summaryrefslogtreecommitdiff
path: root/27178-0.txt
diff options
context:
space:
mode:
Diffstat (limited to '27178-0.txt')
-rw-r--r--27178-0.txt1341
1 files changed, 1341 insertions, 0 deletions
diff --git a/27178-0.txt b/27178-0.txt
new file mode 100644
index 0000000..e0c2033
--- /dev/null
+++ b/27178-0.txt
@@ -0,0 +1,1341 @@
+The Project Gutenberg EBook of Na Smierc, by Jan Gnatowski
+
+This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
+almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
+re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
+with this eBook or online at www.gutenberg.org
+
+
+Title: Na Smierc
+ 1863
+
+Author: Jan Gnatowski
+
+Release Date: November 6, 2008 [EBook #27178]
+
+Language: Polish
+
+Character set encoding: UTF-8
+
+*** START OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK NA SMIERC ***
+
+
+
+
+Produced by Jimmy O'Regan (Produced from images generously
+made available by CBN Polona http://www.polona.pl)
+
+
+
+
+
+
+
+
+
+JAN ŁADA.
+
+
+
+
+Na śmierć
+
+1863
+
+
+WARSZAWA - 1916.
+TŁOCZNIA „POLAKA-KATOLIKA”, KRAK.-PRZEDM. 71.
+
+
+I.
+
+Przez tych kilka tygodni było u nas dziwnie duszno i ciężko. Poprostu
+nieszczęście wisiało w powietrzu: czuło się, jak szło ku nam krok za
+krokiem. A przecież pobyt nasz w Kijowie nie był od początku ani
+spokojny, ani wesoły. Od czasu jak Staś siedział w fortecy, mogłem
+przywyknąć do przestraszonych i wybladłych twarzy, do szeptów po kątach,
+takich, jak przy chorym lub nieboszczyku, do tłumionych płaczów, o
+których powód nie wolno mi było pytać. Nie dziwili mnie już nieznajomi,
+przychodzący do nas ukradkiem o różnych porach dnia i nocy i znikający
+gdzieś po cichu tylnem wejściem, po tajemniczej naradzie z mamą i panną
+Felicyą, za zamkniętemi drzwiami salonu lub sypialni. Tyle razy
+widziałem moją matkę śmiertelnie znużoną i znękaną, gdy wracała z
+całodziennego biegania po kancelaryach i urzędach, że mnie to już ani
+przestraszało, ani nawet smuciło, jak dawniej. W ośmiu latach jest się
+takim egoistą! Teraz jednak było widocznie coś gorszego, niż przedtem.
+Wszyscy u nas w domu chodzili, jak struci, swoi i obcy. Gdy ktoś
+nadszedł, zaczynały się szepty, przerywane łzami--ale o co chodziło, nie
+mogłem się dowiedzieć. Gdy się dopytywałem, zbywano mnie jakimś słabym
+wykrętem, w który nie wierzyłem.
+
+Raz wreszcie powiedziała mi panna Felicya:
+
+--Staś chory, bardzo chory. Módl się za niego gorąco--może cię Bóg
+wysłucha.
+
+Modliłem się więc i dlatego, że Stasia kochałem, i dlatego, że
+ostatecznie nic innego nie miałem do roboty. Nikt na mnie nie zwracał
+uwagi. Czasem która z pań czarno ubranych, jakich tyle wciąż
+przychodziło teraz do nas, przycisnęła mnie do piersi, kiwając głową i
+szepcąc: Biedny, biedny Janiu! Dlaczego jednak ja miałem być biedny,
+skoro chorym był mój brat--tego nie byłem w stanie zrozumieć. Na prawdę
+tak bardzo biednym się nie czułem, choćby dlatego, że pierwszy raz w
+życiu mogłem robić, co mi się tylko podobało. W domu cały porządek dnia
+był przewrócony do góry nogami. Żadnych stałych godzin obiadu i kolacyi,
+żadnych lekcyi. Leonia, wyprawna panna służąca mojej matki, a teraz
+szafarka i zarządczyni naszego miejskiego gospodarstwa, chodziła jak
+nieprzytomna z opuchłemi oczyma, nie kłócąc się z kucharzem i nie łając
+pokojówki. Panna Felicya nie robiła mi uwag, że się źle trzymam i nie
+poprawiała moich francuskich frazesów--kiedy mamy nie było, stała w
+oknie wyglądając jej i wzdychając--kiedy mama wracała, nie odchodziła od
+niej ani na chwilę.
+
+Mama przez te dwa tygodnie zmieniła się nie do poznania. Zawsze
+delikatna i wątła, teraz blada była, jak wosk, a przezroczysta, jak
+alabaster, oczy tylko paliły się zapadłe głęboko, błędne, napół
+przytomne, niby gromnice.
+
+Wchodząc, rzucała najczęściej pannie Felicyi i Leonii, biegnącym na jej
+spotkanie, jedno słowo, jakby wydarte z gardła: „Daremne, wszystko
+daremne”, i szła wraz z niemi, słaniając się do domowego ołtarzyka, przy
+którym długie godziny spędzała, klęcząc lub leżąc pod krzyżem.
+
+Czasem, gdy mnie zobaczyła, chwytała gwałtownie, tuląc do piersi i
+okrywając głowę pocałunkami, które mnie paliły jak ogień.
+
+--Dziecko moje, szeptała, dziecko nieszczęsne, ostatnie... Ty już
+jeden... Ty mi tylko zostajesz. Ojciec w grobie a brat, Staś mój,
+najdroższy, rodzony, syn mój... O Jezu, Jezu, Jezu!
+
+I potem odtrącała mnie namiętnym ruchem.
+
+--Nie, ty mi go nie zastąpisz, nigdy, nigdy!
+
+Raz wreszcie wieczorem wpadł wuj Ksawery.
+
+Lubiłem go bardzo i cieszyłem się, ile razy przychodził, bo niedość, że
+miał zawsze dla mnie cukierki i jabłka po kieszeniach, ale i zapas
+dykteryjek, konceptów i figlów takich, jak nikt, i nietylko mnie umiał
+zabawić ale nawet Leoncia wiecznie nadąsana, rozchmurzała się, gdy
+przychodził, nawet panna Felicya przestawała gderać i mama, zamyślona
+zawsze i smutna, uśmiechała się na jego widok.
+
+Istotnie, gdzie się zjawił ze swoją wielką łysiną i nasztorcowanymi
+wąsikami, wchodziło z nim, jeżeli nie wesele, bo w tych czasach trudno o
+nie było, to przynajmniej chwilowe uspokojenie i zapomnienie o
+gniotących troskach.
+
+Tym razem jednak wuj Ksawery posępny był, jak noc. Otworzył drzwi
+pocichu i zatrzymał się na progu, oglądając się w około.
+
+--Kazi niema?--szepnął.
+
+Panna Felicya podbiegła ku niemu przestraszona.
+
+--Co się stało?--zawołała.
+
+--Kazia nie wróciła?--powtórzył.
+
+--Nie, jeszcze jej nie ma. Ale na miłość Boga, coś jest, pan coś wie?
+Mówże pan prędzej!
+
+Przedpokój był wielki i ciemny, tylko mała lampka migotała w kącie.
+Przytuliłem się do ściany cichutko, nasłuchując i zapierając oddech w
+piersiach, żeby się nie zdradzić, że tu jestem i słyszę.
+
+Wuj Ksawery milczał przez chwilę, jakby mu brakło oddechu, Wreszcie
+rękami rozwiódł i wyjęknął:
+
+--Nieszczęście!
+
+Panna Felicya chwyciła go za ramiona.
+
+--Jezus Marya--krzyknęła--już?
+
+Wuj pochylił się ku niej i powiedział coś stłumionym głosem, czego nie
+mogłem dosłyszeć. Odbiły się o moje uszy dwa razy tylko:
+
+--Podpisany... Pojutrze...
+
+Panna Felicya stała przez chwilę, jak skamieniała, zakrywszy twarz
+rękami.
+
+--A ja nie wierzyłam, spodziewałam się--szepnęła--a teraz.., I nic już,
+żadnej rady, żadnego ratunku?
+
+Wuj poruszył głową.
+
+--Czegóż się nie robiło?--rzekł powoli, bezdźwięcznym głosem. I tu, i w
+Petersburgu. Od czasu przecie, jak w jego sprawie zaszła ta nieszczęsna
+komplikacya, poruszyliśmy wszystkie sprężyny. Sam myślałem, że uda
+się--tymczasem...
+
+--Biedna, biedna matka--szepnęła panna Felicya.
+
+Stali teraz przy sobie, milcząc. W sąsiednim pokoju słychać było miarowy
+stukot ściennego zegara. W tej ciszy zrobiło mi się bardzo straszno i
+doznałem takiego uczucia, jakby tych dwoje ludzi nieruchomych i
+milczących, było parą ludzi umarłych. Chciało mi się płakać... ale się
+wstrzymałem z wielkim wysiłkiem.
+
+Tymczasem wuj Ksawery zbliżył się do panny Felicyi tak, że ich głowy
+prawie się dotykały i zaczął jej coś mówić prędko i cicho. Nie mogłem
+nic prawie dosłyszeć. Tu i owdzie tylko jakieś pojedyncze słowo
+dochodziło do mnie. Panna Felicya słuchała ż gorączkowem zaciekawieniem.
+
+--Więc jutro rano, prawda?--szepnęła. I księżna z pewnością?..
+
+--Z wszelką pewnością... Tylko Kazia... żeby przedtem nie wiedziała...
+Wszystko od tego ostatniego kroku zawisło, a niechby siły nie
+dopisały... Niech więc nie wie...
+
+--Któżby jej powiedział?—oburzyła się na-raz panna Felicya. O to proszę
+być spokojnym; zresztą i tak nikt...
+
+--W mieście wszyscy wiedzą już, rzekł wuj. Jutro w kościele co żyje...
+
+Panna Felicya zalała się łzami.
+
+--Tak, to jedno zostało, szepnęła urywanym głosem;--jeden Bóg!
+
+Weszli do salonu, a ja w tejże chwili, drugiemi drzwiami wpadłem do
+Leonci, zajętej jakąś robotą w sypialni.
+
+Musiałem być bardzo zmieniony na twarzy, bo Leoncia mimo swojej fluksyi
+i przygnębienia, zwróciła na mnie uwagę.
+
+--Co ci jest, Janku? spytała, odwracając głowę od szycia; przestraszyłeś
+się czego, czy co?
+
+--Leonciu,--zacząłem, dławiąc się.--Leonciu... coś złego... panna
+Felicya... wuj Ksawery...
+
+I wybuchnąłem płaczem.
+
+Leonia uderzyła w dłonie.
+
+--Matko najświętsza,--krzyknęła--pewnie nasz Staś...
+
+I wybiegła do salonu.
+
+Tego wieczora nie widziałem już ani Leonci, ani panny Felicyi, ani mamy.
+
+Horpyna, pokojówka, rozebrała mnie i została przy mojem łóżku, pókim nie
+zasnął, opowiadając mi bajki. Opowiadała je bardzo pięknie i była to dla
+mnie największa nagroda, gdy mi pozwalano jej słuchać; tym razem jednak
+nie słyszałem ani słowa.
+
+Czułem, że coś strasznego się stało, nie wiedziałem tylko co. Ale to
+wiedziałem, że chodziło o Stasia.
+
+
+II.
+
+Ubierałem się na drugi dzień sam jeden w pokoju, nie widząc żywej duszy
+od rana, kiedy mnie naraz uderzył turkot powozu, zatrzymującego się
+przed domem.
+
+Uliczka, przy której mieszkaliśmy, była ustronną i mało zaludnioną.
+Wśród ogradzających ją parkanów, rzadko kiedy wóz się
+przesunął--rzadziej jeszcze przejeżdżał zwoszczyk. 0 powozach nie było
+mowy. Tem bardziej mnie zajął wspaniały ekwipaż z liberyjną służbą,
+stojący przed gankiem. Wybiegłem do przedpokoju. Panna Felicya spotykała
+tam właśnie i prowadziła do salonu starszą damę, w której poznałem
+księżnę. Widywałem ją nieraz, ale zawsze piechotą i w czerni. Obecnie
+uderzył mnie przedewszystkiem strój jej, dla oka przywykłego do żałoby
+niezwykły; suknia popielata i fioletowe kwiaty u kapelusza.
+
+Przypomniałem sobie w tej chwili kolorowe kokardy i wstążki, któremi
+kilkakrotnie panna Felicya ubierała mojej matce jej czarne ubranie.
+Poznawałem po tem zawsze, że mama jedzie na audyencyę do generała
+gubernatora. Oczywiście musiała tam jechać teraz księżna.
+
+Przez kilka minut z salonu i sypialni słychać było gwar urywanej rozmowy
+i posuwanych sprzętów. Wreszcie drzwi się otwarły i mama wyszła do
+przedpokoju, oparta na ramieniu księżnej, jeszcze bledsza i bardziej
+osłabiona, niż zwykle. Panna Felicya biegła za nią, przytrzymując ją i
+upinając szpilkami fioletową szarfę dokoła czarnego kapelusza.
+
+--Jeszcze chwilka--wołała zadyszana.--Trzeba przecie, żeby leżało
+porządnie. Gotowe się rozpiąć a wtedy powiedzą, że pani umyślnie w
+żałobie przyjechała.
+
+Księżna spojrzała na zegarek.
+
+--Mamy dosyć czasu--rzekła.--Generałowa nie siada do śniadania przed
+dziesiątą, a właśnie w tym momencie chcę ją uchwycić.
+
+Moja matka stała nieruchoma i obojętna, jakby nie słysząc i nie widząc,
+co się z nią dzieje. Panna Felicya krzątała się koło niej, wspinając na
+palce swoją maleńką figurkę i podskakując swoim zwyczajem. Skończyła
+wreszcie, wiążąc wstążki od kapelusza w kokardę u szyi.
+
+--No, teraz będzie się trzymać--rzekła, odstępując.
+
+Mama koniec wstążki podniosła zwolna do oczu, a potem skręciła ją w ręku
+nerwowym ruchem.
+
+--I pomyśleć--rzekła do księżnej głuchym rozbitym głosem--że tam moje
+dziecko w kaźni, w nędzy, w oczekiwaniu śmierci, a tu w sercu ból i
+strach, i rozpacz, że trzeba iść do nich, do tych... czołgać się przed
+nimi o litość, o łaskę, o życie... i do tego wszystkiego brać na siebie
+kolorowe kokardy.
+
+--Pomyśl pani, że to dla niego, dla ratunku syna--szepnęła księżna,
+obejmując i przyciskając do siebie moją matkę.
+
+--Dla Stasia, dla naszego chłopca drogiego--dodała panna Felicya,
+nachylając się do jej ręki.
+
+Drzwi się zamknęły. Przez chwilę słyszałem kroki na schodach, potem z
+ulicy doleciał trzask zamykających się drzwiczek i głuchy turkot karety
+po błotnistej ulicy. Potem zrobiło się cicho. Otworzyłem drzwi, chcąc
+wejść do jadalni, kiedy mnie zawrócił głos panny Felicyi.
+
+Spojrzałem na nią. Siedziała w kącie przedpokoju, z rękami opuszczonemi
+bezwładnie, z szklanemi, nieruchomemi oczyma. Ona, taka żywa i kręcąca
+się bez wytchnienia! Jej ospowata twarz o twardych i nieregularnych
+rysach wyglądała brzydziej, niż zwykle. Nos poczerwieniał i zaostrzył
+się, głowa się trzęsła, jak u staruszki, i zwolna, tocząc się jedna za
+drugą, spływały po żółtych policzkach wielkie łzy.
+
+Nie mogę powiedzieć, żebym ją lubił. Nie byłem wówczas w stanie ocenić
+ani jej przywiązania do nas wszystkich, ani tych gruntownych cnót, które
+u poczciwej starej panny, od trzydziestu lat należącej do naszej
+rodziny, ukrywały się pod powłoką wpadających w oczy słabostek i
+dziwactw. Widziałem tylko tę powłokę odstręczającą nieraz, a zawsze
+prawie śmieszną i pamiętałem dobrze, że dla mnie panna Felicya była
+kodeksem przyzwoitości, prostego trzymania się i dobrych manier i że
+myśl o niej łączyła się koniecznie z myślą o gderaniu, o gramatycznych
+regułach Noela i Chapsala i o szaliku, owijanym mi na szyi w najgorętsze
+dni letnie. Teraz jednak podbiegłem do niej i przytuliłem głowę,
+obejmując ją serdecznie rękami, tak jak to czyniłem z mamą.
+
+--Co pannie Felicyi jest?--zawołałem.--Czego panna Felicya płacze?
+
+Ona mnie z niezwykłą u niej czułością przycisnęła do serca.
+
+--Czemu?--odpowiedziała przez łzy;--czemu? Ach, bodajbyś zbyt prędko nie
+dowiedział się o tem biedny, biedny mój chłopcze!
+
+Znowu więc miałem być biedny! Dlaczego?
+
+--Czy może Stasiowi gorzej?--zapytałem. Panna Felicya zakryła twarz
+rękami.
+
+--Gorzej, o wiele gorzej,--rzekła przytłumionym głosem,--Nawet całkiem
+źle. Módl się za niego, Janiu. Bóg czasem wysłuchuje dziecinne modlitwy.
+Albo chodź ze mną, pójdziemy do kościoła.
+
+Wyszliśmy za chwilę. W kościele modliło się mnóstwo osób, prawie jak w
+niedzielę. Przed ołtarzem Matki Bożej po prawej stronie aż czarno było,
+tyle pań w żałobie klęczało obok siebie lub leżało krzyżem. Trzymając
+mnie za rękę, podeszła tam panna Felicya.
+
+--Klęknij Janiu i módl się, módl się bardzo gorąco za biednego Stasia.
+
+Mówiąc to, upadła na kolana, a za chwilę z jękiem głuchym rozciągnęła
+ręce i położyła się krzyżem na zimnej i wilgotnej posadzce.
+
+Przed ołtarzem Bogarodzicy kończyła się właśnie wotywa. Ksiądz Osmólski
+ją odprawiał, ten sam, o którym słyszałem, że spowiadał więźniów w
+fortecy i skazanych odprowadzał na śmierć. Był to młody ksiądz, szkolny
+kolega Stasia. Mama lubiła go bardzo, mogła z nim mówić o synu. Bywał
+też u niej często i niejeden wieczór zimowy przeszedł mi na słuchaniu
+jego pełnego, metalowego głosu, który mi brzmiał w uszach, jak muzyka.
+
+Dziś głos mu nie dopisywał. Urywał się i słabł co chwila, przy <i>Ite
+missa est</i> całkiem uwiązł w gardle. Twarz miał też zmienioną i bladą.
+Dziwna rzecz zresztą: to samo widziałem u wszystkich znajomych osób,
+będących w kościele, a było ich bardzo wiele, prawie wszyscy, i wszyscy
+jacyś zmieszani, niespokojni i smutni. Co chwila któraś z pań,
+podchodząc ściskała mnie, pytała z cicha o mamę i przykładając chustkę
+do oczu, klękała z boku. Ciotka Aniela, siostra mamy, łkała, schylona ku
+ziemi. Stryjenka Zygmuntowa leżała krzyżem obok panny Felicyi, a tuż
+przy ołtarzu, w jej ruchomem mechanicznem krześle zobaczyłem z
+prawdziwem zdumieniem babcię Justynę, najstarszą w naszej rodzinie,
+sparaliżowaną, ślepą i głuchą, nigdy prawie nie opuszczającą mieszkania.
+
+Ostatnia ewangelia skończyła się tymczasem. Ksiądz ukląkł na stopniach
+ołtarza. W kościele zrobiło się bardzo cicho, wszystkie oczy zwróciły
+się ku ołtarzowi.
+
+--Pomódlmy się na intencyę Bogu wiadomą. Prośmy Matkę Najświętszą...
+
+Słowa się urwały i znów było cicho przez chwilę. Naraz od tylnych ławek
+rozległ się głośny jęk i płacz i w tejże chwili kościół cały zatrząsł
+się od łkania. Jak iskra, gdy padnie niespodzianie na wysuszony a palny
+materyał, wybucha ogromnym płomieniem i odrazu morzem ogni rozlewa się
+dokoła, tak i z tych serc wielu obciążonych i smutnych, pełnych goryczy
+i trwogi, wylało się na zewnątrz to wszystko w jednej chwili, co w nich
+się kryło cierpienia i żalu. Ale w tych czasach cierpieć było wolno, ale
+nie wolno było cierpienia wyjawiać i skarżyć się na nie. Ksiądz Osmólski
+zerwał się szybko i zwracając się ku płaczącemu tłumowi, zawołał gromkim
+głosem:
+
+--Cicho, na miłość Boga, cicho!
+
+A potem dobywając wszystkich sił po nad ten huragan jęków i krzyków
+boleści, pełną piersią zaintonował:
+
+--Pod Twoją obronę!
+
+I zrobiła się rzecz dziwna. Jęk nie ustał, płacz nie zmilczał, ale i jęk
+i płacz przeszedł odrazu w śpiew i modlitwę, zlał się z potężnym głosem
+organu i popłynął w górę nutą kościelnej pieśni. Tylko, że ta pieśń inną
+była, niż zwykle. Drgały w niej wszystkie łzy, bardzo długo wtłaczane w
+głąb duszy przez ten tłum w żałobie; dźwięczał ból bezbrzeżny, jak
+bezmierną była niedola tych ludzi, dźwięczała skarga bez nadziei na
+ziemi i prośba o litość, o zmiłowanie, o kroplę rosy niebieskiej dla ust
+spalonych cierpieniem i serc wyschłych z tęsknoty. „Pod Twoją obronę...”
+I wyciągały się ręce, i podnosiły się oczy pełne łez ku temu niebu, w
+którem jedyna była ucieczka i otucha, skoro wszystko zawiodło na ziemi.
+I te wszystkie serca obciążone i smutne chyliły się w proch przed Tą,
+którą zwały swą „Panią” i z ust drgających bólem, szło wołanie pokorne a
+gorące „Prośbami naszemi nie racz gardzić w potrzebach naszych”. Ach, te
+potrzeby były tak wielkie, prośby tak naglące, nędze tak nieznośne, a
+Ta, do której się zwracały oczy, usta i serca, wszak była Orędowniczką,
+wszak była Pocieszycielką, wszak od tylu wieków była Królową tego ludu!
+
+Wiele lat przeszło od tej chwili. Życie zgięło mnie ku ziemi i
+zahartowało serce. Szron jesieni padł na kwiaty mej młodości i na
+wspomnienia lat dziecinnych, warząc jedne, zmiatając inne bez śladu.
+Widziałem cierpienie i ludzi, co z cierpienia umierali, patrzałem na
+konwulsye konających, słyszałem jęki rannych. Żaden odgłos ziemi nie
+zagłuszył w mej pamięci hymnu słyszanego w kijowskim kościele, w tym
+dniu pamiętnym, posępnym i ciemnym jak ten, który miał przyjść po nim.
+
+
+III.
+
+Wracając do domu, spotkaliśmy na schodach Leoncię.
+
+Panna Felicya rzuciła się do niej.
+
+--I cóż, zawołała, czy pani przyjechała?
+
+Leoncia nie odpowiedziała nic. Chwyciła pannę Felicyę za ramiona i
+popchnęła ją do jadalni; potem w kącie, pod oknem, urywanym głosem
+zaczęła jej coś mówić. Słyszałem tylko wykrzykniki panny Felicyi:
+
+--Jezu miłosierny! Jutro! I nawet widzieć się z nim nie dają! Nawet
+matce syna pożegnać! O, nieszczęście! O Boże, Boże!
+
+Wreszcie Leoncia skończyła. Wtedy obie kobiety wybuchły głośnym płaczem
+i rzuciły się sobie w objęcia. Ale panna Felicya w tejże chwili
+przytłumiła łkanie.
+
+--Ciszej, na Boga, szepnęła; pani marszałkowa gotowa posłyszeć.
+
+Leoncia potrząsła głową i ręką.
+
+--Pani marszałkowa jest w sypialnym pokoju. Przy niej ksiądz prałat i
+pani podkomorzyna. Stąd nie słychać. A zresztą wszystko jedno. Wie o
+wszystkiem.
+
+--I o tem, że jej syna nie dadzą pożegnać?
+
+--I o tem.
+
+--I jakże to stało się? Czy słyszałaś?
+
+Księżna opowiedziała. Przyjechali, powiada, do pałacu--księżna, że to ma
+wstęp wolny do tej moskiewicy, więc z naszą panią prosto do jej pokojów,
+bez anonsowania, boby pewnie nie przyjęła. Generałowa, słyszę, zmieszała
+się okropnie. Pani Marszałkowej coś tam bąkała niewyraźnie, a potem
+księżnę bierze na stronę. „Daremnoś, mówi, i mnie i tej nieszczęśliwej
+zrobiła przykrość. Rzecz skończona. Mój mąż wczoraj wieczorem wyrok
+wojennego sądu potwierdził. Mnie jeszcze przedtem, kiedy księżna w tej
+sprawie przyjeżdżałaś do mnie, zakazał do tego się mieszać. Możeby i
+chciał co zrobić, ale nie może. On nie cesarz--sam się obawia”...
+Księżna się pyta: „A gdyby do niego jeszcze szturm przypuścić? Toż to
+matka--toż jej o życie dziecka chodzi!” Moskiewica na to: nie i nie. Aż
+wreszcie rozpłakała się. „Osądź sama, mówi; jaż przecie nie z kamienia,
+mnie żal i serce boli, jak patrzę na tę nieszczęśliwą, ale cóż zrobić,
+cóż zrobić? Nieszczęście! Rady żadnej. Jedno chyba wam już uczynię, choć
+mąż będzie na mnie wściekły za to: puszczę was do jego kancelaryi przez
+moje apartamenta. Nie pomoże to, wiem, ale niech choć nic wam na
+sumieniu nie zostanie”. Tak i zrobiła.
+
+--Więc pani widziała generała?
+
+--A jakże. Widziała. Uklękła przed nim, ona, taka wobec nich dumna. Ale
+czegóż matka dla dziecka nie zrobi? Księżna mówi, że on był, jak z lodu.
+Grzeczny, zimny, obojętny, jakby to nie o życie ludzkie chodziło. O
+przeklęty! Bodajby...
+
+Panna Felicya zakryła jej usta dłonią.
+
+--Cicho, Leonciu, uspokój się, nie przeklinaj, bój się Boga! Mów dalej.
+Cóż generał?
+
+--A cóż? Podniósł panią, posadził, wody kazał podać i bardzo grzecznie
+powiedział, że nie zrobi nic, ale to nic zgoła. Ten zwierz w ludzkiej
+postaci, kat w białych rękawiczkach! I Pan Bóg patrzy na to!
+
+Panna Felicya przerwała jej znowu.
+
+--Leonciu, nie bluźnij. Nie dodawaj grzechu do nieszczęścia. Wola Boża.
+Więc i widzieć się nie pozwolił?
+
+Leoncia wstrząsnęła głową.
+
+--Nie mogę, mówi, mam rozkaz wyraźny.
+
+Potem powiada--słyszy pani tego łotra, tego szatana!--widzenie z nim
+oddziałałoby zgubnie na zdrowie pani, a jemu odebrałoby spokój i
+rezygnacyę, tak potrzebną w jego położeniu. Uważa pani, panno Felicyo?
+On dba o zdrowie naszej pani, o spokój naszego Stasia... O Jezu, Jezu!
+
+Panna Felicya pochyliła głowę w milczeniu.
+
+--Kto wie--szepnęła--może było w tem jednak trochę słuszności.
+
+Leoncia oburzyła się.
+
+--Będzie im panna Felicya jeszcze słuszność przyznawać--zawołała.--A jak
+Stasia naszego nie stanie, a naszej pani--o Matko Najświętsza--nie dadzą
+go choć raz jeszcze przed śmiercią zobaczyć, pożegnać, to co wtedy
+będzie? Czy nie będzie to ją do końca życia gryźć i szarpać, że jej tego
+nie pozwolili zrobić?
+
+--Prawda--szepnęła spuszczając głowę panna Felicya--straszna prawda...
+
+Leoncia chciała coś dalej mówić, ale w tej chwili wszedł do pokoju
+ksiądz prałat.
+
+--Niech panna Leonia pójdzie do pani marszałkowej--rzekł.
+
+Ksiądz prałat Dobszewicz, spowiednik mojej matki i przyjaciel, doradca,
+duchowny kierownik całej naszej rodziny, był jedną z najbardziej znanych
+a może najbardziej szanowaną postacią w Kijowie. Jego sucha, ascetyczna
+twarz o surowym profilu starca i głębokiem, uderzającem chwilami z pod
+brwi krzaczastych, jak piorun, spojrzeniu, przejmowała czcią nawet tych,
+u których nie budziłu sympatyi. Święty może trochę więcej na modłę
+groźnych proroków starego zakonu, niż wedle pełnego słodyczy wzoru
+Franciszka Salezego lub Wincentego a Paulo, ten stary ksiądz z głębi
+żmudzkich borów, imponował raczej, niż pociągał. Było w nim jednak
+bardzo wiele i bardzo głębokiego uczucia, tylko że przez lat tyle
+stawiając więcej od innych czoło burzy, wgniótł to uczucie w głąb duszy
+i stał się podobny do granitu, o który odbijają się daremnie, hucząc,
+szalejąc morskie bałwany i nawałnice. Teraz właśnie musiał na to
+patrzeć, jak przemoc obca przeciw której przez życie całe walczył z
+cichą wytrwałością litewską, przykładała siekierę do dzieła całego tego
+życia. Od dwudziestu lat kapelan. profesor, poniekąd moralny przywódca
+polskiej i katolickiej młodzieży na tym schyzmatyckim rosyjskim
+uniwersytecie, stał teraz właśnie wobec najcięższej i najstraszliwszej
+chwili życia; wobec wyroku śmierci, wydanego na jego katedrę w
+uniwersytecie i jego ukochaną uniwersytecką kaplicę, patrzeć musiał na
+całe jedno pokolenie swojej młodzieży, zagrożone zagładą lub wygnaniem,
+gnijące w więzieniach fortecznych i kazamatach Prozorowskiej baszty.
+
+A jednak i teraz ten stary ksiądz stał nieugięty i niezachwiany, tylko
+więcej bruzd miał na czole, tylko surowiej i smutniej patrzały siwe oczy
+z pod brwi ściągniętych.
+
+Zaledwie Leoncia wyszła, zwrócił się do panny Felicyi, całującej jego
+rękę.
+
+--Czyście przygotowały co potrzeba do nabożeństwa? Pewnie zapomniałyście
+w tym waszym smutku i kłopocie.
+
+Panna Felicya klasnęła w dłonie.
+
+--Prawda, zawołała. Na śmierć zapomniałam. Ale wszystko jest w domu.
+Tylko urządzić trzeba. Zaraz się tem zajmę. Proszę okna od ulicy
+zasłonić, żeby kto nie podpatrzył i nie doniósł.
+
+Był w tych czasach pełnych klęski i grozy zwyczaj w Kijowie, że ilekroć
+większe niebezpieczeństwo groziło jednemu z fortecznych więźniów, a tem
+bardziej, jeżeli którego z nich skazano na śmierć, rodzina i przyjaciele
+nieszczęśliwego zostawali przez całą dobę i więcej, aż do
+rozstrzygnięcia sprawy iub do wykonania wyroku, na wspólnej, nieustannej
+modlitwie. Od wczesnego rana zbierano się w kościele, gdzie wszystkie
+Msze święte ofiarowane bywały na tę intencyę. We łzach, krzyżem leżąc,
+słuchały nabożeństwa matki, żony, córki tych, na których wydawano
+właśnie wyrok śmierci lub Sybiru. Gdy Msze się pokończyły, u rodziny w
+pomieszkaniu urządzano pokryjomu ołtarz, przed którym, zmieniając się
+kolejno, klękali znajomi i bliżsi, a nawet dalecy i nieznani, złączeni
+tylko braterstwem współczucia, które w tych smutnych dniach było jedynym
+jaśniejszym promieniem dla serc zbolałych i wspólnym, potężnie
+wszystkich zespalającym węzłem.
+
+Panna Felicya, z pomocą Leonci i ciotki Anieli, ustawiała w małym,
+ciemnym gabineciku obok sypialni ołtarzyk. Na białym obrusie, pomiędzy
+sześciu woskowemi świecami, jaśniała złota szata Berdyczowskiej
+Bogarodzicy, a przy niej poczerniały srebrny relikwiarz, który pradziad
+miał z sobą pod Wiedniem. Tymczasem drzwi od przedpokoju nie zamykały
+się. Ciągle ktoś wchodził i, nie zatrzymując się, spieszył do
+improwizowanej kaplicy.
+
+
+IV.
+
+Na palcach, po cichu wcisnąłem się do sypialni. W swoim wielkim fotelu
+koło łóżka siedziała mama. Zdawało się, że śpi, bo oczy miała pół
+przymknięte, nieruchome, jakby martwa, bez jednej kropli krwi. Prałat
+stał koło niej, trzymając w rękach dłoń jej zwisła bezwładnie na
+poręczy. Babcia podkomorzyna siedziała obok nachylona, wpatrując się w
+tę biedną twarz, z której zdawało się, że życie uciekło. Leoncia stała w
+głowach, nacierając jej skronie jakimś płynem. U kolan klęczała wnuczka
+babci podkomorzyny, kuzynka Anusia, w grubej żałobie po ojcu, którego
+przed trzema miesiącami Murawiew powiesił w Wilnie.
+
+Patrzałem przestraszony, milczący, z rozwartemi szeroko oczyma.
+Rozumiałem już wszystko: tyle już słyszałem i widziałem od przybycia
+naszego do Kijowa! Staś, brat mój jedyny, skazany był na śmierć i jutro,
+jutro już miano wykonać na nim wyrok, jak przedtem wykonano na
+Zielińskim, Podlewskim, Rakowskim i tylu innych.
+
+Ksiądz mię zobaczył w tej chwili. Musiała mu jakaś myśl wpaść do głowy,
+bo przez minutę stał patrząc na mnie z wahaniem, potem chwycił mnie za
+obie ręce i przyciągnął do matki, a raczej poprostu rzucił na jej
+kolana.
+
+--Masz pani jeszcze jedno dziecko, pani Kazimiero, rzekł do niej.
+Przyjdź do siebie, panuj nad twoim bólem, szanuj życie, bo ono dla niego
+potrzebne.
+
+Słowa te zbudziły mamę z odrętwienia. Poruszyła rękami, wyciągniętemi
+przed siebie, szukała mnie przez chwilę, jak przez sen, ale kiedy
+płacząc głośno przytuliłem się do niej, odepchnęła mnie.
+
+--To nie on, zawołała rozdzierającym głosem; to nie Staś mój! Gdzie
+tamten, gdzie mój pierworodny, najdroższy, jedyny? Puśćcie mnie do
+niego, puśćcie, nie trzymajcie! Niech choć mury zobaczę, w których go
+więżą--niech zobaczę ludzi, którzy go strzegą. Niech mi choć popatrzeć
+na niego dadzą--choć raz jeden do serca przycisnąć... O, puśćcie mnie
+przez litość!
+
+Na miłosierdzie Boże, uspokój się pani,--rzekł ksiądz, wstrzymując ją i
+sadzając szamocącą się konwulsyjnie w fotelu. W Petersburgu ambasadorowa
+jeszcze raz miała cesarzowę błagać o łaskę. Pan Ksawery siedzi od rana w
+biurze telegraficznem--może przyniesie lada chwila wiadomość...
+
+Mamie wzrok rozjaśnił się.
+
+--Więc macie jeszcze nadzieję?--zawołała--więc jeszcze jest ratunek?
+
+--Bóg wielki,--rzekł ksiądz--do ostatniej chwili ufać i spodziewać się
+trzeba.
+
+Mamie głowa opadła znów na piersi.
+
+--Nie,--odparła ponuro--daremno. Serce mi mówi, że daremno. Żadnego nie
+ułaskawiono, nie ułaskawią i jego... Oni go już nie puszczą ze szponów
+swoich. Wypiją krew ciepłą z pod jego serca, jak kruki, i nie uśmiechną
+się już do mnie usta kochane, które w kołysce jeszcze śmiały się, ile
+razy schylałam do nich głowę, i zagasną oczy takie jasne, takie śliczne,
+moje, gwiazdy, oczy mego Stasia... i ja go już nie zobaczę nigdy,
+nigdy!..
+
+--Gdybyś go nawet nie zobaczyła na ziemi, zobaczysz w niebie, gdzie na
+ciebie czekać będzie u Boga,--rzekł ksiądz poważnie.
+
+Ona głową potrząsła.
+
+--W niebie--wiem, wiem, ufam w to, ale widzi ksiądz, to tak daleko... a
+żyć trzeba będzie i życie takie ciężkie, takie długie... A jak żyć bez
+Stasia? Ksiądz nie wie, nie rozumie mnie, ksiądz może mnie oskarża o
+brak wiary, o brak rezygnacyi. Ale nie--ja we wszystko wierzę, ja nie
+buntuję się... Ale ja matka a on, on moje dziecko ukochane, moje
+pierwsze... I oni mi go chcą wziąć, wziąć na zawsze. I nawet nie dadzą
+oczom moim spojrzeć na niego, nie dadzą sercu przytulić go po raz
+ostatni! A ja go przecie pod tem sercem nosiłam, ja życie włożyłam w to
+dziecko moje i teraz...
+
+Staliśmy wszyscy bez ruchu, tłumiąc łkanie. Ona siedziała nieruchoma
+także, z oczyma wpatrzonemi w dal. W ciszy głos jej bezdźwięczny i
+głuchy rozlegał się, jak jęk rozbitego dzwonu.
+
+--Ksiądz może nie wie, czem dla mnie było to dziecko. Mój Eustachy,
+kochany, najlepszy--ojcem mógł być dla młodej dziewczyny, gdy mnie wiódł
+na kobierzec. Przytem gospodarstwo, interesa, urząd. Gościem był w domu.
+Kiedy wpadł na chwilę, rzucał mi przelotną pieszczotę--i znów byłam
+samą. Węzła między nami brakło: nie było dziecka. I szły lata samotne i
+bardzo smutne. Więdło mi życie, więdło serce. I myślałam, że już tak
+zawsze będzie, że na mojej drodze nigdy już słońce nie zabłyśnie. Aż
+wreście--Bóg mi dał jego...
+
+Urwała i przez kilka minut milczała, wyczerpana. Słuchaliśmy,
+wstrzymując oddech.
+
+Zaczęła znowu.
+
+--Nie spodziewałam się już dzieci; kiedy miał przyjść na świat, pewni
+byli wszyscy, że przyjdzie nieżywy. Kiedy się ocknęłam po długiej
+nieprzytomności i ty sama, ciociu, podałaś mi go do rąk, wierzyć nie
+chciałam, że on mój, że żyje. Cóż dziwnego, że to dziecko, wyglądane tak
+długo i daremnie, w końcu poprostu darowane mi przez Boga, pokochałam
+goręcej, namiętniej, niż się zwykle kocha, niż się może kochać godzi.
+Tem bardziej, że dziecko to stało się węzłem między mną a Eustachym i że
+przez tyle lat pozostało jedynem...
+
+--...Od urodzenia Stasia zmieniło się u nas wszystko. Maleństwo w
+kolebce stworzyło w domu naszym ognisko, rodzinę, małżeńską miłość.
+Teraz dopiero poznałam Eustachego, jakim był i wiele byl wart, teraz
+dopiero i on mnie pokochał. Młodsze dziatki umierały jedno po drugiem,
+zaraz po urodzeniu. Tem potężniej rosło przywiązanie do tego jedynego,
+którego Bóg nie odbierał. A przytem--jak on umiał na to przywiązanie
+zasłużyć!
+
+Ksiądz skinął głową i ręką po oczach przesunął.
+
+--Znam go przecie, szepnął miększym, niż zwykle głosem. Uczniem był moim
+aż do chwili... uczniem ukochanym.
+
+Mama poruszyła się nerwowo.
+
+--Nie znasz go ksiądz--przynajmniej nie tak, jak ja. Nikt nie zna tak
+dziecka, jak matka... Czyś przeczuwał nad nim połowę nocy jego
+dzieciństwa? Czyś wpatrując się ze drżeniem na jego twarzyczkę wybladłą
+od choroby lub spieczoną gorączką, modlił się do Boga, żeby twoje życie
+wziął w zamian za gasnące w twych oczach życie twego dziecka? Czyś
+śledził za każdym jego ruchem, za każdem słowem, za budzącą się myślą w
+jego głowie, za uczuciem, rozkwitającem jak kwiat wiosenny w tem małem
+serduszku? Nie--cudze dzieci miałeś tylko, księże; nie mów więc, że
+znasz, że kochasz, jak właśnie zna i kocha matka!
+
+Zamilkła, wyczerpana wybuchem. Ksiądz nie odpowiadał nic--tylko znów
+ujął rękę jej w obie dłonie.
+
+Po chwili zaczęła innym, miękim, przyciszonym głosem:
+
+--Pamiętam, był jeszcze taki malutki, ledwie zaczynał biegać i
+szczebiotać, przyszli do nas żołnierze. Wojsko w marszu zatrzymało się
+na odpoczynek. Na obiedzie byli oficerowie, na dziedzińcu muzyka, bębny
+i śpiewacy. Maleństwo przeraziło się wrzasku, szczęku broni,
+mundurów--przytuliło się do mnie i szepcze płacząc: „Mamo, ty mnie im
+nie oddasz, prawda?” A gdym go uspokajała, prosił dalej: „Ale
+przyrzekasz, mamo, obiecujesz? Jak Bozię kochasz, nie oddasz mię?” Ja
+obiecywałam i uspokajałam go i śmiałam się, aby go uspokoić lepiej, a
+serce ścisnęło mi się strachem i bólem. A jeżeli przyjdzie go oddać im
+kiedyś, gdy dorośnie? A jeżeli nie będę mogła dotrzymać obietnicy? I
+przyszło... i trzeba było oddać go, i teraz... teraz oni go wezmą
+całkiem, nazawsze odemnie i nigdy...
+
+Ksiądz jej przerwał.
+
+--Duszy mu wziąć nie potrafią. Ciało gnębić, to im wolno, zabić nawet
+wolno, ale duszę śmierć wyswobodzi. Wróci do niebieskiego Ojca, jak
+motyl, zrzucający osłony poczwarki, jak orzeł, lecący do światła, wróci
+omyta w krwi męczeńskiej--po nagrodę.
+
+--A ja--zawołała--a ja co zrobię? A mnie jak żyć bez niego?
+
+Ksiądz spojrzał na nią surowo.
+
+--Czy jego kochasz, czy siebie w nim?--zapytał.--Żal ci go dla ojczyzny,
+dla Boga? To życie tak krótkie, czyste jeszcze i niewinne, mające się
+spalić w ogniu ofiary, chciałabyś widzieć zbrudzone nędzami życia,
+złamane zawodami i cierpieniem, kończące się bez chwały i pożytku? A
+może taki byłby los Stasia. A teraz...
+
+--A teraz oni mi go zamęczą, zabiją!
+
+--Bóg ofiar żąda na przebłaganie swego gniewu. Każda ofiara, a zwłaszcza
+niewinna, zbliża godzinę łaski i przebaczenia, przeważa szalę
+sprawiedliwości... Nie żałuj jej, poświęć syna, poświęć serce własne...
+To wola Boża. To ofiara dla odkupienia wielu...
+
+Przez chwilę trwało milczenie.
+
+--Wiem o tem, zaczęła wreszcie matka moja cicho.--Wiem, że Bóg żąda
+ofiary odemnie, wiem, że trzeba ją przynieść, że bunt daremny. Ale
+ciężko, serce się rwie. Chciałoby się powiedzieć: bądź wola Twoja, a nie
+mogę, nie mogę...
+
+--A przecie trzeba--rzekł ksiądz.--Trzeba. Crześcijanką jesteś.
+
+--Jestem, chcę być... chcę się poddać. Ale w tem jednem... O dziecko mi
+chodzi--o Stasia mego!
+
+--On także modli się w tej chwili. Ksiądz Osmólski jest przy nim, jak ja
+przy pani. Ale on pewnie się nie buntuje.
+
+--On? Staś mój? O nie! On odważny. On zawsze mówił, że zginąć chce w
+bitwie, od moskiewskiej kuli. I teraz, nie w bitwie, nie... ale od
+kuli... O Boże, Boże!
+
+--Zwróć się do tego Boga, przed którym on teraz się korzy! Złącz się z
+nim. On zrezygnowany, posłuszny idzie w jasną drogę, ku Bogu. Chceszże
+rozłączyć się z nim na wieki, kobieto słabego serca? On teraz powtarza
+słowa modlitwy Pańskiej, a ty--nie potrafisz go naśladować.
+
+Mówiąc to ukląkł, nie puszczając jej ręki. Klęczeliśmy wszyscy. W ciszy
+głuchej głos starego księdza zaczął się rozlegać powolny, doniosły.
+Towarzyszył mu głos kobiecy.
+
+--Ojcze nasz, któryś jest w niebiesiech...
+
+Słowa płynęły jedne za drugiemi i urwały się.
+
+--Bądź wola Twoja--powtórzył ksiądz. Matka moja pochyliła głowę ku ziemi
+i milczała przez chwilę, oddychając ciężko. Wreszcie podniosła do góry
+twarz bardzo bladą, ale dziwnie spokojną.
+
+--Bądź wola Twoja--rzekła powoli.
+
+
+V.
+
+Świece się paliły, migocąc żółtymi płomykami i rzucając w czarne zakątki
+pokoju błyski swoje niepewne i drżące.
+
+Noc jeszcze była--ale od okien, przez muślin zapuszczonych firanek,
+przedzierać się zaczynała ta niewyraźna szarość, bladawa i smutna, która
+poprzedza późny, jesienny poranek. Od czasu do czasu jedna z kobiet
+klęczących lub leżących krzyżem, wstawała z ziemi i sennym, chwiejącym
+się krokiem przesuwała się przez pokój pełen cieniów, sama do czarnego
+cienia podobna. Cicho było. Czasem dawał się słyszeć szept modlitwy lub
+przez drzwi, uchylone do przyległego salonu, dochodził na chwilę szmer
+półgłosem prowadzonej rozmowy.
+
+Obudziłem się przed kilku minutami. Spłakany i znużony zasnąłem po
+północy niespokojnym snem, w kącie sofy narożnej i teraz, napół senny
+jeszcze i niezupełnie przytomny, patrzałem na ten dziwny i dziwnie
+posępny obraz.
+
+Szukałem mamy. Leżała krzyżem, tak jak ją widziałem przed kilku
+godzinami, nimem zasnął. Koło niej klęczały ciocia Aniela i panna
+Felicya.
+
+Tak samo jak wieczorem, nieruchoma w swoim fotelu, z twarzą wyschłą jak
+pergamin i z rozwartemi szeroko oczyma bez blasku i życia, babcia
+Justyna siedziała przy samym ołtarzu, podobniejsza do woskowej figury,
+niż do żyjącej istoty. Ręce tylko, niedotknięte paraliżem, poruszały się
+wolno, mechanicznie przesuwając różaniec i od czasu do czasu w ciszy
+nocnej, głos jej rozbity i bezdźwięczny, dobywający się z głębi piersi,
+jakby z podziemnej otchłani, rozlegał się po pokoju surowemi, smętnemi
+słowami psalmu. Było coś bardzo przejmującego i coś strasznego zarazem
+słyszeć tę staruszkę, dla której zagasły światła i przestały brzmieć
+wszystkie głosy ziemi, wołającą z prorokiem do Pana Zastępów, naprzemian
+o miłosierdzie i o pomstę:
+
+„Dopókiż Panie będziesz zapominać o mnie i twarz Twą odemnie odwrócisz?
+Dopókiż wróg mój będzie się podnosić nademną?
+
+„Którego usta pełne są goryczy i zdrady, który zasadzki tajemnie czyni z
+możnymi, iżby zamordowali niewinnego?
+
+„Ale Pan rozprasza zamiary pogan i myśli narodów potępia.
+
+„Albowiem wejrzał z wysokiej świątnicy Swojej, aby wysłuchał wzdychania
+więźniów, aby rozwiązał syny pomordowanych.
+
+„Na słowo Jego czekała dusza moja, nadzieję miała dusza moja w Panu”.
+
+Niestety! Dla Stasia nie było już nadziei, nie było jej przynajmniej na
+ziemi...
+
+W tych cieniach, słabo rozświetlonych posępnymi błyskami gromnic,
+zrobiło mi się naraz okropnie. Wyobraziłem sobie, że te ciemne postacie,
+pochylone na podłodze, to szereg trupów, okrytych całunem i że babcia
+Justyna, ze swoją woskową i nieruchomą twarzą, to także trup, a modlitwa
+jej głośna, to jakiś straszny głos z za grobu. Zerwałem się, szlochając,
+i poomacku, uderzając o meble i potykając się, pobiegłem do salonu. We
+drzwiach zatrzymała mnie Leoncia.
+
+--Panna Felicya tam jest? spytała szeptem.
+
+--Jest... Nie... nie... wiem... Ja się boję tam... Ja nie chcę...
+
+I czepiałem się, szlochając, jej sukni.
+
+--Niech Janio mi się zabiera stąd ze swymi płaczami, syknęła przez
+zaciśnięte zęby. Takie nieszczęście, a on się maże. Także czas sobie
+wybrał!
+
+I odtrącając mnie, zawołała po cichu przez drzwi uchylone na pannę
+Felicyę.
+
+W salonie paliło się kilka świec i lampa na dużym stole, na którym stał
+dymiący samowar wraz z przyborami do herbaty.
+
+Kilka osób skupiło się razem w przeciwnym końcu pokoju, dokoła wuja
+Ksawerego, który widocznie tylko co przyszedł, bo mokre futro miał
+jeszcze na sobie i czapkę w ręku.
+
+Panna Felicya podbiegła w tej chwili do niego.
+
+--Co, telegram? zawołała: z Petersburga? jest nadzieja?
+
+Wuj Ksawery był bardzo poważny a blady jak płótno, on, z którego
+policzków tryskała zwykle krew i wesołość aż biła. Wąsy mu się nawet
+opuściły na dół, a ręka trzęsła się, gdy zmięty papier podawał pannie
+Felicyi, nic nie mówiąc.
+
+Ta wyrwała mu go z ręki i przez chwilę próbowała go czytać.
+
+--Nie mogę, zawołała wreszcie. Łzy nie dają.
+
+--Daj mnie, rzekła babcia podkomorzyna.
+
+I po cichu, szeptem, ale wyraźnie przeczytała słów kilka.
+
+Nie pamiętam dziś ich treści--i po co? Dość, że ambasadorowa, zajmująca
+się w Petersburgu uratowaniem Stasia, donosiła swojej przyjaciółce
+księżnej, w pokrytych słowach, że wszyskie zabiegi chybiły, i że
+prywatną audyencyę, o którą prosiła w tej sprawie, naznaczono jej... na
+czwartek po południu.
+
+A czwartek to byl dziś... I dziś rano miano wykonać wyrok.
+
+Przez długą chwilę trwało milczenie. Tyle łez płynęło już w tych dniach
+ostatnich, że źródło ich wyschło. Stali wszyscy nieruchomi i cisi, oczu
+nie podnosząc i konwulsyjnie zaciskając dłonie.
+
+Zegar ścienny zaczął powoli wybijać godzinę.
+
+Wuj Ksawery podniósł nagle głowę, jak człowiek budzący się ze snu.
+
+--Szósta, szepnął. Ależ to przecie... o tej godzinie...
+
+--Jezus, Marya! jęknęła panna Felicya; o tej godzinie, w tej chwili...
+
+I nie kończąc, wbiegła do drugiego pokoju i z łkaniem rzuciła się twarzą
+na ziemię, przed ołtarzem.
+
+Jedni za drugimi--wsunęli się za nią wszyscy. Wuj Ksawery ukląkł przy
+progu na obydwa kolana, pochylił się tak, że czołem prawie dotykał
+posadzki i zaczął głośno szlochać.
+
+Dzień się robił mglisty, żałobny, ołowiany. Smugi białego światła szły
+przez okna, kłócąc się z żółtem światłem świec woskowych i bladym
+twarzom nadając trupią barwę. Klęczeliśmy wszyscy, milcząc. Czasem tylko
+urywane łkanie, jęk lub głośniejsze słowo modlitwy przerywało ciszę.
+
+Mama leżała ciągle krzyżem, nieruchoma, jakby umarła.
+
+Nie wiem, jak długo to trwało. Wreszcie skończyło się.
+
+Na ulicy rozległ się turkot, potem słychać było głośne kroki na schodach
+w przedpokoju. Ktoś wszedł i zatrzymał się w jadalnej sali, jakby
+wahając się.
+
+Z nas nikt się nie ruszył. Klęczeli wszyscy dalej--tylko zrobiło się
+zupełnie cicho. Serca poprostu przestały uderzać. Czuli wszyscy,
+domyślali się wszyscy, że kroki te znaczą coś strasznego. Zbliżało się,
+nadchodziło... Przeznaczenie. Ale nikt nie miał odwagi wyjść na jego
+spotkanie.
+
+Czekaliśmy. Drzwi wreszcie otwarły się.
+
+Na progu stał ksiądz Osmólski, do trupa podobny, słaniający się. Prałat
+stanął za nim, podtrzymując go.
+
+Mama zerwała się naraz i klęcząc, głowę zwróciła ku wchodzącym.
+
+Z ust, spieczonych gorączką, wydarło się jedno słowo:
+
+--Już?!
+
+Ksiądz Osmólski podszedł do niej, trzęsąc się. W rękach wyciągniętych
+trzymał coś i podawał jej. Był to szkaplerz i krzyżyk z medalikami.
+
+--Kazał oddać... matce... bratu... zaczął urywanym głosem.
+
+--Dziękuj Bogu, córko, ozwał się prałat. Bóg cię uczynił godną tego, że
+dałaś męczennika ojczyźnie, duszę czystą--niebu. Tam on czeka na ciebie
+w tej chwili, modli się dla ciebie o poddanie i odwagę.
+
+Mama przez chwilę klęczała nieruchoma z ustami przyciśniętemi do
+szkaplerza. Byłem tuż przy niej. Przyciągnęła mnie ku sobie i szkaplerz
+i krzyżyk przycisnęła do moich ust.
+
+Na szkaplerzu były dwie wilgotne, ciemnobrunatne plamy.
+
+--Całuj, czcij, naśladuj... szepnęła. To krew twego brata, krew Stasia.
+To za Polskę, za wiarę...
+
+I znów zrobiło się cicho. I naraz, w ciszy tej rozległ się głos babki
+Justyny. Ślepa i głucha, nie brała udziału w tem, co ją otaczało i
+podczas ogólnego przerażenia, siedziała w swym fotelu nieruchoma i
+obumarła. Teraz stało się z nią coś dziwnego. Głowa się podniosła, oczy
+szkliste i martwe rozjaśniły się niezwykłym blaskiem, na twarzy drgnęło
+życie, a glos nabrał niebywałej mocy. I posłyszeliśmy ją, mówiącą słowa
+Pisma:
+
+„Jam jest zmartwychwstanie i żywot, a kto we mnie wierzy, nie umrze na
+wieki.”
+
+--Słyszysz--rzekł prałat.--Syn twój żyje! Zmarł jak światy--żyć będzie
+na wieki!
+
+Mama milczała przez chwilę, trzymając twarz w dłoniach. Wreszcie
+podniosła głowę--i zdziwiłem się, widząc ją tak spokojną.
+
+--Wierzę w to--rzekła cicho--wierzę sercem calem i dziękuję Bogu. On
+dał, On wziął... Wziął na chwalę Swoją, na ofiarę niewinną... Wola Jego
+święta. Niech się stanie, jak On chce, nie jak ja.
+
+I znów upadła krzyżem. Nikt już więcej nie otworzył ust--tylko stary
+ksiądz ukląkł przy ołtarzyku i zaczął mówić głośno: Anioł Pański...
+
+
+
+
+
+End of the Project Gutenberg EBook of Na Smierc, by Jan Gnatowski
+
+*** END OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK NA SMIERC ***
+
+***** This file should be named 27178-0.txt or 27178-0.zip *****
+This and all associated files of various formats will be found in:
+ https://www.gutenberg.org/2/7/1/7/27178/
+
+Produced by Jimmy O'Regan (Produced from images generously
+made available by CBN Polona http://www.polona.pl)
+
+
+Updated editions will replace the previous one--the old editions
+will be renamed.
+
+Creating the works from public domain print editions means that no
+one owns a United States copyright in these works, so the Foundation
+(and you!) can copy and distribute it in the United States without
+permission and without paying copyright royalties. Special rules,
+set forth in the General Terms of Use part of this license, apply to
+copying and distributing Project Gutenberg-tm electronic works to
+protect the PROJECT GUTENBERG-tm concept and trademark. Project
+Gutenberg is a registered trademark, and may not be used if you
+charge for the eBooks, unless you receive specific permission. If you
+do not charge anything for copies of this eBook, complying with the
+rules is very easy. You may use this eBook for nearly any purpose
+such as creation of derivative works, reports, performances and
+research. They may be modified and printed and given away--you may do
+practically ANYTHING with public domain eBooks. Redistribution is
+subject to the trademark license, especially commercial
+redistribution.
+
+
+
+*** START: FULL LICENSE ***
+
+THE FULL PROJECT GUTENBERG LICENSE
+PLEASE READ THIS BEFORE YOU DISTRIBUTE OR USE THIS WORK
+
+To protect the Project Gutenberg-tm mission of promoting the free
+distribution of electronic works, by using or distributing this work
+(or any other work associated in any way with the phrase "Project
+Gutenberg"), you agree to comply with all the terms of the Full Project
+Gutenberg-tm License (available with this file or online at
+https://gutenberg.org/license).
+
+
+Section 1. General Terms of Use and Redistributing Project Gutenberg-tm
+electronic works
+
+1.A. By reading or using any part of this Project Gutenberg-tm
+electronic work, you indicate that you have read, understand, agree to
+and accept all the terms of this license and intellectual property
+(trademark/copyright) agreement. If you do not agree to abide by all
+the terms of this agreement, you must cease using and return or destroy
+all copies of Project Gutenberg-tm electronic works in your possession.
+If you paid a fee for obtaining a copy of or access to a Project
+Gutenberg-tm electronic work and you do not agree to be bound by the
+terms of this agreement, you may obtain a refund from the person or
+entity to whom you paid the fee as set forth in paragraph 1.E.8.
+
+1.B. "Project Gutenberg" is a registered trademark. It may only be
+used on or associated in any way with an electronic work by people who
+agree to be bound by the terms of this agreement. There are a few
+things that you can do with most Project Gutenberg-tm electronic works
+even without complying with the full terms of this agreement. See
+paragraph 1.C below. There are a lot of things you can do with Project
+Gutenberg-tm electronic works if you follow the terms of this agreement
+and help preserve free future access to Project Gutenberg-tm electronic
+works. See paragraph 1.E below.
+
+1.C. The Project Gutenberg Literary Archive Foundation ("the Foundation"
+or PGLAF), owns a compilation copyright in the collection of Project
+Gutenberg-tm electronic works. Nearly all the individual works in the
+collection are in the public domain in the United States. If an
+individual work is in the public domain in the United States and you are
+located in the United States, we do not claim a right to prevent you from
+copying, distributing, performing, displaying or creating derivative
+works based on the work as long as all references to Project Gutenberg
+are removed. Of course, we hope that you will support the Project
+Gutenberg-tm mission of promoting free access to electronic works by
+freely sharing Project Gutenberg-tm works in compliance with the terms of
+this agreement for keeping the Project Gutenberg-tm name associated with
+the work. You can easily comply with the terms of this agreement by
+keeping this work in the same format with its attached full Project
+Gutenberg-tm License when you share it without charge with others.
+
+1.D. The copyright laws of the place where you are located also govern
+what you can do with this work. Copyright laws in most countries are in
+a constant state of change. If you are outside the United States, check
+the laws of your country in addition to the terms of this agreement
+before downloading, copying, displaying, performing, distributing or
+creating derivative works based on this work or any other Project
+Gutenberg-tm work. The Foundation makes no representations concerning
+the copyright status of any work in any country outside the United
+States.
+
+1.E. Unless you have removed all references to Project Gutenberg:
+
+1.E.1. The following sentence, with active links to, or other immediate
+access to, the full Project Gutenberg-tm License must appear prominently
+whenever any copy of a Project Gutenberg-tm work (any work on which the
+phrase "Project Gutenberg" appears, or with which the phrase "Project
+Gutenberg" is associated) is accessed, displayed, performed, viewed,
+copied or distributed:
+
+This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
+almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
+re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
+with this eBook or online at www.gutenberg.org
+
+1.E.2. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is derived
+from the public domain (does not contain a notice indicating that it is
+posted with permission of the copyright holder), the work can be copied
+and distributed to anyone in the United States without paying any fees
+or charges. If you are redistributing or providing access to a work
+with the phrase "Project Gutenberg" associated with or appearing on the
+work, you must comply either with the requirements of paragraphs 1.E.1
+through 1.E.7 or obtain permission for the use of the work and the
+Project Gutenberg-tm trademark as set forth in paragraphs 1.E.8 or
+1.E.9.
+
+1.E.3. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is posted
+with the permission of the copyright holder, your use and distribution
+must comply with both paragraphs 1.E.1 through 1.E.7 and any additional
+terms imposed by the copyright holder. Additional terms will be linked
+to the Project Gutenberg-tm License for all works posted with the
+permission of the copyright holder found at the beginning of this work.
+
+1.E.4. Do not unlink or detach or remove the full Project Gutenberg-tm
+License terms from this work, or any files containing a part of this
+work or any other work associated with Project Gutenberg-tm.
+
+1.E.5. Do not copy, display, perform, distribute or redistribute this
+electronic work, or any part of this electronic work, without
+prominently displaying the sentence set forth in paragraph 1.E.1 with
+active links or immediate access to the full terms of the Project
+Gutenberg-tm License.
+
+1.E.6. You may convert to and distribute this work in any binary,
+compressed, marked up, nonproprietary or proprietary form, including any
+word processing or hypertext form. However, if you provide access to or
+distribute copies of a Project Gutenberg-tm work in a format other than
+"Plain Vanilla ASCII" or other format used in the official version
+posted on the official Project Gutenberg-tm web site (www.gutenberg.org),
+you must, at no additional cost, fee or expense to the user, provide a
+copy, a means of exporting a copy, or a means of obtaining a copy upon
+request, of the work in its original "Plain Vanilla ASCII" or other
+form. Any alternate format must include the full Project Gutenberg-tm
+License as specified in paragraph 1.E.1.
+
+1.E.7. Do not charge a fee for access to, viewing, displaying,
+performing, copying or distributing any Project Gutenberg-tm works
+unless you comply with paragraph 1.E.8 or 1.E.9.
+
+1.E.8. You may charge a reasonable fee for copies of or providing
+access to or distributing Project Gutenberg-tm electronic works provided
+that
+
+- You pay a royalty fee of 20% of the gross profits you derive from
+ the use of Project Gutenberg-tm works calculated using the method
+ you already use to calculate your applicable taxes. The fee is
+ owed to the owner of the Project Gutenberg-tm trademark, but he
+ has agreed to donate royalties under this paragraph to the
+ Project Gutenberg Literary Archive Foundation. Royalty payments
+ must be paid within 60 days following each date on which you
+ prepare (or are legally required to prepare) your periodic tax
+ returns. Royalty payments should be clearly marked as such and
+ sent to the Project Gutenberg Literary Archive Foundation at the
+ address specified in Section 4, "Information about donations to
+ the Project Gutenberg Literary Archive Foundation."
+
+- You provide a full refund of any money paid by a user who notifies
+ you in writing (or by e-mail) within 30 days of receipt that s/he
+ does not agree to the terms of the full Project Gutenberg-tm
+ License. You must require such a user to return or
+ destroy all copies of the works possessed in a physical medium
+ and discontinue all use of and all access to other copies of
+ Project Gutenberg-tm works.
+
+- You provide, in accordance with paragraph 1.F.3, a full refund of any
+ money paid for a work or a replacement copy, if a defect in the
+ electronic work is discovered and reported to you within 90 days
+ of receipt of the work.
+
+- You comply with all other terms of this agreement for free
+ distribution of Project Gutenberg-tm works.
+
+1.E.9. If you wish to charge a fee or distribute a Project Gutenberg-tm
+electronic work or group of works on different terms than are set
+forth in this agreement, you must obtain permission in writing from
+both the Project Gutenberg Literary Archive Foundation and Michael
+Hart, the owner of the Project Gutenberg-tm trademark. Contact the
+Foundation as set forth in Section 3 below.
+
+1.F.
+
+1.F.1. Project Gutenberg volunteers and employees expend considerable
+effort to identify, do copyright research on, transcribe and proofread
+public domain works in creating the Project Gutenberg-tm
+collection. Despite these efforts, Project Gutenberg-tm electronic
+works, and the medium on which they may be stored, may contain
+"Defects," such as, but not limited to, incomplete, inaccurate or
+corrupt data, transcription errors, a copyright or other intellectual
+property infringement, a defective or damaged disk or other medium, a
+computer virus, or computer codes that damage or cannot be read by
+your equipment.
+
+1.F.2. LIMITED WARRANTY, DISCLAIMER OF DAMAGES - Except for the "Right
+of Replacement or Refund" described in paragraph 1.F.3, the Project
+Gutenberg Literary Archive Foundation, the owner of the Project
+Gutenberg-tm trademark, and any other party distributing a Project
+Gutenberg-tm electronic work under this agreement, disclaim all
+liability to you for damages, costs and expenses, including legal
+fees. YOU AGREE THAT YOU HAVE NO REMEDIES FOR NEGLIGENCE, STRICT
+LIABILITY, BREACH OF WARRANTY OR BREACH OF CONTRACT EXCEPT THOSE
+PROVIDED IN PARAGRAPH F3. YOU AGREE THAT THE FOUNDATION, THE
+TRADEMARK OWNER, AND ANY DISTRIBUTOR UNDER THIS AGREEMENT WILL NOT BE
+LIABLE TO YOU FOR ACTUAL, DIRECT, INDIRECT, CONSEQUENTIAL, PUNITIVE OR
+INCIDENTAL DAMAGES EVEN IF YOU GIVE NOTICE OF THE POSSIBILITY OF SUCH
+DAMAGE.
+
+1.F.3. LIMITED RIGHT OF REPLACEMENT OR REFUND - If you discover a
+defect in this electronic work within 90 days of receiving it, you can
+receive a refund of the money (if any) you paid for it by sending a
+written explanation to the person you received the work from. If you
+received the work on a physical medium, you must return the medium with
+your written explanation. The person or entity that provided you with
+the defective work may elect to provide a replacement copy in lieu of a
+refund. If you received the work electronically, the person or entity
+providing it to you may choose to give you a second opportunity to
+receive the work electronically in lieu of a refund. If the second copy
+is also defective, you may demand a refund in writing without further
+opportunities to fix the problem.
+
+1.F.4. Except for the limited right of replacement or refund set forth
+in paragraph 1.F.3, this work is provided to you 'AS-IS' WITH NO OTHER
+WARRANTIES OF ANY KIND, EXPRESS OR IMPLIED, INCLUDING BUT NOT LIMITED TO
+WARRANTIES OF MERCHANTIBILITY OR FITNESS FOR ANY PURPOSE.
+
+1.F.5. Some states do not allow disclaimers of certain implied
+warranties or the exclusion or limitation of certain types of damages.
+If any disclaimer or limitation set forth in this agreement violates the
+law of the state applicable to this agreement, the agreement shall be
+interpreted to make the maximum disclaimer or limitation permitted by
+the applicable state law. The invalidity or unenforceability of any
+provision of this agreement shall not void the remaining provisions.
+
+1.F.6. INDEMNITY - You agree to indemnify and hold the Foundation, the
+trademark owner, any agent or employee of the Foundation, anyone
+providing copies of Project Gutenberg-tm electronic works in accordance
+with this agreement, and any volunteers associated with the production,
+promotion and distribution of Project Gutenberg-tm electronic works,
+harmless from all liability, costs and expenses, including legal fees,
+that arise directly or indirectly from any of the following which you do
+or cause to occur: (a) distribution of this or any Project Gutenberg-tm
+work, (b) alteration, modification, or additions or deletions to any
+Project Gutenberg-tm work, and (c) any Defect you cause.
+
+
+Section 2. Information about the Mission of Project Gutenberg-tm
+
+Project Gutenberg-tm is synonymous with the free distribution of
+electronic works in formats readable by the widest variety of computers
+including obsolete, old, middle-aged and new computers. It exists
+because of the efforts of hundreds of volunteers and donations from
+people in all walks of life.
+
+Volunteers and financial support to provide volunteers with the
+assistance they need, is critical to reaching Project Gutenberg-tm's
+goals and ensuring that the Project Gutenberg-tm collection will
+remain freely available for generations to come. In 2001, the Project
+Gutenberg Literary Archive Foundation was created to provide a secure
+and permanent future for Project Gutenberg-tm and future generations.
+To learn more about the Project Gutenberg Literary Archive Foundation
+and how your efforts and donations can help, see Sections 3 and 4
+and the Foundation web page at https://www.pglaf.org.
+
+
+Section 3. Information about the Project Gutenberg Literary Archive
+Foundation
+
+The Project Gutenberg Literary Archive Foundation is a non profit
+501(c)(3) educational corporation organized under the laws of the
+state of Mississippi and granted tax exempt status by the Internal
+Revenue Service. The Foundation's EIN or federal tax identification
+number is 64-6221541. Its 501(c)(3) letter is posted at
+https://pglaf.org/fundraising. Contributions to the Project Gutenberg
+Literary Archive Foundation are tax deductible to the full extent
+permitted by U.S. federal laws and your state's laws.
+
+The Foundation's principal office is located at 4557 Melan Dr. S.
+Fairbanks, AK, 99712., but its volunteers and employees are scattered
+throughout numerous locations. Its business office is located at
+809 North 1500 West, Salt Lake City, UT 84116, (801) 596-1887, email
+business@pglaf.org. Email contact links and up to date contact
+information can be found at the Foundation's web site and official
+page at https://pglaf.org
+
+For additional contact information:
+ Dr. Gregory B. Newby
+ Chief Executive and Director
+ gbnewby@pglaf.org
+
+
+Section 4. Information about Donations to the Project Gutenberg
+Literary Archive Foundation
+
+Project Gutenberg-tm depends upon and cannot survive without wide
+spread public support and donations to carry out its mission of
+increasing the number of public domain and licensed works that can be
+freely distributed in machine readable form accessible by the widest
+array of equipment including outdated equipment. Many small donations
+($1 to $5,000) are particularly important to maintaining tax exempt
+status with the IRS.
+
+The Foundation is committed to complying with the laws regulating
+charities and charitable donations in all 50 states of the United
+States. Compliance requirements are not uniform and it takes a
+considerable effort, much paperwork and many fees to meet and keep up
+with these requirements. We do not solicit donations in locations
+where we have not received written confirmation of compliance. To
+SEND DONATIONS or determine the status of compliance for any
+particular state visit https://pglaf.org
+
+While we cannot and do not solicit contributions from states where we
+have not met the solicitation requirements, we know of no prohibition
+against accepting unsolicited donations from donors in such states who
+approach us with offers to donate.
+
+International donations are gratefully accepted, but we cannot make
+any statements concerning tax treatment of donations received from
+outside the United States. U.S. laws alone swamp our small staff.
+
+Please check the Project Gutenberg Web pages for current donation
+methods and addresses. Donations are accepted in a number of other
+ways including including checks, online payments and credit card
+donations. To donate, please visit: https://pglaf.org/donate
+
+
+Section 5. General Information About Project Gutenberg-tm electronic
+works.
+
+Professor Michael S. Hart was the originator of the Project Gutenberg-tm
+concept of a library of electronic works that could be freely shared
+with anyone. For thirty years, he produced and distributed Project
+Gutenberg-tm eBooks with only a loose network of volunteer support.
+
+
+Project Gutenberg-tm eBooks are often created from several printed
+editions, all of which are confirmed as Public Domain in the U.S.
+unless a copyright notice is included. Thus, we do not necessarily
+keep eBooks in compliance with any particular paper edition.
+
+
+Most people start at our Web site which has the main PG search facility:
+
+ https://www.gutenberg.org
+
+This Web site includes information about Project Gutenberg-tm,
+including how to make donations to the Project Gutenberg Literary
+Archive Foundation, how to help produce our new eBooks, and how to
+subscribe to our email newsletter to hear about new eBooks.