summaryrefslogtreecommitdiff
path: root/35301-0.txt
diff options
context:
space:
mode:
Diffstat (limited to '35301-0.txt')
-rw-r--r--35301-0.txt4481
1 files changed, 4481 insertions, 0 deletions
diff --git a/35301-0.txt b/35301-0.txt
new file mode 100644
index 0000000..a2d4421
--- /dev/null
+++ b/35301-0.txt
@@ -0,0 +1,4481 @@
+The Project Gutenberg EBook of Laka, by Boleslaw Lesmian
+
+This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
+almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
+re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
+with this eBook or online at www.gutenberg.org
+
+
+Title: Laka
+
+Author: Boleslaw Lesmian
+
+Release Date: February 17, 2011 [EBook #35301]
+
+Language: Polish
+
+Character set encoding: UTF-8
+
+*** START OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK LAKA ***
+
+
+
+
+Produced by Ewa "czupirek" Jaros and the Online Distributed
+Proofreading Team at http://dp.rastko.net (this file was
+produced from images generously made available by CBN
+Polona - http://www.polona.pl).
+
+
+
+
+
++-----------------------------------------------------------+
+| Uwagi do wydania elektronicznego |
+| |
+| W tekście zachowano oryginalną ortografię i interpunkcję, |
+| nawet w przypadkach, gdy różniły się one od współcześnie |
+| obowiązujących. Poprawiono jednak kilka błędów, które |
+| wyglądały na omyłki drukarskie. Pełna lista poprawek |
+| znajduje się na końcu pliku. Tam też znaleźć można |
+| spis treści. |
++-----------------------------------------------------------+
+
+
+
+
+_ŁĄKA_
+
+
+
+
+ _BOLESŁAW LEŚMIAN_
+
+
+ _=ŁĄKA=_
+
+
+_WYDAWNICTWO J. MORTKOWICZA_
+_WARSZAWA MCMXX KRAKÓW_
+_Nakład T-wa Wydawniczego w Warszawie_
+
+
+
+
+ Drukarnia Naukowa.
+Warszawa, Rynek Starego Miasta 11.
+
+
+
+
+ _EUGENJUSZOWI ŚMIAROWSKIEMU
+ POŚWIĘCAM_
+
+
+
+
+I
+
+W ZWIEWNYCH NURTACH KOSTRZEWY
+
+
+TOPIELEC.
+
+ W zwiewnych nurtach kostrzewy, na leśnej polanie,
+ Gdzie się las upodobnia łące niespodzianie,
+ Leżą zwłoki wędrowca, zbędne sobie zwłoki.
+ Przewędrował świat cały z obłoków w obłoki,
+ Aż nagle w niecierpliwej zapragnął żałobie
+ Zwiedzić duchem na przełaj zieleń samą w sobie.
+ Wówczas demon zieleni wszechleśnym powiewem
+ Ogarnął go, gdy w drodze przystanął pod drzewem,
+ I wabił nieustannych rozkwitów pośpiechem,
+ I nęcił ust zdyszanych tajemnym bezśmiechem,
+ I czarował zniszczotą wonnych niedowcieleń,
+ I kusił coraz głębiej -- w tę zieleń, w tę zieleń!
+ A on biegł wybrzeżami coraz innych światów,
+ Odczłowieczając duszę i oddech wśród kwiatów,
+ Aż zabrnął w takich jagód rozdzwonione dzbany,
+ W taką zamrocz paproci, w takich cisz kurhany,
+ W taki bezświat zarośli, w taki bezbrzask głuchy,
+ W takich szumów ostatnie kędyś zawieruchy,
+ Że leży oto martwy w stu wiosen bezdeni,
+ Cienisty, jak bór w borze, -- topielec zieleni.
+
+
+GWIAZDY.
+
+ Tej nocy niebo w dreszczach od gwiazd mrugawicy
+ Kołysało swój bezmiar w sąsiednie bezmiary,
+ To w próżnię swe radosne unosząc pożary,
+ To zbliżając je znowu ku mojej źrenicy.
+
+ Patrzę, niby przez nagły w mej ślepocie wyłom,
+ A światy roziskrzone -- zaledwo na mgnienie
+ Odsłaniają mym oczom, jak nieba mogiłom,
+ Dalekie, zatajone w srebrze ukwiecenie.
+
+ Odsłaniają swe jary, wzgórza i parowy,
+ Już z jednego szum borów płonących dolata,
+ Z drugiego -- cisza grobów, a z trzeciego świata --
+ Krzyk o pomoc i zawiew południa lipcowy.
+
+ Zasłuchany, wpatrzony stoję tak do świtu,
+ Aż niebo wron zbudzonych przesłoni gromada,
+ Gwiazdy giną w jaśnistych roztopach błękitu,
+ I gąszcz rosy na rzęsach zbłyskanych osiada.
+
+ Skroń znużoną pochylam do stogu na łące,
+ Garścią rozćwierkanego rojem świerszczów siana
+ Rzeźwię oczy, smugami gwiazd jeszcze gorące,
+ I do snu odniałego padam na kolana.
+
+ I śni mi się i trwogą uderza do głowy
+ Krzyk o pomoc i zawiew południa lipcowy.
+
+
+ODJAZD.
+
+ Gdym odjeżdżał na zawsze znajomym gościńcem,
+ Patrzyły na mnie bratków wielkie, złote oczy,
+ Podkute szafirowym dookoła sińcem.
+ Był klomb i rój motyli i błękit przezroczy,
+ I rdzawienie się w słońcu dojrzałej rezedy.
+ A, gdy byłem już w drodze, sam nie wiedząc kiedy
+ I czemu -- przypomniałem te oczy, przyziemnie
+ Śledzące mą zadumę i wpatrzone we mnie
+ Tem wszystkiem, czem się można wpatrzeć w świat i dalej.
+ Co widziały te oczy, nim w tysiącu alej
+ Zginąłem, jedną chatę rzucając za sobą?
+ I czemu z szafirową zawczasu żałobą
+ Patrzyły w ten mój odjazd po przez zieleń rdzawą
+ Rezedy, co pachniała, przytłumiona trawą?
+ I dlaczego te oczy były co raz łzawsze?
+ Czy nie wolno nic nigdy porzucać na zawsze
+ I zostawiać samopas kędyś -- na uboczu?
+ Czy nie wolno odjeżdżać znajomym gościńcem
+ I oddalać się zbytnio od tych złotych oczu,
+ Podkutych dookoła szafirowym sińcem?
+
+
+WIECZÓR.
+
+ Słońce, zachodząc, wlecze wzdłuż po łące
+ Wielki cień chmury, ciągnąc go na wzgórza,
+ Zetknięte z niebem, co życie, gasnące
+ Pod barw przymusem, -- w głąb marzeń przedłuża.
+ Aby dowidzieć po przez dale puste
+ Jedyną wokół purpurową chustę
+ Dziewczyny, która swych dłoni oplotem
+ Kolana zgodnie wgarnęła pod brodę
+ I, coraz bardziej pod niebios namiotem
+ Samotniejąca w tę dal i pogodę,
+ Oddawna ruchu i snu nie odmienia,
+ Chłonąc czar drętwy samego patrzenia
+ We wszystko naraz, w nic zasię zosobna,
+ Wpobok, zaledwo do siebie podobna,
+ Wyolbrzymiona wobec próżni świata,
+ Krowa się w świetle różowi łaciata,
+ Co jednym rogiem pół słońca odkrawa,
+ A drugim wadzi o daleką gruszę...
+ Sennych owadów nieprzytomna wrzawa
+ Umacnia pustkę i podsyca głuszę,
+ Wspartą na stogach, powiązanych w drągi.
+ Kolejne idą nad polem przeciągi
+ Tchu ziół dalekich, zaprawnego potem
+ Zoranej ziemi, co -- tknięta wron lotem --
+ Paruje ciężko i chłodnieje zwolna.
+ Na widnokresie jakaś mgła dowolna,
+ Cień, nie mający przyczyn wśród przestworu,
+ Rośnie, by zwiększyć potęgę wieczoru,
+ I wśród rosnących z nim razem bezmiarów
+ Dziwnie brzmią zgiełki świerszczących komarów.
+
+
+W POLU.
+
+ Dwoje nas w ciszy polnego zakątka.
+ Strumień na oślep ku słońcu się pali,
+ W liściu, co trafił na krzywy prąd fali,
+ Wirując, płynie szafirowa łątka.
+
+ Nadbrzeżna trawa, zwisając, potrąca
+ O swe odbicie zsiwiałą kończyną,
+ Do której ślimak, pęczniejąc z gorąca,
+ Przysklepił muszlę swem ciałem i śliną.
+
+ W przerzutnym pląsie znikliwsza od strzały
+ Płotka się czasem zasrebrzy na mgnienie.
+ Pod wodą -- spojrzyj! -- prześwieca piach biały
+ I mchem ruchliwym brodate kamienie.
+
+ Czemu ci głowa na dłonie opadła?
+ To -- pachnie trawa i ten piach pod wodą, --
+ To -- wód, polśnione smugami, zwierciadła
+ Parują ciszą, blaskiem i ochłodą.
+
+ Tych kilku dębów po nad brzegiem liście
+ Podziurawione i przeżarte chciwie
+ Przez gąsienice, trwają tak przejrzyście
+ Nad własnym cieniem, co utkwił w pokrzywie.
+
+ Z tej tu pokrzywy czar dębowych cieni
+ Zgarnę ku piersiom, co na słońce dyszą,
+ Ustami dotknę bezmiernej zieleni,
+ Stęsknionej do mnie swym sokiem i ciszą.
+
+ Do kwiatów przywrę rozpalone czoło,
+ Wsłucham się w bąki grające i brzmiki,
+ I będę patrzał, jak lepkie gwoździki
+ Wśród jaskrów lśniącą ociekają smołą.
+
+ I będę patrzał, jak maki i szczawie
+ Mdleją, ciał naszych odurzone wonią,
+ I będę wodził twoją białą dłonią
+ Po wielkiej trawie, nieznanej nam trawie.
+
+
+TĘCZA.
+
+ Słychać go było, jak po młodem życie
+ Biegł coraz śpieszniej -- ciepły deszcz majowy,
+ Zbryzgany słońcem, co przez obłok płowy
+ Wzdłuż mu kropliste rozwidniało nicie.
+
+ Pyląc, uderzył w piach drogi spróchniały,
+ Poszperał w krzaku, co lśniąc się kołysze,
+ Strącił liść z wierzby, przyciemnił głaz biały
+ I ustał, w nagłą zasłuchany ciszę.
+
+ Teraz mu patrzeć, jak wierzchem obłoku
+ Tęcza, bezmiary objąwszy, rozkwita,
+ Poprzerywana i niecałkowita,
+ Jakby się śniła zmrużonemu oku.
+
+ Aż, luźne znikąd jednocząc migoty,
+ Nagłą zawisa po nad światem bramą,
+ By ci przypomnieć, że zawsze tak samo
+ Trwasz w każdem miejscu u wnijścia tęsknoty.
+
+ By ci przypomnieć, żeś z duszą, snem zżartą,
+ Wpatrzony w bezmiar, wsłuchany w swe dreszcze,
+ Wszedł do tych światów przez bramę rozwartą,
+ Co się za tobą nie zamknęła jeszcze.
+
+
+KOŃ.
+
+ Koniu krzywy, koniu siwy,
+ Ozdobiony łachem grzywy,
+ Kocham zawiew zmydlonych twym potem rzemieni
+ I oddech, juchą parnej dymiący zieleni.
+
+ Łeb kościaty, ale krewki
+ Z wargą miękką, jak pierś dziewki,
+ Przewieś mi po przez ramię w rzewną bezrobotę,
+ Bym twarzą prężnej szyji wyczuwał ciągotę.
+
+ Koniu smutny aż do śmierci
+ Z białą pręgą lejc na szerci,
+ Zaprzyjaźnij się ze mną, jak to czynisz z wołem,
+ Wejdź do mojej chałupy, siądź razem za stołem.
+
+ Dam ci wody z mego dzbana,
+ Dam ci cukru, dam ci siana,
+ Dam bryłę szczerej soli, gleń świeżego chleba
+ I przez okno otwarte przychylę ci nieba.
+
+ Nie sęp oczu brwi sitowiem,
+ Powiem tobie, wszystko powiem!
+ A, gdy noc już nastanie, pozamykam dźwierze
+ I wspólnie odmówimy wieczorne pacierze.
+
+
+STODOŁA.
+
+ Tyś całował dziewczynę, lecz kto biel jej ciała
+ Poróżowił na wargach, by cię całowała?
+
+ Tyś topolom na drogę cień rzucać pozwolił,
+ Ale kto je tak bardzo w niebo roztopolił?
+
+ Tyś pociosał stodołę w cztery dni bez mała,
+ Ale kto ją stodolił, by -- czem jest -- wiedziała?
+
+ Stodoliła ją pewno ta Majka stodolna,
+ Do połowy -- przydrożna, od połowy -- polna.
+
+ Ze stu światów na przedświat wyszła sama jedna
+ I patrzyła w to zboże, co szumi ode dna.
+
+
+WŚRÓD GIEORGINIJ.
+
+ Wśród gieorginij -- brzęczenie os.
+ Twoje-ż to kroki? Twój-że głos?
+ To -- koniec lata, jeden z tych dni,
+ Gdy słońce blednie, a ogród lśni.
+
+ To chory półsen znużonych drzew.
+ Odwróć swe oczy, ucisz swój śpiew!
+ To -- spija rosę ostatni znój, --
+ To -- w cieniu twoim cień spoczął mój. --
+
+
+PIERWSZY DESZCZ.
+
+ Pierwsza z brzękiem zbudziła się mucha.
+ Pierwsze liście powypełzły z drzew,
+ I deszcz pierwszy wdudnia mi do ucha
+ Rozegrzmiały w błyskawicach śpiew.
+
+ Tego śpiewu zgruch i rozgruch długi
+ Któżby pojął, któż pochwyciłby?
+ Rozbrykane, rozwierzgane strugi
+ Miażdżą o ziem pluskające łby.
+
+ Już przy ziemi wrzask ich zaumiera,
+ A po niebie jeszcze dalej gna!
+ Chmura oścież w wszechświat się rozdziera,
+ Niema za nią kresu, ani dna!
+
+ Słońce, w szyby łzawiejąc odżdżone,
+ Po podłodze złoty wzburza łan,
+ I odbicia okien rozmnożone
+ Wprawia w kurze zruchomiałych ścian.
+
+ Ktoś rozepchnął furtę w mym ogrodzie,
+ Aż z odwrzaskiem runęła na błoń!
+ Nie wiem, kto to -- lecz w porannym chłodzie
+ Błogosławię niewiadomą dłoń.
+
+
+***
+
+ Oto słońce przenika światłem bór daleki,
+ Sosnom z nieba podając tajny znak wieczoru.
+ Oto sosny spłonęły, jakby w głębiach boru
+ Nagle coś szkarłatnego stało się na wieki!
+
+ Zwabiony owym znakiem, biegnę tam niezwłocznie,
+ Aby zawczasu jeszcze, nim wpłynę w noc ciemną,
+ Zastać na nikłem trwaniu i sprawdzić naocznie
+ To właśnie, co już drzewa widziały przede mną.
+
+
+WIOSNA.
+
+ Młode jeszcze gałęzie tężą się pokrótce
+ W zielonej, pniom dla znaku przydanej obwódce.
+ Kwiaty, kształt swój półsennie zgadując zawczasu,
+ Nikłym pąkiem wkraczają w nieznaną głąb lasu.
+ W dali -- postrach na wróble przesadnie rękaty
+ Z zeszłorocznym rozpędem chyli się we światy,
+ Jakby chciał paść w ramiona pobliskiej cierpiałki,
+ Co naprzeciw cień w skrócie rzuca w piasek miałki.
+ W obłoku -- obłok drugi napuszyście płonie.
+ Wróbel łeb zaprzepaszcza w swych skrzydeł osłonie.
+ Jakgdyby nasłuchiwał, co mu dzwoni w sercu?
+ Świat, zda się, dziś nam nastał, a na pola szczercu,
+ Gdzie zieleń swym wyrobem omgliła rozłogi,
+ Bocian, pod prostym kątem załamując nogi
+ I dziób dzierżąc wzdłuż piersi dogodnie, jak cybuch,
+ Kroczy donikąd, w słońca zapatrzony wybuch,
+ Co skrzy się, że go okiem zgarnąć niepodobna,
+ We wszystkich rosach naraz i w każdej zosobna.
+
+
+PRZYŚPIEW.
+
+ Wkosmacona w kwiat płytki,
+ Łeb ująwszy w dwie chwytki.
+ Pszczoła, nim ją porwie lot,
+ W słońcu myje się, jak kot, --
+ I do naga z odwianych skrzydeł się rozbiera.
+ Lada powiew -- lada
+ Płoszy wróbli stada,
+ I psi rumian kreśli cień
+ Ten sam niemal, co dzień w dzień,
+ I żuk brzuchem w niebiosy złudnie zaumiera.
+
+ Staw obłokiem żegluje,
+ Młyn mu kołem ojcuje,
+ Z po za lasu szumi las,
+ Z po za czasu szemrze czas,
+ Droga roztopolona śni się nie do końca...
+ Utrudą żałobny
+ Koń, dozgonnie ksobny,
+ Zaniepatrzył się na wóz,
+ Przymknął oczy w cieniu brzóz
+ I krótkim kaszlem dudni, jak kobza, do słońca.
+
+ Niech się dłuży cień ławy,
+ Niech wypoczną w nim trawy!
+ Z łbem na łapie chudy pies
+ Śpi po łapy owej kres,
+ Jakby na niej się świata kończyło bezdroże.
+ Ziele w jarze, ziele!
+ Skąd twoje wesele?
+ Niech się wzmaga wiew i żar,
+ Niech się wzmaga bóg i jar,
+ I to wszystko, co jeszcze, prócz nich, stać się może!
+
+
+FALA.
+
+ Niepostrzeżenie w morza urasta głębinie
+ Fala, która w niebiosach szuka dla się tronu.
+ Niepochwytna dla oka w narodzin godzinie,
+ Olbrzymieje tem śpieszniej, im bliższa jest zgonu.
+
+ Cicha bywa, gdy wzbiera nad sióstr zmarłych tłumem,
+ Aż załamie się w miejscu, gdzie się skędzierzawi,
+ Wówczas, węsząc śmierć spodem, burzy się i wrzawi
+ I uderza o brzegi swym pośmiertnym szumem.
+
+ I z tym szumem, malejąc, pada na kolana
+ I na ląd swe pozgonne wysypuje śniegi.
+ Czy zaszumisz po śmierci, duszo przewezbrana?
+ Czy uderzysz raz jeszcze o znajome brzegi?
+
+
+WIATRAK.
+
+ Piętrząc się nad ugorów chętną mu równiną,
+ Wiatrak, na wszystkie wokół odsłonięty światy,
+ Poskrzypuje drewnianą w tańcu krynoliną,
+ A na trawę, jak djabeł, miota cień rogaty.
+
+ Wędrowcze, w jednem miejscu zatkwiony kosturem,
+ Co znaczą twoje wstrząsy i nagłe podrygi?
+ Komu kłaniasz się wokół dębowym kapturem?
+ Z kim tak trafnie rozmawiasz na migi i śmigi?
+
+ W co wierzysz? Kogo widzisz nad sobą w lazurze?
+ Gdybyś się uczłowieczył, -- jakie miałbyś lica?
+ Co za stwór się zataił w twej sękatej skórze?
+ Czem jesteś, oglądany przez duchy z księżyca?
+
+
+***
+
+ W ślad za górnym orszakiem obłoków przesuwnych,
+ Co kształty w miarę biegu odmieniają stale,
+ Światła chodzą po łące w odstępach nierównych,
+ Jakby wzajem o sobie nie wiedziały wcale.
+
+ Niewiadomo, co łąkę tak szerzy w bezmiary,
+ Czy ich zwiewność, czy cichość, czy ruch, czy jasnota?
+ Czy raczej nieustanna tych cieniów pierzchota,
+ Co się kryją -- spłoszone -- w parowy i jary?
+
+ Czekam, aż jedno z świateł, skupionych na jaskrze,
+ Dotrze do mnie wraz z przerwą obłoków na niebie
+ I w pierś moją uderzy -- i cały się zaskrzę
+ I łące nagle drogę rozwidnię do siebie.
+
+
+***
+
+ W głąb podwórza świt przenika sennie,
+ Słychać bicie dwóch sprzecznych zegarów.
+ Na śmietniku skrzy się drogocennie
+ Potłuczonych resztka okularów.
+
+ Kiedy z rynny jaskółka wylata,
+ Mur w ślad za nią zda się rość w obłoki!
+ Pod akacją juź obce dla świata
+ Leżą szczura rozczochrane zwłoki.
+
+ Dłoń dziewczęca z przeciwka dla psoty
+ Szkłem na ścian mych kwiaciate obicie
+ Rzuca żywe, słoneczne pełgoty,
+ Którym lubię się przyglądać skrycie.
+
+
+***
+
+ Zapłoniona czereśnia, przez wróble opita.
+ Skrzy bieliście ku słońcu odziobaną pestę.
+ Korę, sokiem nabrzmiałą, żuk drasnął i przez tę
+ Drobną skazę żywicy płowa kropla świta.
+
+ Jeszcze pod zlewą rosy obfitej niezwykle
+ Kwiat się wątły ugina i ziemi dosięga,
+ I młodych jeszcze mrówek cwałująca wstęga,
+ Zachowując kształt w biegu, różowieje nikle.
+
+ Jakaż radość bezbronna i z jakąż łez siłą
+ Wzbiera we mnie i serce obnaża na światy,
+ Gdy zaoczę tej nocy narodzone kwiaty
+ W miejscu, gdzie jeszcze wczoraj tych kwiatów nie było!
+
+
+PIESZCZOTA.
+
+ Ten pąk róży, co dobył zaledwo pół skroni,
+ W uścisk liści od spodu tak czujnie ujęty!
+ Ten uśmiech, co się uczy i barwy i woni, --
+ Ten czar, co tem czaruje, że nierozwinięty!
+
+ Na palcach doń się zbliżam, by kroków odgłosy
+ Nie spłoszyły tej ciszy, w której trwa i rośnie,
+ I, oczy przymykając, całuję zazdrośnie
+ Jedwab ciepły od słońca i mokry od rosy.
+
+ A po chwili, gdy, dłonią muskając twe sploty,
+ Opodal tego pąka w cieniu drzew cię pieszczę,
+ Ustom moim dorzucam ślad twojej pieszczoty
+ Do smugi pocałunku, niestartego jeszcze.
+
+
+***
+
+ Żuraw skrzypi za furtą ogrodu,
+ Słońce skrzy się w zadrach płotu tak nieznośnie,
+ Z gęstwy płynie dech przyziemny chłodu,
+ Wilga gwiżdże i dwugłośnie i trójgłośnie.
+ Lubię dojrzeć ukradkiem
+ Kłos, co w kwiatach przypadkiem
+ Taki inny wzwyż rośnie.
+
+ Z odrobiną słońca w rdzawej blasze
+ Po pod klombem polewaczka leży pusta.
+ Zdaje mi się, że dmuchnięciem zgaszę
+ Złotą muchę, co uderza w moje usta.
+ Obłok, prósząc przez drzewa
+ Skry ogniste, powiewa,
+ Jak płonąca w dal chusta.
+
+ Ta murawa, wychmarzona z rosy,
+ Mym się oczom tak narzuca, jak dziwota,
+ Skoro jabłko, zjedzone przez osy,
+ Wskaże mi ją, dzwoniąc w ziemię, jak pięść złota.
+ Wzrok zdziwiony nią pieszczę,
+ Jakbym nie znał jej jeszcze
+ Za dni mego żywota.
+
+
+***
+
+ O majowym poranku deszcz ciepły i przaśny
+ Trafia w liście naoślep -- prawie bezhałaśny.
+ Krople, spadłe i kurzu pociągnięte błoną,
+ Podskakują na piachu i wzajem się chłoną
+ I, wspólnie olbrzymiejąc, trwają same przez się,
+ Aż je ziemia powoli uszczupli i wessie.
+ Co raz mniej ich przybywa na drogi i łany.
+ Już wygładza się strumień, deszczem pręgowany,
+ Już z za chmur, rozpostartych nakształt kruczych skrzydeł,
+ Słońce pęk wysztywnionych ku ziemi promideł
+ Rozwachlarza znienacka i, przez wyzior w chmurze
+ Prześwitując, rozwidnia strojne brzozą wzgórze
+ I klin pola przygodny i pogrąża w złocie
+ Sad wiśniowy aż do dna wraz z wróblem na płocie,
+ Co, światłem zaskoczony, ćwierka w niebogłosy
+ I łzy jeszcze niestałej i ruchliwej rosy
+ Skrzą się tłumnie, u liści zawieszone brzegu,
+ I wzdłuż łodyg cwałują resztą swego biegu.
+ Motyl, któremu skrzydła posklejał miód słodki,
+ Na bakier wpięty w kitę zachwianej tymotki,
+ Kołysze się w cudownem oczom bezukryciu,
+ Znacząc jakiś świat w świecie, jakieś życie w życiu,
+ I coś sobie wyznają dwa milczące znoje,
+ Dwa szczęścia niepojęte -- i jego i moje.
+
+
+POGODA.
+
+ I chcę i nie chcę i muszę
+ Dziś jaśnieć razem z pogodą,
+ Co niepokoi mi duszę
+ Złotego szczęścia urodą.
+
+ A szczęście lśni odniechcenia,
+ A ja przezywam je: „Ono” --
+ I rozkosz porozumienia
+ Poufnie wzdyma mi łono!
+
+ A Ono w słońcu się szerzy,
+ Na rzęsach światłem osiada,
+ Ale do siebie należy,
+ I nikt go, nikt nie posiada!
+
+ A Ono teraz w obłoku,
+ A teraz -- w środku trawnika,
+ Pociesznie przynaglam kroku,
+ Niech krok do szczęścia nawyka.
+
+ Brnę w słońcu po samo gardło,
+ Co snami łka niecierpliwie,
+ Twarz mam odwiecznie umarłą
+ A w nogach radość mi żywie...
+
+ I błogosławię swej twarzy,
+ I wdycham wiarę od słońca,
+ Że się napewno coś zdarzy,
+ Coś się poszczęści bez końca!
+
+ Że Ono drogą rozminną
+ Zbliża się wciąż bezhałaśnie,
+ I że tak stać się powinno,
+ I że tak stanie się właśnie!
+
+ I czynię kroki niezgrabne,
+ Ze szczęściem nieoswojone, --
+ I bezdomnieję i słabnę
+ I nie wiem, w którą biedz stronę?
+
+ Trzeba nic nie mieć prawdziwie,
+ Żyć tylko tem, że się żyje,
+ By dłoń wyciągać łapczywie
+ Po takie szczęście niczyje!
+
+
+***
+
+ Upalny ranek. Gwary i turkoty
+ Kończą się nagle u sztachet ogrodu,
+ Gdzie ławek cienie, wdumane w piach złoty,
+ Dają tym piachom czar głębi od spodu.
+
+ Zapatrzonemu w dal przed się bez końca
+ Reszta dorożki z plecami woźnicy,
+ Znikając nagle na rogu ulicy,
+ Odsłania szybę, zbłyskaną od słońca.
+
+ Pies mój, w ślad za mną idący niemrawie,
+ Znienacka wstrząsa kudłami swej grzywy
+ I pysk zadziera i patrzy ciekawie
+ Na szyld, od wróbli szary i wrzaskliwy.
+
+ Jakaś warjatka męczeńsko uboga,
+ Słynna w zaułku na całe podwórze,
+ Wrzuca do skrzynki, strumniałej przy murze,
+ List, nieudolnie skreślony do Boga
+
+
+PRZEMIANY.
+
+ Tej nocy mrok był duszny i od żądzy parny,
+ I chabry, rozwidnione suchą błyskawicą,
+ Przedostały się nagle do oczu tej sarny,
+ Co biegła w las, spłoszona obcą jej źrenicą, --
+ A one, łeb jej modrząc, mknęły po sarniemu,
+ I chciwie zaglądały w świat po chabrowemu.
+
+ Mak, sam siebie w śródpolnem wykrywszy bezbrzeżu,
+ Z wrzaskiem, który dla ucha nie był żadnem brzmieniem,
+ Przekrwawił się w koguta w purpurowem pierzu,
+ I aż do krwi potrząsał szkarłatnym grzebieniem,
+ I piał w mrok, rozdzierając dziób, trwogą zatruty,
+ Aż mu zinąd prawdziwe odpiały koguty.
+
+ A jęczmień, kłos pragnieniem zazłociwszy gęstem,
+ Nasrożył nagle złością zjątrzone ościory
+ I w złotego się jeża przemiażdżył ze chrzęstem
+ I biegł, kłując po drodze ziół nikłe zapory,
+ I skomlał i na kwiaty boczył się i jeżył,
+ I nikt nigdy nie zgadnie, co czuł i co przeżył?
+
+ A ja -- w jakiej swą duszę sparzyłem pokrzywie,
+ Że pomykam ukradkiem i na przełaj miedzą?
+ I czemu kwiaty na mnie patrzą podejrzliwie?
+ Czy coś o mnie nocnego wbrew mej wiedzy -- wiedzą?
+ Com czynił, że skroń dłońmi uciskam obiema?
+ Czem byłem owej nocy, której dziś już niema?
+
+
+
+
+II
+
+BALLADY
+
+
+ MIRIAMOWI
+
+
+GAD.
+
+ Szła z mlekiem w piersi w zielony sad,
+ Aż ją w olszynie zaskoczył gad.
+
+ Skrętami dławił, ująwszy w pół,
+ Od stóp do głowy pieścił i truł.
+
+ Uczył ją wspólnym namdlewać snem,
+ Pierś głaskać w dłonie porwanym łbem,
+
+ I od rozkoszy, trwalszej nad zgon,
+ Syczeć i wić się i drgać, jak on.
+
+ Już me zwyczaje miłosne znasz,
+ Zwól, że przybiorę królewską twarz.
+
+ Skarby dam tobie z podmorskich den,
+ Zacznie się jawa -- skończy się sen!
+
+ Nie zrzucaj łuski, nie zmieniaj lic!
+ Nic mi nie trzeba i nie brak nic.
+
+ Lubię, gdy żądłem równasz mi brwi
+ I z wargi nadmiar wysysasz krwi,
+
+ I gdy się wijesz wzdłuż moich nóg,
+ Łbem uderzając o łoża próg.
+
+ Piersi ci chylę, jak z mlekiem dzban!
+ Nie żądam skarbów, nie pragnę zmian.
+
+ Słodka mi śliny wężowej treść, --
+ Bądź nadal gadem i truj i pieść!
+
+
+RÓŻE.
+
+ Ocknął się rycerz, snem zatrwożony,
+ Mówi po ciemku do swojej żony:
+ --„Sen miałem, jakom zwykł,
+ „Był tu, był tam -- i znikł.
+
+ „Widziałem we śnie róże i róże,
+ „I twoją siostrę i noc w lazurze,
+ „Tuż obok w sennych mgłach
+ „Szedł ku niej nawprost gach.
+
+ „Spłyń-że mi cicho, jak krew po nożu,
+ „Do jej alkowy, by tuż przy łożu,
+ „Co dźwiga ciała znój,
+ „Sen sprawdzić mój -- nie mój!”
+
+ Zwlekła się pani z leż na kolana,
+ Z kolan powstała wyprostowana,
+ I poszła przed się w mrok,
+ Za krokiem głusząc krok.
+
+ Gdy do siostrzynej wnikła alkowy,
+ Szukała głowy obok jej głowy,
+ Obok lic -- innych lic,
+ Lecz nie znalazła nic.
+
+ Ujrzała tylko róże i róże,
+ Wszystkie szkarłatne i bardzo duże,
+ Bo śpiąca, trwając wzdłuż,
+ Sen pasła jawą róż.
+
+ Upadła pani w mrok na kolana.
+ -- „Tak będę trudniej zowąd widziana!” --
+ Tamuje wonny dech,
+ Nocnych się bojąc ech.
+
+ Gdy północ wzmogła sny nieomylne.
+ Słyszy stąpanie bose i pilne, --
+ Ściągnęła czujne brwi:
+ Ktoś wręcz otworzył drzwi.
+
+ Na klęczkach pani wzroku natęża,
+ Na klęczkach widzi, że duch jej męża
+ Idzie, drzwi tłumiąc ruch, --
+ Śpi ciało -- czuwa duch!
+
+ Idzie ku śpiącej w ogień i burzę,
+ Pomiędzy róże, pomiędzy róże!
+ Od róż ją bierze w pół,
+ W uścisku zwarł i skuł.
+
+ -- „Śpijmy oboje -- i duch i ciało,
+ „Niech żadne nie wie, co się z niem działo!”
+ Przegina śpiącą w znak,
+ By docałować tak!
+
+ Nad ranem pani powraca blada.
+ -- „Czy śpisz, mój mężu?” -- Nie odpowiada.
+ --„Różami sen twój czuć!
+ „O zbudź się, zbudź się, zbudź!”
+
+ Budzi się rycerz i w oczy pyta:
+ -- „Cóżeś widziała, w mroku ukryta?
+ „Czy mówić nie masz sił?
+ „Był-że gach w łożu?” -- „Był”. --
+
+ -- „Czy szedł ku śpiącej w ogień i burzę,
+ „Pomiędzy róże, pomiędzy róże?
+ „Czy przegiął białą w znak?” --
+ --„Tak -- szepcze pani -- tak”. --
+
+ -- „A czyli widział ciebie, jak w mroku
+ „Z dłonią na piersi, ze zgrozą w oku
+ „Klęczałaś, zgięta w łuk?” --
+ --„Widział i on i Bóg!” --
+
+ Porwał się rycerz ze swej łożnicy:
+ -- „Uchyl, śnie złoty, złotej przyłbicy!
+ „Jam jest! Poznajesz mnie?”
+ --„Nie inny byłeś w śnie!” --
+
+ -- „Spędzałem noce na sennej strawie,
+ „Odtąd chcę żywą pieścić na jawie!” --
+ --„Już -- szepcze pani -- już
+ „Skonała wpośród róż!
+
+ „We śnie zabiłam ciało bezszumne,
+ „Złożyć kazałam w podwójną trumnę;
+ „Dwie trumny -- trzeci grób, --
+ „Trudny z nią będzie ślub!” --
+
+ A rycerz na to: „Zmarła zawcześnie!
+ „Znowu ją muszę nawiedzać we śnie,
+ „Do trumien wkroczę dwóch
+ „Ja -- pan, ja -- sen, ja -- duch!”
+
+
+BALLADA DZIADOWSKA.
+
+ Postukiwał dziadyga o ziem kulą drewnianą,
+ Miał ci nogę obciętą aż po samo kolano.
+
+ Szedł skądkolwiek gdziekolwiek -- byle zażyć wywczasu,
+ Nad brzegami strumienia stanął tyłem do lasu.
+
+ Stał i patrzał tem białkiem, co w niem pełno czerwieni,
+ Oj da-dana, da-dana! -- jak się strumień strumieni!
+
+ Wychynęła z głębiny rusałczana dziewczyca,
+ Obryzgała mu ślepie, aż przymarszczył pół lica.
+
+ Nie wiedziała, jak pieścić, -- nie wiedziała, jak nęcić?
+ Jakim śmiechem pośmieszyć, jakim smutkiem posmęcić?
+
+ Wytrzeszczyła nań oczy -- szmaragdowe płoszydła --
+ I objęła za nogi -- pokuśnica obrzydła.
+
+ Całowała uczenie, i łechtliwie i czule
+ Oj da-dana, da-dana! -- tę drewnianą, tę kulę!
+
+ Parskał śmiechem dziadyga w kark poklękłej ułudy,
+ Aż przysiadał na trawie, jakby tańczył przysiudy.
+
+ Aż mu trzęsła się broda i dwie wargi u gęby,
+ Aż się kulą obijał o perłowe jej zęby!
+
+ -- „Czemuż jeno całujesz moją kłodę stroskaną?
+ Czemuż dziada pomijasz aż po samo kolano?
+
+ Za wysokie snadź progi dla czarciego nasienia,
+ Ty, wymoczku rusalny, -- ty, chorobo strumienia!
+
+ Pieszczotami to drewno chcesz pokusić do grzechu?
+ Oj-da-dana, da-dana! -- umrę chyba ze śmiechu!” --
+
+ Spowiła go ramieniem, okręciła, jak frygą!
+ -- „Pójdż-że ze mną, dziadoku -- dziaduleńku -- dziadygo!
+
+ Będę ciebie niańczyła na zapiecku z korali,
+ Będę ciebie tuczyła kromką żwiru z pod fali.
+
+ Będziesz w moim pałacu miał wywczasy niedzielne,
+ Będziesz pijał z mej wargi pocałunki śmiertelne!”
+
+ Pociągnęła za brodę i za torbę żebraczą
+ Do tych nurtów pochłonnych, co się w słońcu inaczą.
+
+ Nim się zdążył obejrzeć, -- już miał falę na grzbiecie, --
+ Nim się zdołał przeżegnać, -- już nie było go w świecie!
+
+ Zakłębiły się nurty -- wyrównała się woda,
+ Znikła torba dziadowska i łysina i broda!
+
+ Jeno kloc ten chodziwy -- owa kula drewniana
+ Wypłynęła zwycięsko -- oj da-dana, da-dana!
+
+ Wypłynęła -- niczyja, nie należna nikomu,
+ Wyzwolona z kalectwa, wypłókana ze sromu!
+
+ Brnęła tędy -- owędy szukająca swej drogi,
+ Niby szczątek okrętu, co się wyzbył załogi!
+
+ Grzała gnaty na słońcu ku swobodzie, ku życiu,
+ Zapląsała radośnie na swem własnem odbiciu!
+
+ I we żwawych poskokach podyrdała przez fale
+ Oj da-dana, da-dana! -- w te zaświaty -- oddale!
+
+
+DUSIOŁEK.
+
+ Szedł po świecie Bajdała,
+ Co go wiosna zagrzała, --
+ Oprócz siebie -- wiódł szkapę, oprócz szkapy -- wołu,
+ Tyteż tędy, co wszędy, szedł z nimi pospołu.
+
+ Zachciało się Bajdale
+ Przespać upał w upale,
+ Wypatrzył zezem ściółkę ze mchu po pod lasem,
+ Czy dogodna dla karku -- spróbował obcasem.
+
+ Poległ cielska tobołem
+ Między szkapą a wołem,
+ Skrzywił gębę na bakier i jęzorem mlasnął
+ I ziewnął w niebogłosy i splunął i zasnął.
+
+ Niewiadomo dziś wcale,
+ Co się śniło Bajdale?
+ Lecz wiadomo, że, szpecąc przystojność przestworza,
+ Wylazł z rowu Dusiołek, jak półbabek z łoża.
+
+ Pysk miał z żabia ślimaczy, --
+ (Że też taki żyć raczy!) --
+ A zad tyli, co kwoka, kiedy znosi jajo.
+ Milcz, gębo nieposłuszna, bo dziewki wyłają!
+
+ Ogon miał ci z rzemyka,
+ Podogonie zaś z łyka.
+ Siadł Bajdale na piersi, jak ten kruk na snopie, --
+ Póty dusił i dusił, aż coś warkło w chłopie!
+
+ Warkło, trzasło, spotniało!
+ Coć się stało, Bajdało?
+ Dmucha w wąsy ze zgrozy, jękiem złemu przeczy, --
+ Słuchajta, wszystkie wierzby, jak chłop przez sen beczy!
+
+ Sterał we śnie Bajdała
+ Pół duszy i pół ciała,
+ Lecz po prawdzie nie długo ze zmorą marudził, --
+ Wyparskał ją nozdrzami, zmarszczył się i zbudził.
+
+ Rzekł Bajdała do szkapy:
+ Czemu zwieszasz swe chrapy?
+ Trzebać było kopytem Dusiołka przetrącić,
+ Zanim zdążył mój spokój w całem polu zmącić!
+
+ Rzekł Bajdała do wołu:
+ Czemuś skąpił mozołu?
+ Trzebać było rogami Dusiołka postronić,
+ Gdy chciał na mnie swej duszy paskudę wyłonić!
+
+ Rzekł Bajdała do Boga:
+ O, rety -- olaboga!
+ Nie dość ci, żeś potworzył mnie, szkapę i wołka,
+ Jeszcześ musiał takiego zmajstrować Dusiołka?
+
+
+ŚWIDRYGA I MIDRYGA.
+
+ To nie konie tak cwałują i uszami strzygą,
+ Jeno tańczą dwaj opoje -- Świdryga z Midrygą.
+
+ A nie stęka tak stodoła pod cepów bijakiem,
+ Jak ta łąka, żgana stopą srożej, niż kułakiem!
+
+ Zaskoczyła ich na słońcu Południca blada
+ I Świdrydze i Midrydze i tańcowi rada.
+
+ Zaglądała im do oczu chciwie, jak do żłobu.
+ -- „Który w tańcu mię wyhula, bom jedna dla obu?” --
+
+ -- „Moja będzie -- rzekł Świdryga -- ta pierś i ta szyja!” --
+ A Midryga pięścią przeczy: „Moja, lub niczyja!”
+
+ Ten ją porwał za dłoń jedną, a tamten za wtórą.
+ -- „Musisz obu nam nastarczyć, skąpico-dziewczuro!”
+
+ A ona im prosto w usta dyszy bez oddechu,
+ A ona im prosto w oczy śmieje się bez śmiechu.
+
+ I rozdwaja się porównu, rozszczepia się żwawo
+ Na dwie dziewki, na siostrzane -- na lewą i prawą.
+
+ -- „Dosyć ciała dwoistego mamy tu na łące!
+ „Tańcz-że z nami południami, dopóki jarzące!
+
+ „Jedna dziewka rak ma czworo i cztery ma łydy!
+ Niech upoją nas do reszty twe słodkie bezwstydy!”
+
+ Nasrożyli się do tańca, jakgdyby do boju, --
+ Przysporzyli kwiatom zgiełku, łące -- niepokoju
+
+ Więc Świdryga pląsał z prawą, więc Midryga -- z lewą,
+ Ten obcasem kurz zamiatał, a tamten -- cholewą.
+
+ Na odsiebkę, na odkrętkę i znów na odwrotkę, --
+ Podeptali macierzankę, błyszczkę i tymotkę!
+
+ Jeden wrzeszczał: „Konaj żywcem!” a drugi: „Wciornaści!”
+ Tańcowali aż do zdechu i aż do upaści!
+
+ Aż poczuli, że dziewczyna życie w tańcu traci,
+ I umarła jednocześnie we dwojej postaci.
+
+ „Pochowajmy owo ciało nie bardzo samotne.
+ „Bo podwójne w tańcowaniu, a w śmierci dwukrotne.
+
+ „Pochowajmy na cmentarzu, gdzie za drzewem -- drzewo,
+ „Zmówmy pacież obopólny -- za prawą i lewą.”
+
+ W dwóch ją trumnach ułożyli, ale w jednym grobie, --
+ A już huczy echo ziemne -- tańczą trumny obie!
+
+ Tańczą, ciałem nakarmione, syte i hulaszcze,
+ Ukazując co raz w tańcu niedomkniętą paszczę
+
+ Tańczą, skaczą i wirują, klepką dzwonią w klepkę,
+ Na odkrętkę, na odwrotkę i znów na odsiebkę!
+
+ Aż się kręci razem z niemi śmierć w skocznych lamentach,
+ Aż się wzdryga wnętrznościami przerażony cmentach!
+
+ Aż się w sobie zatraciło błędne tańca koło,
+ Aż się stało po pod ziemią huczno i wesoło!
+
+ Aż zmąciły się rozumy Świdrydze-Midrydze,
+ Jakby wicher je rozhulał na wiatraka śmidze!
+
+ I rozwiała się w ich głowach ta wiedza pomglona,
+ Gdzie jest prawa strona świata, a gdzie lewa strona?
+
+ W jakiej trumnie lewa dziewka, w jakiej prawa leży?
+ I która z nich i do kogo po śmierci należy?
+
+ Tak im w oczach opętanych świat się cały miga,
+ Że nie wiedzą, kto Świdryga, a kto z nich Midryga?
+
+ Jeno ujrzą otchłań śmierci czarną od ogromu:
+ -- „A bądźcie tu, ludzie dobrzy, jak u siebie w domu!
+
+ Jedna trumna dla jednego, dla drugiego -- druga,
+ W jednej wieczność prawem okiem, w drugiej lewem mruga.
+
+ Obłąkani nad przepaścią poklękali wzajem
+ I na klęczkach zatańczyli tuż, tuż nad jej skrajem.
+
+ Tańcowali na czworakach, tańcowali płazem,
+ Tak i nie tak -- i na opak -- razem i nie razem!
+
+ At wichrzeni w mrok dwóch trumien, jak dwa błędne wióry
+ Powpadali w otchłań śmierci nogami do góry!
+
+
+MAK.
+
+ Za chruścianym stanęła witakiem,
+ A boginiak już czyhał za krzakiem, --
+ Pogiął kibić, zagarnął twarz białą
+ I mięśniami pościskał jej ciało!
+ A ty śpiewaj, śpiewulo, --
+ A ty zgaduj, zgadulo!
+ I mięśniami pościskał jej ciało.
+
+ Tchem się swoim do tchu jej przedostał,
+ Dreszczem nagłym dreszczowi jej sprostał,
+ Sponiewierał wargami w ustroniu,
+ Obezdolił pieszczotą na błoniu!
+ A ty śpiewaj, śpiewulo, --
+ A ty zgaduj, zgadulo!
+ Obezdolił pieszczotą na błoniu.
+
+ I wykochał jej nogi i ręce,
+ I wykochał oddechy dziewczęce,
+ I z chichotem odrzucił na siano
+ Tę dziewczynę, przez niego ospaną!
+ A ty śpiewaj, śpiewulo, --
+ A ty zgaduj, zgadulo! --
+ Tę dziewczynę, przez niego ospaną.
+
+ -- „Dokąd pójdę -- na które cmentarze?
+ „Jak się Bogu na oczy pokażę?
+ „Ni mi klęknąć na grzeszne kolano,
+ „Ni przeżegnać się dłonią zbrukaną!
+ A ty śpiewaj, śpiewulo, --
+ A ty zgaduj, zgadulo!
+ „Ni przeżegnać się dłonią zbrukaną.”
+
+ Wspominając jego wargi ssące,
+ Mak czerwony zerwała na łące.
+ Pełna lęku i wstydu i zmazy
+ Przeżegnała się makiem trzy razy!
+ A ty śpiewaj, śpiewulo, --
+ A ty zgaduj, zgadulo!
+ Przeżegnała się makiem trzy razy.
+
+ Rozewrzyjcie na nieba rozstaju
+ Wszystkie wrota do mego wyraju,
+ Bo ja w niebie dziewczynę mieć muszę
+ Tę, co makiem przeżegnała duszę!
+ A ty śpiewaj, śpiewulo,
+ A ty zgaduj, zgadulo!
+ Tę, co makiem przeżegnała duszę.
+
+
+WIŚNIA
+
+ Rosła wiśnia w królewskim ogrodzie,
+ Król ją ujrzał o słońca zachodzie.
+ Ujrzał tajnym zapłonioną żarem
+ I obłąkał swe zmysły jej czarem.
+
+ Ach, nie po to się czerwienię,
+ Żeby gasić twe pragnienie!
+
+ „Jedni wierzą w śpiewające ptaki,
+ Inni w gwiezdne na błękicie znaki,
+ A ja ciebie będę czcił w twej krasie,
+ Wiśnio, wiśnio! Już ku zmierzchom ma się!”
+
+ Ach, nie po to się czerwienię,
+ Żeby gasić twe pragnienie!
+
+ „Uśmierz obłęd, ty -- zorzo zorzysta!
+ Przejrzyj duszę do dna, bo zbyt mglista...
+ W tym ogrodzie dwoje nas, jak dwoje”...
+ I wyciągnął ku niej usta swoje.
+
+ Ach, nie po to się czerwienię,
+ Żeby gasić twe pragnienie!
+
+ I wyciągnął usta w żal zaklęty
+ I skamieniał, szałem ogarnięty,
+ I nie wiedział, że nie dni samotne,
+ Jeno wieki mijają stokrotne.
+
+ Ach, nie po to się czerwienię,
+ Żeby gasić twe pragnienie!
+
+ Ona zdawna przez jego kochanie
+ Nieśmiertelne pozyskała trwanie
+ I, wtulona w nieuwiędłe liście,
+ Płomieniała odtąd wiekuiście.
+
+ Ach, nie po to się czerwienię,
+ Żeby gasić twe pragnienie!
+
+ A on w mgłę się rozcieńczył obladłą,
+ Ciało jego już w nic się rozpadło,
+ Jeno ustom, by mogły całować,
+ Wolno było w ogrodzie wiekować.
+
+ Ach, nie po to się czerwienię,
+ Żeby gasić twe pragnienie!
+
+ I śpiewały te usta do wiśni:
+ „Brak nam oczu. Cóż ślepcom się przyśni?
+ „Lecz, cokolwiek nam sądzono w niebie,
+ „Nie przestaniem należeć do ciebie!”
+
+ Ach, nie po to się czerwienię,
+ Żeby gasić twe pragnienie!
+
+ Tędy właśnie szły dziewczęta młode,
+ Podziwiały ust wiernych urodę:
+ „Usta, usta, rozwarte do picia,
+ „Jaki smutek stał się wam za życia?”
+
+ Ach, nie po to się czerwienię,
+ Żeby gasić twe pragnienie!
+
+ „Mogłybyście nie jednej dziewczynie,
+ „Dać to szczęście, bez którego ginie!
+ „Jakaż niemoc tak strasznie was więzi
+ „Do tej wiśni, co trwa na gałęzi?”
+
+ Ach, nie po to się czerwienię,
+ Żeby gasić twe pragnienie!
+
+
+PIŁA
+
+ Idzie lasem owa zmora, co ma kibić piły,
+ A zębami chłopców nęci i zna czar mogiły.
+
+ Upatrzyła parobczaka na schyłku doliny:
+ -- „Ciebie pragnę, śnie jedyny, -- dyny moje, dyny!
+
+ „Pocałunki dla cię, chłopcze, w ostrą stal uzbroję,
+ „Błysk -- niedobłysk na wybłysku -- oto zęby moje!
+
+ „Oczaruj się tym widokiem, coś go nie widywał,
+ „Ośnij-że się tymi snami, coś ich nie wyśniwał!
+
+ „Połóż głowę na tym chabrze i połóż na maku,
+ „Pokochaj mnie w polnym znoju i w śródleśnym ćmaku!”
+
+ -- „Będę ciebie kochał mocą, z którą się mocuję,
+ „Będę ciebie tak całował, jak nikt nie całuje!
+
+ „Będę gardził dziewczętami, com je miał w swej woli,
+ „Bo z nich każda od miłości łka, jak od niedoli.
+
+ „Chcę się ciałem przymiarkować do nowej pieszczoty,
+ „Chcę się wargą wypurpurzyć dla krwawej ochoty!
+
+ „Chcę dla twojej dla zabawy tak się przeinaczyć,
+ „Abym mógł się na twych zębach dreszczami poznaczyć!”
+
+ Zazgrzytała od rozkoszy, naostrzyła zęby:
+ -- „Idę w miłość, jak chadzałam na leśne wyręby!”
+
+ Zaszumiała po nad nimi ta wierzba złotocha, --
+ Poznał chłopiec, czem w uścisku jest stal, gdy pokocha!
+
+ Całowała go zębami na dwoje, na troje:
+ -- „Hej, nie jedną z ciebie duszę w zaświaty wyroję!”
+
+ Poszarpała go pieszczotą na nierówne części:
+ -- „Niech wam, moje wy drobiażdżki, w śmierci się poszczęści!”
+
+ Rozrzuciła go podzielnie we sprzeczne krainy:
+ -- „Niechaj Bóg was pouzbiera, ludzkie omieciny!”
+
+ Same chciały się uciułać w kształt wielce bywały,
+ Jeno znaleźć siebie w świecie wzajem nie umiały.
+
+ Zaczęło się od mrugania ległych w kurzu powiek, --
+ Niewiadomo, kto w nich mrugał, ale już nie człowiek!
+
+ Głowa, dudniąc, mknie po grobli, szukająca karku,
+ Jak ta dynia, gdy się dłoniom umknie na jarmarku.
+
+ Piersią, sobie przywłaszczoną, jar grabieżczo dyszy,
+ Uchem, wbiegłem na wierzchołek, wierzba coś tam słyszy!
+
+ Oczy, wzajem rozłączone, tleją bez połysku,
+ Jedno brzęczy w pajęczynie, drugie śpi w mrowisku.
+
+ Jedna noga po pod lasem uwija się w tańcu,
+ Druga włóczy się na klęczkach po zbożowym łańcu.
+
+ A ta ręka, co się wzniosła w próżnię po nad drogą,
+ Znakiem krzyża przeżegnała niewiadomo kogo!
+
+
+KRÓLEWNA CZARNYCH WYSP.
+
+ Królewna Czarnych Wysp, podwójną bielą rąk
+ Rozwidniająca zmierzch w miłosnych żądz pośpiechu,
+ Rozdawczyni snów i mąk,
+ Pełna zdrady, pełna grzechu,
+ Całująca własne dłonie,
+ Zanim czar utracą w zgonie,
+ Dziś o północy w ogrodzie,
+ W kwiatach, w rosach, w cieniu, w chłodzie
+ Umarła.
+
+ W przedzgonnej, nagłej męczarni
+ Wiła się po bujnej darni,
+ W snach się wiła wciąż a wciąż,
+ Szalejąc ku nocy jasnej,
+ Aż zwinęła się, jak wąż,
+ Dookoła śmierci własnej.
+ Dzwonią w kościele.
+
+ Zbiegli się kochankowie na gwar dzwonów złoty,
+ Złoty gwar wśród drzewnych cieni,
+ Wszyscy smutni i zdradzeni,
+ Zbłąkani wpośród tęsknoty.
+ --„Smutki nasze -- srebrne taśmy
+ „Wokół bioder królewny!
+ „Pragnienie w śmierci ugaśmy,
+ „Poranek nasz -- niepewny!”
+ Tak to marzeń obyczajem
+ Pozdrowiwszy się nawzajem,
+ Na ramiona krzepkie, dumne
+ Niewesołą wzięli trumnę
+ I ponieśli nawprost słońca
+ W pszczół wyroje, w żal bez końca,
+ W sen o Bogu i o Maju.
+ W nagłą pustkę na rozstaju,
+ W spodziewaną poprzód grozę,
+ W cień cmentarza, po pod brzozę,
+ A, niosąc, wciąż kołysali,
+ A, kołysząc, zamawiali,
+ Żeby miała śmierć słodką.
+
+ Kopiąc wspólnie dół wśród ostu
+ Najpierw w glinie, potem w głazie,
+ Wspominali raz po razie,
+ Że była topoli wzrostu.
+
+ --„Kopmy dół dla smutnej wieści,
+ „Aż się topola pomieści,
+ „I ułużmy do snu ciało
+ „Tak, jakby samochcąc spało.”
+
+ Ułożyli, poprawili
+ Raz i jeszcze, a po chwili
+ Przyglądali się z pobrzeży
+ Czy dość samochcący leży?
+
+ Naówczas gąsiory złote
+ Ujęli po przez tęsknotę
+ I wlewali miód do dołu
+ I kolejno i pospołu,
+ Wlewali go cienką strugą,
+ Ale suto, ale długo.
+ Żeby miała śmierć słodką.
+
+ Potem, lutnie nastroiwszy
+ Do żalnego w śmierć okrzyku,
+ By okazać ból żarliwszy,
+ Stanęli w chóralnym szyku
+ Według głosów, według losów
+ Przeznaczonych od niebiosów,
+ I chóralnie zaśpiewali
+ Pieśni o wszelkiej oddali,
+ O kalinie, która latem
+ Zbłąkała się po za światem,
+ O pośmiertnym w różach znoju
+ I o wiecznym niepokoju,
+ I śpiewali pieśni smutne,
+ I miłosne i okrutne,
+ Księżycowe i słoneczne,
+ I wesołe i taneczne,
+ Żeby miała śmierć słodką.
+
+ A gdy jej dusza, niby kropla z wiosła,
+ Strącona z ziemi -- w ciemność się uniosła,
+ Aniołowie, w locie biegli,
+ Na spotkanie jej wybiegli,
+ Bardzo senni, bardzo biali,
+ Szalejąc w wieczności progach,
+ Zagrobnie ją całowali
+ I po rękach i po nogach,
+ Żeby miała śmierć słodką.
+
+ Miałam ci ja śmierć słodką,
+ Śmierć w kwiatach oniemiałą,
+ Jakbym była lilją białą,
+ Albo stokrotką.
+ Złożyli mię kochankowie
+ W grobie na wznak, jak w alkowie,
+ Nie szczędzili mi w mych mękach
+ Ni ostatniej na sen rady,
+ Ni pieśni, ni miodnych trunków,
+ A na nogach i na rękach
+ Dotąd jeszcze czuję ślady
+ Anielskich pocałunków!
+ Pokój mym cieniom.
+
+
+ZIELONY DZBAN.
+
+ To nie stu rycerzy, lecz sto trupów leży!
+ Nie sto trupów leży, jeno stu rycerzy!
+ A nie dla nich ruczaj dzwoni,
+ A bór szumny od nich stroni,
+ Jeno wicher we sto koni
+ Znikąd ku nim bieży.
+
+ Wybiła godzina -- wiosna się zaczyna,
+ Z chaty poprzez kwiaty wybiega dziewczyna,
+ Dzban zielony, pełen wody,
+ Niesie zmarłym dla ochłody
+ W skwar śmiertelnej niepogody,
+ Co w proch wargi ścina.
+
+ Stopy moje -- bose, skronie -- złotowłose,
+ Kochałam, płakałam, zmarłym wodę niosę,
+ Oczerstwijcie ból wasz słony,
+ Smakiem śmierci podrażniony,
+ Cały ranek w dzban zielony
+ Ciułałam tę rosę.
+
+ Wypić -- wypijemy, lecz nie ożyjemy,
+ Na polu w kąkolu żal się chwieje niemy,
+ A my leżym z ziemią w zmowie
+
+ W tym tu rowie i parowie,
+ Lecz nikt tego nie wypowie,
+ Gdzie my teraz, gdzie my?
+
+ Jedyny dobytek -- ciszy w sobie zbytek
+ I snu podziemnego żmudny bezpożytek.
+ Nim sporządzisz dla nas sanie
+ Na wieczyste zimowanie,
+ Połóż wieniec na kurhanie
+ Z kalinowych witek.
+
+ W waszem zgromadzeniu, w natłoczonym cieniu
+ Jest taki, co maki kładł mi na ramieniu,
+ Niech ze dzbana pije wodę,
+ Niech przypomni lata młode,
+ Gdy raz spojrzał w mą urodę
+ W nagłem zachwyceniu!
+
+ Płyną dni niezłomne, czasy nieprzytomne,
+ Nie wierzę, że leżę trzy lata ogromne!
+ Mak pamiętam purpurowy,
+ Ale twojej, dziewczę, mowy
+ I tej złotej w słońcu głowy
+ Już dziś nie przypomnę!
+
+ Chmurzą się błękity, płacze deszcz obfity,
+ Na trawie w murawie leży dzban rozbity,
+ Dzban rozbity leży, leży,
+ A śpi pod nim stu rycerzy,
+ A wiatr znikąd ku nim bieży,
+ Kurzawą okryty!
+
+
+ŚMIERCIE.
+
+ Chodzą Śmiercie po słonecznej stronie,
+ Trzymający się wzajem za dłonie.
+
+ Którą z naszej wybierzesz gromady,
+ By w cmentarne uprowadzić sady?
+
+ Nie chciał pierwszej, że nazbyt miniasta,
+ Grób, gdy hardy, pokrzywą porasta.
+
+ Nie chciał drugiej, że nadmiernie złota,
+ Nie zna ciszy, kto się tak migota.
+
+ Wybrał trzecią, co, choć bogulicha,
+ Lecz tak cicha, że wszystko nacicha.
+
+ Coś za jedna, że podobasz mi się
+ W swym bożystym na ziemi zarysie?
+
+ Zal mi przeżal ptaka, co odlata,
+ Dla cię umrę z nieżalu do świata.
+
+ Blada jesteś, jak to słońce w zimie, --
+ Kędy dom twój i jak ci na imię?
+
+ Dom mój stoi na ziemi uboczu,
+ A na imię nic nie mam, prócz oczu.
+
+ Nic w tych oczach nie mam, prócz wieczoru,
+ Pewna byłam twojego wyboru.
+
+ Jeden zowąd śmierć sobie wybiera,
+ Ale drugi tą śmiercią umiera.
+
+ Choć wybrałeś, nie wiedząc dla kogo,
+ Zawszeć będę pamiętną i drogą.
+
+ Jestem śmiercią twej matki, co w chacie
+ Uśmiechnięta czeka teraz na cię.
+
+
+STRÓJ.
+
+ Miała w sadzie strój bogaty,
+ Malowany w różne światy,
+ Że, gdy w nim się zapodziała,
+ Nie wędrując -- wędrowała.
+ Strój koloru murawego,
+ A odcienia złocistego, --
+ Murawego -- dla murawy,
+ Złocistego -- dla zabawy.
+
+ Zbiegło się na te dziwy aż stu płanetników,
+ Otoczyli ją kołem, nie szczędząc okrzyków.
+
+ Podawali ją sobie z rąk do rąk, jak czarę:
+ -- „Pójmy duszę tym miodem, co ma oczy kare!”
+
+ Podawali ją sobie z ust do ust na zmiany:
+ -- „Słodko wargą potłoczyć taki krzew różany!”
+
+ Porywali ją naraz w stu pieszczot zawieję:
+ -- „Dziej się w tobie to samo, co i w nas się dzieje.”
+
+ Dwojgiem piersi ust głodnych karmiła secinę:
+ -- „Nikt tak słodko nie ginął, jak ja teraz ginę!”
+
+ Szła pieszczota koleją, dreszcz z dreszczem się mijał,
+ Nim jeden wypił do dna, -- już drugi nadpijał.
+
+ Kto oddawał -- dech chwytał, a kto brał -- dech tracił,
+ A kto czekał za długo -- rozumem przypłacił!
+
+ Sad oszalał i stał się nieznany nikomu,
+ Gdy ona, jeszcze mdlejąc, wróciła do domu.
+
+ Miała w oczach ich zamęt, w piersi -- ich oddechy,
+ I płonęła na twarzy od cudzej uciechy!
+
+ -- „Jakiż wicher warkocze w świat ci rozwieruszył?”
+ -- „Ach, to strzelec -- postrzelec w polu mnie ogłuszył!”
+
+ -- „Co za dreszcz twojem ciałem tak żarliwie miota?”
+ -- „Śniła mi się w śródlesiu burza i pieszczota!”
+
+ Mać ją, płacząc, wyklęła, -- ojciec precz wyrzucił,
+ Siostra łokciem skarciła, a brat się odwrócił.
+
+ A kochanek za progiem z pierścieni ograbił,
+ I nie było nikogo, ktoby jej nie zabił.
+
+ I nie było nikogo, ktoby nie był dumny,
+ Że ją przeżył, gdy poszła wraz z hańbą do trumny.
+
+ Tylko Bóg jej nie zdradził i ślepo w nią wierzył
+ I przez łzy się uśmiechał, że ją w niebie przeżył.
+
+ -- „Ty musisz dla mnie poledz na śmierci wezgłowiu,
+ „A ja muszę dla ciebie trwać na pogotowiu!
+
+ „Ty pójdziesz tą doliną, gdzie ustaje łkanie,
+ „A ja pójdę tą górą na twoje spotkanie.
+
+ „Ty opatrzysz me rany, ja twych pieszczot ciernie,
+ „I będziem odtąd w siebie wierzyli bezmiernie!”
+
+ Miała w trumnie strój bogaty,
+ Malowany w różne światy,
+ Że, gdy w nim się zapodziała,
+ Nie wędrując -- wędrowała.
+ Strój koloru murawego,
+ A odcienia złocistego,
+ Murawego -- dla murawy,
+ Złocistego -- dla zabawy.
+
+
+DĄB.
+
+ Zaszumiało, zawrzało, a to właśnie z dąbrowy
+ Wbiegł na chóry kościelne krzepki upiór dębowy
+ I poburzył organy rąk swych zmorą nie zmorą,
+ Jakby naraz go było wespół z gędźbą kilkoro.
+ Rozwiewała się, trzeszcząc, gałęzista czupryna,
+ I szerzyła się w oczach niewiadoma kraina.
+ A on piersi wszem dudom nastawił po rycersku,
+ A w organy od ściany uderzał po siekiersku!
+
+ Graj-że, graju, graj,
+ Dopomóż ci Maj,
+ Dopomóż ci miech, duda
+ I wszelaka ułuda!
+
+ Bił prawicą na lewo, a lewicą na prawo,
+ Pokrzyżował ryk z jękiem, a lamenty ze wrzawą,
+ Aż z tej dudy -- marudy dobył dłonią sękatą
+ Pieśń od wnętrza zieloną, a po brzegach kwiaciatą.
+ Wyszli święci z obrazów, bo już mają we zwyku,
+ Że się garną śmierciami do śpiewnego okrzyku.
+ I Bóg przybył skądinąd, niebywały w tej porze,
+ Niebywały, lecz cały zasłuchany! O, Boże!
+
+ Graj-że, graju, graj,
+ Dopomóż ci Maj,
+ Dopomóż ci miech, duda
+ I wszelaka ułuda!
+
+ Grał ci drzewne obłędy, sen umarłej zieleni,
+ Rozpacz liści, porwanych wirem zimnych strumieni,
+ I grał marsze żałobne muchomorów, co kroczą
+ Jedną nogą donikąd, kiedy zgon swój zaoczą.
+ I grał o tem, jak mszary jeno milczą a milczą,
+ Jak śmierć leśna śpi nawznak pod jagodą pod wilczą,
+ I jak rosa bez oczu swemi łzami się nęka,
+ I jak drzewo pod ziemią w nagły żal się rozklęka!
+
+ Graj-że, graju, graj,
+ Dopomóż ci Maj,
+ Dopomóż miech, duda
+ I wszelaka ułuda!
+
+ A gdy śpiew mu uderzył durem leśnym do głowy.
+ Grał wszystkiemi jarami wszystkie naraz parowy!
+ Aż ten ołtarz zlękniony, gdzie wyzłota się święci,
+ Chciał już runąć na ziemię, lecz potłumił swe chęci.
+ A on wpodłuż organów, stare miażdżąc im koście,
+ Porozpędzał swe dłonie, jak te nogi po moście,
+ I, rozwiawszy tłum dźwięków po pieśniowym rozłogu,
+ Wygrzmiał z miechów to wszystko, co las myśli o Bogu!
+
+ Graj-że, graju, graj,
+ Dopomóż ci Maj,
+ Dopomóż ci miech, duda
+ I wszelaka ułuda!
+
+ Między Bogiem a grajem znikła inszość i przedział,
+ Skoro Bóg się o sobie snów dębowych dowiedział.
+ -- „Odkąd żyję na świecie, a wszak jestem wieczysty,
+ „Nigdym dotąd nie słyszał takiego organisty!”
+ Grajek znawstwu bożemu na pamiątkę i chwałę
+ Porozbujał pieśń górą w dwa ruczaje niestałe,
+ Rozmurawił ją dołem, aż się kościół zielenił,
+ A cienistym przyśpiewem twarz słuchacza ocienił!
+
+ Graj-że, graju, graj,
+ Dopomóż ci Maj,
+ Dopomóż ci miech, duda
+ I wszelaka ułuda!
+
+ I Bóg słuchał wzruszony, słuchał duszą bezkreśną,
+ A w tej duszy mu było i ruczajno i leśno,
+ I coś jeszcze miarkował i coś dumał na stronie
+ I biegł żywcem do grajka i wyciągał swe dłonie!
+ Święci, wiedząc, co czynią, w nagłej cudom podzięce
+ Poklękali radośnie, wziąwszy siebie za ręce,
+ Bo, odkiedy świat światem, a śmierć jego obrębem,
+ Po raz pierwszy Bóg, płacząc, obejmował się z dębem!
+
+ Graj-że, graju, graj,
+ Dopomóż ci Maj,
+ Dopomóż ci miech, duda
+ I wszelaka ułuda!
+
+
+BALLADA BEZLUDNA.
+
+ Niedostępna ludzkim oczom, że nikt po niej się nie błąka,
+ W swem bezpieczu szmaragdowem rozkwitała w bezmiar łąka,
+ Strumień skrzył się na zieleni nieustannie zmienną łatą,
+ A gwoździki z poza trawy wykrapiały się wiśniato.
+ Świerszcz, od rosy napęczniały, ciemnił pysk nadmiarem śliny,
+ I dmuchawiec kroplą mlecza błyskał w zadrach swej łęciny,
+ A dech łąki wrzał od wrzawy, wrzał i żywcem w słońce dyszał.
+ I nie było tu nikogo, ktoby widział, ktoby słyszał.
+
+ Gdzież me piersi, Czerwcami gorące?
+ Czemuż niema ust moich na łące?
+ Rwać mi kwiaty rękami obiema!
+ Czemuż rąk mych tam na kwiatach niema?
+
+ Zabóstwiło się cudacznie pod blekotem na uboczu,
+ A to jakaś mgła dziewczęca chciała dostać warg i oczu,
+ I czuć było, jak boleśnie chce się stworzyć, chce się wcielić,
+ Raz warkoczem się zazłocić, raz piersiami się zabielić, --
+ I czuć było, jak się zmaga zdyszanego męką łona,
+ Aż na wieki sił jej zbrakło -- i spoczęła niezjawiona!
+ Jeno miejsce, gdzie być mogła, jeszcze trwało i szumiało,
+ Próżne miejsce na tę duszę, wonne miejsce na to ciało.
+
+ Gdzież me piersi, Czerwcami gorące?
+ Czemuż niema ust moich na łące?
+ Rwać mi kwiaty rękami obiema!
+ Czemuż rąk mych tam na kwiatach niema?
+
+ Przywabione obcym szmerem, wszystkie zioła i owady
+ Wrzawnie zbiegły się w to miejsce, niebywałe węsząc ślady,
+ Pająk w nicość sieć nastawił, by pochwycić cień jej cienia,
+ Bąk otrąbił uroczystość spełnionego nieistnienia.
+ Żuki grały jej potrupne, świerszcze -- pieśni powitalne,
+ Kwiaty wiły się we wieńce, ach, we wieńce pożegnalne!
+ Wszyscy byli w owem miejscu na słonecznym, na obrzędzie,
+ Prócz tej jednej, co być mogła, a nie była i nie będzie!
+
+ Gdzież me piersi, Czerwcami gorące?
+ Czemuż niema ust moich na łące?
+ Rwać mi kwiaty rękami obiema!
+ Czemuż rąk mych tam na kwiatach niema!
+
+
+
+
+III
+
+W MALINOWYM CHRÓŚNIAKU
+
+
+***
+
+ W malinowym chróśniaku, przed ciekawych wzrokiem
+ Zapodziani po głowy, przez długie godziny
+ Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny.
+ Palce miałaś naoślep skrwawione ich sokiem.
+
+ Bąk złośnik huczał basem, jakby straszył kwiaty,
+ Rdzawe guzy na słońcu wygrzewał liść chory,
+ Złachmaniałych pajęczyn skrzyły się wisiory,
+ I szedł tyłem na grzbiecie jakiś żuk kosmaty.
+
+ Duszno było od malin, któreś, szepcząc, rwała,
+ A szept nasz tylko wówczas nacichał w ich woni,
+ Gdym wargami wygarniał z podanej mi dłoni
+ Owoce, przepojone wonią twego ciała.
+
+ I stały się maliny narzędziem pieszczoty
+ Tej pierwszej, tej zdziwionej, która w całem niebie
+ Nie zna innych upojeń, oprócz samej siebie,
+ I chce się wciąż powtarzać dla własnej dziwoty.
+
+ I nie wiem, jak się stało, w którem okamgnieniu,
+ Żeś dotknęła mi wargą spoconego czoła,
+ Porwałem twoje dłonie -- oddałaś w skupieniu,
+ A chróśniak malinowy trwał wciąż dookoła.
+
+
+***
+
+ Śledzą nas... Okradają z ścieżek i ustroni,
+ Z trudem przez nas wykrytych. Gniew nas w słońcu pała!
+ Śpieszno nam do łez szczęścia, do tchów naszych woni,
+ Chcemy pieszczot próbować, poznawać swe ciała.
+
+ Więc naprzekór przeszkodom źrenicą bezradną
+ Chłoniemy się nawzajem, niby dwa bezdroża,
+ A, gdy powiek znużonych kotary opadną,
+ Czujemy, żeśmy wyszli z uścisków i z łoża.
+
+ Nikt tak nigdy nie patrzał, nie bywał tak blady,
+ I nikt do dna rozkoszy ciałem tak nie dotarł,
+ I nie nurzał swych pieszczot bezdomnej gromady
+ W takiem łożu, pod strażą takich czujnych kotar!
+
+
+***
+
+ Taka cisza w ogrodzie, że się jej nie oprze
+ Żaden szelest, co chętnie taje w niej i ginie.
+ Czerwieniata wiewiórka skacze po sośninie,
+ Żółty motyl się chwieje na złotawym koprze.
+
+ Z własnej woli, ze śpiewnym u celu łoskotem
+ Z jabłoni na murawę spada jabłko białe,
+ Łamiąc w drodze kolejno gałęzie spróchniałe,
+ Co w ślad za niem -- spóźnione -- opadają potem.
+
+ Chwytasz owoc, zanurzasz w nim zęby na zwiady
+ I podajesz mym ustom z miłosnym pośpiechem,
+ A ja gryzę i chłonę twoich zębów ślady,
+ Zębów, które niezwłocznie odsłaniasz ze śmiechem.
+
+
+***
+
+ Hasło nasze ma dla nas swe dzieje tajemne:
+ Lampa, gdy noc już zdąży świat mrokiem owionąć,
+ Winna zgasnąć w tej szybie, a w tamtej zapłonąć.
+ Na znak ten oddech tracę. Już schody są ciemne.
+
+ Czekasz z dłonią na klamce i, gdy drzwi otwiera,
+ Tulę tę dłoń, co jeszcze ma chłód klamki w sobie,
+ A ty wzamian przyciskasz moje ręce obie
+ Do serca, które zawsze u drzwi obumiera.
+
+ Wchodzę ciszkiem, jakgdyby krok każdy knuł zbrodnię,
+ Między sprzęty, co dla mnie są sprzętami czarów.
+ Sama ścielesz swe łóżko według swych zamiarów,
+ By szczęściu i pieszczotom było w niem wygodnie.
+
+ I zazwyczaj dopóty milczymy oboje,
+ Dopóki nie dopełnisz podjętego trudu.
+ Ileż w dłoniach twych pieczy, miłości i cudu!
+ Kocham je, kocham za to, że piękne, że twoje.
+
+
+***
+
+ Zazdrość moja bezsilnie po łożu się miota:
+ Kto całował twe piersi, jak ja, pokryjomu?
+ Czy jest wśród twoich pieszczot choć jedna pieszczota,
+ Której, prócz mnie, nie dałaś nigdy i nikomu?
+
+ Gniewu mego łza twoja wówczas nie ostudzi!
+ Poniżam dumę ciała i uczuć przepychy,
+ A ty mi odpowiadasz, żem marny i lichy,
+ Podobny do tysiąca obrzydłych ci ludzi.
+
+ I wymykasz się naga. W przyległym pokoju
+ We własnem się po chwili zaprzepaszczasz łkaniu,
+ I wiem, że na skleconem bezładnie posłaniu
+ Leżysz, jak topielica na twardem dnie zdroju.
+
+ Biegnę tam. Łkania milkną. Cisza, niby w grobie.
+ Zwinięta, nakształt węża, z bólu i rozpaczy
+ Nie dajesz znaku życia -- jeno konasz raczej,
+ Aż znienacka za dłoń mię pociągasz ku sobie.
+
+ Jakże łzami przemokłą, znużoną po walce
+ Dźwigam z nurtów pościeli w ramiona obłędne!
+ A nóg twych rozemknione pieszczotami palce
+ Jakże drogie mym ustom i jakże niezbędne!
+
+
+***
+
+ Z dłońmi tak splecionemi, jakbyś, klęcząc, spała,
+ W niedostępne mym oczom wpatrzona widzenie,
+ Płaczesz przez sen i wstrząsem wylękłego ciała
+ Błagasz o nagłą pomoc, o rychłe zbawienie.
+
+ Jeszcze płaczu niesytą do piersi cię tulę
+ A ty goisz się we mnie, niby lgnąca rana,
+ A ja płacz twój całuję, biodra i kolana
+ I ramię i zsuniętą z ramienia koszulę.
+
+ Lecz, karmiony ust twoich spłakanym oddechem,
+ Nie pytam o treść widzeń. Dopiero z porania
+ Zadaję ciemna nocą tłumione pytania.
+ Odpowiadasz bezładnie -- ja słucham z uśmiechem.
+
+
+***
+
+ Wyszło z boru ślepawe, zjesieniałe zmrocze,
+ Spłodzone samo przez się w sennej bezzadumie.
+ Nieoswojone z niebem patrzy w podobłocze
+ I węszy świat, którego nie zna, nie rozumie.
+
+ Swem cielskiem kostropatem kąpie się w kałuży,
+ Co nęci, jak ożywczych jadów pełna misa,
+ Czołgliwemi mackami krew z kwiatów wysysa
+ I ciekliną swych mętów po ziemi się smuży.
+
+ Zwierzę, co trwać nie zdoła zbyt długo na świecie,
+ Bo wszystko wokół tchnieniem zatruwa i gasi,
+ Lecz, gdy ty białą dłonią głaszczesz je po grzbiecie,
+ Ono, mrucząc, do stóp twych korzy się i łasi.
+
+
+***
+
+ Czasami mojej ślepej posłuszny ochocie
+ Pragnę w tobie mieć czujną na byle skinienie
+ Sługę, co pieszczotami gasi me pragnienie,
+ A ty jesteś tak zmyślna i zwinna w pieszczocie!
+
+ Gdy twój warkocz, jak w słońcu wybujałe ziele,
+ Tchem rozwartych ogrodów mą duszę owionie,
+ Głowę twą, niby puhar, ujmuję w swe dłonie
+ I wargami w ślad dreszczu prowadzę po ciele.
+
+ I raduję się, śledząc tę wargę, jak zmierza
+ Do mej piersi kosmatej, widnej w niedomroczu,
+ W której marzę pierś w lesie ryczącego zwierza
+ I staram się, gdy pieścisz, nie tracić go z oczu.
+
+
+***
+
+ Ty pierwej mgły dosięgasz, ja za tobą w ślady
+ Zdążam, by się w tym samym zaprzepaścić lesie,
+ I, tropiąc twoją bladość, sam się staję blady,
+ I, zdybawszy twój bezkres, sam ginę w bezkresie.
+
+ A potem wzieram w oczy, by zgadnąć, czy dość ci
+ Omdlenia, co się nogom udziela, jak szczęście,
+ I twe dłonie, jak w pąki, mnę w zdrobniałe pięście,
+ By się w nich docałować twych chrząstek i kości.
+
+ A one wypukleją na dłoni przegibie,
+ Niby pestki owoców, zróżowionych znojem,
+ I nieśmiałym do ust mych garną się wyrojem,
+ Zatajone w swej ciepłej od pieszczot siedzibie.
+
+ Ich dotyk budzi wzruszeń zaniedbanych krocie,
+ A ty, tuląc je w warg mych rozrzewnioną ciszę,
+ Dziecinniejesz w uścisku, malejesz w pieszczocie,
+ Chwila -- a już cię do snu z lat dawnych kołyszę.
+
+
+***
+
+ Zazdrośnicy daremnie chcą pochlebić pierwsi
+ Czarom, skrytym w twem ciele z moją o nich wiedzą!
+ Oczy, co się rzęsami nie tknęły twych piersi,
+ Czyliż pustym domysłem te czary wyśledzą?
+ Czyliż pustym domysłem te czary wyśledzą?
+
+ Kto w chwili pocałunków nie zagrzał swej dłoni
+ Na twych bioder nawrzałej żądzą przegięcinie,
+ Nie potrafi określić upojeń tej woni,
+ Co z ciebie, jako z róży, snem potartej, płynie.
+
+ Kto ustami w nóg twoich nie wdumał się dreszcze,
+ Nigdy dość nie wysłowi twych oczu omdlenia,
+ A choćby je dzień cały badał bez wytchnienia,
+ Nie wypatrzy z nich tego, co ja z nich wypieszczę!
+
+
+***
+
+ Zmienionaż po rozłące? O, nie, niezmieniona!
+ Lecz jakiś kwiat z twych włosów zbiegł do stóp ołtarzy,
+ A, choć brak tego zbiega nie skalał twej twarzy,
+ Serce me w tajemnicy przed twem sercem kona...
+
+ Dusza twoja śmie marzyć, że, w gwiezdne zamiecie
+ Wdumana, będzie trwała raz jeszcze i jeszcze, --
+ Lecz ciało? Któż pomyśli o niem we wszechświecie,
+ Prócz mnie, co tak w nie wierzę i kocham i pieszczę?
+
+ I gdy ty, szepcząc słowa, w ust zrodzone znoju,
+ Dajesz pieszczotom ujście w tym szepcie, co pała,
+ Ja, zamilkły wargami u piersi twych zdroju,
+ Modlę się o twojego nieśmiertelność ciała.
+
+
+
+
+IV
+
+WSPOMNIENIE
+
+
+WSPOMNIENIE.
+
+ Lubię wspominać te dziecięce lata,
+ Gdym, zaniedbując całą resztę świata,
+ W znajome pole szedł razem z pastuchem
+ Krów, co bezładnym swych rapci rozruchem
+ Niską przed nami nieciły kurzawę,
+ Ściągając na się wybiegły nad trawę
+ Deszcz much zielonych i złotych i owych
+ Samotnie skrzących, ciemno-purpurowych,
+ Co, dogadzając przemyślnemu skrzydłu,
+ Wpadają nagle w samo ślepie bydłu,
+ Zapatrzonemu w dal, jak w swą oborę.
+
+ Zawszem widywał po drodze brzóz korę
+ W brunatne pręgi i te same cienie
+ Lip na murawie i żółtych motyli
+ Nagłe w powietrzu skrzydeł rozdwojenie
+ I nagły w trawę zlot, gdy do badyli
+ Nóg się czepliwych przytwierdzają schwytem, --
+ I przykucnięte nad stawu błękitem
+ Kaczki, co, naszą zaoczywszy trzodę,
+ Niezgrabnie, piersią zsuwały się w wodę, --
+ I tłumy wróbli, co z głuchym łoskotem
+ Sfruwały z płotu, aby tuż pod płotem
+ W długi się szereg rozsypać na trawie.
+
+ I widywałem wszystko i nic prawie,
+ Na niewidziane znając drogę całą,
+ Bo odbywałem ją zarówno w sobie,
+ Jak po za sobą. Dziś wierzę, iż w grobie,
+ Gdy z mymi snami sam na sam zostanę,
+ Znów ją odbędę, znów na niewidziane,
+ W tem samem słońcu, jak we śnie przystało.
+
+ Szliśmy więc dalej, brnąc w słonecznem złocie
+ I ocierając zerwanym w przelocie
+ Łopuchem mokre, przepocone czoło.
+ A gdyśmy wreszcie tłumnie i wesoło,
+ Olśnieni ciszą i połyskiem trawy,
+ Na otworzyste wkroczyli pastwisko,
+ Wnet, rozniecone dla własnej zabawy,
+ Bezpożyteczne napozór ognisko,
+ Co niewidzialnym pod słońce płomieniem
+ Drgało, za każdem widoczniejąc drgnieniem,
+ Kładłem żołędzie i wiśniowe liście,
+ Ażeby, skwiercząc, dymiło się wonniej.
+
+ O, jakże kwiatom bywało przejrzyście
+ W mych oczach, gdzie się odbiły przestronniej,
+ Niźli w tej wodzie, co ciekła strumykiem
+ Przez nasze palce, gdyśmy w niej maczali
+ Chleb, w kostki tępym krajany kozikiem!
+ Tak spożywałem go: ze wzrokiem w dali,
+ Jakby na zawsze, utkwionym, -- odruchem
+ Warg swych zajęty, wsłuchany półuchem
+ W chrapliwe, senne i parne oddechy
+ Krów, co mozolnie przeżuwały zioła,
+ Tej ociężałej doznając uciechy,
+ Która im każe nie patrzeć dokoła
+ W nic, jeno przed się znieruchomić pyski,
+ Ociekłe śliną i pachnące mlekiem.
+
+ A taka cisza na ten czar pobliski
+ Szła zdala, jakby wiek mijał za wiekiem,
+ Nie czyniąc zmiany, nie tykając wcale
+ Pilnie ku słońcu roziskrzonych kwiatów,
+ Ani świegotu skowronka w upale
+ Południejących nieustannie światów,
+ Na których błękit wsparł się mimochodem.
+ Naówczas wpodłuż kładłem się na trawie,
+ Ażeby badać skrycie i ciekawie
+ Znajomą łąkę, oglądaną spodem,
+ Co, rozumiejąc, czem jest taka chwila,
+ Sama przede mną swą gęstwę rozluźnia,
+ By mi ukazać, jak się cień motyla
+ Tuż za skrzydłami po kwiatach opóźnia,
+ I jak bąk w futro odziany tygrysie
+ Na złotym jaskrze, olbrzymiejąc, skrzy się,
+ Coraz to z innej zachodząc go strony, --
+ I jak przez maku czerniawą purpurę
+ Żuk, w wonnem wnętrzu chytrze zatajony,
+ Prześwieca plamą ruchliwą i ciemną, --
+ Jak chwiejna żaba, wznosząc ślepie bure
+ W żółtej obwódce ku niebu, woń ziemną
+ Pochłania krótkim a szybkim oddechem,
+ Co jej podgardle w miech wzdyma białawy,
+ A pysk pozornym koślawi uśmiechem,
+ Jak boża krówka na kończynie trawy
+ Z trudem swe skrzydła ku słońcu wyzwala,
+ Rozpoławiając sztywnego korala
+ Pancerz, zbyt mocno na karku zemknięty, --
+ Jak na włochatym, szorstkim liściu mięty,
+ Wzdłuż rubinami wysadzana szczelnie,
+ Lśni gąsienica, wspinając się dzielnie
+ Na tylnych łapkach, i dalszy kierunek
+ Węszy swym pyskiem, z którego wycieka
+ Płyn bursztynowy, jarząc się zdaleka, --
+ I jak wypełzły skądciś na rabunek,
+ Pod kaszką, niby pod strzechą ze srebra,
+ Wisi w powietrzu, chwiejąc się na strony,
+ Pająk brzuchaty, nawskroś prześwietlony,
+ Żem widział zlekka zaznaczone żebra,
+ Niby misternie przeplatane cienie.
+ A pod tych istnień zgiełkiem i natłokiem
+ Czułem pierś ziemi i jej roztętnienie
+ Pod moją piersią, zdławioną urokiem.
+
+ I zdało mi się, że na sny radosne
+ Lęgnę się w słońcu wraz z tłumem owadów,
+ Dziw pierworodny, co z podziemnych sadów
+ Wypełznął, węsząc żer oczom na wiosnę!
+ I zdało mi się, że wokół i wszędzie
+ Z głową tak samo, jak moja, upalną,
+ Leżą w tym samym co i ja, obłędzie,
+ Czynne w milczeniu tęsknotą chóralną,
+ Snem jednoczesnym objęte istoty,
+ Ukryte w trawie aż po czub swój złoty,
+ Olbrzymie, cudne, miłosne, złowieszcze,
+ Co, zgodnie dysząc, w łąkę patrzą chórem
+ I widzą twarz mą niewiadomo w którem
+ Królestwie istnień, nieznaną im jeszcze,
+ Lecz do ich twarzy podobną z brzemienia
+ Słońca na oczach, pełnych zapatrzenia.
+ I po przez kwiaty rozmyślałem w trawie,
+ Czyli je spotkam tam -- w świecie na jawie,
+ Kiedy przybiorą kształt ludzki i lice,
+ Aby zachować naszą tajemnicę...
+ I czy tych braci, co dzisiaj pokotem
+ Mój sen zalegli, jako płaz przy płazie,
+ Gdzieś poza łąką spotkanych przelotem
+ Poznam po oczu odmiennym wyrazie?
+
+
+
+
+V
+
+PIEŚNI KALEKUJĄCE
+
+
+ZALOTY
+
+ Nędzarz bez nóg, do wózka na żmudne rozpędy
+ Przytwierdzony, jak zielsko do ruchomej grzędy,
+ Zgroza bladych przechodniów i ulic zakała,
+ Obsługując starannie brzemię swego ciała,
+ Kręci korbę, jakgdyby na lirze w czas słoty
+ Wygrywał swoje skoczne ku niebu turkoty, --
+ I nad brzegiem urwistym tęczowych rynsztoków
+ Toczy się wraz z odbiciem zmydlonych obłoków,
+ Toczy się bałamutnie do dziewki z podwórza,
+ Do przystani stóp bosych -- i ducha wynurza
+ Z łachmanów i wyciąga paździory swych dłoni
+ Ku jej zębom śnieżystym i tak mówi do niej:
+ -- „Kocham strzęp twojej błotem zbryzganej spódnicy
+ Kocham głośny twój oddech! Na całej ulicy
+ Ty jedynie mym ustom bywasz tak potrzebna!
+ Wiem, że moja tęsknota, niby szkapa źrebna,
+ Wlekąc mię, wyda na świat płód nowych udręczeń.
+ W tem mój tryumf, że jestem niestrudzony klęczeń
+ Twej krasy! Kochaj-że mnie! Nuże do pieszczoty!
+ Potwór błaga cię o nią! Przyjm moje zaloty!
+ Wnijdź naga i bezwstydna w mej nędzy bezdomność
+ I tak pieść, by wargami pożreć mą ułomność!”
+
+ Ona mu się broni,
+ A on mówi do niej:
+ -- „Wszak musi ktoś pokochać to, co już się stało, --
+ I ten wózek męczeński i korbę zbolałą,
+ I żądzę w resztkach cielska, jak w zgliszczach, poczętą,
+ I ten ochłap człowieka, co chce być przynętą!
+ Odsłoń czar w mej brzydocie! Znijdź z wyżyn do karła!
+ Bądź posłuszna mym dłoniom, jak ślepa lub zmarła!
+ Zdołam być nieodparty, jako grzech i zguba,
+ I potrafię wysiłkiem zmyślnego kadłuba
+ Zdobyć się na pieszczoty słodkie, jak czereśnie,
+ Których dotąd nikt nigdy nie oglądał we śnie!”
+
+ Ona mu się broni,
+ A on mówi do niej:
+ -- „Małoż ci pół człowieka, by stał się twym skarbem?
+ Chcę być drogą ci raną, wiernym tobie garbem!
+ Czyż próżni, którą nóg mych nieobecność tworzy,
+ Nie zapełni ból, miłość, ni jęk mych bezdroży?
+ Śmiech mię bierze! O, gdybym ziemię nieobjętą
+ Mógł uderzyć raz w życiu zdrową, silną piętą
+ I widzieć, jak zdeptana pod stopą wygląda!
+ Śpieszno mi w nieskończoność! Wiem, że mnie pożąda
+ I bez wstrętu spożyje me łachy i żale.
+ Są gdzieś dłonie mi chętne i usta -- korale,
+ Co od głów się przesuną w pieszczocie ochoczej
+ Aż do stóp, których niema! Niech wóz się potoczy
+ Na przełaj -- tam, gdzie właśnie ode mnie zdaleka
+ Ktokolwiek, zwierz lub robak, na mą miłość czeka!”
+
+ Ona mu się broni,
+ A on w zaświat stroni,
+ Ona go swoim czarem do bólu zachęca,
+ A on patrzy, nie patrząc, i korbę pokręca
+ I odjeżdża -- odjeżdża -- gdziekolwiek -- pośpiesznie,
+ Turkocząc i furkocząc niezgrabnie i śmiesznie,
+ Odjeżdża, kalekując, w poszukiwań znoje,
+ W kraje przygód miłosnych, w wieczne niepokoje.
+
+
+SZEWCZYK.
+
+ W mgłach daleczeje sierp księżyca.
+ Zatkwiony ostrzem w czub komina,
+ Latarnia się na palcach wspina
+ W mrok, gdzie już kończy się ulica.
+ Obłędny szewczyk -- kuternoga
+ Szyje, wpatrzony w zmór odmęty,
+ Buty na miarę stopy Boga,
+ Co mu na imię -- Nieobjęty!
+
+ Błogosławiony trud,
+ Z którego twórczej mocy
+ Powstaje taki but
+ Wśród takiej srebrnej nocy!
+
+ Boże obłoków, Boże rosy,
+ Naści z mej dłoni dar obfity,
+ Abyś nie chadzał w niebie bosy
+ I stóp nie ranił o błękity!
+ Niech duchy, paląc gwiazd pochodnie,
+ Powiedzą kiedyś w chmur powodzi,
+ Że tam, gdzie na świat szewc przychodzi,
+ Bóg przyobuty bywa godnie!
+
+ Błogosławiony trud,
+ Z którego twórczej mocy
+ Powstaje taki but
+ Wśród takiej srebrnej nocy!
+
+ Dałeś mi, Boże, kęs istnienia,
+ Co mi na całą starczy drogę, --
+ Przebacz, że wpośród nędzy cienia
+ Nic ci, prócz butów, dać nie mogę.
+ W szyciu nic niema, oprócz szycia,
+ Więc szyjmy, póki starczy siły!
+ W życiu nic niema, oprócz życia,
+ Więc żyjmy aż po kres mogiły!
+
+ Błogosławiony trud,
+ Z którego twórczej mocy
+ Powstaje taki but
+ Wśród takiej srebrnej nocy!
+
+
+GARBUS.
+
+ Mrze garbus dosyć korzystnie:
+ W pogodę i w babie lato.
+ Garbaty żywot miał istnie,
+ I śmierć ma istnie garbatą.
+
+ Mrze w drodze, w mgieł upowiciu
+ Jakby baśń trudną rozstrzygał,
+ A nic nie robił w tem życiu,
+ Jeno garb dźwigał i dźwigał.
+
+ Tym garbem żebrał i tańczył,
+ Tym garbem dumał i roił,
+ Do snu na plecach go niańczył,
+ Krwią własną karmił i poił.
+
+ A teraz śmierć sobie skarbi,
+ W jej mrok wydłużył już szyję,
+ Jeno garb jeszcze się garbi,
+ Pokątnie żyje i tyje.
+
+ Przeżył swojego wielbłąda
+ O równą swej tuszy chwilę,
+ Nieboszczyk ciemność ogląda,
+ A on -- te w słońcu motyle.
+
+ I do zmarłego dźwigacza
+ Powiada, grożąc swą kłodą:
+ -- „Co ten twój upór oznacza,
+ „Żeś wpoprzek legł mi przegrodą?
+
+ „Czyś w mgle potracił kolana?
+ „Czyś snem pomiażdżył swe nogi?
+ „Po coś mię brał na barana,
+ „By zgubić drogę w pół drogi?
+
+ „Czemuś łbem utkwił na cieniu?
+ „Z trudem w twych barach się mieszczę!
+ „Ciekawym, wieczysty leniu.
+ „Dokąd poniesiesz mnie jeszcze?”
+
+
+RĘKA.
+
+ Podczas, gdy ciało w mękach żebraczego postu
+ Kurczyło się, jak ochłap wyschłego moczaru,
+ Ręka ma w samowolnym obłędzie rozrostu
+ Wszerz i wzwyż potworniała od żądzy bezmiaru.
+ Wypaczona od skwarów i pusta, jak dzieża,
+ Miażdżąc stawów hamulce, rosła mi i rosła,
+ Czując radość zawczasu ciosanego wiosła,
+ Co już w samym zapłodku śni morskie bezbrzeża!
+
+ Ręko, nadmierna Ręko,
+ W pięść modlitewną się złóż!
+ Męko, nadmierna Męko,
+ Zmalej i skurcz się i znuż!
+
+ My, co mamy dłoń większą nad zamiar człowieka,
+ Pośpieszniej się od niego lub od niej oddalmy!
+ Jakże znikąd przyszliśmy i jakże zdaleka,
+ Że dłoń nasza w świat rzuca nieludzki cień palmy!
+ Sen unika jej w nocy, ptak płoszy się we dnie,
+ Pierś dziewczęca nie spocznie w jej chwytnej ustroni!
+ Przechodzień na jej widok wzdraga się i blednie,
+ Bo nie starczy jałmużny dla tak wielkiej dłoni!
+
+ Ręko, nadmierna Ręko,
+ W pięść modlitewną się złóż!
+ Męko, nadmierna Męko,
+ Zmalej i skurcz się i znuż!
+
+ Przekroczyła mych kości zbolałe granice,
+ Przerosła moją duszę, sumienie i łoże,
+ I lękam się, że skoro ukryję w niej lice,
+ Nigdy już ich na światy nie wyłonię boże!
+ A gdy nią się przeżegnam -- przesadny znak krzyża,
+ Obłąkany rozpędem zbytniego ogromu,
+ Źdźbłem zaledwo się garnie do mego pobliża,
+ A resztą -- pierzcha w mroki, nieznane nikomu!
+
+ Ręko, nadmierna Ręko,
+ W pięść modlitewną się złóż!
+ Męko, nadmierna Męko,
+ Zmalej i skurcz się i znuż!
+
+
+ŻOŁNIERZ.
+
+ Wrócił żołnierz na wiosnę z wojennej wyprawy,
+ Ale bardzo niemrawy i bardzo koślawy.
+
+ Kula go tak schłostała po nogach i bokach,
+ Że nie mógł iść inaczej, jak tylko w poskokach.
+
+ Stał się smutku wesołkiem, skoczkiem swej niedoli.
+ Śmieszył ludzi tym bólem, co, tak skacząc, boli.
+
+ Śmieszył skargi hołubcem i żalu wyrwasem
+ I żmudnego cierpienia nagłym wywijasem.
+
+ Zwlókł się do swej chałupy: -- „Idź precz popod płoty,
+ „Niepotrzebny nam skoczek w polu do roboty!”
+
+ Pobiegł do swego kuma, co w kościele dzwonił,
+ Lecz ten nie chciał go poznać i kijem postronił.
+
+ Podreptał do kochanki, a ta się zaśmiała
+ Ramionami, biodrami, wszystką mocą ciała!
+
+ -- „Z takim w łożu drygałą mam tańczyć do śmierci?
+ „Ciała ledwo ćwierć miary, a skoków -- trzy ćwierci!
+
+ „Ani myślę ci dotrwać w takim niedopląsie!
+ „Ani myślę wargami sypiać na twym wąsie!
+
+ „Zanadtoś mi wyskoczny do nieba na przełaj!
+ „Idź-że sobie gdziekolwiek i nie klnij i nie łaj!”
+
+ Więc poszedł do figury, co stała przy drodze:
+ -- „Chryste, nawskroś sosnowy, a zamyśl się srodze!
+
+ „Nie wiem, czyja cię ręka ciosała wyśmiewna,
+ „Lecz to wiem, że skąpiła urody i drewna.
+
+ „Masz kalekie kolana i kalekie nogi,
+ „Pewno skaczesz, miast chodzić, unikając drogi?
+
+ „Taki z ciebie chudzina, takie nic z obłoków,
+ „Że mi będziesz dobranym towarzyszem skoków.”
+
+ Chrystus, słysząc te słowa, zsunął się na ziemię,
+ Ów, co Boga wyciosał, bity bywał w ciemię!
+
+ Obie ręce miał lewe, obie nogi -- prawe,
+ Sosnowemi stopami podziurawił trawę.
+
+ „Marna ze mnie sośnina, lecz piechur nie marny,
+ „Przejdę wieczność piechtami, chociażem niezdarny.
+
+ „Pójdziemy nierozłącznie, bo wspólna nam droga,
+ „Będzie nieco człowieka, będzie nieco Boga.
+
+ „Podzielimy się męką -- podzielnać jest męka! --
+ „Wszak ta sama nas ludzka skoślawiła ręka.
+
+ „Tobie trocha śmieszności, mnie śmieszności trocha,
+ „Kto się pierwszy zaśmieje -- ten pierwszy pokocha.
+
+ „Ty podeprzesz mię ciałem, ja ciebie sośniną,
+ „A co ma się nam zdarzyć, niech się zdarzy ino!”
+
+ I wzięli się za ręce i poszli niezwłocznie,
+ Wadząc nogą o nogę śmiesznie i poskocznie.
+
+ I szli godzin wieczystych niewiadomo ile,
+ Gdzież bo owe zegary, co wybrzmią te chwile?
+
+ Mijały dnie i noce, którym mijać chce się,
+ I mijało bezpole, bezkrzewie, bezlesie.
+
+ I nastała wichura i ciemność bez końca
+ I straszna nieobecność wszelakiego słońca.
+
+ Kto tam z nocy na północ w burzę i zawieję
+ Tak bardzo człowieczeje i tak bożyścieje?
+
+ To dwa boże kulawce, dwa rzewne cudaki
+ Kuleją byle jako w świat nie byle jaki!
+
+ Jeden idzie w weselu, drugi w bezżałobie,
+ A obydwaj nawzajem zakochani w sobie.
+
+ Kulał Bóg, kulał człowiek, a żaden -- za mało,
+ Nikt się nigdy nie dowie, co w nich tak kulało?
+
+ Skakali jako trzeba i jako nie trzeba,
+ Aż wreszcie doskoczyli do samego nieba!
+
+
+
+
+VI
+
+TRZY RÓŻE
+
+
+TRZY RÓŻE.
+
+ W sąsiedniej studni rdzawi się szczęk wiadra.
+ W ogrodzie cisza. Na kwiatach śpią skwary,
+ Z poza zieleni szarzeje płot stary.
+ Skrzy się ku słońcu sęk w płocie i zadra,
+ O wodę z pluskiem uderzył spód wiadra.
+
+ Spójrzmy przez liście na obłoki w niebie
+ I na promieni po gałęziach załom,
+ Zbliżmy swe dusze i pozwólmy ciałom
+ Być tem, czem wzajem pragną być dla siebie!
+ Spójrzmy przez liście na obłoki w niebie.
+
+ Woń róż, śpiew ptaków i dwie dusze znojne,
+ I dwa te ciała, ukryte w zieleni,
+ I ten ład słońca wśród bezładu cieni,
+ I najście ciszy nagłe, niespokojne,
+ Woń róż, śpiew ptaków i dwie dusze znojne.
+
+ A jeśli jeszcze, prócz duszy i ciała,
+ Jest w tym ogrodzie jakaś róża trzecia,
+ Której purpura przetrwa snów stulecia,
+ To wszakże ona też nam w piersi pała --
+ Ta róża trzecia, prócz duszy i ciała!
+
+
+ROK NIEISTNIENIA.
+
+ Nadchodzi rok nieistnienia, nadchodzi straszne bezkwiecie,
+ W tym roku wszystkie dziewczęta wyginą, niby motyle.
+ Ja pierwsza blednę samochcąc i umrzeć muszę za chwilę --
+ I już umieram -- o, spojrzyj! -- i już mnie niema na świecie!
+
+ Ucz się pożądać mej śmierci, ponętne pieścić nietrwanie,
+ Całować mrzonkę, co dla cię kształt ust czerwonych przybiera.
+ I wierzyć w radość mych cieni i w oczu mych obcowanie:
+ Nie widzi, jeno obcuje ten, co naprawdę umiera.
+
+ Uczył się kochać umarłą, pieścił dłoń, której nie było,
+ Całował oczy zamknięte, każdą powiekę z osobna,
+ Porozumiewał się z piersią, jak z pełną pieszczot mogiłą, --
+ Ale nie wiedział, co czuła, bo nazbyt była zagrobna.
+
+ Czy czujesz moje pieszczoty i pocałunki i radość?
+ Czyli nie bolą cię mroki i nieistnienia nadmiary?
+ O, wyznaj wszystko do końca, uczyń tęsknocie mej zadość,
+ Zadrżyj z miłości pośmiertnej, jeślić dostępne jej czary!
+
+ Czemuż tak wątpisz o zmarłej? Wszak już do cudów nawykam,
+ Miłości jestem posłuszna i szczęściu się nie opieram!
+ I czuję twoją pieszczotę i coraz bardziej zanikam,
+ I czuję twe pocałunki i coraz bardziej umieram.
+
+
+WIECZOREM.
+
+ Wieczorem było, wieczorem,
+ Gdy zorza gasła nad borem,
+ Dzienny ulatniał się skwar,
+ Rosa nam spadła na głowy
+ I zmierzchem dymił się jar,
+ Jar kalinowy.
+
+ Zdaleka idzie, zdaleka
+ Ten mrok, co kwiatów się zrzeka.
+ Gdy, płosząc ospałą woń,
+ Chłód powiał nad pola zżęte,
+ O moją zagrzałaś skroń
+ Dłonie zziębnięte.
+
+ Nie wolno patrzeć, nie wolno
+ Bez pieszczot w ciemność dokolną!
+ Zbłąkanych w obszarach pól
+ Nie złączy żaden sen złoty,
+ Ni lęk, ni zgroza, ni ból,
+ Nic -- prócz pieszczoty!
+
+
+***
+
+ Śnież się, w duszy mojej śnież,
+ Piersi, nocą całowana,
+ Co zachować przez sen chcesz
+ Usta moje aż do rana!
+
+ Znój się, w ciele mojem znój,
+ Miłujących rąk pogłado,
+ Coś mi dreszcz piększyła mój,
+ Przodując zadumą bladą!
+
+ Trwoń się, ogniu świecy, trwoń
+ Na tę pościel, na tę lnianą,
+ Gdzieś rozwidnił białą skroń,
+ U nóg moich zapodzianą!
+
+
+SCHADZKA SPÓŹNIONA.
+
+ Pójdziemy śladem cienia i szelestu
+ Po ścieżce, która wzdłuż rosą połyska.
+ Popod krzewami sztywnego agrestu
+ Pachną na słońcu świeże kretowiska.
+
+ W powiędłych liściach, pokurczonych chłodem,
+ Lśnią srebrne resztki wczorajszej ulewy,
+ Nad zapuszczonym oddawna ogrodem
+ Słychać gawronów trzepoty i śpiewy.
+
+ Obok jabłoni -- przypadkowa sosna
+ Swe igły w bladym zanurza błękicie.
+ O, jakże prędko przeminęła wiosna,
+ Pozostawiając przelęknione życie!
+
+ Coraz to mocniej otulasz się w chustę,
+ W której pierś twoja, jak w gnieździe, się chowa,
+ Trzeba nam było rzec dawniej te słowa,
+ Co dzisiaj zabrzmią -- spóźnione i puste!
+
+ Trzeba nam było spleść dłonie uparte
+ I z zamkniętemi iść w słońce oczyma!
+ Dzisiaj te oczy zostaną -- otwarte,
+ Dzisiaj się warga w pół drogi zatrzyma...
+
+
+***
+
+ Pożarze pierśny, płomieniu ustny,
+ Bezsenne noce, senne poranki!
+ Bądź pochwalony i bądź rozpustny,
+ Uśmiechu wiernej mojej kochanki!
+
+ Choć, zasypiając, nie wie, że pieszczę,
+ Lecz drga opodal swemi ramiony...
+ Raduj mnie jeszcze i męcz mnie jeszcze,
+ Śnie, jej biodrami w łożu wyśniony!
+
+
+***
+
+ Ja tu stoję za drzwiami -- za klonowemi,
+ I wciąż milczę ustami -- rozkochanemi.
+ Noc nadchodzi w me ślady -- tą samą drogą,
+ Pociemniało naokół -- niema nikogo!
+
+ Od miłości zamieram -- chętnie zamieram,
+ I drzwi twoje rozwieram -- nagle rozwieram,
+ I do twojej alkowy wbiegam uparcie,
+ I przy łożu twem staję, niby na warcie!
+
+ Żaden lęk mię nie zlęknie i nie wyżenie,
+ Nawet rąk twych po murach spłoszone cienie,
+ Choćbyś mnie zaklinała wszystkiemi słowy,
+ Już ja nigdy nie wyjdę z twojej alkowy!
+
+
+***
+
+ Co w mgłach czyni żagiel na głębinie?
+ Nic, prócz tego, że żegluje.
+ A co wiosna w zielonej dolinie?
+ Nic, prócz tego, że wiosnuje.
+
+ Czem są rany, co pierś tobie krwawią?
+ To amulet koralowy.
+ A czem łzy, co gardło twoje dławią?
+ To różaniec bursztynowy.
+
+ Czem ty byłeś o słońca zachodzie?
+ Byłem duchem, byłem ciałem.
+ Czemuś zabił dziewczynę w ogrodzie?
+ Nie zabiłem, lecz kochałem.
+
+
+SCHADZKA.
+
+ Z zielonym żukiem na odwianym płatku
+ Róża, kosmata od rosy,
+ Purpurowieje w niebiosy.
+ Twój ogród płonie w zieleni dostatku,
+ Nie ja -- lecz sen mój i głód
+ Kołaczą do twoich wrót.
+
+ Dłoń, której wzywasz, otwiera ci wrota.
+ Oto -- pierś moja i lice, --
+ Idź za mną w moją świetlicę!
+ W świetlicy -- wiosna i blask i spiekota, --
+ Ja -- zciszę wrzenie mej krwi,
+ Ty -- zamkniesz okna i drzwi.
+
+ Zamknąłem okna i drzwi w białym murze.
+ Czemuż twarz twoja pobladła?
+ Nie patrz w głąb swego zwierciadła.
+ Tam -- za oknami jest -- ogród i róże,
+ Nie mogę przypomnieć już,
+ Ile zakląłem tych róż?
+
+ Radbyś mi róże dać w winie i w chlebie,
+ Róże się cisną do gardła!
+ Matka mi wczoraj umarła...
+
+ Nie wiem, czy wolno całować mi ciebie?...
+ O śmierci rzucam ci wieść,
+ A ty mnie odstąp lub pieść!...
+
+ Otworzę okna, drzwi w słońce otworzę,
+ Rozwidnię ściany i sprzęty,
+ Rozbudzę ogród, snem zdjęty!
+ Ku ogrodowi przydźwignę twe łoże,
+ Pieszczotą zmącę ci krew,
+ Wsłuchany w ogrodu śpiew!
+
+
+***
+
+ Kwapiły się burze,
+ Opóźnił się cud!
+ Powymarły róże
+ W cieniu twoich wrót.
+
+ O kulach przez błonie
+ Szedłem do tych róż.
+ Przyjść raz drugi po nie
+ Nie wolno mi już!
+
+
+***
+
+ U wpółrozwartych stoim drzwi,
+ Marszcząc ku dalom swoje brwi.
+ Nic -- tylko próg, tej chaty próg,
+ Gładzony wciąż utrudą nóg, --
+ A zdala w słońcu szumi las,
+ I wiem, że w lesie niema nas!
+
+ W dłoni już pełny dzierżysz dzban,
+ Krew doń upływa z naszych ran,
+ Nic -- tylko krew i tylko krew
+ I dwojga ust wylękły śpiew, --
+ A zdala w słońcu szumi las,
+ I wiem, że w lesie niema nas!
+
+
+***
+
+ Dziś w naszego spotkania rocznicę
+ Pozawrzemy szczelnie okiennice,
+ By powtórzyć wśród nocnej ciemnoty
+ Dawne nasze, najpierwsze pieszczoty.
+ Dawne słowa z dni pierwszych kochania,
+ Chociaż każde dziś ustom się wzbrania,
+ Każde snem się nieśmiałym kolebie,
+ Nas niepewne i niepewne siebie.
+ Lecz, stłumiwszy nieufność rozsądku,
+ Powtórzymy wszystkie od początku.
+
+
+WYZNANIE.
+
+ Nie rań pogardą tej obcej dziewczyny,
+ Jej czar jest inny, niżeli twój czar.
+ Tyś memu ciału dreszcz w świecie jedyny,
+ A ona ust mi chce oddać maliny, --
+ Czyjaż dłoń zdoła odtrącić ten dar?
+
+ Wszak tobie pierwszej tę miłość wyznaję, --
+ Ona nic nie wie, choć czeka i śni.
+ Szedłbym tak do niej, jak w lasy i w gaje,
+ A odkąd znam ją, wciąż mi się wydaje,
+ Że policzone są wiosny mej dni!
+
+ Wargi ma falą w uśmiechu ozdobne,
+ Jaśnistym włosem polśnioną ma skroń,
+ Spojrzenia -- pilne i zlekka żałobne,
+ Dłonie do twoich niechcący podobne, --
+ Pieszcząc, pomyślę, że pieszczę twą dłoń...
+
+ Jej zaklęć szepty nie zmienią mnie wcale,
+ Jej pocałunek nie rozłączy nas!
+ Pozwól mi odejść w ust tamtych korale,
+ Bym łkał przez chwilę, bym kochał niestale
+ Raz jeszcze jeden, ach, tylko ten raz!
+
+
+***
+
+ Ponad zakres śnieżycy, ponad wicher i zamieć
+ Duch mój leci ku tobie w świateł kręgi i smugi.
+ Czyjaś rozpacz się sili w biały posąg okamieć,
+ W biały posąg nad brzegiem ociemniałej jarugi.
+
+ Odkąd znikłaś w objęciach niedomkniętej w świat bramy
+ Odkąd zbladłaś, schorzała moich wspomnień bezsiłą,
+ Tak się dziwnie nie znamy, tak się strasznie nie znamy,
+ Jakby nigdy i nigdzie nas na świecie nie było.
+
+ Znajdźmy siebie raz jeszcze wśród wichury i cienia,
+ Zakochajmy się w sobie nad otchłanią wieczoru
+ Tą miłością powtórną, co już nie chce zbawienia,
+ Tem pragnieniem ostatniem, co już nie zna oporu!
+
+ Zakochajmy się w sobie krwawem serca wyzuciem
+ Z tego szczęścia, o którem nie mówimy nikomu,
+ Zakochajmy się w sobie naszych śmierci przeczuciem,
+ Dwojga śmierci, co w jednym pragną spełnić się domu.
+
+ Rwie się w strzępy wichura, jakby szumna jej grzywa
+ Rozszarpała się nagle o sękatą głąb lasu.
+ Życie, niegdyś zranione, z żył we trwodze upływa,
+ Coraz bardziej na uśmiech brak odwagi i czasu!
+
+ Ponad zakres śnieżycy, ponad wicher i zamieć
+ Duch mój leci ku tobie w świateł kręgi i smugi.
+ Czyjaś rozpacz się sili w biały posąg okamieć,
+ W biały posąg nad brzegiem ociemniałej jarugi.
+
+
+POWRÓT.
+
+ Gwiazdo, coś spadła, śnij mi się, śnij!
+ W progu-m wędrowny porzucił kij,
+ Byłem ja leśny,
+ Byłem bezkresny,
+ A dzisiaj -- czyj?
+
+ Dziś -- twój, dziewczyno! Dzwoń-że mi, dzwoń,
+ Wichrze, zszarpany o wonną błoń!
+ Jedną pieszczotą
+ Znuży się oto
+ Dusza i dłoń.
+
+ W ogniu, dziewczyno, spal mi się, spal!
+ Jednaka we mnie radość i żal --
+ Czyli ja w zbożu,
+ Czy w twojem łożu,
+ Czy wpośród fal.
+
+ Dwa ciała w mroku! Nie bój się, nie!
+ Wraz z tobą ginę w tym samym śnie, --
+ Kto zwiedził ziemię,
+ Ten duchem drzemie
+ Na jezior dnie!
+
+
+DWOJE LUDZIEŃKÓW.
+
+ Często w duszy mi dzwoni pieśń, wyłkana w żałobie
+ O tych dwojgu ludzieńkach, co kochali się w sobie.
+
+ Lecz w ogrodzie szept pierwszy miłosnego wyznania
+ Stał się dla nich przymusem do nagłego rozstania.
+
+ Nie widzieli się długo z czyjejś woli i winy,
+ A czas ciągle upływał -- bezpowrotny, jedyny.
+
+ A gdy zeszli się, dłonie wyciągając po kwiecie,
+ Zachorzeli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!
+
+ Pod jaworem -- dwa łóżka, pod jaworem -- dwa cienie,
+ Pod jaworem ostatnie, beznadziejne spojrzenie.
+
+ I pomarli oboje bez pieszczoty, bez grzechu,
+ Bez łzy szczęścia na oczach, bez jednego uśmiechu.
+
+ Ust ich czerwień zagasła w zimnym śmierci fiolecie,
+ I pobledli tak bardzo, jak nikt dotąd na świecie!
+
+ Chcieli jeszcze się kochać poza własną mogiłą,
+ Ale miłość umarła, już miłości nie było.
+
+ I poklękli spóźnieni u niedoli swej proga,
+ By się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga.
+
+ Więc sił resztą dotrwali aż do wiosny, do lata,
+ By powrócić na ziemię, -- lecz nie było już świata.
+
+
+DUSZA W NIEBIOSACH.
+
+ Przybyła dusza na klęczkach do nieba w bożą obczyznę,
+ Nie chciała patrzeć na gwiazdy i na wieczności pierwszyznę.
+
+ Nie chciała uledz weselu, ni nowem jaśnieć obliczem,
+ Ani wspominać nikogo, ani zapomnieć o niczem.
+
+ I rozpuściła warkocze i pomyślała w błękicie,
+ Że w niekochanych objęciach przemarnowała swe życie.
+
+ Bez zdrady i bez oporu, starannie kryjąc swą ranę,
+ Pieściła usta nielube i oczy niemiłowane.
+
+ I trwała dla nich bezwolna, i kwitła dla nich bezduszna
+ I przezywała je -- losem i była losom posłuszna.
+
+ A nie kochała tak tkliwie, a nie kochała tak czule,
+ Ze nikt w jej jasnym uśmiechu nie trafił myślą na bóle.
+
+ Lecz teraz nagle pojęła, że wobec Boga i nieba
+ Już nic nie wolno ukrywać i nic ukrywać nie trzeba.
+
+ Śmierć w niej obnaża pośpiesznie prawdę tak długo tajoną,
+ Tą prawdą skrzą się źrenice, tą prawdą błyska się łono!
+
+ I dusza lękiem spłonęła, że wkrótce po jej pogrzebie
+ Przyjdzie w ślad za nią kochanek, aby odnaleźć ją w niebie.
+
+ Wyciągnie ku niej ramiona, ziemskiej wyzbyte rozpaczy,
+ I zajrzy w oczy i dawne jej niekochanie zobaczy.
+
+
+
+
+VII
+
+PURURAWA I URWASI
+
+
+PURURAWA I URWASI.
+
+ Pururawa w godzinie, gdy słońce mgły krasi,
+ Urzał nimfę wód przaśnych -- Indjankę Urwasi.
+
+ Wynurzyła dłoń z wody, a za dłonią -- głowę,
+ A niedługo -- popierśną kibici połowę.
+
+ Górowała rozbieżnej pierścieniami fali,
+ Palcami zlekka pierśnych tykając korali.
+
+ Purpurawa podpatrzył, jak nieśmiertelniało
+ Jej obcisłe przywdziane powierzch ducha ciało.
+
+ Pomiażdżyła mu serce miłości nagłota --
+ Jął się skradać ku bogu ruchem snu i kota.
+
+ Porwał ją w swe ramiona ku warg swych potrzebie.
+ -- „Ciebież tulę w objęciu? Odpowiedz, że ciebie!”
+
+ Bożym wrzaskiem przeczyła rąk jego przemocy,
+ Wyrywała się z ramion aż do późnej nocy!
+
+ Ale on ją pod leśnym uciszył pagórem,
+ Wtłoczył żywcem do wora i przewiązał sznurem.
+
+ Jak złodziej, pomykając jarami po jarach,
+ Powrócił do dom z worem wrzeszczącym na barach.
+
+ Wiedział, co przyniósł w worze -- a i poco -- wiedział!
+ Stał u progu zdyszany, -- wór mu u nóg siedział.
+
+ Świerszcz w chałupie skowronił, jaskólił i brzęczał,
+ A on stał zadumany, a wór nagle klęczał.
+
+ -- „Wróć mi wolę ruczajną, wróć stawne bezczasy!
+ „Więcej we mnie drga boga, niż dziewczęcej krasy.”
+
+ -- „Darmo pragniesz się z wora prośbą wyszeleścić!
+ „Chcę boga, com go schwytał, raz w życiu popieścić!” --
+
+ -- „Cóż ci po tej pieszczocie, co rozkosz przekracza?
+ „Cóż ci po tej rozkoszy, co w otchłań się stacza?”
+
+ -- „Niech się rozkosz odmieni aż nie do poznania,
+ „Już ja nigdy swojego nie wściągnę kochania!”
+
+ I wyłonił ją z wora na żądz swych bezdroża:
+ -- „Niemasz wokół nikogo, oprócz nas i łoża!”
+
+ -- „Oddam ci wniebowzbitą mych piersi urodę,
+ „Warg mych odwilż różaną i ramion dogodę.
+
+ „Jeno ukryj w pieszczocie nagość swego ciała,
+ „Abym ludzkich upojeń ja -- bóg -- nie widziała!” --
+
+ Pociemku barwił łoże we kwiaty i liście,
+ W ciemnem łożu do niego polgnęła biodrzyście.
+
+ Kształt jej wgarniał w objęcia, płonął w jej upale,
+ A ustami wyławiał dwu piersi korale.
+
+ -- „Kiedyż ty mnie podpatrzysz, jako w ciebie dyszę?”
+ -- „Nigdy cię nie podpatrzę! Dość, że dech twój słyszę!”
+
+ -- „Czemuż nie chcesz oczyma wyjść szczęściu na drogę?”
+ -- „Pocóż jeszcze mam widzieć to, co kochać mogę?”
+
+ -- „Chciałbym w oczach twych odbić radość, co mózg mroczy!”
+ -- „Bądź-że mi niewidzialny, póki mam te oczy.”
+
+ I czuł, w sobie zamilkły, że bogini ciało,
+ Wieczyściejąc ku niemu, chętnie namdlewało.
+
+ I namdlewał z niem razem rozkoszy bezsiłą,
+ Aż namdlał w taki bezświat, że go już nie było.
+
+ Nie było go na drogach, ni w ukryciu alej,
+ Ani w nim, ni poza nim, ni bliżej, ni dalej!
+
+ Wezbrany poza łoża miłosnego miedzą,
+ Jeno poił się słodką o sobie niewiedzą.
+
+ I tak uczył się nie być od nocy do świtu,
+ Aż się zbudził przy gwiazdach -- bywalec niebytu.
+
+ I ujrzał, że bogini, rozkoszą opiła,
+ W mrocznem łożu jaśnistym kształtem się ciemniła.
+
+ -- „Ciemnij się w moją miłość, rozum mi odbieraj,
+ „Ale w moich objęciach nigdy nie umieraj!”
+
+ -- „Jeno tyle umieram, ile miłość każe.
+ „A spłodzę tobie syna w mych bioder pożarze.”
+
+ I spłodziła mu syna na polu, w południe,
+ Kiedy zboże ku słońcu złoci się bezludnie.
+
+ -- „Bogom w oczy wsmucony jestem od spowicia,
+ „A weseli się we mnie życie z poza życia.
+
+ „Pójdźcie ze mną do lasu nieopodal gaju,
+ „Pragnę zbadać twarz ojców, odbitą w ruczaju.
+
+ „Jest tam skwar w macierzance i chłód w leśnym dzwońcu,
+ „Spróbujemy we troje zanieistnieć w słońcu.”
+
+ Poszli za nim do dziwnie ruczajnego lasu,
+ Gdzie czas szumi wśród liści, a liście wśród czasu.
+
+ Poszli w skwar macierzanki, rozpełzłej samotnie,
+ I zabrnęli w chłód dzwońców -- i już bezpowrotnie.
+
+ Troje było ich w lesie: dwa i jedno ciało,
+ Nikt nie wie, co się z nimi stało, lub nie stało.
+
+
+
+
+VIII
+
+NOC BEZSENNA
+
+
+NOC BEZSENNA.
+
+ Świeci woda o północy,
+ Księżyc okna przewiał wskroś.
+ Pełen mocy i niemocy
+ Księżyc okna przewiał wskroś.
+ Bezimienne i ponure
+ Idą ku mnie poprzez chmurę:
+ Mrok -- po pierwsze, blask -- po wtóre,
+ A po trzecie -- jeszcze ktoś.
+
+ Gdy tak słucham przyczajony,
+ Ktoś zapukał raz i raz,
+ W moje wrota z tamtej strony
+ Ktoś zapukał raz i raz.
+ Kto tam puka w moje wrota?
+ -- „To -- my: Wicher i Tęsknota,
+ „I ja -- Ciemność z popod płota,
+ „Otwórz prędzej, bo już czas!”
+
+ Otworzyłem w imię Boga --
+ Wszystko troje wbiegło snać!
+ Tętni pułap i podłoga:
+ Wszystko troje wbiegło snać!
+ I zdobywszy łoże moje,
+ Co zna nocne niepokoje,
+ Wszystko troje, wszystko troje
+ Legło rzędem, aby spać.
+
+ -- „Razem z tobą będziem spali
+ „W jednem łożu za pan brat.
+ „Niech się przyśni sznur korali
+ „W jednem łożu za pan brat.” --
+ Wicher przez sen w bok się miota,
+ Jęczy Ciemność z popod płota,
+ I przeciąga się Tęsknota,
+ Ziewająca w cały świat!
+
+
+***
+
+ Tam na obczyźnie, gdy próżni ostoję
+ Noc wiekuista w bezgraniczach da mi,
+ Pójdę, zbłąkany pomiędzy śmierciami,
+ A cobądź spotkam -- to nie będzie moje.
+
+ Pełen niczyjej ciemności i zgrozy,
+ Samemu sobie obcą będę marą, --
+ Z jakążbym wówczas miłością i wiarą
+ Modlił się choćby do obrazu brzozy!
+
+ Jakżebym spłonął łzą szczęścia gorącą,
+ Gdybym znienacka wśród mroków bezczynu
+ Natrafił dłonią, Boga szukającą,
+ Na gniazdo ptasie lub kwiaty jaśminu.
+
+
+W PRZEDDZIEŃ SWEGO ZMARTWYCHWSTANIA.
+
+ W przeddzień swego zmartwychwstania, w przeddzień żywota,
+ Bóg, leżąc w mogile, żmudne liczy chwile.
+ A przykuła go do ziemi ciała ciężkota.
+ Śmierć mu w oczy wieje, a on samotnieje.
+ I śni mu się nawprost lica
+ Betleemska błyskawica
+ I żłób i siano.
+
+ I śni mu się brzeg jeziora ozieleniały,
+ A smuga od łodzi po jeziorze chodzi,
+ I śnią mu się owe gaje, co tak szumiały,
+ Choć gajom boleśnie być marami we śnie!
+ A to wzgórze, to oliwne,
+ We wspomnieniu takie dziwne,
+ Takie dalekie!
+
+ I śnią mu się nasze twarze, niby niczyje,
+ Ręce nasze krwawe i lewe i prawe, --
+ I to życie, co po śmierci nie wie, gdzie żyje,
+ Jeno szuka siebie po własnym pogrzebie.
+ Mówmy wobec jego zgonu
+ To, co mówi dzwon do dzwonu
+ Późnym wieczorem.
+
+ Nie zakłóćmy snu bożego, bożej niemoty!
+ Któż Boga obudzi pierwszy z pośród ludzi?
+ Kto rozepnie w jego cieniu swoje namioty?
+ Cień się jego szerzy w bezbrzeż po bezbrzeży,
+ A my stójmy zwarłem kołem
+ I śnijmy się Bogu społem,
+ Póki czas jeszcze.
+
+
+***
+
+ W kraju bardzo dalekim, smucąc się ku wiośnie,
+ Tak synowie swym ojcom mówią bezlitośnie:
+ -- „O, jakże wy bezradni! O, jakże wy starzy!
+ Już nie chcemy w chałupach widzieć waszych twarzy,
+ Już zabrakło nam lichej szczęścia odrobiny,
+ By się z wami podzielić z nadejściem godziny.
+ I łez w oczach nam zbrakło, ażeby ich solą
+ Zaprawić czczość tych bólów, co wiedzą, że bolą.
+ Już nas nie stać na smutek, co się w nas zapodział!
+ Oto skończył się smutku, łez i szczęścia podział,
+ Nożem sami przetnijcie nić swego żywota
+ Tak, byśmy nie widzieli, jak śmierć wami miotał!”
+
+ Dzisiaj, gdym w blasku świecy nawprost ciebie siedział,
+ Wzrok mój, nagle zlękniony, to samo powiedział.
+
+
+***
+
+ Pociemku, pociemku łkasz,
+ Bezradność twych łez rozumiem!
+ Schorzałą śmiertelnie twarz
+ Radośnie całować umiem.
+
+ Do końca nie zbraknie mąk,
+ Do końca wystarczy mocy!
+ Zmarniałych, zmarniałych rąk
+ Potrafię pożądać w nocy!
+
+ Oględnie z rozkoszy mdlej
+ Tą piersią, co z trudem dyszy!
+ Do śmierci, do śmierci twej
+ Wraz z tobą nawykam w ciszy.
+
+
+WARKOCZ.
+
+ Znowu nędza do ucha nam śpiewa,
+ I tej śpiewki słuchamy bezradnie.
+ W piecu reszta dopala się drzewa, --
+ A co jutro uczynić wypadnie?
+
+ Mówię do cię z koślawym uśmiechem:
+ -- „Mam ja trąby, fujary, organy,
+ „Śpiewak ze mnie, co kupczy swem echem, --
+ „Gdzież mam echu ustawić stragany?”
+
+ Z bezmyślnego wyrazem skupienia
+ Dzieci nasze w nas patrzą ciekawie.
+ Ty mi ruchem wskazujesz ramienia
+ Bose nogi, zwieszone na ławie.
+
+ Ból się skrzętny w twych wargach trzepocze,
+ Aż myśl zbawcza w tym bólu urasta:
+ -- „Wiem, co zrobię! Obetnę warkocze
+ „I na sprzedaż poniosę do miasta!
+
+ „Głód je codzień przepala zarzewiem,
+ „Codzień wiotsze i wartość już tracą.
+ „Tak mi smutno i straszno, bo nie wiem,
+ „Ile ludzie za warkocz zapłacą?”
+
+
+ŚNIEG.
+
+ Pamiętam ów ruchliwie rozbłyskany szron
+ I śniegu ociężałe w gałęziach nawiesie,
+ I jego nieustanny z drzew na ziemię zron,
+ I uczucie, że w słońcu razem z śniegiem skrzę się.
+
+ A on ciągle narastał tu w kopiec, tam -- w stos,
+ I drzewom białych czupryn coraz to dokładał,
+ Ślepił oczy i łechtał podbródek i nos,
+ I fruwał -- i tkwił w próżni -- i bujał i padał.
+
+ I pamiętam ów niski, wpół zapadły dom
+ I za szybami włóczek różnobarwne wzory.
+ Kto tam mieszkał? Pytanie -- czy człowiek, czy gnom?
+ Byłem dzieckiem. Śnieg bielą zasnuwał przestwory.
+
+ Dotknąłem dłonią szyby, mimo strachu mąk,
+ I uczułem ślad hojny, niby czarów zbytek.
+ Tą dłonią dotykałem mych sprzętów i ksiąg
+ I niańki, by ją oddać na baśni użytek...
+
+ Serce marło, gdym w dłoni unosił ten ślad
+ W ciszę śniegu, co, prósząc, weselił się w niebie.
+ Śnieg ustał -- i minęło odtąd tyle lat,
+ Ile trzeba, by ślady zatracić do siebie.
+
+ Jakże pragnąłbym dzisiaj, gdy swe bóle znam,
+ Stać, jak wówczas, przed domu wpół zapadłą bramą
+ I widzieć, jak śnieg ziemię obiela ten sam,
+ Śnieg, co fruwa i buja i pada tak samo.
+
+ Z jakimż płaczem-bym zajrzał -- niepoprawny śniarz --
+ Do szyby, by swą młodość odgrzebać w jej szronie, --
+ Z jakąż mocą-bym tulił uznojoną twarz
+ W te dawne, com je stracił, w te dziecięce dłonie!
+
+
+
+
+IX
+
+ASOKA
+
+
+ASOKA.
+
+ Król Asoka, na wzgórza smuklejąc odsłoniu,
+ Patrzał zowąd na wroga, co poległ na błoniu,
+ I rozżalił się duchem na wronistym koniu.
+
+ I rzekł: „Odtąd niech wrogów nie będzie na świecie,
+ „Niech łzom stanie się zadość, niech spoczną zamiecie, --
+ „Tak przysięgam: po pierwsze, po wtóre, po trzecie!”
+
+ I, ukląkłszy na mieczu, jak klęczą mocarze,
+ Poukochał kolejno te rany, te -- wraże,
+ I zgromadził w pamięci przewymarłe twarze.
+
+ A na jego skinienie od owej godziny
+ Powstawały schroniska -- dziwy tej krainy --
+ Dla człowieka, zwierzęcia i wszelkiej rośliny.
+
+ Oto razu pewnego w tym czasie bez czasu
+ Król Asoka zmiłował oczyma wśród lasu
+ Wierzbę, co umierała bez liści hałasu.
+
+ Zadżumiona skwarami, bez jadła, napoju,
+ Schła, ledwo zieleniejąc, wpośród pszczół wyroju,
+ W przeubogim, na zgony ordzewiałym stroju.
+
+ Król pojął z woli serca i z duszy nakazu
+ Jej milczenie, tak inne od milczenia głazu,
+ I czuł to, co się czuje -- nigdy, lub odrazu.
+
+ Więc serdecznie jej sękom przyglądał się zbliska,
+ Więc widział, jak się zmaga i rdzą bólu błyska,
+ Więc poniósł własnoręcznie chorą do schroniska.
+
+ Tam jej wybrał zakątek od słońca pstrokaty,
+ Tam jej rany w rosiste poobłóczył szmaty,
+ Tam przygrywał na lutni i znosił jej kwiaty.
+
+ Ale wkrótce nadeszły rozpląsane święta,
+ I króla otoczyły w pałacu dziewczęta,
+ I zapomniał o wierzbie, -- bo któż to spamięta?
+
+ I tanecznie wędrował od sali do sali
+ I czuł, że tchom dziewczęcym brak jakichś korali,
+ I że coś powierzbnego w duszy mu się żali.
+
+ Aż oto strażnik bramny otrąbił po grodzie,
+ Że wierzba uzdrowiona w cudnej bezprzeszkodzie
+ Przyszła, by odtąd szumieć w królewskim ogrodzie.
+
+ Król Asoka z pałacu wybiegł na spotkanie
+ I wyciągnął ramiona i poglądał na nie,
+ Że się tak wyciągnęły i tak niezachwianie.
+
+ I przybyłej sam wskazał wcieleniem swej dłoni,
+ Kędy ma się zielenić i w jakiej ustroni, --
+ I spełniła to wszystko tak, jak mówił do niej.
+
+ A w zwierciedle sadzawki aż do dna odbita
+ Jaśniała, przeciw niebu w fali wniebowzbita,
+ I szepnął król do siebie: „Tu niechaj rozkwita!”
+
+ A po nocy, gdy księżyc jarami się bieli,
+ I gdy wszystko posnęło i wszyscy posnęli,
+ Ona wyszła podwójnie: z ziemi i z topieli.
+
+ I biegła, pątnikując, po schodów marmurze
+ W głąb nieznanych pałaców -- ku górze, ku górze,
+ Czyniąc kroki płochliwe, zwiewne i nieduże.
+
+ Do królewskiej komnaty chciała się przedostać
+ I wniosła do jej wnętrza niebyłą tam postać,
+ A własnemu wzruszeniu nie mogła już sprostać.
+
+ Ponad królem uśpionym tak długo -- nie długo
+ Szumiała, aby senną uczcić go posługą,
+ I w pierś jego zieleni wlewała się strugą.
+
+ Król się zbudził i spojrzał w pośpiesznej zadumie,
+ I zgadnął, że go kocha, po szumie -- po szumie,
+ I uląkł się miłości, że jej nie zrozumie.
+
+ I rzekł smutny: „Bacz na to, że kochasz daremnie,
+ „W słońce tobie poglądać, nie we mnie -- nie we mnie!
+ „Jakimż darem twe dary, wierzbo, odwzajemnię?
+
+ „Chcesz połowę królestwa, czy skarbu połowę?
+ „Chcesz, bym ciebie na kwiatów pasował królowę?
+ „Otom stał się ubogi i w miłość i w mowę.”
+
+ A ona mu szepnęła w którymś okamgnieniu:
+ -- „Chcę, byś czasem znużony przystanął w mym cieniu
+ „I gałąź moją swemu przychylił ramieniu.
+
+ „Chcę, byś wierzył, że myślę o tobie i sobie,
+ „I że nie bez miłości twe ogrody zdobię.
+ „To -- wszystko! -- I byś pobyt dał mi na swym grobie.”
+
+ I król rzekł: „Wierzbo, wierzbo, iść mi z tobą w pole!
+ „Dolę twą, skoro trzeba, wraz z tobą przedolę, --
+ „Stanie się, jako pragniesz! Spełnię twoją wolę.
+
+ „Czuję szczęście, gdy duszę w twoją zieleń wyślę,
+ „Do miłości podobne tak bardzo, tak ściśle,
+ „Że jest samą miłością, skoro się zamyślę...”
+
+ Król umilkł. Chwilę wzajem patrzyli w swe światy,
+ Aż ona się z królewskiej wymknęła komnaty,
+ Nieśmiało więc powłócząc swe zielone szaty.
+
+ Król słyszał, jak radośnie w dół biegła po schodach,
+ I jak potem się w nocnych pogrążyła chłodach,
+ I jak potem szumiała w królewskich ogrodach.
+
+
+
+
+X
+
+PONAD BRZEGAMI
+
+
+DON KICHOT.
+
+ W jednym z pozagrobowych parków, uroczyście
+ Zamiecionym skrzydłami bezsennych aniołów,
+ W cieniu drzew, co po ziemskich dziedziczą swe liście
+ Pożółkłe i zbyteczne, -- z duszą, niby ołów,
+ Ciężką, chociaż pozbytą życia nędz i lichot,
+ Na ławie marmurowej wysmukły Don Kichot
+ Siedzi, dumając nad tem, że dumać nie warto,
+ I pośmiertnem spojrzeniem, co nie sięga dalej,
+ Niźli dłoń rozmodlona, obrzuca głąb alej,
+ Gdzie ślad życia na piasku starannie zatarto.
+
+ Bóg darmo dłoń ku niemu wyciąga z pobliża,
+ Ażeby go powołać na wspólne biesiady
+ We mgle, którą anioły, czyniąc znaki krzyża,
+ Rozpraszają dla gościa. Gość niezłomnie blady
+ Usuwa się i stroni i w pozgonnej ciszy
+ Udaje, że nie widzi nic i nic nie słyszy.
+
+ Niegdyś skrzydła wiatraków sen, posłuszny wiośnie,
+ Złocił mu w groźne miecze rycerskich orszaków,
+ A dzisiaj w dłoniach Boga, podanych miłośnie,
+ Widzi zdradliwe skrzydła ułudnych wiatraków,
+ I -- nieufny -- uśmiechem szyderczym przesłania
+ Możliwość nowych błędów, snów i opętania.
+
+ I nie postrzega nawet, jak nagle -- bezszmerny
+ Anioł do stóp mu składa purpurową różę,
+ Przysłaną od Madonny na znak, że w lazurze
+ Pamięta o rycerzu, który był jej wierny.
+ Lecz on, niegdyś na ziemi istny wzór rycerza,
+ Znieważając wysłańca i dawczynię daru,
+ Odwraca twarz od róży, bo już niedowierza
+ Kwiatom, które posądza o przebiegłość czaru.
+ Biały anioł się schyla nad niewiary jeńcem
+ I, całując go w czoło, przytłumionym głosem
+ Szepcze: „To także od Niej!”... Z nagłym rumieńcem
+ Zapłoniony odlata. A rycerz ukosem
+ W ślad jego napowietrzny nieufnie spoziera
+ I zachwiany w niewierze raz jeszcze umiera
+ Ową śmiercią, co wszelkim pocałunkom wzbrania
+ Budzić takich umarłych i w dniu zmartwychwstania!
+
+
+W LOCIE
+
+ Na potworze, z majaczeń wylęgłym rozbłysku,
+ Mknę, kresów nienawidząc, w wieczystą swobodę,
+ W nieskończoność, co, szumiąc, pieni mu się w pysku,
+ Aż nagle zwierz mój trafia na lęk, na przeszkodę
+ I w miejscu, gdzie dla oczu kończą się błękity,
+ Staje dęba! Wiem dobrze: tu -- Bóg jest ukryty!
+ Zastygły w zlękłym skoku nad otchłanią wiszę,
+ Pełno w niej jego spojrzeń i głos jego słyszę:
+ -- „Jam -- twój kres! Czekam na cię -- na swego przybłędę,
+ A gdziekolwiek podążysz -- tam ja z tobą będę!”
+ Nie znam kresu! Mej żądzy zuchwałym przymusem
+ Znagliłem zwierza w bezmiar, a on jednym susem
+ Przesadził otchłań z Bogiem, jak nikłą zaporę, --
+ I znów jestem swobodny! Niebo wokół gore!
+ Lecz w chwili, kiedym, gwiezdną zachłyśnięty tonią,
+ Dłoń w grzywie zaprzepaścił, tą zbłąkaną dłonią
+ W grzbiecie mego zwierzęcia zmacałem kark Boga!
+ On-że tak mię unosi w szału bezzacisze,
+ Jakby wspólna nam była w bezpowrotność droga?
+ Tak, to -- on! Wiem napewno i głos jego słyszę:
+ -- „Jam -- twój kres! Czekam na cię -- na swego przybłędę,
+ A gdziekolwiek podążysz -- tam ja z tobą będę!”
+ Do głosu tego w niebie dusza ma nawyka,
+ A pęd mój nie ustaje, a zwierz mój nie znika!
+
+
+PRAGNIENIE.
+
+ Chciałbym w lesie, w odstępach dzikiego błędowia,
+ Mieć chałupę -- plecionkę z chróstu i sitowia,
+ Zawieszoną wysoko w zagłębiach konarów
+ Nad otchłanią jam rysich i wężowych jarów.
+ Tam na mchu, kołysany obłędną wichurą,
+ Chciałbym pieścić dziewczynę obcą i ponurą,
+ Głaskać piersi ze świeżą od mych zębów raną
+ I całować twarz, ustom jako łup podaną, --
+ I słyszeć, jak dokoła grzechu mej pieszczoty
+ Pląsa burza skuszona i mdleje grom złoty,
+ I zwierz ryczy, ciał naszych przywabiony wonią,
+ Ciał górnych, wniebowziętych, co od ziemi stronią, --
+ I chciałbym przez przygodny wśród gałęzi przezior
+ Patrzeć, pieszcząc, w noc -- w gwiazdy i w błyskania jezior
+ I za boga brać wszelkie lśniwo u błękitu,
+ I na piersi dziewczęcej doczekać się świtu,
+ A słońce witać krzykiem i wrzaskiem i wyciem,
+ Żyć naoślep, nie wiedząc, że to zwie się życiem, --
+ I pewnej nocy przez sen zaśmiać się w twarz niebu
+ I nie znając pokuty, modlitw, ni pogrzebu,
+ Jak owoc, co się paszczy żarłocznej spodziewa,
+ Z łoskotem i łomotem w mrok śmierci spaść z drzewa!
+
+
+SPOTKANIE.
+
+ Ponad tłumy błyskawic samochcąc wzniesiony,
+ Waży się w niebie jastrząb w dwie naprzemian strony,
+ Jakby miał dusze dwie!
+ I, szponami miłośnie objąwszy zawieję,
+ Wie o tem, co się w skrzydłach, gdy tak lecą, dzieje --
+ On jeden tylko wie!
+
+ Spragniony z nim spotkania, chcę go zmódz do zlotu
+ Przez odległość, co dzieli nas wśród burz łoskotu
+ I z żądzy mojej drwi, --
+ Do zlotu, co tem śmielszy, im począł się górniej, --
+ Do zlotu nie bez grozy, jak śmiertelny turniej,
+ Nie bez przelewu krwi!
+
+ Doskoczony mą strzałą, skrzydlaków zwyczajem
+ Spada młyńcem wraz z jakimś niebiosów rozstajem,
+ Bezmiaru pełen łup!
+ Jakgdyby z wieścią w dziobie spieszył przez otchłanie
+ Na umówione ze mną -- dalekie spotkanie
+ Tu właśnie u mych stóp!
+
+
+KLEOPATRA.
+
+ W budynkach, na schron dziwom skleconych naprędce,
+ Ludzie z wosku w pośmiertnym zastygli nieładzie.
+ Cisza, równa liczebnie tych milczków gromadzie,
+ Skupia się w byle słońca zdrobniałego centce.
+
+ Tkwią te ciała o woni zagrzanej gromnicy
+ Na cokołach, opiętych purpurowem suknem,
+ Co, jak mundur odświętny sztywnej tajemnicy,
+ Zdradza pychę nicości każdem niemal włóknem.
+
+ Żądni mąk swych pokazu ci ludzie, jak mary,
+ Powtarzają bez końca zwyczajem pokuty
+ Zbrodnię, raz popełnioną, lub cud nie do wiary,
+ Co ich wyzuł z istnienia, sam z śmierci wyzuty.
+
+ Na jaw z grobu dobyci próbują swej siły
+ W przybytku, który w słońca kąpie się kurzawie,
+ Jak szpital zmartwychwstałych, zwiedzany ciekawie
+ Przez tych, co nie zdołali zmódz jeszcze mogiły.
+
+ Korzystając z zachwianej przez żywych podłogi,
+ Pożyczonym ku życiu mocują się ruchem,
+ Strasząc dzieci obladłe i radując bogi,
+ Które bawią się wszelkim złudzenia okruchem.
+
+ Wśród nich pięknem jaśnieje Egiptu królowa,
+ Oszklona arką dosyć dla cudów przestworną.
+ Piersi zdobne ma raną, jak wiśnia potworną,
+ W dłoni -- kosz, pełen kwiatów, w kwiatach wąż się chowa.
+
+ Ilekroć słodkim jadem wąż jej pierś oślini,
+ Tylekroć oczy zmarłej znów się w świat odsłonią,
+ Jakgdyby upojnego konania mistrzyni
+ Łeb śmierci oswojonej pieściła swą dłonią.
+
+ Śmierć się łasi do stóp jej, niby wierna służka,
+ Baczna na lada szepty i lada skinienia,
+ I jej oczu śmiertelna w nieskończoność zmrużka
+ Jest tem tylko, czem dla nas chwila zamyślenia.
+
+ Kocham to ciało chore, co tai w zadumie
+ Czar tysiąca zmartwychwstań i śmierci tysiąca
+ I wie jeszcze coś więcej, niżli wiedzieć umie
+ Duch, co tylko raz jeden o śmierć się roztrąca.
+
+ Kocham dłoń, do wężowej nawykłą pieszczoty,
+ Paznokcie, zabarwione wypłowiałym różem,
+ Piersi, nigdy niesyte swej własnej zniszczoty,
+ I dwa zęby u wargi, pokalanej kurzem.
+
+ Kocham pozór oddechu, co łamie pierś białą,
+ Szat, zużytych na cuda, postrzępione kraje, --
+ I nie wiem, czy bym pieścił skwapliwiej to ciało
+ W chwili, kiedy umiera, czy też -- zmartwychwstaje.
+
+
+DWAJ SKAZAŃCY.
+
+ Widziałem dwóch skazańców, co na swem uboczu
+ Wysłuchali wyroku pod bagnetów strażą
+ I na tłum zgromadzony patrzyli bez oczu,
+ Jak ślepiec, kiedy zmierzchu wypatruje twarzą.
+ Jeden z nich, licząc jakieś ubiegłe godziny,
+ O widzenie się z ojcem poprosił nieśmiało,
+ A drugi wnet zawołał: „Ja nie mam rodziny!”
+ A miał ją, lecz mieć nie chciał... Tak mu się zdawało.
+
+ Śnili teraz, że chata, niegdyś ludna, traci
+ Ich ciała, bezpowrotnie wyszłe z jej alkierza.
+ Czuli próżnię na miarę wzrostu swych postaci,
+ Jak klatka, z której nagle wypłoszono zwierza.
+ Jeden z nich, zapatrzony w strzęp własnego cienia,
+ Chciwie wody zażądał wargą obolałą,
+ A drugi wnet zawołał: „Ja nie mam pragnienia!”
+ A miał je, lecz mieć nie chciał... Tak mu się zdawało.
+
+
+ROZMOWA.
+
+ Ciało mówi do duszy: Jestem tu -- w tych światach.
+ Gdzie i ty się zbłąkałaś. Ta sama nam droga.
+ Spojrzyj tylko: woń wdycham, tarzam się we kwiatach,
+ Ocierani się o słońce, o sen i o Boga,
+ O którym mówisz zawsze ze smutkiem, jakgdyby
+ Smutek był wiarą... Spojrzyj: jestem teraz w lesie,
+ Bawią mię złote bąki i czerwone grzyby
+ I to, że drzewom wokół tak zielenić chce się!
+ Jeśli wolisz -- każ mi się zapodziać na łące,
+ A zobaczysz, jak zaraz swoją białość zmącę
+ Purpurą rośnych maków, których dotyk nagły
+ Budzi szczęście i życie tak jasno tłomaczy!
+ Niech mię tylko po oczach kłos uderzy smagły,
+ A już świat się rozwidnia i wiem, co świat znaczy.
+ Nie przeszkadzaj mi wiedzieć! Milcz, dopóki drzewa
+ Szumią, dopóki pachnie jałowice i mięta!
+ Milcz! Nie mówi się prawdy, lecz bez słów się śpiewa.
+ Kłamie ten, co zna słowa, a nut nie pamięta.
+ Jam z tych światów, gdzie w ogniu grzech, śpiewając, pląsa.
+ Gdzie płoną piersi, wargi i kły, chciwe strawy, --
+ Gdzie róża, krwią nabiegła, lilję białą kąsa,
+ I gdzie jeszcze brzmi w słońce zielony wrzask trawy!
+ Nie tłum owego wrzasku! Nie nęć mię w mrok głuszy!
+ Nie gardź mną, nie opuszczaj! -- Porzuć swe zaświaty
+ Dla wspólnych zabaw ze mną!” --
+
+ Tak ciało do duszy
+ Mówi, a dusza -- nikła i płochliwa mara --
+ Słucha jego poszeptów i przez łzy się stara
+ Kochać te same kwiaty, rwać te same kwiaty...
+
+
+OTCHŁAŃ.
+
+ Kiedy wnoszę do lasu znój mego żywota
+ I twarz tak niepodobną do tego, co leśne,
+ Widzę otchłań, co, skomląc, w gęstwinie się miota
+ I rozrania o sęki swe żale bezkreśne.
+
+ Rozedrgana zielonym, pełnym rosy płaczem,
+ Przerażona niebiosów ułudnem pobliżem --
+ Kona z męki i tęskni niewiadomo za czem,
+ I cierpi, że nie może na ziemię paść krzyżem.
+
+ I nie wie, do jakiego snu ma się ułożyć,
+ I szuka, węsząc bólem, parowu lub jaru,
+ Aby go dopasować do swego bezmiaru
+ I zamieszkać na chwilę i w ciszę się wdrożyć.
+
+ Czuję rozpacz jej nagą, czuję głód jej bosy,
+ Jej bezdomność, gałęzi owianą szelestem,
+ I oczy, które we mnie przez mętne szkła rosy
+ Widzą kogoś innego, niż ten, który jestem.
+
+
+ZAMYŚLENIE.
+
+ Kto wybaczy mi moją do wróżby niezdolność?
+ Nie wiem, co dziś pokocham -- co jutro wyśpiewam?
+ I dłonią, jak sierść zwierza, głaszczę mimowolność
+ Pieśni, których warczenia w sobie się spodziewam.
+
+ Po warczeniu poznaję, że przybyły z lasów,
+ I oswajam je zwolna i uczę swej mowy,
+ Aż zamęt ich podziemnych szmerów i hałasów
+ Wyprzejrzyści się nagle w okrzyk lazurowy.
+
+ Gdzie jar ciemny, gdzie rozstaj -- tam powiew mej duszy,
+ Gdzie szepty pocałunków -- tam są usta moje,
+ Gdzie chata mrze od progu -- tam mój kij pastuszy,
+ Gdzie plusk wioseł -- tam serca wędrowne napoje.
+
+ Lubię szaty swe liche, gdy nawskroś przemokną
+ Deszczem, jak łzami pieśni, co, szumiąc, zamiera,
+ A nie śpiewam, lecz jeno słowami przez okno
+ W świat wyglądam, choć nie wiem, kto okno otwiera.
+
+ Niech się pieśni me same ze siebie wygwarzą,
+ Obym ich nie dobywał, ale w sobie dożył!
+ A nie chcę im górować, ni barwić się twarzą,
+ Jeno być niewidzialnym, jak ten, co mnie stworzył.
+
+
+DO ŚPIEWAKA.
+
+ Co w twych oczach, śpiewaku, ten zachwyt oznacza,
+ Ze tak badasz uważnie przez łez pozłocinę
+ Żabę, co, zieleniejąc, w skoku się rozkracza,
+ Jakby nogom roiła niechwytną drabinę?
+
+ Czemu tak się przyglądasz z miłości uśmiechem
+ Schwytanego świetlika szmaragdowej treści
+ I musze, co, kołując z starannym pośpiechem,
+ Zbacza nagle donikąd i mknie na bezwieści?
+
+ Wiem, ty -- głowo w koronie z chwastów niejadalnych,
+ Z byle rośnej pokrzywy, z byle złego zielska!
+ Dusza twa nawpół smocza, a nawpół anielska
+ Nie bez celu się tarza w bujniskach upalnych!
+
+ Szuka swej podobizny, zgubionej przypadkiem
+ Przez tego, co ją nosił na piersi przed wiekiem, --
+ On jeszcze nie był bogiem, tyś nie był człowiekiem,
+ A już wzajem o sobie śniliście ukradkiem.
+
+ Jeszcze sobie pokrewni, podobni do siebie,
+ Jak dwie bratnie mgły, w jedno rzucone przestworze,
+ Nie wiedzieliście wówczas, co ludzkie, co boże, --
+ I któremu z was dano zawiekować w niebie.
+
+ Praczerwcowym dotychczas pijany upałem,
+ Ziołom oto przed chwilą dałeś pochwalonkę
+ I po trudach, podjętych wyćwiczonym szałem,
+ Coś pozyskał? -- Motyla, żuka, czy biedronkę?
+
+ Kocham cię za twojego obłędu bezwinę,
+ Za czar twojej niemocy, za wspomnienia bratnie!
+ Spójrz, jak blednę śmiertelnie i bez żalu ginę,
+ Gdy mówię słowo: kocham -- to słowo ostatnie.
+
+
+
+
+XI
+
+ŁĄKA
+
+
+ MIRIAMOWI
+
+
+ŁĄKA.
+
+
+I
+
+ Czy pamiętasz, jak głowę wynurzyłeś z boru,
+ Aby nazwać mnie Łąką pewnego wieczoru?
+ Zawołana po imieniu
+ Raz przejrzałam się w strumieniu --
+ I odtąd poznam siebie wśród reszty przestworu.
+
+ Przyszły do mnie motyle, utrudzone lotem,
+ Przyszły pszczoły z kadzidłem i myrrą i złotem,
+ Przyszła sama Nieskończoność,
+ By popatrzeć w mą zieloność, --
+ Popatrzyła i odejść nie chciała z powrotem...
+
+ Kto całował mak w zbożu -- nie zazna niedoli!
+ Trawa z ziemi wyrwana pachnie, lecz nie boli...
+ Kocham stopy twoje bose,
+ Że deptały kruchą rosę,
+ Rozróżniając naoślep chabry od kąkoli.
+
+ Niechże sen twój wędrowny zielenią poprzedzę!
+ Weź kwiaty w jedną rękę, a w drugą weź miedzę,
+ Połóż kwiaty na rozstaju,
+ Zwilżyj miedzę w tym ruczaju,
+ Co wie o mnie, że trawą brzeg jego nawiedzę.
+
+ Już słońce mimochodem do rowu napływa,
+ Skrzy się łopuch kosmaty i bujna pokrzywa, --
+ Jeno pomyśl, że ci wolno
+ Kochać łątkę i mysz polną
+ I przepiórkę, co z głuchym trzepotem się zrywa!
+
+ Idzie miłość po kwiatach -- wadzi o twe ciało,
+ Zważaj, by ci przed czasem w słońcu nie zemdlało.
+ W mojej rosie, w moim znoju
+ Podostatkiem masz napoju
+ Dla wargi, przeciążonej purpurą dojrzałą.
+
+ Cień twej głowy do moich przybłąkał się cieni.
+ Wiem, że w oczach nie zdzierżysz tej wszystkiej zieleni,
+ A co w oku się nie zmieści,
+ To się w duszy rozszeleści!
+ Jeszcze dusza ci nieraz żywcem się odmieni.
+
+ Parna ziemia przez kwiaty żar dzienny wydycha,
+ Uschły motyl zesztywniał wśród jaskrów kielicha, --
+ Oczarujmy się nawzajem,
+ Zaskoczeni nagłym Majem, --
+ Maj się chyli ku nocy i miłość nacicha...
+
+
+II
+
+ Nie nacicha ta miłość, co nie zna rozłąki!
+ Usta moje i piersi spragnione są Łąki!
+ Tam mój obłęd i ostoja,
+ Gdzie ty szumisz, Łąko moja!
+ Jakże pachną rozprute według ściegów pąki!
+
+ Rosą zwilżyj mi rzęsy, skostniałe od skwaru,
+ Zgłuchłe uszy orzeźwij falą twego gwaru,
+ A ja w kwiatach spodem dłoni
+ Na uzbieram różnej woni
+ I omyję twarz spiekłą w źródłach twego czaru.
+
+ Nie przeciwiąc się trawom, obnażę się cały,
+ Aby mnie tchnienia twoje, jak wierzbę, przewiały,
+ A ty paruj tym oparem,
+ Co pokłębił się nad jarem,
+ Niby przed snem zrzucony twój przyodziew biały.
+
+ Ucałować mi rąbki tego przyodziewu,
+ Że pełen twojej woni i twego przewiewu,
+ I zawiesić mi go potem
+ Na tej brzozie popod płotem
+ I zamierać pod brzozą od własnego śpiewu.
+
+ Dzisiaj chatę zamiotłem w jedno okamgnienie,
+ Z czworga kątów różami wypłoszyłem cienie,
+ A próg, zdobny pajęczyną,
+ Namaściłem suto gliną
+ I wodą moje pylne skropiłem przedsienie.
+
+ Jużem sobie nie szczędził radosnych zabiegów,
+ Wypiekając chleb z mąki, srebrzystszej od śniegów,
+ A tę ławę, tę -- dębową
+ Przesłoniłem chustą nową,
+ Co się cała zieleni, krom czerwonych brzegów.
+
+ Będę czekał na ciebie z dłonią na zasuwie,
+ Zasłyszawszy twój szelest, z nóg zdejmę obuwie,
+ Wyjdę bosy na spotkanie,
+ Śpiewający niespodzianie,
+ A, śpiewając, pomyślę, że pacierze mówię.
+
+ Wyślij pierwej z nowiną co najlichsze ziele,
+ Potem sama się przybliż z kwiatami na czele, --
+ Pędząc przed się wonne kwiaty,
+ Wnijdź do wnętrza mojej chaty,
+ Bo chcę tobie sam na sam opowiedzieć wiele.
+
+
+III
+
+ Weszłabym do twej chaty, gdy mgły się postronią,
+ Lecz nie wiem, czy się zmieszczę wraz z rosą i błonią.
+ Pierwej z niebem posąsiaduj,
+ Wszystkie cuda poodgaduj,
+ Nim napełnisz tę chatę miłością i wonią!
+
+ Jeszczem ja w żadnej chacie dotąd nie bywała,
+ Wiem tylko, że przez szyby widnieję -- niecała.
+ Jakże cała poprzez drogę
+ Do twej chaty wbiegnąć mogę?
+ Od naporu zieleni runie ściana biała!
+
+ Nie umawiaj się ze mną pod żadnym jaworem,
+ Bym ciebie nie dosięgła szumem a przestworem, --
+ To, co szum wyśpiewa gwarnie,
+ Przestwór znajdzie i ogarnie!
+ A chata twoja stoi przede mną -- otworem...
+
+ Mocniej zioła zapachną w cztery świata strony,
+ Gdy, zbliżywszy je do ust, spojrzysz w nieboskłony...
+ Czy ta sama noc na niebie
+ Osłoniła mnie i ciebie,
+ Czy dwie noce odmienne, dwie różne zasłony?
+
+ A jeżeli dwie różne o rożnem przezroczu,
+ Nie pokładźmy ich przeto w rosie -- na uboczu,
+ Odmiemnemi zasłonami
+ Powiewajmy nad drzewami,
+ Byśmy siebie nawzajem nie stracili z oczu!
+
+ Ja tu -- na dnie zieleni, pod powierzchnią rosy,
+ A ty tam, kędy dla mnie kończą się niebiosy,
+ Czy się kończą, czy nie kończą, --
+ Śpiewaj zowąd pieśń skowrończą,
+ Podzwaniając mi ostrzem rozbłyskanej kosy.
+
+ Kosą grozi twa miłość, co pożera kwiaty,
+ Sierpem zgarniasz do duszy mych maków szkarłaty,
+ Lecz miłości się nie boję,
+ Jeno w zgrozie ci dostoję,
+ Bo i Bogu jest słodki powiew mojej szaty!
+
+ Porwij-że mnie ku sobie, jeślić starczy mocy!
+ Lecz co pocznie beze mnie ten wicher sierocy?
+ Chyba wstrzymam dla poznaki
+ Popod chatą wszystkie maki,
+ Aby mógł mnie, gdy zechce, odnaleźć po nocy.
+
+
+IV
+
+ Nie odnajdzie cię wicher, mrokiem ociemniały!
+ Rozweselił się błękit, gwiazdy pomłodniały!
+ Opętały moją głowę
+ Przywidzenia kalinowe,
+ Że rozkwitam tej nocy, niby krzew zuchwały.
+
+ A nie było na ziemi tak zmyślnego krzewu,
+ Noc się chwieje na strony od jego zachwiewu, --
+ Wonna liściem i żywicą
+ Stań-że, duszo, nad krynicą,
+ Spójrz, czyś dosyć podobna zielonemu drzewu?
+
+ Przystroimy się wzajem! Śpi w tumanie rzeka,
+ Śpi kałuża pod płotem, śpi sad i pasieka,
+ Baczmyż przez ten wieczór cały,
+ By się okna nie pospały
+ I drzwi chaty znużonej, co na radość czeka.
+
+ Przyjdzie radość tym szlakiem, który jej się zdarzy, --
+ Bądźmy zawsze gotowi i zawsze na straży.
+ Księżyc utkwi ponad studnią,
+ Gwiazdy w mroku się zaludnią
+ Snem, co jeszcze daleki, choć się zbliska marzy.
+
+ Za daleka mi byłaś wpośród kwiatów cienia
+ Łąko -- zielona Łąko, szumna od istnienia!
+ Chcę, byś była taka bliska,
+ Jak ta łza, co gardło ściska,
+ Kiedy w niem się zapóźni śpiew twego imienia!
+
+ Zapóźniła się miłość, szukająca łona,
+ A któż taką spóźnioną na rosach pokona?
+ Straszno łodzią w świat popłynąć
+ I z miłości nie zaginąć
+ W tych falach, gdzie się tężą piersi i ramiona!
+
+ I w północnej ochłodzie dość dla mnie upału!
+ Idę, Łąko, ku tobie brzegiem mego szału
+ Ani zbrojny, ani konny,
+ Z ramion twoich wyjdę -- wonny
+ I duchem zroszonemu uśmiechnięty ciału!
+
+ Sama chata rozwarła drzwi oścież ku wiośnie,
+ Wnijdż-że teraz pociemku -- nagle i zazdrośnie!
+ Drzwi klonowe zamknę szczelnie
+ I zaśpiewam nieśmiertelnie,
+ A potem spojrzę w ciebie nawskroś i bezgłośnie!
+
+
+V
+
+ Byłoż owo, nie było? Opowiedz nam, bracie,
+ Co się nocy dzisiejszej działo w twojej chacie?
+ Widzieliśmy, ludzie prości,
+ Niepojętość Zieloności
+ Za oknami -- na ścianach i na twojej szacie.
+
+ Mówimy śpiewający, bo łatwiej przy śpiewie
+ Mówić o tem, co było, a czego się nie wie...
+ Psy, poległe nad potokiem,
+ Poglądały ludzkim wzrokiem.,
+ I wzrok ludzki był w gwiazdach i w tem ślepem drzewie.
+
+ A zasię w naszych oczach były gwiezdne znaki,
+ I nie mogliśmy poznać, gdzie ludzie, gdzie maki
+ Wszystko wokół było -- gwiezdne
+ I odlotne i odjezdne,
+ Gromadzące się w białe nad ziemią orszaki.
+
+ I zdawało się wszystkim, że coś w niebie woła,
+ A zielona się światłość jarzyła dokoła,
+ Sny się wzajem pobudziły,
+ Ludzkie ciała opuściły
+ I pobiegły śnić w kwiaty i w najmniejsze zioła.
+
+ W nagłym pląsie skrzypnęły wszystkie kołowroty,
+ Zahuczały te groble, śpiewne od niemoty,
+ I w powietrzu było cudno,
+ Niby ludno, choć bezludno,
+ Jakby w niem się roiło od świąt i tęsknoty.
+
+ A na przeciąg tej nocy za sennem zrządzeniem
+ Każdy przezwał się innem wobec gwiazd imieniem,
+ Więc, gdy świt ozłocił dymy,
+ Ujrzeliśmy, że klęczymy,
+ Nie wiedząc, jak i kiedy zdjęci zapatrzeniem.
+
+ Powiedz nam, co się stało w tem polu, czy w lesie,
+ Że się dotąd czujemy, jakoby w bezkresie,
+ A wyjednaj nam u kwiatów
+ Rozszerzenie ziemskich światów
+ Aż po owe oddale, dokąd oczom chce się...
+
+ I objaśnij nam potem słów śpiewną wspomogą,
+ Co rozbłysło w twej chacie ponad ciemną drogą?
+ Czy ją naszła piękna zmora,
+ Wykrzesana z wód jeziora,
+ Czy sen owy, co śni się w polu bez nikogo?
+
+
+VI
+
+ Ani zmora z jeziora, ani sen skrzydlaty
+ Lecz Łąka nawiedziła wnętrze mojej chaty!
+ Trwała ze mną na tej ławie,
+ Rozmawiając głośno prawie, --
+ Na ścianach moich -- rosa, na podłodze -- kwiaty...
+
+ Nie grążyłem ja w niebie ni steru, ni wiosła,
+ Lecz mnie radość swym prądem zmiotła i uniosła.
+ Wieczność ku nam znikąd zbiegła,
+ U stóp naszych, warcząc, legła,
+ A pierś moja tej nocy chabrami porosła.
+
+ I było już wiadomo, że pułap sosnowy
+ Wonnym deszczem, jak obłok, pokropi nam głowy,
+ Bo nie snem się sny płomienia,
+ Jeno deszczem i zielenią, --
+ Duch mi zbłąkał się w ciele, jak wpośród dąbrowy.
+
+ Przeto Bóg, co mnie stworzył, zbladł podziwem zdjęty,
+ Żem uszedł jego dłoniom w tych pokus odmęty!
+ W kształt mię ludzki rozżałobnił,
+ A jam znów się upodobnił
+ Kwiatom i wszelkim trawom i źdźbłom gorzkiej mięty.
+
+ Nawołujcie się ludzie, pod jasnym lazurem,
+ Chórem w światy spojrzyjcie, zatrwóżcie się chórem!
+ Miłość, wichrem rozpędzona,
+ Wszystko złamie i pokona,
+ Zaś tych, co się sprzeciwią, w śnie skrępuje sznurem!
+
+ A opaszcie świat cały ścisłym korowodem,
+ Aby wam się nie wymknął, schwytany niewodem...
+ Zapląsajcie, zaśpiewajcie,
+ Pieśnią siebie wspomagajcie,
+ Toć wejdziemy w świat -- próżnią, aby wyjść -- ogrodem!
+
+ Niechaj dusza wam będzie błękitami czynna,
+ Stoi przed nią otworem ta jasność gościnna,
+ Czegokolwiek zażądacie,
+ To się zjawi w waszej chacie,
+ Bo nastała godzina taka, a nie inna...
+
+ Ludzie -- mgły, ludzie -- jaskry i ludzie -- jabłonie,
+ Rozwidnijcie się w słońcu, boć napewno płonie!
+ Dla mnie -- rosa, dla mnie -- zieleń.
+ Dla was -- nagłość rozweseleń,
+ A kto pieśni wysłuchał -- niech mi poda dłonie!
+
+
+
+
+SPIS RZECZY
+
+
+ Str.
+
+=W zwiewnych nurtach kostrzewy=
+
+ Topielec 9
+
+ Gwiazdy 10
+
+ Odjazd 12
+
+ Wieczór 13
+
+ W polu 15
+
+ Tęcza 17
+
+ Koń 18
+
+ Stodoła 19
+
+ Wśród gieorginij 20
+
+ Pierwszy deszcz 21
+
+ Oto słońce przenika... 22
+
+ Wiosna 23
+
+ Przyśpiew 24
+
+ Fala 26
+
+ Wiatrak 27
+
+ W ślad za górnym orszakiem... 28
+
+ W głąb podwórza... 29
+
+ Zapłoniona czereśnia... 30
+
+ Pieszczota 31
+
+ Żuraw skrzypi za furtą ogrodu... 32
+
+ O majowym poranku... 33
+
+ Pogoda 34
+
+ Upalny rynek... 36
+
+ Przemiany 37
+
+=Ballady=
+
+ Gad 41
+
+ Róże 43
+
+ Ballada dziadowska 47
+
+ Dusiołek 50
+
+ Świdryga i Midryga 52
+
+ Mak 55
+
+ Wiśnia 57
+
+ Piła 60
+
+ Królewna Czarnych Wysp 63
+
+ Zielony dzban 67
+
+ Śmiercie 69
+
+ Strój 71
+
+ Dąb 74
+
+ Ballada bezludna 77
+
+=W malinowym chróśniaku=
+
+ W malinowym chróśniaku... 81
+
+ Śledzą nas... 83
+
+ Taka cisza w ogrodzie... 84
+
+ Hasło nasze... 85
+
+ Zazdrość moja... 86
+
+ Z dłońmi tak splecionemi... 88
+
+ Wyszło z boru... 89
+
+ Czasami mojej ślepej posłuszny ochocie... 90
+
+ Ty pierwej mgły dosięgasz... 91
+
+ Zazdrośnicy... 92
+
+ Zmienionaż po rozłące?... 93
+
+=Wspomnienie=
+
+ Wspomnienie 97
+
+=Pieśni kalekujące=
+
+ Zaloty 105
+
+ Szewczyk 108
+
+ Garbus 110
+
+ Ręka 112
+
+ Żołnierz 114
+
+=Trzy róże=
+
+ Trzy róże 119
+
+ Rok nieistnienia 120
+
+ Wieczorem 121
+
+ Śnież się, w duszy mojej śnież... 122
+
+ Schadzka spóźniona 123
+
+ Pożarze pierśny, płomieniu ustny... 124
+
+ Ja tu stoję za drzwiami 125
+
+ Co w mgłach czyni żagiel na głębinie?... 126
+
+ Schadzka 127
+
+ Kwapiły się burze... 129
+
+ U wpółrozwartych stoim drzwi... 130
+
+ Dziś w naszego spotkania rocznicę... 131
+
+ Wyznanie 132
+
+ Ponad zakres śnieżycy... 133
+
+ Powrót 135
+
+ Dwoje ludzieńków 136
+
+ Dusza w niebiosach 138
+
+=Pururawa i Urwasi=
+
+ Pururawa i Urwasi 143
+
+=Noc bezsenna=
+
+ Noc bezsenna 149
+
+ Tam -- na obczyźnie... 151
+
+ W przeddzień swego zmartwychwstania 152
+
+ W kraju bardzo dalekim... 154
+
+ Pociemku... 155
+
+ Warkocz 156
+
+ Śnieg 157
+
+=Asoka=
+
+ Asoka 161
+
+=Ponad brzegami=
+
+ Don Kichot 167
+
+ W locie 169
+
+ Pragnienie 170
+
+ Spotkanie 171
+
+ Kleopatra 172
+
+ Dwaj skazańcy 174
+
+ Rozmowa 175
+
+ Otchłań 177
+
+ Zamyślenie 178
+
+ Do śpiewaka 179
+
+=Łąka=
+
+ Łąka 183
+
+
+
+
++-----------------------------------------------------------+
+| Uwagi do wydania elektronicznego |
+| |
+| |
+| W tekście zachowano oryginalną ortografię i interpunkcję, |
+| nawet w przypadkach, gdy różniły się one od współcześnie |
+| obowiązujących. Poprawiono jednak kilka błędów, które |
+| wyglądały na omyłki drukarskie. Pełna lista poprawek |
+| znajduje się poniżej. |
++-----------------------------------------------------------+
+| |
+| - s. 45. -- „Tak -- szepcze pani -- tak” -- |
+| poprawiono na |
+| -- „Tak -- szepcze pani -- tak”. -- |
+| (dodano kropkę na końcu linii); |
+| |
+| - s. 48. „Spowiła go ramieniem, |
+| poprawiono na |
+| Spowiła go ramieniem, |
+| (usunięto cudzysłów otwierający); |
+| |
+| - s. 164 Aż ona cię z królewskiej wymknęła komnaty, |
+| poprawiono na |
+| Aż ona się z królewskiej wymknęła komnaty, |
+| (usunięto cudzysłów otwierający); |
+| |
+| - s. 173 Duch, co tylko raz jeden o śmierć się roztrąca |
+| poprawiono na |
+| Duch, co tylko raz jeden o śmierć się roztrąca. |
+| (dodano kropkę); |
+| |
+| - s. 193 Upalny rynek |
+| poprawiono na |
+| Upalny ranek. |
+| |
++-----------------------------------------------------------+
+
+
+
+
+
+
+End of the Project Gutenberg EBook of Laka, by Boleslaw Lesmian
+
+*** END OF THIS PROJECT GUTENBERG EBOOK LAKA ***
+
+***** This file should be named 35301-0.txt or 35301-0.zip *****
+This and all associated files of various formats will be found in:
+ https://www.gutenberg.org/3/5/3/0/35301/
+
+Produced by Ewa "czupirek" Jaros and the Online Distributed
+Proofreading Team at http://dp.rastko.net (this file was
+produced from images generously made available by CBN
+Polona - http://www.polona.pl).
+
+
+Updated editions will replace the previous one--the old editions
+will be renamed.
+
+Creating the works from public domain print editions means that no
+one owns a United States copyright in these works, so the Foundation
+(and you!) can copy and distribute it in the United States without
+permission and without paying copyright royalties. Special rules,
+set forth in the General Terms of Use part of this license, apply to
+copying and distributing Project Gutenberg-tm electronic works to
+protect the PROJECT GUTENBERG-tm concept and trademark. Project
+Gutenberg is a registered trademark, and may not be used if you
+charge for the eBooks, unless you receive specific permission. If you
+do not charge anything for copies of this eBook, complying with the
+rules is very easy. You may use this eBook for nearly any purpose
+such as creation of derivative works, reports, performances and
+research. They may be modified and printed and given away--you may do
+practically ANYTHING with public domain eBooks. Redistribution is
+subject to the trademark license, especially commercial
+redistribution.
+
+
+
+*** START: FULL LICENSE ***
+
+THE FULL PROJECT GUTENBERG LICENSE
+PLEASE READ THIS BEFORE YOU DISTRIBUTE OR USE THIS WORK
+
+To protect the Project Gutenberg-tm mission of promoting the free
+distribution of electronic works, by using or distributing this work
+(or any other work associated in any way with the phrase "Project
+Gutenberg"), you agree to comply with all the terms of the Full Project
+Gutenberg-tm License (available with this file or online at
+https://gutenberg.org/license).
+
+
+Section 1. General Terms of Use and Redistributing Project Gutenberg-tm
+electronic works
+
+1.A. By reading or using any part of this Project Gutenberg-tm
+electronic work, you indicate that you have read, understand, agree to
+and accept all the terms of this license and intellectual property
+(trademark/copyright) agreement. If you do not agree to abide by all
+the terms of this agreement, you must cease using and return or destroy
+all copies of Project Gutenberg-tm electronic works in your possession.
+If you paid a fee for obtaining a copy of or access to a Project
+Gutenberg-tm electronic work and you do not agree to be bound by the
+terms of this agreement, you may obtain a refund from the person or
+entity to whom you paid the fee as set forth in paragraph 1.E.8.
+
+1.B. "Project Gutenberg" is a registered trademark. It may only be
+used on or associated in any way with an electronic work by people who
+agree to be bound by the terms of this agreement. There are a few
+things that you can do with most Project Gutenberg-tm electronic works
+even without complying with the full terms of this agreement. See
+paragraph 1.C below. There are a lot of things you can do with Project
+Gutenberg-tm electronic works if you follow the terms of this agreement
+and help preserve free future access to Project Gutenberg-tm electronic
+works. See paragraph 1.E below.
+
+1.C. The Project Gutenberg Literary Archive Foundation ("the Foundation"
+or PGLAF), owns a compilation copyright in the collection of Project
+Gutenberg-tm electronic works. Nearly all the individual works in the
+collection are in the public domain in the United States. If an
+individual work is in the public domain in the United States and you are
+located in the United States, we do not claim a right to prevent you from
+copying, distributing, performing, displaying or creating derivative
+works based on the work as long as all references to Project Gutenberg
+are removed. Of course, we hope that you will support the Project
+Gutenberg-tm mission of promoting free access to electronic works by
+freely sharing Project Gutenberg-tm works in compliance with the terms of
+this agreement for keeping the Project Gutenberg-tm name associated with
+the work. You can easily comply with the terms of this agreement by
+keeping this work in the same format with its attached full Project
+Gutenberg-tm License when you share it without charge with others.
+
+1.D. The copyright laws of the place where you are located also govern
+what you can do with this work. Copyright laws in most countries are in
+a constant state of change. If you are outside the United States, check
+the laws of your country in addition to the terms of this agreement
+before downloading, copying, displaying, performing, distributing or
+creating derivative works based on this work or any other Project
+Gutenberg-tm work. The Foundation makes no representations concerning
+the copyright status of any work in any country outside the United
+States.
+
+1.E. Unless you have removed all references to Project Gutenberg:
+
+1.E.1. The following sentence, with active links to, or other immediate
+access to, the full Project Gutenberg-tm License must appear prominently
+whenever any copy of a Project Gutenberg-tm work (any work on which the
+phrase "Project Gutenberg" appears, or with which the phrase "Project
+Gutenberg" is associated) is accessed, displayed, performed, viewed,
+copied or distributed:
+
+This eBook is for the use of anyone anywhere at no cost and with
+almost no restrictions whatsoever. You may copy it, give it away or
+re-use it under the terms of the Project Gutenberg License included
+with this eBook or online at www.gutenberg.org
+
+1.E.2. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is derived
+from the public domain (does not contain a notice indicating that it is
+posted with permission of the copyright holder), the work can be copied
+and distributed to anyone in the United States without paying any fees
+or charges. If you are redistributing or providing access to a work
+with the phrase "Project Gutenberg" associated with or appearing on the
+work, you must comply either with the requirements of paragraphs 1.E.1
+through 1.E.7 or obtain permission for the use of the work and the
+Project Gutenberg-tm trademark as set forth in paragraphs 1.E.8 or
+1.E.9.
+
+1.E.3. If an individual Project Gutenberg-tm electronic work is posted
+with the permission of the copyright holder, your use and distribution
+must comply with both paragraphs 1.E.1 through 1.E.7 and any additional
+terms imposed by the copyright holder. Additional terms will be linked
+to the Project Gutenberg-tm License for all works posted with the
+permission of the copyright holder found at the beginning of this work.
+
+1.E.4. Do not unlink or detach or remove the full Project Gutenberg-tm
+License terms from this work, or any files containing a part of this
+work or any other work associated with Project Gutenberg-tm.
+
+1.E.5. Do not copy, display, perform, distribute or redistribute this
+electronic work, or any part of this electronic work, without
+prominently displaying the sentence set forth in paragraph 1.E.1 with
+active links or immediate access to the full terms of the Project
+Gutenberg-tm License.
+
+1.E.6. You may convert to and distribute this work in any binary,
+compressed, marked up, nonproprietary or proprietary form, including any
+word processing or hypertext form. However, if you provide access to or
+distribute copies of a Project Gutenberg-tm work in a format other than
+"Plain Vanilla ASCII" or other format used in the official version
+posted on the official Project Gutenberg-tm web site (www.gutenberg.org),
+you must, at no additional cost, fee or expense to the user, provide a
+copy, a means of exporting a copy, or a means of obtaining a copy upon
+request, of the work in its original "Plain Vanilla ASCII" or other
+form. Any alternate format must include the full Project Gutenberg-tm
+License as specified in paragraph 1.E.1.
+
+1.E.7. Do not charge a fee for access to, viewing, displaying,
+performing, copying or distributing any Project Gutenberg-tm works
+unless you comply with paragraph 1.E.8 or 1.E.9.
+
+1.E.8. You may charge a reasonable fee for copies of or providing
+access to or distributing Project Gutenberg-tm electronic works provided
+that
+
+- You pay a royalty fee of 20% of the gross profits you derive from
+ the use of Project Gutenberg-tm works calculated using the method
+ you already use to calculate your applicable taxes. The fee is
+ owed to the owner of the Project Gutenberg-tm trademark, but he
+ has agreed to donate royalties under this paragraph to the
+ Project Gutenberg Literary Archive Foundation. Royalty payments
+ must be paid within 60 days following each date on which you
+ prepare (or are legally required to prepare) your periodic tax
+ returns. Royalty payments should be clearly marked as such and
+ sent to the Project Gutenberg Literary Archive Foundation at the
+ address specified in Section 4, "Information about donations to
+ the Project Gutenberg Literary Archive Foundation."
+
+- You provide a full refund of any money paid by a user who notifies
+ you in writing (or by e-mail) within 30 days of receipt that s/he
+ does not agree to the terms of the full Project Gutenberg-tm
+ License. You must require such a user to return or
+ destroy all copies of the works possessed in a physical medium
+ and discontinue all use of and all access to other copies of
+ Project Gutenberg-tm works.
+
+- You provide, in accordance with paragraph 1.F.3, a full refund of any
+ money paid for a work or a replacement copy, if a defect in the
+ electronic work is discovered and reported to you within 90 days
+ of receipt of the work.
+
+- You comply with all other terms of this agreement for free
+ distribution of Project Gutenberg-tm works.
+
+1.E.9. If you wish to charge a fee or distribute a Project Gutenberg-tm
+electronic work or group of works on different terms than are set
+forth in this agreement, you must obtain permission in writing from
+both the Project Gutenberg Literary Archive Foundation and Michael
+Hart, the owner of the Project Gutenberg-tm trademark. Contact the
+Foundation as set forth in Section 3 below.
+
+1.F.
+
+1.F.1. Project Gutenberg volunteers and employees expend considerable
+effort to identify, do copyright research on, transcribe and proofread
+public domain works in creating the Project Gutenberg-tm
+collection. Despite these efforts, Project Gutenberg-tm electronic
+works, and the medium on which they may be stored, may contain
+"Defects," such as, but not limited to, incomplete, inaccurate or
+corrupt data, transcription errors, a copyright or other intellectual
+property infringement, a defective or damaged disk or other medium, a
+computer virus, or computer codes that damage or cannot be read by
+your equipment.
+
+1.F.2. LIMITED WARRANTY, DISCLAIMER OF DAMAGES - Except for the "Right
+of Replacement or Refund" described in paragraph 1.F.3, the Project
+Gutenberg Literary Archive Foundation, the owner of the Project
+Gutenberg-tm trademark, and any other party distributing a Project
+Gutenberg-tm electronic work under this agreement, disclaim all
+liability to you for damages, costs and expenses, including legal
+fees. YOU AGREE THAT YOU HAVE NO REMEDIES FOR NEGLIGENCE, STRICT
+LIABILITY, BREACH OF WARRANTY OR BREACH OF CONTRACT EXCEPT THOSE
+PROVIDED IN PARAGRAPH 1.F.3. YOU AGREE THAT THE FOUNDATION, THE
+TRADEMARK OWNER, AND ANY DISTRIBUTOR UNDER THIS AGREEMENT WILL NOT BE
+LIABLE TO YOU FOR ACTUAL, DIRECT, INDIRECT, CONSEQUENTIAL, PUNITIVE OR
+INCIDENTAL DAMAGES EVEN IF YOU GIVE NOTICE OF THE POSSIBILITY OF SUCH
+DAMAGE.
+
+1.F.3. LIMITED RIGHT OF REPLACEMENT OR REFUND - If you discover a
+defect in this electronic work within 90 days of receiving it, you can
+receive a refund of the money (if any) you paid for it by sending a
+written explanation to the person you received the work from. If you
+received the work on a physical medium, you must return the medium with
+your written explanation. The person or entity that provided you with
+the defective work may elect to provide a replacement copy in lieu of a
+refund. If you received the work electronically, the person or entity
+providing it to you may choose to give you a second opportunity to
+receive the work electronically in lieu of a refund. If the second copy
+is also defective, you may demand a refund in writing without further
+opportunities to fix the problem.
+
+1.F.4. Except for the limited right of replacement or refund set forth
+in paragraph 1.F.3, this work is provided to you 'AS-IS' WITH NO OTHER
+WARRANTIES OF ANY KIND, EXPRESS OR IMPLIED, INCLUDING BUT NOT LIMITED TO
+WARRANTIES OF MERCHANTIBILITY OR FITNESS FOR ANY PURPOSE.
+
+1.F.5. Some states do not allow disclaimers of certain implied
+warranties or the exclusion or limitation of certain types of damages.
+If any disclaimer or limitation set forth in this agreement violates the
+law of the state applicable to this agreement, the agreement shall be
+interpreted to make the maximum disclaimer or limitation permitted by
+the applicable state law. The invalidity or unenforceability of any
+provision of this agreement shall not void the remaining provisions.
+
+1.F.6. INDEMNITY - You agree to indemnify and hold the Foundation, the
+trademark owner, any agent or employee of the Foundation, anyone
+providing copies of Project Gutenberg-tm electronic works in accordance
+with this agreement, and any volunteers associated with the production,
+promotion and distribution of Project Gutenberg-tm electronic works,
+harmless from all liability, costs and expenses, including legal fees,
+that arise directly or indirectly from any of the following which you do
+or cause to occur: (a) distribution of this or any Project Gutenberg-tm
+work, (b) alteration, modification, or additions or deletions to any
+Project Gutenberg-tm work, and (c) any Defect you cause.
+
+
+Section 2. Information about the Mission of Project Gutenberg-tm
+
+Project Gutenberg-tm is synonymous with the free distribution of
+electronic works in formats readable by the widest variety of computers
+including obsolete, old, middle-aged and new computers. It exists
+because of the efforts of hundreds of volunteers and donations from
+people in all walks of life.
+
+Volunteers and financial support to provide volunteers with the
+assistance they need are critical to reaching Project Gutenberg-tm's
+goals and ensuring that the Project Gutenberg-tm collection will
+remain freely available for generations to come. In 2001, the Project
+Gutenberg Literary Archive Foundation was created to provide a secure
+and permanent future for Project Gutenberg-tm and future generations.
+To learn more about the Project Gutenberg Literary Archive Foundation
+and how your efforts and donations can help, see Sections 3 and 4
+and the Foundation web page at https://www.pglaf.org.
+
+
+Section 3. Information about the Project Gutenberg Literary Archive
+Foundation
+
+The Project Gutenberg Literary Archive Foundation is a non profit
+501(c)(3) educational corporation organized under the laws of the
+state of Mississippi and granted tax exempt status by the Internal
+Revenue Service. The Foundation's EIN or federal tax identification
+number is 64-6221541. Its 501(c)(3) letter is posted at
+https://pglaf.org/fundraising. Contributions to the Project Gutenberg
+Literary Archive Foundation are tax deductible to the full extent
+permitted by U.S. federal laws and your state's laws.
+
+The Foundation's principal office is located at 4557 Melan Dr. S.
+Fairbanks, AK, 99712., but its volunteers and employees are scattered
+throughout numerous locations. Its business office is located at
+809 North 1500 West, Salt Lake City, UT 84116, (801) 596-1887, email
+business@pglaf.org. Email contact links and up to date contact
+information can be found at the Foundation's web site and official
+page at https://pglaf.org
+
+For additional contact information:
+ Dr. Gregory B. Newby
+ Chief Executive and Director
+ gbnewby@pglaf.org
+
+
+Section 4. Information about Donations to the Project Gutenberg
+Literary Archive Foundation
+
+Project Gutenberg-tm depends upon and cannot survive without wide
+spread public support and donations to carry out its mission of
+increasing the number of public domain and licensed works that can be
+freely distributed in machine readable form accessible by the widest
+array of equipment including outdated equipment. Many small donations
+($1 to $5,000) are particularly important to maintaining tax exempt
+status with the IRS.
+
+The Foundation is committed to complying with the laws regulating
+charities and charitable donations in all 50 states of the United
+States. Compliance requirements are not uniform and it takes a
+considerable effort, much paperwork and many fees to meet and keep up
+with these requirements. We do not solicit donations in locations
+where we have not received written confirmation of compliance. To
+SEND DONATIONS or determine the status of compliance for any
+particular state visit https://pglaf.org
+
+While we cannot and do not solicit contributions from states where we
+have not met the solicitation requirements, we know of no prohibition
+against accepting unsolicited donations from donors in such states who
+approach us with offers to donate.
+
+International donations are gratefully accepted, but we cannot make
+any statements concerning tax treatment of donations received from
+outside the United States. U.S. laws alone swamp our small staff.
+
+Please check the Project Gutenberg Web pages for current donation
+methods and addresses. Donations are accepted in a number of other
+ways including including checks, online payments and credit card
+donations. To donate, please visit: https://pglaf.org/donate
+
+
+Section 5. General Information About Project Gutenberg-tm electronic
+works.
+
+Professor Michael S. Hart was the originator of the Project Gutenberg-tm
+concept of a library of electronic works that could be freely shared
+with anyone. For thirty years, he produced and distributed Project
+Gutenberg-tm eBooks with only a loose network of volunteer support.
+
+
+Project Gutenberg-tm eBooks are often created from several printed
+editions, all of which are confirmed as Public Domain in the U.S.
+unless a copyright notice is included. Thus, we do not necessarily
+keep eBooks in compliance with any particular paper edition.
+
+
+Most people start at our Web site which has the main PG search facility:
+
+ https://www.gutenberg.org
+
+This Web site includes information about Project Gutenberg-tm,
+including how to make donations to the Project Gutenberg Literary
+Archive Foundation, how to help produce our new eBooks, and how to
+subscribe to our email newsletter to hear about new eBooks.