diff options
Diffstat (limited to '35301-0.txt')
| -rw-r--r-- | 35301-0.txt | 4481 |
1 files changed, 4481 insertions, 0 deletions
diff --git a/35301-0.txt b/35301-0.txt new file mode 100644 index 0000000..a2d4421 --- /dev/null +++ b/35301-0.txt @@ -0,0 +1,4481 @@ +The Project Gutenberg EBook of Laka, by Boleslaw Lesmian + +This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with +almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or +re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included +with this eBook or online at www.gutenberg.org + + +Title: Laka + +Author: Boleslaw Lesmian + +Release Date: February 17, 2011 [EBook #35301] + +Language: Polish + +Character set encoding: UTF-8 + +*** START OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK LAKA *** + + + + +Produced by Ewa "czupirek" Jaros and the Online Distributed +Proofreading Team at http://dp.rastko.net (this file was +produced from images generously made available by CBN +Polona - http://www.polona.pl). + + + + + ++-----------------------------------------------------------+ +| Uwagi do wydania elektronicznego | +| | +| W tekście zachowano oryginalną ortografię i interpunkcję, | +| nawet w przypadkach, gdy różniły się one od współcześnie | +| obowiązujących. Poprawiono jednak kilka błędów, które | +| wyglądały na omyłki drukarskie. Pełna lista poprawek | +| znajduje się na końcu pliku. Tam też znaleźć można | +| spis treści. | ++-----------------------------------------------------------+ + + + + +_ŁĄKA_ + + + + + _BOLESŁAW LEŚMIAN_ + + + _=ŁĄKA=_ + + +_WYDAWNICTWO J. MORTKOWICZA_ +_WARSZAWA MCMXX KRAKÓW_ +_Nakład T-wa Wydawniczego w Warszawie_ + + + + + Drukarnia Naukowa. +Warszawa, Rynek Starego Miasta 11. + + + + + _EUGENJUSZOWI ŚMIAROWSKIEMU + POŚWIĘCAM_ + + + + +I + +W ZWIEWNYCH NURTACH KOSTRZEWY + + +TOPIELEC. + + W zwiewnych nurtach kostrzewy, na leśnej polanie, + Gdzie się las upodobnia łące niespodzianie, + Leżą zwłoki wędrowca, zbędne sobie zwłoki. + Przewędrował świat cały z obłoków w obłoki, + Aż nagle w niecierpliwej zapragnął żałobie + Zwiedzić duchem na przełaj zieleń samą w sobie. + Wówczas demon zieleni wszechleśnym powiewem + Ogarnął go, gdy w drodze przystanął pod drzewem, + I wabił nieustannych rozkwitów pośpiechem, + I nęcił ust zdyszanych tajemnym bezśmiechem, + I czarował zniszczotą wonnych niedowcieleń, + I kusił coraz głębiej -- w tę zieleń, w tę zieleń! + A on biegł wybrzeżami coraz innych światów, + Odczłowieczając duszę i oddech wśród kwiatów, + Aż zabrnął w takich jagód rozdzwonione dzbany, + W taką zamrocz paproci, w takich cisz kurhany, + W taki bezświat zarośli, w taki bezbrzask głuchy, + W takich szumów ostatnie kędyś zawieruchy, + Że leży oto martwy w stu wiosen bezdeni, + Cienisty, jak bór w borze, -- topielec zieleni. + + +GWIAZDY. + + Tej nocy niebo w dreszczach od gwiazd mrugawicy + Kołysało swój bezmiar w sąsiednie bezmiary, + To w próżnię swe radosne unosząc pożary, + To zbliżając je znowu ku mojej źrenicy. + + Patrzę, niby przez nagły w mej ślepocie wyłom, + A światy roziskrzone -- zaledwo na mgnienie + Odsłaniają mym oczom, jak nieba mogiłom, + Dalekie, zatajone w srebrze ukwiecenie. + + Odsłaniają swe jary, wzgórza i parowy, + Już z jednego szum borów płonących dolata, + Z drugiego -- cisza grobów, a z trzeciego świata -- + Krzyk o pomoc i zawiew południa lipcowy. + + Zasłuchany, wpatrzony stoję tak do świtu, + Aż niebo wron zbudzonych przesłoni gromada, + Gwiazdy giną w jaśnistych roztopach błękitu, + I gąszcz rosy na rzęsach zbłyskanych osiada. + + Skroń znużoną pochylam do stogu na łące, + Garścią rozćwierkanego rojem świerszczów siana + Rzeźwię oczy, smugami gwiazd jeszcze gorące, + I do snu odniałego padam na kolana. + + I śni mi się i trwogą uderza do głowy + Krzyk o pomoc i zawiew południa lipcowy. + + +ODJAZD. + + Gdym odjeżdżał na zawsze znajomym gościńcem, + Patrzyły na mnie bratków wielkie, złote oczy, + Podkute szafirowym dookoła sińcem. + Był klomb i rój motyli i błękit przezroczy, + I rdzawienie się w słońcu dojrzałej rezedy. + A, gdy byłem już w drodze, sam nie wiedząc kiedy + I czemu -- przypomniałem te oczy, przyziemnie + Śledzące mą zadumę i wpatrzone we mnie + Tem wszystkiem, czem się można wpatrzeć w świat i dalej. + Co widziały te oczy, nim w tysiącu alej + Zginąłem, jedną chatę rzucając za sobą? + I czemu z szafirową zawczasu żałobą + Patrzyły w ten mój odjazd po przez zieleń rdzawą + Rezedy, co pachniała, przytłumiona trawą? + I dlaczego te oczy były co raz łzawsze? + Czy nie wolno nic nigdy porzucać na zawsze + I zostawiać samopas kędyś -- na uboczu? + Czy nie wolno odjeżdżać znajomym gościńcem + I oddalać się zbytnio od tych złotych oczu, + Podkutych dookoła szafirowym sińcem? + + +WIECZÓR. + + Słońce, zachodząc, wlecze wzdłuż po łące + Wielki cień chmury, ciągnąc go na wzgórza, + Zetknięte z niebem, co życie, gasnące + Pod barw przymusem, -- w głąb marzeń przedłuża. + Aby dowidzieć po przez dale puste + Jedyną wokół purpurową chustę + Dziewczyny, która swych dłoni oplotem + Kolana zgodnie wgarnęła pod brodę + I, coraz bardziej pod niebios namiotem + Samotniejąca w tę dal i pogodę, + Oddawna ruchu i snu nie odmienia, + Chłonąc czar drętwy samego patrzenia + We wszystko naraz, w nic zasię zosobna, + Wpobok, zaledwo do siebie podobna, + Wyolbrzymiona wobec próżni świata, + Krowa się w świetle różowi łaciata, + Co jednym rogiem pół słońca odkrawa, + A drugim wadzi o daleką gruszę... + Sennych owadów nieprzytomna wrzawa + Umacnia pustkę i podsyca głuszę, + Wspartą na stogach, powiązanych w drągi. + Kolejne idą nad polem przeciągi + Tchu ziół dalekich, zaprawnego potem + Zoranej ziemi, co -- tknięta wron lotem -- + Paruje ciężko i chłodnieje zwolna. + Na widnokresie jakaś mgła dowolna, + Cień, nie mający przyczyn wśród przestworu, + Rośnie, by zwiększyć potęgę wieczoru, + I wśród rosnących z nim razem bezmiarów + Dziwnie brzmią zgiełki świerszczących komarów. + + +W POLU. + + Dwoje nas w ciszy polnego zakątka. + Strumień na oślep ku słońcu się pali, + W liściu, co trafił na krzywy prąd fali, + Wirując, płynie szafirowa łątka. + + Nadbrzeżna trawa, zwisając, potrąca + O swe odbicie zsiwiałą kończyną, + Do której ślimak, pęczniejąc z gorąca, + Przysklepił muszlę swem ciałem i śliną. + + W przerzutnym pląsie znikliwsza od strzały + Płotka się czasem zasrebrzy na mgnienie. + Pod wodą -- spojrzyj! -- prześwieca piach biały + I mchem ruchliwym brodate kamienie. + + Czemu ci głowa na dłonie opadła? + To -- pachnie trawa i ten piach pod wodą, -- + To -- wód, polśnione smugami, zwierciadła + Parują ciszą, blaskiem i ochłodą. + + Tych kilku dębów po nad brzegiem liście + Podziurawione i przeżarte chciwie + Przez gąsienice, trwają tak przejrzyście + Nad własnym cieniem, co utkwił w pokrzywie. + + Z tej tu pokrzywy czar dębowych cieni + Zgarnę ku piersiom, co na słońce dyszą, + Ustami dotknę bezmiernej zieleni, + Stęsknionej do mnie swym sokiem i ciszą. + + Do kwiatów przywrę rozpalone czoło, + Wsłucham się w bąki grające i brzmiki, + I będę patrzał, jak lepkie gwoździki + Wśród jaskrów lśniącą ociekają smołą. + + I będę patrzał, jak maki i szczawie + Mdleją, ciał naszych odurzone wonią, + I będę wodził twoją białą dłonią + Po wielkiej trawie, nieznanej nam trawie. + + +TĘCZA. + + Słychać go było, jak po młodem życie + Biegł coraz śpieszniej -- ciepły deszcz majowy, + Zbryzgany słońcem, co przez obłok płowy + Wzdłuż mu kropliste rozwidniało nicie. + + Pyląc, uderzył w piach drogi spróchniały, + Poszperał w krzaku, co lśniąc się kołysze, + Strącił liść z wierzby, przyciemnił głaz biały + I ustał, w nagłą zasłuchany ciszę. + + Teraz mu patrzeć, jak wierzchem obłoku + Tęcza, bezmiary objąwszy, rozkwita, + Poprzerywana i niecałkowita, + Jakby się śniła zmrużonemu oku. + + Aż, luźne znikąd jednocząc migoty, + Nagłą zawisa po nad światem bramą, + By ci przypomnieć, że zawsze tak samo + Trwasz w każdem miejscu u wnijścia tęsknoty. + + By ci przypomnieć, żeś z duszą, snem zżartą, + Wpatrzony w bezmiar, wsłuchany w swe dreszcze, + Wszedł do tych światów przez bramę rozwartą, + Co się za tobą nie zamknęła jeszcze. + + +KOŃ. + + Koniu krzywy, koniu siwy, + Ozdobiony łachem grzywy, + Kocham zawiew zmydlonych twym potem rzemieni + I oddech, juchą parnej dymiący zieleni. + + Łeb kościaty, ale krewki + Z wargą miękką, jak pierś dziewki, + Przewieś mi po przez ramię w rzewną bezrobotę, + Bym twarzą prężnej szyji wyczuwał ciągotę. + + Koniu smutny aż do śmierci + Z białą pręgą lejc na szerci, + Zaprzyjaźnij się ze mną, jak to czynisz z wołem, + Wejdź do mojej chałupy, siądź razem za stołem. + + Dam ci wody z mego dzbana, + Dam ci cukru, dam ci siana, + Dam bryłę szczerej soli, gleń świeżego chleba + I przez okno otwarte przychylę ci nieba. + + Nie sęp oczu brwi sitowiem, + Powiem tobie, wszystko powiem! + A, gdy noc już nastanie, pozamykam dźwierze + I wspólnie odmówimy wieczorne pacierze. + + +STODOŁA. + + Tyś całował dziewczynę, lecz kto biel jej ciała + Poróżowił na wargach, by cię całowała? + + Tyś topolom na drogę cień rzucać pozwolił, + Ale kto je tak bardzo w niebo roztopolił? + + Tyś pociosał stodołę w cztery dni bez mała, + Ale kto ją stodolił, by -- czem jest -- wiedziała? + + Stodoliła ją pewno ta Majka stodolna, + Do połowy -- przydrożna, od połowy -- polna. + + Ze stu światów na przedświat wyszła sama jedna + I patrzyła w to zboże, co szumi ode dna. + + +WŚRÓD GIEORGINIJ. + + Wśród gieorginij -- brzęczenie os. + Twoje-ż to kroki? Twój-że głos? + To -- koniec lata, jeden z tych dni, + Gdy słońce blednie, a ogród lśni. + + To chory półsen znużonych drzew. + Odwróć swe oczy, ucisz swój śpiew! + To -- spija rosę ostatni znój, -- + To -- w cieniu twoim cień spoczął mój. -- + + +PIERWSZY DESZCZ. + + Pierwsza z brzękiem zbudziła się mucha. + Pierwsze liście powypełzły z drzew, + I deszcz pierwszy wdudnia mi do ucha + Rozegrzmiały w błyskawicach śpiew. + + Tego śpiewu zgruch i rozgruch długi + Któżby pojął, któż pochwyciłby? + Rozbrykane, rozwierzgane strugi + Miażdżą o ziem pluskające łby. + + Już przy ziemi wrzask ich zaumiera, + A po niebie jeszcze dalej gna! + Chmura oścież w wszechświat się rozdziera, + Niema za nią kresu, ani dna! + + Słońce, w szyby łzawiejąc odżdżone, + Po podłodze złoty wzburza łan, + I odbicia okien rozmnożone + Wprawia w kurze zruchomiałych ścian. + + Ktoś rozepchnął furtę w mym ogrodzie, + Aż z odwrzaskiem runęła na błoń! + Nie wiem, kto to -- lecz w porannym chłodzie + Błogosławię niewiadomą dłoń. + + +*** + + Oto słońce przenika światłem bór daleki, + Sosnom z nieba podając tajny znak wieczoru. + Oto sosny spłonęły, jakby w głębiach boru + Nagle coś szkarłatnego stało się na wieki! + + Zwabiony owym znakiem, biegnę tam niezwłocznie, + Aby zawczasu jeszcze, nim wpłynę w noc ciemną, + Zastać na nikłem trwaniu i sprawdzić naocznie + To właśnie, co już drzewa widziały przede mną. + + +WIOSNA. + + Młode jeszcze gałęzie tężą się pokrótce + W zielonej, pniom dla znaku przydanej obwódce. + Kwiaty, kształt swój półsennie zgadując zawczasu, + Nikłym pąkiem wkraczają w nieznaną głąb lasu. + W dali -- postrach na wróble przesadnie rękaty + Z zeszłorocznym rozpędem chyli się we światy, + Jakby chciał paść w ramiona pobliskiej cierpiałki, + Co naprzeciw cień w skrócie rzuca w piasek miałki. + W obłoku -- obłok drugi napuszyście płonie. + Wróbel łeb zaprzepaszcza w swych skrzydeł osłonie. + Jakgdyby nasłuchiwał, co mu dzwoni w sercu? + Świat, zda się, dziś nam nastał, a na pola szczercu, + Gdzie zieleń swym wyrobem omgliła rozłogi, + Bocian, pod prostym kątem załamując nogi + I dziób dzierżąc wzdłuż piersi dogodnie, jak cybuch, + Kroczy donikąd, w słońca zapatrzony wybuch, + Co skrzy się, że go okiem zgarnąć niepodobna, + We wszystkich rosach naraz i w każdej zosobna. + + +PRZYŚPIEW. + + Wkosmacona w kwiat płytki, + Łeb ująwszy w dwie chwytki. + Pszczoła, nim ją porwie lot, + W słońcu myje się, jak kot, -- + I do naga z odwianych skrzydeł się rozbiera. + Lada powiew -- lada + Płoszy wróbli stada, + I psi rumian kreśli cień + Ten sam niemal, co dzień w dzień, + I żuk brzuchem w niebiosy złudnie zaumiera. + + Staw obłokiem żegluje, + Młyn mu kołem ojcuje, + Z po za lasu szumi las, + Z po za czasu szemrze czas, + Droga roztopolona śni się nie do końca... + Utrudą żałobny + Koń, dozgonnie ksobny, + Zaniepatrzył się na wóz, + Przymknął oczy w cieniu brzóz + I krótkim kaszlem dudni, jak kobza, do słońca. + + Niech się dłuży cień ławy, + Niech wypoczną w nim trawy! + Z łbem na łapie chudy pies + Śpi po łapy owej kres, + Jakby na niej się świata kończyło bezdroże. + Ziele w jarze, ziele! + Skąd twoje wesele? + Niech się wzmaga wiew i żar, + Niech się wzmaga bóg i jar, + I to wszystko, co jeszcze, prócz nich, stać się może! + + +FALA. + + Niepostrzeżenie w morza urasta głębinie + Fala, która w niebiosach szuka dla się tronu. + Niepochwytna dla oka w narodzin godzinie, + Olbrzymieje tem śpieszniej, im bliższa jest zgonu. + + Cicha bywa, gdy wzbiera nad sióstr zmarłych tłumem, + Aż załamie się w miejscu, gdzie się skędzierzawi, + Wówczas, węsząc śmierć spodem, burzy się i wrzawi + I uderza o brzegi swym pośmiertnym szumem. + + I z tym szumem, malejąc, pada na kolana + I na ląd swe pozgonne wysypuje śniegi. + Czy zaszumisz po śmierci, duszo przewezbrana? + Czy uderzysz raz jeszcze o znajome brzegi? + + +WIATRAK. + + Piętrząc się nad ugorów chętną mu równiną, + Wiatrak, na wszystkie wokół odsłonięty światy, + Poskrzypuje drewnianą w tańcu krynoliną, + A na trawę, jak djabeł, miota cień rogaty. + + Wędrowcze, w jednem miejscu zatkwiony kosturem, + Co znaczą twoje wstrząsy i nagłe podrygi? + Komu kłaniasz się wokół dębowym kapturem? + Z kim tak trafnie rozmawiasz na migi i śmigi? + + W co wierzysz? Kogo widzisz nad sobą w lazurze? + Gdybyś się uczłowieczył, -- jakie miałbyś lica? + Co za stwór się zataił w twej sękatej skórze? + Czem jesteś, oglądany przez duchy z księżyca? + + +*** + + W ślad za górnym orszakiem obłoków przesuwnych, + Co kształty w miarę biegu odmieniają stale, + Światła chodzą po łące w odstępach nierównych, + Jakby wzajem o sobie nie wiedziały wcale. + + Niewiadomo, co łąkę tak szerzy w bezmiary, + Czy ich zwiewność, czy cichość, czy ruch, czy jasnota? + Czy raczej nieustanna tych cieniów pierzchota, + Co się kryją -- spłoszone -- w parowy i jary? + + Czekam, aż jedno z świateł, skupionych na jaskrze, + Dotrze do mnie wraz z przerwą obłoków na niebie + I w pierś moją uderzy -- i cały się zaskrzę + I łące nagle drogę rozwidnię do siebie. + + +*** + + W głąb podwórza świt przenika sennie, + Słychać bicie dwóch sprzecznych zegarów. + Na śmietniku skrzy się drogocennie + Potłuczonych resztka okularów. + + Kiedy z rynny jaskółka wylata, + Mur w ślad za nią zda się rość w obłoki! + Pod akacją juź obce dla świata + Leżą szczura rozczochrane zwłoki. + + Dłoń dziewczęca z przeciwka dla psoty + Szkłem na ścian mych kwiaciate obicie + Rzuca żywe, słoneczne pełgoty, + Którym lubię się przyglądać skrycie. + + +*** + + Zapłoniona czereśnia, przez wróble opita. + Skrzy bieliście ku słońcu odziobaną pestę. + Korę, sokiem nabrzmiałą, żuk drasnął i przez tę + Drobną skazę żywicy płowa kropla świta. + + Jeszcze pod zlewą rosy obfitej niezwykle + Kwiat się wątły ugina i ziemi dosięga, + I młodych jeszcze mrówek cwałująca wstęga, + Zachowując kształt w biegu, różowieje nikle. + + Jakaż radość bezbronna i z jakąż łez siłą + Wzbiera we mnie i serce obnaża na światy, + Gdy zaoczę tej nocy narodzone kwiaty + W miejscu, gdzie jeszcze wczoraj tych kwiatów nie było! + + +PIESZCZOTA. + + Ten pąk róży, co dobył zaledwo pół skroni, + W uścisk liści od spodu tak czujnie ujęty! + Ten uśmiech, co się uczy i barwy i woni, -- + Ten czar, co tem czaruje, że nierozwinięty! + + Na palcach doń się zbliżam, by kroków odgłosy + Nie spłoszyły tej ciszy, w której trwa i rośnie, + I, oczy przymykając, całuję zazdrośnie + Jedwab ciepły od słońca i mokry od rosy. + + A po chwili, gdy, dłonią muskając twe sploty, + Opodal tego pąka w cieniu drzew cię pieszczę, + Ustom moim dorzucam ślad twojej pieszczoty + Do smugi pocałunku, niestartego jeszcze. + + +*** + + Żuraw skrzypi za furtą ogrodu, + Słońce skrzy się w zadrach płotu tak nieznośnie, + Z gęstwy płynie dech przyziemny chłodu, + Wilga gwiżdże i dwugłośnie i trójgłośnie. + Lubię dojrzeć ukradkiem + Kłos, co w kwiatach przypadkiem + Taki inny wzwyż rośnie. + + Z odrobiną słońca w rdzawej blasze + Po pod klombem polewaczka leży pusta. + Zdaje mi się, że dmuchnięciem zgaszę + Złotą muchę, co uderza w moje usta. + Obłok, prósząc przez drzewa + Skry ogniste, powiewa, + Jak płonąca w dal chusta. + + Ta murawa, wychmarzona z rosy, + Mym się oczom tak narzuca, jak dziwota, + Skoro jabłko, zjedzone przez osy, + Wskaże mi ją, dzwoniąc w ziemię, jak pięść złota. + Wzrok zdziwiony nią pieszczę, + Jakbym nie znał jej jeszcze + Za dni mego żywota. + + +*** + + O majowym poranku deszcz ciepły i przaśny + Trafia w liście naoślep -- prawie bezhałaśny. + Krople, spadłe i kurzu pociągnięte błoną, + Podskakują na piachu i wzajem się chłoną + I, wspólnie olbrzymiejąc, trwają same przez się, + Aż je ziemia powoli uszczupli i wessie. + Co raz mniej ich przybywa na drogi i łany. + Już wygładza się strumień, deszczem pręgowany, + Już z za chmur, rozpostartych nakształt kruczych skrzydeł, + Słońce pęk wysztywnionych ku ziemi promideł + Rozwachlarza znienacka i, przez wyzior w chmurze + Prześwitując, rozwidnia strojne brzozą wzgórze + I klin pola przygodny i pogrąża w złocie + Sad wiśniowy aż do dna wraz z wróblem na płocie, + Co, światłem zaskoczony, ćwierka w niebogłosy + I łzy jeszcze niestałej i ruchliwej rosy + Skrzą się tłumnie, u liści zawieszone brzegu, + I wzdłuż łodyg cwałują resztą swego biegu. + Motyl, któremu skrzydła posklejał miód słodki, + Na bakier wpięty w kitę zachwianej tymotki, + Kołysze się w cudownem oczom bezukryciu, + Znacząc jakiś świat w świecie, jakieś życie w życiu, + I coś sobie wyznają dwa milczące znoje, + Dwa szczęścia niepojęte -- i jego i moje. + + +POGODA. + + I chcę i nie chcę i muszę + Dziś jaśnieć razem z pogodą, + Co niepokoi mi duszę + Złotego szczęścia urodą. + + A szczęście lśni odniechcenia, + A ja przezywam je: „Ono” -- + I rozkosz porozumienia + Poufnie wzdyma mi łono! + + A Ono w słońcu się szerzy, + Na rzęsach światłem osiada, + Ale do siebie należy, + I nikt go, nikt nie posiada! + + A Ono teraz w obłoku, + A teraz -- w środku trawnika, + Pociesznie przynaglam kroku, + Niech krok do szczęścia nawyka. + + Brnę w słońcu po samo gardło, + Co snami łka niecierpliwie, + Twarz mam odwiecznie umarłą + A w nogach radość mi żywie... + + I błogosławię swej twarzy, + I wdycham wiarę od słońca, + Że się napewno coś zdarzy, + Coś się poszczęści bez końca! + + Że Ono drogą rozminną + Zbliża się wciąż bezhałaśnie, + I że tak stać się powinno, + I że tak stanie się właśnie! + + I czynię kroki niezgrabne, + Ze szczęściem nieoswojone, -- + I bezdomnieję i słabnę + I nie wiem, w którą biedz stronę? + + Trzeba nic nie mieć prawdziwie, + Żyć tylko tem, że się żyje, + By dłoń wyciągać łapczywie + Po takie szczęście niczyje! + + +*** + + Upalny ranek. Gwary i turkoty + Kończą się nagle u sztachet ogrodu, + Gdzie ławek cienie, wdumane w piach złoty, + Dają tym piachom czar głębi od spodu. + + Zapatrzonemu w dal przed się bez końca + Reszta dorożki z plecami woźnicy, + Znikając nagle na rogu ulicy, + Odsłania szybę, zbłyskaną od słońca. + + Pies mój, w ślad za mną idący niemrawie, + Znienacka wstrząsa kudłami swej grzywy + I pysk zadziera i patrzy ciekawie + Na szyld, od wróbli szary i wrzaskliwy. + + Jakaś warjatka męczeńsko uboga, + Słynna w zaułku na całe podwórze, + Wrzuca do skrzynki, strumniałej przy murze, + List, nieudolnie skreślony do Boga + + +PRZEMIANY. + + Tej nocy mrok był duszny i od żądzy parny, + I chabry, rozwidnione suchą błyskawicą, + Przedostały się nagle do oczu tej sarny, + Co biegła w las, spłoszona obcą jej źrenicą, -- + A one, łeb jej modrząc, mknęły po sarniemu, + I chciwie zaglądały w świat po chabrowemu. + + Mak, sam siebie w śródpolnem wykrywszy bezbrzeżu, + Z wrzaskiem, który dla ucha nie był żadnem brzmieniem, + Przekrwawił się w koguta w purpurowem pierzu, + I aż do krwi potrząsał szkarłatnym grzebieniem, + I piał w mrok, rozdzierając dziób, trwogą zatruty, + Aż mu zinąd prawdziwe odpiały koguty. + + A jęczmień, kłos pragnieniem zazłociwszy gęstem, + Nasrożył nagle złością zjątrzone ościory + I w złotego się jeża przemiażdżył ze chrzęstem + I biegł, kłując po drodze ziół nikłe zapory, + I skomlał i na kwiaty boczył się i jeżył, + I nikt nigdy nie zgadnie, co czuł i co przeżył? + + A ja -- w jakiej swą duszę sparzyłem pokrzywie, + Że pomykam ukradkiem i na przełaj miedzą? + I czemu kwiaty na mnie patrzą podejrzliwie? + Czy coś o mnie nocnego wbrew mej wiedzy -- wiedzą? + Com czynił, że skroń dłońmi uciskam obiema? + Czem byłem owej nocy, której dziś już niema? + + + + +II + +BALLADY + + + MIRIAMOWI + + +GAD. + + Szła z mlekiem w piersi w zielony sad, + Aż ją w olszynie zaskoczył gad. + + Skrętami dławił, ująwszy w pół, + Od stóp do głowy pieścił i truł. + + Uczył ją wspólnym namdlewać snem, + Pierś głaskać w dłonie porwanym łbem, + + I od rozkoszy, trwalszej nad zgon, + Syczeć i wić się i drgać, jak on. + + Już me zwyczaje miłosne znasz, + Zwól, że przybiorę królewską twarz. + + Skarby dam tobie z podmorskich den, + Zacznie się jawa -- skończy się sen! + + Nie zrzucaj łuski, nie zmieniaj lic! + Nic mi nie trzeba i nie brak nic. + + Lubię, gdy żądłem równasz mi brwi + I z wargi nadmiar wysysasz krwi, + + I gdy się wijesz wzdłuż moich nóg, + Łbem uderzając o łoża próg. + + Piersi ci chylę, jak z mlekiem dzban! + Nie żądam skarbów, nie pragnę zmian. + + Słodka mi śliny wężowej treść, -- + Bądź nadal gadem i truj i pieść! + + +RÓŻE. + + Ocknął się rycerz, snem zatrwożony, + Mówi po ciemku do swojej żony: + --„Sen miałem, jakom zwykł, + „Był tu, był tam -- i znikł. + + „Widziałem we śnie róże i róże, + „I twoją siostrę i noc w lazurze, + „Tuż obok w sennych mgłach + „Szedł ku niej nawprost gach. + + „Spłyń-że mi cicho, jak krew po nożu, + „Do jej alkowy, by tuż przy łożu, + „Co dźwiga ciała znój, + „Sen sprawdzić mój -- nie mój!” + + Zwlekła się pani z leż na kolana, + Z kolan powstała wyprostowana, + I poszła przed się w mrok, + Za krokiem głusząc krok. + + Gdy do siostrzynej wnikła alkowy, + Szukała głowy obok jej głowy, + Obok lic -- innych lic, + Lecz nie znalazła nic. + + Ujrzała tylko róże i róże, + Wszystkie szkarłatne i bardzo duże, + Bo śpiąca, trwając wzdłuż, + Sen pasła jawą róż. + + Upadła pani w mrok na kolana. + -- „Tak będę trudniej zowąd widziana!” -- + Tamuje wonny dech, + Nocnych się bojąc ech. + + Gdy północ wzmogła sny nieomylne. + Słyszy stąpanie bose i pilne, -- + Ściągnęła czujne brwi: + Ktoś wręcz otworzył drzwi. + + Na klęczkach pani wzroku natęża, + Na klęczkach widzi, że duch jej męża + Idzie, drzwi tłumiąc ruch, -- + Śpi ciało -- czuwa duch! + + Idzie ku śpiącej w ogień i burzę, + Pomiędzy róże, pomiędzy róże! + Od róż ją bierze w pół, + W uścisku zwarł i skuł. + + -- „Śpijmy oboje -- i duch i ciało, + „Niech żadne nie wie, co się z niem działo!” + Przegina śpiącą w znak, + By docałować tak! + + Nad ranem pani powraca blada. + -- „Czy śpisz, mój mężu?” -- Nie odpowiada. + --„Różami sen twój czuć! + „O zbudź się, zbudź się, zbudź!” + + Budzi się rycerz i w oczy pyta: + -- „Cóżeś widziała, w mroku ukryta? + „Czy mówić nie masz sił? + „Był-że gach w łożu?” -- „Był”. -- + + -- „Czy szedł ku śpiącej w ogień i burzę, + „Pomiędzy róże, pomiędzy róże? + „Czy przegiął białą w znak?” -- + --„Tak -- szepcze pani -- tak”. -- + + -- „A czyli widział ciebie, jak w mroku + „Z dłonią na piersi, ze zgrozą w oku + „Klęczałaś, zgięta w łuk?” -- + --„Widział i on i Bóg!” -- + + Porwał się rycerz ze swej łożnicy: + -- „Uchyl, śnie złoty, złotej przyłbicy! + „Jam jest! Poznajesz mnie?” + --„Nie inny byłeś w śnie!” -- + + -- „Spędzałem noce na sennej strawie, + „Odtąd chcę żywą pieścić na jawie!” -- + --„Już -- szepcze pani -- już + „Skonała wpośród róż! + + „We śnie zabiłam ciało bezszumne, + „Złożyć kazałam w podwójną trumnę; + „Dwie trumny -- trzeci grób, -- + „Trudny z nią będzie ślub!” -- + + A rycerz na to: „Zmarła zawcześnie! + „Znowu ją muszę nawiedzać we śnie, + „Do trumien wkroczę dwóch + „Ja -- pan, ja -- sen, ja -- duch!” + + +BALLADA DZIADOWSKA. + + Postukiwał dziadyga o ziem kulą drewnianą, + Miał ci nogę obciętą aż po samo kolano. + + Szedł skądkolwiek gdziekolwiek -- byle zażyć wywczasu, + Nad brzegami strumienia stanął tyłem do lasu. + + Stał i patrzał tem białkiem, co w niem pełno czerwieni, + Oj da-dana, da-dana! -- jak się strumień strumieni! + + Wychynęła z głębiny rusałczana dziewczyca, + Obryzgała mu ślepie, aż przymarszczył pół lica. + + Nie wiedziała, jak pieścić, -- nie wiedziała, jak nęcić? + Jakim śmiechem pośmieszyć, jakim smutkiem posmęcić? + + Wytrzeszczyła nań oczy -- szmaragdowe płoszydła -- + I objęła za nogi -- pokuśnica obrzydła. + + Całowała uczenie, i łechtliwie i czule + Oj da-dana, da-dana! -- tę drewnianą, tę kulę! + + Parskał śmiechem dziadyga w kark poklękłej ułudy, + Aż przysiadał na trawie, jakby tańczył przysiudy. + + Aż mu trzęsła się broda i dwie wargi u gęby, + Aż się kulą obijał o perłowe jej zęby! + + -- „Czemuż jeno całujesz moją kłodę stroskaną? + Czemuż dziada pomijasz aż po samo kolano? + + Za wysokie snadź progi dla czarciego nasienia, + Ty, wymoczku rusalny, -- ty, chorobo strumienia! + + Pieszczotami to drewno chcesz pokusić do grzechu? + Oj-da-dana, da-dana! -- umrę chyba ze śmiechu!” -- + + Spowiła go ramieniem, okręciła, jak frygą! + -- „Pójdż-że ze mną, dziadoku -- dziaduleńku -- dziadygo! + + Będę ciebie niańczyła na zapiecku z korali, + Będę ciebie tuczyła kromką żwiru z pod fali. + + Będziesz w moim pałacu miał wywczasy niedzielne, + Będziesz pijał z mej wargi pocałunki śmiertelne!” + + Pociągnęła za brodę i za torbę żebraczą + Do tych nurtów pochłonnych, co się w słońcu inaczą. + + Nim się zdążył obejrzeć, -- już miał falę na grzbiecie, -- + Nim się zdołał przeżegnać, -- już nie było go w świecie! + + Zakłębiły się nurty -- wyrównała się woda, + Znikła torba dziadowska i łysina i broda! + + Jeno kloc ten chodziwy -- owa kula drewniana + Wypłynęła zwycięsko -- oj da-dana, da-dana! + + Wypłynęła -- niczyja, nie należna nikomu, + Wyzwolona z kalectwa, wypłókana ze sromu! + + Brnęła tędy -- owędy szukająca swej drogi, + Niby szczątek okrętu, co się wyzbył załogi! + + Grzała gnaty na słońcu ku swobodzie, ku życiu, + Zapląsała radośnie na swem własnem odbiciu! + + I we żwawych poskokach podyrdała przez fale + Oj da-dana, da-dana! -- w te zaświaty -- oddale! + + +DUSIOŁEK. + + Szedł po świecie Bajdała, + Co go wiosna zagrzała, -- + Oprócz siebie -- wiódł szkapę, oprócz szkapy -- wołu, + Tyteż tędy, co wszędy, szedł z nimi pospołu. + + Zachciało się Bajdale + Przespać upał w upale, + Wypatrzył zezem ściółkę ze mchu po pod lasem, + Czy dogodna dla karku -- spróbował obcasem. + + Poległ cielska tobołem + Między szkapą a wołem, + Skrzywił gębę na bakier i jęzorem mlasnął + I ziewnął w niebogłosy i splunął i zasnął. + + Niewiadomo dziś wcale, + Co się śniło Bajdale? + Lecz wiadomo, że, szpecąc przystojność przestworza, + Wylazł z rowu Dusiołek, jak półbabek z łoża. + + Pysk miał z żabia ślimaczy, -- + (Że też taki żyć raczy!) -- + A zad tyli, co kwoka, kiedy znosi jajo. + Milcz, gębo nieposłuszna, bo dziewki wyłają! + + Ogon miał ci z rzemyka, + Podogonie zaś z łyka. + Siadł Bajdale na piersi, jak ten kruk na snopie, -- + Póty dusił i dusił, aż coś warkło w chłopie! + + Warkło, trzasło, spotniało! + Coć się stało, Bajdało? + Dmucha w wąsy ze zgrozy, jękiem złemu przeczy, -- + Słuchajta, wszystkie wierzby, jak chłop przez sen beczy! + + Sterał we śnie Bajdała + Pół duszy i pół ciała, + Lecz po prawdzie nie długo ze zmorą marudził, -- + Wyparskał ją nozdrzami, zmarszczył się i zbudził. + + Rzekł Bajdała do szkapy: + Czemu zwieszasz swe chrapy? + Trzebać było kopytem Dusiołka przetrącić, + Zanim zdążył mój spokój w całem polu zmącić! + + Rzekł Bajdała do wołu: + Czemuś skąpił mozołu? + Trzebać było rogami Dusiołka postronić, + Gdy chciał na mnie swej duszy paskudę wyłonić! + + Rzekł Bajdała do Boga: + O, rety -- olaboga! + Nie dość ci, żeś potworzył mnie, szkapę i wołka, + Jeszcześ musiał takiego zmajstrować Dusiołka? + + +ŚWIDRYGA I MIDRYGA. + + To nie konie tak cwałują i uszami strzygą, + Jeno tańczą dwaj opoje -- Świdryga z Midrygą. + + A nie stęka tak stodoła pod cepów bijakiem, + Jak ta łąka, żgana stopą srożej, niż kułakiem! + + Zaskoczyła ich na słońcu Południca blada + I Świdrydze i Midrydze i tańcowi rada. + + Zaglądała im do oczu chciwie, jak do żłobu. + -- „Który w tańcu mię wyhula, bom jedna dla obu?” -- + + -- „Moja będzie -- rzekł Świdryga -- ta pierś i ta szyja!” -- + A Midryga pięścią przeczy: „Moja, lub niczyja!” + + Ten ją porwał za dłoń jedną, a tamten za wtórą. + -- „Musisz obu nam nastarczyć, skąpico-dziewczuro!” + + A ona im prosto w usta dyszy bez oddechu, + A ona im prosto w oczy śmieje się bez śmiechu. + + I rozdwaja się porównu, rozszczepia się żwawo + Na dwie dziewki, na siostrzane -- na lewą i prawą. + + -- „Dosyć ciała dwoistego mamy tu na łące! + „Tańcz-że z nami południami, dopóki jarzące! + + „Jedna dziewka rak ma czworo i cztery ma łydy! + Niech upoją nas do reszty twe słodkie bezwstydy!” + + Nasrożyli się do tańca, jakgdyby do boju, -- + Przysporzyli kwiatom zgiełku, łące -- niepokoju + + Więc Świdryga pląsał z prawą, więc Midryga -- z lewą, + Ten obcasem kurz zamiatał, a tamten -- cholewą. + + Na odsiebkę, na odkrętkę i znów na odwrotkę, -- + Podeptali macierzankę, błyszczkę i tymotkę! + + Jeden wrzeszczał: „Konaj żywcem!” a drugi: „Wciornaści!” + Tańcowali aż do zdechu i aż do upaści! + + Aż poczuli, że dziewczyna życie w tańcu traci, + I umarła jednocześnie we dwojej postaci. + + „Pochowajmy owo ciało nie bardzo samotne. + „Bo podwójne w tańcowaniu, a w śmierci dwukrotne. + + „Pochowajmy na cmentarzu, gdzie za drzewem -- drzewo, + „Zmówmy pacież obopólny -- za prawą i lewą.” + + W dwóch ją trumnach ułożyli, ale w jednym grobie, -- + A już huczy echo ziemne -- tańczą trumny obie! + + Tańczą, ciałem nakarmione, syte i hulaszcze, + Ukazując co raz w tańcu niedomkniętą paszczę + + Tańczą, skaczą i wirują, klepką dzwonią w klepkę, + Na odkrętkę, na odwrotkę i znów na odsiebkę! + + Aż się kręci razem z niemi śmierć w skocznych lamentach, + Aż się wzdryga wnętrznościami przerażony cmentach! + + Aż się w sobie zatraciło błędne tańca koło, + Aż się stało po pod ziemią huczno i wesoło! + + Aż zmąciły się rozumy Świdrydze-Midrydze, + Jakby wicher je rozhulał na wiatraka śmidze! + + I rozwiała się w ich głowach ta wiedza pomglona, + Gdzie jest prawa strona świata, a gdzie lewa strona? + + W jakiej trumnie lewa dziewka, w jakiej prawa leży? + I która z nich i do kogo po śmierci należy? + + Tak im w oczach opętanych świat się cały miga, + Że nie wiedzą, kto Świdryga, a kto z nich Midryga? + + Jeno ujrzą otchłań śmierci czarną od ogromu: + -- „A bądźcie tu, ludzie dobrzy, jak u siebie w domu! + + Jedna trumna dla jednego, dla drugiego -- druga, + W jednej wieczność prawem okiem, w drugiej lewem mruga. + + Obłąkani nad przepaścią poklękali wzajem + I na klęczkach zatańczyli tuż, tuż nad jej skrajem. + + Tańcowali na czworakach, tańcowali płazem, + Tak i nie tak -- i na opak -- razem i nie razem! + + At wichrzeni w mrok dwóch trumien, jak dwa błędne wióry + Powpadali w otchłań śmierci nogami do góry! + + +MAK. + + Za chruścianym stanęła witakiem, + A boginiak już czyhał za krzakiem, -- + Pogiął kibić, zagarnął twarz białą + I mięśniami pościskał jej ciało! + A ty śpiewaj, śpiewulo, -- + A ty zgaduj, zgadulo! + I mięśniami pościskał jej ciało. + + Tchem się swoim do tchu jej przedostał, + Dreszczem nagłym dreszczowi jej sprostał, + Sponiewierał wargami w ustroniu, + Obezdolił pieszczotą na błoniu! + A ty śpiewaj, śpiewulo, -- + A ty zgaduj, zgadulo! + Obezdolił pieszczotą na błoniu. + + I wykochał jej nogi i ręce, + I wykochał oddechy dziewczęce, + I z chichotem odrzucił na siano + Tę dziewczynę, przez niego ospaną! + A ty śpiewaj, śpiewulo, -- + A ty zgaduj, zgadulo! -- + Tę dziewczynę, przez niego ospaną. + + -- „Dokąd pójdę -- na które cmentarze? + „Jak się Bogu na oczy pokażę? + „Ni mi klęknąć na grzeszne kolano, + „Ni przeżegnać się dłonią zbrukaną! + A ty śpiewaj, śpiewulo, -- + A ty zgaduj, zgadulo! + „Ni przeżegnać się dłonią zbrukaną.” + + Wspominając jego wargi ssące, + Mak czerwony zerwała na łące. + Pełna lęku i wstydu i zmazy + Przeżegnała się makiem trzy razy! + A ty śpiewaj, śpiewulo, -- + A ty zgaduj, zgadulo! + Przeżegnała się makiem trzy razy. + + Rozewrzyjcie na nieba rozstaju + Wszystkie wrota do mego wyraju, + Bo ja w niebie dziewczynę mieć muszę + Tę, co makiem przeżegnała duszę! + A ty śpiewaj, śpiewulo, + A ty zgaduj, zgadulo! + Tę, co makiem przeżegnała duszę. + + +WIŚNIA + + Rosła wiśnia w królewskim ogrodzie, + Król ją ujrzał o słońca zachodzie. + Ujrzał tajnym zapłonioną żarem + I obłąkał swe zmysły jej czarem. + + Ach, nie po to się czerwienię, + Żeby gasić twe pragnienie! + + „Jedni wierzą w śpiewające ptaki, + Inni w gwiezdne na błękicie znaki, + A ja ciebie będę czcił w twej krasie, + Wiśnio, wiśnio! Już ku zmierzchom ma się!” + + Ach, nie po to się czerwienię, + Żeby gasić twe pragnienie! + + „Uśmierz obłęd, ty -- zorzo zorzysta! + Przejrzyj duszę do dna, bo zbyt mglista... + W tym ogrodzie dwoje nas, jak dwoje”... + I wyciągnął ku niej usta swoje. + + Ach, nie po to się czerwienię, + Żeby gasić twe pragnienie! + + I wyciągnął usta w żal zaklęty + I skamieniał, szałem ogarnięty, + I nie wiedział, że nie dni samotne, + Jeno wieki mijają stokrotne. + + Ach, nie po to się czerwienię, + Żeby gasić twe pragnienie! + + Ona zdawna przez jego kochanie + Nieśmiertelne pozyskała trwanie + I, wtulona w nieuwiędłe liście, + Płomieniała odtąd wiekuiście. + + Ach, nie po to się czerwienię, + Żeby gasić twe pragnienie! + + A on w mgłę się rozcieńczył obladłą, + Ciało jego już w nic się rozpadło, + Jeno ustom, by mogły całować, + Wolno było w ogrodzie wiekować. + + Ach, nie po to się czerwienię, + Żeby gasić twe pragnienie! + + I śpiewały te usta do wiśni: + „Brak nam oczu. Cóż ślepcom się przyśni? + „Lecz, cokolwiek nam sądzono w niebie, + „Nie przestaniem należeć do ciebie!” + + Ach, nie po to się czerwienię, + Żeby gasić twe pragnienie! + + Tędy właśnie szły dziewczęta młode, + Podziwiały ust wiernych urodę: + „Usta, usta, rozwarte do picia, + „Jaki smutek stał się wam za życia?” + + Ach, nie po to się czerwienię, + Żeby gasić twe pragnienie! + + „Mogłybyście nie jednej dziewczynie, + „Dać to szczęście, bez którego ginie! + „Jakaż niemoc tak strasznie was więzi + „Do tej wiśni, co trwa na gałęzi?” + + Ach, nie po to się czerwienię, + Żeby gasić twe pragnienie! + + +PIŁA + + Idzie lasem owa zmora, co ma kibić piły, + A zębami chłopców nęci i zna czar mogiły. + + Upatrzyła parobczaka na schyłku doliny: + -- „Ciebie pragnę, śnie jedyny, -- dyny moje, dyny! + + „Pocałunki dla cię, chłopcze, w ostrą stal uzbroję, + „Błysk -- niedobłysk na wybłysku -- oto zęby moje! + + „Oczaruj się tym widokiem, coś go nie widywał, + „Ośnij-że się tymi snami, coś ich nie wyśniwał! + + „Połóż głowę na tym chabrze i połóż na maku, + „Pokochaj mnie w polnym znoju i w śródleśnym ćmaku!” + + -- „Będę ciebie kochał mocą, z którą się mocuję, + „Będę ciebie tak całował, jak nikt nie całuje! + + „Będę gardził dziewczętami, com je miał w swej woli, + „Bo z nich każda od miłości łka, jak od niedoli. + + „Chcę się ciałem przymiarkować do nowej pieszczoty, + „Chcę się wargą wypurpurzyć dla krwawej ochoty! + + „Chcę dla twojej dla zabawy tak się przeinaczyć, + „Abym mógł się na twych zębach dreszczami poznaczyć!” + + Zazgrzytała od rozkoszy, naostrzyła zęby: + -- „Idę w miłość, jak chadzałam na leśne wyręby!” + + Zaszumiała po nad nimi ta wierzba złotocha, -- + Poznał chłopiec, czem w uścisku jest stal, gdy pokocha! + + Całowała go zębami na dwoje, na troje: + -- „Hej, nie jedną z ciebie duszę w zaświaty wyroję!” + + Poszarpała go pieszczotą na nierówne części: + -- „Niech wam, moje wy drobiażdżki, w śmierci się poszczęści!” + + Rozrzuciła go podzielnie we sprzeczne krainy: + -- „Niechaj Bóg was pouzbiera, ludzkie omieciny!” + + Same chciały się uciułać w kształt wielce bywały, + Jeno znaleźć siebie w świecie wzajem nie umiały. + + Zaczęło się od mrugania ległych w kurzu powiek, -- + Niewiadomo, kto w nich mrugał, ale już nie człowiek! + + Głowa, dudniąc, mknie po grobli, szukająca karku, + Jak ta dynia, gdy się dłoniom umknie na jarmarku. + + Piersią, sobie przywłaszczoną, jar grabieżczo dyszy, + Uchem, wbiegłem na wierzchołek, wierzba coś tam słyszy! + + Oczy, wzajem rozłączone, tleją bez połysku, + Jedno brzęczy w pajęczynie, drugie śpi w mrowisku. + + Jedna noga po pod lasem uwija się w tańcu, + Druga włóczy się na klęczkach po zbożowym łańcu. + + A ta ręka, co się wzniosła w próżnię po nad drogą, + Znakiem krzyża przeżegnała niewiadomo kogo! + + +KRÓLEWNA CZARNYCH WYSP. + + Królewna Czarnych Wysp, podwójną bielą rąk + Rozwidniająca zmierzch w miłosnych żądz pośpiechu, + Rozdawczyni snów i mąk, + Pełna zdrady, pełna grzechu, + Całująca własne dłonie, + Zanim czar utracą w zgonie, + Dziś o północy w ogrodzie, + W kwiatach, w rosach, w cieniu, w chłodzie + Umarła. + + W przedzgonnej, nagłej męczarni + Wiła się po bujnej darni, + W snach się wiła wciąż a wciąż, + Szalejąc ku nocy jasnej, + Aż zwinęła się, jak wąż, + Dookoła śmierci własnej. + Dzwonią w kościele. + + Zbiegli się kochankowie na gwar dzwonów złoty, + Złoty gwar wśród drzewnych cieni, + Wszyscy smutni i zdradzeni, + Zbłąkani wpośród tęsknoty. + --„Smutki nasze -- srebrne taśmy + „Wokół bioder królewny! + „Pragnienie w śmierci ugaśmy, + „Poranek nasz -- niepewny!” + Tak to marzeń obyczajem + Pozdrowiwszy się nawzajem, + Na ramiona krzepkie, dumne + Niewesołą wzięli trumnę + I ponieśli nawprost słońca + W pszczół wyroje, w żal bez końca, + W sen o Bogu i o Maju. + W nagłą pustkę na rozstaju, + W spodziewaną poprzód grozę, + W cień cmentarza, po pod brzozę, + A, niosąc, wciąż kołysali, + A, kołysząc, zamawiali, + Żeby miała śmierć słodką. + + Kopiąc wspólnie dół wśród ostu + Najpierw w glinie, potem w głazie, + Wspominali raz po razie, + Że była topoli wzrostu. + + --„Kopmy dół dla smutnej wieści, + „Aż się topola pomieści, + „I ułużmy do snu ciało + „Tak, jakby samochcąc spało.” + + Ułożyli, poprawili + Raz i jeszcze, a po chwili + Przyglądali się z pobrzeży + Czy dość samochcący leży? + + Naówczas gąsiory złote + Ujęli po przez tęsknotę + I wlewali miód do dołu + I kolejno i pospołu, + Wlewali go cienką strugą, + Ale suto, ale długo. + Żeby miała śmierć słodką. + + Potem, lutnie nastroiwszy + Do żalnego w śmierć okrzyku, + By okazać ból żarliwszy, + Stanęli w chóralnym szyku + Według głosów, według losów + Przeznaczonych od niebiosów, + I chóralnie zaśpiewali + Pieśni o wszelkiej oddali, + O kalinie, która latem + Zbłąkała się po za światem, + O pośmiertnym w różach znoju + I o wiecznym niepokoju, + I śpiewali pieśni smutne, + I miłosne i okrutne, + Księżycowe i słoneczne, + I wesołe i taneczne, + Żeby miała śmierć słodką. + + A gdy jej dusza, niby kropla z wiosła, + Strącona z ziemi -- w ciemność się uniosła, + Aniołowie, w locie biegli, + Na spotkanie jej wybiegli, + Bardzo senni, bardzo biali, + Szalejąc w wieczności progach, + Zagrobnie ją całowali + I po rękach i po nogach, + Żeby miała śmierć słodką. + + Miałam ci ja śmierć słodką, + Śmierć w kwiatach oniemiałą, + Jakbym była lilją białą, + Albo stokrotką. + Złożyli mię kochankowie + W grobie na wznak, jak w alkowie, + Nie szczędzili mi w mych mękach + Ni ostatniej na sen rady, + Ni pieśni, ni miodnych trunków, + A na nogach i na rękach + Dotąd jeszcze czuję ślady + Anielskich pocałunków! + Pokój mym cieniom. + + +ZIELONY DZBAN. + + To nie stu rycerzy, lecz sto trupów leży! + Nie sto trupów leży, jeno stu rycerzy! + A nie dla nich ruczaj dzwoni, + A bór szumny od nich stroni, + Jeno wicher we sto koni + Znikąd ku nim bieży. + + Wybiła godzina -- wiosna się zaczyna, + Z chaty poprzez kwiaty wybiega dziewczyna, + Dzban zielony, pełen wody, + Niesie zmarłym dla ochłody + W skwar śmiertelnej niepogody, + Co w proch wargi ścina. + + Stopy moje -- bose, skronie -- złotowłose, + Kochałam, płakałam, zmarłym wodę niosę, + Oczerstwijcie ból wasz słony, + Smakiem śmierci podrażniony, + Cały ranek w dzban zielony + Ciułałam tę rosę. + + Wypić -- wypijemy, lecz nie ożyjemy, + Na polu w kąkolu żal się chwieje niemy, + A my leżym z ziemią w zmowie + + W tym tu rowie i parowie, + Lecz nikt tego nie wypowie, + Gdzie my teraz, gdzie my? + + Jedyny dobytek -- ciszy w sobie zbytek + I snu podziemnego żmudny bezpożytek. + Nim sporządzisz dla nas sanie + Na wieczyste zimowanie, + Połóż wieniec na kurhanie + Z kalinowych witek. + + W waszem zgromadzeniu, w natłoczonym cieniu + Jest taki, co maki kładł mi na ramieniu, + Niech ze dzbana pije wodę, + Niech przypomni lata młode, + Gdy raz spojrzał w mą urodę + W nagłem zachwyceniu! + + Płyną dni niezłomne, czasy nieprzytomne, + Nie wierzę, że leżę trzy lata ogromne! + Mak pamiętam purpurowy, + Ale twojej, dziewczę, mowy + I tej złotej w słońcu głowy + Już dziś nie przypomnę! + + Chmurzą się błękity, płacze deszcz obfity, + Na trawie w murawie leży dzban rozbity, + Dzban rozbity leży, leży, + A śpi pod nim stu rycerzy, + A wiatr znikąd ku nim bieży, + Kurzawą okryty! + + +ŚMIERCIE. + + Chodzą Śmiercie po słonecznej stronie, + Trzymający się wzajem za dłonie. + + Którą z naszej wybierzesz gromady, + By w cmentarne uprowadzić sady? + + Nie chciał pierwszej, że nazbyt miniasta, + Grób, gdy hardy, pokrzywą porasta. + + Nie chciał drugiej, że nadmiernie złota, + Nie zna ciszy, kto się tak migota. + + Wybrał trzecią, co, choć bogulicha, + Lecz tak cicha, że wszystko nacicha. + + Coś za jedna, że podobasz mi się + W swym bożystym na ziemi zarysie? + + Zal mi przeżal ptaka, co odlata, + Dla cię umrę z nieżalu do świata. + + Blada jesteś, jak to słońce w zimie, -- + Kędy dom twój i jak ci na imię? + + Dom mój stoi na ziemi uboczu, + A na imię nic nie mam, prócz oczu. + + Nic w tych oczach nie mam, prócz wieczoru, + Pewna byłam twojego wyboru. + + Jeden zowąd śmierć sobie wybiera, + Ale drugi tą śmiercią umiera. + + Choć wybrałeś, nie wiedząc dla kogo, + Zawszeć będę pamiętną i drogą. + + Jestem śmiercią twej matki, co w chacie + Uśmiechnięta czeka teraz na cię. + + +STRÓJ. + + Miała w sadzie strój bogaty, + Malowany w różne światy, + Że, gdy w nim się zapodziała, + Nie wędrując -- wędrowała. + Strój koloru murawego, + A odcienia złocistego, -- + Murawego -- dla murawy, + Złocistego -- dla zabawy. + + Zbiegło się na te dziwy aż stu płanetników, + Otoczyli ją kołem, nie szczędząc okrzyków. + + Podawali ją sobie z rąk do rąk, jak czarę: + -- „Pójmy duszę tym miodem, co ma oczy kare!” + + Podawali ją sobie z ust do ust na zmiany: + -- „Słodko wargą potłoczyć taki krzew różany!” + + Porywali ją naraz w stu pieszczot zawieję: + -- „Dziej się w tobie to samo, co i w nas się dzieje.” + + Dwojgiem piersi ust głodnych karmiła secinę: + -- „Nikt tak słodko nie ginął, jak ja teraz ginę!” + + Szła pieszczota koleją, dreszcz z dreszczem się mijał, + Nim jeden wypił do dna, -- już drugi nadpijał. + + Kto oddawał -- dech chwytał, a kto brał -- dech tracił, + A kto czekał za długo -- rozumem przypłacił! + + Sad oszalał i stał się nieznany nikomu, + Gdy ona, jeszcze mdlejąc, wróciła do domu. + + Miała w oczach ich zamęt, w piersi -- ich oddechy, + I płonęła na twarzy od cudzej uciechy! + + -- „Jakiż wicher warkocze w świat ci rozwieruszył?” + -- „Ach, to strzelec -- postrzelec w polu mnie ogłuszył!” + + -- „Co za dreszcz twojem ciałem tak żarliwie miota?” + -- „Śniła mi się w śródlesiu burza i pieszczota!” + + Mać ją, płacząc, wyklęła, -- ojciec precz wyrzucił, + Siostra łokciem skarciła, a brat się odwrócił. + + A kochanek za progiem z pierścieni ograbił, + I nie było nikogo, ktoby jej nie zabił. + + I nie było nikogo, ktoby nie był dumny, + Że ją przeżył, gdy poszła wraz z hańbą do trumny. + + Tylko Bóg jej nie zdradził i ślepo w nią wierzył + I przez łzy się uśmiechał, że ją w niebie przeżył. + + -- „Ty musisz dla mnie poledz na śmierci wezgłowiu, + „A ja muszę dla ciebie trwać na pogotowiu! + + „Ty pójdziesz tą doliną, gdzie ustaje łkanie, + „A ja pójdę tą górą na twoje spotkanie. + + „Ty opatrzysz me rany, ja twych pieszczot ciernie, + „I będziem odtąd w siebie wierzyli bezmiernie!” + + Miała w trumnie strój bogaty, + Malowany w różne światy, + Że, gdy w nim się zapodziała, + Nie wędrując -- wędrowała. + Strój koloru murawego, + A odcienia złocistego, + Murawego -- dla murawy, + Złocistego -- dla zabawy. + + +DĄB. + + Zaszumiało, zawrzało, a to właśnie z dąbrowy + Wbiegł na chóry kościelne krzepki upiór dębowy + I poburzył organy rąk swych zmorą nie zmorą, + Jakby naraz go było wespół z gędźbą kilkoro. + Rozwiewała się, trzeszcząc, gałęzista czupryna, + I szerzyła się w oczach niewiadoma kraina. + A on piersi wszem dudom nastawił po rycersku, + A w organy od ściany uderzał po siekiersku! + + Graj-że, graju, graj, + Dopomóż ci Maj, + Dopomóż ci miech, duda + I wszelaka ułuda! + + Bił prawicą na lewo, a lewicą na prawo, + Pokrzyżował ryk z jękiem, a lamenty ze wrzawą, + Aż z tej dudy -- marudy dobył dłonią sękatą + Pieśń od wnętrza zieloną, a po brzegach kwiaciatą. + Wyszli święci z obrazów, bo już mają we zwyku, + Że się garną śmierciami do śpiewnego okrzyku. + I Bóg przybył skądinąd, niebywały w tej porze, + Niebywały, lecz cały zasłuchany! O, Boże! + + Graj-że, graju, graj, + Dopomóż ci Maj, + Dopomóż ci miech, duda + I wszelaka ułuda! + + Grał ci drzewne obłędy, sen umarłej zieleni, + Rozpacz liści, porwanych wirem zimnych strumieni, + I grał marsze żałobne muchomorów, co kroczą + Jedną nogą donikąd, kiedy zgon swój zaoczą. + I grał o tem, jak mszary jeno milczą a milczą, + Jak śmierć leśna śpi nawznak pod jagodą pod wilczą, + I jak rosa bez oczu swemi łzami się nęka, + I jak drzewo pod ziemią w nagły żal się rozklęka! + + Graj-że, graju, graj, + Dopomóż ci Maj, + Dopomóż miech, duda + I wszelaka ułuda! + + A gdy śpiew mu uderzył durem leśnym do głowy. + Grał wszystkiemi jarami wszystkie naraz parowy! + Aż ten ołtarz zlękniony, gdzie wyzłota się święci, + Chciał już runąć na ziemię, lecz potłumił swe chęci. + A on wpodłuż organów, stare miażdżąc im koście, + Porozpędzał swe dłonie, jak te nogi po moście, + I, rozwiawszy tłum dźwięków po pieśniowym rozłogu, + Wygrzmiał z miechów to wszystko, co las myśli o Bogu! + + Graj-że, graju, graj, + Dopomóż ci Maj, + Dopomóż ci miech, duda + I wszelaka ułuda! + + Między Bogiem a grajem znikła inszość i przedział, + Skoro Bóg się o sobie snów dębowych dowiedział. + -- „Odkąd żyję na świecie, a wszak jestem wieczysty, + „Nigdym dotąd nie słyszał takiego organisty!” + Grajek znawstwu bożemu na pamiątkę i chwałę + Porozbujał pieśń górą w dwa ruczaje niestałe, + Rozmurawił ją dołem, aż się kościół zielenił, + A cienistym przyśpiewem twarz słuchacza ocienił! + + Graj-że, graju, graj, + Dopomóż ci Maj, + Dopomóż ci miech, duda + I wszelaka ułuda! + + I Bóg słuchał wzruszony, słuchał duszą bezkreśną, + A w tej duszy mu było i ruczajno i leśno, + I coś jeszcze miarkował i coś dumał na stronie + I biegł żywcem do grajka i wyciągał swe dłonie! + Święci, wiedząc, co czynią, w nagłej cudom podzięce + Poklękali radośnie, wziąwszy siebie za ręce, + Bo, odkiedy świat światem, a śmierć jego obrębem, + Po raz pierwszy Bóg, płacząc, obejmował się z dębem! + + Graj-że, graju, graj, + Dopomóż ci Maj, + Dopomóż ci miech, duda + I wszelaka ułuda! + + +BALLADA BEZLUDNA. + + Niedostępna ludzkim oczom, że nikt po niej się nie błąka, + W swem bezpieczu szmaragdowem rozkwitała w bezmiar łąka, + Strumień skrzył się na zieleni nieustannie zmienną łatą, + A gwoździki z poza trawy wykrapiały się wiśniato. + Świerszcz, od rosy napęczniały, ciemnił pysk nadmiarem śliny, + I dmuchawiec kroplą mlecza błyskał w zadrach swej łęciny, + A dech łąki wrzał od wrzawy, wrzał i żywcem w słońce dyszał. + I nie było tu nikogo, ktoby widział, ktoby słyszał. + + Gdzież me piersi, Czerwcami gorące? + Czemuż niema ust moich na łące? + Rwać mi kwiaty rękami obiema! + Czemuż rąk mych tam na kwiatach niema? + + Zabóstwiło się cudacznie pod blekotem na uboczu, + A to jakaś mgła dziewczęca chciała dostać warg i oczu, + I czuć było, jak boleśnie chce się stworzyć, chce się wcielić, + Raz warkoczem się zazłocić, raz piersiami się zabielić, -- + I czuć było, jak się zmaga zdyszanego męką łona, + Aż na wieki sił jej zbrakło -- i spoczęła niezjawiona! + Jeno miejsce, gdzie być mogła, jeszcze trwało i szumiało, + Próżne miejsce na tę duszę, wonne miejsce na to ciało. + + Gdzież me piersi, Czerwcami gorące? + Czemuż niema ust moich na łące? + Rwać mi kwiaty rękami obiema! + Czemuż rąk mych tam na kwiatach niema? + + Przywabione obcym szmerem, wszystkie zioła i owady + Wrzawnie zbiegły się w to miejsce, niebywałe węsząc ślady, + Pająk w nicość sieć nastawił, by pochwycić cień jej cienia, + Bąk otrąbił uroczystość spełnionego nieistnienia. + Żuki grały jej potrupne, świerszcze -- pieśni powitalne, + Kwiaty wiły się we wieńce, ach, we wieńce pożegnalne! + Wszyscy byli w owem miejscu na słonecznym, na obrzędzie, + Prócz tej jednej, co być mogła, a nie była i nie będzie! + + Gdzież me piersi, Czerwcami gorące? + Czemuż niema ust moich na łące? + Rwać mi kwiaty rękami obiema! + Czemuż rąk mych tam na kwiatach niema! + + + + +III + +W MALINOWYM CHRÓŚNIAKU + + +*** + + W malinowym chróśniaku, przed ciekawych wzrokiem + Zapodziani po głowy, przez długie godziny + Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny. + Palce miałaś naoślep skrwawione ich sokiem. + + Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty, + Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory, + Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory, + I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty. + + Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała, + A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni, + Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni + Owoce, przepojone wonią twego ciała. + + I stały się maliny narzędziem pieszczoty + Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całem niebie + Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie, + I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty. + + I nie wiem, jak się stało, w którem okamgnieniu, + Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła, + Porwałem twoje dłonie -- oddałaś w skupieniu, + A chróśniak malinowy trwał wciąż dookoła. + + +*** + + Śledzą nas... Okradają z ścieżek i ustroni, + Z trudem przez nas wykrytych. Gniew nas w słońcu pała! + Śpieszno nam do łez szczęścia, do tchów naszych woni, + Chcemy pieszczot próbować, poznawać swe ciała. + + Więc naprzekór przeszkodom źrenicą bezradną + Chłoniemy się nawzajem, niby dwa bezdroża, + A, gdy powiek znużonych kotary opadną, + Czujemy, żeśmy wyszli z uścisków i z łoża. + + Nikt tak nigdy nie patrzał, nie bywał tak blady, + I nikt do dna rozkoszy ciałem tak nie dotarł, + I nie nurzał swych pieszczot bezdomnej gromady + W takiem łożu, pod strażą takich czujnych kotar! + + +*** + + Taka cisza w ogrodzie, że się jej nie oprze + Żaden szelest, co chętnie taje w niej i ginie. + Czerwieniata wiewiórka skacze po sośninie, + Żółty motyl się chwieje na złotawym koprze. + + Z własnej woli, ze śpiewnym u celu łoskotem + Z jabłoni na murawę spada jabłko białe, + Łamiąc w drodze kolejno gałęzie spróchniałe, + Co w ślad za niem -- spóźnione -- opadają potem. + + Chwytasz owoc, zanurzasz w nim zęby na zwiady + I podajesz mym ustom z miłosnym pośpiechem, + A ja gryzę i chłonę twoich zębów ślady, + Zębów, które niezwłocznie odsłaniasz ze śmiechem. + + +*** + + Hasło nasze ma dla nas swe dzieje tajemne: + Lampa, gdy noc już zdąży świat mrokiem owionąć, + Winna zgasnąć w tej szybie, a w tamtej zapłonąć. + Na znak ten oddech tracę. Już schody są ciemne. + + Czekasz z dłonią na klamce i, gdy drzwi otwiera, + Tulę tę dłoń, co jeszcze ma chłód klamki w sobie, + A ty wzamian przyciskasz moje ręce obie + Do serca, które zawsze u drzwi obumiera. + + Wchodzę ciszkiem, jakgdyby krok każdy knuł zbrodnię, + Między sprzęty, co dla mnie są sprzętami czarów. + Sama ścielesz swe łóżko według swych zamiarów, + By szczęściu i pieszczotom było w niem wygodnie. + + I zazwyczaj dopóty milczymy oboje, + Dopóki nie dopełnisz podjętego trudu. + Ileż w dłoniach twych pieczy, miłości i cudu! + Kocham je, kocham za to, że piękne, że twoje. + + +*** + + Zazdrość moja bezsilnie po łożu się miota: + Kto całował twe piersi, jak ja, pokryjomu? + Czy jest wśród twoich pieszczot choć jedna pieszczota, + Której, prócz mnie, nie dałaś nigdy i nikomu? + + Gniewu mego łza twoja wówczas nie ostudzi! + Poniżam dumę ciała i uczuć przepychy, + A ty mi odpowiadasz, żem marny i lichy, + Podobny do tysiąca obrzydłych ci ludzi. + + I wymykasz się naga. W przyległym pokoju + We własnem się po chwili zaprzepaszczasz łkaniu, + I wiem, że na skleconem bezładnie posłaniu + Leżysz, jak topielica na twardem dnie zdroju. + + Biegnę tam. Łkania milkną. Cisza, niby w grobie. + Zwinięta, nakształt węża, z bólu i rozpaczy + Nie dajesz znaku życia -- jeno konasz raczej, + Aż znienacka za dłoń mię pociągasz ku sobie. + + Jakże łzami przemokłą, znużoną po walce + Dźwigam z nurtów pościeli w ramiona obłędne! + A nóg twych rozemknione pieszczotami palce + Jakże drogie mym ustom i jakże niezbędne! + + +*** + + Z dłońmi tak splecionemi, jakbyś, klęcząc, spała, + W niedostępne mym oczom wpatrzona widzenie, + Płaczesz przez sen i wstrząsem wylękłego ciała + Błagasz o nagłą pomoc, o rychłe zbawienie. + + Jeszcze płaczu niesytą do piersi cię tulę + A ty goisz się we mnie, niby lgnąca rana, + A ja płacz twój całuję, biodra i kolana + I ramię i zsuniętą z ramienia koszulę. + + Lecz, karmiony ust twoich spłakanym oddechem, + Nie pytam o treść widzeń. Dopiero z porania + Zadaję ciemna nocą tłumione pytania. + Odpowiadasz bezładnie -- ja słucham z uśmiechem. + + +*** + + Wyszło z boru ślepawe, zjesieniałe zmrocze, + Spłodzone samo przez się w sennej bezzadumie. + Nieoswojone z niebem patrzy w podobłocze + I węszy świat, którego nie zna, nie rozumie. + + Swem cielskiem kostropatem kąpie się w kałuży, + Co nęci, jak ożywczych jadów pełna misa, + Czołgliwemi mackami krew z kwiatów wysysa + I ciekliną swych mętów po ziemi się smuży. + + Zwierzę, co trwać nie zdoła zbyt długo na świecie, + Bo wszystko wokół tchnieniem zatruwa i gasi, + Lecz, gdy ty białą dłonią głaszczesz je po grzbiecie, + Ono, mrucząc, do stóp twych korzy się i łasi. + + +*** + + Czasami mojej ślepej posłuszny ochocie + Pragnę w tobie mieć czujną na byle skinienie + Sługę, co pieszczotami gasi me pragnienie, + A ty jesteś tak zmyślna i zwinna w pieszczocie! + + Gdy twój warkocz, jak w słońcu wybujałe ziele, + Tchem rozwartych ogrodów mą duszę owionie, + Głowę twą, niby puhar, ujmuję w swe dłonie + I wargami w ślad dreszczu prowadzę po ciele. + + I raduję się, śledząc tę wargę, jak zmierza + Do mej piersi kosmatej, widnej w niedomroczu, + W której marzę pierś w lesie ryczącego zwierza + I staram się, gdy pieścisz, nie tracić go z oczu. + + +*** + + Ty pierwej mgły dosięgasz, ja za tobą w ślady + Zdążam, by się w tym samym zaprzepaścić lesie, + I, tropiąc twoją bladość, sam się staję blady, + I, zdybawszy twój bezkres, sam ginę w bezkresie. + + A potem wzieram w oczy, by zgadnąć, czy dość ci + Omdlenia, co się nogom udziela, jak szczęście, + I twe dłonie, jak w pąki, mnę w zdrobniałe pięście, + By się w nich docałować twych chrząstek i kości. + + A one wypukleją na dłoni przegibie, + Niby pestki owoców, zróżowionych znojem, + I nieśmiałym do ust mych garną się wyrojem, + Zatajone w swej ciepłej od pieszczot siedzibie. + + Ich dotyk budzi wzruszeń zaniedbanych krocie, + A ty, tuląc je w warg mych rozrzewnioną ciszę, + Dziecinniejesz w uścisku, malejesz w pieszczocie, + Chwila -- a już cię do snu z lat dawnych kołyszę. + + +*** + + Zazdrośnicy daremnie chcą pochlebić pierwsi + Czarom, skrytym w twem ciele z moją o nich wiedzą! + Oczy, co się rzęsami nie tknęły twych piersi, + Czyliż pustym domysłem te czary wyśledzą? + Czyliż pustym domysłem te czary wyśledzą? + + Kto w chwili pocałunków nie zagrzał swej dłoni + Na twych bioder nawrzałej żądzą przegięcinie, + Nie potrafi określić upojeń tej woni, + Co z ciebie, jako z róży, snem potartej, płynie. + + Kto ustami w nóg twoich nie wdumał się dreszcze, + Nigdy dość nie wysłowi twych oczu omdlenia, + A choćby je dzień cały badał bez wytchnienia, + Nie wypatrzy z nich tego, co ja z nich wypieszczę! + + +*** + + Zmienionaż po rozłące? O, nie, niezmieniona! + Lecz jakiś kwiat z twych włosów zbiegł do stóp ołtarzy, + A, choć brak tego zbiega nie skalał twej twarzy, + Serce me w tajemnicy przed twem sercem kona... + + Dusza twoja śmie marzyć, że, w gwiezdne zamiecie + Wdumana, będzie trwała raz jeszcze i jeszcze, -- + Lecz ciało? Któż pomyśli o niem we wszechświecie, + Prócz mnie, co tak w nie wierzę i kocham i pieszczę? + + I gdy ty, szepcząc słowa, w ust zrodzone znoju, + Dajesz pieszczotom ujście w tym szepcie, co pała, + Ja, zamilkły wargami u piersi twych zdroju, + Modlę się o twojego nieśmiertelność ciała. + + + + +IV + +WSPOMNIENIE + + +WSPOMNIENIE. + + Lubię wspominać te dziecięce lata, + Gdym, zaniedbując całą resztę świata, + W znajome pole szedł razem z pastuchem + Krów, co bezładnym swych rapci rozruchem + Niską przed nami nieciły kurzawę, + Ściągając na się wybiegły nad trawę + Deszcz much zielonych i złotych i owych + Samotnie skrzących, ciemno-purpurowych, + Co, dogadzając przemyślnemu skrzydłu, + Wpadają nagle w samo ślepie bydłu, + Zapatrzonemu w dal, jak w swą oborę. + + Zawszem widywał po drodze brzóz korę + W brunatne pręgi i te same cienie + Lip na murawie i żółtych motyli + Nagłe w powietrzu skrzydeł rozdwojenie + I nagły w trawę zlot, gdy do badyli + Nóg się czepliwych przytwierdzają schwytem, -- + I przykucnięte nad stawu błękitem + Kaczki, co, naszą zaoczywszy trzodę, + Niezgrabnie, piersią zsuwały się w wodę, -- + I tłumy wróbli, co z głuchym łoskotem + Sfruwały z płotu, aby tuż pod płotem + W długi się szereg rozsypać na trawie. + + I widywałem wszystko i nic prawie, + Na niewidziane znając drogę całą, + Bo odbywałem ją zarówno w sobie, + Jak po za sobą. Dziś wierzę, iż w grobie, + Gdy z mymi snami sam na sam zostanę, + Znów ją odbędę, znów na niewidziane, + W tem samem słońcu, jak we śnie przystało. + + Szliśmy więc dalej, brnąc w słonecznem złocie + I ocierając zerwanym w przelocie + Łopuchem mokre, przepocone czoło. + A gdyśmy wreszcie tłumnie i wesoło, + Olśnieni ciszą i połyskiem trawy, + Na otworzyste wkroczyli pastwisko, + Wnet, rozniecone dla własnej zabawy, + Bezpożyteczne napozór ognisko, + Co niewidzialnym pod słońce płomieniem + Drgało, za każdem widoczniejąc drgnieniem, + Kładłem żołędzie i wiśniowe liście, + Ażeby, skwiercząc, dymiło się wonniej. + + O, jakże kwiatom bywało przejrzyście + W mych oczach, gdzie się odbiły przestronniej, + Niźli w tej wodzie, co ciekła strumykiem + Przez nasze palce, gdyśmy w niej maczali + Chleb, w kostki tępym krajany kozikiem! + Tak spożywałem go: ze wzrokiem w dali, + Jakby na zawsze, utkwionym, -- odruchem + Warg swych zajęty, wsłuchany półuchem + W chrapliwe, senne i parne oddechy + Krów, co mozolnie przeżuwały zioła, + Tej ociężałej doznając uciechy, + Która im każe nie patrzeć dokoła + W nic, jeno przed się znieruchomić pyski, + Ociekłe śliną i pachnące mlekiem. + + A taka cisza na ten czar pobliski + Szła zdala, jakby wiek mijał za wiekiem, + Nie czyniąc zmiany, nie tykając wcale + Pilnie ku słońcu roziskrzonych kwiatów, + Ani świegotu skowronka w upale + Południejących nieustannie światów, + Na których błękit wsparł się mimochodem. + Naówczas wpodłuż kładłem się na trawie, + Ażeby badać skrycie i ciekawie + Znajomą łąkę, oglądaną spodem, + Co, rozumiejąc, czem jest taka chwila, + Sama przede mną swą gęstwę rozluźnia, + By mi ukazać, jak się cień motyla + Tuż za skrzydłami po kwiatach opóźnia, + I jak bąk w futro odziany tygrysie + Na złotym jaskrze, olbrzymiejąc, skrzy się, + Coraz to z innej zachodząc go strony, -- + I jak przez maku czerniawą purpurę + Żuk, w wonnem wnętrzu chytrze zatajony, + Prześwieca plamą ruchliwą i ciemną, -- + Jak chwiejna żaba, wznosząc ślepie bure + W żółtej obwódce ku niebu, woń ziemną + Pochłania krótkim a szybkim oddechem, + Co jej podgardle w miech wzdyma białawy, + A pysk pozornym koślawi uśmiechem, + Jak boża krówka na kończynie trawy + Z trudem swe skrzydła ku słońcu wyzwala, + Rozpoławiając sztywnego korala + Pancerz, zbyt mocno na karku zemknięty, -- + Jak na włochatym, szorstkim liściu mięty, + Wzdłuż rubinami wysadzana szczelnie, + Lśni gąsienica, wspinając się dzielnie + Na tylnych łapkach, i dalszy kierunek + Węszy swym pyskiem, z którego wycieka + Płyn bursztynowy, jarząc się zdaleka, -- + I jak wypełzły skądciś na rabunek, + Pod kaszką, niby pod strzechą ze srebra, + Wisi w powietrzu, chwiejąc się na strony, + Pająk brzuchaty, nawskroś prześwietlony, + Żem widział zlekka zaznaczone żebra, + Niby misternie przeplatane cienie. + A pod tych istnień zgiełkiem i natłokiem + Czułem pierś ziemi i jej roztętnienie + Pod moją piersią, zdławioną urokiem. + + I zdało mi się, że na sny radosne + Lęgnę się w słońcu wraz z tłumem owadów, + Dziw pierworodny, co z podziemnych sadów + Wypełznął, węsząc żer oczom na wiosnę! + I zdało mi się, że wokół i wszędzie + Z głową tak samo, jak moja, upalną, + Leżą w tym samym co i ja, obłędzie, + Czynne w milczeniu tęsknotą chóralną, + Snem jednoczesnym objęte istoty, + Ukryte w trawie aż po czub swój złoty, + Olbrzymie, cudne, miłosne, złowieszcze, + Co, zgodnie dysząc, w łąkę patrzą chórem + I widzą twarz mą niewiadomo w którem + Królestwie istnień, nieznaną im jeszcze, + Lecz do ich twarzy podobną z brzemienia + Słońca na oczach, pełnych zapatrzenia. + I po przez kwiaty rozmyślałem w trawie, + Czyli je spotkam tam -- w świecie na jawie, + Kiedy przybiorą kształt ludzki i lice, + Aby zachować naszą tajemnicę... + I czy tych braci, co dzisiaj pokotem + Mój sen zalegli, jako płaz przy płazie, + Gdzieś poza łąką spotkanych przelotem + Poznam po oczu odmiennym wyrazie? + + + + +V + +PIEŚNI KALEKUJĄCE + + +ZALOTY + + Nędzarz bez nóg, do wózka na żmudne rozpędy + Przytwierdzony, jak zielsko do ruchomej grzędy, + Zgroza bladych przechodniów i ulic zakała, + Obsługując starannie brzemię swego ciała, + Kręci korbę, jakgdyby na lirze w czas słoty + Wygrywał swoje skoczne ku niebu turkoty, -- + I nad brzegiem urwistym tęczowych rynsztoków + Toczy się wraz z odbiciem zmydlonych obłoków, + Toczy się bałamutnie do dziewki z podwórza, + Do przystani stóp bosych -- i ducha wynurza + Z łachmanów i wyciąga paździory swych dłoni + Ku jej zębom śnieżystym i tak mówi do niej: + -- „Kocham strzęp twojej błotem zbryzganej spódnicy + Kocham głośny twój oddech! Na całej ulicy + Ty jedynie mym ustom bywasz tak potrzebna! + Wiem, że moja tęsknota, niby szkapa źrebna, + Wlekąc mię, wyda na świat płód nowych udręczeń. + W tem mój tryumf, że jestem niestrudzony klęczeń + Twej krasy! Kochaj-że mnie! Nuże do pieszczoty! + Potwór błaga cię o nią! Przyjm moje zaloty! + Wnijdź naga i bezwstydna w mej nędzy bezdomność + I tak pieść, by wargami pożreć mą ułomność!” + + Ona mu się broni, + A on mówi do niej: + -- „Wszak musi ktoś pokochać to, co już się stało, -- + I ten wózek męczeński i korbę zbolałą, + I żądzę w resztkach cielska, jak w zgliszczach, poczętą, + I ten ochłap człowieka, co chce być przynętą! + Odsłoń czar w mej brzydocie! Znijdź z wyżyn do karła! + Bądź posłuszna mym dłoniom, jak ślepa lub zmarła! + Zdołam być nieodparty, jako grzech i zguba, + I potrafię wysiłkiem zmyślnego kadłuba + Zdobyć się na pieszczoty słodkie, jak czereśnie, + Których dotąd nikt nigdy nie oglądał we śnie!” + + Ona mu się broni, + A on mówi do niej: + -- „Małoż ci pół człowieka, by stał się twym skarbem? + Chcę być drogą ci raną, wiernym tobie garbem! + Czyż próżni, którą nóg mych nieobecność tworzy, + Nie zapełni ból, miłość, ni jęk mych bezdroży? + Śmiech mię bierze! O, gdybym ziemię nieobjętą + Mógł uderzyć raz w życiu zdrową, silną piętą + I widzieć, jak zdeptana pod stopą wygląda! + Śpieszno mi w nieskończoność! Wiem, że mnie pożąda + I bez wstrętu spożyje me łachy i żale. + Są gdzieś dłonie mi chętne i usta -- korale, + Co od głów się przesuną w pieszczocie ochoczej + Aż do stóp, których niema! Niech wóz się potoczy + Na przełaj -- tam, gdzie właśnie ode mnie zdaleka + Ktokolwiek, zwierz lub robak, na mą miłość czeka!” + + Ona mu się broni, + A on w zaświat stroni, + Ona go swoim czarem do bólu zachęca, + A on patrzy, nie patrząc, i korbę pokręca + I odjeżdża -- odjeżdża -- gdziekolwiek -- pośpiesznie, + Turkocząc i furkocząc niezgrabnie i śmiesznie, + Odjeżdża, kalekując, w poszukiwań znoje, + W kraje przygód miłosnych, w wieczne niepokoje. + + +SZEWCZYK. + + W mgłach daleczeje sierp księżyca. + Zatkwiony ostrzem w czub komina, + Latarnia się na palcach wspina + W mrok, gdzie już kończy się ulica. + Obłędny szewczyk -- kuternoga + Szyje, wpatrzony w zmór odmęty, + Buty na miarę stopy Boga, + Co mu na imię -- Nieobjęty! + + Błogosławiony trud, + Z którego twórczej mocy + Powstaje taki but + Wśród takiej srebrnej nocy! + + Boże obłoków, Boże rosy, + Naści z mej dłoni dar obfity, + Abyś nie chadzał w niebie bosy + I stóp nie ranił o błękity! + Niech duchy, paląc gwiazd pochodnie, + Powiedzą kiedyś w chmur powodzi, + Że tam, gdzie na świat szewc przychodzi, + Bóg przyobuty bywa godnie! + + Błogosławiony trud, + Z którego twórczej mocy + Powstaje taki but + Wśród takiej srebrnej nocy! + + Dałeś mi, Boże, kęs istnienia, + Co mi na całą starczy drogę, -- + Przebacz, że wpośród nędzy cienia + Nic ci, prócz butów, dać nie mogę. + W szyciu nic niema, oprócz szycia, + Więc szyjmy, póki starczy siły! + W życiu nic niema, oprócz życia, + Więc żyjmy aż po kres mogiły! + + Błogosławiony trud, + Z którego twórczej mocy + Powstaje taki but + Wśród takiej srebrnej nocy! + + +GARBUS. + + Mrze garbus dosyć korzystnie: + W pogodę i w babie lato. + Garbaty żywot miał istnie, + I śmierć ma istnie garbatą. + + Mrze w drodze, w mgieł upowiciu + Jakby baśń trudną rozstrzygał, + A nic nie robił w tem życiu, + Jeno garb dźwigał i dźwigał. + + Tym garbem żebrał i tańczył, + Tym garbem dumał i roił, + Do snu na plecach go niańczył, + Krwią własną karmił i poił. + + A teraz śmierć sobie skarbi, + W jej mrok wydłużył już szyję, + Jeno garb jeszcze się garbi, + Pokątnie żyje i tyje. + + Przeżył swojego wielbłąda + O równą swej tuszy chwilę, + Nieboszczyk ciemność ogląda, + A on -- te w słońcu motyle. + + I do zmarłego dźwigacza + Powiada, grożąc swą kłodą: + -- „Co ten twój upór oznacza, + „Żeś wpoprzek legł mi przegrodą? + + „Czyś w mgle potracił kolana? + „Czyś snem pomiażdżył swe nogi? + „Po coś mię brał na barana, + „By zgubić drogę w pół drogi? + + „Czemuś łbem utkwił na cieniu? + „Z trudem w twych barach się mieszczę! + „Ciekawym, wieczysty leniu. + „Dokąd poniesiesz mnie jeszcze?” + + +RĘKA. + + Podczas, gdy ciało w mękach żebraczego postu + Kurczyło się, jak ochłap wyschłego moczaru, + Ręka ma w samowolnym obłędzie rozrostu + Wszerz i wzwyż potworniała od żądzy bezmiaru. + Wypaczona od skwarów i pusta, jak dzieża, + Miażdżąc stawów hamulce, rosła mi i rosła, + Czując radość zawczasu ciosanego wiosła, + Co już w samym zapłodku śni morskie bezbrzeża! + + Ręko, nadmierna Ręko, + W pięść modlitewną się złóż! + Męko, nadmierna Męko, + Zmalej i skurcz się i znuż! + + My, co mamy dłoń większą nad zamiar człowieka, + Pośpieszniej się od niego lub od niej oddalmy! + Jakże znikąd przyszliśmy i jakże zdaleka, + Że dłoń nasza w świat rzuca nieludzki cień palmy! + Sen unika jej w nocy, ptak płoszy się we dnie, + Pierś dziewczęca nie spocznie w jej chwytnej ustroni! + Przechodzień na jej widok wzdraga się i blednie, + Bo nie starczy jałmużny dla tak wielkiej dłoni! + + Ręko, nadmierna Ręko, + W pięść modlitewną się złóż! + Męko, nadmierna Męko, + Zmalej i skurcz się i znuż! + + Przekroczyła mych kości zbolałe granice, + Przerosła moją duszę, sumienie i łoże, + I lękam się, że skoro ukryję w niej lice, + Nigdy już ich na światy nie wyłonię boże! + A gdy nią się przeżegnam -- przesadny znak krzyża, + Obłąkany rozpędem zbytniego ogromu, + Źdźbłem zaledwo się garnie do mego pobliża, + A resztą -- pierzcha w mroki, nieznane nikomu! + + Ręko, nadmierna Ręko, + W pięść modlitewną się złóż! + Męko, nadmierna Męko, + Zmalej i skurcz się i znuż! + + +ŻOŁNIERZ. + + Wrócił żołnierz na wiosnę z wojennej wyprawy, + Ale bardzo niemrawy i bardzo koślawy. + + Kula go tak schłostała po nogach i bokach, + Że nie mógł iść inaczej, jak tylko w poskokach. + + Stał się smutku wesołkiem, skoczkiem swej niedoli. + Śmieszył ludzi tym bólem, co, tak skacząc, boli. + + Śmieszył skargi hołubcem i żalu wyrwasem + I żmudnego cierpienia nagłym wywijasem. + + Zwlókł się do swej chałupy: -- „Idź precz popod płoty, + „Niepotrzebny nam skoczek w polu do roboty!” + + Pobiegł do swego kuma, co w kościele dzwonił, + Lecz ten nie chciał go poznać i kijem postronił. + + Podreptał do kochanki, a ta się zaśmiała + Ramionami, biodrami, wszystką mocą ciała! + + -- „Z takim w łożu drygałą mam tańczyć do śmierci? + „Ciała ledwo ćwierć miary, a skoków -- trzy ćwierci! + + „Ani myślę ci dotrwać w takim niedopląsie! + „Ani myślę wargami sypiać na twym wąsie! + + „Zanadtoś mi wyskoczny do nieba na przełaj! + „Idź-że sobie gdziekolwiek i nie klnij i nie łaj!” + + Więc poszedł do figury, co stała przy drodze: + -- „Chryste, nawskroś sosnowy, a zamyśl się srodze! + + „Nie wiem, czyja cię ręka ciosała wyśmiewna, + „Lecz to wiem, że skąpiła urody i drewna. + + „Masz kalekie kolana i kalekie nogi, + „Pewno skaczesz, miast chodzić, unikając drogi? + + „Taki z ciebie chudzina, takie nic z obłoków, + „Że mi będziesz dobranym towarzyszem skoków.” + + Chrystus, słysząc te słowa, zsunął się na ziemię, + Ów, co Boga wyciosał, bity bywał w ciemię! + + Obie ręce miał lewe, obie nogi -- prawe, + Sosnowemi stopami podziurawił trawę. + + „Marna ze mnie sośnina, lecz piechur nie marny, + „Przejdę wieczność piechtami, chociażem niezdarny. + + „Pójdziemy nierozłącznie, bo wspólna nam droga, + „Będzie nieco człowieka, będzie nieco Boga. + + „Podzielimy się męką -- podzielnać jest męka! -- + „Wszak ta sama nas ludzka skoślawiła ręka. + + „Tobie trocha śmieszności, mnie śmieszności trocha, + „Kto się pierwszy zaśmieje -- ten pierwszy pokocha. + + „Ty podeprzesz mię ciałem, ja ciebie sośniną, + „A co ma się nam zdarzyć, niech się zdarzy ino!” + + I wzięli się za ręce i poszli niezwłocznie, + Wadząc nogą o nogę śmiesznie i poskocznie. + + I szli godzin wieczystych niewiadomo ile, + Gdzież bo owe zegary, co wybrzmią te chwile? + + Mijały dnie i noce, którym mijać chce się, + I mijało bezpole, bezkrzewie, bezlesie. + + I nastała wichura i ciemność bez końca + I straszna nieobecność wszelakiego słońca. + + Kto tam z nocy na północ w burzę i zawieję + Tak bardzo człowieczeje i tak bożyścieje? + + To dwa boże kulawce, dwa rzewne cudaki + Kuleją byle jako w świat nie byle jaki! + + Jeden idzie w weselu, drugi w bezżałobie, + A obydwaj nawzajem zakochani w sobie. + + Kulał Bóg, kulał człowiek, a żaden -- za mało, + Nikt się nigdy nie dowie, co w nich tak kulało? + + Skakali jako trzeba i jako nie trzeba, + Aż wreszcie doskoczyli do samego nieba! + + + + +VI + +TRZY RÓŻE + + +TRZY RÓŻE. + + W sąsiedniej studni rdzawi się szczęk wiadra. + W ogrodzie cisza. Na kwiatach śpią skwary, + Z poza zieleni szarzeje płot stary. + Skrzy się ku słońcu sęk w płocie i zadra, + O wodę z pluskiem uderzył spód wiadra. + + Spójrzmy przez liście na obłoki w niebie + I na promieni po gałęziach załom, + Zbliżmy swe dusze i pozwólmy ciałom + Być tem, czem wzajem pragną być dla siebie! + Spójrzmy przez liście na obłoki w niebie. + + Woń róż, śpiew ptaków i dwie dusze znojne, + I dwa te ciała, ukryte w zieleni, + I ten ład słońca wśród bezładu cieni, + I najście ciszy nagłe, niespokojne, + Woń róż, śpiew ptaków i dwie dusze znojne. + + A jeśli jeszcze, prócz duszy i ciała, + Jest w tym ogrodzie jakaś róża trzecia, + Której purpura przetrwa snów stulecia, + To wszakże ona też nam w piersi pała -- + Ta róża trzecia, prócz duszy i ciała! + + +ROK NIEISTNIENIA. + + Nadchodzi rok nieistnienia, nadchodzi straszne bezkwiecie, + W tym roku wszystkie dziewczęta wyginą, niby motyle. + Ja pierwsza blednę samochcąc i umrzeć muszę za chwilę -- + I już umieram -- o, spojrzyj! -- i już mnie niema na świecie! + + Ucz się pożądać mej śmierci, ponętne pieścić nietrwanie, + Całować mrzonkę, co dla cię kształt ust czerwonych przybiera. + I wierzyć w radość mych cieni i w oczu mych obcowanie: + Nie widzi, jeno obcuje ten, co naprawdę umiera. + + Uczył się kochać umarłą, pieścił dłoń, której nie było, + Całował oczy zamknięte, każdą powiekę z osobna, + Porozumiewał się z piersią, jak z pełną pieszczot mogiłą, -- + Ale nie wiedział, co czuła, bo nazbyt była zagrobna. + + Czy czujesz moje pieszczoty i pocałunki i radość? + Czyli nie bolą cię mroki i nieistnienia nadmiary? + O, wyznaj wszystko do końca, uczyń tęsknocie mej zadość, + Zadrżyj z miłości pośmiertnej, jeślić dostępne jej czary! + + Czemuż tak wątpisz o zmarłej? Wszak już do cudów nawykam, + Miłości jestem posłuszna i szczęściu się nie opieram! + I czuję twoją pieszczotę i coraz bardziej zanikam, + I czuję twe pocałunki i coraz bardziej umieram. + + +WIECZOREM. + + Wieczorem było, wieczorem, + Gdy zorza gasła nad borem, + Dzienny ulatniał się skwar, + Rosa nam spadła na głowy + I zmierzchem dymił się jar, + Jar kalinowy. + + Zdaleka idzie, zdaleka + Ten mrok, co kwiatów się zrzeka. + Gdy, płosząc ospałą woń, + Chłód powiał nad pola zżęte, + O moją zagrzałaś skroń + Dłonie zziębnięte. + + Nie wolno patrzeć, nie wolno + Bez pieszczot w ciemność dokolną! + Zbłąkanych w obszarach pól + Nie złączy żaden sen złoty, + Ni lęk, ni zgroza, ni ból, + Nic -- prócz pieszczoty! + + +*** + + Śnież się, w duszy mojej śnież, + Piersi, nocą całowana, + Co zachować przez sen chcesz + Usta moje aż do rana! + + Znój się, w ciele mojem znój, + Miłujących rąk pogłado, + Coś mi dreszcz piększyła mój, + Przodując zadumą bladą! + + Trwoń się, ogniu świecy, trwoń + Na tę pościel, na tę lnianą, + Gdzieś rozwidnił białą skroń, + U nóg moich zapodzianą! + + +SCHADZKA SPÓŹNIONA. + + Pójdziemy śladem cienia i szelestu + Po ścieżce, która wzdłuż rosą połyska. + Popod krzewami sztywnego agrestu + Pachną na słońcu świeże kretowiska. + + W powiędłych liściach, pokurczonych chłodem, + Lśnią srebrne resztki wczorajszej ulewy, + Nad zapuszczonym oddawna ogrodem + Słychać gawronów trzepoty i śpiewy. + + Obok jabłoni -- przypadkowa sosna + Swe igły w bladym zanurza błękicie. + O, jakże prędko przeminęła wiosna, + Pozostawiając przelęknione życie! + + Coraz to mocniej otulasz się w chustę, + W której pierś twoja, jak w gnieździe, się chowa, + Trzeba nam było rzec dawniej te słowa, + Co dzisiaj zabrzmią -- spóźnione i puste! + + Trzeba nam było spleść dłonie uparte + I z zamkniętemi iść w słońce oczyma! + Dzisiaj te oczy zostaną -- otwarte, + Dzisiaj się warga w pół drogi zatrzyma... + + +*** + + Pożarze pierśny, płomieniu ustny, + Bezsenne noce, senne poranki! + Bądź pochwalony i bądź rozpustny, + Uśmiechu wiernej mojej kochanki! + + Choć, zasypiając, nie wie, że pieszczę, + Lecz drga opodal swemi ramiony... + Raduj mnie jeszcze i męcz mnie jeszcze, + Śnie, jej biodrami w łożu wyśniony! + + +*** + + Ja tu stoję za drzwiami -- za klonowemi, + I wciąż milczę ustami -- rozkochanemi. + Noc nadchodzi w me ślady -- tą samą drogą, + Pociemniało naokół -- niema nikogo! + + Od miłości zamieram -- chętnie zamieram, + I drzwi twoje rozwieram -- nagle rozwieram, + I do twojej alkowy wbiegam uparcie, + I przy łożu twem staję, niby na warcie! + + Żaden lęk mię nie zlęknie i nie wyżenie, + Nawet rąk twych po murach spłoszone cienie, + Choćbyś mnie zaklinała wszystkiemi słowy, + Już ja nigdy nie wyjdę z twojej alkowy! + + +*** + + Co w mgłach czyni żagiel na głębinie? + Nic, prócz tego, że żegluje. + A co wiosna w zielonej dolinie? + Nic, prócz tego, że wiosnuje. + + Czem są rany, co pierś tobie krwawią? + To amulet koralowy. + A czem łzy, co gardło twoje dławią? + To różaniec bursztynowy. + + Czem ty byłeś o słońca zachodzie? + Byłem duchem, byłem ciałem. + Czemuś zabił dziewczynę w ogrodzie? + Nie zabiłem, lecz kochałem. + + +SCHADZKA. + + Z zielonym żukiem na odwianym płatku + Róża, kosmata od rosy, + Purpurowieje w niebiosy. + Twój ogród płonie w zieleni dostatku, + Nie ja -- lecz sen mój i głód + Kołaczą do twoich wrót. + + Dłoń, której wzywasz, otwiera ci wrota. + Oto -- pierś moja i lice, -- + Idź za mną w moją świetlicę! + W świetlicy -- wiosna i blask i spiekota, -- + Ja -- zciszę wrzenie mej krwi, + Ty -- zamkniesz okna i drzwi. + + Zamknąłem okna i drzwi w białym murze. + Czemuż twarz twoja pobladła? + Nie patrz w głąb swego zwierciadła. + Tam -- za oknami jest -- ogród i róże, + Nie mogę przypomnieć już, + Ile zakląłem tych róż? + + Radbyś mi róże dać w winie i w chlebie, + Róże się cisną do gardła! + Matka mi wczoraj umarła... + + Nie wiem, czy wolno całować mi ciebie?... + O śmierci rzucam ci wieść, + A ty mnie odstąp lub pieść!... + + Otworzę okna, drzwi w słońce otworzę, + Rozwidnię ściany i sprzęty, + Rozbudzę ogród, snem zdjęty! + Ku ogrodowi przydźwignę twe łoże, + Pieszczotą zmącę ci krew, + Wsłuchany w ogrodu śpiew! + + +*** + + Kwapiły się burze, + Opóźnił się cud! + Powymarły róże + W cieniu twoich wrót. + + O kulach przez błonie + Szedłem do tych róż. + Przyjść raz drugi po nie + Nie wolno mi już! + + +*** + + U wpółrozwartych stoim drzwi, + Marszcząc ku dalom swoje brwi. + Nic -- tylko próg, tej chaty próg, + Gładzony wciąż utrudą nóg, -- + A zdala w słońcu szumi las, + I wiem, że w lesie niema nas! + + W dłoni już pełny dzierżysz dzban, + Krew doń upływa z naszych ran, + Nic -- tylko krew i tylko krew + I dwojga ust wylękły śpiew, -- + A zdala w słońcu szumi las, + I wiem, że w lesie niema nas! + + +*** + + Dziś w naszego spotkania rocznicę + Pozawrzemy szczelnie okiennice, + By powtórzyć wśród nocnej ciemnoty + Dawne nasze, najpierwsze pieszczoty. + Dawne słowa z dni pierwszych kochania, + Chociaż każde dziś ustom się wzbrania, + Każde snem się nieśmiałym kolebie, + Nas niepewne i niepewne siebie. + Lecz, stłumiwszy nieufność rozsądku, + Powtórzymy wszystkie od początku. + + +WYZNANIE. + + Nie rań pogardą tej obcej dziewczyny, + Jej czar jest inny, niżeli twój czar. + Tyś memu ciału dreszcz w świecie jedyny, + A ona ust mi chce oddać maliny, -- + Czyjaż dłoń zdoła odtrącić ten dar? + + Wszak tobie pierwszej tę miłość wyznaję, -- + Ona nic nie wie, choć czeka i śni. + Szedłbym tak do niej, jak w lasy i w gaje, + A odkąd znam ją, wciąż mi się wydaje, + Że policzone są wiosny mej dni! + + Wargi ma falą w uśmiechu ozdobne, + Jaśnistym włosem polśnioną ma skroń, + Spojrzenia -- pilne i zlekka żałobne, + Dłonie do twoich niechcący podobne, -- + Pieszcząc, pomyślę, że pieszczę twą dłoń... + + Jej zaklęć szepty nie zmienią mnie wcale, + Jej pocałunek nie rozłączy nas! + Pozwól mi odejść w ust tamtych korale, + Bym łkał przez chwilę, bym kochał niestale + Raz jeszcze jeden, ach, tylko ten raz! + + +*** + + Ponad zakres śnieżycy, ponad wicher i zamieć + Duch mój leci ku tobie w świateł kręgi i smugi. + Czyjaś rozpacz się sili w biały posąg okamieć, + W biały posąg nad brzegiem ociemniałej jarugi. + + Odkąd znikłaś w objęciach niedomkniętej w świat bramy + Odkąd zbladłaś, schorzała moich wspomnień bezsiłą, + Tak się dziwnie nie znamy, tak się strasznie nie znamy, + Jakby nigdy i nigdzie nas na świecie nie było. + + Znajdźmy siebie raz jeszcze wśród wichury i cienia, + Zakochajmy się w sobie nad otchłanią wieczoru + Tą miłością powtórną, co już nie chce zbawienia, + Tem pragnieniem ostatniem, co już nie zna oporu! + + Zakochajmy się w sobie krwawem serca wyzuciem + Z tego szczęścia, o którem nie mówimy nikomu, + Zakochajmy się w sobie naszych śmierci przeczuciem, + Dwojga śmierci, co w jednym pragną spełnić się domu. + + Rwie się w strzępy wichura, jakby szumna jej grzywa + Rozszarpała się nagle o sękatą głąb lasu. + Życie, niegdyś zranione, z żył we trwodze upływa, + Coraz bardziej na uśmiech brak odwagi i czasu! + + Ponad zakres śnieżycy, ponad wicher i zamieć + Duch mój leci ku tobie w świateł kręgi i smugi. + Czyjaś rozpacz się sili w biały posąg okamieć, + W biały posąg nad brzegiem ociemniałej jarugi. + + +POWRÓT. + + Gwiazdo, coś spadła, śnij mi się, śnij! + W progu-m wędrowny porzucił kij, + Byłem ja leśny, + Byłem bezkresny, + A dzisiaj -- czyj? + + Dziś -- twój, dziewczyno! Dzwoń-że mi, dzwoń, + Wichrze, zszarpany o wonną błoń! + Jedną pieszczotą + Znuży się oto + Dusza i dłoń. + + W ogniu, dziewczyno, spal mi się, spal! + Jednaka we mnie radość i żal -- + Czyli ja w zbożu, + Czy w twojem łożu, + Czy wpośród fal. + + Dwa ciała w mroku! Nie bój się, nie! + Wraz z tobą ginę w tym samym śnie, -- + Kto zwiedził ziemię, + Ten duchem drzemie + Na jezior dnie! + + +DWOJE LUDZIEŃKÓW. + + Często w duszy mi dzwoni pieśń, wyłkana w żałobie + O tych dwojgu ludzieńkach, co kochali się w sobie. + + Lecz w ogrodzie szept pierwszy miłosnego wyznania + Stał się dla nich przymusem do nagłego rozstania. + + Nie widzieli się długo z czyjejś woli i winy, + A czas ciągle upływał -- bezpowrotny, jedyny. + + A gdy zeszli się, dłonie wyciągając po kwiecie, + Zachorzeli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie! + + Pod jaworem -- dwa łóżka, pod jaworem -- dwa cienie, + Pod jaworem ostatnie, beznadziejne spojrzenie. + + I pomarli oboje bez pieszczoty, bez grzechu, + Bez łzy szczęścia na oczach, bez jednego uśmiechu. + + Ust ich czerwień zagasła w zimnym śmierci fiolecie, + I pobledli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie! + + Chcieli jeszcze się kochać poza własną mogiłą, + Ale miłość umarła, już miłości nie było. + + I poklękli spóźnieni u niedoli swej proga, + By się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga. + + Więc sił resztą dotrwali aż do wiosny, do lata, + By powrócić na ziemię, -- lecz nie było już świata. + + +DUSZA W NIEBIOSACH. + + Przybyła dusza na klęczkach do nieba w bożą obczyznę, + Nie chciała patrzeć na gwiazdy i na wieczności pierwszyznę. + + Nie chciała uledz weselu, ni nowem jaśnieć obliczem, + Ani wspominać nikogo, ani zapomnieć o niczem. + + I rozpuściła warkocze i pomyślała w błękicie, + Że w niekochanych objęciach przemarnowała swe życie. + + Bez zdrady i bez oporu, starannie kryjąc swą ranę, + Pieściła usta nielube i oczy niemiłowane. + + I trwała dla nich bezwolna, i kwitła dla nich bezduszna + I przezywała je -- losem i była losom posłuszna. + + A nie kochała tak tkliwie, a nie kochała tak czule, + Ze nikt w jej jasnym uśmiechu nie trafił myślą na bóle. + + Lecz teraz nagle pojęła, że wobec Boga i nieba + Już nic nie wolno ukrywać i nic ukrywać nie trzeba. + + Śmierć w niej obnaża pośpiesznie prawdę tak długo tajoną, + Tą prawdą skrzą się źrenice, tą prawdą błyska się łono! + + I dusza lękiem spłonęła, że wkrótce po jej pogrzebie + Przyjdzie w ślad za nią kochanek, aby odnaleźć ją w niebie. + + Wyciągnie ku niej ramiona, ziemskiej wyzbyte rozpaczy, + I zajrzy w oczy i dawne jej niekochanie zobaczy. + + + + +VII + +PURURAWA I URWASI + + +PURURAWA I URWASI. + + Pururawa w godzinie, gdy słońce mgły krasi, + Urzał nimfę wód przaśnych -- Indjankę Urwasi. + + Wynurzyła dłoń z wody, a za dłonią -- głowę, + A niedługo -- popierśną kibici połowę. + + Górowała rozbieżnej pierścieniami fali, + Palcami zlekka pierśnych tykając korali. + + Purpurawa podpatrzył, jak nieśmiertelniało + Jej obcisłe przywdziane powierzch ducha ciało. + + Pomiażdżyła mu serce miłości nagłota -- + Jął się skradać ku bogu ruchem snu i kota. + + Porwał ją w swe ramiona ku warg swych potrzebie. + -- „Ciebież tulę w objęciu? Odpowiedz, że ciebie!” + + Bożym wrzaskiem przeczyła rąk jego przemocy, + Wyrywała się z ramion aż do późnej nocy! + + Ale on ją pod leśnym uciszył pagórem, + Wtłoczył żywcem do wora i przewiązał sznurem. + + Jak złodziej, pomykając jarami po jarach, + Powrócił do dom z worem wrzeszczącym na barach. + + Wiedział, co przyniósł w worze -- a i poco -- wiedział! + Stał u progu zdyszany, -- wór mu u nóg siedział. + + Świerszcz w chałupie skowronił, jaskólił i brzęczał, + A on stał zadumany, a wór nagle klęczał. + + -- „Wróć mi wolę ruczajną, wróć stawne bezczasy! + „Więcej we mnie drga boga, niż dziewczęcej krasy.” + + -- „Darmo pragniesz się z wora prośbą wyszeleścić! + „Chcę boga, com go schwytał, raz w życiu popieścić!” -- + + -- „Cóż ci po tej pieszczocie, co rozkosz przekracza? + „Cóż ci po tej rozkoszy, co w otchłań się stacza?” + + -- „Niech się rozkosz odmieni aż nie do poznania, + „Już ja nigdy swojego nie wściągnę kochania!” + + I wyłonił ją z wora na żądz swych bezdroża: + -- „Niemasz wokół nikogo, oprócz nas i łoża!” + + -- „Oddam ci wniebowzbitą mych piersi urodę, + „Warg mych odwilż różaną i ramion dogodę. + + „Jeno ukryj w pieszczocie nagość swego ciała, + „Abym ludzkich upojeń ja -- bóg -- nie widziała!” -- + + Pociemku barwił łoże we kwiaty i liście, + W ciemnem łożu do niego polgnęła biodrzyście. + + Kształt jej wgarniał w objęcia, płonął w jej upale, + A ustami wyławiał dwu piersi korale. + + -- „Kiedyż ty mnie podpatrzysz, jako w ciebie dyszę?” + -- „Nigdy cię nie podpatrzę! Dość, że dech twój słyszę!” + + -- „Czemuż nie chcesz oczyma wyjść szczęściu na drogę?” + -- „Pocóż jeszcze mam widzieć to, co kochać mogę?” + + -- „Chciałbym w oczach twych odbić radość, co mózg mroczy!” + -- „Bądź-że mi niewidzialny, póki mam te oczy.” + + I czuł, w sobie zamilkły, że bogini ciało, + Wieczyściejąc ku niemu, chętnie namdlewało. + + I namdlewał z niem razem rozkoszy bezsiłą, + Aż namdlał w taki bezświat, że go już nie było. + + Nie było go na drogach, ni w ukryciu alej, + Ani w nim, ni poza nim, ni bliżej, ni dalej! + + Wezbrany poza łoża miłosnego miedzą, + Jeno poił się słodką o sobie niewiedzą. + + I tak uczył się nie być od nocy do świtu, + Aż się zbudził przy gwiazdach -- bywalec niebytu. + + I ujrzał, że bogini, rozkoszą opiła, + W mrocznem łożu jaśnistym kształtem się ciemniła. + + -- „Ciemnij się w moją miłość, rozum mi odbieraj, + „Ale w moich objęciach nigdy nie umieraj!” + + -- „Jeno tyle umieram, ile miłość każe. + „A spłodzę tobie syna w mych bioder pożarze.” + + I spłodziła mu syna na polu, w południe, + Kiedy zboże ku słońcu złoci się bezludnie. + + -- „Bogom w oczy wsmucony jestem od spowicia, + „A weseli się we mnie życie z poza życia. + + „Pójdźcie ze mną do lasu nieopodal gaju, + „Pragnę zbadać twarz ojców, odbitą w ruczaju. + + „Jest tam skwar w macierzance i chłód w leśnym dzwońcu, + „Spróbujemy we troje zanieistnieć w słońcu.” + + Poszli za nim do dziwnie ruczajnego lasu, + Gdzie czas szumi wśród liści, a liście wśród czasu. + + Poszli w skwar macierzanki, rozpełzłej samotnie, + I zabrnęli w chłód dzwońców -- i już bezpowrotnie. + + Troje było ich w lesie: dwa i jedno ciało, + Nikt nie wie, co się z nimi stało, lub nie stało. + + + + +VIII + +NOC BEZSENNA + + +NOC BEZSENNA. + + Świeci woda o północy, + Księżyc okna przewiał wskroś. + Pełen mocy i niemocy + Księżyc okna przewiał wskroś. + Bezimienne i ponure + Idą ku mnie poprzez chmurę: + Mrok -- po pierwsze, blask -- po wtóre, + A po trzecie -- jeszcze ktoś. + + Gdy tak słucham przyczajony, + Ktoś zapukał raz i raz, + W moje wrota z tamtej strony + Ktoś zapukał raz i raz. + Kto tam puka w moje wrota? + -- „To -- my: Wicher i Tęsknota, + „I ja -- Ciemność z popod płota, + „Otwórz prędzej, bo już czas!” + + Otworzyłem w imię Boga -- + Wszystko troje wbiegło snać! + Tętni pułap i podłoga: + Wszystko troje wbiegło snać! + I zdobywszy łoże moje, + Co zna nocne niepokoje, + Wszystko troje, wszystko troje + Legło rzędem, aby spać. + + -- „Razem z tobą będziem spali + „W jednem łożu za pan brat. + „Niech się przyśni sznur korali + „W jednem łożu za pan brat.” -- + Wicher przez sen w bok się miota, + Jęczy Ciemność z popod płota, + I przeciąga się Tęsknota, + Ziewająca w cały świat! + + +*** + + Tam na obczyźnie, gdy próżni ostoję + Noc wiekuista w bezgraniczach da mi, + Pójdę, zbłąkany pomiędzy śmierciami, + A cobądź spotkam -- to nie będzie moje. + + Pełen niczyjej ciemności i zgrozy, + Samemu sobie obcą będę marą, -- + Z jakążbym wówczas miłością i wiarą + Modlił się choćby do obrazu brzozy! + + Jakżebym spłonął łzą szczęścia gorącą, + Gdybym znienacka wśród mroków bezczynu + Natrafił dłonią, Boga szukającą, + Na gniazdo ptasie lub kwiaty jaśminu. + + +W PRZEDDZIEŃ SWEGO ZMARTWYCHWSTANIA. + + W przeddzień swego zmartwychwstania, w przeddzień żywota, + Bóg, leżąc w mogile, żmudne liczy chwile. + A przykuła go do ziemi ciała ciężkota. + Śmierć mu w oczy wieje, a on samotnieje. + I śni mu się nawprost lica + Betleemska błyskawica + I żłób i siano. + + I śni mu się brzeg jeziora ozieleniały, + A smuga od łodzi po jeziorze chodzi, + I śnią mu się owe gaje, co tak szumiały, + Choć gajom boleśnie być marami we śnie! + A to wzgórze, to oliwne, + We wspomnieniu takie dziwne, + Takie dalekie! + + I śnią mu się nasze twarze, niby niczyje, + Ręce nasze krwawe i lewe i prawe, -- + I to życie, co po śmierci nie wie, gdzie żyje, + Jeno szuka siebie po własnym pogrzebie. + Mówmy wobec jego zgonu + To, co mówi dzwon do dzwonu + Późnym wieczorem. + + Nie zakłóćmy snu bożego, bożej niemoty! + Któż Boga obudzi pierwszy z pośród ludzi? + Kto rozepnie w jego cieniu swoje namioty? + Cień się jego szerzy w bezbrzeż po bezbrzeży, + A my stójmy zwarłem kołem + I śnijmy się Bogu społem, + Póki czas jeszcze. + + +*** + + W kraju bardzo dalekim, smucąc się ku wiośnie, + Tak synowie swym ojcom mówią bezlitośnie: + -- „O, jakże wy bezradni! O, jakże wy starzy! + Już nie chcemy w chałupach widzieć waszych twarzy, + Już zabrakło nam lichej szczęścia odrobiny, + By się z wami podzielić z nadejściem godziny. + I łez w oczach nam zbrakło, ażeby ich solą + Zaprawić czczość tych bólów, co wiedzą, że bolą. + Już nas nie stać na smutek, co się w nas zapodział! + Oto skończył się smutku, łez i szczęścia podział, + Nożem sami przetnijcie nić swego żywota + Tak, byśmy nie widzieli, jak śmierć wami miotał!” + + Dzisiaj, gdym w blasku świecy nawprost ciebie siedział, + Wzrok mój, nagle zlękniony, to samo powiedział. + + +*** + + Pociemku, pociemku łkasz, + Bezradność twych łez rozumiem! + Schorzałą śmiertelnie twarz + Radośnie całować umiem. + + Do końca nie zbraknie mąk, + Do końca wystarczy mocy! + Zmarniałych, zmarniałych rąk + Potrafię pożądać w nocy! + + Oględnie z rozkoszy mdlej + Tą piersią, co z trudem dyszy! + Do śmierci, do śmierci twej + Wraz z tobą nawykam w ciszy. + + +WARKOCZ. + + Znowu nędza do ucha nam śpiewa, + I tej śpiewki słuchamy bezradnie. + W piecu reszta dopala się drzewa, -- + A co jutro uczynić wypadnie? + + Mówię do cię z koślawym uśmiechem: + -- „Mam ja trąby, fujary, organy, + „Śpiewak ze mnie, co kupczy swem echem, -- + „Gdzież mam echu ustawić stragany?” + + Z bezmyślnego wyrazem skupienia + Dzieci nasze w nas patrzą ciekawie. + Ty mi ruchem wskazujesz ramienia + Bose nogi, zwieszone na ławie. + + Ból się skrzętny w twych wargach trzepocze, + Aż myśl zbawcza w tym bólu urasta: + -- „Wiem, co zrobię! Obetnę warkocze + „I na sprzedaż poniosę do miasta! + + „Głód je codzień przepala zarzewiem, + „Codzień wiotsze i wartość już tracą. + „Tak mi smutno i straszno, bo nie wiem, + „Ile ludzie za warkocz zapłacą?” + + +ŚNIEG. + + Pamiętam ów ruchliwie rozbłyskany szron + I śniegu ociężałe w gałęziach nawiesie, + I jego nieustanny z drzew na ziemię zron, + I uczucie, że w słońcu razem z śniegiem skrzę się. + + A on ciągle narastał tu w kopiec, tam -- w stos, + I drzewom białych czupryn coraz to dokładał, + Ślepił oczy i łechtał podbródek i nos, + I fruwał -- i tkwił w próżni -- i bujał i padał. + + I pamiętam ów niski, wpół zapadły dom + I za szybami włóczek różnobarwne wzory. + Kto tam mieszkał? Pytanie -- czy człowiek, czy gnom? + Byłem dzieckiem. Śnieg bielą zasnuwał przestwory. + + Dotknąłem dłonią szyby, mimo strachu mąk, + I uczułem ślad hojny, niby czarów zbytek. + Tą dłonią dotykałem mych sprzętów i ksiąg + I niańki, by ją oddać na baśni użytek... + + Serce marło, gdym w dłoni unosił ten ślad + W ciszę śniegu, co, prósząc, weselił się w niebie. + Śnieg ustał -- i minęło odtąd tyle lat, + Ile trzeba, by ślady zatracić do siebie. + + Jakże pragnąłbym dzisiaj, gdy swe bóle znam, + Stać, jak wówczas, przed domu wpół zapadłą bramą + I widzieć, jak śnieg ziemię obiela ten sam, + Śnieg, co fruwa i buja i pada tak samo. + + Z jakimż płaczem-bym zajrzał -- niepoprawny śniarz -- + Do szyby, by swą młodość odgrzebać w jej szronie, -- + Z jakąż mocą-bym tulił uznojoną twarz + W te dawne, com je stracił, w te dziecięce dłonie! + + + + +IX + +ASOKA + + +ASOKA. + + Król Asoka, na wzgórza smuklejąc odsłoniu, + Patrzał zowąd na wroga, co poległ na błoniu, + I rozżalił się duchem na wronistym koniu. + + I rzekł: „Odtąd niech wrogów nie będzie na świecie, + „Niech łzom stanie się zadość, niech spoczną zamiecie, -- + „Tak przysięgam: po pierwsze, po wtóre, po trzecie!” + + I, ukląkłszy na mieczu, jak klęczą mocarze, + Poukochał kolejno te rany, te -- wraże, + I zgromadził w pamięci przewymarłe twarze. + + A na jego skinienie od owej godziny + Powstawały schroniska -- dziwy tej krainy -- + Dla człowieka, zwierzęcia i wszelkiej rośliny. + + Oto razu pewnego w tym czasie bez czasu + Król Asoka zmiłował oczyma wśród lasu + Wierzbę, co umierała bez liści hałasu. + + Zadżumiona skwarami, bez jadła, napoju, + Schła, ledwo zieleniejąc, wpośród pszczół wyroju, + W przeubogim, na zgony ordzewiałym stroju. + + Król pojął z woli serca i z duszy nakazu + Jej milczenie, tak inne od milczenia głazu, + I czuł to, co się czuje -- nigdy, lub odrazu. + + Więc serdecznie jej sękom przyglądał się zbliska, + Więc widział, jak się zmaga i rdzą bólu błyska, + Więc poniósł własnoręcznie chorą do schroniska. + + Tam jej wybrał zakątek od słońca pstrokaty, + Tam jej rany w rosiste poobłóczył szmaty, + Tam przygrywał na lutni i znosił jej kwiaty. + + Ale wkrótce nadeszły rozpląsane święta, + I króla otoczyły w pałacu dziewczęta, + I zapomniał o wierzbie, -- bo któż to spamięta? + + I tanecznie wędrował od sali do sali + I czuł, że tchom dziewczęcym brak jakichś korali, + I że coś powierzbnego w duszy mu się żali. + + Aż oto strażnik bramny otrąbił po grodzie, + Że wierzba uzdrowiona w cudnej bezprzeszkodzie + Przyszła, by odtąd szumieć w królewskim ogrodzie. + + Król Asoka z pałacu wybiegł na spotkanie + I wyciągnął ramiona i poglądał na nie, + Że się tak wyciągnęły i tak niezachwianie. + + I przybyłej sam wskazał wcieleniem swej dłoni, + Kędy ma się zielenić i w jakiej ustroni, -- + I spełniła to wszystko tak, jak mówił do niej. + + A w zwierciedle sadzawki aż do dna odbita + Jaśniała, przeciw niebu w fali wniebowzbita, + I szepnął król do siebie: „Tu niechaj rozkwita!” + + A po nocy, gdy księżyc jarami się bieli, + I gdy wszystko posnęło i wszyscy posnęli, + Ona wyszła podwójnie: z ziemi i z topieli. + + I biegła, pątnikując, po schodów marmurze + W głąb nieznanych pałaców -- ku górze, ku górze, + Czyniąc kroki płochliwe, zwiewne i nieduże. + + Do królewskiej komnaty chciała się przedostać + I wniosła do jej wnętrza niebyłą tam postać, + A własnemu wzruszeniu nie mogła już sprostać. + + Ponad królem uśpionym tak długo -- nie długo + Szumiała, aby senną uczcić go posługą, + I w pierś jego zieleni wlewała się strugą. + + Król się zbudził i spojrzał w pośpiesznej zadumie, + I zgadnął, że go kocha, po szumie -- po szumie, + I uląkł się miłości, że jej nie zrozumie. + + I rzekł smutny: „Bacz na to, że kochasz daremnie, + „W słońce tobie poglądać, nie we mnie -- nie we mnie! + „Jakimż darem twe dary, wierzbo, odwzajemnię? + + „Chcesz połowę królestwa, czy skarbu połowę? + „Chcesz, bym ciebie na kwiatów pasował królowę? + „Otom stał się ubogi i w miłość i w mowę.” + + A ona mu szepnęła w którymś okamgnieniu: + -- „Chcę, byś czasem znużony przystanął w mym cieniu + „I gałąź moją swemu przychylił ramieniu. + + „Chcę, byś wierzył, że myślę o tobie i sobie, + „I że nie bez miłości twe ogrody zdobię. + „To -- wszystko! -- I byś pobyt dał mi na swym grobie.” + + I król rzekł: „Wierzbo, wierzbo, iść mi z tobą w pole! + „Dolę twą, skoro trzeba, wraz z tobą przedolę, -- + „Stanie się, jako pragniesz! Spełnię twoją wolę. + + „Czuję szczęście, gdy duszę w twoją zieleń wyślę, + „Do miłości podobne tak bardzo, tak ściśle, + „Że jest samą miłością, skoro się zamyślę...” + + Król umilkł. Chwilę wzajem patrzyli w swe światy, + Aż ona się z królewskiej wymknęła komnaty, + Nieśmiało więc powłócząc swe zielone szaty. + + Król słyszał, jak radośnie w dół biegła po schodach, + I jak potem się w nocnych pogrążyła chłodach, + I jak potem szumiała w królewskich ogrodach. + + + + +X + +PONAD BRZEGAMI + + +DON KICHOT. + + W jednym z pozagrobowych parków, uroczyście + Zamiecionym skrzydłami bezsennych aniołów, + W cieniu drzew, co po ziemskich dziedziczą swe liście + Pożółkłe i zbyteczne, -- z duszą, niby ołów, + Ciężką, chociaż pozbytą życia nędz i lichot, + Na ławie marmurowej wysmukły Don Kichot + Siedzi, dumając nad tem, że dumać nie warto, + I pośmiertnem spojrzeniem, co nie sięga dalej, + Niźli dłoń rozmodlona, obrzuca głąb alej, + Gdzie ślad życia na piasku starannie zatarto. + + Bóg darmo dłoń ku niemu wyciąga z pobliża, + Ażeby go powołać na wspólne biesiady + We mgle, którą anioły, czyniąc znaki krzyża, + Rozpraszają dla gościa. Gość niezłomnie blady + Usuwa się i stroni i w pozgonnej ciszy + Udaje, że nie widzi nic i nic nie słyszy. + + Niegdyś skrzydła wiatraków sen, posłuszny wiośnie, + Złocił mu w groźne miecze rycerskich orszaków, + A dzisiaj w dłoniach Boga, podanych miłośnie, + Widzi zdradliwe skrzydła ułudnych wiatraków, + I -- nieufny -- uśmiechem szyderczym przesłania + Możliwość nowych błędów, snów i opętania. + + I nie postrzega nawet, jak nagle -- bezszmerny + Anioł do stóp mu składa purpurową różę, + Przysłaną od Madonny na znak, że w lazurze + Pamięta o rycerzu, który był jej wierny. + Lecz on, niegdyś na ziemi istny wzór rycerza, + Znieważając wysłańca i dawczynię daru, + Odwraca twarz od róży, bo już niedowierza + Kwiatom, które posądza o przebiegłość czaru. + Biały anioł się schyla nad niewiary jeńcem + I, całując go w czoło, przytłumionym głosem + Szepcze: „To także od Niej!”... Z nagłym rumieńcem + Zapłoniony odlata. A rycerz ukosem + W ślad jego napowietrzny nieufnie spoziera + I zachwiany w niewierze raz jeszcze umiera + Ową śmiercią, co wszelkim pocałunkom wzbrania + Budzić takich umarłych i w dniu zmartwychwstania! + + +W LOCIE + + Na potworze, z majaczeń wylęgłym rozbłysku, + Mknę, kresów nienawidząc, w wieczystą swobodę, + W nieskończoność, co, szumiąc, pieni mu się w pysku, + Aż nagle zwierz mój trafia na lęk, na przeszkodę + I w miejscu, gdzie dla oczu kończą się błękity, + Staje dęba! Wiem dobrze: tu -- Bóg jest ukryty! + Zastygły w zlękłym skoku nad otchłanią wiszę, + Pełno w niej jego spojrzeń i głos jego słyszę: + -- „Jam -- twój kres! Czekam na cię -- na swego przybłędę, + A gdziekolwiek podążysz -- tam ja z tobą będę!” + Nie znam kresu! Mej żądzy zuchwałym przymusem + Znagliłem zwierza w bezmiar, a on jednym susem + Przesadził otchłań z Bogiem, jak nikłą zaporę, -- + I znów jestem swobodny! Niebo wokół gore! + Lecz w chwili, kiedym, gwiezdną zachłyśnięty tonią, + Dłoń w grzywie zaprzepaścił, tą zbłąkaną dłonią + W grzbiecie mego zwierzęcia zmacałem kark Boga! + On-że tak mię unosi w szału bezzacisze, + Jakby wspólna nam była w bezpowrotność droga? + Tak, to -- on! Wiem napewno i głos jego słyszę: + -- „Jam -- twój kres! Czekam na cię -- na swego przybłędę, + A gdziekolwiek podążysz -- tam ja z tobą będę!” + Do głosu tego w niebie dusza ma nawyka, + A pęd mój nie ustaje, a zwierz mój nie znika! + + +PRAGNIENIE. + + Chciałbym w lesie, w odstępach dzikiego błędowia, + Mieć chałupę -- plecionkę z chróstu i sitowia, + Zawieszoną wysoko w zagłębiach konarów + Nad otchłanią jam rysich i wężowych jarów. + Tam na mchu, kołysany obłędną wichurą, + Chciałbym pieścić dziewczynę obcą i ponurą, + Głaskać piersi ze świeżą od mych zębów raną + I całować twarz, ustom jako łup podaną, -- + I słyszeć, jak dokoła grzechu mej pieszczoty + Pląsa burza skuszona i mdleje grom złoty, + I zwierz ryczy, ciał naszych przywabiony wonią, + Ciał górnych, wniebowziętych, co od ziemi stronią, -- + I chciałbym przez przygodny wśród gałęzi przezior + Patrzeć, pieszcząc, w noc -- w gwiazdy i w błyskania jezior + I za boga brać wszelkie lśniwo u błękitu, + I na piersi dziewczęcej doczekać się świtu, + A słońce witać krzykiem i wrzaskiem i wyciem, + Żyć naoślep, nie wiedząc, że to zwie się życiem, -- + I pewnej nocy przez sen zaśmiać się w twarz niebu + I nie znając pokuty, modlitw, ni pogrzebu, + Jak owoc, co się paszczy żarłocznej spodziewa, + Z łoskotem i łomotem w mrok śmierci spaść z drzewa! + + +SPOTKANIE. + + Ponad tłumy błyskawic samochcąc wzniesiony, + Waży się w niebie jastrząb w dwie naprzemian strony, + Jakby miał dusze dwie! + I, szponami miłośnie objąwszy zawieję, + Wie o tem, co się w skrzydłach, gdy tak lecą, dzieje -- + On jeden tylko wie! + + Spragniony z nim spotkania, chcę go zmódz do zlotu + Przez odległość, co dzieli nas wśród burz łoskotu + I z żądzy mojej drwi, -- + Do zlotu, co tem śmielszy, im począł się górniej, -- + Do zlotu nie bez grozy, jak śmiertelny turniej, + Nie bez przelewu krwi! + + Doskoczony mą strzałą, skrzydlaków zwyczajem + Spada młyńcem wraz z jakimś niebiosów rozstajem, + Bezmiaru pełen łup! + Jakgdyby z wieścią w dziobie spieszył przez otchłanie + Na umówione ze mną -- dalekie spotkanie + Tu właśnie u mych stóp! + + +KLEOPATRA. + + W budynkach, na schron dziwom skleconych naprędce, + Ludzie z wosku w pośmiertnym zastygli nieładzie. + Cisza, równa liczebnie tych milczków gromadzie, + Skupia się w byle słońca zdrobniałego centce. + + Tkwią te ciała o woni zagrzanej gromnicy + Na cokołach, opiętych purpurowem suknem, + Co, jak mundur odświętny sztywnej tajemnicy, + Zdradza pychę nicości każdem niemal włóknem. + + Żądni mąk swych pokazu ci ludzie, jak mary, + Powtarzają bez końca zwyczajem pokuty + Zbrodnię, raz popełnioną, lub cud nie do wiary, + Co ich wyzuł z istnienia, sam z śmierci wyzuty. + + Na jaw z grobu dobyci próbują swej siły + W przybytku, który w słońca kąpie się kurzawie, + Jak szpital zmartwychwstałych, zwiedzany ciekawie + Przez tych, co nie zdołali zmódz jeszcze mogiły. + + Korzystając z zachwianej przez żywych podłogi, + Pożyczonym ku życiu mocują się ruchem, + Strasząc dzieci obladłe i radując bogi, + Które bawią się wszelkim złudzenia okruchem. + + Wśród nich pięknem jaśnieje Egiptu królowa, + Oszklona arką dosyć dla cudów przestworną. + Piersi zdobne ma raną, jak wiśnia potworną, + W dłoni -- kosz, pełen kwiatów, w kwiatach wąż się chowa. + + Ilekroć słodkim jadem wąż jej pierś oślini, + Tylekroć oczy zmarłej znów się w świat odsłonią, + Jakgdyby upojnego konania mistrzyni + Łeb śmierci oswojonej pieściła swą dłonią. + + Śmierć się łasi do stóp jej, niby wierna służka, + Baczna na lada szepty i lada skinienia, + I jej oczu śmiertelna w nieskończoność zmrużka + Jest tem tylko, czem dla nas chwila zamyślenia. + + Kocham to ciało chore, co tai w zadumie + Czar tysiąca zmartwychwstań i śmierci tysiąca + I wie jeszcze coś więcej, niżli wiedzieć umie + Duch, co tylko raz jeden o śmierć się roztrąca. + + Kocham dłoń, do wężowej nawykłą pieszczoty, + Paznokcie, zabarwione wypłowiałym różem, + Piersi, nigdy niesyte swej własnej zniszczoty, + I dwa zęby u wargi, pokalanej kurzem. + + Kocham pozór oddechu, co łamie pierś białą, + Szat, zużytych na cuda, postrzępione kraje, -- + I nie wiem, czy bym pieścił skwapliwiej to ciało + W chwili, kiedy umiera, czy też -- zmartwychwstaje. + + +DWAJ SKAZAŃCY. + + Widziałem dwóch skazańców, co na swem uboczu + Wysłuchali wyroku pod bagnetów strażą + I na tłum zgromadzony patrzyli bez oczu, + Jak ślepiec, kiedy zmierzchu wypatruje twarzą. + Jeden z nich, licząc jakieś ubiegłe godziny, + O widzenie się z ojcem poprosił nieśmiało, + A drugi wnet zawołał: „Ja nie mam rodziny!” + A miał ją, lecz mieć nie chciał... Tak mu się zdawało. + + Śnili teraz, że chata, niegdyś ludna, traci + Ich ciała, bezpowrotnie wyszłe z jej alkierza. + Czuli próżnię na miarę wzrostu swych postaci, + Jak klatka, z której nagle wypłoszono zwierza. + Jeden z nich, zapatrzony w strzęp własnego cienia, + Chciwie wody zażądał wargą obolałą, + A drugi wnet zawołał: „Ja nie mam pragnienia!” + A miał je, lecz mieć nie chciał... Tak mu się zdawało. + + +ROZMOWA. + + Ciało mówi do duszy: Jestem tu -- w tych światach. + Gdzie i ty się zbłąkałaś. Ta sama nam droga. + Spojrzyj tylko: woń wdycham, tarzam się we kwiatach, + Ocierani się o słońce, o sen i o Boga, + O którym mówisz zawsze ze smutkiem, jakgdyby + Smutek był wiarą... Spojrzyj: jestem teraz w lesie, + Bawią mię złote bąki i czerwone grzyby + I to, że drzewom wokół tak zielenić chce się! + Jeśli wolisz -- każ mi się zapodziać na łące, + A zobaczysz, jak zaraz swoją białość zmącę + Purpurą rośnych maków, których dotyk nagły + Budzi szczęście i życie tak jasno tłomaczy! + Niech mię tylko po oczach kłos uderzy smagły, + A już świat się rozwidnia i wiem, co świat znaczy. + Nie przeszkadzaj mi wiedzieć! Milcz, dopóki drzewa + Szumią, dopóki pachnie jałowice i mięta! + Milcz! Nie mówi się prawdy, lecz bez słów się śpiewa. + Kłamie ten, co zna słowa, a nut nie pamięta. + Jam z tych światów, gdzie w ogniu grzech, śpiewając, pląsa. + Gdzie płoną piersi, wargi i kły, chciwe strawy, -- + Gdzie róża, krwią nabiegła, lilję białą kąsa, + I gdzie jeszcze brzmi w słońce zielony wrzask trawy! + Nie tłum owego wrzasku! Nie nęć mię w mrok głuszy! + Nie gardź mną, nie opuszczaj! -- Porzuć swe zaświaty + Dla wspólnych zabaw ze mną!” -- + + Tak ciało do duszy + Mówi, a dusza -- nikła i płochliwa mara -- + Słucha jego poszeptów i przez łzy się stara + Kochać te same kwiaty, rwać te same kwiaty... + + +OTCHŁAŃ. + + Kiedy wnoszę do lasu znój mego żywota + I twarz tak niepodobną do tego, co leśne, + Widzę otchłań, co, skomląc, w gęstwinie się miota + I rozrania o sęki swe żale bezkreśne. + + Rozedrgana zielonym, pełnym rosy płaczem, + Przerażona niebiosów ułudnem pobliżem -- + Kona z męki i tęskni niewiadomo za czem, + I cierpi, że nie może na ziemię paść krzyżem. + + I nie wie, do jakiego snu ma się ułożyć, + I szuka, węsząc bólem, parowu lub jaru, + Aby go dopasować do swego bezmiaru + I zamieszkać na chwilę i w ciszę się wdrożyć. + + Czuję rozpacz jej nagą, czuję głód jej bosy, + Jej bezdomność, gałęzi owianą szelestem, + I oczy, które we mnie przez mętne szkła rosy + Widzą kogoś innego, niż ten, który jestem. + + +ZAMYŚLENIE. + + Kto wybaczy mi moją do wróżby niezdolność? + Nie wiem, co dziś pokocham -- co jutro wyśpiewam? + I dłonią, jak sierść zwierza, głaszczę mimowolność + Pieśni, których warczenia w sobie się spodziewam. + + Po warczeniu poznaję, że przybyły z lasów, + I oswajam je zwolna i uczę swej mowy, + Aż zamęt ich podziemnych szmerów i hałasów + Wyprzejrzyści się nagle w okrzyk lazurowy. + + Gdzie jar ciemny, gdzie rozstaj -- tam powiew mej duszy, + Gdzie szepty pocałunków -- tam są usta moje, + Gdzie chata mrze od progu -- tam mój kij pastuszy, + Gdzie plusk wioseł -- tam serca wędrowne napoje. + + Lubię szaty swe liche, gdy nawskroś przemokną + Deszczem, jak łzami pieśni, co, szumiąc, zamiera, + A nie śpiewam, lecz jeno słowami przez okno + W świat wyglądam, choć nie wiem, kto okno otwiera. + + Niech się pieśni me same ze siebie wygwarzą, + Obym ich nie dobywał, ale w sobie dożył! + A nie chcę im górować, ni barwić się twarzą, + Jeno być niewidzialnym, jak ten, co mnie stworzył. + + +DO ŚPIEWAKA. + + Co w twych oczach, śpiewaku, ten zachwyt oznacza, + Ze tak badasz uważnie przez łez pozłocinę + Żabę, co, zieleniejąc, w skoku się rozkracza, + Jakby nogom roiła niechwytną drabinę? + + Czemu tak się przyglądasz z miłości uśmiechem + Schwytanego świetlika szmaragdowej treści + I musze, co, kołując z starannym pośpiechem, + Zbacza nagle donikąd i mknie na bezwieści? + + Wiem, ty -- głowo w koronie z chwastów niejadalnych, + Z byle rośnej pokrzywy, z byle złego zielska! + Dusza twa nawpół smocza, a nawpół anielska + Nie bez celu się tarza w bujniskach upalnych! + + Szuka swej podobizny, zgubionej przypadkiem + Przez tego, co ją nosił na piersi przed wiekiem, -- + On jeszcze nie był bogiem, tyś nie był człowiekiem, + A już wzajem o sobie śniliście ukradkiem. + + Jeszcze sobie pokrewni, podobni do siebie, + Jak dwie bratnie mgły, w jedno rzucone przestworze, + Nie wiedzieliście wówczas, co ludzkie, co boże, -- + I któremu z was dano zawiekować w niebie. + + Praczerwcowym dotychczas pijany upałem, + Ziołom oto przed chwilą dałeś pochwalonkę + I po trudach, podjętych wyćwiczonym szałem, + Coś pozyskał? -- Motyla, żuka, czy biedronkę? + + Kocham cię za twojego obłędu bezwinę, + Za czar twojej niemocy, za wspomnienia bratnie! + Spójrz, jak blednę śmiertelnie i bez żalu ginę, + Gdy mówię słowo: kocham -- to słowo ostatnie. + + + + +XI + +ŁĄKA + + + MIRIAMOWI + + +ŁĄKA. + + +I + + Czy pamiętasz, jak głowę wynurzyłeś z boru, + Aby nazwać mnie Łąką pewnego wieczoru? + Zawołana po imieniu + Raz przejrzałam się w strumieniu -- + I odtąd poznam siebie wśród reszty przestworu. + + Przyszły do mnie motyle, utrudzone lotem, + Przyszły pszczoły z kadzidłem i myrrą i złotem, + Przyszła sama Nieskończoność, + By popatrzeć w mą zieloność, -- + Popatrzyła i odejść nie chciała z powrotem... + + Kto całował mak w zbożu -- nie zazna niedoli! + Trawa z ziemi wyrwana pachnie, lecz nie boli... + Kocham stopy twoje bose, + Że deptały kruchą rosę, + Rozróżniając naoślep chabry od kąkoli. + + Niechże sen twój wędrowny zielenią poprzedzę! + Weź kwiaty w jedną rękę, a w drugą weź miedzę, + Połóż kwiaty na rozstaju, + Zwilżyj miedzę w tym ruczaju, + Co wie o mnie, że trawą brzeg jego nawiedzę. + + Już słońce mimochodem do rowu napływa, + Skrzy się łopuch kosmaty i bujna pokrzywa, -- + Jeno pomyśl, że ci wolno + Kochać łątkę i mysz polną + I przepiórkę, co z głuchym trzepotem się zrywa! + + Idzie miłość po kwiatach -- wadzi o twe ciało, + Zważaj, by ci przed czasem w słońcu nie zemdlało. + W mojej rosie, w moim znoju + Podostatkiem masz napoju + Dla wargi, przeciążonej purpurą dojrzałą. + + Cień twej głowy do moich przybłąkał się cieni. + Wiem, że w oczach nie zdzierżysz tej wszystkiej zieleni, + A co w oku się nie zmieści, + To się w duszy rozszeleści! + Jeszcze dusza ci nieraz żywcem się odmieni. + + Parna ziemia przez kwiaty żar dzienny wydycha, + Uschły motyl zesztywniał wśród jaskrów kielicha, -- + Oczarujmy się nawzajem, + Zaskoczeni nagłym Majem, -- + Maj się chyli ku nocy i miłość nacicha... + + +II + + Nie nacicha ta miłość, co nie zna rozłąki! + Usta moje i piersi spragnione są Łąki! + Tam mój obłęd i ostoja, + Gdzie ty szumisz, Łąko moja! + Jakże pachną rozprute według ściegów pąki! + + Rosą zwilżyj mi rzęsy, skostniałe od skwaru, + Zgłuchłe uszy orzeźwij falą twego gwaru, + A ja w kwiatach spodem dłoni + Na uzbieram różnej woni + I omyję twarz spiekłą w źródłach twego czaru. + + Nie przeciwiąc się trawom, obnażę się cały, + Aby mnie tchnienia twoje, jak wierzbę, przewiały, + A ty paruj tym oparem, + Co pokłębił się nad jarem, + Niby przed snem zrzucony twój przyodziew biały. + + Ucałować mi rąbki tego przyodziewu, + Że pełen twojej woni i twego przewiewu, + I zawiesić mi go potem + Na tej brzozie popod płotem + I zamierać pod brzozą od własnego śpiewu. + + Dzisiaj chatę zamiotłem w jedno okamgnienie, + Z czworga kątów różami wypłoszyłem cienie, + A próg, zdobny pajęczyną, + Namaściłem suto gliną + I wodą moje pylne skropiłem przedsienie. + + Jużem sobie nie szczędził radosnych zabiegów, + Wypiekając chleb z mąki, srebrzystszej od śniegów, + A tę ławę, tę -- dębową + Przesłoniłem chustą nową, + Co się cała zieleni, krom czerwonych brzegów. + + Będę czekał na ciebie z dłonią na zasuwie, + Zasłyszawszy twój szelest, z nóg zdejmę obuwie, + Wyjdę bosy na spotkanie, + Śpiewający niespodzianie, + A, śpiewając, pomyślę, że pacierze mówię. + + Wyślij pierwej z nowiną co najlichsze ziele, + Potem sama się przybliż z kwiatami na czele, -- + Pędząc przed się wonne kwiaty, + Wnijdź do wnętrza mojej chaty, + Bo chcę tobie sam na sam opowiedzieć wiele. + + +III + + Weszłabym do twej chaty, gdy mgły się postronią, + Lecz nie wiem, czy się zmieszczę wraz z rosą i błonią. + Pierwej z niebem posąsiaduj, + Wszystkie cuda poodgaduj, + Nim napełnisz tę chatę miłością i wonią! + + Jeszczem ja w żadnej chacie dotąd nie bywała, + Wiem tylko, że przez szyby widnieję -- niecała. + Jakże cała poprzez drogę + Do twej chaty wbiegnąć mogę? + Od naporu zieleni runie ściana biała! + + Nie umawiaj się ze mną pod żadnym jaworem, + Bym ciebie nie dosięgła szumem a przestworem, -- + To, co szum wyśpiewa gwarnie, + Przestwór znajdzie i ogarnie! + A chata twoja stoi przede mną -- otworem... + + Mocniej zioła zapachną w cztery świata strony, + Gdy, zbliżywszy je do ust, spojrzysz w nieboskłony... + Czy ta sama noc na niebie + Osłoniła mnie i ciebie, + Czy dwie noce odmienne, dwie różne zasłony? + + A jeżeli dwie różne o rożnem przezroczu, + Nie pokładźmy ich przeto w rosie -- na uboczu, + Odmiemnemi zasłonami + Powiewajmy nad drzewami, + Byśmy siebie nawzajem nie stracili z oczu! + + Ja tu -- na dnie zieleni, pod powierzchnią rosy, + A ty tam, kędy dla mnie kończą się niebiosy, + Czy się kończą, czy nie kończą, -- + Śpiewaj zowąd pieśń skowrończą, + Podzwaniając mi ostrzem rozbłyskanej kosy. + + Kosą grozi twa miłość, co pożera kwiaty, + Sierpem zgarniasz do duszy mych maków szkarłaty, + Lecz miłości się nie boję, + Jeno w zgrozie ci dostoję, + Bo i Bogu jest słodki powiew mojej szaty! + + Porwij-że mnie ku sobie, jeślić starczy mocy! + Lecz co pocznie beze mnie ten wicher sierocy? + Chyba wstrzymam dla poznaki + Popod chatą wszystkie maki, + Aby mógł mnie, gdy zechce, odnaleźć po nocy. + + +IV + + Nie odnajdzie cię wicher, mrokiem ociemniały! + Rozweselił się błękit, gwiazdy pomłodniały! + Opętały moją głowę + Przywidzenia kalinowe, + Że rozkwitam tej nocy, niby krzew zuchwały. + + A nie było na ziemi tak zmyślnego krzewu, + Noc się chwieje na strony od jego zachwiewu, -- + Wonna liściem i żywicą + Stań-że, duszo, nad krynicą, + Spójrz, czyś dosyć podobna zielonemu drzewu? + + Przystroimy się wzajem! Śpi w tumanie rzeka, + Śpi kałuża pod płotem, śpi sad i pasieka, + Baczmyż przez ten wieczór cały, + By się okna nie pospały + I drzwi chaty znużonej, co na radość czeka. + + Przyjdzie radość tym szlakiem, który jej się zdarzy, -- + Bądźmy zawsze gotowi i zawsze na straży. + Księżyc utkwi ponad studnią, + Gwiazdy w mroku się zaludnią + Snem, co jeszcze daleki, choć się zbliska marzy. + + Za daleka mi byłaś wpośród kwiatów cienia + Łąko -- zielona Łąko, szumna od istnienia! + Chcę, byś była taka bliska, + Jak ta łza, co gardło ściska, + Kiedy w niem się zapóźni śpiew twego imienia! + + Zapóźniła się miłość, szukająca łona, + A któż taką spóźnioną na rosach pokona? + Straszno łodzią w świat popłynąć + I z miłości nie zaginąć + W tych falach, gdzie się tężą piersi i ramiona! + + I w północnej ochłodzie dość dla mnie upału! + Idę, Łąko, ku tobie brzegiem mego szału + Ani zbrojny, ani konny, + Z ramion twoich wyjdę -- wonny + I duchem zroszonemu uśmiechnięty ciału! + + Sama chata rozwarła drzwi oścież ku wiośnie, + Wnijdż-że teraz pociemku -- nagle i zazdrośnie! + Drzwi klonowe zamknę szczelnie + I zaśpiewam nieśmiertelnie, + A potem spojrzę w ciebie nawskroś i bezgłośnie! + + +V + + Byłoż owo, nie było? Opowiedz nam, bracie, + Co się nocy dzisiejszej działo w twojej chacie? + Widzieliśmy, ludzie prości, + Niepojętość Zieloności + Za oknami -- na ścianach i na twojej szacie. + + Mówimy śpiewający, bo łatwiej przy śpiewie + Mówić o tem, co było, a czego się nie wie... + Psy, poległe nad potokiem, + Poglądały ludzkim wzrokiem., + I wzrok ludzki był w gwiazdach i w tem ślepem drzewie. + + A zasię w naszych oczach były gwiezdne znaki, + I nie mogliśmy poznać, gdzie ludzie, gdzie maki + Wszystko wokół było -- gwiezdne + I odlotne i odjezdne, + Gromadzące się w białe nad ziemią orszaki. + + I zdawało się wszystkim, że coś w niebie woła, + A zielona się światłość jarzyła dokoła, + Sny się wzajem pobudziły, + Ludzkie ciała opuściły + I pobiegły śnić w kwiaty i w najmniejsze zioła. + + W nagłym pląsie skrzypnęły wszystkie kołowroty, + Zahuczały te groble, śpiewne od niemoty, + I w powietrzu było cudno, + Niby ludno, choć bezludno, + Jakby w niem się roiło od świąt i tęsknoty. + + A na przeciąg tej nocy za sennem zrządzeniem + Każdy przezwał się innem wobec gwiazd imieniem, + Więc, gdy świt ozłocił dymy, + Ujrzeliśmy, że klęczymy, + Nie wiedząc, jak i kiedy zdjęci zapatrzeniem. + + Powiedz nam, co się stało w tem polu, czy w lesie, + Że się dotąd czujemy, jakoby w bezkresie, + A wyjednaj nam u kwiatów + Rozszerzenie ziemskich światów + Aż po owe oddale, dokąd oczom chce się... + + I objaśnij nam potem słów śpiewną wspomogą, + Co rozbłysło w twej chacie ponad ciemną drogą? + Czy ją naszła piękna zmora, + Wykrzesana z wód jeziora, + Czy sen owy, co śni się w polu bez nikogo? + + +VI + + Ani zmora z jeziora, ani sen skrzydlaty + Lecz Łąka nawiedziła wnętrze mojej chaty! + Trwała ze mną na tej ławie, + Rozmawiając głośno prawie, -- + Na ścianach moich -- rosa, na podłodze -- kwiaty... + + Nie grążyłem ja w niebie ni steru, ni wiosła, + Lecz mnie radość swym prądem zmiotła i uniosła. + Wieczność ku nam znikąd zbiegła, + U stóp naszych, warcząc, legła, + A pierś moja tej nocy chabrami porosła. + + I było już wiadomo, że pułap sosnowy + Wonnym deszczem, jak obłok, pokropi nam głowy, + Bo nie snem się sny płomienia, + Jeno deszczem i zielenią, -- + Duch mi zbłąkał się w ciele, jak wpośród dąbrowy. + + Przeto Bóg, co mnie stworzył, zbladł podziwem zdjęty, + Żem uszedł jego dłoniom w tych pokus odmęty! + W kształt mię ludzki rozżałobnił, + A jam znów się upodobnił + Kwiatom i wszelkim trawom i źdźbłom gorzkiej mięty. + + Nawołujcie się ludzie, pod jasnym lazurem, + Chórem w światy spojrzyjcie, zatrwóżcie się chórem! + Miłość, wichrem rozpędzona, + Wszystko złamie i pokona, + Zaś tych, co się sprzeciwią, w śnie skrępuje sznurem! + + A opaszcie świat cały ścisłym korowodem, + Aby wam się nie wymknął, schwytany niewodem... + Zapląsajcie, zaśpiewajcie, + Pieśnią siebie wspomagajcie, + Toć wejdziemy w świat -- próżnią, aby wyjść -- ogrodem! + + Niechaj dusza wam będzie błękitami czynna, + Stoi przed nią otworem ta jasność gościnna, + Czegokolwiek zażądacie, + To się zjawi w waszej chacie, + Bo nastała godzina taka, a nie inna... + + Ludzie -- mgły, ludzie -- jaskry i ludzie -- jabłonie, + Rozwidnijcie się w słońcu, boć napewno płonie! + Dla mnie -- rosa, dla mnie -- zieleń. + Dla was -- nagłość rozweseleń, + A kto pieśni wysłuchał -- niech mi poda dłonie! + + + + +SPIS RZECZY + + + Str. + +=W zwiewnych nurtach kostrzewy= + + Topielec 9 + + Gwiazdy 10 + + Odjazd 12 + + Wieczór 13 + + W polu 15 + + Tęcza 17 + + Koń 18 + + Stodoła 19 + + Wśród gieorginij 20 + + Pierwszy deszcz 21 + + Oto słońce przenika... 22 + + Wiosna 23 + + Przyśpiew 24 + + Fala 26 + + Wiatrak 27 + + W ślad za górnym orszakiem... 28 + + W głąb podwórza... 29 + + Zapłoniona czereśnia... 30 + + Pieszczota 31 + + Żuraw skrzypi za furtą ogrodu... 32 + + O majowym poranku... 33 + + Pogoda 34 + + Upalny rynek... 36 + + Przemiany 37 + +=Ballady= + + Gad 41 + + Róże 43 + + Ballada dziadowska 47 + + Dusiołek 50 + + Świdryga i Midryga 52 + + Mak 55 + + Wiśnia 57 + + Piła 60 + + Królewna Czarnych Wysp 63 + + Zielony dzban 67 + + Śmiercie 69 + + Strój 71 + + Dąb 74 + + Ballada bezludna 77 + +=W malinowym chróśniaku= + + W malinowym chróśniaku... 81 + + Śledzą nas... 83 + + Taka cisza w ogrodzie... 84 + + Hasło nasze... 85 + + Zazdrość moja... 86 + + Z dłońmi tak splecionemi... 88 + + Wyszło z boru... 89 + + Czasami mojej ślepej posłuszny ochocie... 90 + + Ty pierwej mgły dosięgasz... 91 + + Zazdrośnicy... 92 + + Zmienionaż po rozłące?... 93 + +=Wspomnienie= + + Wspomnienie 97 + +=Pieśni kalekujące= + + Zaloty 105 + + Szewczyk 108 + + Garbus 110 + + Ręka 112 + + Żołnierz 114 + +=Trzy róże= + + Trzy róże 119 + + Rok nieistnienia 120 + + Wieczorem 121 + + Śnież się, w duszy mojej śnież... 122 + + Schadzka spóźniona 123 + + Pożarze pierśny, płomieniu ustny... 124 + + Ja tu stoję za drzwiami 125 + + Co w mgłach czyni żagiel na głębinie?... 126 + + Schadzka 127 + + Kwapiły się burze... 129 + + U wpółrozwartych stoim drzwi... 130 + + Dziś w naszego spotkania rocznicę... 131 + + Wyznanie 132 + + Ponad zakres śnieżycy... 133 + + Powrót 135 + + Dwoje ludzieńków 136 + + Dusza w niebiosach 138 + +=Pururawa i Urwasi= + + Pururawa i Urwasi 143 + +=Noc bezsenna= + + Noc bezsenna 149 + + Tam -- na obczyźnie... 151 + + W przeddzień swego zmartwychwstania 152 + + W kraju bardzo dalekim... 154 + + Pociemku... 155 + + Warkocz 156 + + Śnieg 157 + +=Asoka= + + Asoka 161 + +=Ponad brzegami= + + Don Kichot 167 + + W locie 169 + + Pragnienie 170 + + Spotkanie 171 + + Kleopatra 172 + + Dwaj skazańcy 174 + + Rozmowa 175 + + Otchłań 177 + + Zamyślenie 178 + + Do śpiewaka 179 + +=Łąka= + + Łąka 183 + + + + ++-----------------------------------------------------------+ +| Uwagi do wydania elektronicznego | +| | +| | +| W tekście zachowano oryginalną ortografię i interpunkcję, | +| nawet w przypadkach, gdy różniły się one od współcześnie | +| obowiązujących. Poprawiono jednak kilka błędów, które | +| wyglądały na omyłki drukarskie. Pełna lista poprawek | +| znajduje się poniżej. | ++-----------------------------------------------------------+ +| | +| - s. 45. -- „Tak -- szepcze pani -- tak” -- | +| poprawiono na | +| -- „Tak -- szepcze pani -- tak”. -- | +| (dodano kropkę na końcu linii); | +| | +| - s. 48. „Spowiła go ramieniem, | +| poprawiono na | +| Spowiła go ramieniem, | +| (usunięto cudzysłów otwierający); | +| | +| - s. 164 Aż ona cię z królewskiej wymknęła komnaty, | +| poprawiono na | +| Aż ona się z królewskiej wymknęła komnaty, | +| (usunięto cudzysłów otwierający); | +| | +| - s. 173 Duch, co tylko raz jeden o śmierć się roztrąca | +| poprawiono na | +| Duch, co tylko raz jeden o śmierć się roztrąca. | +| (dodano kropkę); | +| | +| - s. 193 Upalny rynek | +| poprawiono na | +| Upalny ranek. | +| | ++-----------------------------------------------------------+ + + + + + + +End of the Project Gutenberg EBook of Laka, by Boleslaw Lesmian + +*** END OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK LAKA *** + +***** This file should be named 35301-0.txt or 35301-0.zip ***** +This and all associated files of various formats will be found in: + https://www.gutenberg.org/3/5/3/0/35301/ + +Produced by Ewa "czupirek" Jaros and the Online Distributed +Proofreading Team at http://dp.rastko.net (this file was +produced from images generously made available by CBN +Polona - http://www.polona.pl). + + +Updated editions will replace the previous one--the old editions +will be renamed. + +Creating the works from public domain print editions means that no +one owns a United States copyright in these works, so the Foundation +(and you!) can copy and distribute it in the United States without +permission and without paying copyright royalties. Special rules, +set forth in the General Terms of Use part of this license, apply to +copying and distributing Project Gutenberg-tm electronic works to +protect the PROJECT GUTENBERG-tm concept and trademark. Project +Gutenberg is a registered trademark, and may not be used if you +charge for the eBooks, unless you receive specific permission. If you +do not charge anything for copies of this eBook, complying with the +rules is very easy. You may use this eBook for nearly any purpose +such as creation of derivative works, reports, performances and +research. They may be modified and printed and given away--you may do +practically ANYTHING with public domain eBooks. Redistribution is +subject to the trademark license, especially commercial +redistribution. + + + +*** START: FULL LICENSE *** + +THE FULL PROJECT GUTENBERG LICENSE +PLEASE READ THIS BEFORE YOU DISTRIBUTE OR USE THIS WORK + +To protect the Project Gutenberg-tm mission of promoting the free +distribution of electronic works, by using or distributing this work +(or any other work associated in any way with the phrase "Project +Gutenberg"), you agree to comply with all the terms of the Full Project +Gutenberg-tm License (available with this file or online at +https://gutenberg.org/license). + + +Section 1. General Terms of Use and Redistributing Project Gutenberg-tm +electronic works + +1.A. By reading or using any part of this Project Gutenberg-tm +electronic work, you indicate that you have read, understand, agree to +and accept all the terms of this license and intellectual property +(trademark/copyright) agreement. If you do not agree to abide by all +the terms of this agreement, you must cease using and return or destroy +all copies of Project Gutenberg-tm electronic works in your possession. +If you paid a fee for obtaining a copy of or access to a Project +Gutenberg-tm electronic work and you do not agree to be bound by the +terms of this agreement, you may obtain a refund from the person or +entity to whom you paid the fee as set forth in paragraph 1.E.8. + +1.B. "Project Gutenberg" is a registered trademark. It may only be +used on or associated in any way with an electronic work by people who +agree to be bound by the terms of this agreement. There are a few +things that you can do with most Project Gutenberg-tm electronic works +even without complying with the full terms of this agreement. See +paragraph 1.C below. There are a lot of things you can do with Project +Gutenberg-tm electronic works if you follow the terms of this agreement +and help preserve free future access to Project Gutenberg-tm electronic +works. See paragraph 1.E below. + +1.C. The Project Gutenberg Literary Archive Foundation ("the Foundation" +or PGLAF), owns a compilation copyright in the collection of Project +Gutenberg-tm electronic works. Nearly all the individual works in the +collection are in the public domain in the United States. If an +individual work is in the public domain in the United States and you are +located in the United States, we do not claim a right to prevent you from +copying, distributing, performing, displaying or creating derivative +works based on the work as long as all references to Project Gutenberg +are removed. Of course, we hope that you will support the Project +Gutenberg-tm mission of promoting free access to electronic works by +freely sharing Project Gutenberg-tm works in compliance with the terms of +this agreement for keeping the Project Gutenberg-tm name associated with +the work. You can easily comply with the terms of this agreement by +keeping this work in the same format with its attached full Project +Gutenberg-tm License when you share it without charge with others. + +1.D. The copyright laws of the place where you are located also govern +what you can do with this work. Copyright laws in most countries are in +a constant state of change. If you are outside the United States, check +the laws of your country in addition to the terms of this agreement +before downloading, copying, displaying, performing, distributing or +creating derivative works based on this work or any other Project +Gutenberg-tm work. The Foundation makes no representations concerning +the copyright status of any work in any country outside the United +States. + +1.E. Unless you have removed all references to Project Gutenberg: + +1.E.1. The following sentence, with active links to, or other immediate +access to, the full Project Gutenberg-tm License must appear prominently +whenever any copy of a Project Gutenberg-tm work (any work on which the +phrase "Project Gutenberg" appears, or with which the phrase "Project +Gutenberg" is associated) is accessed, displayed, performed, viewed, +copied or distributed: + +This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with +almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or +re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included +with this eBook or online at www.gutenberg.org + +1.E.2. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is derived +from the public domain (does not contain a notice indicating that it is +posted with permission of the copyright holder), the work can be copied +and distributed to anyone in the United States without paying any fees +or charges. If you are redistributing or providing access to a work +with the phrase "Project Gutenberg" associated with or appearing on the +work, you must comply either with the requirements of paragraphs 1.E.1 +through 1.E.7 or obtain permission for the use of the work and the +Project Gutenberg-tm trademark as set forth in paragraphs 1.E.8 or +1.E.9. + +1.E.3. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is posted +with the permission of the copyright holder, your use and distribution +must comply with both paragraphs 1.E.1 through 1.E.7 and any additional +terms imposed by the copyright holder. Additional terms will be linked +to the Project Gutenberg-tm License for all works posted with the +permission of the copyright holder found at the beginning of this work. + +1.E.4. Do not unlink or detach or remove the full Project Gutenberg-tm +License terms from this work, or any files containing a part of this +work or any other work associated with Project Gutenberg-tm. + +1.E.5. Do not copy, display, perform, distribute or redistribute this +electronic work, or any part of this electronic work, without +prominently displaying the sentence set forth in paragraph 1.E.1 with +active links or immediate access to the full terms of the Project +Gutenberg-tm License. + +1.E.6. You may convert to and distribute this work in any binary, +compressed, marked up, nonproprietary or proprietary form, including any +word processing or hypertext form. However, if you provide access to or +distribute copies of a Project Gutenberg-tm work in a format other than +"Plain Vanilla ASCII" or other format used in the official version +posted on the official Project Gutenberg-tm web site (www.gutenberg.org), +you must, at no additional cost, fee or expense to the user, provide a +copy, a means of exporting a copy, or a means of obtaining a copy upon +request, of the work in its original "Plain Vanilla ASCII" or other +form. Any alternate format must include the full Project Gutenberg-tm +License as specified in paragraph 1.E.1. + +1.E.7. Do not charge a fee for access to, viewing, displaying, +performing, copying or distributing any Project Gutenberg-tm works +unless you comply with paragraph 1.E.8 or 1.E.9. + +1.E.8. You may charge a reasonable fee for copies of or providing +access to or distributing Project Gutenberg-tm electronic works provided +that + +- You pay a royalty fee of 20% of the gross profits you derive from + the use of Project Gutenberg-tm works calculated using the method + you already use to calculate your applicable taxes. The fee is + owed to the owner of the Project Gutenberg-tm trademark, but he + has agreed to donate royalties under this paragraph to the + Project Gutenberg Literary Archive Foundation. Royalty payments + must be paid within 60 days following each date on which you + prepare (or are legally required to prepare) your periodic tax + returns. Royalty payments should be clearly marked as such and + sent to the Project Gutenberg Literary Archive Foundation at the + address specified in Section 4, "Information about donations to + the Project Gutenberg Literary Archive Foundation." + +- You provide a full refund of any money paid by a user who notifies + you in writing (or by e-mail) within 30 days of receipt that s/he + does not agree to the terms of the full Project Gutenberg-tm + License. You must require such a user to return or + destroy all copies of the works possessed in a physical medium + and discontinue all use of and all access to other copies of + Project Gutenberg-tm works. + +- You provide, in accordance with paragraph 1.F.3, a full refund of any + money paid for a work or a replacement copy, if a defect in the + electronic work is discovered and reported to you within 90 days + of receipt of the work. + +- You comply with all other terms of this agreement for free + distribution of Project Gutenberg-tm works. + +1.E.9. If you wish to charge a fee or distribute a Project Gutenberg-tm +electronic work or group of works on different terms than are set +forth in this agreement, you must obtain permission in writing from +both the Project Gutenberg Literary Archive Foundation and Michael +Hart, the owner of the Project Gutenberg-tm trademark. Contact the +Foundation as set forth in Section 3 below. + +1.F. + +1.F.1. Project Gutenberg volunteers and employees expend considerable +effort to identify, do copyright research on, transcribe and proofread +public domain works in creating the Project Gutenberg-tm +collection. Despite these efforts, Project Gutenberg-tm electronic +works, and the medium on which they may be stored, may contain +"Defects," such as, but not limited to, incomplete, inaccurate or +corrupt data, transcription errors, a copyright or other intellectual +property infringement, a defective or damaged disk or other medium, a +computer virus, or computer codes that damage or cannot be read by +your equipment. + +1.F.2. LIMITED WARRANTY, DISCLAIMER OF DAMAGES - Except for the "Right +of Replacement or Refund" described in paragraph 1.F.3, the Project +Gutenberg Literary Archive Foundation, the owner of the Project +Gutenberg-tm trademark, and any other party distributing a Project +Gutenberg-tm electronic work under this agreement, disclaim all +liability to you for damages, costs and expenses, including legal +fees. YOU AGREE THAT YOU HAVE NO REMEDIES FOR NEGLIGENCE, STRICT +LIABILITY, BREACH OF WARRANTY OR BREACH OF CONTRACT EXCEPT THOSE +PROVIDED IN PARAGRAPH 1.F.3. YOU AGREE THAT THE FOUNDATION, THE +TRADEMARK OWNER, AND ANY DISTRIBUTOR UNDER THIS AGREEMENT WILL NOT BE +LIABLE TO YOU FOR ACTUAL, DIRECT, INDIRECT, CONSEQUENTIAL, PUNITIVE OR +INCIDENTAL DAMAGES EVEN IF YOU GIVE NOTICE OF THE POSSIBILITY OF SUCH +DAMAGE. + +1.F.3. LIMITED RIGHT OF REPLACEMENT OR REFUND - If you discover a +defect in this electronic work within 90 days of receiving it, you can +receive a refund of the money (if any) you paid for it by sending a +written explanation to the person you received the work from. If you +received the work on a physical medium, you must return the medium with +your written explanation. The person or entity that provided you with +the defective work may elect to provide a replacement copy in lieu of a +refund. If you received the work electronically, the person or entity +providing it to you may choose to give you a second opportunity to +receive the work electronically in lieu of a refund. If the second copy +is also defective, you may demand a refund in writing without further +opportunities to fix the problem. + +1.F.4. Except for the limited right of replacement or refund set forth +in paragraph 1.F.3, this work is provided to you 'AS-IS' WITH NO OTHER +WARRANTIES OF ANY KIND, EXPRESS OR IMPLIED, INCLUDING BUT NOT LIMITED TO +WARRANTIES OF MERCHANTIBILITY OR FITNESS FOR ANY PURPOSE. + +1.F.5. Some states do not allow disclaimers of certain implied +warranties or the exclusion or limitation of certain types of damages. +If any disclaimer or limitation set forth in this agreement violates the +law of the state applicable to this agreement, the agreement shall be +interpreted to make the maximum disclaimer or limitation permitted by +the applicable state law. The invalidity or unenforceability of any +provision of this agreement shall not void the remaining provisions. + +1.F.6. INDEMNITY - You agree to indemnify and hold the Foundation, the +trademark owner, any agent or employee of the Foundation, anyone +providing copies of Project Gutenberg-tm electronic works in accordance +with this agreement, and any volunteers associated with the production, +promotion and distribution of Project Gutenberg-tm electronic works, +harmless from all liability, costs and expenses, including legal fees, +that arise directly or indirectly from any of the following which you do +or cause to occur: (a) distribution of this or any Project Gutenberg-tm +work, (b) alteration, modification, or additions or deletions to any +Project Gutenberg-tm work, and (c) any Defect you cause. + + +Section 2. Information about the Mission of Project Gutenberg-tm + +Project Gutenberg-tm is synonymous with the free distribution of +electronic works in formats readable by the widest variety of computers +including obsolete, old, middle-aged and new computers. It exists +because of the efforts of hundreds of volunteers and donations from +people in all walks of life. + +Volunteers and financial support to provide volunteers with the +assistance they need are critical to reaching Project Gutenberg-tm's +goals and ensuring that the Project Gutenberg-tm collection will +remain freely available for generations to come. In 2001, the Project +Gutenberg Literary Archive Foundation was created to provide a secure +and permanent future for Project Gutenberg-tm and future generations. +To learn more about the Project Gutenberg Literary Archive Foundation +and how your efforts and donations can help, see Sections 3 and 4 +and the Foundation web page at https://www.pglaf.org. + + +Section 3. Information about the Project Gutenberg Literary Archive +Foundation + +The Project Gutenberg Literary Archive Foundation is a non profit +501(c)(3) educational corporation organized under the laws of the +state of Mississippi and granted tax exempt status by the Internal +Revenue Service. The Foundation's EIN or federal tax identification +number is 64-6221541. Its 501(c)(3) letter is posted at +https://pglaf.org/fundraising. Contributions to the Project Gutenberg +Literary Archive Foundation are tax deductible to the full extent +permitted by U.S. federal laws and your state's laws. + +The Foundation's principal office is located at 4557 Melan Dr. S. +Fairbanks, AK, 99712., but its volunteers and employees are scattered +throughout numerous locations. Its business office is located at +809 North 1500 West, Salt Lake City, UT 84116, (801) 596-1887, email +business@pglaf.org. Email contact links and up to date contact +information can be found at the Foundation's web site and official +page at https://pglaf.org + +For additional contact information: + Dr. Gregory B. Newby + Chief Executive and Director + gbnewby@pglaf.org + + +Section 4. Information about Donations to the Project Gutenberg +Literary Archive Foundation + +Project Gutenberg-tm depends upon and cannot survive without wide +spread public support and donations to carry out its mission of +increasing the number of public domain and licensed works that can be +freely distributed in machine readable form accessible by the widest +array of equipment including outdated equipment. Many small donations +($1 to $5,000) are particularly important to maintaining tax exempt +status with the IRS. + +The Foundation is committed to complying with the laws regulating +charities and charitable donations in all 50 states of the United +States. Compliance requirements are not uniform and it takes a +considerable effort, much paperwork and many fees to meet and keep up +with these requirements. We do not solicit donations in locations +where we have not received written confirmation of compliance. To +SEND DONATIONS or determine the status of compliance for any +particular state visit https://pglaf.org + +While we cannot and do not solicit contributions from states where we +have not met the solicitation requirements, we know of no prohibition +against accepting unsolicited donations from donors in such states who +approach us with offers to donate. + +International donations are gratefully accepted, but we cannot make +any statements concerning tax treatment of donations received from +outside the United States. U.S. laws alone swamp our small staff. + +Please check the Project Gutenberg Web pages for current donation +methods and addresses. Donations are accepted in a number of other +ways including including checks, online payments and credit card +donations. To donate, please visit: https://pglaf.org/donate + + +Section 5. General Information About Project Gutenberg-tm electronic +works. + +Professor Michael S. Hart was the originator of the Project Gutenberg-tm +concept of a library of electronic works that could be freely shared +with anyone. For thirty years, he produced and distributed Project +Gutenberg-tm eBooks with only a loose network of volunteer support. + + +Project Gutenberg-tm eBooks are often created from several printed +editions, all of which are confirmed as Public Domain in the U.S. +unless a copyright notice is included. Thus, we do not necessarily +keep eBooks in compliance with any particular paper edition. + + +Most people start at our Web site which has the main PG search facility: + + https://www.gutenberg.org + +This Web site includes information about Project Gutenberg-tm, +including how to make donations to the Project Gutenberg Literary +Archive Foundation, how to help produce our new eBooks, and how to +subscribe to our email newsletter to hear about new eBooks. |
