORK--THE POLISH BOOK IMPORT. CO, INC. + + KRAKÓW.--DRUK W. L. ANCZYCA I SPÓŁKI + 1913 + + + + + ROMEO I JULIA + + PRZEKŁAD + + J. PASZKOWSKIEGO. + + + OSOBY: + +*Eskalus,* książę panujący w Weronie. +*Parys,* młody Weroneńczyk, szlachetnego rodu, krewny + księcia. +*Monteki,* } naczelnicy dwóch domów nieprzyjaznych sobie. +*Kapulet,* } +*Starzec,* stryjeczny brat Kapuleta. +*Romeo,* syn Montekiego. +*Merkucio,* krewny księcia, } przyjaciele Romea. +*Benwolio,* synowiec Montekiego, } +*Tybalt,* krewny Pani Kapulet. +*Laurenty,* Ojciec Franciszkanin. +*Jan,* brat z tegoż zgromadzenia. +*Baltazer,* służący Romea. +*Samson,* } słudzy Kapuleta. +*Grzegorz,* } +*Abraham,* służący Montekiego. +*Aptekarz.* +*Trzech muzykantów.* +*Paź Parysa.* +*Piotr.* +*Dowódca warty.* +*Pani Montekio,* małżonka Montekiego. +*Pani Kapulet,* małżonka Kapuleta. +*Julia,* córka Kapuletów. +*Marta,* mamka Julii. + +Obywatele weroneńscy, różne osoby płci obojej, liczące +się do przyjaciół obu domów, maski, straż wojskowa +i inne osoby. + +Rzecz odbywa się przez większą część sztuki w Weronie, +przez część piątego aktu w Mantui. + + + PROLOG + +Dwa rody, jasne jednako i sławne, +Tam, gdzie się rzecz ta rozgrywa, w Weronie, +Do nowej zbrodni pchają złości dawne, +Pamiąc szlachetną krwią szlachetne dłonie. + +Z łez tych dwu wrogów wzięło bowiem życie, +Pod najstrazliwszą z gwiazd, kochanków dwoje; +Po pełnym przygód nieszczęśliwych bycie, +Śmierć ich stłumiła rodzicielskie boje. + +Tej ich miłości przebieg zbyt bolesny, +I jak się ojców nienawiść nie zmienia, +Aż jązakończy dzieci zgon przedwczesny, + +Dwugodzinnego treścią przedstawienia, +Które otoczcie cierpliwymi względy, +Jest w nim co złego, my usuniem błędy... + + + + +ROMEO I JULIA + + + + +AKT PIERWSZY. + + +SCENA I. + + Plac publiczny. + + _(Wchodzą: Samson i Grzegorz, uzbrojeni w tarcze i miecze)._ + +*Samson.* Dalipan, Grzegorzu, nie będziem darli pierza. + +*Grzegorz.* Ma się rozumieć, bobyśmy byli zdziercami. + +*Samson.* Ale będziemy darli koty, jak z nami zadrą. + +*Grzegorz.* Kto zechce zadrzeć z nami, będzie musiał zadrżeć. + +*Samson.* Mam zwyczaj drapać zaraz, jak mię kto rozrucha. + +*Grzegorz.* Tak, ale nie zaraz zwykłeś się dać rozruchać. + +*Samson.* Te psy z domu Montekich rozruchać mię mogą +bardzo łatwo. + +*Grzegorz.* Rozruchać się tyle znaczy, co ruszyć się z miejsca; +być walecznym, jest to stać nieporuszenie: pojmuję +więc, że skutkiem rozruchania się twego będzie — +drapnięcie. + +*Samson.* Te psy z domu Montekich rozruchać mię mogą +tylko do stania na miejscu. Będę jak mur dla każdego +mężczyzny i dla każdej kobiety z tego domu. + +*Grzegorz.* To właśnie pokazuje twoją słabą stronę: mur +dla nikogo niestraszny i tylko słabi go się trzymają. + +*Samson.* Prawda, dlatego to kobiety, jako najsłabsze, tulą +się zawsze do muru. Ja też odtrącę od muru ludzi +Montekich, a kobiety Montekich przyprę do muru. + +*Grzegorz.* Spór jest tylko między naszymi panami i między +nami, ich ludźmi. + +*Samson.* Mniejsza mi o to: będę nieubłagany. Pobiwszy +ludzi, wywrę wściekłość na kobiety: rzeź między nimi +sprawię. + +*Grzegorz.* Rzeź kobiet chcesz przedsiębrać? + +*Samson.* Nieinaczej: wtłoczę miecz w każdą po kolei. +Wiadomo, że się do lwów liczę. + +*Grzegorz.* Tem lepiej, że się liczysz do zwierząt; bo gdybyś +się liczył do ryb, to byłbyś pewnie sztokfiszem. +Weźno się za instrument, bo oto nadchodzi dwóch +domowników Montekiego. + + _(Wchodzą: Abraham i Baltazar)._ + +*Samson.* Mój giwer już dobyty: zaczep ich, ja stanę z tyłu. + +*Grzegorz.* Gwoli drapania? + +*Samson.* Nie bój się. + +*Grzegorz.* Jabym się miał bać z twojej przyczyny? + +*Samson.* Miejmy prawo za sobą, niech oni zaczną. + +*Grzegorz.* Marsa im nastawię, przechodząc; niech go sobie, +jak chcą, tłómaczą. + +*Samson.* Nie jak chcą, ale jak śmią. Ja im gębę wykrzywię; +hańba im, jeśli to ścierpią. + +*Abraham.* Skrzywiłeś się na nas, mości panie? + +*Samson.* Nieinaczej, skrzywiłem się. + +*Abraham.* Czy na nas się skrzywiłeś, mości panie? + +*Samson* _(do Grzegorza)._ Będziemyż mieli prawo za sobą, +jak powiem: tak jest? + +*Grzegorz.* Nie. + +*Samson* _(do Abrahama)._ Nie, mości panie; nie skrzywiłem +się na was, tyłko skrzywiłem się tak sobie. + +*Grzegorz* _(do Abrahama)._ Zaczepki waść szukasz? + +*Abraham.* Zaczepki? nie. + +*Samson.* Jeżeli jej szukasz, to jestem na waścine usługi. +Mój pan tak dobry, jak i wasz. + +*Abraham.* Nie lepszy. + +*Samson.* Niech i tak będzie. + + _(Benwolio ukazuje się w głębi)._ + +*Grzegorz* _na stronie do Samsona)._ Powiedz: lepszy. Oto +nadchodzi jeden z krewnych mego pana. + +*Samson.* Nieinaczej; powiedz: lepszy. + +*Abraham.* Kłamiesz. + +*Samson.* Dobądźcie mieczów, jeśli macie serca. Grzegorzu, +pamiętaj o swoim pchnięciu. _(Biją się)._ + +*Benwolio.* Odstąpcie, głupcy; schowajcie miecze do pochew! +Sami nie wiecie, co robicie. + + _(Rozdziela ich swoim mieczem)._ + + _(Wchodzi Tybalt)._ + +*Tybalt.* Cóż to? krzyżujesz oręż z parobkami? +Do mnie, Benwolio! pilnuj swego życia. + +*Benwolio.* Przywracam tylko pokój. Włóż miecz nazad +Albo wraz ze mną rozdziel nim tych ludzi. + +*Tybalt.* Z gołym orężem pokój? Nienawidzę +Tego wyrazu, tak jak nienawidzę +Szatana, wszystkich Montekich i ciebie. +Broń się, nikczemny tchórzu. + + _(Walczą)._ + +_Nadchodzi kilku przyjaciół obu partyi i mieszają się do +zwady; wkrótce potem wchodzą mieszczanie z pałkami)._ + +*Pierwszy obywatel.* Hola! berdyszów! pałek! Dalej po nich! +Precz z Montekimi, precz z Kapuletami! + +_(Wchodzą: Kapulet i pani Kapulet)._ + +*Kapulet.* Co to za hałas? Podajcie mi długi +Mój miecz! hej! + +*Pani Kapulet.* Raczej kulę: co ci z miecza? + +*Kapulet.* Miecz, mówię! Stary Monteki nadchodzi +I szydnie swoją klingą mi urąga. + + _(Wchodzą: Monteki i pani Monteki)._ + +*Monteki.* Ha! nędzny Kapulecie! _(Do żony)._ Puść mię, pani. + +*Pani Monteki.* Nie puszczę cię na krok, gdy wróg przed tobą. + +_(Wchodzi Książę z orszakiem)._ + +*Książę.* Zapamiętali, niesforni poddani, +Bezcześciciele bratniej stali! Cóż to, +Czy nie słyszycie? Ludzie czy zwierzęta, +Co wściekłych swoich gniewów żar gasicie +W własnych żył swoich źródle purpurowym: +Pod karą tortur, wypuśćcie natychmiast +Z zawziętych dłoni tę broń buntowniczą +I posłuchajcie tego, co niniejszym +Wasz rozjątrzony książę postanawia. +Domowe starcia, z marnych słów zrodzone +Przez was, Monteki oraz Kapulecie, +Trzykroć już spokój miasta zakłóciły, +Tak, że poważni wiekiem i zasługą +Obywatele werońscy musieli +Porzucić swoje wygodne przybory, +I w stare dłonie stare ująć miecze, +By zardzewiałym ostrzem zardzewiałe +Niechęci wasze przecinać. Jeżeli +Wzniecicie jeszcze kiedyś waśń podobną, +Zamęt pokoju opłacicie życiem. +A teraz wszyscy ustąpcie niezwłocznie. +Ty, Kapulecie, pójdziesz ze mną razem; +Ty zaś, Monteki, przyjdziesz po południu +Na ratusz, gdzie ci dokładnie w tym względzie +Dalsza ma wola oznajmiona będzie. +Jeszcze raz, wzywam wszystkich tu obecnych +Pod karą śmierci, aby się rozeszli. + + _(Książę z orszakiem wychodzi; podobnież Kapulet, pani Kapulet, + Tybalt, obywatele i słudzy)._ + +*Monteki.* Kto wszczął tę nową zwadę? Mów, synowcze, +Byłżeś tu wtedy, gdy się to zaczęło? + +*Benwolio.* Nieprzyjaciela naszego pachołcy +I wasi już się bili, kiedym nadszedł; +Dobyłem broni, aby ich rozdzielić: +Wtem wpadł szalony Tybalt z gołym mieczem, +I harde zionąc mi w uszy wyzwanie, +Jął się wywijać nim i siec powietrze, +Które świszczało tylko, szydząc z marnych +Jego zamachów. Gdyśmy tak ze sobą +Cięcia i pchnięcia zamieniali, zbiegł się +Większy tłum ludzi, z obu stron walczono, +Aż książę nadszedł i rozdzielił wszystkich. + +*Pani Monteki.* Lecz gdzież Romeo? Widziałżeś go dzisiaj? +Jakże się cieszę, że nie był w tem starciu. + +*Benwolio.* Godziną pierwej, nim wspaniałe słońce +W złotych się oknach wschodu ukazało, +Troski wygnały mię z dala od domu +W sykomorowy ów gaj, co się ciągnie +Ku południowi od naszego miasta. +Tam, już tak rano, syn wasz się przechadzał. +Ledwiem go ujrzał, pobiegłem ku niemu; +Lecz on, spostrzegłszy mię, skręcił natychmiast, +I w najciemniejszej ukrył się gęstwinie. +Pociąg ten jego do odosobnienia +Mierząc mym własnym, (serce nasze bowiem +Jest najczynniejsze, kiedyśmy samotni) +Nie przeszkadzałem mu w jego dumaniach +I w inną stronę się udałem, chętnie +Stroniąc od tego, co rad mnie unikał. + +*Monteki.* Nieraz o świcie już go tam widziano +Łzami poranną mnożącego rosę, +A chmury swego oblicza chmurami. +Aliści, ledwo na najdalszym wschodzie +Wesołe słońce z przed łoża Aurory +Zaczęło ściągać cienistą kotarę, +On, uciekając od widoku światła, +Co tchu zamykał się w swoim pokoju, +Zasłaniał okna przed jasnym dnia blaskiem +I sztuczną sobie ciemnicę utwarzał. +W czarne bezdroże dusza jego zajdzie, +Jeśli się na to lekarstwo nie znajdzie. + +*Benwolio.* Szanowny stryju, znaszże powód tego? + +*Monteki.* Nie znam i z niego wydobyć nie mogę. + +*Benwolio.* Wybadywałżeś go jakim sposobem? + +*Monteki.* Wybadywałem i sam, i przez drugich: +Lecz on, jedyny powiernik swych smutków, +Tak im jest wierny, tak zamknięty w sobie, +Od otwartości wszelkiej tak daleki, +Jak pączek kwiatu, co go robak gryzie, +Nim światu wonny swój kielich roztoczył +I pełność swoją rozwinął przed słońcem. +Gdybyśmy mogli dojść tych trosk zarodka, +Nie zbrakłoby nam zaradczego środka. + + _(Romeo ukazuje się w głębi)._ + +*Benwolio.* Oto nadchodzi. Odstąpcie na stronę: +Wyrwę mu z piersi cierpienia tajone. + +*Monteki.* Obyś w tej sprawie, co nam serce rani, +Mógł być szczęśliwszym od nas! Pójdźmy, pani. + + _(Wychodzą: Monteki i pani Monteki)._ + +*Benwolio.* Dzień dobry, bracie. + +*Romeo.* Jeszczeż nie południe? + +*Benwolio.* Dziewiąta biła dopiero. + +*Romeo.* Jak nudnie +Wloką się chwile! Moiż-to rodzice +Tak spiesznie w tamtą zboczyli ulicę? + +*Benwolio.* Tak jest. Lecz cóż tak chwile twoje dłuży? + +*Romeo.* Nieposiadanie tego, co je skraca. + +*Benwolio.* Miłość więc? + +*Romeo.* Brak jej. + +*Benwolio.* Jakto? brak miłości? + +*Romeo.* Brak jej tam, skądbym pragnął wzajemności. + +*Benwolio.* Niestety! Czemuż, zdając się niebianką, +Miłość jest w gruncie tak srogą tyranką? + +*Romeo.* Niestety! Czemuż z zasłoną na skroni, +Miłość na oślep zawsze cel swój goni! +Gdzież dziś jeść będziem? Ach! Był tu podobno +Jakiś spór? Nie mów mi o nim, wiem wszystko. +W grze tu nienawiść wielka, lecz i miłość. +O! wy sprzeczności niepojęte dziwa: +Szorstka miłości! nienawiści tkliwa! +Coś narodzone z niczego! Pieszczoto +Odpychająca! Poważna pustoto! +Szpetny chaosie wdzięków! Ciężki puchu! +Jasna mgło! Zimny żarze! Martwy ruchu! +Śnie bez snu! Taką-to w sobie zawiłość, +Taką niełączność łączy moja miłość. +Czy się nie śmiejesz? + +*Benwolio.* Nie, płakałbym raczej. + +*Romeo.* Nad czem, poczciwa duszo? + +*Benwolio.* Nad uciskiem +Poczciwej duszy twojej. + +*Romeo.* A więc strzała +Miłości nawet przez odbitkę działa? +Dość mi już ciężył mój smutek, ty jego +Brzemię powiększasz przewyżką twojego; +Współczucie twoje nad mojem cierpieniem +Nie ulgą, ale nowym jest kamieniem +Dla mego serca. Miłość, przyjacielu, +To dym, co z parą westchnień się unosi; +To żar, co w oku szczęśliwego płonie; +Morze łez, w którym nieszczęśliwy tonie. +Czemże jest więcej? Istnym amalgamem: +Żółcią trawiącą i zbawczym balsamem. +Bądź zdrów. _(Chce odejść)._ + +*Benwolio.* Zaczekaj! krzywdębyś mi sprawił, +Gdybyś mą przyjaźń z kwitkiem tak zostawił. + +*Romeo.* Ach! ja nie jestem tu, nie jestem sobą; +To nie Romeo, co rozmawia z tobą. + +*Benwolio.* Kogóż to kochasz? mów. + +*Romeo.* Przestań mię dręczyć +Mamże wraz jęczyć i mówić? + +*Benwolio.* Nie jęczyć, +Tylko mi klucz dać do tego problemu. +Kogóż to kochasz? powiedz! + +*Romeo.* Każ choremu +Pisać testament: będzież to wezwanie +Dobre dla tego, co jest w tak złym stanie? +A więc kobietę kocham. + +*Benwolio.* Celniem mierzył, +Gdym to pomyślał, nimeś mi powierzył. + +*Romeo.* Biegle celujesz. I ta, którą kocham, +Jest piękna. + +*Benwolio.* W piękny cel trafić najłatwiej. + +*Romeo.* A właśnieś chybił. Niczem tu kołczany +Kupida; ona ma naturę Dyany: +Pod twardą zbroją wstydliwości swojéj +Grotów miłości wcale się nie boi; +Szydzi z nawału zaklęć oblężniczych; +Odpiera szturmy spojrzeń napastniczych; +Nawet jej złota wszechwładztwo nie zjedna. +Bogata w wdzięki, w tem jedynie biedna, +Że, kiedy umrze, do grobu z nią zstąpi +Całe bogactwo, którego tak skąpi. + +*Benwolio.* Wiecznież chce sama zostać z swem bogactwem? + +*Romeo.* Tak jest; i skąpstwo to jest marnotrawstwem, +Bo piękność, którą własna srogość strawia, +Całą potomność piękności pozbawia. + +Zbyt ona piękna, zbyt mądra zarazem; +Zbyt mądrze piękna: stąd istnym jest głazem. +Przysięgła nigdy nie kochać, i dzięki +Temu, skazany-m wiecznie cierpieć męki. + +*Benwolio.* Jest na to rada: przestań myśleć o niej. + +*Romeo.* Doradźże także, jakimbym sposobem +Mógł przestać myśleć. + +*Benwolio.* Dając oczom wolność +Rozpatrywania się w innych pięknościach. + +*Romeo.* To byłby tylko sposób przywołania +Jej cudnych wdzięków tem żywiej na pamięć. +Maska, kryjąca lica pięknej damy, +Choć czarna, nęci nas, bo przeczuwamy +Pod nią zbiór ponęt; ten, co wzrok postradał, +Zapomniż kiedy, jaki skarb posiadał? +Pokaż mi jaki ideał dziewczęcy, +Będzież on dla mnie w istocie czem więcéj, +Jak przypomnieniem, że jest piękność inna, +[Page 13] +Przed którą ta-by uklęknąć powinna. +Bądź zdrów: niewczesną podajesz mi radę. + +*Benwolio.* Najpraktyczniejszą, życie w zastaw kładę. + + _(Wychodzą.)_ + + +SCENA II. + + Ulica. + + _(Wchodzą: Kapulet i Parys, za nimi służący)._ + +*Kapulet.* Podobną, jak mnie, karą zagrożono +I Montekiemu; ależ w wieku naszym +Spokojnie siedzieć rzecz nie trudna. + +*Parys.* Oba +Szanownych szczepów jesteście odrośle; +Tem-ci żałośniej, że od tyła czasu, +Żyjecie w takiem rozdwojeniu z sobą. +Co mówisz, panie, na moje zabiegi? + +*Kapulet.* To samo, co już dawniej powiedziałem: +Mojemu dziecku świat jest jeszcze obcy, +Ledwie czternastu lat wysnuła przędzę; +Parę jej wiosen jeszcze przeżyć trzeba, +Nim małżeńskiego zakosztuje chleba. + +*Parys.* Z młodszych bywały nieraz szczęsne matki. + +*Kapulet.* Lecz prędko więdną przedwczesne mężatki. +Ziemia schłonęła wszystkie me nadzieje, +Oprócz tej jednej; ona jest, Parysie, +Przyszłą, jedyną moich ziem dziedziczką. +Staraj się jednak, skarb sobie jej serce, +Chęć ma z jej chęcią nie będzie w rozterce; +Jeśli cię przyjmie, głos ojca w tym względzie +Jej pozwolenia echem tylko będzie. +Daję dziś wieczór, na który niemało +Gości sprosiłem; gdyby ci się dało +Być jednym więcej, w nader miły sposób +Zwiększyłbyś przez to zbiór miłych mi osób. +W biednym mym domu, jednocześnie z nocą, +Takie dziś gwiazdy ziemskie zamigocą, +Że od ich blasku blask niebieskich zblednie. +Uciechy, młodym ludziom odpowiednie, +Podobne do tych, jakie kwiecień sprawia, +Gdy w starym progu zimy się pojawia; +Takie uciechy, w całej swojej mocy, +Wśród hożych dziewic staną się tej nocy +Udziałem twoim w domu Kapuletów. +Przyjdź, przejrz i wybierz sobie z tych bukietów +Kwiat najpiękniejszy. I mój tam kwiat luby +Wejdzie do liczby, choć nie do rachuby. +Idźmy. _(Do sługi)._ A wasze obejdź w krąg Weronę, +Wynajdź osoby tu wyszczególnione + + _(oddaje mu papier)._ + +I powiedz każdej, że mój dom otworem +Na ich usługi stanie dziś wieczorem. + + _(Wychodzą: Kapulet i Parys)._ + +*Służący.* Mam wynaleźć osoby tu wyszczególnione: to się +znaczy, według tego, co tu napisano... A cóż tu napisano? +Oto: że szewc ma pilnować łokcia, a krawiec +kopyta; rybak pędzla, a malarz więcierza. Jakże wynajdę +osoby tu wyszczególnione, kiedy nie mogę wynaleźć +środka na wyczytanie tego, co osoba pisząca tu wyszczególniła? +Kazano mi jednak; muszę się udać do +uczonych. Oto jacyś ichmoście; może mi poradzą. + + _(Wchodzi Romeo i Benwolio)._ + +*Benwolio.* Tak, bracie, płomień spędza się płomieniem, +Ból dawny nowym leczy się cierpieniem; +Kręć się na odwrót, gdy masz zawrót głowy; +Klin wyrugujesz, klin wbijając nowy; +Zaczerpnij nowej zarazy do łona, +A jad dawniejszej niewątpliwie skona. + +*Romeo.* Liść pokrzywiany wyborny jest na to. + +*Benwolio.* Na cóż to, proszę? + +*Romeo.* Na oparzeliznę; +Spróbujno tylko. + +*Benwolio.* Powiedz mi, Romeo, +Czyś ty oszalał? + +*Romeo.* Nie, nie oszalałem, +Lecz wpadłem w gorszy stan niż szalonego. +W loch się dostałem, jestem pastwą głodu, +Chłost i mąk. -- Dobry wieczór, przyjacielu. + +*Służący.* Nawzajem, panie. Czy umiesz pan czytać? + +*Romeo.* Niestety! umiem w moim przeznaczeniu +Czytać niedolę. + +*Służący.* Tego się bez książki +Można nauczyć; ale ja się pytam, +Czy pan pisane rzeczy umie czytać? + +*Romeo.* Małej mi rzeczy do tego potrzeba, +To jest znać tylko język i litery. + +*Służący.* Słusznie pan mówisz, bądźże zdrów i wesół. + + _(Chce odejść)._ + +*Romeo.* Czekajno wasze, umiem czytać. _(Czyta)._ +»Sinior Martino, jego małżonka i córki. Hrabia Anzelm +ze swemi pięknymi siostrami. Siniora wdowa po Witruwiuszu. +Sinior Placentio i jego miłe siostrzenice. Merkucyusz +i jego brat Walenty. Mój brat Kapulet z małżonką +i córkami. Moja śliczna siostrzenica Rozalina. +Liwia, sinior Valentio i nasz kuzyn Tybalt. Lucjusz +i nadobna Helena.« +Wspaniałe grono! _(Oddaje kartę)._ Gdzież oni przyjść mają? + +*Służący.* Owdzie. + +*Romeo.* Gdzie? + +*Służący.* Do naszego pałacu, na wieczerzę. + +*Romeo.* Do czyjego pałacu? + +*Służący.* Mojego pana. + +*Romeo.* W istocie, powinienem się był przedewszystkim +spytać, kto nim jest. + +*Służący.* Oznajmię to panu bez pytania: moim panem +jest możny, bogaty Kapulet; jeżeli panowie nie jesteście +z domu Montekich, to was zapraszam do niego +na kubek wina. Bądźcie weseli. + + _(Wychodzi)._ + +*Benwolio.* Na tym wieczorze Kapuleta będzie +Bożyszcze twoje, piękna Rozalina, +Obok najpierwszych piękności werońskich. +Pójdź tam i okiem bezstronnem porównaj +Jej twarz z obliczem tych, które ci wskażę: +Wnet nowe bóstwo ślad dawnego zmaże. + +*Romeo.* Gdyby rzetelny mój wzrok tak fałszywe +Miał dać świadectwo, łzy stańcie się żarem! +Wy, zalewane wciąż, a jeszcze żywe +Przezrocza, spłońcie pod kłamstwa nadmiarem! +Zatrzeć jej wdzięki! Nigdy wszechwidzące +Równej piękności nie widziało słońce. + +*Benwolio.* Wielbisz ją, boś ją jedną na oboich +Ważył dotychczas szalach oczu swoich; +Lecz umieść na tej wadze kryształowéj +Obok niej inną, którą ci gotowy +Będę dziś wskazać, a ręczę, że owa +Nieporównana w kąt się przed tą schowa. + +*Romeo.* Pójdę tam, ale z obojętnem okiem, +Jednej wyłącznie poić się widokiem. + + _(Wychodzą)._ + + +SCENA III. + + Pokój w domu Kapuletów. + + _(Wchodzi pani Kapulet i Marta)._ + +*Pani Kapulet.* Gdzie moja córka? Idź ją tu przywołać. + +*Marta.* Na moją cnotę! jużem ją wołała. +Julciu! pieszczotko moja! moje złotko! +Boże, zmiłuj się! Gdzież ona jest? Julciu! + + _(Wchodzi Julia)._ + +*Julia.* Czy mnie kto wołał? + +*Marta.* Mama. + +*Julia.* Jestem, pani. +Co mi rozkażesz? + +*Pani Kapulet.* Słuchaj. Odejdź, Marto; +Mam z nią sam na sam coś do pomówienia. +Marto, pozostań: przychodzi mi na myśl, +Że twa obecność może być potrzebna. +Julka ma piękny już wiek, wszakże prawda? + +*Marta.* Ba, mogę wiek jej policzyć na palcach. + +*Pani Kapulet.* Czternaście ma już lat, jak mi się zdaje. + +*Marta.* Czternaście moich zębów w zakład stawię, +(Chociaż właściwie mam ich tylko cztery) +Że jeszcze nie ma. Rychłoż będzie święto +Piotra i Pawła? + +*Pani Kapulet.* Za parę tygodni, +Mniej więcej. + +*Marta.* Mniej czy więcej, czy okrągło, +Ale dopiero w wieczór na świętego +Piotra i Pawła skończy lat czternaście. +Ona z Zuzanką -- Boże zbaw nas grzesznych! -- +Były rówieśne. Zuzanka u Boga —- +Byłże to anioł! -- ale, jak mówiłam, +Julcia dopiero na świętego Piotra +I Pawła skończy spełna lat czternaście, +Tak, tak; pamiętam dobrze. Mija teraz +Rok jedenasty od trzęsienia ziemi; +Właśnie od piersi była odsadzona. +Z pomiędzy wszystkich dni bożego roku +Tego jednego nigdy nie zapomnę. +Piołunem sobie wtedy pierś potarłam, +Siedząc na słońcu tuż pod gołębnikiem. +Państwo byliście tego dnia w Mantui. +A co? mam pamięć? Ale, jak mówiłam, +Skoro pieszczotka moja na brodawce +Poczuła gorycz, trzeba było widzieć, +Jak się skrzywiła, szarpnęła od piersi; +Gołębnik za mną: skrzyp! a ja co żywo +Na równe nogi: hyc! nie myśląc czekać, +Aż mi kto każe. Upłynęło odtąd +Lat jedenaście. Umiała już wtedy +O własnej sile stać, co mówię, biegać, +Dyrdać. Dniem pierwej zbiła sobie czoło. +Mój mąż -- świeć Panie, jego duszy! -- podniósł +Z ziemi niebogę; był to wielki figlarz. +_»Plackiem«,_ rzekł, _»padasz teraz, a jak przyjdzie +Większy rozumek, to na wznak upadniesz, +Nieprawdaż, Julciu?«_ A ten mały łotrzyk, +Jak mi Bóg miły! przestał zaraz krzyczeć +I odpowiedział: _»tak«_. Chociażbym żyła +Tysiąc lat, nigdy tego nie zapomnę. +_»Nieprawdaż, Julciu«_ rzekł, _»że padniesz wznak?«_ +A mały urwis odpowiedział _»tak«_. + +*Pani Kapulet.* Dość tego, Marto, skończ już tę historyę, +Proszę cię. + +*Marta.* Dobrze, miłościwa pani. +Ale nie mogę wstrzymać się od śmiechu, +Kiedy przypomnę sobie, jak to ona +Przestała krzyczeć i odpowiedziała: +_»Tak«_. Miała jednak guz jak kurze jaje, +Siniec porządny i płakała gorzko; +Ale gdy mąż mój rzekł: _»plackiem dziś padasz, +A jak dorośniesz, to na wznak upadniesz, +Nieprawdaż, Julciu?«_ tak i niebożątko +Zaraz ucichło i odrzekło: _»tak«_. + +*Julia.* Ucichnij też i ty, proszę cię, nianiu. + +*Marta.* Jużem ucichła przecie. Pan Bóg z tobą! +Ty jesteś perłą ze wszystkich niemowląt, +Jakie karmiłam. Gdybym jeszcze mogła +Patrzeć na twoje zamęście!... + +*Pani Kapulet.* Zamęście! +To jest punkt właśnie, o którym chcę mówić. +Powiedz mi, Julio, co myślisz i jakie +Są chęci twoje we względzie małżeństwa? + +*Julia.* O tym zaszczycie jeszcze nie myślałam. + +*Marta.* O tym zaszczycie! Gdybym nie ja była +Twą karmicielką, rzekłabym, żeś mądrość +Wyssała z mlekiem. + +*Pani Kapulet.* Myślże o tem teraz. +Młodsze od ciebie dziewczęta z szlachetnych +Domów w Weronie wcześnie stan zmieniają; +Ja sama byłam już matką w tym wieku, +W którym tyś jeszcze panną. Krótko mówiąc, +Waleczny Parys stara się o ciebie. + +*Marta.* To mi kawaler! panniuniu, to brylant +Taki kawaler: chłopiec gdyby z wosku! + +*Pani Kapulet.* Nie ma w Weronie równego mu kwiatu. + +*Marta.* Co to, to prawda: kwiat to, kwiat prawdziwy. + +*Pani Kapulet.* Cóż, Julio? Będzieszże mogła go kochać? +Dziś w wieczór ujrzysz go wśród naszych gości. +Wczytaj się w księgę jego lic, na których +Pióro piękności wypisało miłość; +Przypatrz się jego rysom, jak uroczo, +Zgodnie się schodzą z sobą i jednoczą; +A co w tej księdze wyda ci się mrocznem, +To w jego oczach stanie-ć się widocznem. +Do upięknienia tej zaprawdę rzadkiej +Edycyi męża brak tylko okładki. +Roślina w ziemi, ryba w wodzie żyje; +Miło, gdy piękną treść piękny wierzch kryje; +I tem wspanialsza, tem więcej jest warta +Złota myśl w złotej oprawie zawarta. +Tak więc z nim wszystką jego właść posiędziesz +I w niczem sama ujmy mieć nie będziesz. + +*Marta.* Ujmy? Ba, owszem przyrost, boć to przecie +Zawżdy z mężczyzną przybywa kobiecie. + +*Pani Kapulet.* Chceszże go? powiedz krótko, węzłowato. + +*Julia.* Zobaczę, jeśli patrzenia dość na to; +Nie głębiej jednak myślę w tę rzecz wglądać, +Jak tobie, pani, podoba się żądać. + + _(Wchodzi Służący)._ + +*Służący.* Pani, goście już przybyli; wieczerza zastawiona, +czekają na panią, pytają o pannę Julię, przeklinają +w kuchni panią Martę -- słowem, niecierpliwość powszechna. +Niech panie raczą pośpieszyć. _(Wychodzi)._ + +*Pani Kapulet.* Pójdź, Julio; w hrabi serce tam dygoce. + +*Marta.* Idź i po błogich dniach błogie znajdź noce. + + _(Wychodzą)._ + + +SCENA IV. + + Ulica. + + _(Wchodzą: Romeo, Merkucio i Benwolio w towarzystwie pięciu +czy sześciu masek. Ludzie z pochodniami i inne osoby)._ + +*Romeo.* Mamyż przy wejściu z przemową wystąpić, +Czy też poprostu wejść? + +*Benwolio.* Wyszły już z mody +Te ceremonie: nie będziemy z sobą +Wiedli Kupida z bindą wkoło skroni, +Łuk malowany z gontu niosącego +I straszącego dziewczęta jak ptaki; +Ani też owych prawili oracyi, +Mdło za suflerem cedzonych na wstępie. +Niech sobie o nas pomyślą, co zechcą; +Wejdziem, pokręcim się i znikniem potem. + +*Romeo.* Kręćcie się, kiedy chcecie, jam do tego +Dziś niesposobny. + +*Merkucio.* Kochany Romeo, +Musisz potańczyć także. + +*Romeo.* Nie, doprawdy. +Wy macie lekkie trzewiki, to tańczcie; +Mnie ołów serce tłoczy, ledwie mogę +Ruszyć się z miejsca. + +*Merkucio.* Zakochany jesteś; +Pożycz strzelistych od Kupida skrzydeł +I wznieś się niemi nad poziomą sferę. + +*Romeo.* Nie mnie, tkniętemu srodze jego strzałą, +Strzeliście wzbijać się na jego skrzydłach; +Nie mnie się wznosić nad poziom, co, nosząc +Brzemię milości, na poziom upadam. + +*Merkucio.* A gdybyś upadł z nią, ją-byś obrzemił, +Tak delikatną rzecz przygniótłbyś srodze. + +*Romeo.* Nazywasz miłość rzeczą delikatną? +Zbyt owszem twarda, szorstka i koląca. + +*Merkucio.* Twarda li dla cię, bądź i dla niej twardy; +Kol ją, gdy kole, a zwalisz ją łatwo. +Hola, podajcie mi na twarz pokrowiec! +Maskę na maskę! + + _(wkłada maskę)._ + + Niechaj sobie teraz +Ciekawe oko nicuje mą szpetność! +Ta larwa za mnie będzie się rumienić. + +*Benwolio.* Idźmy, panowie; zadzwońmy, a potem +Ostro już tylko polećmy się nogom. + +*Romeo.* Niech trzpioty łechcą nieczułą posadzkę! +Pochodni dla mnie! bom ja dziś skazany, +Jak ów pachołek, co świeci swej pani, +Stać nieruchomie i martwym być widzem. + +*Merkucio.* Stój, jak chcesz, byłeś tylko nie stał o to, +Co cię tak martwi, a w czem (z całym winnym +Uszanowaniem dla twojej miłości) +Jak w błocie, widzę, po uszy zagrzązłeś. +Nuże, nie palmy świec w dzień. + +*Romeo.* Palmyż teraz, +Bo noc jest. + +*Merkucio.* Mniemam, panie, że, czas tracąc, +Zarówno psujem świece bez potrzeby, +Jak w dzień je paląc. Przyjmij tę uwagę, +Bo w niej pięć razy więcej jest logiki, +Niż w naszych pięciu zmysłach. + +*Romeo.* Uważamy +Za rzecz stosowną pójść tam na ten festyn, +Chociaż logiki w tem niema. + +*Merkucio.* Dlaczego? + +*Romeo.* Miałem tej nocy marzenie. + +*Merkucio.* Ja także. + +*Romeo.* Cóż ci się śniło? + +*Merkucio.* To, że marzyciele +Najczęściej zwykli kłamać. + +*Romeo.* Przez sen, w łóżku, +Gdy w gruncie marzą o rzeczach prawdziwych. + +*Merkucio.* Snadź się królowa Mab widziała z tobą: +Ta, co to babi wieszczkom i w postaci +Kobietki, mało co większej niż agat +Na wskazującym palcu aldermana, +Ciągniona cugiem drobniuchnym atomów, +Tuż, tuż śpiącemu przeciąga pod nosem. +Szprychy jej wozu z długich nóg pajęczych; +Osłona z lśniących skrzydełek szarańczy; +Sprzężaj z plecionych nitek pajęczyny; +Lejce z wilgotnych księżyca promyków; +Bicz z cienkiej żyłki na świerszcza szkielecie; +A jej forszpanem mała, szara muszka, +Przez pół tak wielka, jak ów krągły owad, +Co siedzi w palcu leniwej dziewczyny; +Wozem zaś próżny laskowy orzeszek, +Dzieło wiewiórki lub majstra robaka, +Tych z dawien dawna akredytowanych +Stelmachów wieszczek. W takich to przyborach +Co noc harcuje po głowach kochanków, +Którzy natenczas marzą o miłości; +Albo po giętkich kolanach dworaków, +Którzy natenczas o ukłonach marzą; +Albo po chudych palcach adwokatów, +Którym się wtedy roją honorarya; +Albo po ustach romansowych damul, +Którym się wtedy marzą pocałunki; +Często atoli Mab na te ostatnie +Zsyła przedwczesne zmarszczki, gdy ich oddech +Za bardzo znajdzie cukrem przesycony. +Czasem też wjeżdża na nos dworakowi: +Wtedy śnią mu się nowe łaski pańskie; +Czasem i księdza plebana odwiedzi, +Gdy ten spokojnie drzemie i ogonem +Dziesięcinnego wieprza w nos go łechce: +Wtedy mu nowe śnią się beneficya. +Czasem wkłusuje na kark żołnierzowi: +Ten wtedy marzy o cięciach i pchnięciach, +O szturmach, breszach, o hiszpańskich klingach, +O czynach wielkich na paręset sążni; +Wtem mu zatrąbi w ucho: nasz bohater +Truchleje, zrywa się, klnąc zmawia pacierz +I znów zasypia. Taka jest Mab: ona, +Ona-to w nocy zlepia grzywy koniom +I włos ich gładki w szpetne kudły zbija, +Które rozczesać niebezpiecznie; ona +Jest ową zmorą, co na wznak leżące +Dziewczęta dusi i wcześnie je uczy +Dźwigać ciężary, by się z czasem mogły +Zawołanemi stać gospodyniami. +Ona-to, ona... + +*Romeo.* Skończ już, skończ, Merkucio! +Prawisz o niczem. + +*Merkucio.* Prawię o marzeniach, +Które w istocie niczem innem nie są, +Jak wylęgłymi w chorobliwym mózgu +Dziećmi fantazyi; ta zaś jest pierwiastku +Tak subtelnego właśnie, jak powietrze, +Bardziej niestała, niż wiatr, który jużto +Mroźną całuje północ, jużto z wstrętem +Rzuca ją, dążąc w objęcia południa. + +*Benwolio.* Coś ten wiatr zawiał, zdaje się, i na nas. +Wieczerza stoi, spóźnimy się na nią. + +*Romeo.* Boję się, czyli nie przyjdziem zawcześnie: +Bo moja dusza przeczuwa, że jakieś +Nieszczęście, jeszcze wpośród gwiazd wiszące, +Złowrogi bieg swój rozpocznie od daty +Uciech tej nocy, i kres zamkniętego +W mej piersi, zbyt już nieznośnego życia +Przyśpieszy jakimś strasznym śmierci ciosem. +Lecz niech ten, który ma ster mój w swym ręku, +Kieruje moim żaglem! Dalej! Idźmy! _(Wychodzą)._ + + +SCENA V. + + Sala w domu Kapuletów. + + _(Wchodzą: muzykanci i słudzy)._ + +*Pierwszy sługa.* Gdzie Potpan? Czemu nie pomaga sprzątać? +Gęsi mu paść, nie służyć. + +*Drugi sługa.* Tak to, kiedy ważne obowiązki lokaja powierzają +ludziom złej maniery; na dyabła się to zdało. + +*Pierwszy sługa.* Powynoście stołki! usuńcie na bok bufet! +Pozbierajcie srebra! Schowajno tam dla mnie, braciszku, +kawałek marcepana i szepnij na ucho odźwiernemu, +żeby wpuścił Zuzannę Grindston i Nelly; jak +mię kochasz. -- Antoni! Potpan! + + _(Wchodzą dwaj inni słudzy)._ + +*Trzeci sługa.* Czegoż tam? Co za gwałt? + +*Pierwszy sługa.* Wołają was, pytają o was, czekają na +was, niecierpliwią się na was w wielkiej sali. + +*Czwarty sługa.* Nie możemy być tu i tam razem. Dalej, +chłopcy! pohulajmyż dzisiaj! Kto umie czekać, wszystkiego +się doczeka. _(Oddalają się)._ + + _(Kapulet i inny wchodzą z gośćmi i maskami)._ + +*Kapulet.* Witaj, cna młodzi! Wolne od nagniotków +Damy rachują na waszą ruchawość. +Śliczne panienki, któraż z was odmówi +Stanąć do tańca? O, takiej wręcz powiem +Że ma nagniotki. A co? tom was zażył! +Dalej, panowie! I ja kiedyś także +Maskę nosiłem i umiałem szeptać +W ucho pięknościom jedwabne powieści, +Co szły do serca; przeszło to już, przeszło. +Nuże, panowie! Grajki, zaczynajcie! +Miejsca! rozstąpmy się! dalej, dziewczęta! + + _(Muzyka gra. Młodzież tańczy.)_ + +Hej! więcej światła! wynieście te stoły! +I zgaście ogień, bo zbyt już gorąco. +Siadajże, siadaj, bracie Kapulecie! +Dla nas dwóch czasy pląsów już minęły. +Jakże to dawno byliśmy obydwaj +Po raz ostatni w maskach? + +*Drugi Kapulet.* Będzie temu +Lat ze trzydzieści. + +*Kapulet.* Co? co! nie tak dawno. +Było to, pomnę, na godach Lucencia; +Na te Zielone Świątki, da Bóg dożyć, +Będzie dwadzieścia pięć lat. + +*Drugi Kapulet.* Dawniej, dawniej, +Wszak już syn jego jest trzydziestoletni. + +*Kapulet.* Co mi waść prawisz? Przede dwoma laty +Syn jego nie był jeszcze pełnoletnim. + +*Romeo* _(do jednego ze sług)._ Co to za dama, co w tej chwili tańczy +Z tym kawalerem? + +*Sługa.* Nie wiem, jaśnie panie. + +*Romeo.* Ona zawstydza świec jarzących blaski! +Piękność jej wisi u nocnej opaski, +Jak drogi klejnot u uszu Etyopa. +Nie tknęła ziemi wytworniejsza stopa. +Jak śnieżny gołąb wśród kawek, tak ona +Świeci wśród swoich towarzyszek grona. +Zaraz po tańcu przybliżę się do niéj +I dłoń mą uczczę dotknięciem jej dłoni. +Kochałżem dotąd? O! zaprzecz, mój wzroku! +Boś jeszcze nie znał równego uroku. + +*Tybalt.* Sądząc po głosie, z Montekich to któryś. +Dajno mi rapir, chłopcze. Jak się waży +Ten łotr tu wchodzić i kłamaną larwą +Szyderczo naszej urągać zabawie? +Na krew szlachetną, co mi wzdyma serce, +Nie będzie grzechu, jeśli go uśmiercę. + +*Kapulet.* Tybalcie, co ci to? Czego się zżymasz? + +*Tybalt.* Ujmy tej, stryju, pewno nie wytrzymasz: +Jeden z Montekich, twych śmiertelnych wrogów, +Śmie tu znieważać gościnność twych progów. + +*Kapulet.* Czy to Romeo? + +*Tybalt.* Tak, ten-to nikczemnik. + +*Kapulet.* Daj mu waść pokój; nie wychodzi przecie +Z granic wytkniętych dobrym wychowaniem; +I prawdę mówiąc, cała go Werona +Ma za młodzieńca pełnego przymiotów: +Nie chciałbym za nic w świecie w moim domu +Czynić mu krzywdy. Uspokój się zatem, +Miły synowcze, nie zważaj na niego; +Taka ma wola; jeśli ją szanujesz, +Okaż uprzejmość i spędź precz z oblicza +Ten mars niezgodny z weselem tej doby. + +*Tybalt.* Taki gość w domu nabawia choroby; +Nie ścierpię go tu. + +*Kapulet.* Chcę go mieć cierpianym. +Cóż to, zuchwalcze? Mówię, że chcę! Cóż to? +Czy ja tu jestem, czy waść jesteś panem? +Waść go tu nie chcesz ścierpieć! Boże odpuść! +Waść mi chcesz gości porozpędzać? kołki +Na łbie mi strugać? przewodzić w mym domu? + +*Tybalt.* Stryju, to zakał. + +*Kapulet.* Cicho! burdą jesteś. +Z tą porywczością doigrasz się waszmość. +Zawsze mi musisz się sprzeciwiać! -- Brawo, +Kochana młodzi! -- Urwipołeć z waści! +Siedź cicho, albo... -- Hola! więcej światła! -- +Ja cię uciszę. Patrz go! -- Żwawo, chłopcy! + +*Tybalt.* Gniew dobrowolny z flegmą przymuszoną, +Na krzyż się schodząc, wstrząsają mi łono. +Muszę ustąpić; wkrótce się atoli +W gorzką żółć zmieni ta słodycz wbrew woli. + + _(Oddala się)._ + +*Romeo* _(do Julii)._ Jeśli dłoń moja, co tę świętość trzyma, +Bluźni dotknięciem: zuchwalstwo takowe +Odpokutować usta me gotowe +Pocałowaniem pobożnem pielgrzyma. + +*Julia* _(do Romea)._ Mości pielgrzymie, bluźnisz swojej dłoni, +Która nie grzeszy zdrożnym dotykaniem; +Jestli ujęcie rąk pocałowaniem, +Nikt go ze świętych pielgrzymom nie broni. + +*Romeo* _(jak pierwej)._ Nie mająż święci ust, tak jak pielgrzymi? + +*Julia* _(jak pierwej)._ Mają ku modłom lub kornej podzięce. + +*Romeo.* Niechże ich usta czynią to, co ręce; +Moje się modlą, przyjm modły ich, przyjmij. + +*Julia.* Niewzruszonymi pozostają święci, +Choć gwoli modłom niewzbronne ich chęci. + +*Romeo.* Ziść więc cel moich, stojąc niewzruszenie, +I z ust swych moim daj wziąć rozgrzeszenie. + + _(Całuje ją)._ + +*Julia.* Moje więc teraz obciąża grzech zdjęty. + +*Romeo.* Z mych ust? O! grzechu, zbyt pełen ponęty! +Niechże go nazad rozgrzeszony zdejmie! +Pozwól. _(Całuje ją znowu)._ + +*Julia.* Jak z książki całujesz, pielgrzymie. + +*Marta.* Panienko, jejmość pani matka prosi. + +*Romeo.* Któż jest jej matką? + +*Marta.* Jej matką? Bajbardzo! +Nikt inny, jeno pani tego domu; +I dobra pani, mądra a cnotliwa. +Ja byłam mamką tej, coś z nią pan mówił. +Smaczny by kąsek miał, ktoby ją złowił. + +*Romeo.* Julia Kapulet! O, dolo zbyt sroga! +Życie me jest więc w ręku mego wroga. + +*Benwolio.* Wychodźmy, wieczór dobiega już końca. + +*Romeo.* Niestety! z wschodem dla mnie zachód słońca. + +*Kapulet* _(do rozchodzących się gości)._ +Ejże, panowie, pozostańcie jeszcze; +Mają nam wkrótce dać małą przekąskę. +Chcecie koniecznie? Muszę więc ustąpić. +Dzięki wam, mili panowie i panie. +Dobranoc. Światła! Idźmyż spać. + + _(Do drugiego Kapuleta)._ + + Braciszku, +Zapóźniliśmy się; idę wypocząć. + + _(Wychodzą wszyscy, prócz Julii i Marty)._ + +*Julia.* Czy nie wiesz, nianiu, kto jest ten pan? + +*Marta.* Ten, tu? +To syn starego Tyberya. + +*Julia.* A tamten, +Co właśnie ku drzwiom zmierza. + +*Marta.* To podobno +Młody Petrycy. + +*Julia.* A ów, tam na prawo, +Co nie chciał tańczyć? + +*Marta.* Nie wiem. + +*Julia.* Spytaj, proszę, +Jak się nazywa. Jeżeli żonaty, +Całun mię czeka zamiast ślubnej szaty. + +*Marta.* Zwie się Romeo, jest z rodu Montekich, +Synem waszego największego wroga. + +*Julia.* Jako obcego zawcześnie ujrzałam! +Jako lubego za późno poznałam! +Dziwny miłości traf się na mnie iści, +Że muszę kochać przedmiot nienawiści. + +*Marta.* Co to jest? co to takiego? + +*Julia.* To wiersze, +Których mię jeden tancerz dziś nauczył. + +*Marta.* Pójdź spać, waćpanna. + +*Głos* _(za sceną)_. Julio! + +*Marta.* Dalej! dalej! +Wołają panny i pusto już w sali. + + _(Wychodzą)._ + + +CHÓR + +(Przekład J. Kasprowicza). + +Dawna namiętność już w całunach leży, +W jej miejscu władnie siła żądzy nowéj; +Piękną przestała być przy Julii świeżéj +Piękność, dla której umrzeć był gotowy. + +Dziś jest Romeo kochany i kocha, +W oczach obojga żar jednaki płonie; +Lecz on, w niej wroga przypuszczając, szlocha, +A ona miłość z wędki grozy chłonie. + +On się nie zbliży i przed nią nie złoży +Przysiąg serdecznych, uważan za wroga; +I jej, choć w łonie namiętność się sroży, +Zejścia się z lubym zamkniętą jest droga. + +Lecz w żądzy siła: po wielkich katuszach +Wielką im radość czas zgotuje w duszach. + + + + +AKT DRUGI. + + +SCENA I. + + Pusty plac, przytykający do ogrodu Kapuletów. + + _(Wchodzi Romeo)._ + +*Romeo.* Mamże iść dalej, gdy tu moje serce? +Cofnij się, ziemio, wynajdź sobie centrum! + + _(Wchodzi na mur i spuszcza się do ogrodu)._ + + _(Wchodzą Merkucio i Benwolio)._ + +*Benwolio.* Romeo! bracie! Romeo! + +*Merkucio.* Ma rozum; +Powietrze chłodne, więc dyrnął do łóżka. + +*Benwolio.* Pobiegł tą drogą i przełazł przez parkan. +Wołaj, Merkucio! + +*Merkucio.* Użyję nań zaklęć: +Romeo! gachu! cietrzewiu! wariacie! +Ukaż się w lotnej postaci westchnienia, +Powiedz choć jeden wiersz, a dość mi będzie; +Jęknij: ach! połącz w rym: kochać i szlochać; +Szepnij Wenerze jakie piękne słówko; +Daj jaki nowy epitet ślepemu +Jej synalkowi, co tak celnie strzelał +Za owych czasów, gdy król Kofetua +W zaloty chodził do córki żebraczej. +Nie słucha; ani piśnie, ani trunie; +Zdechł robak; musze zakląć go inaczej. +Klnę cię na żywe oczy Rozaliny, +Na jej wysokie czoło, krasne usta, +Wysmukłe nóżki i toczone biodra +Z przyległościami, abyś się przed nami +W właściwej sobie postaci ukazał. + +*Benwolio.* Gniewać się będzie, jeśli cię usłyszy. + +*Merkucio.* Co się ma gniewać? Mógłby się rozgniewać, +Gdyby za sprawą mojego zaklęcia +W zaczarowane koło jego pani +Inny duch wkroczył, i stał tam dopóty, +Dopókiby go nie zmogła: to byłby +Powód do uraz; moja inwokacya +Jest przyjacielską i godziwą razem, +Bo wywołuje w imię jego pani +Jego jedynie naturalną postać. + +*Benwolio.* Pójdź! skrył się owdzie pomiędzy drzewami, +By się tam zbratał ż tajemniczą nocą: +Ślepym w miłości ciemność jest najmilsza. + +*Merkucio.* Możeż w cel trafić miłość, będąc ślepą? +Niechże tam sobie po ciemności maca, +Jak dłuo zechce. Dobranoc, Romeo! +Idę lecz w mojem łóżku za kotarą, +Bo to polowe tu dla mnie za chłodne. +Czy idziesz także? + +*Benwolio.* Idę; próżno szukać +Takiego, co być nie chce znalezionym. + + _(Wychodzą)._ + + +SCENA II. + + Ogród Kapuletów. + + _(Wchodzi Romeo)._ + +*Romeo.* Drwi z blizn, kto nigdy nie doświadczył rany. + + _Julia ukazuje się w oknie)._ + +Lecz cicho! Co za blask strzelił tam z okna! +Ono jest wschodem, a Julia jest słońcem! +Wnijdź cudne słońce, zgładź zazdrosną lunę, +Która aż zbladła z gniewu, że ty jesteś +Od niej piękniejszą; ukarz ją zaćmieniem +Za tę jej zazdrość; zetrzyj ją do reszty! +To moja pani, to moja kochanka! +O! gdyby mogła wiedzieć, czem jest dla mnie! +Przemawia, chociaż nic nie mówi; cóż stąd? +Jej oczy mówią, oczom więc odpowiem. +Za śmiały jestem; mówią, lecz nie do mnie. +Ptaki ocknęłyby się i śpiewały, +Myśląc, że to już nie noc, lecz dzień biały. +Patrz, jak na dłoni smutnie wsparła liczko! +O! gdybym mógł być tylko rękawiczką, +Co tę dłoń kryje! + +*Julia.* Ach! + +*Romeo.* Cicho! coś mówi. +O! mów, mów dalej, uroczy aniele; +Bo ty mi w noc tę tak wspaniale świecisz, +Dwie najjaśniejsze, najpiękniejsze gwiazdy +Z całego nieba, gdzieindziej zajęte, +Prosiły oczu jej, aby zastępczo +Stały w ich sferach, dopóki nie wrócą. +Lecz choćby oczy jej były na niebie, +A owe gwiazdy w oprawie jej oczu: +Blask jej oblicza zawstydziłby gwiazdy, +Wśród eterycznej zabłysły przezroczy, +Jak lotny goniec niebios rozwartemu +Od podziwienia oku śmiertelników, +Które się wlepia w niego, aby patrzeć, +Jak on po ciężkich chmurach się przesuwa +I po powietrznej żegluje przestrzeni. + +*Julia.* Romeo! czemuż ty jesteś Romeo! +Wyrzecz się swego rodu, rzuć tę nazwę! +Lub, jeśli tego nie możesz uczynić, +To przysiąż wiernym być mojej miłości, +A ja przestanę być z krwi Kapuletów. + +*Romeo.* Mamże przemówić, czy też słuchać dalej? + +*Julia.* Nazwa twa tylko jest mi nieprzyjazną, +Boś ty w istocie nie Montekim dla mnie. +Jestże Monteki choćby tylko ręką, +Ramieniem, twarzą, zgoła jakąkolwiek +Częścią człowieka? O! weź inną nazwę! +Czemże jest nazwa? To, co zowiem różą, +Pod inną nazwą równieby pachniało; +Tak i Romeo, bez nazwy Romea +Przecieżby całą swą wartość zatrzymał. +Romeo! porzuć tę nazwę, a w zamian +Za to, co nawet cząstką ciebie nie jest, +Weź mię, ach! całą! + +*Romeo.* Biorę cię za słowo: +Zwij mię kochankiem, a krzyżmo chrztu tego +Sprawi, że odtąd nie będę Romeem. + +*Julia.* Ktoś ty jest, co się nocą osłaniając, +Podchodzisz moją samotność? + +*Romeo.* Z nazwiska +Nie mógłbym tobie powiedzieć, kto jestem: +Nazwisko moje jest mi nienawistnem, +Bo jest, o! święta, nieprzyjaznem tobie; +Zdarłbym je, gdybym miał je napisane. + +*Julia.* Jeszcze me ucho stu słów nie wypiło +Z tych ust, a przecież dźwięk już ich mi znany. +Jestżeś Romeo, mów? jestżeś Monteki? + +*Romeo.* Nie jestem ani jednym, ani drugim, +Jednoli z dwojga jest niemiłem tobie. + +*Julia.* Jakżeś tu przyszedł, powiedz, i dlaczego? +Mur jest wysoki i trudny do przejścia, +A miejsce zgubne; gdyby cię kto z moich +Krewnych tu zastał... + +*Romeo.* Na skrzydłach miłości +Lekko, bezpiecznie mur ten przesadziłem, +Bo miłość nie zna żadnych tam i granic; +A co potrafi, na to się i waży; +Krewni więc twoi nie trwożą mię wcale. + +*Julia.* Zabiliby cię, gdyby cię ujrzeli. + +*Romeo.* Ach! więcej groźby leży w oczach twoich, +Niż w ich dwudziestu mieczach: patrz łaskawie, +A będę silny przeciw ich gniewowi. + +*Julia.* Na Boga! niech cię oni tu nie ujrzą! + +*Romeo.* Ciemny płaszcz nocy skryje mię przed nimi. +Lecz niech mię znajdą, jeśli ty mię kochasz. +Lepszy kres życia skutkiem ich niechęci, +Niż przedłużony zgon w braku twych uczuć. + +*Julia.* Kto ci dopomógł znaleźć to ustronie? + +*Romeo.* Miłość, co mi go doradziła szukać: +Ona mi instynkt, ja jej oczy dałem. +Nie jestem sternik, gdybyś jednak była +Równie daleko, jak ów brzeg, którego +Morze najdalsze podmywa krawędzie, +Śmiało po taki klejnotbym popłynął. + +*Julia.* Gdyby nie ciemność, co mi twarz maskuje, +Widziałbyś na niej rozlany rumieniec +Po tem, co z ust mych słyszałeś tej nocy. +Radabym form się trzymać, rada cofnąć +To, co wyrzekłam; ale precz udanie! +Czy mię ty kochasz? Wiem, że powiesz: -- tak jest; +I jać uwierzę; mimo przysiąg jednak +Możesz mię zawieść. Z wiarołomstwa mężczyzn +Śmieje się, mówią, Jowisz. O! Romeo! +Jeśli mię kochasz, wyrzecz to rzetelnie; +Lecz jeśli masz mię za podbój zbyt łatwy, +To zmarszczę czoło i przewrotną będę +I na miłosne twoje oświadczenia +Powiem: -- nie, w innym razie za nic w świecie. +Za czuła może jestem, o! Monteki, +Stąd możesz sądzić me obejście płochem; +Ufaj mi jednak, będę ja wierniejsza +Od tych, co bieglej umieją się drożyć. +Byłabym ja się była, prawdę mówiąc, +Także drożyła, gdybyś był tajnego +Głosu miłości mojej nie podchwycił. +Nie wiń mię przeto, ani też przypisuj +Płochości tego wylania mych uczuć, +Które zdradziła noc ciemna. + +*Romeo.* O! Julio, +Przysięgam na ten księżyc, co wspaniale +Powleka srebrem tamtych drzew wierzchołki... + +*Julia.* O! nie przysięgaj na księżyc, bo księżyc +Co tydzień zmienia kształt swej pięknej tarczy; +I miłość twoja po takiej przysiędze +Mogłaby również zmienną się okazać. + +*Romeo.* Na cóż mam przysiądz? + +*Julia.* Nie przysięgaj wcale; +Lub wreszcie przysiąż na samego siebie: +Na ten uroczy przedmiot mych uwielbień, +To ci uwierzę. + +*Romeo.* Jeśli szczera miłość +Mojego serca... + +*Julia.* Daj pokój przysięgom. +Lubo się cieszę z twojej obecności, +Te nocne śluby nie cieszą mnie jakoś: +Za nagłe one są, za nierozważne, +Podobne niby do blasku, co znika, +Nim człowiek zdąży powiedzieć: -- błysnęło. +Dobranoc, luby! Oby nam ten wonny +Miłości pączek przyniósł kwiat niepłonny! +Bądź zdrów! i zaśnij z tak błogim spokojem, +Jaki, z twej łaski, czuję w sercu mojem. + +*Romeo.* Także mam odejść niezaspokojony? + +*Julia.* Jakiegoż więcej chcesz zaspokojenia? + +*Romeo.* Zamiany twoich zapewnień za moje. + +*Julia.* Jużem ci dała je, nimeś zażądał; +Radabym jednak one mieć na powrót. + +*Romeo.* Chciałażbyś cofnąć je? Dlaczego? luba! + +*Julia.* Ażebym mogła oddać ci je znowu. +A przecież jest to żądanie zbyteczne, +Bo moja miłość równie jest głęboka, +Jak morze, równie jak ono bez końca; +Im więcej ci jej udzielam, tem więcej +Czuję jej w sercu. + + _(Słychać w pokojach głos Marty)._ + + + Wołają mię. -- Zaraz. +Bądź zdrów, kochanku drogi! -- Zaraz, zaraz. +-- Najmilszy, pomnij być stałym! -- Zaczekaj, +Zaczekaj trochę, powrócę za chwilę. + + _(Wychodzi)._ + +*Romeo.* Błogosławiona, o! błogosławiona +Po dwakroć nocy! Ale czy to wszystko, +Dziejąc się w nocy, nie jest marą tylko? +Coś tak lubego możeż być istotnem? + +*Julia* _(ukazując się znowu)._ Jeszcze słów parę, a potem dobranoc, +Drogi Romeo! jeśli twoja skłonność +Jest prawą, twoim zamiarem małżeństwo, +To mię uwiadom jutro przez osobę, +Którą do ciebie przyślę, gdzie i kiedy +Zechcesz dopełnić obrzędu; a wtedy +Całą mą przyszłość u nóg twoich złożę +I w świat za tobą pójdę w imię Boże. + +*Marta* _(za sceną)._ Panienko! + +*Julia.* Idę. -- Lecz jeśli mię zwodzisz, +To cię zaklinam... + +*Marta* _(za sceną)._ Julciu! + +*Julia.* Zaraz idę. +-- Jeśli mię zwodzisz, o! to cię zaklinam, +Skończ te zabiegi i zostaw mię żalom. +-- Jutro więc przyślę. + +*Romeo.* Jak pragnę zbawienia... + +*Julia.* Po tysiąc razy dobranoc. + + _(Odchodzi)._ + +*Romeo.* Po tysiąc +Razy niedobra tam, gdzie ty nie świecisz. +Jak żak, gdy rzuca książkę, tak kochanek +Do celu swego pospiesza wesoły; +A gdy nadejdzie z kochanką rozstanek, +Wlecze się smutnie, jak ów żak do szkoły. + + _(Odchodzi)._ + +*Julia* _(ukazuje się znowu)._ Pst! pst! Romeo! O, gdybym mieć mogła +Głos sokolnika, by tego maiża +Nazad przywołać! Przymus jest ochrypły, +Nie może głośno mówić; gdyby nie to, +Wstrząsłabym góry, gdzie się echo kryje, +I głosbym jego zrobiła chrapliwszym, +Niż mój, od rozbrzmień imienia Romeo! + +*Romeo.* Moja to dusza dzwoni imię moje, +Jak srebrny dźwięk ma nocą głos kochanki! +I jestże słodsza muzyka na świecie? + +*Julia.* Romeo! + +*Romeo.* Luba! + +*Julia.* O której godzinie +Jutro mam przysłać? + +*Romeo.* O dziewiątej. + +*Julia.* Dobrze. +Dwudziestoletni to termin. Nie pomnę, +Pocom tu ciebie znowu przywołała. + +*Romeo.* Pozwól mi czekać, aż sobie przypomnisz. + +*Julia.* Zapomnę znowu, po co czekasz, pomnąc +O twojej tylko lubej obecności. + +*Romeo.* A ja wciąż czekać będę, abyś ciągle +Zapominała, sam zapominając, +Że mam gdzie inny dom jak tutaj. + +*Julia.* Wkrótce +Dnieć będzie: radabym, żebyś już odszedł; +Nie dalej jednak, jak ów biedny ptaszek, +Co go swawolne dziecko z rąk wypuszcza, +I wnet zazdroszcząc mu krótkiej wolności, +Jak niewolnika trzymanego w więzach, +Jedwabnym sznurkiem przyciąga napowrót. + +*Romeo.* Chciałbym być biednym ptaszkiem w twoich ręku. + +*Julia.* O! jabym zbytkiem pieszczot cię zabiła. +Dobranoc, luby! jeszcze raz dobranoc! +Takam w życzeniach niepohamowana, +Żeby dobranoc wołała do rana. + + _(Odchodzi)._ + +*Romeo.* Sen na twe oczy, pokój w pierś niech spłynie; +Obym był nimi w tej błogiej godzinie! +Spieszę do ojca Laurentego celi, +On mi pomocy i rady udzieli. + + _(Wychodzi)._ + + +SCENA III. + + Cela Ojca Laurentego. + + _(Wchodzi Ojciec Laurenty z koszykiem w ręku)._ + +*O. Laurenty.* Szary poranek spędza mrok ponury, +Pasami światła znacząc wschodnie mury, +I noc się na bok chyli jak pijana +Z dróg dnia ubitych stopami Tytana. +Nim oko słońca pełnym blaskiem strzeli, +Rosę wypije i świat rozweseli, +Muszę uzbierać w ten koszyk z sitowia +Roślin tak zbawczych jak zgubnych dla zdrowia. +Ziemia jest matką natury i grobem, +Grzebie i życia obdziela zasobem. +I mnóstwo dzieci jej łona widzimy +Ciągnących pokarm z jej piersi rodziméj; +Niejedno w skutkach swoich wyśmienite, +Każde do czegoś, wszystko rozmaite. +O! moc to pełna cudów, co się mieści +W sokach ziół, krzewów, w martwej kruszców treści! +Bo niema rzeczy tak podłych na ziemi, +Aby nie mogły stać się przydatnemi; +Ni tak przydatnych, aby, miasto służyć, +Nie zaszkodziły pod wpływem nadużyć. +Wszakże i cnota może zajść w bezdroże, +A błąd się czynem uszlachetnić może. +W mdłym kwiatku, w ziółku jednym i tem samem +Ma nieraz miejsce jad wespół z balsamem, +Co zmysły razi, i to co im sprzyja, +Bo jego zapach rzeźwi, smak zabija. +Podobnie sprzeczna i w człowieku gości +Dwójca pierwiastków: dobroci i złości; +A kędy górę gorsza weźmie strona, +Tam śmierć przychodzi i roślina kona. + + _(Wchodzi Romeo)._ + +*Romeo.* Dzień dobry, ojcze mój! + +*O. Laurenty.* _Benedicite!_ +Cóż to za ranny głos tak mnie pozdrawia! +Młody mój synu, zły to znak, kto łoże +Próżne zostawia o tak wczesnej porze. +Troska odbywa straż w oczach starego, +A sen tych mija, których troski strzegą; +Ale gdzie czerstwa, wolna od kłopotów +Młódź głowę złoży, sen zawżdy przyjść gotów. +To więc tak ranne twe przybycie zdradza +Jakiś niepokój, któremu snu władza +Ulec musiała. Czy tylko się kładłeś? +Możeś do łóżka i nie zajrzał? + +*Romeo.* Zgadłeś; +Błożej niż w łóżku przeszły mi godziny. + +*O. Laurenty.* Grzeszniku, pewnieś był u Rozaliny. + +*Romeo.* U Rozaliny? Nie, ojcze; to imię +W pamięci mojej wiecznym snem już drzymie. + +*O. Laurenty.* Brawo, mój synu! Lecz gdzieżeś to bywał? + +*Romeo.* Zaraz ci powiem: próżnobyś zgadywał; +Byłem na balu w domu mego wroga, +Gdziem został ranny, lecz zbójczyni sroga +Czuje cios wzajem przeze mnie zadany, +Tak, że na nasze zobopólne rany +Święty wpływ tylko twej, ojcze, opieki +Poradzić zdoła i dać zbawcze leki. +Po chrześcijańsku, jak widzisz, przemawiam, +Skoro się nawet za mym wrogiem wstawiam. + +*O. Laurenty.* Mów jaśniej, synu; zagadkowa spowiedź +Dwuznaczną także znajduje odpowiedź. + +*Romeo.* Dowiedz się zatem, że anioł kobieta, +Którąm ukochał, jest z krwi Kapuleta. +Jego to dziecko i nadzieja cała; +Jak ja ją, tak mnie ona ukochała. +I do jedności, która nas już splata, +Brakuje tylko, byś nas ty dla świata +Stułą zjednoczył. Gdzie, o jakiej dobie +Zejdziem się skrycie i przysięgniem sobie, +Powiem ci, idąc, czcigodny kapłanie; +Błagam cię tylko, niech się to dziś stanie. + +*O. Laurenty.* Święty Franciszku! Cóż to za przemiana! +Toż Rozalina, owa ukochana, +Niczym już dla cię? Miłość więc młodzieży +W oczach jedynie, a nie w sercu leży? +Jezus! Marya! Ileż to solanki +Ściekło z twych oczu dla owej kochanki! +I nadaremnie, bowiem twe zapały +Wciąż zalewane, wciąż się powiększały. +Jeszcze twych westchnień nie rozwiał Fawoni; +Jeszcze twój dawny jęk w uszach mi dzwoni, +I na twych licach, bladością pokrytych, +Widoczny jeszcze ślad łez nieobmytych, +Wszystko, coś cierpiał z miłosnej przyczyny, +Cierpiałeś tylko gwoli Rozaliny. +A teraz! nie dziw, gdy mdła płeć upadnie, +Kiedy miężczyźni szwankują tak snadnie. + +*Romeo.* Gdym kochał tamtą, takżeś nie pochwalał. + +*O. Laurenty.* Nie, żeś ją kochał, lecz żeś za nią szalał. + +*Romeo.* Pogrześć tę miłość kazałeś. + +*O. Laurenty.* Nie w grobie: +By tę pochować, a inną wziąć sobie. + +*Romeo.* Nie łaj mię, proszę; ta, co mi dziś luba, +Miłość mą płaci miłością Cheruba; +Z tamtą inaczej było. + +*O. Laurenty.* Bo odgadła, +Że w rzeczach serca nie znasz abecadła, +Tylko z rutyny czytasz. Pójdź, wietrzniku; +Do sankcyi tego nowego wybryku +Jeden i jeden tylko wzgląd mię skłania: +To jest, że może z tego zawiązania +Wyniknie węzeł, który wasze rody +Zawistne złączy w piękny łańcuch zgody. + +*Romeo.* O! prędzej! pilno mi! + +*O. Laurenty.* _Festina lente!_ +Zdradne są kroki za spiesznie podjęte. + + _(Wychodzą)._ + + +SCENA IV. + + Ulica. + + _(Wchodzą: Merkucio i Benwolio)._ + +*Merkucio.* Gdzież u dyabła ugrzązł Romeo! Czy był tej +nocy w domu? + +*Benwolio.* Nie w domu swego ojca przynajmniej; mówiłem +z jego służącym. + +*Merkucio.* Ta blada sekutnica Rozalina +Na waryata go wnet wykieruje. + +*Benwolio.* Tybalt, starego Kapuleta krewny, +Pisał do niego list. + +*Merkucio.* Z wyzwaniem, ręczę. + +*Benwolio.* Romeo mu odpowie. + +*Merkucio.* Każdy człowiek +Piśmienny może na list odpowiedzieć. + +*Benwolio.* On mu odpowie odpowiednio. + +*Merkucio.* Biedny Romeo! już trup z niego! Zakłuty +czarnemi oczyma białogłowy; przestrzelony na wskroś +uszu romansową piosnką; ugodzony w sam rdzeń serca +postrzałem ślepego malca łucznika; potrafiż on Tybaltowi +stawić czoło? + +*Benwolio.* A cóż to takiego Tybalt? + +*Merkucio.* Coś więcej, niż książę kotów; możesz mi wierzyć! +Nieustraszony rębacz, bije się jak z nut, zna czas, +odległość i miarę; pauzuje w sam raz jak potrzeba: raz, +dwa, a trzy to już w pierś. Żaden jedwabny guzik nie +wykręci mu się od śmierci. Duelista to, duelista pierwszej +klasy. Owe nieśmiertelne _passado!_ Owe _punto reverso!_ +Owe _ha!_ + +*Benwolio.* Co takiego? + +*Merkucio.* Niech kaci porwą to plemię śmiesznych, sepleniących, +przesadnych fantastyków, z ich nowokutymi +terminami! Nie jestże to rzecz opłakana, że nas +i obsiadły te zagraniczne muchy, te modne sroki, te +_pardonnez-moi_, którym tak bardzo idzie o nową formę, +że nawet na starej ławce wygodnie siedzieć nie mogą; +te bąki, co bąkają: _bon! bon!_ + +_(Wchodzi Romeo)._ + +*Benwolio.* Oto Romeo, nasz Romeo idzie. + +*Merkucio.* Bez mlecza, jak śledź suszony. O! człowieku! +[Page 38] +jakżeś się w rybę przedzierzgnął! Teraz go rymy Petrarki +rozczulają. Laura naprzeciw jego bóstwa jest prostą +pomywaczką, lubo tamta miała kochanka, co ją +opiewał; Dydona flądrą; Kleopatra cyganką; Helena +i Hero szurgotami i otłukami; Thisbe kopciuchem, lub +czymś podobnym, ale zawsze nie dystyngowanem. _Bon-jour, +signor_ Romeo! Oto masz francuskie pozdrowienie +na cześć twoich francuskich pantalonów. Pięknie nas +zażyłeś tej nocy. + +*Romeo.* Dzień dobry wam, moi drodzy. Jakżeto was zażyłem? + +*Merkucio.* Pokazałeś nam odwrotną stronę medalu, odwrotną +stronę swego medalu. + +*Romeo.* To się znaczy, żem wam zdezerterował. Wybacz, +kochany Merkucio; miałem pilny interes, a w takim +przypadku człowiek może zgrzeszyć na polu uprzejmości. + +*Merkucio.* To się znaczy, że w takim przypadku człowiek +mógł być zniewolony zgiąć kolana. + +*Romeo.* Ma się rozumieć -- z uprzejmości. + +*Merkucio.* Bardzoś zgrabnie trafił w sedno. + +*Romeo.* A ty bardzoś zgrabnie to wyłożył. + +*Merkucio.* Ja bo jestem kwiatem uprzejmości. + +*Romeo.* Jeżeliś ty kwiatem, to moje trzewiki są w kwitnącym +stanie. + +*Merkucio.* Brawo! pielęgnuj mi ten dowcip, ażeby, skoro +ci się do reszty zedrze podeszwa u trzewików, twój +dowcip mógł tam po prostu figurować. + +*Romeo.* O! godny zdartej podeszwy dowcipie! O! figuro +pełna prostoty, z powodu swego prostactwa! + +*Merkucio.* Na pomoc, Benwolio! moje koncepta dech +tracą. + +*Romeo.* Pejczą je i ostrogą! pejczą je i ostrogą, inaczej +nazwę je hetkami. + +*Merkucio.* Jeżeli twój dowcip poluje na dzikie gęsi, to +kapituluję; bo on ma więcej kwalifikacyi ku temu, niż +wszystkie moje umysłowe władze. Czy ja ci się zdaję +na to, żebym miał z gęsiami do czynienia? + +*Romeo.* Tyś mi się nigdy na nic nie zdał, wyjąwszy, kiedy +miałem do czynienia z gęsiami. + +*Merkucio.* Za ten koncept ugryzę cię w ucho. + +*Romeo.* Chyba udziobiesz! + +*Merkucio.* Twój dowcip jest gorzką konfiturą, dyabelnie +ostrym sosem. + +*Romeo.* Stosownym do gęsi. + +*Merkucio.* To koncept z koźlej skórki, której cal da się +rozciągnać tak, że nim opaszesz całą głowę. + +*Romeo.* Rozciągnę go do wyrazu _głowę_, który połączywszy +z _gęsią_, będziesz miał gęsią głowę. + +*Merkucio.* Nie jestże to lepiej, niż jęczeć z miłości? Teraz +to co innego; teraz mi jesteś towarzyskim, jesteś +Romeem, jesteś tem, czem jesteś; miłość zaś jest podobna +do owego gapia, co się szwenda, wywiesiwszy +język, szukając dziury, gdzieby mógł palec wścibić. + +*Romeo.* Stój! Stój! + +*Merkucio.* Chcesz, aby się mój dowcip zastanowił w samym +środku weny? + +*Romeo.* Z obawy, abyś tej weny zbyt nie rozszerzył. + +*Merkucio.* Mylisz się, właśnie byłem bliski ją ścieśnić, bo +jużem był doszedł do jej dna i nie miałem zamiaru +dłużej wyczerpywać materyi. + +*Romeo.* Patrzcie, co za dziwadła! + + _(Wchodzi Marta z Piotrem)._ + +*Merkucio.* Żagiel! żagiel! żagiel! + +*Benwolio.* Dwa, dwa: spodnie i spódnica. + +*Marta.* Piotrze. + +*Piotr.* Słucham. + +*Marta.* Piotrze, gdzie mój wachlarz? + +*Merkucio.* Proszę cię, mój Piotrze, zakryj wachlarzem +twarz jejmości, bo z dwojga tego jej wachlarz jest +piękniejszy. + +*Marta.* Życzę panom dnia dobrego. + +*Merkucio.* Życzymy ci dobrego południa, piękna signoro. + +*Marta.* Czy to już południe? + +*Merkucio.* Nieinaczej; bo nieczysta ręka wskazówki na +kompasie trzyma już południe za ogon. + +*Marta.* Chryste Panie! Cóż to za człowiek z waćpana? + +*Romeo.* Człowiek, którego Pan Bóg skazał na zepsucie. + +*Marta.* Dobrześ pan powiedział, na poczciwość! Nie wie +też czasem który z panów, gdziebym mogła znaleźć +młodego Romea? + +*Romeo.* Ja wiem czasem, ale młodego Romea znajdziesz +waćpani starszym, niż był, kiedyś go szukać zaczęła. +Jestem najmłodszy z tych, co noszą to imię w braku +gorszego. + +*Marta.* Ach, to dobrze! + +*Merkucio.* Możeż być dobrym to, co jest gorszem? + +*Marta.* Jeżeli waćpan nim jesteś, to radabym z nim +pomówić sam na sam. + +*Benwolio.* Zaprosi go na jakiś wieczorynek. + +*Merkucio.* Pośredniczka to Wenery. Huź, ha! + +*Romeo.* Cóż to, czyś kota upatrzył? + +*Merkucio.* Kotlinę, panie, nie kota; i to w starym piecu, +nie w polu. + + Bodaj to kotlina, + Gdzie siedzi kocina: + Ta nie osmali... + Lecz zmykaj, chudzino, + Przed taką kotliną, + Gdzie dyabeł pali! + +Romeo, czy będziesz u ojca na obiedzie? My tam idziemy. + +*Romeo.* Pośpieszę za wami. + +*Merkucio.* Do widzenia, starożytna damo; damo, damo, +damo! _(Wychodzą: Merkucio i Benwolio)._ + +*Marta.* Tak, tak, do widzenia! Co to za infamis, proszę +pana, co się tak poważył rozpuścić cugle swemu grubiaństwu? + +*Romeo.* Jest to panicz zakochany w swym języku, zdolny +wypowiedzieć więcej w ciągu jednej minuty, niż milczeć +przez cały miesiąc. + +*Marta.* Jeżeli on na mnie co powiedział, dam ja mu, chociażby +był zuchwalszy, niż jest, i miał ze sobą dwudziestu +sobie podobnych drabów; a jeżeli mi ujdzie, +to znajdę takich, co to potrafią. A, hultaj! czy to ja +jestem jego kochanicą, jego poniewieradłem! _(Do Piotra)._ +I ty tu stałeś także i mogłeś ścierpieć, żeby mnie +lada gbur używał wedle upodobania za przedmiot +swych bezwstydnych żartów? + +*Piotr.* Nie widziałem jeszcze, żeby kto używał jejmości +wedle upodobania; gdybym był to widział, byłbym był +pewnie zaraz giwer wydobył, ręczę za to. Umiem się +najeżyć tak dobrze, jak kto inny, kiedy mam sposobność +po temu i prawo za sobą. + +*Marta.* Dla Boga! tak jestem rozdrażniona, że się wszystko +we mnie trzęsie. A, hultaj! Otóż, proszę pana, tak jak +powiedziałam, młoda moja pani kazała mi się wywiedzieć +o panu; co mi kazała powiedzieć, to sobie zachowuję; +ale przedewszystkim oświadczam panu, że +jeżelibyś ją osadził na koszu, jak to mówią, bo panienka, +o której mówię, jest młodą, i dlatego, gdybyś +ją pan wywiódł w pole, byłoby to tak ciężkim psikusem, +jaki tylko młodej panience można wyrządzić. + +*Romeo.* Pozdrów ją waćpani ode mnie, i powiedz, że jej +daję _rendez-vous_... + +*Marta.* Poczciwości! oświadczę jej to, oświadczę. Niebożę, +nie posiędzie się z radości. + +*Romeo.* Co jej waćpani chcesz oświadczyć? Nie wiesz, co +mówić miałem. + +*Marta.* Oświadczę jej, że pan dajesz randewu; co jest, +jeżeli się nie mylę, ofiarą godną prawdziwego szlachcica. + +*Romeo.* Powiedz jej, aby, pod pozorem spowiedzi, przyszła +za parę godzin do celi Ojca Laurentego: tam ślub +weźmiemy. Oto masz waćpani za swoje trudy. + +*Marta.* Nie, panie; ani fenika. + +*Romeo.* No, no, bez ceremonii. + +*Marta.* Za parę godzin więc; dobrze, nie zaniedba się +stawić. + +*Romeo.* Waćpani staniesz za murem klasztornym, +Tam ci mój człowiek przyniesie drabinkę +Z sznurków skręconą, która mi w noc późną +Do szczytu mego szczęścia wstęp ułatwi. +Bądź zdrowa! Wierność twa znajdzie nagrodę. +Poleć mię swojej młodej pani. + +*Marta.* Niech wam Bóg błogosławi! Ale, ale... + +*Romeo.* Cóż mi waćpani jeszcze powiesz? + +*Marta.* Czy człowiek pański dobry do sekretu? +Bo gdzie się skrycie prowadzą układy, +Tam dwóch już, mówią, za wiele do rady. + +*Romeo.* Ręczę za niego: jest to wierność sama. + +*Marta.* A więc wszystko dobrze. Co też to za miłe stworzenie +ta moja panienka! Co to nie wyprawiało, jak +było małem! Chryste Panie! Ale, ale, jest tu na mieście +jeden pan, niejaki Parys: ten ma na nią dyabli +apetyt; ale ona, poczciwina, wolałaby patrzeć na bazyliszka, +niż na niego. Przekomarzam się z nią nieraz +i mówię, że ten Parys, to wcale przystojny mężczyzna; +wtedy ona, powiadam panu, za każdym razem aż blednie, +zupełnie tak jak ponsowa chusta na słońcu. Proszę +też pana, czy rozmaryn i Romeo nie zaczyna się +od takiej samej litery? + +*Romeo.* Nieinaczej: jedno i drugie od R. + +*Marta.* Tak i mnie się zdawało, tylko Romeo inne ma +zakończenie. Co też ona o tem prawi, to jest o rozmarynie +i o panu: radabym, żebyś pan to słyszał. + +*Romeo.* Poleć jej służby moje. + + _(Wychodzi)._ + +*Marta.* Uczynię to, uczynię po tysiąc razy. -- Piotrze! + +*Piotr.* Jestem. + +*Marta.* Piotrze, naści mój wachlarz i idź przodem. + + _(Wychodzą)._ + + +SCENA V. + + Ogród Kapuletów. + + _(Wchodzi Julia)._ + +*Julia.* Dziewiąta biła, kiedym ją posłała; +Przyrzekła wrócić się za pół godziny. +Nie znalazła go może? Nie, to nie to. +Słabe ma nogi. Heroldem miłości +Powinnaby być myśl, która o dziesięć +Razy mknie prędzej, niż promienie słońca, +Kiedy z pochyłych wzgórków cień spędzają. +Niedarmo lotne gołębie są w cugach +Bóstwa miłości i niedarmo Kupid +Ma skrzydła z wiatrem idące w zawody. +Już teraz słońce jest w samej połowie +Dzisiejszej drogi swojej; od dziewiątej +Aż do dwunastej trzy już upłynęły +Długie godziny, a jeszcze jej niema. +Gdyby krew miała młodą i uczucia, +Jak piłka byłaby chyżą i lekką, +I słowa moje do mego kochanka, +A jego do mnie, w lot-by ją popchnęły; +Lecz starzy wcześnie są jakby nieżywi; +Jak ołów ciężcy, zimni, więc leniwi. + + _(Wchodzą Marta i Piotr)._ + +Ha! otóż idzie. I cóż, złota nianiu? +Czyś się widziała z nim? Każ odejść słudze. + +*Marta.* Idź, stań za progiem, Piotrze. + + _(Wychodzi Piotr)._ + +*Julia.* Mów, droga, luba nianiu! Ależ przebóg! +Czemu tak smutno wyglądasz? Chociażbyś +Złe wieści miała, powiedz je wesoło; +Jeśli zaś dobre przynosisz, ta mina +Fałszywy miesza ton do ich muzyki. + +*Marta.* Tchu nie mam, pozwól mi trochę odpocząć; +Ach! moje kości! To był harc nielada! + +*Julia.* Weź moje kości, a daj mi wieść swoją. +Mówże, mów prędzej, mów, nianiuniu droga. + +*Marta.* Co za gwałt! Folguj dla Boga, choć chwilkę, +Czyliż nie widzisz, że ledwie oddycham? + +*Julia.* Ledwie oddychasz, kiedy masz dość tchnienia +Do powiedzenia, że ledwie oddychasz? +To tłómaczenie się twoje jest dłuższe +Od wieści, której zwłokę nim tłómaczysz; +Maszli wieść dobrą czy złą? niech przynajmniej +Tego się dowiem, poczekam, na resztę; +Tylko mi powiedz: czy jest złą, czy dobrą? + +*Marta.* Tak, tak, pięknyś panna wybór zrobiła! pannie +właśnie męża wybierać. Romeo! żal się Boże! Co mi +to za gagatek! Ma wprawdzie twarz gładszą, niż niejeden, +ale oczy, niech się wszystkie inne schowają; co +się zaś tyczy rąk i nóg, i całej budowy, chociaż o tem +niema co wspominać, przyznać trzeba, że nieporównane. +Nie jest to wprawdzie galant całą gębą, ale słodziuchny +jak baranek. No, no, dziewczyno! Bóg pomagaj! +A czy jedliście już obiad? + +*Julia.* Nie. Ale o tem wszystkiem już wiedziałam. +Cóż o małżeństwie naszym mówił? powiedz. + +*Marta.* Ach! jak mnie głowa boli! tak w niej łupie, +Jakby się miała w kawałki rozlecieć. +A krzyż! krzyż! biedny krzyż! niechaj waćpannie +Bóg nie pamięta, żeś mię posyłała, +Aby mi przez ten kurs śmierci przyśpieszyć. + +*Julia.* Doprawdy, przykro mi, że jesteś słabą. +Nianiu, nianiuniu, nianiunieczko droga, +Powiedz mi, co ci mówił mój kochanek? + +*Marta.* Mówił, jak dobrze wychowany młodzian, +Grzeczny, stateczny, a przytem, upewniam, +Pełen zacności. Gdzie waćpanny matka? + +*Julia.* Gdzie moja matka? Gdzież ma być? jest w domu. +Co też nie pleciesz, nianiu: mój kochanek +_Mówił, jak dobrze wychowany młodzian, +Gdzie moja matka?_ + +*Marta.* O, mój miły Jezu! +Takżeś mi Aśćka w ukropie kąpana! +I takąż to jest maść na moje kości? +Bądźże na przyszłość sama sobie posłem. + +*Julia.* O męki! Co ci powiedział Romeo? + +*Marta.* Masz pozwoleństwo iść dziś do spowiedzi? + +*Julia.* Mam je. + +*Marta.* Śpiesz więc do celi Ojca Laurentego; +Tam znajdziesz kogoś, co-ć pojmie za żonę. +Jak ci jagódki pokraśniały! Czekaj! +Zaraz je w szkarłat zmienię inną wieścią: +Idź do kościoła, ja tymczasem pójdę +Przynieść drabinkę, po której twój ptaszek +Ma się do gniazdka wśliznąć, jak się ściemni. +Jak tragarz, muszę być ci ku pomocy; +Ty za to ciężar dźwigać będziesz w nocy; +Idź; trza mi zjeść co po takim zmachaniu. + +*Julia.* Idę raj posiąść. Adieu, złota nianiu. + + _(Wychodzą)._ + + +SCENA VI. + + Cela Ojca Laurentego. + + _(Ojciec Laurenty i Romeo)._ + +*O. Laurenty.* Oby ten święty akt był miły niebu, +I przyszłość smutkiem nas nie ukarała. +I zbytkiem smaku zabija apetyt. +Miarkuj więc miłość twoją: zbyt skwapliwy +Tak samo spóźnia się, jak zbyt leniwy. + + _(Wchodzi Julia)._ + +Otóż i panna młoda. Mech najcieńszy +Nie ugiąłby się pod tak lekką stopą. +Kochankom mogłyby do jazdy służyć +Owe słoneczne pyłki, co igrają +Latem w powietrzu; tak lekką jest marność. + +*Romeo.* Amen! lecz choćby przyszedł nawał smutku, +Nie przeciwważyłby on tej radości, +Jaką mię darzy jedna przy niej chwila. +Złącz tylko nasze dłonie świętym węzłem; +Niech go śmierć potem przetnie, kiedy zechce: +Dość, że wprzód będę mógł ją nazwać moją. + +*O. Laurenty.* Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny: +Są one nakształt prochu zatlonego, +Co, wystrzeliwszy, gaśnie. Miód jest słodki, +Lecz słodkość jego graniczy z ckliwością + +*Julia.* Czcigodny spowiedniku, bądź pozdrowion. + +*O. Laurenty.* Romeo, córko, podziękuje tobie +Za nas obydwu. + +*Julia.* Pozdrawiam go również, +By dzięki jego zbytnimi nie były. + +*Romeo.* O! Julio, jeśli miara twej radości +Równa się mojej, a dar jej skreślenia +Większy od mego: to osłódź twym tchnieniem +Powietrze, i niech muzyka ust twoich +Objawi obraz szczęścia, jakie spływa +Na nas oboje w tem błogim spotkaniu. + +*Julia.* Czucie bogatsze w osnowę niż w słowa, +Pyszni się z swojej wartości, nie z ozdób; +Żebracy tylko rachują swe mienie. +Mojej miłości skarb jest tak niezmierny, +Że i pół sumy tej nie zdołam zliczyć. + +*O. Laurenty.* Pójdźcie, załatwim rzecz w krótkich wyrazach, +Nie wprzód będziecie sobie zostawieni, +Aż was sakrament z dwojga w jedno zmieni. + + _(Wychodzą)._ + + + + +AKT TRZECI. + + +SCENA I. + + Plac publiczny. + + _(Wchodzą: Benwolio, Merkucio, paź i słudzy)._ + +*Benwolio.* Oddalmy się stąd, proszę cię, Merkucio. +Dzień dziś gorący, Kapuleci krążą; +Jak ich zdybiemy, nie unikniem zajścia, +Bo w tak gorące dni krew nie jest lodem. + +*Merkucio.* Podobnyś do owego burdy, co, wchodząc do +winiarni rzuca szpadę i mówi: _Daj Boże, abym cię nie +potrzebował!_ a po wypróżnieniu drugiego kubka dobywa +jej na dobywacza korków bez najmniejszej w świecie +potrzeby. + +*Benwolio.* Masz mię za takiego burdę? + +*Merkucio.* Mam cię za tak wielkiego zawadiakę, jakiemu +chyba równy jest we Włoszech; bardziej zaiste skłonnego +do breweryi, niż do brewiarza. + +*Benwolio.* Cóż dalej? + +*Merkucio.* Gdybyśmy mieli dwóch takich, tobyśmy wkrótce +nie mieli żadnego, bo jeden-by drugiego zagryzł. Tyś +gotów człowieka napastować za to, że ma w brodzie +jeden włos mniej lub więcej od ciebie. Tyś gotów +napastować człowieka za to, że piwo pije, bo w tem +upatrzysz przytyk do swoich piwnych oczu, chociaż +żadne inne oko, jak piwne, nie upatrzyłoby w tem +przytyku. W twojej głowie tak się lęgną swary, jak +bekasy w ługu, toś też nieraz za to beknął i głowę ci +zmyto bez ługu. Pobiłeś raz człowieka za to, że +kaszlnął na ulicy i przebudził przez to twego psa, +który się wysypiał przed domem. Nie napastowałżeś +raz krawca za to, że wdział na siebie nowy kaftan +w dzień powszedni? kogoś innego za to, że miał stare +wstążki u nowych trzewików? I ty mię chcesz moralizować +za kłótliwość? + +*Benwolio.* Gdybym był tak skory do kłótni, jak ty jesteś, +niktby mi życia na pięć kwadransów nie zaręczył. + +*Merkucio.* Życie twoje przeszłoby zatem bez zaręczyn. + + _(Wchodzi Tybalt z poplecznikami swymi)._ + +*Benwolio.* Patrz, oto idą Kapuleci. + +*Merkucio.* Zamknij oczy! Co mi do tego! + +*Tybalt* _(do swoich)._ Pójdźcie tu, bo chcę z nimi się rozmówić. + + _(Do tamtych)._ + +Mości panowie, słowo. + +*Merkucio.* Słowo tylko? +I samo słowo? Połącz je z czemś drugiem, +Z pchnięciem naprzykład. + +*Tybalt.* Znajdziesz mię ku temu +Gotowym, panie, jeśli dasz okazyę. + +*Merkucio.* Sam ją wziąć możesz bez mego dawania. + +*Tybalt.* Pan jesteś w dobrej harmonii z Romeem? + +*Merkucio.* W harmonii? Maszli nas za muzykusów! +Jeśli tak, to się nie spodziewaj słyszeć +Czego innego, jedno dysonanse. +Oto mój smyczek: zaraz ci on gotów +Zagrać do tańca. Patrzaj go! w harmonii! + +*Benwolio.* Jesteśmy w miejscu publicznym, panowie; +Albo usuńcie się gdzie na ustronie, +Albo też zimną krwią połóżcie tamę +Tej kłótni. Wszystkich oczy w nas wlepione. + +*Merkucio.* Oczy są na to, ażeby patrzały; +Niech robią swoje, a my róbmy swoje. + + _(Wchodzi Romeo)._ + +*Tybalt.* Z panem nic nie mam do mówienia. Oto +Nadchodzi właśnie ten, którego szukam. + +*Merkucio.* Jeżeli szukasz guza, mogę ręczyć, +Że się z nim spotkasz. + +*Tybalt.* Romeo, nienawiść +Moja do ciebie nie może się zdobyć +Na lepszy wyraz jak ten: -- jesteś podły. + +*Romeo.* Tybalcie, powód do kochania ciebie, +Jaki mam, tłumi gniew słusznie wzbudzony +Taką przemową. Nie jestem ja podły; +Bądź więc zdrów, widzę, że mię nie znasz. + +*Tybalt.* Smyku, +Nie zatrzesz takim tłumaczeniem obelg +Mi uczynionych: stań więc i wyjm szpadę. + +*Romeo.* Klnę się, żem nigdy obelg ci nie czynił; +Sprzyjam ci owszem bardziej, niżeś zdolny +Pomyśleć o tem, nie znając powodu. +Uspokój się więc, zacny Kapulecie, +Którego imię milsze mi, niż moje. + +*Merkucio.* Spokojna, nędzna, niegodna submisyo! +_A la stoccata_ wnet jej kres położy. + + _(Dobywa szpady)._ + +Pójdź tu, Tybalcie, pójdź tu, dusiszczurze! + +*Tybalt.* Czego ten człowiek chce ode mnie? + +*Merkucio.* Niczego, mój ty kocikrólu, chcę ci wziąć tylko +jedno życie z pomiędzy dziewięciu, jakie masz, abym +się niem trochę popieścił; a za nowym spotkaniem +uskubnąć ci i tamte ośm jedno po drugiem. Dalej! +wyciągnij za uszy szpadę z powijaka, inaczej moja +gwiźnie ci koło uszu, nim wyciągniesz swoją. + +*Tybalt.* Służę Waćpanu. _(Dobywa szpady)._ + +*Romeo.* Merkucio, schowaj szpadę, jak mię kochasz. + +*Merkucio.* Pokażno swoje _passado_. + + _(Biją się)._ + +*Romeo.* Benwolio, +Rozdziel ich! Wstydźcie się, mości panowiel +Wybaczcie sobie. Tybalcie! Merkucio! +Książę wyraźnie zabronił podobnych +Starć na ulicach. Merkucio! Tybalcie! + + _(Tybalt odchodzi ze swoimi)._ + +*Merkucio.* Zranił mię. Kaduk zabierz wasze domy! +Nie wybrnę z tego. Czy odszedł ten hultaj +I nie oberwał nic? + +*Benwolio.* Jestżeś raniony? + +*Merkucio.* Tak, tak, draśniętym trochę, ale rdzennie. +Gdzie mój paź? Chłopcze, biegnij po chirurga. + + _(Wychodzi paź)._ + +*Romeo.* Zbierz męstwo, rana nie musi być wielka. + +*Merkucio.* Zapewne, nie tak głęboka, jak studnia, +Ani szeroka tak, jak drzwi kościelne, +Ale wystarcza w sam raz, ręczę za to. +Znajdziesz mię jutro spokojnym, jak trusia. +Już się dla tego świata na nic nie zdam. +Bierz licho wasze domy! Żeby taki +Pies, szczur, kot na śmierć zadrapał człowieka! +Taki cap, taki warchoł, taki ciura, +Co się bić umie jak z arytmetyki! +Po kiego czorta ci się było mieszać +Między nas! Zranił mię pod bokiem twoim. + +*Romeo.* Chciałem, Bóg widzi, jak najlepiej. + +*Merkucio.* Benwolio, pomóż mi wejść gdzie do domu. +Słabnę. Bierz licho oba wasze domy! +One mię dały na strawę robakom: +Będę nią i to wnet. Kaduk was zabierz! + + _(Wychodzą Merkucio i Benwolio)._ + +*Romeo.* Ten dzielny człowiek, bliski krewny księcia, +I mój najlepszy przyjaciel, śmiertelny +Poniósł cios za mnie; moją dobrą sławę +Tybalt znieważył; Tybalt, który niema +Godziny jeszcze, jak został mym krewnym. +O, Julio! wdzięki twe mię zniewieściły +I z hartu zwykłej wyzuły mię siły. + + _(Benwolio powraca)._ + +*Benwolio.* Romeo, Romeo, Merkucio skonał! +Mężny duch jego uleciał wysoko, +Gardząc przedwcześnie swą ziemską powłoką. + +*Romeo.* Dzień ten fatalny, więcej takich wróży; +Gdy się raz zacznie złe, zwykle trwa dłużej. + + _(Tybalt powraca)._ + +*Benwolio.* Oto szalony Tybalt wraca znowu. + +*Romeo.* On żyw! zwycięzca! a Merkucio trupem! +Precz pobłażliwa teraz łagodności! +Płomiennooka furyo, ty mną kieruj! +Tybalcie, odbierz nazad swoje _podły_; +Zwracam ci, co mi dałeś! Duch Merkucia +Wznosi się ponad naszemi głowami, +Dopominając się za swoją twojej. +Ty lub ja, albo oba musim legnąć. + +*Tybalt.* Nikczemny chłystku, tyś mu tu był druhem, +Bądźże i owdzie. + +*Romeo.* To się tym rozstrzygnie. + + _(Walczą. Tybalt pada)._ + +*Benwolio.* Romeo, uchodź, oddal się, uciekaj! +Rozruch się wszczyna i Tybalt nie żyje. +Nie stój jak wryty; jeśli cię schwytają, +Książę cię na śmierć skaże; chroń się zatem! + +*Romeo.* Jestem igraszką losu! + +*Benwolio.* Prędzej! prędzej! + + _(Romeo wychodzi)._ + + _(Wchodzą obywatele i t. d.)._ + +*Pierwszy obywatel.* Gdzie on? Gdzie uszedł zabójca Merkucia? +Zabójca Tybalt w którą uszedł stronę? + +*Benwolio.* Tybalt tu leży. + +*Pierwszy obywatel.* Za mną, mości panie; +W imieniu księcia każę-ć być posłusznym. + + _(Wchodzą: książę z orszakiem, Monteki i Kapulet z małżonkami + swymi i inne osoby). + +*Książę.* Gdzie są nikczemni sprawcy tej rozterki? + +*Benwolio.* Dostojny książę, ja mogę objaśnić +Cały bieg tego nieszczęsnego starcia: +Oto tu leży, przez Romea zgładzon, +Zabójca twego krewnego, Merkucia. + +*Pani Kapulet.* Tybalt! mój krewny! syn mojego brata! +Boże! tak marnie zgładzony ze świata! +O mości książę, błagam twej opieki, +Niech za krew naszą odda krew Monteki. + +*Książę.* Benwolio, powiedz, kto ten spór zapalił? + +*Benwolio.* Tybalt, którego Romeo powalił. +Romeo darmo przekładał, jak próżną +Była ta kłótnia, przypominał zakaz +Waszej Książęcej Mości, ale wszystkie +Te przedstawienia, uczynione grzecznie, +Spokojnym głosem, nawet w korny sposób, +Nie mogły wpłynąć na zawzięty umysł +Tybalta. Zamiast skłonić się do zgody, +Zwraca morderczą stal w Merkucia piersi, +Który, podobnież uniesiony, ostrze +Odpiera ostrzem i, uszedłszy śmierci, +Śle ją nawzajem Tybaltowi: ale +Bez skutku, dzięki zręczności tamtego. +Romeo woła: _»Hola! przyjaciele! +Stójcie! odstąpcie!«_ i ramieniem szybszem +Od słów rozdziela skrzyżowane klingi, +Wpadając między nich; lecz w tejże chwili +Cios wymierzony z boku przez Tybalta +Przeciął Merkucia życie. Tybalt zniknął; +Wkrótce atoli ukazał się znowu, +Kiedy Romeo już był zemstą zawrzał. +Starli się w okamgnieniu, i nim szpadę +Wyjąć zdołałem, by wstrzymać tę zwadę, +Już mężny Tybalt poległ, wskroś przeszyty +Z ręki Romea, a Romeo uszedł. +Tak się rzecz miała: jeżelim się minął +Z prawdą bodajem ciężką śmiercią zginął. + +*Pani Kapulet.* On jest Montekich krewnym, przywiązanie +Czyni go kłamcą, nie wierz mu, o panie! +Ich tu przynajmniej ze dwudziestu było; +Dwudziestu przeciw jednemu walczyło. +Sprawiedliwości, panie! Kto śmierć zadał, +Słuszna, by śmiercią za to odpowiadał. + +*Książę.* Tybalt ją zadał wprzód Merkuciuszowi, +Romeo jemu; któż słusznie odpowie? + +*Monteki.* Nie mój syn, panie; o, nie wyrzecz tego! +On był Merkucia najlepszym kolegą +I przyjacielem; w tem jedynie zgrzeszył, +Że Tybaltowi nieprawnie przyśpieszył +Rygoru prawa. + +*Książę.* I za ten-to błąd +Banitujemy go na zawsze stąd. +Z bliska mię wasze dotknęły niesnaski, +Skoro mój własny dom cierpi z ich łaski +Ale ja takie znajdę środki na nie, +Że wam spór każdy obmierzłym się stanie, +Wszelkie wykręty na nic się nie zdadzą: +Ni łzy, ni prośby winnym nie poradzą, +[Page 51] +Uprzedzam! Niechaj Romeo ucieka, +Bo gdy schwytany będzie, śmierć go czeka. +Każcie stąd zabrać te zwłoki. Łaskawość +Zbrodnią jest, kiedy oszczędza nieprawość. + + _(Wychodzą)._ + + +SCENA II. + + Pokój w domu Kapuletów. + + (Julia sama). + +*Julia.* Pędźcie, ognistokopyte rumaki. +Ku państwom Feba; oby nowy jaki +Faeton dodał wam bodźca i rączéj +Pognał was owdzie, gdzie się szlak dnia kończy! +Wierna kochankom nocy, spuść zasłonę, +By się wznieść mogły oczy w dzień spuszczone, +I w te objęcia niedostrzeżonego +Sprowadź, ach! sprowadź mi Romea mego! +Miłości świeci pod twą czarną krepą +Jej własna piękność, a jeśli jest ślepą, +Tem stosowniejszy mrok dla niej. O nocy! +Cicha matrono, w ciemnej twej karocy +Przybądź i naucz mię niemym wyrazem, +Jak się to traci i wygrywa razem +Wśród gry niewinnej dwojga serc dziewiczych; +Skryj w płaszcza twego zwojach tajemniczych +Krew, co mi do lic bije z głębi łona; +Aż nieświadoma miłość ośmielona +Za skromność weźmie czyn swej świadomości. +Przyjdź, ciemna nocy! Przyjdź, mój dniu w ciemności! +To twój blask, o mój luby, jaśnieć będzie +Na skrzydłach nocy, jak pióro łabędzie +Na grzbiecie kruka. Wstąp, o, wstąp w te progi! +Daj mi Romea, a po jego zgonie +Rozsyp go w gwiazdki! A niebo zapłonie +Tak, że się cały świat w tobie zakocha, +I czci odmówi słońcu. Ach, jam sobie +Kupiła piękny przybytek miłości, +A w posiadanie jego wejść nie mogę; +Nabytą jestem także, a nabywca +Jeszcze mię nie ma! Dzień ten ml nieznośny, +Jak noc, co święto jakowe poprzedza, +Niecierpliwemu dziecku, które nowe +Dostało szaty, a nie może zaraz +W nie się przystroić. A! niania kochana + + _(Wchodzi Marta z drabinką sznurową w ręku)._ + +Niesie mi wieści o nim, a kto tylko +Wymawia imię Romea, ten boski +Ma dar wymowy. Cóż tam, moja nianiu? +Co to masz? Czy to ta drabinka, którą +Romeo przynieść kazał? + +*Marta.* Tak, drabinka! + + _(Rzuca ją)._ + +*Julia.* Dlaboga! czego załamujesz ręce? + +*Marta.* Ach! on nie żyje, nie żyje! nie żyje! +Biada nam! biada nam! wszystko stracone! +On zginął! on nie żyje! on zabity! + +*Julia.* Możeż być niebo tak okrutnem? + +*Marta.* Niebo +Nie jest okrutnem, lecz Romeo; on to, +On jest okrutnym. O Romeo! któżby +Się był spodziewał! Romeo! Romeo! + +*Julia.* Cóżeś za szatan, że tak mię udręczasz? +Taki głos w piekle-by tylko brzmieć winien. +Czyliż Romeo odjął sobie życie? +Powiedz: _tak!_ a te trzy litery gorszy +Jad będą miały, niż wzrok bazyliszka. +Jeżeli takie _tak_ istnieje, Julia +Istnieć nie będzie; zawrą się na zawsze +Te usta, które to _tak_ wywołały. +Zginąłli, powiedz: _tak_, jeżeli nie -- _nie_; +W krótkich wyrazach zbaw albo mnie zabij. + +*Marta.* Widziałam ranę na me własne oczy. +Boże, zmiłuj się nad nim, tu, tu oto, +Tu w samym środku mężnej jego piersi. +Straszny trup! straszny trup! blady, jak popiół; +Cały zbroczony, cały krwią zbryzgany, +Zgęstłą krwią: ażem wzdrygnęła się, patrząc. + +*Julia.* O pęknij, serce! pęknij w tym przeskoku +Z bogactw do nędzy! Do więzienia, wzroku! +Już ty nie zaznasz swobody uroku. +Jak nas na ziemi złączył jeden ślub, +Tak niech nas w ziemi złączy jeden grób! + +*Marta.* Tybalcie! mój najlepszy przyjacielu! +Luby Tybalcie! dziarski, walny chłopcze! +Czemuż mi, czemuż przyszło przeżyć ciebie? + +*Julia.* Cóż to za wicher dmie z dwóch stron przeciwnych? +Romeo zginął? i Tybalt zabity? +Ogłoś więc, straszna trąbo, koniec świata! +Bo gdzież są żywi, gdy ci dwaj nie żyją? + +*Marta.* Tybalt nie żyje, Romeo wygnany. +Romeo zabił go, jest więc wygnany. + +*Julia.* Boże! Romeo przelał krew Tybalta? + +*Marta.* On to, niestety, on, on to uczynił. + +*Julia.* O serce żmii pod kwiecistą maską! +Kryłże się kiedy smok w tak pięknym lochu? +Luby tyranie, anielski szatanie! +Kruku w gołębich pierzach! wilku w runie! +Nikczemny wątku w niebiańskiej postaci! +We wszystkim sprzeczny z tem, czem się wydajesz: +Szlachetny zbrodniu! potępieńcze święty! +O, cóżeś miała do czynienia w piekle, +Naturo, kiedyś taki duch szatański +W raj tak pięknego ciała wprowadziła? +Byłaż gdzie książka tak ohydnej treści +W oprawie tak ozdobnej? Trzebaż, aby +Fałsz zamieszkiwał tak przepyszny pałac! + +*Marta.* Niema czci, niema wiary, niema prawdy, +Niema sumienia w ludziach; sama zmienność, +Sama przewrotność, chytrość i obłuda. +Pietrze! dajno mi trochę akwawity. +Te smutki, te zgryzoty, te cierpienia +Robią mię starą. Przeklęty Romeo! +Hańba mu! + +*Julia.* Bodaj ci język oniemiał +Za to przekleństwo! Romeo nie zrodzon +Do hańby; hańba-by wstydem spłonęła +Na jego czole, bo ono jest tronem, +Na którym honor śmiałoby mógł zostać +Koronowanym na monarchę świata. +O, jakże mogłam mu złorzeczyć! + +*Marta.* Chceszże +Zbójcę krewnego twego uniewinniać? + +*Julia.* Mamże potępiać mojego małżonka? +O biedny! któżby popieścił twe imię, +Gdybym ja, od trzech godzin twoja żona, +Miała je szarpać? Ależ, niegodziwy, +Za co ty mego zabiłeś krewnego! +Za to, że krewny niegodziwy zabić +Chciał mego męża. Precz, precz, łzy niewczesne! +Spłyńcie do źródła, które was wydało; +Dań waszych kropel przypada żalowi, +A nie radości, której ją płacicie, +Mój mąż, co Tybalt go chciał zabić, żyje, +A Tybalt, co chciał zabić mego męża, +Śmierć poniósł; w tem pociecha. Czegóż płaczę? +Ha! doszło do mych uszu coś gorszego, +Niż śmierć Tybalta; co mię wskroś przeszyło. +Chętniebym o tem zapomniała, ale +To coś wcisnęło się tak w moją pamięć, +Jak karygodny czyn w umysł grzesznika. +_Tybalt nie żyje -- Romeo wygnany!_ +To jedno słowo: »wygnany«, zabiło +Tysiąc Tybaltów. Śmierć Tybalta była +Sama już przez się dostatecznym ciosem; +Jeśli zaś ciosy lubią towarzystwo +I gwałtem muszą mieć za sobą świtę, +Dlaczegóż w ślad tych słów: _Tybalt nie żyje!_ +Nie nastąpiło: twój ojciec nie żyje, +Lub matka, albo i ojciec i matka? +Żal byłby wtenczas nie tyle ogólny; +Lecz gdy Tybalta śmierć ma za następstwo +To przeraźliwe: _Romeo wygnany!_ +O, jednocześnie z tym wykrzykiem Tybalt, +Matka i ojciec, Romeo i Julia, +Wszyscy nie żyją. Romeo wygnany! +Z zbójczego tego wyrazu płynąca +Śmierć nie ma granic, ni miary, ni końca, +I żaden język nie odda boleści, +Jaką to straszne słowo w sobie mieści. +Gdzie moja matka i ojciec? + +*Marta.* Przy zwłokach +Tybalta jęczą i łzy wylewają. +Chcesz tam panienka iść, to zaprowadzę. + +*Julia.* Nie mnie oblewać łzami jego rany: +Moich przedmiotem Romeo wygnany. +Weź tę drabinkę. Biedna ty plecionko! +Ty zawód dzielisz z Romea małżonką; +Obie nas chybił los oczekiwany, +Bo on wygnany, Romeo wygnany! +Ty pozostajesz puścizną jałową, +A ja w panieńskim stanie jestem wdową. +Pójdź, nianiu, prowadź mię w małżeńskie łoże, +Nie mąż, już tylko śmierć w nie wstąpić może. + +*Marta.* Czekajno, pójdę sprowadzić Romea, +By cię pocieszył. Wiem, gdzie on jest teraz. +Nie płacz: użyjem jeszcze tych plecionek, +I twój Romeo wnet przed tobą stanie. + +*Julia.* O, znajdź go! daj mu w zakład ten pierścionek +I na ostatnie proś go pożegnanie. + + _(Wychodzą)._ + + +SCENA III. + + Cela Ojca Laurentego. + + _(Wchodzi O. Laurenty i Romeo)._ + +*O. Laurenty* _(wchodząc)_. Romeo! Pójdź tu, pognębiony człeku! +Smutek zakochał się w umyśle twoim, +I poślubiony jesteś niefortunnie. + +*Romeo.* Cóż tam, cny ojcze? Jakiż wyrok księcia? +I jakaż dola nieznana ma zostać +Mą towarzyszką? + +*O. Laurenty.* Zbyt już oswojony +Jest mój syn drogi z takim towarzystwem. +Przynoszę-ć wieści o wyroku księcia. + +*Romeo.* Jakiżby mógł być łaskawszy, prócz śmierci? + +*O. Laurenty.* Z ust jego padło łagodniejsze słowo: +Wygnanie ciała, nie śmierć ciała, wyrzekł. + +*Romeo.* Wygnanie? Zmiłuj się, jeszcze śmierć dodaj! +Wygnanie bowiem wygląda okropniej, +Niż śmierć. Zaklinam cię, nie mów: wygnanie. + +*O. Laurenty.* Wygnany jesteś z obrębu Werony, +Zbierz męstwo, świat jest długi i szeroki. + +*Romeo.* Zewnątrz Werony niema, niema świata, +Tylko tortury, czyściec, piekło samo! +Stąd być wygnanym, jest to być wygnanym +Ze świata; być zaś wygnanym ze świata, +Jest to śmierć ponieść; wygnanie jest zatem +Śmiercią barwioną. Mieniąc śmierć wygnaniem, +Złotym toporem ucinasz mi głowę, +Z uśmiechem patrząc na ten cios śmiertelny. + +*O. Laurenty.* O ciężki grzechu! O, niewdzięczne serce! +Błąd twój pociąga z prawa śmierć za sobą: +Książę, ujmując się jednak za tobą, +Prawo życzliwie usuwa na stronę, +I groźny wyraz: śmierć, w wygnanie zmienia. +Łaska to, i ty tego nie uznajesz? + +*Romeo.* Katusza to, nie łaska. Niebo tu jest, +Gdzie Julia żyje; lada pies, kot, lada +Mysz marna, lada nikczemne stworzenie +Żyje tu w niebie, może na nią patrzeć, +Tylko Romeo nie może. Mdła mucha +Więcej ma mocy, więcej czci i szczęścia, +Niźli Romeo; jej wolno dotykać +Białego cudu, drogiej ręki Julii, +I nieśmiertelne z ust jej kraść zbawienie; +Z tych ust, co pełne westalczej skromności +Bez przerwy płoną i pocałowanie +Grzechem być sądzą; mucha ma tę wolność, +Ale Romeo nie ma: on wygnany. +I mówisz, że wygnanie nie jest śmiercią? +Nie maszli żadnej trucizny, żadnego +Ostrza, żadnego środka nagłej śmierci, +Aby mię zabić, tylko ten fatalny +Wyraz -- wygnanie? O księże, złe duchy +Wyją, gdy w piekle usłyszą ten wyraz: +I tyż masz serce, ty, święty spowiednik, +Rozgrześca grzechów i szczery przyjaciel, +Pasy drzeć ze mnie tem słowem: wygnanie? + +*O. Laurenty.* Sentymentalny szaleńcze, posłuchaj! + +*Romeo.* Znowu mi będziesz prawił o wygnaniu. + +*O. Laurenty.* Dam ci broń przeciw temu wyrazowi; +Balsamem w przeciwnościach -- filozofia; +W tej więc otuchę czerp, będąc wygnanym. + +*Romeo.* Wygnanym jednak! -- o, precz z filozofią! +Czyż filozofia zdoła stworzyć Julię? +Przestawić miasto? Zmienić wyrok księcia? +Nic z niej: bezsilna ona, nie mów o niej. + +*O. Laurenty.* Szaleni są więc głuchymi, jak widzę. + +*Romeo.* Jak mają nie być, gdy mądrzy nie widzą. + +*O. Laurenty.* Dajże mi mówić; przyjm słowa rozsądku. + +*Romeo.* Nie możesz mówić tam, gdzie nic nie czujesz. +[Page 57] +Bądź jak ja młodym, posiądź miłość Julii, +Zaślub ją tylko co, zabij Tybalta, +Bądź zakochanym jak ja i wygnanym +A wtedy będziesz mógł mówić; o, wtedy +Będziesz mógł sobie z rozpaczy rwać włosy +I rzucać się na ziemię, jak ja teraz, +Na grób zawczasu biorąc sobie miarę. + + _(Rzuca się na ziemię. Słychać kołatanie)._ + +*O. Laurenty.* Cicho, ktoś puka; ukryj się, Romeo. + +*Romeo.* Nie; chyba para powstała z mych jęków, +Jak mgła, ukryje mię przed ludzkim wzrokiem. + + _(Kołatanie)._ + +*O. Laurenty.* Słyszysz? pukają znowu. Kto tam? Powstań, +Powstań, Romeo! Chcesz być wziętym? Powstań; + + _(Kołatanie)._ + +Wnijdź do pracowni mojej. Zaraz, zaraz. +Cóż to za upór! + + _(Kołatanie)._ + + Idę, idę, któż to +Tak na gwałt puka? Skąd wy? Czego chcecie? + +*Marta* _(zewnątrz)._ Wpuśćcie mię, wnet się o wszystkim dowiecie. +Julia przysyła mię. + +*O. Laurenty.* Witajże, witaj. + + _(Wchodzi Marta)._ + +*Marta.* O! świętobliwy ojcze, powiedz, proszę, +Gdzie jest mąż mojej pani, gdzie Romeo? + +*O. Laurenty.* Tu, na podłodze, łzami upojony. + +*Marta.* Ach, on jest właśnie w stanie mojej pani, +Właśnie w jej stanie. + +*O. Laurenty.* Nieszczęsna sympatio! +Smutne zbliżenie! + +*Marta.* I ona tak leży +Płacząc i łkając, szlochając i płacząc. +Powstań pan, powstań, jeśli jesteś mężem! +O, powstań, podnieś się, przez wzgląd na Julię! +Dlaczego dać się przygnębiać tak srodze? + +*Romeo.* Marto! + +*Marta.* Ach, panie! Wszystko na tym świecie +Kończy się śmiercią. + +*Romeo.* Mówiłaś o Julii? +Cóż się z nią dzieje? O, pewnie mię ona +Ma za mordercę zakamieniałego, +Kiedym mógł naszych rozkoszy dzieciństwo +Splamić krwią, jeszcze tak bliską jej własnej, +Gdzie ona? Jak się miewa i co mówi +Na zawód w świeżo błysłym nam zawodzie? + +*Marta.* Nic, tylko szlocha i szlocha i szlocha; +To się na łóżko rzuca, to powstaje, +To woła: Tybalt!, to krzyczy: Romeo! +I znowu pada. + +*Romeo.* Jak gdyby to imię, +Z śmiertelnej paszczy działa wystrzelone, +Miało ją zabić, tak jak jej krewnego +Zabiła ręka tego, co je nosi. +O! powiedz, powiedz mi, ojcze, przez litość, +W którym zakątku tej nędznej budowy +Mieszka me imię; powiedz, abym zburzył +To nienawistne siedlisko. + + _(Dobywa miecza)._ + +*O. Laurenty.* Stój! Wstrzymaj +Dłoń rozpaczliwą! Czy jesteś ty mężem? +Postać wskazuje twoja, że nim jesteś; +Łzy twe niewieście, dzikie twoje czyny +Cechują wściekłość bezrozumną zwierza. +W pozornym mężu ukryta niewiasto! +Zwierzu, przybrany w pozór tego dwojga! +Ty mnie w zdumienie wprawiasz. Jakem kapłan! +Myślałem, że masz więcej hartu w sobie. +Tybaltaś zabił, chcesz zabić sam siebie. +I przez haniebny ten na siebie zamach +Zabić chcesz także tę, co żyje tobą? +Przecz tak uwłaczasz swemu urodzeniu, +Niebu i ziemi, skoro urodzenie, +Niebo i ziemia ci się śmieją? Wstydź się! +Krzywdzisz swą postać, swą miłość, swój rozum, +Boś ty jak lichwiarz bogaty w to wszystko, +Ale niczego tego nie używasz +W sposób mogący te dary ozdobić. +Kształtna twa postać jest figurą z wosku, +Skoro nie z męską cnotą idzie w parze; +Miłość twa w gruncie czczem krzywoprzysięstwem, +Skoro chcesz zabić tę, którejś ją ślubił. +Twój rozum, chluba kształtów i miłości, +Niezręczny w korzystaniu z tego dwojga, +Jest jak proch w flaszce płochego żołnierza, +Co się zapala z własnej jego winy +I razi tego, którego miał bronić. +Otrząś się, człeku! Julia twoja żyje; +Julia, dla której umrzeć byłeś gotów; +W temeś szczęśliwy. Tybalt chciał cię zabić, +Tyś jego zabił; w tem szczęśliwyś także. +Prawo, grożące ci śmiercią, zamienia +Śmierć na wygnanie, i w temeś szczęśliwy. +Stosy na głowie błogosławieństw dźwigasz, +Szczęście najwabniej wdzięczy się do ciebie, +A ty, jak dziewka zepsuta, kapryśna, +Fochasz się na tę szczodrotę fortuny. +Strzeż się, bo tacy marnie umierają. +Terazże idź do żony, jak to było +Wprzód umówione, i pociesz niebogę. +Pomnij wyjść jednak przed wart rozstawieniem; +Bo później przejść-byś nie mógł do Mantui, +Gdzie masz przebywać tak długo, aż znajdziem +Czas do odkrycia waszego małżeństwa, +Do pojednania waszych nieprzyjaciół, +Do przebłagania księcia, naostatek +Do sprowadzenia cię nazad, z radością +Dziesięćkroć sto tysięcy razy większą, +Niż teraźniejszy twój smutek. Waćpani +Idź naprzód; pozdrów ode mnie swą panią; +I każ jej naglić wszystkich do spoczynku, +Ku czemu żal ich ułatwi namowę, +Romeo przyjdzie niebawem. + +*Marta.* O panie! +Mogłabym całą noc stać tu i słuchać, +Co też to może nauczoność! Biegnę +Uprzedzić moją panią, że pan przyjdziesz. + +*Romeo.* Idź, proś ją, niech się gotuje mię zgromić. + +*Marta.* Oto pierścionek, który mi kazała +Doręczyć panu. Spiesz się pan, już późno. + + _(Wychodzi Marta)._ + +*Romeo.* O, jakże mi ten dar dodał otuchy! + +*O. Laurenty.* Idź już; dobranoc! a pamiętaj +Wyjść jeszcze dzisiaj, nim zaciągną warty, +Albo w przebraniu wyjść jutro o świcie. +Osiądź w Mantui. Jeden z naszych braci +Nosić ci będzie od czasu do czasu +Zawiadomienie o każdym wypadku, +Jaki na twoją korzyść tu się zdarzy. +Daj rękę; późno już, bądź zdrów, dobranoc. + +*Romeo.* Gdyby nie radość, co mię czeka, wczesny +Ten rozdział z tobą byłby zbyt bolesny. +Żegnam cię, ojcze. + + _(Wychodzą)._ + + +SCENA IV. + + Pokój w domu Kapuletów. + + _(Wchodzą: Kapulet, pani Kapulet i Parys)._ + +*Kapulet.* Tak smutny, panie, dotknął nas wypadek, +Żeśmy nie mieli czasu mówić z Julią. +Krewny nasz, Tybalt, był jej nader drogim, +Nam także, ale rodzim się, by umrzeć. +Dziś ona już nie zejdzie, bo już późno. +Gdyby nie twoje, hrabio, odwiedziny, +Ja sam-bym w łóżku był już od godziny. + +*Parys.* Pora żałoby nie sprzyja zalotom; +Dobranoc, pani, poleć mnie swej córce. + +*Pani Kapulet.* Najchętniej, zaraz jutro ją wybadam; +Na dziś zamknęła się, by żal swój spłakać. + +*Kapulet.* Hrabio, za miłość naszego dziecięcia +Mogę ci ręczyć; mniemam, że się skłoni +Do mych przełożeń, co więcej, nie wątpię. +Pójdź do niej, żono, nim się spać położysz; +Oznajm jej cnego Parysa zamiary +I powiedzże jej, uważasz, iż w środę... +Zaczekaj, cóż to dzisiaj? + +*Parys.* Poniedziałek. + +*Kapulet.* A! poniedziałek! Zawcześnie we środę; +Odłóżmy to na czwartek; w ten więc czwartek +Zostanie żoną szlachetnego hrabi. +Będzieszli gotów? Czy ci to dogadza? +Cicho się sprawim; jeden, dwóch przyjaciół... +Gdybyśmy bowiem po tak świeżej stracie +Bardzo hulali, ludzie, widzisz, hrabio, +Mogliby myśleć, że za lekko bierzem +Zgon tak bliskiego krewnego; dlatego +Wezwiem przyjaciół z jakie pół tuzina, +I na tem koniec. Cóż mówisz na czwartek? + +*Parys.* Radbym, o panie, żeby już był jutro. + +*Kapulet.* To dobrze. Bądź nam zdrów. A więc we czwartek. +Wstąpże do Julii, żono, nim spać pójdziesz; +Przygotuj ją do ślubu. Bądź zdrów, hrabio. +Światła! hej! światła do mego pokoju! +Tak już jest późno, żebyśmy nieledwie +Mogli powiedzieć: tak rano. Dobranoc. + + _(Wychodzą)._ + + +SCENA V. + + Pokój Julii. + + _(Wchodzi Romeo i Julia)._ + +*Julia.* Chcesz już iść? Jeszcze ranek nie tak bliski, +Słowik to, a nie skowronek się zrywa +I śpiewem przeszył trwożne ucho twoje. +Co noc on śpiewa owdzie na gałązce +Granatu: wierzaj mi, że to był słowik. + +*Romeo.* Skowronek to, ów czujny herold ranku, +Nie słowik; widzisz te zazdrosne smugi, +Co tam na wschodzie złocą chmur krawędzie? +Pochodnie nocy już się wypaliły +I dzień się wspina raźnie na gór szczyty. +Chcąc żyć, iść muszę, lub zostając -- umrzeć. + +*Julia.* Owo światełko nie jest świtem; jest to +Jakiś meteor od słońca wysłany, +Aby ci służył w noc za przewodnika +I do Mantui rozjaśniał ci drogę; +Zostań więc, nie masz potrzeby się spieszyć. + +*Romeo.* Niech mię schwytają, na śmierć zaprowadzą, +Rad temu będę, bo Julia chce tego. +Nie, ten brzask nie jest zapowiedzią ranku, +To tylko blady odblask lica Luny; +To nie skowronek, co owdzie piosenką +Bijąc w niebiosa, wznosi się nad nami. +Więcej mię względów skłania tu pozostać, +Niż nagle odejść. O, śmierci, przybywaj! +Chętnie cię przyjmę, bo Julia chce tego. +Cóż, luba? prawda, że jeszcze nie dnieje? + +*Julia.* O, dnieje, dnieje! Idź, spiesz się, uciekaj! +Głos to skowronka brzmi tak przeraźliwie +I niestrojnymi, ostrymi dźwiękami +Razi me ucho. Mówią, że skowronek +Miło wywodzi; z tym się ma przeciwnie, +Bo on wywodzi nas z objęć wzajemnych. +Skowronek, mówią, z obrzydłą ropuchą +Zamienił oczy, o, radabym teraz, +Żeby był także i głos z nią zamienił, +Bo ten głos, w smutnej rozstania potrzebie, +Dzień przywołując, wywołuje ciebie. +Idź już, idź: ciemność coraz to się zmniejsza. + +*Romeo.* A dola nasza coraz to ciemniejsza! + + _(Wchodzi Marta)._ + +*Marta.* Pst! pst! + +*Julia.* Co? + +*Marta.* Starsza pani tu nadchodzi. +Dzień świta. Baczność, bo się narazicie! + + _(Wychodzi)._ + +*Julia.* O, okno, wpuśćże dzień, a wypuść życie! + +*Romeo* _(wychodząc przez okno)._ +Bądź zdrowa! Jeszcze jeden uścisk krótki. + +*Julia.* Już idziesz; o mój drogi! mój milutki! +Muszę mieć co dzień wiadomość o tobie; +A każda chwila równą będzie dobie. +Zgrzybieję licząc podług tej rachuby, +Nim cię zobaczę znowu, o mój luby. + +*Romeo.* Ilekroć będę mógł, tylekroć twoję +Drogą troskliwość pewnie zaspokoję. + + _(Znika za oknem)._ + +*Julia.* Jak myślisz, czy się znów ujrzymy kiedy? + +*Romeo.* Nie wątpię o tem, najmilsza, a wtedy +Wszystkie cierpienia nasze kwiatem tkaną +Kanwą do słodkich rozmów nam się staną. + +*Julia.* Boże! przeczuwam jakąś ciężką dolę; +Wydajesz mi się teraz tam na dole, +Jak trup, z którego znikły życia ślady. +Czy mię wzrok myli? Jakiżeś ty blady! + +*Romeo.* I twoja także twarz jak pogrobowa. +Smutek nas trawi. Bądź zdrowa! bądź zdrowa! + +*Julia* _(odstępując od okna)._ O losie! ludzie mienią cię niestałym; +Toż więc przez zawiść tylko prześladujesz +Tych, co kochają stale? Bądź niestały, +Bo wtedy będę mogła mieć nadzieję, +Ze go niedługo będziesz zatrzymywał +I wrócisz nazad. + +*Pani Kapulet* _(za sceną)._ Julio! czyś już wstała? + +*Julia.* Któż to mię woła? Głos-że to mej matki? +Nie spałaż ona, czy wstała tak rano? +Jakiż niezwykły powód ją sprowadza? + + _(Wchodzi pani Kapulet)._ + +*Pani Kapulet.* Jak się masz, Julciu? + +*Julia.* Niedobrze mi, matko! + +*Pani Kapulet.* Wciąż jeszcze płaczesz nad stratą Tybalta? +Chceszże go łzami dobyć z grobu? Choćbyś +Dopięła tego, wskrzesić go nie zdołasz. +Przestań więc: pewien żal może dowodzić +Wielkiej miłości, ale wielkość żalu +Dowodzi pewnej płytkości pojęcia. + +*Julia.* Trudno na taką stratę nie być czułą. + +*Pani Kapulet.* Tak, ale płacząc, czujesz tylko stratę, +Nie tego, po kim płaczesz, moje dziecko. + +*Julia.* Tak czując stratę, mogę tylko płakać. + +*Pani Kapulet.* Przyznaj się jednak, że nie tyle płaczesz +Nad jego śmiercią, jako raczej nad tem, +Że jeszcze żyje ten łotr, co go zabił. + +*Julia.* Jaki łotr, pani? + +*Pani Kapulet.* Tenci łotr, Romeo. + +*Julia.* On i łotr żyją daleko od siebie. +Przebacz mu, Boże, tak jak ja przebaczam. +A przecież niema na świecie człowieka, +Któryby bardziej ciężył mi na sercu. + +*Pani Kapulet.* Że mimo swoich niecnót jeszcze żyje. + +*Julia.* Że go nie mogę dosiąc tym ramieniem, +Radabym sama módz się na nim zemścić. + +*Pani Kapulet.* Dozna on zemsty; nie troszcz się i nie płacz, +Zlecę ja pewnej osobie w Mantui, +Gdzie ten wygnany renegat się schronił, +Dać mu traktament tak zniewalający, +Że wnet pośpieszy za Tybaltem. Wtedy +Będziesz, spodziewam się, zaspokojoną. + +*Julia.* Nie zaspokoi mię Romeo nigdy, +Dopóki tylko żyć będzie; tak silnie +Boleść po krewnym rozjątrza mi serce. +O, pani, jeśli tylko znajdziesz kogo, +Co się podejmie podać mu truciznę, +Ja ją przyrządzę, by po jej wypiciu +Romeo zasnąć mógł jak najspokojniej. +Jakże mię korci słyszeć jego imię, +I nie módz zaraz dostać się do niego, +By przywiązaniu memu do Tybalta +Dać odwet na tym, co go zamordował. + +*Pani Kapulet.* Znajdź ty sposoby, ja znajdę człowieka. +Terazże mam ci udzielić, dziewczyno, +Wesołych nowin. + +*Julia.* Wesołe nowiny +Pożądanymi są w tak smutnych czasach. +Jakaż tych nowin treść, kochana matko? + +*Pani Kapulet.* Masz troskliwego ojca, moje dziecię; +On to, ażeby smutek twój rozproszyć, +Umyślił i wyznaczył dzień na radość, +Tak dla cię jak i dla mnie niespodzianą. + +*Julia.* Cóż to za radość, matko? mogęż wiedzieć? + +*Pani Kapulet.* Ta a nie inna, że w ten czwartek z rana +Piękny, szlachetny, młody hrabia Parys +Ma cię uczynić szczęśliwą małżonką +W świętego Piotra kościele. + +*Julia.* Na kościół +Świętego Piotra i Piotra samego! +Nigdy on, nigdy tego nie uczyni! +Żdumiewa mię ten pośpiech. Mam iść za mąż, +Nim ten, co moim ma być mężem, zaczął +Starać się o mnie, nim mi się dał poznać? +Proszę cię, matko, powiedz memu ojcu, +Że jeszcze nie chcę iść za mąż, a gdybym +Koniecznie miała iść, to bym wolała +Pójść za Romea, który, jak wiesz dobrze, +Jest mi z całego serca nienawistny, +Niż za Parysa. Ha! to mi nowina! + + _(Wchodzi Kapulet i Marta)._ + +*Pani Kapulet.* Oto twój ojciec; powiedz mu to sama: +Zobaczym, jak on przyjmie twą odpowiedź. + +*Kapulet.* Kiedy dzień kona, niebo spuszcza rosę; +Ale po skonie naszego krewnego +Pada ulewny deszcz. Cóż to, dziewczyno? +Czy jesteś cebrem? Ciągle jeszcze we łzach? +Ciągłe wezbranie? W małej swej istotce +Przedstawiasz obraz łodzi, morza, wiatru: +Bo twoje oczy, jakby morze, ciągle +Falują łzami; biedne twoje ciało +Jak łódź żegluje po tych słonych falach. +Wiatrem nakoniec są westchnienia twoje, +Które, ze łzami walcząc, a łzy z niemi, +Jeżeli nagła nie nastąpi cisza, +Strzaskają twoją łódkę. I cóż, żono? +Czyś jej zamiary nasze objawiła? + +*Pani Kapulet.* Tak; ale nie chce i dziękuje za nie. +Bodajby była z grobem zaślubiona! + +*Kapulet.* Co? Jak to? Nie chce? Nie chce? Nie chce, mówisz? +Nie jest nam wdzięczną? Nie pyszni się z tego? +Nie poczytuje sobie za szczyt szczęścia, +Niegodna, żeśmy jej najgodniejszego +Z werońskich chłopców wybrali za męża? + +*Julia.* Nie pysznam z tego, alem wdzięczna za to. +Pyszną, zaiste, nie mogę być z tego, +Co nienawidzę; lecz wdzięczna być winnam +I za nienawiść w postaci miłości. + +*Kapulet.* Cóż to znów? cóż to? Logika w spódnicy! +Pysznam i wdzięcznam, i zasię niewdzięcznam, +Jednak nie pysznam! Słuchaj, świdrzygłówko! +Nie dziękuj wdzięcznie, ni się pyszń z niepyszna, +Lecz zbierz swe sprytne klepki na ten czwartek, +By pójść z Parysem do świętego Piotra; +Albo cię każę zawlec tam na smyczy. +Rozumiesz? Ty białaczko! ty szuswale; +Lalko łojowa! + +*Pani Kapulet.* Wstydź się! czyś oszalał? + +*Julia.* Błagam cię, ojcze, na klęczkach cię błagam, +Pozwól powiedzieć sobie tylko słowo. + +*Kapulet.* Precz, wszetecznico! dziewko nieposłuszna! +Ja ci powiadam: gotuj się w ten czwartek +Iść do kościoła, lub nigdy, przenigdy +Na oczy mi się więcej nie pokazuj. +Nic nie mów, ani piśnij, ani trunij: +Palce mię świerzbią. Myśleliśmy, żono, +Że nas za skąpo Bóg pobłogosławił, +Dając nam jedno dziecko; teraz widzę, +Że i to jedno jest jednem za wiele, +I że w niej mamy bicz Boży. Precz, plucho! +Cyganko jakaś! + +*Marta.* Błogosław jej, Boże! +Jegomość grzeszy, tak fukając na nią. + +*Kapulet.* Doprawdy! Czy tak sądzi wasza mądrość? +Idź waść pytlować gębą z kumoszkami. + +*Marta.* Nie mówięć bluźnierstw. + +*Kapulet.* Terefere kuku! + +*Marta.* Czyż mówić zbrodnia? + +*Kapulet.* Milcz, stara trajkotko! +Schowaj swój rozum na babskie sejmiki: +Tu niepotrzebny. + +*Pani Kapulet.* Za gorący jesteś. + +*Kapulet.* Na miłość boską, to trzeba oszaleć! +W dzień, w noc, wieczorem, rano, w domu, w mieście, +Sam, w towarzystwie, we śnie i na jawie +Ciągle i ciągle rozmyślałem tylko +O jej zamęściu; i teraz, gdym znalazł +Dlań oblubieńca książęcego rodu, +Pana rozległych majątków, młodego, +Ukształconego, uposażonego +Dokolusieńka, jak mówią, w przymioty, +Jakich się można od mężczyzny żądać; +Trzeba, ażeby mi jedna smarkata, +Mazgajowata gęś odpowiadała: +_Nie chcę iść za mąż, nie mogę pokochać, +Jestem za młoda, wybaczcie mi, proszę._ +Nie chcesz iść za mąż? a to nie idź, zgoda; +Ale mi nie właź w oczy; żeruj sobie, +Gdzie tylko zechcesz, byle nie w mym domu. +Zważ to, pamiętaj; nie zwykłem żartować. +Czwartek za pasem; przyłóż dłoń do serca; +Namyśl się dobrze; będzieszli powolna, +Znajdziesz dobrego we mnie przyjaciela; +A nie, to marniej, żebrz, jęcz, mrzyj pod płotem; +Bo, jak Bóg w niebie, nigdy cię nie uznam +Za moje dziecko i z mojego mienia +Nawet źdźbło nigdy ci się nie oberwie. +Com rzekł, dotrzymam. Wiesz, że jestem słowny. + + _(Wychodzi)._ + +*Julia.* Nie masz litości w niebie, które widzi +Całą głębokość mojego cierpienia? +Ty mię przynajmniej nie odpychaj, matko! +Zwlecz to małżeństwo na miesiąc, na tydzień, +Albo mi pościel oblubieńcze łoże +W tymże grobowcu, w którym Tybalt leży. + +*Pani Kapulet.* Nie mów nic do mnie, nic ci nie odpowiem; +Rób, co chcesz, wszystko mi to obojętne. + + _(Wychodzi)._ + +*Julia.* O, Boże! O ty, moja karmicielko! +Poradź mi, powiedz, jak temu zaradzić? +Mój mąż na ziemi, moja wiara w niebie; +Jakżeż ta wiara ma na ziemię wrócić, +Nim mój mąż sam mi ją powróci z nieba +Po opuszczeniu ziemi? Daj mi radę. +Niestety! Że też nieba mogą nękać +Tak mdłą istotę jak ja! Nic nie mówisz? +Nie maszże żadnej pociechy, żadnego +Na to lekarstwa? + +*Marta.* Mam-ci, a to takie: +Romeo na wygnaniu, i o wszystko +Można iść w zakład, że cię już nie przyjdzie +Nagabać więcej, chybaby ukradkiem. +Ponieważ tedy rzecz tak stoi, sądzę, +Ze nic lepszego nie masz do zrobienia, +Jak pójść za hrabię. Dalipan, to wcale, +Co się nazywa, przystojny mężczyzna. +Romeo kołek przy nim; orzeł, pani, +Nie ma tak pięknych, żywych, bystrych oczu, +Jak Parys. Nazwij mię hetką-pętelką, +Jeśli nie będziesz z kretesem szczęśliwa +W tem nowem stadle; bo ono jest stokroć +Lepsze, niż pierwsze; a choćby nie było, +To i tak tamten pierwszy już nie żyje; +Tak, jakby nie żył; przynajmniej dla ciebie, +Skoro, choć żyje, nie masz zeń pożytku. + +*Julia.* Czy z serca mówisz? + +*Marta.* Ba, i z duszy całej! +Jeśli nie z serca i nie z duszy, to je +Przeklnij oboje. + +*Julia.* Amen! + +*Marta.* Na co amen? + +*Julia.* Bardzoś mi przez to dodała otuchy. +Idźźe i powiedz teraz mojej matce, +Ze naraziwszy się na gniew rodzica, +Poszłam do celi ojca Laurentego, +Odprawić spowiedź i wziąć rozgrzeszenie. + +*Marta.* O, idę; to mi pięknie i roztropnie. + + _(Wychodzi)._ + +*Julia.* Stara niecnoto! Zdradziecki szatanie! +Cóż jest niegodniej, cóż jest większym grzechem: +Czy tak mię kusić do krzywoprzysięstwa? +Czy lżyć małżonka mego temi usty, +Którymi tyle razy go pod niebo +Wznosiłam, chwaląc? Precz, uwodzicielko! +Serce me odtąd zamknięte dla ciebie. +Pójdę poprosić ojca Laurentego, +By mi dał radę, a jeśli żadnego +Na tę przeciwność nie będzie sposobu, +Znajdę moc w sobie wstąpienia do grobu. + + _(Wychodzi)._ + + + + +AKT CZWARTY. + + +SCENA I. + + Cela Ojca Laurentego. + + _(Ojciec Laurenty i Parys)._ + +*O. Laurenty.* W ten czwartek zatem? to bardzo pośpiesznie. + +*Parys.* Mój teść, Kapulet, życzy sobie tego: +A ja powodu nie mam rzecz odwlekać. + +*O. Laurenty.* Nie znasz pan, mówisz, uczuć swojej przyszłej; +Krzywa to droga, ja takich nie lubię. + +*Parys.* Bez miary płacze nad śmiercią Tybalta, +Małom jej przeto mówił o miłości, +Bo Wenus w domu łez się nie uśmiecha, +Ojciec jej, mając to za niebezpieczne, +Że się tak bardzo poddaje żalowi, +W mądrości swojej przyśpiesza nasz związek, +By zatamować źródło tych łez, które +W odosobnieniu cieką za obficie, +A w towarzystwie prędzej mogą ustać. +Znasz teraz, ojcze, powód tej nagłości. + +*O. Laurenty.* _(na str.)._ Obym mógł nie znać powodów do +zwłoki! +_(Głośno)._ Patrz, hrabio, oto twa przyszła nadchodzi. + + _(Wchodzi Julia)._ + +*Parys.* Szczęsny traf dla mnie, piękna przyszła żono! + +*Julia.* Być może, przyszłość jest nieodgadnioną. + +*Parys.* To _może ma_ być już w ten czwartek z rana. + +*Julia.* Co _ma_ być, będzie. + +*O. Laurenty.* Prawda to zbyt znana. + +*Parys.* Przyszłaś się, pani, spowiadać przed ojcem? + +*Julia.* Mówiąc to, panu-bym się spowiadała. + +*Parys.* Nie zaprzecz przed nim, pani, że mię kochasz. + +*Julia.* Że _jego_ kocham, to wyznam i panu. + +*Parys.* Wyznasz mi także, tuszę, że _mnie_ kochasz. + +*Julia.* Gdyby tak było, większą-by to miało +Wartość wyznane z daleka, niż w oczy. + +*Parys.* Biedna! łzy bardzo twarz twą oszpeciły. + +*Julia.* Nie wielkie przez to odniosły zwycięstwo; +Dosyć już była ubogą przed niemi. +Nie jest to krzywda, panie, ale prawda, +I w oczy sobie ją mówię. + +*Parys.* Twarz twoja +Do mnie należy, a ty jej uwłaczasz. + +*Julia.* Nie przeczę, moja bowiem była inna. +Maszli czas teraz, mój ojcze duchowny, +Czyli też mam przyjść wieczór po nieszporach? + +*O. Laurenty.* Nie brak mi teraz czasu, smętne dziecię. +Racz, panie hrabio, zostawić nas samych. + +*Parys.* Niech mię Bóg broni świętym obowiązkom +Stać na przeszkodzie! Julio, w czwartek z rana +Przyjdę cię zbudzić. Bądź zdrowa tymczasem +I przyjm pobożne to pocałowanie. + + _(Wchodzi)._ + +*Julia.* O! zamknij, ojcze, drzwi; a jak je zamkniesz, +Przyjdź płakać ze mną. Niema już nadziei! +Niema ratunku! Niema ocalenia! + +*O. Laurenty.* Ach, Julio! Znam twą boleść; mnie samego +Nabawia ona prawie odurzenia. +Słyszałem, i nic tego nie odwlecze, +Że w przyszły czwartek wziąć masz ślub z tym hrabią. + +*Julia.* Nie mów mi, ojcze, że o tym słyszałeś; +Chyba że powiesz, jak tego uniknąć, +Jeżeli w swojej mądrości nie znajdziesz +Żadnego na to środka, to przynajmniej +Postanowienie moje nazwij mądrem, +A w tym sztylecie zaraz znajdę środek. +Bóg złączył moje i Romea serce, +Ty nasze dłonie; i nim ta dłoń, świętą +Pieczęcią twoją z Romeem spojona, +Inny akt stwierdzi, nim to wierne serce +W zdradzieckim buncie odda się innemu, +To ostrze zada śmierć sercu i dłoni. +Daj mi więc jaką radę zaczerpniętą +Z długoletniego doświadczenia twego, +Albo bądź świadkiem, jak ten nóż rozstrzygnie +Sprawę pomiędzy mną a moim losem, +Wnet zaradzając temu, czego ani +Wiek, ani rozum nie mógł doprowadzić +Do rozwiązania zgodnego z honorem. +Mów prędko; pilno mi wstąpić do grobu, +Jeśli mi powiesz, że niema sposobu. + +*O. Laurenty.* Stój, córko! Mam ja w myśli pewien środek, +Wymagający równie rozpaczliwej +Determinacyi, jak jest rozpaczliwem +To, czemu chcemy zapobiec. Jeżeli, +Dla uniknienia małżeństwa z Parysem, +Masz siłę woli odjąć sobie życie, +To się odważysz, snadź, na coś takiego, +Co, będąc tylko podobnem do śmierci, +Uwolni cię od hańby, jakiej chciałaś +Ujść przez zadanie jej sobie naprawdę, +Masz li odwagę, to-ć wskaże ten środek. + +*Julia.* O! każ mi, zamiast być żoną Parysa, +Skoczyć ze szczytu wieży; w rozbójniczych +Gościć jaskiniach, w legowiskach wężów; +Zamknij mię w jedną klatkę z niedźwiedziami, +Albo mię wepchnij nocą do kostnicy, +Zewsząd pokrytej szczątkami szkieletów, +Poczerniałemi kośćmi i czaszkami, +Każ mi wejść żywcem w grób świeżo kopany +I w jeden całun z trupem się obwinąć; +Wszystko to dawniej dreszcz budziło we mnie, +Ale bez trwogi uczynię to zaraz, +Bylebym tylko pozostała czystą +Małżonką mego lubego kochanka. + +*O. Laurenty.* Słuchaj więc: idź do domu, bądź wesołą, +Przystań na związek z hrabią. Jutro środa; +Staraj się jutro na noc zostać sama; +Niech Marta nie śpi ten raz w twym pokoju. +Masz tu flaszeczkę: weźmiesz ją do łóżka, +I filtrowany likwor ten wypijesz; +A wnet po wszystkich żyłach cię przebiegnie +Usypiający dreszcz, który owładnie +Wszelką żywotną funkcją; wszystkie pulsa +Wstrzymają w tobie swe zwyczajne bicie; +Ni dech, ni ciepło nie wskaże, że żyjesz. +Róże ust twoich i policzków zbledną, +Jak popiół; oczu zasłony zapadną, +Jak gdy dłoń śmierci zakrywa dzień życia; +Każdy twój członek, pozbawiony władzy, +Zdrętwieje, zstęgnie, zziębnie jak u trupa. +I w tym pozornym stanie nagłej śmierci +Zostawać będziesz czterdzieści dwie godzin, +Wtedy się ockniesz jak ze snu błogiego. +Gdy więc nazajutrz z rana narzeczony +Przyjdzie cię zbudzić, znajdzie cię umarłą; +Poczem, jak każe zwyczaj, przystrojona +W godowe szaty, w odsłoniętej trumnie, +Złożoną będziesz pod owem sklepieniem, +Gdzie leżą wszyscy ze krwi Kapuletów. +Uwiadomiony tymczasem przeze mnie +O naszym planie Romeo przybędzie; +Wraz ze mną czekać będzie w owym lochu +Na twe ocknienie i tej samej nocy +Uprowadzi cię skrycie do Mantui. +To cię uchroni od hańby grożącej, +Jeśli brak woli lub niewieścia bojaźń +Od wykonania tego cię nie wstrzyma. + +*Julia.* O, daj mi, daj mi! nie mów o bojaźni! + +*O. Laurenty.*Masz, idź, bądź niewzruszoną i szczęśliwą +W tem przedsięwzięciu! Wyprawię natychmiast +Jednego z naszych braci do Mantui, +Z listem do twego męża. + +*Julia.* O nadziejo! +Ty mi bądź bodźcem, a hasłem Romeo! +Bądź zdrów, mój ojcze! + + _(Odchodzi)._ + + +SCENA II. + + Pokój w domu Kapuletów. + + _(Wchodzą: Kapulet, pani Kapulet, Marta i słudzy)._ + +*Kapulet* _(do służącego)._ Proś te osoby, co tu są spisane. + + _(Służący wychodzi)._ + +A waść dwudziestu biegłych zbierz kucharzy. + +*Drugi służący.* Nie będzie zły ani jeden, jaśnie panie, bo +się przekonam wprzód o każdym, czy umie sobie oblizywać +palce. + +*Kapulet.* A to na co? +*Drugi służący.* Zły to kucharz, jaśnie panie, co nie oblizuje +sobie palców; o którym się więc przekonam, że +tego nie umie, tego nie sprowadzę. + +*Kapulet.* Ruszaj! _(Wychodzi służący)._ +Wątpię, czy wszystko na czas wygotujem. +Bodaj cię! Prawdaż to, że Julia poszła +Do ojca Laurentego? + +*Marta.* Poszła, panie. + +*Kapulet.* To dobrze; może on co na niej wskóra. +Cięta, uparta to skóra na buty. + + _(Wchodzi Julia)._ + +*Marta.* Patrz pan, jak raźnie wraca od spowiedzi. + +*Kapulet.* No, sekutnico, gdzieżeś to bywała? + +*Julia.* Gdzie mię żałować nauczono, panie, +Za grzech uporu i nieposłuszeństwa +Naprzeciw woli twojej. Świętobliwy +Kapłan Laurenty kazał mi się rzucić +Do twych nóg i o przebaczenie prosić. +Przebacz mi, ojcze! będę już uległa. + +*Kapulet.* Niech tam kto pójdzie prosić pana hrabię: +Jutro mieć muszę spleciony ten węzeł. + +*Julia.* Spotkałam hrabię w celi Laurentego +I okazałam mu miłość, jak mogłam, +Nie przekraczając granicy skromności. + +*Kapulet.* To co innego; tak, to dobrze, powstań; +Tak być powinno; tak córce przystoi. +Prosić tu hrabię, żeby przyszedł zaraz. +Dalipan, święty to człek z tego mnicha: +Słusznie mu całe miasto cześć oddaje. + +*Julia.* Marto, pójdź ze mną do mego pokoju. +Wszak mi pomożesz przymierzać przyborów, +Jakie na jutro uznasz za stosowne? + +*Pani Kapulet.* Po co dziś? jutro będzie dosyć czasu. + +*Kapulet.* Idź z nią waść: jutro pójdziem do kościoła. + + _(Julia z Martą wychodzi)._ + +*Pani Kapulet.* Nie wiem, czy zdążym z przygotowaniami: +Już wieczór. + +*Kapulet.* Nie troszcz się; dojrzę wszystkiego, +I wszystko będzie dobrze, za to ręczę. +Idź do Juleczki, pomóż jej się przybrać. +Ja się tej nocy nie położę; będę +Na ten raz pełnił urząd gospodyni. +Hej, służba! Cóż to? wszyscy się rozeszli? +Mniejsza z tem, pójdę sam hrabię uprzedzić +O zaszłej zmianie. Lekko mi na sercu, +Ze się ten kozioł przecie opamiętał. + + _(Wychodzą)._ + + +SCENA III. + + Pokój Julii. + + _(Wchodzi Julia i Marta)._ + +*Julia.* Tak, ten strój wezmę. Ale, złota nianiu, +Proszę cię, zostaw mię na tę noc samą; +Bo dużo muszę pacierzy odmówić +Dla uproszenia sobie względów niebios +Nad moim stanem, jak wiesz, pełnym grzechu. + + _(Wchodzi Pani Kapulet)._ + +*Pani Kapulet.* Takeś zajęta? Mamże ci dopomódz? + +*Julia.* Nie, pani; jużeśmy we dwie wybrały, +Co mi na jutro może być potrzebnem. +Pozwól, bym teraz sama pozostała, +I niechaj Marta spędzi tę noc z tobą. +Pewnam, że wszyscy macie dość roboty, +Przy tym tak nagłym obchodzie. + +*Pani Kapulet.* Dobranoc! +Połóż się, spocznij; potrzebujesz tego. + + _(Wychodzą: pani Kapulet i Marta)._ + +*Julia.* Dobranoc! Bóg wie kiedy się zobaczym. +Zimny dreszcz trwogi na wskroś mię przejmuje, +I jakby mrozi we mnie ciepło życia. +Zawołam na nie, by ochłonąć nieco; +Nianiu! I pocóż tu ona? Straszliwy +Ten czyn wymaga właśnie samotności. +Ha! pójdź flakonie! +Gdyby jednakże ten płyn nie skutkował? +Miałażbym gwałtem z hrabią być złączona? +Nie, nie; ucieczka w tem: leż tu w odwodzie. + + _(Kładzie na stole sztylet)._ + +A gdyby też to miała być trucizna, +Którą mi ksiądz ten zręcznie śmierć chce zadać, +By ujść zarzutu, że dał ślub kobiecie, +Którą już pierwej zaślubił z kim innym? +Toby być mogło; ale nie, tak nie jest, +Bo jego świętość jest wypróbowana, +I nawet myśli tej nie chcę przypuszczać. +Lecz gdybym w grobie się ocknęła pierwej, +Nim mię Romeo przyjdzie oswobodzić? +To byłoby okropne! +Nie udusiłażbym się wśród tych sklepień, +Gdzie nigdy zdrowe nie wnika powietrze, +I nie umarłażbym wprzód, nim Romeo +Przyjdzie na pomoc? A choćbym i żyła, +Czyliżby straszny wpływ nocy i śmierci, +Którą dokoła będę otoczona, +Obok wrażenia, jakie sprawiać musi +Samaż miejscowość tego sklepionego +Starożytnego lochu, w którym kości +Zmarłych mych przodków od lat niepamiętnych +Nagromadzone leżą: kędy świeżo +Złożony Tybalt gnije pod całunem; +I kędy nocą o pewnych godzinach, +Duchy, jak mówią, odbywają schadzki; +Niestety! czyliżby prawdopodobnie +To wszystko, gdybym wcześniej się ocknęła-- +A potem zapach trupi, krzyk podobny +Do tego, jaki wydaje ów korzeń +Ziela pokrzyku, gdy się go wyrywa; +Krzyk wprawiający ludzi w obłąkanie,-- +Czyliżby wszystko to, w razie ocknienia, +Nie pomieszało mi zmysłów? Czyliżbym +Po szalonemu nie igrała wtedy +Z kośćmi mych przodków? nie poszła się pieścić +Z trupem Tybalta? i w tem rozstrojeniu +Nie rozbtłażbym sobie rozpaczliwie +Głowy piszczelą którego z pradziadów, +Jak pałką? Patrzcie! patrzcie! zdaje mi się, +Że duch Tybalta widzę ścigający +Romea za to, że go wygnał z ciała. +Stój! stój, Tybalcie! + + _(Przytyka flakon do ust)._ + + Do ciebie, mój luby, +Spełniam ten toast zbawienia lub zguby. + + _(Wypija napój i rzuca się na łóżko)._ + + +SCENA IV. + + Sala w domu Kapuletów. + + _(Wchodzi pani Kapulet i Marta)._ + +*Pani Kapulet.* Weź te półmiski i wydaj korzeni. + +*Marta.* Piekarz o pigwy woła i daktyle. + + _(Wchodzi Kapulet)._ + +*Kapulet.* Śpieszcie się, śpieszcie! Już drugi kur zapiał; +Poranny dzwonek ozwał się: to trzecia, +Dojrzyj ciast, moja Marto; nie szczędź przypraw. + +*Marta.* Co to za wścibstwo! Idźże się pan przespać. +Dalipan, jutro się nam rozchorujesz +Z tego niewczasu. + +*Kapulet.* Ani krzty! Do licha! +Nie wysypiałem się dla spraw mniej ważnych, +A przecież nigdy nie zachorowałem. + +*Pani Kapulet.* Wiem-ci ja dobrze, wiem: umiał jegomość +Swojego czasu myszkować; lecz teraz +Ja czuwam nad tem, abyś pan nie czuwał. + + _(Wychodzą pani Kapulet i Marta)._ + +*Kapulet.* Zazdrosna sztuka! + + _(Wchodzą słudzy z różnymi, koszami i drzewem)._ + + Hej! co tam niesiecie? + +*Pierwszy sługa.* Rzeczy do kuchni, ale nie wiem jakie. + +*Kapulet.* Śpiesz się. + + _(Wychodzi służący)._ + + Idź wasze suchszych szczap narąbać; +Piotr ci kloc wskaże po temu. + +*Drugi Sługa.* Jeżeli +O kloca idzie, to dość mnie samego; +Nie potrzebuję się zwracać do Piotra. + + _(Wychodzi)._ + +*Kapulet.* Masz słuszność. Żywo! Dalipan, już dnieje, +I hrabia będzie tu zaraz z muzyką. +Tak przyrzekł. + + _(Słychać muzykę)._ + + Otóż idzie; już go słychać. +Hej! Żono! Marto! Chodźcie tu! Hej! Marto! + + _(Wchodzi Marta)._ + +Idź, obudź Julkę, ubierz ją co żywo, +Ja pogawędzę tymczasem z Parysem. +Spiesz się, nie marudź; pan młody już przyszedł. +Co tchu się zwijaj. + + _(Wychodzi)._ + + +SCENA V. + + Pokój Julii. Julia w łóżku. + + _(Wchodzi Marta)._ + +*Marta.* Panienko! Julciu!--Jak się to zaspało!-- +Wstawaj, gołąbku! Wstawaj! Wstydź się, śpiochu! +Panienko! duszko! rybko!--Ani mrumru!-- +Chcesz, widzę, wyspać się za cały tydzień, +Jakbyś wiedziała, że ci hrabia Parys +Następnej nocy nie da oka zmrużyć. +Odpuść mi, Panie, amen! Jak śpi smacznie! +Muszę ją jednak zbudzić.--Julciu! Julciu! +Niechno cię hrabia Parys tak zastanie, +To się dopiero zerwiesz.--Cóż to? w sukni? +Jużeś ubrana i znów się pokładłaś? +Dosyć już tego! Julciu! Panno Julio!-— +Ha! przez Bóg żywy! Na pomoc! na pomoc! +Ona nie żyje! O, ja nieszczęśliwa! +Po co mi było się rodzić?--Na pomoc! +Choć trochę akwawity!--Panie! Pani! + + _(Wchodzi pani Kapulet)._ + +*Pani Kapulet.* Co to za hałas? + +*Marta.* O dniu niefortunny! + +*Pani Kapulet.* Mów, co się stało? + +*Marta.* Patrz, pani. + +*Pani Kapulet.* O, nieba! +O, moje dziecię! o, moja pociecho! +Wstań, odżyj, albo umrę razem z tobą! +Na pomoc! wołaj pomocy! + + _(Wchodzi Kapulet)._ + +*Kapulet.* Co za guzdralstwo! Pan młody już czeka. + +*Marta.* Ona nie żyje; rozstała się z życiem! +O, dniu żałosny! + +*Pani Kapulet.* O dniu opłakany! +Ona nie żyje, nie żyje, nie żyje! + +*Kapulet.* Puśćcie mię, niech zobaczę... Jak lód zimna; +Krew w niej zastygła; członki jej zdrętwiały... +Dawno już życie z tych ust uleciało. +Śmierć ją zwarzyła, jak mróz najpiękniejszy +Pierwiosnek w maju. Nieszczęsny ja starzec! + +*Marta.* O niefortunny dniu! + +*Pani Kapulet.* O, dniu boleści! + +*Kapulet.* Śmierć ta, niszcząca wszystkie me nadzieje, +Głos mi tamuje i zamyka usta. + + _(Wchodzi O. Laurenty i Parys z muzykantami)._ + +*O. Laurenty.* Czy panna młoda już jest w pogotowiu +Iść do kościoła? + +*Kapulet.* Iść, ale nie wrócić. +O, synu, w wilię dnia twojego ślubu +Śmierć zaślubiła twą oblubienicę. +Patrz, oto leży ten kwiat w jej uścisku. +Śmierć jest mym zięciem, śmierć jest mym dziedzicem, +Umrę i wszystko jej oddam, bo wszystko +Oddaje śmierci, kto oddaje ducha. + +*Parys.* Tak dawnom wzdychał do tego poranku, +I takiż widok czekał mię u mety! + +*Pani Kapulet.* Dniu nienawistny, przeklęty, ohydny, +Stokroć obmierzły, jakiemu równego +W obiegu swoim czas jeszcze nie widział! +Jedno mieć tylko, jedno biedne dziecko, +Jedną uciechę i jedną pociechę, +I tę zabiera śmierć nielitościwa! + +*Marta.* O smutny, smutny dniu! o dniu żałosny! +Najopłakańszy, najniefortunniejszy, +Jaki widziałam w życiu kiedykolwiek! +O, dniu! o, smutny dniu! O, dniu żałosny! +Nie było nigdy jeszcze dnia takiego. +O! stokroć smutny dniu, stokroć żałosny. + +*Parys.* Okrutna, sroga, świętokradzka śmierci! +Tyś mię podeszła, obdarła, zgnębiła, +Przez ciebiem niebo stracił, okrutnico! +O Julio! luba! życie! już nie życie, +Niemniej jednakże luba i po śmierci! + +*Kapulet.* Zawistny, twardy, niecny, zbójczy losie! +Po cóż ci, po co było tak tyrańsko +Wniwecz obracać naszą uroczystość? +O, moje dziecko! raczej duszo moja, +Nie moje dziecko; bo dziecko jest trupem; +I wraz z niem cała pociech mych ostoja, +Cały wdzięk życia stał się śmierci łupem! + +*O. Laurenty.* Przestańcie! Rozpacz nie leczy rozpaczy. +Nadobne dziecię to było własnością +Zarówno nieba jak i waszą; niebo +Zabrało swoją część; tem lepiej dla niej: +Wyście nie mogli waszej części ziemskiej +Ustrzedz od śmierci, ale część jej lepszą +Niebo zachowa w wiekuistym życiu. +Jej wywyższenie było szczytem waszych +Życzeń i dążeń; W niem zakładaliście +Swój raj na ziemi, i płaczecież teraz +I rozpaczacież, widząc ją wzniesioną +Ponad obłoki do istnego raju? +O, zła to miłość jęczeć z żalu wtedy, +Kiedy tym, których kochamy, jest dobrze. +Nie ta dziewica dobrze poszła za mąż, +Co długie lata przeżyła w zamęściu, +Lecz ta, co młodo zamężną umiera. +Połóżcie tamę łzom i, umaiwszy +To piękne ciało liśćmi rozmarynu, +Każcie je, wedle zwyczaju, niebawem +W świątecznych szatach zanieść do kościoła. +Świętymi wprawdzie są boleści prawa, +Przecież rozsądek z łez się naigrawa. + +*Kapulet.* Cośmy na gody poprzysposabiali, +To musi teraz posłużyć na pogrzeb: +Weselna uczta zamieni się w stypę, +Dźwięk strun w jęk dzwonów, pieśni w smętne treny, +Mirtowy wieniec martwą skroń otoczy, +Słowem, wszystko się w opak przeistoczy. + +*O. Laurenty.* Wyjdźcie stąd państwo, i ty, hrabio, także. +Niech się gotuje każdy odprowadzić +Te piękne zwłoki na wieczny spoczynek. +Snadź niebo na was o coś zagniewane; +Nie jątrzcież jego gniewu jeszcze gorzej +Oporem przeciw świętej woli Bożej. + + _(Wychodzą: Kapulet, pani Kapulet, Parys i O. Laurenty)._ + +*Pierwszy muzykant.* Trzeba nam podobno schować dudy +w miech i wynieść się za drzwi. + +*Marta.* Tak, tak, schowajcie swoje instrumenty, +Poczciwi ludzie, niema tu co robić. + +*Druugi muzykant.* Może-ć się jeszcze co znajdzie. + + _(Wchodzi Piotr)._ + +*Piotr.* Zagrajcie mi na basetli, panowie muzykanci, zagrajcie +mi na basetli, jeżeli mi dobrze życzycie. + +*Pierwszy muzykant.* Dlaczego na basietli? + +*Piotr.* Bo moja dusza gra teraz na drumli. Zagrajcie mi +co smętnie skocznego dla rozweselenia. + +*Pierwszy muzykant.* Daj nam waść pokój; nie pora teraz +do gędźby. + +*Piotr.* Nie chcecie zatem? + +*Muzykanci.* Nie. + +*Piotr.* Czekajcie, zapłacę wam za to. + +*Pierwszy muzykant.* Czem takiem? + +*Piotr.* Nie brzęczącą monetą, jak mi Bóg miły! ale bitą +monetą: monetą godną rzępołów. + +*Pierwszy muzykant.* To my się waćpanu równą monetą +odpłacimy: monetą godną lokajów. + +*Piotr.* Wprzód ja wam lokajską klingą zagram po brzuchu. + +*Drugi muzykant.* Schowaj waćpan swój rożen, a wydobądź +lepiej swój dowcip. + +*Piotr.* Strzeżcie się ostrza mego dowcipu, bo was przeszyje +na wylot. Baczność! + + _(Śpiewa)._ + + Gdy z piersi płynie jęk, + A serce żal rozkrwawia, + Muzyki srebrny dźwięk... +Dlaczego _srebrny dźwięk?_ Dlaczego _muzyki srebrny +dźwięk?_ Cóż waść na to, mości prymusie gajdo? + +*Pierwszy muzykant.* Jużci dlatego, że srebro ma dźwięk +miły. + +*Piotr.* Brawo! a waść co na to, mości klawicymbale? + +*Drugi muzykant.* Dlatego, sądzę, że muzykanci grają za +srebro. + +*Piotr.* Brawo także! A waść co o tem sądzisz, mości +kaleczy-uchu? + +*Trzeci muzykant.* Nie wiem doprawdy, co o tem sądzić. + +*Piotr.* No, to ja ci powiem: _Muzyki srebrny dźwięk_ mówi +się dlatego, że takie jak wy niedołęgi rzadko kiedy +złota za muzykę dostają. + + _(Wychodzi, śpiewając)._ + + Muzyki srebrny dźwięk + Natychmiast ulgę sprawia. + +*Pierwszy muzykant.* Cóż to za bezczelny łotr z tego +hultaja? + +*Drugi muzykant.* Pal go kaci! Zejdźmy tam na dół wmieszać +się między orszak żałobny i czekać, rychło co +spadnie z półmiska. + + _(Wychodzą)._ + + + + +AKT PIĄTY. + + +SCENA I. + + Mantua. Ulica. + + _Wchodzi Romeo)._ + +*Romeo.* Jeżeli można ufać sennym wróżbom, +Wkrótce mię czeka jakaś wieść radosna. +Król mego łona oddycha swobodnie, +I duch mój przez dzień cały niezwyczajnie +Lekkim nad ziemię wznosi się polotem. +Śniłem, że moja ukochana przyszła +I że znalazła mię nieżywym (dziwny +Sen, co pozwala myśleć umarłemu!), +Lecz ona swymi pocałowaniami +Tyle tchu wlała w martwe moje usta, +Żem nagle odżył i został cesarzem. +Ach, jakże słodką jest miłość naprawdę, +Kiedy jej mara taką rozkosz sprawia! + + _(Wchodzi Baltazar)._ + +Wieści z Werony!--Cóż tam, Baltazarze? +Czy mi przynosisz list od Laurentego? +Co robi Julia? Czy zdrów jest mój ojciec? +Jak się ma Julia? Po raz drugi pytam, +Bo nie ma złego, jeśli jej jest dobrze. + +*Baltazar.* Wszystko więc dobrze, bo jej już źle nie jest, +Ciało jej leży w lochach Kapuletów, +A duch jej gości między aniołami. +Widziałem, jak ją złożono do sklepień, +I wziąłem pocztę, aby o tem panu +Donieść czemprędzej. Przebacz pan, że taką +Złą wieść przynoszę; wszakże uwiadamiać +Pana o wszystkim byłem w obowiązku. + +*Romeo.* Maż to być prawdą? Zgaśnijcie więc, gwiazdy! +Wszak wiesz, gdzie mieszkam? Przynieś mi papieru +I atramentu, idź potem na pocztę +Zamówić konie. Wyjeżdżam tej nocy. + +*Baltazar.* Wybacz pan, ale tak go nie zostawię; +Wyglądasz blado, ponuro i wzrok twój +Coś niedobrego zapowiada. + +*Romeo.* Cicho +Mylisz się; zostaw mię, zrób, com kazał. +Czy nie masz listu od księdza? + +*Baltazar.* Nie, panie. + +*Romeo.* Mniejsza mi o to. Idź zamówić konie: +Wkrótce pospieszę za tobą. + + _(Wychodzi Baltazar)._ + + Tak, Julio! +Tej jeszcze nocy spocznę przy twym boku; +O środek tylko idzie.--O, jak prędko +Zły zamiar wnika w myśl zrozpaczonego! +Gdzieś niedaleko stąd mieszka aptekarz; +Przed paru dniami widziałem go, pomnę, +Jak zasępiony, w podartem odzieniu, +Przebierał zioła; zapadłe miał oczy, +Ciało od wielkiej nędzy jak wiór wyschłe. +W nikczemnym jego sklepiku żółw wisiał, +Wypchany aligator obok szczątków +Dziwnego kształtu ryb; na jego półkach +Leżała tu i ówdzie zbieranina +Próżnych flasz, słojów, zielonych czerepów, +Pęcherzów, stęchłych nasion; resztki sznurków +I zapleśniałe kawałki lukrecyi. +Na widok tego pomyślałem sobie: +Komuby była potrzebna trucizna, +Której w Mantui sprzedaż gardłem karzą, +Niechajby przyszedł do tego hołysza, +On-by dostarczył mu jej. Myśl ta była, +Niestety! wróżbą mej potrzeby własnej; +Sam w niej dziś jestem i tenże sam człowiek +Z potrzeby będzie musiał jej zaradzić. +Jeżeli się nie mylę, tu on mieszka; +Z powodu święta kram jego zamknięty.-- +Hej! aptekarzu! + + _(Wchodzi aptekarz)._ + +*Aptekarz.* Któż to woła takim +Donośnym głosem? + +*Romeo.* Zbliż się tu, człowieku. +Widzę, że jesteś w niezamożnym stanie; +Weź te czterdzieści dukatów, a daj mi +Drachmę trucizny takiej, coby mogła +Po wszystkich żyłach rozejść się od razu +I nienawistne życie odjąć temu, +Co jej zażyje; coby tak gwałtownie +Wygnała oddech z piersi, jak gwałtownie +Lontem dotknięty proch wypędza pocisk +Z czeluści działa. + +*Aptekarz.* Mam ja taki środek; +Ale w Mantui prawo śmiercią karze +Każdego, co się waży go udzielić. + +*Romeo.* Tak bardzo jesteś biedny, tak cię srodze +Los upośledza i boisz się umrzeć? +Głód z twych lic, z oczu patrzy niedostatek; +Łatana nędza wisi na twym grzbiecie; +Świat ci nie sprzyja, ani prawo świata, +Bo świat nie daje-ć prawa być bogatym; +Drwij więc z praw, przyjm to i przestań być biednym. + +*Aptekarz.* Ubóstwo, a nie chęć skłania mnie uledz. + +*Romeo.* Ubóstwo twoje też, nie chęć opłacam. + +*Aptekarz.* Weź pan to, rozczyń w jakimkolwiek płynie +I płyn ten wypij, a choćbyś miał siłę +Trzydziestu ludzi, wnet wyzioniesz ducha! + +*Romeo.* Oto masz złoto, tę truciznę zgubną +Dla duszy ludzkiej, która więcej zabójstw +Na tym obmierzłym świecie dokonywa, +Niż owe marne preparata, których +Pod karą śmierci sprzedać ci nie wolno. +Nie ty mnie, ja ci sprzedałem truciznę. +Bądź zdrów: kup strawy i odziej się w mięso.-- +Kordyale, nie trucizno, pójdź mi służyć +U grobu Julii, bo tam cię mam użyć. + + _(Rozchodzą się)._ + + +SCENA II. + + Cela O. Laurentego. + + _(O. Laurenty sam)._ + +*Brat Jan* _(za sceną)._ Otwórz, wielebny ojcze franciszkanie. + +*O. Laurenty.* Toć nie czyj inny glos jak brata Jana. + + _(Otwiera drzwi)._ + +Witaj z Mantui! Cóż Romeo? Masz-li +Ustną odpowiedz jego, czy na piśmie? + + _(Wchodzi Brat Jan)._ + +*Brat Jan.* Kiedy za jednym bosym zakonnikiem +Naszej reguły, który miał iść ze mną, +I był przy chorym, poszedłem na miasto +I jużem znalazł go, miejscy pachołcy, +Podejrzewając, żeśmy byli w domu +Tkniętym zarazą, opieczętowali +Drzwi i nie chcieli nas puścić na zewnątrz. +Nie mogłem się więc udać do Mantui. + +*O. Laurenty.* Któż tedy zaniósł mój list do Romea? + +*Brat Jan.* Nikt go nie zaniósł--oto jest; nie mogłem +Ani go posłać do Mantui, ani +Wam go odesłać, tak nas pilnowano. + +*O. Laurenty.* Nieszczęsny trafie! ten list był tak ważny! +Niedoręczenie go może fatalne +Skutki sprowadzić. Biegnij, bracie Janie; +Postarajno się gdzie o drąg żelazny +I tu go przynieś. + +*Brat Jan.* Natychmiast przyniosę. + + _(Wychodzi)._ + +*O. Laurenty.* Muszę czemprędzej spieszyć do grobowca. +W ciągu trzech godzin Julia się przebudzi. +Gniewać się na mnie będzie, żem Romea +Nie uwiadomił o tem, co się stało; +Ale napiszę do niego raz jeszcze +I tu ją skryję do jego przybycia. +Biedny ty prochu: w grobie już za życia! + + _(Wychodzi)._ + + +SCENA III. + +Cmentarz; na nim grobowiec rodziny Kapuletów. + + _(Wchodzi Parys z Paziem, niosącym kwiaty i pochodnię)._ + +*Parys.* Daj mi pochodnię, chłopcze, i idź z Bogiem. +Lub zgaś ją, nie chcę, żeby mię widziano. +Idź się położyć owdzie pod cisami +I ucho przyłóż do ziemi, a skoro +Usłyszysz czyje kroki na cmentarzu, +Którego ryty grunt łatwo je zdradzi, +Wtedy zagwizdnij na znak, że ktoś idzie. +Daj mi te kwiaty. Idź, zrób, jakem kazał. + +*Paź.* Strasznie mi będzie pozostać samemu +Wpośród cmentarza; jednakże spróbuję. +*/ + + _(Oddala się)._ + +*Parys.* Drogi mój kwiecie, kwieciem posypuję +Twe oblubieńcze łoże; drogi grobie, +Który w obrębie swoim przechowujesz +Najdoskonalszy wzór utworu Boga! +Urocza Julio, towarzyszko niebian! +Przyjm tę ostatnią ofiarę ode mnie, +Com cię za życia wielbił i po śmierci +Czcią niewygasła święcę twój grobowiec. + + _(Paź gwiżdże)._ + +Chłopiec mój daje hasło; ktoś się zbliża. +Czyjaż to stopa śmie nocą tu zmierzać +I ten żałobny mój przerywać obrzęd? +Z pochodnią nawet! Odstąpmy na chwilę. + + _(Oddala się)._ + + _(Wchodzi Romeo i Baltazar z pochodnią, oskardem, i t. p.)._ + +*Romeo.* Podaj mi oskard i drąg. Weź to pismo; +Oddasz je memu ojcu jak najraniej. +Daj no pochodnię. Co bądź tu usłyszysz, +Albo zobaczysz, pamiętaj, jeżeli +Miłe ci życie, pozostać z daleka +I nie przerywać biegu mej czynności. +W to łoże śmierci wejść chcę częścią po to, +Aby zobaczyć tę, co w niem spoczywa, +Lecz głównie po to, aby zdjąć z jej palca +Szacowny pierścień, który mi do czegoś +Ważnego nieodbicie jest potrzebny. +[Page 85] +Idź więc, zastosuj się do moich życzeń. +Gdybyś zaś płochą zdjęty ciekawością +Wrócił podglądać dalsze moje kroki, +Na Boga, wszystkie kości-bym ci roztrząsł +I posiał niemi ten niesyty cmentarz. +Umysł mój dziko jest usposobiony, +Niepowstrzymaniej i nieubłaganiej, +Niż głodny tygrys lub wzburzone morze. + +*Baltazar.* Odejdę, panie, i będę-ć posłuszny. + +*Romeo.* Okażesz mi tem przyjaźń. Weź ten worek, +Poczciwy chłopcze, bądź zdrów i szczęśliwy. + +*Baltazar.* Bądź co bądź, stanę tu gdzie na uboczu, +Bo mu zły jakiś zamiar patrzy z oczu. + + _(Oddala się)._ + +*Romeo.* Czarna pieczaro, o! ty wnętrze śmierci, +Tuczne najdroższym na tej ziemi szczątkiem, +Otwórz mi swoją zardzewiałą paszczę, +A ja ci nową żertwę rzucę za to. + + _(Odbija drzwi grobowca)._ + +*Parys.* To ten wygnany, zuchwały Monteki, +Co zamordował Tybalta, po którym +Żal, jak mniemają, sprowadził śmierć Julii; +I on tu przyszedł knuć jeszcze zamachy +Przeciw umarłym; muszę go przytrzymać. + + _(Postępuje naprzód)._ + +Spuść świętokradzką dłoń, niecny Monteki! +Możeż się zemsta aż za grób rozciągać? +Skazany zbrodniu, aresztuję ciebie; +Bądź mi posłuszny i pójdź; musisz umrzeć. + +*Romeo.* Muszę zaprawdę, i po tom tu przyszedł. +Młodzieńcze, nie drażń człowieka w rozpaczy; +Zostaw mię, odejdź; pomyśl o tych zmarłych +I zadrżyj. Błagam cię na wszystkie względy, +Nie wal nowego grzechu na mą głowę, +Przyprowadzając mię do pasyi; odejdź! +Na Boga, życzę ci lepiej, niż sobie; +Bom ja tu przyszedł przeciw sobie zbrojny. +O! odejdź, odejdź! żyj i powiedz potem: +»Z łaski szaleńca cieszę się żywotem.« + +*Parys.* Za nic mam wszelkie twoje przełożenia +I aresztuję cię jako złoczyńcę. + +*Romeo.* Wyzywasz moją wściekłość, broń się zatem. + + _(Walczą)._ + +*Paź.* O nieba! biją się, biegnę po wartę. + + _(Wychodzi)._ + +*Parys* _(padając)._ Zabity jestem. O, jeśli masz litość, +Otwórz grobowiec i złóż mię przy Julii. + + _(Umiera)._ + +*Romeo.* Stanie-ć się zadość. Lecz któż to jest taki? +To hrabia Parys, Merkucia plemiennik! +Cóż to mi w drodze prawił mój służący? +Lecz wtedy moja nieprzytomna dusza +Uwagi na to nie zwróciła; Parys, +Mówił, podobno miał zaślubić Julię. +Czy on to mówił? czy mi się to śniło? +Czyli też jestem w obłąkaniu myśląc, +Że jego wzmianka o Julii tak brzmiała? +Daj mi uścisnąć twą dłoń, o, ty w jedną +Księgę niedoli ze mną zapisany! +Złożę twe zwłoki w tryumfalnym grobie. +W grobie?--nie, młoda ofiaro, nie w grobie, +W latarni raczej, bo tu Julia leży; +A blask jej wdzięków zmienia to sklepienie +W przybytek światła. Spoczywaj w pokoju, +Trupie, rękami trupa pogrzebiony! + + _(Składa ciało Parysa w grobowcu)._ + +Mówią, że nieraz ludzie bliscy śmierci +Miewali chwile wesołe; ich stróże +Zwą to ostatnim przedśmiertnym wybłyskiem; +Coś podobnego i u mnież się zdarza?-- +Julio! kochanko moja! moja żono! +Śmierć, co wyssała miód twojego tchnienia, +Wdzięków twych zatrzeć nie zdołała jeszcze. +Nie jesteś jeszcze zwyciężoną: karmin, +Ten sztandar wdzięków, nie przestał powiewać +Na twoich licach i bladej swej flagi +Zniszczenie na nich jeszcze nie zatknęło. +Tybalcie, tyż to śpisz pod tym całunem? +Mogęż czem lepszem zadość ci uczynić, +Jak, że tą ręką, co zabiła ciebie, +Przetnę dni tego, co był twoim wrogiem? +Przebacz mi, przebacz, Tybalcie! Ach, Julio! +Jakżeś ty jeszcze piękna! Mamże myśleć, +Że bezcielesna nawet śmierć ulega +Wpływom miłości? że chudy ten potwór +W ciemnicy tej cię trzyma jak kochankę? +Bojąc się tego, zostanę przy tobie, +I nigdy, nigdy już nie wyjdę z tego +Pałacu nocy; tu, tu mieszkać będę +Pośród twojego orszaku--robactwa. +Tu sobie stałą założę siedzibę, +Gdy z tego ciała znużonego światem +Otrząsnę jarzmo gwiazd zawistnych. Oczy, +Spojrzyjcie po raz ostatni! ramiona, +Po raz ostatni zegnijcie się w uścisk! +A wy, podwoje tchu, zapieczętujcie +Pocałowaniem akt sojuszu z śmiercią, +Na wieczne czasy mający się zawrzeć! +Pójdź, ty niesmaczny, cierpki przewodniku! +Blady sterniku, pójdź rzucić o skały +Falami życia skołataną łódkę! +Do ciebie, Julio! _(Pije)._ Walny aptekarzu! +Płyn twój skutkuje. Całując--umieram. + + _(Umiera)._ + + _(Wchodzi O. Laurenty z przeciwnej strony cmentarza, z latarnią, + drągiem żelaznym i rydlem)._ + +*O. Laurenty.* Święty Franciszku, wspieraj mię! Jak często +O takiej porze stare moje stopy +O głazy grobów potrącały! Kto tu? +Któż to tak późno obcuje z zmarłymi? + +*Baltazar.* Przyjaciel, który was dobrze zna, ojcze. + +*O. Laurenty.* Bóg z tobą! Powiedz mi, mój przyjacielu, +Co znaczy owa pochodnia świecąca +Chyba robakom i bezocznym czaszkom? +Nie tlejeż ona w grobach Kapuletów? + +*Baltazar.* Tam właśnie; jest tam i mój pan, któremu +Sprzyjacie, ojcze. + +*O. Laurenty.* Kto taki? + +*Baltazar.* Romeo. + +*O. Laurenty.* Jak dawno on tam jest? + +*Baltazar.* Od półgodziny. + +*O. Laurenty.* Pójdź ze mną, bracie, do tych sklepień. + +*Baltazar.* Nie śmiem; +Bo mi pan kazał odejść i straszliwie +Zagroził śmiercią, jeśli tu zostanę +I kroki jego ważę się podglądać. + +*O. Laurenty.* Zostań więc, ja sam pójdę. Drżę z obawy, +Czy się nie stało co nieszczęśliwego. + +*Baltazar.* Gdym drzymał, leżąc owdzie pod cisami, +Marzyło mi się, ze mój pan z kimś walczył +I że pokonał tamtego. + +*O. Laurenty.* _(postępując naprzód)._ Romeo! +Na miłość boską, czyjaż to krew broczy +Kamienne wnijście do tego grobowca? +Czyjeż to miecze samopas rzucone +Leżą u tego siedliska pokoju? + + _(wchodzi do grobowca)._ + +Romeo! blady!--Parys! i on także! +I krwią zalany? Ach! cóż za fatalność +Tak opłakany zrządziła wypadek!-- +Julia się budzi. + +*Julia* _(budząc się i podnosząc)._ O, pocieszycielu! +Gdzie mój kochanek? Wiem, gdzie być powinnam, +I tam też jestem; lecz gdzie mój Romeo? + + _(Hałas za sceną)._ + +*O. Laurenty.* Cóż to za hałas? Julio, wyjdźmy z tego +Mieszkania śmierci, zgrozy i zniszczenia. +Potęga, której nikt z nas się nie oprze, +W niwecz zamiary nasze obróciła. +Pójdź: twój mąż leży martwy obok ciebie. +I Parys także. Pójdź; pójdź, zaprowadzęć +Do monasteru świętych sióstr zakonnych. +Nie zwłócz, nie pytaj, bo warta nadchodzi. +Pójdź, biedna Julio! _(Znowu hałas)._ Nie mogę już czekać. + + _(Wychodzi)._ + +*Julia.* Idź z Bogiem, starcze; idź, ja tu zostanę. +Cóż to jest? Czara w zaciśniętej dłoni +Mego kochanka? Truciznę więc zażył! +O, skąpiec! Wypił wszystko; ani kropli +Nie pozostawił dla mnie! Przytknę usta +Do twych kochanych ust, może tam jeszcze +Znajdzie się jaka odrobina jadu, +Co mię zabije w upojeniu błogim. _(Całuje go)._ +Twe usta ciepłe. + +*Dowódcz warty* _(za sceną)._ Gdzie to? pokaż, chłopcze. + +*Julia.* Idą; czas kończyć. _(Chwytając sztylet Romea)._ + Zbawczy puginale! +Tu twoja pochwa. _(Przebija się)._ Tkwij w tym futerale. + + _(Pada na ciało Romea i umiera)._ + + _(Wchodzi warta z paziem Parysa)._ + +*Paź.* Tu, tu, w tem miejscu, gdzie płonie pochodnia. + +*Dowódca.* Ziemia zbroczona: obejdźcie w krąg cmentarz +I przytrzymajcie, kogo napotkacie. + + _(Wychodzi kilku ludzi z warty)._ + +Smutny widoku! tu hrabia zabity, +Tu Julia we krwi pływa, jeszcze ciepła, +Tylko co zmarła: ona, co przed dwoma +Dniami w tym grobie była pochowana. +Idźcie powiedzieć o tem księciu; śpieszcie, +Wy do Montekich, wy do Kapuletów, +A wy odbądźcie przegląd w innej stronie. + + _(Wychodzi kilku innych wartowników)._ + +Widzimy miejsce, gdzie zaszła tu zgroza, +Lecz w jaki ona sposób miała miejsce, +Tego nie możem pojąć bez objaśnień. + + _(Wchodzi kilku innych wartowników z Baltazarem)._ + +*Pierwszy wartownik.* Oto Romea sługa, znaleźliśmy +Go na cmentarzu. + +*Dowódca.* Niech będzie pod strażą, +Dopóki książę nie nadejdzie. + + _(Wchodzi kilku innych wartowników, prowadząc O. Laurentego)._ + +*Drugi wartownik.* Oto mnich jakiś drżący i płaczący; +Odebraliśmy mu ten drąg i rydel, +Kiedy się bokiem cmentarza wykradał. + +*Dowódca.* To jakiś ptaszek; trzymajcie go także. + + _(Wchodzi książę ze swym orszakiem)._ + +*Książę.* Co za nieszczęście o tak rannej porze +Sen nasz przerwało i aż tu nas wzywa? + + _(Wchodzi Kapulet, pani Kapulet i inne osoby)._ + +*Kapulet.* Jakiż być może powód tego zgiełku? + +*Pani Kapulet.* Lud po ulicach wykrzykuje: Julia! +Parys! Romeo!, i jedni przez drugich +Tłumnie tu dążą do naszego grobu. + +*Książę.* Cóż to za postrach rozruch ten sprowadza! +Odpowiadajcie! + +*Dowódca.* Miłościwy panie! +Oto zabity leży hrabia Parys! +Romeo martwy i Julia wprzód zmarła, +A teraz ciepła, z puginałem w piersi. + +*Książę.* Szukajcie, śledźcie sprawców tego mordu. + +*Dowódca.* Oto mnich jakiś i Romea sługa, +Których tu moi ludzie przytrzymali, +I którzy mieli przy sobie narzędzia +Do odbijania grobów. + +*Kapulet.* O, nieba! żono, patrz, jak ją krew broczy! +Puginał zbłądził z drogi;--oto bowiem +Pochwa od niego wisi przy Montekim; +Zamiast w nią trafić, trafił w pierś mej córki. + +*Pani Kapulet.* Niestety! widok ten, jak odgłos dzwonu, +Ostrzega starość mą o chwili zgonu. + + _(Wchodzi Monteki i inne osoby)._ + +*Książę.* Monteki, wcześnie wstałeś, aby ujrzeć +Nadziei swoich wcześniejszy upadek! + +*Monteki.* Ach! miłościwy książę, żona moja +Zmarła tej nocy z tęsknoty za synem; +Jakiż cios jeszcze niebo mi przeznaczać? + +*Książę.* Patrz, a zobaczysz! + +*Monteki.* O, niedobry synu! +Jak się ważyłeś w grób uprzedzić ojca? + +*Książę.* Zamknijcie usta żalowi na chwilę, +Póki zagadki tej nie rozwiążemy +I nie zbadamy jej źródła i wątku: +Wtedy sam stanę na skarg waszych czele +I będę waszej boleści heroldem. +Stawcie, na kogo pada podejrzenie. + +*O. Laurenty.* Ja to, o panie! lubo najmniej zdolny +Do popełnienia czegoś podobnego, +Jestem, ze względu na okoliczności, +Poszlakowany najprawdopodobniej +O dzieło tego okropnego mordu; +Staję więc jako własny oskarżyciel +I jako własny obrońca w tej sprawie, +By się potępić i usprawiedliwić. + +*Książę.* Mów, czegoś świadom. + +*O. Laurenty.* Zwięźle rzecz opowiem, +Bo tchnień mych pasmo krótszem jest zaiste, +Niż długa powieść. Romeo, którego +Zwłoki tu leżą, był małżonkiem Julii, +A Julia była prawą jego żoną; +Jam ich zaślubił, a dniem tajemnego +Ich połączenia był ów dzień nieszczęsnej +Tybalta śmierci, która nowożeńca +Wygnała z miasta; i ten to był powód +Cierpienia Julii, nie żal po Tybalcie. + + _(Do Kapuletów)._ + +Wy, chcąc oddalić od niej chmury smutku, +Zaręczyliście ją i do małżeństwa +Z hrabią Parysem chcieliście ją zmusić. +W tej alternacie przyszła ona do mnie +I nalegała usilnemi prośby +O doradzenie jej jakiego środka, +Coby od tego powtórnego związku +Mógł ją uwolnić; w przeciwnym zaś razie +Chciała w mej celi życie sobie odjąć. +Dałem jej tedy, ufny w mojej sztukę, +Usypiające krople, których skutek +Bynajmniej mię nie zawiódł, bo jej nadał +Pozór umarłej. Napisałem przytem +List do Romea, wzywając go, aby +Dzisiejszej nocy, o tę porę, w której +Działanie owych kropel miało ustać, +Zszedł się tu ze mną, dla wyswobodzenia +Tej, co mu dała taki dowód wiary, +Z tymczasowego jej grobu. Traf zrządził, +Że brat Jan, który z listem był wysłany, +Nie mógł się z miasta wydostać i wczoraj +List ten mi zwrócił. O godzinie zatem +Na jej ocknienie ściśle naznaczonej +Sam pospieszyłem wyrwać ją z tych sklepień, +Chcąc ją następnie umieścić w mej celi, +Póki Romeo nie przybędzie; ale +Kiedym tu przyszedł (na niewiele minut +Przed jej zbudzeniem), już szlachetny Parys +Leżał bez duszy, i Romeo także. +Ona się budzi, jam się jął przekładać, +By poszła ze mną i to dopuszczenie +Nieba przyjęła z korną uległością; +Gdy wtem zgiełk nagły spłoszył mię od grobu, +A ona, głucha na moje namowy, +Rozpaczą zdjęta, pozostała w miejscu, +I, jak się zdaje, cios zadała sobie. +Oto jest wszystko, co wiem; o małżeństwie +Marta zaświadczy. Jeśli to nieszczęście +Choć najmniej z mojej nastąpiło winy, +Niech mój sędziwy wiek odpowie za to, +Na kilka godzin przed bliskim już kresem, +Wedle rygoru praw jak najsurowszych. + +*Książę.* Jako mąż święty zawsześ nam był znany. +Gdzie jest Romea sługa? Cóż on powie? + +*Baltazar.* Zaniosłem panu wieść o śmierci Julii; +Wraz on wziął pocztę i z Mantui przybył +Prosto w to miejsce, do tego grobowca. +Ten list mi kazał rano oddać ojcu; +I, w grób wstępując zagroził mi śmiercią, +Jeśli nie pójdę precz lub nazad wrócę. + +*Książę.* Daj mi to pismo, przejrzę je.--A teraz, +Gdzie paź hrabiego, co wartę sprowadził? +Co twój pan, chłopcze, porabiał w tem miejscu? + +*Paź.* Przyszedł kwiatami ubrać grób swej przyszłej; +Kazał mi stanąć zdala, com też zrobił; +Wtem ktoś ze światłem przyszedł grób otwierać, +I mój pan dobył szpady przeciw niemu; +Co zobaczywszy, pobiegłem po wartę. + +*Książę.* List ten potwierdza słowa zakonnika, +Bieg ich miłości i Romea rozpacz. +Biedny młodzieniec pisze oprócz tego, +Że sobie kupił gdzieś u aptekarza +Trucizny, którą postanowił zażyć +W tym tu grobowcu, by umrzeć przy Julii. +Rzecz jasna! Gdzie są ci nieprzyjaciele? +Patrzcie, Monteki! Kapulecie! jaka +Chłosta spotyka wasze nienawiści, +Niebo obrało miłość za narzędzie +Zabicia pociech waszego żywota; +I ja za moje zbytnie pobłażanie +Waszym niesnaskom straciłem dwóch krewnych. +Wszyscy jesteśmy ukarani. + +*Kapulet.* Monteki, bracie mój, podaj mi rękę: +Niech to oprawą będzie dla mej córki; +Więcej nie mogę żądać. + +*Monteki.* Lecz ja mogę +Więcej dać tobie nad to: każę bowiem +Posąg jej ulać ze szczerego złota, +By się nie znalazł szacowniejszy pomnik +Po wszystkie czasy istnienia Werony, +Jak ten, pamięci Julii poświęcony. + +*Kapulet.* Tak i Romeo stanie przy swej żonie; +Dzieląc za życia, złączmy ich po zgonie. + +*Książę.* Ponurą zgodę ranek ten skojarzył; +Słońce się z żalu w chmur zasłonę tuli, +Smutniejszej bowiem los jeszcze nie zdarzył, +Niż ta historia Romea i Julii. + + _(Wychodzą)._ + + + + + +End of the Project Gutenberg EBook of Romeo i Julia, by William Shakespeare + +*** END OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK ROMEO I JULIA *** + +***** This file should be named 27062-0.txt or 27062-0.zip ***** +This and all associated files of various formats will be found in: + http://www.gutenberg.org/2/7/0/6/27062/ + +Produced by Jimmy O'Regan (This file was produced from +images generously made available by CBN Polona +http://www.polona.pl) + + +Updated editions will replace the previous one--the old editions +will be renamed. + +Creating the works from public domain print editions means that no +one owns a United States copyright in these works, so the Foundation +(and you!) can copy and distribute it in the United States without +permission and without paying copyright royalties. Special rules, +set forth in the General Terms of Use part of this license, apply to +copying and distributing Project Gutenberg-tm electronic works to +protect the PROJECT GUTENBERG-tm concept and trademark. Project +Gutenberg is a registered trademark, and may not be used if you +charge for the eBooks, unless you receive specific permission. If you +do not charge anything for copies of this eBook, complying with the +rules is very easy. You may use this eBook for nearly any purpose +such as creation of derivative works, reports, performances and +research. They may be modified and printed and given away--you may do +practically ANYTHING with public domain eBooks. Redistribution is +subject to the trademark license, especially commercial +redistribution. + + + +*** START: FULL LICENSE *** + +THE FULL PROJECT GUTENBERG LICENSE +PLEASE READ THIS BEFORE YOU DISTRIBUTE OR USE THIS WORK + +To protect the Project Gutenberg-tm mission of promoting the free +distribution of electronic works, by using or distributing this work +(or any other work associated in any way with the phrase "Project +Gutenberg"), you agree to comply with all the terms of the Full Project +Gutenberg-tm License (available with this file or online at +http://gutenberg.org/license). + + +Section 1. General Terms of Use and Redistributing Project Gutenberg-tm +electronic works + +1.A. By reading or using any part of this Project Gutenberg-tm +electronic work, you indicate that you have read, understand, agree to +and accept all the terms of this license and intellectual property +(trademark/copyright) agreement. If you do not agree to abide by all +the terms of this agreement, you must cease using and return or destroy +all copies of Project Gutenberg-tm electronic works in your possession. +If you paid a fee for obtaining a copy of or access to a Project +Gutenberg-tm electronic work and you do not agree to be bound by the +terms of this agreement, you may obtain a refund from the person or +entity to whom you paid the fee as set forth in paragraph 1.E.8. + +1.B. "Project Gutenberg" is a registered trademark. It may only be +used on or associated in any way with an electronic work by people who +agree to be bound by the terms of this agreement. There are a few +things that you can do with most Project Gutenberg-tm electronic works +even without complying with the full terms of this agreement. See +paragraph 1.C below. There are a lot of things you can do with Project +Gutenberg-tm electronic works if you follow the terms of this agreement +and help preserve free future access to Project Gutenberg-tm electronic +works. See paragraph 1.E below. + +1.C. The Project Gutenberg Literary Archive Foundation ("the Foundation" +or PGLAF), owns a compilation copyright in the collection of Project +Gutenberg-tm electronic works. Nearly all the individual works in the +collection are in the public domain in the United States. If an +individual work is in the public domain in the United States and you are +located in the United States, we do not claim a right to prevent you from +copying, distributing, performing, displaying or creating derivative +works based on the work as long as all references to Project Gutenberg +are removed. Of course, we hope that you will support the Project +Gutenberg-tm mission of promoting free access to electronic works by +freely sharing Project Gutenberg-tm works in compliance with the terms of +this agreement for keeping the Project Gutenberg-tm name associated with +the work. You can easily comply with the terms of this agreement by +keeping this work in the same format with its attached full Project +Gutenberg-tm License when you share it without charge with others. + +1.D. The copyright laws of the place where you are located also govern +what you can do with this work. Copyright laws in most countries are in +a constant state of change. If you are outside the United States, check +the laws of your country in addition to the terms of this agreement +before downloading, copying, displaying, performing, distributing or +creating derivative works based on this work or any other Project +Gutenberg-tm work. The Foundation makes no representations concerning +the copyright status of any work in any country outside the United +States. + +1.E. Unless you have removed all references to Project Gutenberg: + +1.E.1. The following sentence, with active links to, or other immediate +access to, the full Project Gutenberg-tm License must appear prominently +whenever any copy of a Project Gutenberg-tm work (any work on which the +phrase "Project Gutenberg" appears, or with which the phrase "Project +Gutenberg" is associated) is accessed, displayed, performed, viewed, +copied or distributed: + +This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with +almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or +re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included +with this eBook or online at www.gutenberg.org + +1.E.2. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is derived +from the public domain (does not contain a notice indicating that it is +posted with permission of the copyright holder), the work can be copied +and distributed to anyone in the United States without paying any fees +or charges. If you are redistributing or providing access to a work +with the phrase "Project Gutenberg" associated with or appearing on the +work, you must comply either with the requirements of paragraphs 1.E.1 +through 1.E.7 or obtain permission for the use of the work and the +Project Gutenberg-tm trademark as set forth in paragraphs 1.E.8 or +1.E.9. + +1.E.3. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is posted +with the permission of the copyright holder, your use and distribution +must comply with both paragraphs 1.E.1 through 1.E.7 and any additional +terms imposed by the copyright holder. Additional terms will be linked +to the Project Gutenberg-tm License for all works posted with the +permission of the copyright holder found at the beginning of this work. + +1.E.4. Do not unlink or detach or remove the full Project Gutenberg-tm +License terms from this work, or any files containing a part of this +work or any other work associated with Project Gutenberg-tm. + +1.E.5. Do not copy, display, perform, distribute or redistribute this +electronic work, or any part of this electronic work, without +prominently displaying the sentence set forth in paragraph 1.E.1 with +active links or immediate access to the full terms of the Project +Gutenberg-tm License. + +1.E.6. You may convert to and distribute this work in any binary, +compressed, marked up, nonproprietary or proprietary form, including any +word processing or hypertext form. However, if you provide access to or +distribute copies of a Project Gutenberg-tm work in a format other than +"Plain Vanilla ASCII" or other format used in the official version +posted on the official Project Gutenberg-tm web site (www.gutenberg.org), +you must, at no additional cost, fee or expense to the user, provide a +copy, a means of exporting a copy, or a means of obtaining a copy upon +request, of the work in its original "Plain Vanilla ASCII" or other +form. Any alternate format must include the full Project Gutenberg-tm +License as specified in paragraph 1.E.1. + +1.E.7. Do not charge a fee for access to, viewing, displaying, +performing, copying or distributing any Project Gutenberg-tm works +unless you comply with paragraph 1.E.8 or 1.E.9. + +1.E.8. You may charge a reasonable fee for copies of or providing +access to or distributing Project Gutenberg-tm electronic works provided +that + +- You pay a royalty fee of 20% of the gross profits you derive from + the use of Project Gutenberg-tm works calculated using the method + you already use to calculate your applicable taxes. The fee is + owed to the owner of the Project Gutenberg-tm trademark, but he + has agreed to donate royalties under this paragraph to the + Project Gutenberg Literary Archive Foundation. Royalty payments + must be paid within 60 days following each date on which you + prepare (or are legally required to prepare) your periodic tax + returns. Royalty payments should be clearly marked as such and + sent to the Project Gutenberg Literary Archive Foundation at the + address specified in Section 4, "Information about donations to + the Project Gutenberg Literary Archive Foundation." + +- You provide a full refund of any money paid by a user who notifies + you in writing (or by e-mail) within 30 days of receipt that s/he + does not agree to the terms of the full Project Gutenberg-tm + License. You must require such a user to return or + destroy all copies of the works possessed in a physical medium + and discontinue all use of and all access to other copies of + Project Gutenberg-tm works. + +- You provide, in accordance with paragraph 1.F.3, a full refund of any + money paid for a work or a replacement copy, if a defect in the + electronic work is discovered and reported to you within 90 days + of receipt of the work. + +- You comply with all other terms of this agreement for free + distribution of Project Gutenberg-tm works. + +1.E.9. If you wish to charge a fee or distribute a Project Gutenberg-tm +electronic work or group of works on different terms than are set +forth in this agreement, you must obtain permission in writing from +both the Project Gutenberg Literary Archive Foundation and Michael +Hart, the owner of the Project Gutenberg-tm trademark. Contact the +Foundation as set forth in Section 3 below. + +1.F. + +1.F.1. Project Gutenberg volunteers and employees expend considerable +effort to identify, do copyright research on, transcribe and proofread +public domain works in creating the Project Gutenberg-tm +collection. Despite these efforts, Project Gutenberg-tm electronic +works, and the medium on which they may be stored, may contain +"Defects," such as, but not limited to, incomplete, inaccurate or +corrupt data, transcription errors, a copyright or other intellectual +property infringement, a defective or damaged disk or other medium, a +computer virus, or computer codes that damage or cannot be read by +your equipment. + +1.F.2. LIMITED WARRANTY, DISCLAIMER OF DAMAGES - Except for the "Right +of Replacement or Refund" described in paragraph 1.F.3, the Project +Gutenberg Literary Archive Foundation, the owner of the Project +Gutenberg-tm trademark, and any other party distributing a Project +Gutenberg-tm electronic work under this agreement, disclaim all +liability to you for damages, costs and expenses, including legal +fees. YOU AGREE THAT YOU HAVE NO REMEDIES FOR NEGLIGENCE, STRICT +LIABILITY, BREACH OF WARRANTY OR BREACH OF CONTRACT EXCEPT THOSE +PROVIDED IN PARAGRAPH F3. YOU AGREE THAT THE FOUNDATION, THE +TRADEMARK OWNER, AND ANY DISTRIBUTOR UNDER THIS AGREEMENT WILL NOT BE +LIABLE TO YOU FOR ACTUAL, DIRECT, INDIRECT, CONSEQUENTIAL, PUNITIVE OR +INCIDENTAL DAMAGES EVEN IF YOU GIVE NOTICE OF THE POSSIBILITY OF SUCH +DAMAGE. + +1.F.3. LIMITED RIGHT OF REPLACEMENT OR REFUND - If you discover a +defect in this electronic work within 90 days of receiving it, you can +receive a refund of the money (if any) you paid for it by sending a +written explanation to the person you received the work from. If you +received the work on a physical medium, you must return the medium with +your written explanation. The person or entity that provided you with +the defective work may elect to provide a replacement copy in lieu of a +refund. If you received the work electronically, the person or entity +providing it to you may choose to give you a second opportunity to +receive the work electronically in lieu of a refund. If the second copy +is also defective, you may demand a refund in writing without further +opportunities to fix the problem. + +1.F.4. Except for the limited right of replacement or refund set forth +in paragraph 1.F.3, this work is provided to you 'AS-IS' WITH NO OTHER +WARRANTIES OF ANY KIND, EXPRESS OR IMPLIED, INCLUDING BUT NOT LIMITED TO +WARRANTIES OF MERCHANTIBILITY OR FITNESS FOR ANY PURPOSE. + +1.F.5. Some states do not allow disclaimers of certain implied +warranties or the exclusion or limitation of certain types of damages. +If any disclaimer or limitation set forth in this agreement violates the +law of the state applicable to this agreement, the agreement shall be +interpreted to make the maximum disclaimer or limitation permitted by +the applicable state law. The invalidity or unenforceability of any +provision of this agreement shall not void the remaining provisions. + +1.F.6. INDEMNITY - You agree to indemnify and hold the Foundation, the +trademark owner, any agent or employee of the Foundation, anyone +providing copies of Project Gutenberg-tm electronic works in accordance +with this agreement, and any volunteers associated with the production, +promotion and distribution of Project Gutenberg-tm electronic works, +harmless from all liability, costs and expenses, including legal fees, +that arise directly or indirectly from any of the following which you do +or cause to occur: (a) distribution of this or any Project Gutenberg-tm +work, (b) alteration, modification, or additions or deletions to any +Project Gutenberg-tm work, and (c) any Defect you cause. + + +Section 2. Information about the Mission of Project Gutenberg-tm + +Project Gutenberg-tm is synonymous with the free distribution of +electronic works in formats readable by the widest variety of computers +including obsolete, old, middle-aged and new computers. It exists +because of the efforts of hundreds of volunteers and donations from +people in all walks of life. + +Volunteers and financial support to provide volunteers with the +assistance they need, is critical to reaching Project Gutenberg-tm's +goals and ensuring that the Project Gutenberg-tm collection will +remain freely available for generations to come. In 2001, the Project +Gutenberg Literary Archive Foundation was created to provide a secure +and permanent future for Project Gutenberg-tm and future generations. +To learn more about the Project Gutenberg Literary Archive Foundation +and how your efforts and donations can help, see Sections 3 and 4 +and the Foundation web page at http://www.pglaf.org. + + +Section 3. Information about the Project Gutenberg Literary Archive +Foundation + +The Project Gutenberg Literary Archive Foundation is a non profit +501(c)(3) educational corporation organized under the laws of the +state of Mississippi and granted tax exempt status by the Internal +Revenue Service. The Foundation's EIN or federal tax identification +number is 64-6221541. Its 501(c)(3) letter is posted at +http://pglaf.org/fundraising. Contributions to the Project Gutenberg +Literary Archive Foundation are tax deductible to the full extent +permitted by U.S. federal laws and your state's laws. + +The Foundation's principal office is located at 4557 Melan Dr. S. +Fairbanks, AK, 99712., but its volunteers and employees are scattered +throughout numerous locations. Its business office is located at +809 North 1500 West, Salt Lake City, UT 84116, (801) 596-1887, email +business@pglaf.org. Email contact links and up to date contact +information can be found at the Foundation's web site and official +page at http://pglaf.org + +For additional contact information: + Dr. Gregory B. Newby + Chief Executive and Director + gbnewby@pglaf.org + + +Section 4. Information about Donations to the Project Gutenberg +Literary Archive Foundation + +Project Gutenberg-tm depends upon and cannot survive without wide +spread public support and donations to carry out its mission of +increasing the number of public domain and licensed works that can be +freely distributed in machine readable form accessible by the widest +array of equipment including outdated equipment. Many small donations +($1 to $5,000) are particularly important to maintaining tax exempt +status with the IRS. + +The Foundation is committed to complying with the laws regulating +charities and charitable donations in all 50 states of the United +States. Compliance requirements are not uniform and it takes a +considerable effort, much paperwork and many fees to meet and keep up +with these requirements. We do not solicit donations in locations +where we have not received written confirmation of compliance. To +SEND DONATIONS or determine the status of compliance for any +particular state visit http://pglaf.org + +While we cannot and do not solicit contributions from states where we +have not met the solicitation requirements, we know of no prohibition +against accepting unsolicited donations from donors in such states who +approach us with offers to donate. + +International donations are gratefully accepted, but we cannot make +any statements concerning tax treatment of donations received from +outside the United States. U.S. laws alone swamp our small staff. + +Please check the Project Gutenberg Web pages for current donation +methods and addresses. Donations are accepted in a number of other +ways including checks, online payments and credit card donations. +To donate, please visit: http://pglaf.org/donate + + +Section 5. General Information About Project Gutenberg-tm electronic +works. + +Professor Michael S. Hart is the originator of the Project Gutenberg-tm +concept of a library of electronic works that could be freely shared +with anyone. For thirty years, he produced and distributed Project +Gutenberg-tm eBooks with only a loose network of volunteer support. + + +Project Gutenberg-tm eBooks are often created from several printed +editions, all of which are confirmed as Public Domain in the U.S. +unless a copyright notice is included. Thus, we do not necessarily +keep eBooks in compliance with any particular paper edition. + + +Most people start at our Web site which has the main PG search facility: + + http://www.gutenberg.org + +This Web site includes information about Project Gutenberg-tm, +including how to make donations to the Project Gutenberg Literary +Archive Foundation, how to help produce our new eBooks, and how to +subscribe to our email newsletter to hear about new eBooks. |
