diff options
Diffstat (limited to '27178-0.txt')
| -rw-r--r-- | 27178-0.txt | 1341 |
1 files changed, 1341 insertions, 0 deletions
diff --git a/27178-0.txt b/27178-0.txt new file mode 100644 index 0000000..e0c2033 --- /dev/null +++ b/27178-0.txt @@ -0,0 +1,1341 @@ +The Project Gutenberg EBook of Na Smierc, by Jan Gnatowski + +This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with +almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or +re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included +with this eBook or online at www.gutenberg.org + + +Title: Na Smierc + 1863 + +Author: Jan Gnatowski + +Release Date: November 6, 2008 [EBook #27178] + +Language: Polish + +Character set encoding: UTF-8 + +*** START OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK NA SMIERC *** + + + + +Produced by Jimmy O'Regan (Produced from images generously +made available by CBN Polona http://www.polona.pl) + + + + + + + + + +JAN ŁADA. + + + + +Na śmierć + +1863 + + +WARSZAWA - 1916. +TŁOCZNIA „POLAKA-KATOLIKA”, KRAK.-PRZEDM. 71. + + +I. + +Przez tych kilka tygodni było u nas dziwnie duszno i ciężko. Poprostu +nieszczęście wisiało w powietrzu: czuło się, jak szło ku nam krok za +krokiem. A przecież pobyt nasz w Kijowie nie był od początku ani +spokojny, ani wesoły. Od czasu jak Staś siedział w fortecy, mogłem +przywyknąć do przestraszonych i wybladłych twarzy, do szeptów po kątach, +takich, jak przy chorym lub nieboszczyku, do tłumionych płaczów, o +których powód nie wolno mi było pytać. Nie dziwili mnie już nieznajomi, +przychodzący do nas ukradkiem o różnych porach dnia i nocy i znikający +gdzieś po cichu tylnem wejściem, po tajemniczej naradzie z mamą i panną +Felicyą, za zamkniętemi drzwiami salonu lub sypialni. Tyle razy +widziałem moją matkę śmiertelnie znużoną i znękaną, gdy wracała z +całodziennego biegania po kancelaryach i urzędach, że mnie to już ani +przestraszało, ani nawet smuciło, jak dawniej. W ośmiu latach jest się +takim egoistą! Teraz jednak było widocznie coś gorszego, niż przedtem. +Wszyscy u nas w domu chodzili, jak struci, swoi i obcy. Gdy ktoś +nadszedł, zaczynały się szepty, przerywane łzami--ale o co chodziło, nie +mogłem się dowiedzieć. Gdy się dopytywałem, zbywano mnie jakimś słabym +wykrętem, w który nie wierzyłem. + +Raz wreszcie powiedziała mi panna Felicya: + +--Staś chory, bardzo chory. Módl się za niego gorąco--może cię Bóg +wysłucha. + +Modliłem się więc i dlatego, że Stasia kochałem, i dlatego, że +ostatecznie nic innego nie miałem do roboty. Nikt na mnie nie zwracał +uwagi. Czasem która z pań czarno ubranych, jakich tyle wciąż +przychodziło teraz do nas, przycisnęła mnie do piersi, kiwając głową i +szepcąc: Biedny, biedny Janiu! Dlaczego jednak ja miałem być biedny, +skoro chorym był mój brat--tego nie byłem w stanie zrozumieć. Na prawdę +tak bardzo biednym się nie czułem, choćby dlatego, że pierwszy raz w +życiu mogłem robić, co mi się tylko podobało. W domu cały porządek dnia +był przewrócony do góry nogami. Żadnych stałych godzin obiadu i kolacyi, +żadnych lekcyi. Leonia, wyprawna panna służąca mojej matki, a teraz +szafarka i zarządczyni naszego miejskiego gospodarstwa, chodziła jak +nieprzytomna z opuchłemi oczyma, nie kłócąc się z kucharzem i nie łając +pokojówki. Panna Felicya nie robiła mi uwag, że się źle trzymam i nie +poprawiała moich francuskich frazesów--kiedy mamy nie było, stała w +oknie wyglądając jej i wzdychając--kiedy mama wracała, nie odchodziła od +niej ani na chwilę. + +Mama przez te dwa tygodnie zmieniła się nie do poznania. Zawsze +delikatna i wątła, teraz blada była, jak wosk, a przezroczysta, jak +alabaster, oczy tylko paliły się zapadłe głęboko, błędne, napół +przytomne, niby gromnice. + +Wchodząc, rzucała najczęściej pannie Felicyi i Leonii, biegnącym na jej +spotkanie, jedno słowo, jakby wydarte z gardła: „Daremne, wszystko +daremne”, i szła wraz z niemi, słaniając się do domowego ołtarzyka, przy +którym długie godziny spędzała, klęcząc lub leżąc pod krzyżem. + +Czasem, gdy mnie zobaczyła, chwytała gwałtownie, tuląc do piersi i +okrywając głowę pocałunkami, które mnie paliły jak ogień. + +--Dziecko moje, szeptała, dziecko nieszczęsne, ostatnie... Ty już +jeden... Ty mi tylko zostajesz. Ojciec w grobie a brat, Staś mój, +najdroższy, rodzony, syn mój... O Jezu, Jezu, Jezu! + +I potem odtrącała mnie namiętnym ruchem. + +--Nie, ty mi go nie zastąpisz, nigdy, nigdy! + +Raz wreszcie wieczorem wpadł wuj Ksawery. + +Lubiłem go bardzo i cieszyłem się, ile razy przychodził, bo niedość, że +miał zawsze dla mnie cukierki i jabłka po kieszeniach, ale i zapas +dykteryjek, konceptów i figlów takich, jak nikt, i nietylko mnie umiał +zabawić ale nawet Leoncia wiecznie nadąsana, rozchmurzała się, gdy +przychodził, nawet panna Felicya przestawała gderać i mama, zamyślona +zawsze i smutna, uśmiechała się na jego widok. + +Istotnie, gdzie się zjawił ze swoją wielką łysiną i nasztorcowanymi +wąsikami, wchodziło z nim, jeżeli nie wesele, bo w tych czasach trudno o +nie było, to przynajmniej chwilowe uspokojenie i zapomnienie o +gniotących troskach. + +Tym razem jednak wuj Ksawery posępny był, jak noc. Otworzył drzwi +pocichu i zatrzymał się na progu, oglądając się w około. + +--Kazi niema?--szepnął. + +Panna Felicya podbiegła ku niemu przestraszona. + +--Co się stało?--zawołała. + +--Kazia nie wróciła?--powtórzył. + +--Nie, jeszcze jej nie ma. Ale na miłość Boga, coś jest, pan coś wie? +Mówże pan prędzej! + +Przedpokój był wielki i ciemny, tylko mała lampka migotała w kącie. +Przytuliłem się do ściany cichutko, nasłuchując i zapierając oddech w +piersiach, żeby się nie zdradzić, że tu jestem i słyszę. + +Wuj Ksawery milczał przez chwilę, jakby mu brakło oddechu, Wreszcie +rękami rozwiódł i wyjęknął: + +--Nieszczęście! + +Panna Felicya chwyciła go za ramiona. + +--Jezus Marya--krzyknęła--już? + +Wuj pochylił się ku niej i powiedział coś stłumionym głosem, czego nie +mogłem dosłyszeć. Odbiły się o moje uszy dwa razy tylko: + +--Podpisany... Pojutrze... + +Panna Felicya stała przez chwilę, jak skamieniała, zakrywszy twarz +rękami. + +--A ja nie wierzyłam, spodziewałam się--szepnęła--a teraz.., I nic już, +żadnej rady, żadnego ratunku? + +Wuj poruszył głową. + +--Czegóż się nie robiło?--rzekł powoli, bezdźwięcznym głosem. I tu, i w +Petersburgu. Od czasu przecie, jak w jego sprawie zaszła ta nieszczęsna +komplikacya, poruszyliśmy wszystkie sprężyny. Sam myślałem, że uda +się--tymczasem... + +--Biedna, biedna matka--szepnęła panna Felicya. + +Stali teraz przy sobie, milcząc. W sąsiednim pokoju słychać było miarowy +stukot ściennego zegara. W tej ciszy zrobiło mi się bardzo straszno i +doznałem takiego uczucia, jakby tych dwoje ludzi nieruchomych i +milczących, było parą ludzi umarłych. Chciało mi się płakać... ale się +wstrzymałem z wielkim wysiłkiem. + +Tymczasem wuj Ksawery zbliżył się do panny Felicyi tak, że ich głowy +prawie się dotykały i zaczął jej coś mówić prędko i cicho. Nie mogłem +nic prawie dosłyszeć. Tu i owdzie tylko jakieś pojedyncze słowo +dochodziło do mnie. Panna Felicya słuchała ż gorączkowem zaciekawieniem. + +--Więc jutro rano, prawda?--szepnęła. I księżna z pewnością?.. + +--Z wszelką pewnością... Tylko Kazia... żeby przedtem nie wiedziała... +Wszystko od tego ostatniego kroku zawisło, a niechby siły nie +dopisały... Niech więc nie wie... + +--Któżby jej powiedział?—oburzyła się na-raz panna Felicya. O to proszę +być spokojnym; zresztą i tak nikt... + +--W mieście wszyscy wiedzą już, rzekł wuj. Jutro w kościele co żyje... + +Panna Felicya zalała się łzami. + +--Tak, to jedno zostało, szepnęła urywanym głosem;--jeden Bóg! + +Weszli do salonu, a ja w tejże chwili, drugiemi drzwiami wpadłem do +Leonci, zajętej jakąś robotą w sypialni. + +Musiałem być bardzo zmieniony na twarzy, bo Leoncia mimo swojej fluksyi +i przygnębienia, zwróciła na mnie uwagę. + +--Co ci jest, Janku? spytała, odwracając głowę od szycia; przestraszyłeś +się czego, czy co? + +--Leonciu,--zacząłem, dławiąc się.--Leonciu... coś złego... panna +Felicya... wuj Ksawery... + +I wybuchnąłem płaczem. + +Leonia uderzyła w dłonie. + +--Matko najświętsza,--krzyknęła--pewnie nasz Staś... + +I wybiegła do salonu. + +Tego wieczora nie widziałem już ani Leonci, ani panny Felicyi, ani mamy. + +Horpyna, pokojówka, rozebrała mnie i została przy mojem łóżku, pókim nie +zasnął, opowiadając mi bajki. Opowiadała je bardzo pięknie i była to dla +mnie największa nagroda, gdy mi pozwalano jej słuchać; tym razem jednak +nie słyszałem ani słowa. + +Czułem, że coś strasznego się stało, nie wiedziałem tylko co. Ale to +wiedziałem, że chodziło o Stasia. + + +II. + +Ubierałem się na drugi dzień sam jeden w pokoju, nie widząc żywej duszy +od rana, kiedy mnie naraz uderzył turkot powozu, zatrzymującego się +przed domem. + +Uliczka, przy której mieszkaliśmy, była ustronną i mało zaludnioną. +Wśród ogradzających ją parkanów, rzadko kiedy wóz się +przesunął--rzadziej jeszcze przejeżdżał zwoszczyk. 0 powozach nie było +mowy. Tem bardziej mnie zajął wspaniały ekwipaż z liberyjną służbą, +stojący przed gankiem. Wybiegłem do przedpokoju. Panna Felicya spotykała +tam właśnie i prowadziła do salonu starszą damę, w której poznałem +księżnę. Widywałem ją nieraz, ale zawsze piechotą i w czerni. Obecnie +uderzył mnie przedewszystkiem strój jej, dla oka przywykłego do żałoby +niezwykły; suknia popielata i fioletowe kwiaty u kapelusza. + +Przypomniałem sobie w tej chwili kolorowe kokardy i wstążki, któremi +kilkakrotnie panna Felicya ubierała mojej matce jej czarne ubranie. +Poznawałem po tem zawsze, że mama jedzie na audyencyę do generała +gubernatora. Oczywiście musiała tam jechać teraz księżna. + +Przez kilka minut z salonu i sypialni słychać było gwar urywanej rozmowy +i posuwanych sprzętów. Wreszcie drzwi się otwarły i mama wyszła do +przedpokoju, oparta na ramieniu księżnej, jeszcze bledsza i bardziej +osłabiona, niż zwykle. Panna Felicya biegła za nią, przytrzymując ją i +upinając szpilkami fioletową szarfę dokoła czarnego kapelusza. + +--Jeszcze chwilka--wołała zadyszana.--Trzeba przecie, żeby leżało +porządnie. Gotowe się rozpiąć a wtedy powiedzą, że pani umyślnie w +żałobie przyjechała. + +Księżna spojrzała na zegarek. + +--Mamy dosyć czasu--rzekła.--Generałowa nie siada do śniadania przed +dziesiątą, a właśnie w tym momencie chcę ją uchwycić. + +Moja matka stała nieruchoma i obojętna, jakby nie słysząc i nie widząc, +co się z nią dzieje. Panna Felicya krzątała się koło niej, wspinając na +palce swoją maleńką figurkę i podskakując swoim zwyczajem. Skończyła +wreszcie, wiążąc wstążki od kapelusza w kokardę u szyi. + +--No, teraz będzie się trzymać--rzekła, odstępując. + +Mama koniec wstążki podniosła zwolna do oczu, a potem skręciła ją w ręku +nerwowym ruchem. + +--I pomyśleć--rzekła do księżnej głuchym rozbitym głosem--że tam moje +dziecko w kaźni, w nędzy, w oczekiwaniu śmierci, a tu w sercu ból i +strach, i rozpacz, że trzeba iść do nich, do tych... czołgać się przed +nimi o litość, o łaskę, o życie... i do tego wszystkiego brać na siebie +kolorowe kokardy. + +--Pomyśl pani, że to dla niego, dla ratunku syna--szepnęła księżna, +obejmując i przyciskając do siebie moją matkę. + +--Dla Stasia, dla naszego chłopca drogiego--dodała panna Felicya, +nachylając się do jej ręki. + +Drzwi się zamknęły. Przez chwilę słyszałem kroki na schodach, potem z +ulicy doleciał trzask zamykających się drzwiczek i głuchy turkot karety +po błotnistej ulicy. Potem zrobiło się cicho. Otworzyłem drzwi, chcąc +wejść do jadalni, kiedy mnie zawrócił głos panny Felicyi. + +Spojrzałem na nią. Siedziała w kącie przedpokoju, z rękami opuszczonemi +bezwładnie, z szklanemi, nieruchomemi oczyma. Ona, taka żywa i kręcąca +się bez wytchnienia! Jej ospowata twarz o twardych i nieregularnych +rysach wyglądała brzydziej, niż zwykle. Nos poczerwieniał i zaostrzył +się, głowa się trzęsła, jak u staruszki, i zwolna, tocząc się jedna za +drugą, spływały po żółtych policzkach wielkie łzy. + +Nie mogę powiedzieć, żebym ją lubił. Nie byłem wówczas w stanie ocenić +ani jej przywiązania do nas wszystkich, ani tych gruntownych cnót, które +u poczciwej starej panny, od trzydziestu lat należącej do naszej +rodziny, ukrywały się pod powłoką wpadających w oczy słabostek i +dziwactw. Widziałem tylko tę powłokę odstręczającą nieraz, a zawsze +prawie śmieszną i pamiętałem dobrze, że dla mnie panna Felicya była +kodeksem przyzwoitości, prostego trzymania się i dobrych manier i że +myśl o niej łączyła się koniecznie z myślą o gderaniu, o gramatycznych +regułach Noela i Chapsala i o szaliku, owijanym mi na szyi w najgorętsze +dni letnie. Teraz jednak podbiegłem do niej i przytuliłem głowę, +obejmując ją serdecznie rękami, tak jak to czyniłem z mamą. + +--Co pannie Felicyi jest?--zawołałem.--Czego panna Felicya płacze? + +Ona mnie z niezwykłą u niej czułością przycisnęła do serca. + +--Czemu?--odpowiedziała przez łzy;--czemu? Ach, bodajbyś zbyt prędko nie +dowiedział się o tem biedny, biedny mój chłopcze! + +Znowu więc miałem być biedny! Dlaczego? + +--Czy może Stasiowi gorzej?--zapytałem. Panna Felicya zakryła twarz +rękami. + +--Gorzej, o wiele gorzej,--rzekła przytłumionym głosem,--Nawet całkiem +źle. Módl się za niego, Janiu. Bóg czasem wysłuchuje dziecinne modlitwy. +Albo chodź ze mną, pójdziemy do kościoła. + +Wyszliśmy za chwilę. W kościele modliło się mnóstwo osób, prawie jak w +niedzielę. Przed ołtarzem Matki Bożej po prawej stronie aż czarno było, +tyle pań w żałobie klęczało obok siebie lub leżało krzyżem. Trzymając +mnie za rękę, podeszła tam panna Felicya. + +--Klęknij Janiu i módl się, módl się bardzo gorąco za biednego Stasia. + +Mówiąc to, upadła na kolana, a za chwilę z jękiem głuchym rozciągnęła +ręce i położyła się krzyżem na zimnej i wilgotnej posadzce. + +Przed ołtarzem Bogarodzicy kończyła się właśnie wotywa. Ksiądz Osmólski +ją odprawiał, ten sam, o którym słyszałem, że spowiadał więźniów w +fortecy i skazanych odprowadzał na śmierć. Był to młody ksiądz, szkolny +kolega Stasia. Mama lubiła go bardzo, mogła z nim mówić o synu. Bywał +też u niej często i niejeden wieczór zimowy przeszedł mi na słuchaniu +jego pełnego, metalowego głosu, który mi brzmiał w uszach, jak muzyka. + +Dziś głos mu nie dopisywał. Urywał się i słabł co chwila, przy <i>Ite +missa est</i> całkiem uwiązł w gardle. Twarz miał też zmienioną i bladą. +Dziwna rzecz zresztą: to samo widziałem u wszystkich znajomych osób, +będących w kościele, a było ich bardzo wiele, prawie wszyscy, i wszyscy +jacyś zmieszani, niespokojni i smutni. Co chwila któraś z pań, +podchodząc ściskała mnie, pytała z cicha o mamę i przykładając chustkę +do oczu, klękała z boku. Ciotka Aniela, siostra mamy, łkała, schylona ku +ziemi. Stryjenka Zygmuntowa leżała krzyżem obok panny Felicyi, a tuż +przy ołtarzu, w jej ruchomem mechanicznem krześle zobaczyłem z +prawdziwem zdumieniem babcię Justynę, najstarszą w naszej rodzinie, +sparaliżowaną, ślepą i głuchą, nigdy prawie nie opuszczającą mieszkania. + +Ostatnia ewangelia skończyła się tymczasem. Ksiądz ukląkł na stopniach +ołtarza. W kościele zrobiło się bardzo cicho, wszystkie oczy zwróciły +się ku ołtarzowi. + +--Pomódlmy się na intencyę Bogu wiadomą. Prośmy Matkę Najświętszą... + +Słowa się urwały i znów było cicho przez chwilę. Naraz od tylnych ławek +rozległ się głośny jęk i płacz i w tejże chwili kościół cały zatrząsł +się od łkania. Jak iskra, gdy padnie niespodzianie na wysuszony a palny +materyał, wybucha ogromnym płomieniem i odrazu morzem ogni rozlewa się +dokoła, tak i z tych serc wielu obciążonych i smutnych, pełnych goryczy +i trwogi, wylało się na zewnątrz to wszystko w jednej chwili, co w nich +się kryło cierpienia i żalu. Ale w tych czasach cierpieć było wolno, ale +nie wolno było cierpienia wyjawiać i skarżyć się na nie. Ksiądz Osmólski +zerwał się szybko i zwracając się ku płaczącemu tłumowi, zawołał gromkim +głosem: + +--Cicho, na miłość Boga, cicho! + +A potem dobywając wszystkich sił po nad ten huragan jęków i krzyków +boleści, pełną piersią zaintonował: + +--Pod Twoją obronę! + +I zrobiła się rzecz dziwna. Jęk nie ustał, płacz nie zmilczał, ale i jęk +i płacz przeszedł odrazu w śpiew i modlitwę, zlał się z potężnym głosem +organu i popłynął w górę nutą kościelnej pieśni. Tylko, że ta pieśń inną +była, niż zwykle. Drgały w niej wszystkie łzy, bardzo długo wtłaczane w +głąb duszy przez ten tłum w żałobie; dźwięczał ból bezbrzeżny, jak +bezmierną była niedola tych ludzi, dźwięczała skarga bez nadziei na +ziemi i prośba o litość, o zmiłowanie, o kroplę rosy niebieskiej dla ust +spalonych cierpieniem i serc wyschłych z tęsknoty. „Pod Twoją obronę...” +I wyciągały się ręce, i podnosiły się oczy pełne łez ku temu niebu, w +którem jedyna była ucieczka i otucha, skoro wszystko zawiodło na ziemi. +I te wszystkie serca obciążone i smutne chyliły się w proch przed Tą, +którą zwały swą „Panią” i z ust drgających bólem, szło wołanie pokorne a +gorące „Prośbami naszemi nie racz gardzić w potrzebach naszych”. Ach, te +potrzeby były tak wielkie, prośby tak naglące, nędze tak nieznośne, a +Ta, do której się zwracały oczy, usta i serca, wszak była Orędowniczką, +wszak była Pocieszycielką, wszak od tylu wieków była Królową tego ludu! + +Wiele lat przeszło od tej chwili. Życie zgięło mnie ku ziemi i +zahartowało serce. Szron jesieni padł na kwiaty mej młodości i na +wspomnienia lat dziecinnych, warząc jedne, zmiatając inne bez śladu. +Widziałem cierpienie i ludzi, co z cierpienia umierali, patrzałem na +konwulsye konających, słyszałem jęki rannych. Żaden odgłos ziemi nie +zagłuszył w mej pamięci hymnu słyszanego w kijowskim kościele, w tym +dniu pamiętnym, posępnym i ciemnym jak ten, który miał przyjść po nim. + + +III. + +Wracając do domu, spotkaliśmy na schodach Leoncię. + +Panna Felicya rzuciła się do niej. + +--I cóż, zawołała, czy pani przyjechała? + +Leoncia nie odpowiedziała nic. Chwyciła pannę Felicyę za ramiona i +popchnęła ją do jadalni; potem w kącie, pod oknem, urywanym głosem +zaczęła jej coś mówić. Słyszałem tylko wykrzykniki panny Felicyi: + +--Jezu miłosierny! Jutro! I nawet widzieć się z nim nie dają! Nawet +matce syna pożegnać! O, nieszczęście! O Boże, Boże! + +Wreszcie Leoncia skończyła. Wtedy obie kobiety wybuchły głośnym płaczem +i rzuciły się sobie w objęcia. Ale panna Felicya w tejże chwili +przytłumiła łkanie. + +--Ciszej, na Boga, szepnęła; pani marszałkowa gotowa posłyszeć. + +Leoncia potrząsła głową i ręką. + +--Pani marszałkowa jest w sypialnym pokoju. Przy niej ksiądz prałat i +pani podkomorzyna. Stąd nie słychać. A zresztą wszystko jedno. Wie o +wszystkiem. + +--I o tem, że jej syna nie dadzą pożegnać? + +--I o tem. + +--I jakże to stało się? Czy słyszałaś? + +Księżna opowiedziała. Przyjechali, powiada, do pałacu--księżna, że to ma +wstęp wolny do tej moskiewicy, więc z naszą panią prosto do jej pokojów, +bez anonsowania, boby pewnie nie przyjęła. Generałowa, słyszę, zmieszała +się okropnie. Pani Marszałkowej coś tam bąkała niewyraźnie, a potem +księżnę bierze na stronę. „Daremnoś, mówi, i mnie i tej nieszczęśliwej +zrobiła przykrość. Rzecz skończona. Mój mąż wczoraj wieczorem wyrok +wojennego sądu potwierdził. Mnie jeszcze przedtem, kiedy księżna w tej +sprawie przyjeżdżałaś do mnie, zakazał do tego się mieszać. Możeby i +chciał co zrobić, ale nie może. On nie cesarz--sam się obawia”... +Księżna się pyta: „A gdyby do niego jeszcze szturm przypuścić? Toż to +matka--toż jej o życie dziecka chodzi!” Moskiewica na to: nie i nie. Aż +wreszcie rozpłakała się. „Osądź sama, mówi; jaż przecie nie z kamienia, +mnie żal i serce boli, jak patrzę na tę nieszczęśliwą, ale cóż zrobić, +cóż zrobić? Nieszczęście! Rady żadnej. Jedno chyba wam już uczynię, choć +mąż będzie na mnie wściekły za to: puszczę was do jego kancelaryi przez +moje apartamenta. Nie pomoże to, wiem, ale niech choć nic wam na +sumieniu nie zostanie”. Tak i zrobiła. + +--Więc pani widziała generała? + +--A jakże. Widziała. Uklękła przed nim, ona, taka wobec nich dumna. Ale +czegóż matka dla dziecka nie zrobi? Księżna mówi, że on był, jak z lodu. +Grzeczny, zimny, obojętny, jakby to nie o życie ludzkie chodziło. O +przeklęty! Bodajby... + +Panna Felicya zakryła jej usta dłonią. + +--Cicho, Leonciu, uspokój się, nie przeklinaj, bój się Boga! Mów dalej. +Cóż generał? + +--A cóż? Podniósł panią, posadził, wody kazał podać i bardzo grzecznie +powiedział, że nie zrobi nic, ale to nic zgoła. Ten zwierz w ludzkiej +postaci, kat w białych rękawiczkach! I Pan Bóg patrzy na to! + +Panna Felicya przerwała jej znowu. + +--Leonciu, nie bluźnij. Nie dodawaj grzechu do nieszczęścia. Wola Boża. +Więc i widzieć się nie pozwolił? + +Leoncia wstrząsnęła głową. + +--Nie mogę, mówi, mam rozkaz wyraźny. + +Potem powiada--słyszy pani tego łotra, tego szatana!--widzenie z nim +oddziałałoby zgubnie na zdrowie pani, a jemu odebrałoby spokój i +rezygnacyę, tak potrzebną w jego położeniu. Uważa pani, panno Felicyo? +On dba o zdrowie naszej pani, o spokój naszego Stasia... O Jezu, Jezu! + +Panna Felicya pochyliła głowę w milczeniu. + +--Kto wie--szepnęła--może było w tem jednak trochę słuszności. + +Leoncia oburzyła się. + +--Będzie im panna Felicya jeszcze słuszność przyznawać--zawołała.--A jak +Stasia naszego nie stanie, a naszej pani--o Matko Najświętsza--nie dadzą +go choć raz jeszcze przed śmiercią zobaczyć, pożegnać, to co wtedy +będzie? Czy nie będzie to ją do końca życia gryźć i szarpać, że jej tego +nie pozwolili zrobić? + +--Prawda--szepnęła spuszczając głowę panna Felicya--straszna prawda... + +Leoncia chciała coś dalej mówić, ale w tej chwili wszedł do pokoju +ksiądz prałat. + +--Niech panna Leonia pójdzie do pani marszałkowej--rzekł. + +Ksiądz prałat Dobszewicz, spowiednik mojej matki i przyjaciel, doradca, +duchowny kierownik całej naszej rodziny, był jedną z najbardziej znanych +a może najbardziej szanowaną postacią w Kijowie. Jego sucha, ascetyczna +twarz o surowym profilu starca i głębokiem, uderzającem chwilami z pod +brwi krzaczastych, jak piorun, spojrzeniu, przejmowała czcią nawet tych, +u których nie budziłu sympatyi. Święty może trochę więcej na modłę +groźnych proroków starego zakonu, niż wedle pełnego słodyczy wzoru +Franciszka Salezego lub Wincentego a Paulo, ten stary ksiądz z głębi +żmudzkich borów, imponował raczej, niż pociągał. Było w nim jednak +bardzo wiele i bardzo głębokiego uczucia, tylko że przez lat tyle +stawiając więcej od innych czoło burzy, wgniótł to uczucie w głąb duszy +i stał się podobny do granitu, o który odbijają się daremnie, hucząc, +szalejąc morskie bałwany i nawałnice. Teraz właśnie musiał na to +patrzeć, jak przemoc obca przeciw której przez życie całe walczył z +cichą wytrwałością litewską, przykładała siekierę do dzieła całego tego +życia. Od dwudziestu lat kapelan. profesor, poniekąd moralny przywódca +polskiej i katolickiej młodzieży na tym schyzmatyckim rosyjskim +uniwersytecie, stał teraz właśnie wobec najcięższej i najstraszliwszej +chwili życia; wobec wyroku śmierci, wydanego na jego katedrę w +uniwersytecie i jego ukochaną uniwersytecką kaplicę, patrzeć musiał na +całe jedno pokolenie swojej młodzieży, zagrożone zagładą lub wygnaniem, +gnijące w więzieniach fortecznych i kazamatach Prozorowskiej baszty. + +A jednak i teraz ten stary ksiądz stał nieugięty i niezachwiany, tylko +więcej bruzd miał na czole, tylko surowiej i smutniej patrzały siwe oczy +z pod brwi ściągniętych. + +Zaledwie Leoncia wyszła, zwrócił się do panny Felicyi, całującej jego +rękę. + +--Czyście przygotowały co potrzeba do nabożeństwa? Pewnie zapomniałyście +w tym waszym smutku i kłopocie. + +Panna Felicya klasnęła w dłonie. + +--Prawda, zawołała. Na śmierć zapomniałam. Ale wszystko jest w domu. +Tylko urządzić trzeba. Zaraz się tem zajmę. Proszę okna od ulicy +zasłonić, żeby kto nie podpatrzył i nie doniósł. + +Był w tych czasach pełnych klęski i grozy zwyczaj w Kijowie, że ilekroć +większe niebezpieczeństwo groziło jednemu z fortecznych więźniów, a tem +bardziej, jeżeli którego z nich skazano na śmierć, rodzina i przyjaciele +nieszczęśliwego zostawali przez całą dobę i więcej, aż do +rozstrzygnięcia sprawy iub do wykonania wyroku, na wspólnej, nieustannej +modlitwie. Od wczesnego rana zbierano się w kościele, gdzie wszystkie +Msze święte ofiarowane bywały na tę intencyę. We łzach, krzyżem leżąc, +słuchały nabożeństwa matki, żony, córki tych, na których wydawano +właśnie wyrok śmierci lub Sybiru. Gdy Msze się pokończyły, u rodziny w +pomieszkaniu urządzano pokryjomu ołtarz, przed którym, zmieniając się +kolejno, klękali znajomi i bliżsi, a nawet dalecy i nieznani, złączeni +tylko braterstwem współczucia, które w tych smutnych dniach było jedynym +jaśniejszym promieniem dla serc zbolałych i wspólnym, potężnie +wszystkich zespalającym węzłem. + +Panna Felicya, z pomocą Leonci i ciotki Anieli, ustawiała w małym, +ciemnym gabineciku obok sypialni ołtarzyk. Na białym obrusie, pomiędzy +sześciu woskowemi świecami, jaśniała złota szata Berdyczowskiej +Bogarodzicy, a przy niej poczerniały srebrny relikwiarz, który pradziad +miał z sobą pod Wiedniem. Tymczasem drzwi od przedpokoju nie zamykały +się. Ciągle ktoś wchodził i, nie zatrzymując się, spieszył do +improwizowanej kaplicy. + + +IV. + +Na palcach, po cichu wcisnąłem się do sypialni. W swoim wielkim fotelu +koło łóżka siedziała mama. Zdawało się, że śpi, bo oczy miała pół +przymknięte, nieruchome, jakby martwa, bez jednej kropli krwi. Prałat +stał koło niej, trzymając w rękach dłoń jej zwisła bezwładnie na +poręczy. Babcia podkomorzyna siedziała obok nachylona, wpatrując się w +tę biedną twarz, z której zdawało się, że życie uciekło. Leoncia stała w +głowach, nacierając jej skronie jakimś płynem. U kolan klęczała wnuczka +babci podkomorzyny, kuzynka Anusia, w grubej żałobie po ojcu, którego +przed trzema miesiącami Murawiew powiesił w Wilnie. + +Patrzałem przestraszony, milczący, z rozwartemi szeroko oczyma. +Rozumiałem już wszystko: tyle już słyszałem i widziałem od przybycia +naszego do Kijowa! Staś, brat mój jedyny, skazany był na śmierć i jutro, +jutro już miano wykonać na nim wyrok, jak przedtem wykonano na +Zielińskim, Podlewskim, Rakowskim i tylu innych. + +Ksiądz mię zobaczył w tej chwili. Musiała mu jakaś myśl wpaść do głowy, +bo przez minutę stał patrząc na mnie z wahaniem, potem chwycił mnie za +obie ręce i przyciągnął do matki, a raczej poprostu rzucił na jej +kolana. + +--Masz pani jeszcze jedno dziecko, pani Kazimiero, rzekł do niej. +Przyjdź do siebie, panuj nad twoim bólem, szanuj życie, bo ono dla niego +potrzebne. + +Słowa te zbudziły mamę z odrętwienia. Poruszyła rękami, wyciągniętemi +przed siebie, szukała mnie przez chwilę, jak przez sen, ale kiedy +płacząc głośno przytuliłem się do niej, odepchnęła mnie. + +--To nie on, zawołała rozdzierającym głosem; to nie Staś mój! Gdzie +tamten, gdzie mój pierworodny, najdroższy, jedyny? Puśćcie mnie do +niego, puśćcie, nie trzymajcie! Niech choć mury zobaczę, w których go +więżą--niech zobaczę ludzi, którzy go strzegą. Niech mi choć popatrzeć +na niego dadzą--choć raz jeden do serca przycisnąć... O, puśćcie mnie +przez litość! + +Na miłosierdzie Boże, uspokój się pani,--rzekł ksiądz, wstrzymując ją i +sadzając szamocącą się konwulsyjnie w fotelu. W Petersburgu ambasadorowa +jeszcze raz miała cesarzowę błagać o łaskę. Pan Ksawery siedzi od rana w +biurze telegraficznem--może przyniesie lada chwila wiadomość... + +Mamie wzrok rozjaśnił się. + +--Więc macie jeszcze nadzieję?--zawołała--więc jeszcze jest ratunek? + +--Bóg wielki,--rzekł ksiądz--do ostatniej chwili ufać i spodziewać się +trzeba. + +Mamie głowa opadła znów na piersi. + +--Nie,--odparła ponuro--daremno. Serce mi mówi, że daremno. Żadnego nie +ułaskawiono, nie ułaskawią i jego... Oni go już nie puszczą ze szponów +swoich. Wypiją krew ciepłą z pod jego serca, jak kruki, i nie uśmiechną +się już do mnie usta kochane, które w kołysce jeszcze śmiały się, ile +razy schylałam do nich głowę, i zagasną oczy takie jasne, takie śliczne, +moje, gwiazdy, oczy mego Stasia... i ja go już nie zobaczę nigdy, +nigdy!.. + +--Gdybyś go nawet nie zobaczyła na ziemi, zobaczysz w niebie, gdzie na +ciebie czekać będzie u Boga,--rzekł ksiądz poważnie. + +Ona głową potrząsła. + +--W niebie--wiem, wiem, ufam w to, ale widzi ksiądz, to tak daleko... a +żyć trzeba będzie i życie takie ciężkie, takie długie... A jak żyć bez +Stasia? Ksiądz nie wie, nie rozumie mnie, ksiądz może mnie oskarża o +brak wiary, o brak rezygnacyi. Ale nie--ja we wszystko wierzę, ja nie +buntuję się... Ale ja matka a on, on moje dziecko ukochane, moje +pierwsze... I oni mi go chcą wziąć, wziąć na zawsze. I nawet nie dadzą +oczom moim spojrzeć na niego, nie dadzą sercu przytulić go po raz +ostatni! A ja go przecie pod tem sercem nosiłam, ja życie włożyłam w to +dziecko moje i teraz... + +Staliśmy wszyscy bez ruchu, tłumiąc łkanie. Ona siedziała nieruchoma +także, z oczyma wpatrzonemi w dal. W ciszy głos jej bezdźwięczny i +głuchy rozlegał się, jak jęk rozbitego dzwonu. + +--Ksiądz może nie wie, czem dla mnie było to dziecko. Mój Eustachy, +kochany, najlepszy--ojcem mógł być dla młodej dziewczyny, gdy mnie wiódł +na kobierzec. Przytem gospodarstwo, interesa, urząd. Gościem był w domu. +Kiedy wpadł na chwilę, rzucał mi przelotną pieszczotę--i znów byłam +samą. Węzła między nami brakło: nie było dziecka. I szły lata samotne i +bardzo smutne. Więdło mi życie, więdło serce. I myślałam, że już tak +zawsze będzie, że na mojej drodze nigdy już słońce nie zabłyśnie. Aż +wreście--Bóg mi dał jego... + +Urwała i przez kilka minut milczała, wyczerpana. Słuchaliśmy, +wstrzymując oddech. + +Zaczęła znowu. + +--Nie spodziewałam się już dzieci; kiedy miał przyjść na świat, pewni +byli wszyscy, że przyjdzie nieżywy. Kiedy się ocknęłam po długiej +nieprzytomności i ty sama, ciociu, podałaś mi go do rąk, wierzyć nie +chciałam, że on mój, że żyje. Cóż dziwnego, że to dziecko, wyglądane tak +długo i daremnie, w końcu poprostu darowane mi przez Boga, pokochałam +goręcej, namiętniej, niż się zwykle kocha, niż się może kochać godzi. +Tem bardziej, że dziecko to stało się węzłem między mną a Eustachym i że +przez tyle lat pozostało jedynem... + +--...Od urodzenia Stasia zmieniło się u nas wszystko. Maleństwo w +kolebce stworzyło w domu naszym ognisko, rodzinę, małżeńską miłość. +Teraz dopiero poznałam Eustachego, jakim był i wiele byl wart, teraz +dopiero i on mnie pokochał. Młodsze dziatki umierały jedno po drugiem, +zaraz po urodzeniu. Tem potężniej rosło przywiązanie do tego jedynego, +którego Bóg nie odbierał. A przytem--jak on umiał na to przywiązanie +zasłużyć! + +Ksiądz skinął głową i ręką po oczach przesunął. + +--Znam go przecie, szepnął miększym, niż zwykle głosem. Uczniem był moim +aż do chwili... uczniem ukochanym. + +Mama poruszyła się nerwowo. + +--Nie znasz go ksiądz--przynajmniej nie tak, jak ja. Nikt nie zna tak +dziecka, jak matka... Czyś przeczuwał nad nim połowę nocy jego +dzieciństwa? Czyś wpatrując się ze drżeniem na jego twarzyczkę wybladłą +od choroby lub spieczoną gorączką, modlił się do Boga, żeby twoje życie +wziął w zamian za gasnące w twych oczach życie twego dziecka? Czyś +śledził za każdym jego ruchem, za każdem słowem, za budzącą się myślą w +jego głowie, za uczuciem, rozkwitającem jak kwiat wiosenny w tem małem +serduszku? Nie--cudze dzieci miałeś tylko, księże; nie mów więc, że +znasz, że kochasz, jak właśnie zna i kocha matka! + +Zamilkła, wyczerpana wybuchem. Ksiądz nie odpowiadał nic--tylko znów +ujął rękę jej w obie dłonie. + +Po chwili zaczęła innym, miękim, przyciszonym głosem: + +--Pamiętam, był jeszcze taki malutki, ledwie zaczynał biegać i +szczebiotać, przyszli do nas żołnierze. Wojsko w marszu zatrzymało się +na odpoczynek. Na obiedzie byli oficerowie, na dziedzińcu muzyka, bębny +i śpiewacy. Maleństwo przeraziło się wrzasku, szczęku broni, +mundurów--przytuliło się do mnie i szepcze płacząc: „Mamo, ty mnie im +nie oddasz, prawda?” A gdym go uspokajała, prosił dalej: „Ale +przyrzekasz, mamo, obiecujesz? Jak Bozię kochasz, nie oddasz mię?” Ja +obiecywałam i uspokajałam go i śmiałam się, aby go uspokoić lepiej, a +serce ścisnęło mi się strachem i bólem. A jeżeli przyjdzie go oddać im +kiedyś, gdy dorośnie? A jeżeli nie będę mogła dotrzymać obietnicy? I +przyszło... i trzeba było oddać go, i teraz... teraz oni go wezmą +całkiem, nazawsze odemnie i nigdy... + +Ksiądz jej przerwał. + +--Duszy mu wziąć nie potrafią. Ciało gnębić, to im wolno, zabić nawet +wolno, ale duszę śmierć wyswobodzi. Wróci do niebieskiego Ojca, jak +motyl, zrzucający osłony poczwarki, jak orzeł, lecący do światła, wróci +omyta w krwi męczeńskiej--po nagrodę. + +--A ja--zawołała--a ja co zrobię? A mnie jak żyć bez niego? + +Ksiądz spojrzał na nią surowo. + +--Czy jego kochasz, czy siebie w nim?--zapytał.--Żal ci go dla ojczyzny, +dla Boga? To życie tak krótkie, czyste jeszcze i niewinne, mające się +spalić w ogniu ofiary, chciałabyś widzieć zbrudzone nędzami życia, +złamane zawodami i cierpieniem, kończące się bez chwały i pożytku? A +może taki byłby los Stasia. A teraz... + +--A teraz oni mi go zamęczą, zabiją! + +--Bóg ofiar żąda na przebłaganie swego gniewu. Każda ofiara, a zwłaszcza +niewinna, zbliża godzinę łaski i przebaczenia, przeważa szalę +sprawiedliwości... Nie żałuj jej, poświęć syna, poświęć serce własne... +To wola Boża. To ofiara dla odkupienia wielu... + +Przez chwilę trwało milczenie. + +--Wiem o tem, zaczęła wreszcie matka moja cicho.--Wiem, że Bóg żąda +ofiary odemnie, wiem, że trzeba ją przynieść, że bunt daremny. Ale +ciężko, serce się rwie. Chciałoby się powiedzieć: bądź wola Twoja, a nie +mogę, nie mogę... + +--A przecie trzeba--rzekł ksiądz.--Trzeba. Crześcijanką jesteś. + +--Jestem, chcę być... chcę się poddać. Ale w tem jednem... O dziecko mi +chodzi--o Stasia mego! + +--On także modli się w tej chwili. Ksiądz Osmólski jest przy nim, jak ja +przy pani. Ale on pewnie się nie buntuje. + +--On? Staś mój? O nie! On odważny. On zawsze mówił, że zginąć chce w +bitwie, od moskiewskiej kuli. I teraz, nie w bitwie, nie... ale od +kuli... O Boże, Boże! + +--Zwróć się do tego Boga, przed którym on teraz się korzy! Złącz się z +nim. On zrezygnowany, posłuszny idzie w jasną drogę, ku Bogu. Chceszże +rozłączyć się z nim na wieki, kobieto słabego serca? On teraz powtarza +słowa modlitwy Pańskiej, a ty--nie potrafisz go naśladować. + +Mówiąc to ukląkł, nie puszczając jej ręki. Klęczeliśmy wszyscy. W ciszy +głuchej głos starego księdza zaczął się rozlegać powolny, doniosły. +Towarzyszył mu głos kobiecy. + +--Ojcze nasz, któryś jest w niebiesiech... + +Słowa płynęły jedne za drugiemi i urwały się. + +--Bądź wola Twoja--powtórzył ksiądz. Matka moja pochyliła głowę ku ziemi +i milczała przez chwilę, oddychając ciężko. Wreszcie podniosła do góry +twarz bardzo bladą, ale dziwnie spokojną. + +--Bądź wola Twoja--rzekła powoli. + + +V. + +Świece się paliły, migocąc żółtymi płomykami i rzucając w czarne zakątki +pokoju błyski swoje niepewne i drżące. + +Noc jeszcze była--ale od okien, przez muślin zapuszczonych firanek, +przedzierać się zaczynała ta niewyraźna szarość, bladawa i smutna, która +poprzedza późny, jesienny poranek. Od czasu do czasu jedna z kobiet +klęczących lub leżących krzyżem, wstawała z ziemi i sennym, chwiejącym +się krokiem przesuwała się przez pokój pełen cieniów, sama do czarnego +cienia podobna. Cicho było. Czasem dawał się słyszeć szept modlitwy lub +przez drzwi, uchylone do przyległego salonu, dochodził na chwilę szmer +półgłosem prowadzonej rozmowy. + +Obudziłem się przed kilku minutami. Spłakany i znużony zasnąłem po +północy niespokojnym snem, w kącie sofy narożnej i teraz, napół senny +jeszcze i niezupełnie przytomny, patrzałem na ten dziwny i dziwnie +posępny obraz. + +Szukałem mamy. Leżała krzyżem, tak jak ją widziałem przed kilku +godzinami, nimem zasnął. Koło niej klęczały ciocia Aniela i panna +Felicya. + +Tak samo jak wieczorem, nieruchoma w swoim fotelu, z twarzą wyschłą jak +pergamin i z rozwartemi szeroko oczyma bez blasku i życia, babcia +Justyna siedziała przy samym ołtarzu, podobniejsza do woskowej figury, +niż do żyjącej istoty. Ręce tylko, niedotknięte paraliżem, poruszały się +wolno, mechanicznie przesuwając różaniec i od czasu do czasu w ciszy +nocnej, głos jej rozbity i bezdźwięczny, dobywający się z głębi piersi, +jakby z podziemnej otchłani, rozlegał się po pokoju surowemi, smętnemi +słowami psalmu. Było coś bardzo przejmującego i coś strasznego zarazem +słyszeć tę staruszkę, dla której zagasły światła i przestały brzmieć +wszystkie głosy ziemi, wołającą z prorokiem do Pana Zastępów, naprzemian +o miłosierdzie i o pomstę: + +„Dopókiż Panie będziesz zapominać o mnie i twarz Twą odemnie odwrócisz? +Dopókiż wróg mój będzie się podnosić nademną? + +„Którego usta pełne są goryczy i zdrady, który zasadzki tajemnie czyni z +możnymi, iżby zamordowali niewinnego? + +„Ale Pan rozprasza zamiary pogan i myśli narodów potępia. + +„Albowiem wejrzał z wysokiej świątnicy Swojej, aby wysłuchał wzdychania +więźniów, aby rozwiązał syny pomordowanych. + +„Na słowo Jego czekała dusza moja, nadzieję miała dusza moja w Panu”. + +Niestety! Dla Stasia nie było już nadziei, nie było jej przynajmniej na +ziemi... + +W tych cieniach, słabo rozświetlonych posępnymi błyskami gromnic, +zrobiło mi się naraz okropnie. Wyobraziłem sobie, że te ciemne postacie, +pochylone na podłodze, to szereg trupów, okrytych całunem i że babcia +Justyna, ze swoją woskową i nieruchomą twarzą, to także trup, a modlitwa +jej głośna, to jakiś straszny głos z za grobu. Zerwałem się, szlochając, +i poomacku, uderzając o meble i potykając się, pobiegłem do salonu. We +drzwiach zatrzymała mnie Leoncia. + +--Panna Felicya tam jest? spytała szeptem. + +--Jest... Nie... nie... wiem... Ja się boję tam... Ja nie chcę... + +I czepiałem się, szlochając, jej sukni. + +--Niech Janio mi się zabiera stąd ze swymi płaczami, syknęła przez +zaciśnięte zęby. Takie nieszczęście, a on się maże. Także czas sobie +wybrał! + +I odtrącając mnie, zawołała po cichu przez drzwi uchylone na pannę +Felicyę. + +W salonie paliło się kilka świec i lampa na dużym stole, na którym stał +dymiący samowar wraz z przyborami do herbaty. + +Kilka osób skupiło się razem w przeciwnym końcu pokoju, dokoła wuja +Ksawerego, który widocznie tylko co przyszedł, bo mokre futro miał +jeszcze na sobie i czapkę w ręku. + +Panna Felicya podbiegła w tej chwili do niego. + +--Co, telegram? zawołała: z Petersburga? jest nadzieja? + +Wuj Ksawery był bardzo poważny a blady jak płótno, on, z którego +policzków tryskała zwykle krew i wesołość aż biła. Wąsy mu się nawet +opuściły na dół, a ręka trzęsła się, gdy zmięty papier podawał pannie +Felicyi, nic nie mówiąc. + +Ta wyrwała mu go z ręki i przez chwilę próbowała go czytać. + +--Nie mogę, zawołała wreszcie. Łzy nie dają. + +--Daj mnie, rzekła babcia podkomorzyna. + +I po cichu, szeptem, ale wyraźnie przeczytała słów kilka. + +Nie pamiętam dziś ich treści--i po co? Dość, że ambasadorowa, zajmująca +się w Petersburgu uratowaniem Stasia, donosiła swojej przyjaciółce +księżnej, w pokrytych słowach, że wszyskie zabiegi chybiły, i że +prywatną audyencyę, o którą prosiła w tej sprawie, naznaczono jej... na +czwartek po południu. + +A czwartek to byl dziś... I dziś rano miano wykonać wyrok. + +Przez długą chwilę trwało milczenie. Tyle łez płynęło już w tych dniach +ostatnich, że źródło ich wyschło. Stali wszyscy nieruchomi i cisi, oczu +nie podnosząc i konwulsyjnie zaciskając dłonie. + +Zegar ścienny zaczął powoli wybijać godzinę. + +Wuj Ksawery podniósł nagle głowę, jak człowiek budzący się ze snu. + +--Szósta, szepnął. Ależ to przecie... o tej godzinie... + +--Jezus, Marya! jęknęła panna Felicya; o tej godzinie, w tej chwili... + +I nie kończąc, wbiegła do drugiego pokoju i z łkaniem rzuciła się twarzą +na ziemię, przed ołtarzem. + +Jedni za drugimi--wsunęli się za nią wszyscy. Wuj Ksawery ukląkł przy +progu na obydwa kolana, pochylił się tak, że czołem prawie dotykał +posadzki i zaczął głośno szlochać. + +Dzień się robił mglisty, żałobny, ołowiany. Smugi białego światła szły +przez okna, kłócąc się z żółtem światłem świec woskowych i bladym +twarzom nadając trupią barwę. Klęczeliśmy wszyscy, milcząc. Czasem tylko +urywane łkanie, jęk lub głośniejsze słowo modlitwy przerywało ciszę. + +Mama leżała ciągle krzyżem, nieruchoma, jakby umarła. + +Nie wiem, jak długo to trwało. Wreszcie skończyło się. + +Na ulicy rozległ się turkot, potem słychać było głośne kroki na schodach +w przedpokoju. Ktoś wszedł i zatrzymał się w jadalnej sali, jakby +wahając się. + +Z nas nikt się nie ruszył. Klęczeli wszyscy dalej--tylko zrobiło się +zupełnie cicho. Serca poprostu przestały uderzać. Czuli wszyscy, +domyślali się wszyscy, że kroki te znaczą coś strasznego. Zbliżało się, +nadchodziło... Przeznaczenie. Ale nikt nie miał odwagi wyjść na jego +spotkanie. + +Czekaliśmy. Drzwi wreszcie otwarły się. + +Na progu stał ksiądz Osmólski, do trupa podobny, słaniający się. Prałat +stanął za nim, podtrzymując go. + +Mama zerwała się naraz i klęcząc, głowę zwróciła ku wchodzącym. + +Z ust, spieczonych gorączką, wydarło się jedno słowo: + +--Już?! + +Ksiądz Osmólski podszedł do niej, trzęsąc się. W rękach wyciągniętych +trzymał coś i podawał jej. Był to szkaplerz i krzyżyk z medalikami. + +--Kazał oddać... matce... bratu... zaczął urywanym głosem. + +--Dziękuj Bogu, córko, ozwał się prałat. Bóg cię uczynił godną tego, że +dałaś męczennika ojczyźnie, duszę czystą--niebu. Tam on czeka na ciebie +w tej chwili, modli się dla ciebie o poddanie i odwagę. + +Mama przez chwilę klęczała nieruchoma z ustami przyciśniętemi do +szkaplerza. Byłem tuż przy niej. Przyciągnęła mnie ku sobie i szkaplerz +i krzyżyk przycisnęła do moich ust. + +Na szkaplerzu były dwie wilgotne, ciemnobrunatne plamy. + +--Całuj, czcij, naśladuj... szepnęła. To krew twego brata, krew Stasia. +To za Polskę, za wiarę... + +I znów zrobiło się cicho. I naraz, w ciszy tej rozległ się głos babki +Justyny. Ślepa i głucha, nie brała udziału w tem, co ją otaczało i +podczas ogólnego przerażenia, siedziała w swym fotelu nieruchoma i +obumarła. Teraz stało się z nią coś dziwnego. Głowa się podniosła, oczy +szkliste i martwe rozjaśniły się niezwykłym blaskiem, na twarzy drgnęło +życie, a glos nabrał niebywałej mocy. I posłyszeliśmy ją, mówiącą słowa +Pisma: + +„Jam jest zmartwychwstanie i żywot, a kto we mnie wierzy, nie umrze na +wieki.” + +--Słyszysz--rzekł prałat.--Syn twój żyje! Zmarł jak światy--żyć będzie +na wieki! + +Mama milczała przez chwilę, trzymając twarz w dłoniach. Wreszcie +podniosła głowę--i zdziwiłem się, widząc ją tak spokojną. + +--Wierzę w to--rzekła cicho--wierzę sercem calem i dziękuję Bogu. On +dał, On wziął... Wziął na chwalę Swoją, na ofiarę niewinną... Wola Jego +święta. Niech się stanie, jak On chce, nie jak ja. + +I znów upadła krzyżem. Nikt już więcej nie otworzył ust--tylko stary +ksiądz ukląkł przy ołtarzyku i zaczął mówić głośno: Anioł Pański... + + + + + +End of the Project Gutenberg EBook of Na Smierc, by Jan Gnatowski + +*** END OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK NA SMIERC *** + +***** This file should be named 27178-0.txt or 27178-0.zip ***** +This and all associated files of various formats will be found in: + https://www.gutenberg.org/2/7/1/7/27178/ + +Produced by Jimmy O'Regan (Produced from images generously +made available by CBN Polona http://www.polona.pl) + + +Updated editions will replace the previous one--the old editions +will be renamed. + +Creating the works from public domain print editions means that no +one owns a United States copyright in these works, so the Foundation +(and you!) can copy and distribute it in the United States without +permission and without paying copyright royalties. Special rules, +set forth in the General Terms of Use part of this license, apply to +copying and distributing Project Gutenberg-tm electronic works to +protect the PROJECT GUTENBERG-tm concept and trademark. Project +Gutenberg is a registered trademark, and may not be used if you +charge for the eBooks, unless you receive specific permission. If you +do not charge anything for copies of this eBook, complying with the +rules is very easy. You may use this eBook for nearly any purpose +such as creation of derivative works, reports, performances and +research. They may be modified and printed and given away--you may do +practically ANYTHING with public domain eBooks. Redistribution is +subject to the trademark license, especially commercial +redistribution. + + + +*** START: FULL LICENSE *** + +THE FULL PROJECT GUTENBERG LICENSE +PLEASE READ THIS BEFORE YOU DISTRIBUTE OR USE THIS WORK + +To protect the Project Gutenberg-tm mission of promoting the free +distribution of electronic works, by using or distributing this work +(or any other work associated in any way with the phrase "Project +Gutenberg"), you agree to comply with all the terms of the Full Project +Gutenberg-tm License (available with this file or online at +https://gutenberg.org/license). + + +Section 1. General Terms of Use and Redistributing Project Gutenberg-tm +electronic works + +1.A. By reading or using any part of this Project Gutenberg-tm +electronic work, you indicate that you have read, understand, agree to +and accept all the terms of this license and intellectual property +(trademark/copyright) agreement. If you do not agree to abide by all +the terms of this agreement, you must cease using and return or destroy +all copies of Project Gutenberg-tm electronic works in your possession. +If you paid a fee for obtaining a copy of or access to a Project +Gutenberg-tm electronic work and you do not agree to be bound by the +terms of this agreement, you may obtain a refund from the person or +entity to whom you paid the fee as set forth in paragraph 1.E.8. + +1.B. "Project Gutenberg" is a registered trademark. It may only be +used on or associated in any way with an electronic work by people who +agree to be bound by the terms of this agreement. There are a few +things that you can do with most Project Gutenberg-tm electronic works +even without complying with the full terms of this agreement. See +paragraph 1.C below. There are a lot of things you can do with Project +Gutenberg-tm electronic works if you follow the terms of this agreement +and help preserve free future access to Project Gutenberg-tm electronic +works. See paragraph 1.E below. + +1.C. The Project Gutenberg Literary Archive Foundation ("the Foundation" +or PGLAF), owns a compilation copyright in the collection of Project +Gutenberg-tm electronic works. Nearly all the individual works in the +collection are in the public domain in the United States. If an +individual work is in the public domain in the United States and you are +located in the United States, we do not claim a right to prevent you from +copying, distributing, performing, displaying or creating derivative +works based on the work as long as all references to Project Gutenberg +are removed. Of course, we hope that you will support the Project +Gutenberg-tm mission of promoting free access to electronic works by +freely sharing Project Gutenberg-tm works in compliance with the terms of +this agreement for keeping the Project Gutenberg-tm name associated with +the work. You can easily comply with the terms of this agreement by +keeping this work in the same format with its attached full Project +Gutenberg-tm License when you share it without charge with others. + +1.D. The copyright laws of the place where you are located also govern +what you can do with this work. Copyright laws in most countries are in +a constant state of change. If you are outside the United States, check +the laws of your country in addition to the terms of this agreement +before downloading, copying, displaying, performing, distributing or +creating derivative works based on this work or any other Project +Gutenberg-tm work. The Foundation makes no representations concerning +the copyright status of any work in any country outside the United +States. + +1.E. Unless you have removed all references to Project Gutenberg: + +1.E.1. The following sentence, with active links to, or other immediate +access to, the full Project Gutenberg-tm License must appear prominently +whenever any copy of a Project Gutenberg-tm work (any work on which the +phrase "Project Gutenberg" appears, or with which the phrase "Project +Gutenberg" is associated) is accessed, displayed, performed, viewed, +copied or distributed: + +This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with +almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or +re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included +with this eBook or online at www.gutenberg.org + +1.E.2. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is derived +from the public domain (does not contain a notice indicating that it is +posted with permission of the copyright holder), the work can be copied +and distributed to anyone in the United States without paying any fees +or charges. If you are redistributing or providing access to a work +with the phrase "Project Gutenberg" associated with or appearing on the +work, you must comply either with the requirements of paragraphs 1.E.1 +through 1.E.7 or obtain permission for the use of the work and the +Project Gutenberg-tm trademark as set forth in paragraphs 1.E.8 or +1.E.9. + +1.E.3. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is posted +with the permission of the copyright holder, your use and distribution +must comply with both paragraphs 1.E.1 through 1.E.7 and any additional +terms imposed by the copyright holder. Additional terms will be linked +to the Project Gutenberg-tm License for all works posted with the +permission of the copyright holder found at the beginning of this work. + +1.E.4. Do not unlink or detach or remove the full Project Gutenberg-tm +License terms from this work, or any files containing a part of this +work or any other work associated with Project Gutenberg-tm. + +1.E.5. Do not copy, display, perform, distribute or redistribute this +electronic work, or any part of this electronic work, without +prominently displaying the sentence set forth in paragraph 1.E.1 with +active links or immediate access to the full terms of the Project +Gutenberg-tm License. + +1.E.6. You may convert to and distribute this work in any binary, +compressed, marked up, nonproprietary or proprietary form, including any +word processing or hypertext form. However, if you provide access to or +distribute copies of a Project Gutenberg-tm work in a format other than +"Plain Vanilla ASCII" or other format used in the official version +posted on the official Project Gutenberg-tm web site (www.gutenberg.org), +you must, at no additional cost, fee or expense to the user, provide a +copy, a means of exporting a copy, or a means of obtaining a copy upon +request, of the work in its original "Plain Vanilla ASCII" or other +form. Any alternate format must include the full Project Gutenberg-tm +License as specified in paragraph 1.E.1. + +1.E.7. Do not charge a fee for access to, viewing, displaying, +performing, copying or distributing any Project Gutenberg-tm works +unless you comply with paragraph 1.E.8 or 1.E.9. + +1.E.8. You may charge a reasonable fee for copies of or providing +access to or distributing Project Gutenberg-tm electronic works provided +that + +- You pay a royalty fee of 20% of the gross profits you derive from + the use of Project Gutenberg-tm works calculated using the method + you already use to calculate your applicable taxes. The fee is + owed to the owner of the Project Gutenberg-tm trademark, but he + has agreed to donate royalties under this paragraph to the + Project Gutenberg Literary Archive Foundation. Royalty payments + must be paid within 60 days following each date on which you + prepare (or are legally required to prepare) your periodic tax + returns. Royalty payments should be clearly marked as such and + sent to the Project Gutenberg Literary Archive Foundation at the + address specified in Section 4, "Information about donations to + the Project Gutenberg Literary Archive Foundation." + +- You provide a full refund of any money paid by a user who notifies + you in writing (or by e-mail) within 30 days of receipt that s/he + does not agree to the terms of the full Project Gutenberg-tm + License. You must require such a user to return or + destroy all copies of the works possessed in a physical medium + and discontinue all use of and all access to other copies of + Project Gutenberg-tm works. + +- You provide, in accordance with paragraph 1.F.3, a full refund of any + money paid for a work or a replacement copy, if a defect in the + electronic work is discovered and reported to you within 90 days + of receipt of the work. + +- You comply with all other terms of this agreement for free + distribution of Project Gutenberg-tm works. + +1.E.9. If you wish to charge a fee or distribute a Project Gutenberg-tm +electronic work or group of works on different terms than are set +forth in this agreement, you must obtain permission in writing from +both the Project Gutenberg Literary Archive Foundation and Michael +Hart, the owner of the Project Gutenberg-tm trademark. Contact the +Foundation as set forth in Section 3 below. + +1.F. + +1.F.1. Project Gutenberg volunteers and employees expend considerable +effort to identify, do copyright research on, transcribe and proofread +public domain works in creating the Project Gutenberg-tm +collection. Despite these efforts, Project Gutenberg-tm electronic +works, and the medium on which they may be stored, may contain +"Defects," such as, but not limited to, incomplete, inaccurate or +corrupt data, transcription errors, a copyright or other intellectual +property infringement, a defective or damaged disk or other medium, a +computer virus, or computer codes that damage or cannot be read by +your equipment. + +1.F.2. LIMITED WARRANTY, DISCLAIMER OF DAMAGES - Except for the "Right +of Replacement or Refund" described in paragraph 1.F.3, the Project +Gutenberg Literary Archive Foundation, the owner of the Project +Gutenberg-tm trademark, and any other party distributing a Project +Gutenberg-tm electronic work under this agreement, disclaim all +liability to you for damages, costs and expenses, including legal +fees. YOU AGREE THAT YOU HAVE NO REMEDIES FOR NEGLIGENCE, STRICT +LIABILITY, BREACH OF WARRANTY OR BREACH OF CONTRACT EXCEPT THOSE +PROVIDED IN PARAGRAPH F3. YOU AGREE THAT THE FOUNDATION, THE +TRADEMARK OWNER, AND ANY DISTRIBUTOR UNDER THIS AGREEMENT WILL NOT BE +LIABLE TO YOU FOR ACTUAL, DIRECT, INDIRECT, CONSEQUENTIAL, PUNITIVE OR +INCIDENTAL DAMAGES EVEN IF YOU GIVE NOTICE OF THE POSSIBILITY OF SUCH +DAMAGE. + +1.F.3. LIMITED RIGHT OF REPLACEMENT OR REFUND - If you discover a +defect in this electronic work within 90 days of receiving it, you can +receive a refund of the money (if any) you paid for it by sending a +written explanation to the person you received the work from. If you +received the work on a physical medium, you must return the medium with +your written explanation. The person or entity that provided you with +the defective work may elect to provide a replacement copy in lieu of a +refund. If you received the work electronically, the person or entity +providing it to you may choose to give you a second opportunity to +receive the work electronically in lieu of a refund. If the second copy +is also defective, you may demand a refund in writing without further +opportunities to fix the problem. + +1.F.4. Except for the limited right of replacement or refund set forth +in paragraph 1.F.3, this work is provided to you 'AS-IS' WITH NO OTHER +WARRANTIES OF ANY KIND, EXPRESS OR IMPLIED, INCLUDING BUT NOT LIMITED TO +WARRANTIES OF MERCHANTIBILITY OR FITNESS FOR ANY PURPOSE. + +1.F.5. Some states do not allow disclaimers of certain implied +warranties or the exclusion or limitation of certain types of damages. +If any disclaimer or limitation set forth in this agreement violates the +law of the state applicable to this agreement, the agreement shall be +interpreted to make the maximum disclaimer or limitation permitted by +the applicable state law. The invalidity or unenforceability of any +provision of this agreement shall not void the remaining provisions. + +1.F.6. INDEMNITY - You agree to indemnify and hold the Foundation, the +trademark owner, any agent or employee of the Foundation, anyone +providing copies of Project Gutenberg-tm electronic works in accordance +with this agreement, and any volunteers associated with the production, +promotion and distribution of Project Gutenberg-tm electronic works, +harmless from all liability, costs and expenses, including legal fees, +that arise directly or indirectly from any of the following which you do +or cause to occur: (a) distribution of this or any Project Gutenberg-tm +work, (b) alteration, modification, or additions or deletions to any +Project Gutenberg-tm work, and (c) any Defect you cause. + + +Section 2. Information about the Mission of Project Gutenberg-tm + +Project Gutenberg-tm is synonymous with the free distribution of +electronic works in formats readable by the widest variety of computers +including obsolete, old, middle-aged and new computers. It exists +because of the efforts of hundreds of volunteers and donations from +people in all walks of life. + +Volunteers and financial support to provide volunteers with the +assistance they need, is critical to reaching Project Gutenberg-tm's +goals and ensuring that the Project Gutenberg-tm collection will +remain freely available for generations to come. In 2001, the Project +Gutenberg Literary Archive Foundation was created to provide a secure +and permanent future for Project Gutenberg-tm and future generations. +To learn more about the Project Gutenberg Literary Archive Foundation +and how your efforts and donations can help, see Sections 3 and 4 +and the Foundation web page at https://www.pglaf.org. + + +Section 3. Information about the Project Gutenberg Literary Archive +Foundation + +The Project Gutenberg Literary Archive Foundation is a non profit +501(c)(3) educational corporation organized under the laws of the +state of Mississippi and granted tax exempt status by the Internal +Revenue Service. The Foundation's EIN or federal tax identification +number is 64-6221541. Its 501(c)(3) letter is posted at +https://pglaf.org/fundraising. Contributions to the Project Gutenberg +Literary Archive Foundation are tax deductible to the full extent +permitted by U.S. federal laws and your state's laws. + +The Foundation's principal office is located at 4557 Melan Dr. S. +Fairbanks, AK, 99712., but its volunteers and employees are scattered +throughout numerous locations. Its business office is located at +809 North 1500 West, Salt Lake City, UT 84116, (801) 596-1887, email +business@pglaf.org. Email contact links and up to date contact +information can be found at the Foundation's web site and official +page at https://pglaf.org + +For additional contact information: + Dr. Gregory B. Newby + Chief Executive and Director + gbnewby@pglaf.org + + +Section 4. Information about Donations to the Project Gutenberg +Literary Archive Foundation + +Project Gutenberg-tm depends upon and cannot survive without wide +spread public support and donations to carry out its mission of +increasing the number of public domain and licensed works that can be +freely distributed in machine readable form accessible by the widest +array of equipment including outdated equipment. Many small donations +($1 to $5,000) are particularly important to maintaining tax exempt +status with the IRS. + +The Foundation is committed to complying with the laws regulating +charities and charitable donations in all 50 states of the United +States. Compliance requirements are not uniform and it takes a +considerable effort, much paperwork and many fees to meet and keep up +with these requirements. We do not solicit donations in locations +where we have not received written confirmation of compliance. To +SEND DONATIONS or determine the status of compliance for any +particular state visit https://pglaf.org + +While we cannot and do not solicit contributions from states where we +have not met the solicitation requirements, we know of no prohibition +against accepting unsolicited donations from donors in such states who +approach us with offers to donate. + +International donations are gratefully accepted, but we cannot make +any statements concerning tax treatment of donations received from +outside the United States. U.S. laws alone swamp our small staff. + +Please check the Project Gutenberg Web pages for current donation +methods and addresses. Donations are accepted in a number of other +ways including including checks, online payments and credit card +donations. To donate, please visit: https://pglaf.org/donate + + +Section 5. General Information About Project Gutenberg-tm electronic +works. + +Professor Michael S. Hart was the originator of the Project Gutenberg-tm +concept of a library of electronic works that could be freely shared +with anyone. For thirty years, he produced and distributed Project +Gutenberg-tm eBooks with only a loose network of volunteer support. + + +Project Gutenberg-tm eBooks are often created from several printed +editions, all of which are confirmed as Public Domain in the U.S. +unless a copyright notice is included. Thus, we do not necessarily +keep eBooks in compliance with any particular paper edition. + + +Most people start at our Web site which has the main PG search facility: + + https://www.gutenberg.org + +This Web site includes information about Project Gutenberg-tm, +including how to make donations to the Project Gutenberg Literary +Archive Foundation, how to help produce our new eBooks, and how to +subscribe to our email newsletter to hear about new eBooks. |
