summaryrefslogtreecommitdiff
path: root/38459-0.txt
diff options
context:
space:
mode:
Diffstat (limited to '38459-0.txt')
-rw-r--r--38459-0.txt1605
1 files changed, 1605 insertions, 0 deletions
diff --git a/38459-0.txt b/38459-0.txt
new file mode 100644
index 0000000..e4ce7a6
--- /dev/null
+++ b/38459-0.txt
@@ -0,0 +1,1605 @@
+The Project Gutenberg EBook of Bez przewodnika, by Cecylia Niewiadomska
+
+This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
+almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
+re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
+with this eBook or online at www.gutenberg.org
+
+
+Title: Bez przewodnika
+
+Author: Cecylia Niewiadomska
+
+Release Date: January 1, 2012 [EBook #38459]
+
+Language: Polish
+
+Character set encoding: UTF-8
+
+*** START OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK BEZ PRZEWODNIKA ***
+
+
+
+
+Produced by David T. Jones, Michal Jablonski and the Online
+Distributed Proofreading Canada Team at
+http://www.pgdpcanada.net
+
+
+
+
+
+
+
+
+
+BIBLJOTECZKA MŁODZIEŹY SZKOLNEJ 38
+
+C. NIEWIADOMSKA
+
+BEZ PRZEWODNIKA
+
+
+WARSZAWA
+
+NAKŁAD GEBETHNERA I WOLFFA
+KRAKÓW -- G. GEBETHNER I SPÓŁKA
+1908
+
+
+KRAKÓW -- DRUK W. L. ANCZYCA I SPÓŁKI.
+
+
+
+
+I.
+
+
+--Wierzysz, że nam się nie śni?
+
+Szczupły i blady chłopiec w szkolnej bluzce podniósł na brata
+zdziwione spojrzenie wielkich, niebieskich oczu.
+
+Starszy chłopiec, czarnooki, śniady i opalony, zniecierpliwił się
+widać brakiem odpowiedzi.
+
+--Cóż, milczysz? -- rzekł porywczo. -- Czternaście lat skończyłeś, a zdaje
+ci się chyba, że nie masz jeszcze siedmiu, i żeś powinien być niemy,
+jak ryba. Teraz nie wiem doprawdy, skąd ci się wzięła odwaga
+wypowiedzenia stryjowi, że zgadzasz się na jego projekt, a raczej, że
+masz ochotę zobaczenia morza po sześciokrotnem spędzeniu lata w
+Zakopanem. Takie natury, jak twoja, na nic zdobyć się nie potrafią,
+nawet na prostą szczerość.
+
+Blada twarz młodego chłopca pokryła się lekkim rumieńcem, lecz w
+jasnych jego oczach nie było gniewu ni urazy.
+
+--Nie gniewaj się, Janku -- zaczął trochę nieśmiałym głosem, ale widząc,
+że brat wygląda przez okno wagonu, nie dokończył nawet zdania.
+
+Po chwili Janek usiadł znów na ławce, spojrzał na brata niezwykle
+łagodnie, jak gdyby pragnął zatrzeć poprzednie wrażenie, i zapytał
+dość miękko.
+
+--Głodny jesteś?
+
+--Pić mi się chce -- odparł Tadzio -- ale zaczekam do Chabówki.
+
+--Do Chabówki! Dobry sobie! Jakbyś nie wiedział o tem, że do Chabówki
+jeszcze z półtorej godziny. Ale tybyś się wyrzekł jedzenia i picia,
+byle nie mieć kłopotu. Powiadam ci, Tadek, co ty na świecie zrobisz?
+Dobrze, póki jesteśmy razem, i wiesz, że za ciebie myślą brat, ojciec,
+siostra, no, ale jesteś mężczyzną, masz być w przyszłości opiekunem
+swojej rodziny i co ty poczniesz wtedy?
+
+Tadek zarumienił się znowu po same włosy i spoglądał na brata
+łagodnym, proszącym wzrokiem, ale na odpowiedź się nie zdobył. Janek
+ruszył też ramionami i sięgnął po koszyczek, umieszczony na półce.
+
+--Co to? -- rzekł, wydobywając z niego dość dużą butelkę.
+
+--To woda z czerwonem winem -- cicho odpowiedział uczeń.
+
+--Czemuż się nie napijesz?
+
+--E, nie... tam już niewiele... ty możesz mieć pragnienie...
+
+--Co? -- zawołał Janek z oburzeniem -- będziesz się męczył pragnieniem i
+kwasił tę trochę wody do samego Zakopanego, bo -- ja mogę jej
+potrzebować! Czy wiesz, jak się nazywa takie postępowanie?
+
+--Pewnie niedołęstwo -- rzekł Tadek z łagodnym uśmiechem.
+
+Janek zmieszał się trochę odpowiedzią brata, ale spostrzegł się
+prędko.
+
+--A widzisz -- rzekł -- sam uznajesz; czy myślisz, że mnie przyjemnie tak
+ciągle cię strofować i nazywać po imieniu twoje wady? Ale to dla twego
+dobra, -- święty straciłby resztę cierpliwości z twoją biernością. Tak!
+nie! chcę! nie chcę! krzycz, pchaj się, żądaj; -- a ty wiecznie
+milczysz, myślisz i ze wszystkiem się zgadzasz, -- ja tego znieść nie
+mogę. No, pij.
+
+--Dziękuję.
+
+--Nie chcesz?
+
+--N-nie, już nie chcę.
+
+--To wypiję; na widok tego nektaru sucho mi się w gardle zrobiło. Za
+twoją -- energję.
+
+Tadek się uśmiechnął.
+
+--Przynajmniej na ten tydzień zdobądź-że się na jakąś wolę -- prawił
+dalej Janek, ogryzając udko kurczęcia -- pamiętaj, że od naszego sprytu
+i energji zależy powodzenie całej sprawy. Znasz stryja: nie wrócimy na
+czas, to sam pojedzie, dnia jednego dłużej nie zaczeka. A choć to niby
+nic odnaleźć Zośkę w Zakopanem i zabrać ją razem z ciocią, ale nie
+mamy jej adresu, a te panie wcale nas się nie spodziewają. Mogą być na
+jakiej wycieczce, może trzeba je będzie gonić, a czas płynie. W
+Zakopanem znamy już wszystko, a morza nikt z nas nie widział, i pewno
+nieprędko zdarzy nam się taka sposobność, więc nie chciałbym po tylu
+nadziejach zostać na koszu, z niczem!
+
+--Trzeba się będzie zaraz dowiedzieć o nie w klimatyce[1], muszą tam
+być zameldowane i znajdziemy je w godzinę po przybyciu na miejsce.
+
+--Właśnie podług twojej teorji! Czy nie wiesz, że przyjedziemy koło
+siódmej wieczorem i klimatyka będzie już zamknięta? Ja myślę, że tylko
+przypadkiem tego samego dnia spotkać możemy je na Krupówkach, a na
+dobre trzeba zacząć poszukiwania nazajutrz od rana. Wyobrażam sobie
+zadziwienie cioci, bo nie spodziewa się nas wcześniej, niż za dwa
+tygodnie. Nie mogła naturalnie przeczuć projektu stryja, zgody ojca,
+misji[2] naszej i zamierzonego porwania.
+
+--Chabówka! -- szepnął Tadek z rozpromienioną twarzą.
+
+Janek zerwał się z miejsca.
+
+--Chwała Bogu. A to prędko! Zamknij koszyk, zwiń paski, te zapasy
+chyba zostawimy? Co zrobić z tą butelką? A walizka? gdzie walizka?
+acha, jest wszystko? Hej, jest tam kto? Po rzeczy! -- wołał, wychylając
+się z okna.
+
+--A podajcie mi te węzełki, to je wnet na wózek włożę. Pięknie
+pojedziemy, grzecznie, podług taksy[3], wesoło.
+
+Tak zachęcał młody góral, stojąc przed oknem wagonu, a Janek też bez
+namysłu zaczął mu podawać tłumoczki.
+
+--Podług taksy pojedziesz? -- spytał tylko wyraźnie.
+
+--Podług taksy, toć mówię, a grzecznie, a wesoło, pierwsi staniemy w
+Zakopanem.
+
+--A to co, nie wiesz, że wam tu nie wolno? -- dał się słyszeć surowy
+głos jakiegoś urzędnika, zwrócony do górala, który najspokojniej
+odbierał przez okno pakunki naszych znajomych.
+
+--Goście mię zawołali, zgodzony jestem, umówiony -- tłumaczył się
+sprytny chłopak, podając Jankowi książeczkę, w którą zaopatrzony jest
+każdy z miejscowych właścicieli wózków.
+
+--Tak jest -- potwierdził Janek -- umówiłem tego człowieka. To już
+wszystko. Idźcież sobie, a my przyjdziemy zaraz, tylko zjemy obiad.
+
+--Chodź -- zwrócił się do brata -- widzisz, co to znaczy energja: góral
+zabrał rzeczy wprost z wagonu i nie potrzebujemy płacić za
+przenoszenie osobno.
+
+--Źeby tylko miał dobrego konia -- zwrócił uwagę Tadzio.
+
+--Boisz się, że przez litość będziesz szedł piechotą? Nie bój się,
+dobrze z oczu patrzy chłopakowi, jestem pewny, że ma konika, aż miło.
+
+--Wiesz -- zauważył Tadzio z nagłym błyskiem w oczach -- one się pewnie na
+Kościeliskiej umieściły. Ciocia i Zosia lubią tę cichą ulicę, trochę
+już za wsią, z widokiem na góry i łąki, no, i tamtędy droga do
+Kościeliskiej doliny, gdzie bywają przynajmniej raz na tydzień.
+Pamiętasz, jak marzyliśmy, żeby w Kościeliskiej mieszkać?
+
+--To wy z Zosią, co do mnie, choć przyznaję, że doliny równie pięknej
+nie widziałem, -- nie jestem pustelnikiem, aby mi wystarczała natura.
+Dobre to zresztą w pogodę, ale w deszcz...
+
+--Też pięknie, Janku, choć inaczej, ale pięknie: ten wezbrany biały
+potok, te płaczące skały, szare niebo, i cisza, i samotność, wszystko
+piękne.
+
+--A no, może takie życie byłoby najstosowniejsze dla twego
+usposobienia, choć nie! rozmazgaiłbyś się tam do reszty i został
+skończonym niedołęgą. Czasy pustelników minęły, mój drogi, pomyśl
+tylko o zimie, jakby ci tam było, bez ludzi, bez dróg, jak w grobie.
+
+--W pięknym grobie, gdzie żyć można. Nieraz blizko krzyża Pola
+wybierałem sobie miejsce na jaskinię, rozmyślałem, czembym się żywił,
+jakbym sobie urządził życie. Bo tego jestem pewny, że nigdy, nigdy w
+życiu nie napatrzyłbym się do syta piękności tego ustronia, nie
+nasłuchał szumu potoku, nie nacieszył się ciszą, w której tak dobrze
+myśleć i słuchać i przeczuwać...
+
+Twarz chłopca zapłonęła dziwnym blaskiem, oczy jaśniały mu niby
+natchnione, widać było, że każde słowo -- może bez woli i bez wiedzy
+jego -- płynie mu prosto z duszy, z gorącego serca.
+
+Lecz Janek niecierpliwie wzruszył ramionami.
+
+--Głód wyleczyłby cię prędko z tych zachwytów -- rzekł z
+lekceważeniem. -- Górale uciekają na zimę z Kościeliskiej.
+
+--Bo góral sobie nie wystarczy, książka i myśli nie zastąpią mu ludzi;
+a co do głodu, mógłbym mieć owoce i zapasy zboża.
+
+--A prędko ta pojedziemy do Zakopanego?
+
+Uśmiechnięty góral stał o parę kroków i patrzał na rozmawiających.
+Janek zerwał się pierwszy.
+
+--A to jedźmy -- zawołał. -- Dobrego masz konia?
+
+--Ho, ho, takiej parki nie znajdzie w Zakopanem. Z wiaterkiem se
+śmigniemy, przed wieczorkiem będziemy!
+
+I pokazał białe zęby.
+
+--A nie poczęstujecie to paniczu, górala?
+
+Janek skinął na chłopca.
+
+--Daj butelkę piwa.
+
+--I jedźmy.
+
+Góral pospieszył pierwszy, zapinając serdak, bo wiatr chłodny powiał i
+wesołe słonko zasępiło się jakoś. Za chwilę stanął przy dość dużym
+wózku parokonnym, jak wszystkie pokrytym białem płótnem, z jednego
+boku podciągniętem w górę.
+
+--A to twój wózek? -- rzekł zdziwiony Janek.
+
+--A co?
+
+--A cóżeś nie powiedział, że parokonny? Co nam po tem? Dwa razy tyle
+płacić, 6 guldenów! Czy tyle rzeczy mamy? Ja nie chciałem parokonki.
+
+--A toć mieliście książeczkę -- zauważył góral.
+
+Janek się zaczerwienił i spochmurniał. Istotnie zrobił głupstwo, nie
+spojrzawszy nawet w książeczkę, on, co tak chętnie innym wytykał
+omyłki. Niema o czem mówić, góral prawdopodobnie byłby znalazł
+pasażera, a jeżeli ich podszedł, to nadzwyczaj zręcznie: oddał
+przecież książeczkę.
+
+--Siadajmy -- rzekł do brata krótko.
+
+Góral poprawił koniom czerwone szaliki przy chomontach, ściągnął
+lepiej w górę płótno, przetarł dłonią ceratowe siedzenie i zręcznie
+dostał się na wózek.
+
+--Wesoło pojedziemy -- rzekł, zwracając się znów do chłopców -- co tam
+będziecie żałowali parę guldenów, i góral przecie też zarobić musi.
+
+I zaśpiewał po góralsku, dziwnym, przydechowym głosem, podobnym do
+nizkiego krzyku, w którym trudno rozróżnić wyrazy:
+
+
+ Góry nasze, góry, -- moje wy komory,--
+ Oj, bukowe listeczki, -- moje poduszeczki.--
+
+
+Większość wózków już odjechała, zapóźnione potoczyły się długim
+łańcuchem piękną szosą ku południowi.
+
+Na skręcie u nóg chłopców padł bukiet żółtych jaskrów. Janek potrącił
+go dosyć niechętnie, ale Tadzio wyrzucił centa w stronę małej ręki,
+która widniała gdzieś z boku przy wózku.
+
+--Uczysz dzieci żebraniny -- burknął Janek.
+
+Tadzio milczał.
+
+Drugi bukiet wpadł do wózka. Cent na szosę.
+
+Za trzecim razem Janek z gniewem wyrzucił kwiaty.
+
+Tadzio się zaczerwienił i spojrzał na brata, ale nie przemówił ani
+słowa.
+
+
+
+II.
+
+
+Jasne, wesołe słońce ciekawie zajrzało do pokoju na Chramcówkach,
+gdzie zatrzymali się nasi znajomi. Pokoik nie był wielki, ale dość
+wysoki; gładkie, świerkowe ściany lśniły połyskiem atłasu, rzeźbione
+ramy okna i drzwi przyjemne czyniły wrażenie. Skromne sprzęty zdawały
+się zupełnie nowe, a wszystko pociągało prostotą i czystością.
+
+--Pogoda -- ziewnął Janek -- czas nam w drogę, gotowe uciec na jaką
+wycieczkę.
+
+--Szkoda, żeśmy tu stanęli -- zauważył Tadzio -- daleko do klimatyki.
+
+--Cóż ci ta klimatyka tak zajechała do głowy? Kpię sobie z klimatyki i
+żeby cię przekonać, że się bez niej obejdę, wcale tam nie pójdziemy.
+
+--Nie wiem, czy to będzie dobrze -- szepnął nieśmiało Tadzio.
+
+--To się dowiesz.
+
+--Nie chodzi mi o podróż i o stryja, ale ojcu byłoby przykro, gdybyśmy
+Zosi na czas nie przywieźli; taki był uszczęśliwiony z tej naszej
+wycieczki! To dla niego większa przyjemność, niż gdyby sam mógł
+nareszcie wyjechać na dłużej w góry.
+
+--Czemu nie mamy przywieźć Zosi na czas? Jeszcześ się nie ruszył z
+miejsca, a już wątpisz o wszystkiem, jak gdyby Zakopane było co
+najmniej Europą. Straszna sztuka odnaleźć tutaj dwie osoby, nawet bez
+klimatyki! Stryj 10 dni zaczeka, a to przecież wystarczy, chociażby
+się wybrała na dalszą wycieczkę.
+
+--Już tylko 8, dwa zajęła nam droga.
+
+--Nawet 6, bo dwa także na powrót odliczyć trzeba. Ale to także dosyć.
+
+--Swoją drogą, gdyby to zależało ode mnie, wyciąłbym te wszystkie lasy
+do jednego drzewka. To mi ozdoba! W Zakopanem gór nie widać. Nie wiem,
+co sobie ludzie do tych Chramcówek upatrzyli, najbrzydsza część osady,
+bez żadnego widoku.
+
+--Gór tylko nie widać -- cicho wtrącił Tadzio. -- Za to tyle przestrzeni,
+zieloności, słońca...
+
+--Dla ciebie wszystko piękne -- mruknął Janek -- na Kościeliską też stąd
+mila drogi.
+
+--Ja myślę, żebyśmy poszli do Ślimaka. -- Dobrze nam u niego było w
+zeszłym roku, może i tam stanęły.
+
+Za chwilę byli w drodze. Pogardziwszy szosą, przez park świerkowy
+skierowali się w stronę potoku, przeszli po kładce na brzeg
+kamienisty, a potem wprost przez łąki na Targową. Dzień był
+prześliczny, słoneczny, pogodny, niebo bez chmurki pieściło spojrzenie
+błękitem, na polach kołysały się zboża złociste, świeża zieloność
+lśniła pod rosą.
+
+Janek zły był, że mu się wszystko podobało. Miał czas napatrzyć się
+zielonym stokom wystającego Giewontu, Wirchów i Koszytej, czemu go to
+wszystko znowu nęci? Nawet Gubałówka wabi oko wzorzystą swoją
+pochyłością, i serce mimowolnie jakimś przyspieszonem tętnem wita
+starych znajomych i stare widoki.
+
+Ile też skał, kamieni zmyły potoki wiosenne ze śpiących pod śniegiem
+olbrzymów? Ile szczerb nowych w ich ciałach odwiecznych? Ile zwalonych
+lasów przez wiatr halny zamknęło drogi? Jakie powstały nowe ścieżki i
+potoki?
+
+Oj, poszedłby tam w góry, jak co roku, poszedł z ochotą, choć się
+przyznać nie chce i gniewem tłumi uczucie tęsknoty.
+
+--Poszukamy ich u Ślimaka.
+
+W chacie Ślimaków radość i zdziwienie. To się panie ucieszą, bo się i
+nie spodziewały tak prędko. A mieszkają od Kacprusia het! precz!
+trochę na bok w pole, u szwagra, u Liptaka, co wybudował domek
+nowiusieńki. Nikt w nim jeszcze nie mieszkał, ale się spodobało, że
+caluśkie góry widać, het, aż za Murań; a domów też niema w blizkości,
+to i przestronno, zielono i czysto.
+
+Jankowi świeciły oczy, a serce szybko uderzało; ot, jak to trudno
+dopytać się w Zakopanem o mieszkanie znajomych. Przed godziną wyszli z
+domu i bez pomocy klimatyki wiedzą, co im potrzeba. Za pół godziny
+uściskają siostrę i jej opiekunkę, a jutro lub pojutrze mogą wracać do
+Warszawy. Stryj ich pochwali i odbędą z nim razem pouczającą podróż
+morzem z Gdańska do Kopenhagi. Powinni być bardzo radzi.
+
+--Cóż -- zwrócił się do brata -- nie będzie się czem pochwalić przed
+stryjem, poszło nam jak po maśle, ośmioletni dzieciak dokazałby takiej
+sztuki. Chodźmy.
+
+--A nie macie się co spieszyć -- mówił Ślimak, wyjmując z ust krótką
+fajeczkę -- bo poszli dzisiaj wszyscy do Morskiego.
+
+--Co? -- zawołali obaj chłopcy razem.
+
+--A jakże, o świtaniu, Wojtek przecie poszedł pod rzeczy, a Maciej
+przewodniczy. Toć wiem. Poszło gości ze 12 osób. Starsze kobiety
+pojechały szosą, a co młodsze to na Zawrat. A wracać mają pozajutro na
+Waksmundzką, toć nie macie poco do Liptaka chodzić. Zaczekać trzeba.
+
+Bracia patrzyli na siebie.
+
+--A gdzieżeście stanęli?
+
+--Na Chramcówkach.
+
+--Zapłacicie! -- pokiwał Ślimak głową. -- Jest tu u mnie izba pusta,
+gdybyście też chcieli.
+
+--My na parę dni tylko do Zakopanego. Zabierzemy siostrę i wracamy.
+
+Teraz Ślimak się zdziwił.
+
+--A z mieszkaniem? -- zapytał. -- Toćby Liptak znalazł sobie na całe lato
+gości.
+
+--Krzywdy mu przecie nie zrobimy.
+
+--To wiadomo, przecie sprawiedliwiście, ale będziecie mieli szkodę.
+
+--Cóż robić.
+
+Wracali ku Krupówkom zamyśleni. Co teraz robić? Czekać trzy dni w
+Zakopanem? Szkoda czasu. Zwłaszcza w taką pogodę. Blizkie wycieczki
+mniej nęcą: dolinki do siebie podobne, tyle razy w nich byli, a tam w
+góry, w góry, dalej, aż dusza rwie się.
+
+--Pójdziemy chyba do Morskiego? -- zagadnął wreszcie Janek.
+
+--Jutro -- dodał Tadzio.
+
+--Rozumie się, że nie dzisiaj. Przecież to całodzienna droga. Tylko
+wiesz, co ci powiem: co nam po przewodniku? Byliśmy ze sześć razy, a
+drogę przez Waksmundzką znamy jak własną kieszeń. Powrócimy zaś razem
+może inną drogą z Maciejem. Prawda?
+
+--Zdaje mi się -- rzekł Tadzio -- że wybornie pamiętam drogę.
+
+--Tylko nie mów o tem w domu, bo zaczną nam perswadować, straszyć. Bóg
+wie nie co. Ten się zabił, ten zginął, ten to, tamtem owo. Górale chcą
+zarobku, inni przez tchórzostwo wierzą wszystkim ich baśniom. Cóż, nie
+odpowiadasz?
+
+--Zdaje mi się, że znam drogę -- powtórzył Tadzio w zamyśleniu.
+
+--A dzisiaj chodźmy na Czerwone Wirchy i wrócimy przez Giewont.
+
+--Zmęczymy się przed jutrem.
+
+--Co to za zmęczenie? Zresztą, siedź sobie w domu, kiedy się obawiasz.
+
+--Nie obawiam się, ale przypomnij sobie, że to męcząca droga, a po
+pierwszych wycieczkach nogi bardzo bolą.
+
+--To chodź do Czarnego Stawu.
+
+--Czy nie za późno?
+
+--Dziesiąta.
+
+--Musimy coś kupić po drodze, herbaty, cukru, trochę wędliny, tam
+dostaniemy mleka, to i obiad będzie. Drogę znamy.
+
+--Jeszczeby też. Jak do Saskiego Ogrodu. Swoją drogą rad jestem, że
+Czarny Staw zobaczę; przykro byłoby jakoś stąd odjechać, nie
+pozdrowiwszy tego przyjaciela, nie spojrzawszy ani razu na Kościelec,
+na Zawrat. Dobrze zrobiła Zosia z tą wycieczką. Jutro na noc staniemy
+u Morskiego; zadziwią się kobieciny, a nam przyjemnie będzie zabrać do
+Warszawy tę garstkę nowych wspomnień.
+
+--Szkoda, że na Kościeliską czasu już nie będzie.
+
+--Przeczytaj sobie o niej w przewodniku Eljasza, to ci się będzie
+zdawało, żeś widział.
+
+--Dobrze, żeś mi przypomniał, jutro trzeba wziąć z sobą Eljasza.
+
+--Może masz słuszność, taki przewodnik nie wiele kosztuje.
+
+
+
+
+III.
+
+
+Nazajutrz o świcie chłopcy cicho i ostrożnie wymknęli się ze swego
+pokoiku. Nie powiedzieli wczoraj gospodyni o zamiarze wycieczki do
+Morskiego Oka; wracając z Czarnego Stawu, kupili tylko na drogę
+butelkę wina, parę funtów szynki i niewielki bochenek chleba, a teraz
+dołączyli do bagaży nieocenionego Eljasza i sprawiedliwie rozdzielili
+wszystko na dwie równe paczki.
+
+--Trzeba napisać parę słów do gospodyni, że nie wrócimy na
+noc -- odezwał się Tadzio.
+
+--Poco? -- zapytał Janek dość porywczo.
+
+--No, gotowa nas szukać, będzie dużo gadania.
+
+--Hm, to prawda. To napisz: »Idziemy na dalszą wycieczkę, zabawimy dni
+parę«. Tak, dobrze. A teraz ostrożnie, cicho.
+
+--Poco się z tem kryjemy?
+
+--Poto, że nie mam ochoty słuchać rad, uwag i perswazji. Co komu do
+tego, gdzie idziemy, co robimy? Tu przecież nie jesteśmy pod niczyją
+opieką, nie mamy obowiązku zdawać sprawy z naszych czynów i zamiarów.
+
+Podniósł głowę i dumnie spojrzał na brata zgóry, jak człowiek wolny,
+który żadnej władzy nie widzi i nie uznaje nad sobą. Tadzio się
+zarumienił; widocznie był jeszcze dzieckiem, bo samodzielność taka
+przerastała jego odwagę. Lecz Janek wie, co robi.
+
+Wiedział naturalnie, brat przyznawał mu to w duszy, kąpiąc się w
+świeżem i lekkiem powietrzu, w jasnych promieniach słońca, podziwiając
+piękność nieba, gór i ziemi. I jak im dobrze samym. Poco tu
+przewodnik? Czyż nie znają dokładnie drogi? Jeszcze też takiej drogi:
+przez Waksmundzką! Ale już tę wybrali, żeby stanąć na czas, posłuchali
+rozsądku.
+
+--Pójdziemy przez Kozienice -- proponuje Tadzio.
+
+--Naturalnie -- potwierdził Janek. -- Stamtąd powitamy góry w blaskach
+wschodzącego słońca. Niema w całem Zakopanem piękniejszego widoku;
+gdybym sobie kiedy stawiał tutaj willę, to tylko na Kozieńcu.
+
+Mówił to z wzrastającym zachwytem na widok piękności natury,
+odsłaniających się w miarę, jak młodzi nasi podróżnicy wydobywali się
+z ulic, zamkniętych szeregami domków i willi, na bardziej otwartą
+przestrzeń. Minąwszy szybko Chramcówki i ulicę Chałubińskiego, koło
+Muzeum po kładce przeszli potok i zaczęli wstępować na łagodną
+pochyłość Kozieńca. Widok stąd rzeczywiście był wspaniały: na zachód
+przestrzeń otwarta, bez końca, wzdłuż łańcucha wirchów i turni[4],
+zamykających widok od południa. W przezroczystem powietrzu góry
+występowały tak wyraźnie, iż widać było na nich każdą ścieżkę, każdy
+strumyk, rysujące ich stoki skaliste siecią jasnych gałązek. Tu i
+owdzie bielały najwyraźniej śniegi, świt różowił szczyty, a skały
+zdawały się być aksamitne.
+
+--Ach! -- szeptał Tadzio -- nic piękniejszego nie umiem sobie wyobrazić.
+
+Janek płonącem okiem obejmował wnętrze otwartego w tem miejscu gniazda
+gór spiętrzonych: Kopę Królowej, Magurę, Granaty i Źółte Turnie;
+liczył je, podziwiał, chciałby popłynąć nad nie lotem ptaka.
+
+Nie będziemy deptali w tym roku tych ścieżek, nie będziemy spoczywali
+w niedostępnych jarach, patrząc w niebo i zapominając o świecie.
+Dziwny urok mają te góry... Nagle potrząsnął głową.
+
+--Chodźmy -- rzekł -- tak nie można, nie poto idziemy.
+
+Minęli Bystre, uśpione i ciche, w Jaszczurówce wypili gorące
+śniadanie, orzeźwili się przyjemną kąpielą i podążyli dalej. Od Cyrli
+droga już przez las prowadzi, wydeptana co roku stopami podróżnych,
+lecz nie lękali się zbłądzić: tyle razy szli tędy! Tu nie widać nieba,
+gór ani słońca, tylko stare drzewa, olbrzymie głazy, spękane, porosłe
+mchem zielonym i szarym, -- szemrzące strumienie i kwiatów kępy całe:
+niezapominajki, goryczki, storczyki, pełno barw, woni, aż żal mijać.
+
+A poziomki!
+
+Nie mogli oprzeć się pokusie, aby nie zbierać chociaż
+najpiękniejszych. Co za wielkość, smak, zapach!
+
+Droga coraz inna i coraz piękniejsza. Od Toporowych Stawów do Psiej
+Trawki szli więcej niż godzinę. Była już 10-ta, kiedy się zatrzymali
+na tym pierwszym wypoczynku.
+
+--Wiesz, Janku, że my dzisiaj może nie dojdziemy? -- zauważył Tadzio
+nieśmiało.
+
+Janek ruszył ramionami.
+
+--Pleciesz, jak niedołęga. Straciliśmy trochę czasu, wielka szkoda!
+Nie będziemy za to robić dłuższych wypoczynków. Ślimak zaszedłby tędy
+w ciągu dnia na miejsce. Patrz, co ludzi za nami spieszy.
+
+Istotnie, dwa dość liczne towarzystwa zbliżały się do schroniska. Na
+łączce w jednej chwili zrobiło się gwarno, otwierano butelki, śmiech,
+żarty, nawoływania rozległy się dokoła.
+
+--Pójdźmy -- szepnął Janek do brata.
+
+Tadzio wstał natychmiast i skierowali się znowu ku drodze, gdy nagle
+otoczyła ich nowa gromadka.
+
+--Janek! Tadzio! A wy tu co robicie o tej porze?
+
+--Felek! Brońcia! Adaś! Ańdzia!
+
+--Skądżeście się tu wzięli?
+
+--Do Morskiego.
+
+--Po Zosię?
+
+--Naturalnie.
+
+--Sami?
+
+--Znamy drogę -- zapewniał Janek.
+
+--Chodźcie z nami. Weselej będzie!
+
+Chłopcy nie mieli nic przeciwko temu, pożartowano wprawdzie trochę z
+ich zapasów i pospiesznego marszu, ale któżby o takie rzeczy obrażał
+się na przyjaciół? Odtąd istotnie było tak wesoło, że nawet Tadek
+tylko od czasu do czasu marzącem okiem rozglądał się po krajobrazie.
+
+Na Waksmundzkiej odpoczywali niedługo, gdyż woleli popatrzeć z Suchej
+na Pieniny, które przy dniu pogodnym rysowały się wyraźnie. W ogóle
+widok z Suchej był przepyszny, i Bronia tylko narzekała, że ją
+zwiedziono: wiedzieli przecież, że się obawia przepaści i każą jej
+przejść ścieżkę, parę stóp szeroką.
+
+--Ależ tu przejechać można -- perswaduje Felek.
+
+--A gdybyś nawet spadła, pierwszy krzak by cię zatrzymał.
+
+Ale Brońcia jest blizką płaczu, zamyka oczy, każe się prowadzić, drży
+cała. Towarzysze tłumią śmiech przez litość.
+
+--No, tu przecie szeroko!
+
+--Nie mogę, nie mogę! Przywiążcie mię do drzewa, bo się stoczę po tej
+pochyłości.
+
+--Patrz, szynka się nie stacza, chleb leży spokojnie, patrz butelka.
+
+--Ach!
+
+Brońcia zasłoniła oczy, gdyż nieszczęsna butelka nie odpowiedziała
+wcale zaufaniu swojego opiekuna i stoczyła się w krzaki.
+
+--Cała, cała! -- zawołali radośnie Staś i Felek i w mgnieniu oka zsunęli
+się bokiem ku krzakom, aby pochwycić zbiega.
+
+--Cała szyjka, nawet korek nie wyskoczył, tylko dna i wina brakuje.
+
+Wszyscy się śmieli, wujenka i poważny wuj Stanisław, opiekunowie tego
+młodego grona; jedna Brońcia drżała. Poradzono jej, aby położyła się
+na ziemi i w tej dopiero pozycji zdobyła się na odwagę popatrzenia na
+piękny widok.
+
+--Dajcie reńskiego, a zejdę po tej ścieżce prosto het, precz, aż na
+dół -- odezwał się młody góralczyk, świecącemi oczyma patrząc na
+wystraszone dziewczę.
+
+--Trzymajcie go! -- zawołała przerażona Brońcia, i twarz ukryła w
+dłoniach.
+
+Zejście nie było trudne, Brońcia jednak szła ciągle, prowadzona przez
+brata i przewodnika, z zamkniętemi oczyma, blada, z wyrazem trwogi i
+zmęczenia. Dopiero na Gęsiej Szyi uspokoiła się trochę.
+
+--Dziękuję za taką przyjemność -- rzekła, siadając na miękkiej,
+aksamitnej trawie -- nie chcę znać Morskiego Oka, ani podobnych awantur.
+
+--Będziesz czekała tutaj naszego powrotu?
+
+--Wstydź się żartować jeszcze! -- zawołała Bronka. -- Dlaczego nie
+przeprowadziliście mię dołem? Mogłam przecież przejść tędy? Pocoście
+mię wlekli na tę skałę?
+
+--Ależ Broniu, to jeden z piękniejszych widoków w Tatrach.
+
+Nie odpowiedziała, czuła się jednak w duszy pokrzywdzoną: piękny
+krajobraz sprawiał jej przyjemność wtedy, gdy mogła go oglądać z
+bezpiecznego miejsca.
+
+Tymczasem zaczęto schodzić po dość łagodnej, miękkiej pochyłości góry,
+pokrytej aksamitną trawą. Nogi ślizgały się po tym kobiercu, stopy
+bolały od nienormalnego położenia, a końca góry ani widać.
+
+--W zakosy idźcie, w zakosy[5], -- nawoływali przewodnicy.
+
+--Ach, chwilę odpoczynku na równym poziomie! -- narzekała Brońcia.
+
+--Usiądź i zjedziesz na dół -- rzekł wesoło jej brat.
+
+--Pewniebym usiadła, gdybym się nie bała, ale ktoby mnie wstrzymał
+potem, gdybym się zsuwać zaczęła zbyt szybko?
+
+--Czekaj -- rzekł Staś -- masz pas mocny?
+
+No, to cię przepaszę sznurkiem i będę powstrzymywał. Dalej, jazda.
+
+--Chodźmy naprzód -- szepnął Janek -- Brońcia strasznie przesadza z tą
+obawą.
+
+--Ja z wami -- odezwała się też cicho Ańdzia. -- Ja się nie boję. Źyłabym
+tu w górach. Kocham niebezpieczeństwa. Uproszę mamy i pójdę z
+Morskiego na Rysy. Co za rozkosz pomyśleć sobie, że jedno złe
+stąpnięcie, a spadnę w głębię bez końca, i zwyciężać te trudy i
+wdzierać się coraz wyżej, coraz wyżej, aż za chmury, do słońca, do
+samego nieba i świat widzieć u nóg, pod sobą!
+
+Tadzio westchnął głęboko.
+
+--My jeszcze nie byliśmy na Rysach -- rzekł cicho.
+
+--Na przyszły rok -- odparł Janek z niemniej głębokiem westchnieniem.
+
+--Czemu? -- spytała Ańdzia.
+
+--Pić, pić! -- rozległy się za niemi głosy. -- Zatrzymajcie tam chłopców,
+co pobiegli naprzód z tobołkami; słońce piecze, jakby nas chciało
+uwędzić.
+
+Zatrzymajcie tam chłopców! łatwo to powiedzieć. Jak jelenie zbiegli z
+góry w zakosy, i zniknęli w kierunku drogi do Roztoki. Znaleziono ich
+dopiero pod Czerwonemi Brzeżkami. Siedzieli w czarnych jagodach,
+zajadając soczysty owoc, zarastający niezbyt łagodną pochyłość.
+Uczernili się przytem, jak małe potwory, ale miny rozkoszne mieli po
+tej uczcie.
+
+--Z pół godziny tu już jemy -- przechwalali się z zadowoleniem.
+
+Przewodnik gniewał się na nich, że nie trzymają się razem, ale oni
+słuchając, nie tracili czasu i co chwila podnosili do ust pełne
+garście jagód.
+
+--Ach, jak chłodno i miło w ustach -- zapewniali.
+
+Goście za ich przykładem rozproszyli się po krzakach i byłby znów
+spoczynek mimowolny, gdyby przewodnik energicznie nie zaczął naglić do
+pośpiechu.
+
+--Wszyscy nas wyprzedzili, przyjdziemy ostatni i miejsca w hotelu nie
+będzie. W Roztoce i tak trzeba odpocząć z godzinę.
+
+--Czy to miasteczko jakie ta Roztoka? -- ciekawie pyta Brońcia.
+
+Staś i Felek jednocześnie wybuchnęli śmiechem.
+
+--Miasteczko o godzinę drogi od Morskiego! W sercu gór! Co ty
+wygadujesz, Bronka?
+
+Ale Brońcia się obraziła i nie chciała słuchać objaśnień.
+
+--To schronisko zapewne? -- zapytała Ańdzia.
+
+--Naturalnie, duże schronisko, gdzie i zanocować można, bo jest
+kilkanaście łóżek. Ale każdą butelkę piwa przywożą tam na osiołku,
+albo na koniu, jak widziałaś nieraz, w drewnianych naczyniach. Ciężka
+praca nawieźć potrzebnej żywności.
+
+W Roztoce Staś i Felek uparli się zwiedzić koniecznie dzisiaj
+wodospady Mickiewicza. Poświęcą te pół godzinki ze swego odpoczynku, a
+Brońcia niech zostanie pod opieką starszych. Ale Brońcia nie chciała i
+narzekając, jęcząc, poszła jednak z innymi.
+
+Tymczasem słońce dawno skryło się za Mięguszowieckie, kiedy podróżni
+nasi ostatnim wysiłkiem przebywali kamienistą i przykrą część drogi
+pod samem już jeziorem. Wszyscy byli zmęczeni, Brońcia z utęsknieniem
+upatrywała dachu zapowiedzianego schroniska, Ańdzia nawet szła cicho,
+mało zwracając uwagi na piękności otoczenia. A hotelu ani śladu, ani
+śladu jeziora. Czy nie dojdą już nigdy?
+
+Nagle -- tuż pod nogami dach, budynek piętrowy, a dalej w cieniu
+wieczornego zmroku, pod strażą wyniosłego Mnicha, ostrych Rysów i
+Miedzianego, cicho zasypia poważne jezioro, otulając się zwolna mgłą
+przejrzystą.
+
+
+
+
+IV.
+
+
+--Co teraz będzie?
+
+Tadzio milczał zamyślony.
+
+--No, mów, radź, odezwij się, co zrobimy? -- wołał Janek, niecierpliwie
+chodząc po pokoju. -- Licho wie, gdzie ich szukać. Zdaje się, że były,
+ale gdzie poszły dzisiaj? Czy wrócą tu jeszcze? Czy wprost do
+Zakopanego? Mieszkania nie zamówiły i szukaj wiatru w lesie! No, cóż?
+Czyś zaniemówił?
+
+--Cóż ja ci poradzę? -- odezwał się wreszcie Tadzio. -- Prawdę mówiąc, w
+tej chwili tak mi dobrze, tak miło, żem zobaczył znowu to
+czarodziejskie miejsce, iż nie żałuję niczego, niczego, nawet tego, że
+ich tu niema.
+
+--Niedołęstwo -- szepnął Janek, wzruszając ramionami.
+
+--Przyznaj, Janku, że i ty rad jesteś z tej wycieczki?
+
+--Rad jesteś! No, rad jestem; ale co teraz dalej? Ojciec czeka, stryj
+czeka, a my tu jak głupcy w lesie. I żebyśmy wiedzieli chociaż, gdzie
+ich szukać. Ale skąd? Nikt nic nie wie.
+
+--Ślimak mówił, że jutro wrócić mają z wycieczki.
+
+--Mówił, mówił, ale czy wrócą? Niecierpię takiej niepewności, niech
+raz wiem, co mam robić i na czem się to skończy.
+
+--Ja myślę, że musimy jutro wracać.
+
+--Ty myślisz, ty zawsze myślisz, ty tylko myśleć umiesz! I poco
+powrócimy, jeśli ich w domu niema? A kto wie, gdzie poszły dalej? Może
+na węgierską stronę? Może za tydzień wrócą? A my lećmy z powrotem na
+złamanie karku, żeby się dowiedzieć wkońcu, że o paniach nic nie
+wiadomo. Niechbym wiedział przynajmniej, że wrócą za trzy dni, tobym
+poszedł na Rysy, na Mięguszowieckie i byłbym jeszcze na czas, a tak...
+
+--To wiesz, Janku, idź z Felkiem na Rysy, a ja sam wrócę jutro i będę
+pilnował. Bo ktoś powrócić musi, a jeśli masz ochotę należeć do tej
+wycieczki, to zostań. Zdążysz jeszcze w sobotę.
+
+Janek spojrzał na brata, chciał coś odpowiedzieć, ale tylko ruszył
+ramionami i milcząc, rzucił się na łóżko.
+
+Na drugi dzień wstał pierwszy. Właśnie słońce wzeszło, różowe chmurki
+unosiły się ponad jeziorem, które leżało ciche i majestatyczne,
+wielkie i poważne pod strażą olbrzymów.
+
+Janek obudził brata.
+
+--Patrz -- rzekł z płonącym wzrokiem.
+
+Obaj wyszli co prędzej i długo patrzyli na ciche fale i błękitną
+głębię, w której z dziwną wyrazistością odbijały się otaczające ją
+góry.
+
+--I wracamy -- rzekł wreszcie.
+
+Tadzio zabrał resztę rzeczy. Wkrótce opuścili hotel.
+
+--Powracamy przez Liljowe.
+
+--Przez Liljowe? Znasz drogę?
+
+--Nie myślę wiecznie chodzić tą samą drogą. Mam Eljasza i dam sobie
+radę? A cóż nam się stać może? Ludzi pełno wszędzie, gdybyśmy
+zbłądzili; zresztą Eljasz wystarczy.
+
+--Wiesz, Janku, jabym radził...
+
+--Nie pytam cię teraz o radę. Chodźmy stąd jak najprędzej, bo chcę
+uniknąć pytań Felka, Ańdzi i t. d. Skoro będziemy sami i wolni od
+towarzystwa, przeczytamy uważnie, którędy iść trzeba, a tymczasem aby
+z hotelu!...
+
+--Aby pogoda była -- zauważył Tadzio. -- Patrz, jakie białe chmury snują
+się po górach.
+
+--To _suha_ mgła -- dał się słyszeć obok głos górala -- z tego deszczu nie
+będzie.
+
+--Widzisz -- zawołał Janek. -- Chodźmy tylko.
+
+_Suha_ mgła tego ranka zasnuła dolinę w niezwykłej obfitości, strzępy
+jej porwane czepiały się po skałach i gałęziach świerków, a niekiedy
+przejrzystemi mgławicami spływały między drzewa aż ku ziemi,
+zasłaniając na chwilę widok.
+
+--Słońce to wszystko rozproszy, gdy się podniesie wyżej -- zrobił uwagę
+Janek.
+
+Tadzio nic nie mówił. Skręcili w dolinę koło Miedzianego, podług
+Eljasza tędy właśnie droga.
+
+Słońce jednak widocznie miało też kłopot z mgłą _suhą_, bo napływała
+zewsząd coraz większymi kłębami, wiła się, snuła, staczała, pękała i
+znów zrastała w jedną nieprzejrzaną masę, coraz grubszą, ciemniejszą.
+
+--Janku, boję się deszczu -- odezwał się Tadzio nieśmiało, przedzierając
+się przez kosówkę.
+
+--Deszczu się boisz? No, to mi nowina: nie wiedziałem, żeś z cukru.
+
+--Ale nie znamy drogi.
+
+--To sobie przeczytamy.
+
+--Kiedy nic poznać nie można. Widzisz jakie szczyty? Nic nie widać; w
+jakiż sposób będziemy się orjentowali?
+
+Janek uważnie spojrzał dookoła. Istotnie, zalewało ich morze mgły
+zewsząd. I nic nie było widać, nawet droga kończyła się o kilka
+kroków.
+
+--Musimy tu przeczekać -- odezwał się głośno. -- Jesteśmy w chmurze, ale
+chmura minie i znów słońce zaświeci. Usiądźmy tymczasem, masz co jeść?
+
+--Mam butelkę wina, trochę szynki i chleba. Myślałem, że w Roztoce
+zjemy porcję jajecznicy.
+
+--Trzeba było nie myśleć, tylko zabrać więcej zapasów.
+
+Tadzio w pokorze wysłuchał nagany.
+
+--Dajno chociaż Eljasza.
+
+Tadzio podał książkę.
+
+--Zdaje się, idziemy dobrze; doliną za Mnichem powinniśmy dojść prosto
+do Wrót Chałubińskiego, poznamy je z opisu, żeby tylko mgła się
+rozeszła.
+
+Usiedli na kosówce, z mimowolną trwogą patrząc na zbliżające się ku
+nim bałwany chmur; wkrótce zaledwie mogli widzieć jeden drugiego.
+
+--To minie -- pocieszał Janek.
+
+Istotnie, po dłuższej chwili mgła zaczęła przeświecać, podnosić się w
+górę, ujrzeli znowu najbliższe kamienie, świerki, lecz dalsze plany
+zlewały się całkiem z szarem, bezbarwnem niebem. Deszcz drobny padać
+zaczął.
+
+--Wróćmy się -- szepnął Tadzio.
+
+Janek zmarszczył czoło.
+
+--Do Morskiego?
+
+--Chodźmy drogą ku Roztoce. Znamy ją.
+
+--Kiedy się boisz -- zaczął Janek po namyśle.
+
+I niechętnie iść zaczął drogą, którą przyszli. Deszcz padał coraz
+większy, serdaki przemokły im wkrótce, obuwie rozmiękło także, ruch
+rozgrzewał ich jednak. Młodość niewiele robi sobie z niepogody, to też
+zaczęli śpiewać dla dodania sobie humoru:
+
+
+ Wysokieście góry, wysokieście szczyty,--
+ Oj, kto was przewędrował? -- góral rodowity.--
+
+
+--Nie pamiętam, która droga: w prawo czy na lewo?
+
+--W prawo -- zdecydował Janek.
+
+--Powinniśmy już widzieć Mnicha.
+
+--Co dziś w tej mgle zobaczysz?
+
+--Źeby tylko gdzie Zosi nie zaskoczyła w górach.
+
+Janek spojrzał na brata zsuniętemi brwiami, ale rozpogodził się zaraz.
+
+--Mają przewodnika, -- rzekł uspokojony.
+
+--To prawda, ale zmoknie.
+
+--Deszcz tatrzański nie szkodzi, nie dostanie nawet kataru.
+
+--Patrzno, Janku, z tej góry nie schodziliśmy przecież?
+
+--Tak ci się zdaje? -- Musieliśmy ją obejść.
+
+--To może inna droga?
+
+--Przez tę mgłę wszystko się zmienia, ale szliśmy tędy napewno.
+
+--Nie przypominam sobie -- szepnął Tadzio.
+
+--Ostrożnie, bo ślizko bardzo, po korzeniach nie stą...
+
+Tadzio skamieniał: Janek krzyknął krótko i zsunął się jak kamień po
+wilgotnej ziemi, na szczęście niedaleko, lecz prosto w kałużę.
+
+--Wróćmy się -- zaczął Tadzio, wzruszony stanem garderoby brata. -- To nie
+ta droga, zbłądziliśmy.
+
+--Więc prowadź.
+
+Wkrótce wiedzieli obaj, że zbłądzili: szli jakąś drogą, zupełnie
+nieznaną, zalaną wodą w miejscach równych, na pochyłości pokrytą
+grubym, ostrym żwirem, który zsuwał się razem z nimi. Rozmiękłe i
+pokrzywione obuwie dokuczało im bardzo, deszcz przemoczył ubranie do
+bielizny, a droga jak zaklęta wiła się bez końca.
+
+Janek ustał nakoniec, oparł się o drzewo, z którego popłynęły nań
+strumienie wody i przymknął oczy.
+
+--Napij się wina -- rzekł Tadzio, podając mu butelkę.
+
+Pił chciwie, długo. Wreszcie podał ją bratu.
+
+--A ty nie pijesz?
+
+--Nie jestem spragniony.
+
+--Cóż poczniemy?
+
+--Która godzina?...
+
+--Wpół do drugiej.
+
+--Przeszło sześć godzin idziemy.
+
+--Aby gdzie zajść przed nocą. Zimno będzie.
+
+Wstrząsnął się, przejęty dreszczem.
+
+--Jesteśmy na ścieżce, więc musi nas gdzieś doprowadzić.
+
+--Masz słuszność -- zawołał Janek -- póki jesteśmy na ścieżce, niema
+powodu rozpaczać, wyjdziemy choć na jaką halę czy schronisko.
+
+--Byle przed nocą -- dodał Tadzio.
+
+--Do nocy daleko. Posilimy się i odpoczniemy, to nam i siły wrócą.
+
+Na nieszczęście niewiele było tego posiłku: trochę szynki i chleba
+głód zaspokoiło, ale niezbyt gruntownie, a zapasu już nie zostało
+żadnego. Popili po łyku wina, żeby mieć trochę na rozgrzanie, bo przez
+wilgotną odzież chłód czuli coraz dotkliwszy.
+
+--W którymkolwiek idziemy kierunku -- odezwał się Janek -- zrobiliśmy
+porządny kawał drogi i musimy być blizko jakiejś ludzkiej osady.
+Chodźmy tylko, bo zimno.
+
+I szli wytrwale, nie zważając na kamienie, brnąc przez kałuże,
+zsuwając się po pochyłościach lub wdzierając na strome skały. Aby
+prędzej. To tylko bieda, że droga dość często dzieliła się na ścieżki,
+i wybieraj, którą wolisz! To znowu zdawało się, że już noc zapada, tak
+ciężkie chmury przesuwały się nad ich głowami. Ani widać słońca.
+
+--Która godzina? -- dopytywał Tadzio.
+
+--Piąta dochodzi.
+
+Milczeli obydwaj. Myśl, że mogą przepędzić noc pod gołem niebem, bez
+ognia, bez okrycia ciepłego, na deszczu, zaczęła ich poważnie
+niepokoić. Droga niby zaklęta ciągnie się i ciągnie, przez lasy, z
+góry na dół i z dołu do góry, i końca niema. Idą tyle godzin i nie
+wiedzą, gdzie zaszli. Czują ogromne zmęczenie, a co
+najgorsza -- wzajemną obawę o siebie: Tadzio taki delikatny, zaziębi się
+napewno, skoro tylko iść przestanie. A nogi zaczynają odmawiać już
+posłuszeństwa, -- i jak iść zresztą wśród ciemności? Chyba prosto w
+przepaść.
+
+Tadzio znów drży o Janka. Chorował niedawno na zapalenie oskrzeli, co
+to będzie? co to będzie? Nie osobliwość w nocy spotkać i niedźwiedzia,
+a zapałek nawet z sobą nie wzięli. Po prostu rozpacz!
+
+--Która godzina, Janku?
+
+--Trzy na siódmą.
+
+--Słońce około 9 zachodzi.
+
+--Nie w górach i nie w dzień pochmurny.
+
+Istotnie, w pół godziny później zrobiło się prawie ciemno. Z każdą
+chwilą wolniej mogli posuwać się naprzód, widoczne było, że wkrótce
+stanie się to niepodobieństwem.
+
+--Masz wino? -- spytał Janek. -- Napij się troszeczkę.
+
+--Nie mogę, mam wstręt do wina.
+
+--Rozgrzejesz się.
+
+--Nie czuję zimna.
+
+--To daj mnie, ja się napiję, wiatr taki chłodny, że ubranie pod nim
+sztywnieje. Nie mam pojęcia, jak przepędzimy noc bez ognia.
+
+--Źeby choć deszcz nie padał.
+
+Mżyło jednak ciągle, a mgła lekka przybierała fantastyczne kształty.
+Chłopcy nie śmieli stanąć, czuli, że ruch to ich jedyny ratunek, ale
+drogę zgubili dawno. Szli, aby nie stać.
+
+Nagle Janek ryknął jak zwierzę ranione i rzuciwszy się na ziemię,
+krzyczał z całej piersi.
+
+Tadzio przerażony pochylił się nad nim.
+
+--Co ci jest, Janku? Janku! Ja się boję!
+
+Lecz Janek ryczał, aż mu tchu zabrakło.
+
+--Czy cię co boli?
+
+--Wściekam się, szaleję, ja nie chcę tu nocować!
+
+--To nic nie pomoże.
+
+Janek spojrzał na brata.
+
+--Może kto usłyszeć.
+
+--Niedżwiedź chyba.
+
+Janek podniósł się uspokojony.
+
+--Więc gińmy, bracie -- rzekł zmienionym głosem. -- Przebacz mi, to przeze
+mnie.
+
+Tadzio wybuchnął płaczem i rzucił się bratu na szyję.
+
+--Nie, nie! -- zawołał -- nie możemy zginąć! Bóg jest dobry, jest
+miłosierny. Nie chodzi mi o siebie, ale mama, Zosia, ojciec nasz
+drogi! Nie, Bóg nie pozwoli. Napij się wina, to cię rozgrzeje,
+skaczmy, ruszajmy się; a potem noc krótka, zaświta może słońce. Nie
+zginiemy, Janku, nie, nie zginiemy, Pan Bóg nie pozwoli! Co to?
+
+Krzyknął nagle i chwycił mocno rękę brata. -- Co to? -- powtórzył,
+ukazując w dali blask jakiś niewyraźny, czerwony i mglisty, niby ogień
+czy światło. Janek ujrzał je także.
+
+--Bóg miłosierny -- szepnął drżącemi ustami.
+
+Światło jednak szczególne przybierało kształty: znikało, gasło,
+wybuchało znowu, strzelało, słało się po ziemi i niby uciekało. Szli
+teraz wytrwale, a ono wciąż daleko.
+
+Nakoniec wyraźnie widać postacie ludzkie: ogień się pali na ziemi, a
+ludzie wkoło dziwne wyprawiają skoki. Jeden przystanął, ujął się pod
+boki i huknął góralskim śpiewem, w którym trudno rozróżnić słowa:
+
+
+ Uczyła mnie matka śpiewać i tańcować,--
+ A ojciec mnie uczył wziąć i dobrze schować, hu, ha!--
+
+
+--Rozbójnicy! -- szepnął Tadzio.
+
+Ale Janek potrząsnął głową. Górali dwóch tylko było i dwóch »gości« w
+serdakach i zakopiańskich beretach. Widocznie odpoczywające
+towarzystwo.
+
+--Niech będzie pochwalony!
+
+Zwrócono się ku nim.
+
+--Gdzie jesteśmy? -- spytał Janek drżącym głosem, podtrzymując zupełnie
+wyczerpanego z sił Tadzia.
+
+--A za Mnichem, przy Miedzianem. Toć koleba! -- dodał góral, wskazując
+pierwotny jakiś budynek bez okien, przytulony do skały. A z daleka?
+
+--Z Morskiego.
+
+Gromadka skupiła się bliżej.
+
+--Długo szliście? -- spytał góral.
+
+--Od rana.
+
+Wybuch śmiechu górali całą był odpowiedzią, lecz nieznajomi zbliżyli
+się teraz do chłopców.
+
+--Niech panowie wypoczną -- rzekł jeden życzliwie. -- Może i przenocujemy
+w tem schronisku mimo niewygód i zimna, bo nie mamy odwagi kończyć
+drogi po ciemku, choć przewodnicy z nas żartują. Ale panowie zziębli i
+przemokli, oto pled suchy, serdak. Wacek, dajno nam koniaku!...
+
+
+
+
+V.
+
+
+...Na miękkim materacu, pod wełnianym kocem, w czystej, suchej
+bieliźnie Janek spał snem zdrowym, gdy drzwi znanego nam już pokoiku
+na Chramcówkach skrzypnęły cicho i Tadzio w mundurku, z wyrazem
+pomieszania na bladej twarzyczce, stanął w progu.
+
+Powoli drzwi zamknął za sobą i zbliżył się do brata: budzić, czy nie
+budzić?
+
+Janek otworzył oczy.
+
+--Wstałeś? -- spytał zdziwiony.
+
+--Byłem u nich.
+
+--U Zosi?
+
+Chłopiec skinął głową.
+
+--Powiedziałeś?
+
+Tadzio milczał chwilę.
+
+--Gadajże!
+
+--Wróciły pozawczoraj, a wczoraj pojechały do Szczawnicy.
+
+Janek usiadł na łóżku.
+
+--Jakto? Być nie może! I nie czekały na nas?
+
+--Nie wiedziały wcale o naszym przyjeździe. Nie byliśmy u Liptaków,
+Ślimak nie zawiadomił, Liptakowie zdziwili się, gdy przyszedłem.
+
+Janek wzburzony zaczął chodzić po pokoju. Byłby chętnie zburczał
+Tadzia, ale jakoś nie mógł, nozdrza mu drżały, czuł swoją winę. Nagle
+stanął, spojrzał na brata, na niebo, jasne słońce i zwykłym swym
+gestem wzruszył ramionami. Potem ziewnął i wlazł pod kołdrę.
+
+--Cóż będzie? -- spytał Tadzio.
+
+--Zatelegrafuj do stryja: »Zostajemy. Niech stryj lepiej przyjedzie do
+nas. Dużo tu jeszcze rzeczy do poznania«.
+
+Odwrócił się do ściany, aby zasnąć znowu, ale nie poszło to łatwo, bo
+rozumiał, że przez jego zarozumiałość i lekkomyślność Zosia, Tadzio i
+on stracili sposobność poznania morza, a stryjowi i rodzicom sprawił
+przykrość.
+
+
+
+NOTATKI:
+
+
+[1] Klimatyka -- biuro opieki sanitarnej w miejscowościach leczniczych.
+
+[2] Misja -- posłannictwo, zadanie.
+
+[3] Taksa -- cena ustanowiona.
+
+[4] Wirchy -- szczyty, turnie -- skały nagie, bezleśne.
+
+[5] W zakosy -- w prawo i w lewo na przemiany, zwracając pod kątem
+ostrym coraz niżej.
+
+
+
+
+
+
+End of the Project Gutenberg EBook of Bez przewodnika, by Cecylia Niewiadomska
+
+*** END OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK BEZ PRZEWODNIKA ***
+
+***** This file should be named 38459-0.txt or 38459-0.zip *****
+This and all associated files of various formats will be found in:
+ https://www.gutenberg.org/3/8/4/5/38459/
+
+Produced by David T. Jones, Michal Jablonski and the Online
+Distributed Proofreading Canada Team at
+http://www.pgdpcanada.net
+
+
+Updated editions will replace the previous one--the old editions
+will be renamed.
+
+Creating the works from public domain print editions means that no
+one owns a United States copyright in these works, so the Foundation
+(and you!) can copy and distribute it in the United States without
+permission and without paying copyright royalties. Special rules,
+set forth in the General Terms of Use part of this license, apply to
+copying and distributing Project Gutenberg-tm electronic works to
+protect the PROJECT GUTENBERG-tm concept and trademark. Project
+Gutenberg is a registered trademark, and may not be used if you
+charge for the eBooks, unless you receive specific permission. If you
+do not charge anything for copies of this eBook, complying with the
+rules is very easy. You may use this eBook for nearly any purpose
+such as creation of derivative works, reports, performances and
+research. They may be modified and printed and given away--you may do
+practically ANYTHING with public domain eBooks. Redistribution is
+subject to the trademark license, especially commercial
+redistribution.
+
+
+
+*** START: FULL LICENSE ***
+
+THE FULL PROJECT GUTENBERG LICENSE
+PLEASE READ THIS BEFORE YOU DISTRIBUTE OR USE THIS WORK
+
+To protect the Project Gutenberg-tm mission of promoting the free
+distribution of electronic works, by using or distributing this work
+(or any other work associated in any way with the phrase "Project
+Gutenberg"), you agree to comply with all the terms of the Full Project
+Gutenberg-tm License (available with this file or online at
+https://gutenberg.org/license).
+
+
+Section 1. General Terms of Use and Redistributing Project Gutenberg-tm
+electronic works
+
+1.A. By reading or using any part of this Project Gutenberg-tm
+electronic work, you indicate that you have read, understand, agree to
+and accept all the terms of this license and intellectual property
+(trademark/copyright) agreement. If you do not agree to abide by all
+the terms of this agreement, you must cease using and return or destroy
+all copies of Project Gutenberg-tm electronic works in your possession.
+If you paid a fee for obtaining a copy of or access to a Project
+Gutenberg-tm electronic work and you do not agree to be bound by the
+terms of this agreement, you may obtain a refund from the person or
+entity to whom you paid the fee as set forth in paragraph 1.E.8.
+
+1.B. "Project Gutenberg" is a registered trademark. It may only be
+used on or associated in any way with an electronic work by people who
+agree to be bound by the terms of this agreement. There are a few
+things that you can do with most Project Gutenberg-tm electronic works
+even without complying with the full terms of this agreement. See
+paragraph 1.C below. There are a lot of things you can do with Project
+Gutenberg-tm electronic works if you follow the terms of this agreement
+and help preserve free future access to Project Gutenberg-tm electronic
+works. See paragraph 1.E below.
+
+1.C. The Project Gutenberg Literary Archive Foundation ("the Foundation"
+or PGLAF), owns a compilation copyright in the collection of Project
+Gutenberg-tm electronic works. Nearly all the individual works in the
+collection are in the public domain in the United States. If an
+individual work is in the public domain in the United States and you are
+located in the United States, we do not claim a right to prevent you from
+copying, distributing, performing, displaying or creating derivative
+works based on the work as long as all references to Project Gutenberg
+are removed. Of course, we hope that you will support the Project
+Gutenberg-tm mission of promoting free access to electronic works by
+freely sharing Project Gutenberg-tm works in compliance with the terms of
+this agreement for keeping the Project Gutenberg-tm name associated with
+the work. You can easily comply with the terms of this agreement by
+keeping this work in the same format with its attached full Project
+Gutenberg-tm License when you share it without charge with others.
+
+1.D. The copyright laws of the place where you are located also govern
+what you can do with this work. Copyright laws in most countries are in
+a constant state of change. If you are outside the United States, check
+the laws of your country in addition to the terms of this agreement
+before downloading, copying, displaying, performing, distributing or
+creating derivative works based on this work or any other Project
+Gutenberg-tm work. The Foundation makes no representations concerning
+the copyright status of any work in any country outside the United
+States.
+
+1.E. Unless you have removed all references to Project Gutenberg:
+
+1.E.1. The following sentence, with active links to, or other immediate
+access to, the full Project Gutenberg-tm License must appear prominently
+whenever any copy of a Project Gutenberg-tm work (any work on which the
+phrase "Project Gutenberg" appears, or with which the phrase "Project
+Gutenberg" is associated) is accessed, displayed, performed, viewed,
+copied or distributed:
+
+This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
+almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
+re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
+with this eBook or online at www.gutenberg.org
+
+1.E.2. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is derived
+from the public domain (does not contain a notice indicating that it is
+posted with permission of the copyright holder), the work can be copied
+and distributed to anyone in the United States without paying any fees
+or charges. If you are redistributing or providing access to a work
+with the phrase "Project Gutenberg" associated with or appearing on the
+work, you must comply either with the requirements of paragraphs 1.E.1
+through 1.E.7 or obtain permission for the use of the work and the
+Project Gutenberg-tm trademark as set forth in paragraphs 1.E.8 or
+1.E.9.
+
+1.E.3. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is posted
+with the permission of the copyright holder, your use and distribution
+must comply with both paragraphs 1.E.1 through 1.E.7 and any additional
+terms imposed by the copyright holder. Additional terms will be linked
+to the Project Gutenberg-tm License for all works posted with the
+permission of the copyright holder found at the beginning of this work.
+
+1.E.4. Do not unlink or detach or remove the full Project Gutenberg-tm
+License terms from this work, or any files containing a part of this
+work or any other work associated with Project Gutenberg-tm.
+
+1.E.5. Do not copy, display, perform, distribute or redistribute this
+electronic work, or any part of this electronic work, without
+prominently displaying the sentence set forth in paragraph 1.E.1 with
+active links or immediate access to the full terms of the Project
+Gutenberg-tm License.
+
+1.E.6. You may convert to and distribute this work in any binary,
+compressed, marked up, nonproprietary or proprietary form, including any
+word processing or hypertext form. However, if you provide access to or
+distribute copies of a Project Gutenberg-tm work in a format other than
+"Plain Vanilla ASCII" or other format used in the official version
+posted on the official Project Gutenberg-tm web site (www.gutenberg.org),
+you must, at no additional cost, fee or expense to the user, provide a
+copy, a means of exporting a copy, or a means of obtaining a copy upon
+request, of the work in its original "Plain Vanilla ASCII" or other
+form. Any alternate format must include the full Project Gutenberg-tm
+License as specified in paragraph 1.E.1.
+
+1.E.7. Do not charge a fee for access to, viewing, displaying,
+performing, copying or distributing any Project Gutenberg-tm works
+unless you comply with paragraph 1.E.8 or 1.E.9.
+
+1.E.8. You may charge a reasonable fee for copies of or providing
+access to or distributing Project Gutenberg-tm electronic works provided
+that
+
+- You pay a royalty fee of 20% of the gross profits you derive from
+ the use of Project Gutenberg-tm works calculated using the method
+ you already use to calculate your applicable taxes. The fee is
+ owed to the owner of the Project Gutenberg-tm trademark, but he
+ has agreed to donate royalties under this paragraph to the
+ Project Gutenberg Literary Archive Foundation. Royalty payments
+ must be paid within 60 days following each date on which you
+ prepare (or are legally required to prepare) your periodic tax
+ returns. Royalty payments should be clearly marked as such and
+ sent to the Project Gutenberg Literary Archive Foundation at the
+ address specified in Section 4, "Information about donations to
+ the Project Gutenberg Literary Archive Foundation."
+
+- You provide a full refund of any money paid by a user who notifies
+ you in writing (or by e-mail) within 30 days of receipt that s/he
+ does not agree to the terms of the full Project Gutenberg-tm
+ License. You must require such a user to return or
+ destroy all copies of the works possessed in a physical medium
+ and discontinue all use of and all access to other copies of
+ Project Gutenberg-tm works.
+
+- You provide, in accordance with paragraph 1.F.3, a full refund of any
+ money paid for a work or a replacement copy, if a defect in the
+ electronic work is discovered and reported to you within 90 days
+ of receipt of the work.
+
+- You comply with all other terms of this agreement for free
+ distribution of Project Gutenberg-tm works.
+
+1.E.9. If you wish to charge a fee or distribute a Project Gutenberg-tm
+electronic work or group of works on different terms than are set
+forth in this agreement, you must obtain permission in writing from
+both the Project Gutenberg Literary Archive Foundation and Michael
+Hart, the owner of the Project Gutenberg-tm trademark. Contact the
+Foundation as set forth in Section 3 below.
+
+1.F.
+
+1.F.1. Project Gutenberg volunteers and employees expend considerable
+effort to identify, do copyright research on, transcribe and proofread
+public domain works in creating the Project Gutenberg-tm
+collection. Despite these efforts, Project Gutenberg-tm electronic
+works, and the medium on which they may be stored, may contain
+"Defects," such as, but not limited to, incomplete, inaccurate or
+corrupt data, transcription errors, a copyright or other intellectual
+property infringement, a defective or damaged disk or other medium, a
+computer virus, or computer codes that damage or cannot be read by
+your equipment.
+
+1.F.2. LIMITED WARRANTY, DISCLAIMER OF DAMAGES - Except for the "Right
+of Replacement or Refund" described in paragraph 1.F.3, the Project
+Gutenberg Literary Archive Foundation, the owner of the Project
+Gutenberg-tm trademark, and any other party distributing a Project
+Gutenberg-tm electronic work under this agreement, disclaim all
+liability to you for damages, costs and expenses, including legal
+fees. YOU AGREE THAT YOU HAVE NO REMEDIES FOR NEGLIGENCE, STRICT
+LIABILITY, BREACH OF WARRANTY OR BREACH OF CONTRACT EXCEPT THOSE
+PROVIDED IN PARAGRAPH 1.F.3. YOU AGREE THAT THE FOUNDATION, THE
+TRADEMARK OWNER, AND ANY DISTRIBUTOR UNDER THIS AGREEMENT WILL NOT BE
+LIABLE TO YOU FOR ACTUAL, DIRECT, INDIRECT, CONSEQUENTIAL, PUNITIVE OR
+INCIDENTAL DAMAGES EVEN IF YOU GIVE NOTICE OF THE POSSIBILITY OF SUCH
+DAMAGE.
+
+1.F.3. LIMITED RIGHT OF REPLACEMENT OR REFUND - If you discover a
+defect in this electronic work within 90 days of receiving it, you can
+receive a refund of the money (if any) you paid for it by sending a
+written explanation to the person you received the work from. If you
+received the work on a physical medium, you must return the medium with
+your written explanation. The person or entity that provided you with
+the defective work may elect to provide a replacement copy in lieu of a
+refund. If you received the work electronically, the person or entity
+providing it to you may choose to give you a second opportunity to
+receive the work electronically in lieu of a refund. If the second copy
+is also defective, you may demand a refund in writing without further
+opportunities to fix the problem.
+
+1.F.4. Except for the limited right of replacement or refund set forth
+in paragraph 1.F.3, this work is provided to you 'AS-IS' WITH NO OTHER
+WARRANTIES OF ANY KIND, EXPRESS OR IMPLIED, INCLUDING BUT NOT LIMITED TO
+WARRANTIES OF MERCHANTIBILITY OR FITNESS FOR ANY PURPOSE.
+
+1.F.5. Some states do not allow disclaimers of certain implied
+warranties or the exclusion or limitation of certain types of damages.
+If any disclaimer or limitation set forth in this agreement violates the
+law of the state applicable to this agreement, the agreement shall be
+interpreted to make the maximum disclaimer or limitation permitted by
+the applicable state law. The invalidity or unenforceability of any
+provision of this agreement shall not void the remaining provisions.
+
+1.F.6. INDEMNITY - You agree to indemnify and hold the Foundation, the
+trademark owner, any agent or employee of the Foundation, anyone
+providing copies of Project Gutenberg-tm electronic works in accordance
+with this agreement, and any volunteers associated with the production,
+promotion and distribution of Project Gutenberg-tm electronic works,
+harmless from all liability, costs and expenses, including legal fees,
+that arise directly or indirectly from any of the following which you do
+or cause to occur: (a) distribution of this or any Project Gutenberg-tm
+work, (b) alteration, modification, or additions or deletions to any
+Project Gutenberg-tm work, and (c) any Defect you cause.
+
+
+Section 2. Information about the Mission of Project Gutenberg-tm
+
+Project Gutenberg-tm is synonymous with the free distribution of
+electronic works in formats readable by the widest variety of computers
+including obsolete, old, middle-aged and new computers. It exists
+because of the efforts of hundreds of volunteers and donations from
+people in all walks of life.
+
+Volunteers and financial support to provide volunteers with the
+assistance they need are critical to reaching Project Gutenberg-tm's
+goals and ensuring that the Project Gutenberg-tm collection will
+remain freely available for generations to come. In 2001, the Project
+Gutenberg Literary Archive Foundation was created to provide a secure
+and permanent future for Project Gutenberg-tm and future generations.
+To learn more about the Project Gutenberg Literary Archive Foundation
+and how your efforts and donations can help, see Sections 3 and 4
+and the Foundation web page at https://www.pglaf.org.
+
+
+Section 3. Information about the Project Gutenberg Literary Archive
+Foundation
+
+The Project Gutenberg Literary Archive Foundation is a non profit
+501(c)(3) educational corporation organized under the laws of the
+state of Mississippi and granted tax exempt status by the Internal
+Revenue Service. The Foundation's EIN or federal tax identification
+number is 64-6221541. Its 501(c)(3) letter is posted at
+https://pglaf.org/fundraising. Contributions to the Project Gutenberg
+Literary Archive Foundation are tax deductible to the full extent
+permitted by U.S. federal laws and your state's laws.
+
+The Foundation's principal office is located at 4557 Melan Dr. S.
+Fairbanks, AK, 99712., but its volunteers and employees are scattered
+throughout numerous locations. Its business office is located at
+809 North 1500 West, Salt Lake City, UT 84116, (801) 596-1887, email
+business@pglaf.org. Email contact links and up to date contact
+information can be found at the Foundation's web site and official
+page at https://pglaf.org
+
+For additional contact information:
+ Dr. Gregory B. Newby
+ Chief Executive and Director
+ gbnewby@pglaf.org
+
+
+Section 4. Information about Donations to the Project Gutenberg
+Literary Archive Foundation
+
+Project Gutenberg-tm depends upon and cannot survive without wide
+spread public support and donations to carry out its mission of
+increasing the number of public domain and licensed works that can be
+freely distributed in machine readable form accessible by the widest
+array of equipment including outdated equipment. Many small donations
+($1 to $5,000) are particularly important to maintaining tax exempt
+status with the IRS.
+
+The Foundation is committed to complying with the laws regulating
+charities and charitable donations in all 50 states of the United
+States. Compliance requirements are not uniform and it takes a
+considerable effort, much paperwork and many fees to meet and keep up
+with these requirements. We do not solicit donations in locations
+where we have not received written confirmation of compliance. To
+SEND DONATIONS or determine the status of compliance for any
+particular state visit https://pglaf.org
+
+While we cannot and do not solicit contributions from states where we
+have not met the solicitation requirements, we know of no prohibition
+against accepting unsolicited donations from donors in such states who
+approach us with offers to donate.
+
+International donations are gratefully accepted, but we cannot make
+any statements concerning tax treatment of donations received from
+outside the United States. U.S. laws alone swamp our small staff.
+
+Please check the Project Gutenberg Web pages for current donation
+methods and addresses. Donations are accepted in a number of other
+ways including including checks, online payments and credit card
+donations. To donate, please visit: https://pglaf.org/donate
+
+
+Section 5. General Information About Project Gutenberg-tm electronic
+works.
+
+Professor Michael S. Hart was the originator of the Project Gutenberg-tm
+concept of a library of electronic works that could be freely shared
+with anyone. For thirty years, he produced and distributed Project
+Gutenberg-tm eBooks with only a loose network of volunteer support.
+
+
+Project Gutenberg-tm eBooks are often created from several printed
+editions, all of which are confirmed as Public Domain in the U.S.
+unless a copyright notice is included. Thus, we do not necessarily
+keep eBooks in compliance with any particular paper edition.
+
+
+Most people start at our Web site which has the main PG search facility:
+
+ https://www.gutenberg.org
+
+This Web site includes information about Project Gutenberg-tm,
+including how to make donations to the Project Gutenberg Literary
+Archive Foundation, how to help produce our new eBooks, and how to
+subscribe to our email newsletter to hear about new eBooks.