summaryrefslogtreecommitdiff
diff options
context:
space:
mode:
authorRoger Frank <rfrank@pglaf.org>2025-10-14 20:10:21 -0700
committerRoger Frank <rfrank@pglaf.org>2025-10-14 20:10:21 -0700
commitcbe1064b904a5cdad77494049350b176481413bf (patch)
tree87dd16a3bb7579ad039de3da6ecc3138f18ff513
initial commit of ebook 38459HEADmain
-rw-r--r--.gitattributes3
-rw-r--r--38459-0.txt1605
-rw-r--r--38459-0.zipbin0 -> 27119 bytes
-rw-r--r--38459-h.zipbin0 -> 30237 bytes
-rw-r--r--38459-h/38459-h.htm2074
-rw-r--r--LICENSE.txt11
-rw-r--r--README.md2
7 files changed, 3695 insertions, 0 deletions
diff --git a/.gitattributes b/.gitattributes
new file mode 100644
index 0000000..6833f05
--- /dev/null
+++ b/.gitattributes
@@ -0,0 +1,3 @@
+* text=auto
+*.txt text
+*.md text
diff --git a/38459-0.txt b/38459-0.txt
new file mode 100644
index 0000000..e4ce7a6
--- /dev/null
+++ b/38459-0.txt
@@ -0,0 +1,1605 @@
+The Project Gutenberg EBook of Bez przewodnika, by Cecylia Niewiadomska
+
+This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
+almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
+re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
+with this eBook or online at www.gutenberg.org
+
+
+Title: Bez przewodnika
+
+Author: Cecylia Niewiadomska
+
+Release Date: January 1, 2012 [EBook #38459]
+
+Language: Polish
+
+Character set encoding: UTF-8
+
+*** START OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK BEZ PRZEWODNIKA ***
+
+
+
+
+Produced by David T. Jones, Michal Jablonski and the Online
+Distributed Proofreading Canada Team at
+http://www.pgdpcanada.net
+
+
+
+
+
+
+
+
+
+BIBLJOTECZKA MŁODZIEŹY SZKOLNEJ 38
+
+C. NIEWIADOMSKA
+
+BEZ PRZEWODNIKA
+
+
+WARSZAWA
+
+NAKŁAD GEBETHNERA I WOLFFA
+KRAKÓW -- G. GEBETHNER I SPÓŁKA
+1908
+
+
+KRAKÓW -- DRUK W. L. ANCZYCA I SPÓŁKI.
+
+
+
+
+I.
+
+
+--Wierzysz, że nam się nie śni?
+
+Szczupły i blady chłopiec w szkolnej bluzce podniósł na brata
+zdziwione spojrzenie wielkich, niebieskich oczu.
+
+Starszy chłopiec, czarnooki, śniady i opalony, zniecierpliwił się
+widać brakiem odpowiedzi.
+
+--Cóż, milczysz? -- rzekł porywczo. -- Czternaście lat skończyłeś, a zdaje
+ci się chyba, że nie masz jeszcze siedmiu, i żeś powinien być niemy,
+jak ryba. Teraz nie wiem doprawdy, skąd ci się wzięła odwaga
+wypowiedzenia stryjowi, że zgadzasz się na jego projekt, a raczej, że
+masz ochotę zobaczenia morza po sześciokrotnem spędzeniu lata w
+Zakopanem. Takie natury, jak twoja, na nic zdobyć się nie potrafią,
+nawet na prostą szczerość.
+
+Blada twarz młodego chłopca pokryła się lekkim rumieńcem, lecz w
+jasnych jego oczach nie było gniewu ni urazy.
+
+--Nie gniewaj się, Janku -- zaczął trochę nieśmiałym głosem, ale widząc,
+że brat wygląda przez okno wagonu, nie dokończył nawet zdania.
+
+Po chwili Janek usiadł znów na ławce, spojrzał na brata niezwykle
+łagodnie, jak gdyby pragnął zatrzeć poprzednie wrażenie, i zapytał
+dość miękko.
+
+--Głodny jesteś?
+
+--Pić mi się chce -- odparł Tadzio -- ale zaczekam do Chabówki.
+
+--Do Chabówki! Dobry sobie! Jakbyś nie wiedział o tem, że do Chabówki
+jeszcze z półtorej godziny. Ale tybyś się wyrzekł jedzenia i picia,
+byle nie mieć kłopotu. Powiadam ci, Tadek, co ty na świecie zrobisz?
+Dobrze, póki jesteśmy razem, i wiesz, że za ciebie myślą brat, ojciec,
+siostra, no, ale jesteś mężczyzną, masz być w przyszłości opiekunem
+swojej rodziny i co ty poczniesz wtedy?
+
+Tadek zarumienił się znowu po same włosy i spoglądał na brata
+łagodnym, proszącym wzrokiem, ale na odpowiedź się nie zdobył. Janek
+ruszył też ramionami i sięgnął po koszyczek, umieszczony na półce.
+
+--Co to? -- rzekł, wydobywając z niego dość dużą butelkę.
+
+--To woda z czerwonem winem -- cicho odpowiedział uczeń.
+
+--Czemuż się nie napijesz?
+
+--E, nie... tam już niewiele... ty możesz mieć pragnienie...
+
+--Co? -- zawołał Janek z oburzeniem -- będziesz się męczył pragnieniem i
+kwasił tę trochę wody do samego Zakopanego, bo -- ja mogę jej
+potrzebować! Czy wiesz, jak się nazywa takie postępowanie?
+
+--Pewnie niedołęstwo -- rzekł Tadek z łagodnym uśmiechem.
+
+Janek zmieszał się trochę odpowiedzią brata, ale spostrzegł się
+prędko.
+
+--A widzisz -- rzekł -- sam uznajesz; czy myślisz, że mnie przyjemnie tak
+ciągle cię strofować i nazywać po imieniu twoje wady? Ale to dla twego
+dobra, -- święty straciłby resztę cierpliwości z twoją biernością. Tak!
+nie! chcę! nie chcę! krzycz, pchaj się, żądaj; -- a ty wiecznie
+milczysz, myślisz i ze wszystkiem się zgadzasz, -- ja tego znieść nie
+mogę. No, pij.
+
+--Dziękuję.
+
+--Nie chcesz?
+
+--N-nie, już nie chcę.
+
+--To wypiję; na widok tego nektaru sucho mi się w gardle zrobiło. Za
+twoją -- energję.
+
+Tadek się uśmiechnął.
+
+--Przynajmniej na ten tydzień zdobądź-że się na jakąś wolę -- prawił
+dalej Janek, ogryzając udko kurczęcia -- pamiętaj, że od naszego sprytu
+i energji zależy powodzenie całej sprawy. Znasz stryja: nie wrócimy na
+czas, to sam pojedzie, dnia jednego dłużej nie zaczeka. A choć to niby
+nic odnaleźć Zośkę w Zakopanem i zabrać ją razem z ciocią, ale nie
+mamy jej adresu, a te panie wcale nas się nie spodziewają. Mogą być na
+jakiej wycieczce, może trzeba je będzie gonić, a czas płynie. W
+Zakopanem znamy już wszystko, a morza nikt z nas nie widział, i pewno
+nieprędko zdarzy nam się taka sposobność, więc nie chciałbym po tylu
+nadziejach zostać na koszu, z niczem!
+
+--Trzeba się będzie zaraz dowiedzieć o nie w klimatyce[1], muszą tam
+być zameldowane i znajdziemy je w godzinę po przybyciu na miejsce.
+
+--Właśnie podług twojej teorji! Czy nie wiesz, że przyjedziemy koło
+siódmej wieczorem i klimatyka będzie już zamknięta? Ja myślę, że tylko
+przypadkiem tego samego dnia spotkać możemy je na Krupówkach, a na
+dobre trzeba zacząć poszukiwania nazajutrz od rana. Wyobrażam sobie
+zadziwienie cioci, bo nie spodziewa się nas wcześniej, niż za dwa
+tygodnie. Nie mogła naturalnie przeczuć projektu stryja, zgody ojca,
+misji[2] naszej i zamierzonego porwania.
+
+--Chabówka! -- szepnął Tadek z rozpromienioną twarzą.
+
+Janek zerwał się z miejsca.
+
+--Chwała Bogu. A to prędko! Zamknij koszyk, zwiń paski, te zapasy
+chyba zostawimy? Co zrobić z tą butelką? A walizka? gdzie walizka?
+acha, jest wszystko? Hej, jest tam kto? Po rzeczy! -- wołał, wychylając
+się z okna.
+
+--A podajcie mi te węzełki, to je wnet na wózek włożę. Pięknie
+pojedziemy, grzecznie, podług taksy[3], wesoło.
+
+Tak zachęcał młody góral, stojąc przed oknem wagonu, a Janek też bez
+namysłu zaczął mu podawać tłumoczki.
+
+--Podług taksy pojedziesz? -- spytał tylko wyraźnie.
+
+--Podług taksy, toć mówię, a grzecznie, a wesoło, pierwsi staniemy w
+Zakopanem.
+
+--A to co, nie wiesz, że wam tu nie wolno? -- dał się słyszeć surowy
+głos jakiegoś urzędnika, zwrócony do górala, który najspokojniej
+odbierał przez okno pakunki naszych znajomych.
+
+--Goście mię zawołali, zgodzony jestem, umówiony -- tłumaczył się
+sprytny chłopak, podając Jankowi książeczkę, w którą zaopatrzony jest
+każdy z miejscowych właścicieli wózków.
+
+--Tak jest -- potwierdził Janek -- umówiłem tego człowieka. To już
+wszystko. Idźcież sobie, a my przyjdziemy zaraz, tylko zjemy obiad.
+
+--Chodź -- zwrócił się do brata -- widzisz, co to znaczy energja: góral
+zabrał rzeczy wprost z wagonu i nie potrzebujemy płacić za
+przenoszenie osobno.
+
+--Źeby tylko miał dobrego konia -- zwrócił uwagę Tadzio.
+
+--Boisz się, że przez litość będziesz szedł piechotą? Nie bój się,
+dobrze z oczu patrzy chłopakowi, jestem pewny, że ma konika, aż miło.
+
+--Wiesz -- zauważył Tadzio z nagłym błyskiem w oczach -- one się pewnie na
+Kościeliskiej umieściły. Ciocia i Zosia lubią tę cichą ulicę, trochę
+już za wsią, z widokiem na góry i łąki, no, i tamtędy droga do
+Kościeliskiej doliny, gdzie bywają przynajmniej raz na tydzień.
+Pamiętasz, jak marzyliśmy, żeby w Kościeliskiej mieszkać?
+
+--To wy z Zosią, co do mnie, choć przyznaję, że doliny równie pięknej
+nie widziałem, -- nie jestem pustelnikiem, aby mi wystarczała natura.
+Dobre to zresztą w pogodę, ale w deszcz...
+
+--Też pięknie, Janku, choć inaczej, ale pięknie: ten wezbrany biały
+potok, te płaczące skały, szare niebo, i cisza, i samotność, wszystko
+piękne.
+
+--A no, może takie życie byłoby najstosowniejsze dla twego
+usposobienia, choć nie! rozmazgaiłbyś się tam do reszty i został
+skończonym niedołęgą. Czasy pustelników minęły, mój drogi, pomyśl
+tylko o zimie, jakby ci tam było, bez ludzi, bez dróg, jak w grobie.
+
+--W pięknym grobie, gdzie żyć można. Nieraz blizko krzyża Pola
+wybierałem sobie miejsce na jaskinię, rozmyślałem, czembym się żywił,
+jakbym sobie urządził życie. Bo tego jestem pewny, że nigdy, nigdy w
+życiu nie napatrzyłbym się do syta piękności tego ustronia, nie
+nasłuchał szumu potoku, nie nacieszył się ciszą, w której tak dobrze
+myśleć i słuchać i przeczuwać...
+
+Twarz chłopca zapłonęła dziwnym blaskiem, oczy jaśniały mu niby
+natchnione, widać było, że każde słowo -- może bez woli i bez wiedzy
+jego -- płynie mu prosto z duszy, z gorącego serca.
+
+Lecz Janek niecierpliwie wzruszył ramionami.
+
+--Głód wyleczyłby cię prędko z tych zachwytów -- rzekł z
+lekceważeniem. -- Górale uciekają na zimę z Kościeliskiej.
+
+--Bo góral sobie nie wystarczy, książka i myśli nie zastąpią mu ludzi;
+a co do głodu, mógłbym mieć owoce i zapasy zboża.
+
+--A prędko ta pojedziemy do Zakopanego?
+
+Uśmiechnięty góral stał o parę kroków i patrzał na rozmawiających.
+Janek zerwał się pierwszy.
+
+--A to jedźmy -- zawołał. -- Dobrego masz konia?
+
+--Ho, ho, takiej parki nie znajdzie w Zakopanem. Z wiaterkiem se
+śmigniemy, przed wieczorkiem będziemy!
+
+I pokazał białe zęby.
+
+--A nie poczęstujecie to paniczu, górala?
+
+Janek skinął na chłopca.
+
+--Daj butelkę piwa.
+
+--I jedźmy.
+
+Góral pospieszył pierwszy, zapinając serdak, bo wiatr chłodny powiał i
+wesołe słonko zasępiło się jakoś. Za chwilę stanął przy dość dużym
+wózku parokonnym, jak wszystkie pokrytym białem płótnem, z jednego
+boku podciągniętem w górę.
+
+--A to twój wózek? -- rzekł zdziwiony Janek.
+
+--A co?
+
+--A cóżeś nie powiedział, że parokonny? Co nam po tem? Dwa razy tyle
+płacić, 6 guldenów! Czy tyle rzeczy mamy? Ja nie chciałem parokonki.
+
+--A toć mieliście książeczkę -- zauważył góral.
+
+Janek się zaczerwienił i spochmurniał. Istotnie zrobił głupstwo, nie
+spojrzawszy nawet w książeczkę, on, co tak chętnie innym wytykał
+omyłki. Niema o czem mówić, góral prawdopodobnie byłby znalazł
+pasażera, a jeżeli ich podszedł, to nadzwyczaj zręcznie: oddał
+przecież książeczkę.
+
+--Siadajmy -- rzekł do brata krótko.
+
+Góral poprawił koniom czerwone szaliki przy chomontach, ściągnął
+lepiej w górę płótno, przetarł dłonią ceratowe siedzenie i zręcznie
+dostał się na wózek.
+
+--Wesoło pojedziemy -- rzekł, zwracając się znów do chłopców -- co tam
+będziecie żałowali parę guldenów, i góral przecie też zarobić musi.
+
+I zaśpiewał po góralsku, dziwnym, przydechowym głosem, podobnym do
+nizkiego krzyku, w którym trudno rozróżnić wyrazy:
+
+
+ Góry nasze, góry, -- moje wy komory,--
+ Oj, bukowe listeczki, -- moje poduszeczki.--
+
+
+Większość wózków już odjechała, zapóźnione potoczyły się długim
+łańcuchem piękną szosą ku południowi.
+
+Na skręcie u nóg chłopców padł bukiet żółtych jaskrów. Janek potrącił
+go dosyć niechętnie, ale Tadzio wyrzucił centa w stronę małej ręki,
+która widniała gdzieś z boku przy wózku.
+
+--Uczysz dzieci żebraniny -- burknął Janek.
+
+Tadzio milczał.
+
+Drugi bukiet wpadł do wózka. Cent na szosę.
+
+Za trzecim razem Janek z gniewem wyrzucił kwiaty.
+
+Tadzio się zaczerwienił i spojrzał na brata, ale nie przemówił ani
+słowa.
+
+
+
+II.
+
+
+Jasne, wesołe słońce ciekawie zajrzało do pokoju na Chramcówkach,
+gdzie zatrzymali się nasi znajomi. Pokoik nie był wielki, ale dość
+wysoki; gładkie, świerkowe ściany lśniły połyskiem atłasu, rzeźbione
+ramy okna i drzwi przyjemne czyniły wrażenie. Skromne sprzęty zdawały
+się zupełnie nowe, a wszystko pociągało prostotą i czystością.
+
+--Pogoda -- ziewnął Janek -- czas nam w drogę, gotowe uciec na jaką
+wycieczkę.
+
+--Szkoda, żeśmy tu stanęli -- zauważył Tadzio -- daleko do klimatyki.
+
+--Cóż ci ta klimatyka tak zajechała do głowy? Kpię sobie z klimatyki i
+żeby cię przekonać, że się bez niej obejdę, wcale tam nie pójdziemy.
+
+--Nie wiem, czy to będzie dobrze -- szepnął nieśmiało Tadzio.
+
+--To się dowiesz.
+
+--Nie chodzi mi o podróż i o stryja, ale ojcu byłoby przykro, gdybyśmy
+Zosi na czas nie przywieźli; taki był uszczęśliwiony z tej naszej
+wycieczki! To dla niego większa przyjemność, niż gdyby sam mógł
+nareszcie wyjechać na dłużej w góry.
+
+--Czemu nie mamy przywieźć Zosi na czas? Jeszcześ się nie ruszył z
+miejsca, a już wątpisz o wszystkiem, jak gdyby Zakopane było co
+najmniej Europą. Straszna sztuka odnaleźć tutaj dwie osoby, nawet bez
+klimatyki! Stryj 10 dni zaczeka, a to przecież wystarczy, chociażby
+się wybrała na dalszą wycieczkę.
+
+--Już tylko 8, dwa zajęła nam droga.
+
+--Nawet 6, bo dwa także na powrót odliczyć trzeba. Ale to także dosyć.
+
+--Swoją drogą, gdyby to zależało ode mnie, wyciąłbym te wszystkie lasy
+do jednego drzewka. To mi ozdoba! W Zakopanem gór nie widać. Nie wiem,
+co sobie ludzie do tych Chramcówek upatrzyli, najbrzydsza część osady,
+bez żadnego widoku.
+
+--Gór tylko nie widać -- cicho wtrącił Tadzio. -- Za to tyle przestrzeni,
+zieloności, słońca...
+
+--Dla ciebie wszystko piękne -- mruknął Janek -- na Kościeliską też stąd
+mila drogi.
+
+--Ja myślę, żebyśmy poszli do Ślimaka. -- Dobrze nam u niego było w
+zeszłym roku, może i tam stanęły.
+
+Za chwilę byli w drodze. Pogardziwszy szosą, przez park świerkowy
+skierowali się w stronę potoku, przeszli po kładce na brzeg
+kamienisty, a potem wprost przez łąki na Targową. Dzień był
+prześliczny, słoneczny, pogodny, niebo bez chmurki pieściło spojrzenie
+błękitem, na polach kołysały się zboża złociste, świeża zieloność
+lśniła pod rosą.
+
+Janek zły był, że mu się wszystko podobało. Miał czas napatrzyć się
+zielonym stokom wystającego Giewontu, Wirchów i Koszytej, czemu go to
+wszystko znowu nęci? Nawet Gubałówka wabi oko wzorzystą swoją
+pochyłością, i serce mimowolnie jakimś przyspieszonem tętnem wita
+starych znajomych i stare widoki.
+
+Ile też skał, kamieni zmyły potoki wiosenne ze śpiących pod śniegiem
+olbrzymów? Ile szczerb nowych w ich ciałach odwiecznych? Ile zwalonych
+lasów przez wiatr halny zamknęło drogi? Jakie powstały nowe ścieżki i
+potoki?
+
+Oj, poszedłby tam w góry, jak co roku, poszedł z ochotą, choć się
+przyznać nie chce i gniewem tłumi uczucie tęsknoty.
+
+--Poszukamy ich u Ślimaka.
+
+W chacie Ślimaków radość i zdziwienie. To się panie ucieszą, bo się i
+nie spodziewały tak prędko. A mieszkają od Kacprusia het! precz!
+trochę na bok w pole, u szwagra, u Liptaka, co wybudował domek
+nowiusieńki. Nikt w nim jeszcze nie mieszkał, ale się spodobało, że
+caluśkie góry widać, het, aż za Murań; a domów też niema w blizkości,
+to i przestronno, zielono i czysto.
+
+Jankowi świeciły oczy, a serce szybko uderzało; ot, jak to trudno
+dopytać się w Zakopanem o mieszkanie znajomych. Przed godziną wyszli z
+domu i bez pomocy klimatyki wiedzą, co im potrzeba. Za pół godziny
+uściskają siostrę i jej opiekunkę, a jutro lub pojutrze mogą wracać do
+Warszawy. Stryj ich pochwali i odbędą z nim razem pouczającą podróż
+morzem z Gdańska do Kopenhagi. Powinni być bardzo radzi.
+
+--Cóż -- zwrócił się do brata -- nie będzie się czem pochwalić przed
+stryjem, poszło nam jak po maśle, ośmioletni dzieciak dokazałby takiej
+sztuki. Chodźmy.
+
+--A nie macie się co spieszyć -- mówił Ślimak, wyjmując z ust krótką
+fajeczkę -- bo poszli dzisiaj wszyscy do Morskiego.
+
+--Co? -- zawołali obaj chłopcy razem.
+
+--A jakże, o świtaniu, Wojtek przecie poszedł pod rzeczy, a Maciej
+przewodniczy. Toć wiem. Poszło gości ze 12 osób. Starsze kobiety
+pojechały szosą, a co młodsze to na Zawrat. A wracać mają pozajutro na
+Waksmundzką, toć nie macie poco do Liptaka chodzić. Zaczekać trzeba.
+
+Bracia patrzyli na siebie.
+
+--A gdzieżeście stanęli?
+
+--Na Chramcówkach.
+
+--Zapłacicie! -- pokiwał Ślimak głową. -- Jest tu u mnie izba pusta,
+gdybyście też chcieli.
+
+--My na parę dni tylko do Zakopanego. Zabierzemy siostrę i wracamy.
+
+Teraz Ślimak się zdziwił.
+
+--A z mieszkaniem? -- zapytał. -- Toćby Liptak znalazł sobie na całe lato
+gości.
+
+--Krzywdy mu przecie nie zrobimy.
+
+--To wiadomo, przecie sprawiedliwiście, ale będziecie mieli szkodę.
+
+--Cóż robić.
+
+Wracali ku Krupówkom zamyśleni. Co teraz robić? Czekać trzy dni w
+Zakopanem? Szkoda czasu. Zwłaszcza w taką pogodę. Blizkie wycieczki
+mniej nęcą: dolinki do siebie podobne, tyle razy w nich byli, a tam w
+góry, w góry, dalej, aż dusza rwie się.
+
+--Pójdziemy chyba do Morskiego? -- zagadnął wreszcie Janek.
+
+--Jutro -- dodał Tadzio.
+
+--Rozumie się, że nie dzisiaj. Przecież to całodzienna droga. Tylko
+wiesz, co ci powiem: co nam po przewodniku? Byliśmy ze sześć razy, a
+drogę przez Waksmundzką znamy jak własną kieszeń. Powrócimy zaś razem
+może inną drogą z Maciejem. Prawda?
+
+--Zdaje mi się -- rzekł Tadzio -- że wybornie pamiętam drogę.
+
+--Tylko nie mów o tem w domu, bo zaczną nam perswadować, straszyć. Bóg
+wie nie co. Ten się zabił, ten zginął, ten to, tamtem owo. Górale chcą
+zarobku, inni przez tchórzostwo wierzą wszystkim ich baśniom. Cóż, nie
+odpowiadasz?
+
+--Zdaje mi się, że znam drogę -- powtórzył Tadzio w zamyśleniu.
+
+--A dzisiaj chodźmy na Czerwone Wirchy i wrócimy przez Giewont.
+
+--Zmęczymy się przed jutrem.
+
+--Co to za zmęczenie? Zresztą, siedź sobie w domu, kiedy się obawiasz.
+
+--Nie obawiam się, ale przypomnij sobie, że to męcząca droga, a po
+pierwszych wycieczkach nogi bardzo bolą.
+
+--To chodź do Czarnego Stawu.
+
+--Czy nie za późno?
+
+--Dziesiąta.
+
+--Musimy coś kupić po drodze, herbaty, cukru, trochę wędliny, tam
+dostaniemy mleka, to i obiad będzie. Drogę znamy.
+
+--Jeszczeby też. Jak do Saskiego Ogrodu. Swoją drogą rad jestem, że
+Czarny Staw zobaczę; przykro byłoby jakoś stąd odjechać, nie
+pozdrowiwszy tego przyjaciela, nie spojrzawszy ani razu na Kościelec,
+na Zawrat. Dobrze zrobiła Zosia z tą wycieczką. Jutro na noc staniemy
+u Morskiego; zadziwią się kobieciny, a nam przyjemnie będzie zabrać do
+Warszawy tę garstkę nowych wspomnień.
+
+--Szkoda, że na Kościeliską czasu już nie będzie.
+
+--Przeczytaj sobie o niej w przewodniku Eljasza, to ci się będzie
+zdawało, żeś widział.
+
+--Dobrze, żeś mi przypomniał, jutro trzeba wziąć z sobą Eljasza.
+
+--Może masz słuszność, taki przewodnik nie wiele kosztuje.
+
+
+
+
+III.
+
+
+Nazajutrz o świcie chłopcy cicho i ostrożnie wymknęli się ze swego
+pokoiku. Nie powiedzieli wczoraj gospodyni o zamiarze wycieczki do
+Morskiego Oka; wracając z Czarnego Stawu, kupili tylko na drogę
+butelkę wina, parę funtów szynki i niewielki bochenek chleba, a teraz
+dołączyli do bagaży nieocenionego Eljasza i sprawiedliwie rozdzielili
+wszystko na dwie równe paczki.
+
+--Trzeba napisać parę słów do gospodyni, że nie wrócimy na
+noc -- odezwał się Tadzio.
+
+--Poco? -- zapytał Janek dość porywczo.
+
+--No, gotowa nas szukać, będzie dużo gadania.
+
+--Hm, to prawda. To napisz: »Idziemy na dalszą wycieczkę, zabawimy dni
+parę«. Tak, dobrze. A teraz ostrożnie, cicho.
+
+--Poco się z tem kryjemy?
+
+--Poto, że nie mam ochoty słuchać rad, uwag i perswazji. Co komu do
+tego, gdzie idziemy, co robimy? Tu przecież nie jesteśmy pod niczyją
+opieką, nie mamy obowiązku zdawać sprawy z naszych czynów i zamiarów.
+
+Podniósł głowę i dumnie spojrzał na brata zgóry, jak człowiek wolny,
+który żadnej władzy nie widzi i nie uznaje nad sobą. Tadzio się
+zarumienił; widocznie był jeszcze dzieckiem, bo samodzielność taka
+przerastała jego odwagę. Lecz Janek wie, co robi.
+
+Wiedział naturalnie, brat przyznawał mu to w duszy, kąpiąc się w
+świeżem i lekkiem powietrzu, w jasnych promieniach słońca, podziwiając
+piękność nieba, gór i ziemi. I jak im dobrze samym. Poco tu
+przewodnik? Czyż nie znają dokładnie drogi? Jeszcze też takiej drogi:
+przez Waksmundzką! Ale już tę wybrali, żeby stanąć na czas, posłuchali
+rozsądku.
+
+--Pójdziemy przez Kozienice -- proponuje Tadzio.
+
+--Naturalnie -- potwierdził Janek. -- Stamtąd powitamy góry w blaskach
+wschodzącego słońca. Niema w całem Zakopanem piękniejszego widoku;
+gdybym sobie kiedy stawiał tutaj willę, to tylko na Kozieńcu.
+
+Mówił to z wzrastającym zachwytem na widok piękności natury,
+odsłaniających się w miarę, jak młodzi nasi podróżnicy wydobywali się
+z ulic, zamkniętych szeregami domków i willi, na bardziej otwartą
+przestrzeń. Minąwszy szybko Chramcówki i ulicę Chałubińskiego, koło
+Muzeum po kładce przeszli potok i zaczęli wstępować na łagodną
+pochyłość Kozieńca. Widok stąd rzeczywiście był wspaniały: na zachód
+przestrzeń otwarta, bez końca, wzdłuż łańcucha wirchów i turni[4],
+zamykających widok od południa. W przezroczystem powietrzu góry
+występowały tak wyraźnie, iż widać było na nich każdą ścieżkę, każdy
+strumyk, rysujące ich stoki skaliste siecią jasnych gałązek. Tu i
+owdzie bielały najwyraźniej śniegi, świt różowił szczyty, a skały
+zdawały się być aksamitne.
+
+--Ach! -- szeptał Tadzio -- nic piękniejszego nie umiem sobie wyobrazić.
+
+Janek płonącem okiem obejmował wnętrze otwartego w tem miejscu gniazda
+gór spiętrzonych: Kopę Królowej, Magurę, Granaty i Źółte Turnie;
+liczył je, podziwiał, chciałby popłynąć nad nie lotem ptaka.
+
+Nie będziemy deptali w tym roku tych ścieżek, nie będziemy spoczywali
+w niedostępnych jarach, patrząc w niebo i zapominając o świecie.
+Dziwny urok mają te góry... Nagle potrząsnął głową.
+
+--Chodźmy -- rzekł -- tak nie można, nie poto idziemy.
+
+Minęli Bystre, uśpione i ciche, w Jaszczurówce wypili gorące
+śniadanie, orzeźwili się przyjemną kąpielą i podążyli dalej. Od Cyrli
+droga już przez las prowadzi, wydeptana co roku stopami podróżnych,
+lecz nie lękali się zbłądzić: tyle razy szli tędy! Tu nie widać nieba,
+gór ani słońca, tylko stare drzewa, olbrzymie głazy, spękane, porosłe
+mchem zielonym i szarym, -- szemrzące strumienie i kwiatów kępy całe:
+niezapominajki, goryczki, storczyki, pełno barw, woni, aż żal mijać.
+
+A poziomki!
+
+Nie mogli oprzeć się pokusie, aby nie zbierać chociaż
+najpiękniejszych. Co za wielkość, smak, zapach!
+
+Droga coraz inna i coraz piękniejsza. Od Toporowych Stawów do Psiej
+Trawki szli więcej niż godzinę. Była już 10-ta, kiedy się zatrzymali
+na tym pierwszym wypoczynku.
+
+--Wiesz, Janku, że my dzisiaj może nie dojdziemy? -- zauważył Tadzio
+nieśmiało.
+
+Janek ruszył ramionami.
+
+--Pleciesz, jak niedołęga. Straciliśmy trochę czasu, wielka szkoda!
+Nie będziemy za to robić dłuższych wypoczynków. Ślimak zaszedłby tędy
+w ciągu dnia na miejsce. Patrz, co ludzi za nami spieszy.
+
+Istotnie, dwa dość liczne towarzystwa zbliżały się do schroniska. Na
+łączce w jednej chwili zrobiło się gwarno, otwierano butelki, śmiech,
+żarty, nawoływania rozległy się dokoła.
+
+--Pójdźmy -- szepnął Janek do brata.
+
+Tadzio wstał natychmiast i skierowali się znowu ku drodze, gdy nagle
+otoczyła ich nowa gromadka.
+
+--Janek! Tadzio! A wy tu co robicie o tej porze?
+
+--Felek! Brońcia! Adaś! Ańdzia!
+
+--Skądżeście się tu wzięli?
+
+--Do Morskiego.
+
+--Po Zosię?
+
+--Naturalnie.
+
+--Sami?
+
+--Znamy drogę -- zapewniał Janek.
+
+--Chodźcie z nami. Weselej będzie!
+
+Chłopcy nie mieli nic przeciwko temu, pożartowano wprawdzie trochę z
+ich zapasów i pospiesznego marszu, ale któżby o takie rzeczy obrażał
+się na przyjaciół? Odtąd istotnie było tak wesoło, że nawet Tadek
+tylko od czasu do czasu marzącem okiem rozglądał się po krajobrazie.
+
+Na Waksmundzkiej odpoczywali niedługo, gdyż woleli popatrzeć z Suchej
+na Pieniny, które przy dniu pogodnym rysowały się wyraźnie. W ogóle
+widok z Suchej był przepyszny, i Bronia tylko narzekała, że ją
+zwiedziono: wiedzieli przecież, że się obawia przepaści i każą jej
+przejść ścieżkę, parę stóp szeroką.
+
+--Ależ tu przejechać można -- perswaduje Felek.
+
+--A gdybyś nawet spadła, pierwszy krzak by cię zatrzymał.
+
+Ale Brońcia jest blizką płaczu, zamyka oczy, każe się prowadzić, drży
+cała. Towarzysze tłumią śmiech przez litość.
+
+--No, tu przecie szeroko!
+
+--Nie mogę, nie mogę! Przywiążcie mię do drzewa, bo się stoczę po tej
+pochyłości.
+
+--Patrz, szynka się nie stacza, chleb leży spokojnie, patrz butelka.
+
+--Ach!
+
+Brońcia zasłoniła oczy, gdyż nieszczęsna butelka nie odpowiedziała
+wcale zaufaniu swojego opiekuna i stoczyła się w krzaki.
+
+--Cała, cała! -- zawołali radośnie Staś i Felek i w mgnieniu oka zsunęli
+się bokiem ku krzakom, aby pochwycić zbiega.
+
+--Cała szyjka, nawet korek nie wyskoczył, tylko dna i wina brakuje.
+
+Wszyscy się śmieli, wujenka i poważny wuj Stanisław, opiekunowie tego
+młodego grona; jedna Brońcia drżała. Poradzono jej, aby położyła się
+na ziemi i w tej dopiero pozycji zdobyła się na odwagę popatrzenia na
+piękny widok.
+
+--Dajcie reńskiego, a zejdę po tej ścieżce prosto het, precz, aż na
+dół -- odezwał się młody góralczyk, świecącemi oczyma patrząc na
+wystraszone dziewczę.
+
+--Trzymajcie go! -- zawołała przerażona Brońcia, i twarz ukryła w
+dłoniach.
+
+Zejście nie było trudne, Brońcia jednak szła ciągle, prowadzona przez
+brata i przewodnika, z zamkniętemi oczyma, blada, z wyrazem trwogi i
+zmęczenia. Dopiero na Gęsiej Szyi uspokoiła się trochę.
+
+--Dziękuję za taką przyjemność -- rzekła, siadając na miękkiej,
+aksamitnej trawie -- nie chcę znać Morskiego Oka, ani podobnych awantur.
+
+--Będziesz czekała tutaj naszego powrotu?
+
+--Wstydź się żartować jeszcze! -- zawołała Bronka. -- Dlaczego nie
+przeprowadziliście mię dołem? Mogłam przecież przejść tędy? Pocoście
+mię wlekli na tę skałę?
+
+--Ależ Broniu, to jeden z piękniejszych widoków w Tatrach.
+
+Nie odpowiedziała, czuła się jednak w duszy pokrzywdzoną: piękny
+krajobraz sprawiał jej przyjemność wtedy, gdy mogła go oglądać z
+bezpiecznego miejsca.
+
+Tymczasem zaczęto schodzić po dość łagodnej, miękkiej pochyłości góry,
+pokrytej aksamitną trawą. Nogi ślizgały się po tym kobiercu, stopy
+bolały od nienormalnego położenia, a końca góry ani widać.
+
+--W zakosy idźcie, w zakosy[5], -- nawoływali przewodnicy.
+
+--Ach, chwilę odpoczynku na równym poziomie! -- narzekała Brońcia.
+
+--Usiądź i zjedziesz na dół -- rzekł wesoło jej brat.
+
+--Pewniebym usiadła, gdybym się nie bała, ale ktoby mnie wstrzymał
+potem, gdybym się zsuwać zaczęła zbyt szybko?
+
+--Czekaj -- rzekł Staś -- masz pas mocny?
+
+No, to cię przepaszę sznurkiem i będę powstrzymywał. Dalej, jazda.
+
+--Chodźmy naprzód -- szepnął Janek -- Brońcia strasznie przesadza z tą
+obawą.
+
+--Ja z wami -- odezwała się też cicho Ańdzia. -- Ja się nie boję. Źyłabym
+tu w górach. Kocham niebezpieczeństwa. Uproszę mamy i pójdę z
+Morskiego na Rysy. Co za rozkosz pomyśleć sobie, że jedno złe
+stąpnięcie, a spadnę w głębię bez końca, i zwyciężać te trudy i
+wdzierać się coraz wyżej, coraz wyżej, aż za chmury, do słońca, do
+samego nieba i świat widzieć u nóg, pod sobą!
+
+Tadzio westchnął głęboko.
+
+--My jeszcze nie byliśmy na Rysach -- rzekł cicho.
+
+--Na przyszły rok -- odparł Janek z niemniej głębokiem westchnieniem.
+
+--Czemu? -- spytała Ańdzia.
+
+--Pić, pić! -- rozległy się za niemi głosy. -- Zatrzymajcie tam chłopców,
+co pobiegli naprzód z tobołkami; słońce piecze, jakby nas chciało
+uwędzić.
+
+Zatrzymajcie tam chłopców! łatwo to powiedzieć. Jak jelenie zbiegli z
+góry w zakosy, i zniknęli w kierunku drogi do Roztoki. Znaleziono ich
+dopiero pod Czerwonemi Brzeżkami. Siedzieli w czarnych jagodach,
+zajadając soczysty owoc, zarastający niezbyt łagodną pochyłość.
+Uczernili się przytem, jak małe potwory, ale miny rozkoszne mieli po
+tej uczcie.
+
+--Z pół godziny tu już jemy -- przechwalali się z zadowoleniem.
+
+Przewodnik gniewał się na nich, że nie trzymają się razem, ale oni
+słuchając, nie tracili czasu i co chwila podnosili do ust pełne
+garście jagód.
+
+--Ach, jak chłodno i miło w ustach -- zapewniali.
+
+Goście za ich przykładem rozproszyli się po krzakach i byłby znów
+spoczynek mimowolny, gdyby przewodnik energicznie nie zaczął naglić do
+pośpiechu.
+
+--Wszyscy nas wyprzedzili, przyjdziemy ostatni i miejsca w hotelu nie
+będzie. W Roztoce i tak trzeba odpocząć z godzinę.
+
+--Czy to miasteczko jakie ta Roztoka? -- ciekawie pyta Brońcia.
+
+Staś i Felek jednocześnie wybuchnęli śmiechem.
+
+--Miasteczko o godzinę drogi od Morskiego! W sercu gór! Co ty
+wygadujesz, Bronka?
+
+Ale Brońcia się obraziła i nie chciała słuchać objaśnień.
+
+--To schronisko zapewne? -- zapytała Ańdzia.
+
+--Naturalnie, duże schronisko, gdzie i zanocować można, bo jest
+kilkanaście łóżek. Ale każdą butelkę piwa przywożą tam na osiołku,
+albo na koniu, jak widziałaś nieraz, w drewnianych naczyniach. Ciężka
+praca nawieźć potrzebnej żywności.
+
+W Roztoce Staś i Felek uparli się zwiedzić koniecznie dzisiaj
+wodospady Mickiewicza. Poświęcą te pół godzinki ze swego odpoczynku, a
+Brońcia niech zostanie pod opieką starszych. Ale Brońcia nie chciała i
+narzekając, jęcząc, poszła jednak z innymi.
+
+Tymczasem słońce dawno skryło się za Mięguszowieckie, kiedy podróżni
+nasi ostatnim wysiłkiem przebywali kamienistą i przykrą część drogi
+pod samem już jeziorem. Wszyscy byli zmęczeni, Brońcia z utęsknieniem
+upatrywała dachu zapowiedzianego schroniska, Ańdzia nawet szła cicho,
+mało zwracając uwagi na piękności otoczenia. A hotelu ani śladu, ani
+śladu jeziora. Czy nie dojdą już nigdy?
+
+Nagle -- tuż pod nogami dach, budynek piętrowy, a dalej w cieniu
+wieczornego zmroku, pod strażą wyniosłego Mnicha, ostrych Rysów i
+Miedzianego, cicho zasypia poważne jezioro, otulając się zwolna mgłą
+przejrzystą.
+
+
+
+
+IV.
+
+
+--Co teraz będzie?
+
+Tadzio milczał zamyślony.
+
+--No, mów, radź, odezwij się, co zrobimy? -- wołał Janek, niecierpliwie
+chodząc po pokoju. -- Licho wie, gdzie ich szukać. Zdaje się, że były,
+ale gdzie poszły dzisiaj? Czy wrócą tu jeszcze? Czy wprost do
+Zakopanego? Mieszkania nie zamówiły i szukaj wiatru w lesie! No, cóż?
+Czyś zaniemówił?
+
+--Cóż ja ci poradzę? -- odezwał się wreszcie Tadzio. -- Prawdę mówiąc, w
+tej chwili tak mi dobrze, tak miło, żem zobaczył znowu to
+czarodziejskie miejsce, iż nie żałuję niczego, niczego, nawet tego, że
+ich tu niema.
+
+--Niedołęstwo -- szepnął Janek, wzruszając ramionami.
+
+--Przyznaj, Janku, że i ty rad jesteś z tej wycieczki?
+
+--Rad jesteś! No, rad jestem; ale co teraz dalej? Ojciec czeka, stryj
+czeka, a my tu jak głupcy w lesie. I żebyśmy wiedzieli chociaż, gdzie
+ich szukać. Ale skąd? Nikt nic nie wie.
+
+--Ślimak mówił, że jutro wrócić mają z wycieczki.
+
+--Mówił, mówił, ale czy wrócą? Niecierpię takiej niepewności, niech
+raz wiem, co mam robić i na czem się to skończy.
+
+--Ja myślę, że musimy jutro wracać.
+
+--Ty myślisz, ty zawsze myślisz, ty tylko myśleć umiesz! I poco
+powrócimy, jeśli ich w domu niema? A kto wie, gdzie poszły dalej? Może
+na węgierską stronę? Może za tydzień wrócą? A my lećmy z powrotem na
+złamanie karku, żeby się dowiedzieć wkońcu, że o paniach nic nie
+wiadomo. Niechbym wiedział przynajmniej, że wrócą za trzy dni, tobym
+poszedł na Rysy, na Mięguszowieckie i byłbym jeszcze na czas, a tak...
+
+--To wiesz, Janku, idź z Felkiem na Rysy, a ja sam wrócę jutro i będę
+pilnował. Bo ktoś powrócić musi, a jeśli masz ochotę należeć do tej
+wycieczki, to zostań. Zdążysz jeszcze w sobotę.
+
+Janek spojrzał na brata, chciał coś odpowiedzieć, ale tylko ruszył
+ramionami i milcząc, rzucił się na łóżko.
+
+Na drugi dzień wstał pierwszy. Właśnie słońce wzeszło, różowe chmurki
+unosiły się ponad jeziorem, które leżało ciche i majestatyczne,
+wielkie i poważne pod strażą olbrzymów.
+
+Janek obudził brata.
+
+--Patrz -- rzekł z płonącym wzrokiem.
+
+Obaj wyszli co prędzej i długo patrzyli na ciche fale i błękitną
+głębię, w której z dziwną wyrazistością odbijały się otaczające ją
+góry.
+
+--I wracamy -- rzekł wreszcie.
+
+Tadzio zabrał resztę rzeczy. Wkrótce opuścili hotel.
+
+--Powracamy przez Liljowe.
+
+--Przez Liljowe? Znasz drogę?
+
+--Nie myślę wiecznie chodzić tą samą drogą. Mam Eljasza i dam sobie
+radę? A cóż nam się stać może? Ludzi pełno wszędzie, gdybyśmy
+zbłądzili; zresztą Eljasz wystarczy.
+
+--Wiesz, Janku, jabym radził...
+
+--Nie pytam cię teraz o radę. Chodźmy stąd jak najprędzej, bo chcę
+uniknąć pytań Felka, Ańdzi i t. d. Skoro będziemy sami i wolni od
+towarzystwa, przeczytamy uważnie, którędy iść trzeba, a tymczasem aby
+z hotelu!...
+
+--Aby pogoda była -- zauważył Tadzio. -- Patrz, jakie białe chmury snują
+się po górach.
+
+--To _suha_ mgła -- dał się słyszeć obok głos górala -- z tego deszczu nie
+będzie.
+
+--Widzisz -- zawołał Janek. -- Chodźmy tylko.
+
+_Suha_ mgła tego ranka zasnuła dolinę w niezwykłej obfitości, strzępy
+jej porwane czepiały się po skałach i gałęziach świerków, a niekiedy
+przejrzystemi mgławicami spływały między drzewa aż ku ziemi,
+zasłaniając na chwilę widok.
+
+--Słońce to wszystko rozproszy, gdy się podniesie wyżej -- zrobił uwagę
+Janek.
+
+Tadzio nic nie mówił. Skręcili w dolinę koło Miedzianego, podług
+Eljasza tędy właśnie droga.
+
+Słońce jednak widocznie miało też kłopot z mgłą _suhą_, bo napływała
+zewsząd coraz większymi kłębami, wiła się, snuła, staczała, pękała i
+znów zrastała w jedną nieprzejrzaną masę, coraz grubszą, ciemniejszą.
+
+--Janku, boję się deszczu -- odezwał się Tadzio nieśmiało, przedzierając
+się przez kosówkę.
+
+--Deszczu się boisz? No, to mi nowina: nie wiedziałem, żeś z cukru.
+
+--Ale nie znamy drogi.
+
+--To sobie przeczytamy.
+
+--Kiedy nic poznać nie można. Widzisz jakie szczyty? Nic nie widać; w
+jakiż sposób będziemy się orjentowali?
+
+Janek uważnie spojrzał dookoła. Istotnie, zalewało ich morze mgły
+zewsząd. I nic nie było widać, nawet droga kończyła się o kilka
+kroków.
+
+--Musimy tu przeczekać -- odezwał się głośno. -- Jesteśmy w chmurze, ale
+chmura minie i znów słońce zaświeci. Usiądźmy tymczasem, masz co jeść?
+
+--Mam butelkę wina, trochę szynki i chleba. Myślałem, że w Roztoce
+zjemy porcję jajecznicy.
+
+--Trzeba było nie myśleć, tylko zabrać więcej zapasów.
+
+Tadzio w pokorze wysłuchał nagany.
+
+--Dajno chociaż Eljasza.
+
+Tadzio podał książkę.
+
+--Zdaje się, idziemy dobrze; doliną za Mnichem powinniśmy dojść prosto
+do Wrót Chałubińskiego, poznamy je z opisu, żeby tylko mgła się
+rozeszła.
+
+Usiedli na kosówce, z mimowolną trwogą patrząc na zbliżające się ku
+nim bałwany chmur; wkrótce zaledwie mogli widzieć jeden drugiego.
+
+--To minie -- pocieszał Janek.
+
+Istotnie, po dłuższej chwili mgła zaczęła przeświecać, podnosić się w
+górę, ujrzeli znowu najbliższe kamienie, świerki, lecz dalsze plany
+zlewały się całkiem z szarem, bezbarwnem niebem. Deszcz drobny padać
+zaczął.
+
+--Wróćmy się -- szepnął Tadzio.
+
+Janek zmarszczył czoło.
+
+--Do Morskiego?
+
+--Chodźmy drogą ku Roztoce. Znamy ją.
+
+--Kiedy się boisz -- zaczął Janek po namyśle.
+
+I niechętnie iść zaczął drogą, którą przyszli. Deszcz padał coraz
+większy, serdaki przemokły im wkrótce, obuwie rozmiękło także, ruch
+rozgrzewał ich jednak. Młodość niewiele robi sobie z niepogody, to też
+zaczęli śpiewać dla dodania sobie humoru:
+
+
+ Wysokieście góry, wysokieście szczyty,--
+ Oj, kto was przewędrował? -- góral rodowity.--
+
+
+--Nie pamiętam, która droga: w prawo czy na lewo?
+
+--W prawo -- zdecydował Janek.
+
+--Powinniśmy już widzieć Mnicha.
+
+--Co dziś w tej mgle zobaczysz?
+
+--Źeby tylko gdzie Zosi nie zaskoczyła w górach.
+
+Janek spojrzał na brata zsuniętemi brwiami, ale rozpogodził się zaraz.
+
+--Mają przewodnika, -- rzekł uspokojony.
+
+--To prawda, ale zmoknie.
+
+--Deszcz tatrzański nie szkodzi, nie dostanie nawet kataru.
+
+--Patrzno, Janku, z tej góry nie schodziliśmy przecież?
+
+--Tak ci się zdaje? -- Musieliśmy ją obejść.
+
+--To może inna droga?
+
+--Przez tę mgłę wszystko się zmienia, ale szliśmy tędy napewno.
+
+--Nie przypominam sobie -- szepnął Tadzio.
+
+--Ostrożnie, bo ślizko bardzo, po korzeniach nie stą...
+
+Tadzio skamieniał: Janek krzyknął krótko i zsunął się jak kamień po
+wilgotnej ziemi, na szczęście niedaleko, lecz prosto w kałużę.
+
+--Wróćmy się -- zaczął Tadzio, wzruszony stanem garderoby brata. -- To nie
+ta droga, zbłądziliśmy.
+
+--Więc prowadź.
+
+Wkrótce wiedzieli obaj, że zbłądzili: szli jakąś drogą, zupełnie
+nieznaną, zalaną wodą w miejscach równych, na pochyłości pokrytą
+grubym, ostrym żwirem, który zsuwał się razem z nimi. Rozmiękłe i
+pokrzywione obuwie dokuczało im bardzo, deszcz przemoczył ubranie do
+bielizny, a droga jak zaklęta wiła się bez końca.
+
+Janek ustał nakoniec, oparł się o drzewo, z którego popłynęły nań
+strumienie wody i przymknął oczy.
+
+--Napij się wina -- rzekł Tadzio, podając mu butelkę.
+
+Pił chciwie, długo. Wreszcie podał ją bratu.
+
+--A ty nie pijesz?
+
+--Nie jestem spragniony.
+
+--Cóż poczniemy?
+
+--Która godzina?...
+
+--Wpół do drugiej.
+
+--Przeszło sześć godzin idziemy.
+
+--Aby gdzie zajść przed nocą. Zimno będzie.
+
+Wstrząsnął się, przejęty dreszczem.
+
+--Jesteśmy na ścieżce, więc musi nas gdzieś doprowadzić.
+
+--Masz słuszność -- zawołał Janek -- póki jesteśmy na ścieżce, niema
+powodu rozpaczać, wyjdziemy choć na jaką halę czy schronisko.
+
+--Byle przed nocą -- dodał Tadzio.
+
+--Do nocy daleko. Posilimy się i odpoczniemy, to nam i siły wrócą.
+
+Na nieszczęście niewiele było tego posiłku: trochę szynki i chleba
+głód zaspokoiło, ale niezbyt gruntownie, a zapasu już nie zostało
+żadnego. Popili po łyku wina, żeby mieć trochę na rozgrzanie, bo przez
+wilgotną odzież chłód czuli coraz dotkliwszy.
+
+--W którymkolwiek idziemy kierunku -- odezwał się Janek -- zrobiliśmy
+porządny kawał drogi i musimy być blizko jakiejś ludzkiej osady.
+Chodźmy tylko, bo zimno.
+
+I szli wytrwale, nie zważając na kamienie, brnąc przez kałuże,
+zsuwając się po pochyłościach lub wdzierając na strome skały. Aby
+prędzej. To tylko bieda, że droga dość często dzieliła się na ścieżki,
+i wybieraj, którą wolisz! To znowu zdawało się, że już noc zapada, tak
+ciężkie chmury przesuwały się nad ich głowami. Ani widać słońca.
+
+--Która godzina? -- dopytywał Tadzio.
+
+--Piąta dochodzi.
+
+Milczeli obydwaj. Myśl, że mogą przepędzić noc pod gołem niebem, bez
+ognia, bez okrycia ciepłego, na deszczu, zaczęła ich poważnie
+niepokoić. Droga niby zaklęta ciągnie się i ciągnie, przez lasy, z
+góry na dół i z dołu do góry, i końca niema. Idą tyle godzin i nie
+wiedzą, gdzie zaszli. Czują ogromne zmęczenie, a co
+najgorsza -- wzajemną obawę o siebie: Tadzio taki delikatny, zaziębi się
+napewno, skoro tylko iść przestanie. A nogi zaczynają odmawiać już
+posłuszeństwa, -- i jak iść zresztą wśród ciemności? Chyba prosto w
+przepaść.
+
+Tadzio znów drży o Janka. Chorował niedawno na zapalenie oskrzeli, co
+to będzie? co to będzie? Nie osobliwość w nocy spotkać i niedźwiedzia,
+a zapałek nawet z sobą nie wzięli. Po prostu rozpacz!
+
+--Która godzina, Janku?
+
+--Trzy na siódmą.
+
+--Słońce około 9 zachodzi.
+
+--Nie w górach i nie w dzień pochmurny.
+
+Istotnie, w pół godziny później zrobiło się prawie ciemno. Z każdą
+chwilą wolniej mogli posuwać się naprzód, widoczne było, że wkrótce
+stanie się to niepodobieństwem.
+
+--Masz wino? -- spytał Janek. -- Napij się troszeczkę.
+
+--Nie mogę, mam wstręt do wina.
+
+--Rozgrzejesz się.
+
+--Nie czuję zimna.
+
+--To daj mnie, ja się napiję, wiatr taki chłodny, że ubranie pod nim
+sztywnieje. Nie mam pojęcia, jak przepędzimy noc bez ognia.
+
+--Źeby choć deszcz nie padał.
+
+Mżyło jednak ciągle, a mgła lekka przybierała fantastyczne kształty.
+Chłopcy nie śmieli stanąć, czuli, że ruch to ich jedyny ratunek, ale
+drogę zgubili dawno. Szli, aby nie stać.
+
+Nagle Janek ryknął jak zwierzę ranione i rzuciwszy się na ziemię,
+krzyczał z całej piersi.
+
+Tadzio przerażony pochylił się nad nim.
+
+--Co ci jest, Janku? Janku! Ja się boję!
+
+Lecz Janek ryczał, aż mu tchu zabrakło.
+
+--Czy cię co boli?
+
+--Wściekam się, szaleję, ja nie chcę tu nocować!
+
+--To nic nie pomoże.
+
+Janek spojrzał na brata.
+
+--Może kto usłyszeć.
+
+--Niedżwiedź chyba.
+
+Janek podniósł się uspokojony.
+
+--Więc gińmy, bracie -- rzekł zmienionym głosem. -- Przebacz mi, to przeze
+mnie.
+
+Tadzio wybuchnął płaczem i rzucił się bratu na szyję.
+
+--Nie, nie! -- zawołał -- nie możemy zginąć! Bóg jest dobry, jest
+miłosierny. Nie chodzi mi o siebie, ale mama, Zosia, ojciec nasz
+drogi! Nie, Bóg nie pozwoli. Napij się wina, to cię rozgrzeje,
+skaczmy, ruszajmy się; a potem noc krótka, zaświta może słońce. Nie
+zginiemy, Janku, nie, nie zginiemy, Pan Bóg nie pozwoli! Co to?
+
+Krzyknął nagle i chwycił mocno rękę brata. -- Co to? -- powtórzył,
+ukazując w dali blask jakiś niewyraźny, czerwony i mglisty, niby ogień
+czy światło. Janek ujrzał je także.
+
+--Bóg miłosierny -- szepnął drżącemi ustami.
+
+Światło jednak szczególne przybierało kształty: znikało, gasło,
+wybuchało znowu, strzelało, słało się po ziemi i niby uciekało. Szli
+teraz wytrwale, a ono wciąż daleko.
+
+Nakoniec wyraźnie widać postacie ludzkie: ogień się pali na ziemi, a
+ludzie wkoło dziwne wyprawiają skoki. Jeden przystanął, ujął się pod
+boki i huknął góralskim śpiewem, w którym trudno rozróżnić słowa:
+
+
+ Uczyła mnie matka śpiewać i tańcować,--
+ A ojciec mnie uczył wziąć i dobrze schować, hu, ha!--
+
+
+--Rozbójnicy! -- szepnął Tadzio.
+
+Ale Janek potrząsnął głową. Górali dwóch tylko było i dwóch »gości« w
+serdakach i zakopiańskich beretach. Widocznie odpoczywające
+towarzystwo.
+
+--Niech będzie pochwalony!
+
+Zwrócono się ku nim.
+
+--Gdzie jesteśmy? -- spytał Janek drżącym głosem, podtrzymując zupełnie
+wyczerpanego z sił Tadzia.
+
+--A za Mnichem, przy Miedzianem. Toć koleba! -- dodał góral, wskazując
+pierwotny jakiś budynek bez okien, przytulony do skały. A z daleka?
+
+--Z Morskiego.
+
+Gromadka skupiła się bliżej.
+
+--Długo szliście? -- spytał góral.
+
+--Od rana.
+
+Wybuch śmiechu górali całą był odpowiedzią, lecz nieznajomi zbliżyli
+się teraz do chłopców.
+
+--Niech panowie wypoczną -- rzekł jeden życzliwie. -- Może i przenocujemy
+w tem schronisku mimo niewygód i zimna, bo nie mamy odwagi kończyć
+drogi po ciemku, choć przewodnicy z nas żartują. Ale panowie zziębli i
+przemokli, oto pled suchy, serdak. Wacek, dajno nam koniaku!...
+
+
+
+
+V.
+
+
+...Na miękkim materacu, pod wełnianym kocem, w czystej, suchej
+bieliźnie Janek spał snem zdrowym, gdy drzwi znanego nam już pokoiku
+na Chramcówkach skrzypnęły cicho i Tadzio w mundurku, z wyrazem
+pomieszania na bladej twarzyczce, stanął w progu.
+
+Powoli drzwi zamknął za sobą i zbliżył się do brata: budzić, czy nie
+budzić?
+
+Janek otworzył oczy.
+
+--Wstałeś? -- spytał zdziwiony.
+
+--Byłem u nich.
+
+--U Zosi?
+
+Chłopiec skinął głową.
+
+--Powiedziałeś?
+
+Tadzio milczał chwilę.
+
+--Gadajże!
+
+--Wróciły pozawczoraj, a wczoraj pojechały do Szczawnicy.
+
+Janek usiadł na łóżku.
+
+--Jakto? Być nie może! I nie czekały na nas?
+
+--Nie wiedziały wcale o naszym przyjeździe. Nie byliśmy u Liptaków,
+Ślimak nie zawiadomił, Liptakowie zdziwili się, gdy przyszedłem.
+
+Janek wzburzony zaczął chodzić po pokoju. Byłby chętnie zburczał
+Tadzia, ale jakoś nie mógł, nozdrza mu drżały, czuł swoją winę. Nagle
+stanął, spojrzał na brata, na niebo, jasne słońce i zwykłym swym
+gestem wzruszył ramionami. Potem ziewnął i wlazł pod kołdrę.
+
+--Cóż będzie? -- spytał Tadzio.
+
+--Zatelegrafuj do stryja: »Zostajemy. Niech stryj lepiej przyjedzie do
+nas. Dużo tu jeszcze rzeczy do poznania«.
+
+Odwrócił się do ściany, aby zasnąć znowu, ale nie poszło to łatwo, bo
+rozumiał, że przez jego zarozumiałość i lekkomyślność Zosia, Tadzio i
+on stracili sposobność poznania morza, a stryjowi i rodzicom sprawił
+przykrość.
+
+
+
+NOTATKI:
+
+
+[1] Klimatyka -- biuro opieki sanitarnej w miejscowościach leczniczych.
+
+[2] Misja -- posłannictwo, zadanie.
+
+[3] Taksa -- cena ustanowiona.
+
+[4] Wirchy -- szczyty, turnie -- skały nagie, bezleśne.
+
+[5] W zakosy -- w prawo i w lewo na przemiany, zwracając pod kątem
+ostrym coraz niżej.
+
+
+
+
+
+
+End of the Project Gutenberg EBook of Bez przewodnika, by Cecylia Niewiadomska
+
+*** END OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK BEZ PRZEWODNIKA ***
+
+***** This file should be named 38459-0.txt or 38459-0.zip *****
+This and all associated files of various formats will be found in:
+ https://www.gutenberg.org/3/8/4/5/38459/
+
+Produced by David T. Jones, Michal Jablonski and the Online
+Distributed Proofreading Canada Team at
+http://www.pgdpcanada.net
+
+
+Updated editions will replace the previous one--the old editions
+will be renamed.
+
+Creating the works from public domain print editions means that no
+one owns a United States copyright in these works, so the Foundation
+(and you!) can copy and distribute it in the United States without
+permission and without paying copyright royalties. Special rules,
+set forth in the General Terms of Use part of this license, apply to
+copying and distributing Project Gutenberg-tm electronic works to
+protect the PROJECT GUTENBERG-tm concept and trademark. Project
+Gutenberg is a registered trademark, and may not be used if you
+charge for the eBooks, unless you receive specific permission. If you
+do not charge anything for copies of this eBook, complying with the
+rules is very easy. You may use this eBook for nearly any purpose
+such as creation of derivative works, reports, performances and
+research. They may be modified and printed and given away--you may do
+practically ANYTHING with public domain eBooks. Redistribution is
+subject to the trademark license, especially commercial
+redistribution.
+
+
+
+*** START: FULL LICENSE ***
+
+THE FULL PROJECT GUTENBERG LICENSE
+PLEASE READ THIS BEFORE YOU DISTRIBUTE OR USE THIS WORK
+
+To protect the Project Gutenberg-tm mission of promoting the free
+distribution of electronic works, by using or distributing this work
+(or any other work associated in any way with the phrase "Project
+Gutenberg"), you agree to comply with all the terms of the Full Project
+Gutenberg-tm License (available with this file or online at
+https://gutenberg.org/license).
+
+
+Section 1. General Terms of Use and Redistributing Project Gutenberg-tm
+electronic works
+
+1.A. By reading or using any part of this Project Gutenberg-tm
+electronic work, you indicate that you have read, understand, agree to
+and accept all the terms of this license and intellectual property
+(trademark/copyright) agreement. If you do not agree to abide by all
+the terms of this agreement, you must cease using and return or destroy
+all copies of Project Gutenberg-tm electronic works in your possession.
+If you paid a fee for obtaining a copy of or access to a Project
+Gutenberg-tm electronic work and you do not agree to be bound by the
+terms of this agreement, you may obtain a refund from the person or
+entity to whom you paid the fee as set forth in paragraph 1.E.8.
+
+1.B. "Project Gutenberg" is a registered trademark. It may only be
+used on or associated in any way with an electronic work by people who
+agree to be bound by the terms of this agreement. There are a few
+things that you can do with most Project Gutenberg-tm electronic works
+even without complying with the full terms of this agreement. See
+paragraph 1.C below. There are a lot of things you can do with Project
+Gutenberg-tm electronic works if you follow the terms of this agreement
+and help preserve free future access to Project Gutenberg-tm electronic
+works. See paragraph 1.E below.
+
+1.C. The Project Gutenberg Literary Archive Foundation ("the Foundation"
+or PGLAF), owns a compilation copyright in the collection of Project
+Gutenberg-tm electronic works. Nearly all the individual works in the
+collection are in the public domain in the United States. If an
+individual work is in the public domain in the United States and you are
+located in the United States, we do not claim a right to prevent you from
+copying, distributing, performing, displaying or creating derivative
+works based on the work as long as all references to Project Gutenberg
+are removed. Of course, we hope that you will support the Project
+Gutenberg-tm mission of promoting free access to electronic works by
+freely sharing Project Gutenberg-tm works in compliance with the terms of
+this agreement for keeping the Project Gutenberg-tm name associated with
+the work. You can easily comply with the terms of this agreement by
+keeping this work in the same format with its attached full Project
+Gutenberg-tm License when you share it without charge with others.
+
+1.D. The copyright laws of the place where you are located also govern
+what you can do with this work. Copyright laws in most countries are in
+a constant state of change. If you are outside the United States, check
+the laws of your country in addition to the terms of this agreement
+before downloading, copying, displaying, performing, distributing or
+creating derivative works based on this work or any other Project
+Gutenberg-tm work. The Foundation makes no representations concerning
+the copyright status of any work in any country outside the United
+States.
+
+1.E. Unless you have removed all references to Project Gutenberg:
+
+1.E.1. The following sentence, with active links to, or other immediate
+access to, the full Project Gutenberg-tm License must appear prominently
+whenever any copy of a Project Gutenberg-tm work (any work on which the
+phrase "Project Gutenberg" appears, or with which the phrase "Project
+Gutenberg" is associated) is accessed, displayed, performed, viewed,
+copied or distributed:
+
+This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
+almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
+re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
+with this eBook or online at www.gutenberg.org
+
+1.E.2. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is derived
+from the public domain (does not contain a notice indicating that it is
+posted with permission of the copyright holder), the work can be copied
+and distributed to anyone in the United States without paying any fees
+or charges. If you are redistributing or providing access to a work
+with the phrase "Project Gutenberg" associated with or appearing on the
+work, you must comply either with the requirements of paragraphs 1.E.1
+through 1.E.7 or obtain permission for the use of the work and the
+Project Gutenberg-tm trademark as set forth in paragraphs 1.E.8 or
+1.E.9.
+
+1.E.3. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is posted
+with the permission of the copyright holder, your use and distribution
+must comply with both paragraphs 1.E.1 through 1.E.7 and any additional
+terms imposed by the copyright holder. Additional terms will be linked
+to the Project Gutenberg-tm License for all works posted with the
+permission of the copyright holder found at the beginning of this work.
+
+1.E.4. Do not unlink or detach or remove the full Project Gutenberg-tm
+License terms from this work, or any files containing a part of this
+work or any other work associated with Project Gutenberg-tm.
+
+1.E.5. Do not copy, display, perform, distribute or redistribute this
+electronic work, or any part of this electronic work, without
+prominently displaying the sentence set forth in paragraph 1.E.1 with
+active links or immediate access to the full terms of the Project
+Gutenberg-tm License.
+
+1.E.6. You may convert to and distribute this work in any binary,
+compressed, marked up, nonproprietary or proprietary form, including any
+word processing or hypertext form. However, if you provide access to or
+distribute copies of a Project Gutenberg-tm work in a format other than
+"Plain Vanilla ASCII" or other format used in the official version
+posted on the official Project Gutenberg-tm web site (www.gutenberg.org),
+you must, at no additional cost, fee or expense to the user, provide a
+copy, a means of exporting a copy, or a means of obtaining a copy upon
+request, of the work in its original "Plain Vanilla ASCII" or other
+form. Any alternate format must include the full Project Gutenberg-tm
+License as specified in paragraph 1.E.1.
+
+1.E.7. Do not charge a fee for access to, viewing, displaying,
+performing, copying or distributing any Project Gutenberg-tm works
+unless you comply with paragraph 1.E.8 or 1.E.9.
+
+1.E.8. You may charge a reasonable fee for copies of or providing
+access to or distributing Project Gutenberg-tm electronic works provided
+that
+
+- You pay a royalty fee of 20% of the gross profits you derive from
+ the use of Project Gutenberg-tm works calculated using the method
+ you already use to calculate your applicable taxes. The fee is
+ owed to the owner of the Project Gutenberg-tm trademark, but he
+ has agreed to donate royalties under this paragraph to the
+ Project Gutenberg Literary Archive Foundation. Royalty payments
+ must be paid within 60 days following each date on which you
+ prepare (or are legally required to prepare) your periodic tax
+ returns. Royalty payments should be clearly marked as such and
+ sent to the Project Gutenberg Literary Archive Foundation at the
+ address specified in Section 4, "Information about donations to
+ the Project Gutenberg Literary Archive Foundation."
+
+- You provide a full refund of any money paid by a user who notifies
+ you in writing (or by e-mail) within 30 days of receipt that s/he
+ does not agree to the terms of the full Project Gutenberg-tm
+ License. You must require such a user to return or
+ destroy all copies of the works possessed in a physical medium
+ and discontinue all use of and all access to other copies of
+ Project Gutenberg-tm works.
+
+- You provide, in accordance with paragraph 1.F.3, a full refund of any
+ money paid for a work or a replacement copy, if a defect in the
+ electronic work is discovered and reported to you within 90 days
+ of receipt of the work.
+
+- You comply with all other terms of this agreement for free
+ distribution of Project Gutenberg-tm works.
+
+1.E.9. If you wish to charge a fee or distribute a Project Gutenberg-tm
+electronic work or group of works on different terms than are set
+forth in this agreement, you must obtain permission in writing from
+both the Project Gutenberg Literary Archive Foundation and Michael
+Hart, the owner of the Project Gutenberg-tm trademark. Contact the
+Foundation as set forth in Section 3 below.
+
+1.F.
+
+1.F.1. Project Gutenberg volunteers and employees expend considerable
+effort to identify, do copyright research on, transcribe and proofread
+public domain works in creating the Project Gutenberg-tm
+collection. Despite these efforts, Project Gutenberg-tm electronic
+works, and the medium on which they may be stored, may contain
+"Defects," such as, but not limited to, incomplete, inaccurate or
+corrupt data, transcription errors, a copyright or other intellectual
+property infringement, a defective or damaged disk or other medium, a
+computer virus, or computer codes that damage or cannot be read by
+your equipment.
+
+1.F.2. LIMITED WARRANTY, DISCLAIMER OF DAMAGES - Except for the "Right
+of Replacement or Refund" described in paragraph 1.F.3, the Project
+Gutenberg Literary Archive Foundation, the owner of the Project
+Gutenberg-tm trademark, and any other party distributing a Project
+Gutenberg-tm electronic work under this agreement, disclaim all
+liability to you for damages, costs and expenses, including legal
+fees. YOU AGREE THAT YOU HAVE NO REMEDIES FOR NEGLIGENCE, STRICT
+LIABILITY, BREACH OF WARRANTY OR BREACH OF CONTRACT EXCEPT THOSE
+PROVIDED IN PARAGRAPH 1.F.3. YOU AGREE THAT THE FOUNDATION, THE
+TRADEMARK OWNER, AND ANY DISTRIBUTOR UNDER THIS AGREEMENT WILL NOT BE
+LIABLE TO YOU FOR ACTUAL, DIRECT, INDIRECT, CONSEQUENTIAL, PUNITIVE OR
+INCIDENTAL DAMAGES EVEN IF YOU GIVE NOTICE OF THE POSSIBILITY OF SUCH
+DAMAGE.
+
+1.F.3. LIMITED RIGHT OF REPLACEMENT OR REFUND - If you discover a
+defect in this electronic work within 90 days of receiving it, you can
+receive a refund of the money (if any) you paid for it by sending a
+written explanation to the person you received the work from. If you
+received the work on a physical medium, you must return the medium with
+your written explanation. The person or entity that provided you with
+the defective work may elect to provide a replacement copy in lieu of a
+refund. If you received the work electronically, the person or entity
+providing it to you may choose to give you a second opportunity to
+receive the work electronically in lieu of a refund. If the second copy
+is also defective, you may demand a refund in writing without further
+opportunities to fix the problem.
+
+1.F.4. Except for the limited right of replacement or refund set forth
+in paragraph 1.F.3, this work is provided to you 'AS-IS' WITH NO OTHER
+WARRANTIES OF ANY KIND, EXPRESS OR IMPLIED, INCLUDING BUT NOT LIMITED TO
+WARRANTIES OF MERCHANTIBILITY OR FITNESS FOR ANY PURPOSE.
+
+1.F.5. Some states do not allow disclaimers of certain implied
+warranties or the exclusion or limitation of certain types of damages.
+If any disclaimer or limitation set forth in this agreement violates the
+law of the state applicable to this agreement, the agreement shall be
+interpreted to make the maximum disclaimer or limitation permitted by
+the applicable state law. The invalidity or unenforceability of any
+provision of this agreement shall not void the remaining provisions.
+
+1.F.6. INDEMNITY - You agree to indemnify and hold the Foundation, the
+trademark owner, any agent or employee of the Foundation, anyone
+providing copies of Project Gutenberg-tm electronic works in accordance
+with this agreement, and any volunteers associated with the production,
+promotion and distribution of Project Gutenberg-tm electronic works,
+harmless from all liability, costs and expenses, including legal fees,
+that arise directly or indirectly from any of the following which you do
+or cause to occur: (a) distribution of this or any Project Gutenberg-tm
+work, (b) alteration, modification, or additions or deletions to any
+Project Gutenberg-tm work, and (c) any Defect you cause.
+
+
+Section 2. Information about the Mission of Project Gutenberg-tm
+
+Project Gutenberg-tm is synonymous with the free distribution of
+electronic works in formats readable by the widest variety of computers
+including obsolete, old, middle-aged and new computers. It exists
+because of the efforts of hundreds of volunteers and donations from
+people in all walks of life.
+
+Volunteers and financial support to provide volunteers with the
+assistance they need are critical to reaching Project Gutenberg-tm's
+goals and ensuring that the Project Gutenberg-tm collection will
+remain freely available for generations to come. In 2001, the Project
+Gutenberg Literary Archive Foundation was created to provide a secure
+and permanent future for Project Gutenberg-tm and future generations.
+To learn more about the Project Gutenberg Literary Archive Foundation
+and how your efforts and donations can help, see Sections 3 and 4
+and the Foundation web page at https://www.pglaf.org.
+
+
+Section 3. Information about the Project Gutenberg Literary Archive
+Foundation
+
+The Project Gutenberg Literary Archive Foundation is a non profit
+501(c)(3) educational corporation organized under the laws of the
+state of Mississippi and granted tax exempt status by the Internal
+Revenue Service. The Foundation's EIN or federal tax identification
+number is 64-6221541. Its 501(c)(3) letter is posted at
+https://pglaf.org/fundraising. Contributions to the Project Gutenberg
+Literary Archive Foundation are tax deductible to the full extent
+permitted by U.S. federal laws and your state's laws.
+
+The Foundation's principal office is located at 4557 Melan Dr. S.
+Fairbanks, AK, 99712., but its volunteers and employees are scattered
+throughout numerous locations. Its business office is located at
+809 North 1500 West, Salt Lake City, UT 84116, (801) 596-1887, email
+business@pglaf.org. Email contact links and up to date contact
+information can be found at the Foundation's web site and official
+page at https://pglaf.org
+
+For additional contact information:
+ Dr. Gregory B. Newby
+ Chief Executive and Director
+ gbnewby@pglaf.org
+
+
+Section 4. Information about Donations to the Project Gutenberg
+Literary Archive Foundation
+
+Project Gutenberg-tm depends upon and cannot survive without wide
+spread public support and donations to carry out its mission of
+increasing the number of public domain and licensed works that can be
+freely distributed in machine readable form accessible by the widest
+array of equipment including outdated equipment. Many small donations
+($1 to $5,000) are particularly important to maintaining tax exempt
+status with the IRS.
+
+The Foundation is committed to complying with the laws regulating
+charities and charitable donations in all 50 states of the United
+States. Compliance requirements are not uniform and it takes a
+considerable effort, much paperwork and many fees to meet and keep up
+with these requirements. We do not solicit donations in locations
+where we have not received written confirmation of compliance. To
+SEND DONATIONS or determine the status of compliance for any
+particular state visit https://pglaf.org
+
+While we cannot and do not solicit contributions from states where we
+have not met the solicitation requirements, we know of no prohibition
+against accepting unsolicited donations from donors in such states who
+approach us with offers to donate.
+
+International donations are gratefully accepted, but we cannot make
+any statements concerning tax treatment of donations received from
+outside the United States. U.S. laws alone swamp our small staff.
+
+Please check the Project Gutenberg Web pages for current donation
+methods and addresses. Donations are accepted in a number of other
+ways including including checks, online payments and credit card
+donations. To donate, please visit: https://pglaf.org/donate
+
+
+Section 5. General Information About Project Gutenberg-tm electronic
+works.
+
+Professor Michael S. Hart was the originator of the Project Gutenberg-tm
+concept of a library of electronic works that could be freely shared
+with anyone. For thirty years, he produced and distributed Project
+Gutenberg-tm eBooks with only a loose network of volunteer support.
+
+
+Project Gutenberg-tm eBooks are often created from several printed
+editions, all of which are confirmed as Public Domain in the U.S.
+unless a copyright notice is included. Thus, we do not necessarily
+keep eBooks in compliance with any particular paper edition.
+
+
+Most people start at our Web site which has the main PG search facility:
+
+ https://www.gutenberg.org
+
+This Web site includes information about Project Gutenberg-tm,
+including how to make donations to the Project Gutenberg Literary
+Archive Foundation, how to help produce our new eBooks, and how to
+subscribe to our email newsletter to hear about new eBooks.
diff --git a/38459-0.zip b/38459-0.zip
new file mode 100644
index 0000000..fab2fcd
--- /dev/null
+++ b/38459-0.zip
Binary files differ
diff --git a/38459-h.zip b/38459-h.zip
new file mode 100644
index 0000000..4d85f95
--- /dev/null
+++ b/38459-h.zip
Binary files differ
diff --git a/38459-h/38459-h.htm b/38459-h/38459-h.htm
new file mode 100644
index 0000000..79eda23
--- /dev/null
+++ b/38459-h/38459-h.htm
@@ -0,0 +1,2074 @@
+<!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD XHTML 1.0 Strict//EN"
+ "http://www.w3.org/TR/xhtml1/DTD/xhtml1-strict.dtd">
+<!-- $Id: header.txt 236 2009-12-07 18:57:00Z vlsimpson $ -->
+
+<html xmlns="http://www.w3.org/1999/xhtml" xml:lang="en" lang="en">
+ <head>
+ <meta http-equiv="Content-Type" content="text/html;charset=utf-8" />
+ <meta http-equiv="Content-Style-Type" content="text/css" />
+ <title>
+ The Project Gutenberg eBook of Bez przewodnika, by Cecylia Niewiadomska.
+ </title>
+ <style type="text/css">
+
+body {
+ margin-left: 10%;
+ margin-right: 10%;
+}
+
+ h1,h2,h3,h4,h5,h6 {
+ text-align: center; /* all headings centered */
+ clear: both;
+}
+
+p {
+ margin-top: .75em;
+ text-align: justify;
+ margin-bottom: .75em;
+}
+
+hr {
+ width: 33%;
+ margin-top: 2em;
+ margin-bottom: 2em;
+ margin-left: auto;
+ margin-right: auto;
+ clear: both;
+}
+
+table {
+ margin-left: auto;
+ margin-right: auto;
+}
+
+.pagenum { /* uncomment the next line for invisible page numbers */
+ /* visibility: hidden; */
+ position: absolute;
+ left: 92%;
+ font-size: smaller;
+ text-align: right;
+} /* page numbers */
+
+.linenum {
+ position: absolute;
+ top: auto;
+ left: 4%;
+} /* poetry number */
+
+.blockquot {
+ margin-left: 5%;
+ margin-right: 10%;
+}
+
+.sidenote {
+ width: 20%;
+ padding-bottom: .5em;
+ padding-top: .5em;
+ padding-left: .5em;
+ padding-right: .5em;
+ margin-left: 1em;
+ float: right;
+ clear: right;
+ margin-top: 1em;
+ font-size: smaller;
+ color: black;
+ background: #eeeeee;
+ border: dashed 1px;
+}
+
+.bb {border-bottom: solid 2px;}
+
+.bl {border-left: solid 2px;}
+
+.bt {border-top: solid 2px;}
+
+.br {border-right: solid 2px;}
+
+.bbox {border: solid 2px;}
+
+.center {text-align: center;}
+
+.smcap {font-variant: small-caps;}
+
+.u {text-decoration: underline;}
+
+.caption {font-weight: bold;}
+
+/* Images */
+.figcenter {
+ margin: auto;
+ text-align: center;
+}
+
+.figleft {
+ float: left;
+ clear: left;
+ margin-left: 0;
+ margin-bottom: 1em;
+ margin-top: 1em;
+ margin-right: 1em;
+ padding: 0;
+ text-align: center;
+}
+
+.figright {
+ float: right;
+ clear: right;
+ margin-left: 1em;
+ margin-bottom:
+ 1em;
+ margin-top: 1em;
+ margin-right: 0;
+ padding: 0;
+ text-align: center;
+}
+
+/* Footnotes */
+.footnotes {border: dashed 1px;}
+
+.footnote {margin-left: 10%; margin-right: 10%; font-size: 0.9em;}
+
+.footnote .label {position: absolute; right: 84%; text-align: right;}
+
+.fnanchor {
+ vertical-align: super;
+ font-size: .8em;
+ text-decoration:
+ none;
+}
+
+/* Poetry */
+.poem {
+ margin-left:10%;
+ margin-right:10%;
+ text-align: left;
+}
+
+.poem br {display: none;}
+
+.poem .stanza {margin: 1em 0em 1em 0em;}
+
+.poem span.i0 {
+ display: block;
+ margin-left: 0em;
+ padding-left: 3em;
+ text-indent: -3em;
+}
+
+.poem span.i2 {
+ display: block;
+ margin-left: 2em;
+ padding-left: 3em;
+ text-indent: -3em;
+}
+
+.poem span.i4 {
+ display: block;
+ margin-left: 4em;
+ padding-left: 3em;
+ text-indent: -3em;
+}
+
+ </style>
+ </head>
+<body>
+
+
+<pre>
+
+The Project Gutenberg EBook of Bez przewodnika, by Cecylia Niewiadomska
+
+This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
+almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
+re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
+with this eBook or online at www.gutenberg.org
+
+
+Title: Bez przewodnika
+
+Author: Cecylia Niewiadomska
+
+Release Date: January 1, 2012 [EBook #38459]
+
+Language: Polish
+
+Character set encoding: UTF-8
+
+*** START OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK BEZ PRZEWODNIKA ***
+
+
+
+
+Produced by David T. Jones, Michal Jablonski and the Online
+Distributed Proofreading Canada Team at
+http://www.pgdpcanada.net
+
+
+
+
+
+
+</pre>
+
+
+
+<h3>BIBLJOTECZKA M&#321;ODZIE&#379;Y SZKOLNEJ 38</h3>
+
+<h2>C. NIEWIADOMSKA</h2>
+
+<h1>BEZ PRZEWODNIKA</h1>
+
+
+<h4>WARSZAWA</h4>
+
+<h5>NAK&#321;AD GEBETHNERA I WOLFFA<br />
+KRAK&#211;W &mdash; G. GEBETHNER I SP&#211;&#321;KA<br />
+1908</h5>
+
+
+<h5>KRAK&#211;W &mdash; DRUK W. L. ANCZYCA I SP&#211;&#321;KI.</h5>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="I" id="I"></a>I.</h2>
+
+
+<p>&mdash;Wierzysz, &#380;e nam si&#281; nie &#347;ni?</p>
+
+<p>Szczup&#322;y i blady ch&#322;opiec w szkolnej bluzce
+podni&#243;s&#322; na brata zdziwione spojrzenie wielkich,
+niebieskich oczu.</p>
+
+<p>Starszy ch&#322;opiec, czarnooki, &#347;niady i opalony,
+zniecierpliwi&#322; si&#281; wida&#263; brakiem odpowiedzi.</p>
+
+<p>&mdash;C&#243;&#380;, milczysz? &mdash; rzek&#322; porywczo. &mdash; Czterna&#347;cie
+lat sko&#324;czy&#322;e&#347;, a zdaje ci si&#281; chyba,
+&#380;e nie masz jeszcze siedmiu, i &#380;e&#347; powinien by&#263;
+niemy, jak ryba. Teraz nie wiem doprawdy, sk&#261;d
+ci si&#281; wzi&#281;&#322;a odwaga wypowiedzenia stryjowi, &#380;e
+zgadzasz si&#281; na jego projekt, a raczej, &#380;e masz
+ochot&#281; zobaczenia morza po sze&#347;ciokrotnem sp&#281;dzeniu
+lata w Zakopanem. Takie natury, jak twoja,
+na nic zdoby&#263; si&#281; nie potrafi&#261;, nawet na prost&#261;
+szczero&#347;&#263;.</p>
+
+<p>Blada twarz m&#322;odego ch&#322;opca pokry&#322;a si&#281;
+lekkim rumie&#324;cem, lecz w jasnych jego oczach nie
+by&#322;o gniewu ni urazy.</p>
+
+<p>&mdash;Nie gniewaj si&#281;, Janku &mdash; zacz&#261;&#322; troch&#281;
+nie&#347;mia&#322;ym g&#322;osem, ale widz&#261;c, &#380;e brat wygl&#261;da
+przez okno wagonu, nie doko&#324;czy&#322; nawet zdania.</p>
+
+<p>Po chwili Janek usiad&#322; zn&#243;w na &#322;awce, spojrza&#322;
+na brata niezwykle &#322;agodnie, jak gdyby pragn&#261;&#322;
+zatrze&#263; poprzednie wra&#380;enie, i zapyta&#322; do&#347;&#263;
+mi&#281;kko.</p>
+
+<p>&mdash;G&#322;odny jeste&#347;?</p>
+
+<p>&mdash;Pi&#263; mi si&#281; chce &mdash; odpar&#322; Tadzio &mdash; ale
+zaczekam do Chab&#243;wki.</p>
+
+<p>&mdash;Do Chab&#243;wki! Dobry sobie! Jakby&#347; nie
+wiedzia&#322; o tem, &#380;e do Chab&#243;wki jeszcze z p&#243;&#322;torej godziny.
+Ale tyby&#347; si&#281; wyrzek&#322; jedzenia i picia, byle
+nie mie&#263; k&#322;opotu. Powiadam ci, Tadek, co ty na
+&#347;wiecie zrobisz? Dobrze, p&#243;ki jeste&#347;my razem,
+i wiesz, &#380;e za ciebie my&#347;l&#261; brat, ojciec, siostra, no,
+ale jeste&#347; m&#281;&#380;czyzn&#261;, masz by&#263; w przysz&#322;o&#347;ci opiekunem
+swojej rodziny i co ty poczniesz wtedy?</p>
+
+<p>Tadek zarumieni&#322; si&#281; znowu po same w&#322;osy
+i spogl&#261;da&#322; na brata &#322;agodnym, prosz&#261;cym wzrokiem,
+ale na odpowied&#378; si&#281; nie zdoby&#322;. Janek ruszy&#322;
+te&#380; ramionami i si&#281;gn&#261;&#322; po koszyczek, umieszczony
+na p&#243;&#322;ce.</p>
+
+<p>&mdash;Co to? &mdash; rzek&#322;, wydobywaj&#261;c z niego
+do&#347;&#263; du&#380;&#261; butelk&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;To woda z czerwonem winem &mdash; cicho
+odpowiedzia&#322; ucze&#324;.</p>
+
+<p>&mdash;Czemu&#380; si&#281; nie napijesz?</p>
+
+<p>&mdash;E, nie... tam ju&#380; niewiele... ty mo&#380;esz mie&#263;
+pragnienie...</p>
+
+<p>&mdash;Co? &mdash; zawo&#322;a&#322; Janek z oburzeniem &mdash; b&#281;dziesz
+si&#281; m&#281;czy&#322; pragnieniem i kwasi&#322; t&#281; troch&#281;
+wody do samego Zakopanego, bo &mdash; ja mog&#281; jej
+potrzebowa&#263;! Czy wiesz, jak si&#281; nazywa takie post&#281;powanie?</p>
+
+<p>&mdash;Pewnie niedo&#322;&#281;stwo &mdash; rzek&#322; Tadek z &#322;agodnym
+u&#347;miechem.</p>
+
+<p>Janek zmiesza&#322; si&#281; troch&#281; odpowiedzi&#261; brata,
+ale spostrzeg&#322; si&#281; pr&#281;dko.</p>
+
+<p>&mdash;A widzisz &mdash; rzek&#322; &mdash; sam uznajesz; czy
+my&#347;lisz, &#380;e mnie przyjemnie tak ci&#261;gle ci&#281; strofowa&#263;
+i nazywa&#263; po imieniu twoje wady? Ale to
+dla twego dobra, &mdash; &#347;wi&#281;ty straci&#322;by reszt&#281; cierpliwo&#347;ci
+z twoj&#261; bierno&#347;ci&#261;. Tak! nie! chc&#281;! nie
+chc&#281;! krzycz, pchaj si&#281;, &#380;&#261;daj; &mdash; a ty wiecznie
+milczysz, my&#347;lisz i ze wszystkiem si&#281; zgadzasz, &mdash; ja
+tego znie&#347;&#263; nie mog&#281;. No, pij.</p>
+
+<p>&mdash;Dzi&#281;kuj&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;Nie chcesz?</p>
+
+<p>&mdash;N-nie, ju&#380; nie chc&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;To wypij&#281;; na widok tego nektaru sucho
+mi si&#281; w gardle zrobi&#322;o. Za twoj&#261; &mdash; energj&#281;.</p>
+
+<p>Tadek si&#281; u&#347;miechn&#261;&#322;.</p>
+
+<p>&mdash;Przynajmniej na ten tydzie&#324; zdob&#261;d&#378; &#380;e
+si&#281; na jak&#261;&#347; wol&#281; &mdash; prawi&#322; dalej Janek, ogryzaj&#261;c
+udko kurcz&#281;cia &mdash; pami&#281;taj, &#380;e od naszego sprytu
+i energji zale&#380;y powodzenie ca&#322;ej sprawy. Znasz
+stryja: nie wr&#243;cimy na czas, to sam pojedzie, dnia
+jednego d&#322;u&#380;ej nie zaczeka. A cho&#263; to niby nic
+odnale&#378;&#263; Zo&#347;k&#281; w Zakopanem i zabra&#263; j&#261; razem
+z cioci&#261;, ale nie mamy jej adresu, a te panie wcale
+nas si&#281; nie spodziewaj&#261;. Mog&#261; by&#263; na jakiej wycieczce,
+mo&#380;e trzeba je b&#281;dzie goni&#263;, a czas p&#322;ynie.
+W Zakopanem znamy ju&#380; wszystko, a morza nikt
+z nas nie widzia&#322;, i pewno niepr&#281;dko zdarzy nam
+si&#281; taka sposobno&#347;&#263;, wi&#281;c nie chcia&#322;bym po tylu
+nadziejach zosta&#263; na koszu, z niczem!</p>
+
+<p>&mdash;Trzeba si&#281; b&#281;dzie zaraz dowiedzie&#263; o nie
+w klimatyce<a name="FNanchor_1" id="FNanchor_1"></a>
+<a href="#Footnote_1" class="fnanchor">[1]</a>, musz&#261; tam by&#263; zameldowane
+i znajdziemy je w godzin&#281; po przybyciu na
+miejsce.</p>
+
+<p>&mdash;W&#322;a&#347;nie pod&#322;ug twojej teorji! Czy nie wiesz,
+&#380;e przyjedziemy ko&#322;o si&#243;dmej wieczorem i klimatyka
+b&#281;dzie ju&#380; zamkni&#281;ta? Ja my&#347;l&#281;, &#380;e tylko
+przypadkiem tego samego dnia spotka&#263; mo&#380;emy
+je na Krup&#243;wkach, a na dobre trzeba zacz&#261;&#263; poszukiwania
+nazajutrz od rana. Wyobra&#380;am sobie
+zadziwienie cioci, bo nie spodziewa si&#281; nas wcze&#347;niej,
+ni&#380; za dwa tygodnie. Nie mog&#322;a naturalnie
+przeczu&#263; projektu stryja, zgody ojca, misji<a name="FNanchor_2" id="FNanchor_2"></a>
+<a href="#Footnote_2" class="fnanchor">[2]</a> naszej
+i zamierzonego porwania.</p>
+
+<p>&mdash;Chab&#243;wka! &mdash; szepn&#261;&#322; Tadek z rozpromienion&#261;
+twarz&#261;.</p>
+
+<p>Janek zerwa&#322; si&#281; z miejsca.</p>
+
+<p>&mdash;Chwa&#322;a Bogu. A to pr&#281;dko! Zamknij koszyk,
+zwi&#324; paski, te zapasy chyba zostawimy? Co
+zrobi&#263; z t&#261; butelk&#261;? A walizka? gdzie walizka?
+acha, jest wszystko? Hej, jest tam kto? Po rzeczy! &mdash; wo&#322;a&#322;,
+wychylaj&#261;c si&#281; z okna.</p>
+
+<p>&mdash;A podajcie mi te w&#281;ze&#322;ki, to je wnet na
+w&#243;zek w&#322;o&#380;&#281;. Pi&#281;knie pojedziemy, grzecznie, pod&#322;ug
+taksy<a name="FNanchor_3" id="FNanchor_3"></a>
+<a href="#Footnote_3" class="fnanchor">[3]</a>, weso&#322;o.</p>
+
+<p>Tak zach&#281;ca&#322; m&#322;ody g&#243;ral, stoj&#261;c przed oknem
+wagonu, a Janek te&#380; bez namys&#322;u zacz&#261;&#322; mu podawa&#263;
+t&#322;umoczki.</p>
+
+<p>&mdash;Pod&#322;ug taksy pojedziesz? &mdash; spyta&#322; tylko
+wyra&#378;nie.</p>
+
+<p>&mdash;Pod&#322;ug taksy, to&#263; m&#243;wi&#281;, a grzecznie,
+a weso&#322;o, pierwsi staniemy w Zakopanem.</p>
+
+<p>&mdash;A to co, nie wiesz, &#380;e wam tu nie wolno? &mdash; da&#322;
+si&#281; s&#322;ysze&#263; surowy g&#322;os jakiego&#347; urz&#281;dnika,
+zwr&#243;cony do g&#243;rala, kt&#243;ry najspokojniej odbiera&#322;
+przez okno pakunki naszych znajomych.</p>
+
+<p>&mdash;Go&#347;cie mi&#281; zawo&#322;ali, zgodzony jestem,
+um&#243;wiony &mdash; t&#322;umaczy&#322; si&#281; sprytny ch&#322;opak, podaj&#261;c
+Jankowi ksi&#261;&#380;eczk&#281;, w kt&#243;r&#261; zaopatrzony
+jest ka&#380;dy z miejscowych w&#322;a&#347;cicieli w&#243;zk&#243;w.</p>
+
+<p>&mdash;Tak jest &mdash; potwierdzi&#322; Janek &mdash; um&#243;wi&#322;em
+tego cz&#322;owieka. To ju&#380; wszystko. Id&#378;cie&#380; sobie,
+a my przyjdziemy zaraz, tylko zjemy obiad.</p>
+
+<p>&mdash;Chod&#378; &mdash; zwr&#243;ci&#322; si&#281; do brata &mdash; widzisz,
+co to znaczy energja: g&#243;ral zabra&#322; rzeczy wprost
+z wagonu i nie potrzebujemy p&#322;aci&#263; za przenoszenie
+osobno.</p>
+
+<p>&mdash;&#379;eby tylko mia&#322; dobrego konia &mdash; zwr&#243;ci&#322;
+uwag&#281; Tadzio.</p>
+
+<p>&mdash;Boisz si&#281;, &#380;e przez lito&#347;&#263; b&#281;dziesz szed&#322;
+piechot&#261;? Nie b&#243;j si&#281;, dobrze z oczu patrzy ch&#322;opakowi,
+jestem pewny, &#380;e ma konika, a&#380; mi&#322;o.</p>
+
+<p>&mdash;Wiesz &mdash; zauwa&#380;y&#322; Tadzio z nag&#322;ym b&#322;yskiem
+w oczach &mdash; one si&#281; pewnie na Ko&#347;cieliskiej
+umie&#347;ci&#322;y. Ciocia i Zosia lubi&#261; t&#281; cich&#261; ulic&#281;, troch&#281;
+ju&#380; za wsi&#261;, z widokiem na g&#243;ry i &#322;&#261;ki, no,
+i tamt&#281;dy droga do Ko&#347;cieliskiej doliny, gdzie bywaj&#261;
+przynajmniej raz na tydzie&#324;. Pami&#281;tasz, jak
+marzyli&#347;my, &#380;eby w Ko&#347;cieliskiej mieszka&#263;?</p>
+
+<p>&mdash;To wy z Zosi&#261;, co do mnie, cho&#263; przyznaj&#281;,
+&#380;e doliny r&#243;wnie pi&#281;knej nie widzia&#322;em, &mdash; nie
+jestem pustelnikiem, aby mi wystarcza&#322;a natura.
+Dobre to zreszt&#261; w pogod&#281;, ale w deszcz...</p>
+
+<p>&mdash;Te&#380; pi&#281;knie, Janku, cho&#263; inaczej, ale pi&#281;knie:
+ten wezbrany bia&#322;y potok, te p&#322;acz&#261;ce ska&#322;y,
+szare niebo, i cisza, i samotno&#347;&#263;, wszystko pi&#281;kne.</p>
+
+<p>&mdash;A no, mo&#380;e takie &#380;ycie by&#322;oby najstosowniejsze
+dla twego usposobienia, cho&#263; nie! rozmazgai&#322;by&#347;
+si&#281; tam do reszty i zosta&#322; sko&#324;czonym
+niedo&#322;&#281;g&#261;. Czasy pustelnik&#243;w min&#281;&#322;y, m&#243;j drogi,
+pomy&#347;l tylko o zimie, jakby ci tam by&#322;o, bez ludzi,
+bez dr&#243;g, jak w grobie.</p>
+
+<p>&mdash;W pi&#281;knym grobie, gdzie &#380;y&#263; mo&#380;na. Nieraz
+blizko krzy&#380;a Pola wybiera&#322;em sobie miejsce na
+jaskini&#281;, rozmy&#347;la&#322;em, czembym si&#281; &#380;ywi&#322;, jakbym
+sobie urz&#261;dzi&#322; &#380;ycie. Bo tego jestem pewny, &#380;e
+nigdy, nigdy w &#380;yciu nie napatrzy&#322;bym si&#281; do syta
+pi&#281;kno&#347;ci tego ustronia, nie nas&#322;ucha&#322; szumu potoku,
+nie nacieszy&#322; si&#281; cisz&#261;, w kt&#243;rej tak dobrze
+my&#347;le&#263; i s&#322;ucha&#263; i przeczuwa&#263;...</p>
+
+<p>Twarz ch&#322;opca zap&#322;on&#281;&#322;a dziwnym blaskiem,
+oczy ja&#347;nia&#322;y mu niby natchnione, wida&#263; by&#322;o, &#380;e
+ka&#380;de s&#322;owo &mdash; mo&#380;e bez woli i bez wiedzy jego &mdash; p&#322;ynie
+mu prosto z duszy, z gor&#261;cego serca.</p>
+
+<p>Lecz Janek niecierpliwie wzruszy&#322; ramionami.</p>
+
+<p>&mdash;G&#322;&#243;d wyleczy&#322;by ci&#281; pr&#281;dko z tych zachwyt&#243;w &mdash; rzek&#322;
+z lekcewa&#380;eniem. &mdash; G&#243;rale uciekaj&#261;
+na zim&#281; z Ko&#347;cieliskiej.</p>
+
+<p>&mdash;Bo g&#243;ral sobie nie wystarczy, ksi&#261;&#380;ka
+i my&#347;li nie zast&#261;pi&#261; mu ludzi; a co do g&#322;odu,
+m&#243;g&#322;bym mie&#263; owoce i zapasy zbo&#380;a.</p>
+
+<p>&mdash;A pr&#281;dko ta pojedziemy do Zakopanego?</p>
+
+<p>U&#347;miechni&#281;ty g&#243;ral sta&#322; o par&#281; krok&#243;w i patrza&#322;
+na rozmawiaj&#261;cych. Janek zerwa&#322; si&#281; pierwszy.</p>
+
+<p>&mdash;A to jed&#378;my &mdash; zawo&#322;a&#322;. &mdash; Dobrego masz
+konia?</p>
+
+<p>&mdash;Ho, ho, takiej parki nie znajdzie w Zakopanem.
+Z wiaterkiem se &#347;migniemy, przed wieczorkiem
+b&#281;dziemy!</p>
+
+<p>I pokaza&#322; bia&#322;e z&#281;by.</p>
+
+<p>&mdash;A nie pocz&#281;stujecie to paniczu, g&#243;rala?</p>
+
+<p>Janek skin&#261;&#322; na ch&#322;opca.</p>
+
+<p>&mdash;Daj butelk&#281; piwa.</p>
+
+<p>&mdash;I jed&#378;my.</p>
+
+<p>G&#243;ral pospieszy&#322; pierwszy, zapinaj&#261;c serdak,
+bo wiatr ch&#322;odny powia&#322; i weso&#322;e s&#322;onko zas&#281;pi&#322;o
+si&#281; jako&#347;. Za chwil&#281; stan&#261;&#322; przy do&#347;&#263; du&#380;ym w&#243;zku
+parokonnym, jak wszystkie pokrytym bia&#322;em p&#322;&#243;tnem,
+z jednego boku podci&#261;gni&#281;tem w g&#243;r&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;A to tw&#243;j w&#243;zek? &mdash; rzek&#322; zdziwiony
+Janek.</p>
+
+<p>&mdash;A co?</p>
+
+<p>&mdash;A c&#243;&#380;e&#347; nie powiedzia&#322;, &#380;e parokonny? Co
+nam po tem? Dwa razy tyle p&#322;aci&#263;, 6 gulden&#243;w!
+Czy tyle rzeczy mamy? Ja nie chcia&#322;em parokonki.</p>
+
+<p>&mdash;A to&#263; mieli&#347;cie ksi&#261;&#380;eczk&#281; &mdash; zauwa&#380;y&#322;
+g&#243;ral.</p>
+
+<p>Janek si&#281; zaczerwieni&#322; i spochmurnia&#322;. Istotnie
+zrobi&#322; g&#322;upstwo, nie spojrzawszy nawet w ksi&#261;&#380;eczk&#281;,
+on, co tak ch&#281;tnie innym wytyka&#322; omy&#322;ki.
+Niema o czem m&#243;wi&#263;, g&#243;ral prawdopodobnie by&#322;by
+znalaz&#322; pasa&#380;era, a je&#380;eli ich podszed&#322;, to nadzwyczaj
+zr&#281;cznie: odda&#322; przecie&#380; ksi&#261;&#380;eczk&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;Siadajmy &mdash; rzek&#322; do brata kr&#243;tko.</p>
+
+<p>G&#243;ral poprawi&#322; koniom czerwone szaliki przy
+chomontach, &#347;ci&#261;gn&#261;&#322; lepiej w g&#243;r&#281; p&#322;&#243;tno, przetar&#322;
+d&#322;oni&#261; ceratowe siedzenie i zr&#281;cznie dosta&#322; si&#281;
+na w&#243;zek.</p>
+
+<p>&mdash;Weso&#322;o pojedziemy &mdash; rzek&#322;, zwracaj&#261;c
+si&#281; zn&#243;w do ch&#322;opc&#243;w &mdash; co tam b&#281;dziecie &#380;a&#322;owali
+par&#281; gulden&#243;w, i g&#243;ral przecie te&#380; zarobi&#263;
+musi.</p>
+
+<p>I za&#347;piewa&#322; po g&#243;ralsku, dziwnym, przydechowym
+g&#322;osem, podobnym do nizkiego krzyku, w kt&#243;rym
+trudno rozr&#243;&#380;ni&#263; wyrazy:</p>
+
+<p>
+<span style="margin-left: 2em;">G&#243;ry nasze, g&#243;ry, &mdash; moje wy komory,</span><br />
+<span style="margin-left: 2em;">Oj, bukowe listeczki, &mdash; moje poduszeczki.</span><br />
+</p>
+
+<p>Wi&#281;kszo&#347;&#263; w&#243;zk&#243;w ju&#380; odjecha&#322;a, zap&#243;&#378;nione
+potoczy&#322;y si&#281; d&#322;ugim &#322;a&#324;cuchem pi&#281;kn&#261; szos&#261; ku
+po&#322;udniowi.</p>
+
+<p>Na skr&#281;cie u n&#243;g ch&#322;opc&#243;w pad&#322; bukiet &#380;&#243;&#322;tych
+jaskr&#243;w. Janek potr&#261;ci&#322; go dosy&#263; niech&#281;tnie,
+ale Tadzio wyrzuci&#322; centa w stron&#281; ma&#322;ej r&#281;ki,
+kt&#243;ra widnia&#322;a gdzie&#347; z boku przy w&#243;zku.</p>
+
+<p>&mdash;Uczysz dzieci &#380;ebraniny &mdash; burkn&#261;&#322; Janek.</p>
+
+<p>Tadzio milcza&#322;.</p>
+
+<p>Drugi bukiet wpad&#322; do w&#243;zka. Cent na szos&#281;.</p>
+
+<p>Za trzecim razem Janek z gniewem wyrzuci&#322;
+kwiaty.</p>
+
+<p>Tadzio si&#281; zaczerwieni&#322; i spojrza&#322; na brata,
+ale nie przem&#243;wi&#322; ani s&#322;owa.</p>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="II" id="II"></a>II.</h2>
+
+
+<p>Jasne, weso&#322;e s&#322;o&#324;ce ciekawie zajrza&#322;o do
+pokoju na Chramc&#243;wkach, gdzie zatrzymali si&#281;
+nasi znajomi. Pokoik nie by&#322; wielki, ale do&#347;&#263; wysoki;
+g&#322;adkie, &#347;wierkowe &#347;ciany l&#347;ni&#322;y po&#322;yskiem
+at&#322;asu, rze&#378;bione ramy okna i drzwi przyjemne
+czyni&#322;y wra&#380;enie. Skromne sprz&#281;ty zdawa&#322;y si&#281; zupe&#322;nie
+nowe, a wszystko poci&#261;ga&#322;o prostot&#261; i czysto&#347;ci&#261;.</p>
+
+<p>&mdash;Pogoda &mdash; ziewn&#261;&#322; Janek &mdash; czas nam
+w drog&#281;, gotowe uciec na jak&#261; wycieczk&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;Szkoda, &#380;e&#347;my tu stan&#281;li &mdash; zauwa&#380;y&#322; Tadzio &mdash; daleko
+do klimatyki.</p>
+
+<p>&mdash;C&#243;&#380; ci ta klimatyka tak zajecha&#322;a do
+g&#322;owy? Kpi&#281; sobie z klimatyki i &#380;eby ci&#281; przekona&#263;,
+&#380;e si&#281; bez niej obejd&#281;, wcale tam nie p&#243;jdziemy.</p>
+
+<p>&mdash;Nie wiem, czy to b&#281;dzie dobrze &mdash; szepn&#261;&#322;
+nie&#347;mia&#322;o Tadzio.</p>
+
+<p>&mdash;To si&#281; dowiesz.</p>
+
+<p>&mdash;Nie chodzi mi o podr&#243;&#380; i o stryja, ale
+ojcu by&#322;oby przykro, gdyby&#347;my Zosi na czas nie
+przywie&#378;li; taki by&#322; uszcz&#281;&#347;liwiony z tej naszej
+wycieczki! To dla niego wi&#281;ksza przyjemno&#347;&#263;, ni&#380;
+gdyby sam m&#243;g&#322; nareszcie wyjecha&#263; na d&#322;u&#380;ej
+w g&#243;ry.</p>
+
+<p>&mdash;Czemu nie mamy przywie&#378;&#263; Zosi na czas?
+Jeszcze&#347; si&#281; nie ruszy&#322; z miejsca, a ju&#380; w&#261;tpisz
+o wszystkiem, jak gdyby Zakopane by&#322;o co najmniej
+Europ&#261;. Straszna sztuka odnale&#378;&#263; tutaj dwie
+osoby, nawet bez klimatyki! Stryj 10 dni zaczeka,
+a to przecie&#380; wystarczy, chocia&#380;by si&#281; wybra&#322;a na
+dalsz&#261; wycieczk&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;Ju&#380; tylko 8, dwa zaj&#281;&#322;a nam droga.</p>
+
+<p>&mdash;Nawet 6, bo dwa tak&#380;e na powr&#243;t odliczy&#263;
+trzeba. Ale to tak&#380;e dosy&#263;.</p>
+
+<p>&mdash;Swoj&#261; drog&#261;, gdyby to zale&#380;a&#322;o ode mnie,
+wyci&#261;&#322;bym te wszystkie lasy do jednego drzewka.
+To mi ozdoba! W Zakopanem g&#243;r nie wida&#263;. Nie
+wiem, co sobie ludzie do tych Chramc&#243;wek upatrzyli,
+najbrzydsza cz&#281;&#347;&#263; osady, bez &#380;adnego widoku.</p>
+
+<p>&mdash;G&#243;r tylko nie wida&#263; &mdash; cicho wtr&#261;ci&#322; Tadzio. &mdash; Za
+to tyle przestrzeni, zielono&#347;ci, s&#322;o&#324;ca...</p>
+
+<p>&mdash;Dla ciebie wszystko pi&#281;kne &mdash; mrukn&#261;&#322;
+Janek &mdash; na Ko&#347;cielisk&#261; te&#380; st&#261;d mila drogi.</p>
+
+<p>&mdash;Ja my&#347;l&#281;, &#380;eby&#347;my poszli do &#346;limaka. &mdash; Dobrze
+nam u niego by&#322;o w zesz&#322;ym roku, mo&#380;e
+i tam stan&#281;&#322;y.</p>
+
+<p>Za chwil&#281; byli w drodze. Pogardziwszy szos&#261;,
+przez park &#347;wierkowy skierowali si&#281; w stron&#281; potoku,
+przeszli po k&#322;adce na brzeg kamienisty,
+a potem wprost przez &#322;&#261;ki na Targow&#261;. Dzie&#324; by&#322;
+prze&#347;liczny, s&#322;oneczny, pogodny, niebo bez chmurki
+pie&#347;ci&#322;o spojrzenie b&#322;&#281;kitem, na polach ko&#322;ysa&#322;y
+si&#281; zbo&#380;a z&#322;ociste, &#347;wie&#380;a zielono&#347;&#263; l&#347;ni&#322;a pod ros&#261;.</p>
+
+<p>Janek z&#322;y by&#322;, &#380;e mu si&#281; wszystko podoba&#322;o.
+Mia&#322; czas napatrzy&#263; si&#281; zielonym stokom wystaj&#261;cego
+Giewontu, Wirch&#243;w i Koszytej, czemu go to
+wszystko znowu n&#281;ci? Nawet Guba&#322;&#243;wka wabi oko
+wzorzyst&#261; swoj&#261; pochy&#322;o&#347;ci&#261;, i serce mimowolnie
+jakim&#347; przyspieszonem t&#281;tnem wita starych znajomych
+i stare widoki.</p>
+
+<p>Ile te&#380; ska&#322;, kamieni zmy&#322;y potoki wiosenne
+ze &#347;pi&#261;cych pod &#347;niegiem olbrzym&#243;w? Ile szczerb
+nowych w ich cia&#322;ach odwiecznych? Ile zwalonych
+las&#243;w przez wiatr halny zamkn&#281;&#322;o drogi? Jakie
+powsta&#322;y nowe &#347;cie&#380;ki i potoki?</p>
+
+<p>Oj, poszed&#322;by tam w g&#243;ry, jak co roku, poszed&#322;
+z ochot&#261;, cho&#263; si&#281; przyzna&#263; nie chce i gniewem
+t&#322;umi uczucie t&#281;sknoty.</p>
+
+<p>&mdash;Poszukamy ich u &#346;limaka.</p>
+
+<p>W chacie &#346;limak&#243;w rado&#347;&#263; i zdziwienie. To
+si&#281; panie uciesz&#261;, bo si&#281; i nie spodziewa&#322;y tak
+pr&#281;dko. A mieszkaj&#261; od Kacprusia het! precz! troch&#281;
+na bok w pole, u szwagra, u Liptaka, co wybudowa&#322;
+domek nowiusie&#324;ki. Nikt w nim jeszcze
+nie mieszka&#322;, ale si&#281; spodoba&#322;o, &#380;e calu&#347;kie g&#243;ry
+wida&#263;, het, a&#380; za Mura&#324;; a dom&#243;w te&#380; niema
+w blizko&#347;ci, to i przestronno, zielono i czysto.</p>
+
+<p>Jankowi &#347;wieci&#322;y oczy, a serce szybko uderza&#322;o;
+ot, jak to trudno dopyta&#263; si&#281; w Zakopanem
+o mieszkanie znajomych. Przed godzin&#261; wyszli
+z domu i bez pomocy klimatyki wiedz&#261;, co im
+potrzeba. Za p&#243;&#322; godziny u&#347;ciskaj&#261; siostr&#281; i jej
+opiekunk&#281;, a jutro lub pojutrze mog&#261; wraca&#263; do
+Warszawy. Stryj ich pochwali i odb&#281;d&#261; z nim razem
+pouczaj&#261;c&#261; podr&#243;&#380; morzem z Gda&#324;ska do
+Kopenhagi. Powinni by&#263; bardzo radzi.</p>
+
+<p>&mdash;C&#243;&#380; &mdash; zwr&#243;ci&#322; si&#281; do brata &mdash; nie b&#281;dzie si&#281;
+czem pochwali&#263; przed stryjem, posz&#322;o nam jak
+po ma&#347;le, o&#347;mioletni dzieciak dokaza&#322;by takiej
+sztuki. Chod&#378;my.</p>
+
+<p>&mdash;A nie macie si&#281; co spieszy&#263; &mdash; m&#243;wi&#322;
+&#346;limak, wyjmuj&#261;c z ust kr&#243;tk&#261; fajeczk&#281; &mdash; bo poszli
+dzisiaj wszyscy do Morskiego.</p>
+
+<p>&mdash;Co? &mdash; zawo&#322;ali obaj ch&#322;opcy razem.</p>
+
+<p>&mdash;A jak&#380;e, o &#347;witaniu, Wojtek przecie poszed&#322;
+pod rzeczy, a Maciej przewodniczy. To&#263; wiem.
+Posz&#322;o go&#347;ci ze 12 os&#243;b. Starsze kobiety pojecha&#322;y
+szos&#261;, a co m&#322;odsze to na Zawrat. A wraca&#263; maj&#261;
+pozajutro na Waksmundzk&#261;, to&#263; nie macie poco
+do Liptaka chodzi&#263;. Zaczeka&#263; trzeba.</p>
+
+<p>Bracia patrzyli na siebie.</p>
+
+<p>&mdash;A gdzie&#380;e&#347;cie stan&#281;li?</p>
+
+<p>&mdash;Na Chramc&#243;wkach.</p>
+
+<p>&mdash;Zap&#322;acicie! &mdash; pokiwa&#322; &#346;limak g&#322;ow&#261;. &mdash; Jest
+tu u mnie izba pusta, gdyby&#347;cie te&#380; chcieli.</p>
+
+<p>&mdash;My na par&#281; dni tylko do Zakopanego. Zabierzemy
+siostr&#281; i wracamy.</p>
+
+<p>Teraz &#346;limak si&#281; zdziwi&#322;.</p>
+
+<p>&mdash;A z mieszkaniem? &mdash; zapyta&#322;. &mdash; To&#263;by
+Liptak znalaz&#322; sobie na ca&#322;e lato go&#347;ci.</p>
+
+<p>&mdash;Krzywdy mu przecie nie zrobimy.</p>
+
+<p>&mdash;To wiadomo, przecie sprawiedliwi&#347;cie, ale
+b&#281;dziecie mieli szkod&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;C&#243;&#380; robi&#263;.</p>
+
+<p>Wracali ku Krup&#243;wkom zamy&#347;leni. Co teraz
+robi&#263;? Czeka&#263; trzy dni w Zakopanem? Szkoda
+czasu. Zw&#322;aszcza w tak&#261; pogod&#281;. Blizkie wycieczki
+mniej n&#281;c&#261;: dolinki do siebie podobne, tyle razy
+w nich byli, a tam w g&#243;ry, w g&#243;ry, dalej, a&#380; dusza
+rwie si&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;P&#243;jdziemy chyba do Morskiego? &mdash; zagadn&#261;&#322;
+wreszcie Janek.</p>
+
+<p>&mdash;Jutro &mdash; doda&#322; Tadzio.</p>
+
+<p>&mdash;Rozumie si&#281;, &#380;e nie dzisiaj. Przecie&#380; to
+ca&#322;odzienna droga. Tylko wiesz, co ci powiem: co
+nam po przewodniku? Byli&#347;my ze sze&#347;&#263; razy,
+a drog&#281; przez Waksmundzk&#261; znamy jak w&#322;asn&#261;
+kiesze&#324;. Powr&#243;cimy za&#347; razem mo&#380;e inn&#261; drog&#261;
+z Maciejem. Prawda?</p>
+
+<p>&mdash;Zdaje mi si&#281; &mdash; rzek&#322; Tadzio &mdash; &#380;e wybornie
+pami&#281;tam drog&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;Tylko nie m&#243;w o tem w domu, bo zaczn&#261;
+nam perswadowa&#263;, straszy&#263;. B&#243;g wie nie co. Ten
+si&#281; zabi&#322;, ten zgin&#261;&#322;, ten to, tamtem owo. G&#243;rale
+chc&#261; zarobku, inni przez tch&#243;rzostwo wierz&#261;
+wszystkim ich ba&#347;niom. C&#243;&#380;, nie odpowiadasz?</p>
+
+<p>&mdash;Zdaje mi si&#281;, &#380;e znam drog&#281; &mdash; powt&#243;rzy&#322;
+Tadzio w zamy&#347;leniu.</p>
+
+<p>&mdash;A dzisiaj chod&#378;my na Czerwone Wirchy
+i wr&#243;cimy przez Giewont.</p>
+
+<p>&mdash;Zm&#281;czymy si&#281; przed jutrem.</p>
+
+<p>&mdash;Co to za zm&#281;czenie? Zreszt&#261;, sied&#378; sobie
+w domu, kiedy si&#281; obawiasz.</p>
+
+<p>&mdash;Nie obawiam si&#281;, ale przypomnij sobie,
+&#380;e to m&#281;cz&#261;ca droga, a po pierwszych wycieczkach
+nogi bardzo bol&#261;.</p>
+
+<p>&mdash;To chod&#378; do Czarnego Stawu.</p>
+
+<p>&mdash;Czy nie za p&#243;&#378;no?</p>
+
+<p>&mdash;Dziesi&#261;ta.</p>
+
+<p>&mdash;Musimy co&#347; kupi&#263; po drodze, herbaty, cukru,
+troch&#281; w&#281;dliny, tam dostaniemy mleka, to
+i obiad b&#281;dzie. Drog&#281; znamy.</p>
+
+<p>&mdash;Jeszczeby te&#380;. Jak do Saskiego Ogrodu.
+Swoj&#261; drog&#261; rad jestem, &#380;e Czarny Staw zobacz&#281;;
+przykro by&#322;oby jako&#347; st&#261;d odjecha&#263;, nie pozdrowiwszy
+tego przyjaciela, nie spojrzawszy ani razu
+na Ko&#347;cielec, na Zawrat. Dobrze zrobi&#322;a Zosia z t&#261;
+wycieczk&#261;. Jutro na noc staniemy u Morskiego;
+zadziwi&#261; si&#281; kobieciny, a nam przyjemnie b&#281;dzie
+zabra&#263; do Warszawy t&#281; garstk&#281; nowych wspomnie&#324;.</p>
+
+<p>&mdash;Szkoda, &#380;e na Ko&#347;cielisk&#261; czasu ju&#380; nie
+b&#281;dzie.</p>
+
+<p>&mdash;Przeczytaj sobie o niej w przewodniku
+Eljasza, to ci si&#281; b&#281;dzie zdawa&#322;o, &#380;e&#347; widzia&#322;.</p>
+
+<p>&mdash;Dobrze, &#380;e&#347; mi przypomnia&#322;, jutro trzeba
+wzi&#261;&#263; z sob&#261; Eljasza.</p>
+
+<p>&mdash;Mo&#380;e masz s&#322;uszno&#347;&#263;, taki przewodnik nie
+wiele kosztuje.</p>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="III" id="III"></a>III.</h2>
+
+
+<p>Nazajutrz o &#347;wicie ch&#322;opcy cicho i ostro&#380;nie
+wymkn&#281;li si&#281; ze swego pokoiku. Nie powiedzieli
+wczoraj gospodyni o zamiarze wycieczki do Morskiego
+Oka; wracaj&#261;c z Czarnego Stawu, kupili
+tylko na drog&#281; butelk&#281; wina, par&#281; funt&#243;w szynki
+i niewielki bochenek chleba, a teraz do&#322;&#261;czyli do
+baga&#380;y nieocenionego Eljasza i sprawiedliwie rozdzielili
+wszystko na dwie r&#243;wne paczki.</p>
+
+<p>&mdash;Trzeba napisa&#263; par&#281; s&#322;&#243;w do gospodyni,
+&#380;e nie wr&#243;cimy na noc &mdash; odezwa&#322; si&#281; Tadzio.</p>
+
+<p>&mdash;Poco? &mdash; zapyta&#322; Janek do&#347;&#263; porywczo.</p>
+
+<p>&mdash;No, gotowa nas szuka&#263;, b&#281;dzie du&#380;o gadania.</p>
+
+<p>&mdash;Hm, to prawda. To napisz: &#187;Idziemy na dalsz&#261;
+wycieczk&#281;, zabawimy dni par&#281;&#171;. Tak, dobrze.
+A teraz ostro&#380;nie, cicho.</p>
+
+<p>&mdash;Poco si&#281; z tem kryjemy?</p>
+
+<p>&mdash;Poto, &#380;e nie mam ochoty s&#322;ucha&#263; rad,
+uwag i perswazji. Co komu do tego, gdzie idziemy,
+co robimy? Tu przecie&#380; nie jeste&#347;my pod niczyj&#261;
+opiek&#261;, nie mamy obowi&#261;zku zdawa&#263; sprawy z naszych
+czyn&#243;w i zamiar&#243;w.</p>
+
+<p>Podni&#243;s&#322; g&#322;ow&#281; i dumnie spojrza&#322; na brata
+zg&#243;ry, jak cz&#322;owiek wolny, kt&#243;ry &#380;adnej w&#322;adzy
+nie widzi i nie uznaje nad sob&#261;. Tadzio si&#281; zarumieni&#322;;
+widocznie by&#322; jeszcze dzieckiem, bo samodzielno&#347;&#263;
+taka przerasta&#322;a jego odwag&#281;. Lecz Janek
+wie, co robi.</p>
+
+<p>Wiedzia&#322; naturalnie, brat przyznawa&#322; mu to
+w duszy, k&#261;pi&#261;c si&#281; w &#347;wie&#380;em i lekkiem powietrzu,
+w jasnych promieniach s&#322;o&#324;ca, podziwiaj&#261;c
+pi&#281;kno&#347;&#263; nieba, g&#243;r i ziemi. I jak im dobrze samym.
+Poco tu przewodnik? Czy&#380; nie znaj&#261; dok&#322;adnie
+drogi? Jeszcze te&#380; takiej drogi: przez
+Waksmundzk&#261;! Ale ju&#380; t&#281; wybrali, &#380;eby stan&#261;&#263; na
+czas, pos&#322;uchali rozs&#261;dku.</p>
+
+<p>&mdash;P&#243;jdziemy przez Kozieniec &mdash; proponuje
+Tadzio.</p>
+
+<p>&mdash;Naturalnie &mdash; potwierdzi&#322; Janek. &mdash; Stamt&#261;d
+powitamy g&#243;ry w blaskach wschodz&#261;cego
+s&#322;o&#324;ca. Niema w ca&#322;em Zakopanem pi&#281;kniejszego
+widoku; gdybym sobie kiedy stawia&#322; tutaj will&#281;,
+to tylko na Kozie&#324;cu.</p>
+
+<p>M&#243;wi&#322; to ze wzrastaj&#261;cym zachwytem na widok
+pi&#281;kno&#347;ci natury, ods&#322;aniaj&#261;cych si&#281; w miar&#281;,
+jak m&#322;odzi nasi podr&#243;&#380;nicy wydobywali si&#281; z ulic,
+zamkni&#281;tych szeregami domk&#243;w i willi, na bardziej
+otwart&#261; przestrze&#324;. Min&#261;wszy szybko Chramc&#243;wki
+i ulic&#281; Cha&#322;ubi&#324;skiego, ko&#322;o Muzeum po k&#322;adce
+przeszli potok i zacz&#281;li wst&#281;powa&#263; na &#322;agodn&#261; pochy&#322;o&#347;&#263;
+Kozie&#324;ca. Widok st&#261;d rzeczywi&#347;cie by&#322;
+wspania&#322;y: na zach&#243;d przestrze&#324; otwarta, bez
+ko&#324;ca, wzd&#322;u&#380; &#322;a&#324;cucha wirch&#243;w i turni<a name="FNanchor_4" id="FNanchor_4"></a>
+<a href="#Footnote_4" class="fnanchor">[4]</a>, zamykaj&#261;cych
+widok od po&#322;udnia. W przezroczystem
+powietrzu g&#243;ry wyst&#281;powa&#322;y tak wyra&#378;nie, i&#380; wida&#263;
+by&#322;o na nich ka&#380;d&#261; &#347;cie&#380;k&#281;, ka&#380;dy strumyk,
+rysuj&#261;ce ich stoki skaliste sieci&#261; jasnych ga&#322;&#261;zek.
+Tu i owdzie biela&#322;y najwyra&#378;niej &#347;niegi, &#347;wit r&#243;&#380;owi&#322;
+szczyty, a ska&#322;y zdawa&#322;y si&#281; by&#263; aksamitne.</p>
+
+<p>&mdash;Ach! &mdash; szepta&#322; Tadzio &mdash; nic pi&#281;kniejszego
+nie umiem sobie wyobrazi&#263;.</p>
+
+<p>Janek p&#322;on&#261;cem okiem obejmowa&#322; wn&#281;trze
+otwartego w tem miejscu gniazda g&#243;r spi&#281;trzonych:
+Kop&#281; Kr&#243;lowej, Magur&#281;, Granaty i &#379;&#243;&#322;te Turnie;
+liczy&#322; je, podziwia&#322;, chcia&#322;by pop&#322;yn&#261;&#263; nad nie lotem
+ptaka.</p>
+
+<p>Nie b&#281;dziemy deptali w tym roku tych &#347;cie&#380;ek,
+nie b&#281;dziemy spoczywali w niedost&#281;pnych
+jarach, patrz&#261;c w niebo i zapominaj&#261;c o &#347;wiecie.
+Dziwny urok maj&#261; te g&#243;ry... Nagle potrz&#261;sn&#261;&#322;
+g&#322;ow&#261;.</p>
+
+<p>&mdash;Chod&#378;my &mdash; rzek&#322; &mdash; tak nie mo&#380;na, nie
+poto idziemy.</p>
+
+<p>Min&#281;li Bystre, u&#347;pione i ciche, w Jaszczur&#243;wce
+wypili gor&#261;ce &#347;niadanie, orze&#378;wili si&#281; przyjemn&#261;
+k&#261;piel&#261; i pod&#261;&#380;yli dalej. Od Cyrli droga ju&#380; przez
+las prowadzi, wydeptana co roku stopami podr&#243;&#380;nych,
+lecz nie l&#281;kali si&#281; zb&#322;&#261;dzi&#263;: tyle razy szli
+t&#281;dy! Tu nie wida&#263; nieba, g&#243;r ani s&#322;o&#324;ca, tylko
+stare drzewa, olbrzymie g&#322;azy, sp&#281;kane, poros&#322;e
+mchem zielonym i szarym, &mdash; szemrz&#261;ce strumienie
+i kwiat&#243;w k&#281;py ca&#322;e: niezapominajki, goryczki,
+storczyki, pe&#322;no barw, woni, a&#380; &#380;al mija&#263;.</p>
+
+<p>A poziomki!</p>
+
+<p>Nie mogli oprze&#263; si&#281; pokusie, aby nie zbiera&#263;
+chocia&#380; najpi&#281;kniejszych. Co za wielko&#347;&#263;, smak,
+zapach!</p>
+
+<p>Droga coraz inna i coraz pi&#281;kniejsza. Od Toporowych
+Staw&#243;w do Psiej Trawki szli wi&#281;cej ni&#380;
+godzin&#281;. By&#322;a ju&#380; 10-ta, kiedy si&#281; zatrzymali na
+tym pierwszym wypoczynku.</p>
+
+<p>&mdash;Wiesz, Janku, &#380;e my dzisiaj mo&#380;e nie
+dojdziemy? &mdash; zauwa&#380;y&#322; Tadzio nie&#347;mia&#322;o.</p>
+
+<p>Janek ruszy&#322; ramionami.</p>
+
+<p>&mdash;Pleciesz, jak niedo&#322;&#281;ga. Stracili&#347;my troch&#281;
+czasu, wielka szkoda! Nie b&#281;dziemy za to robi&#263;
+d&#322;u&#380;szych wypoczynk&#243;w. &#346;limak zaszed&#322;by t&#281;dy
+w ci&#261;gu dnia na miejsce. Patrz, co ludzi za nami
+spieszy.</p>
+
+<p>Istotnie, dwa do&#347;&#263; liczne towarzystwa zbli&#380;a&#322;y
+si&#281; do schroniska. Na &#322;&#261;czce w jednej chwili
+zrobi&#322;o si&#281; gwarno, otwierano butelki, &#347;miech,
+&#380;arty, nawo&#322;ywania rozleg&#322;y si&#281; doko&#322;a.</p>
+
+<p>&mdash;P&#243;jd&#378;my &mdash; szepn&#261;&#322; Janek do brata.</p>
+
+<p>Tadzio wsta&#322; natychmiast i skierowali si&#281;
+znowu ku drodze, gdy nagle otoczy&#322;a ich nowa
+gromadka.</p>
+
+<p>&mdash;Janek! Tadzio! A wy tu co robicie o tej
+porze?</p>
+
+<p>&mdash;Felek! Bro&#324;cia! Ada&#347;! A&#324;dzia!</p>
+
+<p>&mdash;Sk&#261;d&#380;e&#347;cie si&#281; tu wzi&#281;li?</p>
+
+<p>&mdash;Do Morskiego.</p>
+
+<p>&mdash;Po Zosi&#281;?</p>
+
+<p>&mdash;Naturalnie.</p>
+
+<p>&mdash;Sami?</p>
+
+<p>&mdash;Znamy drog&#281; &mdash; zapewnia&#322; Janek.</p>
+
+<p>&mdash;Chod&#378;cie z nami. Weselej b&#281;dzie!</p>
+
+<p>Ch&#322;opcy nie mieli nic przeciwko temu, po&#380;artowano
+wprawdzie troch&#281; z ich zapas&#243;w i pospiesznego
+marszu, ale kt&#243;&#380;by o takie rzeczy obra&#380;a&#322;
+si&#281; na przyjaci&#243;&#322;? Odt&#261;d istotnie by&#322;o tak
+weso&#322;o, &#380;e nawet Tadek tylko od czasu do czasu
+marz&#261;cem okiem rozgl&#261;da&#322; si&#281; po krajobrazie.</p>
+
+<p>Na Waksmundzkiej odpoczywali nied&#322;ugo,
+gdy&#380; woleli popatrze&#263; z Suchej na Pieniny, kt&#243;re
+przy dniu pogodnym rysowa&#322;y si&#281; wyra&#378;nie. W og&#243;le
+widok z Suchej by&#322; przepyszny, i Bronia tylko narzeka&#322;a,
+&#380;e j&#261; zwiedziono: wiedzieli przecie&#380;, &#380;e
+si&#281; obawia przepa&#347;ci i ka&#380;&#261; jej przej&#347;&#263; &#347;cie&#380;k&#281;,
+par&#281; st&#243;p szerok&#261;.</p>
+
+<p>&mdash;Ale&#380; tu przejecha&#263; mo&#380;na &mdash; perswaduje
+Felek.</p>
+
+<p>&mdash;A gdyby&#347; nawet spad&#322;a, pierwszy krzak by
+ci&#281; zatrzyma&#322;.</p>
+
+<p>Ale Bro&#324;cia jest blizk&#261; p&#322;aczu, zamyka oczy,
+ka&#380;e si&#281; prowadzi&#263;, dr&#380;y ca&#322;a. Towarzysze t&#322;umi&#261;
+&#347;miech przez lito&#347;&#263;.</p>
+
+<p>&mdash;No, tu przecie szeroko!</p>
+
+<p>&mdash;Nie mog&#281;, nie mog&#281;! Przywi&#261;&#380;cie mi&#281; do
+drzewa, bo si&#281; stocz&#281; po tej pochy&#322;o&#347;ci.</p>
+
+<p>&mdash;Patrz, szynka si&#281; nie stacza, chleb le&#380;y
+spokojnie, patrz butelka.</p>
+
+<p>&mdash;Ach!</p>
+
+<p>Bro&#324;cia zas&#322;oni&#322;a oczy, gdy&#380; nieszcz&#281;sna butelka
+nie odpowiedzia&#322;a wcale zaufaniu swojego
+opiekuna i stoczy&#322;a si&#281; w krzaki.</p>
+
+<p>&mdash;Ca&#322;a, ca&#322;a! &mdash; zawo&#322;ali rado&#347;nie Sta&#347; i Felek
+i w mgnieniu oka zsun&#281;li si&#281; bokiem ku krzakom,
+aby pochwyci&#263; zbiega.</p>
+
+<p>&mdash;Ca&#322;a szyjka, nawet korek nie wyskoczy&#322;,
+tylko dna i wina brakuje.</p>
+
+<p>Wszyscy si&#281; &#347;mieli, wujenka i powa&#380;ny wuj
+Stanis&#322;aw, opiekunowie tego m&#322;odego grona; jedna
+Bro&#324;cia dr&#380;a&#322;a. Poradzono jej, aby po&#322;o&#380;y&#322;a si&#281;
+na ziemi i w tej dopiero pozycji zdoby&#322;a si&#281; na
+odwag&#281; popatrzenia na pi&#281;kny widok.</p>
+
+<p>&mdash;Dajcie re&#324;skiego, a zejd&#281; po tej &#347;cie&#380;ce
+prosto het, precz, a&#380; na d&#243;&#322; &mdash; odezwa&#322; si&#281; m&#322;ody
+g&#243;ralczyk, &#347;wiec&#261;cemi oczyma patrz&#261;c na wystraszone
+dziewcz&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;Trzymajcie go! &mdash; zawo&#322;a&#322;a przera&#380;ona
+Bro&#324;cia, i twarz ukry&#322;a w d&#322;oniach.</p>
+
+<p>Zej&#347;cie nie by&#322;o trudne, Bro&#324;cia jednak sz&#322;a
+ci&#261;gle, prowadzona przez brata i przewodnika,
+z zamkni&#281;temi oczyma, blada, z wyrazem trwogi
+i zm&#281;czenia. Dopiero na G&#281;siej Szyi uspokoi&#322;a si&#281;
+troch&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;Dzi&#281;kuj&#281; za tak&#261; przyjemno&#347;&#263; &mdash; rzek&#322;a,
+siadaj&#261;c na mi&#281;kkiej, aksamitnej trawie &mdash; nie
+chc&#281; zna&#263; Morskiego Oka, ani podobnych awantur.</p>
+
+<p>&mdash;B&#281;dziesz czeka&#322;a tutaj naszego powrotu?</p>
+
+<p>&mdash;Wstyd&#378; si&#281; &#380;artowa&#263; jeszcze! &mdash; zawo&#322;a&#322;a
+Bronka. &mdash; Dlaczego nie przeprowadzili&#347;cie mi&#281;
+do&#322;em? Mog&#322;am przecie&#380; przej&#347;&#263; t&#281;dy? Poco&#347;cie
+mi&#281; wlekli na t&#281; ska&#322;&#281;?</p>
+
+<p>&mdash;Ale&#380; Broniu, to jeden z pi&#281;kniejszych widok&#243;w
+w Tatrach.</p>
+
+<p>Nie odpowiedzia&#322;a, czu&#322;a si&#281; jednak w duszy
+pokrzywdzon&#261;: pi&#281;kny krajobraz sprawia&#322; jej
+przyjemno&#347;&#263; wtedy, gdy mog&#322;a go ogl&#261;da&#263; z bezpiecznego
+miejsca.</p>
+
+<p>Tymczasem zacz&#281;to schodzi&#263; po do&#347;&#263; &#322;agodnej,
+mi&#281;kkiej pochy&#322;o&#347;ci g&#243;ry, pokrytej aksamitn&#261;
+traw&#261;. Nogi &#347;lizga&#322;y si&#281; po tym kobiercu, stopy
+bola&#322;y od nienormalnego po&#322;o&#380;enia, a ko&#324;ca g&#243;ry
+ani wida&#263;.</p>
+
+<p>&mdash;W zakosy id&#378;cie, w zakosy<a name="FNanchor_5" id="FNanchor_5"></a>
+<a href="#Footnote_5" class="fnanchor">[5]</a> &mdash; nawo&#322;ywali
+przewodnicy.</p>
+
+<p>&mdash;Ach, chwil&#281; odpoczynku na r&#243;wnym poziomie! &mdash; narzeka&#322;a
+Bro&#324;cia.</p>
+
+<p>&mdash;Usi&#261;d&#378; i zjedziesz na d&#243;&#322; &mdash; rzek&#322; weso&#322;o
+jej brat.</p>
+
+<p>&mdash;Pewniebym usiad&#322;a, gdybym si&#281; nie ba&#322;a, ale
+ktoby mnie wstrzyma&#322; potem, gdybym si&#281; zsuwa&#263;
+zacz&#281;&#322;a zbyt szybko?</p>
+
+<p>&mdash;Czekaj &mdash; rzek&#322; Sta&#347; &mdash; masz pas mocny?
+No, to ci&#281; przepasz&#281; sznurkiem i b&#281;d&#281; powstrzymywa&#322;.
+Dalej, jazda.</p>
+
+<p>&mdash;Chod&#378;my naprz&#243;d &mdash; szepn&#261;&#322; Janek &mdash; Bro&#324;cia
+strasznie przesadza z t&#261; obaw&#261;.</p>
+
+<p>&mdash;Ja z wami &mdash; odezwa&#322;a si&#281; te&#380; cicho A&#324;dzia. &mdash; Ja
+si&#281; nie boj&#281;. &#379;y&#322;abym tu w g&#243;rach.
+Kocham niebezpiecze&#324;stwa. Uprosz&#281; mamy i p&#243;jd&#281;
+z Morskiego na Rysy. Co za rozkosz pomy&#347;le&#263; sobie,
+&#380;e jedno z&#322;e st&#261;pni&#281;cie, a spadn&#281; w g&#322;&#281;bi&#281;
+bez ko&#324;ca, i zwyci&#281;&#380;a&#263; te trudy i wdziera&#263; si&#281; coraz
+wy&#380;ej, coraz wy&#380;ej, a&#380; za chmury, do s&#322;o&#324;ca,
+do samego nieba i &#347;wiat widzie&#263; u n&#243;g, pod sob&#261;!</p>
+
+<p>Tadzio westchn&#261;&#322; g&#322;&#281;boko.</p>
+
+<p>&mdash;My jeszcze nie byli&#347;my na Rysach &mdash; rzek&#322;
+cicho.</p>
+
+<p>&mdash;Na przysz&#322;y rok &mdash; odpar&#322; Janek z niemniej
+g&#322;&#281;bokiem westchnieniem.</p>
+
+<p>&mdash;Czemu? &mdash; spyta&#322;a A&#324;dzia.</p>
+
+<p>&mdash;Pi&#263;, pi&#263;! &mdash; rozleg&#322;y si&#281; za niemi g&#322;osy. &mdash; Zatrzymajcie
+tam ch&#322;opc&#243;w, co pobiegli naprz&#243;d
+z tobo&#322;kami; s&#322;o&#324;ce piecze, jakby nas chcia&#322;o
+uw&#281;dzi&#263;.</p>
+
+<p>Zatrzymajcie tam ch&#322;opc&#243;w! &#322;atwo to powiedzie&#263;.
+Jak jelenie zbiegli z g&#243;ry w zakosy, i znikn&#281;li
+w kierunku drogi do Roztoki. Znaleziono ich
+dopiero pod Czerwonemi Brze&#380;kami. Siedzieli
+w czarnych jagodach, zajadaj&#261;c soczysty owoc,
+zarastaj&#261;cy niezbyt &#322;agodn&#261; pochy&#322;o&#347;&#263;. Uczernili
+si&#281; przytem, jak ma&#322;e potwory, ale miny rozkoszne
+mieli po tej uczcie.</p>
+
+<p>&mdash;Z p&#243;&#322; godziny tu ju&#380; jemy &mdash; przechwalali
+si&#281; z zadowoleniem.</p>
+
+<p>Przewodnik gniewa&#322; si&#281; na nich, &#380;e nie trzymaj&#261;
+si&#281; razem, ale oni s&#322;uchaj&#261;c, nie tracili czasu
+i co chwila podnosili do ust pe&#322;ne gar&#347;cie jag&#243;d.</p>
+
+<p>&mdash;Ach, jak ch&#322;odno i mi&#322;o w ustach &mdash; zapewniali.</p>
+
+<p>Go&#347;cie za ich przyk&#322;adem rozproszyli si&#281; po
+krzakach i by&#322;by zn&#243;w spoczynek mimowolny,
+gdyby przewodnik energicznie nie zacz&#261;&#322; nagli&#263; do
+po&#347;piechu.</p>
+
+<p>&mdash;Wszyscy nas wyprzedzili, przyjdziemy
+ostatni i miejsca w hotelu nie b&#281;dzie. W Roztoce
+i tak trzeba odpocz&#261;&#263; z godzin&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;Czy to miasteczko jakie ta Roztoka? &mdash; ciekawie
+pyta Bro&#324;cia.</p>
+
+<p>Sta&#347; i Felek jednocze&#347;nie wybuchn&#281;li &#347;miechem.</p>
+
+<p>&mdash;Miasteczko o godzin&#281; drogi od Morskiego!
+W sercu g&#243;r! Co ty wygadujesz, Bronka?</p>
+
+<p>Ale Bro&#324;cia si&#281; obrazi&#322;a i nie chcia&#322;a s&#322;ucha&#263;
+obja&#347;nie&#324;.</p>
+
+<p>&mdash;To schronisko zapewne? &mdash; zapyta&#322;a
+A&#324;dzia.</p>
+
+<p>&mdash;Naturalnie, du&#380;e schronisko, gdzie i zanocowa&#263;
+mo&#380;na, bo jest kilkana&#347;cie &#322;&#243;&#380;ek. Ale ka&#380;d&#261;
+butelk&#281; piwa przywo&#380;&#261; tam na osio&#322;ku, albo na
+koniu, jak widzia&#322;a&#347; nieraz, w drewnianych naczyniach.
+Ci&#281;&#380;ka praca nawie&#378;&#263; potrzebnej &#380;ywno&#347;ci.</p>
+
+<p>W Roztoce Sta&#347; i Felek uparli si&#281; zwiedzi&#263;
+koniecznie dzisiaj wodospady Mickiewicza. Po&#347;wi&#281;c&#261;
+te p&#243;&#322; godzinki ze swego odpoczynku,
+a Bro&#324;cia niech zostanie pod opiek&#261; starszych.
+Ale Bro&#324;cia nie chcia&#322;a i narzekaj&#261;c, j&#281;cz&#261;c, posz&#322;a
+jednak z innymi.</p>
+
+<p>Tymczasem s&#322;o&#324;ce dawno skry&#322;o si&#281; za Mi&#281;guszowieckie,
+kiedy podr&#243;&#380;ni nasi ostatnim wysi&#322;kiem
+przebywali kamienist&#261; i przykr&#261; cz&#281;&#347;&#263; drogi
+pod samem ju&#380; jeziorem. Wszyscy byli zm&#281;czeni,
+Bro&#324;cia z ut&#281;sknieniem upatrywa&#322;a dachu zapowiedzianego
+schroniska, A&#324;dzia nawet sz&#322;a cicho,
+ma&#322;o zwracaj&#261;c uwagi na pi&#281;kno&#347;ci otoczenia.
+A hotelu ani &#347;ladu, ani &#347;ladu jeziora. Czy nie dojd&#261;
+ju&#380; nigdy?</p>
+
+<p>Nagle&mdash;tu&#380; pod nogami dach, budynek
+pi&#281;trowy, a dalej w cieniu wieczornego zmroku,
+pod stra&#380;&#261; wynios&#322;ego Mnicha, ostrych Rys&#243;w
+i Miedzianego, cicho zasypia powa&#380;ne jezioro, otulaj&#261;c
+si&#281; zwolna mg&#322;&#261; przejrzyst&#261;.</p>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="IV" id="IV"></a>IV.</h2>
+
+
+<p>&mdash;Co teraz b&#281;dzie?</p>
+
+<p>Tadzio milcza&#322; zamy&#347;lony.</p>
+
+<p>&mdash;No, m&#243;w, rad&#378;, odezwij si&#281;, co zrobimy? &mdash; wo&#322;a&#322;
+Janek, niecierpliwie chodz&#261;c po pokoju. &mdash; Licho
+wie, gdzie ich szuka&#263;. Zdaje si&#281;, &#380;e by&#322;y, ale
+gdzie posz&#322;y dzisiaj? Czy wr&#243;c&#261; tu jeszcze? Czy
+wprost do Zakopanego? Mieszkania nie zam&#243;wi&#322;y
+i szukaj wiatru w lesie! No, c&#243;&#380;? Czy&#347; zaniem&#243;wi&#322;?</p>
+
+<p>&mdash;C&#243;&#380; ja ci poradz&#281;? &mdash; odezwa&#322; si&#281; wreszcie
+Tadzio. &mdash; Prawd&#281; m&#243;wi&#261;c, w tej chwili tak mi
+dobrze, tak mi&#322;o, &#380;em zobaczy&#322; znowu to czarodziejskie
+miejsce, i&#380; nie &#380;a&#322;uj&#281; niczego, niczego,
+nawet tego, &#380;e ich tu niema.</p>
+
+<p>&mdash;Niedo&#322;&#281;stwo &mdash; szepn&#261;&#322; Janek, wzruszaj&#261;c
+ramionami.</p>
+
+<p>&mdash;Przyznaj, Janku, &#380;e i ty rad jeste&#347; z tej
+wycieczki?</p>
+
+<p>&mdash;Rad jeste&#347;! No, rad jestem; ale co teraz
+dalej? Ojciec czeka, stryj czeka, a my tu jak
+g&#322;upcy w lesie. I &#380;eby&#347;my wiedzieli chocia&#380;, gdzie
+ich szuka&#263;. Ale sk&#261;d? Nikt nic nie wie.</p>
+
+<p>&mdash;&#346;limak m&#243;wi&#322;, &#380;e jutro wr&#243;ci&#263; maj&#261; z wycieczki.</p>
+
+<p>&mdash;M&#243;wi&#322;, m&#243;wi&#322;, ale czy wr&#243;c&#261;? Niecierpi&#281;
+takiej niepewno&#347;ci, niech raz wiem, co mam robi&#263;
+i na czem si&#281; to sko&#324;czy.</p>
+
+<p>&mdash;Ja my&#347;l&#281;, &#380;e musimy jutro wraca&#263;.</p>
+
+<p>&mdash;Ty my&#347;lisz, ty zawsze my&#347;lisz, ty tylko
+my&#347;le&#263; umiesz! I poco powr&#243;cimy, je&#347;li ich w domu
+niema? A kto wie, gdzie posz&#322;y dalej? Mo&#380;e na
+w&#281;giersk&#261; stron&#281;? Mo&#380;e za tydzie&#324; wr&#243;c&#261;? A my
+le&#263;my z powrotem na z&#322;amanie karku, &#380;eby si&#281;
+dowiedzie&#263; wko&#324;cu, &#380;e o paniach nic nie wiadomo.
+Niechbym wiedzia&#322; przynajmniej, &#380;e wr&#243;c&#261; za trzy
+dni, tobym poszed&#322; na Rysy, na Mi&#281;guszowieckie
+i by&#322;bym jeszcze na czas, a tak...</p>
+
+<p>&mdash;To wiesz, Janku, id&#378; z Felkiem na Rysy,
+a ja sam wr&#243;c&#281; jutro i b&#281;d&#281; pilnowa&#322;. Bo kto&#347;
+powr&#243;ci&#263; musi, a je&#347;li masz ochot&#281; nale&#380;e&#263; do tej
+wycieczki, to zosta&#324;. Zd&#261;&#380;ysz jeszcze w sobot&#281;.</p>
+
+<p>Janek spojrza&#322; na brata, chcia&#322; co&#347; odpowiedzie&#263;,
+ale tylko ruszy&#322; ramionami i milcz&#261;c, rzuci&#322;
+si&#281; na &#322;&#243;&#380;ko.</p>
+
+<p>Na drugi dzie&#324; wsta&#322; pierwszy. W&#322;a&#347;nie s&#322;o&#324;ce
+wzesz&#322;o, r&#243;&#380;owe chmurki unosi&#322;y si&#281; ponad jeziorem,
+kt&#243;re le&#380;a&#322;o ciche i majestatyczne, wielkie
+i powa&#380;ne pod stra&#380;&#261; olbrzym&#243;w.</p>
+
+<p>Janek obudzi&#322; brata.</p>
+
+<p>&mdash;Patrz &mdash; rzek&#322; z p&#322;on&#261;cym wzrokiem.</p>
+
+<p>Obaj wyszli co pr&#281;dzej i d&#322;ugo patrzyli na
+ciche fale i b&#322;&#281;kitn&#261; g&#322;&#281;bi&#281;, w kt&#243;rej z dziwn&#261;
+wyrazisto&#347;ci&#261; odbija&#322;y si&#281; otaczaj&#261;ce j&#261; g&#243;ry.</p>
+
+<p>&mdash;I wracamy &mdash; rzek&#322; wreszcie.</p>
+
+<p>Tadzio zabra&#322; reszt&#281; rzeczy. Wkr&#243;tce opu&#347;cili
+hotel.</p>
+
+<p>&mdash;Powracamy przez Liljowe.</p>
+
+<p>&mdash;Przez Liljowe? Znasz drog&#281;?</p>
+
+<p>&mdash;Nie my&#347;l&#281; wiecznie chodzi&#263; t&#261; sam&#261; drog&#261;.
+Mam Eljasza i dam sobie rad&#281;? A c&#243;&#380; nam si&#281;
+sta&#263; mo&#380;e? Ludzi pe&#322;no wsz&#281;dzie, gdyby&#347;my zb&#322;&#261;dzili;
+zreszt&#261; Eljasz wystarczy.</p>
+
+<p>&mdash;Wiesz, Janku, jabym radzi&#322;...</p>
+
+<p>&mdash;Nie pytam ci&#281; teraz o rad&#281;. Chod&#378;my st&#261;d
+jak najpr&#281;dzej, bo chc&#281; unikn&#261;&#263; pyta&#324; Felka, A&#324;dzi
+i t. d. Skoro b&#281;dziemy sami i wolni od towarzystwa,
+przeczytamy uwa&#380;nie, kt&#243;r&#281;dy i&#347;&#263; trzeba, a tymczasem
+aby z hotelu!...</p>
+
+<p>&mdash;Aby pogoda by&#322;a &mdash; zauwa&#380;y&#322; Tadzio. &mdash; Patrz,
+jakie bia&#322;e chmury snuj&#261; si&#281; po g&#243;rach.</p>
+
+<p>&mdash;To _suha_ mg&#322;a &mdash; da&#322; si&#281; s&#322;ysze&#263; obok
+g&#322;os g&#243;rala &mdash; z tego deszczu nie b&#281;dzie.</p>
+
+<p>&mdash;Widzisz &mdash; zawo&#322;a&#322; Janek. &mdash; Chod&#378;my
+tylko.</p>
+
+<p>_Suha_ mg&#322;a tego ranka zasnu&#322;a dolin&#281; w niezwyk&#322;ej
+obfito&#347;ci, strz&#281;py jej porwane czepia&#322;y si&#281;
+po ska&#322;ach i ga&#322;&#281;ziach &#347;wierk&#243;w, a niekiedy przejrzystemi
+mg&#322;awicami sp&#322;ywa&#322;y mi&#281;dzy drzewa a&#380;
+ku ziemi, zas&#322;aniaj&#261;c na chwil&#281; widok.</p>
+
+<p>&mdash;S&#322;o&#324;ce to wszystko rozproszy, gdy si&#281; podniesie
+wy&#380;ej &mdash; zrobi&#322; uwag&#281; Janek.</p>
+
+<p>Tadzio nic nie m&#243;wi&#322;. Skr&#281;cili w dolin&#281; ko&#322;o
+Miedzianego, pod&#322;ug Eljasza t&#281;dy w&#322;a&#347;nie droga.</p>
+
+<p>S&#322;o&#324;ce jednak widocznie mia&#322;o te&#380; k&#322;opot
+z mg&#322;&#261; _suh&#261;_, bo nap&#322;ywa&#322;a zewsz&#261;d coraz wi&#281;kszymi
+k&#322;&#281;bami, wi&#322;a si&#281;, snu&#322;a, stacza&#322;a, p&#281;ka&#322;a
+i zn&#243;w zrasta&#322;a w jedn&#261; nieprzejrzan&#261; mas&#281;, coraz
+grubsz&#261;, ciemniejsz&#261;.</p>
+
+<p>&mdash;Janku, boj&#281; si&#281; deszczu &mdash; odezwa&#322; si&#281;
+Tadzio nie&#347;mia&#322;o, przedzieraj&#261;c si&#281; przez kos&#243;wk&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;Deszczu si&#281; boisz? No, to mi nowina: nie
+wiedzia&#322;em, &#380;e&#347; z cukru.</p>
+
+<p>&mdash;Ale nie znamy drogi.</p>
+
+<p>&mdash;To sobie przeczytamy.</p>
+
+<p>&mdash;Kiedy nic pozna&#263; nie mo&#380;na. Widzisz
+jakie szczyty? Nic nie wida&#263;; w jaki&#380; spos&#243;b b&#281;dziemy
+si&#281; orjentowali?</p>
+
+<p>Janek uwa&#380;nie spojrza&#322; dooko&#322;a. Istotnie, zalewa&#322;o
+ich morze mg&#322;y zewsz&#261;d. I nic nie by&#322;o wida&#263;,
+nawet droga ko&#324;czy&#322;a si&#281; o kilka krok&#243;w.</p>
+
+<p>&mdash;Musimy tu przeczeka&#263; &mdash; odezwa&#322; si&#281;
+g&#322;o&#347;no. &mdash; Jeste&#347;my w chmurze, ale chmura minie
+i zn&#243;w s&#322;o&#324;ce za&#347;wieci. Usi&#261;d&#378;my tymczasem, masz
+co je&#347;&#263;?</p>
+
+<p>&mdash;Mam butelk&#281; wina, troch&#281; szynki i chleba.
+My&#347;la&#322;em, &#380;e w Roztoce zjemy porcj&#281; jajecznicy.</p>
+
+<p>&mdash;Trzeba by&#322;o nie my&#347;le&#263;, tylko zabra&#263; wi&#281;cej
+zapas&#243;w.</p>
+
+<p>Tadzio w pokorze wys&#322;ucha&#322; nagany.</p>
+
+<p>&mdash;Dajno chocia&#380; Eljasza.</p>
+
+<p>Tadzio poda&#322; ksi&#261;&#380;k&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;Zdaje si&#281;, idziemy dobrze; dolin&#261; za Mnichem
+powinni&#347;my doj&#347;&#263; prosto do Wr&#243;t Cha&#322;ubi&#324;skiego,
+poznamy je z opisu, &#380;eby tylko mg&#322;a si&#281;
+rozesz&#322;a.</p>
+
+<p>Usiedli na kos&#243;wce, z mimowoln&#261; trwog&#261; patrz&#261;c
+na zbli&#380;aj&#261;ce si&#281; ku nim ba&#322;wany chmur;
+wkr&#243;tce zaledwie mogli widzie&#263; jeden drugiego.</p>
+
+<p>&mdash;To minie &mdash; pociesza&#322; Janek.</p>
+
+<p>Istotnie, po d&#322;u&#380;szej chwili mg&#322;a zacz&#281;&#322;a prze&#347;wieca&#263;,
+podnosi&#263; si&#281; w g&#243;r&#281;, ujrzeli znowu najbli&#380;sze
+kamienie, &#347;wierki, lecz dalsze plany zlewa&#322;y
+si&#281; ca&#322;kiem z szarem, bezbarwnem niebem. Deszcz
+drobny pada&#263; zacz&#261;&#322;.</p>
+
+<p>&mdash;Wr&#243;&#263;my si&#281; &mdash; szepn&#261;&#322; Tadzio.</p>
+
+<p>Janek zmarszczy&#322; czo&#322;o.</p>
+
+<p>&mdash;Do Morskiego?</p>
+
+<p>&mdash;Chod&#378;my drog&#261; ku Roztoce. Znamy j&#261;.</p>
+
+<p>&mdash;Kiedy si&#281; boisz &mdash; zacz&#261;&#322; Janek po namy&#347;le.</p>
+
+<p>I niech&#281;tnie i&#347;&#263; zacz&#261;&#322; drog&#261;, kt&#243;r&#261; przyszli.
+Deszcz pada&#322; coraz wi&#281;kszy, serdaki przemok&#322;y
+im wkr&#243;tce, obuwie rozmi&#281;k&#322;o tak&#380;e, ruch rozgrzewa&#322;
+ich jednak. M&#322;odo&#347;&#263; niewiele robi sobie z niepogody,
+to te&#380; zacz&#281;li &#347;piewa&#263; dla dodania sobie
+humoru:</p>
+
+<p>
+<span style="margin-left: 2em;">Wysokie&#347;cie g&#243;ry, wysokie&#347;cie szczyty,</span><br />
+<span style="margin-left: 2em;">Oj, kto was przew&#281;drowa&#322;? &mdash; g&#243;ral rodowity.</span><br />
+</p>
+
+<p>&mdash;Nie pami&#281;tam, kt&#243;ra droga: w prawo czy
+na lewo?</p>
+
+<p>&mdash;W prawo &mdash; zdecydowa&#322; Janek.</p>
+
+<p>&mdash;Powinni&#347;my ju&#380; widzie&#263; Mnicha.</p>
+
+<p>&mdash;Co dzi&#347; w tej mgle zobaczysz?</p>
+
+<p>&mdash;&#379;eby tylko gdzie Zosi nie zaskoczy&#322;a
+w g&#243;rach.</p>
+
+<p>Janek spojrza&#322; na brata zsuni&#281;temi brwiami,
+ale rozpogodzi&#322; si&#281; zaraz.</p>
+
+<p>&mdash;Maj&#261; przewodnika &mdash; rzek&#322; uspokojony.</p>
+
+<p>&mdash;To prawda, ale zmoknie.</p>
+
+<p>&mdash;Deszcz tatrza&#324;ski nie szkodzi, nie dostanie
+nawet kataru.</p>
+
+<p>&mdash;Patrzno, Janku, z tej g&#243;ry nie schodzili&#347;my
+przecie&#380;?</p>
+
+<p>&mdash;Tak ci si&#281; zdaje? &mdash; Musieli&#347;my j&#261; obej&#347;&#263;.</p>
+
+<p>&mdash;To mo&#380;e inna droga?</p>
+
+<p>&mdash;Przez t&#281; mg&#322;&#281; wszystko si&#281; zmienia, ale
+szli&#347;my t&#281;dy napewno.</p>
+
+<p>&mdash;Nie przypominam sobie &mdash; szepn&#261;&#322; Tadzio.</p>
+
+<p>&mdash;Ostro&#380;nie, bo &#347;lizko bardzo, po korzeniach
+nie st&#261;...</p>
+
+<p>Tadzio skamienia&#322;: Janek krzykn&#261;&#322; kr&#243;tko
+i zsun&#261;&#322; si&#281; jak kamie&#324; po wilgotnej ziemi, na
+szcz&#281;&#347;cie niedaleko, lecz prosto w ka&#322;u&#380;&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;Wr&#243;&#263;my si&#281; &mdash; zacz&#261;&#322; Tadzio, wzruszony
+stanem garderoby brata. &mdash; To nie ta droga, zb&#322;&#261;dzili&#347;my.</p>
+
+<p>&mdash;Wi&#281;c prowad&#378;.</p>
+
+<p>Wkr&#243;tce wiedzieli obaj, &#380;e zb&#322;&#261;dzili: szli jak&#261;&#347;
+drog&#261;, zupe&#322;nie nieznan&#261;, zalan&#261; wod&#261; w miejscach
+r&#243;wnych, na pochy&#322;o&#347;ci pokryt&#261; grubym, ostrym
+&#380;wirem, kt&#243;ry zsuwa&#322; si&#281; razem z nimi. Rozmi&#281;k&#322;e
+i pokrzywione obuwie dokucza&#322;o im bardzo, deszcz
+przemoczy&#322; ubranie do bielizny, a droga jak zakl&#281;ta
+wi&#322;a si&#281; bez ko&#324;ca.</p>
+
+<p>Janek usta&#322; nakoniec, opar&#322; si&#281; o drzewo,
+z kt&#243;rego pop&#322;yn&#281;&#322;y na&#324; strumienie wody i przymkn&#261;&#322;
+oczy.</p>
+
+<p>&mdash;Napij si&#281; wina &mdash; rzek&#322; Tadzio, podaj&#261;c
+mu butelk&#281;.</p>
+
+<p>Pi&#322; chciwie, d&#322;ugo. Wreszcie poda&#322; j&#261; bratu.</p>
+
+<p>&mdash;A ty nie pijesz?</p>
+
+<p>&mdash;Nie jestem spragniony.</p>
+
+<p>&mdash;C&#243;&#380; poczniemy?</p>
+
+<p>&mdash;Kt&#243;ra godzina?...</p>
+
+<p>&mdash;Wp&#243;&#322; do drugiej.</p>
+
+<p>&mdash;Przesz&#322;o sze&#347;&#263; godzin idziemy.</p>
+
+<p>&mdash;Aby gdzie zaj&#347;&#263; przed noc&#261;. Zimno b&#281;dzie.</p>
+
+<p>Wstrz&#261;sn&#261;&#322; si&#281;, przej&#281;ty dreszczem.</p>
+
+<p>&mdash;Jeste&#347;my na &#347;cie&#380;ce, wi&#281;c musi nas gdzie&#347;
+doprowadzi&#263;.</p>
+
+<p>&mdash;Masz s&#322;uszno&#347;&#263; &mdash; zawo&#322;a&#322; Janek &mdash; p&#243;ki
+jeste&#347;my na &#347;cie&#380;ce, niema powodu rozpacza&#263;,
+wyjdziemy cho&#263; na jak&#261; hal&#281; czy schronisko.</p>
+
+<p>&mdash;Byle przed noc&#261; &mdash; doda&#322; Tadzio.</p>
+
+<p>&mdash;Do nocy daleko. Posilimy si&#281; i odpoczniemy,
+to nam i si&#322;y wr&#243;c&#261;.</p>
+
+<p>Na nieszcz&#281;&#347;cie niewiele by&#322;o tego posi&#322;ku:
+troch&#281; szynki i chleba g&#322;&#243;d zaspokoi&#322;o, ale niezbyt
+gruntownie, a zapasu ju&#380; nie zosta&#322;o &#380;adnego. Popili
+po &#322;yku wina, &#380;eby mie&#263; troch&#281; na rozgrzanie,
+bo przez wilgotn&#261; odzie&#380; ch&#322;&#243;d czuli coraz dotkliwszy.</p>
+
+<p>&mdash;W kt&#243;rymkolwiek idziemy kierunku &mdash; odezwa&#322;
+si&#281; Janek &mdash; zrobili&#347;my porz&#261;dny kawa&#322;
+drogi i musimy by&#263; blizko jakiej&#347; ludzkiej osady.
+Chod&#378;my tylko, bo zimno.</p>
+
+<p>I szli wytrwale, nie zwa&#380;aj&#261;c na kamienie,
+brn&#261;c przez ka&#322;u&#380;e, zsuwaj&#261;c si&#281; po pochy&#322;o&#347;ciach
+lub wdzieraj&#261;c na strome ska&#322;y. Aby pr&#281;dzej. To
+tylko bieda, &#380;e droga do&#347;&#263; cz&#281;sto dzieli&#322;a si&#281; na
+&#347;cie&#380;ki, i wybieraj, kt&#243;r&#261; wolisz! To znowu zdawa&#322;o
+si&#281;, &#380;e ju&#380; noc zapada, tak ci&#281;&#380;kie chmury
+przesuwa&#322;y si&#281; nad ich g&#322;owami. Ani wida&#263; s&#322;o&#324;ca.</p>
+
+<p>&mdash;Kt&#243;ra godzina? &mdash; dopytywa&#322; Tadzio.</p>
+
+<p>&mdash;Pi&#261;ta dochodzi.</p>
+
+<p>Milczeli obydwaj. My&#347;l, &#380;e mog&#261; przep&#281;dzi&#263;
+noc pod go&#322;em niebem, bez ognia, bez okrycia
+ciep&#322;ego, na deszczu, zacz&#281;&#322;a ich powa&#380;nie niepokoi&#263;.
+Droga niby zakl&#281;ta ci&#261;gnie si&#281; i ci&#261;gnie,
+przez lasy, z g&#243;ry na d&#243;&#322; i z do&#322;u do g&#243;ry, i ko&#324;ca
+niema. Id&#261; tyle godzin i nie wiedz&#261;, gdzie zaszli.
+Czuj&#261; ogromne zm&#281;czenie, a co najgorsza &mdash; wzajemn&#261;
+obaw&#281; o siebie: Tadzio taki delikatny, zazi&#281;bi
+si&#281; napewno, skoro tylko i&#347;&#263; przestanie.
+A nogi zaczynaj&#261; odmawia&#263; ju&#380; pos&#322;usze&#324;stwa, &mdash; i
+jak i&#347;&#263; zreszt&#261; w&#347;r&#243;d ciemno&#347;ci? Chyba prosto
+w przepa&#347;&#263;.</p>
+
+<p>Tadzio zn&#243;w dr&#380;y o Janka. Chorowa&#322; niedawno
+na zapalenie oskrzeli, co to b&#281;dzie? co to
+b&#281;dzie? Nie osobliwo&#347;&#263; w nocy spotka&#263; i nied&#378;wiedzia,
+a zapa&#322;ek nawet z sob&#261; nie wzi&#281;li. Po
+prostu rozpacz!</p>
+
+<p>&mdash;Kt&#243;ra godzina, Janku?</p>
+
+<p>&mdash;Trzy na si&#243;dm&#261;.</p>
+
+<p>&mdash;S&#322;o&#324;ce oko&#322;o 9 zachodzi.</p>
+
+<p>&mdash;Nie w g&#243;rach i nie w dzie&#324; pochmurny.</p>
+
+<p>Istotnie, w p&#243;&#322; godziny p&#243;&#378;niej zrobi&#322;o si&#281;
+prawie ciemno. Z ka&#380;d&#261; chwil&#261; wolniej mogli posuwa&#263;
+si&#281; naprz&#243;d, widoczne by&#322;o, &#380;e wkr&#243;tce
+stanie si&#281; to niepodobie&#324;stwem.</p>
+
+<p>&mdash;Masz wino? &mdash; spyta&#322; Janek. &mdash; Napij si&#281;
+troszeczk&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;Nie mog&#281;, mam wstr&#281;t do wina.</p>
+
+<p>&mdash;Rozgrzejesz si&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;Nie czuj&#281; zimna.</p>
+
+<p>&mdash;To daj mnie, ja si&#281; napij&#281;, wiatr taki
+ch&#322;odny, &#380;e ubranie pod nim sztywnieje. Nie mam
+poj&#281;cia, jak przep&#281;dzimy noc bez ognia.</p>
+
+<p>&mdash;&#379;eby cho&#263; deszcz nie pada&#322;.</p>
+
+<p>M&#380;y&#322;o jednak ci&#261;gle, a mg&#322;a lekka przybiera&#322;a
+fantastyczne kszta&#322;ty. Ch&#322;opcy nie &#347;mieli stan&#261;&#263;,
+czuli, &#380;e ruch to ich jedyny ratunek, ale drog&#281;
+zgubili dawno. Szli, aby nie sta&#263;.</p>
+
+<p>Nagle Janek rykn&#261;&#322; jak zwierz&#281; ranione i rzuciwszy
+si&#281; na ziemi&#281;, krzycza&#322; z ca&#322;ej piersi.</p>
+
+<p>Tadzio przera&#380;ony pochyli&#322; si&#281; nad nim.</p>
+
+<p>&mdash;Co ci jest, Janku? Janku! Ja si&#281; boj&#281;!</p>
+
+<p>Lecz Janek rycza&#322;, a&#380; mu tchu zabrak&#322;o.</p>
+
+<p>&mdash;Czy ci&#281; co boli?</p>
+
+<p>&mdash;W&#347;ciekam si&#281;, szalej&#281;, ja nie chc&#281; tu
+nocowa&#263;!</p>
+
+<p>&mdash;To nic nie pomo&#380;e.</p>
+
+<p>Janek spojrza&#322; na brata.</p>
+
+<p>&mdash;Mo&#380;e kto us&#322;ysze&#263;.</p>
+
+<p>&mdash;Nied&#378;wied&#378; chyba.</p>
+
+<p>Janek podni&#243;s&#322; si&#281; uspokojony.</p>
+
+<p>&mdash;Wi&#281;c gi&#324;my, bracie &mdash; rzek&#322; zmienionym
+g&#322;osem. &mdash; Przebacz mi, to przeze mnie.</p>
+
+<p>Tadzio wybuchn&#261;&#322; p&#322;aczem i rzuci&#322; si&#281; bratu
+na szyj&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;Nie, nie! &mdash; zawo&#322;a&#322; &mdash; nie mo&#380;emy zgin&#261;&#263;!
+B&#243;g jest dobry, jest mi&#322;osierny. Nie chodzi
+mi o siebie, ale mama, Zosia, ojciec nasz drogi!
+Nie, B&#243;g nie pozwoli. Napij si&#281; wina, to ci&#281; rozgrzeje,
+skaczmy, ruszajmy si&#281;; a potem noc kr&#243;tka,
+za&#347;wita mo&#380;e s&#322;o&#324;ce. Nie zginiemy, Janku, nie, nie
+zginiemy, Pan B&#243;g nie pozwoli! Co to?</p>
+
+<p>Krzykn&#261;&#322; nagle i chwyci&#322; mocno r&#281;k&#281; brata. &mdash; Co
+to? &mdash; powt&#243;rzy&#322;, ukazuj&#261;c w dali blask jaki&#347;
+niewyra&#378;ny, czerwony i mglisty, niby ogie&#324; czy
+&#347;wiat&#322;o. Janek ujrza&#322; je tak&#380;e.</p>
+
+<p>&mdash;B&#243;g mi&#322;osierny &mdash; szepn&#261;&#322; dr&#380;&#261;cemi ustami.</p>
+
+<p>&#346;wiat&#322;o jednak szczeg&#243;lne przybiera&#322;o kszta&#322;ty:
+znika&#322;o, gas&#322;o, wybucha&#322;o znowu, strzela&#322;o, s&#322;a&#322;o
+si&#281; po ziemi i niby ucieka&#322;o. Szli teraz wytrwale,
+a ono wci&#261;&#380; daleko.</p>
+
+<p>Nakoniec wyra&#378;nie wida&#263; postacie ludzkie:
+ogie&#324; si&#281; pali na ziemi, a ludzie wko&#322;o dziwne
+wyprawiaj&#261; skoki. Jeden przystan&#261;&#322;, uj&#261;&#322; si&#281; pod
+boki i hukn&#261;&#322; g&#243;ralskim &#347;piewem, w kt&#243;rym trudno
+rozr&#243;&#380;ni&#263; s&#322;owa:</p>
+
+<p>
+<span style="margin-left: 2em;">Uczy&#322;a mnie matka &#347;piewa&#263; i ta&#324;cowa&#263;,</span><br />
+<span style="margin-left: 2em;">A ojciec mnie uczy&#322; wzi&#261;&#263; i dobrze schowa&#263;, hu, ha!</span><br />
+</p>
+
+<p>&mdash;Rozb&#243;jnicy! &mdash; szepn&#261;&#322; Tadzio.</p>
+
+<p>Ale Janek potrz&#261;sn&#261;&#322; g&#322;ow&#261;. G&#243;rali dw&#243;ch
+tylko by&#322;o i dw&#243;ch &#187;go&#347;ci&#171; w serdakach i zakopia&#324;skich
+beretach. Widocznie odpoczywaj&#261;ce towarzystwo.</p>
+
+<p>&mdash;Niech b&#281;dzie pochwalony!</p>
+
+<p>Zwr&#243;cono si&#281; ku nim.</p>
+
+<p>&mdash;Gdzie jeste&#347;my? &mdash; spyta&#322; Janek dr&#380;&#261;cym
+g&#322;osem, podtrzymuj&#261;c zupe&#322;nie wyczerpanego z si&#322;
+Tadzia.</p>
+
+<p>&mdash;A za Mnichem, przy Miedzianem. To&#263; koleba! &mdash; doda&#322;
+g&#243;ral, wskazuj&#261;c pierwotny jaki&#347;
+budynek bez okien, przytulony do ska&#322;y. A z daleka?</p>
+
+<p>&mdash;Z Morskiego.</p>
+
+<p>Gromadka skupi&#322;a si&#281; bli&#380;ej.</p>
+
+<p>&mdash;D&#322;ugo szli&#347;cie? &mdash; spyta&#322; g&#243;ral.</p>
+
+<p>&mdash;Od rana.</p>
+
+<p>Wybuch &#347;miechu g&#243;rali ca&#322;&#261; by&#322; odpowiedzi&#261;,
+lecz nieznajomi zbli&#380;yli si&#281; teraz do ch&#322;opc&#243;w.</p>
+
+<p>&mdash;Niech panowie wypoczn&#261; &mdash; rzek&#322; jeden
+&#380;yczliwie. &mdash; Mo&#380;e i przenocujemy w tem schronisku
+mimo niewyg&#243;d i zimna, bo nie mamy
+odwagi ko&#324;czy&#263; drogi po ciemku, cho&#263; przewodnicy
+z nas &#380;artuj&#261;. Ale panowie zzi&#281;bli i przemokli,
+oto pled suchy, serdak. Wacek, dajno nam koniaku!...</p>
+
+
+
+<hr style="width: 65%;" />
+<h2><a name="V" id="V"></a>V.</h2>
+
+
+<p>...Na mi&#281;kkim materacu, pod we&#322;nianym kocem,
+w czystej, suchej bieli&#378;nie Janek spa&#322; snem
+zdrowym, gdy drzwi znanego nam ju&#380; pokoiku na
+Chramc&#243;wkach skrzypn&#281;&#322;y cicho i Tadzio w mundurku,
+z wyrazem pomieszania na bladej twarzyczce,
+stan&#261;&#322; w progu.</p>
+
+<p>Powoli drzwi zamkn&#261;&#322; za sob&#261; i zbli&#380;y&#322; si&#281;
+do brata: budzi&#263;, czy nie budzi&#263;?</p>
+
+<p>Janek otworzy&#322; oczy.</p>
+
+<p>&mdash;Wsta&#322;e&#347;? &mdash; spyta&#322; zdziwiony.</p>
+
+<p>&mdash;By&#322;em u nich.</p>
+
+<p>&mdash;U Zosi?</p>
+
+<p>Ch&#322;opiec skin&#261;&#322; g&#322;ow&#261;.</p>
+
+<p>&mdash;Powiedzia&#322;e&#347;?</p>
+
+<p>Tadzio milcza&#322; chwil&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;Gadaj&#380;e!</p>
+
+<p>&mdash;Wr&#243;ci&#322;y pozawczoraj, a wczoraj pojecha&#322;y
+do Szczawnicy.</p>
+
+<p>Janek usiad&#322; na &#322;&#243;&#380;ku.</p>
+
+<p>&mdash;Jakto? By&#263; nie mo&#380;e! I nie czeka&#322;y na
+nas?</p>
+
+<p>&mdash;Nie wiedzia&#322;y wcale o naszym przyje&#378;dzie.
+Nie byli&#347;my u Liptak&#243;w, &#346;limak nie zawiadomi&#322;,
+Liptakowie zdziwili si&#281;, gdy przyszed&#322;em.</p>
+
+<p>Janek wzburzony zacz&#261;&#322; chodzi&#263; po pokoju.
+By&#322;by ch&#281;tnie zburcza&#322; Tadzia, ale jako&#347; nie m&#243;g&#322;,
+nozdrza mu dr&#380;a&#322;y, czu&#322; swoj&#261; win&#281;. Nagle stan&#261;&#322;,
+spojrza&#322; na brata, na niebo, jasne s&#322;o&#324;ce i zwyk&#322;ym
+swym gestem wzruszy&#322; ramionami. Potem
+ziewn&#261;&#322; i wlaz&#322; pod ko&#322;dr&#281;.</p>
+
+<p>&mdash;C&#243;&#380; b&#281;dzie? &mdash; spyta&#322; Tadzio.</p>
+
+<p>&mdash;Zatelegrafuj do stryja: &#187;Zostajemy. Niech
+stryj lepiej przyjedzie do nas. Du&#380;o tu jeszcze
+rzeczy do poznania&#171;.</p>
+
+<p>Odwr&#243;ci&#322; si&#281; do &#347;ciany, aby zasn&#261;&#263; znowu,
+ale nie posz&#322;o to &#322;atwo, bo rozumia&#322;, &#380;e przez
+jego zarozumia&#322;o&#347;&#263; i lekkomy&#347;lno&#347;&#263; Zosia, Tadzio
+i on stracili sposobno&#347;&#263; poznania morza, a stryjowi
+i rodzicom sprawi&#322; przykro&#347;&#263;.</p>
+<p><br /><br /></p>
+
+<div class="footnotes">
+<h4>NOTATKI:</h4>
+<br />
+<div class="footnote"><a name="Footnote_1" id="Footnote_1"></a>
+<a href="#FNanchor_1"><span class="label">[1]</span></a><p>Klimatyka &mdash; biuro opieki sanitarnej w miejscowo&#347;ciach
+leczniczych.</p></div>
+<br />
+<div class="footnote"><a name="Footnote_2" id="Footnote_2"></a>
+<a href="#FNanchor_2"><span class="label">[2]</span></a><p>Misja &mdash; pos&#322;annictwo, zadanie.</p></div>
+<br />
+<div class="footnote"><a name="Footnote_3" id="Footnote_3"></a>
+<a href="#FNanchor_3"><span class="label">[3]</span></a><p>Taksa &mdash; cena ustanowiona.</p></div>
+<br />
+<div class="footnote"><a name="Footnote_4" id="Footnote_4"></a>
+<a href="#FNanchor_4"><span class="label">[4]</span></a><p>Wirchy &mdash; szczyty, turnie &mdash; ska&#322;y nagie, bezle&#347;ne.</p></div>
+<br />
+<div class="footnote"><a name="Footnote_5" id="Footnote_5"></a>
+<a href="#FNanchor_5"><span class="label">[5]</span></a><p>W zakosy &mdash; w prawo i w lewo na przemiany,
+zwracaj&#261;c pod k&#261;tem ostrym coraz ni&#380;ej.</p></div>
+<br />
+</div>
+
+
+
+
+
+
+
+
+<pre>
+
+
+
+
+
+End of the Project Gutenberg EBook of Bez przewodnika, by Cecylia Niewiadomska
+
+*** END OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK BEZ PRZEWODNIKA ***
+
+***** This file should be named 38459-h.htm or 38459-h.zip *****
+This and all associated files of various formats will be found in:
+ https://www.gutenberg.org/3/8/4/5/38459/
+
+Produced by David T. Jones, Michal Jablonski and the Online
+Distributed Proofreading Canada Team at
+http://www.pgdpcanada.net
+
+
+Updated editions will replace the previous one--the old editions
+will be renamed.
+
+Creating the works from public domain print editions means that no
+one owns a United States copyright in these works, so the Foundation
+(and you!) can copy and distribute it in the United States without
+permission and without paying copyright royalties. Special rules,
+set forth in the General Terms of Use part of this license, apply to
+copying and distributing Project Gutenberg-tm electronic works to
+protect the PROJECT GUTENBERG-tm concept and trademark. Project
+Gutenberg is a registered trademark, and may not be used if you
+charge for the eBooks, unless you receive specific permission. If you
+do not charge anything for copies of this eBook, complying with the
+rules is very easy. You may use this eBook for nearly any purpose
+such as creation of derivative works, reports, performances and
+research. They may be modified and printed and given away--you may do
+practically ANYTHING with public domain eBooks. Redistribution is
+subject to the trademark license, especially commercial
+redistribution.
+
+
+
+*** START: FULL LICENSE ***
+
+THE FULL PROJECT GUTENBERG LICENSE
+PLEASE READ THIS BEFORE YOU DISTRIBUTE OR USE THIS WORK
+
+To protect the Project Gutenberg-tm mission of promoting the free
+distribution of electronic works, by using or distributing this work
+(or any other work associated in any way with the phrase "Project
+Gutenberg"), you agree to comply with all the terms of the Full Project
+Gutenberg-tm License (available with this file or online at
+https://gutenberg.org/license).
+
+
+Section 1. General Terms of Use and Redistributing Project Gutenberg-tm
+electronic works
+
+1.A. By reading or using any part of this Project Gutenberg-tm
+electronic work, you indicate that you have read, understand, agree to
+and accept all the terms of this license and intellectual property
+(trademark/copyright) agreement. If you do not agree to abide by all
+the terms of this agreement, you must cease using and return or destroy
+all copies of Project Gutenberg-tm electronic works in your possession.
+If you paid a fee for obtaining a copy of or access to a Project
+Gutenberg-tm electronic work and you do not agree to be bound by the
+terms of this agreement, you may obtain a refund from the person or
+entity to whom you paid the fee as set forth in paragraph 1.E.8.
+
+1.B. "Project Gutenberg" is a registered trademark. It may only be
+used on or associated in any way with an electronic work by people who
+agree to be bound by the terms of this agreement. There are a few
+things that you can do with most Project Gutenberg-tm electronic works
+even without complying with the full terms of this agreement. See
+paragraph 1.C below. There are a lot of things you can do with Project
+Gutenberg-tm electronic works if you follow the terms of this agreement
+and help preserve free future access to Project Gutenberg-tm electronic
+works. See paragraph 1.E below.
+
+1.C. The Project Gutenberg Literary Archive Foundation ("the Foundation"
+or PGLAF), owns a compilation copyright in the collection of Project
+Gutenberg-tm electronic works. Nearly all the individual works in the
+collection are in the public domain in the United States. If an
+individual work is in the public domain in the United States and you are
+located in the United States, we do not claim a right to prevent you from
+copying, distributing, performing, displaying or creating derivative
+works based on the work as long as all references to Project Gutenberg
+are removed. Of course, we hope that you will support the Project
+Gutenberg-tm mission of promoting free access to electronic works by
+freely sharing Project Gutenberg-tm works in compliance with the terms of
+this agreement for keeping the Project Gutenberg-tm name associated with
+the work. You can easily comply with the terms of this agreement by
+keeping this work in the same format with its attached full Project
+Gutenberg-tm License when you share it without charge with others.
+
+1.D. The copyright laws of the place where you are located also govern
+what you can do with this work. Copyright laws in most countries are in
+a constant state of change. If you are outside the United States, check
+the laws of your country in addition to the terms of this agreement
+before downloading, copying, displaying, performing, distributing or
+creating derivative works based on this work or any other Project
+Gutenberg-tm work. The Foundation makes no representations concerning
+the copyright status of any work in any country outside the United
+States.
+
+1.E. Unless you have removed all references to Project Gutenberg:
+
+1.E.1. The following sentence, with active links to, or other immediate
+access to, the full Project Gutenberg-tm License must appear prominently
+whenever any copy of a Project Gutenberg-tm work (any work on which the
+phrase "Project Gutenberg" appears, or with which the phrase "Project
+Gutenberg" is associated) is accessed, displayed, performed, viewed,
+copied or distributed:
+
+This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
+almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
+re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
+with this eBook or online at www.gutenberg.org
+
+1.E.2. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is derived
+from the public domain (does not contain a notice indicating that it is
+posted with permission of the copyright holder), the work can be copied
+and distributed to anyone in the United States without paying any fees
+or charges. If you are redistributing or providing access to a work
+with the phrase "Project Gutenberg" associated with or appearing on the
+work, you must comply either with the requirements of paragraphs 1.E.1
+through 1.E.7 or obtain permission for the use of the work and the
+Project Gutenberg-tm trademark as set forth in paragraphs 1.E.8 or
+1.E.9.
+
+1.E.3. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is posted
+with the permission of the copyright holder, your use and distribution
+must comply with both paragraphs 1.E.1 through 1.E.7 and any additional
+terms imposed by the copyright holder. Additional terms will be linked
+to the Project Gutenberg-tm License for all works posted with the
+permission of the copyright holder found at the beginning of this work.
+
+1.E.4. Do not unlink or detach or remove the full Project Gutenberg-tm
+License terms from this work, or any files containing a part of this
+work or any other work associated with Project Gutenberg-tm.
+
+1.E.5. Do not copy, display, perform, distribute or redistribute this
+electronic work, or any part of this electronic work, without
+prominently displaying the sentence set forth in paragraph 1.E.1 with
+active links or immediate access to the full terms of the Project
+Gutenberg-tm License.
+
+1.E.6. You may convert to and distribute this work in any binary,
+compressed, marked up, nonproprietary or proprietary form, including any
+word processing or hypertext form. However, if you provide access to or
+distribute copies of a Project Gutenberg-tm work in a format other than
+"Plain Vanilla ASCII" or other format used in the official version
+posted on the official Project Gutenberg-tm web site (www.gutenberg.org),
+you must, at no additional cost, fee or expense to the user, provide a
+copy, a means of exporting a copy, or a means of obtaining a copy upon
+request, of the work in its original "Plain Vanilla ASCII" or other
+form. Any alternate format must include the full Project Gutenberg-tm
+License as specified in paragraph 1.E.1.
+
+1.E.7. Do not charge a fee for access to, viewing, displaying,
+performing, copying or distributing any Project Gutenberg-tm works
+unless you comply with paragraph 1.E.8 or 1.E.9.
+
+1.E.8. You may charge a reasonable fee for copies of or providing
+access to or distributing Project Gutenberg-tm electronic works provided
+that
+
+- You pay a royalty fee of 20% of the gross profits you derive from
+ the use of Project Gutenberg-tm works calculated using the method
+ you already use to calculate your applicable taxes. The fee is
+ owed to the owner of the Project Gutenberg-tm trademark, but he
+ has agreed to donate royalties under this paragraph to the
+ Project Gutenberg Literary Archive Foundation. Royalty payments
+ must be paid within 60 days following each date on which you
+ prepare (or are legally required to prepare) your periodic tax
+ returns. Royalty payments should be clearly marked as such and
+ sent to the Project Gutenberg Literary Archive Foundation at the
+ address specified in Section 4, "Information about donations to
+ the Project Gutenberg Literary Archive Foundation."
+
+- You provide a full refund of any money paid by a user who notifies
+ you in writing (or by e-mail) within 30 days of receipt that s/he
+ does not agree to the terms of the full Project Gutenberg-tm
+ License. You must require such a user to return or
+ destroy all copies of the works possessed in a physical medium
+ and discontinue all use of and all access to other copies of
+ Project Gutenberg-tm works.
+
+- You provide, in accordance with paragraph 1.F.3, a full refund of any
+ money paid for a work or a replacement copy, if a defect in the
+ electronic work is discovered and reported to you within 90 days
+ of receipt of the work.
+
+- You comply with all other terms of this agreement for free
+ distribution of Project Gutenberg-tm works.
+
+1.E.9. If you wish to charge a fee or distribute a Project Gutenberg-tm
+electronic work or group of works on different terms than are set
+forth in this agreement, you must obtain permission in writing from
+both the Project Gutenberg Literary Archive Foundation and Michael
+Hart, the owner of the Project Gutenberg-tm trademark. Contact the
+Foundation as set forth in Section 3 below.
+
+1.F.
+
+1.F.1. Project Gutenberg volunteers and employees expend considerable
+effort to identify, do copyright research on, transcribe and proofread
+public domain works in creating the Project Gutenberg-tm
+collection. Despite these efforts, Project Gutenberg-tm electronic
+works, and the medium on which they may be stored, may contain
+"Defects," such as, but not limited to, incomplete, inaccurate or
+corrupt data, transcription errors, a copyright or other intellectual
+property infringement, a defective or damaged disk or other medium, a
+computer virus, or computer codes that damage or cannot be read by
+your equipment.
+
+1.F.2. LIMITED WARRANTY, DISCLAIMER OF DAMAGES - Except for the "Right
+of Replacement or Refund" described in paragraph 1.F.3, the Project
+Gutenberg Literary Archive Foundation, the owner of the Project
+Gutenberg-tm trademark, and any other party distributing a Project
+Gutenberg-tm electronic work under this agreement, disclaim all
+liability to you for damages, costs and expenses, including legal
+fees. YOU AGREE THAT YOU HAVE NO REMEDIES FOR NEGLIGENCE, STRICT
+LIABILITY, BREACH OF WARRANTY OR BREACH OF CONTRACT EXCEPT THOSE
+PROVIDED IN PARAGRAPH 1.F.3. YOU AGREE THAT THE FOUNDATION, THE
+TRADEMARK OWNER, AND ANY DISTRIBUTOR UNDER THIS AGREEMENT WILL NOT BE
+LIABLE TO YOU FOR ACTUAL, DIRECT, INDIRECT, CONSEQUENTIAL, PUNITIVE OR
+INCIDENTAL DAMAGES EVEN IF YOU GIVE NOTICE OF THE POSSIBILITY OF SUCH
+DAMAGE.
+
+1.F.3. LIMITED RIGHT OF REPLACEMENT OR REFUND - If you discover a
+defect in this electronic work within 90 days of receiving it, you can
+receive a refund of the money (if any) you paid for it by sending a
+written explanation to the person you received the work from. If you
+received the work on a physical medium, you must return the medium with
+your written explanation. The person or entity that provided you with
+the defective work may elect to provide a replacement copy in lieu of a
+refund. If you received the work electronically, the person or entity
+providing it to you may choose to give you a second opportunity to
+receive the work electronically in lieu of a refund. If the second copy
+is also defective, you may demand a refund in writing without further
+opportunities to fix the problem.
+
+1.F.4. Except for the limited right of replacement or refund set forth
+in paragraph 1.F.3, this work is provided to you 'AS-IS' WITH NO OTHER
+WARRANTIES OF ANY KIND, EXPRESS OR IMPLIED, INCLUDING BUT NOT LIMITED TO
+WARRANTIES OF MERCHANTIBILITY OR FITNESS FOR ANY PURPOSE.
+
+1.F.5. Some states do not allow disclaimers of certain implied
+warranties or the exclusion or limitation of certain types of damages.
+If any disclaimer or limitation set forth in this agreement violates the
+law of the state applicable to this agreement, the agreement shall be
+interpreted to make the maximum disclaimer or limitation permitted by
+the applicable state law. The invalidity or unenforceability of any
+provision of this agreement shall not void the remaining provisions.
+
+1.F.6. INDEMNITY - You agree to indemnify and hold the Foundation, the
+trademark owner, any agent or employee of the Foundation, anyone
+providing copies of Project Gutenberg-tm electronic works in accordance
+with this agreement, and any volunteers associated with the production,
+promotion and distribution of Project Gutenberg-tm electronic works,
+harmless from all liability, costs and expenses, including legal fees,
+that arise directly or indirectly from any of the following which you do
+or cause to occur: (a) distribution of this or any Project Gutenberg-tm
+work, (b) alteration, modification, or additions or deletions to any
+Project Gutenberg-tm work, and (c) any Defect you cause.
+
+
+Section 2. Information about the Mission of Project Gutenberg-tm
+
+Project Gutenberg-tm is synonymous with the free distribution of
+electronic works in formats readable by the widest variety of computers
+including obsolete, old, middle-aged and new computers. It exists
+because of the efforts of hundreds of volunteers and donations from
+people in all walks of life.
+
+Volunteers and financial support to provide volunteers with the
+assistance they need are critical to reaching Project Gutenberg-tm's
+goals and ensuring that the Project Gutenberg-tm collection will
+remain freely available for generations to come. In 2001, the Project
+Gutenberg Literary Archive Foundation was created to provide a secure
+and permanent future for Project Gutenberg-tm and future generations.
+To learn more about the Project Gutenberg Literary Archive Foundation
+and how your efforts and donations can help, see Sections 3 and 4
+and the Foundation web page at https://www.pglaf.org.
+
+
+Section 3. Information about the Project Gutenberg Literary Archive
+Foundation
+
+The Project Gutenberg Literary Archive Foundation is a non profit
+501(c)(3) educational corporation organized under the laws of the
+state of Mississippi and granted tax exempt status by the Internal
+Revenue Service. The Foundation's EIN or federal tax identification
+number is 64-6221541. Its 501(c)(3) letter is posted at
+https://pglaf.org/fundraising. Contributions to the Project Gutenberg
+Literary Archive Foundation are tax deductible to the full extent
+permitted by U.S. federal laws and your state's laws.
+
+The Foundation's principal office is located at 4557 Melan Dr. S.
+Fairbanks, AK, 99712., but its volunteers and employees are scattered
+throughout numerous locations. Its business office is located at
+809 North 1500 West, Salt Lake City, UT 84116, (801) 596-1887, email
+business@pglaf.org. Email contact links and up to date contact
+information can be found at the Foundation's web site and official
+page at https://pglaf.org
+
+For additional contact information:
+ Dr. Gregory B. Newby
+ Chief Executive and Director
+ gbnewby@pglaf.org
+
+
+Section 4. Information about Donations to the Project Gutenberg
+Literary Archive Foundation
+
+Project Gutenberg-tm depends upon and cannot survive without wide
+spread public support and donations to carry out its mission of
+increasing the number of public domain and licensed works that can be
+freely distributed in machine readable form accessible by the widest
+array of equipment including outdated equipment. Many small donations
+($1 to $5,000) are particularly important to maintaining tax exempt
+status with the IRS.
+
+The Foundation is committed to complying with the laws regulating
+charities and charitable donations in all 50 states of the United
+States. Compliance requirements are not uniform and it takes a
+considerable effort, much paperwork and many fees to meet and keep up
+with these requirements. We do not solicit donations in locations
+where we have not received written confirmation of compliance. To
+SEND DONATIONS or determine the status of compliance for any
+particular state visit https://pglaf.org
+
+While we cannot and do not solicit contributions from states where we
+have not met the solicitation requirements, we know of no prohibition
+against accepting unsolicited donations from donors in such states who
+approach us with offers to donate.
+
+International donations are gratefully accepted, but we cannot make
+any statements concerning tax treatment of donations received from
+outside the United States. U.S. laws alone swamp our small staff.
+
+Please check the Project Gutenberg Web pages for current donation
+methods and addresses. Donations are accepted in a number of other
+ways including including checks, online payments and credit card
+donations. To donate, please visit: https://pglaf.org/donate
+
+
+Section 5. General Information About Project Gutenberg-tm electronic
+works.
+
+Professor Michael S. Hart was the originator of the Project Gutenberg-tm
+concept of a library of electronic works that could be freely shared
+with anyone. For thirty years, he produced and distributed Project
+Gutenberg-tm eBooks with only a loose network of volunteer support.
+
+
+Project Gutenberg-tm eBooks are often created from several printed
+editions, all of which are confirmed as Public Domain in the U.S.
+unless a copyright notice is included. Thus, we do not necessarily
+keep eBooks in compliance with any particular paper edition.
+
+
+Most people start at our Web site which has the main PG search facility:
+
+ https://www.gutenberg.org
+
+This Web site includes information about Project Gutenberg-tm,
+including how to make donations to the Project Gutenberg Literary
+Archive Foundation, how to help produce our new eBooks, and how to
+subscribe to our email newsletter to hear about new eBooks.
+
+
+</pre>
+
+ </body>
+</html>
diff --git a/LICENSE.txt b/LICENSE.txt
new file mode 100644
index 0000000..6312041
--- /dev/null
+++ b/LICENSE.txt
@@ -0,0 +1,11 @@
+This eBook, including all associated images, markup, improvements,
+metadata, and any other content or labor, has been confirmed to be
+in the PUBLIC DOMAIN IN THE UNITED STATES.
+
+Procedures for determining public domain status are described in
+the "Copyright How-To" at https://www.gutenberg.org.
+
+No investigation has been made concerning possible copyrights in
+jurisdictions other than the United States. Anyone seeking to utilize
+this eBook outside of the United States should confirm copyright
+status under the laws that apply to them.
diff --git a/README.md b/README.md
new file mode 100644
index 0000000..44076a0
--- /dev/null
+++ b/README.md
@@ -0,0 +1,2 @@
+Project Gutenberg (https://www.gutenberg.org) public repository for
+eBook #38459 (https://www.gutenberg.org/ebooks/38459)