diff options
| -rw-r--r-- | .gitattributes | 3 | ||||
| -rw-r--r-- | 27178-0.txt | 1341 | ||||
| -rw-r--r-- | 27178-0.zip | bin | 0 -> 26981 bytes | |||
| -rw-r--r-- | 27178-h.zip | bin | 0 -> 29400 bytes | |||
| -rw-r--r-- | 27178-h/27178-h.htm | 1806 | ||||
| -rw-r--r-- | LICENSE.txt | 11 | ||||
| -rw-r--r-- | README.md | 2 |
7 files changed, 3163 insertions, 0 deletions
diff --git a/.gitattributes b/.gitattributes new file mode 100644 index 0000000..6833f05 --- /dev/null +++ b/.gitattributes @@ -0,0 +1,3 @@ +* text=auto +*.txt text +*.md text diff --git a/27178-0.txt b/27178-0.txt new file mode 100644 index 0000000..e0c2033 --- /dev/null +++ b/27178-0.txt @@ -0,0 +1,1341 @@ +The Project Gutenberg EBook of Na Smierc, by Jan Gnatowski + +This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with +almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or +re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included +with this eBook or online at www.gutenberg.org + + +Title: Na Smierc + 1863 + +Author: Jan Gnatowski + +Release Date: November 6, 2008 [EBook #27178] + +Language: Polish + +Character set encoding: UTF-8 + +*** START OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK NA SMIERC *** + + + + +Produced by Jimmy O'Regan (Produced from images generously +made available by CBN Polona http://www.polona.pl) + + + + + + + + + +JAN ŁADA. + + + + +Na śmierć + +1863 + + +WARSZAWA - 1916. +TŁOCZNIA „POLAKA-KATOLIKA”, KRAK.-PRZEDM. 71. + + +I. + +Przez tych kilka tygodni było u nas dziwnie duszno i ciężko. Poprostu +nieszczęście wisiało w powietrzu: czuło się, jak szło ku nam krok za +krokiem. A przecież pobyt nasz w Kijowie nie był od początku ani +spokojny, ani wesoły. Od czasu jak Staś siedział w fortecy, mogłem +przywyknąć do przestraszonych i wybladłych twarzy, do szeptów po kątach, +takich, jak przy chorym lub nieboszczyku, do tłumionych płaczów, o +których powód nie wolno mi było pytać. Nie dziwili mnie już nieznajomi, +przychodzący do nas ukradkiem o różnych porach dnia i nocy i znikający +gdzieś po cichu tylnem wejściem, po tajemniczej naradzie z mamą i panną +Felicyą, za zamkniętemi drzwiami salonu lub sypialni. Tyle razy +widziałem moją matkę śmiertelnie znużoną i znękaną, gdy wracała z +całodziennego biegania po kancelaryach i urzędach, że mnie to już ani +przestraszało, ani nawet smuciło, jak dawniej. W ośmiu latach jest się +takim egoistą! Teraz jednak było widocznie coś gorszego, niż przedtem. +Wszyscy u nas w domu chodzili, jak struci, swoi i obcy. Gdy ktoś +nadszedł, zaczynały się szepty, przerywane łzami--ale o co chodziło, nie +mogłem się dowiedzieć. Gdy się dopytywałem, zbywano mnie jakimś słabym +wykrętem, w który nie wierzyłem. + +Raz wreszcie powiedziała mi panna Felicya: + +--Staś chory, bardzo chory. Módl się za niego gorąco--może cię Bóg +wysłucha. + +Modliłem się więc i dlatego, że Stasia kochałem, i dlatego, że +ostatecznie nic innego nie miałem do roboty. Nikt na mnie nie zwracał +uwagi. Czasem która z pań czarno ubranych, jakich tyle wciąż +przychodziło teraz do nas, przycisnęła mnie do piersi, kiwając głową i +szepcąc: Biedny, biedny Janiu! Dlaczego jednak ja miałem być biedny, +skoro chorym był mój brat--tego nie byłem w stanie zrozumieć. Na prawdę +tak bardzo biednym się nie czułem, choćby dlatego, że pierwszy raz w +życiu mogłem robić, co mi się tylko podobało. W domu cały porządek dnia +był przewrócony do góry nogami. Żadnych stałych godzin obiadu i kolacyi, +żadnych lekcyi. Leonia, wyprawna panna służąca mojej matki, a teraz +szafarka i zarządczyni naszego miejskiego gospodarstwa, chodziła jak +nieprzytomna z opuchłemi oczyma, nie kłócąc się z kucharzem i nie łając +pokojówki. Panna Felicya nie robiła mi uwag, że się źle trzymam i nie +poprawiała moich francuskich frazesów--kiedy mamy nie było, stała w +oknie wyglądając jej i wzdychając--kiedy mama wracała, nie odchodziła od +niej ani na chwilę. + +Mama przez te dwa tygodnie zmieniła się nie do poznania. Zawsze +delikatna i wątła, teraz blada była, jak wosk, a przezroczysta, jak +alabaster, oczy tylko paliły się zapadłe głęboko, błędne, napół +przytomne, niby gromnice. + +Wchodząc, rzucała najczęściej pannie Felicyi i Leonii, biegnącym na jej +spotkanie, jedno słowo, jakby wydarte z gardła: „Daremne, wszystko +daremne”, i szła wraz z niemi, słaniając się do domowego ołtarzyka, przy +którym długie godziny spędzała, klęcząc lub leżąc pod krzyżem. + +Czasem, gdy mnie zobaczyła, chwytała gwałtownie, tuląc do piersi i +okrywając głowę pocałunkami, które mnie paliły jak ogień. + +--Dziecko moje, szeptała, dziecko nieszczęsne, ostatnie... Ty już +jeden... Ty mi tylko zostajesz. Ojciec w grobie a brat, Staś mój, +najdroższy, rodzony, syn mój... O Jezu, Jezu, Jezu! + +I potem odtrącała mnie namiętnym ruchem. + +--Nie, ty mi go nie zastąpisz, nigdy, nigdy! + +Raz wreszcie wieczorem wpadł wuj Ksawery. + +Lubiłem go bardzo i cieszyłem się, ile razy przychodził, bo niedość, że +miał zawsze dla mnie cukierki i jabłka po kieszeniach, ale i zapas +dykteryjek, konceptów i figlów takich, jak nikt, i nietylko mnie umiał +zabawić ale nawet Leoncia wiecznie nadąsana, rozchmurzała się, gdy +przychodził, nawet panna Felicya przestawała gderać i mama, zamyślona +zawsze i smutna, uśmiechała się na jego widok. + +Istotnie, gdzie się zjawił ze swoją wielką łysiną i nasztorcowanymi +wąsikami, wchodziło z nim, jeżeli nie wesele, bo w tych czasach trudno o +nie było, to przynajmniej chwilowe uspokojenie i zapomnienie o +gniotących troskach. + +Tym razem jednak wuj Ksawery posępny był, jak noc. Otworzył drzwi +pocichu i zatrzymał się na progu, oglądając się w około. + +--Kazi niema?--szepnął. + +Panna Felicya podbiegła ku niemu przestraszona. + +--Co się stało?--zawołała. + +--Kazia nie wróciła?--powtórzył. + +--Nie, jeszcze jej nie ma. Ale na miłość Boga, coś jest, pan coś wie? +Mówże pan prędzej! + +Przedpokój był wielki i ciemny, tylko mała lampka migotała w kącie. +Przytuliłem się do ściany cichutko, nasłuchując i zapierając oddech w +piersiach, żeby się nie zdradzić, że tu jestem i słyszę. + +Wuj Ksawery milczał przez chwilę, jakby mu brakło oddechu, Wreszcie +rękami rozwiódł i wyjęknął: + +--Nieszczęście! + +Panna Felicya chwyciła go za ramiona. + +--Jezus Marya--krzyknęła--już? + +Wuj pochylił się ku niej i powiedział coś stłumionym głosem, czego nie +mogłem dosłyszeć. Odbiły się o moje uszy dwa razy tylko: + +--Podpisany... Pojutrze... + +Panna Felicya stała przez chwilę, jak skamieniała, zakrywszy twarz +rękami. + +--A ja nie wierzyłam, spodziewałam się--szepnęła--a teraz.., I nic już, +żadnej rady, żadnego ratunku? + +Wuj poruszył głową. + +--Czegóż się nie robiło?--rzekł powoli, bezdźwięcznym głosem. I tu, i w +Petersburgu. Od czasu przecie, jak w jego sprawie zaszła ta nieszczęsna +komplikacya, poruszyliśmy wszystkie sprężyny. Sam myślałem, że uda +się--tymczasem... + +--Biedna, biedna matka--szepnęła panna Felicya. + +Stali teraz przy sobie, milcząc. W sąsiednim pokoju słychać było miarowy +stukot ściennego zegara. W tej ciszy zrobiło mi się bardzo straszno i +doznałem takiego uczucia, jakby tych dwoje ludzi nieruchomych i +milczących, było parą ludzi umarłych. Chciało mi się płakać... ale się +wstrzymałem z wielkim wysiłkiem. + +Tymczasem wuj Ksawery zbliżył się do panny Felicyi tak, że ich głowy +prawie się dotykały i zaczął jej coś mówić prędko i cicho. Nie mogłem +nic prawie dosłyszeć. Tu i owdzie tylko jakieś pojedyncze słowo +dochodziło do mnie. Panna Felicya słuchała ż gorączkowem zaciekawieniem. + +--Więc jutro rano, prawda?--szepnęła. I księżna z pewnością?.. + +--Z wszelką pewnością... Tylko Kazia... żeby przedtem nie wiedziała... +Wszystko od tego ostatniego kroku zawisło, a niechby siły nie +dopisały... Niech więc nie wie... + +--Któżby jej powiedział?—oburzyła się na-raz panna Felicya. O to proszę +być spokojnym; zresztą i tak nikt... + +--W mieście wszyscy wiedzą już, rzekł wuj. Jutro w kościele co żyje... + +Panna Felicya zalała się łzami. + +--Tak, to jedno zostało, szepnęła urywanym głosem;--jeden Bóg! + +Weszli do salonu, a ja w tejże chwili, drugiemi drzwiami wpadłem do +Leonci, zajętej jakąś robotą w sypialni. + +Musiałem być bardzo zmieniony na twarzy, bo Leoncia mimo swojej fluksyi +i przygnębienia, zwróciła na mnie uwagę. + +--Co ci jest, Janku? spytała, odwracając głowę od szycia; przestraszyłeś +się czego, czy co? + +--Leonciu,--zacząłem, dławiąc się.--Leonciu... coś złego... panna +Felicya... wuj Ksawery... + +I wybuchnąłem płaczem. + +Leonia uderzyła w dłonie. + +--Matko najświętsza,--krzyknęła--pewnie nasz Staś... + +I wybiegła do salonu. + +Tego wieczora nie widziałem już ani Leonci, ani panny Felicyi, ani mamy. + +Horpyna, pokojówka, rozebrała mnie i została przy mojem łóżku, pókim nie +zasnął, opowiadając mi bajki. Opowiadała je bardzo pięknie i była to dla +mnie największa nagroda, gdy mi pozwalano jej słuchać; tym razem jednak +nie słyszałem ani słowa. + +Czułem, że coś strasznego się stało, nie wiedziałem tylko co. Ale to +wiedziałem, że chodziło o Stasia. + + +II. + +Ubierałem się na drugi dzień sam jeden w pokoju, nie widząc żywej duszy +od rana, kiedy mnie naraz uderzył turkot powozu, zatrzymującego się +przed domem. + +Uliczka, przy której mieszkaliśmy, była ustronną i mało zaludnioną. +Wśród ogradzających ją parkanów, rzadko kiedy wóz się +przesunął--rzadziej jeszcze przejeżdżał zwoszczyk. 0 powozach nie było +mowy. Tem bardziej mnie zajął wspaniały ekwipaż z liberyjną służbą, +stojący przed gankiem. Wybiegłem do przedpokoju. Panna Felicya spotykała +tam właśnie i prowadziła do salonu starszą damę, w której poznałem +księżnę. Widywałem ją nieraz, ale zawsze piechotą i w czerni. Obecnie +uderzył mnie przedewszystkiem strój jej, dla oka przywykłego do żałoby +niezwykły; suknia popielata i fioletowe kwiaty u kapelusza. + +Przypomniałem sobie w tej chwili kolorowe kokardy i wstążki, któremi +kilkakrotnie panna Felicya ubierała mojej matce jej czarne ubranie. +Poznawałem po tem zawsze, że mama jedzie na audyencyę do generała +gubernatora. Oczywiście musiała tam jechać teraz księżna. + +Przez kilka minut z salonu i sypialni słychać było gwar urywanej rozmowy +i posuwanych sprzętów. Wreszcie drzwi się otwarły i mama wyszła do +przedpokoju, oparta na ramieniu księżnej, jeszcze bledsza i bardziej +osłabiona, niż zwykle. Panna Felicya biegła za nią, przytrzymując ją i +upinając szpilkami fioletową szarfę dokoła czarnego kapelusza. + +--Jeszcze chwilka--wołała zadyszana.--Trzeba przecie, żeby leżało +porządnie. Gotowe się rozpiąć a wtedy powiedzą, że pani umyślnie w +żałobie przyjechała. + +Księżna spojrzała na zegarek. + +--Mamy dosyć czasu--rzekła.--Generałowa nie siada do śniadania przed +dziesiątą, a właśnie w tym momencie chcę ją uchwycić. + +Moja matka stała nieruchoma i obojętna, jakby nie słysząc i nie widząc, +co się z nią dzieje. Panna Felicya krzątała się koło niej, wspinając na +palce swoją maleńką figurkę i podskakując swoim zwyczajem. Skończyła +wreszcie, wiążąc wstążki od kapelusza w kokardę u szyi. + +--No, teraz będzie się trzymać--rzekła, odstępując. + +Mama koniec wstążki podniosła zwolna do oczu, a potem skręciła ją w ręku +nerwowym ruchem. + +--I pomyśleć--rzekła do księżnej głuchym rozbitym głosem--że tam moje +dziecko w kaźni, w nędzy, w oczekiwaniu śmierci, a tu w sercu ból i +strach, i rozpacz, że trzeba iść do nich, do tych... czołgać się przed +nimi o litość, o łaskę, o życie... i do tego wszystkiego brać na siebie +kolorowe kokardy. + +--Pomyśl pani, że to dla niego, dla ratunku syna--szepnęła księżna, +obejmując i przyciskając do siebie moją matkę. + +--Dla Stasia, dla naszego chłopca drogiego--dodała panna Felicya, +nachylając się do jej ręki. + +Drzwi się zamknęły. Przez chwilę słyszałem kroki na schodach, potem z +ulicy doleciał trzask zamykających się drzwiczek i głuchy turkot karety +po błotnistej ulicy. Potem zrobiło się cicho. Otworzyłem drzwi, chcąc +wejść do jadalni, kiedy mnie zawrócił głos panny Felicyi. + +Spojrzałem na nią. Siedziała w kącie przedpokoju, z rękami opuszczonemi +bezwładnie, z szklanemi, nieruchomemi oczyma. Ona, taka żywa i kręcąca +się bez wytchnienia! Jej ospowata twarz o twardych i nieregularnych +rysach wyglądała brzydziej, niż zwykle. Nos poczerwieniał i zaostrzył +się, głowa się trzęsła, jak u staruszki, i zwolna, tocząc się jedna za +drugą, spływały po żółtych policzkach wielkie łzy. + +Nie mogę powiedzieć, żebym ją lubił. Nie byłem wówczas w stanie ocenić +ani jej przywiązania do nas wszystkich, ani tych gruntownych cnót, które +u poczciwej starej panny, od trzydziestu lat należącej do naszej +rodziny, ukrywały się pod powłoką wpadających w oczy słabostek i +dziwactw. Widziałem tylko tę powłokę odstręczającą nieraz, a zawsze +prawie śmieszną i pamiętałem dobrze, że dla mnie panna Felicya była +kodeksem przyzwoitości, prostego trzymania się i dobrych manier i że +myśl o niej łączyła się koniecznie z myślą o gderaniu, o gramatycznych +regułach Noela i Chapsala i o szaliku, owijanym mi na szyi w najgorętsze +dni letnie. Teraz jednak podbiegłem do niej i przytuliłem głowę, +obejmując ją serdecznie rękami, tak jak to czyniłem z mamą. + +--Co pannie Felicyi jest?--zawołałem.--Czego panna Felicya płacze? + +Ona mnie z niezwykłą u niej czułością przycisnęła do serca. + +--Czemu?--odpowiedziała przez łzy;--czemu? Ach, bodajbyś zbyt prędko nie +dowiedział się o tem biedny, biedny mój chłopcze! + +Znowu więc miałem być biedny! Dlaczego? + +--Czy może Stasiowi gorzej?--zapytałem. Panna Felicya zakryła twarz +rękami. + +--Gorzej, o wiele gorzej,--rzekła przytłumionym głosem,--Nawet całkiem +źle. Módl się za niego, Janiu. Bóg czasem wysłuchuje dziecinne modlitwy. +Albo chodź ze mną, pójdziemy do kościoła. + +Wyszliśmy za chwilę. W kościele modliło się mnóstwo osób, prawie jak w +niedzielę. Przed ołtarzem Matki Bożej po prawej stronie aż czarno było, +tyle pań w żałobie klęczało obok siebie lub leżało krzyżem. Trzymając +mnie za rękę, podeszła tam panna Felicya. + +--Klęknij Janiu i módl się, módl się bardzo gorąco za biednego Stasia. + +Mówiąc to, upadła na kolana, a za chwilę z jękiem głuchym rozciągnęła +ręce i położyła się krzyżem na zimnej i wilgotnej posadzce. + +Przed ołtarzem Bogarodzicy kończyła się właśnie wotywa. Ksiądz Osmólski +ją odprawiał, ten sam, o którym słyszałem, że spowiadał więźniów w +fortecy i skazanych odprowadzał na śmierć. Był to młody ksiądz, szkolny +kolega Stasia. Mama lubiła go bardzo, mogła z nim mówić o synu. Bywał +też u niej często i niejeden wieczór zimowy przeszedł mi na słuchaniu +jego pełnego, metalowego głosu, który mi brzmiał w uszach, jak muzyka. + +Dziś głos mu nie dopisywał. Urywał się i słabł co chwila, przy <i>Ite +missa est</i> całkiem uwiązł w gardle. Twarz miał też zmienioną i bladą. +Dziwna rzecz zresztą: to samo widziałem u wszystkich znajomych osób, +będących w kościele, a było ich bardzo wiele, prawie wszyscy, i wszyscy +jacyś zmieszani, niespokojni i smutni. Co chwila któraś z pań, +podchodząc ściskała mnie, pytała z cicha o mamę i przykładając chustkę +do oczu, klękała z boku. Ciotka Aniela, siostra mamy, łkała, schylona ku +ziemi. Stryjenka Zygmuntowa leżała krzyżem obok panny Felicyi, a tuż +przy ołtarzu, w jej ruchomem mechanicznem krześle zobaczyłem z +prawdziwem zdumieniem babcię Justynę, najstarszą w naszej rodzinie, +sparaliżowaną, ślepą i głuchą, nigdy prawie nie opuszczającą mieszkania. + +Ostatnia ewangelia skończyła się tymczasem. Ksiądz ukląkł na stopniach +ołtarza. W kościele zrobiło się bardzo cicho, wszystkie oczy zwróciły +się ku ołtarzowi. + +--Pomódlmy się na intencyę Bogu wiadomą. Prośmy Matkę Najświętszą... + +Słowa się urwały i znów było cicho przez chwilę. Naraz od tylnych ławek +rozległ się głośny jęk i płacz i w tejże chwili kościół cały zatrząsł +się od łkania. Jak iskra, gdy padnie niespodzianie na wysuszony a palny +materyał, wybucha ogromnym płomieniem i odrazu morzem ogni rozlewa się +dokoła, tak i z tych serc wielu obciążonych i smutnych, pełnych goryczy +i trwogi, wylało się na zewnątrz to wszystko w jednej chwili, co w nich +się kryło cierpienia i żalu. Ale w tych czasach cierpieć było wolno, ale +nie wolno było cierpienia wyjawiać i skarżyć się na nie. Ksiądz Osmólski +zerwał się szybko i zwracając się ku płaczącemu tłumowi, zawołał gromkim +głosem: + +--Cicho, na miłość Boga, cicho! + +A potem dobywając wszystkich sił po nad ten huragan jęków i krzyków +boleści, pełną piersią zaintonował: + +--Pod Twoją obronę! + +I zrobiła się rzecz dziwna. Jęk nie ustał, płacz nie zmilczał, ale i jęk +i płacz przeszedł odrazu w śpiew i modlitwę, zlał się z potężnym głosem +organu i popłynął w górę nutą kościelnej pieśni. Tylko, że ta pieśń inną +była, niż zwykle. Drgały w niej wszystkie łzy, bardzo długo wtłaczane w +głąb duszy przez ten tłum w żałobie; dźwięczał ból bezbrzeżny, jak +bezmierną była niedola tych ludzi, dźwięczała skarga bez nadziei na +ziemi i prośba o litość, o zmiłowanie, o kroplę rosy niebieskiej dla ust +spalonych cierpieniem i serc wyschłych z tęsknoty. „Pod Twoją obronę...” +I wyciągały się ręce, i podnosiły się oczy pełne łez ku temu niebu, w +którem jedyna była ucieczka i otucha, skoro wszystko zawiodło na ziemi. +I te wszystkie serca obciążone i smutne chyliły się w proch przed Tą, +którą zwały swą „Panią” i z ust drgających bólem, szło wołanie pokorne a +gorące „Prośbami naszemi nie racz gardzić w potrzebach naszych”. Ach, te +potrzeby były tak wielkie, prośby tak naglące, nędze tak nieznośne, a +Ta, do której się zwracały oczy, usta i serca, wszak była Orędowniczką, +wszak była Pocieszycielką, wszak od tylu wieków była Królową tego ludu! + +Wiele lat przeszło od tej chwili. Życie zgięło mnie ku ziemi i +zahartowało serce. Szron jesieni padł na kwiaty mej młodości i na +wspomnienia lat dziecinnych, warząc jedne, zmiatając inne bez śladu. +Widziałem cierpienie i ludzi, co z cierpienia umierali, patrzałem na +konwulsye konających, słyszałem jęki rannych. Żaden odgłos ziemi nie +zagłuszył w mej pamięci hymnu słyszanego w kijowskim kościele, w tym +dniu pamiętnym, posępnym i ciemnym jak ten, który miał przyjść po nim. + + +III. + +Wracając do domu, spotkaliśmy na schodach Leoncię. + +Panna Felicya rzuciła się do niej. + +--I cóż, zawołała, czy pani przyjechała? + +Leoncia nie odpowiedziała nic. Chwyciła pannę Felicyę za ramiona i +popchnęła ją do jadalni; potem w kącie, pod oknem, urywanym głosem +zaczęła jej coś mówić. Słyszałem tylko wykrzykniki panny Felicyi: + +--Jezu miłosierny! Jutro! I nawet widzieć się z nim nie dają! Nawet +matce syna pożegnać! O, nieszczęście! O Boże, Boże! + +Wreszcie Leoncia skończyła. Wtedy obie kobiety wybuchły głośnym płaczem +i rzuciły się sobie w objęcia. Ale panna Felicya w tejże chwili +przytłumiła łkanie. + +--Ciszej, na Boga, szepnęła; pani marszałkowa gotowa posłyszeć. + +Leoncia potrząsła głową i ręką. + +--Pani marszałkowa jest w sypialnym pokoju. Przy niej ksiądz prałat i +pani podkomorzyna. Stąd nie słychać. A zresztą wszystko jedno. Wie o +wszystkiem. + +--I o tem, że jej syna nie dadzą pożegnać? + +--I o tem. + +--I jakże to stało się? Czy słyszałaś? + +Księżna opowiedziała. Przyjechali, powiada, do pałacu--księżna, że to ma +wstęp wolny do tej moskiewicy, więc z naszą panią prosto do jej pokojów, +bez anonsowania, boby pewnie nie przyjęła. Generałowa, słyszę, zmieszała +się okropnie. Pani Marszałkowej coś tam bąkała niewyraźnie, a potem +księżnę bierze na stronę. „Daremnoś, mówi, i mnie i tej nieszczęśliwej +zrobiła przykrość. Rzecz skończona. Mój mąż wczoraj wieczorem wyrok +wojennego sądu potwierdził. Mnie jeszcze przedtem, kiedy księżna w tej +sprawie przyjeżdżałaś do mnie, zakazał do tego się mieszać. Możeby i +chciał co zrobić, ale nie może. On nie cesarz--sam się obawia”... +Księżna się pyta: „A gdyby do niego jeszcze szturm przypuścić? Toż to +matka--toż jej o życie dziecka chodzi!” Moskiewica na to: nie i nie. Aż +wreszcie rozpłakała się. „Osądź sama, mówi; jaż przecie nie z kamienia, +mnie żal i serce boli, jak patrzę na tę nieszczęśliwą, ale cóż zrobić, +cóż zrobić? Nieszczęście! Rady żadnej. Jedno chyba wam już uczynię, choć +mąż będzie na mnie wściekły za to: puszczę was do jego kancelaryi przez +moje apartamenta. Nie pomoże to, wiem, ale niech choć nic wam na +sumieniu nie zostanie”. Tak i zrobiła. + +--Więc pani widziała generała? + +--A jakże. Widziała. Uklękła przed nim, ona, taka wobec nich dumna. Ale +czegóż matka dla dziecka nie zrobi? Księżna mówi, że on był, jak z lodu. +Grzeczny, zimny, obojętny, jakby to nie o życie ludzkie chodziło. O +przeklęty! Bodajby... + +Panna Felicya zakryła jej usta dłonią. + +--Cicho, Leonciu, uspokój się, nie przeklinaj, bój się Boga! Mów dalej. +Cóż generał? + +--A cóż? Podniósł panią, posadził, wody kazał podać i bardzo grzecznie +powiedział, że nie zrobi nic, ale to nic zgoła. Ten zwierz w ludzkiej +postaci, kat w białych rękawiczkach! I Pan Bóg patrzy na to! + +Panna Felicya przerwała jej znowu. + +--Leonciu, nie bluźnij. Nie dodawaj grzechu do nieszczęścia. Wola Boża. +Więc i widzieć się nie pozwolił? + +Leoncia wstrząsnęła głową. + +--Nie mogę, mówi, mam rozkaz wyraźny. + +Potem powiada--słyszy pani tego łotra, tego szatana!--widzenie z nim +oddziałałoby zgubnie na zdrowie pani, a jemu odebrałoby spokój i +rezygnacyę, tak potrzebną w jego położeniu. Uważa pani, panno Felicyo? +On dba o zdrowie naszej pani, o spokój naszego Stasia... O Jezu, Jezu! + +Panna Felicya pochyliła głowę w milczeniu. + +--Kto wie--szepnęła--może było w tem jednak trochę słuszności. + +Leoncia oburzyła się. + +--Będzie im panna Felicya jeszcze słuszność przyznawać--zawołała.--A jak +Stasia naszego nie stanie, a naszej pani--o Matko Najświętsza--nie dadzą +go choć raz jeszcze przed śmiercią zobaczyć, pożegnać, to co wtedy +będzie? Czy nie będzie to ją do końca życia gryźć i szarpać, że jej tego +nie pozwolili zrobić? + +--Prawda--szepnęła spuszczając głowę panna Felicya--straszna prawda... + +Leoncia chciała coś dalej mówić, ale w tej chwili wszedł do pokoju +ksiądz prałat. + +--Niech panna Leonia pójdzie do pani marszałkowej--rzekł. + +Ksiądz prałat Dobszewicz, spowiednik mojej matki i przyjaciel, doradca, +duchowny kierownik całej naszej rodziny, był jedną z najbardziej znanych +a może najbardziej szanowaną postacią w Kijowie. Jego sucha, ascetyczna +twarz o surowym profilu starca i głębokiem, uderzającem chwilami z pod +brwi krzaczastych, jak piorun, spojrzeniu, przejmowała czcią nawet tych, +u których nie budziłu sympatyi. Święty może trochę więcej na modłę +groźnych proroków starego zakonu, niż wedle pełnego słodyczy wzoru +Franciszka Salezego lub Wincentego a Paulo, ten stary ksiądz z głębi +żmudzkich borów, imponował raczej, niż pociągał. Było w nim jednak +bardzo wiele i bardzo głębokiego uczucia, tylko że przez lat tyle +stawiając więcej od innych czoło burzy, wgniótł to uczucie w głąb duszy +i stał się podobny do granitu, o który odbijają się daremnie, hucząc, +szalejąc morskie bałwany i nawałnice. Teraz właśnie musiał na to +patrzeć, jak przemoc obca przeciw której przez życie całe walczył z +cichą wytrwałością litewską, przykładała siekierę do dzieła całego tego +życia. Od dwudziestu lat kapelan. profesor, poniekąd moralny przywódca +polskiej i katolickiej młodzieży na tym schyzmatyckim rosyjskim +uniwersytecie, stał teraz właśnie wobec najcięższej i najstraszliwszej +chwili życia; wobec wyroku śmierci, wydanego na jego katedrę w +uniwersytecie i jego ukochaną uniwersytecką kaplicę, patrzeć musiał na +całe jedno pokolenie swojej młodzieży, zagrożone zagładą lub wygnaniem, +gnijące w więzieniach fortecznych i kazamatach Prozorowskiej baszty. + +A jednak i teraz ten stary ksiądz stał nieugięty i niezachwiany, tylko +więcej bruzd miał na czole, tylko surowiej i smutniej patrzały siwe oczy +z pod brwi ściągniętych. + +Zaledwie Leoncia wyszła, zwrócił się do panny Felicyi, całującej jego +rękę. + +--Czyście przygotowały co potrzeba do nabożeństwa? Pewnie zapomniałyście +w tym waszym smutku i kłopocie. + +Panna Felicya klasnęła w dłonie. + +--Prawda, zawołała. Na śmierć zapomniałam. Ale wszystko jest w domu. +Tylko urządzić trzeba. Zaraz się tem zajmę. Proszę okna od ulicy +zasłonić, żeby kto nie podpatrzył i nie doniósł. + +Był w tych czasach pełnych klęski i grozy zwyczaj w Kijowie, że ilekroć +większe niebezpieczeństwo groziło jednemu z fortecznych więźniów, a tem +bardziej, jeżeli którego z nich skazano na śmierć, rodzina i przyjaciele +nieszczęśliwego zostawali przez całą dobę i więcej, aż do +rozstrzygnięcia sprawy iub do wykonania wyroku, na wspólnej, nieustannej +modlitwie. Od wczesnego rana zbierano się w kościele, gdzie wszystkie +Msze święte ofiarowane bywały na tę intencyę. We łzach, krzyżem leżąc, +słuchały nabożeństwa matki, żony, córki tych, na których wydawano +właśnie wyrok śmierci lub Sybiru. Gdy Msze się pokończyły, u rodziny w +pomieszkaniu urządzano pokryjomu ołtarz, przed którym, zmieniając się +kolejno, klękali znajomi i bliżsi, a nawet dalecy i nieznani, złączeni +tylko braterstwem współczucia, które w tych smutnych dniach było jedynym +jaśniejszym promieniem dla serc zbolałych i wspólnym, potężnie +wszystkich zespalającym węzłem. + +Panna Felicya, z pomocą Leonci i ciotki Anieli, ustawiała w małym, +ciemnym gabineciku obok sypialni ołtarzyk. Na białym obrusie, pomiędzy +sześciu woskowemi świecami, jaśniała złota szata Berdyczowskiej +Bogarodzicy, a przy niej poczerniały srebrny relikwiarz, który pradziad +miał z sobą pod Wiedniem. Tymczasem drzwi od przedpokoju nie zamykały +się. Ciągle ktoś wchodził i, nie zatrzymując się, spieszył do +improwizowanej kaplicy. + + +IV. + +Na palcach, po cichu wcisnąłem się do sypialni. W swoim wielkim fotelu +koło łóżka siedziała mama. Zdawało się, że śpi, bo oczy miała pół +przymknięte, nieruchome, jakby martwa, bez jednej kropli krwi. Prałat +stał koło niej, trzymając w rękach dłoń jej zwisła bezwładnie na +poręczy. Babcia podkomorzyna siedziała obok nachylona, wpatrując się w +tę biedną twarz, z której zdawało się, że życie uciekło. Leoncia stała w +głowach, nacierając jej skronie jakimś płynem. U kolan klęczała wnuczka +babci podkomorzyny, kuzynka Anusia, w grubej żałobie po ojcu, którego +przed trzema miesiącami Murawiew powiesił w Wilnie. + +Patrzałem przestraszony, milczący, z rozwartemi szeroko oczyma. +Rozumiałem już wszystko: tyle już słyszałem i widziałem od przybycia +naszego do Kijowa! Staś, brat mój jedyny, skazany był na śmierć i jutro, +jutro już miano wykonać na nim wyrok, jak przedtem wykonano na +Zielińskim, Podlewskim, Rakowskim i tylu innych. + +Ksiądz mię zobaczył w tej chwili. Musiała mu jakaś myśl wpaść do głowy, +bo przez minutę stał patrząc na mnie z wahaniem, potem chwycił mnie za +obie ręce i przyciągnął do matki, a raczej poprostu rzucił na jej +kolana. + +--Masz pani jeszcze jedno dziecko, pani Kazimiero, rzekł do niej. +Przyjdź do siebie, panuj nad twoim bólem, szanuj życie, bo ono dla niego +potrzebne. + +Słowa te zbudziły mamę z odrętwienia. Poruszyła rękami, wyciągniętemi +przed siebie, szukała mnie przez chwilę, jak przez sen, ale kiedy +płacząc głośno przytuliłem się do niej, odepchnęła mnie. + +--To nie on, zawołała rozdzierającym głosem; to nie Staś mój! Gdzie +tamten, gdzie mój pierworodny, najdroższy, jedyny? Puśćcie mnie do +niego, puśćcie, nie trzymajcie! Niech choć mury zobaczę, w których go +więżą--niech zobaczę ludzi, którzy go strzegą. Niech mi choć popatrzeć +na niego dadzą--choć raz jeden do serca przycisnąć... O, puśćcie mnie +przez litość! + +Na miłosierdzie Boże, uspokój się pani,--rzekł ksiądz, wstrzymując ją i +sadzając szamocącą się konwulsyjnie w fotelu. W Petersburgu ambasadorowa +jeszcze raz miała cesarzowę błagać o łaskę. Pan Ksawery siedzi od rana w +biurze telegraficznem--może przyniesie lada chwila wiadomość... + +Mamie wzrok rozjaśnił się. + +--Więc macie jeszcze nadzieję?--zawołała--więc jeszcze jest ratunek? + +--Bóg wielki,--rzekł ksiądz--do ostatniej chwili ufać i spodziewać się +trzeba. + +Mamie głowa opadła znów na piersi. + +--Nie,--odparła ponuro--daremno. Serce mi mówi, że daremno. Żadnego nie +ułaskawiono, nie ułaskawią i jego... Oni go już nie puszczą ze szponów +swoich. Wypiją krew ciepłą z pod jego serca, jak kruki, i nie uśmiechną +się już do mnie usta kochane, które w kołysce jeszcze śmiały się, ile +razy schylałam do nich głowę, i zagasną oczy takie jasne, takie śliczne, +moje, gwiazdy, oczy mego Stasia... i ja go już nie zobaczę nigdy, +nigdy!.. + +--Gdybyś go nawet nie zobaczyła na ziemi, zobaczysz w niebie, gdzie na +ciebie czekać będzie u Boga,--rzekł ksiądz poważnie. + +Ona głową potrząsła. + +--W niebie--wiem, wiem, ufam w to, ale widzi ksiądz, to tak daleko... a +żyć trzeba będzie i życie takie ciężkie, takie długie... A jak żyć bez +Stasia? Ksiądz nie wie, nie rozumie mnie, ksiądz może mnie oskarża o +brak wiary, o brak rezygnacyi. Ale nie--ja we wszystko wierzę, ja nie +buntuję się... Ale ja matka a on, on moje dziecko ukochane, moje +pierwsze... I oni mi go chcą wziąć, wziąć na zawsze. I nawet nie dadzą +oczom moim spojrzeć na niego, nie dadzą sercu przytulić go po raz +ostatni! A ja go przecie pod tem sercem nosiłam, ja życie włożyłam w to +dziecko moje i teraz... + +Staliśmy wszyscy bez ruchu, tłumiąc łkanie. Ona siedziała nieruchoma +także, z oczyma wpatrzonemi w dal. W ciszy głos jej bezdźwięczny i +głuchy rozlegał się, jak jęk rozbitego dzwonu. + +--Ksiądz może nie wie, czem dla mnie było to dziecko. Mój Eustachy, +kochany, najlepszy--ojcem mógł być dla młodej dziewczyny, gdy mnie wiódł +na kobierzec. Przytem gospodarstwo, interesa, urząd. Gościem był w domu. +Kiedy wpadł na chwilę, rzucał mi przelotną pieszczotę--i znów byłam +samą. Węzła między nami brakło: nie było dziecka. I szły lata samotne i +bardzo smutne. Więdło mi życie, więdło serce. I myślałam, że już tak +zawsze będzie, że na mojej drodze nigdy już słońce nie zabłyśnie. Aż +wreście--Bóg mi dał jego... + +Urwała i przez kilka minut milczała, wyczerpana. Słuchaliśmy, +wstrzymując oddech. + +Zaczęła znowu. + +--Nie spodziewałam się już dzieci; kiedy miał przyjść na świat, pewni +byli wszyscy, że przyjdzie nieżywy. Kiedy się ocknęłam po długiej +nieprzytomności i ty sama, ciociu, podałaś mi go do rąk, wierzyć nie +chciałam, że on mój, że żyje. Cóż dziwnego, że to dziecko, wyglądane tak +długo i daremnie, w końcu poprostu darowane mi przez Boga, pokochałam +goręcej, namiętniej, niż się zwykle kocha, niż się może kochać godzi. +Tem bardziej, że dziecko to stało się węzłem między mną a Eustachym i że +przez tyle lat pozostało jedynem... + +--...Od urodzenia Stasia zmieniło się u nas wszystko. Maleństwo w +kolebce stworzyło w domu naszym ognisko, rodzinę, małżeńską miłość. +Teraz dopiero poznałam Eustachego, jakim był i wiele byl wart, teraz +dopiero i on mnie pokochał. Młodsze dziatki umierały jedno po drugiem, +zaraz po urodzeniu. Tem potężniej rosło przywiązanie do tego jedynego, +którego Bóg nie odbierał. A przytem--jak on umiał na to przywiązanie +zasłużyć! + +Ksiądz skinął głową i ręką po oczach przesunął. + +--Znam go przecie, szepnął miększym, niż zwykle głosem. Uczniem był moim +aż do chwili... uczniem ukochanym. + +Mama poruszyła się nerwowo. + +--Nie znasz go ksiądz--przynajmniej nie tak, jak ja. Nikt nie zna tak +dziecka, jak matka... Czyś przeczuwał nad nim połowę nocy jego +dzieciństwa? Czyś wpatrując się ze drżeniem na jego twarzyczkę wybladłą +od choroby lub spieczoną gorączką, modlił się do Boga, żeby twoje życie +wziął w zamian za gasnące w twych oczach życie twego dziecka? Czyś +śledził za każdym jego ruchem, za każdem słowem, za budzącą się myślą w +jego głowie, za uczuciem, rozkwitającem jak kwiat wiosenny w tem małem +serduszku? Nie--cudze dzieci miałeś tylko, księże; nie mów więc, że +znasz, że kochasz, jak właśnie zna i kocha matka! + +Zamilkła, wyczerpana wybuchem. Ksiądz nie odpowiadał nic--tylko znów +ujął rękę jej w obie dłonie. + +Po chwili zaczęła innym, miękim, przyciszonym głosem: + +--Pamiętam, był jeszcze taki malutki, ledwie zaczynał biegać i +szczebiotać, przyszli do nas żołnierze. Wojsko w marszu zatrzymało się +na odpoczynek. Na obiedzie byli oficerowie, na dziedzińcu muzyka, bębny +i śpiewacy. Maleństwo przeraziło się wrzasku, szczęku broni, +mundurów--przytuliło się do mnie i szepcze płacząc: „Mamo, ty mnie im +nie oddasz, prawda?” A gdym go uspokajała, prosił dalej: „Ale +przyrzekasz, mamo, obiecujesz? Jak Bozię kochasz, nie oddasz mię?” Ja +obiecywałam i uspokajałam go i śmiałam się, aby go uspokoić lepiej, a +serce ścisnęło mi się strachem i bólem. A jeżeli przyjdzie go oddać im +kiedyś, gdy dorośnie? A jeżeli nie będę mogła dotrzymać obietnicy? I +przyszło... i trzeba było oddać go, i teraz... teraz oni go wezmą +całkiem, nazawsze odemnie i nigdy... + +Ksiądz jej przerwał. + +--Duszy mu wziąć nie potrafią. Ciało gnębić, to im wolno, zabić nawet +wolno, ale duszę śmierć wyswobodzi. Wróci do niebieskiego Ojca, jak +motyl, zrzucający osłony poczwarki, jak orzeł, lecący do światła, wróci +omyta w krwi męczeńskiej--po nagrodę. + +--A ja--zawołała--a ja co zrobię? A mnie jak żyć bez niego? + +Ksiądz spojrzał na nią surowo. + +--Czy jego kochasz, czy siebie w nim?--zapytał.--Żal ci go dla ojczyzny, +dla Boga? To życie tak krótkie, czyste jeszcze i niewinne, mające się +spalić w ogniu ofiary, chciałabyś widzieć zbrudzone nędzami życia, +złamane zawodami i cierpieniem, kończące się bez chwały i pożytku? A +może taki byłby los Stasia. A teraz... + +--A teraz oni mi go zamęczą, zabiją! + +--Bóg ofiar żąda na przebłaganie swego gniewu. Każda ofiara, a zwłaszcza +niewinna, zbliża godzinę łaski i przebaczenia, przeważa szalę +sprawiedliwości... Nie żałuj jej, poświęć syna, poświęć serce własne... +To wola Boża. To ofiara dla odkupienia wielu... + +Przez chwilę trwało milczenie. + +--Wiem o tem, zaczęła wreszcie matka moja cicho.--Wiem, że Bóg żąda +ofiary odemnie, wiem, że trzeba ją przynieść, że bunt daremny. Ale +ciężko, serce się rwie. Chciałoby się powiedzieć: bądź wola Twoja, a nie +mogę, nie mogę... + +--A przecie trzeba--rzekł ksiądz.--Trzeba. Crześcijanką jesteś. + +--Jestem, chcę być... chcę się poddać. Ale w tem jednem... O dziecko mi +chodzi--o Stasia mego! + +--On także modli się w tej chwili. Ksiądz Osmólski jest przy nim, jak ja +przy pani. Ale on pewnie się nie buntuje. + +--On? Staś mój? O nie! On odważny. On zawsze mówił, że zginąć chce w +bitwie, od moskiewskiej kuli. I teraz, nie w bitwie, nie... ale od +kuli... O Boże, Boże! + +--Zwróć się do tego Boga, przed którym on teraz się korzy! Złącz się z +nim. On zrezygnowany, posłuszny idzie w jasną drogę, ku Bogu. Chceszże +rozłączyć się z nim na wieki, kobieto słabego serca? On teraz powtarza +słowa modlitwy Pańskiej, a ty--nie potrafisz go naśladować. + +Mówiąc to ukląkł, nie puszczając jej ręki. Klęczeliśmy wszyscy. W ciszy +głuchej głos starego księdza zaczął się rozlegać powolny, doniosły. +Towarzyszył mu głos kobiecy. + +--Ojcze nasz, któryś jest w niebiesiech... + +Słowa płynęły jedne za drugiemi i urwały się. + +--Bądź wola Twoja--powtórzył ksiądz. Matka moja pochyliła głowę ku ziemi +i milczała przez chwilę, oddychając ciężko. Wreszcie podniosła do góry +twarz bardzo bladą, ale dziwnie spokojną. + +--Bądź wola Twoja--rzekła powoli. + + +V. + +Świece się paliły, migocąc żółtymi płomykami i rzucając w czarne zakątki +pokoju błyski swoje niepewne i drżące. + +Noc jeszcze była--ale od okien, przez muślin zapuszczonych firanek, +przedzierać się zaczynała ta niewyraźna szarość, bladawa i smutna, która +poprzedza późny, jesienny poranek. Od czasu do czasu jedna z kobiet +klęczących lub leżących krzyżem, wstawała z ziemi i sennym, chwiejącym +się krokiem przesuwała się przez pokój pełen cieniów, sama do czarnego +cienia podobna. Cicho było. Czasem dawał się słyszeć szept modlitwy lub +przez drzwi, uchylone do przyległego salonu, dochodził na chwilę szmer +półgłosem prowadzonej rozmowy. + +Obudziłem się przed kilku minutami. Spłakany i znużony zasnąłem po +północy niespokojnym snem, w kącie sofy narożnej i teraz, napół senny +jeszcze i niezupełnie przytomny, patrzałem na ten dziwny i dziwnie +posępny obraz. + +Szukałem mamy. Leżała krzyżem, tak jak ją widziałem przed kilku +godzinami, nimem zasnął. Koło niej klęczały ciocia Aniela i panna +Felicya. + +Tak samo jak wieczorem, nieruchoma w swoim fotelu, z twarzą wyschłą jak +pergamin i z rozwartemi szeroko oczyma bez blasku i życia, babcia +Justyna siedziała przy samym ołtarzu, podobniejsza do woskowej figury, +niż do żyjącej istoty. Ręce tylko, niedotknięte paraliżem, poruszały się +wolno, mechanicznie przesuwając różaniec i od czasu do czasu w ciszy +nocnej, głos jej rozbity i bezdźwięczny, dobywający się z głębi piersi, +jakby z podziemnej otchłani, rozlegał się po pokoju surowemi, smętnemi +słowami psalmu. Było coś bardzo przejmującego i coś strasznego zarazem +słyszeć tę staruszkę, dla której zagasły światła i przestały brzmieć +wszystkie głosy ziemi, wołającą z prorokiem do Pana Zastępów, naprzemian +o miłosierdzie i o pomstę: + +„Dopókiż Panie będziesz zapominać o mnie i twarz Twą odemnie odwrócisz? +Dopókiż wróg mój będzie się podnosić nademną? + +„Którego usta pełne są goryczy i zdrady, który zasadzki tajemnie czyni z +możnymi, iżby zamordowali niewinnego? + +„Ale Pan rozprasza zamiary pogan i myśli narodów potępia. + +„Albowiem wejrzał z wysokiej świątnicy Swojej, aby wysłuchał wzdychania +więźniów, aby rozwiązał syny pomordowanych. + +„Na słowo Jego czekała dusza moja, nadzieję miała dusza moja w Panu”. + +Niestety! Dla Stasia nie było już nadziei, nie było jej przynajmniej na +ziemi... + +W tych cieniach, słabo rozświetlonych posępnymi błyskami gromnic, +zrobiło mi się naraz okropnie. Wyobraziłem sobie, że te ciemne postacie, +pochylone na podłodze, to szereg trupów, okrytych całunem i że babcia +Justyna, ze swoją woskową i nieruchomą twarzą, to także trup, a modlitwa +jej głośna, to jakiś straszny głos z za grobu. Zerwałem się, szlochając, +i poomacku, uderzając o meble i potykając się, pobiegłem do salonu. We +drzwiach zatrzymała mnie Leoncia. + +--Panna Felicya tam jest? spytała szeptem. + +--Jest... Nie... nie... wiem... Ja się boję tam... Ja nie chcę... + +I czepiałem się, szlochając, jej sukni. + +--Niech Janio mi się zabiera stąd ze swymi płaczami, syknęła przez +zaciśnięte zęby. Takie nieszczęście, a on się maże. Także czas sobie +wybrał! + +I odtrącając mnie, zawołała po cichu przez drzwi uchylone na pannę +Felicyę. + +W salonie paliło się kilka świec i lampa na dużym stole, na którym stał +dymiący samowar wraz z przyborami do herbaty. + +Kilka osób skupiło się razem w przeciwnym końcu pokoju, dokoła wuja +Ksawerego, który widocznie tylko co przyszedł, bo mokre futro miał +jeszcze na sobie i czapkę w ręku. + +Panna Felicya podbiegła w tej chwili do niego. + +--Co, telegram? zawołała: z Petersburga? jest nadzieja? + +Wuj Ksawery był bardzo poważny a blady jak płótno, on, z którego +policzków tryskała zwykle krew i wesołość aż biła. Wąsy mu się nawet +opuściły na dół, a ręka trzęsła się, gdy zmięty papier podawał pannie +Felicyi, nic nie mówiąc. + +Ta wyrwała mu go z ręki i przez chwilę próbowała go czytać. + +--Nie mogę, zawołała wreszcie. Łzy nie dają. + +--Daj mnie, rzekła babcia podkomorzyna. + +I po cichu, szeptem, ale wyraźnie przeczytała słów kilka. + +Nie pamiętam dziś ich treści--i po co? Dość, że ambasadorowa, zajmująca +się w Petersburgu uratowaniem Stasia, donosiła swojej przyjaciółce +księżnej, w pokrytych słowach, że wszyskie zabiegi chybiły, i że +prywatną audyencyę, o którą prosiła w tej sprawie, naznaczono jej... na +czwartek po południu. + +A czwartek to byl dziś... I dziś rano miano wykonać wyrok. + +Przez długą chwilę trwało milczenie. Tyle łez płynęło już w tych dniach +ostatnich, że źródło ich wyschło. Stali wszyscy nieruchomi i cisi, oczu +nie podnosząc i konwulsyjnie zaciskając dłonie. + +Zegar ścienny zaczął powoli wybijać godzinę. + +Wuj Ksawery podniósł nagle głowę, jak człowiek budzący się ze snu. + +--Szósta, szepnął. Ależ to przecie... o tej godzinie... + +--Jezus, Marya! jęknęła panna Felicya; o tej godzinie, w tej chwili... + +I nie kończąc, wbiegła do drugiego pokoju i z łkaniem rzuciła się twarzą +na ziemię, przed ołtarzem. + +Jedni za drugimi--wsunęli się za nią wszyscy. Wuj Ksawery ukląkł przy +progu na obydwa kolana, pochylił się tak, że czołem prawie dotykał +posadzki i zaczął głośno szlochać. + +Dzień się robił mglisty, żałobny, ołowiany. Smugi białego światła szły +przez okna, kłócąc się z żółtem światłem świec woskowych i bladym +twarzom nadając trupią barwę. Klęczeliśmy wszyscy, milcząc. Czasem tylko +urywane łkanie, jęk lub głośniejsze słowo modlitwy przerywało ciszę. + +Mama leżała ciągle krzyżem, nieruchoma, jakby umarła. + +Nie wiem, jak długo to trwało. Wreszcie skończyło się. + +Na ulicy rozległ się turkot, potem słychać było głośne kroki na schodach +w przedpokoju. Ktoś wszedł i zatrzymał się w jadalnej sali, jakby +wahając się. + +Z nas nikt się nie ruszył. Klęczeli wszyscy dalej--tylko zrobiło się +zupełnie cicho. Serca poprostu przestały uderzać. Czuli wszyscy, +domyślali się wszyscy, że kroki te znaczą coś strasznego. Zbliżało się, +nadchodziło... Przeznaczenie. Ale nikt nie miał odwagi wyjść na jego +spotkanie. + +Czekaliśmy. Drzwi wreszcie otwarły się. + +Na progu stał ksiądz Osmólski, do trupa podobny, słaniający się. Prałat +stanął za nim, podtrzymując go. + +Mama zerwała się naraz i klęcząc, głowę zwróciła ku wchodzącym. + +Z ust, spieczonych gorączką, wydarło się jedno słowo: + +--Już?! + +Ksiądz Osmólski podszedł do niej, trzęsąc się. W rękach wyciągniętych +trzymał coś i podawał jej. Był to szkaplerz i krzyżyk z medalikami. + +--Kazał oddać... matce... bratu... zaczął urywanym głosem. + +--Dziękuj Bogu, córko, ozwał się prałat. Bóg cię uczynił godną tego, że +dałaś męczennika ojczyźnie, duszę czystą--niebu. Tam on czeka na ciebie +w tej chwili, modli się dla ciebie o poddanie i odwagę. + +Mama przez chwilę klęczała nieruchoma z ustami przyciśniętemi do +szkaplerza. Byłem tuż przy niej. Przyciągnęła mnie ku sobie i szkaplerz +i krzyżyk przycisnęła do moich ust. + +Na szkaplerzu były dwie wilgotne, ciemnobrunatne plamy. + +--Całuj, czcij, naśladuj... szepnęła. To krew twego brata, krew Stasia. +To za Polskę, za wiarę... + +I znów zrobiło się cicho. I naraz, w ciszy tej rozległ się głos babki +Justyny. Ślepa i głucha, nie brała udziału w tem, co ją otaczało i +podczas ogólnego przerażenia, siedziała w swym fotelu nieruchoma i +obumarła. Teraz stało się z nią coś dziwnego. Głowa się podniosła, oczy +szkliste i martwe rozjaśniły się niezwykłym blaskiem, na twarzy drgnęło +życie, a glos nabrał niebywałej mocy. I posłyszeliśmy ją, mówiącą słowa +Pisma: + +„Jam jest zmartwychwstanie i żywot, a kto we mnie wierzy, nie umrze na +wieki.” + +--Słyszysz--rzekł prałat.--Syn twój żyje! Zmarł jak światy--żyć będzie +na wieki! + +Mama milczała przez chwilę, trzymając twarz w dłoniach. Wreszcie +podniosła głowę--i zdziwiłem się, widząc ją tak spokojną. + +--Wierzę w to--rzekła cicho--wierzę sercem calem i dziękuję Bogu. On +dał, On wziął... Wziął na chwalę Swoją, na ofiarę niewinną... Wola Jego +święta. Niech się stanie, jak On chce, nie jak ja. + +I znów upadła krzyżem. Nikt już więcej nie otworzył ust--tylko stary +ksiądz ukląkł przy ołtarzyku i zaczął mówić głośno: Anioł Pański... + + + + + +End of the Project Gutenberg EBook of Na Smierc, by Jan Gnatowski + +*** END OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK NA SMIERC *** + +***** This file should be named 27178-0.txt or 27178-0.zip ***** +This and all associated files of various formats will be found in: + https://www.gutenberg.org/2/7/1/7/27178/ + +Produced by Jimmy O'Regan (Produced from images generously +made available by CBN Polona http://www.polona.pl) + + +Updated editions will replace the previous one--the old editions +will be renamed. + +Creating the works from public domain print editions means that no +one owns a United States copyright in these works, so the Foundation +(and you!) can copy and distribute it in the United States without +permission and without paying copyright royalties. Special rules, +set forth in the General Terms of Use part of this license, apply to +copying and distributing Project Gutenberg-tm electronic works to +protect the PROJECT GUTENBERG-tm concept and trademark. Project +Gutenberg is a registered trademark, and may not be used if you +charge for the eBooks, unless you receive specific permission. If you +do not charge anything for copies of this eBook, complying with the +rules is very easy. You may use this eBook for nearly any purpose +such as creation of derivative works, reports, performances and +research. They may be modified and printed and given away--you may do +practically ANYTHING with public domain eBooks. Redistribution is +subject to the trademark license, especially commercial +redistribution. + + + +*** START: FULL LICENSE *** + +THE FULL PROJECT GUTENBERG LICENSE +PLEASE READ THIS BEFORE YOU DISTRIBUTE OR USE THIS WORK + +To protect the Project Gutenberg-tm mission of promoting the free +distribution of electronic works, by using or distributing this work +(or any other work associated in any way with the phrase "Project +Gutenberg"), you agree to comply with all the terms of the Full Project +Gutenberg-tm License (available with this file or online at +https://gutenberg.org/license). + + +Section 1. General Terms of Use and Redistributing Project Gutenberg-tm +electronic works + +1.A. By reading or using any part of this Project Gutenberg-tm +electronic work, you indicate that you have read, understand, agree to +and accept all the terms of this license and intellectual property +(trademark/copyright) agreement. If you do not agree to abide by all +the terms of this agreement, you must cease using and return or destroy +all copies of Project Gutenberg-tm electronic works in your possession. +If you paid a fee for obtaining a copy of or access to a Project +Gutenberg-tm electronic work and you do not agree to be bound by the +terms of this agreement, you may obtain a refund from the person or +entity to whom you paid the fee as set forth in paragraph 1.E.8. + +1.B. "Project Gutenberg" is a registered trademark. It may only be +used on or associated in any way with an electronic work by people who +agree to be bound by the terms of this agreement. There are a few +things that you can do with most Project Gutenberg-tm electronic works +even without complying with the full terms of this agreement. See +paragraph 1.C below. There are a lot of things you can do with Project +Gutenberg-tm electronic works if you follow the terms of this agreement +and help preserve free future access to Project Gutenberg-tm electronic +works. See paragraph 1.E below. + +1.C. The Project Gutenberg Literary Archive Foundation ("the Foundation" +or PGLAF), owns a compilation copyright in the collection of Project +Gutenberg-tm electronic works. Nearly all the individual works in the +collection are in the public domain in the United States. If an +individual work is in the public domain in the United States and you are +located in the United States, we do not claim a right to prevent you from +copying, distributing, performing, displaying or creating derivative +works based on the work as long as all references to Project Gutenberg +are removed. Of course, we hope that you will support the Project +Gutenberg-tm mission of promoting free access to electronic works by +freely sharing Project Gutenberg-tm works in compliance with the terms of +this agreement for keeping the Project Gutenberg-tm name associated with +the work. You can easily comply with the terms of this agreement by +keeping this work in the same format with its attached full Project +Gutenberg-tm License when you share it without charge with others. + +1.D. The copyright laws of the place where you are located also govern +what you can do with this work. Copyright laws in most countries are in +a constant state of change. If you are outside the United States, check +the laws of your country in addition to the terms of this agreement +before downloading, copying, displaying, performing, distributing or +creating derivative works based on this work or any other Project +Gutenberg-tm work. The Foundation makes no representations concerning +the copyright status of any work in any country outside the United +States. + +1.E. Unless you have removed all references to Project Gutenberg: + +1.E.1. The following sentence, with active links to, or other immediate +access to, the full Project Gutenberg-tm License must appear prominently +whenever any copy of a Project Gutenberg-tm work (any work on which the +phrase "Project Gutenberg" appears, or with which the phrase "Project +Gutenberg" is associated) is accessed, displayed, performed, viewed, +copied or distributed: + +This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with +almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or +re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included +with this eBook or online at www.gutenberg.org + +1.E.2. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is derived +from the public domain (does not contain a notice indicating that it is +posted with permission of the copyright holder), the work can be copied +and distributed to anyone in the United States without paying any fees +or charges. If you are redistributing or providing access to a work +with the phrase "Project Gutenberg" associated with or appearing on the +work, you must comply either with the requirements of paragraphs 1.E.1 +through 1.E.7 or obtain permission for the use of the work and the +Project Gutenberg-tm trademark as set forth in paragraphs 1.E.8 or +1.E.9. + +1.E.3. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is posted +with the permission of the copyright holder, your use and distribution +must comply with both paragraphs 1.E.1 through 1.E.7 and any additional +terms imposed by the copyright holder. Additional terms will be linked +to the Project Gutenberg-tm License for all works posted with the +permission of the copyright holder found at the beginning of this work. + +1.E.4. Do not unlink or detach or remove the full Project Gutenberg-tm +License terms from this work, or any files containing a part of this +work or any other work associated with Project Gutenberg-tm. + +1.E.5. Do not copy, display, perform, distribute or redistribute this +electronic work, or any part of this electronic work, without +prominently displaying the sentence set forth in paragraph 1.E.1 with +active links or immediate access to the full terms of the Project +Gutenberg-tm License. + +1.E.6. You may convert to and distribute this work in any binary, +compressed, marked up, nonproprietary or proprietary form, including any +word processing or hypertext form. However, if you provide access to or +distribute copies of a Project Gutenberg-tm work in a format other than +"Plain Vanilla ASCII" or other format used in the official version +posted on the official Project Gutenberg-tm web site (www.gutenberg.org), +you must, at no additional cost, fee or expense to the user, provide a +copy, a means of exporting a copy, or a means of obtaining a copy upon +request, of the work in its original "Plain Vanilla ASCII" or other +form. Any alternate format must include the full Project Gutenberg-tm +License as specified in paragraph 1.E.1. + +1.E.7. Do not charge a fee for access to, viewing, displaying, +performing, copying or distributing any Project Gutenberg-tm works +unless you comply with paragraph 1.E.8 or 1.E.9. + +1.E.8. You may charge a reasonable fee for copies of or providing +access to or distributing Project Gutenberg-tm electronic works provided +that + +- You pay a royalty fee of 20% of the gross profits you derive from + the use of Project Gutenberg-tm works calculated using the method + you already use to calculate your applicable taxes. The fee is + owed to the owner of the Project Gutenberg-tm trademark, but he + has agreed to donate royalties under this paragraph to the + Project Gutenberg Literary Archive Foundation. Royalty payments + must be paid within 60 days following each date on which you + prepare (or are legally required to prepare) your periodic tax + returns. Royalty payments should be clearly marked as such and + sent to the Project Gutenberg Literary Archive Foundation at the + address specified in Section 4, "Information about donations to + the Project Gutenberg Literary Archive Foundation." + +- You provide a full refund of any money paid by a user who notifies + you in writing (or by e-mail) within 30 days of receipt that s/he + does not agree to the terms of the full Project Gutenberg-tm + License. You must require such a user to return or + destroy all copies of the works possessed in a physical medium + and discontinue all use of and all access to other copies of + Project Gutenberg-tm works. + +- You provide, in accordance with paragraph 1.F.3, a full refund of any + money paid for a work or a replacement copy, if a defect in the + electronic work is discovered and reported to you within 90 days + of receipt of the work. + +- You comply with all other terms of this agreement for free + distribution of Project Gutenberg-tm works. + +1.E.9. If you wish to charge a fee or distribute a Project Gutenberg-tm +electronic work or group of works on different terms than are set +forth in this agreement, you must obtain permission in writing from +both the Project Gutenberg Literary Archive Foundation and Michael +Hart, the owner of the Project Gutenberg-tm trademark. Contact the +Foundation as set forth in Section 3 below. + +1.F. + +1.F.1. Project Gutenberg volunteers and employees expend considerable +effort to identify, do copyright research on, transcribe and proofread +public domain works in creating the Project Gutenberg-tm +collection. Despite these efforts, Project Gutenberg-tm electronic +works, and the medium on which they may be stored, may contain +"Defects," such as, but not limited to, incomplete, inaccurate or +corrupt data, transcription errors, a copyright or other intellectual +property infringement, a defective or damaged disk or other medium, a +computer virus, or computer codes that damage or cannot be read by +your equipment. + +1.F.2. LIMITED WARRANTY, DISCLAIMER OF DAMAGES - Except for the "Right +of Replacement or Refund" described in paragraph 1.F.3, the Project +Gutenberg Literary Archive Foundation, the owner of the Project +Gutenberg-tm trademark, and any other party distributing a Project +Gutenberg-tm electronic work under this agreement, disclaim all +liability to you for damages, costs and expenses, including legal +fees. YOU AGREE THAT YOU HAVE NO REMEDIES FOR NEGLIGENCE, STRICT +LIABILITY, BREACH OF WARRANTY OR BREACH OF CONTRACT EXCEPT THOSE +PROVIDED IN PARAGRAPH F3. YOU AGREE THAT THE FOUNDATION, THE +TRADEMARK OWNER, AND ANY DISTRIBUTOR UNDER THIS AGREEMENT WILL NOT BE +LIABLE TO YOU FOR ACTUAL, DIRECT, INDIRECT, CONSEQUENTIAL, PUNITIVE OR +INCIDENTAL DAMAGES EVEN IF YOU GIVE NOTICE OF THE POSSIBILITY OF SUCH +DAMAGE. + +1.F.3. LIMITED RIGHT OF REPLACEMENT OR REFUND - If you discover a +defect in this electronic work within 90 days of receiving it, you can +receive a refund of the money (if any) you paid for it by sending a +written explanation to the person you received the work from. If you +received the work on a physical medium, you must return the medium with +your written explanation. The person or entity that provided you with +the defective work may elect to provide a replacement copy in lieu of a +refund. If you received the work electronically, the person or entity +providing it to you may choose to give you a second opportunity to +receive the work electronically in lieu of a refund. If the second copy +is also defective, you may demand a refund in writing without further +opportunities to fix the problem. + +1.F.4. Except for the limited right of replacement or refund set forth +in paragraph 1.F.3, this work is provided to you 'AS-IS' WITH NO OTHER +WARRANTIES OF ANY KIND, EXPRESS OR IMPLIED, INCLUDING BUT NOT LIMITED TO +WARRANTIES OF MERCHANTIBILITY OR FITNESS FOR ANY PURPOSE. + +1.F.5. Some states do not allow disclaimers of certain implied +warranties or the exclusion or limitation of certain types of damages. +If any disclaimer or limitation set forth in this agreement violates the +law of the state applicable to this agreement, the agreement shall be +interpreted to make the maximum disclaimer or limitation permitted by +the applicable state law. The invalidity or unenforceability of any +provision of this agreement shall not void the remaining provisions. + +1.F.6. INDEMNITY - You agree to indemnify and hold the Foundation, the +trademark owner, any agent or employee of the Foundation, anyone +providing copies of Project Gutenberg-tm electronic works in accordance +with this agreement, and any volunteers associated with the production, +promotion and distribution of Project Gutenberg-tm electronic works, +harmless from all liability, costs and expenses, including legal fees, +that arise directly or indirectly from any of the following which you do +or cause to occur: (a) distribution of this or any Project Gutenberg-tm +work, (b) alteration, modification, or additions or deletions to any +Project Gutenberg-tm work, and (c) any Defect you cause. + + +Section 2. Information about the Mission of Project Gutenberg-tm + +Project Gutenberg-tm is synonymous with the free distribution of +electronic works in formats readable by the widest variety of computers +including obsolete, old, middle-aged and new computers. It exists +because of the efforts of hundreds of volunteers and donations from +people in all walks of life. + +Volunteers and financial support to provide volunteers with the +assistance they need, is critical to reaching Project Gutenberg-tm's +goals and ensuring that the Project Gutenberg-tm collection will +remain freely available for generations to come. In 2001, the Project +Gutenberg Literary Archive Foundation was created to provide a secure +and permanent future for Project Gutenberg-tm and future generations. +To learn more about the Project Gutenberg Literary Archive Foundation +and how your efforts and donations can help, see Sections 3 and 4 +and the Foundation web page at https://www.pglaf.org. + + +Section 3. Information about the Project Gutenberg Literary Archive +Foundation + +The Project Gutenberg Literary Archive Foundation is a non profit +501(c)(3) educational corporation organized under the laws of the +state of Mississippi and granted tax exempt status by the Internal +Revenue Service. The Foundation's EIN or federal tax identification +number is 64-6221541. Its 501(c)(3) letter is posted at +https://pglaf.org/fundraising. Contributions to the Project Gutenberg +Literary Archive Foundation are tax deductible to the full extent +permitted by U.S. federal laws and your state's laws. + +The Foundation's principal office is located at 4557 Melan Dr. S. +Fairbanks, AK, 99712., but its volunteers and employees are scattered +throughout numerous locations. Its business office is located at +809 North 1500 West, Salt Lake City, UT 84116, (801) 596-1887, email +business@pglaf.org. Email contact links and up to date contact +information can be found at the Foundation's web site and official +page at https://pglaf.org + +For additional contact information: + Dr. Gregory B. Newby + Chief Executive and Director + gbnewby@pglaf.org + + +Section 4. Information about Donations to the Project Gutenberg +Literary Archive Foundation + +Project Gutenberg-tm depends upon and cannot survive without wide +spread public support and donations to carry out its mission of +increasing the number of public domain and licensed works that can be +freely distributed in machine readable form accessible by the widest +array of equipment including outdated equipment. Many small donations +($1 to $5,000) are particularly important to maintaining tax exempt +status with the IRS. + +The Foundation is committed to complying with the laws regulating +charities and charitable donations in all 50 states of the United +States. Compliance requirements are not uniform and it takes a +considerable effort, much paperwork and many fees to meet and keep up +with these requirements. We do not solicit donations in locations +where we have not received written confirmation of compliance. To +SEND DONATIONS or determine the status of compliance for any +particular state visit https://pglaf.org + +While we cannot and do not solicit contributions from states where we +have not met the solicitation requirements, we know of no prohibition +against accepting unsolicited donations from donors in such states who +approach us with offers to donate. + +International donations are gratefully accepted, but we cannot make +any statements concerning tax treatment of donations received from +outside the United States. U.S. laws alone swamp our small staff. + +Please check the Project Gutenberg Web pages for current donation +methods and addresses. Donations are accepted in a number of other +ways including including checks, online payments and credit card +donations. To donate, please visit: https://pglaf.org/donate + + +Section 5. General Information About Project Gutenberg-tm electronic +works. + +Professor Michael S. Hart was the originator of the Project Gutenberg-tm +concept of a library of electronic works that could be freely shared +with anyone. For thirty years, he produced and distributed Project +Gutenberg-tm eBooks with only a loose network of volunteer support. + + +Project Gutenberg-tm eBooks are often created from several printed +editions, all of which are confirmed as Public Domain in the U.S. +unless a copyright notice is included. Thus, we do not necessarily +keep eBooks in compliance with any particular paper edition. + + +Most people start at our Web site which has the main PG search facility: + + https://www.gutenberg.org + +This Web site includes information about Project Gutenberg-tm, +including how to make donations to the Project Gutenberg Literary +Archive Foundation, how to help produce our new eBooks, and how to +subscribe to our email newsletter to hear about new eBooks. diff --git a/27178-0.zip b/27178-0.zip Binary files differnew file mode 100644 index 0000000..66453a1 --- /dev/null +++ b/27178-0.zip diff --git a/27178-h.zip b/27178-h.zip Binary files differnew file mode 100644 index 0000000..b51eb9d --- /dev/null +++ b/27178-h.zip diff --git a/27178-h/27178-h.htm b/27178-h/27178-h.htm new file mode 100644 index 0000000..587e6f4 --- /dev/null +++ b/27178-h/27178-h.htm @@ -0,0 +1,1806 @@ +<!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD XHTML 1.0 Strict//EN" + "http://www.w3.org/TR/xhtml1/DTD/xhtml1-strict.dtd"> + +<html xmlns="http://www.w3.org/1999/xhtml"> + <head> + <meta http-equiv="Content-Type" content="text/html;charset=utf-8" /> + <title> + The Project Gutenberg eBook of Na śmierć, by Jan Łada. + </title> + <style type="text/css"> +/*<![CDATA[ XML blockout */ +<!-- + p { margin-top: .75em; + text-align: justify; + margin-bottom: .75em; + } + h1,h2,h3,h4,h5,h6 { + text-align: center; /* all headings centered */ + clear: both; + } + hr { width: 33%; + margin-top: 2em; + margin-bottom: 2em; + margin-left: auto; + margin-right: auto; + clear: both; + } + + table {margin-left: auto; margin-right: auto;} + + body{margin-left: 10%; + margin-right: 10%; + } + + .pagenum { /* uncomment the next line for invisible page numbers */ + /* visibility: hidden; */ + position: absolute; + left: 92%; + font-size: smaller; + text-align: right; + } /* page numbers */ + + .linenum {position: absolute; top: auto; left: 4%;} /* poetry number */ + .blockquot{margin-left: 5%; margin-right: 10%;} + .sidenote {width: 20%; padding-bottom: .5em; padding-top: .5em; + padding-left: .5em; padding-right: .5em; margin-left: 1em; + float: right; clear: right; margin-top: 1em; + font-size: smaller; color: black; background: #eeeeee; border: dashed 1px;} + + .bb {border-bottom: solid 2px;} + .bl {border-left: solid 2px;} + .bt {border-top: solid 2px;} + .br {border-right: solid 2px;} + .bbox {border: solid 2px;} + + .center {text-align: center;} + .smcap {font-variant: small-caps;} + .u {text-decoration: underline;} + + .caption {font-weight: bold;} + + .figcenter {margin: auto; text-align: center;} + + .figleft {float: left; clear: left; margin-left: 0; margin-bottom: 1em; margin-top: + 1em; margin-right: 1em; padding: 0; text-align: center;} + + .figright {float: right; clear: right; margin-left: 1em; margin-bottom: 1em; + margin-top: 1em; margin-right: 0; padding: 0; text-align: center;} + + .footnotes {border: dashed 1px;} + .footnote {margin-left: 10%; margin-right: 10%; font-size: 0.9em;} + .footnote .label {position: absolute; right: 84%; text-align: right;} + .fnanchor {vertical-align: super; font-size: .8em; text-decoration: none;} + + .poem {margin-left:10%; margin-right:10%; text-align: left;} + .poem br {display: none;} + .poem .stanza {margin: 1em 0em 1em 0em;} + .poem span.i0 {display: block; margin-left: 0em; padding-left: 3em; text-indent: -3em;} + .poem span.i2 {display: block; margin-left: 2em; padding-left: 3em; text-indent: -3em;} + .poem span.i4 {display: block; margin-left: 4em; padding-left: 3em; text-indent: -3em;} + // --> + /* XML end ]]>*/ + </style> + </head> +<body> + + +<pre> + +The Project Gutenberg EBook of Na Smierc, by Jan Gnatowski + +This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with +almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or +re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included +with this eBook or online at www.gutenberg.org + + +Title: Na Smierc + 1863 + +Author: Jan Gnatowski + +Release Date: November 6, 2008 [EBook #27178] + +Language: Polish + +Character set encoding: UTF-8 + +*** START OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK NA SMIERC *** + + + + +Produced by Jimmy O'Regan (Produced from images generously +made available by CBN Polona http://www.polona.pl) + + + + + + +</pre> + + + +<h1>JAN ŁADA.</h1> + +<h1><a name="Na_smierc" id="Na_smierc"></a>Na śmierć</h1> + + +<h1>1863</h1> + + +<p>WARSZAWA - 1916.<br /> +TŁOCZNIA „POLAKA-KATOLIKA”, KRAK.-PRZEDM. 71.</p> + + +<p><span class="pagenum"><a name="Page_3" id="Page_3">[3]</a></span></p> + + +<h2><a name="I" id="I"></a>I.</h2> + +<p>Przez tych kilka tygodni było u nas dziwnie +duszno i ciężko. Poprostu nieszczęście wisiało +w powietrzu: czuło się, jak szło ku nam krok +za krokiem. A przecież pobyt nasz w Kijowie +nie był od początku ani spokojny, ani wesoły. +Od czasu jak Staś siedział w fortecy, mogłem +przywyknąć do przestraszonych i wybladłych +twarzy, do szeptów po kątach, takich, jak przy +chorym lub nieboszczyku, do tłumionych płaczów, +o których powód nie wolno mi było pytać. +Nie dziwili mnie już nieznajomi, przychodzący +do nas ukradkiem o różnych porach +dnia i nocy i znikający gdzieś po cichu tylnem +wejściem, po tajemniczej naradzie z mamą i +panną Felicyą, za zamkniętemi drzwiami salonu +lub sypialni. Tyle razy widziałem moją +matkę śmiertelnie znużoną i znękaną, gdy wracała +z całodziennego biegania po kancelaryach +i urzędach, że mnie to już ani przestraszało, +ani nawet smuciło, jak dawniej. W ośmiu latach +jest się takim egoistą! Teraz jednak było +widocznie coś gorszego, niż przedtem. Wszyscy +u nas w domu chodzili, jak struci, swoi i obcy. +Gdy ktoś nadszedł, zaczynały się szepty, przerywane +łzami—ale o co chodziło, nie mogłem +się dowiedzieć. Gdy się dopytywałem, zbywano +<span class="pagenum"><a name="Page_4" id="Page_4">[4]</a></span> +mnie jakimś słabym wykrętem, w który nie wierzyłem.</p> + +<p>Raz wreszcie powiedziała mi panna Felicya:</p> + +<p>—Staś chory, bardzo chory. Módl się za +niego gorąco—może cię Bóg wysłucha.</p> + +<p>Modliłem się więc i dlatego, że Stasia kochałem, +i dlatego, że ostatecznie nic innego +nie miałem do roboty. Nikt na mnie nie zwracał +uwagi. Czasem która z pań czarno ubranych, +jakich tyle wciąż przychodziło teraz do +nas, przycisnęła mnie do piersi, kiwając głową +i szepcąc: Biedny, biedny Janiu! Dlaczego +jednak ja miałem być biedny, skoro chorym +był mój brat—tego nie byłem w stanie zrozumieć. +Na prawdę tak bardzo biednym się nie +czułem, choćby dlatego, że pierwszy raz w życiu +mogłem robić, co mi się tylko podobało. +W domu cały porządek dnia był przewrócony +do góry nogami. Żadnych stałych godzin obiadu +i kolacyi, żadnych lekcyi. Leonia, wyprawna +panna służąca mojej matki, a teraz szafarka +i zarządczyni naszego miejskiego gospodarstwa, +chodziła jak nieprzytomna z opuchłemi oczyma, +nie kłócąc się z kucharzem i nie łając pokojówki. +Panna Felicya nie robiła mi uwag, że +się źle trzymam i nie poprawiała moich francuskich +frazesów—kiedy mamy nie było, stała +w oknie wyglądając jej i wzdychając—kiedy +mama wracała, nie odchodziła od niej ani na +chwilę.</p> + +<p>Mama przez te dwa tygodnie zmieniła się +nie do poznania. Zawsze delikatna i wątła, teraz +blada była, jak wosk, a przezroczysta, jak +<span class="pagenum"><a name="Page_5" id="Page_5">[5]</a></span> +alabaster, oczy tylko paliły się zapadłe głęboko, +błędne, napół przytomne, niby gromnice.</p> + +<p>Wchodząc, rzucała najczęściej pannie Felicyi +i Leonii, biegnącym na jej spotkanie, jedno +słowo, jakby wydarte z gardła: „Daremne, +wszystko daremne”, i szła wraz z niemi, słaniając +się do domowego ołtarzyka, przy którym +długie godziny spędzała, klęcząc lub leżąc +pod krzyżem.</p> + +<p>Czasem, gdy mnie zobaczyła, chwytała gwałtownie, +tuląc do piersi i okrywając głowę pocałunkami, +które mnie paliły jak ogień.</p> + +<p>—Dziecko moje, szeptała, dziecko nieszczęsne, +ostatnie... Ty już jeden... Ty mi tylko +zostajesz. Ojciec w grobie a brat, Staś mój, +najdroższy, rodzony, syn mój... O Jezu, Jezu, +Jezu!</p> + +<p>I potem odtrącała mnie namiętnym ruchem.</p> + +<p>—Nie, ty mi go nie zastąpisz, nigdy, +nigdy!</p> + +<p>Raz wreszcie wieczorem wpadł wuj Ksawery.</p> + +<p>Lubiłem go bardzo i cieszyłem się, ile razy +przychodził, bo niedość, że miał zawsze dla +mnie cukierki i jabłka po kieszeniach, ale i zapas +dykteryjek, konceptów i figlów takich, jak +nikt, i nietylko mnie umiał zabawić ale nawet +Leoncia wiecznie nadąsana, rozchmurzała się, +gdy przychodził, nawet panna Felicya przestawała +gderać i mama, zamyślona zawsze i smutna, +uśmiechała się na jego widok.</p> + +<p>Istotnie, gdzie się zjawił ze swoją wielką łysiną +i nasztorcowanymi wąsikami, wchodziło +<span class="pagenum"><a name="Page_6" id="Page_6">[6]</a></span> +z nim, jeżeli nie wesele, bo w tych czasach +trudno o nie było, to przynajmniej chwilowe +uspokojenie i zapomnienie o gniotących troskach.</p> + +<p>Tym razem jednak wuj Ksawery posępny +był, jak noc. Otworzył drzwi pocichu i zatrzymał +się na progu, oglądając się w około.</p> + +<p>—Kazi niema?—szepnął.</p> + +<p>Panna Felicya podbiegła ku niemu przestraszona.</p> + +<p>—Co się stało?—zawołała.</p> + +<p>—Kazia nie wróciła?—powtórzył.</p> + +<p>—Nie, jeszcze jej nie ma. Ale na miłość +Boga, coś jest, pan coś wie? Mówże pan prędzej!</p> + +<p>Przedpokój był wielki i ciemny, tylko mała +lampka migotała w kącie. Przytuliłem się do +ściany cichutko, nasłuchując i zapierając oddech +w piersiach, żeby się nie zdradzić, że tu +jestem i słyszę.</p> + +<p>Wuj Ksawery milczał przez chwilę, jakby +mu brakło oddechu, Wreszcie rękami rozwiódł +i wyjęknął:</p> + +<p>—Nieszczęście!</p> + +<p>Panna Felicya chwyciła go za ramiona.</p> + +<p>—Jezus Marya—krzyknęła—już?</p> + +<p>Wuj pochylił się ku niej i powiedział coś +stłumionym głosem, czego nie mogłem dosłyszeć. +Odbiły się o moje uszy dwa razy tylko:</p> + +<p>—Podpisany... Pojutrze...</p> + +<p>Panna Felicya stała przez chwilę, jak skamieniała, +zakrywszy twarz rękami.</p> + +<p>—A ja nie wierzyłam, spodziewałam się— +<span class="pagenum"><a name="Page_7" id="Page_7">[7]</a></span> +szepnęła—a teraz.., I nic już, żadnej rady, żadnego +ratunku?</p> + +<p>Wuj poruszył głową.</p> + +<p>—Czegóż się nie robiło?—rzekł powoli, bezdźwięcznym +głosem. I tu, i w Petersburgu. Od +czasu przecie, jak w jego sprawie zaszła ta nieszczęsna +komplikacya, poruszyliśmy wszystkie +sprężyny. Sam myślałem, że uda się—tymczasem...</p> + +<p>—Biedna, biedna matka—szepnęła panna +Felicya.</p> + +<p>Stali teraz przy sobie, milcząc. W sąsiednim +pokoju słychać było miarowy stukot ściennego +zegara. W tej ciszy zrobiło mi się bardzo +straszno i doznałem takiego uczucia, jakby tych +dwoje ludzi nieruchomych i milczących, było +parą ludzi umarłych. Chciało mi się płakać... +ale się wstrzymałem z wielkim wysiłkiem.</p> + +<p>Tymczasem wuj Ksawery zbliżył się do panny +Felicyi tak, że ich głowy prawie się dotykały +i zaczął jej coś mówić prędko i cicho. Nie +mogłem nic prawie dosłyszeć. Tu i owdzie tylko +jakieś pojedyncze słowo dochodziło do mnie. +Panna Felicya słuchała ż gorączkowem zaciekawieniem.</p> + +<p>—Więc jutro rano, prawda?—szepnęła. +I księżna z pewnością?..</p> + +<p>—Z wszelką pewnością... Tylko Kazia... żeby +przedtem nie wiedziała... Wszystko od tego +ostatniego kroku zawisło, a niechby siły nie dopisały... +Niech więc nie wie...</p> + +<p>—Któżby jej powiedział?—oburzyła się na- +raz panna Felicya. O to proszę być spokojnym; +zresztą i tak nikt...</p> + +<p> +<span class="pagenum"><a name="Page_8" id="Page_8">[8]</a></span> +—W mieście wszyscy wiedzą już, rzekł +wuj. Jutro w kościele co żyje...</p> + +<p>Panna Felicya zalała się łzami.</p> + +<p>—Tak, to jedno zostało, szepnęła urywanym +głosem;—jeden Bóg!</p> + +<p>Weszli do salonu, a ja w tejże chwili, drugiemi +drzwiami wpadłem do Leonci, zajętej jakąś +robotą w sypialni.</p> + +<p>Musiałem być bardzo zmieniony na twarzy, +bo Leoncia mimo swojej fluksyi i przygnębienia, +zwróciła na mnie uwagę.</p> + +<p>—Co ci jest, Janku? spytała, odwracając +głowę od szycia; przestraszyłeś się czego, +czy co?</p> + +<p>—Leonciu,—zacząłem, dławiąc się.—Leonciu... +coś złego... panna Felicya... wuj Ksawery...</p> + +<p>I wybuchnąłem płaczem.</p> + +<p>Leonia uderzyła w dłonie.</p> + +<p>—Matko najświętsza,—krzyknęła—pewnie nasz Staś...</p> + +<p>I wybiegła do salonu.</p> + +<p>Tego wieczora nie widziałem już ani Leonci, +ani panny Felicyi, ani mamy.</p> + +<p>Horpyna, pokojówka, rozebrała mnie i została +przy mojem łóżku, pókim nie zasnął, opowiadając +mi bajki. Opowiadała je bardzo pięknie +i była to dla mnie największa nagroda, gdy +mi pozwalano jej słuchać; tym razem jednak +nie słyszałem ani słowa.</p> + +<p>Czułem, że coś strasznego się stało, nie wiedziałem +tylko co. Ale to wiedziałem, że chodziło +o Stasia.</p> + +<p><span class="pagenum"><a name="Page_9" id="Page_9">[9]</a></span></p> + + +<h2><a name="II" id="II"></a>II.</h2> + +<p>Ubierałem się na drugi dzień sam jeden +w pokoju, nie widząc żywej duszy od rana, +kiedy mnie naraz uderzył turkot powozu, zatrzymującego +się przed domem.</p> + +<p>Uliczka, przy której mieszkaliśmy, była +ustronną i mało zaludnioną. Wśród ogradzających +ją parkanów, rzadko kiedy wóz się +przesunął—rzadziej jeszcze przejeżdżał zwoszczyk. +0 powozach nie było mowy. Tem bardziej mnie +zajął wspaniały ekwipaż z liberyjną służbą, stojący +przed gankiem. Wybiegłem do przedpokoju. +Panna Felicya spotykała tam właśnie i prowadziła +do salonu starszą damę, w której poznałem +księżnę. Widywałem ją nieraz, ale zawsze +piechotą i w czerni. Obecnie uderzył mnie +przedewszystkiem strój jej, dla oka przywykłego +do żałoby niezwykły; suknia popielata i fioletowe +kwiaty u kapelusza.</p> + +<p>Przypomniałem sobie w tej chwili kolorowe +kokardy i wstążki, któremi kilkakrotnie panna +Felicya ubierała mojej matce jej czarne ubranie. +Poznawałem po tem zawsze, że mama jedzie +na audyencyę do generała gubernatora. Oczywiście +musiała tam jechać teraz księżna.</p> + +<p>Przez kilka minut z salonu i sypialni słychać +było gwar urywanej rozmowy i posuwanych +sprzętów. Wreszcie drzwi się otwarły +i mama wyszła do przedpokoju, oparta na ramieniu +księżnej, jeszcze bledsza i bardziej osłabiona, +niż zwykle. Panna Felicya biegła za nią, +przytrzymując ją i upinając szpilkami fioletową +szarfę dokoła czarnego kapelusza.</p> + +<p><span class="pagenum"><a name="Page_10" id="Page_10">[10]</a></span> +—Jeszcze chwilka—wołała zadyszana.—Trzeba +przecie, żeby leżało porządnie. Gotowe +się rozpiąć a wtedy powiedzą, że pani umyślnie +w żałobie przyjechała.</p> + +<p>Księżna spojrzała na zegarek.</p> + +<p>—Mamy dosyć czasu—rzekła.—Generałowa +nie siada do śniadania przed dziesiątą, a właśnie +w tym momencie chcę ją uchwycić.</p> + +<p>Moja matka stała nieruchoma i obojętna, +jakby nie słysząc i nie widząc, co się z nią +dzieje. Panna Felicya krzątała się koło niej, +wspinając na palce swoją maleńką figurkę +i podskakując swoim zwyczajem. Skończyła +wreszcie, wiążąc wstążki od kapelusza w kokardę +u szyi.</p> + +<p>—No, teraz będzie się trzymać—rzekła, odstępując.</p> + +<p>Mama koniec wstążki podniosła zwolna do +oczu, a potem skręciła ją w ręku nerwowym +ruchem.</p> + +<p>—I pomyśleć—rzekła do księżnej głuchym +rozbitym głosem—że tam moje dziecko w kaźni, +w nędzy, w oczekiwaniu śmierci, a tu w sercu +ból i strach, i rozpacz, że trzeba iść do nich, +do tych... czołgać się przed nimi o litość, o łaskę, +o życie... i do tego wszystkiego brać na +siebie kolorowe kokardy.</p> + +<p>—Pomyśl pani, że to dla niego, dla ratunku +syna—szepnęła księżna, obejmując i przyciskając +do siebie moją matkę.</p> + +<p>—Dla Stasia, dla naszego chłopca +drogiego—dodała panna Felicya, nachylając się do +jej ręki.</p> + +<p><span class="pagenum"><a name="Page_11" id="Page_11">[11]</a></span> +Drzwi się zamknęły. Przez chwilę słyszałem +kroki na schodach, potem z ulicy doleciał +trzask zamykających się drzwiczek i głuchy turkot +karety po błotnistej ulicy. Potem zrobiło +się cicho. Otworzyłem drzwi, chcąc wejść do jadalni, +kiedy mnie zawrócił głos panny Felicyi.</p> + +<p>Spojrzałem na nią. Siedziała w kącie przedpokoju, +z rękami opuszczonemi bezwładnie, +z szklanemi, nieruchomemi oczyma. Ona, taka +żywa i kręcąca się bez wytchnienia! Jej ospowata +twarz o twardych i nieregularnych rysach +wyglądała brzydziej, niż zwykle. Nos poczerwieniał +i zaostrzył się, głowa się trzęsła, jak u staruszki, +i zwolna, tocząc się jedna za drugą, +spływały po żółtych policzkach wielkie łzy.</p> + +<p>Nie mogę powiedzieć, żebym ją lubił. Nie +byłem wówczas w stanie ocenić ani jej przywiązania +do nas wszystkich, ani tych gruntownych +cnót, które u poczciwej starej panny, od +trzydziestu lat należącej do naszej rodziny, +ukrywały się pod powłoką wpadających w oczy +słabostek i dziwactw. Widziałem tylko tę powłokę +odstręczającą nieraz, a zawsze prawie +śmieszną i pamiętałem dobrze, że dla mnie panna +Felicya była kodeksem przyzwoitości, prostego +trzymania się i dobrych manier i że myśl +o niej łączyła się koniecznie z myślą o gderaniu, +o gramatycznych regułach Noela i Chapsala +i o szaliku, owijanym mi na szyi w najgorętsze +dni letnie. Teraz jednak podbiegłem do +niej i przytuliłem głowę, obejmując ją serdecznie +rękami, tak jak to czyniłem z mamą.</p> + +<p>—Co pannie Felicyi jest?—zawołałem.—Czego +panna Felicya płacze?</p> + +<p><span class="pagenum"><a name="Page_12" id="Page_12">[12]</a></span> +Ona mnie z niezwykłą u niej czułością przycisnęła +do serca.</p> + +<p>—Czemu?—odpowiedziała przez łzy;—czemu? +Ach, bodajbyś zbyt prędko nie dowiedział +się o tem biedny, biedny mój chłopcze!</p> + +<p>Znowu więc miałem być biedny! Dlaczego?</p> + +<p>—Czy może Stasiowi gorzej?—zapytałem. +Panna Felicya zakryła twarz rękami.</p> + +<p>—Gorzej, o wiele gorzej,—rzekła przytłumionym +głosem,—Nawet całkiem źle. Módl się +za niego, Janiu. Bóg czasem wysłuchuje dziecinne +modlitwy. Albo chodź ze mną, pójdziemy +do kościoła.</p> + +<p>Wyszliśmy za chwilę. W kościele modliło +się mnóstwo osób, prawie jak w niedzielę. +Przed ołtarzem Matki Bożej po prawej stronie +aż czarno było, tyle pań w żałobie klęczało +obok siebie lub leżało krzyżem. Trzymając mnie +za rękę, podeszła tam panna Felicya.</p> + +<p>—Klęknij Janiu i módl się, módl się bardzo +gorąco za biednego Stasia.</p> + +<p>Mówiąc to, upadła na kolana, a za chwilę +z jękiem głuchym rozciągnęła ręce i położyła +się krzyżem na zimnej i wilgotnej posadzce.</p> + +<p>Przed ołtarzem Bogarodzicy kończyła się +właśnie wotywa. Ksiądz Osmólski ją odprawiał, +ten sam, o którym słyszałem, że spowiadał +więźniów w fortecy i skazanych odprowadzał na +śmierć. Był to młody ksiądz, szkolny kolega +Stasia. Mama lubiła go bardzo, mogła z nim +mówić o synu. Bywał też u niej często i niejeden +wieczór zimowy przeszedł mi na słuchaniu +jego pełnego, metalowego głosu, który mi +brzmiał w uszach, jak muzyka.</p> + +<p><span class="pagenum"><a name="Page_13" id="Page_13">[13]</a></span> +Dziś głos mu nie dopisywał. Urywał się +i słabł co chwila, przy <i>Ite missa est</i> całkiem +uwiązł w gardle. Twarz miał też zmienioną +i bladą. Dziwna rzecz zresztą: to samo widziałem +u wszystkich znajomych osób, będących +w kościele, a było ich bardzo wiele, prawie +wszyscy, i wszyscy jacyś zmieszani, niespokojni +i smutni. Co chwila któraś z pań, podchodząc +ściskała mnie, pytała z cicha o mamę +i przykładając chustkę do oczu, klękała z boku. +Ciotka Aniela, siostra mamy, łkała, schylona +ku ziemi. Stryjenka Zygmuntowa leżała krzyżem +obok panny Felicyi, a tuż przy ołtarzu, +w jej ruchomem mechanicznem krześle zobaczyłem +z prawdziwem zdumieniem babcię Justynę, +najstarszą w naszej rodzinie, sparaliżowaną, +ślepą i głuchą, nigdy prawie nie opuszczającą +mieszkania.</p> + +<p>Ostatnia ewangelia skończyła się tymczasem. +Ksiądz ukląkł na stopniach ołtarza. W kościele +zrobiło się bardzo cicho, wszystkie oczy zwróciły +się ku ołtarzowi.</p> + +<p>—Pomódlmy się na intencyę Bogu wiadomą. +Prośmy Matkę Najświętszą...</p> + +<p>Słowa się urwały i znów było cicho przez +chwilę. Naraz od tylnych ławek rozległ się głośny +jęk i płacz i w tejże chwili kościół cały +zatrząsł się od łkania. Jak iskra, gdy padnie +niespodzianie na wysuszony a palny materyał, +wybucha ogromnym płomieniem i odrazu morzem +ogni rozlewa się dokoła, tak i z tych serc +wielu obciążonych i smutnych, pełnych goryczy +i trwogi, wylało się na zewnątrz to wszystko +<span class="pagenum"><a name="Page_14" id="Page_14">[14]</a></span> +w jednej chwili, co w nich się kryło cierpienia +i żalu. Ale w tych czasach cierpieć było wolno, +ale nie wolno było cierpienia wyjawiać i skarżyć +się na nie. Ksiądz Osmólski zerwał się +szybko i zwracając się ku płaczącemu tłumowi, +zawołał gromkim głosem:</p> + +<p>—Cicho, na miłość Boga, cicho!</p> + +<p>A potem dobywając wszystkich sił po nad +ten huragan jęków i krzyków boleści, pełną +piersią zaintonował:</p> + +<p>—Pod Twoją obronę!</p> + +<p>I zrobiła się rzecz dziwna. Jęk nie ustał, +płacz nie zmilczał, ale i jęk i płacz przeszedł +odrazu w śpiew i modlitwę, zlał się z potężnym +głosem organu i popłynął w górę nutą +kościelnej pieśni. Tylko, że ta pieśń inną była, +niż zwykle. Drgały w niej wszystkie łzy, bardzo +długo wtłaczane w głąb duszy przez ten +tłum w żałobie; dźwięczał ból bezbrzeżny, jak +bezmierną była niedola tych ludzi, dźwięczała +skarga bez nadziei na ziemi i prośba o litość, +o zmiłowanie, o kroplę rosy niebieskiej dla ust +spalonych cierpieniem i serc wyschłych z tęsknoty. +„Pod Twoją obronę...” I wyciągały się +ręce, i podnosiły się oczy pełne łez ku temu +niebu, w którem jedyna była ucieczka i otucha, +skoro wszystko zawiodło na ziemi. I te +wszystkie serca obciążone i smutne chyliły się +w proch przed Tą, którą zwały swą „Panią” +i z ust drgających bólem, szło wołanie pokorne +a gorące „Prośbami naszemi nie racz gardzić +w potrzebach naszych”. Ach, te potrzeby były +tak wielkie, prośby tak naglące, nędze tak nieznośne, +<span class="pagenum"><a name="Page_15" id="Page_15">[15]</a></span> +a Ta, do której się zwracały oczy, usta +i serca, wszak była Orędowniczką, wszak była +Pocieszycielką, wszak od tylu wieków była +Królową tego ludu!</p> + +<p>Wiele lat przeszło od tej chwili. Życie zgięło +mnie ku ziemi i zahartowało serce. Szron +jesieni padł na kwiaty mej młodości i na wspomnienia +lat dziecinnych, warząc jedne, zmiatając +inne bez śladu. Widziałem cierpienie i ludzi, +co z cierpienia umierali, patrzałem na konwulsye +konających, słyszałem jęki rannych. Żaden +odgłos ziemi nie zagłuszył w mej pamięci +hymnu słyszanego w kijowskim kościele, w tym +dniu pamiętnym, posępnym i ciemnym jak ten, +który miał przyjść po nim.</p> + + +<h2><a name="III" id="III"></a>III.</h2> + +<p>Wracając do domu, spotkaliśmy na schodach +Leoncię.</p> + +<p>Panna Felicya rzuciła się do niej.</p> + +<p>—I cóż, zawołała, czy pani przyjechała?</p> + +<p>Leoncia nie odpowiedziała nic. Chwyciła +pannę Felicyę za ramiona i popchnęła ją do +jadalni; potem w kącie, pod oknem, urywanym +głosem zaczęła jej coś mówić. Słyszałem tylko +wykrzykniki panny Felicyi:</p> + +<p>—Jezu miłosierny! Jutro! I nawet widzieć +się z nim nie dają! Nawet matce syna pożegnać! +O, nieszczęście! O Boże, Boże!</p> + +<p>Wreszcie Leoncia skończyła. Wtedy obie kobiety +wybuchły głośnym płaczem i rzuciły się +sobie w objęcia. Ale panna Felicya w tejże +chwili przytłumiła łkanie.</p> + +<p><span class="pagenum"><a name="Page_16" id="Page_16">[16]</a></span> +—Ciszej, na Boga, szepnęła; pani marszałkowa +gotowa posłyszeć.</p> + +<p>Leoncia potrząsła głową i ręką.</p> + +<p>—Pani marszałkowa jest w sypialnym pokoju. +Przy niej ksiądz prałat i pani podkomorzyna. +Stąd nie słychać. A zresztą wszystko +jedno. Wie o wszystkiem.</p> + +<p>—I o tem, że jej syna nie dadzą pożegnać?</p> + +<p>—I o tem.</p> + +<p>—I jakże to stało się? Czy słyszałaś?</p> + +<p>Księżna opowiedziała. Przyjechali, powiada, +do pałacu—księżna, że to ma wstęp wolny do +tej moskiewicy, więc z naszą panią prosto do +jej pokojów, bez anonsowania, boby pewnie +nie przyjęła. Generałowa, słyszę, zmieszała się +okropnie. Pani Marszałkowej coś tam bąkała +niewyraźnie, a potem księżnę bierze na stronę. +„Daremnoś, mówi, i mnie i tej nieszczęśliwej +zrobiła przykrość. Rzecz skończona. Mój mąż +wczoraj wieczorem wyrok wojennego sądu potwierdził. +Mnie jeszcze przedtem, kiedy księżna +w tej sprawie przyjeżdżałaś do mnie, zakazał +do tego się mieszać. Możeby i chciał co zrobić, +ale nie może. On nie cesarz—sam się +obawia”... Księżna się pyta: „A gdyby do niego +jeszcze szturm przypuścić? Toż to matka—toż +jej o życie dziecka chodzi!” Moskiewica na +to: nie i nie. Aż wreszcie rozpłakała się. „Osądź +sama, mówi; jaż przecie nie z kamienia, mnie +żal i serce boli, jak patrzę na tę nieszczęśliwą, +ale cóż zrobić, cóż zrobić? Nieszczęście! Rady +żadnej. Jedno chyba wam już uczynię, choć +<span class="pagenum"><a name="Page_17" id="Page_17">[17]</a></span> +mąż będzie na mnie wściekły za to: puszczę +was do jego kancelaryi przez moje apartamenta. +Nie pomoże to, wiem, ale niech choć nic +wam na sumieniu nie zostanie”. Tak i zrobiła.</p> + +<p>—Więc pani widziała generała?</p> + +<p>—A jakże. Widziała. Uklękła przed nim, +ona, taka wobec nich dumna. Ale czegóż matka +dla dziecka nie zrobi? Księżna mówi, że on był, +jak z lodu. Grzeczny, zimny, obojętny, jakby +to nie o życie ludzkie chodziło. O przeklęty! +Bodajby...</p> + +<p>Panna Felicya zakryła jej usta dłonią.</p> + +<p>—Cicho, Leonciu, uspokój się, nie przeklinaj, +bój się Boga! Mów dalej. Cóż generał?</p> + +<p>—A cóż? Podniósł panią, posadził, wody +kazał podać i bardzo grzecznie powiedział, że +nie zrobi nic, ale to nic zgoła. Ten zwierz +w ludzkiej postaci, kat w białych rękawiczkach! +I Pan Bóg patrzy na to!</p> + +<p>Panna Felicya przerwała jej znowu.</p> + +<p>—Leonciu, nie bluźnij. Nie dodawaj grzechu +do nieszczęścia. Wola Boża. Więc i widzieć +się nie pozwolił?</p> + +<p>Leoncia wstrząsnęła głową.</p> + +<p>—Nie mogę, mówi, mam rozkaz wyraźny.</p> + +<p>Potem powiada—słyszy pani tego łotra, tego +szatana!—widzenie z nim oddziałałoby zgubnie +na zdrowie pani, a jemu odebrałoby spokój +i rezygnacyę, tak potrzebną w jego położeniu. +Uważa pani, panno Felicyo? On dba o zdrowie +naszej pani, o spokój naszego Stasia... O Jezu, +Jezu!</p> + +<p>Panna Felicya pochyliła głowę w milczeniu.</p> + +<p><span class="pagenum"><a name="Page_18" id="Page_18">[18]</a></span> +—Kto wie—szepnęła—może było w tem +jednak trochę słuszności.</p> + +<p>Leoncia oburzyła się.</p> + +<p>—Będzie im panna Felicya jeszcze słuszność +przyznawać—zawołała.—A jak Stasia naszego +nie stanie, a naszej pani—o Matko Najświętsza—nie +dadzą go choć raz jeszcze przed +śmiercią zobaczyć, pożegnać, to co wtedy będzie? +Czy nie będzie to ją do końca życia +gryźć i szarpać, że jej tego nie pozwolili +zrobić?</p> + +<p>—Prawda—szepnęła spuszczając głowę panna +Felicya—straszna prawda...</p> + +<p>Leoncia chciała coś dalej mówić, ale w tej +chwili wszedł do pokoju ksiądz prałat.</p> + +<p>—Niech panna Leonia pójdzie do pani +marszałkowej—rzekł.</p> + +<p>Ksiądz prałat Dobszewicz, spowiednik mojej +matki i przyjaciel, doradca, duchowny kierownik +całej naszej rodziny, był jedną z najbardziej +znanych a może najbardziej szanowaną postacią +w Kijowie. Jego sucha, ascetyczna twarz o +surowym profilu starca i głębokiem, uderzającem +chwilami z pod brwi krzaczastych, jak piorun, +spojrzeniu, przejmowała czcią nawet tych, +u których nie budziłu sympatyi. Święty może +trochę więcej na modłę groźnych proroków starego +zakonu, niż wedle pełnego słodyczy wzoru +Franciszka Salezego lub Wincentego a Paulo, +ten stary ksiądz z głębi żmudzkich borów, imponował +raczej, niż pociągał. Było w nim jednak +bardzo wiele i bardzo głębokiego uczucia, +tylko że przez lat tyle stawiając więcej od innych +<span class="pagenum"><a name="Page_19" id="Page_19">[19]</a></span> +czoło burzy, wgniótł to uczucie w głąb +duszy i stał się podobny do granitu, o który +odbijają się daremnie, hucząc, szalejąc morskie +bałwany i nawałnice. Teraz właśnie musiał na +to patrzeć, jak przemoc obca przeciw której przez +życie całe walczył z cichą wytrwałością +litewską, przykładała siekierę do dzieła całego +tego życia. Od dwudziestu lat kapelan. profesor, +poniekąd moralny przywódca polskiej i katolickiej +młodzieży na tym schyzmatyckim rosyjskim +uniwersytecie, stał teraz właśnie wobec +najcięższej i najstraszliwszej chwili życia; wobec +wyroku śmierci, wydanego na jego katedrę +w uniwersytecie i jego ukochaną uniwersytecką +kaplicę, patrzeć musiał na całe jedno pokolenie +swojej młodzieży, zagrożone zagładą lub +wygnaniem, gnijące w więzieniach fortecznych +i kazamatach Prozorowskiej baszty.</p> + +<p>A jednak i teraz ten stary ksiądz stał nieugięty +i niezachwiany, tylko więcej bruzd miał +na czole, tylko surowiej i smutniej patrzały siwe +oczy z pod brwi ściągniętych.</p> + +<p>Zaledwie Leoncia wyszła, zwrócił się do +panny Felicyi, całującej jego rękę.</p> + +<p>—Czyście przygotowały co potrzeba do nabożeństwa? +Pewnie zapomniałyście w tym waszym +smutku i kłopocie.</p> + +<p>Panna Felicya klasnęła w dłonie.</p> + +<p>—Prawda, zawołała. Na śmierć zapomniałam. +Ale wszystko jest w domu. Tylko urządzić +trzeba. Zaraz się tem zajmę. Proszę okna od +ulicy zasłonić, żeby kto nie podpatrzył i nie +doniósł.</p> + +<p><span class="pagenum"><a name="Page_20" id="Page_20">[20]</a></span> +Był w tych czasach pełnych klęski i grozy +zwyczaj w Kijowie, że ilekroć większe niebezpieczeństwo +groziło jednemu z fortecznych +więźniów, a tem bardziej, jeżeli którego z nich +skazano na śmierć, rodzina i przyjaciele nieszczęśliwego +zostawali przez całą dobę i więcej, +aż do rozstrzygnięcia sprawy iub do wykonania +wyroku, na wspólnej, nieustannej modlitwie. +Od wczesnego rana zbierano się w kościele, +gdzie wszystkie Msze święte ofiarowane +bywały na tę intencyę. We łzach, krzyżem leżąc, +słuchały nabożeństwa matki, żony, córki +tych, na których wydawano właśnie wyrok +śmierci lub Sybiru. Gdy Msze się pokończyły, +u rodziny w pomieszkaniu urządzano pokryjomu +ołtarz, przed którym, zmieniając się kolejno, +klękali znajomi i bliżsi, a nawet dalecy i nieznani, +złączeni tylko braterstwem współczucia, +które w tych smutnych dniach było jedynym +jaśniejszym promieniem dla serc zbolałych +i wspólnym, potężnie wszystkich zespalającym +węzłem.</p> + +<p>Panna Felicya, z pomocą Leonci i ciotki +Anieli, ustawiała w małym, ciemnym gabineciku +obok sypialni ołtarzyk. Na białym obrusie, +pomiędzy sześciu woskowemi świecami, +jaśniała złota szata Berdyczowskiej Bogarodzicy, +a przy niej poczerniały srebrny relikwiarz, który +pradziad miał z sobą pod Wiedniem. Tymczasem +drzwi od przedpokoju nie zamykały się. +Ciągle ktoś wchodził i, nie zatrzymując się, +spieszył do improwizowanej kaplicy.</p> + +<p><span class="pagenum"><a name="Page_21" id="Page_21">[21]</a></span></p> + + +<h2><a name="IV" id="IV"></a>IV.</h2> + +<p>Na palcach, po cichu wcisnąłem się do sypialni. +W swoim wielkim fotelu koło łóżka siedziała +mama. Zdawało się, że śpi, bo oczy +miała pół przymknięte, nieruchome, jakby martwa, +bez jednej kropli krwi. Prałat stał koło +niej, trzymając w rękach dłoń jej zwisła bezwładnie +na poręczy. Babcia podkomorzyna siedziała +obok nachylona, wpatrując się w tę biedną +twarz, z której zdawało się, że życie uciekło. +Leoncia stała w głowach, nacierając jej +skronie jakimś płynem. U kolan klęczała wnuczka +babci podkomorzyny, kuzynka Anusia, w grubej +żałobie po ojcu, którego przed trzema miesiącami +Murawiew powiesił w Wilnie.</p> + +<p>Patrzałem przestraszony, milczący, z rozwartemi +szeroko oczyma. Rozumiałem już wszystko: +tyle już słyszałem i widziałem od przybycia +naszego do Kijowa! Staś, brat mój jedyny, +skazany był na śmierć i jutro, jutro już miano +wykonać na nim wyrok, jak przedtem wykonano +na Zielińskim, Podlewskim, Rakowskim +i tylu innych.</p> + +<p>Ksiądz mię zobaczył w tej chwili. Musiała +mu jakaś myśl wpaść do głowy, bo przez minutę +stał patrząc na mnie z wahaniem, potem +chwycił mnie za obie ręce i przyciągnął do +matki, a raczej poprostu rzucił na jej kolana.</p> + +<p>—Masz pani jeszcze jedno dziecko, pani +Kazimiero, rzekł do niej. Przyjdź do siebie, panuj +nad twoim bólem, szanuj życie, bo ono +dla niego potrzebne.</p> + +<p><span class="pagenum"><a name="Page_22" id="Page_22">[22]</a></span> +Słowa te zbudziły mamę z odrętwienia. Poruszyła +rękami, wyciągniętemi przed siebie, szukała +mnie przez chwilę, jak przez sen, ale kiedy +płacząc głośno przytuliłem się do niej, +odepchnęła mnie.</p> + +<p>—To nie on, zawołała rozdzierającym głosem; +to nie Staś mój! Gdzie tamten, gdzie mój +pierworodny, najdroższy, jedyny? Puśćcie mnie +do niego, puśćcie, nie trzymajcie! Niech choć +mury zobaczę, w których go więżą—niech zobaczę +ludzi, którzy go strzegą. Niech mi choć +popatrzeć na niego dadzą—choć raz jeden do +serca przycisnąć... O, puśćcie mnie przez litość!</p> + +<p>Na miłosierdzie Boże, uspokój się pani,—rzekł +ksiądz, wstrzymując ją i sadzając szamocącą się +konwulsyjnie w fotelu. W Petersburgu ambasadorowa +jeszcze raz miała cesarzowę błagać +o łaskę. Pan Ksawery siedzi od rana w biurze +telegraficznem—może przyniesie lada chwila wiadomość...</p> + +<p>Mamie wzrok rozjaśnił się.</p> + +<p>—Więc macie jeszcze nadzieję?—zawołała—więc +jeszcze jest ratunek?</p> + +<p>—Bóg wielki,—rzekł ksiądz—do ostatniej +chwili ufać i spodziewać się trzeba.</p> + +<p>Mamie głowa opadła znów na piersi.</p> + +<p>—Nie,—odparła ponuro—daremno. Serce +mi mówi, że daremno. Żadnego nie ułaskawiono, +nie ułaskawią i jego... Oni go już nie puszczą +ze szponów swoich. Wypiją krew ciepłą +z pod jego serca, jak kruki, i nie uśmiechną +się już do mnie usta kochane, które w kołysce +jeszcze śmiały się, ile razy schylałam do nich +<span class="pagenum"><a name="Page_23" id="Page_23">[23]</a></span> +głowę, i zagasną oczy takie jasne, takie śliczne, +moje, gwiazdy, oczy mego Stasia... i ja go już +nie zobaczę nigdy, nigdy!..</p> + +<p>—Gdybyś go nawet nie zobaczyła na ziemi, +zobaczysz w niebie, gdzie na ciebie czekać +będzie u Boga,—rzekł ksiądz poważnie.</p> + +<p>Ona głową potrząsła.</p> + +<p>—W niebie—wiem, wiem, ufam w to, ale +widzi ksiądz, to tak daleko... a żyć trzeba będzie +i życie takie ciężkie, takie długie... A jak +żyć bez Stasia? Ksiądz nie wie, nie rozumie +mnie, ksiądz może mnie oskarża o brak wiary, +o brak rezygnacyi. Ale nie—ja we wszystko +wierzę, ja nie buntuję się... Ale ja matka a on, +on moje dziecko ukochane, moje pierwsze... +I oni mi go chcą wziąć, wziąć na zawsze. I nawet +nie dadzą oczom moim spojrzeć na niego, +nie dadzą sercu przytulić go po raz ostatni! +A ja go przecie pod tem sercem nosiłam, ja +życie włożyłam w to dziecko moje i teraz...</p> + +<p>Staliśmy wszyscy bez ruchu, tłumiąc łkanie. +Ona siedziała nieruchoma także, z oczyma wpatrzonemi +w dal. W ciszy głos jej bezdźwięczny +i głuchy rozlegał się, jak jęk rozbitego dzwonu.</p> + +<p>—Ksiądz może nie wie, czem dla mnie było +to dziecko. Mój Eustachy, kochany, najlepszy—ojcem +mógł być dla młodej dziewczyny, +gdy mnie wiódł na kobierzec. Przytem gospodarstwo, +interesa, urząd. Gościem był w domu. +Kiedy wpadł na chwilę, rzucał mi przelotną +pieszczotę—i znów byłam samą. Węzła między +nami brakło: nie było dziecka. I szły lata samotne +<span class="pagenum"><a name="Page_24" id="Page_24">[24]</a></span> +i bardzo smutne. Więdło mi życie, więdło +serce. I myślałam, że już tak zawsze będzie, +że na mojej drodze nigdy już słońce nie +zabłyśnie. Aż wreście—Bóg mi dał jego...</p> + +<p>Urwała i przez kilka minut milczała, wyczerpana. +Słuchaliśmy, wstrzymując oddech.</p> + +<p>Zaczęła znowu.</p> + +<p>—Nie spodziewałam się już dzieci; kiedy +miał przyjść na świat, pewni byli wszyscy, że +przyjdzie nieżywy. Kiedy się ocknęłam po długiej +nieprzytomności i ty sama, ciociu, podałaś +mi go do rąk, wierzyć nie chciałam, że on mój, +że żyje. Cóż dziwnego, że to dziecko, wyglądane +tak długo i daremnie, w końcu poprostu darowane +mi przez Boga, pokochałam goręcej, +namiętniej, niż się zwykle kocha, niż się może +kochać godzi. Tem bardziej, że dziecko to stało +się węzłem między mną a Eustachym i że +przez tyle lat pozostało jedynem...</p> + +<p>—...Od urodzenia Stasia zmieniło się u nas +wszystko. Maleństwo w kolebce stworzyło w domu +naszym ognisko, rodzinę, małżeńską miłość. +Teraz dopiero poznałam Eustachego, jakim był +i wiele byl wart, teraz dopiero i on mnie pokochał. +Młodsze dziatki umierały jedno po drugiem, +zaraz po urodzeniu. Tem potężniej rosło +przywiązanie do tego jedynego, którego Bóg +nie odbierał. A przytem—jak on umiał na to +przywiązanie zasłużyć!</p> + +<p>Ksiądz skinął głową i ręką po oczach przesunął.</p> + +<p>—Znam go przecie, szepnął miększym, niż +zwykle głosem. Uczniem był moim aż do +chwili... uczniem ukochanym.</p> + +<p><span class="pagenum"><a name="Page_25" id="Page_25">[25]</a></span> +Mama poruszyła się nerwowo.</p> + +<p>—Nie znasz go ksiądz—przynajmniej nie tak, +jak ja. Nikt nie zna tak dziecka, jak matka... +Czyś przeczuwał nad nim połowę nocy jego +dzieciństwa? Czyś wpatrując się ze drżeniem +na jego twarzyczkę wybladłą od choroby lub +spieczoną gorączką, modlił się do Boga, żeby +twoje życie wziął w zamian za gasnące w twych +oczach życie twego dziecka? Czyś śledził za +każdym jego ruchem, za każdem słowem, za +budzącą się myślą w jego głowie, za uczuciem, +rozkwitającem jak kwiat wiosenny w tem małem +serduszku? Nie—cudze dzieci miałeś tylko, +księże; nie mów więc, że znasz, że kochasz, jak +właśnie zna i kocha matka!</p> + +<p>Zamilkła, wyczerpana wybuchem. Ksiądz nie +odpowiadał nic—tylko znów ujął rękę jej w obie +dłonie.</p> + +<p>Po chwili zaczęła innym, miękim, przyciszonym +głosem:</p> + +<p>—Pamiętam, był jeszcze taki malutki, ledwie +zaczynał biegać i szczebiotać, przyszli do +nas żołnierze. Wojsko w marszu zatrzymało się +na odpoczynek. Na obiedzie byli oficerowie, +na dziedzińcu muzyka, bębny i śpiewacy. Maleństwo +przeraziło się wrzasku, szczęku broni, +mundurów—przytuliło się do mnie i szepcze +płacząc: „Mamo, ty mnie im nie oddasz, prawda?” +A gdym go uspokajała, prosił dalej: „Ale przyrzekasz, +mamo, obiecujesz? Jak Bozię kochasz, +nie oddasz mię?” Ja obiecywałam i uspokajałam +go i śmiałam się, aby go uspokoić lepiej, +a serce ścisnęło mi się strachem i bólem. +<span class="pagenum"><a name="Page_26" id="Page_26">[26]</a></span> +A jeżeli przyjdzie go oddać im kiedyś, gdy dorośnie? +A jeżeli nie będę mogła dotrzymać +obietnicy? I przyszło... i trzeba było oddać go, +i teraz... teraz oni go wezmą całkiem, nazawsze +odemnie i nigdy...</p> + +<p>Ksiądz jej przerwał.</p> + +<p>—Duszy mu wziąć nie potrafią. Ciało gnębić, +to im wolno, zabić nawet wolno, ale duszę +śmierć wyswobodzi. Wróci do niebieskiego +Ojca, jak motyl, zrzucający osłony poczwarki, jak +orzeł, lecący do światła, wróci omyta w krwi +męczeńskiej—po nagrodę.</p> + +<p>—A ja—zawołała—a ja co zrobię? A mnie +jak żyć bez niego?</p> + +<p>Ksiądz spojrzał na nią surowo.</p> + +<p>—Czy jego kochasz, czy siebie w nim?—zapytał.—Żal +ci go dla ojczyzny, dla Boga? +To życie tak krótkie, czyste jeszcze i niewinne, +mające się spalić w ogniu ofiary, chciałabyś +widzieć zbrudzone nędzami życia, złamane zawodami +i cierpieniem, kończące się bez chwały +i pożytku? A może taki byłby los Stasia. +A teraz...</p> + +<p>—A teraz oni mi go zamęczą, zabiją!</p> + +<p>—Bóg ofiar żąda na przebłaganie swego +gniewu. Każda ofiara, a zwłaszcza niewinna, +zbliża godzinę łaski i przebaczenia, przeważa +szalę sprawiedliwości... Nie żałuj jej, poświęć +syna, poświęć serce własne... To wola Boża. +To ofiara dla odkupienia wielu...</p> + +<p>Przez chwilę trwało milczenie.</p> + +<p>—Wiem o tem, zaczęła wreszcie matka moja +cicho.—Wiem, że Bóg żąda ofiary odemnie, +<span class="pagenum"><a name="Page_27" id="Page_27">[27]</a></span> +wiem, że trzeba ją przynieść, że bunt daremny. +Ale ciężko, serce się rwie. Chciałoby się powiedzieć: +bądź wola Twoja, a nie mogę, nie +mogę...</p> + +<p>—A przecie trzeba—rzekł ksiądz.—Trzeba. +Crześcijanką jesteś.</p> + +<p>—Jestem, chcę być... chcę się poddać. Ale +w tem jednem... O dziecko mi chodzi—o Stasia +mego!</p> + +<p>—On także modli się w tej chwili. Ksiądz +Osmólski jest przy nim, jak ja przy pani. Ale +on pewnie się nie buntuje.</p> + +<p>—On? Staś mój? O nie! On odważny. On +zawsze mówił, że zginąć chce w bitwie, od +moskiewskiej kuli. I teraz, nie w bitwie, nie... +ale od kuli... O Boże, Boże!</p> + +<p>—Zwróć się do tego Boga, przed którym +on teraz się korzy! Złącz się z nim. On zrezygnowany, +posłuszny idzie w jasną drogę, ku Bogu. +Chceszże rozłączyć się z nim na wieki, kobieto +słabego serca? On teraz powtarza słowa +modlitwy Pańskiej, a ty—nie potrafisz go naśladować.</p> + +<p>Mówiąc to ukląkł, nie puszczając jej ręki. +Klęczeliśmy wszyscy. W ciszy głuchej głos starego +księdza zaczął się rozlegać powolny, +doniosły. Towarzyszył mu głos kobiecy.</p> + +<p>—Ojcze nasz, któryś jest w niebiesiech...</p> + +<p>Słowa płynęły jedne za drugiemi i urwały +się.</p> + +<p>—Bądź wola Twoja—powtórzył ksiądz. +Matka moja pochyliła głowę ku ziemi i milczała +przez chwilę, oddychając ciężko. Wreszcie +<span class="pagenum"><a name="Page_28" id="Page_28">[28]</a></span> +podniosła do góry twarz bardzo bladą, ale +dziwnie spokojną.</p> + +<p>—Bądź wola Twoja—rzekła powoli.</p> + + +<h2><a name="V" id="V"></a>V.</h2> + +<p>Świece się paliły, migocąc żółtymi płomykami +i rzucając w czarne zakątki pokoju błyski swoje +niepewne i drżące.</p> + +<p>Noc jeszcze była—ale od okien, przez muślin +zapuszczonych firanek, przedzierać się zaczynała +ta niewyraźna szarość, bladawa i smutna, +która poprzedza późny, jesienny poranek. +Od czasu do czasu jedna z kobiet klęczących +lub leżących krzyżem, wstawała z ziemi i sennym, +chwiejącym się krokiem przesuwała się +przez pokój pełen cieniów, sama do czarnego +cienia podobna. Cicho było. Czasem dawał się +słyszeć szept modlitwy lub przez drzwi, uchylone +do przyległego salonu, dochodził na chwilę +szmer półgłosem prowadzonej rozmowy.</p> + +<p>Obudziłem się przed kilku minutami. Spłakany +i znużony zasnąłem po północy niespokojnym +snem, w kącie sofy narożnej i teraz, +napół senny jeszcze i niezupełnie przytomny, +patrzałem na ten dziwny i dziwnie posępny +obraz.</p> + +<p>Szukałem mamy. Leżała krzyżem, tak jak +ją widziałem przed kilku godzinami, nimem zasnął. +Koło niej klęczały ciocia Aniela i panna +Felicya.</p> + +<p>Tak samo jak wieczorem, nieruchoma w swoim +fotelu, z twarzą wyschłą jak pergamin i z rozwartemi +<span class="pagenum"><a name="Page_29" id="Page_29">[29]</a></span> +szeroko oczyma bez blasku i życia, +babcia Justyna siedziała przy samym ołtarzu, +podobniejsza do woskowej figury, niż do żyjącej +istoty. Ręce tylko, niedotknięte paraliżem, +poruszały się wolno, mechanicznie przesuwając +różaniec i od czasu do czasu w ciszy nocnej, +głos jej rozbity i bezdźwięczny, dobywający się +z głębi piersi, jakby z podziemnej otchłani, rozlegał +się po pokoju surowemi, smętnemi słowami +psalmu. Było coś bardzo przejmującego +i coś strasznego zarazem słyszeć tę staruszkę, +dla której zagasły światła i przestały brzmieć +wszystkie głosy ziemi, wołającą z prorokiem do +Pana Zastępów, naprzemian o miłosierdzie +i o pomstę:</p> + +<p>„Dopókiż Panie będziesz zapominać o mnie +i twarz Twą odemnie odwrócisz? Dopókiż wróg +mój będzie się podnosić nademną?</p> + +<p>„Którego usta pełne są goryczy i zdrady, +który zasadzki tajemnie czyni z możnymi, iżby +zamordowali niewinnego?</p> + +<p>„Ale Pan rozprasza zamiary pogan i myśli +narodów potępia.</p> + +<p>„Albowiem wejrzał z wysokiej świątnicy +Swojej, aby wysłuchał wzdychania więźniów, +aby rozwiązał syny pomordowanych.</p> + +<p>„Na słowo Jego czekała dusza moja, nadzieję +miała dusza moja w Panu”.</p> + +<p>Niestety! Dla Stasia nie było już nadziei, +nie było jej przynajmniej na ziemi...</p> + +<p>W tych cieniach, słabo rozświetlonych posępnymi +błyskami gromnic, zrobiło mi się naraz +okropnie. Wyobraziłem sobie, że te ciemne +<span class="pagenum"><a name="Page_30" id="Page_30">[30]</a></span> +postacie, pochylone na podłodze, to szereg trupów, +okrytych całunem i że babcia Justyna, ze +swoją woskową i nieruchomą twarzą, to także +trup, a modlitwa jej głośna, to jakiś straszny +głos z za grobu. Zerwałem się, szlochając, i poomacku, +uderzając o meble i potykając się, pobiegłem +do salonu. We drzwiach zatrzymała +mnie Leoncia.</p> + +<p>—Panna Felicya tam jest? spytała szeptem.</p> + +<p>—Jest... Nie... nie... wiem... Ja się boję +tam... Ja nie chcę...</p> + +<p>I czepiałem się, szlochając, jej sukni.</p> + +<p>—Niech Janio mi się zabiera stąd ze swymi +płaczami, syknęła przez zaciśnięte zęby. Takie +nieszczęście, a on się maże. Także czas sobie +wybrał!</p> + +<p>I odtrącając mnie, zawołała po cichu przez +drzwi uchylone na pannę Felicyę.</p> + +<p>W salonie paliło się kilka świec i lampa +na dużym stole, na którym stał dymiący samowar +wraz z przyborami do herbaty.</p> + +<p>Kilka osób skupiło się razem w przeciwnym +końcu pokoju, dokoła wuja Ksawerego, który +widocznie tylko co przyszedł, bo mokre futro +miał jeszcze na sobie i czapkę w ręku.</p> + +<p>Panna Felicya podbiegła w tej chwili do +niego.</p> + +<p>—Co, telegram? zawołała: z Petersburga? +jest nadzieja?</p> + +<p>Wuj Ksawery był bardzo poważny a blady +jak płótno, on, z którego policzków tryskała +zwykle krew i wesołość aż biła. Wąsy mu się +nawet opuściły na dół, a ręka trzęsła się, gdy +<span class="pagenum"><a name="Page_31" id="Page_31">[31]</a></span> +zmięty papier podawał pannie Felicyi, nic nie +mówiąc.</p> + +<p>Ta wyrwała mu go z ręki i przez chwilę +próbowała go czytać.</p> + +<p>—Nie mogę, zawołała wreszcie. Łzy nie +dają.</p> + +<p>—Daj mnie, rzekła babcia podkomorzyna.</p> + +<p>I po cichu, szeptem, ale wyraźnie przeczytała +słów kilka.</p> + +<p>Nie pamiętam dziś ich treści—i po co? Dość, +że ambasadorowa, zajmująca się w Petersburgu +uratowaniem Stasia, donosiła swojej przyjaciółce +księżnej, w pokrytych słowach, że wszyskie +zabiegi chybiły, i że prywatną audyencyę, o którą +prosiła w tej sprawie, naznaczono jej... na +czwartek po południu.</p> + +<p>A czwartek to byl dziś... I dziś rano miano +wykonać wyrok.</p> + +<p>Przez długą chwilę trwało milczenie. Tyle +łez płynęło już w tych dniach ostatnich, że źródło +ich wyschło. Stali wszyscy nieruchomi i cisi, +oczu nie podnosząc i konwulsyjnie zaciskając +dłonie.</p> + +<p>Zegar ścienny zaczął powoli wybijać godzinę.</p> + +<p>Wuj Ksawery podniósł nagle głowę, jak +człowiek budzący się ze snu.</p> + +<p>—Szósta, szepnął. Ależ to przecie... o tej +godzinie...</p> + +<p>—Jezus, Marya! jęknęła panna Felicya; o tej +godzinie, w tej chwili...</p> + +<p>I nie kończąc, wbiegła do drugiego pokoju +i z łkaniem rzuciła się twarzą na ziemię, przed +ołtarzem.</p> + +<p><span class="pagenum"><a name="Page_32" id="Page_32">[32]</a></span> +Jedni za drugimi—wsunęli się za nią wszyscy. +Wuj Ksawery ukląkł przy progu na obydwa +kolana, pochylił się tak, że czołem prawie +dotykał posadzki i zaczął głośno szlochać.</p> + +<p>Dzień się robił mglisty, żałobny, ołowiany. +Smugi białego światła szły przez okna, kłócąc +się z żółtem światłem świec woskowych i bladym +twarzom nadając trupią barwę. Klęczeliśmy +wszyscy, milcząc. Czasem tylko urywane łkanie, +jęk lub głośniejsze słowo modlitwy przerywało +ciszę.</p> + +<p>Mama leżała ciągle krzyżem, nieruchoma, +jakby umarła.</p> + +<p>Nie wiem, jak długo to trwało. Wreszcie +skończyło się.</p> + +<p>Na ulicy rozległ się turkot, potem słychać +było głośne kroki na schodach w przedpokoju. +Ktoś wszedł i zatrzymał się w jadalnej sali, jakby +wahając się.</p> + +<p>Z nas nikt się nie ruszył. Klęczeli wszyscy dalej—tylko +zrobiło się zupełnie cicho. Serca +poprostu przestały uderzać. Czuli wszyscy, domyślali +się wszyscy, że kroki te znaczą coś +strasznego. Zbliżało się, nadchodziło... Przeznaczenie. +Ale nikt nie miał odwagi wyjść na jego +spotkanie.</p> + +<p>Czekaliśmy. Drzwi wreszcie otwarły się.</p> + +<p>Na progu stał ksiądz Osmólski, do trupa +podobny, słaniający się. Prałat stanął za nim, +podtrzymując go.</p> + +<p>Mama zerwała się naraz i klęcząc, głowę +zwróciła ku wchodzącym.</p> + +<p><span class="pagenum"><a name="Page_33" id="Page_33">[33]</a></span> +Z ust, spieczonych gorączką, wydarło się +jedno słowo:</p> + +<p>—Już?!</p> + +<p>Ksiądz Osmólski podszedł do niej, trzęsąc +się. W rękach wyciągniętych trzymał coś i podawał +jej. Był to szkaplerz i krzyżyk z medalikami.</p> + +<p>—Kazał oddać... matce... bratu... zaczął urywanym +głosem.</p> + +<p>—Dziękuj Bogu, córko, ozwał się prałat. +Bóg cię uczynił godną tego, że dałaś męczennika +ojczyźnie, duszę czystą—niebu. Tam on +czeka na ciebie w tej chwili, modli się dla ciebie +o poddanie i odwagę.</p> + +<p>Mama przez chwilę klęczała nieruchoma +z ustami przyciśniętemi do szkaplerza. Byłem +tuż przy niej. Przyciągnęła mnie ku sobie +i szkaplerz i krzyżyk przycisnęła do moich ust.</p> + +<p>Na szkaplerzu były dwie wilgotne, ciemnobrunatne +plamy.</p> + +<p>—Całuj, czcij, naśladuj... szepnęła. To +krew twego brata, krew Stasia. To za Polskę, +za wiarę...</p> + +<p>I znów zrobiło się cicho. I naraz, w ciszy +tej rozległ się głos babki Justyny. Ślepa i głucha, +nie brała udziału w tem, co ją otaczało +i podczas ogólnego przerażenia, siedziała w swym +fotelu nieruchoma i obumarła. Teraz stało się +z nią coś dziwnego. Głowa się podniosła, oczy +szkliste i martwe rozjaśniły się niezwykłym blaskiem, +na twarzy drgnęło życie, a glos nabrał +niebywałej mocy. I posłyszeliśmy ją, mówiącą +słowa Pisma:</p> + +<p><span class="pagenum"><a name="Page_34" id="Page_34">[34]</a></span> +„Jam jest zmartwychwstanie i żywot, a kto +we mnie wierzy, nie umrze na wieki.”</p> + +<p>—Słyszysz—rzekł prałat.—Syn twój żyje! +Zmarł jak światy—żyć będzie na wieki!</p> + +<p>Mama milczała przez chwilę, trzymając twarz +w dłoniach. Wreszcie podniosła głowę—i zdziwiłem +się, widząc ją tak spokojną.</p> + +<p>—Wierzę w to—rzekła cicho—wierzę sercem +calem i dziękuję Bogu. On dał, On wziął... +Wziął na chwalę Swoją, na ofiarę niewinną... +Wola Jego święta. Niech się stanie, jak On chce, +nie jak ja.</p> + +<p>I znów upadła krzyżem. Nikt już więcej nie +otworzył ust—tylko stary ksiądz ukląkł przy ołtarzyku +i zaczął mówić głośno: Anioł Pański...</p> + + + + + + + + +<pre> + + + + + +End of the Project Gutenberg EBook of Na Smierc, by Jan Gnatowski + +*** END OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK NA SMIERC *** + +***** This file should be named 27178-h.htm or 27178-h.zip ***** +This and all associated files of various formats will be found in: + https://www.gutenberg.org/2/7/1/7/27178/ + +Produced by Jimmy O'Regan (Produced from images generously +made available by CBN Polona http://www.polona.pl) + + +Updated editions will replace the previous one--the old editions +will be renamed. + +Creating the works from public domain print editions means that no +one owns a United States copyright in these works, so the Foundation +(and you!) can copy and distribute it in the United States without +permission and without paying copyright royalties. Special rules, +set forth in the General Terms of Use part of this license, apply to +copying and distributing Project Gutenberg-tm electronic works to +protect the PROJECT GUTENBERG-tm concept and trademark. Project +Gutenberg is a registered trademark, and may not be used if you +charge for the eBooks, unless you receive specific permission. If you +do not charge anything for copies of this eBook, complying with the +rules is very easy. You may use this eBook for nearly any purpose +such as creation of derivative works, reports, performances and +research. They may be modified and printed and given away--you may do +practically ANYTHING with public domain eBooks. Redistribution is +subject to the trademark license, especially commercial +redistribution. + + + +*** START: FULL LICENSE *** + +THE FULL PROJECT GUTENBERG LICENSE +PLEASE READ THIS BEFORE YOU DISTRIBUTE OR USE THIS WORK + +To protect the Project Gutenberg-tm mission of promoting the free +distribution of electronic works, by using or distributing this work +(or any other work associated in any way with the phrase "Project +Gutenberg"), you agree to comply with all the terms of the Full Project +Gutenberg-tm License (available with this file or online at +https://gutenberg.org/license). + + +Section 1. General Terms of Use and Redistributing Project Gutenberg-tm +electronic works + +1.A. By reading or using any part of this Project Gutenberg-tm +electronic work, you indicate that you have read, understand, agree to +and accept all the terms of this license and intellectual property +(trademark/copyright) agreement. If you do not agree to abide by all +the terms of this agreement, you must cease using and return or destroy +all copies of Project Gutenberg-tm electronic works in your possession. +If you paid a fee for obtaining a copy of or access to a Project +Gutenberg-tm electronic work and you do not agree to be bound by the +terms of this agreement, you may obtain a refund from the person or +entity to whom you paid the fee as set forth in paragraph 1.E.8. + +1.B. "Project Gutenberg" is a registered trademark. It may only be +used on or associated in any way with an electronic work by people who +agree to be bound by the terms of this agreement. There are a few +things that you can do with most Project Gutenberg-tm electronic works +even without complying with the full terms of this agreement. See +paragraph 1.C below. There are a lot of things you can do with Project +Gutenberg-tm electronic works if you follow the terms of this agreement +and help preserve free future access to Project Gutenberg-tm electronic +works. See paragraph 1.E below. + +1.C. The Project Gutenberg Literary Archive Foundation ("the Foundation" +or PGLAF), owns a compilation copyright in the collection of Project +Gutenberg-tm electronic works. Nearly all the individual works in the +collection are in the public domain in the United States. If an +individual work is in the public domain in the United States and you are +located in the United States, we do not claim a right to prevent you from +copying, distributing, performing, displaying or creating derivative +works based on the work as long as all references to Project Gutenberg +are removed. Of course, we hope that you will support the Project +Gutenberg-tm mission of promoting free access to electronic works by +freely sharing Project Gutenberg-tm works in compliance with the terms of +this agreement for keeping the Project Gutenberg-tm name associated with +the work. You can easily comply with the terms of this agreement by +keeping this work in the same format with its attached full Project +Gutenberg-tm License when you share it without charge with others. + +1.D. The copyright laws of the place where you are located also govern +what you can do with this work. Copyright laws in most countries are in +a constant state of change. If you are outside the United States, check +the laws of your country in addition to the terms of this agreement +before downloading, copying, displaying, performing, distributing or +creating derivative works based on this work or any other Project +Gutenberg-tm work. The Foundation makes no representations concerning +the copyright status of any work in any country outside the United +States. + +1.E. Unless you have removed all references to Project Gutenberg: + +1.E.1. The following sentence, with active links to, or other immediate +access to, the full Project Gutenberg-tm License must appear prominently +whenever any copy of a Project Gutenberg-tm work (any work on which the +phrase "Project Gutenberg" appears, or with which the phrase "Project +Gutenberg" is associated) is accessed, displayed, performed, viewed, +copied or distributed: + +This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with +almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or +re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included +with this eBook or online at www.gutenberg.org + +1.E.2. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is derived +from the public domain (does not contain a notice indicating that it is +posted with permission of the copyright holder), the work can be copied +and distributed to anyone in the United States without paying any fees +or charges. If you are redistributing or providing access to a work +with the phrase "Project Gutenberg" associated with or appearing on the +work, you must comply either with the requirements of paragraphs 1.E.1 +through 1.E.7 or obtain permission for the use of the work and the +Project Gutenberg-tm trademark as set forth in paragraphs 1.E.8 or +1.E.9. + +1.E.3. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is posted +with the permission of the copyright holder, your use and distribution +must comply with both paragraphs 1.E.1 through 1.E.7 and any additional +terms imposed by the copyright holder. Additional terms will be linked +to the Project Gutenberg-tm License for all works posted with the +permission of the copyright holder found at the beginning of this work. + +1.E.4. Do not unlink or detach or remove the full Project Gutenberg-tm +License terms from this work, or any files containing a part of this +work or any other work associated with Project Gutenberg-tm. + +1.E.5. Do not copy, display, perform, distribute or redistribute this +electronic work, or any part of this electronic work, without +prominently displaying the sentence set forth in paragraph 1.E.1 with +active links or immediate access to the full terms of the Project +Gutenberg-tm License. + +1.E.6. You may convert to and distribute this work in any binary, +compressed, marked up, nonproprietary or proprietary form, including any +word processing or hypertext form. However, if you provide access to or +distribute copies of a Project Gutenberg-tm work in a format other than +"Plain Vanilla ASCII" or other format used in the official version +posted on the official Project Gutenberg-tm web site (www.gutenberg.org), +you must, at no additional cost, fee or expense to the user, provide a +copy, a means of exporting a copy, or a means of obtaining a copy upon +request, of the work in its original "Plain Vanilla ASCII" or other +form. Any alternate format must include the full Project Gutenberg-tm +License as specified in paragraph 1.E.1. + +1.E.7. Do not charge a fee for access to, viewing, displaying, +performing, copying or distributing any Project Gutenberg-tm works +unless you comply with paragraph 1.E.8 or 1.E.9. + +1.E.8. You may charge a reasonable fee for copies of or providing +access to or distributing Project Gutenberg-tm electronic works provided +that + +- You pay a royalty fee of 20% of the gross profits you derive from + the use of Project Gutenberg-tm works calculated using the method + you already use to calculate your applicable taxes. The fee is + owed to the owner of the Project Gutenberg-tm trademark, but he + has agreed to donate royalties under this paragraph to the + Project Gutenberg Literary Archive Foundation. Royalty payments + must be paid within 60 days following each date on which you + prepare (or are legally required to prepare) your periodic tax + returns. Royalty payments should be clearly marked as such and + sent to the Project Gutenberg Literary Archive Foundation at the + address specified in Section 4, "Information about donations to + the Project Gutenberg Literary Archive Foundation." + +- You provide a full refund of any money paid by a user who notifies + you in writing (or by e-mail) within 30 days of receipt that s/he + does not agree to the terms of the full Project Gutenberg-tm + License. You must require such a user to return or + destroy all copies of the works possessed in a physical medium + and discontinue all use of and all access to other copies of + Project Gutenberg-tm works. + +- You provide, in accordance with paragraph 1.F.3, a full refund of any + money paid for a work or a replacement copy, if a defect in the + electronic work is discovered and reported to you within 90 days + of receipt of the work. + +- You comply with all other terms of this agreement for free + distribution of Project Gutenberg-tm works. + +1.E.9. If you wish to charge a fee or distribute a Project Gutenberg-tm +electronic work or group of works on different terms than are set +forth in this agreement, you must obtain permission in writing from +both the Project Gutenberg Literary Archive Foundation and Michael +Hart, the owner of the Project Gutenberg-tm trademark. Contact the +Foundation as set forth in Section 3 below. + +1.F. + +1.F.1. Project Gutenberg volunteers and employees expend considerable +effort to identify, do copyright research on, transcribe and proofread +public domain works in creating the Project Gutenberg-tm +collection. Despite these efforts, Project Gutenberg-tm electronic +works, and the medium on which they may be stored, may contain +"Defects," such as, but not limited to, incomplete, inaccurate or +corrupt data, transcription errors, a copyright or other intellectual +property infringement, a defective or damaged disk or other medium, a +computer virus, or computer codes that damage or cannot be read by +your equipment. + +1.F.2. LIMITED WARRANTY, DISCLAIMER OF DAMAGES - Except for the "Right +of Replacement or Refund" described in paragraph 1.F.3, the Project +Gutenberg Literary Archive Foundation, the owner of the Project +Gutenberg-tm trademark, and any other party distributing a Project +Gutenberg-tm electronic work under this agreement, disclaim all +liability to you for damages, costs and expenses, including legal +fees. YOU AGREE THAT YOU HAVE NO REMEDIES FOR NEGLIGENCE, STRICT +LIABILITY, BREACH OF WARRANTY OR BREACH OF CONTRACT EXCEPT THOSE +PROVIDED IN PARAGRAPH F3. YOU AGREE THAT THE FOUNDATION, THE +TRADEMARK OWNER, AND ANY DISTRIBUTOR UNDER THIS AGREEMENT WILL NOT BE +LIABLE TO YOU FOR ACTUAL, DIRECT, INDIRECT, CONSEQUENTIAL, PUNITIVE OR +INCIDENTAL DAMAGES EVEN IF YOU GIVE NOTICE OF THE POSSIBILITY OF SUCH +DAMAGE. + +1.F.3. LIMITED RIGHT OF REPLACEMENT OR REFUND - If you discover a +defect in this electronic work within 90 days of receiving it, you can +receive a refund of the money (if any) you paid for it by sending a +written explanation to the person you received the work from. If you +received the work on a physical medium, you must return the medium with +your written explanation. The person or entity that provided you with +the defective work may elect to provide a replacement copy in lieu of a +refund. If you received the work electronically, the person or entity +providing it to you may choose to give you a second opportunity to +receive the work electronically in lieu of a refund. If the second copy +is also defective, you may demand a refund in writing without further +opportunities to fix the problem. + +1.F.4. Except for the limited right of replacement or refund set forth +in paragraph 1.F.3, this work is provided to you 'AS-IS' WITH NO OTHER +WARRANTIES OF ANY KIND, EXPRESS OR IMPLIED, INCLUDING BUT NOT LIMITED TO +WARRANTIES OF MERCHANTIBILITY OR FITNESS FOR ANY PURPOSE. + +1.F.5. Some states do not allow disclaimers of certain implied +warranties or the exclusion or limitation of certain types of damages. +If any disclaimer or limitation set forth in this agreement violates the +law of the state applicable to this agreement, the agreement shall be +interpreted to make the maximum disclaimer or limitation permitted by +the applicable state law. The invalidity or unenforceability of any +provision of this agreement shall not void the remaining provisions. + +1.F.6. INDEMNITY - You agree to indemnify and hold the Foundation, the +trademark owner, any agent or employee of the Foundation, anyone +providing copies of Project Gutenberg-tm electronic works in accordance +with this agreement, and any volunteers associated with the production, +promotion and distribution of Project Gutenberg-tm electronic works, +harmless from all liability, costs and expenses, including legal fees, +that arise directly or indirectly from any of the following which you do +or cause to occur: (a) distribution of this or any Project Gutenberg-tm +work, (b) alteration, modification, or additions or deletions to any +Project Gutenberg-tm work, and (c) any Defect you cause. + + +Section 2. Information about the Mission of Project Gutenberg-tm + +Project Gutenberg-tm is synonymous with the free distribution of +electronic works in formats readable by the widest variety of computers +including obsolete, old, middle-aged and new computers. It exists +because of the efforts of hundreds of volunteers and donations from +people in all walks of life. + +Volunteers and financial support to provide volunteers with the +assistance they need, is critical to reaching Project Gutenberg-tm's +goals and ensuring that the Project Gutenberg-tm collection will +remain freely available for generations to come. In 2001, the Project +Gutenberg Literary Archive Foundation was created to provide a secure +and permanent future for Project Gutenberg-tm and future generations. +To learn more about the Project Gutenberg Literary Archive Foundation +and how your efforts and donations can help, see Sections 3 and 4 +and the Foundation web page at https://www.pglaf.org. + + +Section 3. Information about the Project Gutenberg Literary Archive +Foundation + +The Project Gutenberg Literary Archive Foundation is a non profit +501(c)(3) educational corporation organized under the laws of the +state of Mississippi and granted tax exempt status by the Internal +Revenue Service. The Foundation's EIN or federal tax identification +number is 64-6221541. Its 501(c)(3) letter is posted at +https://pglaf.org/fundraising. Contributions to the Project Gutenberg +Literary Archive Foundation are tax deductible to the full extent +permitted by U.S. federal laws and your state's laws. + +The Foundation's principal office is located at 4557 Melan Dr. S. +Fairbanks, AK, 99712., but its volunteers and employees are scattered +throughout numerous locations. Its business office is located at +809 North 1500 West, Salt Lake City, UT 84116, (801) 596-1887, email +business@pglaf.org. Email contact links and up to date contact +information can be found at the Foundation's web site and official +page at https://pglaf.org + +For additional contact information: + Dr. Gregory B. Newby + Chief Executive and Director + gbnewby@pglaf.org + + +Section 4. Information about Donations to the Project Gutenberg +Literary Archive Foundation + +Project Gutenberg-tm depends upon and cannot survive without wide +spread public support and donations to carry out its mission of +increasing the number of public domain and licensed works that can be +freely distributed in machine readable form accessible by the widest +array of equipment including outdated equipment. Many small donations +($1 to $5,000) are particularly important to maintaining tax exempt +status with the IRS. + +The Foundation is committed to complying with the laws regulating +charities and charitable donations in all 50 states of the United +States. Compliance requirements are not uniform and it takes a +considerable effort, much paperwork and many fees to meet and keep up +with these requirements. We do not solicit donations in locations +where we have not received written confirmation of compliance. To +SEND DONATIONS or determine the status of compliance for any +particular state visit https://pglaf.org + +While we cannot and do not solicit contributions from states where we +have not met the solicitation requirements, we know of no prohibition +against accepting unsolicited donations from donors in such states who +approach us with offers to donate. + +International donations are gratefully accepted, but we cannot make +any statements concerning tax treatment of donations received from +outside the United States. U.S. laws alone swamp our small staff. + +Please check the Project Gutenberg Web pages for current donation +methods and addresses. Donations are accepted in a number of other +ways including including checks, online payments and credit card +donations. To donate, please visit: https://pglaf.org/donate + + +Section 5. General Information About Project Gutenberg-tm electronic +works. + +Professor Michael S. Hart was the originator of the Project Gutenberg-tm +concept of a library of electronic works that could be freely shared +with anyone. For thirty years, he produced and distributed Project +Gutenberg-tm eBooks with only a loose network of volunteer support. + + +Project Gutenberg-tm eBooks are often created from several printed +editions, all of which are confirmed as Public Domain in the U.S. +unless a copyright notice is included. Thus, we do not necessarily +keep eBooks in compliance with any particular paper edition. + + +Most people start at our Web site which has the main PG search facility: + + https://www.gutenberg.org + +This Web site includes information about Project Gutenberg-tm, +including how to make donations to the Project Gutenberg Literary +Archive Foundation, how to help produce our new eBooks, and how to +subscribe to our email newsletter to hear about new eBooks. + + +</pre> + +</body> +</html> diff --git a/LICENSE.txt b/LICENSE.txt new file mode 100644 index 0000000..6312041 --- /dev/null +++ b/LICENSE.txt @@ -0,0 +1,11 @@ +This eBook, including all associated images, markup, improvements, +metadata, and any other content or labor, has been confirmed to be +in the PUBLIC DOMAIN IN THE UNITED STATES. + +Procedures for determining public domain status are described in +the "Copyright How-To" at https://www.gutenberg.org. + +No investigation has been made concerning possible copyrights in +jurisdictions other than the United States. Anyone seeking to utilize +this eBook outside of the United States should confirm copyright +status under the laws that apply to them. diff --git a/README.md b/README.md new file mode 100644 index 0000000..5f8bcbe --- /dev/null +++ b/README.md @@ -0,0 +1,2 @@ +Project Gutenberg (https://www.gutenberg.org) public repository for +eBook #27178 (https://www.gutenberg.org/ebooks/27178) |
