summaryrefslogtreecommitdiff
path: root/27178-h/27178-h.htm
diff options
context:
space:
mode:
Diffstat (limited to '27178-h/27178-h.htm')
-rw-r--r--27178-h/27178-h.htm1806
1 files changed, 1806 insertions, 0 deletions
diff --git a/27178-h/27178-h.htm b/27178-h/27178-h.htm
new file mode 100644
index 0000000..587e6f4
--- /dev/null
+++ b/27178-h/27178-h.htm
@@ -0,0 +1,1806 @@
+<!DOCTYPE html PUBLIC "-//W3C//DTD XHTML 1.0 Strict//EN"
+ "http://www.w3.org/TR/xhtml1/DTD/xhtml1-strict.dtd">
+
+<html xmlns="http://www.w3.org/1999/xhtml">
+ <head>
+ <meta http-equiv="Content-Type" content="text/html;charset=utf-8" />
+ <title>
+ The Project Gutenberg eBook of Na śmierć, by Jan Łada.
+ </title>
+ <style type="text/css">
+/*<![CDATA[ XML blockout */
+<!--
+ p { margin-top: .75em;
+ text-align: justify;
+ margin-bottom: .75em;
+ }
+ h1,h2,h3,h4,h5,h6 {
+ text-align: center; /* all headings centered */
+ clear: both;
+ }
+ hr { width: 33%;
+ margin-top: 2em;
+ margin-bottom: 2em;
+ margin-left: auto;
+ margin-right: auto;
+ clear: both;
+ }
+
+ table {margin-left: auto; margin-right: auto;}
+
+ body{margin-left: 10%;
+ margin-right: 10%;
+ }
+
+ .pagenum { /* uncomment the next line for invisible page numbers */
+ /* visibility: hidden; */
+ position: absolute;
+ left: 92%;
+ font-size: smaller;
+ text-align: right;
+ } /* page numbers */
+
+ .linenum {position: absolute; top: auto; left: 4%;} /* poetry number */
+ .blockquot{margin-left: 5%; margin-right: 10%;}
+ .sidenote {width: 20%; padding-bottom: .5em; padding-top: .5em;
+ padding-left: .5em; padding-right: .5em; margin-left: 1em;
+ float: right; clear: right; margin-top: 1em;
+ font-size: smaller; color: black; background: #eeeeee; border: dashed 1px;}
+
+ .bb {border-bottom: solid 2px;}
+ .bl {border-left: solid 2px;}
+ .bt {border-top: solid 2px;}
+ .br {border-right: solid 2px;}
+ .bbox {border: solid 2px;}
+
+ .center {text-align: center;}
+ .smcap {font-variant: small-caps;}
+ .u {text-decoration: underline;}
+
+ .caption {font-weight: bold;}
+
+ .figcenter {margin: auto; text-align: center;}
+
+ .figleft {float: left; clear: left; margin-left: 0; margin-bottom: 1em; margin-top:
+ 1em; margin-right: 1em; padding: 0; text-align: center;}
+
+ .figright {float: right; clear: right; margin-left: 1em; margin-bottom: 1em;
+ margin-top: 1em; margin-right: 0; padding: 0; text-align: center;}
+
+ .footnotes {border: dashed 1px;}
+ .footnote {margin-left: 10%; margin-right: 10%; font-size: 0.9em;}
+ .footnote .label {position: absolute; right: 84%; text-align: right;}
+ .fnanchor {vertical-align: super; font-size: .8em; text-decoration: none;}
+
+ .poem {margin-left:10%; margin-right:10%; text-align: left;}
+ .poem br {display: none;}
+ .poem .stanza {margin: 1em 0em 1em 0em;}
+ .poem span.i0 {display: block; margin-left: 0em; padding-left: 3em; text-indent: -3em;}
+ .poem span.i2 {display: block; margin-left: 2em; padding-left: 3em; text-indent: -3em;}
+ .poem span.i4 {display: block; margin-left: 4em; padding-left: 3em; text-indent: -3em;}
+ // -->
+ /* XML end ]]>*/
+ </style>
+ </head>
+<body>
+
+
+<pre>
+
+The Project Gutenberg EBook of Na Smierc, by Jan Gnatowski
+
+This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
+almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
+re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
+with this eBook or online at www.gutenberg.org
+
+
+Title: Na Smierc
+ 1863
+
+Author: Jan Gnatowski
+
+Release Date: November 6, 2008 [EBook #27178]
+
+Language: Polish
+
+Character set encoding: UTF-8
+
+*** START OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK NA SMIERC ***
+
+
+
+
+Produced by Jimmy O'Regan (Produced from images generously
+made available by CBN Polona http://www.polona.pl)
+
+
+
+
+
+
+</pre>
+
+
+
+<h1>JAN ŁADA.</h1>
+
+<h1><a name="Na_smierc" id="Na_smierc"></a>Na śmierć</h1>
+
+
+<h1>1863</h1>
+
+
+<p>WARSZAWA - 1916.<br />
+TŁOCZNIA „POLAKA-KATOLIKA”, KRAK.-PRZEDM. 71.</p>
+
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_3" id="Page_3">[3]</a></span></p>
+
+
+<h2><a name="I" id="I"></a>I.</h2>
+
+<p>Przez tych kilka tygodni było u nas dziwnie
+duszno i ciężko. Poprostu nieszczęście wisiało
+w powietrzu: czuło się, jak szło ku nam krok
+za krokiem. A przecież pobyt nasz w Kijowie
+nie był od początku ani spokojny, ani wesoły.
+Od czasu jak Staś siedział w fortecy, mogłem
+przywyknąć do przestraszonych i wybladłych
+twarzy, do szeptów po kątach, takich, jak przy
+chorym lub nieboszczyku, do tłumionych płaczów,
+o których powód nie wolno mi było pytać.
+Nie dziwili mnie już nieznajomi, przychodzący
+do nas ukradkiem o różnych porach
+dnia i nocy i znikający gdzieś po cichu tylnem
+wejściem, po tajemniczej naradzie z mamą i
+panną Felicyą, za zamkniętemi drzwiami salonu
+lub sypialni. Tyle razy widziałem moją
+matkę śmiertelnie znużoną i znękaną, gdy wracała
+z całodziennego biegania po kancelaryach
+i urzędach, że mnie to już ani przestraszało,
+ani nawet smuciło, jak dawniej. W ośmiu latach
+jest się takim egoistą! Teraz jednak było
+widocznie coś gorszego, niż przedtem. Wszyscy
+u nas w domu chodzili, jak struci, swoi i obcy.
+Gdy ktoś nadszedł, zaczynały się szepty, przerywane
+łzami&mdash;ale o co chodziło, nie mogłem
+się dowiedzieć. Gdy się dopytywałem, zbywano
+<span class="pagenum"><a name="Page_4" id="Page_4">[4]</a></span>
+mnie jakimś słabym wykrętem, w który nie wierzyłem.</p>
+
+<p>Raz wreszcie powiedziała mi panna Felicya:</p>
+
+<p>&mdash;Staś chory, bardzo chory. Módl się za
+niego gorąco&mdash;może cię Bóg wysłucha.</p>
+
+<p>Modliłem się więc i dlatego, że Stasia kochałem,
+i dlatego, że ostatecznie nic innego
+nie miałem do roboty. Nikt na mnie nie zwracał
+uwagi. Czasem która z pań czarno ubranych,
+jakich tyle wciąż przychodziło teraz do
+nas, przycisnęła mnie do piersi, kiwając głową
+i szepcąc: Biedny, biedny Janiu! Dlaczego
+jednak ja miałem być biedny, skoro chorym
+był mój brat&mdash;tego nie byłem w stanie zrozumieć.
+Na prawdę tak bardzo biednym się nie
+czułem, choćby dlatego, że pierwszy raz w życiu
+mogłem robić, co mi się tylko podobało.
+W domu cały porządek dnia był przewrócony
+do góry nogami. Żadnych stałych godzin obiadu
+i kolacyi, żadnych lekcyi. Leonia, wyprawna
+panna służąca mojej matki, a teraz szafarka
+i zarządczyni naszego miejskiego gospodarstwa,
+chodziła jak nieprzytomna z opuchłemi oczyma,
+nie kłócąc się z kucharzem i nie łając pokojówki.
+Panna Felicya nie robiła mi uwag, że
+się źle trzymam i nie poprawiała moich francuskich
+frazesów&mdash;kiedy mamy nie było, stała
+w oknie wyglądając jej i wzdychając&mdash;kiedy
+mama wracała, nie odchodziła od niej ani na
+chwilę.</p>
+
+<p>Mama przez te dwa tygodnie zmieniła się
+nie do poznania. Zawsze delikatna i wątła, teraz
+blada była, jak wosk, a przezroczysta, jak
+<span class="pagenum"><a name="Page_5" id="Page_5">[5]</a></span>
+alabaster, oczy tylko paliły się zapadłe głęboko,
+błędne, napół przytomne, niby gromnice.</p>
+
+<p>Wchodząc, rzucała najczęściej pannie Felicyi
+i Leonii, biegnącym na jej spotkanie, jedno
+słowo, jakby wydarte z gardła: „Daremne,
+wszystko daremne”, i szła wraz z niemi, słaniając
+się do domowego ołtarzyka, przy którym
+długie godziny spędzała, klęcząc lub leżąc
+pod krzyżem.</p>
+
+<p>Czasem, gdy mnie zobaczyła, chwytała gwałtownie,
+tuląc do piersi i okrywając głowę pocałunkami,
+które mnie paliły jak ogień.</p>
+
+<p>&mdash;Dziecko moje, szeptała, dziecko nieszczęsne,
+ostatnie... Ty już jeden... Ty mi tylko
+zostajesz. Ojciec w grobie a brat, Staś mój,
+najdroższy, rodzony, syn mój... O Jezu, Jezu,
+Jezu!</p>
+
+<p>I potem odtrącała mnie namiętnym ruchem.</p>
+
+<p>&mdash;Nie, ty mi go nie zastąpisz, nigdy,
+nigdy!</p>
+
+<p>Raz wreszcie wieczorem wpadł wuj Ksawery.</p>
+
+<p>Lubiłem go bardzo i cieszyłem się, ile razy
+przychodził, bo niedość, że miał zawsze dla
+mnie cukierki i jabłka po kieszeniach, ale i zapas
+dykteryjek, konceptów i figlów takich, jak
+nikt, i nietylko mnie umiał zabawić ale nawet
+Leoncia wiecznie nadąsana, rozchmurzała się,
+gdy przychodził, nawet panna Felicya przestawała
+gderać i mama, zamyślona zawsze i smutna,
+uśmiechała się na jego widok.</p>
+
+<p>Istotnie, gdzie się zjawił ze swoją wielką łysiną
+i nasztorcowanymi wąsikami, wchodziło
+<span class="pagenum"><a name="Page_6" id="Page_6">[6]</a></span>
+z nim, jeżeli nie wesele, bo w tych czasach
+trudno o nie było, to przynajmniej chwilowe
+uspokojenie i zapomnienie o gniotących troskach.</p>
+
+<p>Tym razem jednak wuj Ksawery posępny
+był, jak noc. Otworzył drzwi pocichu i zatrzymał
+się na progu, oglądając się w około.</p>
+
+<p>&mdash;Kazi niema?&mdash;szepnął.</p>
+
+<p>Panna Felicya podbiegła ku niemu przestraszona.</p>
+
+<p>&mdash;Co się stało?&mdash;zawołała.</p>
+
+<p>&mdash;Kazia nie wróciła?&mdash;powtórzył.</p>
+
+<p>&mdash;Nie, jeszcze jej nie ma. Ale na miłość
+Boga, coś jest, pan coś wie? Mówże pan prędzej!</p>
+
+<p>Przedpokój był wielki i ciemny, tylko mała
+lampka migotała w kącie. Przytuliłem się do
+ściany cichutko, nasłuchując i zapierając oddech
+w piersiach, żeby się nie zdradzić, że tu
+jestem i słyszę.</p>
+
+<p>Wuj Ksawery milczał przez chwilę, jakby
+mu brakło oddechu, Wreszcie rękami rozwiódł
+i wyjęknął:</p>
+
+<p>&mdash;Nieszczęście!</p>
+
+<p>Panna Felicya chwyciła go za ramiona.</p>
+
+<p>&mdash;Jezus Marya&mdash;krzyknęła&mdash;już?</p>
+
+<p>Wuj pochylił się ku niej i powiedział coś
+stłumionym głosem, czego nie mogłem dosłyszeć.
+Odbiły się o moje uszy dwa razy tylko:</p>
+
+<p>&mdash;Podpisany... Pojutrze...</p>
+
+<p>Panna Felicya stała przez chwilę, jak skamieniała,
+zakrywszy twarz rękami.</p>
+
+<p>&mdash;A ja nie wierzyłam, spodziewałam się&mdash;
+<span class="pagenum"><a name="Page_7" id="Page_7">[7]</a></span>
+szepnęła&mdash;a teraz.., I nic już, żadnej rady, żadnego
+ratunku?</p>
+
+<p>Wuj poruszył głową.</p>
+
+<p>&mdash;Czegóż się nie robiło?&mdash;rzekł powoli, bezdźwięcznym
+głosem. I tu, i w Petersburgu. Od
+czasu przecie, jak w jego sprawie zaszła ta nieszczęsna
+komplikacya, poruszyliśmy wszystkie
+sprężyny. Sam myślałem, że uda się&mdash;tymczasem...</p>
+
+<p>&mdash;Biedna, biedna matka&mdash;szepnęła panna
+Felicya.</p>
+
+<p>Stali teraz przy sobie, milcząc. W sąsiednim
+pokoju słychać było miarowy stukot ściennego
+zegara. W tej ciszy zrobiło mi się bardzo
+straszno i doznałem takiego uczucia, jakby tych
+dwoje ludzi nieruchomych i milczących, było
+parą ludzi umarłych. Chciało mi się płakać...
+ale się wstrzymałem z wielkim wysiłkiem.</p>
+
+<p>Tymczasem wuj Ksawery zbliżył się do panny
+Felicyi tak, że ich głowy prawie się dotykały
+i zaczął jej coś mówić prędko i cicho. Nie
+mogłem nic prawie dosłyszeć. Tu i owdzie tylko
+jakieś pojedyncze słowo dochodziło do mnie.
+Panna Felicya słuchała ż gorączkowem zaciekawieniem.</p>
+
+<p>&mdash;Więc jutro rano, prawda?&mdash;szepnęła.
+I księżna z pewnością?..</p>
+
+<p>&mdash;Z wszelką pewnością... Tylko Kazia... żeby
+przedtem nie wiedziała... Wszystko od tego
+ostatniego kroku zawisło, a niechby siły nie dopisały...
+Niech więc nie wie...</p>
+
+<p>&mdash;Któżby jej powiedział?—oburzyła się na-
+raz panna Felicya. O to proszę być spokojnym;
+zresztą i tak nikt...</p>
+
+<p>
+<span class="pagenum"><a name="Page_8" id="Page_8">[8]</a></span>
+&mdash;W mieście wszyscy wiedzą już, rzekł
+wuj. Jutro w kościele co żyje...</p>
+
+<p>Panna Felicya zalała się łzami.</p>
+
+<p>&mdash;Tak, to jedno zostało, szepnęła urywanym
+głosem;&mdash;jeden Bóg!</p>
+
+<p>Weszli do salonu, a ja w tejże chwili, drugiemi
+drzwiami wpadłem do Leonci, zajętej jakąś
+robotą w sypialni.</p>
+
+<p>Musiałem być bardzo zmieniony na twarzy,
+bo Leoncia mimo swojej fluksyi i przygnębienia,
+zwróciła na mnie uwagę.</p>
+
+<p>&mdash;Co ci jest, Janku? spytała, odwracając
+głowę od szycia; przestraszyłeś się czego,
+czy co?</p>
+
+<p>&mdash;Leonciu,&mdash;zacząłem, dławiąc się.&mdash;Leonciu...
+coś złego... panna Felicya... wuj Ksawery...</p>
+
+<p>I wybuchnąłem płaczem.</p>
+
+<p>Leonia uderzyła w dłonie.</p>
+
+<p>&mdash;Matko najświętsza,&mdash;krzyknęła&mdash;pewnie nasz Staś...</p>
+
+<p>I wybiegła do salonu.</p>
+
+<p>Tego wieczora nie widziałem już ani Leonci,
+ani panny Felicyi, ani mamy.</p>
+
+<p>Horpyna, pokojówka, rozebrała mnie i została
+przy mojem łóżku, pókim nie zasnął, opowiadając
+mi bajki. Opowiadała je bardzo pięknie
+i była to dla mnie największa nagroda, gdy
+mi pozwalano jej słuchać; tym razem jednak
+nie słyszałem ani słowa.</p>
+
+<p>Czułem, że coś strasznego się stało, nie wiedziałem
+tylko co. Ale to wiedziałem, że chodziło
+o Stasia.</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_9" id="Page_9">[9]</a></span></p>
+
+
+<h2><a name="II" id="II"></a>II.</h2>
+
+<p>Ubierałem się na drugi dzień sam jeden
+w pokoju, nie widząc żywej duszy od rana,
+kiedy mnie naraz uderzył turkot powozu, zatrzymującego
+się przed domem.</p>
+
+<p>Uliczka, przy której mieszkaliśmy, była
+ustronną i mało zaludnioną. Wśród ogradzających
+ją parkanów, rzadko kiedy wóz się
+przesunął&mdash;rzadziej jeszcze przejeżdżał zwoszczyk.
+0 powozach nie było mowy. Tem bardziej mnie
+zajął wspaniały ekwipaż z liberyjną służbą, stojący
+przed gankiem. Wybiegłem do przedpokoju.
+Panna Felicya spotykała tam właśnie i prowadziła
+do salonu starszą damę, w której poznałem
+księżnę. Widywałem ją nieraz, ale zawsze
+piechotą i w czerni. Obecnie uderzył mnie
+przedewszystkiem strój jej, dla oka przywykłego
+do żałoby niezwykły; suknia popielata i fioletowe
+kwiaty u kapelusza.</p>
+
+<p>Przypomniałem sobie w tej chwili kolorowe
+kokardy i wstążki, któremi kilkakrotnie panna
+Felicya ubierała mojej matce jej czarne ubranie.
+Poznawałem po tem zawsze, że mama jedzie
+na audyencyę do generała gubernatora. Oczywiście
+musiała tam jechać teraz księżna.</p>
+
+<p>Przez kilka minut z salonu i sypialni słychać
+było gwar urywanej rozmowy i posuwanych
+sprzętów. Wreszcie drzwi się otwarły
+i mama wyszła do przedpokoju, oparta na ramieniu
+księżnej, jeszcze bledsza i bardziej osłabiona,
+niż zwykle. Panna Felicya biegła za nią,
+przytrzymując ją i upinając szpilkami fioletową
+szarfę dokoła czarnego kapelusza.</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_10" id="Page_10">[10]</a></span>
+&mdash;Jeszcze chwilka&mdash;wołała zadyszana.&mdash;Trzeba
+przecie, żeby leżało porządnie. Gotowe
+się rozpiąć a wtedy powiedzą, że pani umyślnie
+w żałobie przyjechała.</p>
+
+<p>Księżna spojrzała na zegarek.</p>
+
+<p>&mdash;Mamy dosyć czasu&mdash;rzekła.&mdash;Generałowa
+nie siada do śniadania przed dziesiątą, a właśnie
+w tym momencie chcę ją uchwycić.</p>
+
+<p>Moja matka stała nieruchoma i obojętna,
+jakby nie słysząc i nie widząc, co się z nią
+dzieje. Panna Felicya krzątała się koło niej,
+wspinając na palce swoją maleńką figurkę
+i podskakując swoim zwyczajem. Skończyła
+wreszcie, wiążąc wstążki od kapelusza w kokardę
+u szyi.</p>
+
+<p>&mdash;No, teraz będzie się trzymać&mdash;rzekła, odstępując.</p>
+
+<p>Mama koniec wstążki podniosła zwolna do
+oczu, a potem skręciła ją w ręku nerwowym
+ruchem.</p>
+
+<p>&mdash;I pomyśleć&mdash;rzekła do księżnej głuchym
+rozbitym głosem&mdash;że tam moje dziecko w kaźni,
+w nędzy, w oczekiwaniu śmierci, a tu w sercu
+ból i strach, i rozpacz, że trzeba iść do nich,
+do tych... czołgać się przed nimi o litość, o łaskę,
+o życie... i do tego wszystkiego brać na
+siebie kolorowe kokardy.</p>
+
+<p>&mdash;Pomyśl pani, że to dla niego, dla ratunku
+syna&mdash;szepnęła księżna, obejmując i przyciskając
+do siebie moją matkę.</p>
+
+<p>&mdash;Dla Stasia, dla naszego chłopca
+drogiego&mdash;dodała panna Felicya, nachylając się do
+jej ręki.</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_11" id="Page_11">[11]</a></span>
+Drzwi się zamknęły. Przez chwilę słyszałem
+kroki na schodach, potem z ulicy doleciał
+trzask zamykających się drzwiczek i głuchy turkot
+karety po błotnistej ulicy. Potem zrobiło
+się cicho. Otworzyłem drzwi, chcąc wejść do jadalni,
+kiedy mnie zawrócił głos panny Felicyi.</p>
+
+<p>Spojrzałem na nią. Siedziała w kącie przedpokoju,
+z rękami opuszczonemi bezwładnie,
+z szklanemi, nieruchomemi oczyma. Ona, taka
+żywa i kręcąca się bez wytchnienia! Jej ospowata
+twarz o twardych i nieregularnych rysach
+wyglądała brzydziej, niż zwykle. Nos poczerwieniał
+i zaostrzył się, głowa się trzęsła, jak u staruszki,
+i zwolna, tocząc się jedna za drugą,
+spływały po żółtych policzkach wielkie łzy.</p>
+
+<p>Nie mogę powiedzieć, żebym ją lubił. Nie
+byłem wówczas w stanie ocenić ani jej przywiązania
+do nas wszystkich, ani tych gruntownych
+cnót, które u poczciwej starej panny, od
+trzydziestu lat należącej do naszej rodziny,
+ukrywały się pod powłoką wpadających w oczy
+słabostek i dziwactw. Widziałem tylko tę powłokę
+odstręczającą nieraz, a zawsze prawie
+śmieszną i pamiętałem dobrze, że dla mnie panna
+Felicya była kodeksem przyzwoitości, prostego
+trzymania się i dobrych manier i że myśl
+o niej łączyła się koniecznie z myślą o gderaniu,
+o gramatycznych regułach Noela i Chapsala
+i o szaliku, owijanym mi na szyi w najgorętsze
+dni letnie. Teraz jednak podbiegłem do
+niej i przytuliłem głowę, obejmując ją serdecznie
+rękami, tak jak to czyniłem z mamą.</p>
+
+<p>&mdash;Co pannie Felicyi jest?&mdash;zawołałem.&mdash;Czego
+panna Felicya płacze?</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_12" id="Page_12">[12]</a></span>
+Ona mnie z niezwykłą u niej czułością przycisnęła
+do serca.</p>
+
+<p>&mdash;Czemu?&mdash;odpowiedziała przez łzy;&mdash;czemu?
+Ach, bodajbyś zbyt prędko nie dowiedział
+się o tem biedny, biedny mój chłopcze!</p>
+
+<p>Znowu więc miałem być biedny! Dlaczego?</p>
+
+<p>&mdash;Czy może Stasiowi gorzej?&mdash;zapytałem.
+Panna Felicya zakryła twarz rękami.</p>
+
+<p>&mdash;Gorzej, o wiele gorzej,&mdash;rzekła przytłumionym
+głosem,&mdash;Nawet całkiem źle. Módl się
+za niego, Janiu. Bóg czasem wysłuchuje dziecinne
+modlitwy. Albo chodź ze mną, pójdziemy
+do kościoła.</p>
+
+<p>Wyszliśmy za chwilę. W kościele modliło
+się mnóstwo osób, prawie jak w niedzielę.
+Przed ołtarzem Matki Bożej po prawej stronie
+aż czarno było, tyle pań w żałobie klęczało
+obok siebie lub leżało krzyżem. Trzymając mnie
+za rękę, podeszła tam panna Felicya.</p>
+
+<p>&mdash;Klęknij Janiu i módl się, módl się bardzo
+gorąco za biednego Stasia.</p>
+
+<p>Mówiąc to, upadła na kolana, a za chwilę
+z jękiem głuchym rozciągnęła ręce i położyła
+się krzyżem na zimnej i wilgotnej posadzce.</p>
+
+<p>Przed ołtarzem Bogarodzicy kończyła się
+właśnie wotywa. Ksiądz Osmólski ją odprawiał,
+ten sam, o którym słyszałem, że spowiadał
+więźniów w fortecy i skazanych odprowadzał na
+śmierć. Był to młody ksiądz, szkolny kolega
+Stasia. Mama lubiła go bardzo, mogła z nim
+mówić o synu. Bywał też u niej często i niejeden
+wieczór zimowy przeszedł mi na słuchaniu
+jego pełnego, metalowego głosu, który mi
+brzmiał w uszach, jak muzyka.</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_13" id="Page_13">[13]</a></span>
+Dziś głos mu nie dopisywał. Urywał się
+i słabł co chwila, przy <i>Ite missa est</i> całkiem
+uwiązł w gardle. Twarz miał też zmienioną
+i bladą. Dziwna rzecz zresztą: to samo widziałem
+u wszystkich znajomych osób, będących
+w kościele, a było ich bardzo wiele, prawie
+wszyscy, i wszyscy jacyś zmieszani, niespokojni
+i smutni. Co chwila któraś z pań, podchodząc
+ściskała mnie, pytała z cicha o mamę
+i przykładając chustkę do oczu, klękała z boku.
+Ciotka Aniela, siostra mamy, łkała, schylona
+ku ziemi. Stryjenka Zygmuntowa leżała krzyżem
+obok panny Felicyi, a tuż przy ołtarzu,
+w jej ruchomem mechanicznem krześle zobaczyłem
+z prawdziwem zdumieniem babcię Justynę,
+najstarszą w naszej rodzinie, sparaliżowaną,
+ślepą i głuchą, nigdy prawie nie opuszczającą
+mieszkania.</p>
+
+<p>Ostatnia ewangelia skończyła się tymczasem.
+Ksiądz ukląkł na stopniach ołtarza. W kościele
+zrobiło się bardzo cicho, wszystkie oczy zwróciły
+się ku ołtarzowi.</p>
+
+<p>&mdash;Pomódlmy się na intencyę Bogu wiadomą.
+Prośmy Matkę Najświętszą...</p>
+
+<p>Słowa się urwały i znów było cicho przez
+chwilę. Naraz od tylnych ławek rozległ się głośny
+jęk i płacz i w tejże chwili kościół cały
+zatrząsł się od łkania. Jak iskra, gdy padnie
+niespodzianie na wysuszony a palny materyał,
+wybucha ogromnym płomieniem i odrazu morzem
+ogni rozlewa się dokoła, tak i z tych serc
+wielu obciążonych i smutnych, pełnych goryczy
+i trwogi, wylało się na zewnątrz to wszystko
+<span class="pagenum"><a name="Page_14" id="Page_14">[14]</a></span>
+w jednej chwili, co w nich się kryło cierpienia
+i żalu. Ale w tych czasach cierpieć było wolno,
+ale nie wolno było cierpienia wyjawiać i skarżyć
+się na nie. Ksiądz Osmólski zerwał się
+szybko i zwracając się ku płaczącemu tłumowi,
+zawołał gromkim głosem:</p>
+
+<p>&mdash;Cicho, na miłość Boga, cicho!</p>
+
+<p>A potem dobywając wszystkich sił po nad
+ten huragan jęków i krzyków boleści, pełną
+piersią zaintonował:</p>
+
+<p>&mdash;Pod Twoją obronę!</p>
+
+<p>I zrobiła się rzecz dziwna. Jęk nie ustał,
+płacz nie zmilczał, ale i jęk i płacz przeszedł
+odrazu w śpiew i modlitwę, zlał się z potężnym
+głosem organu i popłynął w górę nutą
+kościelnej pieśni. Tylko, że ta pieśń inną była,
+niż zwykle. Drgały w niej wszystkie łzy, bardzo
+długo wtłaczane w głąb duszy przez ten
+tłum w żałobie; dźwięczał ból bezbrzeżny, jak
+bezmierną była niedola tych ludzi, dźwięczała
+skarga bez nadziei na ziemi i prośba o litość,
+o zmiłowanie, o kroplę rosy niebieskiej dla ust
+spalonych cierpieniem i serc wyschłych z tęsknoty.
+„Pod Twoją obronę...” I wyciągały się
+ręce, i podnosiły się oczy pełne łez ku temu
+niebu, w którem jedyna była ucieczka i otucha,
+skoro wszystko zawiodło na ziemi. I te
+wszystkie serca obciążone i smutne chyliły się
+w proch przed Tą, którą zwały swą „Panią”
+i z ust drgających bólem, szło wołanie pokorne
+a gorące „Prośbami naszemi nie racz gardzić
+w potrzebach naszych”. Ach, te potrzeby były
+tak wielkie, prośby tak naglące, nędze tak nieznośne,
+<span class="pagenum"><a name="Page_15" id="Page_15">[15]</a></span>
+a Ta, do której się zwracały oczy, usta
+i serca, wszak była Orędowniczką, wszak była
+Pocieszycielką, wszak od tylu wieków była
+Królową tego ludu!</p>
+
+<p>Wiele lat przeszło od tej chwili. Życie zgięło
+mnie ku ziemi i zahartowało serce. Szron
+jesieni padł na kwiaty mej młodości i na wspomnienia
+lat dziecinnych, warząc jedne, zmiatając
+inne bez śladu. Widziałem cierpienie i ludzi,
+co z cierpienia umierali, patrzałem na konwulsye
+konających, słyszałem jęki rannych. Żaden
+odgłos ziemi nie zagłuszył w mej pamięci
+hymnu słyszanego w kijowskim kościele, w tym
+dniu pamiętnym, posępnym i ciemnym jak ten,
+który miał przyjść po nim.</p>
+
+
+<h2><a name="III" id="III"></a>III.</h2>
+
+<p>Wracając do domu, spotkaliśmy na schodach
+Leoncię.</p>
+
+<p>Panna Felicya rzuciła się do niej.</p>
+
+<p>&mdash;I cóż, zawołała, czy pani przyjechała?</p>
+
+<p>Leoncia nie odpowiedziała nic. Chwyciła
+pannę Felicyę za ramiona i popchnęła ją do
+jadalni; potem w kącie, pod oknem, urywanym
+głosem zaczęła jej coś mówić. Słyszałem tylko
+wykrzykniki panny Felicyi:</p>
+
+<p>&mdash;Jezu miłosierny! Jutro! I nawet widzieć
+się z nim nie dają! Nawet matce syna pożegnać!
+O, nieszczęście! O Boże, Boże!</p>
+
+<p>Wreszcie Leoncia skończyła. Wtedy obie kobiety
+wybuchły głośnym płaczem i rzuciły się
+sobie w objęcia. Ale panna Felicya w tejże
+chwili przytłumiła łkanie.</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_16" id="Page_16">[16]</a></span>
+&mdash;Ciszej, na Boga, szepnęła; pani marszałkowa
+gotowa posłyszeć.</p>
+
+<p>Leoncia potrząsła głową i ręką.</p>
+
+<p>&mdash;Pani marszałkowa jest w sypialnym pokoju.
+Przy niej ksiądz prałat i pani podkomorzyna.
+Stąd nie słychać. A zresztą wszystko
+jedno. Wie o wszystkiem.</p>
+
+<p>&mdash;I o tem, że jej syna nie dadzą pożegnać?</p>
+
+<p>&mdash;I o tem.</p>
+
+<p>&mdash;I jakże to stało się? Czy słyszałaś?</p>
+
+<p>Księżna opowiedziała. Przyjechali, powiada,
+do pałacu&mdash;księżna, że to ma wstęp wolny do
+tej moskiewicy, więc z naszą panią prosto do
+jej pokojów, bez anonsowania, boby pewnie
+nie przyjęła. Generałowa, słyszę, zmieszała się
+okropnie. Pani Marszałkowej coś tam bąkała
+niewyraźnie, a potem księżnę bierze na stronę.
+„Daremnoś, mówi, i mnie i tej nieszczęśliwej
+zrobiła przykrość. Rzecz skończona. Mój mąż
+wczoraj wieczorem wyrok wojennego sądu potwierdził.
+Mnie jeszcze przedtem, kiedy księżna
+w tej sprawie przyjeżdżałaś do mnie, zakazał
+do tego się mieszać. Możeby i chciał co zrobić,
+ale nie może. On nie cesarz&mdash;sam się
+obawia”... Księżna się pyta: „A gdyby do niego
+jeszcze szturm przypuścić? Toż to matka&mdash;toż
+jej o życie dziecka chodzi!” Moskiewica na
+to: nie i nie. Aż wreszcie rozpłakała się. „Osądź
+sama, mówi; jaż przecie nie z kamienia, mnie
+żal i serce boli, jak patrzę na tę nieszczęśliwą,
+ale cóż zrobić, cóż zrobić? Nieszczęście! Rady
+żadnej. Jedno chyba wam już uczynię, choć
+<span class="pagenum"><a name="Page_17" id="Page_17">[17]</a></span>
+mąż będzie na mnie wściekły za to: puszczę
+was do jego kancelaryi przez moje apartamenta.
+Nie pomoże to, wiem, ale niech choć nic
+wam na sumieniu nie zostanie”. Tak i zrobiła.</p>
+
+<p>&mdash;Więc pani widziała generała?</p>
+
+<p>&mdash;A jakże. Widziała. Uklękła przed nim,
+ona, taka wobec nich dumna. Ale czegóż matka
+dla dziecka nie zrobi? Księżna mówi, że on był,
+jak z lodu. Grzeczny, zimny, obojętny, jakby
+to nie o życie ludzkie chodziło. O przeklęty!
+Bodajby...</p>
+
+<p>Panna Felicya zakryła jej usta dłonią.</p>
+
+<p>&mdash;Cicho, Leonciu, uspokój się, nie przeklinaj,
+bój się Boga! Mów dalej. Cóż generał?</p>
+
+<p>&mdash;A cóż? Podniósł panią, posadził, wody
+kazał podać i bardzo grzecznie powiedział, że
+nie zrobi nic, ale to nic zgoła. Ten zwierz
+w ludzkiej postaci, kat w białych rękawiczkach!
+I Pan Bóg patrzy na to!</p>
+
+<p>Panna Felicya przerwała jej znowu.</p>
+
+<p>&mdash;Leonciu, nie bluźnij. Nie dodawaj grzechu
+do nieszczęścia. Wola Boża. Więc i widzieć
+się nie pozwolił?</p>
+
+<p>Leoncia wstrząsnęła głową.</p>
+
+<p>&mdash;Nie mogę, mówi, mam rozkaz wyraźny.</p>
+
+<p>Potem powiada&mdash;słyszy pani tego łotra, tego
+szatana!&mdash;widzenie z nim oddziałałoby zgubnie
+na zdrowie pani, a jemu odebrałoby spokój
+i rezygnacyę, tak potrzebną w jego położeniu.
+Uważa pani, panno Felicyo? On dba o zdrowie
+naszej pani, o spokój naszego Stasia... O Jezu,
+Jezu!</p>
+
+<p>Panna Felicya pochyliła głowę w milczeniu.</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_18" id="Page_18">[18]</a></span>
+&mdash;Kto wie&mdash;szepnęła&mdash;może było w tem
+jednak trochę słuszności.</p>
+
+<p>Leoncia oburzyła się.</p>
+
+<p>&mdash;Będzie im panna Felicya jeszcze słuszność
+przyznawać&mdash;zawołała.&mdash;A jak Stasia naszego
+nie stanie, a naszej pani&mdash;o Matko Najświętsza&mdash;nie
+dadzą go choć raz jeszcze przed
+śmiercią zobaczyć, pożegnać, to co wtedy będzie?
+Czy nie będzie to ją do końca życia
+gryźć i szarpać, że jej tego nie pozwolili
+zrobić?</p>
+
+<p>&mdash;Prawda&mdash;szepnęła spuszczając głowę panna
+Felicya&mdash;straszna prawda...</p>
+
+<p>Leoncia chciała coś dalej mówić, ale w tej
+chwili wszedł do pokoju ksiądz prałat.</p>
+
+<p>&mdash;Niech panna Leonia pójdzie do pani
+marszałkowej&mdash;rzekł.</p>
+
+<p>Ksiądz prałat Dobszewicz, spowiednik mojej
+matki i przyjaciel, doradca, duchowny kierownik
+całej naszej rodziny, był jedną z najbardziej
+znanych a może najbardziej szanowaną postacią
+w Kijowie. Jego sucha, ascetyczna twarz o
+surowym profilu starca i głębokiem, uderzającem
+chwilami z pod brwi krzaczastych, jak piorun,
+spojrzeniu, przejmowała czcią nawet tych,
+u których nie budziłu sympatyi. Święty może
+trochę więcej na modłę groźnych proroków starego
+zakonu, niż wedle pełnego słodyczy wzoru
+Franciszka Salezego lub Wincentego a Paulo,
+ten stary ksiądz z głębi żmudzkich borów, imponował
+raczej, niż pociągał. Było w nim jednak
+bardzo wiele i bardzo głębokiego uczucia,
+tylko że przez lat tyle stawiając więcej od innych
+<span class="pagenum"><a name="Page_19" id="Page_19">[19]</a></span>
+czoło burzy, wgniótł to uczucie w głąb
+duszy i stał się podobny do granitu, o który
+odbijają się daremnie, hucząc, szalejąc morskie
+bałwany i nawałnice. Teraz właśnie musiał na
+to patrzeć, jak przemoc obca przeciw której przez
+życie całe walczył z cichą wytrwałością
+litewską, przykładała siekierę do dzieła całego
+tego życia. Od dwudziestu lat kapelan. profesor,
+poniekąd moralny przywódca polskiej i katolickiej
+młodzieży na tym schyzmatyckim rosyjskim
+uniwersytecie, stał teraz właśnie wobec
+najcięższej i najstraszliwszej chwili życia; wobec
+wyroku śmierci, wydanego na jego katedrę
+w uniwersytecie i jego ukochaną uniwersytecką
+kaplicę, patrzeć musiał na całe jedno pokolenie
+swojej młodzieży, zagrożone zagładą lub
+wygnaniem, gnijące w więzieniach fortecznych
+i kazamatach Prozorowskiej baszty.</p>
+
+<p>A jednak i teraz ten stary ksiądz stał nieugięty
+i niezachwiany, tylko więcej bruzd miał
+na czole, tylko surowiej i smutniej patrzały siwe
+oczy z pod brwi ściągniętych.</p>
+
+<p>Zaledwie Leoncia wyszła, zwrócił się do
+panny Felicyi, całującej jego rękę.</p>
+
+<p>&mdash;Czyście przygotowały co potrzeba do nabożeństwa?
+Pewnie zapomniałyście w tym waszym
+smutku i kłopocie.</p>
+
+<p>Panna Felicya klasnęła w dłonie.</p>
+
+<p>&mdash;Prawda, zawołała. Na śmierć zapomniałam.
+Ale wszystko jest w domu. Tylko urządzić
+trzeba. Zaraz się tem zajmę. Proszę okna od
+ulicy zasłonić, żeby kto nie podpatrzył i nie
+doniósł.</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_20" id="Page_20">[20]</a></span>
+Był w tych czasach pełnych klęski i grozy
+zwyczaj w Kijowie, że ilekroć większe niebezpieczeństwo
+groziło jednemu z fortecznych
+więźniów, a tem bardziej, jeżeli którego z nich
+skazano na śmierć, rodzina i przyjaciele nieszczęśliwego
+zostawali przez całą dobę i więcej,
+aż do rozstrzygnięcia sprawy iub do wykonania
+wyroku, na wspólnej, nieustannej modlitwie.
+Od wczesnego rana zbierano się w kościele,
+gdzie wszystkie Msze święte ofiarowane
+bywały na tę intencyę. We łzach, krzyżem leżąc,
+słuchały nabożeństwa matki, żony, córki
+tych, na których wydawano właśnie wyrok
+śmierci lub Sybiru. Gdy Msze się pokończyły,
+u rodziny w pomieszkaniu urządzano pokryjomu
+ołtarz, przed którym, zmieniając się kolejno,
+klękali znajomi i bliżsi, a nawet dalecy i nieznani,
+złączeni tylko braterstwem współczucia,
+które w tych smutnych dniach było jedynym
+jaśniejszym promieniem dla serc zbolałych
+i wspólnym, potężnie wszystkich zespalającym
+węzłem.</p>
+
+<p>Panna Felicya, z pomocą Leonci i ciotki
+Anieli, ustawiała w małym, ciemnym gabineciku
+obok sypialni ołtarzyk. Na białym obrusie,
+pomiędzy sześciu woskowemi świecami,
+jaśniała złota szata Berdyczowskiej Bogarodzicy,
+a przy niej poczerniały srebrny relikwiarz, który
+pradziad miał z sobą pod Wiedniem. Tymczasem
+drzwi od przedpokoju nie zamykały się.
+Ciągle ktoś wchodził i, nie zatrzymując się,
+spieszył do improwizowanej kaplicy.</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_21" id="Page_21">[21]</a></span></p>
+
+
+<h2><a name="IV" id="IV"></a>IV.</h2>
+
+<p>Na palcach, po cichu wcisnąłem się do sypialni.
+W swoim wielkim fotelu koło łóżka siedziała
+mama. Zdawało się, że śpi, bo oczy
+miała pół przymknięte, nieruchome, jakby martwa,
+bez jednej kropli krwi. Prałat stał koło
+niej, trzymając w rękach dłoń jej zwisła bezwładnie
+na poręczy. Babcia podkomorzyna siedziała
+obok nachylona, wpatrując się w tę biedną
+twarz, z której zdawało się, że życie uciekło.
+Leoncia stała w głowach, nacierając jej
+skronie jakimś płynem. U kolan klęczała wnuczka
+babci podkomorzyny, kuzynka Anusia, w grubej
+żałobie po ojcu, którego przed trzema miesiącami
+Murawiew powiesił w Wilnie.</p>
+
+<p>Patrzałem przestraszony, milczący, z rozwartemi
+szeroko oczyma. Rozumiałem już wszystko:
+tyle już słyszałem i widziałem od przybycia
+naszego do Kijowa! Staś, brat mój jedyny,
+skazany był na śmierć i jutro, jutro już miano
+wykonać na nim wyrok, jak przedtem wykonano
+na Zielińskim, Podlewskim, Rakowskim
+i tylu innych.</p>
+
+<p>Ksiądz mię zobaczył w tej chwili. Musiała
+mu jakaś myśl wpaść do głowy, bo przez minutę
+stał patrząc na mnie z wahaniem, potem
+chwycił mnie za obie ręce i przyciągnął do
+matki, a raczej poprostu rzucił na jej kolana.</p>
+
+<p>&mdash;Masz pani jeszcze jedno dziecko, pani
+Kazimiero, rzekł do niej. Przyjdź do siebie, panuj
+nad twoim bólem, szanuj życie, bo ono
+dla niego potrzebne.</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_22" id="Page_22">[22]</a></span>
+Słowa te zbudziły mamę z odrętwienia. Poruszyła
+rękami, wyciągniętemi przed siebie, szukała
+mnie przez chwilę, jak przez sen, ale kiedy
+płacząc głośno przytuliłem się do niej,
+odepchnęła mnie.</p>
+
+<p>&mdash;To nie on, zawołała rozdzierającym głosem;
+to nie Staś mój! Gdzie tamten, gdzie mój
+pierworodny, najdroższy, jedyny? Puśćcie mnie
+do niego, puśćcie, nie trzymajcie! Niech choć
+mury zobaczę, w których go więżą&mdash;niech zobaczę
+ludzi, którzy go strzegą. Niech mi choć
+popatrzeć na niego dadzą&mdash;choć raz jeden do
+serca przycisnąć... O, puśćcie mnie przez litość!</p>
+
+<p>Na miłosierdzie Boże, uspokój się pani,&mdash;rzekł
+ksiądz, wstrzymując ją i sadzając szamocącą się
+konwulsyjnie w fotelu. W Petersburgu ambasadorowa
+jeszcze raz miała cesarzowę błagać
+o łaskę. Pan Ksawery siedzi od rana w biurze
+telegraficznem&mdash;może przyniesie lada chwila wiadomość...</p>
+
+<p>Mamie wzrok rozjaśnił się.</p>
+
+<p>&mdash;Więc macie jeszcze nadzieję?&mdash;zawołała&mdash;więc
+jeszcze jest ratunek?</p>
+
+<p>&mdash;Bóg wielki,&mdash;rzekł ksiądz&mdash;do ostatniej
+chwili ufać i spodziewać się trzeba.</p>
+
+<p>Mamie głowa opadła znów na piersi.</p>
+
+<p>&mdash;Nie,&mdash;odparła ponuro&mdash;daremno. Serce
+mi mówi, że daremno. Żadnego nie ułaskawiono,
+nie ułaskawią i jego... Oni go już nie puszczą
+ze szponów swoich. Wypiją krew ciepłą
+z pod jego serca, jak kruki, i nie uśmiechną
+się już do mnie usta kochane, które w kołysce
+jeszcze śmiały się, ile razy schylałam do nich
+<span class="pagenum"><a name="Page_23" id="Page_23">[23]</a></span>
+głowę, i zagasną oczy takie jasne, takie śliczne,
+moje, gwiazdy, oczy mego Stasia... i ja go już
+nie zobaczę nigdy, nigdy!..</p>
+
+<p>&mdash;Gdybyś go nawet nie zobaczyła na ziemi,
+zobaczysz w niebie, gdzie na ciebie czekać
+będzie u Boga,&mdash;rzekł ksiądz poważnie.</p>
+
+<p>Ona głową potrząsła.</p>
+
+<p>&mdash;W niebie&mdash;wiem, wiem, ufam w to, ale
+widzi ksiądz, to tak daleko... a żyć trzeba będzie
+i życie takie ciężkie, takie długie... A jak
+żyć bez Stasia? Ksiądz nie wie, nie rozumie
+mnie, ksiądz może mnie oskarża o brak wiary,
+o brak rezygnacyi. Ale nie&mdash;ja we wszystko
+wierzę, ja nie buntuję się... Ale ja matka a on,
+on moje dziecko ukochane, moje pierwsze...
+I oni mi go chcą wziąć, wziąć na zawsze. I nawet
+nie dadzą oczom moim spojrzeć na niego,
+nie dadzą sercu przytulić go po raz ostatni!
+A ja go przecie pod tem sercem nosiłam, ja
+życie włożyłam w to dziecko moje i teraz...</p>
+
+<p>Staliśmy wszyscy bez ruchu, tłumiąc łkanie.
+Ona siedziała nieruchoma także, z oczyma wpatrzonemi
+w dal. W ciszy głos jej bezdźwięczny
+i głuchy rozlegał się, jak jęk rozbitego dzwonu.</p>
+
+<p>&mdash;Ksiądz może nie wie, czem dla mnie było
+to dziecko. Mój Eustachy, kochany, najlepszy&mdash;ojcem
+mógł być dla młodej dziewczyny,
+gdy mnie wiódł na kobierzec. Przytem gospodarstwo,
+interesa, urząd. Gościem był w domu.
+Kiedy wpadł na chwilę, rzucał mi przelotną
+pieszczotę&mdash;i znów byłam samą. Węzła między
+nami brakło: nie było dziecka. I szły lata samotne
+<span class="pagenum"><a name="Page_24" id="Page_24">[24]</a></span>
+i bardzo smutne. Więdło mi życie, więdło
+serce. I myślałam, że już tak zawsze będzie,
+że na mojej drodze nigdy już słońce nie
+zabłyśnie. Aż wreście&mdash;Bóg mi dał jego...</p>
+
+<p>Urwała i przez kilka minut milczała, wyczerpana.
+Słuchaliśmy, wstrzymując oddech.</p>
+
+<p>Zaczęła znowu.</p>
+
+<p>&mdash;Nie spodziewałam się już dzieci; kiedy
+miał przyjść na świat, pewni byli wszyscy, że
+przyjdzie nieżywy. Kiedy się ocknęłam po długiej
+nieprzytomności i ty sama, ciociu, podałaś
+mi go do rąk, wierzyć nie chciałam, że on mój,
+że żyje. Cóż dziwnego, że to dziecko, wyglądane
+tak długo i daremnie, w końcu poprostu darowane
+mi przez Boga, pokochałam goręcej,
+namiętniej, niż się zwykle kocha, niż się może
+kochać godzi. Tem bardziej, że dziecko to stało
+się węzłem między mną a Eustachym i że
+przez tyle lat pozostało jedynem...</p>
+
+<p>&mdash;...Od urodzenia Stasia zmieniło się u nas
+wszystko. Maleństwo w kolebce stworzyło w domu
+naszym ognisko, rodzinę, małżeńską miłość.
+Teraz dopiero poznałam Eustachego, jakim był
+i wiele byl wart, teraz dopiero i on mnie pokochał.
+Młodsze dziatki umierały jedno po drugiem,
+zaraz po urodzeniu. Tem potężniej rosło
+przywiązanie do tego jedynego, którego Bóg
+nie odbierał. A przytem&mdash;jak on umiał na to
+przywiązanie zasłużyć!</p>
+
+<p>Ksiądz skinął głową i ręką po oczach przesunął.</p>
+
+<p>&mdash;Znam go przecie, szepnął miększym, niż
+zwykle głosem. Uczniem był moim aż do
+chwili... uczniem ukochanym.</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_25" id="Page_25">[25]</a></span>
+Mama poruszyła się nerwowo.</p>
+
+<p>&mdash;Nie znasz go ksiądz&mdash;przynajmniej nie tak,
+jak ja. Nikt nie zna tak dziecka, jak matka...
+Czyś przeczuwał nad nim połowę nocy jego
+dzieciństwa? Czyś wpatrując się ze drżeniem
+na jego twarzyczkę wybladłą od choroby lub
+spieczoną gorączką, modlił się do Boga, żeby
+twoje życie wziął w zamian za gasnące w twych
+oczach życie twego dziecka? Czyś śledził za
+każdym jego ruchem, za każdem słowem, za
+budzącą się myślą w jego głowie, za uczuciem,
+rozkwitającem jak kwiat wiosenny w tem małem
+serduszku? Nie&mdash;cudze dzieci miałeś tylko,
+księże; nie mów więc, że znasz, że kochasz, jak
+właśnie zna i kocha matka!</p>
+
+<p>Zamilkła, wyczerpana wybuchem. Ksiądz nie
+odpowiadał nic&mdash;tylko znów ujął rękę jej w obie
+dłonie.</p>
+
+<p>Po chwili zaczęła innym, miękim, przyciszonym
+głosem:</p>
+
+<p>&mdash;Pamiętam, był jeszcze taki malutki, ledwie
+zaczynał biegać i szczebiotać, przyszli do
+nas żołnierze. Wojsko w marszu zatrzymało się
+na odpoczynek. Na obiedzie byli oficerowie,
+na dziedzińcu muzyka, bębny i śpiewacy. Maleństwo
+przeraziło się wrzasku, szczęku broni,
+mundurów&mdash;przytuliło się do mnie i szepcze
+płacząc: „Mamo, ty mnie im nie oddasz, prawda?”
+A gdym go uspokajała, prosił dalej: „Ale przyrzekasz,
+mamo, obiecujesz? Jak Bozię kochasz,
+nie oddasz mię?” Ja obiecywałam i uspokajałam
+go i śmiałam się, aby go uspokoić lepiej,
+a serce ścisnęło mi się strachem i bólem.
+<span class="pagenum"><a name="Page_26" id="Page_26">[26]</a></span>
+A jeżeli przyjdzie go oddać im kiedyś, gdy dorośnie?
+A jeżeli nie będę mogła dotrzymać
+obietnicy? I przyszło... i trzeba było oddać go,
+i teraz... teraz oni go wezmą całkiem, nazawsze
+odemnie i nigdy...</p>
+
+<p>Ksiądz jej przerwał.</p>
+
+<p>&mdash;Duszy mu wziąć nie potrafią. Ciało gnębić,
+to im wolno, zabić nawet wolno, ale duszę
+śmierć wyswobodzi. Wróci do niebieskiego
+Ojca, jak motyl, zrzucający osłony poczwarki, jak
+orzeł, lecący do światła, wróci omyta w krwi
+męczeńskiej&mdash;po nagrodę.</p>
+
+<p>&mdash;A ja&mdash;zawołała&mdash;a ja co zrobię? A mnie
+jak żyć bez niego?</p>
+
+<p>Ksiądz spojrzał na nią surowo.</p>
+
+<p>&mdash;Czy jego kochasz, czy siebie w nim?&mdash;zapytał.&mdash;Żal
+ci go dla ojczyzny, dla Boga?
+To życie tak krótkie, czyste jeszcze i niewinne,
+mające się spalić w ogniu ofiary, chciałabyś
+widzieć zbrudzone nędzami życia, złamane zawodami
+i cierpieniem, kończące się bez chwały
+i pożytku? A może taki byłby los Stasia.
+A teraz...</p>
+
+<p>&mdash;A teraz oni mi go zamęczą, zabiją!</p>
+
+<p>&mdash;Bóg ofiar żąda na przebłaganie swego
+gniewu. Każda ofiara, a zwłaszcza niewinna,
+zbliża godzinę łaski i przebaczenia, przeważa
+szalę sprawiedliwości... Nie żałuj jej, poświęć
+syna, poświęć serce własne... To wola Boża.
+To ofiara dla odkupienia wielu...</p>
+
+<p>Przez chwilę trwało milczenie.</p>
+
+<p>&mdash;Wiem o tem, zaczęła wreszcie matka moja
+cicho.&mdash;Wiem, że Bóg żąda ofiary odemnie,
+<span class="pagenum"><a name="Page_27" id="Page_27">[27]</a></span>
+wiem, że trzeba ją przynieść, że bunt daremny.
+Ale ciężko, serce się rwie. Chciałoby się powiedzieć:
+bądź wola Twoja, a nie mogę, nie
+mogę...</p>
+
+<p>&mdash;A przecie trzeba&mdash;rzekł ksiądz.&mdash;Trzeba.
+Crześcijanką jesteś.</p>
+
+<p>&mdash;Jestem, chcę być... chcę się poddać. Ale
+w tem jednem... O dziecko mi chodzi&mdash;o Stasia
+mego!</p>
+
+<p>&mdash;On także modli się w tej chwili. Ksiądz
+Osmólski jest przy nim, jak ja przy pani. Ale
+on pewnie się nie buntuje.</p>
+
+<p>&mdash;On? Staś mój? O nie! On odważny. On
+zawsze mówił, że zginąć chce w bitwie, od
+moskiewskiej kuli. I teraz, nie w bitwie, nie...
+ale od kuli... O Boże, Boże!</p>
+
+<p>&mdash;Zwróć się do tego Boga, przed którym
+on teraz się korzy! Złącz się z nim. On zrezygnowany,
+posłuszny idzie w jasną drogę, ku Bogu.
+Chceszże rozłączyć się z nim na wieki, kobieto
+słabego serca? On teraz powtarza słowa
+modlitwy Pańskiej, a ty&mdash;nie potrafisz go naśladować.</p>
+
+<p>Mówiąc to ukląkł, nie puszczając jej ręki.
+Klęczeliśmy wszyscy. W ciszy głuchej głos starego
+księdza zaczął się rozlegać powolny,
+doniosły. Towarzyszył mu głos kobiecy.</p>
+
+<p>&mdash;Ojcze nasz, któryś jest w niebiesiech...</p>
+
+<p>Słowa płynęły jedne za drugiemi i urwały
+się.</p>
+
+<p>&mdash;Bądź wola Twoja&mdash;powtórzył ksiądz.
+Matka moja pochyliła głowę ku ziemi i milczała
+przez chwilę, oddychając ciężko. Wreszcie
+<span class="pagenum"><a name="Page_28" id="Page_28">[28]</a></span>
+podniosła do góry twarz bardzo bladą, ale
+dziwnie spokojną.</p>
+
+<p>&mdash;Bądź wola Twoja&mdash;rzekła powoli.</p>
+
+
+<h2><a name="V" id="V"></a>V.</h2>
+
+<p>Świece się paliły, migocąc żółtymi płomykami
+i rzucając w czarne zakątki pokoju błyski swoje
+niepewne i drżące.</p>
+
+<p>Noc jeszcze była&mdash;ale od okien, przez muślin
+zapuszczonych firanek, przedzierać się zaczynała
+ta niewyraźna szarość, bladawa i smutna,
+która poprzedza późny, jesienny poranek.
+Od czasu do czasu jedna z kobiet klęczących
+lub leżących krzyżem, wstawała z ziemi i sennym,
+chwiejącym się krokiem przesuwała się
+przez pokój pełen cieniów, sama do czarnego
+cienia podobna. Cicho było. Czasem dawał się
+słyszeć szept modlitwy lub przez drzwi, uchylone
+do przyległego salonu, dochodził na chwilę
+szmer półgłosem prowadzonej rozmowy.</p>
+
+<p>Obudziłem się przed kilku minutami. Spłakany
+i znużony zasnąłem po północy niespokojnym
+snem, w kącie sofy narożnej i teraz,
+napół senny jeszcze i niezupełnie przytomny,
+patrzałem na ten dziwny i dziwnie posępny
+obraz.</p>
+
+<p>Szukałem mamy. Leżała krzyżem, tak jak
+ją widziałem przed kilku godzinami, nimem zasnął.
+Koło niej klęczały ciocia Aniela i panna
+Felicya.</p>
+
+<p>Tak samo jak wieczorem, nieruchoma w swoim
+fotelu, z twarzą wyschłą jak pergamin i z rozwartemi
+<span class="pagenum"><a name="Page_29" id="Page_29">[29]</a></span>
+szeroko oczyma bez blasku i życia,
+babcia Justyna siedziała przy samym ołtarzu,
+podobniejsza do woskowej figury, niż do żyjącej
+istoty. Ręce tylko, niedotknięte paraliżem,
+poruszały się wolno, mechanicznie przesuwając
+różaniec i od czasu do czasu w ciszy nocnej,
+głos jej rozbity i bezdźwięczny, dobywający się
+z głębi piersi, jakby z podziemnej otchłani, rozlegał
+się po pokoju surowemi, smętnemi słowami
+psalmu. Było coś bardzo przejmującego
+i coś strasznego zarazem słyszeć tę staruszkę,
+dla której zagasły światła i przestały brzmieć
+wszystkie głosy ziemi, wołającą z prorokiem do
+Pana Zastępów, naprzemian o miłosierdzie
+i o pomstę:</p>
+
+<p>„Dopókiż Panie będziesz zapominać o mnie
+i twarz Twą odemnie odwrócisz? Dopókiż wróg
+mój będzie się podnosić nademną?</p>
+
+<p>„Którego usta pełne są goryczy i zdrady,
+który zasadzki tajemnie czyni z możnymi, iżby
+zamordowali niewinnego?</p>
+
+<p>„Ale Pan rozprasza zamiary pogan i myśli
+narodów potępia.</p>
+
+<p>„Albowiem wejrzał z wysokiej świątnicy
+Swojej, aby wysłuchał wzdychania więźniów,
+aby rozwiązał syny pomordowanych.</p>
+
+<p>„Na słowo Jego czekała dusza moja, nadzieję
+miała dusza moja w Panu”.</p>
+
+<p>Niestety! Dla Stasia nie było już nadziei,
+nie było jej przynajmniej na ziemi...</p>
+
+<p>W tych cieniach, słabo rozświetlonych posępnymi
+błyskami gromnic, zrobiło mi się naraz
+okropnie. Wyobraziłem sobie, że te ciemne
+<span class="pagenum"><a name="Page_30" id="Page_30">[30]</a></span>
+postacie, pochylone na podłodze, to szereg trupów,
+okrytych całunem i że babcia Justyna, ze
+swoją woskową i nieruchomą twarzą, to także
+trup, a modlitwa jej głośna, to jakiś straszny
+głos z za grobu. Zerwałem się, szlochając, i poomacku,
+uderzając o meble i potykając się, pobiegłem
+do salonu. We drzwiach zatrzymała
+mnie Leoncia.</p>
+
+<p>&mdash;Panna Felicya tam jest? spytała szeptem.</p>
+
+<p>&mdash;Jest... Nie... nie... wiem... Ja się boję
+tam... Ja nie chcę...</p>
+
+<p>I czepiałem się, szlochając, jej sukni.</p>
+
+<p>&mdash;Niech Janio mi się zabiera stąd ze swymi
+płaczami, syknęła przez zaciśnięte zęby. Takie
+nieszczęście, a on się maże. Także czas sobie
+wybrał!</p>
+
+<p>I odtrącając mnie, zawołała po cichu przez
+drzwi uchylone na pannę Felicyę.</p>
+
+<p>W salonie paliło się kilka świec i lampa
+na dużym stole, na którym stał dymiący samowar
+wraz z przyborami do herbaty.</p>
+
+<p>Kilka osób skupiło się razem w przeciwnym
+końcu pokoju, dokoła wuja Ksawerego, który
+widocznie tylko co przyszedł, bo mokre futro
+miał jeszcze na sobie i czapkę w ręku.</p>
+
+<p>Panna Felicya podbiegła w tej chwili do
+niego.</p>
+
+<p>&mdash;Co, telegram? zawołała: z Petersburga?
+jest nadzieja?</p>
+
+<p>Wuj Ksawery był bardzo poważny a blady
+jak płótno, on, z którego policzków tryskała
+zwykle krew i wesołość aż biła. Wąsy mu się
+nawet opuściły na dół, a ręka trzęsła się, gdy
+<span class="pagenum"><a name="Page_31" id="Page_31">[31]</a></span>
+zmięty papier podawał pannie Felicyi, nic nie
+mówiąc.</p>
+
+<p>Ta wyrwała mu go z ręki i przez chwilę
+próbowała go czytać.</p>
+
+<p>&mdash;Nie mogę, zawołała wreszcie. Łzy nie
+dają.</p>
+
+<p>&mdash;Daj mnie, rzekła babcia podkomorzyna.</p>
+
+<p>I po cichu, szeptem, ale wyraźnie przeczytała
+słów kilka.</p>
+
+<p>Nie pamiętam dziś ich treści&mdash;i po co? Dość,
+że ambasadorowa, zajmująca się w Petersburgu
+uratowaniem Stasia, donosiła swojej przyjaciółce
+księżnej, w pokrytych słowach, że wszyskie
+zabiegi chybiły, i że prywatną audyencyę, o którą
+prosiła w tej sprawie, naznaczono jej... na
+czwartek po południu.</p>
+
+<p>A czwartek to byl dziś... I dziś rano miano
+wykonać wyrok.</p>
+
+<p>Przez długą chwilę trwało milczenie. Tyle
+łez płynęło już w tych dniach ostatnich, że źródło
+ich wyschło. Stali wszyscy nieruchomi i cisi,
+oczu nie podnosząc i konwulsyjnie zaciskając
+dłonie.</p>
+
+<p>Zegar ścienny zaczął powoli wybijać godzinę.</p>
+
+<p>Wuj Ksawery podniósł nagle głowę, jak
+człowiek budzący się ze snu.</p>
+
+<p>&mdash;Szósta, szepnął. Ależ to przecie... o tej
+godzinie...</p>
+
+<p>&mdash;Jezus, Marya! jęknęła panna Felicya; o tej
+godzinie, w tej chwili...</p>
+
+<p>I nie kończąc, wbiegła do drugiego pokoju
+i z łkaniem rzuciła się twarzą na ziemię, przed
+ołtarzem.</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_32" id="Page_32">[32]</a></span>
+Jedni za drugimi&mdash;wsunęli się za nią wszyscy.
+Wuj Ksawery ukląkł przy progu na obydwa
+kolana, pochylił się tak, że czołem prawie
+dotykał posadzki i zaczął głośno szlochać.</p>
+
+<p>Dzień się robił mglisty, żałobny, ołowiany.
+Smugi białego światła szły przez okna, kłócąc
+się z żółtem światłem świec woskowych i bladym
+twarzom nadając trupią barwę. Klęczeliśmy
+wszyscy, milcząc. Czasem tylko urywane łkanie,
+jęk lub głośniejsze słowo modlitwy przerywało
+ciszę.</p>
+
+<p>Mama leżała ciągle krzyżem, nieruchoma,
+jakby umarła.</p>
+
+<p>Nie wiem, jak długo to trwało. Wreszcie
+skończyło się.</p>
+
+<p>Na ulicy rozległ się turkot, potem słychać
+było głośne kroki na schodach w przedpokoju.
+Ktoś wszedł i zatrzymał się w jadalnej sali, jakby
+wahając się.</p>
+
+<p>Z nas nikt się nie ruszył. Klęczeli wszyscy dalej&mdash;tylko
+zrobiło się zupełnie cicho. Serca
+poprostu przestały uderzać. Czuli wszyscy, domyślali
+się wszyscy, że kroki te znaczą coś
+strasznego. Zbliżało się, nadchodziło... Przeznaczenie.
+Ale nikt nie miał odwagi wyjść na jego
+spotkanie.</p>
+
+<p>Czekaliśmy. Drzwi wreszcie otwarły się.</p>
+
+<p>Na progu stał ksiądz Osmólski, do trupa
+podobny, słaniający się. Prałat stanął za nim,
+podtrzymując go.</p>
+
+<p>Mama zerwała się naraz i klęcząc, głowę
+zwróciła ku wchodzącym.</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_33" id="Page_33">[33]</a></span>
+Z ust, spieczonych gorączką, wydarło się
+jedno słowo:</p>
+
+<p>&mdash;Już?!</p>
+
+<p>Ksiądz Osmólski podszedł do niej, trzęsąc
+się. W rękach wyciągniętych trzymał coś i podawał
+jej. Był to szkaplerz i krzyżyk z medalikami.</p>
+
+<p>&mdash;Kazał oddać... matce... bratu... zaczął urywanym
+głosem.</p>
+
+<p>&mdash;Dziękuj Bogu, córko, ozwał się prałat.
+Bóg cię uczynił godną tego, że dałaś męczennika
+ojczyźnie, duszę czystą&mdash;niebu. Tam on
+czeka na ciebie w tej chwili, modli się dla ciebie
+o poddanie i odwagę.</p>
+
+<p>Mama przez chwilę klęczała nieruchoma
+z ustami przyciśniętemi do szkaplerza. Byłem
+tuż przy niej. Przyciągnęła mnie ku sobie
+i szkaplerz i krzyżyk przycisnęła do moich ust.</p>
+
+<p>Na szkaplerzu były dwie wilgotne, ciemnobrunatne
+plamy.</p>
+
+<p>&mdash;Całuj, czcij, naśladuj... szepnęła. To
+krew twego brata, krew Stasia. To za Polskę,
+za wiarę...</p>
+
+<p>I znów zrobiło się cicho. I naraz, w ciszy
+tej rozległ się głos babki Justyny. Ślepa i głucha,
+nie brała udziału w tem, co ją otaczało
+i podczas ogólnego przerażenia, siedziała w swym
+fotelu nieruchoma i obumarła. Teraz stało się
+z nią coś dziwnego. Głowa się podniosła, oczy
+szkliste i martwe rozjaśniły się niezwykłym blaskiem,
+na twarzy drgnęło życie, a glos nabrał
+niebywałej mocy. I posłyszeliśmy ją, mówiącą
+słowa Pisma:</p>
+
+<p><span class="pagenum"><a name="Page_34" id="Page_34">[34]</a></span>
+„Jam jest zmartwychwstanie i żywot, a kto
+we mnie wierzy, nie umrze na wieki.”</p>
+
+<p>&mdash;Słyszysz&mdash;rzekł prałat.&mdash;Syn twój żyje!
+Zmarł jak światy&mdash;żyć będzie na wieki!</p>
+
+<p>Mama milczała przez chwilę, trzymając twarz
+w dłoniach. Wreszcie podniosła głowę&mdash;i zdziwiłem
+się, widząc ją tak spokojną.</p>
+
+<p>&mdash;Wierzę w to&mdash;rzekła cicho&mdash;wierzę sercem
+calem i dziękuję Bogu. On dał, On wziął...
+Wziął na chwalę Swoją, na ofiarę niewinną...
+Wola Jego święta. Niech się stanie, jak On chce,
+nie jak ja.</p>
+
+<p>I znów upadła krzyżem. Nikt już więcej nie
+otworzył ust&mdash;tylko stary ksiądz ukląkł przy ołtarzyku
+i zaczął mówić głośno: Anioł Pański...</p>
+
+
+
+
+
+
+
+
+<pre>
+
+
+
+
+
+End of the Project Gutenberg EBook of Na Smierc, by Jan Gnatowski
+
+*** END OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK NA SMIERC ***
+
+***** This file should be named 27178-h.htm or 27178-h.zip *****
+This and all associated files of various formats will be found in:
+ https://www.gutenberg.org/2/7/1/7/27178/
+
+Produced by Jimmy O'Regan (Produced from images generously
+made available by CBN Polona http://www.polona.pl)
+
+
+Updated editions will replace the previous one--the old editions
+will be renamed.
+
+Creating the works from public domain print editions means that no
+one owns a United States copyright in these works, so the Foundation
+(and you!) can copy and distribute it in the United States without
+permission and without paying copyright royalties. Special rules,
+set forth in the General Terms of Use part of this license, apply to
+copying and distributing Project Gutenberg-tm electronic works to
+protect the PROJECT GUTENBERG-tm concept and trademark. Project
+Gutenberg is a registered trademark, and may not be used if you
+charge for the eBooks, unless you receive specific permission. If you
+do not charge anything for copies of this eBook, complying with the
+rules is very easy. You may use this eBook for nearly any purpose
+such as creation of derivative works, reports, performances and
+research. They may be modified and printed and given away--you may do
+practically ANYTHING with public domain eBooks. Redistribution is
+subject to the trademark license, especially commercial
+redistribution.
+
+
+
+*** START: FULL LICENSE ***
+
+THE FULL PROJECT GUTENBERG LICENSE
+PLEASE READ THIS BEFORE YOU DISTRIBUTE OR USE THIS WORK
+
+To protect the Project Gutenberg-tm mission of promoting the free
+distribution of electronic works, by using or distributing this work
+(or any other work associated in any way with the phrase "Project
+Gutenberg"), you agree to comply with all the terms of the Full Project
+Gutenberg-tm License (available with this file or online at
+https://gutenberg.org/license).
+
+
+Section 1. General Terms of Use and Redistributing Project Gutenberg-tm
+electronic works
+
+1.A. By reading or using any part of this Project Gutenberg-tm
+electronic work, you indicate that you have read, understand, agree to
+and accept all the terms of this license and intellectual property
+(trademark/copyright) agreement. If you do not agree to abide by all
+the terms of this agreement, you must cease using and return or destroy
+all copies of Project Gutenberg-tm electronic works in your possession.
+If you paid a fee for obtaining a copy of or access to a Project
+Gutenberg-tm electronic work and you do not agree to be bound by the
+terms of this agreement, you may obtain a refund from the person or
+entity to whom you paid the fee as set forth in paragraph 1.E.8.
+
+1.B. "Project Gutenberg" is a registered trademark. It may only be
+used on or associated in any way with an electronic work by people who
+agree to be bound by the terms of this agreement. There are a few
+things that you can do with most Project Gutenberg-tm electronic works
+even without complying with the full terms of this agreement. See
+paragraph 1.C below. There are a lot of things you can do with Project
+Gutenberg-tm electronic works if you follow the terms of this agreement
+and help preserve free future access to Project Gutenberg-tm electronic
+works. See paragraph 1.E below.
+
+1.C. The Project Gutenberg Literary Archive Foundation ("the Foundation"
+or PGLAF), owns a compilation copyright in the collection of Project
+Gutenberg-tm electronic works. Nearly all the individual works in the
+collection are in the public domain in the United States. If an
+individual work is in the public domain in the United States and you are
+located in the United States, we do not claim a right to prevent you from
+copying, distributing, performing, displaying or creating derivative
+works based on the work as long as all references to Project Gutenberg
+are removed. Of course, we hope that you will support the Project
+Gutenberg-tm mission of promoting free access to electronic works by
+freely sharing Project Gutenberg-tm works in compliance with the terms of
+this agreement for keeping the Project Gutenberg-tm name associated with
+the work. You can easily comply with the terms of this agreement by
+keeping this work in the same format with its attached full Project
+Gutenberg-tm License when you share it without charge with others.
+
+1.D. The copyright laws of the place where you are located also govern
+what you can do with this work. Copyright laws in most countries are in
+a constant state of change. If you are outside the United States, check
+the laws of your country in addition to the terms of this agreement
+before downloading, copying, displaying, performing, distributing or
+creating derivative works based on this work or any other Project
+Gutenberg-tm work. The Foundation makes no representations concerning
+the copyright status of any work in any country outside the United
+States.
+
+1.E. Unless you have removed all references to Project Gutenberg:
+
+1.E.1. The following sentence, with active links to, or other immediate
+access to, the full Project Gutenberg-tm License must appear prominently
+whenever any copy of a Project Gutenberg-tm work (any work on which the
+phrase "Project Gutenberg" appears, or with which the phrase "Project
+Gutenberg" is associated) is accessed, displayed, performed, viewed,
+copied or distributed:
+
+This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
+almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
+re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
+with this eBook or online at www.gutenberg.org
+
+1.E.2. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is derived
+from the public domain (does not contain a notice indicating that it is
+posted with permission of the copyright holder), the work can be copied
+and distributed to anyone in the United States without paying any fees
+or charges. If you are redistributing or providing access to a work
+with the phrase "Project Gutenberg" associated with or appearing on the
+work, you must comply either with the requirements of paragraphs 1.E.1
+through 1.E.7 or obtain permission for the use of the work and the
+Project Gutenberg-tm trademark as set forth in paragraphs 1.E.8 or
+1.E.9.
+
+1.E.3. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is posted
+with the permission of the copyright holder, your use and distribution
+must comply with both paragraphs 1.E.1 through 1.E.7 and any additional
+terms imposed by the copyright holder. Additional terms will be linked
+to the Project Gutenberg-tm License for all works posted with the
+permission of the copyright holder found at the beginning of this work.
+
+1.E.4. Do not unlink or detach or remove the full Project Gutenberg-tm
+License terms from this work, or any files containing a part of this
+work or any other work associated with Project Gutenberg-tm.
+
+1.E.5. Do not copy, display, perform, distribute or redistribute this
+electronic work, or any part of this electronic work, without
+prominently displaying the sentence set forth in paragraph 1.E.1 with
+active links or immediate access to the full terms of the Project
+Gutenberg-tm License.
+
+1.E.6. You may convert to and distribute this work in any binary,
+compressed, marked up, nonproprietary or proprietary form, including any
+word processing or hypertext form. However, if you provide access to or
+distribute copies of a Project Gutenberg-tm work in a format other than
+"Plain Vanilla ASCII" or other format used in the official version
+posted on the official Project Gutenberg-tm web site (www.gutenberg.org),
+you must, at no additional cost, fee or expense to the user, provide a
+copy, a means of exporting a copy, or a means of obtaining a copy upon
+request, of the work in its original "Plain Vanilla ASCII" or other
+form. Any alternate format must include the full Project Gutenberg-tm
+License as specified in paragraph 1.E.1.
+
+1.E.7. Do not charge a fee for access to, viewing, displaying,
+performing, copying or distributing any Project Gutenberg-tm works
+unless you comply with paragraph 1.E.8 or 1.E.9.
+
+1.E.8. You may charge a reasonable fee for copies of or providing
+access to or distributing Project Gutenberg-tm electronic works provided
+that
+
+- You pay a royalty fee of 20% of the gross profits you derive from
+ the use of Project Gutenberg-tm works calculated using the method
+ you already use to calculate your applicable taxes. The fee is
+ owed to the owner of the Project Gutenberg-tm trademark, but he
+ has agreed to donate royalties under this paragraph to the
+ Project Gutenberg Literary Archive Foundation. Royalty payments
+ must be paid within 60 days following each date on which you
+ prepare (or are legally required to prepare) your periodic tax
+ returns. Royalty payments should be clearly marked as such and
+ sent to the Project Gutenberg Literary Archive Foundation at the
+ address specified in Section 4, "Information about donations to
+ the Project Gutenberg Literary Archive Foundation."
+
+- You provide a full refund of any money paid by a user who notifies
+ you in writing (or by e-mail) within 30 days of receipt that s/he
+ does not agree to the terms of the full Project Gutenberg-tm
+ License. You must require such a user to return or
+ destroy all copies of the works possessed in a physical medium
+ and discontinue all use of and all access to other copies of
+ Project Gutenberg-tm works.
+
+- You provide, in accordance with paragraph 1.F.3, a full refund of any
+ money paid for a work or a replacement copy, if a defect in the
+ electronic work is discovered and reported to you within 90 days
+ of receipt of the work.
+
+- You comply with all other terms of this agreement for free
+ distribution of Project Gutenberg-tm works.
+
+1.E.9. If you wish to charge a fee or distribute a Project Gutenberg-tm
+electronic work or group of works on different terms than are set
+forth in this agreement, you must obtain permission in writing from
+both the Project Gutenberg Literary Archive Foundation and Michael
+Hart, the owner of the Project Gutenberg-tm trademark. Contact the
+Foundation as set forth in Section 3 below.
+
+1.F.
+
+1.F.1. Project Gutenberg volunteers and employees expend considerable
+effort to identify, do copyright research on, transcribe and proofread
+public domain works in creating the Project Gutenberg-tm
+collection. Despite these efforts, Project Gutenberg-tm electronic
+works, and the medium on which they may be stored, may contain
+"Defects," such as, but not limited to, incomplete, inaccurate or
+corrupt data, transcription errors, a copyright or other intellectual
+property infringement, a defective or damaged disk or other medium, a
+computer virus, or computer codes that damage or cannot be read by
+your equipment.
+
+1.F.2. LIMITED WARRANTY, DISCLAIMER OF DAMAGES - Except for the "Right
+of Replacement or Refund" described in paragraph 1.F.3, the Project
+Gutenberg Literary Archive Foundation, the owner of the Project
+Gutenberg-tm trademark, and any other party distributing a Project
+Gutenberg-tm electronic work under this agreement, disclaim all
+liability to you for damages, costs and expenses, including legal
+fees. YOU AGREE THAT YOU HAVE NO REMEDIES FOR NEGLIGENCE, STRICT
+LIABILITY, BREACH OF WARRANTY OR BREACH OF CONTRACT EXCEPT THOSE
+PROVIDED IN PARAGRAPH F3. YOU AGREE THAT THE FOUNDATION, THE
+TRADEMARK OWNER, AND ANY DISTRIBUTOR UNDER THIS AGREEMENT WILL NOT BE
+LIABLE TO YOU FOR ACTUAL, DIRECT, INDIRECT, CONSEQUENTIAL, PUNITIVE OR
+INCIDENTAL DAMAGES EVEN IF YOU GIVE NOTICE OF THE POSSIBILITY OF SUCH
+DAMAGE.
+
+1.F.3. LIMITED RIGHT OF REPLACEMENT OR REFUND - If you discover a
+defect in this electronic work within 90 days of receiving it, you can
+receive a refund of the money (if any) you paid for it by sending a
+written explanation to the person you received the work from. If you
+received the work on a physical medium, you must return the medium with
+your written explanation. The person or entity that provided you with
+the defective work may elect to provide a replacement copy in lieu of a
+refund. If you received the work electronically, the person or entity
+providing it to you may choose to give you a second opportunity to
+receive the work electronically in lieu of a refund. If the second copy
+is also defective, you may demand a refund in writing without further
+opportunities to fix the problem.
+
+1.F.4. Except for the limited right of replacement or refund set forth
+in paragraph 1.F.3, this work is provided to you 'AS-IS' WITH NO OTHER
+WARRANTIES OF ANY KIND, EXPRESS OR IMPLIED, INCLUDING BUT NOT LIMITED TO
+WARRANTIES OF MERCHANTIBILITY OR FITNESS FOR ANY PURPOSE.
+
+1.F.5. Some states do not allow disclaimers of certain implied
+warranties or the exclusion or limitation of certain types of damages.
+If any disclaimer or limitation set forth in this agreement violates the
+law of the state applicable to this agreement, the agreement shall be
+interpreted to make the maximum disclaimer or limitation permitted by
+the applicable state law. The invalidity or unenforceability of any
+provision of this agreement shall not void the remaining provisions.
+
+1.F.6. INDEMNITY - You agree to indemnify and hold the Foundation, the
+trademark owner, any agent or employee of the Foundation, anyone
+providing copies of Project Gutenberg-tm electronic works in accordance
+with this agreement, and any volunteers associated with the production,
+promotion and distribution of Project Gutenberg-tm electronic works,
+harmless from all liability, costs and expenses, including legal fees,
+that arise directly or indirectly from any of the following which you do
+or cause to occur: (a) distribution of this or any Project Gutenberg-tm
+work, (b) alteration, modification, or additions or deletions to any
+Project Gutenberg-tm work, and (c) any Defect you cause.
+
+
+Section 2. Information about the Mission of Project Gutenberg-tm
+
+Project Gutenberg-tm is synonymous with the free distribution of
+electronic works in formats readable by the widest variety of computers
+including obsolete, old, middle-aged and new computers. It exists
+because of the efforts of hundreds of volunteers and donations from
+people in all walks of life.
+
+Volunteers and financial support to provide volunteers with the
+assistance they need, is critical to reaching Project Gutenberg-tm's
+goals and ensuring that the Project Gutenberg-tm collection will
+remain freely available for generations to come. In 2001, the Project
+Gutenberg Literary Archive Foundation was created to provide a secure
+and permanent future for Project Gutenberg-tm and future generations.
+To learn more about the Project Gutenberg Literary Archive Foundation
+and how your efforts and donations can help, see Sections 3 and 4
+and the Foundation web page at https://www.pglaf.org.
+
+
+Section 3. Information about the Project Gutenberg Literary Archive
+Foundation
+
+The Project Gutenberg Literary Archive Foundation is a non profit
+501(c)(3) educational corporation organized under the laws of the
+state of Mississippi and granted tax exempt status by the Internal
+Revenue Service. The Foundation's EIN or federal tax identification
+number is 64-6221541. Its 501(c)(3) letter is posted at
+https://pglaf.org/fundraising. Contributions to the Project Gutenberg
+Literary Archive Foundation are tax deductible to the full extent
+permitted by U.S. federal laws and your state's laws.
+
+The Foundation's principal office is located at 4557 Melan Dr. S.
+Fairbanks, AK, 99712., but its volunteers and employees are scattered
+throughout numerous locations. Its business office is located at
+809 North 1500 West, Salt Lake City, UT 84116, (801) 596-1887, email
+business@pglaf.org. Email contact links and up to date contact
+information can be found at the Foundation's web site and official
+page at https://pglaf.org
+
+For additional contact information:
+ Dr. Gregory B. Newby
+ Chief Executive and Director
+ gbnewby@pglaf.org
+
+
+Section 4. Information about Donations to the Project Gutenberg
+Literary Archive Foundation
+
+Project Gutenberg-tm depends upon and cannot survive without wide
+spread public support and donations to carry out its mission of
+increasing the number of public domain and licensed works that can be
+freely distributed in machine readable form accessible by the widest
+array of equipment including outdated equipment. Many small donations
+($1 to $5,000) are particularly important to maintaining tax exempt
+status with the IRS.
+
+The Foundation is committed to complying with the laws regulating
+charities and charitable donations in all 50 states of the United
+States. Compliance requirements are not uniform and it takes a
+considerable effort, much paperwork and many fees to meet and keep up
+with these requirements. We do not solicit donations in locations
+where we have not received written confirmation of compliance. To
+SEND DONATIONS or determine the status of compliance for any
+particular state visit https://pglaf.org
+
+While we cannot and do not solicit contributions from states where we
+have not met the solicitation requirements, we know of no prohibition
+against accepting unsolicited donations from donors in such states who
+approach us with offers to donate.
+
+International donations are gratefully accepted, but we cannot make
+any statements concerning tax treatment of donations received from
+outside the United States. U.S. laws alone swamp our small staff.
+
+Please check the Project Gutenberg Web pages for current donation
+methods and addresses. Donations are accepted in a number of other
+ways including including checks, online payments and credit card
+donations. To donate, please visit: https://pglaf.org/donate
+
+
+Section 5. General Information About Project Gutenberg-tm electronic
+works.
+
+Professor Michael S. Hart was the originator of the Project Gutenberg-tm
+concept of a library of electronic works that could be freely shared
+with anyone. For thirty years, he produced and distributed Project
+Gutenberg-tm eBooks with only a loose network of volunteer support.
+
+
+Project Gutenberg-tm eBooks are often created from several printed
+editions, all of which are confirmed as Public Domain in the U.S.
+unless a copyright notice is included. Thus, we do not necessarily
+keep eBooks in compliance with any particular paper edition.
+
+
+Most people start at our Web site which has the main PG search facility:
+
+ https://www.gutenberg.org
+
+This Web site includes information about Project Gutenberg-tm,
+including how to make donations to the Project Gutenberg Literary
+Archive Foundation, how to help produce our new eBooks, and how to
+subscribe to our email newsletter to hear about new eBooks.
+
+
+</pre>
+
+</body>
+</html>