diff options
| author | Roger Frank <rfrank@pglaf.org> | 2025-10-14 20:10:21 -0700 |
|---|---|---|
| committer | Roger Frank <rfrank@pglaf.org> | 2025-10-14 20:10:21 -0700 |
| commit | cbe1064b904a5cdad77494049350b176481413bf (patch) | |
| tree | 87dd16a3bb7579ad039de3da6ecc3138f18ff513 | |
| -rw-r--r-- | .gitattributes | 3 | ||||
| -rw-r--r-- | 38459-0.txt | 1605 | ||||
| -rw-r--r-- | 38459-0.zip | bin | 0 -> 27119 bytes | |||
| -rw-r--r-- | 38459-h.zip | bin | 0 -> 30237 bytes | |||
| -rw-r--r-- | 38459-h/38459-h.htm | 2074 | ||||
| -rw-r--r-- | LICENSE.txt | 11 | ||||
| -rw-r--r-- | README.md | 2 |
7 files changed, 3695 insertions, 0 deletions
diff --git a/.gitattributes b/.gitattributes new file mode 100644 index 0000000..6833f05 --- /dev/null +++ b/.gitattributes @@ -0,0 +1,3 @@ +* text=auto +*.txt text +*.md text diff --git a/38459-0.txt b/38459-0.txt new file mode 100644 index 0000000..e4ce7a6 --- /dev/null +++ b/38459-0.txt @@ -0,0 +1,1605 @@ +The Project Gutenberg EBook of Bez przewodnika, by Cecylia Niewiadomska + +This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with +almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or +re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included +with this eBook or online at www.gutenberg.org + + +Title: Bez przewodnika + +Author: Cecylia Niewiadomska + +Release Date: January 1, 2012 [EBook #38459] + +Language: Polish + +Character set encoding: UTF-8 + +*** START OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK BEZ PRZEWODNIKA *** + + + + +Produced by David T. Jones, Michal Jablonski and the Online +Distributed Proofreading Canada Team at +http://www.pgdpcanada.net + + + + + + + + + +BIBLJOTECZKA MŁODZIEŹY SZKOLNEJ 38 + +C. NIEWIADOMSKA + +BEZ PRZEWODNIKA + + +WARSZAWA + +NAKŁAD GEBETHNERA I WOLFFA +KRAKÓW -- G. GEBETHNER I SPÓŁKA +1908 + + +KRAKÓW -- DRUK W. L. ANCZYCA I SPÓŁKI. + + + + +I. + + +--Wierzysz, że nam się nie śni? + +Szczupły i blady chłopiec w szkolnej bluzce podniósł na brata +zdziwione spojrzenie wielkich, niebieskich oczu. + +Starszy chłopiec, czarnooki, śniady i opalony, zniecierpliwił się +widać brakiem odpowiedzi. + +--Cóż, milczysz? -- rzekł porywczo. -- Czternaście lat skończyłeś, a zdaje +ci się chyba, że nie masz jeszcze siedmiu, i żeś powinien być niemy, +jak ryba. Teraz nie wiem doprawdy, skąd ci się wzięła odwaga +wypowiedzenia stryjowi, że zgadzasz się na jego projekt, a raczej, że +masz ochotę zobaczenia morza po sześciokrotnem spędzeniu lata w +Zakopanem. Takie natury, jak twoja, na nic zdobyć się nie potrafią, +nawet na prostą szczerość. + +Blada twarz młodego chłopca pokryła się lekkim rumieńcem, lecz w +jasnych jego oczach nie było gniewu ni urazy. + +--Nie gniewaj się, Janku -- zaczął trochę nieśmiałym głosem, ale widząc, +że brat wygląda przez okno wagonu, nie dokończył nawet zdania. + +Po chwili Janek usiadł znów na ławce, spojrzał na brata niezwykle +łagodnie, jak gdyby pragnął zatrzeć poprzednie wrażenie, i zapytał +dość miękko. + +--Głodny jesteś? + +--Pić mi się chce -- odparł Tadzio -- ale zaczekam do Chabówki. + +--Do Chabówki! Dobry sobie! Jakbyś nie wiedział o tem, że do Chabówki +jeszcze z półtorej godziny. Ale tybyś się wyrzekł jedzenia i picia, +byle nie mieć kłopotu. Powiadam ci, Tadek, co ty na świecie zrobisz? +Dobrze, póki jesteśmy razem, i wiesz, że za ciebie myślą brat, ojciec, +siostra, no, ale jesteś mężczyzną, masz być w przyszłości opiekunem +swojej rodziny i co ty poczniesz wtedy? + +Tadek zarumienił się znowu po same włosy i spoglądał na brata +łagodnym, proszącym wzrokiem, ale na odpowiedź się nie zdobył. Janek +ruszył też ramionami i sięgnął po koszyczek, umieszczony na półce. + +--Co to? -- rzekł, wydobywając z niego dość dużą butelkę. + +--To woda z czerwonem winem -- cicho odpowiedział uczeń. + +--Czemuż się nie napijesz? + +--E, nie... tam już niewiele... ty możesz mieć pragnienie... + +--Co? -- zawołał Janek z oburzeniem -- będziesz się męczył pragnieniem i +kwasił tę trochę wody do samego Zakopanego, bo -- ja mogę jej +potrzebować! Czy wiesz, jak się nazywa takie postępowanie? + +--Pewnie niedołęstwo -- rzekł Tadek z łagodnym uśmiechem. + +Janek zmieszał się trochę odpowiedzią brata, ale spostrzegł się +prędko. + +--A widzisz -- rzekł -- sam uznajesz; czy myślisz, że mnie przyjemnie tak +ciągle cię strofować i nazywać po imieniu twoje wady? Ale to dla twego +dobra, -- święty straciłby resztę cierpliwości z twoją biernością. Tak! +nie! chcę! nie chcę! krzycz, pchaj się, żądaj; -- a ty wiecznie +milczysz, myślisz i ze wszystkiem się zgadzasz, -- ja tego znieść nie +mogę. No, pij. + +--Dziękuję. + +--Nie chcesz? + +--N-nie, już nie chcę. + +--To wypiję; na widok tego nektaru sucho mi się w gardle zrobiło. Za +twoją -- energję. + +Tadek się uśmiechnął. + +--Przynajmniej na ten tydzień zdobądź-że się na jakąś wolę -- prawił +dalej Janek, ogryzając udko kurczęcia -- pamiętaj, że od naszego sprytu +i energji zależy powodzenie całej sprawy. Znasz stryja: nie wrócimy na +czas, to sam pojedzie, dnia jednego dłużej nie zaczeka. A choć to niby +nic odnaleźć Zośkę w Zakopanem i zabrać ją razem z ciocią, ale nie +mamy jej adresu, a te panie wcale nas się nie spodziewają. Mogą być na +jakiej wycieczce, może trzeba je będzie gonić, a czas płynie. W +Zakopanem znamy już wszystko, a morza nikt z nas nie widział, i pewno +nieprędko zdarzy nam się taka sposobność, więc nie chciałbym po tylu +nadziejach zostać na koszu, z niczem! + +--Trzeba się będzie zaraz dowiedzieć o nie w klimatyce[1], muszą tam +być zameldowane i znajdziemy je w godzinę po przybyciu na miejsce. + +--Właśnie podług twojej teorji! Czy nie wiesz, że przyjedziemy koło +siódmej wieczorem i klimatyka będzie już zamknięta? Ja myślę, że tylko +przypadkiem tego samego dnia spotkać możemy je na Krupówkach, a na +dobre trzeba zacząć poszukiwania nazajutrz od rana. Wyobrażam sobie +zadziwienie cioci, bo nie spodziewa się nas wcześniej, niż za dwa +tygodnie. Nie mogła naturalnie przeczuć projektu stryja, zgody ojca, +misji[2] naszej i zamierzonego porwania. + +--Chabówka! -- szepnął Tadek z rozpromienioną twarzą. + +Janek zerwał się z miejsca. + +--Chwała Bogu. A to prędko! Zamknij koszyk, zwiń paski, te zapasy +chyba zostawimy? Co zrobić z tą butelką? A walizka? gdzie walizka? +acha, jest wszystko? Hej, jest tam kto? Po rzeczy! -- wołał, wychylając +się z okna. + +--A podajcie mi te węzełki, to je wnet na wózek włożę. Pięknie +pojedziemy, grzecznie, podług taksy[3], wesoło. + +Tak zachęcał młody góral, stojąc przed oknem wagonu, a Janek też bez +namysłu zaczął mu podawać tłumoczki. + +--Podług taksy pojedziesz? -- spytał tylko wyraźnie. + +--Podług taksy, toć mówię, a grzecznie, a wesoło, pierwsi staniemy w +Zakopanem. + +--A to co, nie wiesz, że wam tu nie wolno? -- dał się słyszeć surowy +głos jakiegoś urzędnika, zwrócony do górala, który najspokojniej +odbierał przez okno pakunki naszych znajomych. + +--Goście mię zawołali, zgodzony jestem, umówiony -- tłumaczył się +sprytny chłopak, podając Jankowi książeczkę, w którą zaopatrzony jest +każdy z miejscowych właścicieli wózków. + +--Tak jest -- potwierdził Janek -- umówiłem tego człowieka. To już +wszystko. Idźcież sobie, a my przyjdziemy zaraz, tylko zjemy obiad. + +--Chodź -- zwrócił się do brata -- widzisz, co to znaczy energja: góral +zabrał rzeczy wprost z wagonu i nie potrzebujemy płacić za +przenoszenie osobno. + +--Źeby tylko miał dobrego konia -- zwrócił uwagę Tadzio. + +--Boisz się, że przez litość będziesz szedł piechotą? Nie bój się, +dobrze z oczu patrzy chłopakowi, jestem pewny, że ma konika, aż miło. + +--Wiesz -- zauważył Tadzio z nagłym błyskiem w oczach -- one się pewnie na +Kościeliskiej umieściły. Ciocia i Zosia lubią tę cichą ulicę, trochę +już za wsią, z widokiem na góry i łąki, no, i tamtędy droga do +Kościeliskiej doliny, gdzie bywają przynajmniej raz na tydzień. +Pamiętasz, jak marzyliśmy, żeby w Kościeliskiej mieszkać? + +--To wy z Zosią, co do mnie, choć przyznaję, że doliny równie pięknej +nie widziałem, -- nie jestem pustelnikiem, aby mi wystarczała natura. +Dobre to zresztą w pogodę, ale w deszcz... + +--Też pięknie, Janku, choć inaczej, ale pięknie: ten wezbrany biały +potok, te płaczące skały, szare niebo, i cisza, i samotność, wszystko +piękne. + +--A no, może takie życie byłoby najstosowniejsze dla twego +usposobienia, choć nie! rozmazgaiłbyś się tam do reszty i został +skończonym niedołęgą. Czasy pustelników minęły, mój drogi, pomyśl +tylko o zimie, jakby ci tam było, bez ludzi, bez dróg, jak w grobie. + +--W pięknym grobie, gdzie żyć można. Nieraz blizko krzyża Pola +wybierałem sobie miejsce na jaskinię, rozmyślałem, czembym się żywił, +jakbym sobie urządził życie. Bo tego jestem pewny, że nigdy, nigdy w +życiu nie napatrzyłbym się do syta piękności tego ustronia, nie +nasłuchał szumu potoku, nie nacieszył się ciszą, w której tak dobrze +myśleć i słuchać i przeczuwać... + +Twarz chłopca zapłonęła dziwnym blaskiem, oczy jaśniały mu niby +natchnione, widać było, że każde słowo -- może bez woli i bez wiedzy +jego -- płynie mu prosto z duszy, z gorącego serca. + +Lecz Janek niecierpliwie wzruszył ramionami. + +--Głód wyleczyłby cię prędko z tych zachwytów -- rzekł z +lekceważeniem. -- Górale uciekają na zimę z Kościeliskiej. + +--Bo góral sobie nie wystarczy, książka i myśli nie zastąpią mu ludzi; +a co do głodu, mógłbym mieć owoce i zapasy zboża. + +--A prędko ta pojedziemy do Zakopanego? + +Uśmiechnięty góral stał o parę kroków i patrzał na rozmawiających. +Janek zerwał się pierwszy. + +--A to jedźmy -- zawołał. -- Dobrego masz konia? + +--Ho, ho, takiej parki nie znajdzie w Zakopanem. Z wiaterkiem se +śmigniemy, przed wieczorkiem będziemy! + +I pokazał białe zęby. + +--A nie poczęstujecie to paniczu, górala? + +Janek skinął na chłopca. + +--Daj butelkę piwa. + +--I jedźmy. + +Góral pospieszył pierwszy, zapinając serdak, bo wiatr chłodny powiał i +wesołe słonko zasępiło się jakoś. Za chwilę stanął przy dość dużym +wózku parokonnym, jak wszystkie pokrytym białem płótnem, z jednego +boku podciągniętem w górę. + +--A to twój wózek? -- rzekł zdziwiony Janek. + +--A co? + +--A cóżeś nie powiedział, że parokonny? Co nam po tem? Dwa razy tyle +płacić, 6 guldenów! Czy tyle rzeczy mamy? Ja nie chciałem parokonki. + +--A toć mieliście książeczkę -- zauważył góral. + +Janek się zaczerwienił i spochmurniał. Istotnie zrobił głupstwo, nie +spojrzawszy nawet w książeczkę, on, co tak chętnie innym wytykał +omyłki. Niema o czem mówić, góral prawdopodobnie byłby znalazł +pasażera, a jeżeli ich podszedł, to nadzwyczaj zręcznie: oddał +przecież książeczkę. + +--Siadajmy -- rzekł do brata krótko. + +Góral poprawił koniom czerwone szaliki przy chomontach, ściągnął +lepiej w górę płótno, przetarł dłonią ceratowe siedzenie i zręcznie +dostał się na wózek. + +--Wesoło pojedziemy -- rzekł, zwracając się znów do chłopców -- co tam +będziecie żałowali parę guldenów, i góral przecie też zarobić musi. + +I zaśpiewał po góralsku, dziwnym, przydechowym głosem, podobnym do +nizkiego krzyku, w którym trudno rozróżnić wyrazy: + + + Góry nasze, góry, -- moje wy komory,-- + Oj, bukowe listeczki, -- moje poduszeczki.-- + + +Większość wózków już odjechała, zapóźnione potoczyły się długim +łańcuchem piękną szosą ku południowi. + +Na skręcie u nóg chłopców padł bukiet żółtych jaskrów. Janek potrącił +go dosyć niechętnie, ale Tadzio wyrzucił centa w stronę małej ręki, +która widniała gdzieś z boku przy wózku. + +--Uczysz dzieci żebraniny -- burknął Janek. + +Tadzio milczał. + +Drugi bukiet wpadł do wózka. Cent na szosę. + +Za trzecim razem Janek z gniewem wyrzucił kwiaty. + +Tadzio się zaczerwienił i spojrzał na brata, ale nie przemówił ani +słowa. + + + +II. + + +Jasne, wesołe słońce ciekawie zajrzało do pokoju na Chramcówkach, +gdzie zatrzymali się nasi znajomi. Pokoik nie był wielki, ale dość +wysoki; gładkie, świerkowe ściany lśniły połyskiem atłasu, rzeźbione +ramy okna i drzwi przyjemne czyniły wrażenie. Skromne sprzęty zdawały +się zupełnie nowe, a wszystko pociągało prostotą i czystością. + +--Pogoda -- ziewnął Janek -- czas nam w drogę, gotowe uciec na jaką +wycieczkę. + +--Szkoda, żeśmy tu stanęli -- zauważył Tadzio -- daleko do klimatyki. + +--Cóż ci ta klimatyka tak zajechała do głowy? Kpię sobie z klimatyki i +żeby cię przekonać, że się bez niej obejdę, wcale tam nie pójdziemy. + +--Nie wiem, czy to będzie dobrze -- szepnął nieśmiało Tadzio. + +--To się dowiesz. + +--Nie chodzi mi o podróż i o stryja, ale ojcu byłoby przykro, gdybyśmy +Zosi na czas nie przywieźli; taki był uszczęśliwiony z tej naszej +wycieczki! To dla niego większa przyjemność, niż gdyby sam mógł +nareszcie wyjechać na dłużej w góry. + +--Czemu nie mamy przywieźć Zosi na czas? Jeszcześ się nie ruszył z +miejsca, a już wątpisz o wszystkiem, jak gdyby Zakopane było co +najmniej Europą. Straszna sztuka odnaleźć tutaj dwie osoby, nawet bez +klimatyki! Stryj 10 dni zaczeka, a to przecież wystarczy, chociażby +się wybrała na dalszą wycieczkę. + +--Już tylko 8, dwa zajęła nam droga. + +--Nawet 6, bo dwa także na powrót odliczyć trzeba. Ale to także dosyć. + +--Swoją drogą, gdyby to zależało ode mnie, wyciąłbym te wszystkie lasy +do jednego drzewka. To mi ozdoba! W Zakopanem gór nie widać. Nie wiem, +co sobie ludzie do tych Chramcówek upatrzyli, najbrzydsza część osady, +bez żadnego widoku. + +--Gór tylko nie widać -- cicho wtrącił Tadzio. -- Za to tyle przestrzeni, +zieloności, słońca... + +--Dla ciebie wszystko piękne -- mruknął Janek -- na Kościeliską też stąd +mila drogi. + +--Ja myślę, żebyśmy poszli do Ślimaka. -- Dobrze nam u niego było w +zeszłym roku, może i tam stanęły. + +Za chwilę byli w drodze. Pogardziwszy szosą, przez park świerkowy +skierowali się w stronę potoku, przeszli po kładce na brzeg +kamienisty, a potem wprost przez łąki na Targową. Dzień był +prześliczny, słoneczny, pogodny, niebo bez chmurki pieściło spojrzenie +błękitem, na polach kołysały się zboża złociste, świeża zieloność +lśniła pod rosą. + +Janek zły był, że mu się wszystko podobało. Miał czas napatrzyć się +zielonym stokom wystającego Giewontu, Wirchów i Koszytej, czemu go to +wszystko znowu nęci? Nawet Gubałówka wabi oko wzorzystą swoją +pochyłością, i serce mimowolnie jakimś przyspieszonem tętnem wita +starych znajomych i stare widoki. + +Ile też skał, kamieni zmyły potoki wiosenne ze śpiących pod śniegiem +olbrzymów? Ile szczerb nowych w ich ciałach odwiecznych? Ile zwalonych +lasów przez wiatr halny zamknęło drogi? Jakie powstały nowe ścieżki i +potoki? + +Oj, poszedłby tam w góry, jak co roku, poszedł z ochotą, choć się +przyznać nie chce i gniewem tłumi uczucie tęsknoty. + +--Poszukamy ich u Ślimaka. + +W chacie Ślimaków radość i zdziwienie. To się panie ucieszą, bo się i +nie spodziewały tak prędko. A mieszkają od Kacprusia het! precz! +trochę na bok w pole, u szwagra, u Liptaka, co wybudował domek +nowiusieńki. Nikt w nim jeszcze nie mieszkał, ale się spodobało, że +caluśkie góry widać, het, aż za Murań; a domów też niema w blizkości, +to i przestronno, zielono i czysto. + +Jankowi świeciły oczy, a serce szybko uderzało; ot, jak to trudno +dopytać się w Zakopanem o mieszkanie znajomych. Przed godziną wyszli z +domu i bez pomocy klimatyki wiedzą, co im potrzeba. Za pół godziny +uściskają siostrę i jej opiekunkę, a jutro lub pojutrze mogą wracać do +Warszawy. Stryj ich pochwali i odbędą z nim razem pouczającą podróż +morzem z Gdańska do Kopenhagi. Powinni być bardzo radzi. + +--Cóż -- zwrócił się do brata -- nie będzie się czem pochwalić przed +stryjem, poszło nam jak po maśle, ośmioletni dzieciak dokazałby takiej +sztuki. Chodźmy. + +--A nie macie się co spieszyć -- mówił Ślimak, wyjmując z ust krótką +fajeczkę -- bo poszli dzisiaj wszyscy do Morskiego. + +--Co? -- zawołali obaj chłopcy razem. + +--A jakże, o świtaniu, Wojtek przecie poszedł pod rzeczy, a Maciej +przewodniczy. Toć wiem. Poszło gości ze 12 osób. Starsze kobiety +pojechały szosą, a co młodsze to na Zawrat. A wracać mają pozajutro na +Waksmundzką, toć nie macie poco do Liptaka chodzić. Zaczekać trzeba. + +Bracia patrzyli na siebie. + +--A gdzieżeście stanęli? + +--Na Chramcówkach. + +--Zapłacicie! -- pokiwał Ślimak głową. -- Jest tu u mnie izba pusta, +gdybyście też chcieli. + +--My na parę dni tylko do Zakopanego. Zabierzemy siostrę i wracamy. + +Teraz Ślimak się zdziwił. + +--A z mieszkaniem? -- zapytał. -- Toćby Liptak znalazł sobie na całe lato +gości. + +--Krzywdy mu przecie nie zrobimy. + +--To wiadomo, przecie sprawiedliwiście, ale będziecie mieli szkodę. + +--Cóż robić. + +Wracali ku Krupówkom zamyśleni. Co teraz robić? Czekać trzy dni w +Zakopanem? Szkoda czasu. Zwłaszcza w taką pogodę. Blizkie wycieczki +mniej nęcą: dolinki do siebie podobne, tyle razy w nich byli, a tam w +góry, w góry, dalej, aż dusza rwie się. + +--Pójdziemy chyba do Morskiego? -- zagadnął wreszcie Janek. + +--Jutro -- dodał Tadzio. + +--Rozumie się, że nie dzisiaj. Przecież to całodzienna droga. Tylko +wiesz, co ci powiem: co nam po przewodniku? Byliśmy ze sześć razy, a +drogę przez Waksmundzką znamy jak własną kieszeń. Powrócimy zaś razem +może inną drogą z Maciejem. Prawda? + +--Zdaje mi się -- rzekł Tadzio -- że wybornie pamiętam drogę. + +--Tylko nie mów o tem w domu, bo zaczną nam perswadować, straszyć. Bóg +wie nie co. Ten się zabił, ten zginął, ten to, tamtem owo. Górale chcą +zarobku, inni przez tchórzostwo wierzą wszystkim ich baśniom. Cóż, nie +odpowiadasz? + +--Zdaje mi się, że znam drogę -- powtórzył Tadzio w zamyśleniu. + +--A dzisiaj chodźmy na Czerwone Wirchy i wrócimy przez Giewont. + +--Zmęczymy się przed jutrem. + +--Co to za zmęczenie? Zresztą, siedź sobie w domu, kiedy się obawiasz. + +--Nie obawiam się, ale przypomnij sobie, że to męcząca droga, a po +pierwszych wycieczkach nogi bardzo bolą. + +--To chodź do Czarnego Stawu. + +--Czy nie za późno? + +--Dziesiąta. + +--Musimy coś kupić po drodze, herbaty, cukru, trochę wędliny, tam +dostaniemy mleka, to i obiad będzie. Drogę znamy. + +--Jeszczeby też. Jak do Saskiego Ogrodu. Swoją drogą rad jestem, że +Czarny Staw zobaczę; przykro byłoby jakoś stąd odjechać, nie +pozdrowiwszy tego przyjaciela, nie spojrzawszy ani razu na Kościelec, +na Zawrat. Dobrze zrobiła Zosia z tą wycieczką. Jutro na noc staniemy +u Morskiego; zadziwią się kobieciny, a nam przyjemnie będzie zabrać do +Warszawy tę garstkę nowych wspomnień. + +--Szkoda, że na Kościeliską czasu już nie będzie. + +--Przeczytaj sobie o niej w przewodniku Eljasza, to ci się będzie +zdawało, żeś widział. + +--Dobrze, żeś mi przypomniał, jutro trzeba wziąć z sobą Eljasza. + +--Może masz słuszność, taki przewodnik nie wiele kosztuje. + + + + +III. + + +Nazajutrz o świcie chłopcy cicho i ostrożnie wymknęli się ze swego +pokoiku. Nie powiedzieli wczoraj gospodyni o zamiarze wycieczki do +Morskiego Oka; wracając z Czarnego Stawu, kupili tylko na drogę +butelkę wina, parę funtów szynki i niewielki bochenek chleba, a teraz +dołączyli do bagaży nieocenionego Eljasza i sprawiedliwie rozdzielili +wszystko na dwie równe paczki. + +--Trzeba napisać parę słów do gospodyni, że nie wrócimy na +noc -- odezwał się Tadzio. + +--Poco? -- zapytał Janek dość porywczo. + +--No, gotowa nas szukać, będzie dużo gadania. + +--Hm, to prawda. To napisz: »Idziemy na dalszą wycieczkę, zabawimy dni +parę«. Tak, dobrze. A teraz ostrożnie, cicho. + +--Poco się z tem kryjemy? + +--Poto, że nie mam ochoty słuchać rad, uwag i perswazji. Co komu do +tego, gdzie idziemy, co robimy? Tu przecież nie jesteśmy pod niczyją +opieką, nie mamy obowiązku zdawać sprawy z naszych czynów i zamiarów. + +Podniósł głowę i dumnie spojrzał na brata zgóry, jak człowiek wolny, +który żadnej władzy nie widzi i nie uznaje nad sobą. Tadzio się +zarumienił; widocznie był jeszcze dzieckiem, bo samodzielność taka +przerastała jego odwagę. Lecz Janek wie, co robi. + +Wiedział naturalnie, brat przyznawał mu to w duszy, kąpiąc się w +świeżem i lekkiem powietrzu, w jasnych promieniach słońca, podziwiając +piękność nieba, gór i ziemi. I jak im dobrze samym. Poco tu +przewodnik? Czyż nie znają dokładnie drogi? Jeszcze też takiej drogi: +przez Waksmundzką! Ale już tę wybrali, żeby stanąć na czas, posłuchali +rozsądku. + +--Pójdziemy przez Kozienice -- proponuje Tadzio. + +--Naturalnie -- potwierdził Janek. -- Stamtąd powitamy góry w blaskach +wschodzącego słońca. Niema w całem Zakopanem piękniejszego widoku; +gdybym sobie kiedy stawiał tutaj willę, to tylko na Kozieńcu. + +Mówił to z wzrastającym zachwytem na widok piękności natury, +odsłaniających się w miarę, jak młodzi nasi podróżnicy wydobywali się +z ulic, zamkniętych szeregami domków i willi, na bardziej otwartą +przestrzeń. Minąwszy szybko Chramcówki i ulicę Chałubińskiego, koło +Muzeum po kładce przeszli potok i zaczęli wstępować na łagodną +pochyłość Kozieńca. Widok stąd rzeczywiście był wspaniały: na zachód +przestrzeń otwarta, bez końca, wzdłuż łańcucha wirchów i turni[4], +zamykających widok od południa. W przezroczystem powietrzu góry +występowały tak wyraźnie, iż widać było na nich każdą ścieżkę, każdy +strumyk, rysujące ich stoki skaliste siecią jasnych gałązek. Tu i +owdzie bielały najwyraźniej śniegi, świt różowił szczyty, a skały +zdawały się być aksamitne. + +--Ach! -- szeptał Tadzio -- nic piękniejszego nie umiem sobie wyobrazić. + +Janek płonącem okiem obejmował wnętrze otwartego w tem miejscu gniazda +gór spiętrzonych: Kopę Królowej, Magurę, Granaty i Źółte Turnie; +liczył je, podziwiał, chciałby popłynąć nad nie lotem ptaka. + +Nie będziemy deptali w tym roku tych ścieżek, nie będziemy spoczywali +w niedostępnych jarach, patrząc w niebo i zapominając o świecie. +Dziwny urok mają te góry... Nagle potrząsnął głową. + +--Chodźmy -- rzekł -- tak nie można, nie poto idziemy. + +Minęli Bystre, uśpione i ciche, w Jaszczurówce wypili gorące +śniadanie, orzeźwili się przyjemną kąpielą i podążyli dalej. Od Cyrli +droga już przez las prowadzi, wydeptana co roku stopami podróżnych, +lecz nie lękali się zbłądzić: tyle razy szli tędy! Tu nie widać nieba, +gór ani słońca, tylko stare drzewa, olbrzymie głazy, spękane, porosłe +mchem zielonym i szarym, -- szemrzące strumienie i kwiatów kępy całe: +niezapominajki, goryczki, storczyki, pełno barw, woni, aż żal mijać. + +A poziomki! + +Nie mogli oprzeć się pokusie, aby nie zbierać chociaż +najpiękniejszych. Co za wielkość, smak, zapach! + +Droga coraz inna i coraz piękniejsza. Od Toporowych Stawów do Psiej +Trawki szli więcej niż godzinę. Była już 10-ta, kiedy się zatrzymali +na tym pierwszym wypoczynku. + +--Wiesz, Janku, że my dzisiaj może nie dojdziemy? -- zauważył Tadzio +nieśmiało. + +Janek ruszył ramionami. + +--Pleciesz, jak niedołęga. Straciliśmy trochę czasu, wielka szkoda! +Nie będziemy za to robić dłuższych wypoczynków. Ślimak zaszedłby tędy +w ciągu dnia na miejsce. Patrz, co ludzi za nami spieszy. + +Istotnie, dwa dość liczne towarzystwa zbliżały się do schroniska. Na +łączce w jednej chwili zrobiło się gwarno, otwierano butelki, śmiech, +żarty, nawoływania rozległy się dokoła. + +--Pójdźmy -- szepnął Janek do brata. + +Tadzio wstał natychmiast i skierowali się znowu ku drodze, gdy nagle +otoczyła ich nowa gromadka. + +--Janek! Tadzio! A wy tu co robicie o tej porze? + +--Felek! Brońcia! Adaś! Ańdzia! + +--Skądżeście się tu wzięli? + +--Do Morskiego. + +--Po Zosię? + +--Naturalnie. + +--Sami? + +--Znamy drogę -- zapewniał Janek. + +--Chodźcie z nami. Weselej będzie! + +Chłopcy nie mieli nic przeciwko temu, pożartowano wprawdzie trochę z +ich zapasów i pospiesznego marszu, ale któżby o takie rzeczy obrażał +się na przyjaciół? Odtąd istotnie było tak wesoło, że nawet Tadek +tylko od czasu do czasu marzącem okiem rozglądał się po krajobrazie. + +Na Waksmundzkiej odpoczywali niedługo, gdyż woleli popatrzeć z Suchej +na Pieniny, które przy dniu pogodnym rysowały się wyraźnie. W ogóle +widok z Suchej był przepyszny, i Bronia tylko narzekała, że ją +zwiedziono: wiedzieli przecież, że się obawia przepaści i każą jej +przejść ścieżkę, parę stóp szeroką. + +--Ależ tu przejechać można -- perswaduje Felek. + +--A gdybyś nawet spadła, pierwszy krzak by cię zatrzymał. + +Ale Brońcia jest blizką płaczu, zamyka oczy, każe się prowadzić, drży +cała. Towarzysze tłumią śmiech przez litość. + +--No, tu przecie szeroko! + +--Nie mogę, nie mogę! Przywiążcie mię do drzewa, bo się stoczę po tej +pochyłości. + +--Patrz, szynka się nie stacza, chleb leży spokojnie, patrz butelka. + +--Ach! + +Brońcia zasłoniła oczy, gdyż nieszczęsna butelka nie odpowiedziała +wcale zaufaniu swojego opiekuna i stoczyła się w krzaki. + +--Cała, cała! -- zawołali radośnie Staś i Felek i w mgnieniu oka zsunęli +się bokiem ku krzakom, aby pochwycić zbiega. + +--Cała szyjka, nawet korek nie wyskoczył, tylko dna i wina brakuje. + +Wszyscy się śmieli, wujenka i poważny wuj Stanisław, opiekunowie tego +młodego grona; jedna Brońcia drżała. Poradzono jej, aby położyła się +na ziemi i w tej dopiero pozycji zdobyła się na odwagę popatrzenia na +piękny widok. + +--Dajcie reńskiego, a zejdę po tej ścieżce prosto het, precz, aż na +dół -- odezwał się młody góralczyk, świecącemi oczyma patrząc na +wystraszone dziewczę. + +--Trzymajcie go! -- zawołała przerażona Brońcia, i twarz ukryła w +dłoniach. + +Zejście nie było trudne, Brońcia jednak szła ciągle, prowadzona przez +brata i przewodnika, z zamkniętemi oczyma, blada, z wyrazem trwogi i +zmęczenia. Dopiero na Gęsiej Szyi uspokoiła się trochę. + +--Dziękuję za taką przyjemność -- rzekła, siadając na miękkiej, +aksamitnej trawie -- nie chcę znać Morskiego Oka, ani podobnych awantur. + +--Będziesz czekała tutaj naszego powrotu? + +--Wstydź się żartować jeszcze! -- zawołała Bronka. -- Dlaczego nie +przeprowadziliście mię dołem? Mogłam przecież przejść tędy? Pocoście +mię wlekli na tę skałę? + +--Ależ Broniu, to jeden z piękniejszych widoków w Tatrach. + +Nie odpowiedziała, czuła się jednak w duszy pokrzywdzoną: piękny +krajobraz sprawiał jej przyjemność wtedy, gdy mogła go oglądać z +bezpiecznego miejsca. + +Tymczasem zaczęto schodzić po dość łagodnej, miękkiej pochyłości góry, +pokrytej aksamitną trawą. Nogi ślizgały się po tym kobiercu, stopy +bolały od nienormalnego położenia, a końca góry ani widać. + +--W zakosy idźcie, w zakosy[5], -- nawoływali przewodnicy. + +--Ach, chwilę odpoczynku na równym poziomie! -- narzekała Brońcia. + +--Usiądź i zjedziesz na dół -- rzekł wesoło jej brat. + +--Pewniebym usiadła, gdybym się nie bała, ale ktoby mnie wstrzymał +potem, gdybym się zsuwać zaczęła zbyt szybko? + +--Czekaj -- rzekł Staś -- masz pas mocny? + +No, to cię przepaszę sznurkiem i będę powstrzymywał. Dalej, jazda. + +--Chodźmy naprzód -- szepnął Janek -- Brońcia strasznie przesadza z tą +obawą. + +--Ja z wami -- odezwała się też cicho Ańdzia. -- Ja się nie boję. Źyłabym +tu w górach. Kocham niebezpieczeństwa. Uproszę mamy i pójdę z +Morskiego na Rysy. Co za rozkosz pomyśleć sobie, że jedno złe +stąpnięcie, a spadnę w głębię bez końca, i zwyciężać te trudy i +wdzierać się coraz wyżej, coraz wyżej, aż za chmury, do słońca, do +samego nieba i świat widzieć u nóg, pod sobą! + +Tadzio westchnął głęboko. + +--My jeszcze nie byliśmy na Rysach -- rzekł cicho. + +--Na przyszły rok -- odparł Janek z niemniej głębokiem westchnieniem. + +--Czemu? -- spytała Ańdzia. + +--Pić, pić! -- rozległy się za niemi głosy. -- Zatrzymajcie tam chłopców, +co pobiegli naprzód z tobołkami; słońce piecze, jakby nas chciało +uwędzić. + +Zatrzymajcie tam chłopców! łatwo to powiedzieć. Jak jelenie zbiegli z +góry w zakosy, i zniknęli w kierunku drogi do Roztoki. Znaleziono ich +dopiero pod Czerwonemi Brzeżkami. Siedzieli w czarnych jagodach, +zajadając soczysty owoc, zarastający niezbyt łagodną pochyłość. +Uczernili się przytem, jak małe potwory, ale miny rozkoszne mieli po +tej uczcie. + +--Z pół godziny tu już jemy -- przechwalali się z zadowoleniem. + +Przewodnik gniewał się na nich, że nie trzymają się razem, ale oni +słuchając, nie tracili czasu i co chwila podnosili do ust pełne +garście jagód. + +--Ach, jak chłodno i miło w ustach -- zapewniali. + +Goście za ich przykładem rozproszyli się po krzakach i byłby znów +spoczynek mimowolny, gdyby przewodnik energicznie nie zaczął naglić do +pośpiechu. + +--Wszyscy nas wyprzedzili, przyjdziemy ostatni i miejsca w hotelu nie +będzie. W Roztoce i tak trzeba odpocząć z godzinę. + +--Czy to miasteczko jakie ta Roztoka? -- ciekawie pyta Brońcia. + +Staś i Felek jednocześnie wybuchnęli śmiechem. + +--Miasteczko o godzinę drogi od Morskiego! W sercu gór! Co ty +wygadujesz, Bronka? + +Ale Brońcia się obraziła i nie chciała słuchać objaśnień. + +--To schronisko zapewne? -- zapytała Ańdzia. + +--Naturalnie, duże schronisko, gdzie i zanocować można, bo jest +kilkanaście łóżek. Ale każdą butelkę piwa przywożą tam na osiołku, +albo na koniu, jak widziałaś nieraz, w drewnianych naczyniach. Ciężka +praca nawieźć potrzebnej żywności. + +W Roztoce Staś i Felek uparli się zwiedzić koniecznie dzisiaj +wodospady Mickiewicza. Poświęcą te pół godzinki ze swego odpoczynku, a +Brońcia niech zostanie pod opieką starszych. Ale Brońcia nie chciała i +narzekając, jęcząc, poszła jednak z innymi. + +Tymczasem słońce dawno skryło się za Mięguszowieckie, kiedy podróżni +nasi ostatnim wysiłkiem przebywali kamienistą i przykrą część drogi +pod samem już jeziorem. Wszyscy byli zmęczeni, Brońcia z utęsknieniem +upatrywała dachu zapowiedzianego schroniska, Ańdzia nawet szła cicho, +mało zwracając uwagi na piękności otoczenia. A hotelu ani śladu, ani +śladu jeziora. Czy nie dojdą już nigdy? + +Nagle -- tuż pod nogami dach, budynek piętrowy, a dalej w cieniu +wieczornego zmroku, pod strażą wyniosłego Mnicha, ostrych Rysów i +Miedzianego, cicho zasypia poważne jezioro, otulając się zwolna mgłą +przejrzystą. + + + + +IV. + + +--Co teraz będzie? + +Tadzio milczał zamyślony. + +--No, mów, radź, odezwij się, co zrobimy? -- wołał Janek, niecierpliwie +chodząc po pokoju. -- Licho wie, gdzie ich szukać. Zdaje się, że były, +ale gdzie poszły dzisiaj? Czy wrócą tu jeszcze? Czy wprost do +Zakopanego? Mieszkania nie zamówiły i szukaj wiatru w lesie! No, cóż? +Czyś zaniemówił? + +--Cóż ja ci poradzę? -- odezwał się wreszcie Tadzio. -- Prawdę mówiąc, w +tej chwili tak mi dobrze, tak miło, żem zobaczył znowu to +czarodziejskie miejsce, iż nie żałuję niczego, niczego, nawet tego, że +ich tu niema. + +--Niedołęstwo -- szepnął Janek, wzruszając ramionami. + +--Przyznaj, Janku, że i ty rad jesteś z tej wycieczki? + +--Rad jesteś! No, rad jestem; ale co teraz dalej? Ojciec czeka, stryj +czeka, a my tu jak głupcy w lesie. I żebyśmy wiedzieli chociaż, gdzie +ich szukać. Ale skąd? Nikt nic nie wie. + +--Ślimak mówił, że jutro wrócić mają z wycieczki. + +--Mówił, mówił, ale czy wrócą? Niecierpię takiej niepewności, niech +raz wiem, co mam robić i na czem się to skończy. + +--Ja myślę, że musimy jutro wracać. + +--Ty myślisz, ty zawsze myślisz, ty tylko myśleć umiesz! I poco +powrócimy, jeśli ich w domu niema? A kto wie, gdzie poszły dalej? Może +na węgierską stronę? Może za tydzień wrócą? A my lećmy z powrotem na +złamanie karku, żeby się dowiedzieć wkońcu, że o paniach nic nie +wiadomo. Niechbym wiedział przynajmniej, że wrócą za trzy dni, tobym +poszedł na Rysy, na Mięguszowieckie i byłbym jeszcze na czas, a tak... + +--To wiesz, Janku, idź z Felkiem na Rysy, a ja sam wrócę jutro i będę +pilnował. Bo ktoś powrócić musi, a jeśli masz ochotę należeć do tej +wycieczki, to zostań. Zdążysz jeszcze w sobotę. + +Janek spojrzał na brata, chciał coś odpowiedzieć, ale tylko ruszył +ramionami i milcząc, rzucił się na łóżko. + +Na drugi dzień wstał pierwszy. Właśnie słońce wzeszło, różowe chmurki +unosiły się ponad jeziorem, które leżało ciche i majestatyczne, +wielkie i poważne pod strażą olbrzymów. + +Janek obudził brata. + +--Patrz -- rzekł z płonącym wzrokiem. + +Obaj wyszli co prędzej i długo patrzyli na ciche fale i błękitną +głębię, w której z dziwną wyrazistością odbijały się otaczające ją +góry. + +--I wracamy -- rzekł wreszcie. + +Tadzio zabrał resztę rzeczy. Wkrótce opuścili hotel. + +--Powracamy przez Liljowe. + +--Przez Liljowe? Znasz drogę? + +--Nie myślę wiecznie chodzić tą samą drogą. Mam Eljasza i dam sobie +radę? A cóż nam się stać może? Ludzi pełno wszędzie, gdybyśmy +zbłądzili; zresztą Eljasz wystarczy. + +--Wiesz, Janku, jabym radził... + +--Nie pytam cię teraz o radę. Chodźmy stąd jak najprędzej, bo chcę +uniknąć pytań Felka, Ańdzi i t. d. Skoro będziemy sami i wolni od +towarzystwa, przeczytamy uważnie, którędy iść trzeba, a tymczasem aby +z hotelu!... + +--Aby pogoda była -- zauważył Tadzio. -- Patrz, jakie białe chmury snują +się po górach. + +--To _suha_ mgła -- dał się słyszeć obok głos górala -- z tego deszczu nie +będzie. + +--Widzisz -- zawołał Janek. -- Chodźmy tylko. + +_Suha_ mgła tego ranka zasnuła dolinę w niezwykłej obfitości, strzępy +jej porwane czepiały się po skałach i gałęziach świerków, a niekiedy +przejrzystemi mgławicami spływały między drzewa aż ku ziemi, +zasłaniając na chwilę widok. + +--Słońce to wszystko rozproszy, gdy się podniesie wyżej -- zrobił uwagę +Janek. + +Tadzio nic nie mówił. Skręcili w dolinę koło Miedzianego, podług +Eljasza tędy właśnie droga. + +Słońce jednak widocznie miało też kłopot z mgłą _suhą_, bo napływała +zewsząd coraz większymi kłębami, wiła się, snuła, staczała, pękała i +znów zrastała w jedną nieprzejrzaną masę, coraz grubszą, ciemniejszą. + +--Janku, boję się deszczu -- odezwał się Tadzio nieśmiało, przedzierając +się przez kosówkę. + +--Deszczu się boisz? No, to mi nowina: nie wiedziałem, żeś z cukru. + +--Ale nie znamy drogi. + +--To sobie przeczytamy. + +--Kiedy nic poznać nie można. Widzisz jakie szczyty? Nic nie widać; w +jakiż sposób będziemy się orjentowali? + +Janek uważnie spojrzał dookoła. Istotnie, zalewało ich morze mgły +zewsząd. I nic nie było widać, nawet droga kończyła się o kilka +kroków. + +--Musimy tu przeczekać -- odezwał się głośno. -- Jesteśmy w chmurze, ale +chmura minie i znów słońce zaświeci. Usiądźmy tymczasem, masz co jeść? + +--Mam butelkę wina, trochę szynki i chleba. Myślałem, że w Roztoce +zjemy porcję jajecznicy. + +--Trzeba było nie myśleć, tylko zabrać więcej zapasów. + +Tadzio w pokorze wysłuchał nagany. + +--Dajno chociaż Eljasza. + +Tadzio podał książkę. + +--Zdaje się, idziemy dobrze; doliną za Mnichem powinniśmy dojść prosto +do Wrót Chałubińskiego, poznamy je z opisu, żeby tylko mgła się +rozeszła. + +Usiedli na kosówce, z mimowolną trwogą patrząc na zbliżające się ku +nim bałwany chmur; wkrótce zaledwie mogli widzieć jeden drugiego. + +--To minie -- pocieszał Janek. + +Istotnie, po dłuższej chwili mgła zaczęła przeświecać, podnosić się w +górę, ujrzeli znowu najbliższe kamienie, świerki, lecz dalsze plany +zlewały się całkiem z szarem, bezbarwnem niebem. Deszcz drobny padać +zaczął. + +--Wróćmy się -- szepnął Tadzio. + +Janek zmarszczył czoło. + +--Do Morskiego? + +--Chodźmy drogą ku Roztoce. Znamy ją. + +--Kiedy się boisz -- zaczął Janek po namyśle. + +I niechętnie iść zaczął drogą, którą przyszli. Deszcz padał coraz +większy, serdaki przemokły im wkrótce, obuwie rozmiękło także, ruch +rozgrzewał ich jednak. Młodość niewiele robi sobie z niepogody, to też +zaczęli śpiewać dla dodania sobie humoru: + + + Wysokieście góry, wysokieście szczyty,-- + Oj, kto was przewędrował? -- góral rodowity.-- + + +--Nie pamiętam, która droga: w prawo czy na lewo? + +--W prawo -- zdecydował Janek. + +--Powinniśmy już widzieć Mnicha. + +--Co dziś w tej mgle zobaczysz? + +--Źeby tylko gdzie Zosi nie zaskoczyła w górach. + +Janek spojrzał na brata zsuniętemi brwiami, ale rozpogodził się zaraz. + +--Mają przewodnika, -- rzekł uspokojony. + +--To prawda, ale zmoknie. + +--Deszcz tatrzański nie szkodzi, nie dostanie nawet kataru. + +--Patrzno, Janku, z tej góry nie schodziliśmy przecież? + +--Tak ci się zdaje? -- Musieliśmy ją obejść. + +--To może inna droga? + +--Przez tę mgłę wszystko się zmienia, ale szliśmy tędy napewno. + +--Nie przypominam sobie -- szepnął Tadzio. + +--Ostrożnie, bo ślizko bardzo, po korzeniach nie stą... + +Tadzio skamieniał: Janek krzyknął krótko i zsunął się jak kamień po +wilgotnej ziemi, na szczęście niedaleko, lecz prosto w kałużę. + +--Wróćmy się -- zaczął Tadzio, wzruszony stanem garderoby brata. -- To nie +ta droga, zbłądziliśmy. + +--Więc prowadź. + +Wkrótce wiedzieli obaj, że zbłądzili: szli jakąś drogą, zupełnie +nieznaną, zalaną wodą w miejscach równych, na pochyłości pokrytą +grubym, ostrym żwirem, który zsuwał się razem z nimi. Rozmiękłe i +pokrzywione obuwie dokuczało im bardzo, deszcz przemoczył ubranie do +bielizny, a droga jak zaklęta wiła się bez końca. + +Janek ustał nakoniec, oparł się o drzewo, z którego popłynęły nań +strumienie wody i przymknął oczy. + +--Napij się wina -- rzekł Tadzio, podając mu butelkę. + +Pił chciwie, długo. Wreszcie podał ją bratu. + +--A ty nie pijesz? + +--Nie jestem spragniony. + +--Cóż poczniemy? + +--Która godzina?... + +--Wpół do drugiej. + +--Przeszło sześć godzin idziemy. + +--Aby gdzie zajść przed nocą. Zimno będzie. + +Wstrząsnął się, przejęty dreszczem. + +--Jesteśmy na ścieżce, więc musi nas gdzieś doprowadzić. + +--Masz słuszność -- zawołał Janek -- póki jesteśmy na ścieżce, niema +powodu rozpaczać, wyjdziemy choć na jaką halę czy schronisko. + +--Byle przed nocą -- dodał Tadzio. + +--Do nocy daleko. Posilimy się i odpoczniemy, to nam i siły wrócą. + +Na nieszczęście niewiele było tego posiłku: trochę szynki i chleba +głód zaspokoiło, ale niezbyt gruntownie, a zapasu już nie zostało +żadnego. Popili po łyku wina, żeby mieć trochę na rozgrzanie, bo przez +wilgotną odzież chłód czuli coraz dotkliwszy. + +--W którymkolwiek idziemy kierunku -- odezwał się Janek -- zrobiliśmy +porządny kawał drogi i musimy być blizko jakiejś ludzkiej osady. +Chodźmy tylko, bo zimno. + +I szli wytrwale, nie zważając na kamienie, brnąc przez kałuże, +zsuwając się po pochyłościach lub wdzierając na strome skały. Aby +prędzej. To tylko bieda, że droga dość często dzieliła się na ścieżki, +i wybieraj, którą wolisz! To znowu zdawało się, że już noc zapada, tak +ciężkie chmury przesuwały się nad ich głowami. Ani widać słońca. + +--Która godzina? -- dopytywał Tadzio. + +--Piąta dochodzi. + +Milczeli obydwaj. Myśl, że mogą przepędzić noc pod gołem niebem, bez +ognia, bez okrycia ciepłego, na deszczu, zaczęła ich poważnie +niepokoić. Droga niby zaklęta ciągnie się i ciągnie, przez lasy, z +góry na dół i z dołu do góry, i końca niema. Idą tyle godzin i nie +wiedzą, gdzie zaszli. Czują ogromne zmęczenie, a co +najgorsza -- wzajemną obawę o siebie: Tadzio taki delikatny, zaziębi się +napewno, skoro tylko iść przestanie. A nogi zaczynają odmawiać już +posłuszeństwa, -- i jak iść zresztą wśród ciemności? Chyba prosto w +przepaść. + +Tadzio znów drży o Janka. Chorował niedawno na zapalenie oskrzeli, co +to będzie? co to będzie? Nie osobliwość w nocy spotkać i niedźwiedzia, +a zapałek nawet z sobą nie wzięli. Po prostu rozpacz! + +--Która godzina, Janku? + +--Trzy na siódmą. + +--Słońce około 9 zachodzi. + +--Nie w górach i nie w dzień pochmurny. + +Istotnie, w pół godziny później zrobiło się prawie ciemno. Z każdą +chwilą wolniej mogli posuwać się naprzód, widoczne było, że wkrótce +stanie się to niepodobieństwem. + +--Masz wino? -- spytał Janek. -- Napij się troszeczkę. + +--Nie mogę, mam wstręt do wina. + +--Rozgrzejesz się. + +--Nie czuję zimna. + +--To daj mnie, ja się napiję, wiatr taki chłodny, że ubranie pod nim +sztywnieje. Nie mam pojęcia, jak przepędzimy noc bez ognia. + +--Źeby choć deszcz nie padał. + +Mżyło jednak ciągle, a mgła lekka przybierała fantastyczne kształty. +Chłopcy nie śmieli stanąć, czuli, że ruch to ich jedyny ratunek, ale +drogę zgubili dawno. Szli, aby nie stać. + +Nagle Janek ryknął jak zwierzę ranione i rzuciwszy się na ziemię, +krzyczał z całej piersi. + +Tadzio przerażony pochylił się nad nim. + +--Co ci jest, Janku? Janku! Ja się boję! + +Lecz Janek ryczał, aż mu tchu zabrakło. + +--Czy cię co boli? + +--Wściekam się, szaleję, ja nie chcę tu nocować! + +--To nic nie pomoże. + +Janek spojrzał na brata. + +--Może kto usłyszeć. + +--Niedżwiedź chyba. + +Janek podniósł się uspokojony. + +--Więc gińmy, bracie -- rzekł zmienionym głosem. -- Przebacz mi, to przeze +mnie. + +Tadzio wybuchnął płaczem i rzucił się bratu na szyję. + +--Nie, nie! -- zawołał -- nie możemy zginąć! Bóg jest dobry, jest +miłosierny. Nie chodzi mi o siebie, ale mama, Zosia, ojciec nasz +drogi! Nie, Bóg nie pozwoli. Napij się wina, to cię rozgrzeje, +skaczmy, ruszajmy się; a potem noc krótka, zaświta może słońce. Nie +zginiemy, Janku, nie, nie zginiemy, Pan Bóg nie pozwoli! Co to? + +Krzyknął nagle i chwycił mocno rękę brata. -- Co to? -- powtórzył, +ukazując w dali blask jakiś niewyraźny, czerwony i mglisty, niby ogień +czy światło. Janek ujrzał je także. + +--Bóg miłosierny -- szepnął drżącemi ustami. + +Światło jednak szczególne przybierało kształty: znikało, gasło, +wybuchało znowu, strzelało, słało się po ziemi i niby uciekało. Szli +teraz wytrwale, a ono wciąż daleko. + +Nakoniec wyraźnie widać postacie ludzkie: ogień się pali na ziemi, a +ludzie wkoło dziwne wyprawiają skoki. Jeden przystanął, ujął się pod +boki i huknął góralskim śpiewem, w którym trudno rozróżnić słowa: + + + Uczyła mnie matka śpiewać i tańcować,-- + A ojciec mnie uczył wziąć i dobrze schować, hu, ha!-- + + +--Rozbójnicy! -- szepnął Tadzio. + +Ale Janek potrząsnął głową. Górali dwóch tylko było i dwóch »gości« w +serdakach i zakopiańskich beretach. Widocznie odpoczywające +towarzystwo. + +--Niech będzie pochwalony! + +Zwrócono się ku nim. + +--Gdzie jesteśmy? -- spytał Janek drżącym głosem, podtrzymując zupełnie +wyczerpanego z sił Tadzia. + +--A za Mnichem, przy Miedzianem. Toć koleba! -- dodał góral, wskazując +pierwotny jakiś budynek bez okien, przytulony do skały. A z daleka? + +--Z Morskiego. + +Gromadka skupiła się bliżej. + +--Długo szliście? -- spytał góral. + +--Od rana. + +Wybuch śmiechu górali całą był odpowiedzią, lecz nieznajomi zbliżyli +się teraz do chłopców. + +--Niech panowie wypoczną -- rzekł jeden życzliwie. -- Może i przenocujemy +w tem schronisku mimo niewygód i zimna, bo nie mamy odwagi kończyć +drogi po ciemku, choć przewodnicy z nas żartują. Ale panowie zziębli i +przemokli, oto pled suchy, serdak. Wacek, dajno nam koniaku!... + + + + +V. + + +...Na miękkim materacu, pod wełnianym kocem, w czystej, suchej +bieliźnie Janek spał snem zdrowym, gdy drzwi znanego nam już pokoiku +na Chramcówkach skrzypnęły cicho i Tadzio w mundurku, z wyrazem +pomieszania na bladej twarzyczce, stanął w progu. + +Powoli drzwi zamknął za sobą i zbliżył się do brata: budzić, czy nie +budzić? + +Janek otworzył oczy. + +--Wstałeś? -- spytał zdziwiony. + +--Byłem u nich. + +--U Zosi? + +Chłopiec skinął głową. + +--Powiedziałeś? + +Tadzio milczał chwilę. + +--Gadajże! + +--Wróciły pozawczoraj, a wczoraj pojechały do Szczawnicy. + +Janek usiadł na łóżku. + +--Jakto? Być nie może! I nie czekały na nas? + +--Nie wiedziały wcale o naszym przyjeździe. Nie byliśmy u Liptaków, +Ślimak nie zawiadomił, Liptakowie zdziwili się, gdy przyszedłem. + +Janek wzburzony zaczął chodzić po pokoju. Byłby chętnie zburczał +Tadzia, ale jakoś nie mógł, nozdrza mu drżały, czuł swoją winę. Nagle +stanął, spojrzał na brata, na niebo, jasne słońce i zwykłym swym +gestem wzruszył ramionami. Potem ziewnął i wlazł pod kołdrę. + +--Cóż będzie? -- spytał Tadzio. + +--Zatelegrafuj do stryja: »Zostajemy. Niech stryj lepiej przyjedzie do +nas. Dużo tu jeszcze rzeczy do poznania«. + +Odwrócił się do ściany, aby zasnąć znowu, ale nie poszło to łatwo, bo +rozumiał, że przez jego zarozumiałość i lekkomyślność Zosia, Tadzio i +on stracili sposobność poznania morza, a stryjowi i rodzicom sprawił +przykrość. + + + +NOTATKI: + + +[1] Klimatyka -- biuro opieki sanitarnej w miejscowościach leczniczych. + +[2] Misja -- posłannictwo, zadanie. + +[3] Taksa -- cena ustanowiona. + +[4] Wirchy -- szczyty, turnie -- skały nagie, bezleśne. + +[5] W zakosy -- w prawo i w lewo na przemiany, zwracając pod kątem +ostrym coraz niżej. + + + + + + +End of the Project Gutenberg EBook of Bez przewodnika, by Cecylia Niewiadomska + +*** END OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK BEZ PRZEWODNIKA *** + +***** This file should be named 38459-0.txt or 38459-0.zip ***** +This and all associated files of various formats will be found in: + https://www.gutenberg.org/3/8/4/5/38459/ + +Produced by David T. Jones, Michal Jablonski and the Online +Distributed Proofreading Canada Team at +http://www.pgdpcanada.net + + +Updated editions will replace the previous one--the old editions +will be renamed. + +Creating the works from public domain print editions means that no +one owns a United States copyright in these works, so the Foundation +(and you!) can copy and distribute it in the United States without +permission and without paying copyright royalties. Special rules, +set forth in the General Terms of Use part of this license, apply to +copying and distributing Project Gutenberg-tm electronic works to +protect the PROJECT GUTENBERG-tm concept and trademark. Project +Gutenberg is a registered trademark, and may not be used if you +charge for the eBooks, unless you receive specific permission. If you +do not charge anything for copies of this eBook, complying with the +rules is very easy. You may use this eBook for nearly any purpose +such as creation of derivative works, reports, performances and +research. They may be modified and printed and given away--you may do +practically ANYTHING with public domain eBooks. Redistribution is +subject to the trademark license, especially commercial +redistribution. + + + +*** START: FULL LICENSE *** + +THE FULL PROJECT GUTENBERG LICENSE +PLEASE READ THIS BEFORE YOU DISTRIBUTE OR USE THIS WORK + +To protect the Project Gutenberg-tm mission of promoting the free +distribution of electronic works, by using or distributing this work +(or any other work associated in any way with the phrase "Project +Gutenberg"), you agree to comply with all the terms of the Full Project +Gutenberg-tm License (available with this file or online at +https://gutenberg.org/license). + + +Section 1. General Terms of Use and Redistributing Project Gutenberg-tm +electronic works + +1.A. By reading or using any part of this Project Gutenberg-tm +electronic work, you indicate that you have read, understand, agree to +and accept all the terms of this license and intellectual property +(trademark/copyright) agreement. If you do not agree to abide by all +the terms of this agreement, you must cease using and return or destroy +all copies of Project Gutenberg-tm electronic works in your possession. +If you paid a fee for obtaining a copy of or access to a Project +Gutenberg-tm electronic work and you do not agree to be bound by the +terms of this agreement, you may obtain a refund from the person or +entity to whom you paid the fee as set forth in paragraph 1.E.8. + +1.B. "Project Gutenberg" is a registered trademark. It may only be +used on or associated in any way with an electronic work by people who +agree to be bound by the terms of this agreement. There are a few +things that you can do with most Project Gutenberg-tm electronic works +even without complying with the full terms of this agreement. See +paragraph 1.C below. There are a lot of things you can do with Project +Gutenberg-tm electronic works if you follow the terms of this agreement +and help preserve free future access to Project Gutenberg-tm electronic +works. See paragraph 1.E below. + +1.C. The Project Gutenberg Literary Archive Foundation ("the Foundation" +or PGLAF), owns a compilation copyright in the collection of Project +Gutenberg-tm electronic works. Nearly all the individual works in the +collection are in the public domain in the United States. If an +individual work is in the public domain in the United States and you are +located in the United States, we do not claim a right to prevent you from +copying, distributing, performing, displaying or creating derivative +works based on the work as long as all references to Project Gutenberg +are removed. Of course, we hope that you will support the Project +Gutenberg-tm mission of promoting free access to electronic works by +freely sharing Project Gutenberg-tm works in compliance with the terms of +this agreement for keeping the Project Gutenberg-tm name associated with +the work. You can easily comply with the terms of this agreement by +keeping this work in the same format with its attached full Project +Gutenberg-tm License when you share it without charge with others. + +1.D. The copyright laws of the place where you are located also govern +what you can do with this work. Copyright laws in most countries are in +a constant state of change. If you are outside the United States, check +the laws of your country in addition to the terms of this agreement +before downloading, copying, displaying, performing, distributing or +creating derivative works based on this work or any other Project +Gutenberg-tm work. The Foundation makes no representations concerning +the copyright status of any work in any country outside the United +States. + +1.E. Unless you have removed all references to Project Gutenberg: + +1.E.1. The following sentence, with active links to, or other immediate +access to, the full Project Gutenberg-tm License must appear prominently +whenever any copy of a Project Gutenberg-tm work (any work on which the +phrase "Project Gutenberg" appears, or with which the phrase "Project +Gutenberg" is associated) is accessed, displayed, performed, viewed, +copied or distributed: + +This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with +almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or +re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included +with this eBook or online at www.gutenberg.org + +1.E.2. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is derived +from the public domain (does not contain a notice indicating that it is +posted with permission of the copyright holder), the work can be copied +and distributed to anyone in the United States without paying any fees +or charges. If you are redistributing or providing access to a work +with the phrase "Project Gutenberg" associated with or appearing on the +work, you must comply either with the requirements of paragraphs 1.E.1 +through 1.E.7 or obtain permission for the use of the work and the +Project Gutenberg-tm trademark as set forth in paragraphs 1.E.8 or +1.E.9. + +1.E.3. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is posted +with the permission of the copyright holder, your use and distribution +must comply with both paragraphs 1.E.1 through 1.E.7 and any additional +terms imposed by the copyright holder. Additional terms will be linked +to the Project Gutenberg-tm License for all works posted with the +permission of the copyright holder found at the beginning of this work. + +1.E.4. Do not unlink or detach or remove the full Project Gutenberg-tm +License terms from this work, or any files containing a part of this +work or any other work associated with Project Gutenberg-tm. + +1.E.5. Do not copy, display, perform, distribute or redistribute this +electronic work, or any part of this electronic work, without +prominently displaying the sentence set forth in paragraph 1.E.1 with +active links or immediate access to the full terms of the Project +Gutenberg-tm License. + +1.E.6. You may convert to and distribute this work in any binary, +compressed, marked up, nonproprietary or proprietary form, including any +word processing or hypertext form. However, if you provide access to or +distribute copies of a Project Gutenberg-tm work in a format other than +"Plain Vanilla ASCII" or other format used in the official version +posted on the official Project Gutenberg-tm web site (www.gutenberg.org), +you must, at no additional cost, fee or expense to the user, provide a +copy, a means of exporting a copy, or a means of obtaining a copy upon +request, of the work in its original "Plain Vanilla ASCII" or other +form. Any alternate format must include the full Project Gutenberg-tm +License as specified in paragraph 1.E.1. + +1.E.7. Do not charge a fee for access to, viewing, displaying, +performing, copying or distributing any Project Gutenberg-tm works +unless you comply with paragraph 1.E.8 or 1.E.9. + +1.E.8. You may charge a reasonable fee for copies of or providing +access to or distributing Project Gutenberg-tm electronic works provided +that + +- You pay a royalty fee of 20% of the gross profits you derive from + the use of Project Gutenberg-tm works calculated using the method + you already use to calculate your applicable taxes. The fee is + owed to the owner of the Project Gutenberg-tm trademark, but he + has agreed to donate royalties under this paragraph to the + Project Gutenberg Literary Archive Foundation. Royalty payments + must be paid within 60 days following each date on which you + prepare (or are legally required to prepare) your periodic tax + returns. Royalty payments should be clearly marked as such and + sent to the Project Gutenberg Literary Archive Foundation at the + address specified in Section 4, "Information about donations to + the Project Gutenberg Literary Archive Foundation." + +- You provide a full refund of any money paid by a user who notifies + you in writing (or by e-mail) within 30 days of receipt that s/he + does not agree to the terms of the full Project Gutenberg-tm + License. You must require such a user to return or + destroy all copies of the works possessed in a physical medium + and discontinue all use of and all access to other copies of + Project Gutenberg-tm works. + +- You provide, in accordance with paragraph 1.F.3, a full refund of any + money paid for a work or a replacement copy, if a defect in the + electronic work is discovered and reported to you within 90 days + of receipt of the work. + +- You comply with all other terms of this agreement for free + distribution of Project Gutenberg-tm works. + +1.E.9. If you wish to charge a fee or distribute a Project Gutenberg-tm +electronic work or group of works on different terms than are set +forth in this agreement, you must obtain permission in writing from +both the Project Gutenberg Literary Archive Foundation and Michael +Hart, the owner of the Project Gutenberg-tm trademark. Contact the +Foundation as set forth in Section 3 below. + +1.F. + +1.F.1. Project Gutenberg volunteers and employees expend considerable +effort to identify, do copyright research on, transcribe and proofread +public domain works in creating the Project Gutenberg-tm +collection. Despite these efforts, Project Gutenberg-tm electronic +works, and the medium on which they may be stored, may contain +"Defects," such as, but not limited to, incomplete, inaccurate or +corrupt data, transcription errors, a copyright or other intellectual +property infringement, a defective or damaged disk or other medium, a +computer virus, or computer codes that damage or cannot be read by +your equipment. + +1.F.2. LIMITED WARRANTY, DISCLAIMER OF DAMAGES - Except for the "Right +of Replacement or Refund" described in paragraph 1.F.3, the Project +Gutenberg Literary Archive Foundation, the owner of the Project +Gutenberg-tm trademark, and any other party distributing a Project +Gutenberg-tm electronic work under this agreement, disclaim all +liability to you for damages, costs and expenses, including legal +fees. YOU AGREE THAT YOU HAVE NO REMEDIES FOR NEGLIGENCE, STRICT +LIABILITY, BREACH OF WARRANTY OR BREACH OF CONTRACT EXCEPT THOSE +PROVIDED IN PARAGRAPH 1.F.3. YOU AGREE THAT THE FOUNDATION, THE +TRADEMARK OWNER, AND ANY DISTRIBUTOR UNDER THIS AGREEMENT WILL NOT BE +LIABLE TO YOU FOR ACTUAL, DIRECT, INDIRECT, CONSEQUENTIAL, PUNITIVE OR +INCIDENTAL DAMAGES EVEN IF YOU GIVE NOTICE OF THE POSSIBILITY OF SUCH +DAMAGE. + +1.F.3. LIMITED RIGHT OF REPLACEMENT OR REFUND - If you discover a +defect in this electronic work within 90 days of receiving it, you can +receive a refund of the money (if any) you paid for it by sending a +written explanation to the person you received the work from. If you +received the work on a physical medium, you must return the medium with +your written explanation. The person or entity that provided you with +the defective work may elect to provide a replacement copy in lieu of a +refund. If you received the work electronically, the person or entity +providing it to you may choose to give you a second opportunity to +receive the work electronically in lieu of a refund. If the second copy +is also defective, you may demand a refund in writing without further +opportunities to fix the problem. + +1.F.4. Except for the limited right of replacement or refund set forth +in paragraph 1.F.3, this work is provided to you 'AS-IS' WITH NO OTHER +WARRANTIES OF ANY KIND, EXPRESS OR IMPLIED, INCLUDING BUT NOT LIMITED TO +WARRANTIES OF MERCHANTIBILITY OR FITNESS FOR ANY PURPOSE. + +1.F.5. Some states do not allow disclaimers of certain implied +warranties or the exclusion or limitation of certain types of damages. +If any disclaimer or limitation set forth in this agreement violates the +law of the state applicable to this agreement, the agreement shall be +interpreted to make the maximum disclaimer or limitation permitted by +the applicable state law. The invalidity or unenforceability of any +provision of this agreement shall not void the remaining provisions. + +1.F.6. INDEMNITY - You agree to indemnify and hold the Foundation, the +trademark owner, any agent or employee of the Foundation, anyone +providing copies of Project Gutenberg-tm electronic works in accordance +with this agreement, and any volunteers associated with the production, +promotion and distribution of Project Gutenberg-tm electronic works, +harmless from all liability, costs and expenses, including legal fees, +that arise directly or indirectly from any of the following which you do +or cause to occur: (a) distribution of this or any Project Gutenberg-tm +work, (b) alteration, modification, or additions or deletions to any +Project Gutenberg-tm work, and (c) any Defect you cause. + + +Section 2. Information about the Mission of Project Gutenberg-tm + +Project Gutenberg-tm is synonymous with the free distribution of +electronic works in formats readable by the widest variety of computers +including obsolete, old, middle-aged and new computers. It exists +because of the efforts of hundreds of volunteers and donations from +people in all walks of life. + +Volunteers and financial support to provide volunteers with the +assistance they need are critical to reaching Project Gutenberg-tm's +goals and ensuring that the Project Gutenberg-tm collection will +remain freely available for generations to come. In 2001, the Project +Gutenberg Literary Archive Foundation was created to provide a secure +and permanent future for Project Gutenberg-tm and future generations. +To learn more about the Project Gutenberg Literary Archive Foundation +and how your efforts and donations can help, see Sections 3 and 4 +and the Foundation web page at https://www.pglaf.org. + + +Section 3. Information about the Project Gutenberg Literary Archive +Foundation + +The Project Gutenberg Literary Archive Foundation is a non profit +501(c)(3) educational corporation organized under the laws of the +state of Mississippi and granted tax exempt status by the Internal +Revenue Service. The Foundation's EIN or federal tax identification +number is 64-6221541. Its 501(c)(3) letter is posted at +https://pglaf.org/fundraising. Contributions to the Project Gutenberg +Literary Archive Foundation are tax deductible to the full extent +permitted by U.S. federal laws and your state's laws. + +The Foundation's principal office is located at 4557 Melan Dr. S. +Fairbanks, AK, 99712., but its volunteers and employees are scattered +throughout numerous locations. Its business office is located at +809 North 1500 West, Salt Lake City, UT 84116, (801) 596-1887, email +business@pglaf.org. Email contact links and up to date contact +information can be found at the Foundation's web site and official +page at https://pglaf.org + +For additional contact information: + Dr. Gregory B. Newby + Chief Executive and Director + gbnewby@pglaf.org + + +Section 4. Information about Donations to the Project Gutenberg +Literary Archive Foundation + +Project Gutenberg-tm depends upon and cannot survive without wide +spread public support and donations to carry out its mission of +increasing the number of public domain and licensed works that can be +freely distributed in machine readable form accessible by the widest +array of equipment including outdated equipment. Many small donations +($1 to $5,000) are particularly important to maintaining tax exempt +status with the IRS. + +The Foundation is committed to complying with the laws regulating +charities and charitable donations in all 50 states of the United +States. Compliance requirements are not uniform and it takes a +considerable effort, much paperwork and many fees to meet and keep up +with these requirements. We do not solicit donations in locations +where we have not received written confirmation of compliance. To +SEND DONATIONS or determine the status of compliance for any +particular state visit https://pglaf.org + +While we cannot and do not solicit contributions from states where we +have not met the solicitation requirements, we know of no prohibition +against accepting unsolicited donations from donors in such states who +approach us with offers to donate. + +International donations are gratefully accepted, but we cannot make +any statements concerning tax treatment of donations received from +outside the United States. U.S. laws alone swamp our small staff. + +Please check the Project Gutenberg Web pages for current donation +methods and addresses. Donations are accepted in a number of other +ways including including checks, online payments and credit card +donations. To donate, please visit: https://pglaf.org/donate + + +Section 5. General Information About Project Gutenberg-tm electronic +works. + +Professor Michael S. Hart was the originator of the Project Gutenberg-tm +concept of a library of electronic works that could be freely shared +with anyone. For thirty years, he produced and distributed Project +Gutenberg-tm eBooks with only a loose network of volunteer support. + + +Project Gutenberg-tm eBooks are often created from several printed +editions, all of which are confirmed as Public Domain in the U.S. +unless a copyright notice is included. Thus, we do not necessarily +keep eBooks in compliance with any particular paper edition. + + +Most people start at our Web site which has the main PG search facility: + + https://www.gutenberg.org + +This Web site includes information about Project Gutenberg-tm, +including how to make donations to the Project Gutenberg Literary +Archive Foundation, how to help produce our new eBooks, and how to +subscribe to our email newsletter to hear about new eBooks. diff --git a/38459-0.zip b/38459-0.zip Binary files differnew file mode 100644 index 0000000..fab2fcd --- /dev/null +++ b/38459-0.zip diff --git a/38459-h.zip b/38459-h.zip Binary files differnew file mode 100644 index 0000000..4d85f95 --- /dev/null +++ b/38459-h.zip diff --git a/38459-h/38459-h.htm b/38459-h/38459-h.htm new file mode 100644 index 0000000..79eda23 --- /dev/null +++ b/38459-h/38459-h.htm @@ -0,0 +1,2074 @@ +<!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD XHTML 1.0 Strict//EN" + "http://www.w3.org/TR/xhtml1/DTD/xhtml1-strict.dtd"> +<!-- $Id: header.txt 236 2009-12-07 18:57:00Z vlsimpson $ --> + +<html xmlns="http://www.w3.org/1999/xhtml" xml:lang="en" lang="en"> + <head> + <meta http-equiv="Content-Type" content="text/html;charset=utf-8" /> + <meta http-equiv="Content-Style-Type" content="text/css" /> + <title> + The Project Gutenberg eBook of Bez przewodnika, by Cecylia Niewiadomska. + </title> + <style type="text/css"> + +body { + margin-left: 10%; + margin-right: 10%; +} + + h1,h2,h3,h4,h5,h6 { + text-align: center; /* all headings centered */ + clear: both; +} + +p { + margin-top: .75em; + text-align: justify; + margin-bottom: .75em; +} + +hr { + width: 33%; + margin-top: 2em; + margin-bottom: 2em; + margin-left: auto; + margin-right: auto; + clear: both; +} + +table { + margin-left: auto; + margin-right: auto; +} + +.pagenum { /* uncomment the next line for invisible page numbers */ + /* visibility: hidden; */ + position: absolute; + left: 92%; + font-size: smaller; + text-align: right; +} /* page numbers */ + +.linenum { + position: absolute; + top: auto; + left: 4%; +} /* poetry number */ + +.blockquot { + margin-left: 5%; + margin-right: 10%; +} + +.sidenote { + width: 20%; + padding-bottom: .5em; + padding-top: .5em; + padding-left: .5em; + padding-right: .5em; + margin-left: 1em; + float: right; + clear: right; + margin-top: 1em; + font-size: smaller; + color: black; + background: #eeeeee; + border: dashed 1px; +} + +.bb {border-bottom: solid 2px;} + +.bl {border-left: solid 2px;} + +.bt {border-top: solid 2px;} + +.br {border-right: solid 2px;} + +.bbox {border: solid 2px;} + +.center {text-align: center;} + +.smcap {font-variant: small-caps;} + +.u {text-decoration: underline;} + +.caption {font-weight: bold;} + +/* Images */ +.figcenter { + margin: auto; + text-align: center; +} + +.figleft { + float: left; + clear: left; + margin-left: 0; + margin-bottom: 1em; + margin-top: 1em; + margin-right: 1em; + padding: 0; + text-align: center; +} + +.figright { + float: right; + clear: right; + margin-left: 1em; + margin-bottom: + 1em; + margin-top: 1em; + margin-right: 0; + padding: 0; + text-align: center; +} + +/* Footnotes */ +.footnotes {border: dashed 1px;} + +.footnote {margin-left: 10%; margin-right: 10%; font-size: 0.9em;} + +.footnote .label {position: absolute; right: 84%; text-align: right;} + +.fnanchor { + vertical-align: super; + font-size: .8em; + text-decoration: + none; +} + +/* Poetry */ +.poem { + margin-left:10%; + margin-right:10%; + text-align: left; +} + +.poem br {display: none;} + +.poem .stanza {margin: 1em 0em 1em 0em;} + +.poem span.i0 { + display: block; + margin-left: 0em; + padding-left: 3em; + text-indent: -3em; +} + +.poem span.i2 { + display: block; + margin-left: 2em; + padding-left: 3em; + text-indent: -3em; +} + +.poem span.i4 { + display: block; + margin-left: 4em; + padding-left: 3em; + text-indent: -3em; +} + + </style> + </head> +<body> + + +<pre> + +The Project Gutenberg EBook of Bez przewodnika, by Cecylia Niewiadomska + +This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with +almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or +re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included +with this eBook or online at www.gutenberg.org + + +Title: Bez przewodnika + +Author: Cecylia Niewiadomska + +Release Date: January 1, 2012 [EBook #38459] + +Language: Polish + +Character set encoding: UTF-8 + +*** START OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK BEZ PRZEWODNIKA *** + + + + +Produced by David T. Jones, Michal Jablonski and the Online +Distributed Proofreading Canada Team at +http://www.pgdpcanada.net + + + + + + +</pre> + + + +<h3>BIBLJOTECZKA MŁODZIEŻY SZKOLNEJ 38</h3> + +<h2>C. NIEWIADOMSKA</h2> + +<h1>BEZ PRZEWODNIKA</h1> + + +<h4>WARSZAWA</h4> + +<h5>NAKŁAD GEBETHNERA I WOLFFA<br /> +KRAKÓW — G. GEBETHNER I SPÓŁKA<br /> +1908</h5> + + +<h5>KRAKÓW — DRUK W. L. ANCZYCA I SPÓŁKI.</h5> + + + +<hr style="width: 65%;" /> +<h2><a name="I" id="I"></a>I.</h2> + + +<p>—Wierzysz, że nam się nie śni?</p> + +<p>Szczupły i blady chłopiec w szkolnej bluzce +podniósł na brata zdziwione spojrzenie wielkich, +niebieskich oczu.</p> + +<p>Starszy chłopiec, czarnooki, śniady i opalony, +zniecierpliwił się widać brakiem odpowiedzi.</p> + +<p>—Cóż, milczysz? — rzekł porywczo. — Czternaście +lat skończyłeś, a zdaje ci się chyba, +że nie masz jeszcze siedmiu, i żeś powinien być +niemy, jak ryba. Teraz nie wiem doprawdy, skąd +ci się wzięła odwaga wypowiedzenia stryjowi, że +zgadzasz się na jego projekt, a raczej, że masz +ochotę zobaczenia morza po sześciokrotnem spędzeniu +lata w Zakopanem. Takie natury, jak twoja, +na nic zdobyć się nie potrafią, nawet na prostą +szczerość.</p> + +<p>Blada twarz młodego chłopca pokryła się +lekkim rumieńcem, lecz w jasnych jego oczach nie +było gniewu ni urazy.</p> + +<p>—Nie gniewaj się, Janku — zaczął trochę +nieśmiałym głosem, ale widząc, że brat wygląda +przez okno wagonu, nie dokończył nawet zdania.</p> + +<p>Po chwili Janek usiadł znów na ławce, spojrzał +na brata niezwykle łagodnie, jak gdyby pragnął +zatrzeć poprzednie wrażenie, i zapytał dość +miękko.</p> + +<p>—Głodny jesteś?</p> + +<p>—Pić mi się chce — odparł Tadzio — ale +zaczekam do Chabówki.</p> + +<p>—Do Chabówki! Dobry sobie! Jakbyś nie +wiedział o tem, że do Chabówki jeszcze z półtorej godziny. +Ale tybyś się wyrzekł jedzenia i picia, byle +nie mieć kłopotu. Powiadam ci, Tadek, co ty na +świecie zrobisz? Dobrze, póki jesteśmy razem, +i wiesz, że za ciebie myślą brat, ojciec, siostra, no, +ale jesteś mężczyzną, masz być w przyszłości opiekunem +swojej rodziny i co ty poczniesz wtedy?</p> + +<p>Tadek zarumienił się znowu po same włosy +i spoglądał na brata łagodnym, proszącym wzrokiem, +ale na odpowiedź się nie zdobył. Janek ruszył +też ramionami i sięgnął po koszyczek, umieszczony +na półce.</p> + +<p>—Co to? — rzekł, wydobywając z niego +dość dużą butelkę.</p> + +<p>—To woda z czerwonem winem — cicho +odpowiedział uczeń.</p> + +<p>—Czemuż się nie napijesz?</p> + +<p>—E, nie... tam już niewiele... ty możesz mieć +pragnienie...</p> + +<p>—Co? — zawołał Janek z oburzeniem — będziesz +się męczył pragnieniem i kwasił tę trochę +wody do samego Zakopanego, bo — ja mogę jej +potrzebować! Czy wiesz, jak się nazywa takie postępowanie?</p> + +<p>—Pewnie niedołęstwo — rzekł Tadek z łagodnym +uśmiechem.</p> + +<p>Janek zmieszał się trochę odpowiedzią brata, +ale spostrzegł się prędko.</p> + +<p>—A widzisz — rzekł — sam uznajesz; czy +myślisz, że mnie przyjemnie tak ciągle cię strofować +i nazywać po imieniu twoje wady? Ale to +dla twego dobra, — święty straciłby resztę cierpliwości +z twoją biernością. Tak! nie! chcę! nie +chcę! krzycz, pchaj się, żądaj; — a ty wiecznie +milczysz, myślisz i ze wszystkiem się zgadzasz, — ja +tego znieść nie mogę. No, pij.</p> + +<p>—Dziękuję.</p> + +<p>—Nie chcesz?</p> + +<p>—N-nie, już nie chcę.</p> + +<p>—To wypiję; na widok tego nektaru sucho +mi się w gardle zrobiło. Za twoją — energję.</p> + +<p>Tadek się uśmiechnął.</p> + +<p>—Przynajmniej na ten tydzień zdobądź że +się na jakąś wolę — prawił dalej Janek, ogryzając +udko kurczęcia — pamiętaj, że od naszego sprytu +i energji zależy powodzenie całej sprawy. Znasz +stryja: nie wrócimy na czas, to sam pojedzie, dnia +jednego dłużej nie zaczeka. A choć to niby nic +odnaleźć Zośkę w Zakopanem i zabrać ją razem +z ciocią, ale nie mamy jej adresu, a te panie wcale +nas się nie spodziewają. Mogą być na jakiej wycieczce, +może trzeba je będzie gonić, a czas płynie. +W Zakopanem znamy już wszystko, a morza nikt +z nas nie widział, i pewno nieprędko zdarzy nam +się taka sposobność, więc nie chciałbym po tylu +nadziejach zostać na koszu, z niczem!</p> + +<p>—Trzeba się będzie zaraz dowiedzieć o nie +w klimatyce<a name="FNanchor_1" id="FNanchor_1"></a> +<a href="#Footnote_1" class="fnanchor">[1]</a>, muszą tam być zameldowane +i znajdziemy je w godzinę po przybyciu na +miejsce.</p> + +<p>—Właśnie podług twojej teorji! Czy nie wiesz, +że przyjedziemy koło siódmej wieczorem i klimatyka +będzie już zamknięta? Ja myślę, że tylko +przypadkiem tego samego dnia spotkać możemy +je na Krupówkach, a na dobre trzeba zacząć poszukiwania +nazajutrz od rana. Wyobrażam sobie +zadziwienie cioci, bo nie spodziewa się nas wcześniej, +niż za dwa tygodnie. Nie mogła naturalnie +przeczuć projektu stryja, zgody ojca, misji<a name="FNanchor_2" id="FNanchor_2"></a> +<a href="#Footnote_2" class="fnanchor">[2]</a> naszej +i zamierzonego porwania.</p> + +<p>—Chabówka! — szepnął Tadek z rozpromienioną +twarzą.</p> + +<p>Janek zerwał się z miejsca.</p> + +<p>—Chwała Bogu. A to prędko! Zamknij koszyk, +zwiń paski, te zapasy chyba zostawimy? Co +zrobić z tą butelką? A walizka? gdzie walizka? +acha, jest wszystko? Hej, jest tam kto? Po rzeczy! — wołał, +wychylając się z okna.</p> + +<p>—A podajcie mi te węzełki, to je wnet na +wózek włożę. Pięknie pojedziemy, grzecznie, podług +taksy<a name="FNanchor_3" id="FNanchor_3"></a> +<a href="#Footnote_3" class="fnanchor">[3]</a>, wesoło.</p> + +<p>Tak zachęcał młody góral, stojąc przed oknem +wagonu, a Janek też bez namysłu zaczął mu podawać +tłumoczki.</p> + +<p>—Podług taksy pojedziesz? — spytał tylko +wyraźnie.</p> + +<p>—Podług taksy, toć mówię, a grzecznie, +a wesoło, pierwsi staniemy w Zakopanem.</p> + +<p>—A to co, nie wiesz, że wam tu nie wolno? — dał +się słyszeć surowy głos jakiegoś urzędnika, +zwrócony do górala, który najspokojniej odbierał +przez okno pakunki naszych znajomych.</p> + +<p>—Goście mię zawołali, zgodzony jestem, +umówiony — tłumaczył się sprytny chłopak, podając +Jankowi książeczkę, w którą zaopatrzony +jest każdy z miejscowych właścicieli wózków.</p> + +<p>—Tak jest — potwierdził Janek — umówiłem +tego człowieka. To już wszystko. Idźcież sobie, +a my przyjdziemy zaraz, tylko zjemy obiad.</p> + +<p>—Chodź — zwrócił się do brata — widzisz, +co to znaczy energja: góral zabrał rzeczy wprost +z wagonu i nie potrzebujemy płacić za przenoszenie +osobno.</p> + +<p>—Żeby tylko miał dobrego konia — zwrócił +uwagę Tadzio.</p> + +<p>—Boisz się, że przez litość będziesz szedł +piechotą? Nie bój się, dobrze z oczu patrzy chłopakowi, +jestem pewny, że ma konika, aż miło.</p> + +<p>—Wiesz — zauważył Tadzio z nagłym błyskiem +w oczach — one się pewnie na Kościeliskiej +umieściły. Ciocia i Zosia lubią tę cichą ulicę, trochę +już za wsią, z widokiem na góry i łąki, no, +i tamtędy droga do Kościeliskiej doliny, gdzie bywają +przynajmniej raz na tydzień. Pamiętasz, jak +marzyliśmy, żeby w Kościeliskiej mieszkać?</p> + +<p>—To wy z Zosią, co do mnie, choć przyznaję, +że doliny równie pięknej nie widziałem, — nie +jestem pustelnikiem, aby mi wystarczała natura. +Dobre to zresztą w pogodę, ale w deszcz...</p> + +<p>—Też pięknie, Janku, choć inaczej, ale pięknie: +ten wezbrany biały potok, te płaczące skały, +szare niebo, i cisza, i samotność, wszystko piękne.</p> + +<p>—A no, może takie życie byłoby najstosowniejsze +dla twego usposobienia, choć nie! rozmazgaiłbyś +się tam do reszty i został skończonym +niedołęgą. Czasy pustelników minęły, mój drogi, +pomyśl tylko o zimie, jakby ci tam było, bez ludzi, +bez dróg, jak w grobie.</p> + +<p>—W pięknym grobie, gdzie żyć można. Nieraz +blizko krzyża Pola wybierałem sobie miejsce na +jaskinię, rozmyślałem, czembym się żywił, jakbym +sobie urządził życie. Bo tego jestem pewny, że +nigdy, nigdy w życiu nie napatrzyłbym się do syta +piękności tego ustronia, nie nasłuchał szumu potoku, +nie nacieszył się ciszą, w której tak dobrze +myśleć i słuchać i przeczuwać...</p> + +<p>Twarz chłopca zapłonęła dziwnym blaskiem, +oczy jaśniały mu niby natchnione, widać było, że +każde słowo — może bez woli i bez wiedzy jego — płynie +mu prosto z duszy, z gorącego serca.</p> + +<p>Lecz Janek niecierpliwie wzruszył ramionami.</p> + +<p>—Głód wyleczyłby cię prędko z tych zachwytów — rzekł +z lekceważeniem. — Górale uciekają +na zimę z Kościeliskiej.</p> + +<p>—Bo góral sobie nie wystarczy, książka +i myśli nie zastąpią mu ludzi; a co do głodu, +mógłbym mieć owoce i zapasy zboża.</p> + +<p>—A prędko ta pojedziemy do Zakopanego?</p> + +<p>Uśmiechnięty góral stał o parę kroków i patrzał +na rozmawiających. Janek zerwał się pierwszy.</p> + +<p>—A to jedźmy — zawołał. — Dobrego masz +konia?</p> + +<p>—Ho, ho, takiej parki nie znajdzie w Zakopanem. +Z wiaterkiem se śmigniemy, przed wieczorkiem +będziemy!</p> + +<p>I pokazał białe zęby.</p> + +<p>—A nie poczęstujecie to paniczu, górala?</p> + +<p>Janek skinął na chłopca.</p> + +<p>—Daj butelkę piwa.</p> + +<p>—I jedźmy.</p> + +<p>Góral pospieszył pierwszy, zapinając serdak, +bo wiatr chłodny powiał i wesołe słonko zasępiło +się jakoś. Za chwilę stanął przy dość dużym wózku +parokonnym, jak wszystkie pokrytym białem płótnem, +z jednego boku podciągniętem w górę.</p> + +<p>—A to twój wózek? — rzekł zdziwiony +Janek.</p> + +<p>—A co?</p> + +<p>—A cóżeś nie powiedział, że parokonny? Co +nam po tem? Dwa razy tyle płacić, 6 guldenów! +Czy tyle rzeczy mamy? Ja nie chciałem parokonki.</p> + +<p>—A toć mieliście książeczkę — zauważył +góral.</p> + +<p>Janek się zaczerwienił i spochmurniał. Istotnie +zrobił głupstwo, nie spojrzawszy nawet w książeczkę, +on, co tak chętnie innym wytykał omyłki. +Niema o czem mówić, góral prawdopodobnie byłby +znalazł pasażera, a jeżeli ich podszedł, to nadzwyczaj +zręcznie: oddał przecież książeczkę.</p> + +<p>—Siadajmy — rzekł do brata krótko.</p> + +<p>Góral poprawił koniom czerwone szaliki przy +chomontach, ściągnął lepiej w górę płótno, przetarł +dłonią ceratowe siedzenie i zręcznie dostał się +na wózek.</p> + +<p>—Wesoło pojedziemy — rzekł, zwracając +się znów do chłopców — co tam będziecie żałowali +parę guldenów, i góral przecie też zarobić +musi.</p> + +<p>I zaśpiewał po góralsku, dziwnym, przydechowym +głosem, podobnym do nizkiego krzyku, w którym +trudno rozróżnić wyrazy:</p> + +<p> +<span style="margin-left: 2em;">Góry nasze, góry, — moje wy komory,</span><br /> +<span style="margin-left: 2em;">Oj, bukowe listeczki, — moje poduszeczki.</span><br /> +</p> + +<p>Większość wózków już odjechała, zapóźnione +potoczyły się długim łańcuchem piękną szosą ku +południowi.</p> + +<p>Na skręcie u nóg chłopców padł bukiet żółtych +jaskrów. Janek potrącił go dosyć niechętnie, +ale Tadzio wyrzucił centa w stronę małej ręki, +która widniała gdzieś z boku przy wózku.</p> + +<p>—Uczysz dzieci żebraniny — burknął Janek.</p> + +<p>Tadzio milczał.</p> + +<p>Drugi bukiet wpadł do wózka. Cent na szosę.</p> + +<p>Za trzecim razem Janek z gniewem wyrzucił +kwiaty.</p> + +<p>Tadzio się zaczerwienił i spojrzał na brata, +ale nie przemówił ani słowa.</p> + + + +<hr style="width: 65%;" /> +<h2><a name="II" id="II"></a>II.</h2> + + +<p>Jasne, wesołe słońce ciekawie zajrzało do +pokoju na Chramcówkach, gdzie zatrzymali się +nasi znajomi. Pokoik nie był wielki, ale dość wysoki; +gładkie, świerkowe ściany lśniły połyskiem +atłasu, rzeźbione ramy okna i drzwi przyjemne +czyniły wrażenie. Skromne sprzęty zdawały się zupełnie +nowe, a wszystko pociągało prostotą i czystością.</p> + +<p>—Pogoda — ziewnął Janek — czas nam +w drogę, gotowe uciec na jaką wycieczkę.</p> + +<p>—Szkoda, żeśmy tu stanęli — zauważył Tadzio — daleko +do klimatyki.</p> + +<p>—Cóż ci ta klimatyka tak zajechała do +głowy? Kpię sobie z klimatyki i żeby cię przekonać, +że się bez niej obejdę, wcale tam nie pójdziemy.</p> + +<p>—Nie wiem, czy to będzie dobrze — szepnął +nieśmiało Tadzio.</p> + +<p>—To się dowiesz.</p> + +<p>—Nie chodzi mi o podróż i o stryja, ale +ojcu byłoby przykro, gdybyśmy Zosi na czas nie +przywieźli; taki był uszczęśliwiony z tej naszej +wycieczki! To dla niego większa przyjemność, niż +gdyby sam mógł nareszcie wyjechać na dłużej +w góry.</p> + +<p>—Czemu nie mamy przywieźć Zosi na czas? +Jeszcześ się nie ruszył z miejsca, a już wątpisz +o wszystkiem, jak gdyby Zakopane było co najmniej +Europą. Straszna sztuka odnaleźć tutaj dwie +osoby, nawet bez klimatyki! Stryj 10 dni zaczeka, +a to przecież wystarczy, chociażby się wybrała na +dalszą wycieczkę.</p> + +<p>—Już tylko 8, dwa zajęła nam droga.</p> + +<p>—Nawet 6, bo dwa także na powrót odliczyć +trzeba. Ale to także dosyć.</p> + +<p>—Swoją drogą, gdyby to zależało ode mnie, +wyciąłbym te wszystkie lasy do jednego drzewka. +To mi ozdoba! W Zakopanem gór nie widać. Nie +wiem, co sobie ludzie do tych Chramcówek upatrzyli, +najbrzydsza część osady, bez żadnego widoku.</p> + +<p>—Gór tylko nie widać — cicho wtrącił Tadzio. — Za +to tyle przestrzeni, zieloności, słońca...</p> + +<p>—Dla ciebie wszystko piękne — mruknął +Janek — na Kościeliską też stąd mila drogi.</p> + +<p>—Ja myślę, żebyśmy poszli do Ślimaka. — Dobrze +nam u niego było w zeszłym roku, może +i tam stanęły.</p> + +<p>Za chwilę byli w drodze. Pogardziwszy szosą, +przez park świerkowy skierowali się w stronę potoku, +przeszli po kładce na brzeg kamienisty, +a potem wprost przez łąki na Targową. Dzień był +prześliczny, słoneczny, pogodny, niebo bez chmurki +pieściło spojrzenie błękitem, na polach kołysały +się zboża złociste, świeża zieloność lśniła pod rosą.</p> + +<p>Janek zły był, że mu się wszystko podobało. +Miał czas napatrzyć się zielonym stokom wystającego +Giewontu, Wirchów i Koszytej, czemu go to +wszystko znowu nęci? Nawet Gubałówka wabi oko +wzorzystą swoją pochyłością, i serce mimowolnie +jakimś przyspieszonem tętnem wita starych znajomych +i stare widoki.</p> + +<p>Ile też skał, kamieni zmyły potoki wiosenne +ze śpiących pod śniegiem olbrzymów? Ile szczerb +nowych w ich ciałach odwiecznych? Ile zwalonych +lasów przez wiatr halny zamknęło drogi? Jakie +powstały nowe ścieżki i potoki?</p> + +<p>Oj, poszedłby tam w góry, jak co roku, poszedł +z ochotą, choć się przyznać nie chce i gniewem +tłumi uczucie tęsknoty.</p> + +<p>—Poszukamy ich u Ślimaka.</p> + +<p>W chacie Ślimaków radość i zdziwienie. To +się panie ucieszą, bo się i nie spodziewały tak +prędko. A mieszkają od Kacprusia het! precz! trochę +na bok w pole, u szwagra, u Liptaka, co wybudował +domek nowiusieńki. Nikt w nim jeszcze +nie mieszkał, ale się spodobało, że caluśkie góry +widać, het, aż za Murań; a domów też niema +w blizkości, to i przestronno, zielono i czysto.</p> + +<p>Jankowi świeciły oczy, a serce szybko uderzało; +ot, jak to trudno dopytać się w Zakopanem +o mieszkanie znajomych. Przed godziną wyszli +z domu i bez pomocy klimatyki wiedzą, co im +potrzeba. Za pół godziny uściskają siostrę i jej +opiekunkę, a jutro lub pojutrze mogą wracać do +Warszawy. Stryj ich pochwali i odbędą z nim razem +pouczającą podróż morzem z Gdańska do +Kopenhagi. Powinni być bardzo radzi.</p> + +<p>—Cóż — zwrócił się do brata — nie będzie się +czem pochwalić przed stryjem, poszło nam jak +po maśle, ośmioletni dzieciak dokazałby takiej +sztuki. Chodźmy.</p> + +<p>—A nie macie się co spieszyć — mówił +Ślimak, wyjmując z ust krótką fajeczkę — bo poszli +dzisiaj wszyscy do Morskiego.</p> + +<p>—Co? — zawołali obaj chłopcy razem.</p> + +<p>—A jakże, o świtaniu, Wojtek przecie poszedł +pod rzeczy, a Maciej przewodniczy. Toć wiem. +Poszło gości ze 12 osób. Starsze kobiety pojechały +szosą, a co młodsze to na Zawrat. A wracać mają +pozajutro na Waksmundzką, toć nie macie poco +do Liptaka chodzić. Zaczekać trzeba.</p> + +<p>Bracia patrzyli na siebie.</p> + +<p>—A gdzieżeście stanęli?</p> + +<p>—Na Chramcówkach.</p> + +<p>—Zapłacicie! — pokiwał Ślimak głową. — Jest +tu u mnie izba pusta, gdybyście też chcieli.</p> + +<p>—My na parę dni tylko do Zakopanego. Zabierzemy +siostrę i wracamy.</p> + +<p>Teraz Ślimak się zdziwił.</p> + +<p>—A z mieszkaniem? — zapytał. — Toćby +Liptak znalazł sobie na całe lato gości.</p> + +<p>—Krzywdy mu przecie nie zrobimy.</p> + +<p>—To wiadomo, przecie sprawiedliwiście, ale +będziecie mieli szkodę.</p> + +<p>—Cóż robić.</p> + +<p>Wracali ku Krupówkom zamyśleni. Co teraz +robić? Czekać trzy dni w Zakopanem? Szkoda +czasu. Zwłaszcza w taką pogodę. Blizkie wycieczki +mniej nęcą: dolinki do siebie podobne, tyle razy +w nich byli, a tam w góry, w góry, dalej, aż dusza +rwie się.</p> + +<p>—Pójdziemy chyba do Morskiego? — zagadnął +wreszcie Janek.</p> + +<p>—Jutro — dodał Tadzio.</p> + +<p>—Rozumie się, że nie dzisiaj. Przecież to +całodzienna droga. Tylko wiesz, co ci powiem: co +nam po przewodniku? Byliśmy ze sześć razy, +a drogę przez Waksmundzką znamy jak własną +kieszeń. Powrócimy zaś razem może inną drogą +z Maciejem. Prawda?</p> + +<p>—Zdaje mi się — rzekł Tadzio — że wybornie +pamiętam drogę.</p> + +<p>—Tylko nie mów o tem w domu, bo zaczną +nam perswadować, straszyć. Bóg wie nie co. Ten +się zabił, ten zginął, ten to, tamtem owo. Górale +chcą zarobku, inni przez tchórzostwo wierzą +wszystkim ich baśniom. Cóż, nie odpowiadasz?</p> + +<p>—Zdaje mi się, że znam drogę — powtórzył +Tadzio w zamyśleniu.</p> + +<p>—A dzisiaj chodźmy na Czerwone Wirchy +i wrócimy przez Giewont.</p> + +<p>—Zmęczymy się przed jutrem.</p> + +<p>—Co to za zmęczenie? Zresztą, siedź sobie +w domu, kiedy się obawiasz.</p> + +<p>—Nie obawiam się, ale przypomnij sobie, +że to męcząca droga, a po pierwszych wycieczkach +nogi bardzo bolą.</p> + +<p>—To chodź do Czarnego Stawu.</p> + +<p>—Czy nie za późno?</p> + +<p>—Dziesiąta.</p> + +<p>—Musimy coś kupić po drodze, herbaty, cukru, +trochę wędliny, tam dostaniemy mleka, to +i obiad będzie. Drogę znamy.</p> + +<p>—Jeszczeby też. Jak do Saskiego Ogrodu. +Swoją drogą rad jestem, że Czarny Staw zobaczę; +przykro byłoby jakoś stąd odjechać, nie pozdrowiwszy +tego przyjaciela, nie spojrzawszy ani razu +na Kościelec, na Zawrat. Dobrze zrobiła Zosia z tą +wycieczką. Jutro na noc staniemy u Morskiego; +zadziwią się kobieciny, a nam przyjemnie będzie +zabrać do Warszawy tę garstkę nowych wspomnień.</p> + +<p>—Szkoda, że na Kościeliską czasu już nie +będzie.</p> + +<p>—Przeczytaj sobie o niej w przewodniku +Eljasza, to ci się będzie zdawało, żeś widział.</p> + +<p>—Dobrze, żeś mi przypomniał, jutro trzeba +wziąć z sobą Eljasza.</p> + +<p>—Może masz słuszność, taki przewodnik nie +wiele kosztuje.</p> + + + +<hr style="width: 65%;" /> +<h2><a name="III" id="III"></a>III.</h2> + + +<p>Nazajutrz o świcie chłopcy cicho i ostrożnie +wymknęli się ze swego pokoiku. Nie powiedzieli +wczoraj gospodyni o zamiarze wycieczki do Morskiego +Oka; wracając z Czarnego Stawu, kupili +tylko na drogę butelkę wina, parę funtów szynki +i niewielki bochenek chleba, a teraz dołączyli do +bagaży nieocenionego Eljasza i sprawiedliwie rozdzielili +wszystko na dwie równe paczki.</p> + +<p>—Trzeba napisać parę słów do gospodyni, +że nie wrócimy na noc — odezwał się Tadzio.</p> + +<p>—Poco? — zapytał Janek dość porywczo.</p> + +<p>—No, gotowa nas szukać, będzie dużo gadania.</p> + +<p>—Hm, to prawda. To napisz: »Idziemy na dalszą +wycieczkę, zabawimy dni parę«. Tak, dobrze. +A teraz ostrożnie, cicho.</p> + +<p>—Poco się z tem kryjemy?</p> + +<p>—Poto, że nie mam ochoty słuchać rad, +uwag i perswazji. Co komu do tego, gdzie idziemy, +co robimy? Tu przecież nie jesteśmy pod niczyją +opieką, nie mamy obowiązku zdawać sprawy z naszych +czynów i zamiarów.</p> + +<p>Podniósł głowę i dumnie spojrzał na brata +zgóry, jak człowiek wolny, który żadnej władzy +nie widzi i nie uznaje nad sobą. Tadzio się zarumienił; +widocznie był jeszcze dzieckiem, bo samodzielność +taka przerastała jego odwagę. Lecz Janek +wie, co robi.</p> + +<p>Wiedział naturalnie, brat przyznawał mu to +w duszy, kąpiąc się w świeżem i lekkiem powietrzu, +w jasnych promieniach słońca, podziwiając +piękność nieba, gór i ziemi. I jak im dobrze samym. +Poco tu przewodnik? Czyż nie znają dokładnie +drogi? Jeszcze też takiej drogi: przez +Waksmundzką! Ale już tę wybrali, żeby stanąć na +czas, posłuchali rozsądku.</p> + +<p>—Pójdziemy przez Kozieniec — proponuje +Tadzio.</p> + +<p>—Naturalnie — potwierdził Janek. — Stamtąd +powitamy góry w blaskach wschodzącego +słońca. Niema w całem Zakopanem piękniejszego +widoku; gdybym sobie kiedy stawiał tutaj willę, +to tylko na Kozieńcu.</p> + +<p>Mówił to ze wzrastającym zachwytem na widok +piękności natury, odsłaniających się w miarę, +jak młodzi nasi podróżnicy wydobywali się z ulic, +zamkniętych szeregami domków i willi, na bardziej +otwartą przestrzeń. Minąwszy szybko Chramcówki +i ulicę Chałubińskiego, koło Muzeum po kładce +przeszli potok i zaczęli wstępować na łagodną pochyłość +Kozieńca. Widok stąd rzeczywiście był +wspaniały: na zachód przestrzeń otwarta, bez +końca, wzdłuż łańcucha wirchów i turni<a name="FNanchor_4" id="FNanchor_4"></a> +<a href="#Footnote_4" class="fnanchor">[4]</a>, zamykających +widok od południa. W przezroczystem +powietrzu góry występowały tak wyraźnie, iż widać +było na nich każdą ścieżkę, każdy strumyk, +rysujące ich stoki skaliste siecią jasnych gałązek. +Tu i owdzie bielały najwyraźniej śniegi, świt różowił +szczyty, a skały zdawały się być aksamitne.</p> + +<p>—Ach! — szeptał Tadzio — nic piękniejszego +nie umiem sobie wyobrazić.</p> + +<p>Janek płonącem okiem obejmował wnętrze +otwartego w tem miejscu gniazda gór spiętrzonych: +Kopę Królowej, Magurę, Granaty i Żółte Turnie; +liczył je, podziwiał, chciałby popłynąć nad nie lotem +ptaka.</p> + +<p>Nie będziemy deptali w tym roku tych ścieżek, +nie będziemy spoczywali w niedostępnych +jarach, patrząc w niebo i zapominając o świecie. +Dziwny urok mają te góry... Nagle potrząsnął +głową.</p> + +<p>—Chodźmy — rzekł — tak nie można, nie +poto idziemy.</p> + +<p>Minęli Bystre, uśpione i ciche, w Jaszczurówce +wypili gorące śniadanie, orzeźwili się przyjemną +kąpielą i podążyli dalej. Od Cyrli droga już przez +las prowadzi, wydeptana co roku stopami podróżnych, +lecz nie lękali się zbłądzić: tyle razy szli +tędy! Tu nie widać nieba, gór ani słońca, tylko +stare drzewa, olbrzymie głazy, spękane, porosłe +mchem zielonym i szarym, — szemrzące strumienie +i kwiatów kępy całe: niezapominajki, goryczki, +storczyki, pełno barw, woni, aż żal mijać.</p> + +<p>A poziomki!</p> + +<p>Nie mogli oprzeć się pokusie, aby nie zbierać +chociaż najpiękniejszych. Co za wielkość, smak, +zapach!</p> + +<p>Droga coraz inna i coraz piękniejsza. Od Toporowych +Stawów do Psiej Trawki szli więcej niż +godzinę. Była już 10-ta, kiedy się zatrzymali na +tym pierwszym wypoczynku.</p> + +<p>—Wiesz, Janku, że my dzisiaj może nie +dojdziemy? — zauważył Tadzio nieśmiało.</p> + +<p>Janek ruszył ramionami.</p> + +<p>—Pleciesz, jak niedołęga. Straciliśmy trochę +czasu, wielka szkoda! Nie będziemy za to robić +dłuższych wypoczynków. Ślimak zaszedłby tędy +w ciągu dnia na miejsce. Patrz, co ludzi za nami +spieszy.</p> + +<p>Istotnie, dwa dość liczne towarzystwa zbliżały +się do schroniska. Na łączce w jednej chwili +zrobiło się gwarno, otwierano butelki, śmiech, +żarty, nawoływania rozległy się dokoła.</p> + +<p>—Pójdźmy — szepnął Janek do brata.</p> + +<p>Tadzio wstał natychmiast i skierowali się +znowu ku drodze, gdy nagle otoczyła ich nowa +gromadka.</p> + +<p>—Janek! Tadzio! A wy tu co robicie o tej +porze?</p> + +<p>—Felek! Brońcia! Adaś! Ańdzia!</p> + +<p>—Skądżeście się tu wzięli?</p> + +<p>—Do Morskiego.</p> + +<p>—Po Zosię?</p> + +<p>—Naturalnie.</p> + +<p>—Sami?</p> + +<p>—Znamy drogę — zapewniał Janek.</p> + +<p>—Chodźcie z nami. Weselej będzie!</p> + +<p>Chłopcy nie mieli nic przeciwko temu, pożartowano +wprawdzie trochę z ich zapasów i pospiesznego +marszu, ale któżby o takie rzeczy obrażał +się na przyjaciół? Odtąd istotnie było tak +wesoło, że nawet Tadek tylko od czasu do czasu +marzącem okiem rozglądał się po krajobrazie.</p> + +<p>Na Waksmundzkiej odpoczywali niedługo, +gdyż woleli popatrzeć z Suchej na Pieniny, które +przy dniu pogodnym rysowały się wyraźnie. W ogóle +widok z Suchej był przepyszny, i Bronia tylko narzekała, +że ją zwiedziono: wiedzieli przecież, że +się obawia przepaści i każą jej przejść ścieżkę, +parę stóp szeroką.</p> + +<p>—Ależ tu przejechać można — perswaduje +Felek.</p> + +<p>—A gdybyś nawet spadła, pierwszy krzak by +cię zatrzymał.</p> + +<p>Ale Brońcia jest blizką płaczu, zamyka oczy, +każe się prowadzić, drży cała. Towarzysze tłumią +śmiech przez litość.</p> + +<p>—No, tu przecie szeroko!</p> + +<p>—Nie mogę, nie mogę! Przywiążcie mię do +drzewa, bo się stoczę po tej pochyłości.</p> + +<p>—Patrz, szynka się nie stacza, chleb leży +spokojnie, patrz butelka.</p> + +<p>—Ach!</p> + +<p>Brońcia zasłoniła oczy, gdyż nieszczęsna butelka +nie odpowiedziała wcale zaufaniu swojego +opiekuna i stoczyła się w krzaki.</p> + +<p>—Cała, cała! — zawołali radośnie Staś i Felek +i w mgnieniu oka zsunęli się bokiem ku krzakom, +aby pochwycić zbiega.</p> + +<p>—Cała szyjka, nawet korek nie wyskoczył, +tylko dna i wina brakuje.</p> + +<p>Wszyscy się śmieli, wujenka i poważny wuj +Stanisław, opiekunowie tego młodego grona; jedna +Brońcia drżała. Poradzono jej, aby położyła się +na ziemi i w tej dopiero pozycji zdobyła się na +odwagę popatrzenia na piękny widok.</p> + +<p>—Dajcie reńskiego, a zejdę po tej ścieżce +prosto het, precz, aż na dół — odezwał się młody +góralczyk, świecącemi oczyma patrząc na wystraszone +dziewczę.</p> + +<p>—Trzymajcie go! — zawołała przerażona +Brońcia, i twarz ukryła w dłoniach.</p> + +<p>Zejście nie było trudne, Brońcia jednak szła +ciągle, prowadzona przez brata i przewodnika, +z zamkniętemi oczyma, blada, z wyrazem trwogi +i zmęczenia. Dopiero na Gęsiej Szyi uspokoiła się +trochę.</p> + +<p>—Dziękuję za taką przyjemność — rzekła, +siadając na miękkiej, aksamitnej trawie — nie +chcę znać Morskiego Oka, ani podobnych awantur.</p> + +<p>—Będziesz czekała tutaj naszego powrotu?</p> + +<p>—Wstydź się żartować jeszcze! — zawołała +Bronka. — Dlaczego nie przeprowadziliście mię +dołem? Mogłam przecież przejść tędy? Pocoście +mię wlekli na tę skałę?</p> + +<p>—Ależ Broniu, to jeden z piękniejszych widoków +w Tatrach.</p> + +<p>Nie odpowiedziała, czuła się jednak w duszy +pokrzywdzoną: piękny krajobraz sprawiał jej +przyjemność wtedy, gdy mogła go oglądać z bezpiecznego +miejsca.</p> + +<p>Tymczasem zaczęto schodzić po dość łagodnej, +miękkiej pochyłości góry, pokrytej aksamitną +trawą. Nogi ślizgały się po tym kobiercu, stopy +bolały od nienormalnego położenia, a końca góry +ani widać.</p> + +<p>—W zakosy idźcie, w zakosy<a name="FNanchor_5" id="FNanchor_5"></a> +<a href="#Footnote_5" class="fnanchor">[5]</a> — nawoływali +przewodnicy.</p> + +<p>—Ach, chwilę odpoczynku na równym poziomie! — narzekała +Brońcia.</p> + +<p>—Usiądź i zjedziesz na dół — rzekł wesoło +jej brat.</p> + +<p>—Pewniebym usiadła, gdybym się nie bała, ale +ktoby mnie wstrzymał potem, gdybym się zsuwać +zaczęła zbyt szybko?</p> + +<p>—Czekaj — rzekł Staś — masz pas mocny? +No, to cię przepaszę sznurkiem i będę powstrzymywał. +Dalej, jazda.</p> + +<p>—Chodźmy naprzód — szepnął Janek — Brońcia +strasznie przesadza z tą obawą.</p> + +<p>—Ja z wami — odezwała się też cicho Ańdzia. — Ja +się nie boję. Żyłabym tu w górach. +Kocham niebezpieczeństwa. Uproszę mamy i pójdę +z Morskiego na Rysy. Co za rozkosz pomyśleć sobie, +że jedno złe stąpnięcie, a spadnę w głębię +bez końca, i zwyciężać te trudy i wdzierać się coraz +wyżej, coraz wyżej, aż za chmury, do słońca, +do samego nieba i świat widzieć u nóg, pod sobą!</p> + +<p>Tadzio westchnął głęboko.</p> + +<p>—My jeszcze nie byliśmy na Rysach — rzekł +cicho.</p> + +<p>—Na przyszły rok — odparł Janek z niemniej +głębokiem westchnieniem.</p> + +<p>—Czemu? — spytała Ańdzia.</p> + +<p>—Pić, pić! — rozległy się za niemi głosy. — Zatrzymajcie +tam chłopców, co pobiegli naprzód +z tobołkami; słońce piecze, jakby nas chciało +uwędzić.</p> + +<p>Zatrzymajcie tam chłopców! łatwo to powiedzieć. +Jak jelenie zbiegli z góry w zakosy, i zniknęli +w kierunku drogi do Roztoki. Znaleziono ich +dopiero pod Czerwonemi Brzeżkami. Siedzieli +w czarnych jagodach, zajadając soczysty owoc, +zarastający niezbyt łagodną pochyłość. Uczernili +się przytem, jak małe potwory, ale miny rozkoszne +mieli po tej uczcie.</p> + +<p>—Z pół godziny tu już jemy — przechwalali +się z zadowoleniem.</p> + +<p>Przewodnik gniewał się na nich, że nie trzymają +się razem, ale oni słuchając, nie tracili czasu +i co chwila podnosili do ust pełne garście jagód.</p> + +<p>—Ach, jak chłodno i miło w ustach — zapewniali.</p> + +<p>Goście za ich przykładem rozproszyli się po +krzakach i byłby znów spoczynek mimowolny, +gdyby przewodnik energicznie nie zaczął naglić do +pośpiechu.</p> + +<p>—Wszyscy nas wyprzedzili, przyjdziemy +ostatni i miejsca w hotelu nie będzie. W Roztoce +i tak trzeba odpocząć z godzinę.</p> + +<p>—Czy to miasteczko jakie ta Roztoka? — ciekawie +pyta Brońcia.</p> + +<p>Staś i Felek jednocześnie wybuchnęli śmiechem.</p> + +<p>—Miasteczko o godzinę drogi od Morskiego! +W sercu gór! Co ty wygadujesz, Bronka?</p> + +<p>Ale Brońcia się obraziła i nie chciała słuchać +objaśnień.</p> + +<p>—To schronisko zapewne? — zapytała +Ańdzia.</p> + +<p>—Naturalnie, duże schronisko, gdzie i zanocować +można, bo jest kilkanaście łóżek. Ale każdą +butelkę piwa przywożą tam na osiołku, albo na +koniu, jak widziałaś nieraz, w drewnianych naczyniach. +Ciężka praca nawieźć potrzebnej żywności.</p> + +<p>W Roztoce Staś i Felek uparli się zwiedzić +koniecznie dzisiaj wodospady Mickiewicza. Poświęcą +te pół godzinki ze swego odpoczynku, +a Brońcia niech zostanie pod opieką starszych. +Ale Brońcia nie chciała i narzekając, jęcząc, poszła +jednak z innymi.</p> + +<p>Tymczasem słońce dawno skryło się za Mięguszowieckie, +kiedy podróżni nasi ostatnim wysiłkiem +przebywali kamienistą i przykrą część drogi +pod samem już jeziorem. Wszyscy byli zmęczeni, +Brońcia z utęsknieniem upatrywała dachu zapowiedzianego +schroniska, Ańdzia nawet szła cicho, +mało zwracając uwagi na piękności otoczenia. +A hotelu ani śladu, ani śladu jeziora. Czy nie dojdą +już nigdy?</p> + +<p>Nagle—tuż pod nogami dach, budynek +piętrowy, a dalej w cieniu wieczornego zmroku, +pod strażą wyniosłego Mnicha, ostrych Rysów +i Miedzianego, cicho zasypia poważne jezioro, otulając +się zwolna mgłą przejrzystą.</p> + + + +<hr style="width: 65%;" /> +<h2><a name="IV" id="IV"></a>IV.</h2> + + +<p>—Co teraz będzie?</p> + +<p>Tadzio milczał zamyślony.</p> + +<p>—No, mów, radź, odezwij się, co zrobimy? — wołał +Janek, niecierpliwie chodząc po pokoju. — Licho +wie, gdzie ich szukać. Zdaje się, że były, ale +gdzie poszły dzisiaj? Czy wrócą tu jeszcze? Czy +wprost do Zakopanego? Mieszkania nie zamówiły +i szukaj wiatru w lesie! No, cóż? Czyś zaniemówił?</p> + +<p>—Cóż ja ci poradzę? — odezwał się wreszcie +Tadzio. — Prawdę mówiąc, w tej chwili tak mi +dobrze, tak miło, żem zobaczył znowu to czarodziejskie +miejsce, iż nie żałuję niczego, niczego, +nawet tego, że ich tu niema.</p> + +<p>—Niedołęstwo — szepnął Janek, wzruszając +ramionami.</p> + +<p>—Przyznaj, Janku, że i ty rad jesteś z tej +wycieczki?</p> + +<p>—Rad jesteś! No, rad jestem; ale co teraz +dalej? Ojciec czeka, stryj czeka, a my tu jak +głupcy w lesie. I żebyśmy wiedzieli chociaż, gdzie +ich szukać. Ale skąd? Nikt nic nie wie.</p> + +<p>—Ślimak mówił, że jutro wrócić mają z wycieczki.</p> + +<p>—Mówił, mówił, ale czy wrócą? Niecierpię +takiej niepewności, niech raz wiem, co mam robić +i na czem się to skończy.</p> + +<p>—Ja myślę, że musimy jutro wracać.</p> + +<p>—Ty myślisz, ty zawsze myślisz, ty tylko +myśleć umiesz! I poco powrócimy, jeśli ich w domu +niema? A kto wie, gdzie poszły dalej? Może na +węgierską stronę? Może za tydzień wrócą? A my +lećmy z powrotem na złamanie karku, żeby się +dowiedzieć wkońcu, że o paniach nic nie wiadomo. +Niechbym wiedział przynajmniej, że wrócą za trzy +dni, tobym poszedł na Rysy, na Mięguszowieckie +i byłbym jeszcze na czas, a tak...</p> + +<p>—To wiesz, Janku, idź z Felkiem na Rysy, +a ja sam wrócę jutro i będę pilnował. Bo ktoś +powrócić musi, a jeśli masz ochotę należeć do tej +wycieczki, to zostań. Zdążysz jeszcze w sobotę.</p> + +<p>Janek spojrzał na brata, chciał coś odpowiedzieć, +ale tylko ruszył ramionami i milcząc, rzucił +się na łóżko.</p> + +<p>Na drugi dzień wstał pierwszy. Właśnie słońce +wzeszło, różowe chmurki unosiły się ponad jeziorem, +które leżało ciche i majestatyczne, wielkie +i poważne pod strażą olbrzymów.</p> + +<p>Janek obudził brata.</p> + +<p>—Patrz — rzekł z płonącym wzrokiem.</p> + +<p>Obaj wyszli co prędzej i długo patrzyli na +ciche fale i błękitną głębię, w której z dziwną +wyrazistością odbijały się otaczające ją góry.</p> + +<p>—I wracamy — rzekł wreszcie.</p> + +<p>Tadzio zabrał resztę rzeczy. Wkrótce opuścili +hotel.</p> + +<p>—Powracamy przez Liljowe.</p> + +<p>—Przez Liljowe? Znasz drogę?</p> + +<p>—Nie myślę wiecznie chodzić tą samą drogą. +Mam Eljasza i dam sobie radę? A cóż nam się +stać może? Ludzi pełno wszędzie, gdybyśmy zbłądzili; +zresztą Eljasz wystarczy.</p> + +<p>—Wiesz, Janku, jabym radził...</p> + +<p>—Nie pytam cię teraz o radę. Chodźmy stąd +jak najprędzej, bo chcę uniknąć pytań Felka, Ańdzi +i t. d. Skoro będziemy sami i wolni od towarzystwa, +przeczytamy uważnie, którędy iść trzeba, a tymczasem +aby z hotelu!...</p> + +<p>—Aby pogoda była — zauważył Tadzio. — Patrz, +jakie białe chmury snują się po górach.</p> + +<p>—To _suha_ mgła — dał się słyszeć obok +głos górala — z tego deszczu nie będzie.</p> + +<p>—Widzisz — zawołał Janek. — Chodźmy +tylko.</p> + +<p>_Suha_ mgła tego ranka zasnuła dolinę w niezwykłej +obfitości, strzępy jej porwane czepiały się +po skałach i gałęziach świerków, a niekiedy przejrzystemi +mgławicami spływały między drzewa aż +ku ziemi, zasłaniając na chwilę widok.</p> + +<p>—Słońce to wszystko rozproszy, gdy się podniesie +wyżej — zrobił uwagę Janek.</p> + +<p>Tadzio nic nie mówił. Skręcili w dolinę koło +Miedzianego, podług Eljasza tędy właśnie droga.</p> + +<p>Słońce jednak widocznie miało też kłopot +z mgłą _suhą_, bo napływała zewsząd coraz większymi +kłębami, wiła się, snuła, staczała, pękała +i znów zrastała w jedną nieprzejrzaną masę, coraz +grubszą, ciemniejszą.</p> + +<p>—Janku, boję się deszczu — odezwał się +Tadzio nieśmiało, przedzierając się przez kosówkę.</p> + +<p>—Deszczu się boisz? No, to mi nowina: nie +wiedziałem, żeś z cukru.</p> + +<p>—Ale nie znamy drogi.</p> + +<p>—To sobie przeczytamy.</p> + +<p>—Kiedy nic poznać nie można. Widzisz +jakie szczyty? Nic nie widać; w jakiż sposób będziemy +się orjentowali?</p> + +<p>Janek uważnie spojrzał dookoła. Istotnie, zalewało +ich morze mgły zewsząd. I nic nie było widać, +nawet droga kończyła się o kilka kroków.</p> + +<p>—Musimy tu przeczekać — odezwał się +głośno. — Jesteśmy w chmurze, ale chmura minie +i znów słońce zaświeci. Usiądźmy tymczasem, masz +co jeść?</p> + +<p>—Mam butelkę wina, trochę szynki i chleba. +Myślałem, że w Roztoce zjemy porcję jajecznicy.</p> + +<p>—Trzeba było nie myśleć, tylko zabrać więcej +zapasów.</p> + +<p>Tadzio w pokorze wysłuchał nagany.</p> + +<p>—Dajno chociaż Eljasza.</p> + +<p>Tadzio podał książkę.</p> + +<p>—Zdaje się, idziemy dobrze; doliną za Mnichem +powinniśmy dojść prosto do Wrót Chałubińskiego, +poznamy je z opisu, żeby tylko mgła się +rozeszła.</p> + +<p>Usiedli na kosówce, z mimowolną trwogą patrząc +na zbliżające się ku nim bałwany chmur; +wkrótce zaledwie mogli widzieć jeden drugiego.</p> + +<p>—To minie — pocieszał Janek.</p> + +<p>Istotnie, po dłuższej chwili mgła zaczęła przeświecać, +podnosić się w górę, ujrzeli znowu najbliższe +kamienie, świerki, lecz dalsze plany zlewały +się całkiem z szarem, bezbarwnem niebem. Deszcz +drobny padać zaczął.</p> + +<p>—Wróćmy się — szepnął Tadzio.</p> + +<p>Janek zmarszczył czoło.</p> + +<p>—Do Morskiego?</p> + +<p>—Chodźmy drogą ku Roztoce. Znamy ją.</p> + +<p>—Kiedy się boisz — zaczął Janek po namyśle.</p> + +<p>I niechętnie iść zaczął drogą, którą przyszli. +Deszcz padał coraz większy, serdaki przemokły +im wkrótce, obuwie rozmiękło także, ruch rozgrzewał +ich jednak. Młodość niewiele robi sobie z niepogody, +to też zaczęli śpiewać dla dodania sobie +humoru:</p> + +<p> +<span style="margin-left: 2em;">Wysokieście góry, wysokieście szczyty,</span><br /> +<span style="margin-left: 2em;">Oj, kto was przewędrował? — góral rodowity.</span><br /> +</p> + +<p>—Nie pamiętam, która droga: w prawo czy +na lewo?</p> + +<p>—W prawo — zdecydował Janek.</p> + +<p>—Powinniśmy już widzieć Mnicha.</p> + +<p>—Co dziś w tej mgle zobaczysz?</p> + +<p>—Żeby tylko gdzie Zosi nie zaskoczyła +w górach.</p> + +<p>Janek spojrzał na brata zsuniętemi brwiami, +ale rozpogodził się zaraz.</p> + +<p>—Mają przewodnika — rzekł uspokojony.</p> + +<p>—To prawda, ale zmoknie.</p> + +<p>—Deszcz tatrzański nie szkodzi, nie dostanie +nawet kataru.</p> + +<p>—Patrzno, Janku, z tej góry nie schodziliśmy +przecież?</p> + +<p>—Tak ci się zdaje? — Musieliśmy ją obejść.</p> + +<p>—To może inna droga?</p> + +<p>—Przez tę mgłę wszystko się zmienia, ale +szliśmy tędy napewno.</p> + +<p>—Nie przypominam sobie — szepnął Tadzio.</p> + +<p>—Ostrożnie, bo ślizko bardzo, po korzeniach +nie stą...</p> + +<p>Tadzio skamieniał: Janek krzyknął krótko +i zsunął się jak kamień po wilgotnej ziemi, na +szczęście niedaleko, lecz prosto w kałużę.</p> + +<p>—Wróćmy się — zaczął Tadzio, wzruszony +stanem garderoby brata. — To nie ta droga, zbłądziliśmy.</p> + +<p>—Więc prowadź.</p> + +<p>Wkrótce wiedzieli obaj, że zbłądzili: szli jakąś +drogą, zupełnie nieznaną, zalaną wodą w miejscach +równych, na pochyłości pokrytą grubym, ostrym +żwirem, który zsuwał się razem z nimi. Rozmiękłe +i pokrzywione obuwie dokuczało im bardzo, deszcz +przemoczył ubranie do bielizny, a droga jak zaklęta +wiła się bez końca.</p> + +<p>Janek ustał nakoniec, oparł się o drzewo, +z którego popłynęły nań strumienie wody i przymknął +oczy.</p> + +<p>—Napij się wina — rzekł Tadzio, podając +mu butelkę.</p> + +<p>Pił chciwie, długo. Wreszcie podał ją bratu.</p> + +<p>—A ty nie pijesz?</p> + +<p>—Nie jestem spragniony.</p> + +<p>—Cóż poczniemy?</p> + +<p>—Która godzina?...</p> + +<p>—Wpół do drugiej.</p> + +<p>—Przeszło sześć godzin idziemy.</p> + +<p>—Aby gdzie zajść przed nocą. Zimno będzie.</p> + +<p>Wstrząsnął się, przejęty dreszczem.</p> + +<p>—Jesteśmy na ścieżce, więc musi nas gdzieś +doprowadzić.</p> + +<p>—Masz słuszność — zawołał Janek — póki +jesteśmy na ścieżce, niema powodu rozpaczać, +wyjdziemy choć na jaką halę czy schronisko.</p> + +<p>—Byle przed nocą — dodał Tadzio.</p> + +<p>—Do nocy daleko. Posilimy się i odpoczniemy, +to nam i siły wrócą.</p> + +<p>Na nieszczęście niewiele było tego posiłku: +trochę szynki i chleba głód zaspokoiło, ale niezbyt +gruntownie, a zapasu już nie zostało żadnego. Popili +po łyku wina, żeby mieć trochę na rozgrzanie, +bo przez wilgotną odzież chłód czuli coraz dotkliwszy.</p> + +<p>—W którymkolwiek idziemy kierunku — odezwał +się Janek — zrobiliśmy porządny kawał +drogi i musimy być blizko jakiejś ludzkiej osady. +Chodźmy tylko, bo zimno.</p> + +<p>I szli wytrwale, nie zważając na kamienie, +brnąc przez kałuże, zsuwając się po pochyłościach +lub wdzierając na strome skały. Aby prędzej. To +tylko bieda, że droga dość często dzieliła się na +ścieżki, i wybieraj, którą wolisz! To znowu zdawało +się, że już noc zapada, tak ciężkie chmury +przesuwały się nad ich głowami. Ani widać słońca.</p> + +<p>—Która godzina? — dopytywał Tadzio.</p> + +<p>—Piąta dochodzi.</p> + +<p>Milczeli obydwaj. Myśl, że mogą przepędzić +noc pod gołem niebem, bez ognia, bez okrycia +ciepłego, na deszczu, zaczęła ich poważnie niepokoić. +Droga niby zaklęta ciągnie się i ciągnie, +przez lasy, z góry na dół i z dołu do góry, i końca +niema. Idą tyle godzin i nie wiedzą, gdzie zaszli. +Czują ogromne zmęczenie, a co najgorsza — wzajemną +obawę o siebie: Tadzio taki delikatny, zaziębi +się napewno, skoro tylko iść przestanie. +A nogi zaczynają odmawiać już posłuszeństwa, — i +jak iść zresztą wśród ciemności? Chyba prosto +w przepaść.</p> + +<p>Tadzio znów drży o Janka. Chorował niedawno +na zapalenie oskrzeli, co to będzie? co to +będzie? Nie osobliwość w nocy spotkać i niedźwiedzia, +a zapałek nawet z sobą nie wzięli. Po +prostu rozpacz!</p> + +<p>—Która godzina, Janku?</p> + +<p>—Trzy na siódmą.</p> + +<p>—Słońce około 9 zachodzi.</p> + +<p>—Nie w górach i nie w dzień pochmurny.</p> + +<p>Istotnie, w pół godziny później zrobiło się +prawie ciemno. Z każdą chwilą wolniej mogli posuwać +się naprzód, widoczne było, że wkrótce +stanie się to niepodobieństwem.</p> + +<p>—Masz wino? — spytał Janek. — Napij się +troszeczkę.</p> + +<p>—Nie mogę, mam wstręt do wina.</p> + +<p>—Rozgrzejesz się.</p> + +<p>—Nie czuję zimna.</p> + +<p>—To daj mnie, ja się napiję, wiatr taki +chłodny, że ubranie pod nim sztywnieje. Nie mam +pojęcia, jak przepędzimy noc bez ognia.</p> + +<p>—Żeby choć deszcz nie padał.</p> + +<p>Mżyło jednak ciągle, a mgła lekka przybierała +fantastyczne kształty. Chłopcy nie śmieli stanąć, +czuli, że ruch to ich jedyny ratunek, ale drogę +zgubili dawno. Szli, aby nie stać.</p> + +<p>Nagle Janek ryknął jak zwierzę ranione i rzuciwszy +się na ziemię, krzyczał z całej piersi.</p> + +<p>Tadzio przerażony pochylił się nad nim.</p> + +<p>—Co ci jest, Janku? Janku! Ja się boję!</p> + +<p>Lecz Janek ryczał, aż mu tchu zabrakło.</p> + +<p>—Czy cię co boli?</p> + +<p>—Wściekam się, szaleję, ja nie chcę tu +nocować!</p> + +<p>—To nic nie pomoże.</p> + +<p>Janek spojrzał na brata.</p> + +<p>—Może kto usłyszeć.</p> + +<p>—Niedźwiedź chyba.</p> + +<p>Janek podniósł się uspokojony.</p> + +<p>—Więc gińmy, bracie — rzekł zmienionym +głosem. — Przebacz mi, to przeze mnie.</p> + +<p>Tadzio wybuchnął płaczem i rzucił się bratu +na szyję.</p> + +<p>—Nie, nie! — zawołał — nie możemy zginąć! +Bóg jest dobry, jest miłosierny. Nie chodzi +mi o siebie, ale mama, Zosia, ojciec nasz drogi! +Nie, Bóg nie pozwoli. Napij się wina, to cię rozgrzeje, +skaczmy, ruszajmy się; a potem noc krótka, +zaświta może słońce. Nie zginiemy, Janku, nie, nie +zginiemy, Pan Bóg nie pozwoli! Co to?</p> + +<p>Krzyknął nagle i chwycił mocno rękę brata. — Co +to? — powtórzył, ukazując w dali blask jakiś +niewyraźny, czerwony i mglisty, niby ogień czy +światło. Janek ujrzał je także.</p> + +<p>—Bóg miłosierny — szepnął drżącemi ustami.</p> + +<p>Światło jednak szczególne przybierało kształty: +znikało, gasło, wybuchało znowu, strzelało, słało +się po ziemi i niby uciekało. Szli teraz wytrwale, +a ono wciąż daleko.</p> + +<p>Nakoniec wyraźnie widać postacie ludzkie: +ogień się pali na ziemi, a ludzie wkoło dziwne +wyprawiają skoki. Jeden przystanął, ujął się pod +boki i huknął góralskim śpiewem, w którym trudno +rozróżnić słowa:</p> + +<p> +<span style="margin-left: 2em;">Uczyła mnie matka śpiewać i tańcować,</span><br /> +<span style="margin-left: 2em;">A ojciec mnie uczył wziąć i dobrze schować, hu, ha!</span><br /> +</p> + +<p>—Rozbójnicy! — szepnął Tadzio.</p> + +<p>Ale Janek potrząsnął głową. Górali dwóch +tylko było i dwóch »gości« w serdakach i zakopiańskich +beretach. Widocznie odpoczywające towarzystwo.</p> + +<p>—Niech będzie pochwalony!</p> + +<p>Zwrócono się ku nim.</p> + +<p>—Gdzie jesteśmy? — spytał Janek drżącym +głosem, podtrzymując zupełnie wyczerpanego z sił +Tadzia.</p> + +<p>—A za Mnichem, przy Miedzianem. Toć koleba! — dodał +góral, wskazując pierwotny jakiś +budynek bez okien, przytulony do skały. A z daleka?</p> + +<p>—Z Morskiego.</p> + +<p>Gromadka skupiła się bliżej.</p> + +<p>—Długo szliście? — spytał góral.</p> + +<p>—Od rana.</p> + +<p>Wybuch śmiechu górali całą był odpowiedzią, +lecz nieznajomi zbliżyli się teraz do chłopców.</p> + +<p>—Niech panowie wypoczną — rzekł jeden +życzliwie. — Może i przenocujemy w tem schronisku +mimo niewygód i zimna, bo nie mamy +odwagi kończyć drogi po ciemku, choć przewodnicy +z nas żartują. Ale panowie zziębli i przemokli, +oto pled suchy, serdak. Wacek, dajno nam koniaku!...</p> + + + +<hr style="width: 65%;" /> +<h2><a name="V" id="V"></a>V.</h2> + + +<p>...Na miękkim materacu, pod wełnianym kocem, +w czystej, suchej bieliźnie Janek spał snem +zdrowym, gdy drzwi znanego nam już pokoiku na +Chramcówkach skrzypnęły cicho i Tadzio w mundurku, +z wyrazem pomieszania na bladej twarzyczce, +stanął w progu.</p> + +<p>Powoli drzwi zamknął za sobą i zbliżył się +do brata: budzić, czy nie budzić?</p> + +<p>Janek otworzył oczy.</p> + +<p>—Wstałeś? — spytał zdziwiony.</p> + +<p>—Byłem u nich.</p> + +<p>—U Zosi?</p> + +<p>Chłopiec skinął głową.</p> + +<p>—Powiedziałeś?</p> + +<p>Tadzio milczał chwilę.</p> + +<p>—Gadajże!</p> + +<p>—Wróciły pozawczoraj, a wczoraj pojechały +do Szczawnicy.</p> + +<p>Janek usiadł na łóżku.</p> + +<p>—Jakto? Być nie może! I nie czekały na +nas?</p> + +<p>—Nie wiedziały wcale o naszym przyjeździe. +Nie byliśmy u Liptaków, Ślimak nie zawiadomił, +Liptakowie zdziwili się, gdy przyszedłem.</p> + +<p>Janek wzburzony zaczął chodzić po pokoju. +Byłby chętnie zburczał Tadzia, ale jakoś nie mógł, +nozdrza mu drżały, czuł swoją winę. Nagle stanął, +spojrzał na brata, na niebo, jasne słońce i zwykłym +swym gestem wzruszył ramionami. Potem +ziewnął i wlazł pod kołdrę.</p> + +<p>—Cóż będzie? — spytał Tadzio.</p> + +<p>—Zatelegrafuj do stryja: »Zostajemy. Niech +stryj lepiej przyjedzie do nas. Dużo tu jeszcze +rzeczy do poznania«.</p> + +<p>Odwrócił się do ściany, aby zasnąć znowu, +ale nie poszło to łatwo, bo rozumiał, że przez +jego zarozumiałość i lekkomyślność Zosia, Tadzio +i on stracili sposobność poznania morza, a stryjowi +i rodzicom sprawił przykrość.</p> +<p><br /><br /></p> + +<div class="footnotes"> +<h4>NOTATKI:</h4> +<br /> +<div class="footnote"><a name="Footnote_1" id="Footnote_1"></a> +<a href="#FNanchor_1"><span class="label">[1]</span></a><p>Klimatyka — biuro opieki sanitarnej w miejscowościach +leczniczych.</p></div> +<br /> +<div class="footnote"><a name="Footnote_2" id="Footnote_2"></a> +<a href="#FNanchor_2"><span class="label">[2]</span></a><p>Misja — posłannictwo, zadanie.</p></div> +<br /> +<div class="footnote"><a name="Footnote_3" id="Footnote_3"></a> +<a href="#FNanchor_3"><span class="label">[3]</span></a><p>Taksa — cena ustanowiona.</p></div> +<br /> +<div class="footnote"><a name="Footnote_4" id="Footnote_4"></a> +<a href="#FNanchor_4"><span class="label">[4]</span></a><p>Wirchy — szczyty, turnie — skały nagie, bezleśne.</p></div> +<br /> +<div class="footnote"><a name="Footnote_5" id="Footnote_5"></a> +<a href="#FNanchor_5"><span class="label">[5]</span></a><p>W zakosy — w prawo i w lewo na przemiany, +zwracając pod kątem ostrym coraz niżej.</p></div> +<br /> +</div> + + + + + + + + +<pre> + + + + + +End of the Project Gutenberg EBook of Bez przewodnika, by Cecylia Niewiadomska + +*** END OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK BEZ PRZEWODNIKA *** + +***** This file should be named 38459-h.htm or 38459-h.zip ***** +This and all associated files of various formats will be found in: + https://www.gutenberg.org/3/8/4/5/38459/ + +Produced by David T. Jones, Michal Jablonski and the Online +Distributed Proofreading Canada Team at +http://www.pgdpcanada.net + + +Updated editions will replace the previous one--the old editions +will be renamed. + +Creating the works from public domain print editions means that no +one owns a United States copyright in these works, so the Foundation +(and you!) can copy and distribute it in the United States without +permission and without paying copyright royalties. Special rules, +set forth in the General Terms of Use part of this license, apply to +copying and distributing Project Gutenberg-tm electronic works to +protect the PROJECT GUTENBERG-tm concept and trademark. Project +Gutenberg is a registered trademark, and may not be used if you +charge for the eBooks, unless you receive specific permission. If you +do not charge anything for copies of this eBook, complying with the +rules is very easy. You may use this eBook for nearly any purpose +such as creation of derivative works, reports, performances and +research. They may be modified and printed and given away--you may do +practically ANYTHING with public domain eBooks. Redistribution is +subject to the trademark license, especially commercial +redistribution. + + + +*** START: FULL LICENSE *** + +THE FULL PROJECT GUTENBERG LICENSE +PLEASE READ THIS BEFORE YOU DISTRIBUTE OR USE THIS WORK + +To protect the Project Gutenberg-tm mission of promoting the free +distribution of electronic works, by using or distributing this work +(or any other work associated in any way with the phrase "Project +Gutenberg"), you agree to comply with all the terms of the Full Project +Gutenberg-tm License (available with this file or online at +https://gutenberg.org/license). + + +Section 1. General Terms of Use and Redistributing Project Gutenberg-tm +electronic works + +1.A. By reading or using any part of this Project Gutenberg-tm +electronic work, you indicate that you have read, understand, agree to +and accept all the terms of this license and intellectual property +(trademark/copyright) agreement. If you do not agree to abide by all +the terms of this agreement, you must cease using and return or destroy +all copies of Project Gutenberg-tm electronic works in your possession. +If you paid a fee for obtaining a copy of or access to a Project +Gutenberg-tm electronic work and you do not agree to be bound by the +terms of this agreement, you may obtain a refund from the person or +entity to whom you paid the fee as set forth in paragraph 1.E.8. + +1.B. "Project Gutenberg" is a registered trademark. It may only be +used on or associated in any way with an electronic work by people who +agree to be bound by the terms of this agreement. There are a few +things that you can do with most Project Gutenberg-tm electronic works +even without complying with the full terms of this agreement. See +paragraph 1.C below. There are a lot of things you can do with Project +Gutenberg-tm electronic works if you follow the terms of this agreement +and help preserve free future access to Project Gutenberg-tm electronic +works. See paragraph 1.E below. + +1.C. The Project Gutenberg Literary Archive Foundation ("the Foundation" +or PGLAF), owns a compilation copyright in the collection of Project +Gutenberg-tm electronic works. Nearly all the individual works in the +collection are in the public domain in the United States. If an +individual work is in the public domain in the United States and you are +located in the United States, we do not claim a right to prevent you from +copying, distributing, performing, displaying or creating derivative +works based on the work as long as all references to Project Gutenberg +are removed. Of course, we hope that you will support the Project +Gutenberg-tm mission of promoting free access to electronic works by +freely sharing Project Gutenberg-tm works in compliance with the terms of +this agreement for keeping the Project Gutenberg-tm name associated with +the work. You can easily comply with the terms of this agreement by +keeping this work in the same format with its attached full Project +Gutenberg-tm License when you share it without charge with others. + +1.D. The copyright laws of the place where you are located also govern +what you can do with this work. Copyright laws in most countries are in +a constant state of change. If you are outside the United States, check +the laws of your country in addition to the terms of this agreement +before downloading, copying, displaying, performing, distributing or +creating derivative works based on this work or any other Project +Gutenberg-tm work. The Foundation makes no representations concerning +the copyright status of any work in any country outside the United +States. + +1.E. Unless you have removed all references to Project Gutenberg: + +1.E.1. The following sentence, with active links to, or other immediate +access to, the full Project Gutenberg-tm License must appear prominently +whenever any copy of a Project Gutenberg-tm work (any work on which the +phrase "Project Gutenberg" appears, or with which the phrase "Project +Gutenberg" is associated) is accessed, displayed, performed, viewed, +copied or distributed: + +This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with +almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or +re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included +with this eBook or online at www.gutenberg.org + +1.E.2. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is derived +from the public domain (does not contain a notice indicating that it is +posted with permission of the copyright holder), the work can be copied +and distributed to anyone in the United States without paying any fees +or charges. If you are redistributing or providing access to a work +with the phrase "Project Gutenberg" associated with or appearing on the +work, you must comply either with the requirements of paragraphs 1.E.1 +through 1.E.7 or obtain permission for the use of the work and the +Project Gutenberg-tm trademark as set forth in paragraphs 1.E.8 or +1.E.9. + +1.E.3. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is posted +with the permission of the copyright holder, your use and distribution +must comply with both paragraphs 1.E.1 through 1.E.7 and any additional +terms imposed by the copyright holder. Additional terms will be linked +to the Project Gutenberg-tm License for all works posted with the +permission of the copyright holder found at the beginning of this work. + +1.E.4. Do not unlink or detach or remove the full Project Gutenberg-tm +License terms from this work, or any files containing a part of this +work or any other work associated with Project Gutenberg-tm. + +1.E.5. Do not copy, display, perform, distribute or redistribute this +electronic work, or any part of this electronic work, without +prominently displaying the sentence set forth in paragraph 1.E.1 with +active links or immediate access to the full terms of the Project +Gutenberg-tm License. + +1.E.6. You may convert to and distribute this work in any binary, +compressed, marked up, nonproprietary or proprietary form, including any +word processing or hypertext form. However, if you provide access to or +distribute copies of a Project Gutenberg-tm work in a format other than +"Plain Vanilla ASCII" or other format used in the official version +posted on the official Project Gutenberg-tm web site (www.gutenberg.org), +you must, at no additional cost, fee or expense to the user, provide a +copy, a means of exporting a copy, or a means of obtaining a copy upon +request, of the work in its original "Plain Vanilla ASCII" or other +form. Any alternate format must include the full Project Gutenberg-tm +License as specified in paragraph 1.E.1. + +1.E.7. Do not charge a fee for access to, viewing, displaying, +performing, copying or distributing any Project Gutenberg-tm works +unless you comply with paragraph 1.E.8 or 1.E.9. + +1.E.8. You may charge a reasonable fee for copies of or providing +access to or distributing Project Gutenberg-tm electronic works provided +that + +- You pay a royalty fee of 20% of the gross profits you derive from + the use of Project Gutenberg-tm works calculated using the method + you already use to calculate your applicable taxes. The fee is + owed to the owner of the Project Gutenberg-tm trademark, but he + has agreed to donate royalties under this paragraph to the + Project Gutenberg Literary Archive Foundation. Royalty payments + must be paid within 60 days following each date on which you + prepare (or are legally required to prepare) your periodic tax + returns. Royalty payments should be clearly marked as such and + sent to the Project Gutenberg Literary Archive Foundation at the + address specified in Section 4, "Information about donations to + the Project Gutenberg Literary Archive Foundation." + +- You provide a full refund of any money paid by a user who notifies + you in writing (or by e-mail) within 30 days of receipt that s/he + does not agree to the terms of the full Project Gutenberg-tm + License. You must require such a user to return or + destroy all copies of the works possessed in a physical medium + and discontinue all use of and all access to other copies of + Project Gutenberg-tm works. + +- You provide, in accordance with paragraph 1.F.3, a full refund of any + money paid for a work or a replacement copy, if a defect in the + electronic work is discovered and reported to you within 90 days + of receipt of the work. + +- You comply with all other terms of this agreement for free + distribution of Project Gutenberg-tm works. + +1.E.9. If you wish to charge a fee or distribute a Project Gutenberg-tm +electronic work or group of works on different terms than are set +forth in this agreement, you must obtain permission in writing from +both the Project Gutenberg Literary Archive Foundation and Michael +Hart, the owner of the Project Gutenberg-tm trademark. Contact the +Foundation as set forth in Section 3 below. + +1.F. + +1.F.1. Project Gutenberg volunteers and employees expend considerable +effort to identify, do copyright research on, transcribe and proofread +public domain works in creating the Project Gutenberg-tm +collection. Despite these efforts, Project Gutenberg-tm electronic +works, and the medium on which they may be stored, may contain +"Defects," such as, but not limited to, incomplete, inaccurate or +corrupt data, transcription errors, a copyright or other intellectual +property infringement, a defective or damaged disk or other medium, a +computer virus, or computer codes that damage or cannot be read by +your equipment. + +1.F.2. LIMITED WARRANTY, DISCLAIMER OF DAMAGES - Except for the "Right +of Replacement or Refund" described in paragraph 1.F.3, the Project +Gutenberg Literary Archive Foundation, the owner of the Project +Gutenberg-tm trademark, and any other party distributing a Project +Gutenberg-tm electronic work under this agreement, disclaim all +liability to you for damages, costs and expenses, including legal +fees. YOU AGREE THAT YOU HAVE NO REMEDIES FOR NEGLIGENCE, STRICT +LIABILITY, BREACH OF WARRANTY OR BREACH OF CONTRACT EXCEPT THOSE +PROVIDED IN PARAGRAPH 1.F.3. YOU AGREE THAT THE FOUNDATION, THE +TRADEMARK OWNER, AND ANY DISTRIBUTOR UNDER THIS AGREEMENT WILL NOT BE +LIABLE TO YOU FOR ACTUAL, DIRECT, INDIRECT, CONSEQUENTIAL, PUNITIVE OR +INCIDENTAL DAMAGES EVEN IF YOU GIVE NOTICE OF THE POSSIBILITY OF SUCH +DAMAGE. + +1.F.3. LIMITED RIGHT OF REPLACEMENT OR REFUND - If you discover a +defect in this electronic work within 90 days of receiving it, you can +receive a refund of the money (if any) you paid for it by sending a +written explanation to the person you received the work from. If you +received the work on a physical medium, you must return the medium with +your written explanation. The person or entity that provided you with +the defective work may elect to provide a replacement copy in lieu of a +refund. If you received the work electronically, the person or entity +providing it to you may choose to give you a second opportunity to +receive the work electronically in lieu of a refund. If the second copy +is also defective, you may demand a refund in writing without further +opportunities to fix the problem. + +1.F.4. Except for the limited right of replacement or refund set forth +in paragraph 1.F.3, this work is provided to you 'AS-IS' WITH NO OTHER +WARRANTIES OF ANY KIND, EXPRESS OR IMPLIED, INCLUDING BUT NOT LIMITED TO +WARRANTIES OF MERCHANTIBILITY OR FITNESS FOR ANY PURPOSE. + +1.F.5. Some states do not allow disclaimers of certain implied +warranties or the exclusion or limitation of certain types of damages. +If any disclaimer or limitation set forth in this agreement violates the +law of the state applicable to this agreement, the agreement shall be +interpreted to make the maximum disclaimer or limitation permitted by +the applicable state law. The invalidity or unenforceability of any +provision of this agreement shall not void the remaining provisions. + +1.F.6. INDEMNITY - You agree to indemnify and hold the Foundation, the +trademark owner, any agent or employee of the Foundation, anyone +providing copies of Project Gutenberg-tm electronic works in accordance +with this agreement, and any volunteers associated with the production, +promotion and distribution of Project Gutenberg-tm electronic works, +harmless from all liability, costs and expenses, including legal fees, +that arise directly or indirectly from any of the following which you do +or cause to occur: (a) distribution of this or any Project Gutenberg-tm +work, (b) alteration, modification, or additions or deletions to any +Project Gutenberg-tm work, and (c) any Defect you cause. + + +Section 2. Information about the Mission of Project Gutenberg-tm + +Project Gutenberg-tm is synonymous with the free distribution of +electronic works in formats readable by the widest variety of computers +including obsolete, old, middle-aged and new computers. It exists +because of the efforts of hundreds of volunteers and donations from +people in all walks of life. + +Volunteers and financial support to provide volunteers with the +assistance they need are critical to reaching Project Gutenberg-tm's +goals and ensuring that the Project Gutenberg-tm collection will +remain freely available for generations to come. In 2001, the Project +Gutenberg Literary Archive Foundation was created to provide a secure +and permanent future for Project Gutenberg-tm and future generations. +To learn more about the Project Gutenberg Literary Archive Foundation +and how your efforts and donations can help, see Sections 3 and 4 +and the Foundation web page at https://www.pglaf.org. + + +Section 3. Information about the Project Gutenberg Literary Archive +Foundation + +The Project Gutenberg Literary Archive Foundation is a non profit +501(c)(3) educational corporation organized under the laws of the +state of Mississippi and granted tax exempt status by the Internal +Revenue Service. The Foundation's EIN or federal tax identification +number is 64-6221541. Its 501(c)(3) letter is posted at +https://pglaf.org/fundraising. Contributions to the Project Gutenberg +Literary Archive Foundation are tax deductible to the full extent +permitted by U.S. federal laws and your state's laws. + +The Foundation's principal office is located at 4557 Melan Dr. S. +Fairbanks, AK, 99712., but its volunteers and employees are scattered +throughout numerous locations. Its business office is located at +809 North 1500 West, Salt Lake City, UT 84116, (801) 596-1887, email +business@pglaf.org. Email contact links and up to date contact +information can be found at the Foundation's web site and official +page at https://pglaf.org + +For additional contact information: + Dr. Gregory B. Newby + Chief Executive and Director + gbnewby@pglaf.org + + +Section 4. Information about Donations to the Project Gutenberg +Literary Archive Foundation + +Project Gutenberg-tm depends upon and cannot survive without wide +spread public support and donations to carry out its mission of +increasing the number of public domain and licensed works that can be +freely distributed in machine readable form accessible by the widest +array of equipment including outdated equipment. Many small donations +($1 to $5,000) are particularly important to maintaining tax exempt +status with the IRS. + +The Foundation is committed to complying with the laws regulating +charities and charitable donations in all 50 states of the United +States. Compliance requirements are not uniform and it takes a +considerable effort, much paperwork and many fees to meet and keep up +with these requirements. We do not solicit donations in locations +where we have not received written confirmation of compliance. To +SEND DONATIONS or determine the status of compliance for any +particular state visit https://pglaf.org + +While we cannot and do not solicit contributions from states where we +have not met the solicitation requirements, we know of no prohibition +against accepting unsolicited donations from donors in such states who +approach us with offers to donate. + +International donations are gratefully accepted, but we cannot make +any statements concerning tax treatment of donations received from +outside the United States. U.S. laws alone swamp our small staff. + +Please check the Project Gutenberg Web pages for current donation +methods and addresses. Donations are accepted in a number of other +ways including including checks, online payments and credit card +donations. To donate, please visit: https://pglaf.org/donate + + +Section 5. General Information About Project Gutenberg-tm electronic +works. + +Professor Michael S. Hart was the originator of the Project Gutenberg-tm +concept of a library of electronic works that could be freely shared +with anyone. For thirty years, he produced and distributed Project +Gutenberg-tm eBooks with only a loose network of volunteer support. + + +Project Gutenberg-tm eBooks are often created from several printed +editions, all of which are confirmed as Public Domain in the U.S. +unless a copyright notice is included. Thus, we do not necessarily +keep eBooks in compliance with any particular paper edition. + + +Most people start at our Web site which has the main PG search facility: + + https://www.gutenberg.org + +This Web site includes information about Project Gutenberg-tm, +including how to make donations to the Project Gutenberg Literary +Archive Foundation, how to help produce our new eBooks, and how to +subscribe to our email newsletter to hear about new eBooks. + + +</pre> + + </body> +</html> diff --git a/LICENSE.txt b/LICENSE.txt new file mode 100644 index 0000000..6312041 --- /dev/null +++ b/LICENSE.txt @@ -0,0 +1,11 @@ +This eBook, including all associated images, markup, improvements, +metadata, and any other content or labor, has been confirmed to be +in the PUBLIC DOMAIN IN THE UNITED STATES. + +Procedures for determining public domain status are described in +the "Copyright How-To" at https://www.gutenberg.org. + +No investigation has been made concerning possible copyrights in +jurisdictions other than the United States. Anyone seeking to utilize +this eBook outside of the United States should confirm copyright +status under the laws that apply to them. diff --git a/README.md b/README.md new file mode 100644 index 0000000..44076a0 --- /dev/null +++ b/README.md @@ -0,0 +1,2 @@ +Project Gutenberg (https://www.gutenberg.org) public repository for +eBook #38459 (https://www.gutenberg.org/ebooks/38459) |
