{\rtf1\ansi\ansicpg1252\deff0\deflang1033\deftab708{\fonttbl{\f0\fmodern\fcharset0 Courier New;}{\f1\fmodern\fcharset238{\*\fname Courier New;}Courier New CE;}} \viewkind4\uc1\pard\ri5\lang1045\f0\fs20 The Project Gutenberg EBook of Ironia Pozorow, by Maciej hr. Lubienski\par \pard\par Copyright laws are changing all over the world. Be sure to check the\par copyright laws for your country before downloading or redistributing\par this or any other Project Gutenberg eBook.\par \par This header should be the first thing seen when viewing this Project\par Gutenberg file. Please do not remove it. Do not change or edit the\par header without written permission.\par \par Please read the "legal small print," and other information about the\par eBook and Project Gutenberg at the bottom of this file. Included is\par important information about your specific rights and restrictions in\par how the file may be used. You can also find out about how to make a\par donation to Project Gutenberg, and how to get involved.\par \par \par **Welcome To The World of Free Plain Vanilla Electronic Texts**\par \par **eBooks Readable By Both Humans and By Computers, Since 1971**\par \par *****These eBooks Were Prepared By Thousands of Volunteers!*****\par \par \par Title: Ironia Pozorow\par \par Author: Maciej hr. Lubienski\par \par Release Date: June, 2004 [EBook #6000]\par [Yes, we are more than one year ahead of schedule]\par [This file was first posted on September 22, 2002]\par \par Edition: 10\par \par Language: Polish\par \par Format: MS-WORD 6.0\par \par *** START OF THE PROJECT GUTENBERG EBOOK IRONIA POZOROW ***\par \par \par \par \par Etext produced by Michalina Makowska, Szczecin, Poland, \par Eve Sobol, South Bend, IN, USA, and Julia Jezierska, Stawiszyn, Poland.\par \par \par \par \par \par \par Title: "Ironia Pozor\'f3w"\par \lang1033\par Author: Maciej hr. \lang1045\f1\'a3ubie\'f1ski\par \f0\par \par \par PROLOG\par \par \par \f1 Dnia\'b3o...\par \f0\par \f1 Leniwo, sennie pierzcha\'b3y mg\'b3y przezrocze, tul\'b9ce si\'ea dot\'b9d w niemej pieszczocie do \'9ccian wielkiego grodu i wodnej, p\'b3yn\'b9cej u st\'f3p jego fali.\par \f0\par \f1 Wreszcie - znik\'b3y...\par \f0\par \f1 Na wzg\'f3rzu ukaza\'b3o si\'ea miasto. Z wysoka, iglicami katedry, licznymi gmachami i z\'bf\'f3\'b3k\'b3\'b9 zieleni\'b9 ogrod\'f3w przejrza\'b3o si\'ea dumnie w nurtach szarych rzeki, a po szybach okien dom\'f3w jego zamigota\'b3 r\'f3wnocze\'9cnie pierwszy bladawy promyk chmurnego jesiennego \'9cwitu.\par \f0\par \f1 Na poddaszach krytego ceg\'b3\'b9 staromiejskiego domku nieprzes\'b3oni\'eate niczem okno jedno za\'9cmia\'b3o si\'ea weselej od innych do matowego porannego \'9cwiat\'b3a. Ciekawie do wn\'eatrza facyatki w\'9clizn\'b9\'b3 si\'ea brzask sm\'eatny.\par \f0\par \f1 W pokoiku, o paru najniezb\'eadniejszych tylko sprz\'eatach, na razie nie by\'b3o nikogo.\par \f0\par \f1 Po\'9cciel nienaruszona bieli\'b3a si\'ea do\'9c\'e6 schludnie, wszystko woko\'b3o za\'9c wskazywa\'b3o wyra\'9fnie, i\'bf w\'b3a\'9cciciela siedziby tej od wczoraj ju\'bf nie by\'b3o, puls bowiem kie\'b3kuj\'b9cej tu jakiego\'9c jednego \'bfycia, zastyg\'b3y w panuj\'b9cym wsz\'eadzie nieporz\'b9dku, wyra\'9fnie oczekiwa\'e6 si\'ea zdawa\'b3 cierpliwie na swego pana i w\'b3adc\'ea.\par \f0\par \f1 Tymczasem za\'9c tylko po niezamiecionych k\'b9tach b\'b3\'b9ka\'b3y si\'ea pustka i nuda, a nietrudno by\'b3o domy\'9cle\'e6 si\'ea, \'bfe bieda w swej ziemskiej w\'eadr\'f3wce zagl\'b9da\'e6 tu nieraz musia\'b3a...\par \f0\par \f1 Go\'9ccin\'ea jej bowiem zdradza\'b3o tutaj - wszystko. A wi\'eac i ubo\'bfyzna mebli i atmosfera jaka\'9c duszna, wreszcie to co\'9c niewidzialnego, nieokre\'9clonego, z k\'b9t\'f3w, ze \'9ccian, zewsz\'b9d, wyzieraj\'b9cego, co, jak widma cie\'f1, szeptem jakby, m\'f3wi wci\'b9\'bf o sobie i \'b3zawo si\'ea skar\'bfy.\par \f0\par \f1 W przedziwnie zgodnej, panuj\'b9cej tu og\'f3lnie harmonii szarzyzny, melancholii i smutku, d\'9fwi\'eacza\'b3a jednak, drga\'b3a, niby u\'9cmieszek radosny, jasny, nuta weselsza. By\'b3a za\'9c ni\'b9 stoj\'b9ca w rogu pokoju, na kom\'f3dce staro\'9cwieckiej, zniszczonej, w inkrustowane, wykwintne ramy oprawna fotografia gabinetowa m\'b3odej dziewczyny, ku kt\'f3rej z obok stoj\'b9cej szklaneczki ma\'b3ej wychyla\'b3a si\'ea pieszczotliwie w rozkwicie swym \'9cliczna aksamitna p\'b9sowa \'9cwie\'bfa r\'f3\'bfa.\par \f0\par \f1 Dziewcz\'ea i r\'f3\'bfa patrzy\'b3y na siebie, lecz kr\'f3lowa kwiat\'f3w z s\'b9siedztwa swego dumn\'b9 by\'e6 tylko mog\'b3a.\par \f0\par Z martwej bowiem kartki ka\f1 rtonu, spogl\'b9da\'b3a na \'9cwiat du\'bfemi oczyma cudna twarz dziewczyny, a zakl\'eaty w rysach i uk\'b3adzie ca\'b3ej postaci nieuj\'eaty jaki\'9c wdzi\'eak - ta si\'b3a najwi\'eaksza kobiety, oporna na lata i burze \'bfycia, \'9cwie\'bfa zawsze, jak kwiecie wiosny - sz\'b3a na widza i chwyta\'b3a go za serce, czaruj\'b9c natychmiast swem s\'b3abem b\'b9d\'9f co b\'b9d\'9f tylko artyzmu ludzkiego odbiciem.\par \f0\par \pard\tx1500\tx2020\f1 Odosobnienie za\'9c wyra\'9fne rogu izdebki, gdzie sta\'b3a fotografia, od otaczaj\'b9cych i rozrzuconych po pokoju sprz\'eat\'f3w, oraz pewna czysto\'9c\'e6 staranna, cechuj\'b9ca to miejsce - \'9cwiadczy\'b3y sob\'b9 r\'f3wnie\'bf a\'bf nadto, \'bfe nieobecny w\'b3a\'9cciciel mieszkanka tego dba\'b3 wielce o ten zak\'b9tek, zdradzaj\'b9c przytem, \'bfe i on w biedzie swej mia\'b3 mo\'bfe jak\'b9\'9c chwilk\'ea jasn\'b9, jakie\'9c swoje marzenie!...\par \f0\par Tak, \f1 niew\'b9tpliwie!...\par \f0\par \f1 Si\'b3a bowiem jakby ukryta, a nieuj\'eata jednocze\'9cnie i dziwna, bi\'b3a od tego k\'b9cika pami\'b9tek; zdawa\'b3 si\'ea by\'e6 on jedynym u\'9cmiechem smutnego zk\'b9din\'b9d tu bytu i jedyna r\'f3wnie\'bf kapliczka, nik\'b3ego z\'b3udnego zapewne jakiego\'9c szcz\'ea\'9ccia, ale zawsze - szcz\'ea\'9ccia.\par \f0\par \f1 W szar\'b9 n\'eadz\'ea istnienia \'84pana", zamkni\'eatej w tych \'9ccianach biedy, \'bfycie wpl\'b9ta\'b3o wida\'e6 jak\'b9\'9c ni\'e6 z\'b3ot\'b9, rzuci\'b3o na os\'b3od\'ea hojnie i lito\'9cciwie p\'eak duchowych promieni!...\par \f0\par \f1 Tymczasem w ciszy izdebki nie przerywa\'b3o nic zgo\'b3a... Przez ma\'b3e okienko wida\'e6 tu by\'b3o spi\'eatrzone dachy z czerwonej ceg\'b3y, kominy; dalej, w dole, srebrzy\'b3a si\'ea rzeka, a \'9crodkiem niej cicho sun\'ea\'b3a w\'b3a\'9cnie berlinka, zd\'b9\'bfaj\'b9c ku miejskiej przystani.\par \f0\par \f1 Z wie\'bfy kt\'f3rej\'9c z poblizkich \'9cwi\'b9ty\'f1 w og\'f3lnem milczeniu melodyjnie rozleg\'b3 si\'ea niebawem d\'9fwi\'eak sygnaturki porannej. Monotonne nieco pop\'b3yn\'ea\'b3o w dal echo z dzwonu, a zawt\'f3rowa\'b3y mu wkr\'f3tce \'9cwistawki licznych fabryk, turkot woz\'f3w z mlekiem i pieczywem, oraz inne, p\'b3yn\'b9ce zewsz\'b9d odg\'b3osy.\par \f0\par \f1 Powolnie budzi\'b3o si\'ea ju\'bf miasto.\par \f0\par \f1 Kr\'eatymi uliczkami staromiejskiej dzielnicy zd\'b9\'bfa\'b3 krokiem r\'f3wnym i szybkim ku opisanej powy\'bfej siedziby swojej m\'b3ody m\'ea\'bfczyzna, ros\'b3y i gibki, ubrany w jesienne palto i pognieciony mi\'eakki kastrowy kapelusz, nadaj\'b9cy \'9cniademu obliczu jego i bujnemu zarostowi wyra\'9fny typ jakby po\'b3udniowca z Zachodu. Szed\'b3 on, pogwizduj\'b9c z cicha, z r\'eakami w kieszeniach, zamy\'9clony, a po wymini\'eaciu kilku przechodni\'f3w, skr\'eaciwszy w uliczk\'ea w\'b9zk\'b9 i g\'b3uch\'b9, znalaz\'b3 si\'ea na niej sam zupe\'b3nie.\par \f0\par \f1 Po chwili jednak z poza w\'eag\'b3a staro\'9cwieckiego domu, tworz\'b9cego r\'f3g tej ulicy, wysun\'ea\'b3a si\'ea pewna posta\'e6 i pocz\'ea\'b3a i\'9c\'e6 w \'9clad za nim.\par \f0\par \f1 By\'b3a to biedna jaka\'9c babina, a sna\'e6 nieco podpita, bo zataczaj\'b9c si\'ea z lekka, krzykliwie pod\'9cpiewywa\'b3a co\'9c sobie. Ma\'b3a, kr\'eapa, okr\'eacona czerwon\'b9 we\'b3nian\'b9 chustk\'b9 i w takiej\'bfe sp\'f3dnicy, ko\'b3ysa\'b3a si\'ea ona zabawnie, przystaj\'b9c co krok\'f3w kilka, i niby baletnica szybko wykr\'eacaj\'b9c si\'ea na jednej nodze.\par \f0\par \f1 W swe ko\'9cciste r\'eace sp\'f3dnic\'ea ujmowa\'b3a przytem pociesznym ruchem, a z pe\'b3n\'b9 komizmu gracy\'b9 unosz\'b9c j\'b9 wyra\'9fniej i g\'b3o\'9cniej powtarza\'b3a ostatni\'b9 piosenki zwrotk\'ea, i sz\'b3a dalej, aby w par\'ea minut ponownie wykona\'e6 te\'bf same identycznie produkcye.\par \f0\par \f1 Id\'b9cy ulic\'b9 m\'ea\'bfczyzna przystan\'b9\'b3 i patrza\'b3 ciekawie na babin\'ea, wkr\'f3tce jednak, znudzony, oboj\'eatnie odwr\'f3ci\'b3 si\'ea i pocz\'b9\'b3 i\'9c\'e6 dalej.\par \f0\par \f1 W tej samej chwili pos\'b3ysza\'b3 za sob\'b9 wo\'b3anie:\par \f0\par - Hej, panoczku, panoczku! St\'f3jcie-no ino tam, st\'f3jcie!...\par \par \f1 M\'b3ody cz\'b3owiek odwr\'f3ci\'b3 si\'ea i ujrza\'b3 zmierzaj\'b9c\'b9 ku niemu kobiecin\'ea; trzyma\'b3a co\'9c w r\'eaku i kiwa\'b3a na\'f1. Zdziwiony podszed\'b3 bli\'bfej i zapyta\'b3:\par \f0\par \f1 - C\'f3\'bf to, czeg\'f3\'bf ode mnie chcecie?\par \f0\par \f1 Babina za\'9c, podaj\'b9c mu jaki\'9c przedmiot, obja\'9cni\'b3a:\par \f0\par \f1 - A dy\'e6 zgubili\'9cta to panoczku!... Przez ma\'b3a psewr\'f3ci\'b3abym se bez t\'ea torb\'ea...\par \f0\par \f1 Nieznajomy machinalnie uj\'b9\'b3 w r\'eak\'ea, co mu dawano.\par \f0\par \f1 Trzyma\'b3 pugilares du\'bfy, ci\'ea\'bfki i elegancki; by\'b3 on ze sk\'f3ry koloru wi\'9cniowego i mile dotkni\'eaciem swem pie\'9cci\'b3\f0 .\par \par \f1 Na ten widok zarumienione od porannego ch\'b3odu oblicze m\'b3odzie\'f1ca zblad\'b3o, r\'eaka mu zadr\'bfa\'b3a nerwowo, a na ustach, kt\'f3re z lekka poruszy\'b3y si\'ea niedostrzegalnie, zamar\'b3y, jakby niewypowiedziane jakie\'9c s\'b3owa.\par \f0\par \f1 Jednocze\'9cnie spojrzenie jego du\'bfych ciemnych oczu obrzuci\'b3o badawczo uliczk\'ea: wok\'f3\'b3 nie by\'b3o nikogo, tylko zapuszczone story licznych okien u dom\'f3w patrzy\'b3y przed siebie martwem okiem - w ciszy u\'9cpienia jeszcze drzema\'b3o tu miasto.\par \f0\par \f1 Przenikliwy, rozumny wzrok nieznajomego spocz\'b9\'b3 z kolei na twarzy stoj\'b9cej przed nim kobieciny, i zatrzyma\'b3 si\'ea na niej d\'b3ug\'b9 chwil\'ea...\par \f0\par \f1 Zdawa\'b3a si\'ea ona by\'e6 ze wsi, a Bogu dusz\'ea winna, uciera\'b3a w tej chwili sw\'f3j nos zamaszy\'9ccie, nieestetycznym i prymitywnym, ludowi naszemu w\'b3a\'9cciwym sposobem, mrugaj\'b9c r\'f3wnocze\'9cnie ma\'b3emi, zasz\'b3emi krwi\'b9, jak u kr\'f3lika, oczkami. Niew\'b9tpliwie by\'b3a przytem powesela\'b3\'b9 od trunku, a nie pijan\'b9 przed chwil\'b9 wida\'e6 \'9cpiewaj\'b9c\'b9 tylko - tak sobie, gwoli zado\'9c\'e6uczynienia nastrojowi swemu, czy te\'bf mo\'bfe zbytkowi przyrodzonego temperamentu.\par \f0\par \f1 - Dzi\'eakuj\'ea wam! - Lakonicznie rzuci\'b3 nagle nieznajomy, prosto w piegowat\'b9 i czerwon\'b9 twarz babiny i odwr\'f3ciwszy si\'ea z po\'9cpiechem, podni\'f3s\'b3 ko\'b3nierz paltota, wtuli\'b3 w niego g\'b3ow\'ea, nasun\'b9\'b3 na oczy kapelusz i pocz\'b9\'b3 i\'9c\'e6 bardzo szybko, wkr\'f3tce za\'9c pu\'9cci\'b3 si\'ea prawie \'bfe biegiem.\f0\par \par \f1 - A to ci leci!... Niby ta elektryka, zrozumienia nijakiego niemaj\'b9ca, - zawyrokowa\'b3a g\'b3o\'9cno do siebie, wzruszaj\'b9c ramionami, kobiecina.\par \f0\par \f1 Ra\'9fno z miejsca ruszy\'b3a i \'9cpiewa\'e6 znowu pocz\'ea\'b3a, echo za\'9c jej piosenki, odbiwszy si\'ea o mury charakterystycznych, przygarbionych wiekiem kamienic Starego Miasta - pogna\'b3o za nikn\'b9cym ju\'bf w g\'b3\'eabi uliczki m\'ea\'bfczyzn\'b9, ostatni\'b9 sw\'b9, dwukrotnie powt\'f3rzon\'b9, zwrotk\'b9:\par \f0\par "A kto kocha, ten jest zdr\'f3w,\par A kto kocha - ten jest zdr\'f3w..."\par \par \par \par \f1 Zgrzytn\'b9\'b3 klucz w zamku cichej facyatki, otworzy\'b3y si\'ea gwa\'b3townie drzwiczki, i na progu stan\'b9\'b3 w\'b3a\'9cciciel tego mieszkanka. Od powiewu, wywo\'b3anego pr\'b9dem powietrza, zadr\'bfa\'b3y firanki u ma\'b3ego okienka, ze szklanego za\'9c kielicha pochyli\'b3a si\'ea ku fotografii m\'b3odej dziewczyny r\'f3\'bfa aksamitna, jakby pragn\'b9c z ni\'b9 wsp\'f3lnie powita\'e6 pana swego.\par \f0\par \f1 - Nareszcie!... - wyszepta\'b3y z ulg\'b9 usta przyby\'b3ego i ruchem nerwowym, zamkn\'b9wszy cicho drzwi za sob\'b9, przekr\'eaci\'b3 klucz w zamku.\par \f0\par \f1 Rzecz dziwna - natychmiast w czterech \'9ccianach smutnej dot\'b9d izdebki zrobi\'b3o si\'ea jako\'9c weselej i ja\'9cniej!...\par \f0\par \f1 M\'b3odo\'9c\'e6 bowiem i si\'b3a sz\'b3y, bi\'b3y od m\'b3odego mieszka\'f1ca facyatki, i niby brakuj\'b9cy promie\'f1 \'9cwiat\'b3a, o\'bfywi\'b3y, zda si\'ea, wn\'eatrze poddasza.\par \f0\par \f1 Rzuciwszy kapelusz i paltot na krzes\'b3o, m\'b3odzieniec bacznie rozejrza\'b3 si\'ea po swym pokoiku, a zmarszczywszy brwi i jakby co\'9c rozwa\'bfaj\'b9c, pozosta\'b3 w pozycyi stoj\'b9cej d\'b3u\'bfsz\'b9 chwil\'ea.\par \f0\par \f1 Poruszy\'b3 si\'ea jednak niebawem i podszed\'b3 do drzwi, nads\'b3uchuj\'b9c r\'f3wnocze\'9cnie. Postawszy za\'9c tam minut par\'ea, zbli\'bfy\'b3 si\'ea nast\'eapnie do okna, a wpatrzywszy si\'ea w nie przez sekund\'ea mo\'bfe, po kr\'f3tkiem wahaniu, powolnym ruchem spu\'9cci\'b3 rolet\'ea.\par \f0\par \f1 Szarawa ciemno\'9c\'e6 zaleg\'b3a izdebk\'ea.\par \f0\par \f1 M\'b3odzieniec podszed\'b3 do kanapy, przed kt\'f3r\'b9 sta\'b3 stoliczek mahoniowy, i usiad\'b3. Wkr\'f3tce w ciszy rozleg\'b3 si\'ea zgrzyt zapa\'b3ki. Po chwili ma\'b3a lampka o\'9cwietla\'b3a ju\'bf poddasze, m\'b3ody cz\'b3owiek za\'9c, raz jeszcze obejrzawszy si\'ea wko\'b3o, szybko, si\'eagn\'b9\'b3 do kieszeni swego ubrania.\par \f0\par \f1 Nerwowo, \'9cpiesznie wydoby\'b3 stamt\'b9d wr\'eaczony niedawno portfel sk\'f3rzany i, z b\'b3yskiem ciekawo\'9cci w oczach roztworzywszy go, po\'b3o\'bfy\'b3 na stole.\par \f0\par \f1 Z sze\'9cciu, zapi\'eatych ma\'b3emi klapkami, przedzia\'b3\'f3w z\'b3o\'bfony, z wielk\'b9 spodni\'b9, id\'b9c\'b9 przez ca\'b3\'b9 d\'b3ugo\'9c\'e6 jego kieszeni\'b9, w oczekiwaniu, cicho, pugilares patrze\'e6 si\'ea zdawa\'b3 na siedz\'b9cego m\'ea\'bfczyzn\'ea...\par \f0\par \f1 R\'eace jego jednak, dotkn\'b9wszy si\'ea tylko pobie\'bfnie wype\'b3nionych kryj\'f3wek, zatrzyma\'b3y si\'ea chwil\'ea bezczynnie, a na nerwowej twarzy odbi\'b3o zdumienie, po\'b3\'b9czone jakby z przestrachem.\par \f0\par \pard\tx709\f1 - Jak to, wi\'eac tak du\'bfo tu czego\'9c? -m\'f3wi\'b3y wyra\'9fnie wielkie, wyrazu pe\'b3ne oczy m\'b3odzie\'f1ca, i jednocze\'9cnie pyta\'e6 si\'ea zdawa\'b3y niepewne: - Czy tylko to aby pieni\'b9dze?..\par \f0\par \f1 I dziwna reakcya odbywa\'b3a si\'ea w duszy jego. \par \f0\par \pard\f1 Gdy kr\'eatemi uliczkami lecia\'b3 do swego mieszkanka, pali\'b3a go ch\'ea\'e6 ujrzenia, co zawiera portfel, a obecnie?... L\'eak oto jaki\'9c niewyt\'b3umaczony zaw\'b3adn\'b9\'b3\f0 nim nagle.\par \par \f1 Przeczucie m\'f3wi\'b3o mu wyra\'9fnie, \'bfe tu, przed nim, w pugilaresie tym, ukryty na razie od oczu ludzkich, mie\'9cci\'b3 si\'ea maj\'b9tek mo\'bfe, tkwi\'b3 pieni\'b9dz - ten talizman ludzkiego dobrobytu i szcz\'ea\'9ccia, drzema\'b3a \'9cwiata tego pot\'eaga - z\'b3oto...\par \f0\par A jednak nie\f1 poruszy\'b3 on dot\'b9d wcale portfelu... Dlaczego?\par \f0\par \f1 Bo z przeczuciem bogactw, kt\'f3re czeka\'e6 si\'ea zdawa\'b3y tylko dotkni\'eacia jego, czu\'b3 dobrze, zdawa\'b3 sobie on spraw\'ea z czego\'9c innego r\'f3wnie\'bf.\par \f0\par \f1 To by\'b3a w\'b3asno\'9c\'e6 cudza!...\par \f0\par \f1 Upomn\'b9 si\'ea o ni\'b9 niew\'b9tpliwie; on za\'9c, nie wiedz\'b9c, co si\'ea tam znajduje, mo\'bfeby m\'f3g\'b3 jeszcze, pomimo swej n\'eadzy, zwr\'f3ci\'e6 w\'b3a\'9ccicielowi ten oto przedmiot, czy uczyni to jednak, unurzawszy r\'eace w zawarto\'9cci jego?\par \f0\par \f1 Z r\'eak\'b9 na portfelu opart\'b9 m\'ea\'bfczyzna zamy\'9cli\'b3 si\'ea bardziej jeszcze.\par \f0\par \f1 Wszak, cho\'e6 z pozoru wes\'f3\'b3 i syty, nie posiada\'b3 on w istocie na razie z\'b3amanego szel\'b9ga przy duszy. Ostatnie pieni\'b9dze wyda\'b3 na bilet kolejowy, kt\'f3ry pozwoli\'b3 mu wr\'f3ci\'e6 w \'9cciany poddasza z wczorajszej zamiejskiej wycieczki, zwi\'b9zanej z nadziej\'b9 otrzymania posady.\par \f0\par Nie otrzyma\f1\'b3 jej - wraca\'b3 z niczem; g\'b3odne dzisiaj ju\'bf teraz pytaj\'b9co zagl\'b9da\'b3o mu w oczy zimnem nieub\'b3aganem spojrzeniem.\par \f0\par A tu, przed nim!...\par \par \f1 M\'b3odzieniec zerwa\'b3 si\'ea z kanapki i przebieg\'b3 pok\'f3j kilka razy. Nagle, wytrzyma\'e6 snad\'9f ju\'bf nie mog\'b9c, pochwyci\'b3 w dr\'bf\'b9ce r\'eace le\'bf\'b9cy portfel i rozpi\'b9\'b3 ruchem gwa\'b3townym po kolei wszystkie jego kieszonki...\par \f0\par \f1 I oto z jednego przedzia\'b3u natychmiast z przyciszonym brz\'eakiem posypa\'b3y si\'ea na wyszarza\'b3\'b9 serwet\'ea stolika rulony z\'b3ota, b\'b3yszcz\'b9ce, nowe - zamigota\'b3y w niepewnem \'9cwietle lampy i u\'b3o\'bfy\'b3y si\'ea cicho... W \'9clad za nimi z innych kieszonek portfelu z szelestem wypad\'b3y pliki storubl\'f3wek, w opaskach, a z kryj\'f3wki jego spodniej wysun\'ea\'b3y si\'ea do po\'b3owy wielkie kwadraty pi\'ea\'e6setrubl\'f3wek!...\par \f0\par \f1 Wi\'eac nie by\'b3o to urojeniem, marzeniem, mrzonk\'b9!.. Rzeczywi\'9ccie zatem drzema\'b3 tu pieni\'b9dz w swym majestacie!..\par \f0\par \f1 M\'b3ody cz\'b3owiek odskoczy\'b3 od sto\'b3u i wpatrzy\'b3 si\'ea w nagromadzon\'b9 kup\'ea grosza. \par \f0\par \f1 Na twarz jego wyst\'b9pi\'b3 wyraz chciwo\'9cci i oszpeci\'b3 j\'b9, oczy g\'b3\'eabokie, du\'bfe, przybra\'b3y po\'b3ysk koci i wpi\'b3y si\'ea uporczywie w banknoty i z\'b3oto.\par \f0\par \f1 Po chwili zbli\'bfy\'b3 si\'ea ponownie do stolika. Lubie\'bfnym ruchem swej delikatnej r\'eaki przesun\'b9\'b3 po nagromadzonych pieni\'b9dzach, a po ciele jego r\'f3wnocze\'9cnie przelecia\'b3 dreszcz.\par \f0\par \f1 Jak w\'b3osy pi\'eaknej kobiety, jak cia\'b3o jej zmys\'b3owe, aksamitne, pie\'9cci\'b3y go banknoty... Zanurzy\'b3 r\'eak\'ea g\'b3\'eabiej i dotkn\'b9\'b3 si\'ea z\'b3ota.\par \f0\par \f1 Z cichym brz\'eakiem rozsypa\'b3o si\'ea ono w strumyk b\'b3yszcz\'b9cy, a nim do g\'b3\'eabi ponownie wstrz\'b9sn\'b9\'b3 dreszcz.\par \f0\par \f1 Nigdy w \'bfyciu swem nie mia\'b3 tyle pieni\'eadzy u siebie. Fortuna zawsze impertynencko odwraca\'b3a si\'ea od niego, szcz\'ea\'9ccie dotychczas ucieka\'b3o ode\'f1 r\'f3wnie\'bf, jak od zapowietrzonego, pieni\'b9dz za\'9c, drwi\'b9co unosz\'b9c si\'ea w niedost\'eapnych dla\'f1 wy\'bfynach, niepochwytny, szyderczy - stroni\'b3 od niego stale.\par \f0\par \f1 M\'b3odzieniec przesuwa\'b3 wci\'b9\'bf machinalnie r\'eak\'b9 po storubl\'f3wkach. Przed oczyma miga\'b3y mu wizerunki, podpisy na banknotach, z\'b3ote imperya\'b3y zimnym dotykiem g\'b3aska\'b3y jego d\'b3o\'f1...\par \f0\par \f1 Wyrwawszy r\'eak\'ea wreszcie z pieszczotliwego u\'9ccisku z\'b3ota, m\'ea\'bfczyzna pochwyci\'b3 nagle pliki storubl\'f3wek i liczy\'e6 pocz\'b9\'b3.\par \f0\par \f1 Dr\'bf\'b9ce r\'eace jego bra\'b3y i porzuca\'b3y co chwila zwitki banknot\'f3w; szelest papieru, zduszony d\'9fwi\'eak monety zagra\'b3y w ciszy izdebki, zdziwi\'b3y te biedne \'9cciany, tak zdawna odwyk\'b3e od brz\'eaku pieni\'eadzy, wyganiaj\'b9c, zdawa\'b3o si\'ea, bied\'ea, przykuc\'b3\'b9 gdzie\'9c w k\'b9cie, z legowiska swego. I widmo jej w \'b3achmanach znikn\'ea\'b3o przestraszone, wygnane szmerem poddanych Z\'b3otego Cielca - umkn\'ea\'b3o, szukaj\'b9c gdzie indziej schronienia.\par \f0\par \f1 A m\'b3ody cz\'b3owiek wci\'b9\'bf liczy\'b3... Teraz d\'b3o\'f1 jego dotyka\'b3a zwitka pi\'ea\'e6setrubl\'f3wek. By\'b3o ich dwadzie\'9ccia.\par \f0\par Ciem\f1 ny rumieniec powoli wyst\'eapowa\'b3 na \'9cniad\'b9 twarz m\'b3odzie\'f1ca, oczy za\'9c jego pali\'b3y si\'ea bezustannie chciwo\'9cci niezdrowym blaskiem.\par \f0\par \f1 W papierach i z\'b3ocie, z pewn\'b9, drobn\'b9 tylko r\'f3\'bfnic\'b9, by\'b3o wszystkiego dwadzie\'9ccia siedem tysi\'eacy.\par \f0\par \f1 M\'b3odzieniec odst\'b9pi\'b3 od sto\'b3u i wolno z rozmys\'b3em pocz\'b9\'b3 przechadza\'e6 si\'ea po izdebce.\par \f0\par \f1 - Dwadzie\'9ccia i siedem tysi\'eacy!.. Dwadzie\'9ccia i siedem...\par \f0\par \f1 Powtarzaj\'b9c si\'ea bezustanku, w g\'b3owie jego hucza\'b3a i wraca\'b3a my\'9cl jedna, a dziesi\'b9tki innych gin\'ea\'b3y, topi\'b3y si\'ea tylko w niej, jak w chaosie, zanika\'b3y - milk\'b3y... \par \f0\par \f1 On zatem, kt\'f3ry pr\'f3cz jedynego na sobie odzienia i tych paru sprz\'eat\'f3w woko\'b3o, nie posiada\'b3 nic na \'9cwiecie, on - za jednym zamachem m\'f3g\'b3 sta\'e6 si\'ea oto w\'b3a\'9ccicielem owych, rozsypanych przed \par nim pieni\'eadzy?..\par \f0\par \f1 M\'b3odzieniec zadr\'bfa\'b3.\par \f0\par - A m\f1 oralno\'9c\'e6? a etyka? To w\'b3asno\'9c\'e6 nie twoja, to zguba czyja\'9c tylko, ty powiniene\'9c pieni\'b9dz ten zwr\'f3ci\'e6, zwr\'f3ci\'e6, zwr\'f3ci\'e6!.. jak r\'f3j owad\'f3w nagle zabrzmia\'b3y w uszach m\'ea\'bfczyzny jakie\'9c szepty i g\'b3osy.\par \f0\par \f1 - Odda\'e6? ha-ha-ha!.. A to dlaczego? ciekawym? - zadrwi\'b3 rozs\'b9dek zimny natychmiast. - "On prend son bien, ou on le trouve." - Znalaz\'b3e\'9c - to twoje! A zreszt\'b9, gdyby to samo, co ty, znalaz\'b3 by\'b3 kto inny, czy my\'9clisz, \'bfe post\'b9pi\'b3by on inaczej?\par \f0\par \f1 - Odda\'b3by, odda\'b3 na pewno, bo chcia\'b3by pozosta\'e6 uczciwym!.. - silny g\'b3os prawo\'9cci rozleg\'b3 si\'ea \'9cmia\'b3o w duszy m\'ea\'bfczyzny.\par \f0\par \f1 Wstrz\'b9sn\'b9\'b3 si\'ea m\'b3ody mieszkaniec facyatki i przetar\'b3 r\'eak\'b9 czo\'b3o, po chwili za\'9c zm\'eaczony usiad\'b3 na jednym z koszlawych fotelik\'f3w i, podpar\'b3szy g\'b3ow\'ea d\'b3oni\'b9, zaduma\'b3 si\'ea g\'b3\'eaboko.\par \f0\par \f1 A rozum drwi\'b3 dalej bezlito\'9cnie, zjadliwie, s\'b9cz\'b9c si\'ea kroplami ironii:\par \f0\par \f1 - Nie s\'b3uchaj bredni i sentymentalnych mrzonek! - szepta\'b3. - Uczciwo\'9c\'e6 - frazesa!.. Kt\'f3\'bf naprawd\'ea uczciwym jest w czasach obecnych? Obejrzyj si\'ea tylko i wpatrz uwa\'bfnie w ludzi, walcz\'b9cych o byt obok ciebie. Czy\'f1 wreszcie, jak chcesz... odtr\'b9\'e6 \'b3askawy u\'9cmiech fortuny!..\par \f0\par \f1 Los, odbieraj\'b9c mo\'bfe naumy\'9clnie drugiemu, co mia\'b3 zanadto w swym trzosie, pragnie dobrotliwy, obdarzy\'e6 ciebie, nie chcesz-li?\par \f0\par \f1 - Ha, to b\'b9d\'9f sobie zatem wspania\'b3omy\'9clnym, szlachetnym, wielkim! Umieraj z g\'b3odu, b\'b9d\'9f g\'b3upim!.. Ale pami\'eataj, \'bfe gorzkiemi \'b3zami \'bfa\'b3owa\'e6 kiedy\'9c b\'eadziesz chwili swojego sza\'b3u - pami\'eataj, \'bfe\'9c biednym!\par \f0 \par \f1 Za\'9cmia\'b3 si\'ea jeszcze rozum szyderczo i umilk\'b3, m\'ea\'bfczyzna za\'9c, zadumany, pochyli\'b3 si\'ea na krze\'9cle, jakby przygnieciony do ziemi, opar\'b3szy przytem \'b3okcie na kolanach, ukry\'b3 twarz w d\'b3onie.\par \f0\par \f1 Tak, niestety, by\'b3 on biednym!..\par \f0\par \f1 Straciwszy matk\'ea lat temu par\'ea, uczy\'b3 si\'ea nast\'eapnie za granic\'b9: w Niemczech i we Francyi. odebrawszy kosztem bogatego stryja wykszta\'b3cenie nie fachowe, lecz og\'f3lne i staranne, zdecydowa\'b3 si\'ea rok temu w\'b3a\'9cnie powr\'f3ci\'e6 do miasta, gdzie ujrza\'b3 by\'b3 \'9cwiat\'b3o dzienne, by zbli\'bfy\'e6 si\'ea do dotychczasowego opiekuna swego, a brata rodzonego nie\'bfyj\'b9cego ju\'bf ojca.\par \f0\par \f1 W m\'b3odzie\'f1czej wyobra\'9fni studenta roi\'b3a si\'ea nawet pod\'f3wczas nadzieja \'9cmia\'b3a ow\'b3adni\'eacia sercem starego bogacza, aby po najd\'b3u\'bfszem \'bfyciu zapisa\'b3 mu mienie.\par \f0\par \f1 Tembardziej zatem \'9cpieszy\'b3 si\'ea z swoim wyjazdem, lecz przyby\'b3 za p\'f3\'9fno niestety; stryja swego ju\'bf nie zasta\'b3.\par \f0\par \f1\'a3o\'bf\'b9cy tylko z obowi\'b9zku na studya bratanka, a nie przywi\'b9zany do\'f1 zgo\'b3a innym, serdeczniejszym w\'eaz\'b3em, par\'ea tygodni temu w\'b3a\'9cnie starzec przeni\'f3s\'b3 si\'ea by\'b3 do wieczno\'9cci, zapisawszy ca\'b3y maj\'b9tek na dobroczynne cele.\par \f0\par \f1 Nie zastawszy wi\'eac w mie\'9ccie nikogo na razie, kto by go zna\'b3 lub pami\'eata\'b3, odwa\'bfnie z bied\'b9 wzi\'b9\'b3 si\'ea on w\'f3wczas za bary.\par \f0\par \f1 Przepisywa\'b3 referaty, polisy ubezpieczeniowe, dawa\'b3 lekcye, czyni\'b3, co tylko m\'f3g\'b3 i zdobywa\'b3 miejsce przy biesiadnym, og\'f3lno ludzkim, a tak zazwyczaj niego\'9ccinnym stole...\par \f0\par \f1 0 ch\'b3odzie i g\'b3odzie mija\'b3y mu w ten spos\'f3b dnie ca\'b3e, gorycz jednak do \'bfycia, w walce o byt ci\'b9g\'b3ej, nie rozgaszcza\'b3a si\'ea w duszy jego, nie maj\'b9cego po prostu czasu w bezbarwnej swej biedzie i gor\'b9czce zarobku analizowa\'e6 ciemnych stron swego \'bfywota. Miesi\'eacy par\'ea temu dopiero si\'b3a okoliczno\'9cci i ludzi, o kt\'f3rych ociera\'e6 si\'ea pocz\'b9\'b3, \'bfal wyklu\'b3 mu si\'ea w duszy do \'9cwiata, s\'b9cz\'b9c z niej niezadowolenie i gorycz.\par \f0\par \f1 Traf \'9clepy zrz\'b9dzi\'b3 pewnego dnia, i\'bf spotka\'b3 r\'f3wie\'9cnika swego z lat dawnych.\par \f0\par \f1 Przy wspomnieniu tem ostatniem, m\'b3ody mieszkaniec poddasza zmarszczy\'b3 brwi i zamy\'9cli\'b3 si\'ea jeszcze g\'b3\'eabiej, ni\'bf przedtem.\par \f0\par \f1 Dawny jego kolega szkolny z kraju i zagranicy, Edmund R-ski, potrosze nawet kuzyn i towarzysz zabaw dziecinnych - dzi\'9c bywalec stolicznych salon\'f3w, ch\'b3opiec zamo\'bfny, zbli\'bfy\'b3 si\'ea do niego pierwszy w\'f3wczas. By\'b3o to podczas karnawa\'b3u, w zimie, w jednej z kawiar\'f1, bardziej ucz\'easzczanych w mie\'9ccie.\par \f0\par \f1 Po d\'b3u\'bfszej gaw\'eadzie i rozpami\'eatywaniu m\'b3odzie\'f1czych lat ubieg\'b3ych, Edumund R-ski rzek\'b3 mu wtedy:\par \f0\par \f1 - Wiesz co, m\'f3j drogi? Dobrze si\'ea nazywasz, \'b3adne masz maniery, kt\'f3re pozosta\'b3y ci po rodzicach i wychowaniu starannem, notabene wcale dobrze i z akcentem m\'f3wisz po francusku, tandem tedy zaproponowa\'b3bym ci co\'9c... tylko nie obra\'9f si\'ea na mnie przypadkiem... Gdyby ci\'ea tak ubra\'e6 elegancko, bardzo dobry i okaza\'b3y by\'b3by z ciebie tancerz... He, c\'f3\'bf ty na to? Proszony w\'b3a\'9cnie jestem o m\'b3odzie\'bf do pa\'f1stwa W. na bal, pojutrze, chod\'9f ze mn\'b9... Siedzisz i marnujesz si\'ea gdzie\'9c w k\'b9cie, qui lo sa, przystojnym jeste\'9c, a nu\'bf podobasz si\'ea komu?.. Ja ci pomog\'ea i u\'b3atwi\'ea wszystko...\par \f0\par \f1 Od s\'b3owa do s\'b3owa, da\'b3 si\'ea nam\'f3wi\'e6 wtedy. Otrzymawszy od bogatego i hojnego, oraz uprzejmego kuzyna po\'bfyczk\'ea, wyekwipowa\'b3 si\'ea i poszed\'b3 na bal z nim razem.\par \f0\par \f1 Edmund R. przeprowadzi\'b3 rzecz ca\'b3\'b9 bardzo zr\'eacznie. Przedstawiwszy protegowanego swego, nie omieszka\'b3 przypomnie\'e6 wszystkim z osobna o stryju jego, filantropijnym zapisodawcy, a tak\'bfe o rodzicach, ongi, przed laty, zamo\'bfnych i wp\'b3ywowych. Dobrze wychowanego, eleganckiego i mi\'b3ego tancerza zaprasza\'e6 pocz\'eato ch\'eatnie, tembardziej, i\'bf powszechnie wiedziano o przyja\'9fni jego z Edmundem R., znanym i cenionym bywalcem.\par \f0\par \f1 M\'b3ody mieszkaniec skromnego poddasza poruszy\'b3 si\'ea niespokojnie na krze\'9cle i spojrza\'b3 przed siebie wzrokiem zamglonym, zapatrzonym we wspomnienia w\'b3asne.\par \f0\par \f1 W\'f3wczas to, po owym pierwszym balu, przest\'b9pi\'b3 on zaczarowany dla\'f1 dot\'b9d pr\'f3g salon\'f3w i zapami\'eatale bawi\'e6 si\'ea pocz\'b9\'b3. \'afycie, kt\'f3re prowadzi\'b3, upaja\'b3o go. Niepomny jutra - szala\'b3.\par \f0\par \f1 Trwa\'b3o to tygodni par\'ea, i nagle sko\'f1czy\'b3o si\'ea wszystko... Edmund R-ski, wezwany telegraficznie do umieraj\'b9cej siostry za granic\'ea, wyjecha\'b3, pieni\'b9dze wyczerpa\'b3y si\'ea r\'f3wnocze\'9cnie, a zaniedbana czasowo jego w\'b3asna zarobkowa praca wysun\'ea\'b3a mu si\'ea z r\'b9k; kto\'9c inny, tak\'bfe potrzebuj\'b9cy biedak, zast\'b9pi\'b3 go.\par \f0\par \f1 W okienko facyatki karnawa\'b3owicza zajrza\'b3 g\'b3\'f3d; po wizytach i balach pozosta\'b3 w pami\'eaci jego tylko chaos og\'f3lny - wra\'bfenie chwil rozkosznie jakby prze\'9cnionych, i jedno wspomnienie trwa\'b3e.\par \f0\par \f1 Oczy m\'b3odego m\'ea\'bfczyzny zadumane, w tej chwili b\'b3yszcz\'b9ce i jakby tkliwe, skierowa\'b3y si\'ea w r\'f3g izdebki, gdzie w p\'f3\'b3\'9cwietle lampy majaczy\'b3a fotog\f0 rafia.\par \par \f1 Naby\'b3 j\'b9 u fotografa i niemal codziennie stroi\'b3 w kwiaty; przedstawia\'b3a za\'9c ona eleganck\'b9 pann\'ea z towarzystwa, c\'f3rk\'ea ukrai\'f1skiego magnata, b\'b3yszcz\'b9c\'b9 ubieg\'b3ego karnawa\'b3u w salonach pi\'eakno\'9cci\'b9, dowcipem, otoczona rojem wielbicieli, a kt\'f3r\'b9 pokocha\'b3 uczuciem mi\'b3o\'9cci pierwszej - prawdziwej.\par \f0\par \f1 Dla niej rzuci\'b3 si\'ea w wir czczych zabaw bez \'9crodk\'f3w po temu, bez pami\'eaci...\par \f0\par \f1 Odepchni\'eatemu tward\'b9 r\'eak\'b9 biedy od rydwanu bawi\'b9cego si\'ea \'9cwiata - przes\'b3oni\'eatego w pami\'eaci jego gaz\'b9 u\'b3udn\'b9, mieni\'b9cego si\'ea setkami odcieni i blask\'f3w - pozosta\'b3y tylko wspomnienia dr\'eacz\'b9ce, rozkoszne, kilkunastu rozm\'f3w, ta\'f1c\'f3w, u\'9ccisk\'f3w d\'b3oni, spojrze\'f1... i - nabyta za pieni\'b9dz w\'b3asny fotografia pi\'eaknej dziewczyny.\par \f0\par \f1 Mydlana ba\'f1ka z\'b3udna - marzenie!..\par \f0\par \f1 Siedz\'b9cy wci\'b9\'bf w zamy\'9cleniu przed stolikiem m\'b3odzieniec g\'b3ow\'ea pochyli\'b3 i ponownie ukry\'b3 j\'b9 w d\'b3onie. Niby na jawie, przed oczyma \'bfywo stan\'b9\'b3 mu bal ostatni... W jarz\'b9cej si\'ea \'9cwiate\'b3 powodzi, w\'9cr\'f3d ko\'b3ysz\'b9cych si\'ea w takt melodyjnego walca par, sun\'eali oni w\'f3wczas po szklistej posadzce salon\'f3w...\par \f0\par \f1 Ona mia\'b3a spuszczon\'b9 g\'b3\'f3wk\'ea cudn\'b9 i opiera\'b3a si\'ea z wdzi\'eakiem na jego ramieniu, on za\'9c, tul\'b9c nieznacznie tancerk\'ea sw\'b9 do piersi, po\'bfera\'b3 wzrokiem jej twarz, nagie ramiona i szyj\'ea kszta\'b3tn\'b9, a d\'b3ug\'b9 i gi\'eatka, jak kwiat, o \'b3odydze wysokiej.\par \f0\par Od czasu do cza\f1 su pi\'eakna panna wznosi\'b3a na niego swoje g\'b3\'eabokie, mieni\'b9ce si\'ea \'9frenice, i spojrzenia ich spotyka\'b3y si\'ea na chwil\'ea...\par \f0\par \f1 Potem \'9cliczne dziewcz\'ea przykrywa\'b3o zn\'f3w oczy d\'b3ugiemi rz\'easami; on rzuca\'b3 s\'b3\'f3wko, przyciska\'b3 machinalnie kibi\'e6 jej do siebie, czekaj\'b9c ponownie niemej \'9frenic rozmowy. Nagle uciszy\'b3o si\'ea w balowej sali...\par \f0\par \f1 To muzyka usta\'b3a by\'b3a, a oni walcowali jeszcze, ci\'b9gle przytuleni do siebie - zro\'9cli skrytem jakby pragnieniem.\par \f0\par \f1 P\'f3\'9fniej odprowadzi\'b3 znu\'bfon\'b9 sw\'b9 tancerk\'ea, a ona leciute\'f1ko, dzi\'eakczynnie paluszkami drobnemi \'9ccisn\'ea\'b3a jego d\'b3o\'f1...\par \f0\par \f1 M\'b3odzieniec zerwa\'b3 si\'ea z krzes\'b3a, potr\'b9ci\'b3 je gwa\'b3townie, i du\'bfymi krokami zacz\'b9\'b3 przebiega\'e6 szybko sw\'f3j pokoik. Jednocze\'9cnie z wyrazem mi\'b3o\'9cci bezgranicznej spojrzenie jego pobieg\'b3o do kom\'f3dki ma\'b3ej, gdzie sta\'b3a fotografia z r\'f3\'bf\'b9.\par \f0\par \f1 Z kryszta\'b3owego kielicha delikatnie wychyla\'b3 si\'ea kwiat purpurowy, dotykaj\'b9c warg prawie dziewczyny. Usteczka jej ma\'b3e u\'9cmiecha\'b3y si\'ea rozkosznie, poca\'b3unku zda si\'ea spragnione...\par \f0\par \f1 M\'b3ody cz\'b3owiek pozostawa\'b3 chwil\'ea w niemej kontemplacyi ub\'f3stwianego przez si\'ea k\'b9cika izdebki, a\'bf wreszcie powoli wzrok sw\'f3j przeni\'f3s\'b3 w stron\'ea stolika, gdzie le\'bfa\'b3y cicho banknoty i z\'b3oto.\par \f0\par \f1 Wyraz marzenia, ekstazy b\'b3yskawicznie znik\'b3 z jego oblicza - przypomnia\'b3 sobie chwil\'ea obecn\'b9.\par \f0\par \f1 Zwolna do stolika zbli\'bfa\'e6 si\'ea pocz\'b9\'b3; utkwiwszy spojrzenie w rozsypanych pieni\'b9dzach, jednocze\'9cnie my\'9cla\'b3:\par \f0\par \f1 - Niemi tylko mo\'bfe zdoby\'e6 bym m\'f3g\'b3 swe marzenie, one pozwol\'b9 mi i u\'b3atwi\'b9 zbli\'bfenie do ukochanej! A potem...\par \f0\par \f1 I mimo woli znowu spojrza\'b3 m\'b3odzieniec w r\'f3g pokoiku.\par \f0\par Oczy dziewczyny \f1 kusz\'b9ce patrzy\'b3y zalotnie, pali\'b3y go, obiecywa\'e6 si\'ea zdawa\'b3y rozkoszy u\'b3ud\'ea, mi\'b3o\'9c\'e6 - szcz\'ea\'9ccie!.. Rumieniec obla\'b3 twarz m\'ea\'bfczyzny.\par \f0 \par \f1 - Ach, mie\'e6 j\'b9, posiada\'e6, i \'bfy\'e6 jej \'bfyciem, zla\'e6 si\'ea z ni\'b9 istnieniem i dusz\'b9!.. - zawirowa\'b3a mu w g\'b3owie my\'9cl uporczywa.\par \f0\par \f1 - Przecie\'bf to c\'f3rka magnata; ksi\'b9\'bf\'eata, hrabiowie ubiegaj\'b9 si\'ea o ni\'b9, czem\'bfe ty jeste\'9c dla niej? - zerem, nie otrzymasz jej nigdy, - uspakaja\'b3a m\'f3zg, nerwy wzburzone, trze\'9fwa, zimna logika. - Chyba, \'bfe pieni\'eadzy tych oto posi\'b9dziesz wiele... wiele...\par \f0\par - Z m\f1 a\'b3ych strumieni tworz\'b9 si\'ea rzeki; we\'9f to, a mo\'bfe ci wi\'eacej przyb\'eadzie!.. - szepn\'b9\'b3 rozum podst\'eapnie.\par \f0 \par \f1 M\'b3ody mieszkaniec facyatki schwyci\'b3 si\'ea nagle za g\'b3ow\'ea.\par \f0\par \f1 Bo\'bfe, Bo\'bfe! - wyszepta\'b3 - c\'f3\'bf jednak uczyni\'b3o ze mnie to, tak kr\'f3tkie zetkni\'eacie si\'ea z \'9cwiatem zbytku, to zbratanie si\'ea, otarcie z lud\'9fmi szychu i z\'b3ota! Jak\'bfe innym by\'b3em dawniej! Jak\'bfe - lepszym!..\par \f0\par \f1 M\'ea\'bfczyzna smutnie zwiesi\'b3 g\'b3ow\'ea.\par \f0\par \f1 Teraz, przyjrzawszy si\'ea niedawno ludziom bogatym, ich trybowi \'bfycia, czu\'b3 w sobie, poza uczuciem mi\'b3o\'9cci, dziesi\'b9tki zwi\'b9zanych z niem pragnie\'f1. Z\'b3oto, ten bo\'bfek dumny i wspania\'b3y, przed kt\'f3rym korzy\'b3y si\'ea miliony, ol\'9cniewa\'b3 go, mami\'b3... Przedsmak za\'9c mo\'bfliwych w dalekiej przysz\'b3o\'9cci bogactw, u\'bfycia, a kto wie, mo\'bfe znaczenia i wp\'b3yw\'f3w, wesp\'f3\'b3 z osi\'b9gni\'eaciem najprz\'f3d ukochanej kobiety, za pomoc\'b9 tego oto, rozsypanego przed nim grosza - odbiera\'b3 mu r\'f3wnowag\'ea duchow\'b9, miesza\'b3 my\'9cli.\par \f0\par \f1 Porwa\'b3 si\'ea znowu z miejsca i po pokoju biega\'e6 pocz\'b9\'b3, niebawem jednak rzuci\'b3 si\'ea na krzes\'b3o, wyczerpany, uporczywie, ponownie wpatrzywszy si\'ea \f0 w fotografie ukochanej.\par \par \f1 Od czasu do czasu odrywa\'b3 wzrok od drogich rys\'f3w kobiety i przenosi\'b3 go z wolna na stos banknot\'f3w i z\'b3ota. P\'f3\'9fniej spojrzenie jego, wewn\'eatrznej pracy my\'9cli jakby pos\'b3uszne, wraca\'b3o powt\'f3rnie do lubego wizerunku.\par \f0\par Przy samych wargac\f1 h dziewczyny dr\'bfa\'b3 kwiat purpurowy obecnie - dziewcz\'ea i r\'f3\'bfa ca\'b3owa\'b3y si\'ea teraz lubie\'bfnie...\par \f0\par \f1 A w izdebce tymczasem lampa powoli dogasa\'e6 pocz\'ea\'b3a stopniowo, niepewnem, migoc\'b9cem \'9cwiat\'b3em k\'b3\'f3c\'b9c si\'ea jakby z r\'b9bkiem radosnego s\'b3o\'f1ca, poprzez rolety zagl\'b9daj\'b9cego co chwila do wn\'eatrza facyaty.\par \f0\par \f1 I p\'f3\'b3cienie jakie\'9c, tajemnicze, mgliste wsun\'ea\'b3y si\'ea r\'f3wnocze\'9cnie na poddasze - zaludni\'b3y cicho puste, zakurzone k\'b9ty jego...\par \f0\par \f1 Siedz\'b9cy m\'b3ody cz\'b3owiek zrywa si\'ea nagle z krzes\'b3a swego.\par \f0\par \f1 Bo oto niespodzianie dwoi\'e6 mu si\'ea w o\f0 czach zaczyna...\par \par \f1 Rozsypane na stole z\'b3oto zalewa izdebk\'ea ca\'b3\'b9, a z kom\'f3dki starej zst\'eapowa\'e6 zaczyna z wolna ona sama, zamglona i powiewna posta\'e6... Dotykaj\'b9c stopkami drobnemi z\'b3ota, idzie ku niemu ona, z zalotnym u\'9cmiechem, pi\'eakna niewinna - chyli si\'ea ro\f0 zkosznie w jego ramiona!.. \par \par \f1 M\'ea\'bfczyzna ku zjawisku temu wyci\'b9ga instynktownie r\'eace, na wp\'f3\'b3 przytomnie naprz\'f3d pochyla...\par \f0\par Lecz oto nagle czar pryska...\par \par \f1 Wype\'b3niaj\'b9ca wn\'eatrze izdebki z\'b3ocista przestrze\'f1 znika, zjawisko eteryczne za\'9c zaczyna oddala\'e6 si\'ea coraz bardziej, unosi w g\'f3r\'ea, niepochwytne, a za niem tylko na ciemnawem tle facyatki, jak w\'b9\'bf ognisty, wije si\'ea struga b\'b3yszcz\'b9ca \'9ccie\'bfka, dotyka st\'f3p jego - pomostem z\'b3ota \'b3\'b9cz\'b9c go w ten spos\'f3b z uchodz\'b9cym cieniem ub\'f3stwianej przeze\'f1 kobiety.\par \f0\par Wreszcie znika wszystko.\par \par \f1 M\'b3ody m\'ea\'bfczyzna przeciera d\'b3oni\'b9 czo\'b3o, rozgl\'b9da si\'ea...\par \f0\par Niema nikogo!\par \par \f1 C\'f3\'bf to wi\'eac by\'b3o?\par \f0\par \f1 Hallucynacya zapewne napr\'ea\'bfonych nerw\'f3w i rozigranej wyobra\'9fni, rzucaj\'b9ca mu na ekran p\'f3\'b3cieni\'f3w izdebki fantasmagoryczny obraz noszonego ci\'b9gle w duszy dziewcz\'eacia! Wp\'b3yw to rozprz\'ea\'bfonych wra\'bfe\'f1 i my\'9cli, skutkiem wysi\'b3ku, szumi\'b9cego jak potok, nawa\'b3em zw\'b9tpie\'f1 i pyta\'f1 m\'f3zgu. Zapewne...\par \f0\par \f1 I m\'b3odzieniec powt\'f3rnie przeciera d\'b3oni\'b9 zm\'eaczone czo\'b3o, a jednocze\'9cnie \'bfa\'b3uje jakby, \'bfe widzenie ju\'bf pierzch\'b3o. Przed oczyma stoi mu ci\'b9gle, jak \'bfywy, obraz jej, ukochanej - ch\'b3onie w siebie jej posta\'e6 wdzi\'eaczn\'b9, ca\'b3uje my\'9cl\'b9 oczy jej i usta.\par \f0\par \f1 W przelocie zarazem, po raz nie wiadomo ju\'bf kt\'f3ry, wzrok jego dotyka banknot\'f3w i z\'b3ota, a w duszy bunt mu si\'ea zrywa.\par \f0\par - Jak to?.\f1 . On mia\'b3by odtr\'b9ci\'e6 od siebie ten grosz, i w ten spos\'f3b straci\'e6, na zawsze mo\'bfe, \'9crodki ku zdobyciu drogiej sercu kobiety?.. Zniszczy\'e6 bezpowrotnie pomost z\'b3ocisty, \'b3\'b9cz\'b9cy go z ni\'b9 jakby w widzeniu proroczem?\par \f0\par \f1 Nie, przenigdy. Tak naiwnym nie b\'eadzie...\par \f0\par P\f1 ieni\'b9dz ten potroi, maj\'b9tek zrobi, fortun\'ea - z\'b3otem prze\'b3amie, zwalczy przeszkody wszelkie.\par \f0\par \f1 - Zrobi\'e6 maj\'b9tek, czy\'bf to tak \'b3atwo? - na dnie duszy gdzie\'9c zatajone zw\'b9tpienie nagle ironicznie pyta, jakby ostudzi\'e6 pragn\'b9c przedwczesn\'b9 rado\'9c\'e6.\par \f0\par Chmura niezadow\f1 olenia przelatuje po czole m\'ea\'bfczyzny.\par \f0\par \f1 - Tak, zaiste, prawda, to nie tak \'b3atwo. Lecz z pot\'eag\'b9 pieni\'eadzy w d\'b3oni tak, czy te\'bf inaczej, do wszystkiego zawsze doj\'9c\'e6 \'b3acniej w \'bfyciu; - klucz z\'b3oty otwiera wszystkie bramy!..\par \f0\par \f1 I ostateczna, prze\'b3omowa walka odbywa\'e6 si\'ea w tej chwili zdaje w duszy m\'ea\'bfczyzny. Na wysokiem czole napr\'ea\'bfaj\'b9 mu si\'ea \'bfy\'b3y, oczy ciemniej\'b9, a twarz bledsz\'b9 si\'ea staje... Z n\'eac\'b9c\'b9 pokus\'b9 zaw\'b3adni\'eacia cudzem mieniem, po raz ostatni staj\'b9 do boju wpojone w m\'b3odocianych latach jeszcze zasady.\par \f0\par Pow\f1 rotn\'b9 fal\'b9 z daleka cicho p\'b3yn\'b9 i p\'b3yn\'b9 coraz pot\'ea\'bfniejsze, bli\'bfsze i zalewaj\'b9 stopniowo umys\'b3 m\'b3odzie\'f1ca. Szemrz\'b9 coraz dono\'9cniej, silniej...\par \f0\par \f1 A z przyp\'b3ywem ich jednocze\'9cnie mi\'eakn\'b9\'e6 poczyna co\'9c w duchu m\'b3odego m\'ea\'bfczyzny, bo oblicze jego wzburzone uspakaja si\'ea stopniowo. Co my\'9cli, z rys\'f3w twarzy odgadn\'b9\'e6 jeszcze trudno, domy\'9cle\'e6 si\'ea jednak mo\'bfna, \'bfe poryw jaki\'9c, szlachetniejszy od poprzednich, czystszy, opanowywa\'e6 go - w swoje posiadanie bierze.\par \f0\par \f1 Po chwili machinalnie ujmuje on w r\'eace porzucony na stoliku obok pieni\'eadzy pugilares i milcz\'b9c, zgarnia\'e6 poczyna rozsypany stos banknot\'f3w i rulon\'f3w monety.\par \f0\par \f1 Przy czynno\'9cci za\'9c tej, zagadkowej jeszcze, bezustannie tak samo zamy\'9clony m\'b3odzieniec odwraca niebawem w d\'b3oni trzymany portfel, a r\'f3wnocze\'9cnie spojrzenie jego pada na co\'9c, czego nie zauwa\'bfy\'b3 dot\'b9d wcale.\par \f0\par \f1 W rogu pugilaresu, u g\'f3ry, male\'f1ka, dziewi\'eaciopa\'b3kowa rzuca mu si\'ea w oczy korona hrabiowska; wdzi\'eacznie granacikami oprawionemi w z\'b3oto mieni si\'ea ona, szyderczo zda si\'ea patrzy... Na ten widok poprzedni spok\'f3j i wyraz pierzchaj\'b9 nagle z rys\'f3w m\'ea\'bfczyzny, i rzuca si\'ea w ty\'b3 gwa\'b3townie.\par \f0\par \f1\'8frenice jego, zmatowane dotychczas cichem zamy\'9cleniem, z\'b3owrogim teraz b\'b3yszcz\'b9 ogniem, a jednocze\'9cnie w duszy nast\'eapuje momentalnie przewr\'f3t nag\'b3y.\par \f0\par \f1 Znowu poczyna biega\'e6 po pokoju wzd\'b3u\'bf i wszerz...\par \f0\par \f1 I jak k\'eapa drzew gdzie\'9c w polu samotna, co ugina si\'ea pod gwa\'b3townym naporem wichru ku ziemi, zwyci\'ea\'bfona, pokorna - tak duch m\'b3odzie\'f1ca, miotany ponownie burz\'b9 my\'9cli, ko\'b3ysa\'e6 i gi\'b9\'e6 si\'ea poczyna.\par \f0\par \f1 Gdy ujrza\'b3 on bowiem emblement ludzi utytu\'b3owanych, \'bfywo stan\'ea\'b3y mu przed oczyma salony, kt\'f3rych miesi\'eacy temu par\'ea by\'b3 go\'9cciem i sylwetki hrabicz\'f3w, kr\'eac\'b9cych si\'ea ko\'b3o jego ukochanej.\par \f0\par \f1 Widzi ich jak na d\'b3oni, wszystkich, niby na jawie!..\par \f0\par \f1 Widzi dumnego ojca pi\'eaknej dziewczyny, zazwyczaj traktuj\'b9cego go z g\'f3ry - dla nich, potomk\'f3w staro\'bfytnych rod\'f3w, chocia\'bf cz\'eastokro\'e6 biednych - pe\'b3nym uprzejmo\'9cci wyrafinowanej i uni\'bfonej niemal grzeczno\'9cci. Widzi wreszcie siebie samego bezkarnie i dotkliwie obra\'bfanym przez tych\'bfe arystokrat\'f3w, lecz tak zr\'eacznie, \'bfe na poz\'f3r nieraz nie mo\'bfna zda si\'ea by\'b3o wini\'e6 ich, czynili to bowiem oni, z t\'b9 subtelno\'9cci\'b9, oraz jubilerskiem jakby wyko\'f1czeniem, jak dotkn\'b9\'e6 potrafi\'b9 tylko ludzie "bardzo dobrze wychowani."\par \f0\par I przy tem wspomnieniu ostatniem, jakby zraniony, mieszkani\f1 ec ma\'b3ej izdebki, wzdryga si\'ea i wyrzuca szeptem:\par \f0\par \f1 - Jak to? te dwadzie\'9ccia par\'ea tysi\'eacy nale\'bfy do jakiego\'9c hrabiego? Zatem los \'9clepy i ironiczny zarazem wsuwa mi w r\'eace cz\'ea\'9c\'e6 mienia jednego z tych w\'b3a\'9cnie, kt\'f3rym tak cz\'easto zazdro\'9cci\'b3em bogactwa, znaczenia i tytu\'b3\'f3w!..\par \f0\par \f1 I ja, wobec jednostki takiej, mia\'b3bym gra\'e6 rol\'ea szlachetnego, zwraca\'e6 mu to, co dla\'f1 mo\'bfe kropla w morzu tylko, fundusikiem, przeznaczonym zapewne na hulanki nocne i zabaw\'ea?\par \f0\par \f1 - Ha-ha-ha!.. - rozlega si\'ea po pokoiku szyderczy, szata\'f1ski prawie \'9cmiech m\'ea\'bfczyzny, i odbija od \'9ccian niemi\'b3em dla ucha brzmieniem.\par \f0\par \f1 - Ha-ha-ha, niedoczekanie twoje, panie hrabio!.. - szepcze dalej p\'f3\'b3g\'b3osem, a krew w \'bfy\'b3ach kipi mu nieustannie - wre niespokojna, burzliwa.\par \f0\par \f1 I z duszy jego jednocze\'9cnie pierzchaj\'b9 bezpowrotnie, zda si\'ea, nikn\'b9, jak u\'b3uda i marzenie, wszelkie dobre zamiary, wszystkie, tak niedawne jeszcze, wahania pomi\'eadzy prawami uczciwo\'9cci i ich pogwa\'b3ceniem.\par \f0\par \f1 Zwyci\'eazka, jedyna, jedna rozgaszcza si\'ea tam nienawi\'9c\'e6 tylko do kasty uprzywilejowanej i wyr\'f3\'bfnianej w spo\'b3ecze\'f1stwie. Wypiel\'eagnowana cierpieniem i bied\'b9, wysubtelniona wykszta\'b3ceniem, a szczeg\'f3lniej przestawaniem jeszcze za granic\'b9 w ko\'b3ach r\'f3\'bfnych zapalonych g\'b3\'f3w, o przekonaniach skrajnie demokratycznych - rozogniona wreszcie nadczu\'b3o\'9cci\'b9 nerwow\'b9 w zbli\'bfeniu si\'ea i czasowem powierzchownem z\'bfyciu z przedstawicielami tej sfery - bucha\'b3a obecnie gor\'b9cym p\'b3omieniem, wszystko sob\'b9 przewy\'bfszaj\'b9c i t\'b3umi\'b9c.\par \f0\par \f1 - Za moje upokorzenia, tak niedawne - zaszepta\'b3y zn\'f3w cicho usta m\'ea\'bfczyzny - za moje cierpienia i bied\'ea - za to, \'bfe ja nie mam takich przodk\'f3w, jak ty, panie hrabio, ani twych bogactw, blasku i z\'b3ota - mam \'bfycie ca\'b3e w n\'eadzy cierpie\'e6, i to, gdy los sprawiedliwie bez w\'b9tpienia, odbiera ci cz\'b9stk\'ea mienia, przypadkiem, i mnie ni\'b9 w zamian obdarza?.. 0, nie, panie hrabio!.. \'afydowi, cyganowi, wrogowi - ka\'bfdemu bym zwr\'f3ci\'b3 mo\'bfe, lecz tobie - nigdy!..\par \f0\par \f1 Ostatnie s\'b3owa mieszkaniec poddasza wym\'f3wi\'b3 w zapami\'eataniu g\'b3o\'9cno ca\'b3kiem i z moc\'b9 jak\'b9\'9c dziwn\'b9. Twarz za\'9c jego dziko po prostu wygl\'b9da\'b3a w tej chwili; pociemniawszy, jakby od wewn\'eatrznego ognia, demonicznie pi\'eakna i straszn\'b9 zarazem by\'b3a ona, a zajad\'b3y p\'b3omie\'f1 szczerej nienawi\'9cci do tak zwanych powszechnie "arystokrat\'f3w" zaja\'9cnia\'b3 na niej pe\'b3nym blaskiem.\par \f0\par \f1 Odruchem nag\'b3ym zbli\'bfy\'b3 si\'ea do sto\'b3u i obie d\'b3onie po\'b3o\'bfy\'b3 na plikach banknot\'f3w i z\'b3ocie. Czego nie zdo\'b3a\'b3y stanowczo uczyni\'e6 okoliczno\'9cci inne, sprawi\'b3a ch\'ea\'e6 dokuczenia w czemkolwiek wy\'bfej postawionej spo\'b3ecznej jednostce, jedna chwilka nienawi\'9cci i sza\'b3u.\par \f0\par \f1 - Moje, moje!.. - wyszepta\'b3y usta m\'ea\'bfczyzny zwyci\'eazko, jakby z mimowoln\'b9, ukryt\'b9 w sobie rado\'9cci nut\'b9, a echo s\'b3\'f3w tych, urywanych, cichych, dziwn\'b9 moc\'b9 rozbrzmia\'b3o w martwem milczeniu facyatki.\par \f0\par \f1 Cisza nasta\'b3a znowu.\par \f0\par \f1 Tylko w piersiach mieszka\'f1ca poddasza przel\'eaknione jakby swym czynem serce pocz\'ea\'b3o bi\'e6 przyciszonym t\'eatnem, a szelest ten miarowy, jak zegaru wahad\'b3o, mierzy\'e6 si\'ea zdawa\'b3o te chwile prze\'b3omow\'b9 w duszy cz\'b3owieka, depcz\'b9cego uczciwo\'9c\'e6 praw\'b9 dla mi\'b3o\'9cci, nienawi\'9cci i z\'b3ota!..\par \f0\par \f1 Nagle martwot\'ea pokoju przerwa\'b3o co\'9c gwa\'b3townie. By\'b3y to czyje\'9c kroki silne, przy\'9cpieszone, id\'b9ce po schodach, a coraz wyra\'9fniejsze, bli\'bfsze... Niebawem rozleg\'b3y si\'ea tu\'bf za drzwiami, ucich\'b3y, i jaka\'9c r\'eaka wstrz\'b9sn\'ea\'b3a lekko klamk\'b9, w \'9clad zatem za\'9c rozleg\'b3o si\'ea trzykrotne pukanie.\par \f0\par \f1 Gdyby w kataklizmie niespodzianym run\'ea\'b3a ziemia, zapadaj\'b9c si\'ea gdzie w niezmierzone g\'b3\'eabie wszech\'9cwiata - mniejsze to chyba uczyni\'b3oby wra\'bfenie na stoj\'b9cym przed sto\'b3em m\'ea\'bfczy\'9fnie, ni\'bf chwila obecna...\par \f0\par \f1 Nogi zadr\'bfa\'b3y mu, a boja\'9fliwa trwoga \'9cci\'ea\'b3a krew w \'bfy\'b3ach, co\'9c za\'9c, niby gad ob\'9cliz\'b3y, przemkn\'ea\'b3o po krzy\'bfach i za kark chwyci\'b3o despotycznie, zapar\'b3szy dech w piersiach.\par \f0\par \f1 W p\'f3\'b3\'9cwiat\'b3ach dogorywaj\'b9cego w\'b3a\'9cnie p\'b3omyka lampy twarz pochylonego nad pieni\'eadzmi m\'b3odzie\'f1ca nabra\'b3a strasznego, a zarazem dojmuj\'b9co trupio-bladego wyrazu, r\'eace za\'9c, jak kleszcze, wpi\'b3y si\'ea w le\'bf\'b9ce pod niemi banknoty.\par \f0\par \f1 - Nie oddam was, nie zwr\'f3c\'ea za nic w \'9cwiecie! - m\'f3wi\'e6 si\'ea zdawa\'b3y wyra\'9fnie kurczowo zaci\'9cni\'eate palce, dr\'bf\'b9ce w zwojach papier\'f3w i z\'b3ocie.\par \f0\par \f1 Z ekranu izdebki, majacz\'b9cego coraz bledszymi cieniami, \'9cwiat\'b3o w tej samej chwili znik\'b3o; zapanowa\'b3a tu szarawa ciemno\'9c\'e6, a w \'9clad zatem rozleg\'b3o si\'ea powt\'f3rne, tym razem silniejsze pukanie, poza drzwiami za\'9c jednocze\'9cnie da\'b3y si\'ea s\'b3ysze\'e6 s\'b3owa, wyrzeczone g\'b3osem m\'easkim, d\'9fwi\'eacznym i m\'b3odym. \par \f0\par \f1 - Wida\'e6, \'bfe \'9cpi, lub go nie ma...\par \f0\par - Ale to \f1 oryginalne - zauwa\'bfy\'b3 kto\'9c drugi, ciszej nieco. - Zar\'eaczam ci, i\'bf przed chwil\'b9 pali\'b3a si\'ea wewn\'b9trz pokoju lampa, przez szpary u drzwi \'9clizga\'b3o si\'ea \'9cwiat\'b3o! - s\'b3owo!\par \f0\par \f1 - Ha, je\'9cli tak, to mo\'bfe Romanek ma u siebie jak\'b9\'9c dyskretn\'b9, a weso\'b3\'b9 wizytk\'ea - sna\'e6 z rozmys\'b3em dono\'9cnie rozleg\'b3 si\'ea g\'b3os pierwszy. - Nie przeszkadzajmy mu. Chod\'9f, Hermanie!..\par \f0\par \f1 - Weso\'b3ej zabawy! - krzykn\'b9\'b3 ironicznie nazwany Hermanem, nachyliwszy si\'ea do drzwi, zapewne blizko, bo echo g\'b3osu jego wstrz\'b9sn\'ea\'b3o \'9ccianami poddasza, poczem kroki przyby\'b3ych oddala\'e6 si\'ea zacz\'ea\'b3y.\par \f0\par \f1 Westchnienie ulgi podnios\'b3o pier\'9c m\'ea\'bfczyzny.\par \f0\par \f1 Kilka kropel zimnego potu upad\'b3o mu na rozpostarte d\'b3onie; zbudzony tem jakby, odst\'b9pi\'b3 od sto\'b3u i rzuci\'b3 si\'ea w wycie\'f1czeniu na kanapk\'ea.\par \f0\par \f1 Pozna\'b3 po g\'b3osie tych dw\'f3ch, dobijaj\'b9cych si\'ea do\'f1 przed chwil\'b9, poczciwych student\'f3w uniwersytetu - widzia\'b3 w wyobra\'9fni swej teraz niemal obok siebie wyra\'9fne postacie ich, w wytartych mundurach i sp\'b3owia\'b3ych od s\'b3\'f3t i s\'b3o\'f1ca czapkach, pokrzywionych butach... Biedni ch\'b3opcy!\par \f0\par \f1 Przypadkowo zaprzyja\'9fni\'b3 si\'ea z nimi, jak tylko przyby\'b3 tu, do miasta - oni, zacne serca, pierwsi uczynnie nastr\'eaczyli mu zarobkow\'b9 prac\'ea...\par \f0\par \f1 Dawno ju\'bf nie widzia\'b3 ich. Ba, par\'ea razy nawet w epoce owego kilkutygodniowego \'9cwiatowego sza\'b3u, spotykaj\'b9c ich na ulicy, a b\'ead\'b9c w towarzystwie eleganckich karnawa\'b3owicz\'f3w, mimo woli powstydzi\'b3 si\'ea ich i uda\'b3, \'bfe nie dostrzega. Nie pami\'eatali mu tego - przyszli.\par \f0\par \f1 Mieszkaniec poddasza w zamy\'9cleniu przesun\'b9\'b3 d\'b3oni\'b9 po jedwabistych swych w\'b3osach.\par \f0\par \f1 - Gdyby\'bf oni wiedzieli i czyta\'e6 mogli w duszy j\f0 ego?\par \par \f1 Rumieniec pal\'b9cego wstydu i upokorzenia zakwit\'b3 na twarzy m\'b3odzie\'f1ca, a wyraz cierpienia i wewn\'eatrznego b\'f3lu rylcem swym \'bf\'b3obi\'e6 mu pocz\'b9\'b3 rysy wyrazistego oblicza.\par \f0\par \f1 D\'b3ugo jeszcze przesiedzia\'b3 tak w zadumie...\par \f0\par \f1 A gdy po niejakim czasie s\'b3o\'f1ce zajrza\'b3o zn\'f3w do poddasza, nie by\'b3o ju\'bf z\'b3ota na stole; schowane - znik\'b3o, m\'b3ody za\'9c cz\'b3owiek, \'9cmiertelnie znu\'bfony moraln\'b9 walk\'b9, na wp\'f3\'b3 ubrany, cicho zdawa\'b3 si\'ea drzema\'e6 na \'b3\'f3\'bfku.\par \f0\par \f1 Niebawem zasn\'b9\'b3.....\par \f0\par \f1 I sen oto, przed wewn\'eatrznym wzrokiem duszy m\'b3odzie\'f1ca, w tem tajemniczem jej \'bfyciu marze\'f1 i roje\'f1, snu\'e6 mu zacz\'b9\'b3 przedziwne obrazy... \par \f0\par \f1 A wi\'eac najprz\'f3d zda\'b3o si\'ea \'9cpi\'b9cemu, i\'bf leci on w przestrze\'f1 bez ko\'f1ca, ciemn\'b9 i mroczn\'b9, unoszony niewidzialn\'b9 jak\'b9\'9c si\'b3\'b9...\par \f0\par \f1 Tuli w obj\'eaciach swych przytem jak\'b9\'9c powiewn\'b9 kobiec\'b9 posta\'e6... Podobn\'b9, cho\'e6 nie identycznie i ca\'b3kiem, jest ona do ukochanej przeze\'f1 dziewczyny, a obj\'b9wszy pieszczotliwie szyje jego nagiemi ramiony, tak zawis\'b3a, ustami lgnie do jego ust rozkosznie - on za\'9c, jak z kielicha pieni\'b9ce si\'ea, musuj\'b9ce wino, pije nektar warg tych wilgotnych, ton\'b9c w poca\'b3unku ci\'b9g\'b3ym, nieustannym, zda si\'ea - wiecznym.\par \f0\par \f1 Upajaj\'b9cy wreszcie jednak zawr\'f3t g\'b3owy i os\'b3abienie omdlewaj\'b9ce jakie\'9c i dziwne z wolna poczyna go ogarnia\'e6.\par \f0\par \f1 Za wiele, zanadto upajaj\'b9cej, osza\'b3amiaj\'b9cej s\'b3odyczy daj\'b9 mu ju\'bf te kobiece usta, jak piecz\'ea\'e6 do warg jego bez ko\'f1ca przylgni\'eate.\par \f0\par \f1 Lecz oto nagle ciemnieje mu w oczach wszystko doko\'b3a i si\'b3 swoich nie czuje ju\'bf prawie. Przymyka wiec powieki i leci zn\'f3w tak samo dalej w przestrze\'f1, niczego niepomny i nic zgo\'b3a w okr\'b9g siebie nie widz\'b9c.\par \f0\par \f1 Trwa tak do\'9c\'e6 d\'b3ugo...\par \f0\par \f1 Wreszcie, wypocz\'b9wszy w ten spos\'f3b po swem wyczerpaniu, nie czuj\'b9c ju\'bf ani ci\'ea\'bfaru zwis\'b3ej na jego szyi kobiety, ani zawrotnego czasu jej tchnienia... otwiera oczy...\par \f0\par Tamte, widziane przed chwila obrazy\f1 , bezpowrotnie pierzch\'b3y; obecnie znajduje si\'ea zupe\'b3nie sam. Stoi teraz na ziemi, a stopy jego dotykaj\'b9 jakiej\'9c kamienistej p\'b3aszczyzny, szarej, bezludnej i smutnej. Promienie zachodz\'b9cego s\'b3o\'f1ca z\'b3oc\'b9 j\'b9 i krwawi\'b9 swym dogasaj\'b9cym, zamieraj\'b9cym blaskiem..\f0 . \par \par \f1 On za\'9c nieporuszony stoi i bezustannie patrzy. \par \f0\par \f1 Nagle promienie gasn\'b9... Mrok szary pokrywa p\'b3aszczem swym wszystko doko\'b3a, a w cieniach tych tajemniczych, cichych, szepta\'e6 i rusza\'e6 si\'ea co\'9c poczyna.\par \f0\par \f1 Z rumowisk i kamienistych szczelin podst\'eapnie wype\'b3z\'b3y oto jakie\'9c postacie, mary, i jak duchy nie z tej jakby ziemi, skrzydlate - rozpierzchaj\'b9 si\'ea po r\'f3wninie, z przyt\'b3umionym szelestem. Nad g\'b3owami ich lec\'b9 wielkie czarne z\'b3owr\'f3\'bfbne ptaki, szumem swych skrzyde\'b3 m\'b9c\'b9c martwot\'ea rozlanej woko\'b3o pustki i cis\f0 zy.\par \par \f1 On, nic zgo\'b3a nie pojmuj\'b9c, spogl\'b9da wci\'b9\'bf, przel\'eak\'b3y, zdziwiony... Po chwili dopiero zdaje si\'ea rozumie\'e6...\par \f0\par \f1 To - pos\'b3uszne niewidzialnemu, a nadprzyrodzonemu skinieniu - lec\'b9 tak zapewne \'bferowa\'e6 na pad\'f3\'b3 ziemski - wyrzuty sumienia!...\par \f0\par Tymczasem szme\f1 r lotu ptak\'f3w - olbrzym\'f3w cichnie, zmierzch poch\'b3ania ich postacie - nikn\'b9.\par \f0\par \f1 On z ulg\'b9 oddycha i instynktownie post\'eapuje par\'ea krok\'f3w naprz\'f3d.\par \f0\par \f1 Nagle wyrywa mu si\'ea z piersi przenikliwy krzyk!... Nad jego g\'b3ow\'b9 wisz\'b9c, chwieje si\'ea ptak czarnopi\'f3ry, a zni\'bfywszy lotu swego, wkr\'f3tce siada mu na ramionach, niemi\'b3osiernie wpiwszy w nie swe szpony, r\'f3wnocze\'9cnie za\'9c w g\'b3owie uczuwa uderzenia miarowe.\par \f0\par \f1 To ptak \'f3w straszny i wielki, niby dzi\'eacio\'b3 w pie\'f1 drzewa, stuka jemu tak w czaszk\'ea jednostajnie...\par \f0\par \f1 W \'9clad za tem jedna z pierzchaj\'b9cych woko\'b3o postaci zjawia si\'ea przed nim blizko. Ubrana w \'b3achmany, czarna i brudna, przyskakuje do\'f1 obcesowo, drapie\'bfna, i utkwiwszy w oblicze ofiary swej pal\'b9ce \'bfarem, p\'b3omienne, dzikie \'9frenice, nachyla si\'ea bardziej jeszcze i plwa\'e6 mu w sam\'b9 twarz poczyna.\par \f0\par \f1 Z ust jej, wykrzywionych, wstr\'eatnych, lej\'b9 si\'ea strumienie lawy z\'b3otej i pal\'b9, bol\'b9...\par \f0\par \f1 A jednocze\'9cnie ta\'f1cz\'b9 oto w kr\'b9g, z szelestem widziane niedawno w portfelu zwitki storubl\'f3wek i innych banknot\'f3w. Dwoj\'b9c si\'ea, troj\'b9c w oczach, przybieraj\'b9 one fantastyczne kszta\'b3ty, a niekt\'f3re, przedzierzgni\'eate jakby w jakie\'9c kar\'b3y z\'b3owrogie, szponami drobnemi rw\'b9 mu cia\'b3o bez lito\'9cci. Inne znowu, z g\'b3owami w\'ea\'bf\'f3w obrzydliwych, sycz\'b9c, k\'b9saj\'b9 go zewsz\'b9d.\par \f0\par \f1 Napastowany, nieprzytomny, op\'eadzaj\'b9c si\'ea rozpaczliwie, r\'eakami, nogami - ci\'b9gle, tarzaj\'b9c si\'ea nawet od jakiego\'9c czasu po kamienistych zr\'eabach - ucieka\'e6 w ko\'f1cu zaczyna r\'f3wnin\'b9, jak szalony. Potyka si\'ea co chwila, pada i ucieka znowu, gnany czered\'b9 kar\'b3\'f3w i olbrzymik\'f3w, o g\'b3owach, szyjach gad\'f3w, z b\'b3yszcz\'b9cemi \'bf\'b9d\'b3ami ze z\'b3ota.\par \f0\par \f1 Nad g\'b3ow\'b9, z ramion przemoc\'b9 sp\'eadzony, wisi wci\'b9\'bf ptak olbrzymi, a posta\'e6 g\'b3\'f3wna, mglista, leci z nim wesp\'f3\'b3 w mroczn\'b9 dal...\par \f0\par \f1 Nagle, niewiadomo jak, sk\'b9d i kiedy zjawia si\'ea znowu poprzednia kobieca posta\'e6.\par \f0\par \f1\'8cpi\'b9cy, w swem majaczeniu sennem - odczuwa niewys\'b3owion\'b9 rado\'9c\'e6; a ona, podawszy sw\'b9 r\'b9czk\'ea drobn\'b9, z u\'9cmiechem zalotnym na \'9clicznie wykrojonych usteczkach, towarzyszy\'e6 mu zaczyna.\par \f0\par \f1 Razem bezustannie biegn\'b9 teraz po kamienistej r\'f3wninie. Czarowna towarzyszka jednak nie czuje, jakoby, co dolega m\'ea\'bfczy\'9fnie, i nie widzi roju prze\'9cladowc\'f3w jego.\par \f0\par \f1 Dziewcz\'ea to, czy kobieta, ubrana ca\'b3a w bieli, zasypana kwieciem r\'f3\'bf i konwalii - cudna, lecz lekko, dotykaj\'b9c si\'ea zaledwie stopkami swemi ostrych kamieni. Nad g\'b3\'f3wk\'b9 jej, jakby w przeciwie\'f1stwie ptakiem czarnym, lec\'b9cym obok - chwieje si\'ea du\'bfy ptak bia\'b3y...\par \f0\par \f1 Zjawisko \'9cnie\'bfnego ptaka trwa jednak bardzo kr\'f3tko, bo oto jemu, wpatrzonemu uporczywie w sw\'b9 towarzyszk\'ea, zdaje si\'ea nagle, \'bfe pi\'f3ra u skrzyde\'b3 tych mlecznych z lekka szarze\'e6 poczynaj\'b9, stopniowo ciemniejsz\'b9 przybieraj\'b9c barw\'ea...\par \f0\par \f1 Wyt\'ea\'bfa wzrok coraz bardziej, ale niebawem nic woko\'b3o, nawet prze\'9claduj\'b9cych go mar, rozpozna\'e6 nie jest w stanie.\par \f0\par \f1 Noc czarna, despotyczna, rozpina\'e6 w\'b3a\'9cnie poczyna nad p\'b3aszczyzna ponur\'b9 sw\'b9 opon\'ea.\par \f0\par Naraz znika wszystko...\par \par \f1 On r\'f3wnocze\'9cnie czuje, \'bfe leci w przepa\'9c\'e6 bez dna, tre\'9cci, oraz w chaos, z kt\'f3rego ocuca go dopiero uderzenie silne o co\'9c ca\'b3em cia\'b3em.\par \f0\par \f1 Spogl\'b9da...\par \f0\par \f1 Przed nim obecnie wznosi si\'ea sfinks olbrzymi; o niego to w rozp\'eadzie uderzy\'b3 si\'ea przed chwila. W jasno\'9cciach aureoli gorzeje fosforycznym blaskiem, u\'9cmiechaj\'b9c si\'ea zagadkowo. Na olbrzymich barkach jego, na tu\'b3owiu - obliczu, wsz\'eadzie, niedostrzegalne zrazu dla ludzkiego oka, wij\'b9 si\'ea, ruszaj\'b9 miryady drobnych lilipucich postaci.\par \f0\par Jedne z nich rodz\f1\'b9 si\'ea tu z u\'9cmiechem na ustach i piskiem, innych do grobu zanosz\'b9; ci walcz\'b9, depcz\'b9 po sobie, zabijaj\'b9 si\'ea, wzajem w przepa\'9ccie spychaj\'b9 - tamci w ramionach drugich pij\'b9 mi\'b3o\'9cci rozkosze, a tam zn\'f3w inni jeszcze g\'b3odne twarze i r\'eace wyn\'eadznia\'b3e wyci\'b9gaj\'b9 po datek, s\'b9siaduj\'b9c z blizka z takimi, co w bogactwie i zbytkach nurzaj\'b9 si\'ea po uszy, lub grz\'eazn\'b9 cia\'b3em w rozpu\'9ccie, jak w b\'b3ocie.\par \f0\par \f1 A \'9crodkiem - rozbite na tysi\'b9ce strumieni, na kropel miliony rozprys\'b3e, p\'b3ynie, faluje z\'b3oto...\par \f0\par I przed promienistymi jeg\f1 o potoki, jak przed \'9cwi\'eato\'9cci\'b9 - korzy si\'ea pokornie, s\'b3u\'bfalczo, wszystko doko\'b3a.\par \f0\par \f1 Czo\'b3em lilipucie bij\'b9 przed nim miryady - to te\'bf ono nadaje owemu sfinksowi tajemniczemu blask fosforyczny - ono kr\'f3luje tu, bezpodzielnie panuje.\par \f0\par Lecz oto nagle olbrzymia g\f1\'b3owa sfinksa ujrza\'b3a sna\'e6 nowego przybysza.\par \f0\par \f1 Usta jego, wynios\'b3e i dumne, rozchylaj\'b9 si\'ea szerzej, i miast zwyk\'b3ego u\'9cmiechu zagadki, sardoniczny, szyderczy, wstrz\'b9sa przestrzeniami \'9cmiech. \par \f0\par \f1 Ha-ha-ha!... Ha-ha-ha!... sfinks \'9cmieje si\'ea - \'9cmieje szata\'f1sko i zwyci\'eazko jakby - wynio\'9cle - strasznie!...\par \f0\par ............................................\par \par \f1 G\'b3uchy j\'eak wyrwa\'b3 si\'ea z piersi u\'9cpionego cz\'b3owieka. Wstrz\'b9sn\'b9\'b3 on murami pogr\'b9\'bfonej w ciszy izdebki, kraj\'b9c zali serce swem echem smutnem, cich\'b3 i gas\'b3, zamieraj\'b9c po\f0 woli...\par \par ............................................\par \par \f1 Obudzi\'b3 si\'ea \'9cpi\'b9cy.\par \f0\par \f1 Wyl\'eak\'b3ym, zamglonym jeszcze wzrokiem szklanym popatrzy\'b3 zaspany woko\'b3o siebie bezprzytomnie i niebawem przymkn\'b9\'b3 na powr\'f3t oci\'ea\'bfa\'b3e powieki, obr\'f3ciwszy si\'ea r\'f3wnocze\'9cnie do \'9cciany.\par \f0\par \f1 W kilka za\'9c minut p\'f3\'9fniej, blada twarz mieszka\'f1ca facyatki, spokojna, nieruchomo spoczywa\'b3a na poduszce, pogr\'b9\'bfona w twardem u\'9cpieniu. Dusza tym razem zdrzemn\'ea\'b3a si\'ea w nim zapewne r\'f3wnie\'bf, oddech bowiem \'9cpi\'b9cego miarowy rozlega\'b3 si\'ea ju\'bf swobodnie ca\'b3kiem \f0 w samotnej, cichej izdebce.\par \par \par \par \f1 CZ\'ca\'8c\'c6 PIERWSZA.\par \f0\par \par \f1 Zd\'b9\'bfaj\'b9c do poblizkiej Wenecyi, wpad\'b3 poci\'b9g kuryerski w morze, i hucz\'b9c, lecia\'b3, p\'b3yn\'b9\'b3 niby po powierzchni fali. W przedziale wagonu drugiej klasy by\'b3o tylko dwoje ludzi. Kobieta m\'b3oda, ubrana w str\'f3j lekki, dystyngowany, z szarego materya\'b3u, drzema\'b3a, czy spa\'b3a, wci\'9cni\'eata w g\'b3\'b9b, z g\'b3\'f3wk\'b9 opart\'b9 o poduszk\'ea boczn\'b9 - m\'ea\'bfczyzna za\'9c, siedz\'b9cy naprzeciw, trzyma\'b3 delikatnie w d\'b3oniach pozostawion\'b9 w u\'9ccisku jej r\'b9czk\'ea drobn\'b9, i pochylony z lekka, patrzy\'b3 z mi\'b3o\'9cci\'b9 w znu\'bfone rysy i blad\'b9 twarzyczk\'ea kobiety.\par \f0\par \f1 Od czasu do czasu wzrok jego odrywa\'b3 si\'ea od oblicza towarzyszki, bieg\'b3 poprzez otwarte okno, \'9ccigaj\'b9c, zda si\'ea, pogr\'b9\'bfone w ciemno\'9cciach bezgwiezdnej nocy, niewidzialne tu\'bf poza mkn\'b9cym poci\'b9giem Adryatyku fa\f0 le.\par \par \f1 I wtedy, za ka\'bfdym razem przesuwa\'b3a si\'ea chmurka jakby po czole jego, osiada\'b3 tam jaki\'9c cie\'f1 niepochwytny, a usta jednocze\'9cnie drga\'b3y skrzywieniem goryczy, czy b\'f3lu pe\'b3nem.\par \f0\par \f1 Gdy jednak wzrok zni\'bfa\'b3 ponownie, to w zetkni\'eaciu si\'ea z obliczem m\'b3odej kobiety, pogr\'b9\'bfonem w cichem u\'9cpieniu - oczy smutkiem zamglone \'b3agodnia\'b3y mu prawie natychmiast, a cho\'e6 pomimo woli i bezustannie my\'9cl rozpami\'eatywa\'e6 si\'ea co\'9c zdawa\'b3a - z ust momentalnie znika\'b3o zagi\'eacie cierpienia i powoli przeistacza\'b3o si\'ea w u\'9cmiech, oraz zapatrzenie si\'ea w ukochane rysy.\par \f0\par \f1 Siedz\'b9cy tak w zamy\'9cleniu nieruchomo - a w widocznej obawie zbudzenia towarzyszki - podr\'f3\'bfny posiada\'b3 cechy zewn\'eatrzne do\'9c\'e6 interesuj\'b9ce.\par \f0\par \f1 By\'b3 to przede wszystkiem m\'ea\'bfczyzna pi\'eakny bardzo; ciemny brunet, o wytwornej powierzchowno\'9cci i uk\'b3adzie, charakterystycznej owalnej g\'b3owie i czole wypuk\'b3em, upi\'eakszonem \'b3ukiem brwi czarnych, w\'b9ziutkich i regularnych, mia\'b3 on poci\'b9g\'b3\'b9, \'9cniad\'b9 twarz, okolon\'b9 \'9credniej wielko\'9cci brod\'b9. Nerwowe, wyraziste rysy oblicza tego wyra\'9fnie zdradza\'b3y przytem pochodzenie po\'b3udniowe, zar\'f3wno jak i pi\'eakne, du\'bfe oczy, patrz\'b9ce na \'9cwiat gor\'b9co, z rozmarzeniem nieokre\'9clonem, aksamitnem spojrzeniem dziecka Italii.\par \f0\par \f1 Do drugiej ojczyzny swej poniek\'b9d rzeczywi\'9ccie d\'b9\'bfy\'b3 tak lat trzydzie\'9cci zaledwie maj\'b9cy m\'b3ody cz\'b3ow\f0 iek.\par \par \f1 Nosz\'b9cy jedno ze staroszlacheckich nazwisk, Roman Dzier\'bfymirski, by\'b3 synem nie\'bfyj\'b9cego ju\'bf, a dawniej bogatego bardzo i znanego w szerokich ko\'b3ach w\'b3asnego kraju, Oskara Dzier\'bfymirskiego, oraz \'bfony jego, rodem W\'b3oszki, a by\'b3ej przed swoim \'9clubem \'9cpie\f0 waczki.\par \par \f1 Pochodzenia pono w\'b9tpliwego bardzo, cho\'e6 niezwyk\'b3ej urody i wdzi\'eaku, by\'b3a ta matka Dzier\'bfymirskiego Romana, b\'ead\'b9ca, jak m\'f3wili jedni, dzieckiem mi\'b3o\'9cci wolnej pewnego dorobkiewicza rzymskiego - jak twierdzili drudzy, podrzutkiem tylko, z m\'eat\'f3w spo\'b3ecznych dzisiejszej Romy, wychowanem i uposa\'bfonem przez tego\'bf przemys\'b3owca w\'b3oskiego.\par \f0\par \f1 Po niej pi\'eakno\'9c\'e6 odziedziczy\'b3 syn, po ojcu za\'9c niew\'b9tpliwie t\'ea wytworno\'9c\'e6, kt\'f3ra cechowa\'b3a najmniejsze nawet poruszenie siedz\'b9cego podr\'f3\'bfnika, i postaw\'ea jakby pa\'f1sk\'b9, mimo woli nieco wynios\'b3\'b9.\par \f0\par \f1 Roman Dzier\'bfymirski jecha\'b3 w\'b3a\'9cnie z ma\'b3\'bfonk\'b9 sw\'b9 w podr\'f3\'bf po\'9clubn\'b9, a raczej z kraju ucieka\'b3, ojciec bowiem \'9cpi\'b9cej cicho naprzeciwko niego kobiety, szatynki, o \'9clicznych rysach, January Gowartowski, bogaty i dumny magnat kresowy, odm\'f3wi\'b3 by\'b3 jemu jej r\'eaki...\par \f0\par \f1 Lecz mi\'b3o\'9c\'e6 nami\'eatna nie pyta, gdy idzie o posiadanie kobiety!\par \f0\par \f1 Roman zdoby\'b3 sw\'b9 \'bfon\'ea dzisiejsz\'b9, porwawszy j\'b9 za jej zgod\'b9. \'8club ich tajemny, w ma\'b3ej wioseczce, w zaciszu Karpat - odby\'b3 si\'ea w\'b3a\'9cnie dwa dni temu...\par \f0\par \f1 Przysz\'b3o mu to wszystko z \'b3atwo\'9cci\'b9. Ola kocha\'b3a go, ub\'f3stwia\'b3a, nic zgo\'b3a nie widz\'b9c poza nim, na stron\'ea materyalna za\'9c i koszta, wynik\'b3e z takiego niespodzianego obrotu rzeczy, zwraca\'e6 on uwagi nie mia\'b3 potrzeby.\par \f0\par \f1 W rodzinnem mie\'9ccie wiadomem by\'b3o powszechnie, i\'bf rok, czy dwa lata temu odziedziczy\'b3 Roman Dzier\'bfymirski fortunk\'ea w kapitale, po dalekim krewnym, osiad\'b3ym i zmar\'b3ym w Stanach Zjednoczonych.\par \f0\par \f1 Jecha\'b3 zatem dzi\'9c m\'b3ody i ostatni potomek dogasaj\'b9cej ju\'bf w nim rodziny Dzier\'bfymirskich, ze skarbem swym, drog\'b9 sercu ma\'b3\'bfonk\'b9, do W\'b3och, ojczyzny matczynej. Wzrok jego, b\'b3\'b9kaj\'b9cy si\'ea bezustannie pomi\'eadzy twarz\'b9 \'bfony, a skrytym cieniami nocy krajobrazem, zamglony, my\'9cl\'b9cy, w dalszym ci\'b9gu wspomina\'e6 si\'ea co\'9c zdawa\'b3.\par \f0\par \f1 Poza oknami wagonu fale morza nieustannie szemra\'b3y wci\'b9\'bf cicho, w dali za\'9c, na czarnem tle widnokr\'eagu, stopniowo, coraz bli\'bfsze, b\'b3yszcza\'b3y ju\'bf \'9cwiate\'b3ka Wenecyi.\par \f0\par \f1 - Oto tam - m\'f3wi\'b3y niejako marz\'b9ce oczy m\'ea\'bfczyzny - za godzin kilka czekaj\'b9 mnie u\'9cmiechy pierwsze i rozkosze ziemskiego szcz\'ea\'9ccia w obj\'eaciach ukochanej ponad wszystko kobiety! Oto tam, wymarzony od tak dawna, oczekuje na mnie raj w\'b3asny u\'b3udnego podzia\'b3u wzajemnego uczucia, w zupe\'b3nem oddaniu si\'ea niepokalanego niczem dot\'b9d kwiatu - niewinnego dziewcz\'eacia...\par \f0\par \f1 Wzrok Romana z zachwytem spocz\'b9\'b3 na twarzy \'9cpi\'b9cej kobiety. R\'f3wnocze\'9cnie poci\'b9g, pozostawiwszy morze za sob\'b9, wpad\'b3 w jakie\'9c gaje, brz\'eacz\'b9ce rojem owad\'f3w. Jednostajna, monotonna ich muzyka wpada\'b3a uporczywie w uszy podr\'f3\'bfnego, a on, ca\'b3y zas\'b3uchany, spojrzeniem swem znowu ogarn\'b9\'b3 ciemn\'b9 przestrze\'f1 poza oknem wagonu.\par \f0\par \f1 - Co, zagadkowa przysz\'b3o\'9cci, niesiesz mi w darze?.. Czy zap\'b3acisz mi za to, com przeby\'b3 dot\'b9d, przecierpia\'b3, dla zdobycia drogiego dzisiaj? Czy wynagrodzisz, czy skarzesz? - pyta\'e6 si\'ea zdawa\'b3y czarnej nocnej dali posmutnia\'b3e nagle chwilowo oczy m\'ea\'bfczyzny.\par \f0\par \f1 I ponownie w k\'b9ciku warg jego pojawi\'b3o si\'ea bolesne, przelotne zagi\'eacie ust, a sna\'e6 usi\'b3uj\'b9c odp\'eadzi\'e6 my\'9cl przykr\'b9, Dzier\'bfymirski powsta\'b3 ostro\'bfnie, nie wypuszczaj\'b9c wci\'b9\'bf z d\'b3oni r\'b9czki u\'9cpionej swej towarzyszki. Wychyli\'b3 przez otwarte okno g\'b3ow\'ea... Na tle ciemno\'9cci po\'b3yskiwa\'b3y ju\'bf teraz rz\'easi\'9ccie \'9cwiat\'b3a - poci\'b9g wje\'bfd\'bfa\'b3 w\'b3a\'9cnie na stacy\'ea. W sekund\'ea, z nag\'b3a szarpni\'eate, gwa\'b3townie zatrzyma\'b3y si\'ea wagony.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski o ma\'b3o nie upad\'b3, straciwszy na razie r\'f3wnowag\'ea, i poci\'b9gn\'b9\'b3 za sob\'b9 r\'b9czk\'ea \'bfony, \'9cciskaj\'b9c\'b9 jego d\'b3o\'f1 lew\'b9 - prawa za\'9c opar\'b3 si\'ea silnie o ram\'ea okna.\par \f0\par \f1 - Ach!.. ach!.. - z trwog\'b9, wyrwa\'b3o si\'ea z ust m\'b3odej kobiety, i otworzy\'b3a szeroko oczy, zdziwiona.\par \f0\par \f1 Szybko Roman pochyli\'b3 si\'ea ku niej i przem\'f3wi\'b3 mi\'eakko:\par \f0\par - Przeprasza\f1 m ci\'ea, kochanie, przestraszy\'b3a\'9c si\'ea, prawda?.. Ale to wina nie moja - wagony szarpn\'ea\'b3y tak silnie...\par \f0\par \f1 - To ty... Romanie!.. - szepn\'ea\'b3a kobieta i zarzuciwszy w \'9clad za tem, z niewys\'b3owionym wdzi\'eakiem, obie r\'eace na szyj\'ea m\'ea\'bfczyzny, przytuli\'b3a si\'ea do\'f1 czule, sk\'b3adaj\'b9c r\'f3wnocze\'9cnie poca\'b3unek na pi\'eaknem czole.\par \f0\par \f1 - Wysi\'b9dziemy, z\'b3otko, ju\'bf Wenecya! - rzek\'b3 Roman, wysuwaj\'b9c si\'ea delikatnie z obj\'ea\'e6 m\'b3odej \'bfony uni\'f3s\'b3szy j\'b9 w ramionach, postawi\'b3 na r\'f3wne nogi.\par \f0\par \f1 - Nareszcie!... - wykrzykn\'ea\'b3a Ola rado\'9cnie, oprzytomniawszy ca\'b3kiem na widok ja\'9cniej\'b9cego dworca.\par \f0\par \f1 - We-ne-cya! - zabrzmia\'b3o dono\'9cnie pod samem oknem wagonu, gdzie ukaza\'b3a si\'ea k\'eadzierzawa g\'b3owa i \'9cmiej\'b9ca twarz konduktora.\par \f0\par \f1 - Statione Ve-ne-tia!.. - przeci\'b9gle, \'9cpiewnie odpowiedzia\'b3 g\'b3osowi pierwszego konduktora okrzyk drugi, dalszy, i zgin\'b9\'b3.\par \f0\par \f1 Poci\'b9g, kt\'f3rym jechali Dzier\'bfymirscy, zatrzymujac si\'ea tylko kilka minut, jechal dalej wprost do Medyolanu - nale\'bfa\'b3o si\'ea \'9cpieszy\'e6...\par \f0\par \f1 Roman pobieg\'b3 do przeciwleg\'b3ego okna, otworzy\'b3 gwa\'b3townie drzwiczki od wagonu, i pocz\'b9\'b3 wo\'b3a\'e6 dono\'9cnie:\par \f0\par - Facchino!.. facchino!.. *)\par \f1 [*) Po w\'b3osku tragarz.]\par \f0\par \f1 Za m\'ea\'bfem zr\'eacznie wyskoczy\'b3a z wagonu Ola Dzier\'bfymirska. Niebawem zjawi\'b3 si\'ea po\'bf\'b9dany tragarz i ruszono z baga\'bfem do dworca. Tu obst\'b9piono przyjezdnych.\par \f0\par \f1 Ca\'b3y r\'f3j przer\'f3\'bfnych figur ha\'b3a\'9cliwie ofiarowywa\'e6 im pocz\'b9\'b3 swoje us\'b3ugi, rz\'b9d za\'9c s\'b3u\'bfby hotelowej, w galonach, z o\'bfywieniem i gestykulacy\'b9 namawia\'b3 ich ka\'bfdy z osobna do siebie. Gadatliwo\'9c\'e6 W\'b3och\'f3w oszo\'b3omi\'b3a na razie Dzier\'bfymirskich.\par \f0\par \f1 Po chwili dopiero Roman, znaj\'b9cy kilka w\'b3oskich wyraz\'f3w, zdo\'b3a\'b3 si\'ea porozumie\'e6 i wybrawszy hotel, kaza\'b3 si\'ea prowadzi\'e6 do przystani.\par \f0\par \f1 Niebawem m\'b3oda para podr\'f3\'bfnych sadowi\'b3a si\'ea ju\'bf w wygodnej, na czarno pomalowanej gondoli, obs\'b3ugiwana z natarczywo\'9cci\'b9 przez r\'f3\'bfnorodnych oberwa\'f1c\'f3w i gapi\'f3w, stoj\'b9cych w pobli\'bfu.\par \f0\par \f1 - Pysznie si\'ea siedzi! - zawyrokowa\'b3a g\'b3o\'9cno Ola, wyci\'b9gn\'b9wszy si\'ea na mi\'eakkiem, czarn\'b9 sk\'f3r\'b9 obitem, siedzeniu.\par \f0\par \f1 Roman usiad\'b3 przy niej - gondola zako\'b3ysa\'b3a si\'ea lekko...\par \f0\par \f1 Powoli odpychano ju\'bf j\'b9 od brzegu, gdy oto z kilkunastu stron naraz wyci\'b9gn\'ea\'b3y si\'ea ku maj\'b9cym odje\'bfd\'bfa\'e6 prosz\'b9ce d\'b3onie z kapeluszami, i ch\'f3rem zabrzmia\'b3a pro\'9cba o datek. "Soldo, soldo!" cho\'e6 uni\'bfenie, lecz z odcieniem lekkiej jakby gro\'9fby, rozlega\'b3o si\'ea doko\'b3a ustawicznie powtarzane na wszystkie tony.\par \f0\par \f1 - A to z\'b3odzieje!.. - mrukn\'b9\'b3 Dzier\'bfymirski; zmuszony jednak wyj\'b9\'e6 z kieszeni portmonetk\'ea, rzuci\'b3 tam i \'f3wdzie z humorem drobne monety.\par \f0\par \f1 Gondola ruszy\'b3a ju\'bf - p\'b3yn\'eali...\par \f0\par \f1 M\'b3od\'b9 kobiet\'ea zabawi\'b3a ta scena. Perlisty \'9cmieszek jej, weso\'b3y, rozlega\'b3 si\'ea woko\'b3o, gdy oto nagle, jakby czem\'9c zmro\'bfony, ucich\'b3. I Ola, obj\'b9wszy wzrokiem roztaczaj\'b9cy si\'ea przed ni\'b9 krajobraz, ruchem wdzi\'eacznym przytuli\'b3a si\'ea do m\'ea\'bfa.\par \f0\par \f1 - Jak tu czarno, Romanie, nieprawda\'bf? - szepn\'ea\'b3a.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski, milcz\'b9c, opieku\'f1czo obj\'b9\'b3 ramieniem kibi\'e6 \'bfony i przycisn\'b9\'b3 j\'b9 mi\'eakko do piersi, rozejrzawszy si\'ea zarazem.\par \f0\par \f1 Rzeczywi\'9ccie, czarno tu by\'b3o.\par \f0\par \f1 Wenecya ju\'bf spa\'b3a. Sk\'b3\'eabione chmurami niebo odbija\'b3o si\'ea w m\'eatnej wodzie kana\'b3\'f3w i powleka\'b3o je kirem ciemno\'9cci, po kt\'f3rym tylko b\'b3\'eadnym ognikiem prze\'9cwieca\'b3o, wi\'b3o si\'ea czerwone \'9cwiate\'b3ko latarni, umieszczonej u spiczastego, z\'eabatego ko\'f1ca gondoli.\par \f0\par \f1 P\'b3yn\'eali przez Canale Grande*).\par [*) Po w\'b3osku : Kana\'b3 Wielki.]\par \f0\par \f1 Jak gdyby \'9cni\'b9c o swej dawnej pot\'eadze i chwale, woko\'b3o nich zadumane, ciche sta\'b3y wynio\'9cle rz\'eadem weneckie pa\'b3ace. W \'bfadnem oknie nie pali\'b3o si\'ea ju\'bf \'9cwiat\'b3o, otula\'b3o je milczenie zupe\'b3ne.\par \f0\par \f1 Gondola, ko\'b3ysz\'b9c si\'ea z lekka, unosz\'b9c co chwila swe przednie i tylne dzioby, p\'b3yn\'ea\'b3a spokojnie, z jednostajnym pluskiem wiose\'b3 i szmerem rozst\'eapuj\'b9cej si\'ea pod ni\'b9 fali.\par \f0\par Przytuleni do siebie,\f1 d\'b3u\'bfsz\'b9 chwil\'ea z ciekawo\'9cci\'b9 patrzyli Dzier\'bfymirscy woko\'b3o. Z ustek pierwszej Oli niebawem posypa\'b3y si\'ea rozliczne uwagi.\par \f0\par \f1 - Patrz, patrz, Romanie! - wo\'b3a\'b3a ona co chwila, wskazuj\'b9c z zaj\'eaciem na wznosz\'b9ce si\'ea zewsz\'b9d budowle.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski potakiwa\'b3 \'bfonie, obja\'9cnia\'b3, i p\'f3\'b3g\'b3osem prowadzona swobodna pomi\'eadzy jad\'b9cymi rozmowa zbudzi\'b3a milczenie \'9cni\'b9ce - roznios\'b3a si\'ea echem wyra\'9fnem po grodzie weneckim, o tej porze tak bardzo cichym.\par \f0\par \f1 Tymczasem po obu stronach kana\'b3u kolejno przesuwa\'b3y si\'ea, jak w kalejdoskopie, cudne sw\'b9 archaiczn\'b9 struktur\'b9 pa\'b3ace.\par \f0\par \f1 A wi\'eac, najpi\'eakniejszy mo\'bfe z prywatnych siedzib Wenecyi, w\'b3asno\'9c\'e6 ksi\'b9\'bf\'b9t della Grazia, wychyla\'b3 si\'ea z cieni "Palazzo Vendramin-Calergi", z roku 1841 w stylu pocz\'b9tkowego odrodzenia; z nim s\'b9siadowa\'b3 skromny, si\'eagaj\'b9cy XV wieku, pa\'b3ac "Erizzo" - dalej zwraca\'b3 zn\'f3w uwag\'ea inny, z poz\'b3acanym niegdy\'9c frontem, do dzi\'9c dnia zwany "Ca Doro".\par \f0\par \f1 Opodal bardzo pi\'eakny wznosi\'b3 si\'ea majestatycznie dzisiejszy lombard miejski, pa\'b3ac "Corner della Regina", wzniesiony w r. 1724 na tem samem miejscu, gdzie ujrza\'b3a \'9cwiat kr\'f3lowa Cypru, wenecyanka, Katarzyna Cornaro.\par \f0\par \f1 Wkr\'f3tce, tu\'bf poza dzisiejsz\'b9 poczt\'b9 w Wenecyi, zajmuj\'b9c\'b9 dawniejszy niemiecki magazyn towar\'f3w "Fondaco de Tedeschi", zamajaczy\'b3 olbrzymi most "Ponte di Rialto", w kszta\'b3cie murowanego \'b3uku wzniesiony.\par \f0\par \f1 Wsun\'b9wszy si\'ea pod jego arkady, gondola Dzier\'bfymirskich cichutko prze\'9clizn\'ea\'b3a si\'ea tamt\'eady i skr\'eaci\'b3a wkr\'f3tce na lewo, w w\'b9zki kanalik, stanowi\'b9cy artery\'ea boczn\'b9 "Canale Grando". Szeroka ta\'9cma wielkiego kana\'b3u znik\'b3a wkr\'f3tce z oczu i jad\'b9ca barka, zag\'b3\'eabiaj\'b9c si\'ea coraz bardziej w szyj\'ea wodnej uliczki, wymija\'e6 pocz\'ea\'b3a coraz cia\'9cniejsze i w\'ea\'bfsze zau\'b3ki. \'8cciany dom\'f3w odrapane, ponure, sz\'b3y, zdawa\'b3o si\'ea, na p\'b3yn\'b9cych w gondoli, a \'9ccie\'9cniaj\'b9c si\'ea coraz bardziej, pragn\'ea\'b3y poch\'b3on\'b9\'e6, gubi\'e6 j\'b9 niejako w swym labiryncie.\par \f0\par \f1 Ciemno\'9cci nocne panowa\'b3y tu jeszcze wi\'eaksze. Gdzieniegdzie tylko l\'9cni\'b3a z\'f3\'b3tawo md\'b3ym \'9cwiat\'b3em latarnia - \'bfywego ducha za\'9c nigdzie dopatrze\'e6 si\'ea nie mo\'bfna by\'b3o.\par \f0\par \f1 Umilk\'b3a od paru minut Ola trwo\'bfnie przylgn\'ea\'b3a g\'b3\'f3wk\'b9 do r\f0 amienia Romana.\par \par \f1 - Brr! straszno tu jako\'9c... - szepn\'ea\'b3a.\par \f0\par \f1 - Nic, kochanie - odpar\'b3 Dzier\'bfymirski, musn\'b9wszy poca\'b3unkiem jej w\'b3osy - zaraz doje\'bfd\'bfamy. \par \f0\par \f1 Nieprawda\'bf, \'bfe ju\'bf blizko? - zwr\'f3ci\'b3 si\'ea do gondoliera \'b3amanem w\'b3oskiem narzeczem.\par \f0\par - Si, signore. - odp\f1 ar\'b3 \'bfywo zapytany, a nudz\'b9c si\'ea zna\'e6, bo z cudzoziemcem gaw\'eadzi\'e6 nie m\'f3g\'b3, zanuci\'b3 p\'f3\'b3g\'b3osem jak\'b9\'9c sm\'eatn\'b9 piosenk\'ea.\par \f0\par \f1 Ubrany ca\'b3kiem bia\'b3o, wahad\'b3owym ruchem przechylaj\'b9c si\'ea bezustannie przy wios\'b3owaniu w prawo i lewo, na tle otaczaj\'b9cych ciemno\'9cci, czyni\'b3 on wra\'bfenie fantastycznego zjawiska, g\'b3os za\'9c jego monotonny b\'b3\'b9ka\'b3 si\'ea po k\'b9tach i odbija\'b3 dziwnem echem o mury, oraz zakratowane okna w swym \'9cnie zakl\'eatych jakby dom\'f3w. Roman milcza\'b3.\par \f0\par \f1 Ujmuj\'b9c d\'b3o\'f1 i tul\'b9c mi\'eakko w obj\'eaciu Ol\'ea, ws\'b3uchiwa\'b3 si\'ea w ten \'9cpiew jednostajny, mrukliwy, i dziwnego doznawa\'b3 wra\'bfenia. Zdawa\'b3o mu si\'ea mianowicie, \'bfe on nie do cywilizowanego, dzisiejszego, ale jakiego\'9c zb\'f3jeckiego z zamierzch\'b3ej przesz\'b3o\'9cci doje\'bfd\'bfa grodu; \'bfe ucieka, kryje si\'ea tu ze swym porwanym, czy te\'bf skradzionym \'b3upem... Oto z ciemnych zau\'b3k\'f3w i k\'b9t\'f3w \'9cpi\'b9cej Wenecyi wysuwaj\'b9 si\'ea po prostu jakby wyra\'9fne jakie\'9c cienie, mary, czy odbicie dawnych zbrodni, mordu i gwa\'b3t\'f3w, tak licznych w historyi krwawej tego dziwnego miasta...\par \f0\par - A \'f2el! *) - rozleg\f1\'b3 si\'ea nagle tu\'bf za Dzier\'bfymirskim krzykliwy g\'b3os gondoliera, i \'b3\'f3d\'9f jednocze\'9cnie zboczy\'b3a w zau\'b3ek ciemny.\par \f0 [*) Uwaga!]\par \par \f1 - Sia-stali! *) - przeci\'b9gle odpowiedzia\'b3 kto\'9c z innej gondoli.\par \f0 [*) Na prawo!]\par Roman i Ola spojrzeli ciekawie.\par \par \f1 W nadp\'b3ywaj\'b9cej weneckiej barce siedzia\'b3 m\'ea\'bfczyzna czarno ubrany, w bia\'b3ym kapeluszu, brunet, o ponurem wejrzeniu.\par \f0\par \f1 Gondola, otar\'b3szy si\'ea prawie o napotkan\'b9 \'b3\'f3dk\'ea, prze\'9clizn\'ea\'b3a si\'ea cicho - znowu byli sami.\par \f0\par \f1 - Patrz, tam si\'ea \'9cwieci, co si\'ea sta\'b3o?... - rzek\'b3a p\'f3\'b3g\'b3osem Ola, kr\'eac\'b9c g\'b3\'f3wk\'b9 i wskazuj\'b9c pi\'eatro jednego z dom\'f3w.\par \f0\par \f1 Roman spojrza\'b3.\par \f0\par \f1 - A, rzeczywi\'9ccie - odpar\'b3 - przecie\'bf cho\'e6 jeden jaki\'9c znak \'bfycia...\par \f0\par \f1 Na brudn\'b9 wod\'ea kana\'b3u, porysowan\'b9 \'9ccian\'ea i ko\'b3ysz\'b9cy si\'ea kad\'b3ub pustej gondoli, przywi\'b9zanej u stopni marmurowych wielkich kutych drzwi, k\'b3ad\'b3o si\'ea cieniem przy\'e6mione czerwonawe \'9cwiat\'b3o, id\'b9ce z okna o\'9cwietlonej komnaty. Jednocze\'9cnie p\'b3yn\'ea\'b3y melodyjne, ciche akordy fortepianu, wydobywane zna\'e6 mi\'eakka kobiec\'b9 r\'b9czk\'b9. Wt\'f3rowa\'b3 im nie\'9cmia\'b3y brz\'eak mandoliny.\par \f0\par \f1 Rozp\'b3ywaj\'b9c si\'ea powoli, w milczeniu, muzyczne tony \'b3\'b9czy\'b3y si\'ea zgodnie co par\'ea minut ze \'9cpiewem, m\'easkim, silnym tenorem, i sz\'b3y ponad dachy, kana\'b3y, lecia\'b3y daleko, dr\'bf\'b9ce...\par \f0\par \f1 Poruszony muzyk\'b9 i \'9cpiewem, Dzier\'bfymirski silniej przycisn\'b9\'b3 do siebie Ol\'ea. Ws\'b3uchani w melody\'ea mi\'b3osnej pie\'9cni po\'b3udnia, zbli\'bfyli si\'ea oni instynktownie, a twarze ich, parte ku sobie, pochyli\'b3y si\'ea.\par \f0\par \f1 Poca\'b3unek gor\'b9cy z\'b3\'b9czy\'b3 usta m\'ea\'bfczyzny i kobiety; nie odrywaj\'b9c warg, w dreszczu wzajemnej rozkoszy, w\'9cr\'f3d deszczu spadaj\'b9cych, jak drobne krople rosy, d\'9fwi\'eak\'f3w - przep\'b3yn\'eali Dzier\'bfymirscy pod oknami domu. Coraz cichsze fale granej melodyi goni\'b3y ich, powodzi\'b9 zalewa\'b3y jeszcze czas jaki\'9c, a\'bf umilk\'b3y.\par \f0\par \f1 Gondola w tej samej w\'b3a\'9cnie chwili wjecha\'b3a na kana\'b3 \'9c-go Marka; plac tej\'bfe nazwy, gdzie w ca\'b3ej pe\'b3ni ogniskowa\'b3o si\'ea jeszcze \'bfycie miasta, zamigota\'b3 rz\'easi\'9ccie w oddali dziesi\'b9tkami niebieskawych i \'bf\'f3\'b3tych \'9cwiate\'b3 - przewo\'9fnik oznajmi\'b3 g\'b3o\'9cno podr\'f3\'bfnym, \'bfe s\'b9 ju\'bf na miejscu.\par \f0\par \f1 - Doje\'bfd\'bfamy, Oluniu! - poinformowa\'b3 Roman i z u\'9cmiechem wpatrzy\'b3 si\'ea nami\'eatnie i czule w twarz swej towarzysz\f0 ki.\par \par \f1 W ciemno\'9cciach nawet nocy, widoczny rumieniec obj\'b9\'b3 p\'b3omieniem twarz kobiety, i wzrok w zawstydzeniu spu\'9cci\'b3a przed pal\'b9cem spojrzeniem m\'ea\'bfczyzny, kt\'f3re zapewne swym blaskiem m\'f3wi\'b3o co\'9c nad wyraz \'9cmia\'b3ego.\par \f0\par \f1 W tej chwili w\'b3a\'9cnie przedni dzi\'f3b gondoli stukn\'b9\'b3 o marmurowe stopnie hotelowego balkonu, a w par\'ea minut p\'f3\'9fniej Roman i Ola znajdowali si\'ea ju\'bf w obszernym, o marmurowych \'9ccianach i posadzce pokoju, rozbrzmiewaj\'b9cym w ciszy st\'b3umionem, g\'b3uchem brz\'eaczeniem mustyk\'f3w.\par \f0\par \f1 Odprawiwszy natarczywego s\'b3ug\'ea, proponuj\'b9cego im przys\'b3a\'e6 natychmiast przewodnika, w celu obejrzenia powierzchownego na przechadzce placu San Marco, bazyliki i pa\'b3acu Do\'bf\'f3w -Dzier\'bfymirscy wkr\'f3tce pozostali zupe\'b3nie sami.....\par \f0\par \par \par \f1 W Wenecyi wsz\'eadzie pogas\'b3y ju\'bf \'9cwiat\'b3a. Noc zupe\'b3na, czarna, zawis\'b3a chwilowo nad grodem. Nie trwa\'b3o to jednak d\'b3ugo; stopniowo chmury na niebie rozst\'eapowa\'e6 si\'ea pocz\'ea\'b3y i r\'b9bek ksi\'ea\'bfyca nie\'9cmia\'b3o wychyli\'b3 si\'ea z poza nich.\par \f0\par \f1 Zamigota\'b3 na wie\'bfycach ko\'9ccio\'b3a \'9c-go Marka, z\'b3otawym br\'b9zie czterech rumak\'f3w, kr\'f3luj\'b9cych na szczycie tej katedry - musn\'b9\'b3 swym blaskiem \'9cciany pa\'b3acu Do\'bf\'f3w, a przeszed\'b3szy si\'ea po jego galeryach ponurych, zajrza\'b3 w zakratowane okna wisz\'b9cego mostu, \'b3\'b9cz\'b9cego pa\'b3ac z dawnem wi\'eazieniem, a znanego powszechnie pod nazw\'b9 "Mostu Westchnie\'f1".\par \f0\par Wyjrzawszy\f1 za\'9c ju\'bf odwa\'bfniej nieco, tr\'b9ci\'b3 srebrzysty l\'9cni\'b9c\'b9 tafl\'ea laguny, zadrga\'b3 sieci\'b9 \'9cwiat\'b3a na powierzchni w\'f3d, a niebieskaw\'b9 \'9ccie\'bfyn\'b9 dotkn\'b9wszy si\'ea ich pieszczotliwie, otworzy\'b3 nagle perspektyw\'ea dalek\'b9, hen! a\'bf ku Lido-na morze...\par \f0\par \f1 W niezam\'b9conej niczem ciszy, staro\'bfytne zegary licznych ko\'9ccielnych i klasztornych wie\'bfycach wybija\'e6 pocz\'ea\'b3y rytmicznie kt\'f3r\'b9\'9c godzin\'ea. Jedne z nich brzmia\'b3y basem, inne kwili\'b3y wiolinem, lub brz\'eacza\'b3y melodyjnie, \'b3\'b9cz\'b9c w sobie te dwa melodyjne klucze, a bij\'b9c w ten spos\'f3b, zdawa\'b3y si\'ea mierzy\'e6 w milczeniu chwile czyjego\'9c mo\'bfe szcz\'ea\'9ccia...\par \f0\par \f1 Niedyskretne, ciekawe, promienie ksi\'ea\'bfyca zaszkli\'b3y si\'ea jasnem \'9cwiat\'b3em na taflach szyb hotelowych, dawnego pa\'b3acu Dandolo. Zatrzyma\'b3y zda si\'ea d\'b3u\'bfej przy jednem oknie i pomkn\'ea\'b3y znowu oboj\'eatne \f0 w dal...\par \par \f1 A pos\'b9gowo u\'9cmiechni\'eate, wiecznie tak samo szerokie oblicze ksi\'ea\'bfyca nie zmieni\'b3o wcale wyrazu.\par \f0\par \f1 Bo c\'f3\'bf go zaiste, obchodzi\'e6 mog\'b3o tych dwoje ludzi, kt\'f3rzy przybyli a\'bf tutaj po u\'b3ud\'ea rozkoszy? C\'f3\'bf znaczy\'b3y dla\'f1 dwa serca, zrywaj\'b9ce wsp\'f3lnie kwiat mi\'b3o\'9cci i zapomnienia?\par \f0\par \f1 On, filozof, wszak w swem \'bfyciu prawiecznem widzia\'b3 podobnych zdarze\'f1 a\'bf nadto wiele; on zna\'b3 nico\'9c\'e6 tych chwil, umia\'b3 na pami\'ea\'e6 kochank\'f3w zakl\'eacia i ich nieraz s\'b3omiane zapa\'b3y, gasn\'b9ce za \'bfycia podmuchem - pod rzeczywisto\'9cci bezlitosn\'b9 r\'eak\'b9. Wiedzia\'b3 r\'f3wnie\'bf, \'bfe zapa\'b3y te same, odegrzane cz\'eastokro\'e6 i o\'bfy\'b3e, kiedy\'9c, w przysz\'b3o\'9cci, obosiecznem ci\'eaciem rani\'e6 mo\'bfe b\'ead\'b9 tych samych ludzi, skierowane do jednostek innych, zar\'f3wno \'b3akn\'b9cych uczucia i u\'bfycia...\par \f0\par Powiewna chmurka pieszczotli\f1 wie przytuli\'b3a si\'ea do twarzy ksi\'ea\'bfyca i przes\'b3oni\'b3a go leciutko, kaskada za\'9c miesi\'eacznych promieni, zblad\'b3szy, niepewnym, migotliwym blaskiem zala\'b3a u\'9cpion\'b9 Wenecy\'ea.\par \f0\par \f1 W tej samej chwili dwie jakie\'9c postacie, zbli\'bfone do siebie, zamajaczy\'b3y poza tafl\'b9 jednego z okien hotelowych, i dwie g\'b3owy, dotykaj\'b9c si\'ea wzajemnie, zapatrzy\'b3y si\'ea we wdzi\'eaczny krajobraz laguny i morza, zamglonych chwilowo p\'f3\'b3\'9cwiat\'b3em, oraz cieniami ksi\'ea\'bfyca.\par \f0\par \f1 I postawszy tak d\'b3ug\'b9 chwil\'ea, jakby rozmarzone, znik\'b3y niebawem, splecione w u\'9ccisku, niezdolne napawa\'e6 si\'ea d\'b3ugo poza sob\'b9 niczem, nawet pi\'eaknem przyrody...\par \f0\par \f1 W \'9clad prawie zatem nasta\'b3a ciemno\'9c\'e6 nieprzejrzana i zapanowa\'b3a nad miastem pami\'b9tek.\par \f0\par ---------\par \par \par \f1 Zadumany i jakby t\'easkny tuli\'b3 si\'ea zmierzch szary do \'9ccian kamienic wielkiego miasta, do witryn wspania\'b3ych sklep\'f3w jego, pe\'b3za\'b3 u podn\'f3\'bfy pomnik\'f3w, \'9cciera\'b3 kontury gmach\'f3w ko\'9ccio\'b3\'f3w - wszystko doko\'b3a pogr\'b9\'bfa\'b3 w mroki i cienie.\par \f0\par \f1 W wykwintnie umeblowanem swem pomieszkaniu siedzia\'b3a na fotelu Melania, marsza\'b3kowa Warnicka, rodzona siostra ojca dzisiejszej Oli Dzier\'bfymirskiej, a dotychczasowa od dzieci\'f1stwa prawie opiekunka tej ostatniej.\par \f0\par \f1 Przez otwarte okno, \'b3\'b9cznie z echami wielkomiejskiego gwaru, wciska\'b3 si\'ea tutaj wolno zmrok, a \'9cciemniaj\'b9c si\'ea stopniowo coraz bardziej, pocieszaj\'b9co jakby wyg\'b3adza\'e6 si\'ea stara\'b3 zmarszczone wysokie czo\'b3o wiekowej ju\'bf matrony, \'b3agodnie muska\'b3 jej siwe w\'b3osy, i zagl\'b9daj\'b9c jednocze\'9cnie nie\'9cmia\'b3o w oczy rozumne, wyra\'9fnie zdawa\'b3 si\'ea wsp\'f3\'b3czu\'e6 smutnemu jej zamy\'9cleniu.\par \f0\par \f1 Na ma\'b3ym stoliku przed marsza\'b3kow\'b9 le\'bfa\'b3 otwarty telegram. Opiewa\'b3 on za\'9c lakonicznie: "Przewidzenia s\'b3uszne. Ola ju\'bf po \'9clubie z Dzier\'bfymirskim. Przyje\'bfd\'bfam. \'a3ady\'bfy\'f1ski."\par \f0\par \f1 Ju\'bf mo\'bfe p\'f3\'b3 godziny po przeczytaniu powy\'bfszej wiadomo\'9cci, nieruchomo w swym fotelu siedzia\'b3a pani Melania.\par \f0\par Od trzech dni - to\f1 jest od czasu gdy Ola znikn\'ea\'b3a z domu swej ciotki, by wi\'eacej nie wr\'f3ci\'e6 - marsza\'b3kowa Warnicka z niepokoju postarza\'b3a si\'ea by\'b3a o lat co najmniej kilkana\'9ccie.\par \f0\par \f1 Pocz\'b9tkowo nie mog\'b3a zrozumie\'e6 post\'eapku swej siostrzenicy; tak dobrze by\'b3o jej u niej, mo\'bfe zatem powr\'f3ci ona lada chwila - niew\'b9tpliwie.\par \f0\par \f1 Musia\'b3a wyjecha\'e6 z miasta na par\'ea godzin, znaglona interesem wa\'bfnym... m\'f3wi\'b3a sobie, perswadowa\'b3a staruszka.\par \f0\par \f1 Nazajutrz jednak wieczorem, gdy \'bfadnej o Oli nie by\'b3o wie\'9cci, obawa kochaj\'b9cej dziewcz\'ea ciotki wzros\'b3a o ni\'b9 do tego stopnia, i\'bf my\'9cla\'b3a, \'bfe zwaryuje. Dom ca\'b3y by\'b3 przera\'bfony, latano, szukano rozpaczliwie nieobecnej po mie\'9ccie, na chybi\'b3 trafi\'b3 - wsz\'eadzie, oczekuj\'b9c zarazem z trwog\'b9 wisz\'b9cej zda si\'ea w powietrzu katastrofy - wiadomo\'9cci jakiej strasznej, o nieszcz\'ea\'9cciu, lub nawet o \'9cmierci.\par \f0\par \f1 Zbawc\'b9 pe\'b3nej niepokoju marsza\'b3kowej okaza\'b3 si\'ea w\'f3wczas Emil \'a3ady\'bfy\'f1ski, przyjaciel ca\'b3ego domu Gowartowskich, stary kawaler, sprytny wyga wielkomiejski, a poza tem cz\'b3owiek rozumny i bystry bardzo. Zebrawszy napr\'eadce wskaz\'f3wek tu i \'f3wdzie, wpad\'b3 od razu na trop w\'b3a\'9cciwy. Domys\'b3y jego by\'b3y trafne.\par \f0\par \f1 - A ja powiadam pani marsza\'b3kowej, \'bfe panna Ola u\'bfywa ju\'bf miodowych miesi\'eacy! M\'b3odo\'9c\'e6 nie \'bfartuje, gdy kocha... by\'b3y to ostatnie s\'b3owa jego i sprawdzi\'b3y si\'ea, niestety...\par \f0\par Przez s\f1 amego ojca panny, Januarego Gowartowskiego, pogardliwie odrzucony konkurent, inaczej poradzi\'b3 sobie.\par \f0\par \f1 Marsza\'b3kowa w zadumie westchn\'ea\'b3a cicho, ci\'ea\'bfkie bowiem, zaiste, czeka\'b3y j\'b9 niebawem przej\'9ccia. Brat jej, January, kt\'f3rego, o niczem jeszcze nie wiedz\'b9c, powiadomi\'b3a, wzywaj\'b9c go, natychmiast po znikni\'eaciu Oli, lada oto chwila nadjedzie...\par \f0\par \f1 C\'f3\'bf ona, na Boga, powie ub\'f3stwiaj\'b9cemu c\'f3rk\'ea ojcu, jak si\'ea potrafi wyt\'b3umaczy\'e6 przed nim ze wszystkiego? Wszak to na jej opiece pozostawi\'b3 on by\'b3, wyje\'bfd\'bfaj\'b9c, jedyne swe dzieci\'ea...\par \f0\par \f1 Lecz czy\'bf mog\'b3a przewidzie\'e6 podobne rozwi\'b9zanie sprawy?\par \f0\par Przenigdy!...\par \par \f1 I marsza\'b3kowa Warnicka ni\'bfej jeszcze pochyli\'b3a na piersi g\'b3ow\'ea sw\'b9 siw\'b9, a czo\'b3o jej poora\'b3y zmarszczki, znacz\'b9c jakby \'9clad m\'eacz\'b9cych \'9ccigaj\'b9cych si\'ea my\'9cli.\par \f0\par \f1 - A j\'b9, Ol\'ea, to dzieci\'ea, kt\'f3re wesp\'f3\'b3 z bratem i ona kocha\'b3a ca\'b3\'b9 si\'b3\'b9 swej duszy, czy\'bf tak zn\'f3w dalece wini\'e6 mo\'bfna by\'b3o?... \par \f0\par Zapewne... \par \par \f1 Nie porzuca si\'ea od razu wszystkiego, nie ucieka chy\'b3kiem, cho\'e6by nawet w ramiona ukochanego m\'ea\'bfczyzny, gdy sprzeciwia si\'ea temu wo\f0 la rodzica, gdy...\par \par \f1 Pani Melania przetar\'b3a czo\'b3o pomarszczon\'b9 d\'b3oni\'b9. "M\'b3odo\'9c\'e6 nie \'bfartuje, gdy kocha!" zabrzmia\'b3y jej w uszach s\'b3owa Emila \'a3ady\'bfy\'f1skiego. Mia\'b3 s\'b3uszno\'9c\'e6...\par \f0\par \f1 I nagle, z pocz\'b9tku nieokre\'9clone, p\'f3\'9fniej coraz g\'b3o\'9cniejsze, \'9cmielsze, zakie\'b3kowa\'b3y w duszy staruszki wyrzuty sumienia. Bo czy\'bf doprawdy, Ola nieszcz\'ea\'9cliwa tak bardzo by\'b3a winna?... Mi\'b3o\'9c\'e6 oszo\'b3omi\'b3a j\'b9, porwa\'b3a, a reszty niew\'b9tpliwie dokona\'b3o wychowanie m\'b3odej panny, kapry\'9cnej pieszczotki ojca, ulubienicy r\'f3wnie\'bf jej, marsza\'b3kowej, zawsze dla\'f1 pob\'b3a\'bfliwej i s\'b3abej.\par \f0\par \f1 I pani Melania zn\'f3w zadawa\'b3a sobie dalej w my\'9cli pytania...\par \f0\par \f1 - Czy Ola posiada\'b3a w duszy swej to, coby j\'b9 od pope\'b3nionego kroku wstrzyma\'e6 mog\'b3o? Czy wpajano w ni\'b9 te zasady m\'b3odych, takie na przyk\'b3ad, jakiemi j\'b9 karmiono lat temu wiele, w kt\'f3rych pokolenie jej podobnych wyros\'b3o?... Marsza\'b3kowa w zadumie spu\'9cci\'b3a nisko g\'b3ow\'ea.\par \f0\par \f1 - Nie, nie! - odpowiada\'b3o co\'9c skrycie na dnie jej duszy.\par \f0\par \f1 Ola zasad takich nie mia\'b3a, a z czyjej\'bfe to by\'b3o winy?\par \f0\par Najprz\'f3d, naturalnie, ojca, Januarego,\f1 lecz nast\'eapnie i jej przecie, zast\'eapuj\'b9c\'b9 Oli odesz\'b3\'b9 z tej ziemi matk\'ea.\par \f0\par \f1 I z szar\'b9 godzin\'b9, coraz bardziej rozgaszczaj\'b9 si\'ea po buduarze - z mrokiem, pe\'b3nym cichej melancholii lipcowego wieczora, wkradaj\'b9ce si\'ea do duszy marsza\'b3kowej wyrzuty pot\'ea\'bfnia\'b3y, ros\'b3y... Samokrytyka za\'9c w\'b3asnego post\'eapowania zgry\'9fliwie szarpa\'e6 pocz\'ea\'b3a jej m\'f3zg, coraz to nowemi pytaniami j\'b9 zasypuj\'b9c:\par \f0\par \f1 - Czy stara\'b3a\'9c si\'ea wnikn\'b9\'e6 do duszy m\'b3odego dziewcz\'eacia, a potem, zbadawszy j\'b9, formowa\'e6 i ukszta\'b3ca\'e6? - m\'f3wi\'b3a ona. - Czy wtedy - pyta\'b3a dalej - gdy po niewinnem dzieci\'f1stwie i m\'b3odocianych leciech po raz pierwszy wst\'b9pi\'b3a Ola, ju\'bf jako doros\'b3a panna, na \'9clisk\'b9 aren\'ea salon\'f3w i \'9cwiatowego \'bfycia, da\'b3a\'9c ty jej, pr\'f3cz wskaz\'f3wek powierzchownych, banalnych, jakie przestrogi inne, g\'b3\'eabszej, powa\'bfniejszej natury?...\par \f0\par \f1 A p\'f3\'9fniej - gdy rozbawiona, rozmarzona zabaw\'b9, flirtami i ta\'f1cem, z pobudzonymi zmys\'b3ami i wyobra\'9fni\'b9, wraca\'b3a ona do domu z towarzyskich bal\'f3w i zebra\'f1 - czy zastanowili\'9ccie si\'ea wy kiedy\'9c, ty i brat tw\'f3j, January nad tem, co przechodzi\'b3o tam przez ow\'b9 m\'b3od\'b9 g\'b3\'f3wk\'ea, co zapala\'b3o wyobra\'9fni\'ea jej i w bezsennych nocach mo\'bfe marzeniem u\'b3udnem na skrzyd\'b3ach niezdrowych fantazyj nie pozwala\'b3o zamkn\'b9\'e6 \'9frenic do snu cichego?...\par \f0\par \f1 Uczynili\'9ccie wy to wszystko? Zast\'b9pili\'9ccie\'bf dziewcz\'eaciu temu matk\'ea, wykonywuj\'b9c wsp\'f3lnie ten na\'b3o\'bfony na was obowi\'b9zek, z t\'b9 konieczn\'b9 drobiazgowo\'9cci\'b9, z kt\'f3r\'b9 w istocie cz\'eastokro\'e6 nie rachuj\'b9 si\'ea rodzicielki same?...\par \f0\par \f1 Oblicze zadumanej marsza\'b3kowej wyra\'bfa\'b3o teraz ciche cierpienie, \'bfal jakby i skruch\'ea, w tym bowiem wewn\'eatrznym, milcz\'b9cym rachunku sumienia coraz ci\'ea\'bfsze odczuwa\'b3a winy po swojej i brata stronie.\par \f0\par \f1 A raz poruszone sumienie zn\'f3w pyta\'b3o dalej nielito\'9cciwie: - Czy pochwyci\'b3a\'9c ty r\'f3wnie\'bf te chwile, gdy do krysztalnej m\'b3odej dot\'b9d jeszcze duszy zapuka\'b3a mi\'b3o\'9c\'e6, wkrad\'b3a si\'ea tam, i rozkwit\'b3a bujnie? Czuwa\'b3a\'bfe\'9c razem z ojcem Oli nad sercem swej pieszczotki? Rozumnem s\'b3owem, uwag\'b9 g\'b3\'eabok\'b9, kszta\'b3cili\'9ccie\'bf je? hodowali, strzeg\'b9c to serce, niby kwiat cieplarniany, od temperatury niezdrowej? My\'9cleli\'9ccie\'bf wy o tem, i\'bf tam, zamiast skromnego, pi\'eaknego p\'b9czka, o barwie \'b3agodnej, mo\'bfe wzro\'9c\'e6 ukrycie i bezkszta\'b3tn\'b9 zaja\'9cnie\'e6 purpur\'b9 kwiat nami\'eatno\'9cci cichy, wszystko doko\'b3a dusz\'b9cy sw\'b9 woni\'b9?..\par \f0\par \f1 Czy uczynili\'9ccie wy to wszystko? - powt\'f3rnie, jako konkluzya w\'b9tpliwo\'9cci wszelkich, szarpn\'ea\'b3o pytanie ostatnie dusz\'b9 marsza\'b3kowej.\par \f0\par \f1 Przygn\'eabiona opar\'b3a znu\'bfon\'b9 g\'b3ow\'ea o poduszk\'ea staro\'9cwieckiego mebla.\par \f0\par \f1 Odpowiedzie\'e6 nie mog\'b3a obron\'b9 na zarzuty, powsta\'b3e w jej my\'9clach za podszeptem sumienia - milcza\'b3a zatem.\par \f0\par - Nie! - szyderczo odpowiedzia\f1\'b3 z kolei rozum!... Wypie\'9ccili\'9ccie tylko ulubione swe dziecko, nie odmawiali\'9ccie mu niczego - osypywali\'9ccie wszystkiem, czego zapragn\'ea\'b3o, znosz\'b9c nawet kaprysy, zachcianki i urojenia; ust\'eapuj\'b9c woli, kt\'f3r\'b9 rozumnie powinni\'9ccie byli kszta\'b3ci\'e6; s\'b3uchaj\'b9c - a nie rozkazuj\'b9c!\par \f0\par \f1 - O, wy! wychowawcy m\'b3odego pokolenia, jak\'bfe daleko jeste\'9ccie od powinno\'9cci swoich!.. za\'9cmia\'b3 si\'ea w ko\'f1cu rozum z gorycz\'b9.\par \f0\par \f1 Marsza\'b3kowa Warnicka, nie ruszaj\'b9c si\'ea z miejsca, przymkn\'ea\'b3a powieki, chwil\'ea d\'b3u\'bfsz\'b9 w jednej i tej samej zostawszy pozycyi, wreszcie wsta\'b3a oci\'ea\'bfale z miejsca swego i powoli zbli\'bfy\'b3a si\'ea ku oknu. \par \f0\par \f1 Zapalono ju\'bf latarnie w mie\'9ccie. Po szerokich - trotuarach pierwszorz\'eadnej ulicy snu\'b3y si\'ea t\'b3umy. Pani Melania wpatrzy\'b3a si\'ea w nie, a w jej my\'9clach jednocze\'9cnie szumia\'b3o: \f0\par \par \f1 - Uderz si\'ea w piersi!... Mea culpa, mea culpa! - bo\'9c winna, bardzo winna! \par \f0\par \f1 Zamigota\'b3, zab\'b3ys\'b3 snopem promieni i iskier mi\'b3o\'9cci p\'b3omyk, i dziewczyna wyci\'b9gn\'ea\'b3a ku niemu pragn\'b9ce ramiona, jak \'b3\'f3d\'9f bez steru na morzu rozhukanem - dziewczyna, kt\'f3r\'b9 wychowa\'b3a\'9c - zdeptawszy uczucia drogich sobie os\'f3b, nie ogl\'b9daj\'b9c si\'ea nawet za ich b\'b3ogos\'b3awie\'f1stwem! \par \f0\par \f1 - Zbieracie, co\'9ccie zasiali! - g\'b3os jaki\'9c w uszach marsza\'b3kowej rozbrzmiewa\'b3 i r\'f3s\'b3, pe\'b3en pot\'eagi. \par \f0\par \f1 Nagle staruszka cofn\'ea\'b3a si\'ea wstecz ca\'b3em cia\'b3em i drgn\'ea\'b3a nerwowo. W ciszy apartament\'f3w rozleg\'b3 si\'ea w tej chwili pokilkakro\'e6 silnie dzwonek. \par \f0\par \f1 To by\'b3 January Gowartowski. Marsza\'b3kowa przeczuciem ju\'bf zgadywa\'b3a przybycie brata, a przetar\'b3szy czo\'b3o r\'eak\'b9, z g\'b3\'eabokiem westchnieniem odst\'b9pi\'b3a od okna.\par \f0\par \par \f1 W s\'b9siednim salonie, na odg\'b3os dzwonka, zapala\'b3 w\'b3a\'9cnie ma\'b3y lokajczyk \'9cwiat\'b3o, w przedpokoju rozbiera\'b3 si\'ea kto\'9c i rozmawia\'b3 ze s\'b3u\'bf\'b9cym. \par \f0\par \f1 Pani Melania, ws\'b3uchawszy si\'ea pilnie, pozna\'b3a g\'b3os brata. Wysi\'b3kiem woli rozpogodziwszy, jak umia\'b3a, oblicze, przest\'b9pi\'b3a pr\'f3g buduaru, i wesz\'b3a powolnym krokiem do salonu. W tej samej chwili we drzwiach ukaza\'b3 si\'ea przyby\'b3y. \par \f0\par \f1 By\'b3 to m\'ea\'bfczyzna, lat ko\'b3o sze\'9c\'e6dziesi\'eaciu mo\'bfe, chudy, wysoki, i pomimo wieku, trzymaj\'b9cy si\'ea jeszcze bardzo prosto, oraz gibki, jak trzcina, o wygl\'b9dzie i uk\'b3adzie delikatnym, zr\'eacznym i dystyngowanym. Twarz January Gowartowski mia\'b3 wygolon\'b9 starannie, g\'b3ow\'ea pi\'eakn\'b9, z przypr\'f3szonym nieco w\'b3osem, a w\'b9s sumiasty, bia\'b3y, okala\'b3 mu wargi, wygi\'eate nieco dumnie - oblicze za\'9c jego, nacechowane jakby wyrazem wynios\'b3o\'9cci, nerwowe, zmienne, znamionowa\'b3o cz\'b3owieka, na. pierwszy rzut oka, nader wra\'bfliwego i uczuciowego mo\'bfe nad miar\'ea. \par \f0\par \f1 Ujrzawszy siostr\'ea, podbieg\'b3 ku niej szybko i z\'b3o\'bfy\'b3 w milczeniu na jej r\'eace pe\'b3en uszanowania poca\'b3unek. Przytem spojrzenie Gowartowskiego spocz\'ea\'b3o na jej twarzy pytaj\'b9co, i dopiero po przelotnej chwili oczekiwania jakby, widz\'b9c marsza\'b3kow\'b9 nieco zmieszan\'b9, odezwa\'b3 si\'ea pierwszy:\par \f0\par \f1 - Odebra\'b3em telegram tw\'f3j, pani siostro, niepok\'f3j przygna\'b3 mi\'ea tu natychmiast... Ola wyjecha\'b3a podobno, gdzie? po co? na co?.. Czy tylko jej co z\'b3ego si\'ea nie sta\'b3o? mo\'bfe ona chora, gro\'9fnie, bro\'f1 Bo\'bfe?.. Powiedz, Melanio, szczer\'b9 prawd\'ea, m\'f3w pr\'eadzej, bo wytrzyma\'e6 z niepokoju nie mog\'ea!.. - dr\'bf\'b9co wym\'f3wi\'b3 pan January s\'b3owa ostatnie, z akcentem pro\'9cby, g\'b3osem pe\'b3nym obawy, i z trosk\'b9 na wyrazistej twarzy czeka\'b3 na odpowied\'9f. \par \f0\par \f1 Tymczasem zmieszanie marsza\'b3kowej ros\'b3o. Unikaj\'b9c spojrzenia brata, rzek\'b3a: \par \f0\par \f1 - Ale\'bf uspok\'f3j si\'ea, m\'f3j drogi, c\'f3\'bf znowu?.. Upewniam ci\'ea, i\'bf Ola najzdrowsza si\'ea czuje i \'bfe zgo\'b3a nic z\'b3ego jej nie grozi.\f0 .. \par \par \f1 Twarz Gowartowskiego natychmiast rozpogodzi\'b3a si\'ea i westchnienie ulgi podnios\'b3o pier\'9c jego, odczu\'b3 bowiem szczero\'9c\'e6 w s\'b3owach siostry. \par \f0\par \f1 Rzuciwszy opodal kapelusz i podr\'f3\'bfna torebk\'ea, usiad\'b3 wygodnie na fotelu i spokojnym ju\'bf zupe\'b3nie g\'b3osem zapyta\'b3: \par \f0\par \f1 - No, wi\'eac c\'f3\'bf, na Boga, sta\'b3o si\'ea z Ol\'b9? wyjecha\'b3a - dok\'b9d?... \par \f0\par \f1 - Zm\'eaczonym pewnie jeste\'9c i g\'b3odnym - przerwa\'b3a bratu Melania - mo\'bfe kaza\'e6 da\'e6 ci herbaty, przek\'b9ski?... - i m\'f3wi\'b9c to, przycisn\'ea\'b3a guzik elektrycznego dzwonka. \par \f0\par \f1 - Ale\'bf, ma ch\f0\'e8re, - \f1\'bfachn\'b9\'b3 si\'ea troch\'ea niecierpliwie Gowartowski - to wszystko zrobimy p\'f3\'9fniej, po c\'f3\'bf te ze mn\'b9 ceremonie; co ci si\'ea dzisiaj sta\'b3o, taka nienaturalna jaka\'9c jeste\'9c? - zatrzyma\'b3 si\'ea pan January i spojrza\'b3 siostrze badawczo w oczy.\par \f0\par \f1 - Nakarmisz mnie potem - dorzuci\'b3 po chwili, z u\'9cmiechem - lecz opowiedz mi najprz\'f3d, co si\'ea tutaj sta\'b3o?... \par \f0\par \f1 Marsza\'b3kowa i na to nic zupe\'b3nie nie odpowiedzia\'b3a, bo w tej w\'b3a\'9cnie chwili na progu salonu ukaza\'b3 si\'ea przywo\'b3any lokaj. Wszystko, co dot\'b9d czyni\'b3a, mia\'b3o za cel zyska\'e6 tylko na czasie, po prostu bowiem nie wiedzia\'b3a, w jaki spos\'f3b poda\'e6 bratu smutn\'b9 i wstrz\'b9saj\'b9c\'b9 odpowied\'9f i w jakiej uczyni\'e6 to formie. Zwr\'f3ci\'b3a si\'ea do s\'b3u\'bf\'b9cego. \par \f0\par \f1 - Zapal lamp\'ea w buduarze, a gdyby kto tam przyszed\'b3, to powiedz, \'bfem cierpi\'b9ca, i nie przyjmuj\'ea... \par \f0\par \f1 - Wszak prawda - z kolei pytaj\'b9co na poz\'f3r skierowa\'b3a si\'ea do brata - i ty zapewne nie masz dzi\'9c ochoty widzie\'e6 go\'9cci?... \par \f0\par \f1 Za ca\'b3\'b9 odpowied\'9f Gowartowski wzruszy\'b3 z lekka ramionami, jednocze\'9cnie jednak z pod oka kilkakrotnie spojrza\'b3 na siostr\'ea, a z twarzy jego pierzch\'b3a pogoda. \par \f0\par \f1 Co\'9c poza kulisami dzia\'b3o si\'ea w tym domu niedobrego, czul to pan January nerwami, wi\'eac czo\'b3o zas\'eapi\'b3o mu si\'ea i brwi przelotnie zmarszczy\'b3y. Powsta\'b3 gor\'b9czkowo z siedzenia, nieobecny my\'9cl\'b9, szukaj\'b9cy zagadki, nie rozumiej\'b9c s\'b3\'f3w siostry, znajduj\'b9cej si\'ea ju\'bf w o\'9cwietlonym buduarze i m\'f3wi\'b9cej co\'9c do niego.\par \f0\par \f1 - Co m\'f3wisz? nie s\'b3ysz\'ea... - rzuci\'b3 po chwili. - Mo\'bfe tu przejdziesz, b\'eadzie nam wygodniej rozmawia\'e6... - powt\'f3rzy\'b3a g\'b3o\'9cniej tym razem marsza\'b3kowa. \par \f0\par \f1 Gowartowski pos\'b3usznie podszed\'b3 ku drzwiom i przest\'b9pi\'b3 pr\'f3g buduaru. \par \f0\par \f1 Zamknij drzwi za sob\'b9, m\'f3j kochany, i siadaj, prosz\'ea ci\'ea! - bezd\'9fwi\'eacznym g\'b3osem odezwa\'b3a si\'ea pani Melania, sama za\'9c skierowa\'b3a si\'ea, by przymkn\'b9\'e6 drzwi do pokoju jeszcze jedne. \par \f0\par \f1 Pan January tymczasem usiad\'b3 i ze wzrastaj\'b9cym coraz bardziej niepokojem \'9cledzi\'b3 ruchy swej siostry. Teraz by\'b3 ju\'bf pewnym, \'bfe czeka go co\'9c niezwyk\'b3ego, i z\'b3ego, tak bowiem ostro\'bfnej i dziwnie post\'eapuj\'b9cej siostry dawno ju\'bf nie ogl\'b9da\'b3. \par \f0\par \f1 Marsza\'b3kowa zbli\'bfa\'b3a si\'ea w\'b3a\'9cnie ku niemu, a usadowiwszy si\'ea obok, na kanapie, uj\'ea\'b3a w obie d\'b3onie r\'eace brata. Postanowi\'b3a w my\'9cli zaraz od razu przeci\'b9\'e6 dra\'bfni\'b9ce p\'eata wst\'eapnej rozmowy, rzek\'b3a zatem \'b3agodnie i serdecznie, wpatrzywszy si\'ea rozumnemi i dobremi oczami w twarz brata. \par \f0\par - Przyrzeknij mi przede wsz\f1 ystkiem, m\'f3j drogi, \'bfe nie zanadto zmartwisz si\'ea tem, co ci powiem, i zniesiesz wiadomo\'9c\'e6 bardzo smutn\'b9, co ci zakomunikowa\'e6 musz\'ea - prawdziwie po m\'easku... \par \f0\par \f1 - Ale\'bf dobrze, dobrze, moja kochana... Lecz powiedz-\'bfe mi nareszcie, o co chodzi, bo siedz\'ea, jak na roz\'bfarzonych w\'eaglach, i po g\'b3owie lataj\'b9 mi wprost niemo\'bfliwe przypuszczenia!.. M\'f3w pr\'eadzej, b\'b3agam - c\'f3\'bf z Ol\'b9 si\'ea sta\'b3o?.. - wybuchn\'b9\'b3 Gowartowski, ostatnie za\'9c s\'b3owa jego drga\'b3y wym\'f3wk\'b9 i pro\'9cb\'b9. \par \f0\par \f1 Wyraz wsp\'f3\'b3czucia przemkn\'b9\'b3 po twarzy matrony siwej, i obj\'b9wszy r\'eakami g\'b3ow\'ea brata, uca\'b3owa\'b3a j\'b9 czule. \par \f0\par \f1 - Ola... ju\'bf po \'9clubie... - rzek\'b3a r\'f3wnocze\'9cnie szeptem. \par \f0\par \f1 Gowartowski, jak podrzucony, zerwa\'b3 si\'ea z fotelu, i wzrokiem b\'b3\'eadnym na marsza\'b3kow\'b9 spojrza\'b3. - Kiedy? jak? co? gdzie? - wykrzykn\'b9\'b3 w pierwszej chwili. - To by\'e6 nie mo\'bfe!... - dorzuci\'b3 i urwa\'b3... Wpatrzywszy si\'ea bowiem uwa\'bfniej w twarz siostry, pozna\'b3, i\'bf ona m\'f3wi prawd\'ea, po chwili j\'eakn\'b9\'b3 wi\'eac tylko cicho: \par \f0\par \f1 - Z kim?... i ca\'b3y, zdawa\'b3o si\'ea, zawis\'b3 na ustach pani Melanii... G\'b3os zadr\'bfa\'b3 marsza\'b3kowej, gdy, jak mog\'b3a najspokojniej, panuj\'b9c nad w\'b3asnem wzruszeniem, odpowiedzia\'b3a wolno: \par \f0\par \f1 - Z Romanem Dzier\'bfymirskim... \par \f0\par \f1 - Z Dzier\'bfymirskim... z tym ho\'b3yszem... synem tej... tej W\'b3oszki, \'9cpiewaczki!... - g\'b3os za\'b3ama\'b3 si\'ea panu Januaremu, i schwyci\'b3 si\'ea on obiema r\'eakami za g\'b3ow\'ea. - I bez... bez... - tu g\'b3os Gowartowskiego przeszed\'b3 w chrypk\'ea, sna\'e6 wstrz\'b9saj\'b9ca nowina zatamowa\'b3a mu dech w piersiach - bez mego... pozwolenia... b\'b3ogos\'b3awie\'f1stwa!... - wykrztusi\'b3; doko\'f1czy\'b3 nareszcie, z b\'f3lem i gniewem... Twarz przytem zn\'eakanego otrzyman\'b9 wiadomo\'9cci\'b9 ojca, dot\'b9d blada bardzo, zakwit\'b3a nagle ceglastym rumie\'f1cem, nogi za\'9c widocznie zachwia\'b3y si\'ea pod nim, gdy\'bf ci\'ea\'bfko, bezsilnie, upad\'b3 na pobliski g\'b3\'eaboki fotel. \f0\par \par \f1 Powt\'f3rnie, z macierzy\'f1sk\'b9 i\'9ccie troskliwo\'9cci\'b9, obj\'ea\'b3a g\'b3ow\'ea stroskanego brata marsza\'b3kowa Warnicka, jakby ta czu\'b3a pieszczota siostrzana ukoi\'e6 pragn\'ea\'b3a, cho\'e6 chwilowo, cios, przed chwil\'b9 s\'b3owami przez ni\'b9 zadany. \par \f0\par \f1 Lecz Gowartowski odtr\'b9ci\'b3 j\'b9 prawie \'bfe brutalnie, niepomny niczego, a chwyciwszy w d\'b3oni r\'eak\'ea siostry, przem\'f3wi\'b3 zapalczywie, urywanym g\'b3osem. \par \f0\par \f1 - Jak to? I ty, Melanio, pozwoli\'b3a\'9c na to? ty, na opiece kt\'f3rej, niby matki rodzonej, zostawi\'b3em moje dzieci\'ea? Ty da\'b3a\'9c zezwolenie, nie zawiadomiwszy mnie o niczem? \par \f0\par I pan January ponownie z miejsca swego s\f1 i\'ea zerwa\'b3, i wykrzykn\'b9\'b3 wzburzony: \par \f0\par \f1 - Wiedz\'b9c, \'bfe temu m\'b3okosowi, awanturnikowi odm\'f3wi\'b3em dawniej, naumy\'9clnie usypiali\'9ccie czujno\'9c\'e6 moj\'b9, by mnie podej\'9c\'e6, oszuka\'e6, i my\'9cleli\'9ccie mo\'bfe, i\'bf ja to przyjm\'ea post factum, "tak sobie!" \par \f0\par \f1 - Ale\'bf zmi\'b3uj si\'ea, uspok\'f3j ! - pospiesznie przerwa\'b3a marsza\'b3kowa. - Nic jeszcze nie wiesz dok\'b3adnie, a ju\'bf obwiniasz innych na chybi\'b3-trafi\'b3. Prosz\'ea ci\'ea, bardzo prosz\'ea, cierpliwo\'9cci troch\'ea, spokoju, a\'bf opowiem ci wszystko, - doda\'b3a b\'b3agalnie. \par \f0\par \f1 Pan January mimo woli ucich\'b3 i spojrza\'b3 pytaj\'b9co na siostr\'ea. \par \f0\par \f1 - Serce-\'bf ty moje, pos\'b3uchaj, a nie martw si\'ea tak okrutnie - dr\'bf\'b9cym od wzruszenia g\'b3osem, ze wsp\'f3\'b3czuciem, przem\'f3wi\'b3a znowu pani Melania, w nag\'b3em rozczuleniu zatr\'b9caj\'b9c przytem wyra\'9fnie rodzonym ukrai\'f1skim akcentem, od kt\'f3rego odzwyczai\'b3a si\'ea by\'b3a sw\'b9 ci\'b9g\'b3\'b9 bytno\'9cci\'b9 w mie\'9ccie. - Pos\'b3uchaj, jak si\'ea rzecz mia\'b3a - zacz\'ea\'b3a marsza\'b3kowa, i ci\'b9gn\'ea\'b3a tak dalej : - Przede wszystkiem, kiedy ju\'bf tak bole\'9cnie dotkn\'b9\'b3e\'9c mi\'ea przypuszczeniem, \'bfe by\'b3am w zmowie przeciwko tobie, wyt\'b3umaczy\'e6 si\'ea winnam... Tak nie by\'b3o wcale, jak s\'b9dzisz; przeciwnie do ostatniej chwili ja o niczem zgo\'b3a nie wiedzia\'b3am... \par \f0\par \f1 Jak to? - przerwa\'b3 siostrze zdumiony Gowartowski. \par \f0\par \f1 - Tak, serce, tak, Januarku, ja nic zupe\'b3nie nie wiedzia\'b3am - powt\'f3rzy\'b3a marsza\'b3kowa, z widocznym \'bfalem w g\'b3osie - a dlaczego? Dlatego, \'bfe oni poradzili sobie bez nas... Roman porwa\'b3 Ol\'ea i natychmiast wyjechali razem za granic\'ea.\par \f0\par \f1 I pani Melania umilk\'b3a, wszystko najgorsze ju\'bf by\'b3o bratu wiadomem. Pod nowym ciosem pochyli\'b3a si\'ea g\'b3owa m\'ea\'bfczyzny, i odbi\'b3o si\'ea na niej jeszcze bole\'9cniejsze cierpienie.\par \f0\par \f1 - Olu!... Olu!... dziecko moje!.. Jak\'bfe zawiod\'b3em si\'ea na, tobie! - z ci\'ea\'bfkiem westchnieniem wymkn\'ea\'b3o si\'ea z ust biednego ojca.\par \f0\par \f1 Marsza\'b3kowa spogl\'b9da\'b3a wzruszona na brata. Gniewu jego nie ba\'b3a si\'ea ona; uniesienie przechodzi. Lecz czego l\'eaka\'b3a si\'ea dot\'b9d najbardziej, to tej rany w\'b3a\'9cnie, zadanej kochaj\'b9cemu sercu ojcowskiemu przez c\'f3rk\'ea, depcz\'b9c\'b9 przywi\'b9zanie do niej silne i bez upami\'eatania - dla u\'b3udnej fatamorgany zmys\'b3owych rozkoszy, dla mi\'b3o\'9cci kwiat\'f3w i pon\'eat...\par \f0\par \f1 Pan January, z g\'b3ow\'b9 na piersi schylon\'b9, milcza\'b3 teraz, ukrywszy twarz w d\'b3onie. Ze wzrastaj\'b9cem coraz bardziej wsp\'f3\'b3czuciem patrzy\'b3a wci\'b9\'bf pani Melania na brata i my\'9cla\'b3a: \par \f0\par \f1 - 0, dzieci, dzieci, pokolenia m\'b3ode, jak\'bfe wy cz\'easto i okrutnie ranicie serca starych! Przywi\'b9zuje si\'ea ich jesie\'f1 smutna do waszych wiosen, pe\'b3nych wesela, a wy, jak te ptaki, szukaj\'b9ce wci\'b9\'bf ciep\'b3a i s\'b3o\'f1ca, lekkomy\'9clnie rzucacie te serca, tratujecie mi\'b3o\'9c\'e6, zaparcia siebie pe\'b3n\'b9, a pogardzaj\'b9c dogasaj\'b9cemi, popielej\'b9cemi iskrami - szukacie, garniecie si\'ea do ognia, do m\'b3odych!.. \par \f0\par \f1 Przecie\'bf i dla mnie pieszczotka Ola by\'b3a dot\'b9d wszystkiem, lube dzieci\'ea! \par \f0\par \f1 Tak, lecz od genezy uczucia jej i brata nie bi\'b3o s\'b3o\'f1ce mi\'b3o\'9cci m\'b3odej, ptaszyna zerwa\'b3a jedwabne p\'eata przywi\'b9za\'f1 domowych, bo w mroki cichych, dotychczasowych jej uczu\'e6, do serduszka dziewcz\'eacego, wdar\'b3 si\'ea promienisty blask pot\'ea\'bfniejszy, silniejszy! Zwyk\'b3a kolej rzeczy tego \'9cwiata... \par \f0\par \f1 Chc\'b9c przerwa\'e6 milczenie, pe\'b3ne dla obojga rozmy\'9cla\'f1 przykrych, pani Melania pocz\'ea\'b3a m\'f3wi\'e6 znowu przyciszonym g\'b3osem: \par \f0\par \f1 - Podzi\'eakujmy Bogu jeszcze, m\'f3j drogi January, \'bfe \'9clubem sko\'f1czy\'b3o si\'ea to wszystko. Teraz z wol\'b9 Bo\'bf\'b9 pogodzi\'e6 si\'ea nale\'bfy, i z przeznaczeniem, to trudno... - ci\'b9gn\'ea\'b3a dalej, widz\'b9c, \'bfe na jej s\'b3owa wyrwany z g\'b3\'eabokiej zadumy brat podni\'f3s\'b3 g\'b3ow\'ea i s\'b3ucha - Nie uwierzysz, ile ja przecierpia\'b3am, nim doniesiono mi o tem, \'bfe oni gdzie\'9c w pobli\'bfu austryackiej granicy, w jakiej\'9c tam wioszczynie \'9club wzi\'eali. \par \f0\par \f1 - Zk\'b9d\'bfe masz t\'ea wiadomo\'9c\'e6? - z\'b3amanym i cichym g\'b3osem spyta\'b3 Gowartowski.\f0\par \par \f1 - Marsza\'b3kowa ze smutkiem spojrza\'b3a na brata. Serce zabola\'b3o j\'b9, jak\'bfe bowiem innym, odmiennym ca\'b3kiem, sta\'b3 si\'ea on nagle teraz, po odebraniu wiadomo\'9cci, tak dla\'f1 wszechstronnie bolesnej. Powoli, mi\'eakko, opowiada\'e6 mu ona pocz\'ea\'b3a stopniowo wszystko.\par \f0\par A wi\f1\'eac, o ucieczce Oli, o w\'b3asnych cierpieniach, o tem, \'bfe z tak licznych znajomych prawdy nie domy\'9cla si\'ea dot\'b9d nikt jeszcze, o \'a3ady\'bfy\'f1skim...\par \f0\par \f1 Pan January, przybity, s\'b3ucha\'b3 teraz s\'b3\'f3w siostry pokornie, jak dziecko, nie odzywa\'b3 si\'ea ju\'bf wcale, trudno za\'9c by\'b3o zar\'eaczy\'e6, czy w my\'9clach bezustannie zatopiony - s\'b3ysza\'b3.\par \f0\par \f1 Sko\'f1czywszy sw\'b9 opowie\'9c\'e6, marsza\'b3kowa rzek\'b3a:\par \f0\par \f1 - B\'f3g mi \'9cwiadkiem, i\'bf nic winn\'b9 nie jestem... Po wyje\'9fdzie twoim i odmowie, kt\'f3r\'b9 da\'b3e\'9c Dzier\'bfymirskiemu, gdy o\'9cwiadczy\'b3 si\'ea o Ol\'ea przed paru tygodniami, nie przyjmowa\'b3am go wcale. Gdzie widywa\'b3 si\'ea z Ol\'b9, jak i kiedy u\'b3o\'bfyli ze sob\'b9 wszystko? Dotychczas \'bfadnego o tem nie mam poj\'eacia. C\'f3\'bf robi\'e6 - wola Boska!..\par \f0\par \f1 Gdy marsza\'b3kowa wymawia\'b3a te ostatnie wyrazy, instynktownie przysun\'ea\'b3a si\'ea do brata, chc\'b9c pocieszy\'e6 go zapewne, lecz w tej samej chwili spojrzenie jej pad\'b3o na drzwi od salonu, i drgn\'ea\'b3a nerwowo. Zda\'b3o jej si\'ea, \'bfe kto\'9c dotyka w\'b3a\'9cnie klamki...\par \f0\par \f1 Rzeczywi\'9ccie, w sekund\'ea p\'f3\'9fniej rozleg\'b3o si\'ea trzykrotne pukanie, w \'9clad za tem za\'9c s\'b3u\'bf\'b9cy zawiadomi\'b3, \'bfe podano kolacy\'ea i herbat\'ea.\par \f0\par \f1 - Czy masz ochot\'ea je\'9c\'e6 teraz? - spyta\'b3a \'b3agodnie brata pani Melania.\par \f0\par \f1 Pan January, machn\'b9wszy poprzednio r\'eak\'b9, zrobi\'b3 g\'b3ow\'b9 ruch negatywy, pe\'b3ny oboj\'eatno\'9cci i zniech\'eacenia.\par \f0\par \f1 Marsza\'b3kowa westchn\'ea\'b3a cicho.\par \f0\par \f1 -B\'eadziemy jedli p\'f3\'9fniej! - rzuci\'b3a g\'b3o\'9cno.\par \f0\par \f1 Po drugiej stronie drzwi buduaru zaintrygowany lokaj schyli\'b3 si\'ea i spojrza\'b3 przez dziurk\'ea od klucza, poczem jeszcze bardziej zaciekawiony przyciszon\'b9 rozmow\'b9, kt\'f3rej w\'b9tka schwyci\'e6 nie m\'f3g\'b3, postawszy chwil\'ea, oddali\'b3 si\'ea na palcach by zakomunikowa\'e6 wiadomo\'9c\'e6 t\'ea pozosta\'b3ej s\'b3u\'bfbie.\par \f0\par \f1 Z dobr\'b9 godzin\'ea, a mo\'bfe i wi\'eacej jeszcze, min\'ea\'b3o nim roztworzy\'b3y si\'ea owe drzwi buduaru, i wysz\'b3o z niego rodze\'f1stwo. Jakie\'bf jednak by\'b3o zdumienie domownik\'f3w, gdy zamiast spo\'bfy\'e6 wieczerz\'ea, oboje rozeszli si\'ea do swoich komnat, nie tkn\'b9wszy jej wcale.\par \f0\par \f1 I p\'f3\'9fno potem w apartamentach marsza\'b3kowej Warnickiej pali\'b3y si\'ea dwa \'9cwiat\'b3a.\par \f0\par \f1 D\'b3ugo, bardzo d\'b3ugo, na kl\'eaczkach przed zapalon\'b9 lampk\'b9 i wizerunkiem Matki Bo\'bfej modli\'b3a si\'ea gor\'b9co polska matrona, zanosz\'b9c pro\'9cby do nieba. Ukrywszy g\'b3ow\'ea w d\'b3onie, rozmy\'9cla\'b3a ona o ulubienicy swej, Oli, modli\'b3a si\'ea za ni\'b9, za brata wreszcie, by mu los przysz\'b3o\'9c\'e6 os\'b3odzi\'b3. W ko\'f1cu \'9cwiat\'b3o u niej zgas\'b3o. Zm\'eaczona wra\'bfeniami ci\'ea\'bfkich trzech dni ostatnich, staruszka zasn\'ea\'b3a twardo, pojednana z przeznaczeniem - wzmocniona modlitw\'b9...\par \f0\par \f1 Inaczej si\'ea dzia\'b3o w komnacie Gowartowskiego. I on po niejakim czasie, zm\'eaczony jednostajn\'b9 po pokoju w\'eadr\'f3wk\'b9, zgasi\'b3 lamp\'ea, u\'b3o\'bfywszy si\'ea do snu.\par \f0\par \f1 Lecz sen - ukoiciel daleko odlecia\'b3 od zn\'eakanego starca. \f0\par \par \f1 Przez wielkie okno wkrada\'b3o si\'ea p\'f3\'b3\'9cwiat\'b3o usianej gwiazdami nocy letniej, sennej i cichej; mrugaj\'b9ce na niebie gwiazdy zagl\'b9da\'b3y do wn\'eatrza - komnaty, po\'b3o\'bfonej na dole i zwr\'f3conej ku ogrodowi, a zawis\'b3szy nad \'b3o\'bfem, wpatrywa\'b3y si\'ea b\'b3yszcz\'b9ce, pyta\'f1 niedyskretnych pe\'b3ne, w poblad\'b3e lica bolej\'b9cego tu cz\'b3owieka. \par \f0\par \f1 0! jak\'bfe noc ta polska, swobodna, zadumana i jasna by\'b3a inn\'b9 dla zapomnianego ojca, a jak inna, cho\'e6 ta sama, rozpi\'eata na w\'b3oskiem niebie, dla dwojga m\'b3odych w Wenecyi!... \par \f0\par Tam, w upojeniu, w m\f1 i\'b3osnej ekstazie, dwie dusze, dwa m\'b3ode istnienia zlewa\'b3y si\'ea w jedno!... Na zegarach ich przeznacze\'f1 teraz w\'b3a\'9cnie bi\'b3a mo\'bfe zgodnie aksamitnymi cichymi tony, ziemska u\'b3udna szcz\'ea\'9ccia godzina... \par \f0\par A tu?... \par \par \f1 Z cierpieniem i b\'f3lem sam na sam boryka\'b3 si\'ea starzec, t\'b3umi\'b9c \'b3zy, cisn\'b9ce mu si\'ea gwa\'b3tem do oczu... \par \f0\par \f1 Bo czy\'bf, zaiste, to dzieci\'ea w\'b3asne, drogie, nie sponiewiera\'b3o go bezlito\'9cnie? Czy\'bf za tyle lat ojcowskich trud\'f3w, mi\'b3o\'9cci i zaparcia si\'ea siebie, on, rodzic kochaj\'b9cy, jak rzadko kt\'f3ry mo\'bfe, zas\'b3u\'bfy\'b3 t\f0 ego ostatecznego, pogardliwego zdeptania? \par \par \f1 Wi\'eac on wobec c\'f3rki w\'b3asnej nic nie znaczy\'b3? B\'b3ogos\'b3awie\'f1stwo jego jest niczem, pozwolenie - zerem! On sam za\'9c, jego w\'b3asne "ja," kt\'f3rego odzwierciedlenie niezatartem, zdawa\'b3o mu si\'ea pi\'eatnem, odbite by\'b3o na duszy Oli, tak\'bfe okaza\'b3o si\'ea tak s\'b3abem tylko? 0! do jakiego stopnia s\'b3abem nawet, kiedy nie potrafi\'b3o oprze\'e6 si\'ea nowemu uczuciu - intruzowi!... \par \f0\par \f1 U\'9cmiech gorzki, bole\'9cci pe\'b3ny, przemkn\'b9\'b3 si\'ea po ustach Gowartowskiego. \par \f0\par \f1 - Wi\'eac nic trwa\'b3ego na tym padole! - my\'9cla\'b3 - wszystko marno\'9cci\'b9... rozwiewaj\'b9cym puchem!... Wi\'eac drogie kamienie, per\'b3y uczucia, powsta\'b3e w ojcowskiej duszy z tysi\'b9cznych \'bfycia szczeg\'f3\'b3\'f3w, cicho wyros\'b3e tam kwiaty trwa\'b3ego rodzicielskiego przywi\'b9zania, z g\'f3ry ju\'bf skazane by\'e6 musz\'b9 niemi\'b3osiernie, by zwi\'eadn\'b9\'e6 zapoznane...\par \f0\par \f1 Ach, jak\'bfe on, naiwny, dalekim by\'b3 my\'9cl\'b9 od tego! Jakiem\'bfe przykrem rozczarowaniem by\'b3a dla\'f1 ta naga rzeczywisto\'9c\'e6, brutalna, bez zas\'b3on, cho\'e6by konwencyonalnych tylko! \par \f0\par \f1 Gowartowski \'9ccisn\'b9\'b3 g\'b3ow\'ea r\'eakami, zdawa\'b3o mu si\'ea bowiem, i\'bf ona p\'eaknie od my\'9cli, cisn\'b9cych si\'ea, jak nieproszone t\'b3umy... Subtelny umys\'b3 jego gi\'b9\'b3 si\'ea pod ich naporem, szumia\'b3, niby r\'f3j brz\'eacz\'b9cych, dokuczliwych owad\'f3w. \par \f0\par \f1 Nagle, jakby dziwnym wp\'b3ywem reakcyi, w g\'b3owie le\'bf\'b9cego zapanowa\'b3a pr\'f3\'bfnia... \par \f0\par Gowartowski \f1 na ma\'b3\'b9 sekund\'ea tylko przesta\'b3 my\'9cle\'e6... \par \f0\par \f1 I natychmiast zr\'eacznie z chwili tej skorzysta\'b3a samowiedza. \par \f0\par \f1 - Przypomnij sobie w\'b3asn\'b9 przesz\'b3o\'9c\'e6 - szepn\'ea\'b3a - b\'b9d\'9f wyrozumia\'b3ym!... Poszukaj dobrze, a niew\'b9tpliwie znajdziesz tam moment, analogiczny z chwil\'b9 obecn\'b9!... \par \f0\par \f1 Wszak m\'b3odo\'9c\'e6 ma swoje silne prawa, ka\'bfdy w tym czasie korzysta z nich, a staro\'9c\'e6, ubrana w po\'bf\'f3\'b3k\'b3e, lec\'b9ce li\'9ccie jesieni \'bfycia, sw\'b9 g\'b3ow\'ea srebrn\'b9 pochyli\'e6 zawsze musi przed jej o\'9clepiaj\'b9cym blaskiem, pomna, \'bfe i ona kiedy\'9c taka sama by\'b3a. \par \f0\par I \f1 pan January wysi\'b3kiem woli uprzytomni\'b3 sobie nagle minione lata swoje, wpatrzy\'b3 si\'ea w nie na chwil\'ea... \par \f0\par \f1 - Nie, nie!... - wo\'b3a\'e6 pocz\'ea\'b3o we wzburzeniu ca\'b3e jego jestestwo. \par \f0\par \f1 Tego, co go dzisiaj spotyka\'b3o, nie by\'b3o tam zgo\'b3a. On szanowa\'b3 s\'eadziwy wiek, przywi\'b9zania starych nie tratowa\'b3; cho\'e6 kocha\'b3 i szala\'b3, jednak zawsze godzi\'b3 jedno z drugiem. \par \f0\par \f1 Tu za\'9c obecnie dzia\'b3o si\'ea zupe\'b3nie co innego. I Gowartowski w tej samej chwili odwr\'f3ci\'b3 si\'ea do \'9cciany, a przymkn\'b9wszy machinalnie powieki, i jakby chroni\'b9c s\'b3uch od jakich\'9c odg\'b3os\'f3w, jak dzieci\'ea wcisn\'b9\'b3 w poduszki g\'b3ow\'ea sw\'b9 siw\'b9. Bo nagle zda\'b3o mu si\'ea wyra\'9fnie, \'bfe czyn Oli przyoblek\'b3 si\'ea w s\'b3owa i w pustych, cichych \'9ccianach pokoju krzyczy wielkim g\'b3osem: \par \f0\par \f1 - Id\'9f w k\'b9t, stary niedo\'b3\'eago! Czy\'bf ja potrzebuj\'ea ciebie si\'ea pyta\'e6? Ja chc\'ea \'bfy\'e6, kocha\'e6! Pragn\'ea za m\'ea\'bfa m\'ea\'bfczyzny drogiego sercu, a tu ty my\'9clisz mi przeszkodzi\'e6?... \par \f0\par \f1 W ciszy pokoju, w u\'9cpieniu letniej nocy, rozleg\'b3o si\'ea bolesne, st\'b3umione \'b3kanie - starzec p\'b3aka\'b3... \par \f0\par \f1 Dawno niezmoczone \'b3z\'b9 s\'eadziwe m\'easkie powieki, zaszkli\'b3y si\'ea ros\'b9 - stroskanego ojca uni\'f3s\'b3 b\'f3l pocz\'b9\'b3 rozsadza\'e6 piersi. \par \f0\par \f1 A jednocze\'9cnie przywidzia\'b3o mu si\'ea, jakby w halucynacyi nag\'b3ej, \'bfe oto sk\'b9dsi\'9c nagle, do ciasnych ram sypialni wpada, jak huragan, dziwny rydwan z\'b3ocisty... Przytuleni, zro\'9cli jakoby ze sob\'b9, siedz\'b9 na nim Roman i Ola, zapatrzeni w siebie, nie widz\'b9c nic doko\'b3a.\par \f0\par \f1 Rydwan za\'9c wspania\'b3y zbli\'bfa si\'ea coraz bardziej... \par \f0\par \f1 Ci\'b9gn\'b9 go ogniste pi\'eakne rumaki bia\'b3e, a po jego stopniach, ozdobach i kobiercach, wsz\'eadzie sypi\'b9 si\'ea kwiaty; zasypuj\'b9 go, poch\'b3aniaj\'b9... \par \f0\par \f1 Muzyka weso\'b3a, skoczna, zag\'b3usza tymczasem t\'eatent koni - nad zakochan\'b9 par\'b9 m\'b3odych roje cherub\'f3w unosz\'b9 si\'ea w g\'f3rze, skrzyde\'b3ka ich szumi\'b9 rado\'9cnie, a czarowna mi\'b3o\'9c\'e6 toruje im\par drog\'ea!... \par \f0\par \f1 I Gowartowskiemu zdaje si\'ea r\'f3wnocze\'9cnie, \'bfe poja\f0 zd ten wprost na niego wpada. \par \par \f1 Tak jest, wyra\'9fnie, wyra\'9fnie!... \par \f0\par \f1 Czuje bo oto na piersiach swych bolesne grubija\'f1skie uderzenia kopyt ko\'f1skich... \par \f0\par Ach!... \par \par \f1 To ko\'b3a rydwanu przemkn\'ea\'b3y po nim zwyci\'easko!... \par \f0\par \f1 Zaszumia\'b3o... Posypa\'b3y si\'ea znowu wonnym deszczem kwiaty, muzyka g\'b3o\'9cniej zabrzmia\'b3a. \par \f0\par \f1 Min\'ea\'b3a chwila... \par \f0\par \f1 Ucich\'b3o wszystko, znik\'b3o i tylko jeszcze w milczeniu echem ostatnim zadr\'bfa\'b3 mi\'b3o\'9cnie poca\'b3unku szmer...\par \f0\par Pojechali.\par \par \f1 Zimny pot zaperli\'b3 si\'ea na czole Gowartowskiego. - Przez my\'9cl przemkn\'ea\'b3o mu s\'b3owo: Waryuj\'ea?... \par \f0\par \f1 Lecz niebawem znowu powr\'f3ci\'b3a my\'9cl zb\'b3\'b9kana. \par \f0\par \f1 I cierpienie natychmiast uk\'b3uciami drobnemi rani\'e6 go ponownie zacz\'ea\'b3o. \par \f0\par \f1 Powt\'f3rnie, umilk\'b3e na drobn\'b9 chwil\'ea, jak przyp\'b3yw morza, niepowstrzymany, powrotny, rozleg\'b3o si\'ea w cichym spokoju komnaty zduszone \'b3kanie... \par \f0\par \f1 Szerokiem korytem rozlewa\'b3a si\'ea bole\'9c\'e6 upokorzonego, zranionego ojcowskiego serca, i przez otwarte okno cicho p\'b3yn\'ea\'b3a eterami, w dal... \par \f0\par \f1 Na dworze \'9cciemni\'b3o si\'ea tymczasem; gdzieniegdzie na czystem niebie pojawi\'b3y si\'ea ma\'b3e chmurki, przes\'b3oni\'b3y zagl\'b9daj\'b9ce ciekawie do pokoju gwiazdy... \par \f0\par \f1 Cienie rozk\'b3ada\'b3y si\'ea obecnie w sypialni, a z nimi powoli, zm\'eaczeniem sna\'e6 zwyci\'ea\'bfane i wyczerpaniem, milk\'b3o bolesne \'b3kanie starca, przechodz\'b9c stopniowo w p\'b3acz cichy. C\'f3\'bf sta\'b3o si\'ea powodem tego ukojenia, dzia\'b3aj\'b9cego \'b3agodnie, jak balsam, na zn\'eakan\'b9 cierpieniami dusz\'ea stroskanego ojca? \par \f0\par \f1 Mo\'bfe to by\'b3o przywidzeniem tylko, jednak w majacz\'b9cych, coraz wi\'eacej zasiedlaj\'b9cych pok\'f3j p\'f3\'b3cieniach, na ich tle widoczna zarysowa\'b3a si\'ea niewyra\'9fna jaka\'9c posta\'e6, nachylona ze wsp\'f3\'b3czuciem... \par \f0\par \f1 Kt\'f3\'bf to by\'b3 tak niepochwytny, z eter\'f3w zaledwie z\'b3o\'bfony ca\'b3y? Mara, czy z\'b3udzenie? \par \f0\par \f1 Jednocze\'9cnie jaki\'9c dziwny szelest jakby rozleg\'b3 si\'ea r\'f3wnie\'bf po pokoju... Z przyt\'b3umionym szelestem, jednostajnie, kropla po kropelce spada\'b3o co\'9c w pewnych od siebie odst\'eapach, za spadni\'eaciem za\'9c ka\'bfdej kropli rozlega\'b3 si\'ea w cichej komnacie jaki\'9c pe\'b3ny, oddzielny, harmonijny ton st\'b3umiony - gra\'b3a jednolita, oderwana, melodyjna nuta. \par \f0\par \f1 Cich\'b3a - i zn\'f3w to samo czyni\'b3a druga, trzecia, czwarta... \par \f0\par C\f1\'f3\'bf to by\'b3o na Boga? Czary, czy te\'bf tylko igraszka cieni i s\'b3uchu?.. Nie. To niewidzialny dla ludzkiego oka, przywo\'b3any ze sfer niebieskich prawdziwem cierpieniem, sp\'b3yn\'b9\'b3 by\'b3 Anio\'b3 pocieszenia, a siad\'b3szy cicho przy \'b3o\'bfu szarpi\'b9cego si\'ea z hydr\'b9 b\'f3lu starca, ni\'f3s\'b3 mu ukojenie - od Boga!... \par \f0\par \f1\'8cciany pokoju tymczasem coraz ciszej gra\'b3y sw\'b9 muzyk\'ea dziwn\'b9... \par \f0\par \f1 To ostatnie, do czary konchowej w d\'b3oniach Pocieszyciela, zmieniaj\'b9c si\'ea tam w pi\'eakne drogocenne per\'b3y, spada\'b3y z oczu cz\'b3owieka-ojca - \'b3zy...\par \f0\par \par \par \par ------------\par \par \par \f1 Nad lekko zmarszczon\'b9, a mieni\'b9c\'b9 si\'ea jeszcze w zielonkawe blaski powierzchnia Adryatyckiego morza, daleko na widnokr\'eagu, \'b3agodnia\'b3a coraz bardziej czerwona wst\'eaga zachodu, a\'bf znik\'b3a, spe\'b3z\'b3a zupe\'b3nie, wyparta mrokiem id\'b9cego wieczoru. \par \f0\par \f1 W zak\'b3adzie k\'b9pielowym, na Lido, zap\'f3\'9fnieni, w rozmaitych kostyumach go\'9ccie, powoli, stopniowo, zd\'b9\'bfali do kabin swych, a\'bf obj\'eata palami i sznurem ogromna przestrze\'f1 morza, przeznaczona na k\'b9piel, zupe\'b3nie opustosza\'b3a niebawem. \par \f0\par \f1 Natomiast na werandzie po\'9crodku zak\'b3adu, na rubie\'bfy k\'b9pieli, zaroi\'b3o si\'ea od go\'9cci, spragnionych wypoczynku. \par \f0\par \f1 Odcinaj\'b9c si\'ea od innych wysok\'b9, smuk\'b3\'b9 sw\'b9 postaw\'b9 i dystynkcy\'b9, zmierzaj\'b9cy do wolnego miejsca tu\'bf pod balustrad\'b9, nad morzem, przeciska\'b3 si\'ea pomi\'eadzy licznymi zaj\'eatymi ju\'bf stolikami, Roman Dzier\'bfymirski, w ubraniu ca\'b3em bia\'b3em, licuj\'b9cem bardzo korzystnie z pi\'eakn\'b9 \'9cniad\'b9 twarz\'b9 jego i czarnym zarostem. Znalaz\'b3szy w korku wolne miejsce, usiad\'b3 i kaza\'b3 poda\'e6 sobie nap\'f3j od\'9cwie\'bfaj\'b9cy, a zdj\'b9wszy zarazem bia\'b3y kapelusz - z tego\'bf materya\'b3u, co odzienie zrobiony - spojrza\'b3 woko\'b3o... \par \f0\par \f1 Przyt\'b3umionym szmerem rozm\'f3w, prowadzonych w przer\'f3\'bfnych j\'eazykach, brz\'eacza\'b3 w jego uszach, jak r\'f3j owad\'f3w, zebrany t\'b3um; na pi\'eaknego, a samotnego cudzoziemca spogl\'b9da\'b3o ciekawie i zalotnie kilka siedz\'b9cych opodal, przystojnych W\'b3oszek o grubych zmys\'b3owych wargach i du\'bfych, b\'b3yszcz\'b9cych, czarnych, jak w\'eagiel, oczach. \par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski przetar\'b3 czo\'b3o r\'eak\'b9, i popatrzy\'b3 z kolei przed siebie. Otulone ju\'bf mg\'b3ami zmierzchu morze marzy\'b3o jakby zadumane. Przyciszonym \'b3oskotem uderza\'b3o o brzeg fal\'b9, m\'f3wi\'b3o co\'9c, szepta\'b3o...\par \f0\par \f1 Na pokarbowanej, coraz bardziej ciemniej\'b9cej jego fali \'9cciga\'b3y si\'ea teraz mroki, jakie\'9c cienie tajemniczo p\'b3ywa\'b3y po niem, gwarzy\'b3y ze sob\'b9 gdzie\'9c w oddali, a t\'b3umione ich g\'b3osy ni\'f3s\'b3 echem \'b3agodny szmer\f0 fali... \par \par \f1 T\'easknym wzrokiem wpatrzy\'b3 si\'ea Dzier\'bfymirski w bezmiar w\'f3d Adryatyku, zda\'b3o mu si\'ea bowiem, \'bfe w\'9cr\'f3d tych otaczaj\'b9cych go, obcych ludzi, ono jedno brata si\'ea z nim obecnie, i przyjacielskiem uchem my\'9cli jego s\'b3ucha. \par \f0\par \f1 A Roman ca\'b3kiem swobodnie podda\'e6 si\'ea im m\'f3g\'b3 po raz pierwszy od bardzo dawna; nie oczekiwa\'b3 bowiem na nikogo, by\'b3 sam zupe\'b3nie; \'bfon\'ea, cierpi\'b9c\'b9 na migren\'ea, pozostawi\'b3 w hotelu na w\'b3asne jej \'bf\'b9danie. \par \f0\par \f1 Dot\'b9d za\'9c po prostu nie mia\'b3 czasu pomy\'9cle\'e6, wnikn\'b9\'e6 w siebie.\par \f0\par Od chwili przyjazdu R\f1 omana do Wenecyi mija\'b3o dwa tygodnie, a w ca\'b3ym tym okresie, upojony haszyszem mi\'b3o\'9cci dzielonej, przykuty do Oli z\'b3otymi \'b3a\'f1cuchy uczucia, wprz\'b9gni\'eaty w osza\'b3amiaj\'b9ce, u\'b3udne jarzmo chwil miodowych - \'9cni\'b3 on, spa\'b3, \'bfyj\'b9c \'bfyciem nie rzeczywistem, ale jakiem\'9c innem, oderwanem, l\'9cni\'b9cem si\'ea li tylko jasno\'9cci\'b9, promieniami i blaskiem. \par \f0\par \f1 Pr\'f3cz tego, jednocze\'9cnie doznawa\'b3 on i wra\'bfe\'f1 innych, subtelniejszych. By\'b3y za\'9c niemi: po pierwsze, wra\'bfenia czysto zewn\'eatrzne, a wi\'eac ci\'b9g\'b3e, bezustanne pobudzenie poczucia pi\'eakna, wyzwane zetkni\'eaciem si\'ea z sztuk\'b9 tego zak\'b9tka pami\'b9tek Italii; - wewn\'eatrzne, a tym razem r\'f3wnie\'bf w \'9ccis\'b3ej pozostaj\'b9ce \'b3\'b9czno\'9cci z osi\'b9 wszystkiego dla\'f1 teraz - z Ol\'b9. \par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski z licznych dot\'b9d mi\'b3ostek obeznany by\'b3 dobrze z kobietami, po raz jednak pierwszy odczuwa\'b3 to, co dzi\'9c... \par \f0\par \f1 Bo dot\'b9d tak zwykle zdarza\'b3o si\'ea zazwyczaj; \'bfe on by\'b3 w mi\'b3o\'9cci zawsze prawie nastrojonym na silniejszy diapazon, a kobieta bierniejsz\'b9 by\'b3a - poddawa\'b3a si\'ea tylko sile jego uczucia. \par \f0\par \f1 Teraz za\'9c dzia\'b3o si\'ea wr\'eacz przeciwnie: to on czu\'b3 si\'ea wi\'eacej pragnionym i kochanym - to on poddawa\'b3 si\'ea sile sza\'b3\'f3w, po\'bf\'b9da\'f1... \par \f0\par \f1 Po stronie kobiety by\'b3a widoczna przewaga, Roman za\'9c nurza\'b3 si\'ea w tej czystej toni niepokalanego dot\'b9d niczem uczucia, jak w \'9fr\'f3dle \'9cwie\'bfem, krynicznem nowego z\'b3otego \'bfycia, odm\'b3adza\'b3 si\'ea w niem, orze\'9fwia\'b3, i upojony, odurzony - zasypia\'b3 \'bfycie, marzy\'b3 i \'9cni\'b3, wch\'b3aniaj\'b9c w siebie ca\'b3\'b9 moc i pot\'eag\'ea skierowanej ku niemu mi\'b3o\'9cci. \par \f0\par \f1 A jednak, wszak i on kocha\'b3 Ol\'ea: Kt\'f3\'bf by w\'b9tpi\'b3 o tem, gdyby tylko m\'f3g\'b3 spojrze\'e6 na ukryt\'b9, starannie od ludzkiego oka, a zapisan\'b9 kart\'ea jego tak niedawnej jeszcze przesz\'b3o\'9cci. \par \f0\par \f1 W tej chwili Roman, prze\'bfywaj\'b9c jakby w my\'9clach swych, poza tera\'9fniejszo\'9cci\'b9 i lata minione, wzdrygn\'b9\'b3 si\'ea, brwi zmarszczy\'b3, i machinalnie spojrza\'b3 przed sieb\f0 ie. \par \par \f1 Zupe\'b3nie spowi\'b3 ju\'bf morze mrok ciemny. Hen, daleko, b\'b3yszcza\'b3y \'9cwiat\'b3a, pozapalane na niewidzialnych prawie go\'b3em okiem parowcach. Trzy z nich mruga\'b3y ju\'bf na ko\'b3ysz\'b9cym si\'ea wodnym obszarze, po chwili zab\'b3ys\'b3o czwarte, pi\'b9te... \par \f0\par \f1 Lekki wietrzyk wion\'b9\'b3 po fali, poruszy\'b3 si\'ea zadumany w\'f3d olbrzym, zako\'b3ysa\'b3, zaszumia\'b3 tajemniczo g\'b3o\'9cniejszym, ni\'bf dot\'b9d, ch\'f3rem podszept\'f3w, szelest\'f3w i szmer\'f3w - melodyjnie zagra\'b3... \par \f0\par \f1 U st\'f3p Romana silniej zapluska\'b3y fale. \par \f0\par \f1 W uderzeniach za\'9c ich, teraz ju\'bf zupe\'b3nie bliskich, wyra\'9fnych, powtarzaj\'b9cych si\'ea co chwila, jaki\'9c ukryty, szyderczy, szemrz\'b9cy jakby g\'b3os wo\'b3a\'b3, zda si\'ea, gdzie\'9c z g\'b3\'eabin dalekich: \par \f0\par \f1 - No, i c\'f3\'bf, przyw\'b3aszczycielu cudzego z\'b3ota, dobrze ci z niem, co, nieprawda\'bf? Ub\'f3stwiaj\'b9 ci\'ea, grasz rol\'ea milionera!\par \f0\par Ha-\f1 ha!-ha-ha!.. z kolei za\'9cmia\'b3y si\'ea nagle wody. \par \f0\par \f1 - My\'9clisz mo\'bfe, \'bfe teraz, dotykaj\'b9c si\'ea ju\'bf pieni\'eadzy innych, wyt\'b3umaczonym przez to jeste\'9c? \'afe zapomniano, zagrzebano tw\'b9 tajemnic\'ea? \par \f0\par \f1 - Ha-ha!-ha-ha!.. - \'9cmia\'b3o si\'ea morze ironicznie, i dalej znowu szydzi\'b3o:\f0\par \par \pard\ri1440\f1 - A widzisz - zblad\'b3e\'9c! Ty dotychczas pewnym by\'b3e\'9c, \'bfe nikt nic nie wie o tem!..\par \pard\f0\par \pard\tx8789\f1 - A ja wiem, dobrze wiem!... - szyderczo za\'9cmia\'b3o si\'ea morze, a \'9cmiech ten w\'f3d ogromy coraz g\'b3o\'9cniej przedrze\'9fnia\'e6 pocz\'ea\'b3y.\par \pard\f0\par \f1 Teraz ju\'bf ca\'b3e morze bezlito\'9cnie drwi\'b3o.\par \f0\par Naraz \f1 g\'b3os Adryatyku usta\'b3 i cichym szeptem zaszemra\'b3a fala:\par \f0\par \f1 - Nie b\'f3j si\'ea! ja \'bfartuj\'ea tylko... nie trw\'f3\'bf si\'ea, ja ci\'ea nie zdradz\'ea...\par \f0\par \f1 - Patrz, jakie g\'b3\'eabie kryj\'b9 si\'ea w mem \'b3onie jak wielkiem jestem ja!..\par \f0\par \f1 - Tajemnic\'ea tw\'b9 zachowam, zginie ona w obszarach, w bezd\f0 nach utonie...\par \par \f1 - Nie powiem, ci... cho b\'ead\'ea... ci... cho... - zaszepta\'b3a zn\'f3w fala, i szept ten powt\'f3rzy\'b3y fal miliony...\par \f0\par \f1 I jak \'9cmiech szyderczy, tak i teraz ten p\'f3\'b3szept cichy, st\'b3umiony, dr\'bf\'b9cy, szed\'b3 znowu po \'b3uskach fal, tajemniczy, straszny...\par \f0\par Ni\f1 e... po... wiem!.. ci-cho b\'ead\'ea, ccci-cho... \par \f0\par \f1 Nerwy Romana zadrga\'b3y; podra\'bfni\'b3y go te dziwne g\'b3osy Adryatyku, odsun\'b9\'b3 krzes\'b3o na drugi koniec stolika, podpar\'b3 r\'eakami g\'b3ow\'ea, a zatkawszy uszy przed pomrukiem w\'f3d, wzburzony jeszcze, blady, zaduma\'b3 si\'ea g\'b3\'eab\f0 oko.\par \par \f1 Przesz\'b3o\'9c\'e6, wywo\'b3ana chwil\'b9 samotno\'9cci, i dziwnymi morza pogwary, \'9cwie\'bfa i \'bfywa, niby wczorajsza, stan\'ea\'b3a mu przed oczyma, jak widmo.\par \f0\par \f1 Na ubogiem poddaszu, ujrza\'b3 zatem siebie budz\'b9cym si\'ea po \'9cnie strasznym!\par \f0\par \f1 Dwa ju\'bf lata od tej chwili mija\'b3y. A co on od owego czasu przecierpia\'b3, prze\'bfy\'b3, przewalczy\'b3! - nie zliczy\'e6!..\par \f0\par \f1 D\'b3ugo nie tkn\'b9\'b3 w\'f3wczas cudzych pieni\'eadzy; tajemniczy portfel le\'bfa\'b3 pod kluczem, pozornie zapomniany.\par \f0\par \f1 A on ci\'b9gle walczy\'b3 ze sob\'b9!..\par \f0\par \f1 Nie zanosi\'b3 jednak zguby do biura policyjnego, sam osobi\'9ccie w\'b3a\'9cciciela nie szuka\'b3. Czeka\'b3... \par \f0\par \f1 Pod tym wzgl\'eadem niepokoj\'b9ca, t\'b3ocz\'b9ca sw\'b9 zagadk\'b9, g\'b3ucha panowa\'b3a cisza.\par \f0\par \f1 W \'bfadnem pi\'9cmie nie by\'b3o wzmianki o zgubionym pugilaresie - nikt o tem w\'b3adzom nie doni\'f3s\'b3...\par \f0\par \f1 A on wci\'b9\'bf szala\'b3.\par \f0\par Wreszcie wycze\f1 rpa\'b3y si\'ea wszystkie jego w\'b3asne fundusze, par\'ea ostatnich lekcyi straci\'b3 bezpowrotnie; g\'b3\'f3d zajrza\'b3 do jego izdebki... Nie by\'b3o rady, napocz\'b9\'b3 w\'f3wczas cudzego z\'b3ota.\par \f0\par \f1 Jakby to by\'b3o wczoraj, dzi\'9c zaledwie, pami\'eata wyra\'9fnie te tygodnie m\'eaczarni, boja\'9fni, wyrzut\'f3w, gdy si\'b3\'b9 okoliczno\'9cci zmuszonym zosta\'b3 \'84\'bfy\'e6" z mienia przyw\'b3aszczonego... Pami\'eata sw\'b9 trwog\'ea dziecinn\'b9 przy zmianie pierwszej sztuki znalezionych pieni\'eadzy, i innych, nast\'eapnych... Widzi siebie, jak naumy\'9clnie zmienia\'b3 je na drugim ko\'f1cu miasta, jak ba\'b3 si\'ea wtedy w\'b3asnego cienia, i tak dalej, tak dalej!..\par \f0\par \f1 Ka\'bfda drobnostka \'bfywo, jawnie staje mu przed wzrokiem.\par \f0\par \f1 A p\'f3\'9fniej znowu w murach rodzinnego miasta wytrzyma\'e6 ju\'bf nie m\'f3g\'b3!..\par \f0\par \f1 Wyjecha\'b3. B\'b3\'b9ka\'b3 si\'ea za granic\'b9 d\'b3ugo, bezmy\'9clnie, a\'bf dotar\'b3 do Mon\f0 te-Carlo.\par \par \f1 Tam, opanowany gor\'b9czk\'b9 z\'b3ota, widz\'b9c, jak strumienie jego, rzeki ca\'b3e, p\'b3yn\'b9 hojnie woko\'b3o - do gry w rulet\'ea rzuci\'b3 si\'ea z zapa\'b3em.\par \f0\par \f1 Pocz\'b9tkowo mia\'b3 szcz\'ea\'9ccie szalone. Cudzy pieni\'b9dz dwoi\'b3 si\'ea, troi\'b3 cudownie, pewnego poranku jednak przegra\'b3 wszystko co do grosza. Nie straci\'b3 jednak odwagi. Dawszy si\'ea ju\'bf pozna\'e6 w domu gry, jako cz\'b3owiek bogaty i nierachuj\'b9cy si\'ea wcale z groszem, oraz rozpowszechniwszy fa\'b3szyw\'b9 pog\'b3osk\'ea o olbrzymich swych jakoby dobrach, po\'bfyczy\'b3 u poznanego ameryka\'f1skiego miliardera trzykro\'e6 sto tysi\'eacy frank\'f3w.\par \f0\par \f1 Por\'eaczy\'b3 za niego pewien lord angielski, z kt\'f3rym si\'ea on, Roman, poprzyja\'9fni\'b3 bardzo. Pocz\'b9\'b3 gra\'e6... Pieni\'b9dze Amerykanina, (kt\'f3ry, m\'f3wi\'b9c nawiasem, wygrywa\'b3 w tym sezonie sumy olbrzymie), przynios\'b3y mu szcz\'ea\'9ccie.\par \f0\par D\f1 zi\'eaki parokrotnym, a nader rzadkim i nieprawdopodobnej d\'b3ugo\'9cci seryom "rouge", oraz kilku wygranym "en plein", pewnego dnia ujrza\'b3 si\'ea panem miliona frank\'f3w. U\'9cmiech fortuny oszo\'b3omi\'b3 go na razie. Pocz\'b9\'b3 gra\'e6 ze zdwojon\'b9 energi\'b9 i ryzykiem.\par \f0\par Znowu wygr\f1 a\'b3 kilkakrotnie, lecz z kolei niebawem pocz\'b9\'b3 znowu przegrywa\'e6, z przera\'bfaj\'b9c\'b9 szybko\'9cci\'b9. Opami\'eata\'b3 si\'ea. Przysz\'b3a chwila rozwagi; odda\'b3 d\'b3ug milionerowi zza oceanu i wyjecha\'b3. Wzgl\'eadnie by\'b3 jeszcze wygranym, i to dostatecznie. Przywozi\'b3 z sob\'b9 do kraju blizko sze\'9c\'e6dziesi\'b9t tysi\'eacy, a wyje\'bfd\'bfaj\'b9c mia\'b3 tylko dwadzie\'9ccia kilka.\par \f0\par \f1 W\'f3wczas rozpocz\'ea\'b3o si\'ea dla\'f1 nowe \'bfycie... \par \f0\par \f1 Przede wszystkiem wraca\'b3 spokojny. Niezrozumia\'b3y na razie, subtelny bardzo, posiadaj\'b9cy jednak pewn\'b9 podstaw\'ea \'9cci\'9cle logiczn\'b9, ow\'b3adn\'b9\'b3 nim wtedy w duszy proces dedukcyjny, i zwyci\'ea\'bfy\'b3.\par \f0\par \f1 Roman Dzier\'bfymirski, ca\'b3y pogr\'b9\'bfony w swych wspomnieniach, ods\'b3oni\'b3 twarz, machinalnie powsta\'b3, i opar\'b3szy si\'ea o balustrad\'ea, wpatrzy\'b3 w bezmiar morza, coraz ciemniejszy i cichszy.\par \f0\par \f1 - Tak, zwyci\'ea\'bfy\'b3! - my\'9cla\'b3 Roman dalej. Zdawa\'b3o mu si\'ea bowiem w\'f3wczas, \'bfe nie jest tak bardzo winnym.\par \f0\par \f1 - Te pieni\'b9dze s\'b9 teraz moje, "prawdziwie" moje - powiedzia\'b3 sobie wtedy, doszed\'b3szy do tej pewno\'9cci ca\'b3em poprzedniem skojarzeniem wywodze\'f1. A mianowicie: Z\'b3oto znalezione wszak przegra\'b3; stopi\'b3o si\'ea ono, znik\'b3o, zla\'b3o w ca\'b3o\'9c\'e6 jedn\'b9 z morzem przegrywanych w jaskini gry pieni\'eadzy. Mienie za\'9c jego obecne - to by\'b3a tylko wygrana z po\'bfyczki Amerykanina, a zatem suma grosza, niemaj\'b9ca ju\'bf bezpo\'9credniego, dotykalnego zwi\'b9zku ze znal\f0 ezionym portfelem.\par \par \f1 Jemu, Dzier\'bfymirskiemu, w dziedzinie sumienia wyrzut\'f3w, docieka\'f1, zw\'b9tpie\'f1, ubywa\'b3 jeden szkopu\'b3 powa\'bfny - nie dotyka\'b3 si\'ea on ju\'bf wyj\'eatego z "cudzego" pugilaresu grosza. Niezaprzeczenie przytem nale\'bfa\'b3 do niego ten pieni\'b9dz, \'9clep\'b9 igraszk\'b9 losu nabyty; podwalin\'b9 za\'9c, przesz\'b3o\'9cci\'b9 tylko fortunki tej by\'b3o przyw\'b3aszczenie.\par \f0\par \f1 Pozostawa\'b3 fakt, wprawdzie ju\'bf daleki, znalezienia i nieoddania - pozostawa\'b3o niezmienne przekroczenie etyki ludzkiej, i uczciwo\'9cci ze strony jego, jako jednostki spo\'b3ecznej - niczem niestarta, wieczna tego plama, ale w \'f3wczesnem przynajmniej przekonaniu jego, to wszystko zno\'9cniejszem, nie tak piek\'b9cem, l\'bfejszem bez por\'f3wnania by\'b3o od odleg\'b3ego strasznego wczoraj.\par \f0\par \f1 Z g\'b3ow\'b9 podniesion\'b9 zatem do g\'f3ry, pokrzepiony powy\'bfszymi w swoim rodzaju sofizmatami, rozejrza\'b3 si\'ea w\'f3wczas po \'9cwiecie i pocz\'b9\'b3 dzia\'b3a\'e6. Rozpowszechniwszy, za pomoc\'b9 ponownie odnalezionego przyjaciela i dawnego kolegi-\'9cwiatowca, pog\'b3osk\'ea o dziedzictwie niespodzianem, a do\'9c\'e6 poka\'9fnem, po stryju, zmar\'b3ym w Stanach Zjednoczonych, rzuci\'b3 si\'ea w wir zabaw eleganckiego \'9cwiata, w celu zbli\'bfenia si\'ea do Oli. Dopi\'b9\'b3 togo, zaw\'b3adn\'b9\'e6 jej sercem potrafi\'b3, o\'9cwiadczy\'b3 si\'ea o jej r\'eak\'ea, odrzuconym zosta\'b3, i...\par \f0\par \f1 Powierzchnia morza spokojn\'b9 ju\'bf by\'b3a. Oboj\'eatna ca\'b3kiem r\'f3wnomiernie i \'b3agodnie uderza\'b3a fala o podn\'f3\'bfe werandy - milcza\'b3a cicha...\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski obudzi\'b3 si\'ea ze swych my\'9cli, zanurzy\'b3 r\'eace w bujnej czuprynie, g\'b3ow\'b9 wstrz\'b9sn\'b9\'b3, jakby pragn\'b9c odp\'eadzi\'e6 roje wspomnie\'f1, i odwr\'f3ci\'b3 si\'ea od wodnej toni.\par \f0\par \f1 Publiczno\'9cci nie by\'b3o ju\'bf prawie, po platformie kawiarni, ziewaj\'b9c, przechadza\'b3a si\'ea s\'b3u\'bfba. Zawo\'b3awszy kelnera, Roman rzuci\'b3 mu du\'bf\'b9 srebrn\'b9 monet\'ea, i odprowadzony g\'b3\'eabokim jego uk\'b3onem, opu\'9cci\'b3 zak\'b3ad k\'b9pielowy.\par \f0\par \f1 Niebawem znalaz\'b3 si\'ea na drodze szerokiej, ocienionej drzew\f0 ami, z szerokiemi po bokach alejami dla pieszych.\par \par \f1 W umy\'9cle jego cich\'b3 szept przesz\'b3o\'9cci, niepostrze\'bfenie, stopniowo, obrazy jej nikn\'ea\'b3y - tera\'9fniejszo\'9c\'e6 wraca\'b3a... Przed wzrokiem m\'ea\'bfczyzny mign\'ea\'b3a naraz rozkosznie sylwetka Oli; pragnienie mi\'b3o\'9cci, \'bfycia, silnie nim ow\'b3adn\'ea\'b3o.\par \f0\par \f1\'8cpieszy\'b3 si\'ea.\par \f0\par \f1 Odp\'eadzi\'b3 natr\'eatnego wyrostka, zachwalaj\'b9cego mu \'9cwie\'bfe ostrygi i jakie\'9c \'9climaczki nadzwyczajne; niebawem \'bfachn\'b9\'b3 si\'ea znowu niecierpliwie, ujrzawszy zast\'eapuj\'b9cego mu drog\'ea rozczochranego starego W\'b3ocha, z mane\'bfkami, pe\'b3nemi pieczonych homar\'f3w i drobnych raczk\'f3w.\par \f0\par \f1 Po bokach drogi, w licznie rozsypanych restauracyach, roi\'b3o si\'ea od spo\'bfywaj\'b9cych i zapijaj\'b9cych wino ludzi, z oddali dolatywa\'b3o echo muzyki. Roman, przy\'9cpieszaj\'b9c bezustannie kroku, wyrzuca\'e6 teraz pocz\'b9\'b3 sobie, \'bfe zostawi\'b3 \'bfon\'ea sam\'b9; niepokoi\'b3a go my\'9cl uporczywa, i\'bf nie cierpi ona mo\'bfe na migren\'ea, lecz, \'bfe to pocz\'b9tek zapewne s\'b3abo\'9cci zupe\'b3nie innej; wszak wszystkie choroby zazwyczaj rozpoczynaj\'b9 si\'ea b\'f3lem g\'b3owy.\par \f0\par \f1 Po co tu przyszed\'b3?... By bezu\'bfytecznie odgrzebywa\'e6 minione chwile? Ale\'bf to nonsens zupe\'b3ny. A tam ona, Ola, sama zupe\'b3nie - niew\'b9tpliwe chora!..\par \f0\par \f1 Mi\'b3o\'9c\'e6 pani, z ca\'b3em bogactwem bezpodstawnych swych wzrusze\'f1 i niepokoj\'f3w, zaw\'b3adn\'ea\'b3a niepodzielnie Dzier\'bfymirskim.\par \f0\par \f1 Spojrza\'b3 na zegarek - dochodzi\'b3a dziewi\'b9ta. Przed nim ju\'bf bardzo blisko widnia\'b3y dwie ma\'b3e platformy przystani; pe\'b3ne by\'b3y ludzi, przed jedn\'b9 z nich sta\'b3 parowiec, gotowy do odej\'9ccia. Dzier\'bfymirski w obawie, \'bfe si\'ea sp\'f3\'9fni, pu\'9cci\'b3 si\'ea p\'eadem, i spotnia\'b3y dobieg\'b3 do przystani w tej samej w\'b3a\'9cnie chwili, gdy na pok\'b3ad odrzucano ju\'bf sznur gruby, przytrzymuj\'b9cy parowiec. Wskoczywszy na\'f1 szybko, Roman znalaz\'b3 si\'ea pomi\'eadzy nat\'b3oczon\'b9 ci\'bfb\'b9 ludzi, jak g\'b3o\'9cny r\'f3j pszcz\'f3\'b3 gwarz\'b9c\'b9 pomi\'eadzy sob\'b9, ze \'9cmiechem i giestykulacy\'b9.\par \f0\par \f1 Otar\'b3szy pot z czo\'b3a, Dzier\'bfymirski wspar\'b3 si\'ea o por\'eacz balustrady pok\'b3adu. Boki statku \'b3agodnie pru\'b3y fale; oddzielona ciemn\'b9 toni\'b9, w bliskiej ju\'bf odleg\'b3o\'9cci mruga\'b3a kr\'eagiem \'9cwiate\'b3 rzucona na w\'f3d obszary Wenecya.\par \f0\par \f1 Podni\'f3s\'b3szy do oczu dalekono\'9cn\'b9 lunet\'ea, wpatrzy\'b3 si\'ea Roman w rz\'b9d dom\'f3w, po\'b3o\'bfonych nad brzegiem, ku kt\'f3remu szybko p\'b3yn\'b9cy parowiec zbli\'bfa\'b3 si\'ea coraz bardziej. Szuka\'b3 hotelu swego, i okna pokoju, gdzie pozostawi\'b3 Ol\'ea.\par \f0\par \f1 Okno komnaty tej w\'b3a\'9cnie otwartem by\'b3o szeroko. W ramie za\'9c jego sta\'b3a kobieta, szatynka, smuk\'b3a, o jasnem, habrowem spojrzeniu pod\'b3u\'bfnych, mieni\'b9cych si\'ea oczu, o piersiach wypuk\'b3ych, wznosz\'b9cych si\'ea jak fala, a kszta\'b3tach pon\'eatnych, pe\'b3nych, jakby pragn\'b9cych gwa\'b3tem wydosta\'e6 si\'ea z ciasnych ram opi\'eatej, bia\'b3ej, pikowej sukni. Ma\'b3e wkl\'ea\'9cni\'eacia po obu stronach w\'b9zkich usteczek zdradza\'b3y przy u\'9cmiechu rozkoszne do\'b3eczki, r\'b9czka male\'f1ka i dystyngowana ca\'b3o\'9c\'e6 postaci m\'f3wi\'b3y wyra\'9fnie o rasie m\'b3odej os\'f3bki.\par \f0\par \f1 Ola, wypocz\'b9wszy w \'b3\'f3\'bfku godzin kilka, wsta\'b3a w\'b3a\'9cnie przed chwil\'b9, czuj\'b9c, \'bfe nerwowy, spowodowany upa\'b3em i zm\'eaczeniem b\'f3l g\'b3owy ustaje. Pragn\'ea\'b3a po za tem rozerwa\'e6 troch\'ea my\'9cli, z wyj\'9cciem bowiem Romana zasn\'ea\'b3a i \'9cni\'b3 jej si\'ea rodzinny Gowart\'f3w i ojciec, jak \'bfywy, tylko jaki\'9c smutny i zbola\'b3y.\par \f0\par \f1 I po przebudzeniu my\'9cl Oli pobieg\'b3a st\'b9d daleko... Mimo woli sama ulecia\'b3a do ojczystych obszar\'f3w i jar\'f3w. Powonienie jej podra\'bfni\'b3 wyra\'9fny zapach polnego kwiecia, zi\'f3\'b3 i bodjak\'f3w, w uszach zabrzmia\'b3a melodya cicha szumi\'b9cych bor\'f3w, ko\'b3ysz\'b9cego si\'ea miarowo stepu - sm\'eatna rodzinna Ukraina, z poza setek mil, ogarn\'ea\'b3a j\'b9 tu, pod w\'b3oskiem niebem, poczu\'b3a, zda si\'ea, powiew jej, t\'easknoty pe\'b3ny, do uszu za\'9c dolecia\'b3o jakby gin\'b9ce echo \'bfa\'b3osnej dumki, \'9cpiewanej nieuczonym g\'b3osem mo\'b3odycy...\par \f0\par \f1 I smutek ogarn\'b9\'b3 Ol\'ea... Czy wr\'f3ci tam kiedy, czy wr\'f3ci?\par \f0\par \f1 Wszak podepta\'b3a wszystko - jednem szarpni\'eaciem si\'ea zerwa\'b3a wszelkie wi\'eazy - sama otworzy\'b3a sobie przemoc\'b9 bram\'ea do wymarzonego szcz\'ea\'9ccia. Tak jest. Bo Ola czu\'b3a si\'ea przecie\'bf rzeczywi\'9ccie szcz\'ea\'9cliw\'b9.\par \f0\par \f1 - Biedny ten ojciec jednak, kt\'f3ry po swojemu, jak umia\'b3, tak j\'b9 kocha\'b3 - my\'9cla\'b3a dalej. - A droga ciotka Melania i przyjaciel ich, \'a3ady\'bfy\'f1ski? Gdzie Gowart\'f3w, z kt\'f3rym zros\'b3a si\'ea jej dusza ca\'b3a? Co si\'ea tam dzieje? Gdzie oni teraz, ci wszyscy, tak dotychczas sercu drodzy?..\par \f0\par \f1 Rozpami\'eatuj\'b9c w ten spos\'f3b przesz\'b3o\'9c\'e6, przep\'eadzi\'b3a Ola z godzin\'ea.\par \f0\par \f1 Moc upajaj\'b9cej rzeczywisto\'9cci tak siln\'b9 by\'b3a, jednak, \'bfe stopniowo \'9cciera\'e6 pocz\'ea\'b3a wra\'bfenie snu i o\'bfy\'b3e chwilowo wspomnienia. Obecnie stoj\'b9ca w oknie m\'b3oda kobieta my\'9cl\'b9 dalek\'b9 ju\'bf by\'b3a od tego wszystkiego. Obejmuj\'b9c wzrokiem panoram\'ea portu i morza - o\'9cwietlon\'b9 Wenecy\'ea, wysepk\'ea z ko\'9ccio\'b3em S-to Giorgio Maggiore, oraz kana\'b3y z mkn\'b9cemi cicho po nich licznemi gondolami, - Ola z niecierpliwo\'9cci\'b9 wypatrywa\'b3a Romana.\par \f0\par \f1 Pragn\'ea\'b3a ju\'bf bowiem widoku m\'ea\'bfa. Przed\'b3u\'bfona nieobecno\'9c\'e6 Dzier\'bfymirskiego i w jej duszy zasia\'b3a ziarnka niepokoju; t\'easkni\'b3a ju\'bf za jego pieszczot\'b9, zapragn\'ea\'b3a czu\'b3o\'9cci i poca\'b3unk\'f3w...\par \f0\par \f1 Wzi\'b9wszy lornetk\'ea, przy\'b3o\'bfy\'b3a j\'b9 Ola do swych oczu, \'9ccigaj\'b9c po chwili widnokr\'b9g spojrzeniem. Pier\'9c jej przytem unosi\'e6 si\'ea pocz\'ea\'b3a miarowo, usteczka za\'9c zdawa\'b3y si\'ea ca\'b3owa\'e6 przestrze\'f1, rozchylone, prosz\'b9ce...\par \f0\par \f1 Zniech\'eacona, odj\'ea\'b3a niebawem lornetk\'ea od oczu. Jaki\'9c statek w kierunku Lido zbli\'bfa\'b3 si\'ea wprawdzie, lecz znajdowa\'b3 si\'ea jeszcze tak daleko...\par \f0\par \f1 Ola odst\'b9pi\'b3a od okna, i szeleszcz\'b9c jedwabiami swych sp\'f3dniczek, pocz\'ea\'b3a niecierpliwie przechadza\'e6 si\'ea po pokoju, pytaj\'b9c sama siebie:\par \f0\par \f1 - Kt\'f3\'bf widzia\'b3 sp\'f3\'9fnia\'e6 si\'ea tak dalece? Widocznie zoboj\'eatnia\'b3a ju\'bf ona Romanowi, czy\'bf to jednak mo\'bfliwe? Wszak tak nied\'b3ugo trwa ich szcz\'ea\'9ccie...\par \f0\par \f1 My\'9cli ostatnie i w\'b9tpliwo\'9cci \'9cmiesznemi widocznie zda\'b3y si\'ea m\'b3odej kobiecie, bo po zastanowieniu si\'ea twarz jej powesela\'b3a, a w ciszy pokoju rozleg\'b3 si\'ea \'9cmieszek srebrzysty. W \'9clad za tem zapali\'b3a dwie \'9cwiece i przyst\'b9pi\'b3a do du\'bfego lustra. D\'b3ugo, z lubo\'9cci\'b9, wpatrywa\'b3a si\'ea w nadobne w\'b3asne oblicze. Przymkn\'b9wszy z lekka powieki, lecz tak, by mog\'b3a widzie\'e6 siebie, przegi\'ea\'b3a sw\'b9 \'b3adn\'b9 g\'b3\'f3wk\'ea i kibi\'e6 nieco w ty\'b3, oraz rozchyli\'b3a usteczka...\par \f0\par \f1 Kszta\'b3ty postaci jej ca\'b3ej uwypukli\'b3y si\'ea pon\'eatnie; w pozycyi tej zatrzyma\'b3a si\'ea chwil\'ea... U\'9cmieszek zwyci\'easki przewin\'b9\'b3 si\'ea niebawem po drobnych wargach pi\'eaknej kobiety; podnios\'b3a do g\'f3ry r\'eace, \'b3asz\'b9co, jak koci\'ea, wypr\'ea\'bfy\'b3a naprz\'f3d swe cia\'b3o, i uczyniwszy gest, podobny do przeci\'b9gaj\'b9cego si\'ea po \'9cnie cz\'b3owieka, wym\'f3wi\'b3a g\'b3o\'9cne: Aaaa...\par \f0\par Po ch\f1 wili za\'9c, poprawiwszy poprzednio zalotnie tualet\'ea sw\'b9 i w\'b3osy, stan\'ea\'b3a znowu w pierwotnej pozycyi u okna, w ciemnym tak samo i tym razem pokoju, z lornetk\'b9 przy oczach.\par \f0\par \f1 Zbli\'bfaj\'b9cy si\'ea tymczasem od strony morza parowiec stawa\'b3 w\'b3a\'9cnie ju\'bf w przystani. Po drewnianych pomostach wysypa\'b3 si\'ea na ulic\'ea t\'b3um r\'f3\'bfnolity i barwny; \'9cwiat\'b3a, pozapalane w pobli\'bfu pada\'b3y na\'f1 sko\'9cnie, o\'9cwietlaj\'b9c wyra\'9fnie ruszaj\'b9cych si\'ea ludzi. Ola w\'9cr\'f3d nich stara\'b3a si\'ea odnale\'9f\'e6 sylwetk\'ea m\'ea\'bfa, niebawem dojrza\'b3a go rzeczywi\'9ccie i z rado\'9cci\'b9 wykrzykn\'ea\'b3a do siebie:\par \f0\par - Jest! jest!..\par \par \f1 W oka mgnieniu odskoczy\'b3a od okna, zapali\'b3a \'9cwiec\'ea, odnalaz\'b3a szybko kapelusz i parasolk\'ea, i wybieg\'b3a z hotelu. Zd\'b9\'bfa\'b3a na spotkanie Romana, \'9cmiej\'b9c si\'ea z g\'f3ry na my\'9cl, jak on si\'ea zdziwi, ujrzawszy j\'b9 na noga\f0 ch.\par \par \f1 Na Riva degli Schiavoni, spacerowem miejscu Wenecyi, roi\'b3o si\'ea od publiczno\'9cci. W pobli\'bfu hotelu, zamieszkiwanego przez Dzier\'bfymirskich, muzyka graj\'b9ca zazwyczaj na placu \'8cwi\'eatego Marka, rozbrzmiewa\'b3a kaskad\'b9 ochoczych ton\'f3w przed kawiarni\'b9, przepe\'b3nion\'b9 lud\'9fmi, snuj\'b9cymi si\'ea r\'f3wnie\'bf wsz\'eadzie, gdzie tylko by\'b3o rzuci\'e6 okiem. Ola, zd\'b9\'bfaj\'b9c ku przystani, wymija\'b3a ich szybko, w oddali widzia\'b3a ju\'bf w\'9cr\'f3d id\'b9cych sylwetk\'ea Romana, ca\'b3\'b9 bia\'b3\'b9, g\'f3ruj\'b9c\'b9 wzrostem nad innymi.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski, niespokojny sna\'e6 dot\'b9d jeszcze, szed\'b3 krokiem ra\'9fnym, z cygarem zapalonem w ustach, a kroczy\'b3 tak zamy\'9clony, \'bfe by\'b3by, nie widz\'b9c wymin\'b9\'b3 Ol\'ea niew\'b9tpliwie, gdyby ta, ubawiona, nie roze\'9cmia\'b3a si\'ea weso\'b3o i nie pochwyci\'b3a go za rami\'ea. Na d\'9fwi\'eak znajomego srebrnego \'9cmiechu podni\'f3s\'b3 Roman g\'b3ow\'ea i twarz, chmurna dotychczas nieco, rozpogodzi\'b3a mu si\'ea natychmiast.\par \f0\par \f1 - Ty tu, filutko?.. - wykrzykn\'b9\'b3 rado\'9cnie, i uj\'b9wszy obie r\'b9czki Oli w swe d\'b3onie, obsypywa\'e6 je zacz\'b9\'b3 poca\'b3unkami, a nast\'eapnie poci\'b9gn\'b9\'b3 j\'b9 ku sobie, i nie zwracaj\'b9c zgo\'b3a uwagi na kilka mijaj\'b9cych ich os\'f3b, uca\'b3owa\'b3 w twarz serdecznie.\par \f0\par \f1 - A tak, Romeczku! - odpar\'b3a \'bfywo Ola - wybieg\'b3am, bo zobaczy\'b3am przez lornetk\'ea, jak wysiada\'b3e\'9c! Fe! kt\'f3\'bf widzia\'b3 siedzie\'e6 tak d\'b3ugo, gdy si\'ea ma tak \'b3adn\'b9, jak ja \'bfoneczk\'ea... - dorzuci\'b3a, przymilaj\'b9c si\'ea, z lekk\'b9 wym\'f3wk\'b9 w g\'b3osie, i doda\'b3a jeszcze:\par \f0\par \f1 - My\'9cla\'b3am ju\'bf, \'bfe ci si\'ea co z\'b3ego sta\'b3o!\par \f0\par \f1 Promie\'f1 przebieg\'b3 po twarzy m\'ea\'bfczyzny, uj\'b9\'b3 rami\'ea Oli, i odpar\'b3:\par \f0\par \f1 - A wiesz, moje \'bfycie, \'bfe i ja mia\'b3em co do ciebie my\'9cl podobn\'b9?.. - u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea i doda\'b3 - ale z mej strony to usprawiedliwione, zostawi\'b3em ci\'ea przecie bowiem w \'b3\'f3\'bfku...\par \f0\par \f1 Id\'b9c wci\'b9\'bf szybko przed siebie, zamilkli oboje. Mi\'b3o\'9c\'e6 odczuta, taka sama, drobn\'b9 sw\'b9 powy\'bfsz\'b9 oznak\'b9 zamkn\'ea\'b3a im usta na chwil\'ea.\par \f0\par \f1 - Sk\'b9dsi\'9c od Wielkiego Kana\'b3u, w pewnych od siebie, odst\'eapach, dolatywa\'b3o w\'b3a\'9cnie echo silnego m\'easkiego g\'b3osu, przy akompaniamencie ch\'f3ru innych.\par \f0\par \f1 - Pojedziemy mo\'bfe gondol\'b9, jak my\'9clisz? - zapyta\'b3a Ola - s\'b3yszysz jak \'b3adnie \'9cpiewaj\'b9?..\par \f0\par \f1 - Dobrze, moje \'bfycie, jedziemy!.. - odpar\'b3 weso\'b3o R\f0 oman.\par \par \f1 Jak na zawo\'b3anie, w tej samej chwili Dzier\'bfymirscy us\'b3yszeli za sob\'b9 kilka okrzyk\'f3w, silnie akcentowanych na pierwszej sylabie: "G\'f3n-dola,. g\'f3n-dola signore... g\'f3n-dola!.."\par \f0\par \f1 Na lewo, obok id\'b9cych, znajdowa\'b3a si\'ea "Piazzeta", a naprzeciw wznosz\'b9cego si\'ea majestatycznie pa\'b3acu Do\'bf\'f3w, najwi\'eaksza przysta\'f1 gondolier\'f3w.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski, wybrawszy jednego z licznych\'84 napraszaj\'b9cych si\'ea przewo\'9fnik\'f3w, podszed\'b3 ku przystani, gdzie wesp\'f3\'b3 z Ol\'b9 usadowi\'b3 si\'ea niebawem w gondoli.\par \f0\par - Serenada, Canale Grande! - rzuci\f1\'b3 ubranemu bia\'b3o W\'b3ochowi.\par \f0\par \f1 "Rematore"*) uderzy\'b3 w wios\'b3a, i gondola z wolna, cicha, wysun\'ea\'b3a si\'ea z pomi\'eadzy dziesi\'b9tek innych, a ko\'b3ysz\'b9c si\'ea na, czarnej fali kana\'b3u, pomkn\'ea\'b3a we wskazanym kierunku. Roman obj\'b9\'b3 kibi\'e6 \'bfony i pocz\'b9\'b3 muska\'e6 delikatnie ustami jej oczy, czo\'b3o, szyj\'ea i usta. Ona za\'9c uchyla\'b3a si\'ea wci\'b9\'bf figlarnie, szepcz\'b9c:\par [*) Wio\'9clarz.]\par \f0\par \f1 - Wstyd\'9f si\'ea... gondolier patrzy...\par \f0\par \f1 Lecz m\'ea\'bfczyzna nie przestawa\'b3. Kilkakrotnie usta ich z\'b3\'b9czy\'b3y si\'ea w poca\'b3unku gor\'b9cym, d\'b3ugim, od kt\'f3rego zadr\'bfeli oboje, z ust Romana sypa\'b3y si\'ea ciche i urywane, dysz\'b9ce uczuciem i nami\'eatno\'9cci\'b9, pieszczotliwe wyrazy...\par \f0\par \f1 A wko\'b3o nich, szeleszcz\'b9c uderzeniami wiose\'b3, sun\'b9c r\'f3wnie\'bf, jak i oni cicho, mkn\'ea\'b3y, migocz\'b9c kolorowemi \'9cwiate\'b3kami, gondole, zmierzaj\'b9c wszystkie w jednym kierunku - ku Wielkiemu Kana\'b3owi, ca\'b3emu rozbrzmiewaj\'b9cemu w tej chwili, jak harfa ruszona \'9cpiewem i muzyk\'b9. O\'9cwietlone, ubrane kolorowemi, papierowemi latarniami, miga\'b3y w oddali wielkie gondole, a raczej statki ma\'b3e, tak zwane \'84serenady", na kt\'f3rych orkiestry cale grajk\'f3w i \'9cpiewak\'f3w-samouk\'f3w popisywa\'b3y si\'ea ze swym wrodzonym, a rzetelnym nawet cz\'eastokro\'e6 artyzmem.\par \f0\par \f1 Kilka podobnych serenad, rozrzuconych po kanale; wabi\'b3o \'9cwiat\'b3ami i st\'b3umionym \'9cpiewu odg\'b3osem, ko\'b3o nich za\'9c, w pobli\'bfu, grupowa\'b3y si\'ea kr\'eagiem dziesi\'b9tki czarnych gondoli, z rozpostartymi w nich niedbale i wygodnie s\'b3uchaczami. Niekt\'f3re z rozbrzmiewaj\'b9cych \'9cpiewem i muzyk\'b9 bark podje\'bfd\'bfa\'b3y pod okna dawnych dworc\'f3w, a dzisiejszych pierwszorz\'eadnych hoteli i koncertuj\'b9c tam wy\'b3\'b9cznie dla hotelowych go\'9cci, zbierali od nich dla siebie datki, sun\'b9c r\'f3\'bfnobarwnemi \'9cwiat\'b3ami i gorej\'b9cym kad\'b3ubem stateczku zwolna u marmurowych stopni pa\'b3acowych balkon\'f3w.\par \f0\par \f1 Naprzeciwko dw\'f3ch podobnych serenad, \'9cpiewaj\'b9cych wprost ko\'9ccio\'b3a S-ta Maria della Salute, pod oknami pa\'b3ac\'f3w Ferro i Zucchelli, (dzisiejsze Grand-Hotel i hotel Britania) dalej nieco, poza ko\'9ccio\'b3em, zabrzmia\'b3a w\'b3a\'9cnie nagle pie\'9c\'f1 solowa ..\par \f0\par \f1 Zag\'b3uszaj\'b9c inne g\'b3osy \'9cpiewak\'f3w bli\'bfszych i dalszych, zadrga\'b3a ona uczuciem, i zr\'eacznie modulowana przyjemnie pie\'9cci\'b3a s\'b3uch, coraz donio\'9clejsza, bli\'bfsza...\par \f0\par \f1 - Pojedziemy tam! dobrze, Romciu?.. - zaproponowa\'b3a Ola, uj\'eata g\'b3osem \'9cpiewaka.\par \f0\par \f1 - Bene, carissima! - odpar\'b3 Roman, i skin\'b9\'b3 na wios\'b3uj\'b9cego. Gondola ich, kierowana umiej\'eatn\'b9 r\'eak\'b9, wymija\'e6 zacz\'ea\'b3a \'b3odzie,\f0 coraz liczniejsze.\par \par \f1 Roman i Ola, widz\'b9c si\'ea coraz bardziej otoczonymi, przestali poca\'b3unk\'f3w i pieszczot, chwilowo poddawszy si\'ea zupe\'b3nie czarowi pie\'9cni, p\'b3yn\'b9cej ku nim w ciszy wieczoru. \par \f0\par Oboje milczeli...\par \par \f1 Gondola tymczasem skr\'eaci\'b3a powoli w lewo, ku roz\'9cpiewanej barce, i w\'9clizn\'b9wszy si\'ea swym wysokim przednim dziobem, jak w\'b9\'bf, pomi\'eadzy ko\'b3ysz\'b9ce si\'ea dziesi\'b9tki innych gondol - stan\'ea\'b3a wreszcie, zatrzymana zr\'eacznie. Gondolier przymocowa\'b3 sznurem sw\'f3j pojazd do s\'b9siednich i za\'b3o\'bfywszy na krzy\'bf r\'eace, w skupieniu wesp\'f3\'b3 z innymi zas\'b3ucha\'b3 w pie\'9c\'f1...\par \f0\par \f1 Szerokiem p\'f3\'b3kolem, ciche, ko\'b3ysa\'b3y si\'ea wsz\'eady inne gondole; wsparci w nich s\'b3uchacze poddawali si\'ea niewyt\'b3umaczonemu czarowi tej weneckiej, cichej nocy, tej pie\'9cni szczerej, niewykwintnej, chwytaj\'b9cej jednak mimo woli niejednego za serce, zapadaj\'b9cej w dusz\'ea g\'b3\'eaboko.\par \f0\par \f1 Po sm\'eatnych pie\'9cniach nast\'eapowa\'b3y skoczne, i tak dalej, bez zmiany. Co kilka "numer\'f3w" z barki "serenady" schodzi\'b3 w\'b3och, rozczochrany, od \'9cpiewu wzruszony jeszcze, i z czapk\'b9 w r\'eaku zbiera\'b3 "co \'b3aska", przest\'eapuj\'b9c ostro\'bfnie z jednej gondoli na drug\'b9.\par \f0\par \f1 W ciszy za\'9c wzgl\'eadnej, a spowodowanej tym swego rodzaju antraktem, rusza\'b3y si\'ea z miejsc swoich niekt\'f3re \'b3odzie, wracaj\'b9c, lub zd\'b9\'bfaj\'b9c dalej do innych serenad; na puste miejsce wsuwa\'b3a si\'ea milcz\'b9co nowoprzyby\'b3a gondola, a publiczno\'9c\'e6, zebrana w tych zaimprowizowanych wodnych lo\'bfach, natychmiast spogl\'b9da\'b3a ciekawie na swego s\'b9siada, p\'f3\'b3g\'b3osem komunikowa\'b3a sobie uwagi, w rozmaitych j\'eazykach.\par \f0\par \f1 I w cicho\'9cci powoli milk\'b3y, to zn\'f3w z kolei rozbrzmiewa\'b3y dalsze i bli\'bfsze roz\'9cpiewane barki, wreszcie antrakt si\'ea ko\'f1czy\'b3, po wodach kana\'b3u mkn\'ea\'b3a zn\'f3w ze \'84sceny" serenady pie\'9c\'f1 nami\'eatna... \par \f0\par \f1 S\'b3ucha\'b3y jej echa zdawa\'b3o si\'ea, pob\'b3a\'bfliwie i ciekawie gwiazdki, licznie rozsiane po gwia\'9fdzistem niebie po\'b3udnia - s\'b3ucha\'b3y krzy\'bfe, i wie\'bfyce licznych \'9cwi\'b9tyni, i zadumane marmury wiekopomnych dworc\'f3w.\par \f0\par \f1 Od czasu do czasu komunikuj\'b9c sobie przyciszon\'b9 uwag\'ea, Roman i Ola s\'b3uchali r\'f3wnie\'bf uwa\'bfnie w\'b3oskich pie\'9cni, nastr\'f3j za\'9c dzisiejszego wieczora rozmarzaj\'b9co dzia\'b3a\'b3 na nich. My\'9cli ich daleko ulatywa\'b3y, pod wp\'b3ywem tej nocy, tego krajobrazu niezwyk\'b3ego, a pe\'b3nego czaru, i tej niewymuszonej, tchn\'b9cej uczuciem pie\'9cni, wyrzucanej z ust ludzi prostych, dziwnie jednak atoli przejmuj\'b9cych si\'ea melody\'b9 s\'b3\'f3w swoich, kochaj\'b9cych tak wyra\'9fnie pie\'9cni owe, narodowe - w\'b3asne!\par \f0\par \f1 Wywo\'b3ana zatem \'9cwie\'bfemi, tak niedawnemi wspomnieniami dzisiejszego popo\'b3udnia, my\'9cl Oli bieg\'b3a nieprzeparcie do stron ojczystych - przymru\'bfa\'b3a oczy, i widzia\'b3a ogr\'f3d Gowartowski... wynios\'b3e oblicze ojca...\par \f0\par Roma\f1 na za\'9c trapi\'b3y z kolei te same, co i nad morzem my\'9cli... Fa\'b3sz obecnego po\'b3o\'bfenia, przysz\'b3o\'9c\'e6 niejasna, zakryta, ciemna, z tajemnic\'b9 na dnie duszy ukrywa\'e6 si\'ea zmuszon\'b9, przed okiem najdro\'bfszej nawet teraz dla\'f1 na \'9cwiecie istoty, zaciemnia\'b3y chmur\'b9 troski czo\'b3o Dzier\'bfymirskiego, mg\'b3\'b9 smutku matowa\'b3y spojrzenie czarnych, rozumnych oczu.\par \f0\par \f1 I \'bfal jaki\'9c niezmierny, \'bfal do \'bfycia, rozpiera\'b3 mu piersi, do losu, \'bfe, postawi\'b3 go na tak \'9cliskim i ko\'b3ysz\'b9cym si\'ea gruncie, \'bfe tylko za cen\'ea tego fa\'b3szu i wyrzut\'f3w sumienia, pozwoli\'b3 mu zdoby\'e6 to jego dzisiejsze nieograniczone szcz\'ea\'9ccie!\par \f0\par \f1 Zatopiony w swem skrytem cierpieniu, Roman od czasu do czasu spogl\'b9da\'b3 na Ol\'ea. Ta, ze spuszczonemi oczami, oparta niedbale na sk\'f3rzanych poduszkach gondoli, zadumana, r\'f3wnie\'bf marzy\'b3a cicho... Cienie przechodzi\'b3y, przemyka\'b3y si\'ea po jej wdzi\'eacznem, zamy\'9clonem obliczu, czasem na usteczkach zagaszcza\'b3 b\'b3\'b9kaj\'b9cy si\'ea u\'9cmieszek.\par \f0\par \f1 Roman wtedy z mi\'b3o\'9cci\'b9 bezgraniczn\'b9 zatrzymywa\'b3 d\'b3u\'bfsz\'b9 chwil\'ea spojrzenie na ukochanych rysach, i znowu popada\'b3 w zadum\'ea, lub s\'b3\'f3wkiem pieszczoty, albo spostrze\'bfeniem jakiem przerywa\'b3 milczenie. Ola odpowiada\'b3a mu skinieniem g\'b3\'f3wki - zamieniali pomi\'eadzy sob\'b9 zda\'f1 urywanych kilkana\'9ccie, i znowu milkli, poddaj\'b9c si\'ea nastrojowi zewn\'eatrznemu otoczenia i wewn\'eatrznemu dusz w\'b3asnych. W ten spos\'f3b czas mija\'b3.\par \f0\par \f1 Powoli, stopniowo rozlu\'9fni\'b3o si\'ea \'9ccie\'9cnione gondol p\'f3\'b3kole... Z cichym wiose\'b3 szelestem i pluskiem ruszonej wody odp\'b3ywa\'b3y one jedne po drugich - du\'bfe barki s\'b9siednich serenad gin\'ea\'b3y r\'f3wnie\'bf w oddali, \'9cpiewy ich cich\'b3y...\f0\par \par \f1 Kilka tylko z nich jeszcze rozbrzmiewa\'b3o po kanale ostatnimi tony, a mi\'eadzy innemi i barka, ko\'b3o kt\'f3rej ko\'b3ysa\'b3a si\'ea gondola Dzier\'bfymirskich. Z okien i balkon\'f3w hoteli poznika\'b3y ju\'bf tak\'bfe liczne sylwetki i twarze go\'9cci, w pobli\'bfu, na wie\'bfy ko\'9ccielnej, wybi\'b3a rytmicznie godzina jedenasta...\par \f0\par \f1 Roman ockn\'b9\'b3 si\'ea pierwszy, dotkn\'b9\'b3 delikatnie d\'b3oni\'b9 r\'b9czki Oli i rzek\'b3:\par \f0\par \f1 - Pora ju\'bf nam, kochanie... prawda\'bf?..\par \f0\par \f1 - Kt\'f3ra? - zapyta\'b3a Ola, zbudzona.\par \f0\par \f1 - Jedenasta, moje \'bfycie - odpar\'b3 Roman.\par \f0\par \f1 - Ju\'bf?.. - zdziwi\'b3a si\'ea Ola, westchn\'b9wszy. To jed\'9fmy, nie s\'b9dzi\'b3am nigdy, by ju\'bf tyle czasu min\'ea\'b3o...\par \f0\par \f1 - O czem\'bfe tak duma\'b3a moja pani? - zapyta\'b3 Roman, z u\'9cmiechem.\par \f0\par \f1 - A ty? - odpowiedzia\'b3a pytaniem Ola.\par \f0\par \f1 - 0... ja?.. nic ciekawego - odpar\'b3 po\'9cpiesznie Roman, i jakby pragn\'b9c, by powt\'f3rnie nie pytano go o to samo, odwr\'f3ci\'b3 si\'ea szybko do gondoliera, informuj\'b9c go, dok\'b9d ma ich zawie\'9f\'e6.\par \f0\par \f1 Gondola, wycofana z \'b3atwo\'9cci\'b9 z przerzedzonego ju\'bf kr\'eagu, zawr\'f3ci\'b3a i pomkn\'ea\'b3a ku o\'9cwietlonemu niebieskawym \'9cwiat\'b3em latarni elektrycznych placowi San Marco. Na wie\'bfach odleg\'b3ych ko\'9ccio\'b3\'f3w, uk\'b3adaj\'b9cej si\'ea do snu Wenecyi, w milczeniu, r\'f3\'bfnymi tony dzwoni\'b3a godzina jedenasta, zda\'b3a dochodzi\'b3 jeszcze przyciszony odg\'b3os muzyki...\par \f0\par \f1 Wyci\'b9gn\'b9wszy si\'ea wygodnie w gondoli, Roman uj\'b9\'b3 zn\'f3w kibi\'e6 \'bfony, i pieszcz\'b9c wargami jej szyj\'ea, pocz\'b9\'b3 m\'f3wi\'e6 cicho, d\'b3ugo, ci\'b9gle.\par \f0\par \f1 Czu\'b3 potrzeb\'ea m\'f3wienia; chcia\'b3 zag\'b3uszy\'e6, odp\'eadzi\'e6 natr\'eatne my\'9cli, wspomnienia, przechodzi\'b3 z tematu na temat, \'9cmia\'b3 si\'ea, dowcipkowa\'b3, ca\'b3owa\'b3 Ol\'ea co chwila. A ona szczebiota\'b3a r\'f3wnie\'bf...\par \f0\par \f1 Pe\'b3ne wesela g\'b3osy dwojga m\'b3odych z\'b3\'b9czonym akordem przerywa\'b3y co chwila milczenie i spok\'f3j "Canale Grande", pada\'b3y i \'9clizga\'b3y si\'ea echem po ciemnej tafli jego w\'f3d, w kt\'f3rych z kolei p\'b3awi\'b3y si\'ea cienie pa\'b3ac\'f3w, z\'b3otym deszczem igra\'b3y gwiazdy i swawoli\'b3 powiew wietrzyka, id\'b9cego z morza, pokrytego ciemno\'9cci\'b9, \'9cni\'b9cego w oddali...\par \f0\par \f1 Dostawszy si\'ea na pe\'b3ni\'ea w\'f3d kana\'b3u \'9cw. Marka gondola pomkn\'ea\'b3a chy\'bfo, a niebawem po falistej tafli w\'b3oskiej laguny rozleg\'b3a si\'ea \'9cpiewana zgodnym li\'f3rem m\'easkiego barytonu i kobiecego sopranu pie\'9c\'f1 polska: "Szumi\'b9 jod\'b3y"...\par \f0\par \f1 - A co, nie m\'f3wi\'b3em, \'bfe to nasi, cho\'e6 on taki czarny, jak W\'b3och - odezwa\'b3 si\'ea po polsku, z gondoli, kt\'f3r\'b9 mijali Dzier\'bfymirscy, rubaszny troch\'ea g\'b3os m\'ea\'bfczyzny.\par \f0\par \f1 - No, tak dzioba\'e6 si\'ea, jak go\'b3\'b9bki, to i inni potrafi\'b9... odpowiedzia\'b3 ironicznie kto\'9c drugi.\par \f0\par \f1 - Ba, ale, panie dobrodzieju, z takim humorom - to nie!... z przekonaniem, stanowcza, rozleg\'b3a si\'ea odpowied\'9f szlagona.\par \f0\par \f1 Tymczasem gondola Dzier\'bfymirskich mala\'b3a ju\'bf coraz bardziej, na tle nocy tylko czerwonawem \'9cwiate\'b3kiem migoc\'b9c z oddali. Wkr\'f3tce, zalecia\'b3a jeszcze ostatnia zwrotka ,znanej Moniuszkowskiej melodyi: Oj, Halino, oj, je - dy - no, dzie - wczy - no mooo - ja!... \par \par - Moo - ja!... odda\'b3o echo lagun morza i zmilk\'b3o, ca\'b3y za\'9c kad\'b3ub czarnej gondoli znik\'b3 gdzie\'9c niebawem, ust\'eapuj\'b9c miejsca innym, nadci\'b9gaj\'b9cym coraz g\'ea\'9cciej od strony Wielkiego Kana\'b3u, coraz cichszego, coraz bardziej pogr\'b9\'bfaj\'b9cego si\'ea w czerni bezbarwn\'b9, g\'b3uch\'b9, zapadaj\'b9cego tam u\'9cpienia - Nocy!\par \f0\par \par \pard\qc * *\par *\par \pard\par \f1 - Patrz, patrz! jakie\'bf to pi\'eakne!..\par \f0\par \f1 S\'b3owa te, p\'f3\'b3g\'b3osem, z akcentem zachwytu, wym\'f3wi\'b3a Ola, i oboje wraz z Romanem stan\'eali na miejscu, jak przykuci. Nad ich g\'b3owami wznosi\'b3a swe dumne gotyckie arkady jedna z najpi\'eakniejszych, po bazylice San Marco, \'9cwi\'b9ty\'f1 w Wenecyi, Santa Maria Gloriosa dei Frari - stali za\'9c przed mauzoleum Canovy.\par \f0\par \f1 - Prawda! - szepn\'b9\'b3 w odpowiedzi \'bfonie Dzier\'bfymirski. - Zdawa\'b3oby si\'ea, i\'bf ten oto anio\'b3, czy geniusz u\'9cpiony, \'bfyje, oddycha, str\'f3\'bf czujny... urwa\'b3, studjuj\'b9c dalej pomnik z uwag\'b9.\par \f0\par - A te postacie,\f1 nieprawda\'bf, i\'bf rzeczywi\'9ccie id\'b9, ruszaj\'b9 si\'ea wolno, pogr\'b9\'bfone w cichej bole\'9cci i smutku! - podchwyci\'b3a \'bfywo Ola, podniecona widokiem, oraz wyrazem zakutego w marmurze pi\'eakna.\par \f0\par \f1 Oboje umilkli, z niek\'b3amanym zachwytem wpatruj\'b9c si\'ea w rze\'9fb\'ea.\par \f0\par Od grobowca \f1 bowiem, przez samego Canov\'ea modelowanego niegdy\'9c na pomnik dla Tycyana, bi\'b3o rzeczywiste, szczere pi\'eakno i chwyta\'b3o za serce - m\'f3wi\'b3o...\par \f0\par \f1 Przyparty do \'9cciany, ca\'b3y z bia\'b3ego marmuru, a tr\'f3jk\'b9tnym kszta\'b3tem w minjaturze przypominaj\'b9cy, piramidy Egiptu, sta\'b3 sarkofag otworem...\par \f0\par \f1 Na lewo, jakby strzeg\'b9c do\'f1 wchodu, olbrzymi lew marmurowy le\'bfa\'b3, z obwis\'b3emi \'b3apami, pot\'ea\'bfny, srogi, i jakby sm\'eatnie zadumany, a na nim, z rozpostartemi skrzyd\'b3y, opiera\'b3 si\'ea wielki Anio\'b3 u\'9cpiony... \par \f0\par \f1 I tchn\'b9ce \'b3agodno\'9cci\'b9, cudne oblicze Anio\'b3a zda si\'ea by\'e6 rzeczywi\'9ccie nie z tego n\'eadz pado\'b3u!..\par \f0\par \f1 Z ludzk\'b9 twarz\'b9, to prawda, spogl\'b9da\'e6 si\'ea zdaje na widza, lecz oczy jego przymkni\'eate nieco, skupienia i zadum pe\'b3ne - znieruchomione w nadziemskim spokoju, cisz\'b9 za\'9cwiat\'f3w, wieczno\'9cci milczeniem i bytu zagadk\'b9, n\'eac\'b9 oto wyra\'9fnie, wzrok ci\'b9gn\'b9 za sob\'b9, unosz\'b9 dusz\'ea, my\'9cl... gdzie\'9c w strefy nadziemskie do nieba!...\par \f0\par \f1 A z prawej zn\'f3w strony grobowca, jakby z ziemi, ze \'9cwiata, wolno sun\'b9 jakie\'9c postacie, zmierzaj\'b9c do otwartych na \'9ccie\'bfaj wr\'f3t\f0 sarkofagu...\par \par \f1 Pierwsza z nich, proporcyonalnie do innych, wi\'eaksza, kobieta m\'b3oda, jest ju\'bf tu\'bf blizko, u grobu prawie, w \'9clad za ni\'b9, z girlandami kwiat\'f3w, post\'eapuj\'b9 postacie mniejsze - to dziatki.\par \f0\par \f1 Id\'b9... Krocz\'b9, z pochylon\'b9 g\'b3ow\'b9, przygn\'eabieni, smutni, niebawem ju\'bf cisi przest\'b9pi\'b9 oni pr\'f3g grobowca...\par \f0\par \f1 - Chod\'9fmy! - szepn\'ea\'b3a Ola poci\'b9gaj\'b9c lekko Romana za r\'eak\'ea.\par \f0\par \f1 Z widoczn\'b9 niech\'eaci\'b9, jakby nie mog\'b9c oderwa\'e6 wzroku od pi\'eaknego pomnika, poruszy\'b3 si\'ea Dzier\'bfymirski, i wyrzek\'b3 p\'f3\'b3g\'b3osem:\par \f0\par \f1 - Czy ju\'bf obejrzeli\'9c\f0 my tutaj wszystko?\par \par \f1 - Zdaje mi si\'ea, \'bfe wszystko - odpowiedzia\'b3a Ola.\par \f0\par \par \f1 W pustej i cichej \'9cwi\'b9tyni rozlega\'b3y si\'ea wyra\'9fnie ich kroki, pr\'f3cz nich bowiem obecnie nie by\'b3o tu nikogo.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski wyj\'b9\'b3 zegarek.\par \f0\par \f1 - Sz\'f3sta! Wracajmy, musimy po\'bfegna\'e6 jeszcze Wenecy\'ea z Campanili - rzuci\'b3 \'bfywo, i uj\'b9wszy rami\'ea \'bfony, skierowa\'b3 si\'ea ku wyj\'9cciu z ko\'9ccio\'b3a.\par \f0\par \f1 Na progu Dzier\'bfymirscy stan\'eali, obrzucaj\'b9c ostatniem spojrzeniem ko\'9cci\'f3\'b3; wzrok ich przesun\'b9\'b3 si\'ea raz jeszcze po wspania\'b3ych grobowcach do\'bf\'f3w, Tycyana i wyszli.\f0\par \par \f1 Upalny spok\'f3j w\'b3oskiego popo\'b3udnia obj\'b9\'b3 ich natychmiast. S\'b3o\'f1ce pali\'b3o jeszcze, na uliczkach Wenecyi by\'b3o pusto.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirscy szli przy\'9cpieszonym krokiem, zmierzaj\'b9c ku mostowi "di Rialto." By\'b3 to ostatni ju\'bf dzie\'f1 pobytu ich w Wenecyi, wyje\'bfd\'bfali nazajutrz, \'bfegnaj\'b9c dzi\'9c po raz ostatni urocze miasto pami\'b9tek.\par \f0\par \f1 A \'bfegnali je sumiennie. Zwiedziwszy bowiem kilka nieznanych sobie jeszcze ko\'9ccio\'b3\'f3w, po raz wt\'f3ry obeszli wszystkie miejsca, dok\'b9d zach\'eaca\'b3o ich do powrotu wspomnienie zoczonego tam pi\'eakna.\par \f0\par A w\f1 i\'eac pa\'b3ac Do\'bf\'f3w, jego archeologiczne muzeum i liczne przepi\'eakne sale i ponure wi\'eazienia, pa\'b3ac kr\'f3lewski, bazylik\'ea, a tak\'bfe zar\'f3wno arcydzie\'b3a p\'eadzla Tycyana, Tintoretta, Paw\'b3a Veronese, Belliniego, i innych, w Akademii "delle belle Arti."\par \f0\par - Wiesz, kocha\f1 nie? musimy spieszy\'e6 si\'ea porz\'b9dnie, gdy\'bf o si\'f3dmej podobno zamykaj\'b9 ju\'bf Campanilli\'ea*)-odezwa\'b3 si\'ea Roman po d\'b3u\'bfszem milczeniu id\'b9c z Ol\'b9 bezustannie tak sarno szybko i s\'b3uchaj\'b9c zarazem szczebiotu jej, wci\'b9\'bf jeszcze znajduj\'b9cej si\'ea pod wra\'bfeniem pysznego dzie\'b3a Canovy.\par [*)Znana powszechnie pod t\'b9 nazw\'b9 dzwonnica \'8cwi\'eatego Marka w Wenecyi, siegaj\'b9ca budow\'b9 i stylem X wieku, dzi\'9c, jak wiadomo, ju\'bf nie istnieje. Run\'ea\'b3a dnia 14-go Lipca 1902 roku.]\par \f0\par \f1 - Co za \'9cwietn\'b9 doprawdy mia\'b3e\'9c my\'9cl, Romciu, zestawi\'e6 to obejrzenie Wenecyi z wy\'bfyn na zako\'f1czenie! - rzek\'b3a Ola, i dorzuci\'b3a z o\'bfywieniem: - Bo ostateczne owe wra\'bfenie nie zu\'bfyte dot\'b9d jeszcze, nowe, idealnie zamknie nasz pobyt tutaj...\par \f0\par \f1 - A widzisz, me \'bfycie, \'bfe nietylko moja pani miewa genialne koncepty - z u\'9cmiechem odpar\'b3 Roman, mi\'b3\'b9 mu bowiem by\'b3a my\'9cl, \'bfe ich wzajemne zapatrywania estetyczne zgadzaj\'b9 si\'ea tak dobrze.\par \f0\par \f1 W tem bo ostatniem los rzeczywi\'9ccie nie by\'b3 posk\'b9pi\'b3 zadowolenia Romanowi. Ola, by\'b3a to dusza obdarzona zar\'f3wno, jak i on, wykwintnem poczuciem pi\'eakna i niezmiern\'b9 wra\'bfliwo\'9cci\'b9 na dzie\'b3a sztuki, zgrzyt\'f3w pod tym wzgl\'eadem pomi\'eadzy nimi nie by\'b3o wcale - dope\'b3niali si\'ea wzajemnie.\par \f0\par \f1 - Poczekaj, kochanie - odezwa\'b3 si\'ea zn\'f3w Roman - spo\'bfyjemy sobie par\'ea brzoskwi\'f1... Mam ogromne pragnienie, a ty?...\par \f0\par - \f1 O! ja tak\'bfe!.. wykrzykn\'ea\'b3a potwierdzaj\'b9co i weso\'b3o Ola, poczem oboje zbli\'bfyli si\'ea do charakterystycznego, szerokiego, pod p\'b3\'f3ciennem okryciem od s\'b3o\'f1ca, weneckiego straganu, przepe\'b3nionego r\'f3\'bfnemi owocami i jarzynami.\par \f0\par \f1 Min\'eali ju\'bf byli wa\'9cnie "ponte di Rialto", znajduj\'b9c si\'ea obecnie w okolicy i punkcie targu, oraz o\'bfywionego ruchu. Woko\'b3o nich szwendali si\'ea liczni przechodnie, przekupnie wychwalali g\'b3o\'9cno sw\'f3j towar, t. j. drobiazgi, owoce, lub rzadko\'9c\'e6 w Wenecyi - zimn\'b9 wod\'ea do picia, m\'f3wi\'b9c nawiasem, nadzwyczaj niezdrow\'b9.\par \f0\par \f1 Wybrawszy kilka przepysznych, wielkich brzoskwi\'f1, i spo\'bfywaj\'b9c je, Dzier\'bfymirscy pu\'9ccili si\'ea znowu w dalsz\'b9 drog\'ea. Szli obecnie najbardziej o\'bfywion\'b9 i handlow\'b9 ulic\'b9 w Wenecyi, tak zwan\'b9 "la Merceria", wij\'b9c\'b9 si\'ea w kszta\'b3cie szerokiego trotuaru pomi\'eadzy domami i szeregiem ciasno jeden przy drugim po\'b3o\'bfonych sklep\'f3w, a wiod\'b9cej zygzakiem od mostu di Rialto do wie\'bfy zegarowej na placu San Marco.\par \f0\par \f1 Zaczepiani co chwila przez natr\'eatnych w\'b3a\'9ccicieli magazyn\'f3w, przekupni\'f3w mozaiki i ma\'b3ych bosonogich ch\'b3opak\'f3w, narzucaj\'b9cych si\'ea im co chwila, z pytaj\'b9cem s\'b3owem i spojrzeniem \'b3adnych, czarnych ocz\'b9t: "Accompagnare, signore?...", Dzier\'bfymirscy szli szybko, wygodn\'b9, cho\'e6 kr\'eat\'b9 ulic\'b9, rozmawiaj\'b9c wci\'b9\'bf ze sob\'b9.\par \f0\par \f1 Niedos\'b3yszane wzajemnie cz\'easto w gwarliwym ha\'b3asie "Mercerii" s\'b3owa ich gin\'ea\'b3y bez echa, gdy naraz i tym razem zupe\'b3nie g\'b3o\'9cno, po niewiele znacz\'b9cych uwagach, odezwa\'b3 si\'ea pierwszy Dzier\'bfymirski.\par \f0\par \f1 -Czy wiesz, moje \'bfycie, i\'bf to ju\'bf trzy tygodnie blisko, jak wyjechali\'9cmy z kraju? Czas leci, kto by pomy\'9cla\'b3, \'bfe niebawem ju\'bf minie miesi\'b9c, jak porwa\'b3em ciebie, szcz\'ea\'9ccie moje, z \'b3ona rodziny?..\par \f0\par \f1 Cho\'e6 w ostatnich s\'b3owach brzmia\'b3 ton \'bfartobliwo-dobroduszny, jednak Roman niespokojnie spojrza\'b3 na \'bfon\'ea, pierwszy to bowiem raz tak wyra\'9fn\'b9 czyni\'b3 alluzy\'ea do niedawnej, a prze\'b3omowej chwili ich \'bfycia; dorzuci\'b3 zaraz:\par \f0\par \f1 - Ciekawy jestem, co o tem wszystkiem my\'9cli i co czyni w tej chwili tw\'f3j ojciec... przytem wahaj\'b9co spojrza\'b3 z pod oka na Ol\'ea, uwa\'bfnie, jakby zbada\'e6 pragn\'b9c, do jakiego stopnia odczuw\f0 a ona to wspomnienie.\par \par \par \f1 Lekka mg\'b3a jakby przemkn\'ea\'b3a po twarzy m\'b3odej kobiety, a brewki jej zmarszczy\'b3y si\'ea przelotnie, jednak\'bfe odpowiedzia\'b3a natychmiast.\par \f0\par \f1 - Wiesz co, m\'f3j drogi? ja.... - i tu spu\'9cci\'b3a oczy, zarumieniwszy si\'ea lekko - bardzo cz\'easto... podkre\'9cli\'b3a akcentem te s\'b3owa, - my\'9cl\'ea o tem...\par \f0\par \f1 I Ola z kolei podnios\'b3a swe przymglone oczy na Dzier\'bfymirskiego, a jemu zda\'b3o si\'ea jednocze\'9cnie, \'bfe wilgotnemi by\'b3y one...\par \f0\par \f1 W tej samej chwili m\'b3oda kobieta ruchem \'b3agodnym, a wdzi\'eaku pe\'b3nym, po\'b3o\'bfy\'b3a sw\'b9 r\'b9czk\'ea drobn\'b9 na r\'eaku m\'ea\'bfa.\par \f0\par \f1 - Nie gniewaj si\'ea, m\'f3j drogi, \'bfe ci to m\'f3wi\'ea - rzek\'b3a mi\'eakko - ale... ale wierz mi, \'bfe ja nieraz l\'eakam si\'ea jakby po prostu, by ta przesz\'b3o\'9c\'e6 nasza, a w szczeg\'f3lno\'9cci gwa\'b3towna chwila ucieczki mojej, nie przynios\'b3a nam nieszcz\'ea\'9ccia... Biedny ojciec! - cicho westchn\'ea\'b3a Ola i umilk\'b3a, spu\'9cciwszy nie\'9cmia\'b3o wzrok ku ziemi, jak gdyby przestraszywszy si\'ea s\'b3\'f3w ostatnich.\par \f0\par \f1 Teraz Roman z kolei pochwyci\'b3 r\'eak\'ea \'bfony i u\'9ccisn\'b9wszy j\'b9 serdecznie kilka razy, wzruszony, pocz\'b9\'b3 pociesza\'e6 Ol\'ea z cicha, w ko\'f1cu zmieni\'b3 zupe\'b3nie temat rozmowy, przeszed\'b3szy po\'9cpiesznie na przysz\'b3e zamiary wsp\'f3lnej podr\'f3\'bfy. R\'f3wnocze\'9cnie jednak spos\'eapnia\'b3, i, cho\'e6 drobna, ma\'b3a chmurka, co niby cie\'f1, w\'9clizn\'ea\'b3a si\'ea pomi\'eadzy ich dusze - wzgl\'eadnie rozwia\'b3a si\'ea do\'9c\'e6 pr\'eadko, zostawi\'b3a jednak w umy\'9cle Dzier\'bfymirskiego \'9clad trwa\'b3y. Teraz zatem, gdy znowu zamienia\'b3 z Ol\'b9 banalne nieco frazesy, my\'9cl jego pracowa\'b3a uparcie w dalszym ci\'b9gu.\par \f0\par \f1 Wi\'eac on nie myli\'b3 si\'ea, b\'ead\'b9c cz\'eastokro\'e6 niespokojnym, gdy widzia\'b3 przychodz\'b9c\'b9 na czo\'b3o \'bfony nag\'b3\'b9 zadum\'ea, na poz\'f3r niewyt\'b3umaczon\'b9 zgo\'b3a niczem.\par \f0\par \f1 Wi\'eac w g\'b3\'f3wce tej, w kt\'f3rej, pr\'f3cz mi\'b3o\'9cci dla niego, d\'b3ugo nie przypuszcza\'b3 innego uczucia - tkwi\'b3 jednak w swoim rodzaju wyrzut sumienia?.. Odmiennemi zatem krocz\'b9c drogami, dusze ich - ze \'9fr\'f3d\'b3a tylko innego ca\'b3kiem p\'b3yn\'b9ce - obie jednocze\'9cnie mia\'b3y swoje skryte zgryzoty i cierpienia. Zar\'f3wno, jak i on, tylko inaczej, Ola wi\'eac tak\'bfe cierpia\'b3a...\par \f0\par \f1 - Dziwne, to \'bfycie, dziwne! - omal \'bfe nie g\'b3o\'9cno wym\'f3wi\'b3 Roman.\par \f0\par \f1 - 0! patrz, ju\'bf plac \'9cw. Marka - weso\'b3o wykrzykn\'ea\'b3a Ola w tej samej chwili, i wydobywszy miniaturowy zegarek, jednocze\'9cnie doda\'b3a:\par \f0\par \f1 - Wp\'f3\'b3 do si\'f3dmej! - Zd\'b9\'bfymy!.. \par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski nie podni\'f3s\'b3 uwagi \'bfony, przelotnie spojrza\'b3 tylko w jej twarz, a widz\'b9c Ol\'ea u\'9cmiechni\'eat\'b9, powesela\'b3 sam r\'f3wnie\'bf.\par \f0\par W\f1 ydostawszy si\'ea z w\'b9skiej szyi ruchliwej ulicy, znajdowali si\'ea ju\'bf oni na kwadratowym placu, obszernym, z trzech stron ramowanym woko\'b3o kolumnami pa\'b3acu kr\'f3lewskiego. Pod temi kolumnami, w pierwszorz\'eadnych kawiarniach Wenecyi, roi\'b3o si\'ea od ludzi; na mozajkach, krzy\'bfach, br\'b9zowych koniach i kopu\'b3ach bazyliki \'9cw. Marka gra\'b3y promienie s\'b3o\'f1ca, u st\'f3p za\'9c Campanili, dok\'b9d zmierzali Dzier\'bfymirscy, i przed ko\'9ccio\'b3em, po\'9crodku placu, grucha\'b3y i lata\'b3y setki go\'b3\'eabi, karmionych r\'eak\'b9 publiczno\'9cci. Zap\'b3aciwszy za wej\'9ccie, Roman i Ola powoli zacz\'eali wst\'eapowa\'e6 na g\'f3r\'ea.\par \f0\par \f1 Na szczyt dzwonnicy San Marco, oddzielonej od katedry, a strzelaj\'b9cej w g\'f3r\'ea wysoko i samotnie, sz\'b3o si\'ea nie po schodach, lecz po lekko pochylonej p\'b3aszczy\'9fnie spiralnej, nader wygodnej, cho\'e6 kr\'eatej, wchodz\'b9cego wcale nie m\'eacz\'b9cej.\par \f0\par \f1 Co kilka minut post\'eapuj\'b9cym na szczyt dzwonnicy Dzier\'bfymirskim miga\'b3y z prawej strony ma\'b3e okienka, pozwalaj\'b9ce im pochwyci\'e6 r\'b9bek krajobrazu, \'9cciany za\'9c wie\'bfy przepe\'b3nione by\'b3y licznymi podpisami turyst\'f3w.\par \f0\par \f1 Wzgl\'eadnie do\'9c\'e6 d\'b3ugo, bo powoli, zm\'eaczeni poprzednim po\'9cpiechem, szli pod g\'f3r\'ea Roman i Ola, zanim dostali si\'ea wreszcie na obszern\'b9 szczytow\'b9 platform\'ea dzwonnicy. Pr\'f3cz sprzedaj\'b9cego w zaimprowizowanym sklepie fotografie i albumiki: "ricordo di Venetia," kilka zaledwie os\'f3b znajdowa\'b3o si\'ea tutaj. Dzier\'bfymirscy zbli\'bfyli si\'ea do balustrady, obrzuciwszy spojrzeniem ca\'b3y widok, u st\'f3p ich i henhen, daleko!...\par \f0\par \f1 - \'8cliczne, prze\'9cliczne! - rzek\'b3a po chwili Ola p\'f3\'b3g\'b3osem, z przej\'eaciem, Roman za\'9c, potakuj\'b9c \'bfonie, wyj\'b9\'b3 noszon\'b9 stale ze sob\'b9 lunet\'ea i regulowa\'e6 j\'b9 pocz\'b9\'b3.\par \f0\par \f1 S\'b3o\'f1ce w\'b3a\'9cnie zni\'bfa\'b3o si\'ea ku zachodowi. Z jednej strony krajobrazu, na prawo, tarcza jego, ziej\'b9c purpur\'b9, k\'b9pa\'b3a si\'ea promienistymi blaskami w morzu, roz\'9cwietla\'b3a jego tajemnicz\'b9 g\'b3\'eabi\'ea, roz\'bfarza\'b3a, na kszta\'b3t g\'b3owni, czerwonawym ogniem zmarszczone grzbiety fal, z\'b3otym prostopad\'b3ym go\'9cci\'f1cem zanurzaj\'b9c si\'ea stopniowo coraz bardziej w iskrz\'b9c\'b9 si\'ea \'9cwiat\'b3ami to\'f1. I zielonkawe, \'b3agodne Adryatyku fale, rozchyla\'b3y si\'ea przyjacielsko i go\'9ccinnie - roztwiera\'b3y swe nurty do id\'b9cego na spoczynek s\'b3o\'f1ca, w\'f3d szmerem ko\'b3ysa\'e6 si\'ea je zdaj\'b9c do snu cichego...\par \f0\par \f1 Po bokach fal tymczasem coraz dalej i dalej bieg\'b3y ostatnie promienie jego; rozlewa\'b3y si\'ea wko\'b3o po\'bfegnalnym odblaskiem - pie\'9cci\'b3y ju\'bf morze ca\'b3e, zapala\'b3y na niem miljony barw i odcieni, sko\'9cne lecia\'b3y w lewo ku Lido, "giardini publici," s\'b3a\'b3y si\'ea krwawi\'b9ce na dachach i wie\'bfach le\'bf\'b9cej w dole Wenecyi - i gin\'ea\'b3y nareszcie w zamglonej gdzie\'9c dali, tul\'b9c si\'ea do majacz\'b9cych hen, hen, w perspektywie g\'f3rskich alpejskich szczyt\f0\'f3w...\par \par Roman i Ola, zapatrzeni, stali nieruchomo, w milczeniu.\par \par \f1 Otulony cisz\'b9 bezmiar\'f3w, tchn\'b9cy spokojem id\'b9cego wieczora, zachwyca\'b3 ich ten krajobraz. \par \f0\par \f1 - Spojrzyj-no, jak smacznie zajadaj\'b9 sobie nasi brudni w\'b3osi swoje "pranzo" - rzek\'b3a nagle do m\'ea\'bfa Ola, wskazuj\'b9c r\'eak\'b9 spi\'eatrzon\'b9 u st\'f3p ich, w\'9cr\'f3d w\'b9skich kana\'b3\'f3w, Wenecy\'ea, i \'9ccie\'9cnione dachy jej dom\'f3w, gdzie na werandach spo\'bfywano w\'b3a\'9cnie posi\'b3ek.\par \f0\par \f1 - A, prawda! - potwierdzi\'b3 Roman.\par \f0\par \f1 - Zabawnie wygl\'b9daj\'b9 na swoich daszkach, jak liliputy... - zauwa\'bfy\'b3 jeszcze i uj\'b9wszy rami\'ea \'bfony, zbli\'bfy\'b3 si\'ea zn\'f3w ku balustradzie od strony morza.\par \f0\par \f1 - Patrz! - rzek\'b3 przyciszonym g\'b3osem, wskazuj\'b9c na prawo l\'b9d sta\'b3y - widzisz te otulone mg\'b3ami sylwety miast i g\'f3r?..\par \f0\par \f1 - Widz\'ea - potwierdzi\'b3a Ola.\par \f0\par \f1 - Oto Fusina - obja\'9cnia\'e6 pocz\'b9\'b3 \'bfonie Roman - tam zn\'f3w g\'b3\'eabiej, to Padwa i Treviso...\par \f0\par \f1 Tu, na zachodzie - to otaczaj\'b9ce Weron\'ea szczyty g\'f3rskie, a tam - wskazuj\'b9c ruchem r\'eaki kolistym krajobraz, m\'f3wi\'b3 dalej Dzier\'bfymirski - to Monte Baldo, i u st\'f3p jego jezioro Garda.\par \f0\par I Roman manewruj\f1\'b9c r\'f3wnocze\'9cnie lunet\'b9 odkrywa\'b3 coraz to inne odleg\'b3e g\'f3ry i miasta, a u\'bfyczaj\'b9c lornety swej \'bfonie, obja\'9cnia\'b3 j\'b9, t\'b3umaczy\'b3.\par \f0\par \f1 Tymczasem za\'9c platforma dzwonnicy opustosza\'b3a stopniowo. Pr\'f3cz przekupni\'f3w, zalecaj\'b9cych swe "ricorda," i miejscowych ludzi, nie by\'b3o tu ju\'bf pr\'f3cz Dzier\'bfymirskich, nikogo. Roman i Ola gotowali si\'ea do odej\'9ccia, gdy oto nagle przystan\'eali znowu, zas\'b3uchani.\par \f0\par \f1 Z weneckiego starego grodu sz\'b3a muzyka dziwna... Jak orkiestr\'b9 dobran\'b9 grana, w\'eadrowa\'b3a przez otulone milczeniem przestworza melodya ko\'9ccielnych dzwon\'f3w...\par \f0\par \f1 Rozpocz\'ea\'b3y j\'b9, na wprost Campanili dzwony ko\'9ccio\'b3\'f3w: Redentore, na wysepce Giudecca, i Santo Giorgio Maggiore, opodal, a w \'9clad za niemi powt\'f3rzy\'b3y inne \'9cwi\'b9tynie. Z Santa Maria della Salute na czele rozbrzmia\'b3y kolejno po ca\'b3ej Wenecyi, wstrz\'b9sn\'ea\'b3y cisz\'b9 \'84kr\'f3lowej Adryatyku" - tu dono\'9cnie bij\'b9c basem, tam zn\'f3w skar\'bf\'b9c si\'ea \'b3agodnie, kwil\'b9c - wsp\'f3lnie zagra\'b3y ch\'f3rem sw\'b9 pie\'9c\'f1 wieczorn\'b9...\par \f0\par \f1 Dobranymi jakby akordy pop\'b3yn\'ea\'b3y d\'9fwi\'eacznie tony poprzez laguny i kana\'b3y, morzem, po grzbietach fal, ulecia\'b3y w dal sin\'b9, zda si\'ea, nios\'b9c swe echa a\'bf do podn\'f3\'bfy g\'f3r.\par \f0\par \f1 Roman, nachyliwszy si\'ea ku \'bfonie, rzuci\'b3 p\'f3\'b3g\'b3osem:\par \f0\par \f1 - Co za wspania\'b3e i silne wra\'bfenie, nieprawda\'bf?...\par \f0\par \f1 Chcia\'b3 powiedzie\'e6 co\'9c jeszcze, lecz w tej samej chwili instynktownie urwa\'b3...\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirscy zadr\'bfeli oboje. Kobieta przytuli\'b3a si\'ea, jak pow\'f3j, do m\'ea\'bfczyzny, on za\'9c obj\'b9\'b3 opieku\'f1czym ruchem jej kibi\'e6 i silnem ramieniem przycisn\'b9\'b3 wyl\'eak\'b3\'b9 do siebie.\par \f0\par \f1 To z dzwonnicy \'9cw. Marka, tu, na szczycie jej, o par\'ea zaledwie krok\'f3w od nich, zagrzmia\'b3 w\'b3a\'9cnie do wt\'f3ru innym, zadudni\'b3, g\'b3usz\'b9c wszystko sw\'b9 si\'b3\'b9, dzwon olbrzymi i pot\'ea\'bfny - "San Marco."\par \f0\par \f1 G\'b3os jego tubalny, hucz\'b9cy, zmiesza\'b3 si\'ea z og\'f3ln\'b9 ary\'b9 dzwon\'f3w, nape\'b3niaj\'b9c echami grzmot\'f3w, trz\'eas\'b9c platform\'b9 wie\'bfycy.\par \f0\par \f1 A jednocze\'9cnie Roman i Ola dziwnego doznawali wra\'bfenia. Zda\'b3o si\'ea im bowiem, jakby ich tutaj nie by\'b3o ju\'bf zupe\'b3nie.\par \f0\par \f1 Nie, oni stanowczo znikli, a znajdowa\'b3 si\'ea tu jeno jeden jedyny olbrzymi d\'9fwi\'eak, z kt\'f3rym istnienia wsp\'f3lne zla\'b3y si\'ea, z\'b3\'b9czy\'b3y. Glos dzwonu przenika\'b3 ich do g\'b3\'eabi, szed\'b3 a\'bf do dna dusz, gra\'b3 na fibrach nerw\'f3w; trz\'b9s\'b3 nimi, pot\'ea\'bfny w swej mocy - wielki...\par \f0\par \f1 Ola jeszcze bardziej przytuli\'b3a si\'ea do m\'ea\'bfa, jakby szukaj\'b9c obrony przed czem\'9c, czy przed kim\'9c, Dzier\'bfymirski silniej przygarn\'b9\'b3 j\'b9 do siebie. R\'f3wnocze\'9cnie, jakby kierowane wzajemnym odruchem jednomy\'9clnym i uczuciem wzajemnem, twarze ich zbli\'bfy\'b3y si\'ea i z\'b3\'b9czy\'b3y usta!...\par \f0\par \f1 Ostatni z ostatnich promie\'f1 zachodu zapali\'b3 na sekund\'ea jedn\'b9 gwiazd\'ea na czo\'b3ach m\'ea\'bfczyzny i kobiety, skojarzy\'b3 si\'ea z ich pieszczot\'b9 i znik\'b3. S\'b3o\'f1ce zgas\'b3o... Roman i Ola jednak nie odrywali ust od poca\'b3unku, a trwali w nim jeszcze...\par \f0\par \f1 Jaka\'9c bowiem niewyt\'b3umaczona niczem ch\'ea\'e6 przed\'b3u\'bfenia jakby tej chwili ogarn\'ea\'b3a Dzier\'bfymirskich.\par \f0\par \f1 W zapomnieniu pieszczoty jestestwa ich drga\'b3y uczuciem, a hucz\'b9cy g\'b3os dzwonu zdawa\'b3 si\'ea bardziej jeszcze kojarzy\'e6 ich ze sob\'b9... \'a3\'b9czy\'b3 si\'ea sam niby z ekstaz\'b9 ich poca\'b3unku, a usuwaj\'b9c z niego zarazem pierwiastek zmys\'b3\'f3w poziomy - wznosi\'b3 dusze Romana i Oli w nadziemskie gdzie\'9c strefy, uszlachetnia\'b3, budzi\'b3 w nich jakie\'9c ch\'eaci i pragnienia i przypina\'b3 skrzyd\'b3a do lotu i rozszerza\'b3 piersi i kaza\'b3 si\'ea modli\'e6 pokornie...\par \f0\par \f1 Z ekstazy pierwsza zbudzi\'b3a si\'ea kobieta. \par \f0\par \f1 Przyblad\'b3a nieco, oderwa\'b3a drobne wargi od ust Romana i szepn\'ea\'b3a cichutko: - Chod\'9fmy ju\'bf!.. \par \f0\par - Dobrze, z\f1\'b3oto moje, kochanie najmilsze! - odpar\'b3 pieszczotliwie Dzier\'bfymirski, i oboje w \'9clad za tem skierowali si\'ea ku wyj\'9cciu.\par \f0\par \f1 Nic nie m\'f3wili teraz do siebie. Zamy\'9cleni, pogr\'b9\'bfeni w sw\'f3j dziwny stan duchowy, zapatrzeni w swe dusze, schodzili powoli, schodzili w d\'f3\'b3 ci\'b9gle.\par \f0\par \f1 I stopniowo, nieznacznie, reakcya nastroju w\'9clizgiwa\'e6 si\'ea pocz\'ea\'b3a w ich dusze, m\'f3zgi i serca... \par \f0\par \f1 Przy d\'9fwi\'eakach bo oto graj\'b9cego obecnie nad nimi dzwonu-olbrzyma, jakie\'9c zw\'b9tpienia obsiad\'b3y nagle ich dusze, a czar, tam, na g\'f3rze, odczuty - nikn\'b9\'b3, wewn\'eatrzne zadowolenie i napi\'eacie duchowe s\'b3ab\'b3o!..\par \f0\par \f1 Lecz czy\'bf to z\'b3udzenie? Wszak g\'b3os tego\'bf samego dzwonu jest teraz jakim\'9c ca\'b3kiem innym, odr\'eabnym; to nie ten na g\'f3rze, wysoko!\par \f0\par \f1 Tamten, pe\'b3en otuchy, dodawa\'b3 odwagi, wzmacnia\'b3. A ten, wstrz\'b9saj\'b9c murami wynios\'b3ej wie\'bfycy, b\'b3\'b9ka si\'ea gdzie\'9c tylko po jej zakamarkach, szczelinach, taki odmienny, ponury, smutny...\par \f0\par \f1 I pod jego wp\'b3ywem, jakby pod dzia\'b3aniem czarodziejskiej si\'b3y, w my\'9clach Dzier\'bfymirskich, ka\'bfdemu z osobna, zaszumia\'b3y znowu wyrzuty sum\f0 ienia.\par \par \f1 Jej, Oli, stan\'ea\'b3a przed oczami, jak \'bfywa, marsowa twarz ojca, i jego spojrzenie smutne, wyrzut\'f3w pe\'b3ne. \'8frenice rodzica wyra\'9fnie przytem zdawa\'b3y si\'ea skar\'bfy\'e6, m\'f3wi\'e6: Ja ci\'ea kocha\'b3em, drogie dzieci\'ea, a ty tak pogardzi\'b3a\'9c mn\'b9, zrani\'b3a\'9c tak dotkliwie i bole\'9cnie!\par \f0\par \f1 Romanowi za\'9c tak \'bfywo przypomnia\'b3a si\'ea z przed laty chwila pewna, i\'bf zdziwi\'b3 si\'ea sam niepomiernie. Sw\'b9 ubog\'b9 izdebk\'b9 z przed laty, straszn\'b9 noc walki ze sob\'b9 samym, i zwyci\'eastwo z\'b3ota ujrza\'b3 tu w Campanili-wszystko!..\par \f0\par A dzwon tymczasem hucz\f1 a\'b3 coraz bardziej, i przytem coraz jakby sro\'bfszy i bezwzgl\'eadniejszy, surowszy... Dzier\'bfymirscy bezwiednie, w mimowolnej po prostu obawie przed tym g\'b3osem karc\'b9cym z wysoka, pospieszniej w d\'f3\'b3 schodzi\'e6 pocz\'eali.\par \f0\par \f1 Cienie wieczorne k\'b3ad\'b3y si\'ea ju\'bf po pustych zak\'b9tkach starej, jak \'9cwiat, wie\'bfycy, mroki tajemnicze pe\'b3za\'b3y tu swobodnie. Przy d\'9fwi\'eakach dzwonu, kt\'f3ry wci\'b9\'bf trz\'b9s\'b3 jej \'9ccianami, w\'9cr\'f3d ciemniej\'b9cej stopniowo, a zamkni\'eatej w nich pustki, schodzi\'b3a, spuszczaj\'b9c si\'ea coraz szybciej, zni\'bfa\'b3a si\'ea para m\'b3o\f0 dych.\par \par \f1 Wreszcie zmierzch szary poch\'b3on\'b9\'b3 zgrabne postacie, i zapanowa\'b3 bezpodzielnie w Campanili. Jednocze\'9cnie o jej mury odbi\'b3o si\'ea echo ostatniego uderzenia dzwonu, niby ostatnie dla Dzier\'bfymirskich przypomnienie przesz\'b3o\'9cci...\par \f0\par \f1 W \'9clad za tem uspokoi\'b3o si\'ea wkr\'f3tce wszystko.\par \f0\par \f1 Wiekopomna wie\'bfyca, zas\'b3uchana jakby jeszcze w ko\'f1cowy zamieraj\'b9cy d\'9fwi\'eak dzwonu, przycich\'b3a; szaro\'9c\'e6, smutek i g\'b3usza rozsiad\'b3y si\'ea tu woko\'b3o... W milcz\'b9c\'b9 senn\'b9 zadum\'ea, we wspomnienia przebrzmia\'b3e, zapada\'b3a powoli Campanile.\par \f0\par \par \par ---------------\par \par \par \par \f1 - Rojno i gwarno by\'b3o dzi\'9c u marsza\'b3kowej nieprawda\'bf? Ha-ha-ha, wiedzia\'b3em doskonale, \'bfe si\'ea stawi\'b9 wszyscy... Poczciwa jednak ta nasza \'9cwiatowa mena\'bferya.... No, i c\'f3\'bf? Uwierzyli?\par \f0\par \f1 Pytanie to, zwr\'f3cone do pani Melanii Warnickiej w jej du\'bfym, pi\'eaknym salonie, wyg\'b3osi\'b3, sadowi\'b9c si\'ea wygodnie na fotelu, Emil \'a3ady\'bfy\'f1ski. By\'b3 to m\'ea\'bfczyzna lat przesz\'b3o pi\'ea\'e6dziesi\'eaciu, wysoki, szczup\'b3y, od st\'f3p do g\'b3\'f3w drobiazgowo wytworny, o wyrazie twarzy szyderczym, przyros\'b3ym jakby do rys\'f3w jego, \'9cwie\'bfych i \'bfywych jeszcze, oraz pi\'eaknych oczu pod\'b3u\'bfnych, zielonkawych, z pod pincenez patrz\'b9cych rozumnie.\par \f0\par \f1 - Uwierzyli. To jest, mo\'bfe udali tylko, \'bfe wierz\'b9... odpowiedzia\'b3a marsza\'b3kowa rozpartemu z gracy\'b9 w krze\'9cle go\'9cciowi swemu.\par \f0\par - No, c'est tout ce qu'il fau\f1 t, na razie; teraz damy sobie wielkiego i dystyngowanego nura n'est ce pas?.. A niech tam wszyscy my\'9cl\'b9 sobie, co im si\'ea \'bfywnie podoba!- zawyrokowa\'b3 ten\'bfe g\'b3osem stanowczym.\par \f0\par \f1 - C'est ce qui me tranquillise, i\'bf zamkn\'ea\'b3am zupe\'b3nie dzi\'9c ju\'bf rachunki z towarzystwem tutejszem - odpar\'b3a z westchnieniem ulgi pani Melania.\par \f0\par \f1 Rozmowa potoczy\'b3a si\'ea dalej; tre\'9cci\'b9 jej by\'b3 przebieg dzisiejszego, a ostatniego czwartkowego przyj\'eacia u Marsza\'b3kowej.\par \f0\par \f1 Znikni\'eacie Oli, cho\'e6 trzymane pilnie w tajemnicy, jak to zwykle bywa w takich razach, nagle, pewnego poranku przedosta\'b3o si\'ea niewiadomo przez kogo, jak i kiedy, do miasta, a wie\'9c\'e6 ta, podawana z pocz\'b9tku ostro\'bfnie, cicho i pod wielkim sekretem, wkr\'f3tce by\'b3a ju\'bf na wszystkich ustach, komentowana, przeinaczona, a plotk\'b9 i skrzydlatym ptakiem obmowy oblecia\'b3a niebawem wszystkie niemal salony towarzyskiego \'9cwiata w mie\'9ccie. Pomimo to, nikt nie wiedzia\'b3 nic jeszcze dok\'b3adnie. Zaalarmowany pierwszy \'a3ady\'bfy\'f1ski, kt\'f3ry, jako przyjaciel domu Gowartowskich, a zarazem bywaj\'b9cy wsz\'eadzie \'9cwiatowiec, osaczonym by\'b3 ci\'b9gle pytaniami, odby\'b3 dni temu par\'ea istn\'b9 sessyjn\'b9 konferency\'ea z marsza\'b3kow\'b9: Co czyni\'e6, by ocali\'e6 pozory?.. I w\'f3wczas to postanowiono, co nast\'eapuje:\par \f0\par \f1 Pu\'9cci\'e6 natychmiast w \'9cwiat niejasn\'b9 pog\'b3osk\'ea o \'9clubie Oli z Dzier\'bfymirskim, i opowiedzie\'e6 wyjazd marsza\'b3kowej, kt\'f3ra, postanowiwszy ju\'bf poprzednio przenie\'9c\'e6 si\'ea ca\'b3kiem na wie\'9c, teraz, po naradzie z \'a3ady\'bfy\'f1skim, zgadza\'b3a si\'ea t\'ea chwil\'ea odjazdu swego przy\'9cpieszy\'e6. Za par\'ea dni w\'b3a\'9cnie przypada\'b3 czwartek, jour fixe pani Melanii; \'b3atwo by\'b3o przewidzie\'e6, i\'bf towarzystwo cale, wobec rozsiewanych zr\'eacznie p\'f3\'b3s\'b3\'f3wek o wielkiej powy\'bfszej nowinie, nie omieszka, przywiedzione ciekawo\'9cci\'b9 i ch\'eaci\'b9 po\'bfegnania czcigodnej matrony, zawita\'e6 na jej salony...\par \f0\par \f1 - W\'f3wczas to wszystkim i ka\'bfdemu z osobna damy do spo\'bfycia nast\'eapuj\'b9c\'b9 pigu\'b3k\'ea! - zadecydowa\'b3 weso\'b3o na owej konferencyi pan Emil:\par \f0\par \f1 - Powiemy, \'bfe Ola i Dzier\'bfymirski s\'b9 ju\'bf po \'9clubie, uznanym przez rodzin\'ea najbli\'bfsz\'b9 i przez ni\'b9 urz\'b9dzonym, lecz cichym i bez rozg\'b3osu, a to na w\'b3asne i wyra\'9fne \'bf\'b9danie pa\'f1stwa m\'b3odych...\par \f0\par \f1 - Co si\'ea za\'9c tyczy dotychczasowej o tem wszystkiem tajemnicy, wyt\'b3umaczymy j\'b9 tem, i\'bf dzisiejsi pa\'f1stwo Dzier\'bfymirscy kochali si\'ea w sobie na zab\'f3j od dawna, od lat, przypu\'9c\'e6my, o\'9cmiu... \'bfe ojciec srogi nie chcia\'b3 o zwi\'b9zku tym s\'b3ysze\'e6 nawet, i\'bf zmi\'eakczony wreszcie zgodzi\'b3 si\'ea na\'f1... Pani marsza\'b3kowa nie by\'b3a na \'9clubie, no... bo jest s\'b3abego zdrowia, January za\'9c, w ostatniej chwili, gdy jecha\'b3 na kolej, zachorowa\'b3... Pa\'f1stwo m\'b3odzi obecnie bawi\'b9 zagranic\'b9. Gdzie? - nie wiemy. Pour d\'e9router - powiemy na przyk\'b3ad, \'bfe w Szwecyi... Ca\'b3\'b9 t\'ea historyjk\'ea, pani marsza\'b3kowa na przyj\'eaciu u siebie, a ja u innych, tego\'bf samego dnia i w tych\'bfe godzinach ukoloryzujemy jeszcze nale\'bfycie kilkoma pseudo-autentycznymi szczeg\'f3\'b3ami, no... et il faut esp\'e9rer, \'bfe nam chyba uwierz\'b9!..\par \f0\par \f1 Tak ostatecznie uradzi\'b3 \'a3ady\'bfy\'f1ski, a do ultimatum owego, uznawszy jego s\'b3uszno\'9c\'e6, marsza\'b3kowa Warnicka zastosowa\'b3a si\'ea \'9cci\'9cle przez ca\'b3y dzie\'f1 dzisiejszego czwartkowego u siebie przyj\'eacia. Obecnie za\'9c w dalszym ci\'b9gu informowa\'b3a przyby\'b3ego swego wsp\'f3lnika o wywi\'b9zaniu si\'ea z zadania i roli w\'b3asnych, opowiadaj\'b9c mu zarazem, jak wiele dnia tego odwiedzi\'b3o j\'b9 os\'f3b ze \'9cwiata, do tego stopnia licznych, i\'bf chwilami w ogromnym jej salonie brak\'b3o po prostu dla nich miejsca.\par \f0\par \f1 - Ka\'bfdy niemal po banalnym wst\'eapie grzecznostek, pyta\'b3 mnie o Ol\'ea, nie przeoczy\'b3 tego nikt -m\'f3wi\'b3a pani Melania, ko\'f1cz\'b9c opowiadanie swoje - a\'bf w duchu sama \'9cmia\'b3am si\'ea z tego...\par \f0\par \f1 - Wi\'eac kt\'f3\'bf by\'b3? kt\'f3\'bf by\'b3? - pyta\'b3 ciekawie \'a3ady\'bfy\'f1ski.\par \f0\par - Wszyscy, powiad\f1 am panu, towarzystwo ca\'b3e, nie zawi\'f3d\'b3 nikt - opowiada\'b3a dalej marsza\'b3kowa - szli wielcy i mali, sympatyczni i niemili, oraz nawet, kt\'f3rym si\'ea zdaje, \'bfe obecno\'9cci\'b9 swoj\'b9 czyni\'b9 mi \'b3ask\'ea najwy\'bfsz\'b9, raz na rok zaledwie bywaj\'b9c u mnie... i lekcewa\'bf\'b9co na poz\'f3r przy tych wyrazach pani Melania machn\'ea\'b3a r\'eak\'b9...\par \f0\par \f1 Pan Emil za\'9c s\'b3ucha\'b3 i nieznacznie u\'9cmiecha\'b3 si\'ea pod w\'b9sem, zna\'b3 bowiem dobrze s\'b3ab\'b9 stron\'ea staruszki, kt\'f3r\'b9 gniewa\'b3o zawsze, gdy kto\'9c ze \'84\'9cwiata," mieszkaj\'b9cy stale w mie\'9ccie, omija\'b3 jej dom w wizytach.\f0\par \par \f1 - Par exemple... - odezwa\'b3 si\'ea - r\'eaczy\'b3bym, \'bfe ksi\'ea\'bfna Marya i hrabiowie Doliwscy...\par \f0\par \f1 - Oh! pas seulement, oni naturalnie, ale i ksi\'b9\'bfe Jerzy, hrabia Alfred, ksi\'eastwo Staniccy, hrabina Manfredowa z c\'f3rk\'b9 i jej narzeczonym... Vous savez, ona wychodzi za tego ksi\'eacia Ryszarda S. z Pozna\'f1skiego... A tak\'bfe Otoccy, Daworowscy, Igelhausenowie... ju\'bf nie pami\'eatam wszystkich nawet... ko\'f1czy\'b3a pani Melania, zadowolona w duszy z szumnej nomenklatury.\par \f0\par \f1 - Oh! mais, sapristi, c'est la fine fleur, \'9cmietaneczka ze \'9cmietanki naszej... Powinszowa\'e6 marsza\'b3kowej, powinszowa\'e6... - rzek\'b3 z lekka drwi\'b9co pan Emil. -L'essentiel - ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej, - \'bfe wszyscy, jak przewidywa\'b3em, po\'b3kn\'eali przygotowan\'b9 przez nas wiadomostk\'ea.\par \f0\par \f1 - Wszyscy, bez wyj\'b9tku; robi\'b3am przecie\'bf, co tylko mog\'b3am - potwierdzi\'b3a pani Melania.\par \f0\par \f1 - A wi\'eac n... i-ni-c'est fini; nie poka\'bfemy si\'ea my im tu tak pr\'eadko na oczy; by sprawdzi\'e6 to, co pos\'b3yszeli, Dzier\'bfymirskich r\'f3wnie\'bf mie\'e6 nie b\'ead\'b9, a zreszt\'b9 - pan Emil niedbale poruszy\'b3 r\'eak\'b9 - tout passe, tout casse, tout lasse... Niebawem wszyscy zawiesz\'b9 sobie nowe sitko na ko\'b3ek i... zapomn\'b9. Ainsi va le monde - doko\'f1czy\'b3, i wyjmuj\'b9c srebrn\'b9 z monogramem papiero\'9cnic\'ea, uj\'b9\'b3 w palce delikatnej swej r\'eaki cienki papieros, uprzejmie pytaj\'b9c zarazem pani domu: - Vous permett\f0 ez?..\par \par \f1 Marsza\'b3kowa, z u\'9cmiechem, przyzwalaj\'b9co kiwn\'ea\'b3a g\'b3ow\'b9. \'a3ady\'bfy\'f1ski zapali\'b3, i wypu\'9cciwszy z ust ma\'b3y ob\'b3oczek dymu, pog\'b3adzi\'b3 wytwornym ruchem r\'eaki swe siwiej\'b9ce ju\'bf nieco, a starannie wyczesane, bokobrody.\par \f0\par \f1 - Ja tak\'bfe, wed\'b3ug programu, nie pr\'f3\'bfnowa\'b3em, - odezwa\'b3 si\'ea po chwili swobodnym tonem. - Wyszed\'b3szy st\'b9d temu godzin par\'ea, by\'b3em na jour fixe u Leliw\'f3w, hr. Dezydery Otockiej, u ksi\'eastwa Pilanich... Zasta\'b3em tam wiele bardzo os\'f3b i wsz\'eadzie opowiada\'b3em, naturalnie en long et en large la nouvelle du jour, co nale\'bfy, o Romanie i Oli - bref, Januarek powinien by\'e6 kontent ze mnie: wykry\'b3em, jak, co i dok\'b9d wyfrun\'ea\'b3a mu jedynaczka, teraz zn\'f3w my z pani\'b9 marsza\'b3kow\'b9 tuszujemy za m\'b3od\'b9 par\'b9 \'9clady, z kunsztem prawdziwie artystycznym...\par \f0\par \f1 - \'afe te\'bf pan wszystko z weso\'b3ej tylko strony bierze - nieco smutnie i pob\'b3a\'bfliwie jakby u\'9cmiechn\'ea\'b3a si\'ea pani Melania.\par \f0\par \f1 - Que voulez vous, pani marsza\'b3kowo, \'9cwiat pe\'b3en dramat\'f3w i tragedyj w teatrze i w \'bfyciu, \'bfe c\'f3\'bfby wartem by\'b3o ono, gdyby\'9cmy si\'ea czasem starali przynajmniej komizmu cho\'e6 troch\'ea ze\'f1 wycisn\'b9\'e6 - odpar\'b3 pan Emil, poczem za\'9c doda\'b3: - Wi\'eac pani marsza\'b3kowa jutro na Podole, do Ulan\'f3wki?\par \f0\par \f1 - Tak - potwierdzi\'b3a pani Melania - do siebie jad\'ea na dni kilka, potem za\'9c natychmiast do Januarego, a pan wyje\'bfd\'bfa?.. Il fau\f0 drait.\par \par \f1 - Comme de raison, prawdopodobnie do Szwajcaryi, na sze\'9c\'e6 tygodni... \lang1033 Ale, a propos, c\'f3\'bf January?..\par \f0\par \lang1045\f1 - Niespokojn\'b9 jestem o niego - odpowiedzia\'b3a marsza\'b3kowa - jak panu wiadomo, bawi\'b3 tu u mnie tylko dzie\'f1 jeden; nazajutrz po otrzymaniu smutnej wiadomo\'9cci odjecha\'b3, po\'bfegnawszy si\'ea ze mn\'b9, notabene, bardzo ch\'b3odno, i odt\'b9d \'bfadnej ode\'f1 z Gowartowa nie mam wiadomo\'9cci. Mo\'bfe chory...\par \f0\par \f1 - Eee! c\'f3\'bf znowu!.. - okrzycza\'b3 si\'ea \'a3ady\'bfy\'f1ski - pani marsza\'b3kowa niech b\'eadzie spokojn\'b9, poluje sobie na kaczki, i jedynaczk\'ea sw\'b9 wydziedzicza. Dobrze robi zreszt\'b9, bardzo dobrze... Wydziedzicza\'e6 m\'b3odych! Niech nie lekcewa\'bf\'b9 woli starszego pokolenia!.. Wydziedzicza\'e6!.. doko\'f1czy\'b3 pan Emil z patosem, i powstawszy z fotelu, jednocze\'9cnie z pani\'b9 Melani\'b9 \'bfegna\'e6 si\'ea pocz\'b9\'b3.\par \f0\par - U\f1 ciekam ju\'bf, bo mam jeszcze par\'ea wizyt, ale... \'a3ady\'bfy\'f1ski urwa\'b3 - Wszak pani marsza\'b3kowa jedzie jutro dopiero o 3-ej, nieprawda\'bf? - m\'f3wi\'b3, ca\'b3uj\'b9c z wdzi\'eakiem r\'eak\'ea staruszki - nie \'bfegnam si\'ea wi\'eac, b\'ead\'ea na dworcu, mo\'bfe wypadnie co\'9c u\'b3atwi\'e6, dopom\'f3c...\par \f0\par - D\f1 zi\'eakuj\'ea panu, dzi\'eakuj\'ea bardzo - odpar\'b3a z u\'9cmiechem pani Warnicka - do mi\'b3ego zobaczenia si\'ea. .\par \f0\par \f1 Pan Emil, z cylindrem w r\'eaku, uk\'b3oni\'b3 si\'ea u drzwi raz jeszcze, poczem jego elegancka, opi\'eata w tu\'bfurek, zgrabna sylweta znikn\'ea\'b3a za portyer\'b9 salonu.\par \f0\par \f1 Znalaz\'b3szy si\'ea za\'9c przed domem, na ulicy, \'a3ady\'bfy\'f1ski wskoczy\'b3 po\'9cpiesznie do oczekuj\'b9cej na\'f1 doro\'bfki na gumach, i rzuciwszy niedbale adres, kaza\'b3 si\'ea wie\'9f\'e6 dalej.\par \f0\par \f1 Ju\'bf na ulicach i w magazynach ja\'9cnia\'b3y rz\'easi\'9ccie \'9cwiat\'b3a, gdy w dwie godziny p\'f3\'9fniej wysiada\'b3 z tego\'bf pojazdu przed pi\'eakn\'b9 kamienic\'b9 w \'9cr\'f3dmie\'9cciu, a odprawiwszy sw\'f3j kawalerski ekwipa\'bf, skierowa\'b3 si\'ea w bram\'ea czteropi\'eatrowego domu, gdzie na pierwszem pi\'eatrze zajmowa\'b3 eleganckie, z trzech pokoi, mieszkanie.\par \f0\par \f1 Ma\'b3y, zwinny ch\'b3opczyna, ubrany w liberyjn\'b9, ze z\'b3otemi guziczkami, granatow\'b9 kurtk\'ea, przekomarza\'b3 si\'ea w\'b3a\'9cnie na dziedzi\'f1cu, z kt\'f3r\'b9\'9c chichocz\'b9c\'b9 m\'b3odsz\'b9, gdy pan jego zjawi\'b3 si\'ea nagle w bramie, a ujrzawszy \'9cmiej\'b9c\'b9 si\'ea dw\'f3jk\'ea, pogrozi\'b3 jej lask\'b9, z u\'9cmiechem. S\'b3u\'bf\'b9ca za\'9cmia\'b3a si\'ea zalotnie i g\'b3o\'9cno, lokajczyk za\'9c p\'eadem porwa\'b3 si\'ea z miejsca i polecia\'b3 na g\'f3r\'ea, w par\'ea minut p\'f3\'9fniej, z pokorn\'b9 min\'b9, otwieraj\'b9c drzwi \'a3ady\'bfy\'f1skiemu.\par \f0\par \f1 - Ej, malutki!.. pogrozi\'b3 mu zn\'f3w palcem pan Emil, poczem, zdj\'b9wszy paltot, zapyta\'b3: - By\'b3 tu kto? \par \f0\par \f1 - Owszem, prosz\'ea ja\'9cnie pana, oto bilety odpar\'b3 ch\'b3opak po\'9cpiesznie, podaj\'b9c ma\'b3\'b9 tack\'ea ze sto\'b3u.\par \f0\par \f1 Pan Emil oboj\'eatnie przerzuci\'b3 kilka bilet\'f3w. \par \f0\par \f1 - Aaa!.. zadziwi\'b3 si\'ea g\'b3o\'9cno przy jednym z nich, poczem od\'b3o\'bfy\'b3 wszystko na bok.\par \f0\par \f1 - Frak od krawca przynie\'9cli? - zapyta\'b3 jeszcze -\f0 wyprasowany?\par \par \f1 - W sypialni u ja\'9cnie pana powiesi\'b3em - obja\'9cni\'b3 ma\'b3y lokajczyk. \par \f0\par \f1 - Dobrze. Sied\'9f tu, smyku, i nie \'b3obuzuj si\'ea!.. rzek\'b3 \'a3ady\'bfy\'f1ski, a min\'b9wszy przedpok\'f3j, zatrzasn\'b9\'b3 za sob\'b9 drzwi od gabinetu, prowadz\'b9cego do sypialni i ubieralni, gwi\'bfd\'bf\'b9c jednocze\'9cnie pod nosem ary\'ea z modnej pod\'f3wczas operetkowej premiery.\par \f0\par \f1 Jako szanuj\'b9cy si\'ea kawaler, pan Emil, stale \'bfadnego wieczoru nie przep\'eadza\'b3 u siebie w domu. Dzi\'9c zatem r\'f3wnie\'bf wybiera\'b3 si\'ea na raut artystyczno-wokalno-literacki, punktualnie rozpoczynaj\'b9cy si\'ea ju\'bf o dziesi\'b9tej.\par \f0\par \f1 Dziewi\'b9ta w\'b3a\'9cnie bi\'b3a na kilku zegarach w mieszkaniu, pan Emil wi\'eac, znalaz\'b3szy si\'ea w gustownie umeblowanej sypialni, przyst\'b9pi\'b3 natychmiast do tualety swej wieczorowej.\par \f0\par \f1 W tym celu wygodnie zasiad\'b3 na foteliku przed ma\'b3\'b9 gotowalni\'b9, przepe\'b3nion\'b9 wytwornymi, w srebrnych pude\'b3kach i przykrywkach, przyborami tualetowymi.\par \f0\par \f1 Gdy tak stoliczny bywalec drobiazgowo i systematycznie stroi\'b3 si\'ea na raut, marsza\'b3kowa, po wyj\'9cciu ostatnich, zap\'f3\'9fnionych, go\'9cci, przykazawszy pogasi\'e6 \'9cwiat\'b3a, odpoczywa\'b3a na kanapce znu\'bfona, po dniu tak pe\'b3nym dla niej zm\'eaczenia i wysi\'b3k\'f3w. Opar\'b3szy g\'b3ow\'ea o poduszki mebla, pani Melania, po\'b3o\'bfy\'b3a si\'ea, i wyci\'b9gn\'b9wszy wygodnie swe cz\'b3onki, przymkn\'ea\'b3a powieki, stan za\'9c b\'b3ogi nie kr\'eapowanego niczem spoczynku ow\'b3adn\'b9\'b3 ni\'b9 bezpodzielnie.\par \f0\par \f1 Jak szum nikn\'b9cy, daleki, w uszach jej tylko brzmia\'b3 jeszcze gwar prowadzonych do niedawna rozm\'f3w, dolatywa\'b3y urywki z dali, a przed oczyma majaczy\'b3y, zmieniaj\'b9c si\'ea kolejno, postacie, zaludniaj\'b9ce w ci\'b9gu kilku godzin jej sa\f0 lony...\par \par \f1 Ponownie zatem widzia\'b3a przed sob\'b9 staruszka w s\'b9siednim pokoju t\'b3um elegancki, rozbawiony... \par \f0\par \f1 Mile pie\'9cci\'b3 on wzrok wytwornym wdzi\'eakiem kobiecych tualet, szeleszcz\'b9cych \'b3agodnie, a zgo\'b3a nie krzycz\'b9cych barw\'b9 i gustownych - n\'eaci\'b3 powabem na jedn\'b9 mod\'b3\'ea elegancko skrojonych ubior\'f3w m\'easkich, p\'b3awi\'b3 si\'ea ca\'b3y w estetyce og\'f3lnej manier, uk\'b3on\'f3w, w szablonie \'9cwiatowej salonowej komedyi, a poprawny - nie razi\'b3 niczem harmonii, w ca\'b3o\'9cci swej nie wywo\'b3uj\'b9c r\'f3wnie\'bf wcale fa\'b3szywo brzmi\'b9cych zgrzyt\'f3w. I u\'9cmiech p\'f3\'b3 gorzki, p\'f3\'b3 smutny, w zamy\'9cleniu okoli\'b3 w\'b9skie usta marsza\'b3kowej Warnickiej. \par \f0\par \f1 Jak nico\'9cci pe\'b3nem bowiem wyda\'b3o jej si\'ea teraz, w o\'9cwietleniu dzisiejszej z\'b3o\'9cliwej ciekawo\'9cci, to ca\'b3e towarzyskie stado, kryj\'b9ce sw\'b9 przewrotno\'9c\'e6 pod blichtrem i szychem zewn\'eatrznych pozor\'f3w, jak ma\'b3o godnem \'bfalu i marnem!\par \f0\par \f1 Ach, bo ile\'bf schowanej zr\'eacznie z\'b3o\'9cci, t\'b3umionych ch\'eaci sponiewierania rodziny jej i Oli, jej samej, ile wreszcie jadowitego fa\'b3szu kry\'b3o si\'ea w duszach tych wszystkich oto dzisiejszych jej \'9cwiatowych pseudo-przyjaci\'f3\'b3 i go\'9cci!..\par \f0\par \f1 Marsza\'b3kowa czyni\'b3a dalej w my\'9cli przegl\'b9d galeryi osobnik\'f3w, widzianych na dzisiejszem przyj\'eaciu; we wspomnieniu ich s\'b3\'f3w, wyraz\'f3w twarzy i gest\'f3w powt\'f3rnie czyta\'b3a, zda si\'ea, ukryte my\'9cli przyby\'b3ych; moralnie obna\'bfa\'b3a ich wszystkich, staraj\'b9c si\'ea zarazem znale\'9f\'e6, przypomnie\'e6 cho\'e6 jeden kwiatek prawdziwie przyjaznego uczucia, wykwit\'b3y w\'9cr\'f3d tych chwast\'f3w ob\'b3udy!..\par \f0\par \f1 Nie znalaz\'b3a nic podobnego jednak. By\'b3y tam tylko same \'9cmiecie.\par \f0\par \f1 Pani Melania, dumaj\'b9c w ten spos\'f3b, mia\'b3a oczy wci\'b9\'bf przymkni\'eate, niebawem znu\'bfenie wzi\'ea\'b3o g\'f3r\'ea nad jej my\'9clami, g\'b3owa staruszki pochyli\'b3a si\'ea na piersi, cichy mrok wieczoru otuli\'b3 posta\'e6 marsza\'b3kowej. Zdrzemn\'ea\'b3a si\'ea.\par \f0\par \f1 W kwandrans mo\'bfe p\'f3\'9fniej, w milczeniu wypoczywaj\'b9cych po naj\'9cciu go\'9cci apartament\'f3w, rozleg\'b3 si\'ea; silny odg\'b3os dzwonka... Staruszka rzuci\'b3a si\'ea z lekka na kanapie, a otworzywszy swe rozumne szare oczy, pocz\'ea\'b3a ws\'b3uchiwa\'e6 si\'ea w m\'b9c\'b9cy cisz\'ea odg\'b3os. \par \f0\par \f1 W drzwiach buduaru po chwili stan\'b9\'b3 lokaj i zaanonsowa\'b3:\par \f0\par - Pan plenipotent z Go\f1 wartowa; m\'f3wi, \'bfe chcia\'b3by koniecznie widzie\'e6 si\'ea z ja\'9cnie pani\'b9.\par \f0\par \f1 - Pro\'9c, pro\'9c natychmiast tutaj! - rzek\'b3a \'bfywa marsza\'b3kowa i r\'f3wnocze\'9cnie powsta\'b3a z kanapki. Lokaj wyszed\'b3.\par \f0\par \f1 Zadowolenie, po\'b3\'b9czone z ciekawo\'9cci\'b9 osiad\'b3o na twarzy staruszki. \par \f0\par \f1 Boles\'b3aw Krasnostawski, syn szkolnego kolegi nieboszczyka marsza\'b3ka, a zaprotegowany ongi przez ni\'b9 sam\'b9 na zajmowan\'b9 dot\'b9d posad\'ea og\'f3lnego i g\'b3\'f3wnego zarz\'b9dcy d\'f3br pana Januarego, nareszcie wi\'eac przynosi\'b3 jej wiadomo\'9c\'e6 o bracie!..\par \f0\par \f1 M\'b3odzieniec, lat dwudziestu o\'9cmiu, ciemny brunet, ogorza\'b3y i przystojny, z dziarsko do g\'f3ry podkr\'eaconym w\'b9sem, stan\'b9\'b3 na progu.\par \f0\par \f1 - S\'b3uga pani marsza\'b3kowej, moje uszanowanie - przem\'f3wi\'b3 swobodnie, i podbieg\'b3szy, uca\'b3owa\'b3 z szacunkiem r\'eak\'ea staruszki.\par \f0\par \f1 Ubrany by\'b3 niewykwintnie, ale starannie i czysto, ruchy za\'9c jego, oraz spos\'f3b m\'f3wienia, zdradza\'b3y cz\'b3owieka, cho\'e6 nie obytego mo\'bfe zupe\'b3nie z wytworniejszem towarzystwem, lecz dobrze wychowanego.\par \f0\par \f1 - Kochany m\'f3j panie Boles\'b3awie, - zacz\'ea\'b3a staruszka, zwracaj\'b9c si\'ea dobrotliwie ku przyby\'b3emu - siadaj, prosz\'ea, i m\'f3w, m\'f3w jak najpr\'eadzej, co s\'b3ycha\'e6?..\par \f0\par \f1 M\'b3ody cz\'b3owiek, widz\'b9c zaniepokojenie w oczach matrony, wyrzek\'b3 po\'9cpiesznie:\par \f0\par \f1 - O, nic z\'b3ego... zupe\'b3nie nic z\'b3ego, pani marsza\'b3kowo, ale... i nic r\'f3wnie\'bf dobrego - doko\'f1czy\'b3 wahaj\'b9co i ostro\'bfni\f0 e.\par \par \f1 - Jak to?.. -- zapyta\'b3a pani Melania. Krasnostawski oczy spu\'9cci\'b3, i ukrywszy je po za swemi, jak u kobiety, d\'b3ugiemi rz\'easami, m\'f3wi\'e6 cz\'b9\'b3 zwolna:\par \f0\par \f1 - Pani marsza\'b3kowej wiadomo, zar\'f3wno jak i mnie, co za cios dotkn\'b9\'b3 pana Gowartowskiego, z powodu panny Ol\f0 i...\par \par \f1 - Wi\'eac pan ju\'bf wiesz?.. Sk\'b9d? - z okrzykiem niepohamowanego zdziwienia, wyrwa\'b3o si\'ea staruszce, pytanie.\par \f0\par \f1 Co\'9c niemi\'b3ego sna\'e6 dla ucha m\'b3odzie\'f1ca zabrzmia\'b3o nagle w tych kilku s\'b3owach, bo nie podnosz\'b9c oczu, jakby nie chc\'b9c onie\'9cmiela\'e6 marsza\'b3kowej swym wzrokiem, spokojnie i powa\'bfnie odrzek\'b3:\par \f0\par \f1 - Wiem wszystko, bo mi pan January, nie maj\'b9c nikogo, zwierzy\'b3 si\'ea z troski w\'b3asnej, naturalnie pod s\'b3owem honoru z mojej strony, \'bfe s\'b3\'f3wkiem nawet o tem nikomu nie wspomn\'ea...\par \f0\par \f1 Krasnostawski zatrzyma\'b3 si\'ea chwilk\'ea, i ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej:\par \f0\par \f1 - Obowi\'b9zki, jakie mam dla ca\'b3ej rodziny pa\'f1stwa, szacunek i powa\'bfanie me osobiste wzglem pana Gowartowskiego, stanowi\'b9, chyba do\'9c\'e6 trwa\'b3\'b9 r\'eakojmi\'ea, i\'bf s\'b3owa dotrzymam... I... o tem... nikt z pa\'f1stwa, przypuszczam, nie w\'b9tpi... - doko\'f1czy\'b3 m\'b3ody cz\'b3owiek, podnosz\'b9c tym razem wzrok, jasny i pytaj\'b9cy na marsza\'b3kow\'b9.\par \f0\par \f1 - Ale\'bf naturalnie, panie Boles\'b3awie, naturalnie! - skwapliwie po\'9cpieszy\'b3a z odpowiedzi\'b9 staruszka. - Lecz m\'f3w\'bfe mi pan, co si\'ea tam w Gowartowie tak niedobrego dzieje? - zapyta\'b3a niespokojnie.\par \f0\par \f1 - To, pani marsza\'b3kowo, \'bfe z panem Gowartowskim jest \'9fle... - i Krasnostawski, spu\'9cciwszy zn\'f3w wzrok, ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej:\par \f0\par \f1 - Pann\'ea Ol\'ea, jak pani marsza\'b3kowej wiadomo, ojciec kocha\'b3 bardzo, prawie, \'bfe ba\'b3wochwalczo; ot\'f3\'bf skutki wypadk\'f3w ostatnich bardzo, bardzo silnie odbi\'b3y si\'ea na nim. Nic go ju\'bf prawie teraz nie zajmuje, ani gospodarstwo, ni wie\'9c, ni inne zaj\'eacia, do s\'b9siad\'f3w nie je\'9fdzi, u siebie nikogo nie przyjmuje - s\'b3owem obecnie z niego zupe\'b3nie inny cz\'b3owiek... \par \f0\par Krasnostawski p\f1 rzerwa\'b3 opowiadanie, jakby namy\'9claj\'b9c si\'ea, co m\'f3wi\'e6 dalej. Staruszka, w zadumie, ze wzrokiem na d\'f3\'b3 spuszczonym, milcza\'b3a.\par \f0\par \f1 Po chwili wahaj\'b9co ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej:\par \f0\par \f1 - Wobec tego samotno\'9c\'e6 dla pana Gowartowskiego jest wprost zab\'f3jcz\'b9, koniecznie potrzebuje on nieustaj\'b9cego towarzystwa, jednem s\'b3owem - potrzebuje obok siebie przyjaciela.\par \f0\par \f1 Krasnostawski ponownie zatrzyma\'b3 si\'ea na sekund\'ea.\par \f0\par \f1 - Moja osoba nie wystarcza - m\'f3wi\'b3 dalej - zaj\'eacia liczne, mieszkanie nie w samym Gowartowie, lecz gdzie indziej, stanowisko wreszcie moje... tu po twarzy m\'b3odego cz\'b3owieka przemkn\'b9\'b3 lekki cie\'f1 - wszystko sk\'b3ada si\'ea na to, i\'bf pan Gowartowski, cho\'e6 zawsze dla mnie tak samo \'b3askaw, jest obecnie moralnie bezustannie - sam...\par \f0\par \f1 Z pod oka, przelotnie, spojrza\'b3 Krasnostawski na marsza\'b3kow\'b9. Z misy\'b9 nader delikatn\'b9 i przykr\'b9 przyby\'b3 on tutaj; w kieszeni surduta pali\'b3 go w\'b3asnor\'eaczny list pana Januarego, w kt\'f3rym ten ostatni, \'bfywi\'b9cy jeszcze do siostry bardzo g\'b3\'eabok\'b9 uraz\'ea za spe\'b3nione wypadki, pomimo wszystko, w g\'b3\'eabi duszy pos\'b9dzaj\'b9cy nawet staruszk\'ea, i\'bf by\'b3a, mo\'bfe w tajnej zmowie z jego c\'f3rk\'b9 - delikatnie, lecz stanowczo, odmawia\'b3 jej go\'9ccinno\'9cci u siebie, wobec zapowiedzianego przez ni\'b9 przyjazdu do Gowartowa.\par \f0\par \f1 Krasnostawski o zawarto\'9cci listu wiedzia\'b3, w chwili \'bfalu bowiem Gowartowski wypowiedzia\'b3 mu wszystko, ba, poleci\'b3 jemu nawet, jako protegowanemu i lubianemu przez marsza\'b3kow\'ea, napomkn\'b9\'e6 jej o tem przed wr\'eaczeniem listu.\par \f0\par \f1 Przerwawszy na chwil\'ea opowiadanie, Krasnostawski ostatecznie zastanawia\'b3 si\'ea w\'b3a\'9cnie, czy poruszy\'e6 w rozmowie, lub nie, temat dra\'bfliwy. Postanowi\'b3 jednak nie czyni\'e6 tego wcale, a natomiast, czuj\'b9c, \'bfe na ustach domy\'9claj\'b9cej si\'ea ju\'bf czego\'9c: marsza\'b3kowej, zawisa jakby jakie\'9c pytanie, by powstrzyma\'e6 je, odezwa\'b3 si\'ea po\'9cpiesznie:\par \f0\par \f1 - I dlatego, pani marsza\'b3kowo, poleci\'b3 mi pan January, \'b3\'b9cznie z innymi interesami, powo\'b3ywuj\'b9cymi mnie tutaj, zaprosi\'e6 do Gowartowa na czas d\'b3u\'bfszy pana \'a3ady\'bfy\'f1skiego, jego bowiem obecno\'9cci tylko pragnie, jako prawdziwego swego przyjaciela... Musz\'ea zatem by\'e6 dzisiaj u niego w tej sprawie, nie wiem jednak, gdzie mieszka... Adres pana \'a3ady\'bfy\'f1skiego niew\'b9tpliwie znanym jest pani marsza\'b3kowej?..\par \f0\par \f1 S\'b3owa powy\'bfsze i pytanie ostatnie zabrzmia\'b3y w ustach m\'b3odzie\'f1ca pomimo woli zimniej nieco. Nerwami uczu\'b3 ch\'b3\'f3d jakby w zachowaniu si\'ea staruszki, milcz\'b9cej wci\'b9\'bf od chwili, gdy jej powiedzia\'b3, i\'bf: wie o wszystkiem. Gniewa\'b3o go to spostrze\'bfenie i rani\'b3o dotkliwie dum\'ea jego.\par \f0\par \f1 Wypowiedziana g\'b3osem miarowym, a wskazuj\'b9ca ulic\'ea i numer domu, zamieszka\'b3ego przez pana Emila, zabrzmia\'b3a odpowied\'9f marsza\'b3ko\f0 wej.\par \par \f1 Krasnostawski zerwa\'b3 si\'ea natychmiast i rzek\'b3 szybko:\par \f0\par \f1 - Dzi\'eakuj\'ea stokrotnie pani marsza\'b3kowej...\par \f0\par \f1 Z udan\'b9 za\'9c swobod\'b9, powodowany silnem \'bfyczeniem wycofania si\'ea st\'b9d co pr\'eadzej, ci\'b9gn\'b9\'b3 \'bfywo dalej:\par \f0\par \f1 - Nie zajmuj\'ea ju\'bf wi\'eacej czasu pani marsza\'b3kowej, zapomnia\'b3em zupe\'b3nie, wszak to dzisiaj czwartek, dzie\'f1 przyj\'ea\'e6 - uciekam...\par \f0\par \f1 - Ach, tak... - z u\'9cmiechem protekcyjnym nieco rzek\'b3a s\'eadziwa matrona. - Ale ju\'bf po wszystkiem, wszak wiecz\'f3r nadchodzi...\par \f0\par \f1 - Tak... tak, prawda, zapomnia\'b3em - b\'b9kn\'b9\'b3 Krasnostawski, si\'eagaj\'b9c jednocze\'9cnie r\'eak\'b9 do kieszeni. - Przepraszam najmocniej pani\'b9 marsza\'b3kow\'b9 dobrodziejk\'ea, c\'f3\'bf za roztrzepaniec ze mnie, doprawdy! By\'b3bym zapomnia\'b3... Mam list od pana Gowartowskiego, s\'b3u\'bf\'ea pani marsza\'b3kowej.\par \f0\par \f1 Pani Warnicka schwyci\'b3a list, Krasnostawski jednak r\'f3wnocze\'9cnie pochyli\'b3 si\'ea do r\'eaki jej, w uk\'b3onie.\par \f0\par \f1 - Do widzenia, m\'f3j panie Boles\'b3awie, do widzenia! - z roztargnieniem po\'bfegna\'b3a go staruszka, podaj\'b9c mu r\'eak\'ea do uca\'b3owania, poczem za\'9c gor\'b9czkowo rozerwa\'b3a kopert\'ea.\par \f0\par \f1 M\'b3ody cz\'b3owiek ju\'bf by\'b3 na progu, ale, spojrzawszy z pod oka na marsza\'b3kow\'b9, zd\'b9\'bfy\'b3 by\'b3 jeszcze dojrze\'e6 na jej twarzy rumieniec oburzenia, zakwit\'b3y tam, po przeczytaniu pierwszych kilku wierszy. Dostrzeg\'b3szy to, m\'b3ody plenipotent, jak szczupak w wod\'ea, rzuci\'b3 si\'ea ca\'b3em cia\'b3em w ciemno\'9cci s\'b9siedniego salonu, pobieg\'b3szy za\'9c na palcach do przedpokoju, chwyci\'b3 paltot sw\'f3j i umkn\'b9\'b3 z mieszkania. Na schodach dopiero odetchn\'b9\'b3.\par \f0\par \f1 - Uf! wyrwa\'b3em si\'ea wreszcie... - szepn\'b9\'b3. - \'a3adniebym si\'ea ubra\'b3, gdyby tak przy mnie list czyta\'b3a!..\par \f0\par W\f1 \'9clad zatem wypad\'b3 na miasto, a mijaj\'b9c ulice jednocze\'9cnie pogr\'b9\'bfa\'b3 si\'ea w my\'9clach.\par \f0\par \f1 Wywo\'b3ana wspomnieniem apartament\'f3w marsza\'b3kowej, stan\'ea\'b3a mu nagle przed oczyma powabna sylwetka Oli, zamajaczy\'b3o jej g\'b3\'eabokie i zalotne spojrzenie, kt\'f3rem, jak wielu innych zreszt\'b9, wita\'b3a i jego, gdy przypadek \'b3\'b9czy\'b3 ich kiedy na chwil\'ea.\par \f0\par \f1 Krasnostawski od kilku ju\'bf lat zna\'b3 c\'f3rk\'ea pana Januarego; etykietalne utrzymuj\'b9c stosunki z pa\'b3acem Gowartowskim na wsi, widywa\'b3 j\'b9 rzadko, najcz\'ea\'9cciej z daleka, na spacerze, w ko\'9cciele, lub przelotnie w powozie - kilka razy u marsza\'b3kowej w mie\'9ccie. Podoba\'b3a mu si\'ea pi\'eakna panna, bo komu\'bf zreszt\'b9 nie potrafi\'b3a ona si\'ea przypodoba\'e6, pe\'b3na wdzi\'eaku, uprzejma i zalotna?.. Przedstawia\'b3a poza tem typ kobiecy Krasnostawskiego... Nie kocha\'b3 si\'ea w niej jednak bynajmniej, za trze\'9fwym by\'b3 na to; cho\'e6 z upokorzeniem dumy w\'b3asnej, stanowisko swe podrz\'eadne ocenia\'e6 potrafi\'b3, a jednak...\par \f0\par \f1\'8fdziwiony analiz\'b9 duszy w\'b3asnej, przyzna\'e6 si\'ea sam przed sob\'b9 musia\'b3, \'bfe wie\'9c\'e6 o ucieczce i \'9clubie Oli zabola\'b3a go, a raczej, bezpodstawnie na poz\'f3r, po prostu rozgniewa\'b3a.\par \f0\par \f1 Rozmy\'9claj\'b9c w ten spos\'f3b, Krasnostawski wszed\'b3 do kamienicy, wskazanej przez marsza\'b3kow\'b9. Za par\'ea chwil znalaz\'b3 si\'ea ju\'bf na pierwszem pi\'eatrze, ledwie jednak zadzwoni\'b3 u drzwi apartament\'f3w \'a3ady\'bfy\'f1skiego, w ramie ich, natychmiast prawie, w cylindrze i paltocie, ukaza\'b3 si\'ea pan Emil, jak zwykle u\'9cmiechni\'eaty ironicznie i z pogod\'b9 na czole.\par \f0\par \f1 - A!.. pan Boles\'b3aw, herbu Rawita, powita\'e6, prawico Januarego de Gowart\'f3w-Gowartowskiego, powita\'e6!.. - i u\'9ccisn\'b9\'b3 serdecznie wyci\'b9gni\'eat\'b9 r\'eak\'ea m\'b3odzie\'f1ca.\par \f0\par \f1 - Przepraszam, \'bfe nie prosz\'ea pana kochanego do siebie, lecz postaci\'b9 swoj\'b9 do odej\'9ccia gotow\'b9 wyp\'eadzam go raczej, lecz powody wa\'bfne... - tu pan Emil uczyni\'b3 obydwiema r\'eakami ruch p\'f3\'b3okr\'b9g\'b3y, - sk\'b3aniaj\'b9 mnie do tego! - doko\'f1czy\'b3, i m\'f3wi\'b9c to, elegancko zamkn\'b9\'b3 drzwi przed nosem Krasnostawskiemu, a u\'9cmiechn\'b9wszy si\'ea pod w\'b9sem ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej weso\'b3o, poufale wsun\'b9wszy zarazem r\'eak\'ea pod rami\'ea Krasnostawskiego.\par \f0\par \f1 - Nie gniewasz si\'ea na mnie, kochany panie Boles\'b3awie, wszak prawda?.. Spiesz\'ea na raut; no, m\'f3w\'bfe tam, co s\'b3ycha\'e6?.. Kochany Januarek c\'f3\'bf tam porabia, poluje; weseli si\'ea, czy smuci?\par \f0\par \f1 Krasnostawski ju\'bf chcia\'b3 wypowiedzie\'e6, z czem przyszed\'b3, gdy \'a3ady\'bfy\'f1ski znowu odezwa\'b3 si\'ea \'bfartobliwie:\par \f0\par \f1 - Ale, zaiste, pysznie pan wygl\'b9dasz, jak rydz w ma\'9cle, powinszowa\'e6! Nadobne grodu naszego mieszkanki lgn\'b9\'e6 b\'ead\'b9 do pana, jak pszcz\'f3\'b3ki do miodu! S\'b3ysza\'b3em o pa\'f1skich sprawkach za studenckich czas\'f3w, za m\'b3odu! - tu poklepa\'b3 z lekka m\'b3odzie\'f1ca poufale po plecach - s\'b3ysza\'b3em - powt\'f3rzy\'b3 - nie b\'ead\'ea wi\'eac wzajemnie nudzi\'b3 pana swoj\'b9 osob\'b9, opowiesz mi pan en r\f0\'e8gle, lecz szybko, co ci\f1\'ea do mnie sprowadza, a posiedzenie to odb\'eadziemy w doro\'bfce. Podwioz\'ea pana... Zgoda?\par \f0\par \f1 - Ale\'bf i owszem, dzi\'eakuj\'ea bardzo! - odpar\'b3 Krasnostawski, z po\'9cpiechem.\par \f0\par Znajdo\f1 wali si\'ea ju\'bf na ulicy, pan Emil skin\'b9\'b3 na stangreta parokonnej doro\'bfki, rzuci\'b3 adres, i pojechali.\par \f0\par \f1 Ruchem codziennym wrza\'b3o wko\'b3o nich strojne weso\'b3e miasto:\par \f0\par \f1 - S\'b3ucham pana - rzek\'b3 \'a3ady\'bfy\'f1ski.\par \f0\par \f1 M\'b3ody cz\'b3owiek w kr\'f3tkich s\'b3owach opowiedzia\'b3 mu o niepomy\'9clnym stanie zdrowia i moralnego usposobienia pana Januarego, zamilczawszy za\'9c tylko o li\'9ccie do marsza\'b3kowej, zakomunikowa\'b3 zaproszenie do Gowartowa.\par \f0\par \f1 Skrzywi\'b3 si\'ea lekko przy ostatnich s\'b3owach pan Emil i odrzek\'b3:\par \f0\par - Zapewne, zapewne, bardzo bym rad pocie\f1 szy\'e6 drogiego Januarka, ale w\'b3a\'9cnie wyje\'bfd\'bfam za granic\'ea i przyzna\'e6 musz\'ea, \'bfe na razie wybra\'b3 on si\'ea z zaproszeniem wcale nie na czasie! No, zobaczymy zreszt\'b9... Co pan wiesz, - tu spojrza\'b3 uwa\'bfnie na Krasnostawskiego - o pani Oli i Dzier\'bfymirskim?..\par \f0\par Z\f1 apytanie to postawionem by\'b3o bardzo zr\'eacznie m\'f3wi\'b3o nic, a pyta\'b3o wiele. Krasnostawski natychmiast poinformowa\'b3 kr\'f3tko i zwi\'ea\'9fle pana Emila, i\'bf wiadomem mu jest wszystko.\par \f0\par \f1 - Aaa!.. - wyrwa\'b3o si\'ea tylko z ust \'a3ady\'bfy\'f1skiego, i doda\'b3 ironicznie:\par \f0\par - No, to w \f1 takim razie wiesz pan nie tylko o p\'b3aszczu gronostajowym przywi\'b9zania dziecinnego, szalonej mi\'b3o\'9cci m\'b3odzie\'f1czej, weselu pod niebem Italii, et caetera i t. d. ale i o odzie\'bfy codziennej, ukrytej przez nas starannie przed plotk\'b9, jedn\'b9 - purpur\'b9 drugiej; zatem wobec tego, mo\'bfemy m\'f3wi\'e6 szczerze...\par \f0\par \f1 - Widzi pan - tu \'a3ady\'bfy\'f1ski spojrza\'b3 zn\'f3w na Krasnostawskiego, jakby pragn\'b9c si\'ea przekona\'e6, czy warto wywn\'eatrza\'e6 si\'ea przed nim - ta ca\'b3a rozpacz \'84g\'f3rna chmurna" Januarka, ta dobrowolna wiwisekcya przywi\'b9zania do c\'f3rki i \'f3w od pocz\'b9tku do ko\'f1ca poemat \'84zbola\'b3ego ojcowskiego serca" - bref ten wielki w duszy jego ostatniemi czasy fajerwerk romantyzmu... entre nous soit dit - jest tylko od pocz\'b9tku do ko\'f1ca jednym nonsensem. Czy nie mia\'b3a racyi?\par \f0\par Krasnostawski milcz\f1 a\'b3.\par \f0\par \f1 - Pie\'9ccili dziewczyn\'ea - ci\'b9gn\'b9\'b3 w tym samym tonie \'a3ady\'bfy\'f1ski - upodoba\'b3a sobie Dzier\'bfymirskiego - wara! Tego, owego - odm\'f3wili... To trudno, panie, kobiety tak\'bfe maj\'b9 serca i temperament... Zachcia\'b3o si\'ea Oli \'b3adnego ch\'b3opca - nie dali jej go - wzi\'ea\'b3a go sobie sama, a raczej wzi\'b9\'e6 si\'ea pozwoli\'b3a... Niech Januarek lepiej dzi\'eakuje i \'9cpiewa Hosann\'ea na wysoko\'9cciach, \'bfe bez plebana si\'ea nie obesz\'b3o! Lub niech\'bfe nawet gniewa si\'ea, i wydziedziczy c\'f3runi\'ea, lecz nie lamentuje, bo to i nie po m\'easku, i wcale nie ma sensu! Dixi. To moje zdanie. C\'f3\'bf na to pan, panie Boles\'b3awie, herbu Rawita?..\par \f0\par \f1 Krasnostawski z\'bfymn\'b9\'b3 si\'ea niecierpliwie; denerwowa\'b3 go zwykle ton rozmowy \'a3ady\'bfy\'f1skiego, dzi\'9c jeszcze bardziej rozgniewa\'b3 go przycinek "herbu Rawita", b\'ead\'b9cy widoczn\'b9 alluzy\'b9 do u\'bfywanych niegdy\'9c przez niego bilet\'f3w wizytowych: Rawita-Krasnowstawski. .\par \f0\par \f1 Podra\'bfniony zatem, sil\'b9c si\'ea na spok\'f3j, odpar\'b3 zimno:\par \f0\par \f1 - Przepraszam, ale ca\'b3kiem inaczej i zupe\'b3nie przeciwnie zapatruj\'ea si\'ea na t\'ea spraw\'ea, oraz rozumiem doskonale pana Januar\f0 ego.\par \par \f1 - Ha-ha-ha-! nie masz pan za co przeprasza\'e6, wiedzia\'b3em tylko, \'bfe i z kochanego pana tak\'bfe romantyk; w takim razie w korcu maku dobrali\'9ccie si\'ea razem z Januarym... Wobec tego, ja w Gowartowie zgo\'b3a potrzebny nie jestem, doskonale si\'ea tam obadwa roz\f0 umiecie...\par \par \f1 - Ale, c\'f3\'bf znowu! - przerwa\'b3 \'bfywo Krasnostawski, boj\'b9c si\'ea, czy czasem mimo woli nieostro\'bfnem s\'b3owem nie zepsu\'b3 danego sobie polecenia. - Mog\'ea by\'e6 tych samych zapatrywa\'f1 na t\'ea spraw\'ea, co i pan Gowartowski i odczuwa\'e6 jego charakter, lecz przecie\'bf w \'bfadnym razie nie potrafi\'ea zast\'b9pi\'e6 szanownego pana, kt\'f3ry jest tak dobrym jego przyjacielem...\par \f0\par \f1 - No tak, tak..., - urwa\'b3 z kolei pan Emil - "Wszystko ginie bez lito\'9cci, nic sta\'b3ego na tej ziemi, pr\'f3cz przyja\'9fni i mi\'b3o\'9cci;" to wszystko nader pi\'eaknie brzmi i wygl\'b9da, lecz mego zdania, ja osobi\'9ccie nawet dla przyja\'9fni zmienia\'e6, niestety, nie uwa\'bfam za stosowne. Czy za\'9c ono Januarciowi si\'ea spodoba - grubo w\'b9tpi\'ea..\par \f0\par \f1 Doro\'bfka w tej samej chwili zatrzyma\'b3a si\'ea.\par \f0\par \f1 - No, kochany m\'f3j panie Boles\'b3awie, addio!.. - odezwa\'b3 si\'ea protekcyjnym nieco tonem \'a3ady\'bfy\'f1ski podaj\'b9c Krasnostawskiemu r\'eak\'ea.\par \f0\par \f1 - Zakomunikuj pan z \'b3aski swojej m\'f3j spos\'f3b widzenia rzeczy panu na Gowartowie, a je\'9cli potem jeszcze zna\'e6 mnie b\'eadzie chcia\'b3 - niech\'bfe mi napisze, a mo\'bfe przyjad\'ea...\par \f0\par Wysied\f1 li obaj. Pan Emil uchyli\'b3 cylindra i skierowa\'b3 si\'ea ku bramie, na progu za\'9c jej rzuci\'b3 jeszcze m\'b3odemu cz\'b3owiekowi, tym razem jednak przyja\'9fniej nieco:\par \f0\par \f1 - A trzymaj si\'ea tam pan dzielnie, ba p\'b3e\'e6 nadobna ma tu na wie\'9cniak\'f3w wilczy apetyt!.. Au revoir...\par \f0\par \f1\'a3ady\'bfy\'f1ski znik\'b3, Krasnostawski pozosta\'b3 sam ulicy. Rozejrza\'b3 si\'ea...\par \f0\par \f1 By\'b3 w jednym z najruchliwszych punkt\'f3w miasta; wiecz\'f3r ju\'bf rozpoczyna\'b3 swe panowanie, nadchodzi\'b3a noc, wielki gr\'f3d \'bfarzy\'b3 si\'ea setkami \'9cwiate\'b3; \'9crodkiem ulicy p\'eadzi\'b3y pojazdy, po chodnikach szerokich zwart\'b9 gromad\'b9 wymija\'b3 go po\'9cpiesznie t\'b3um ludzi.\par \f0\par \f1 Pi\'eakne, zgrabne mieszczanki prawie \'bfe ociera\'b3y si\'ea o niego, rzucaj\'b9c co chwila zalotne spojrzenia na \'b3adnego ch\'b3opca. Niewiele jednak z nich sz\'b3o samych, wi\'eakszo\'9c\'e6 mia\'b3a ju\'bf przy sobie czul\'b9cych si\'ea towarzyszy, szepcz\'b9cych im z u\'9cmiechem s\'b3odkie s\'b3\'f3wka.\par \f0\par \f1 Pod wp\'b3ywem ostatniej uwagi pana Emila, Krasnostawski mimo woli przejrza\'b3 si\'ea uwa\'bfniej w witrynie jednego z okazalszych magazyn\'f3w, a zadowolony z przegl\'b9du w\'b3asnej osoby, spojrza\'b3 weso\'b3o przed siebie. Jakie\'9c puste pragnienie zabawienia si\'ea, oszo\'b3omienia, podobnie tym wszystkim, snuj\'b9cym si\'ea parom, ow\'b3adn\'ea\'b3o nim.\par \f0\par \f1 Przekszta\'b3cony okoliczno\'9cciami \'bfycia w wie\'9cniaka mieszczuch przypomnia\'b3 sobie naraz lata dawne, studenckie, pe\'b3ne niefrasobliwego jutra i weso\'b3ych kawa\'b3\'f3w, a cho\'e6 przeplatane cz\'easto bied\'b9 i g\'b3odem, bogate jednak w mi\'b3o\'9c\'e6 i swobod\'ea! \par \f0\par \f1 Bawi\'b9c przelotnie w murach miasta, kt\'f3rego ka\'bfdy zau\'b3ek zna\'b3 na pami\'ea\'e6, a mijaj\'b9cych go mieszka\'f1c\'f3w, szczeg\'f3lniej kobiety, jednym rzutem oka nieomylnie segregowa\'b3, jak znawca, - zapragn\'b9\'b3 nagle Krasnostawski napi\'e6 si\'ea koniecznie z musuj\'b9cego uciech mi\'b3osnych kielicha.\par \f0\par \f1 I mimo woli m\'b3ody cz\'b3owiek pocz\'b9\'b3 uwa\'bfniej przygl\'b9da\'e6 si\'ea kobietom. Ubrane \'84szykownie", cienkie w talii, wysmuk\'b3e i zgrabne, mija\'b3y go one, \'9cmiej\'b9ce si\'ea i weso\'b3e, uprawiaj\'b9c z zami\'b3owaniem flirt uliczny, skrz\'b9cy si\'ea miejscowym brukowym dowcipem, czujne jednak poza nim na ka\'bfde spojrzenie przystojniejszego m\'ea\'bfczyzny, odwzajemniaj\'b9ce mu si\'ea zalotnem \'9frenic b\'b3y\'9cni\'eaciem - "oczkiem" i obiecuj\'b9cym nieraz wiele u\'9cmiechem.\par \f0\par \f1 A rozmaito\'9c\'e6 dzisiaj by\'b3a wielka. Wiecz\'f3r przed\'9cwi\'b9teczny, pogodny, lwi\'b9 cz\'ea\'9c\'e6 w\'b3a\'9ccicielek nadobnych twarzyczek wywabi\'b3 na pierwszorz\'eadne ulice - na wsp\'f3ln\'b9 aren\'ea letniego jakby "demisalonu" pewnych, a szerokich warstw miasta. Brunetki zatem, \'9cniade, czarnobrewe, blondynki, powiewne - bia\'b3e, szatynki, o ruchach omdlewaj\'b9cych, a wszystkie prawie ubrane elegancko i z pewnym, w\'b3a\'9cciwym tylko Polce naszej, gustem, wystrojone, \'bfwawe - sun\'ea\'b3y przed zachwyconym wzrokiem wie\'9cnia\f0 ka.\par \par \f1 I od tego rozp\'eadzonego, barwnego, poruszanego jakby tajn\'b9 jak\'b9\'9c spr\'ea\'bfyn\'b9 t\'b3umu, bi\'b3 na Krasnostawskiego \'9cwie\'bfy, bo odzwyczajeniem d\'b3u\'bfszem starty, urok; nozdrza gra\'e6 mu pocz\'ea\'b3y, wch\'b3ania\'b3 w siebie niewyra\'9fny, niepochwytny powiew, sun\'b9cy jakby ponad g\'b3owami publiczno\'9cci, gor\'eatszem okiem patrzy\'b3 w twarz kobietom, swawolnie i niechc\'b9cy, na poz\'f3r, zagl\'b9da\'b3 im prosto w oczy...\par \f0\par \f1 Co za\'9c przewa\'bfnie czyta\'b3 w owych czarnych, szarawych, fijo\'b3kowych i modrych oczach, z natury ju\'bf swej, zalotnych, bynajmniej nie zra\'bfa\'b3o go do tej; czynno\'9cci. \par \f0\par \f1 - P\'f3jd\'9f, p\'f3jd\'9f, nie zra\'bfaj si\'ea pozornie skromn\'b9 mink\'b9, b\'b9d\'9f odwa\'bfnym, \'9cmia\'b3ym, a mo\'bfe... mo\'bfe... - szepta\'b3y, zda si\'ea, cicho wejrzenia nie\'9cmialsze, gorej\'b9c ogniem, nieprzeparcie ci\'b9gn\'b9c ku sobie; daleko wi\'eacej jeszcze m\'f3wi\'b3y spojrzenia inne, a wszystkie razem, wyzywane \'9cmia\'b3ym wzrokiem m\'ea\'bfczyzny, ca\'b3owa\'e6 go jakby si\'ea zdawa\'b3y, obiecuj\'b9c mi\'b3o\'9c\'e6-pieszczot\'ea!...\par \f0\par \f1 Ruchliw\'b9 fal\'b9 w pewnych godzinach przelewaj\'b9cy si\'ea przez ulice miasta, a obejmuj\'b9cy sob\'b9 oddzieln\'b9 warstw\'ea wracaj\'b9cych z zaj\'eacia pracownic r\'f3\'bfnej kategoryi, na wylot znany Krasnostawskiemu, roi\'b3 si\'ea dalej przed oczyma jego kobieco-dziewcz\'eacy \'9cwiatek, i coraz bardziej liczny, barwniejszy - obejmowa\'b3 go swym ruchomym u\'9cciskiem. I m\'b3ody cz\'b3owiek, ulegaj\'b9c stopniowo nastrojowi chwili, wspomnieniom dawnym, a zwi\'b9zanym \'9cci\'9cle z tym\'bfe samym \'9cwiatkiem, zapomnia\'b3 o wszystkiem.\par \f0\par \f1 Znik\'b3y mu z pami\'eaci Gowart\'f3w, pan January, marsza\'b3kowa, \'a3ady\'bfy\'f1ski, Ola, a od\'bfy\'b3 w nim tylko dawny \'b3obuz i ba\'b3amut, \'bf\'b9dny swawoli i u\'bfycia.\par \f0\par Z szel\f1 estem sp\'f3dniczek, zgrabnie uj\'eatych ma\'b3\'b9 r\'b9czk\'b9, a odkrywaj\'b9cych modelowan\'b9 \'9clicznie, zgrabnie obut\'b9, w a\'bfurowej po\'f1czoszce, n\'f3\'bfk\'ea, otar\'b3a si\'ea prawie o Krasnostawskiego wysoka dziewczyna, smuk\'b3a, jak gazella, czarnow\'b3osa, i rzuci\'b3a m\'b3odzie\'f1cowi przelotne spojrzenie. Spotkawszy wzrok jego, pal\'b9cy , \'9cmia\'b3y, rzuci\'b3a mu takie same drugie, uwa\'bfniejniejsze jednak, gor\'eatsze. Z dwojga par m\'b3odych oczu posypa\'b3y si\'ea iskry, a panu Boles\'b3awowi stan\'ea\'b3o w tej chwili w m\'f3zgu, nieodwo\'b3alne ultimatum: Ta, lub \'bfadna!\par \f0\par \f1 Pu\'9cci\'b3 si\'ea w pogo\'f1 za pi\'eakn\'b9 dziewczyn\'b9. Dogna\'b3 j\'b9 niebawem, zajrza\'b3 w oczy raz, drugi, trzeci, i pocz\'b9\'b3 i\'9c\'e6 w \'9clad za ni\'b9. Przy zbiegu jednak ulic kilku, dziewcz\'ea skr\'eaci\'b3o nagle w bok i znik\'b3o w bramie domu.\par \f0\par \f1 Zawiedziony i z\'b3y, Krasnostawski obr\'f3ci\'b3 si\'ea na pi\'eacie, a w\'b3o\'bfywszy r\'eak\'ea w kieszenie od palta, z humorem przystan\'b9\'b3. W oddali zach\'eacaj\'b9co zielenia\'b3 ogr\'f3d \'9cr\'f3dmiejski, jakby zapraszaj\'b9c go\'9ccinnie.\par \f0\par \f1 M\'b3odzieniec skierowa\'b3 si\'ea w t\'ea stron\'ea, i w dziesi\'ea\'e6 minut potem wchodzi\'b3 ju\'bf w bram\'ea ogrodu.\par \f0\par O tej wieczornej\f1 i sp\'f3\'9fnionej ju\'bf porze cienie jago, tajemnicze i ciche, poch\'b3on\'ea\'b3y Krasnostawskiego natychmiast, a do uszu jego dolecia\'b3y jednocze\'9cnie, z pogwarem drzew szumi\'b9cych splecione, jakie\'9c szelesty, i szepty, i przyciszone gwary...\par \f0\par To przytulone do siebie, tam\f1 i \'f3wdzie po \'b3awkach siedz\'b9c samotnych, gruchaj\'b9ce przer\'f3\'bfne "pary" fabrykowa\'b3y najcz\'ea\'9cciej udan\'b9, rzadko szczer\'b9 mi\'b3o\'9c\'e6... Miejscami nieestetyczny, czasami wprost brutalny, tam zn\'f3w, w kontra\'9ccie subtelniejszy, mi\'eakkszy, ten sam flirt brukowy, rdzennie miejscowy, musowa\'b3, kipia\'b3 po k\'b9tach ogrodu, przyczajony do tego stopnia, i\'bf w niekt\'f3rych alejach dla uwa\'bfnego s\'b3uchacza gra\'b3a po prostu, zda si\'ea, powszechna jakby i wsp\'f3lnie harmonijna nuta, z\'b3o\'bfona ze szmeru poca\'b3unk\'f3w, g\'b3o\'9cniejszych p\'f3\'b3s\'b3\'f3wek, nami\'eatnych protest\'f3w, zgody cichej, lub srebrzystego \'9cmiechu...\par \f0\par \f1 Odg\'b3osy te, drgaj\'b9c w powietrzu, lecia\'b3y cicho ku wierzcho\'b3kom drzew, z kt\'f3rych co chwila gdzieniegdzie spada\'b3 wolno po\'bf\'f3\'b3k\'b3y li\'9c\'e6 wczesnej jesieni, - jakby pragn\'b9c przypomnie\'e6 bawi\'b9cym si\'ea tu ludziom, o ko\'f1cu wszystkiego na \'9cwiecie. \par \f0\par \f1 Przeszed\'b3szy si\'ea po ogrodzie, Krasnostawski usiad\'b3 na jednej z \'b3awek. Zm\'eaczonym by\'b3 nieco... Przyjecha\'b3 kilka godzin temu zaledwie. Marsza\'b3kowa, \'a3ady\'bfy\'f1ski, pi\'eakna nieznajoma, gwar miasta - wszystko to znu\'bfy\'b3o m\'b3odzie\'f1ca, przywyk\'b3ego od lat paru do ciszy i regularnego wiejskiego \'bfycia.\par \f0\par \f1 Wyj\'b9wszy papiero\'9cnic\'ea, zapali\'b3 papierosa, ziewn\'b9\'b3, a spojrzawszy oboj\'eatnie na siedz\'b9cych obok na \'b3awce s\'b9siad\'f3w, wpad\'b3 w mimowoln\'b9 zadum\'ea.\par \f0\par \f1 W my\'9clach stan\'ea\'b3a mu nagle w\'b3asna przesz\'b3o\'9c\'e6 w tem samem mie\'9ccie i przed oczyma miga\'e6 pocz\'ea\'b3y przer\'f3\'bfne minionych lat obrazy.\par \f0\par \f1 Ujrza\'b3 zatem siebie male\'f1kim, u rodzic\'f3w jeszcze, ch\'b3opcem, potem gimnazist\'b9, a nast\'eapnie akademikiem. Oblicza rozpierzch\'b3ych gdzie\'9c po \'9cwiecie, a dawno niewidzianych koleg\'f3w zamajaczy\'b3y mu \'bfywo, wspomnia\'b3 ich przywary, zalety charaktery i serca... \par \f0\par \f1 W kalejdoskopie wspomnie\'f1 odbi\'b3o si\'ea, przesun\'ea\'b3o r\'f3wnie\'bf, kilka twarzyczek kobiecych, par\'ea sza\'b3\'f3w, niepomnych jutra, gor\'b9czkowych, pieni\'b9cych si\'ea w\'f3wczas rozkosz\'b9, p\'b3omieniem uczucia, a dzi\'9c spopiela\'b3ych ju\'bf i zagas\'b3ych zupe\'b3nie.\par \f0\par \f1 A wszystko w tem mie\'9ccie, z kt\'f3rego murami z\'bfy\'b3a si\'ea, zros\'b3a jego dusza. Dla chleba porzuci\'b3 kolebk\'ea dzieci\'f1stwa - m\'b3odo\'9cci...\par \f0\par \f1 - Cha!... - westchn\'b9\'b3 g\'b3o\'9cno m\'b3ody plenipotent gowartowski, poczem instynktownie obejrza\'b3 si\'ea woko\'b3o, i jakby nieco zawstydzony swem westchnieniem, z pod oka uwa\'bfnie popatrzy\'b3 na swoich s\'b9siad\'f3w.\par \f0\par \f1 Obok niego, w wytartej czapce, z daszkiem, nasuni\'eatym na oczy, w wyszarza\'b3ej kapocie i z r\'eakami w kieszeniach, drzema\'b3a jaka\'9c m\'easka figura, z g\'b3ow\'b9, wci\'9cni\'eat\'b9 w ramiona, zgarbiona, o n\'eadznej powierzchowno\'9cci; by\'b3 to zapewne pijak jaki ululany, lub mo\'bfe biedak bezdomny; z przeciwleg\'b3ego za\'9c kra\'f1ca \'b3awki jaki\'9c staruszek zbiera\'b3 si\'ea do odej\'9ccia...\par \f0\par - Przepraszam pana, kt\'f3ra godzina? - \f1 zapyta\'b3 go Krasnostawski, pami\'eataj\'b9c, i\'bf zegarek zostawi\'b3 przez roztargnienie w hotelu.\par \f0\par \f1 Staruszek malutki, siwiute\'f1ki, o jowialnym wyrazie twarzy, zerkn\'b9\'b3 przyja\'9fnie na m\'b3odego cz\'b3owieka, oczy przymru\'bfy\'b3 i roze\'9cmia\'b3 si\'ea g\'b3o\'9cno i dobrotliwie.\par \f0\par - Ha-ha ha.\f1 ., a widzisz... - dorzuci\'b3 w \'9clad za tem - nie przysz\'b3a... Ba!... la donna \f0\'e8 mobile... - szczerze za\f1\'9cmia\'b3 si\'ea jeszcze do siebie i podrepta\'b3 dalej, nie odpowiadaj\'b9c na pytanie m\'b3odzie\'f1ca.\par \f0\par \f1 - A to ci mantyka jaki\'9c ! - u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea Krasnostawski i wzruszy\'b3 ramionami, a zapaliwszy papierosa, instynktownie zamy\'9cli\'b3 si\'ea znowu. \par \f0\par \f1 Tymczasem w tej samej w\'b3a\'9cnie chwili siada\'b3a obok niego wysoka, zgrabna, przystojna brunetka. Gdy odchodz\'b9cy staruszek wyg\'b3asza\'b3 sw\'b9 sentency\'ea, po\'9cpiesznie przechodzi\'b3a ona drog\'b9, a us\'b3yszawszy g\'b3o\'9cno wyrzeczono s\'b3owa, zwr\'f3ci\'b3a uwag\'ea na siedz\'b9cego m\'b3odzie\'f1ca i uwa\'bfnie spojrza\'b3a na\'f1; poczem zwolni\'b3a kroku, a po przelotnej wahania chwilce usiad\'b3a na \'b3awce. Teraz za\'9c, uporczywie z pod oka, patrzy\'b3a na Krasnostawskiego.\par \f0\par \f1 Ten za\'9c poczu\'b3 sna\'e6 na swojej twarzy magnetyczny wzrok kobiety, bo po chwili machinalnie obr\'f3ci\'b3 g\'b3ow\'ea w jej stron\'ea.\par \f0\par \f1 Na widok nowej s\'b9siadki, wyraz przyjemnego zdziwienia odbi\'b3 si\'ea na jego twarzy, w towarzyszce obecnej bowiem poznawa\'e6 si\'ea zdawa\'b3 pi\'eakn\'b9 nieznajom\'b9 sprzed p\'f3\'b3godziny. Spojrzenia m\'b3odych skrzy\'bfowa\'b3y si\'ea. Z czarnych \'9frenic \'b3adnej dziewczyny posypa\'b3y si\'ea iskry, poczem opu\'9cci\'b3a na oczy powieki, z rz\'easami d\'b3ugiemi.\par \f0\par \f1 Krasnostawski jednak milcza\'b3 w niepewno\'9cci.\par \f0\par \f1 - Nie, to nie ona - my\'9cla\'b3 - tamta, smuk\'b3a gazella, pi\'eakniejsz\'b9 by\'b3a, lecz ta zn\'f3w... tu spojrza\'b3 przeci\'b9gle na dziewcz\'ea - kto wie, czy nie pon\'eatniejsza, milsza?... Bez w\'b9tpienia... co za oczy!... - dopowiedzia\'b3 sobie w duchu.\par \f0\par \f1 Nie rusza\'b3 si\'ea jednak z miejsca, nieznajoma bowiem wyda\'b3a mu si\'ea dziwnie nieprzyst\'eapn\'b9 - przynajmniej z powierzchowno\'9cci. Ubrana by\'b3a z miejskim szykiem, przeci\'eatnym wprawdzie, ale nie ra\'bf\'b9co bynajmniej, ca\'b3kiem ciemno, z pewnym gustem, ba... nawet jak\'b9\'9c nieuj\'eat\'b9 jakby dystynkcy\'b9.\par \f0\par \f1 Tak si\'ea zda\'b3o Krasnostawskiemu.\par \f0\par W tej samej\f1 chwili nieznajoma podnios\'b3a na\'f1 znowu oczy. Powoli zdj\'ea\'b3a woalk\'ea, wci\'b9\'bf pal\'b9c spojrzeniem pi\'eaknych, du\'bfych \'9frenic i westchn\'ea\'b3a cicho...\par \f0\par \f1 Krasnostawski instynktownie przysun\'b9\'b3 si\'ea do dziewcz\'eacia bli\'bfej. W par\'ea jednak sekund p\'f3\'9fniej, raz jeszcze przyjrzawszy si\'ea delikatnemu profilowi nieznajomej i przywo\'b3awszy w pami\'eaci ca\'b3e swe znawstwo dawnego "don-juana", zawyrokowa\'b3 w my\'9cli: - "szyk facetka, ale szkoda czasu," i oboj\'eatnie zgas\'b3ego zapali\'b3 papierosa.\par \f0\par \f1 Poza tem, przed godzin\'b9 pe\'b3en werwy i animuszu, teraz czu\'b3 si\'ea zm\'eaczonym i spa\'e6 mu si\'ea po prostu chcia\'b3o, r\'f3j my\'9cli za\'9c, poruszonych niedawno, bezustannie m\'b9ci\'b3 mu si\'ea w g\'b3owie. Ziewn\'b9\'b3 wi\'eac przeci\'b9gle i zamierza\'b3 ju\'bf powsta\'e6, gdy oto nagle, prosz\'b9co, pos\'b3ysza\'b3 wyrzeczone g\'b3osikiem d\'9fwi\'eacznym swej s\'b9siadki:\f0\par \par \f1 - Przepraszam pana... ale.... nie mog\'ea da\'e6 sobie sama rady... Czy... nie by\'b3by pan tak uprzejmym i grzecznym zwin\'b9\'e6 mi parasolk\'ea?...\par \f0\par \f1 S\'b3owom tym towarzyszy\'b3 wyraz twarzy, pe\'b3ny milutkiego wdzi\'eaku i przybranej okoliczno\'9cciowo zaambarasowanej niby nie\'9cmia\'b3o\'9cci; zatrzyma\'b3a si\'ea pytaj\'b9co...\par \f0\par \f1 Widz\'b9c jednak na obliczu m\'b3odego cz\'b3owieka u\'9cmiech i wyci\'b9gni\'eat\'b9 ju\'bf r\'eak\'ea po parasolk\'ea, doko\'f1czy\'b3a zalotnie, podaj\'b9c mu j\'b9:\par \f0\par \f1 - Tylko... tak \'b3adnie... cieniutko...\par \f0\par \f1 - Pan si\'ea dziwi, zapewne - dygn\'ea\'b3a ju\'bf \'9cmia\'b3o, lecz z tym samym nieokre\'9clonym nieco twarzy wyrazem, - \'bfe ja, nie znaj\'b9c pana, o\'9cmielam si\'ea, pomimo to, trudzi\'e6 go... ale...\par \f0\par \f1 - Boli r\'b9czka? - podchwyci\'b3 Krasnostawski \'9cpiesznie i pochyli\'b3 si\'ea ku dziewcz\'eaciu, z u\'9cmiechem.\par \f0\par \f1 W oczach dziewczyny zapali\'b3y si\'ea skry, nerwowo zadr\'bfa\'b3y jej wi\'9cniowe usta i rozchyli\'b3y si\'ea kusz\'b9co... Za\'9cmia\'b3a si\'ea...\par \f0\par \f1 - Tak, mam reumatyzm w prawej d\'b3oni... - odpar\'b3a z pow\'b3\'f3czystem spojrzeniem.\par \f0\par \f1 I rozmowa w \'9clad zatem potoczy\'b3a si\'ea g\'b3adko... Krasnostawski poczu\'b3 si\'ea w swoim \'bfywiole, wpad\'b3 w zapa\'b3, dowcipkowa\'b3, \'9cmia\'b3 si\'ea, opowiada\'b3. Towarzyszka zaimprowizowanego flirtu odcina\'b3a mu si\'ea dowcipnie, podtrzymywa\'b3a rozmow\'ea...\par \f0\par \f1 Gwar dwojga m\'b3odych odbija\'b3 si\'ea echem po coraz to pustszym ogrodzie; \'9cpi\'b9cy dot\'b9d spokojnie na \'b3awce s\'b9siad ich, bezdomny biedak, zbudzony, zakl\'b9\'b3 z cicha i bez ceremonyi po\'b3o\'bfy\'b3 si\'ea na \'b3awce, jak d\'b3ugi.\par \f0\par \f1 Wesp\'f3\'b3 z towarzyszem roze\'9cmia\'b3o si\'ea pi\'eakne dziewcz\'ea. Powstali.\par \f0\par \f1 Pob\'b3\'b9dziwszy za\'9c samotnie po alejach ogrodu, w p\'f3\'b3 godziny p\'f3\'9fniej wychodzili z niego, ochoczo i \'bfwawo, na pust\'b9 ulic\'ea, trzymaj\'b9c si\'ea pod r\'eace, po przyjacielsku ju\'bf zupe\'b3nie. M\'b3ody pan plenipotent gowartowski skin\'b9\'b3 na stoj\'b9ce opodal "gumy", kaza\'b3 stangretowi podnie\'9c\'e6 bud\'ea, wsiad\'b3 do powozu razem z pi\'eakn\'b9 now\'b9 znajom\'b9, rzuci\'b3 adres - i pojechali...\par \f0\par Gdy w ten spos\'f3b\f1 od\'bfy\'b3y w wie\'9cniaku \'b3obuz zabawia\'b3 si\'ea swobodnie w weso\'b3ym grodzie - na Ukrainie, w pa\'b3acu gowartowskim, kt\'f3ry zaledwie opu\'9cci\'b3 by\'b3 dwa dni temu, w t\'b9 sam\'b9 noc wrze\'9cniow\'b9, pomimo sp\'f3\'9fnionej ju\'bf wielce pory, pali\'b3y si\'ea, jeszcze \'9cwiat\'b3a.\par \f0\par Po obszernych komn\f1 atach du\'bfego pi\'eatrowego domu, otoczonego cienistym parkiem, przechadza\'b3 si\'ea, zamy\'9clony, pan January Gowartowski, z r\'eakami za\'b3o\'bfonemi na piersiach. K\'b3a\'9c\'e6 si\'ea na spoczynek wcale nie mia\'b3 ochoty, od czasu bowiem powrotu z miasta i otrzymania wiadomo\'9cci o \'9clubie Oli, sen, wyp\'b3oszony cierpieniem i my\'9clami, bezpowrotnie, zda si\'ea, ulecia\'b3 od powiek starca.\par \f0\par \f1 Pan January ju\'bf od kilku tygodni, ku wielkiemu zdziwieniu domownik\'f3w, nie sypia\'b3 wcale. Chodzi\'b3 po pustych komnatach, my\'9cla\'b3, czyta\'b3, czasami wychodzi\'b3 na przechadzk\'ea, b\'b3\'b9ka\'b3 si\'ea po polach, z rzadka bardzo poluj\'b9c do \'9cwita na kaczki - ulubionej tej swej rozrywce, oddaj\'b9c si\'ea teraz tylko odruchowo, machinalnie, nawet z pewnem jakby zniech\'eaceniem.\par \f0\par \f1 By sobie za\'9c te nudne bezsenne noce czemkolwiek urozmaici\'e6, pan January wzi\'b9\'b3 si\'ea do pisania w\'b3asnych pami\'eatnik\'f3w, a sun\'b9c pi\'f3rem po papierze i godzinami zape\'b3niaj\'b9c go swem drobnem pismem, nieraz potem, znu\'bfony, zasypia\'b3 przy biurku, i tak go nazajutrz nad ranem zastawa\'b3 lokaj. W ci\'b9gu dnia za\'9c wyra\'9fnie nudzi\'b3 si\'ea coraz bardziej; czasami odwetowa\'b3 sobie d\'b3ugie bia\'b3e noce ci\'ea\'bfkim snem po obiedzie; poza tem nie wyje\'bfd\'bfa\'b3 nigdzie, ani do s\'b9siad\'f3w, ani nawet do ko\'9ccio\'b3a, nikogo r\'f3wnie\'bf nie przyjmuj\'b9c.\par \f0\par \f1 W pa\'b3acu wszyscy po cichu niepomiernie ubolewali nad panem, dziwi\'b9c si\'ea stanowi jego, kontrast bowiem dzisiejszego pana na Gowartowie by\'b3 i\'9ccie ra\'bf\'b9cym. Poprzednio, weso\'b3y, u\'9cmiechni\'eaty, rze\'9fki, nad wiek sw\'f3j \'bfywy, bior\'b9cy udzia\'b3 we wszystkich sprawach wiejskich, interesuj\'b9cy si\'ea najdrobniejszym niemal szczeg\'f3\'b3em, obecnie zmieni\'b3 si\'ea rzeczywi\'9ccie do niepoznania.\par \f0\par \f1 Wr\'f3ciwszy do Gowartowa, po kilku dniach popad\'b3 pan January w trwaj\'b9cy dot\'b9d stan apatyi, zniech\'eacenia i nudy, a powi\'eakszaj\'b9cy si\'ea ci\'b9gle i coraz bardziej. Z ma\'b3\'bfe\'f1stwem Oli pogodzi\'b3 si\'ea, bo zgodzi\'e6 si\'ea na nie musia\'b3, rana jednak, zadana nieopatrznie lekkomy\'9cln\'b9 r\'eak\'b9 c\'f3rki, w ojcowskiem sercu, nie zagoi\'b3a si\'ea bynajmniej. Pan January zamkn\'b9\'b3 si\'ea w sobie i prze\'bfuwa\'b3 cierpienie w\'b3asne, nie mog\'b9c o niem zapomnie\'e6.\par \f0\par \f1 I czy\'bf nawet mo\'bfna by\'b3o dziwi\'e6 si\'ea temu? Ka\'bfdy k\'b9t, ka\'bfda \'9ccie\'bfka i sprz\'eat w pa\'b3acu nasuwa\'b3y biednemu ojcu na pami\'ea\'e6 jedynaczk\'ea, martwota za\'9c i cisza komnat, oraz ich g\'b3ucha pustka przypomina\'b3y stale nieobecno\'9c\'e6 jej bezpowrotn\'b9.\par \f0\par \f1 Gdy Krasnostawski, zamieszka\'b3y w pobliskim folwarku, Tomasz\'f3wce, wpada\'b3 tu czasem w interesach i sprawach maj\'b9tkowych, - o\'bfywia\'b3 nieco obecno\'9cci\'b9 sw\'b9 te mury, teraz jednak, od czasu jego wyjazdu, dnie jeszcze bardziej d\'b3u\'bfy\'b3y si\'ea panu Januaremu. \par \f0\par \f1 Na stole w jadalni gowartowskiego pa\'b3acu le\'bfa\'b3o kilka ksi\'b9\'bfek, obok w salonie i buduarze widnia\'b3y porzucone pisma \'9cwie\'bfe - na biurku w gabinecie przyleg\'b3ym biela\'b3y roz\'b3o\'bfone arkusze, zape\'b3nionego pismem papieru. Pan January przed chwil\'b9 przesta\'b3 by\'b3 czyta\'e6, oraz pisa\'e6 teraz zamierza\'b3, a przechadzaj\'b9c si\'ea tymczasem poprzez szereg czterech le\'bf\'b9cych obok siebie, otwartych, poo\'9cwietlanych pokoi, my\'9cla\'b3.\par \f0\par \f1 W ciszy u\'9cpionego ju\'bf od dawna domu wybi\'b3a godzina druga...\par \f0\par \f1 Monotonny odg\'b3os zegara zbudzi\'b3 Gowartowskiego z zadumy. Poruszy\'b3 si\'ea szybciej, sam pogasi\'b3 \'9cwiat\'b3a w czterech s\'b9siednich komnatach, poczem, westchn\'b9wszy cicho, przetar\'b3 d\'b3oni\'b9 czo\'b3o i usiad\'b3 przy biurku przed roz\'b3o\'bfonemi \'e6wiartkami papieru. \par \f0\par \f1 Nie wzi\'b9\'b3 jednak pi\'f3ra do r\'eaki... My\'9cl leniwa odbiec na rozkaz nie chcia\'b3a, podpar\'b3 wi\'eac pan January d\'b3o\'f1mi g\'b3ow\'ea i zamy\'9cli\'b3 si\'ea znowu.\par \f0\par \f1 Woko\'b3o, z umilk\'b3em echem jego miarowych krok\'f3w, zapanowa\'b3a niezam\'b9cona niczem cisza, i trwale do\'9c\'e6 d\'b3ugo, nie przerywana zgo\'b3a niczem.\par \f0\par \f1 Wreszcie, zbudzony z swej zadumy, podni\'f3s\'b3 g\'b3ow\'ea dziedzic Gowartowa, si\'eagn\'b9\'b3 po pi\'f3ro i zacz\'b9\'b3 pisa\'e6 szybko. Jedne po drugich wype\'b3nia\'b3y si\'ea jego drobnem pismem arkusiki papieru, rozrzucone na biurku, zgrzyt za\'9c stalki w milczeniu g\'b3uchem dono\'9cnie rozbrzmiewa\'b3 po pokoju. W ten spos\'f3b min\'ea\'b3a godzina, a mo\'bfe i wi\'eacej...\par \f0\par \f1 Przesta\'b3 wreszcie pisa\'e6 ojciec Oli, od\'b3o\'bfy\'b3 pi\'f3ro i schowawszy starannie papiery do szuflady biurka - powsta\'b3.\par \f0\par \f1 Wywo\'b3any zazwyczaj umys\'b3owem znu\'bfeniem, sen nie klei\'b3 jednak dzisiaj powiek jego.\par \f0\par \f1 Przeciwnie. Zmuszony przed chwil\'b9 jeszcze, oderwawszy si\'ea od tera\'9fniejszo\'9cci, zanurzy\'e6 w przesz\'b3o\'9c\'e6 w\'b3asnego \'bfycia, kt\'f3r\'b9 opisywa\'b3 - pan January orze\'9fwionym by\'b3 jakby, a wyraz melancholyi smutnej znik\'b3 z oblicza jego, oczy patrza\'b3y ja\'9cniej jako\'9c, zapatrzone, zda si\'ea, w odleg\'b3e dawne wspomnienia... \par \f0\par \f1 I wyparte t\'b9 chwil\'b9 obecn\'b9, cierpienie pierzch\'b3o na chwil\'ea, ojciec Oli za\'9c, spragniony sna\'e6 powietrza, otworzy\'b3 okno, wychodz\'b9ce na ogr\'f3d.\par \f0\par \f1 Dotykaj\'b9c szyb, zaszele\'9cci\'b3y cicho ga\'b3\'eazie pn\'b9cego si\'ea wysoko po murze winogradu, i powiew balsamiczny, \'9cwie\'bfy, wp\'b3yn\'b9\'b3 do pokoju.\par \f0\par \f1 Pa\'b3ac gowartowski g\'f3rowa\'b3 nad okolic\'b9. Do st\'f3p jego, poza parkiem i stawem, w p\'f3\'b3kole, tuli\'b3a si\'ea wioska, a dalej widnia\'b3y uprawne pola, odcina\'b3 si\'ea na widnokr\'eagu sinawy pas las\'f3w, w\'9cr\'f3d rozleg\'b3ych za\'9c, jak okiem si\'eagn\'b9\'e6, p\'b3askich obszar\'f3w - majaczy\'b3o kilka dalekich si\'f3\'b3 i futor\'f3w...\par \f0\par W chwili, gdy pan Jan\f1 uary stan\'b9\'b3 w oknie gabinetu, z kt\'f3rego krajobraz ten ca\'b3y, jak na d\'b3oni, mo\'bfna by\'b3o obj\'b9\'e6 okiem - nad otaczaj\'b9cemi Gowart\'f3w wko\'b3o r\'f3wninami, pe\'b3nemi nieuj\'eatego jakby smutku i niewys\'b3owionej dziwnej t\'easknoty - nad zadumanymi jarami, sennymi \'b3anami i bielej\'b9cymi szerokimi traktami - z wolna gas\'b3a w\'b3a\'9cnie jesienna noc, pogodna, a z nieba, stopniowo nikn\'b9c, pierzcha\'b3y ostatnie gwiazdy... Jeszcze tylko mg\'b3y przedporanne b\'b3\'b9ka\'b3y si\'ea tam i \'f3wdzie, p\'f3\'b3mrok za\'9c szarawy przed\'9cwitu, walcz\'b9cy z cieniami nocy, coraz bardziej zwyci\'easki, hardy, panoszy\'b3 si\'ea ju\'bf doko\'b3a.\par \f0\par \f1 Gowartowski sta\'b3 nieruchomo w oknie, a odczuwaj\'b9c g\'b3\'eaboko nieuj\'eaty czar, p\'b3yn\'b9cy ku niemu senn\'b9 fal\'b9 z ziemi rodzinnej, jednocze\'9cnie uczuwa\'b3 w duszy ch\'ea\'e6 konieczn\'b9 wyrwania si\'ea, cho\'e6 na kr\'f3tko z tych ciasn\f0 ych ram pokoju.\par \par \f1 W tej samej chwili cisz\'ea drzemi\'b9c\'b9 przerwa\'b3 nagle pojedynczy d\'9fwi\'eak, rytmiczny i daleki. Wpl\'f3t\'b3szy si\'ea melodyjnym akordem w og\'f3lne milczenie, szed\'b3 coraz donio\'9clejszy... bli\'bfszy...\par \f0\par \f1 Przez perl\'b9ce si\'ea jeszcze nocn\'b9 ros\'b9 \'b3any zbo\'bfa i \'b3\'b9ki, zagony burak\'f3w i jary, lecia\'b3o monotonne echo dzwonka, \'bfa\'b3osne sob\'b9 i jakby sm\'eatne, b\'b3\'b9kaj\'b9c si\'ea po u\'9cpionych jeszcze obszarach, budz\'b9c drzemi\'b9ce ptactwo, leniwo i niech\'eatnie zrywaj\'b9ce si\'ea gdzieniegdzie do lotu.\par \f0\par \f1 - Telegram! Mo\'bfe do mnie, p\'f3jd\'ea i zobacz\'ea... mrukn\'b9\'b3 do siebie p\'f3\'b3g\'b3osem pan January, i odst\'b9piwszy od okna, si\'eagn\'b9\'b3 kapelusz.\par \f0\par \f1 W tej samej chwili wzrok jego przesun\'b9\'b3 si\'ea po \'9ccianie, na kt\'f3rej wisia\'b3a strzelba i przybory my\'9cliwskie. Gowartowski spojrza\'b3 mimo woli na sw\'f3j ubi\'f3r.\par \f0\par \f1 By\'b3 w butach wysokich z cholewami, kt\'f3rych dob\'ea ca\'b3\'b9 nie zmieni\'b3, pe\'b3en apatyi.\par \f0\par \f1 Po przelotnej chwilce wahania, pan January wzi\'b9\'b3 strzelb\'ea, torb\'ea, naboje i wyszed\'b3 przez balkon do ogrodu. Czu\'b3 potrzeb\'ea ruchu, powietrza i postanowi\'b3 zapolowa\'e6 na dzikie kaczki. Drzemi\'b9ca \'bfy\'b3ka my\'9cliwska przebudzi\'b3a si\'ea w Gowartowskim, a odnalaz\'b3szy ulubie\'f1ca swego, legawca, \'9cpi\'b9cego w \'b3adnej budce, wyruszy\'b3 przez park na pola.\par \f0\par \f1 My\'9cl jego by\'b3a jakby wolniejsza, wzrok za\'9c uporczywie \'9cciga\'b3 krajobraz, niejako ws\'b3uchuj\'b9c si\'ea w bliski ju\'bf teraz zupe\'b3nie odg\'b3os dzwonka. Nadzieja zwodnicza podsun\'ea\'b3a mu bezpodstawne przypuszczenie, i\'bf mo\'bfe ten oto znajomy d\'9fwi\'eak, zwiastuj\'b9cy telegraficznego pos\'b3a\'f1ca, przyniesie mu jak\'b9\'9c dobr\'b9, a niespodzian\'b9 od Oli wiadomo\'9c\'e6.\par \f0\par \f1 Rzeczywisto\'9c\'e6, jak zwykle, rozwia\'b3a chwilowe z\'b3udzenie. Spokojnie i r\'f3wnomiernie, u rozstajnych dr\'f3g, przy krzy\'bfu drewnianym, przesun\'ea\'b3a si\'ea sennie, w jednego konia, dwuko\'b3owa bida, z siedz\'b9c\'b9 na niej skulon\'b9 postaci\'b9, i brz\'eacz\'b9c dzwonkiem, zgin\'ea\'b3a w mg\'b3ach porannych.\par \f0\par \f1 Dziedzic Gowartowa westchn\'b9\'b3, i min\'b9wszy park oraz wiosk\'ea, boczn\'b9 \'9ccie\'bfyn\'b9 skierowa\'b3 si\'ea ku polom. Poprzedzany kr\'eac\'b9cym si\'ea weso\'b3o, ca\'b3ym czarnym, z bia\'b3emi \'b3apami, legawcem, w p\'f3l godziny potem spuszcza\'b3 si\'ea w jar g\'b3\'eaboki.\par \f0\par \f1 Otulony cisz\'b9 przed\'9cwitu, drzema\'b3 tu staw obszerny, ca\'b3y zaros\'b3y sitowiem - siedziba kaczek dzikich; ma\'b3y m\'b3ynek drewniany, cichutko szemrz\'b9c przelewaj\'b9c\'b9 si\'ea wod\'b9, odpoczywa\'b3, przyparty do w\'b9zkiej grobelki; w jej pobli\'bfa male\'f1ka, garbata chatynka m\'b3ynarza dope\'b3nia\'b3a krajobrazu.\par \f0\par Po raz pierwszy od bardzo daw\f1 na podda\'b3 si\'ea pan January obecnej chwili tylko, zapomniawszy momentalnie o dr\'eacz\'b9cem go cierpieniu. St\'b9paj\'b9c ostro\'bfnie i cicho po zroszonej trawie, szed\'b3 wzd\'b3u\'bf stawu, nad jego brzegiem, rozgl\'b9daj\'b9c si\'ea bystro doko\'b3a. \par \f0\par \f1 Milczenie i spok\'f3j panowa\'b3y niepodzielnie w tym zak\'b9tku. Czasem tylko za\'b3opota\'b3o co\'9c w sitowiach i zaraz zcich\'b3o; tu\'bf ponad senn\'b9 tafl\'b9 w\'f3d przelecia\'b3 wolno ko\'b3o id\'b9cego my\'9cliwca jastrz\'b9b wodny, kulik, znikn\'b9wszy niebawem z oczu...\par \f0\par \f1 I melancholijna szaro\'9c\'e6, jeszcze na wp\'f3\'b3 pogr\'b9\'bfona we \'9cnie, cicha, kr\'f3lowa\'b3a dalej znowu, skupiona w sobie, niezam\'b9cona niczem, chyba tylko szelestem krok\'f3w ludzkich i biegiem legawca.\par \f0\par \f1 Nagle pan January przystan\'b9\'b3:\par \f0\par \f1 - Wara! do nogi! - sykn\'b9\'b3 cicho na psa. Legawiec, podni\'f3s\'b3szy lew\'b9 \'b3ap\'ea i wyprostowawszy ogon spr\'ea\'bfy\'9ccie, znieruchomia\'b3.\par \f0\par \f1 Na czyst\'b9 tafl\'ea w\'f3d stawu, rzecz rzadka, wyp\'b3ywa\'b3y powa\'bfnie dwie kaczki dzikie i ko\'b3ysz\'b9c si\'ea niedostrzegalnie, zbli\'bfa\'b3y si\'ea, ufne, z wolna p\'b3yn\'b9c, na odleg\'b3o\'9c\'e6 strza\'b3u. My\'9cliwiec odwi\'f3d\'b3 kurka u strzelby, jak m\'f3g\'b3 najciszej, i przy\'b3o\'bfy\'b3 bro\'f1 do ramienia.\par \f0\par \f1 Przeczeka\'b3 chwil\'ea jeszcze, i poci\'b9gn\'b9\'b3 za cyngiel...\par \f0\par \f1 Odbity w milczeniu dziesi\'eaciokrotnem echem hukn\'b9\'b3 w ciszy pierwszy strza\'b3!... Dosi\'b9g\'b3 on jednocze\'9cnie obie kaczki, po\'b3o\'bfy\'b3 je trupem, i zbudzi\'b3 zarazem \'9cpi\'b9c\'b9 w sitowiach zwierzyn\'ea.\par \f0\par \f1 Zagotowa\'b3o si\'ea tam teraz wsz\'eadzie; t\'b3umione szelesty rozleg\'b3y si\'ea na wsze strony; kurki wodne, kacz\'eata, kaczki nawo\'b3ywa\'b3y si\'ea wzajemnie, kilka z tych ostatnich poderwa\'b3o si\'ea nawet hen, w perspektywie, na drugim kra\'f1cu stawu... daleko. Jedna za\'9c, wynurzywszy sk\'b9d\'9c, z charakterystycznym po\'9cwistem skrzyde\'b3, przelecia\'b3a: wysoko prostopadle ponad g\'b3ow\'b9 my\'9cliwego.\par \f0\par \f1 Pos\'b3uszny legawiec jednocze\'9cnie przynosi\'b3 panu w z\'eabach zabit\'b9 zwierzyn\'ea; Gowartowski, odebrawszy psu kaczki, zawiesi\'b3 je u torby i poszed\'b3\f0 dalej. \par \par \f1 Powoli, stopniowo, rozja\'9cnia\'b3o si\'ea tymczasem.. Na wschodzie, gdzie\'9c w oddali, widnokr\'b9g zar\'f3\'bfawia\'b3 si\'ea, niedostrzegalnie, leciutko...\par \f0\par \f1 Ojciec Oli Dzier\'bfymirskiej, ze spuszczon\'b9 g\'b3ow\'b9, post\'eapowa\'b3 wci\'b9\'bf brzegiem stawu. Kilka kaczek po drodze jego zerwa\'b3o si\'ea trwo\'bfliwie, my\'9cliwiec jednak nie zadawa\'b3 sobie trudu strzela\'e6 do nich, bo oto znowu, wywo\'b3ane na poz\'f3r drobnostk\'b9, poch\'b3on\'ea\'b3y bezpodzielnie pana Januarego wspomnienia smutne.\par \f0\par \f1 Rok temu, podobnie jak dzi\'9c, polowa\'b3 on tutaj. \par \f0\par \f1 Razem z Ol\'b9 wyjechali o drugiej, noc\'b9, i przybyli nad staw przy ksi\'ea\'bfycu jeszcze. Tak samo cisza u\'9cpienia panowa\'b3a doko\'b3a, tak samo, jak przed chwil\'b9, na to\'f1 czyst\'b9, l\'9cni\'b9c\'b9 si\'ea tylko w dogorywaj\'b9cych, dr\'bf\'b9cych promieniach miesi\'b9ca - wyp\'b3yn\'ea\'b3a zwierzyna...\par \f0\par \f1 Pami\'eata, jak dzi\'9c, ow\'b9 chwil\'ea, rado\'9c\'e6 c\'f3rki z tej przeja\'bfd\'bfki i jej ciekawo\'9c\'e6 asystowania przy polowaniu. Stoi mu \'bfywo przed oczyma twarzyczka jej zarumieniona, \'b3adniutka, wzruszona, ciekawie \'9cledz\'b9ca wzrokiem kaczki, p\'b3yn\'b9ce po wodach... \par \f0\par \f1 Pami\'eata doskonale, jak w ostatniej chwili, gdy ju\'bf cyngla d\'b3oni\'b9 dotyka\'b3, szczebiot jej weso\'b3y sp\'b3oszy\'b3 zwierzyn\'ea, i jak w\'f3wczas Ola tego sobie darowa\'e6 nie mog\'b3a...\par \f0\par \f1 Westchnienie ciche podnios\'b3o pier\'9c Gowartowskiego, brwi zmarszczy\'b3 i zatopi\'b3 si\'ea w my\'9clach niepomny zupe\'b3nie otoczeni\f0 a swego.\par \par \f1 Tymczasem zwierzyna co chwila podrywa\'b3a si\'ea tam i \'f3wdzie, przelatuj\'b9c blisko id\'b9cego machinalnie naprz\'f3d my\'9cliwego.\par \f0\par \f1 Legawiec, kr\'eac\'b9c ogonem, wierci\'b3 si\'ea na wszystkie strony, skamla\'b3 nie\'9cmia\'b3o, z cicha, goni\'b3 uciekaj\'b9ce kaczki i powraca\'b3, podnosz\'b9c rozumny sw\'f3j wzrok na zamy\'9clonego pana, z wyrazem zdziwienia, i\'bf nie s\'b3yszy ju\'bf strza\'b3\'f3w - wyra\'9fnie zgorszony post\'eapowaniem jego.\par \f0\par \f1 Staw tymczasem ju\'bf si\'ea ko\'f1czy\'b3..\par \f0\par \f1 W pobli\'bfu, nieco dalej, oddzielony od pierwszego stawu pasmem b\'b3otnistych moczar\'f3w, widnia\'b3 taki sam prawie drugi, mniejszy tylko i sitowiem zaro\'9cni\'eaty ca\'b3y.\par \f0\par \f1 Znaj\'b9c sna\'e6 dobrze drog\'ea ku niemu, pan January nie zatrzyma\'b3 si\'ea, a tylko ci\'b9gle tak samo zadumany, ruszy\'b3 w drog\'ea dalej, prosto przez bagno, stawiaj\'b9c powoli stopy na trz\'eas\'b9cych si\'ea k\'eapkach zielonych.\par \f0\par \f1 Pod ci\'ea\'bfarem cia\'b3a id\'b9cego my\'9cliwca grunt ugina\'b3 sie, ko\'b3ysa\'b3 niedostrzegalnie, a pod nim chlupota\'b3a woda i porusza\'b3 si\'ea kr\'b9g ca\'b3y wodnistej ziemi.\par \f0\par \f1 Pan January nie zwraca\'b3 jednak na to \'bfadnej uwagi; w my\'9clach rozpami\'eatywa\'b3 co\'9c ci\'b9gle, w oczach za\'9c uporczywie majaczy\'b3a mu wywo\'b3ana przypomnieniem twarz i posta\'e6 Oli, przes\'b3aniaj\'b9c sylwetk\'b9 sw\'b9 wzrok jego zamglony.\par \f0\par \f1 Roztargniony jakby, tu, gdzie si\'ea znajdowa\'b3, zgo\'b3a nieobecny, Gowartowski szed\'b3 przez moczary, coraz dalej, a raz nawet noga niespodzianie obsun\'ea\'b3a mu si\'ea na ma\'b3ej k\'eapce, i ma\'b3o, ma\'b3o, \'bfe nie straci\'b3 r\'f3wnowagi...\par \f0\par \f1 Tymczasem poza nim, w dal roztwiera\'b3y si\'ea niby widnokr\'eagu podwoje...\par \f0\par \f1 Stopniowo, w\'b9skie pasmo skrytego jeszcze s\'b3onecznego \'9cwiat\'b3a, ros\'b3o na niebiosach. Z pod bia\'b3ych puch\'f3w pos\'b3ania i spuszczonych dyskretnie jakby gazowych u \'b3o\'bfa zas\'b3on - zarumieniona, wstydliwa wychyla\'e6 si\'ea pocz\'ea\'b3a jutrzenka r\'f3\'bfana, przeci\'b9gaj\'b9c si\'ea lubie\'bfnie jeszcze poza przejrzyst\'b9 opon\'b9 ob\'b3ok\'f3w bladych...\par \f0\par \f1 Ponad stawem lata\'b3y teraz ci\'b9gle kuliki; w dali na horyzoncie, z innego sna\'e6 legowiska, wysoko na pogodnem niebie, ci\'b9gn\'ea\'b3o tutaj ca\'b3e stado dzikich kaczek - prostopadle pod niemi ogromny jastrz\'b9b kr\'b9\'bfy\'b3 majestatycznie nad \'b3anem zbo\'bfa...\par \f0\par \f1 Ostatnie wreszcie cienie przed\'9cwitu pierzch\'b3y nagle... Pierwszy promie\'f1 s\'b3o\'f1ca wyjrza\'b3 nie\'9cmia\'b3o, b\'b3ysn\'b9\'b3 po bia\'b3ych \'9ccianach chatynki i blaszanym dachu starego m\'b3yna, dotkn\'b9\'b3 si\'ea tafli stawu, zamigota\'b3 w m\'eatnych b\'b3otach moczar\'f3w i musn\'b9\'b3 pieszczotliwie odwr\'f3con\'b9 sylwet\'ea id\'b9cego m\'ea\'bfczyzny.\par \f0\par \f1 Na b\'b3yszcz\'b9cej lufie prze\'b3o\'bfonej przez plecy strzelby zapali\'b3 si\'ea blaskiem. Min\'ea\'b3a chwila... i ju\'bf tryumfalnie zaja\'9cnia\'b3 on, obj\'b9wszy p\'b3omieniem \'9cwiate\'b3 li\'9ccie kilkunastu drzew, rosn\'b9cych w\'9cr\'f3d bagien. Posta\'e6 krocz\'b9cego miarowo po moczarach cz\'b3owieka na zakr\'eacie, czy te\'bf w drzew cieniu, znik\'b3a nagle w mgnieniu oka...\par \f0\par \f1 Po chwili w dali rozleg\'b3o si\'ea tylko g\'b3o\'9cne szczekanie psa.\par \f0\par \f1 Umilk\'b3o...\par \f0\par \f1 Nad ziemi\'b9 w tej samej chwili wsta\'b3 dzie\'f1 nowy, pe\'b3en nadziei, z rado\'9cci\'b9 na promienistem czole.\par \f0\par ---------\par \par \par Na platformie kawia\f1 rni, po\'b3o\'bfonej na szczycie g\'f3ry "G\'fbtsch," wznosz\'b9cej sw\'f3j cypel wynios\'b3y ponad wdzi\'eacznie rozrzucon\'b9 u jej st\'f3p Lucern\'b9, roi\'b3o si\'ea od turyst\'f3w, siedz\'b9cych przy stolikach.\par \f0\par \f1 Szmery prowadzonych rozm\'f3w \'b3\'b9czy\'b3y si\'ea w akord wsp\'f3lny z graj\'b9c\'b9 sm\'eatnie i cicho orkiestr\'b9, wzrok za\'9c wypoczywaj\'b9cych go\'9cci pie\'9cci\'b3 widok cudny i wspania\'b3y na miasto, tul\'b9ce si\'ea zacisznie do brzeg\'f3w jeziora, zapatrzone w jego ciemnoszafirowe g\'b3\'eabie, w kt\'f3rych lustrzanej toni milcz\'b9co przygl\'b9da\'b3y si\'ea r\'f3wnie\'bf zadumane wierzcho\'b3ki g\'f3r.\par \f0\par Zam\f1 yka\'b3y one \'b3a\'f1cuchem swym ca\'b3y widnokr\'b9g naprzeciw miasta, po drugiej stronie jeziora, i ramowa\'b3y na prawo kr\'eat\'b9 szyj\'ea w\'f3d jego, p\'b3yn\'b9cych cicho w dal...\par \f0\par \f1 Oz\'b3ociwszy purpur\'b9 i z\'b3otem \'9cnie\'bfne szczyty gin\'b9cych we mgle Alp, zamigotawszy krwawo na bia\'b3ych frontach nadbrze\'bfnych hoteli, spiczastych wie\'bfach "Hofkirche" i szybach pomniejszych domostw, w\'b3a\'9cnie przed chwil\'b9 zgas\'b3 ostatni promyk s\'b3o\'f1ca... \par \f0\par \f1 Natomiast zmierzch szary ju\'bf obecnie wychyla\'b3 si\'ea sk\'b9d\'9c nie\'9cmia\'b3o, \'9clizga\'b3 si\'ea po g\'b3adkiej tafli jeziora, przechadza\'b3 po dw\'f3ch, krytych daszkiem, drewnianych mostach, staro\'bfytnych i w\'b9skich, a omraczaj\'b9c sze\'9cciok\'b9tny czubek, po\'b3o\'bfonej tu\'bf przy jednym z nich, oryginalnej wodnej wie\'bfycy, swawolnie zdawa\'b3 si\'ea zatapia\'e6 j\'b9, jedynaczk\'ea, stercz\'b9c\'b9 zabawnie po\'9cr\'f3d w\'f3d sza\f0 firu.\par \par \f1 A tymczasem, pod wp\'b3ywem id\'b9cego wieczora, cich\'b3o jakby jeszcze bardziej wszystko doko\'b3a... Senny spok\'f3j p\'b3yn\'b9\'e6 si\'ea zdawa\'b3 od Lucerny, kt\'f3ra, cho\'e6 przepe\'b3niona go\'9c\'e6mi z ca\'b3ego \'9cwiata, t\'eatni\'e6 poczynaj\'b9ca w\'b3a\'9cnie o tej porze muzyk\'b9 i gwarem - obserwowana jednak st\'b9d, z "G\'fbtsch" wierzcho\'b3ka, wydawa\'b3a si\'ea tak spokojn\'b9 - tak cich\'b9, jakby nie by\'b3a zgo\'b3a punktem zbornym kosmopolitycznej towarzystw \'9cmietanki, ale tylko - oaz\'b9 wytchnienia i swobody.\par \f0\par W jednym z najlepszych punkt\'f3w obserwacyjnych kawiarnian\f1 ej platformy, przy stoliku, siedzia\'b3o pi\'ea\'e6 os\'f3b.\par \f0\par \f1 Towarzystwo to sk\'b3adali: starsza wiekiem osoba, Polka, z c\'f3rk\'b9 i powa\'bfnym jegomo\'9cciem, ojcem zapewne rodziny - m\'b3ody, \'bfwawy, przystojny Francuz i Dzier\'bfymirscy.\par \f0\par \f1 O\'bfywiona, niemilkn\'b9ca rozmowa, podtrzymywana g\'b3\'f3wnie przez Ol\'ea i m\'b3odego Francuza, panowa\'b3a przy tym, odosobnionym od innych, stoliku. Stary jegomo\'9c\'e6 \'9cmia\'b3 si\'ea co chwila serdecznie i jowialnie z dowcip\'f3w m\'b3odzie\'f1ca, panienka r\'f3wnie\'bf rozmawia\'b3a weso\'b3o i jeden tylko Dzier\'bfymirski stanowi\'b3 w tym akordzie dobranym kontrast a\'bf nadto wyra\'9fny, zachowanie si\'ea za\'9c jego milcz\'b9ce i bierny, li tylko konieczny, udzia\'b3 w rozmowie, \'9cwiadczy\'b3y dobitnie, \'bfe to wszystko nudzi go nad wyraz.\par \f0\par \f1 Oczy Dzier\'bfymirskiego, pe\'b3ne zamy\'9clenia, prawie bezustannie spoczywa\'b3y na krajobrazie u podn\'f3\'bfa g\'f3ry, z rzadka przenosz\'b9c si\'ea, oboj\'eatne, na towarzystwo. Wzrok jego wtedy zatrzymywa\'b3 si\'ea g\'b3\'f3wnie na Oli. Zaduma sm\'eatna, od otoczenia daleka, znika\'b3a w\'f3wczas na chwil\'ea z jego oblicza, \'9frenice za\'9c czarne Romana, ciemniejszemi stawa\'b3y si\'ea, badawcze... Nader korzystnie za\'9c dnia tego wygl\'b9da\'b3a pani Ola. Ubrana w zgrabn\'b9 sukni\'ea, z jasnej materyi, czyni\'b3a wra\'bfenie wytworne i eleganckie; obna\'bfone za\'9c do\'9c\'e6 g\'b3\'eaboko, z okazyi niby gor\'b9ca, pier\'9c, szyja i ramiona, przykryte tylko a\'bfurow\'b9 koronk\'b9, stanowi\'b9c\'b9 ca\'b3o\'9c\'e6 z sukni\'b9 - podnosi\'b3y jeszcze wdzi\'eak jej postaci. Siedz\'b9c obok m\'b3odego Francuza, rozmawiali z nim przewa\'bfnie, \'9cmiej\'b9c si\'ea, dowcipkuj\'b9c, i bezwiednie zapewne tylko, rzucaj\'b9c mu od czasu do czasu rozbawione, zalotne jakby spojrzenia.\par \f0\par Tr\f1 wa\'b3o tak dosy\'e6 d\'b3ugo. Po niejakim czasie jednak Ola zauwa\'bfy\'b3a sna\'e6 dziwne troch\'ea zachowanie si\'ea m\'ea\'bfa, bo, skorzystawszy z og\'f3lnego powstania, spowodowanego czyj\'b9\'9c uwag\'b9 o krajobrazie, zbli\'bfy\'b3a si\'ea do Dzier\'bfymirskiego, i przytuliwszy si\'ea, otar\'b3szy, jak koci\'ea, sw\'b9 rozkwit\'b3\'b9 kibici\'b9 o niego, mi\'eakko i czule zapyta\'b3a:\par \f0\par \f1 - Co\'9c taki smutny, Romciu, co ci?\par \f0\par \f1 -Nic, kochanie! - odpar\'b3 kr\'f3tko Dzier\'bfymirski i dorzuci\'b3 po chwili:\par \f0\par \f1 - Ale, a propos, ja ci\'ea tu zostawi\'ea, bo sam wpa\'9c\'e6 jeszcze musz\'ea na poczt\'ea, tam, na dole..\f0 .\par \par \f1 - Koniecznie chcesz tam i\'9c\'e6? To mo\'bfe jed\'9fmy ju\'bf razem?..\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski odczu\'b3 niech\'ea\'e6 lekk\'b9 w g\'b3osie \'bfony; cie\'f1 ledwie dostrzegalnego niezadowolenia, przemkn\'b9\'b3 mu po twarzy, odezwa\'b3 si\'ea jednak szybko: \par \f0\par \f1 - Nie, nie, zosta\'f1, ma ch\f0\'e8re, prosz\f1\'ea ci\'ea... Spotkamy si\'ea p\'f3\'9fniej w alei nadbrze\'bfnej, b\'ead\'ea czeka\'b3 na ciebie... au revoir...\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski \'9ccisn\'b9\'b3 zlekka r\'b9czk\'ea \'bfony i zr\'eacznie wycofa\'b3 si\'ea z platformy, zd\'b9\'bfaj\'b9c po schodkach na d\'f3\'b3, do stacyi kolejki z\'eabatej, zwanej "funiculaire," a \'b3\'b9cz\'b9cej w pi\'eaciu minutach czasu g\'f3r\'ea z miastem.\par \f0\par \f1 Zaj\'eate lornetowaniem krajobrazu - kt\'f3rego wdzi\'eak teraz dopiero, po chwilowem wyczerpaniu tematu rozmowy, zdo\'b3a\'b3 przem\'f3wi\'e6 do ich poczucia pi\'eakna. Towarzystwo nie zauwa\'bfy\'b3o nawet odej\'9ccia Romana. Ten ostatni spuszcza\'b3 si\'ea powoli po schodkach i zasiad\'b3 niebawem w wagoniku kolejki, wkr\'f3tce ruszy\'e6 maj\'b9cej do Lucerny.\par \f0\par \f1 - A to mnie znudzili - mrukn\'b9\'b3 - zakazane towarzystwo...\par \f0\par \f1 W tej samej chwili rozleg\'b3 si\'ea sygna\'b3 odjazdowy, wagoniki poruszy\'b3y si\'ea z chrz\'eastem, i hamowane, powoli w d\'f3\'b3 spuszcza\'e6 si\'ea zacz\'ea\'b3y.\par \f0\par \f1 Roman obejrza\'b3 si\'ea; w wagonie, dziwnym zbiegiem okoliczno\'9cci, znajdowa\'b3 si\'ea zupe\'b3nie sam. \par \f0\par \f1 Wygodnie wyci\'b9gn\'b9\'b3 nogi, rozpar\'b3 si\'ea i patrzy\'b3 w d\'f3\'b3.\par \f0\par \f1 Przed nim czernia\'b3a stromo id\'b9ca para szyn kolei, z po\'b3o\'bfonym po\'9crodku trzecim, dziurkowatym relsem; w dole, otulone mrokiem, drzema\'b3o jezioro - wierzcho\'b3ki g\'f3r stopi\'b3y si\'ea w zmierzchu, zla\'b3y jakby z chmurami niebios, w ciemno\'9cciach za\'9c, coraz to wi\'eakszych, wyst\'eapowa\'b3y teraz szaro domy miasta, w kt\'f3rych, jak ogniki b\'b3\'eadne, zapala\'b3y si\'ea co chwila tu i tam \'9cwiate\'b3ka.\par \f0\par \f1 Roman nagle przymkn\'b9\'b3 oczy.\par \f0\par \f1 Bo oto jemu - wpatrzonemu ci\'b9gle w d\'f3\'b3, w strom\'b9 pochy\'b3o\'9c\'e6 i powietrzn\'b9 pr\'f3\'bfni\'ea, dziel\'b9c\'b9 jeszcze kolejk\'ea od jeziora i, miasta - zakr\'eaci\'b3o si\'ea w g\'b3owie, w wirze za\'9c tym wy\'b3oni\'b3a nagle si\'ea jedyna szalona my\'9cl, spowodowana jakim\'9c jednoczesnym, nic nie znacz\'b9cym wagon\'f3w ha\'b3asem. Mianowicie zda\'b3o mu si\'ea po prostu, \'bfe oberwany poci\'b9g leci w d\'f3\'b3, coraz szybciej, i... \'bfe ju\'bf... ju\'bf oto w katastrofie, chaosie impetycznym - dotknie si\'ea on niebawem\f0 szklistej toni w\'f3d...\par \par \f1 Po kr\'f3tkiej atoli chwilce Dzier\'bfymirski otworzy\'b3 oczy i roze\'9cmia\'b3 si\'ea g\'b3o\'9cno.\par \f0\par \f1 Nic woko\'b3o nie zmieni\'b3o poprzedniego wygl\'b9du. Wolno i ostro\'bfnie stacza\'b3a si\'ea kolejka dalej, jezioro by\'b3e ju\'bf tylko znacznie bli\'bfej, u brzegu jego mruga\'b3a, iskrz\'b9ca si\'ea dziesi\'b9tkami \'9cwiate\'b3ek, Lucerna; wagony, brz\'eacz\'b9c, spuszcza\'b3y si\'ea ci\'b9gle, zawieszone nad miastem.\par \f0\par \f1 Roman wzruszy\'b3 ramionami.\par \f0\par \f1 - Co mi dzi\'9c jest! sarn nie wiem! - mrukn\'b9\'b3. \par \f0\par \f1 W istocie by\'b3 nie sw\'f3j od samego rana. W silnej mierze niew\'b9tpliwie przyczyni\'b3o si\'ea do tego post\'eapowanie \'bfony.\par \f0\par \f1 Zapoznawszy si\'ea sama z kilkoma osobami, o natr\'eatnej manji zaznajamiania si\'ea, zanudza\'b3a go od kilku dni pobytu w Lucernie ich obecno\'9cci\'b9 bezustann\'b9, bawi\'b9c si\'ea wszak\'bfe sama znakomicie. I to w\'b3a\'9cnie ostatnie najbardziej irytowa\'b3o Romana. Tak unika\'b3 dot\'b9d ludzi, tak ucieka\'b3 od nich, by by\'e6 samym tylko z Ol\'b9, by bez zam\'b9cenia niczem pi\'e6 szcz\'ea\'9ccie chwili i t\'b9 mi\'b3o\'9cci\'b9 w sobie wszystko zag\'b3uszy\'e6!..\par \f0\par \f1 Omin\'b9\'b3 wszak nawet dobrowolnie Medyolan, rodzinne miasto swej matki, gdzie pochowan\'b9 by\'b3a na miejscowem "Cimitero Monumentale," gdzie poza tem posiada\'b3 jeszcze krewnych nieboszczki - uczyniwszy to w jedynym celu unikni\'eacia musu obcowania z lud\'9fmi, innymi, pr\'f3cz niej, Oli...\par \f0\par \f1 A tu tymczasem ona sama wyszukiwa\'b3a sobie jakie\'9c zakazane figury!..\par \f0\par \f1 Roman przy tej ostatniej my\'9cli, wyrzuciwszy z ust dogasaj\'b9cego papierosa, \'bfachn\'b9\'b3 si\'ea niecierpliwie.\par \f0\par \f1 Bo na przyk\'b3ad ten Francuz, czy\'bf nie wzbudza\'b3 w nim s\'b3usznego gniewu? M\'b3odzik niezno\'9cny, z bezmy\'9clnym, banalnym wiecznie na ustach u\'9cmiechem, z kt\'f3rego jednak Ola bezustannie tak szczerze si\'ea \'9cmia\'b3a...\par \f0\par \f1 - Albo ta jej tualeta dzisiejsza, - m\'f3wi\'b3 sobie dalej Roman, - w Wenecyi przecie\'bf by\'b3o daleko gor\'eacej, nie ubiera\'b3a ona jednak gorsu swego tak przejrzy\'9ccie, a tu ch\'b3\'f3d w por\'f3wnan\f0 iu...\par \par \f1 - Dla tego os\'b3a z Pary\'bfa niew\'b9tpliwie, by m\'f3g\'b3 cynicznie i lubie\'bfnie napawa\'e6 si\'ea kszta\'b3tem i cia\'b3em jej kibici! - p\'f3\'b3g\'b3osem dopowiedzia\'b3 podra\'bfniony Dzier\'bfymirski.\par \f0\par \f1 - \'afe te\'bf te kobiety bez wabienia m\'ea\'bfczyzny po prostu \'bfy\'e6 nie mog\'b9!.. - wyrwa\'b3o mu, si\'ea jeszcze. \par \f0\par \f1 Spostrze\'bfenie powy\'bfsze, a tycz\'b9ce si\'ea w danym wypadku w\'b3asnej \'bfony, gniewa\'b3o go niepomiernie.. Od pewnego czasu bowiem, obserwuj\'b9c Ol\'ea, dostrzeg\'b3 cech\'ea w charakterze jej, nieznan\'b9 mu dot\'b9d: ch\'ea\'e6 zalotn\'b9 przypodobania si\'ea innemu m\'ea\'bfczy\'9fnie - nie jemu... J\'b9trzy\'b3o go to bardzo, cho\'e6 pragn\'b9\'b3 pozornie traktowa\'e6 fakt \'f3w lekko.\par \f0\par \f1 Wagoniki stan\'ea\'b3y w\'b3a\'9cnie. Roman wyskoczy\'b3 szybko i skierowa\'b3 si\'ea ku gmachowi poczty, po\'b3o\'bfonemu ko\'b3o g\'b3\'f3wnego mostu, tu\'bf przy dworcu kolejowym. Przed paru dniami wys\'b3a\'b3 list do kraju, do jednego ze swych dobrych znajomych. Powiadamia\'b3 go o swoim \'9clubie i zarazem prosi\'b3 usilnie o napisanie mu, co w rodzinnem mie\'9ccie m\'f3wi\'b9 o jego ma\'b3\'bfe\'f1stwie i co porabia January Gowartowski.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski najbardziej by\'b3 ciekawym tej ostatniej wiadomo\'9cci, ze wzgl\'eadu na Ol\'ea i smutek, od niedawna, stopniowo \'bf\'b3obi\'b9cy, coraz cz\'ea\'9cciej jej twarzyczk\'ea.\par \f0\par \f1 Poda\'b3 adres: "Poste-restante, Lucerna," teraz zatem, wyskoczywszy ra\'9fno z wagonu kolejki, w kilka sekund znalaz\'b3 si\'ea ju\'bf przy w\'b3a\'9cciwem okienku, w obszernej sali gmachu szwajcarskiej poczty. \'8cpiesznie powiedzia\'b3 urz\'eadnikowi swe imi\'ea i nazwisko.\par \f0\par \f1 Grymas pocieszny wykrzywi\'b3 twarz tego ostatniego, i wykrztusi\'b3 z trudno\'9cci\'b9:\par \f0\par - Dziez-Dzier... Cornment? \'c8crivez, monsieur, sil vous plait! - poda\f1\'b3 kartk\'ea Dzier\'bfymirskiemu. \par \f0\par \f1 Roman pos\'b3usznie napisa\'b3 swe nazwisko. \par \f0\par \f1 Urz\'eadnik wzi\'b9\'b3 papier do r\'eaki, skrzywi\'b3 si\'ea raz jeszcze, poczem wzruszy\'b3 wymownie ramionami, a po chwili dopiero poda\'b3 cudzoziemcowi list.\par \f0\par \f1 Roman chwyci\'b3 go \'9cpiesznie i wybieg\'b3 na ulic\'ea.\par \f0\par Przy\f1 \'9cwietle latarni rozerwa\'b3 kopert\'ea i czyta\'e6 pocz\'b9\'b3 zape\'b3nion\'b9 bitem pismem \'e6wiartk\'ea. Twarz jego wyra\'bfa\'b3a niepok\'f3j i zaciekawienie widoczne, kt\'f3re po chwili dopiero ust\'b9pi\'b3y wra\'bfeniom, otrzymanym bezpo\'9crednio z lektury pisma.\par \f0\par \f1 List ten, donosz\'b9cy o towarzyskiem \'bfyciu w rodzinnem mie\'9ccie, o ostatniem przyj\'eaciu u marsza\'b3kowej, i pog\'b3oskach o stanie Gowartowskiego, nic w sobie zatrwa\'bfaj\'b9cego nie mia\'b3.\par \f0\par \f1 "Znam pana Krasnostawskiego, plenipotenta gowartowskiego; je\'9cli chcesz koniecznie mie\'e6 dok\'b3adne wiadomo\'9cci o wszystkiem, tycz\'b9cem si\'ea Gowartowa, napisz mi i podaj adres, a donios\'ea ci szczeg\'f3\'b3owo.." opiewa\'b3 koniec listu szkolnego kolegi Romana, w postscriptum...\par \f0\par \f1 Uspokojony, Dzier\'bfymirski z\'b3o\'bfy\'b3 list i schowa\'b3 go do kieszeni; pod wp\'b3ywem jednak ostatnich s\'b3\'f3w pisma, zawr\'f3ci\'b3, przest\'b9pi\'b3 raz jeszcze pr\'f3g gmachu poczty, i kupiwszy poczt\'f3wk\'ea z widokiem, napisa\'b3 szybko, odr\'eacznie, przyjacielowi swemu kilka s\'b3\'f3w szczerego podzi\'eakowania, z pro\'9cb\'b9 o dalsze wiadomo\'9cci, podawszy adres "Vevey", dok\'b9d zamierza\'b3 z Ol\'b9 uda\'e6 si\'ea nazajutrz. Poczem wyszed\'b3 \'9cpiesznie i wrzuciwszy kart\'ea, skierowa\'b3 si\'ea przez szeroki most ku nadbrze\'bfnej, ocienionej drzewami, szerokiej alei, spacerowemu miejscu Lucerny, pe\'b3nemu w obecnej chwili publiczno\'9cci, rozbrzmiewaj\'b9cemu muzyk\'b9, weso\'b3o\'9cci\'b9 i\f0 gwarem. \par \par \f1 Min\'b9wszy most, Roman wkr\'f3tce znalaz\'b3 si\'ea w cieniu drzew i uszed\'b3szy par\'easet krok\'f3w, siad\'b3 na samotnej \'b3aweczce, kapelusz zdj\'b9\'b3 i po\'b3o\'bfy\'b3 obok siebie.\par \f0\par \f1 Wp\'f3\'b3obr\'f3ciwszy si\'ea jednocze\'9cnie, ujrza\'b3 stragan z owocami. Poczu\'b3 nagle pragnienie, i skin\'b9\'b3, kazawszy sobie przynie\'9c\'e6 par\'ea gruszek i brzoskwi\'f1.\par \f0\par \f1 Gdy us\'b3u\'bfny szwajcar podawa\'b3 mu je, z ugrzecznieniem, Dzier\'bfymirski si\'eagn\'b9\'b3 do kieszeni, a wyj\'eata ruchem szybkim sakiewka jego roztworzy\'b3a si\'ea, i zawarto\'9c\'e6 jej ca\'b3a wysypa\'b3a si\'ea szeroko i z brz\'eakiem na ziemi\'ea.\par \f0\par \f1 Roman, widz\'b9c to, machinalnie schyla\'b3 si\'ea ju\'bf, by zebra\'e6 le\'bf\'b9ce na \'bfwirze alei kilkaset mo\'bfe frank\'f3w, w z\'b3ocie i srebrze, gdy oto jaka\'9c refleksja nag\'b3a powstrzyma\'b3a go w p\'f3\'b3 ruchu. Wyprostowa\'b3 si\'ea.\par \f0\par \f1 Rzuciwszy za\'9c oczekuj\'b9cemu na zap\'b3at\'ea przekupniowi po francusku, niedbale: "Ramassez \'c7a.! - odwr\'f3ci\'b3 si\'ea oboj\'eatnie na poz\'f3r w drug\'b9 stron\'ea, i utkwi\'b3 wzrok w jezioro.\par \f0\par \f1 Po chwili, w p\'f3\'b3obrocie g\'b3owy, z pod oka, spojrzawszy raz jeszcze na zoran\'b9 bruzdami, opalon\'b9 twarz szwajcara, zbieraj\'b9cego ju\'bf rozsypany pieni\'b9dz - zamy\'9cli\'b3 si\'ea...\par \f0\par \f1 O, jak\'bfe on pragn\'b9\'b3 w tej chwili, by z gar\'9cci tych oto pieni\'eadzy, kt\'f3re mu wr\'eaczonemi b\'ead\'b9 za par\'ea minut , zabrak\'b3o pi\'eaciofrank\'f3wki cho\'e6 jednej!...\par \f0\par \f1 Podarowa\'b3by on j\'b9 \'9cmia\'b3kowi temu, a biedakowi zapewne, z pewno\'9cci\'b9!... Bo czy\'bf?... Czy\'bf godzi\'b3oby si\'ea "jemu" rzuca\'e6 na niego kamieniem?...\par \f0\par \f1 Roman, wpatrzony bezustannie w zadumie przed siebie, gor\'b9czkowo, niecierpliwie oczekiwa\'b3 rezultatu swej pr\'f3by.\par \f0\par \f1 - We\'9fmie, z pewno\'9cci\'b9 we\'9fmie! - m\'f3wi\'b3 sobie r\'f3wnocze\'9cnie w duszy i g\'b3os jaki\'9c cyniczny, drwi\'b9 co wo\'b3a\'b3 w nim szyderski.\par \f0\par \f1 - "Uczciwo\'9c\'e6 ludzka!... ha... ha... ha!.. Frazesy, frazesy!.. malowana, wzorzysta zewn\'eatrznie kraszanka, wewn\'b9trz za\'9c skrycie cuchn\'b9ca!..."\par \f0\par \f1 Przed Dzier\'bfymirskim roztacza\'b3 si\'ea tymczasem krajobraz wdzi\'eaczny nad wyraz. W dr\'bf\'b9cych wi\'eac oto g\'b3\'eabiach jeziora, na prawo, przegl\'b9da\'b3o si\'ea tysi\'b9cem \'9cwiate\'b3ek miasto... p\'b3yn\'b9ce wody, o kilka krok\'f3w od alei, skr\'eaca\'b3y w bok, tocz\'b9c swe ciemne fale, jak rozpi\'eata nad niemi wrze\'9cniowa noc cicha, hen! daleko, ku g\'f3rom; po powierzchni jeziora b\'b3\'b9ka\'b3y si\'ea \'b3\'f3dki i ma\'b3e stateczki, przy ka\'bfdym za\'9c b\'b3yszcza\'b3a czerwona, du\'bfa, okr\'b9g\'b3a latarka, krwawym \'9cladem, \'9ccie\'bfyn\'b9 purpury znacz\'b9c g\'b3\'eaboko swe przej\'9ccie w przezroczej toni.\par \f0\par \f1 I ogniki owe, \'b3\'b9cznie ze swem odbiciem, dr\'bfa\'b3y tak bezustannie po jeziorze, sun\'ea\'b3y z wolna, zmienia\'b3y miejsce - wreszcie mala\'b3y, uto\'bfsamiaj\'b9c si\'ea jakby w dali lataj\'b9cym gdzie\'9c \'9cwi\'eatoja\'f1skim robaczkom...\par \f0\par \f1 Na lewo za\'9c, tu\'bf przy brzegu, u przystani statk\'f3w parowych, inne zn\'f3w ognie dotrzymywa\'b3y tamtym towarzystwa. Ku uciesze zapewne spaceruj\'b9cych go\'9cci puszczano tam fajerwerki; kr\'eaci\'b3y si\'ea zatem m\'b3y\'f1ce, p\'eaka\'b3y rzymskie \'9cwiece, strzela\'b3y wysoko barwne rakiety - spada\'b3y snopami iskier, gin\'ea\'b3y w ciemnych falach jeziora.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski, wpatrzony pocz\'b9tkowo bezmy\'9clnie, pocz\'b9\'b3 si\'ea teraz w\'b3a\'9cnie przygl\'b9da\'e6 uwa\'bfniej, uj\'eaty wdzi\'eakiem widoku, gdy nagle pos\'b3ysza\'b3 g\'b3o\'9cno wyrzeczone ko\'b3o siebie s\'b3owa:\par \f0\par \lang1033 - S'il vous plait, monsieur!\par \par \lang1045\f1 Roman odwr\'f3ci\'b3 si\'ea szybko. Szwajcar, pozbierawszy pieni\'b9dze, oddawa\'b3 mu sakiewk\'ea.\par \f0\par - To dobr\f1 ze, macie za owoce i fatyg\'ea! - po\'9cpiesznie odpar\'b3 Dzier\'bfymirski i wr\'eaczy\'b3 przekupniowi dwa franki, w srebrze.\par \f0\par \f1 - Merci, monsieur! - akcentuj\'b9c przeci\'b9gle ostatni\'b9 sylab\'ea u wyrazu: pan, odpar\'b3 zadowolony Szwajcar, sk\'b3oni\'b3 si\'ea, bez uni\'bfono\'9cci jednak, i odszed\'b3.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski wsta\'b3 i skierowa\'b3 si\'ea ku innej, odleglejszej, skrytej cieniem drzew, a pustej r\'f3wnie\'bf \'b3awce. Wychodz\'b9c z domu, dziwnym trafem okoliczno\'9cci, przerachowa\'b3 w\'b3a\'9cnie pieni\'b9dze i wiedzia\'b3 co do grosza, ile ich znajdowa\'b3o si\'ea w portmonetce. Odtr\'b9ciwszy w my\'9cli wydanych kilkana\'9ccie frank\'f3w, pocz\'b9\'b3 gor\'b9czkowo liczy\'e6 z\'b3oto i srebro.\par \f0\par \f1 Nie brakowa\'b3o ani jednego centa.\par \f0\par \f1 Widoczne rozczarowanie odbi\'b3o si\'ea na twarzy Dzier\'bfymirskiego. Pochyli\'b3 si\'ea na siedzeniu, opar\'b3 \'b3okcie na kolanach i ukry\'b3 twarz w d\'b3onie.\par \f0\par \f1 - Wi\'eac ludzi uczciwych na \'9cwiecie nie brak... Uczciwym by\'e6 potrafi nawet cz\'b3ek prosty, wi\'eac tylko ty... ty!.. - hucza\'b3o mu bezlito\'9cnie w g\'b3owie, i rumieniec wstydu pali\'b3 policzki.\par \f0\par \f1 Nie mog\'b9c usiedzie\'e6, Roman zerwa\'b3 si\'ea po chwili z \'b3awki i skierowa\'b3 przed siebie nadbrze\'bfn\'b9 alej\'b9.\par \f0\par \f1 Min\'b9\'b3 niebawem jeden z pierwszorz\'eadnych hoteli, przed kt\'f3rym co wiecz\'f3r stale grywa\'b3a orkiestra, dotar\'b3 a\'bf do po\'b3o\'bfonego na ko\'f1cu "quai" - kursalu, - zawr\'f3ci\'b3, wci\'b9\'bf opanowany jedn\'b9 i t\'b9 sam\'b9 my\'9cl\'b9.\par \f0\par \f1 W oko\'b3o niego roi\'b3o si\'ea teraz od eleganckiej, wytwornej publiczno\'9cci; pi\'eakne kobiety, ubrane bogato i gustownie, wymuskani panowie przechadzali z wolna przed olbrzymim i urz\'b9dzonym z wielkim komfortem hotelem "National", towarzyskie k\'f3\'b3ka siedzia\'b3y grupami na bambusowych fotelach - bawiono si\'ea weso\'b3o; wykwintnych go\'9cci pe\'b3no by\'b3o r\'f3wnie\'bf i wewn\'b9trz hotelu, we wspania\'b3ych salach na dole; przez otwarte na \'9ccie\'bfaj okna dochodzi\'b3y d\'9fwi\'eaki walca - ta\'f1czono.\par \f0\par \f1 Kosmopolityczny pr\'f3\'bfniaczy high-life, zjechawszy si\'ea tutaj, u\'bfywa\'b3 do woli wywczasu i przyjemno\'9cci, staraj\'b9c si\'ea zarazem opr\'f3\'bfni\'e6 kieszenie z niepotrzebnego z\'b3ota, oraz zabi\'e6 czas mi\'b3o i po\'b3kn\'b9\'e6 trawi\'b9c\'b9 nud\'ea.\par \f0\par \f1 - A mo\'bfe mi\'eadzy nimi znajduje si\'ea on "w\'b3a\'9cciciel", "on", w\'f3wczas, przed laty, przez ciebie, kto wie, czy nie skrzywdzony - dra\'bfni\'b9c Romana uporczywie, my\'9cl dziwaczna m\'eaczy\'e6 go nagle pocz\'ea\'b3a. Wstrz\'b9sn\'b9\'b3 si\'ea i skrzywi\'b3 bole\'9cnie... \par \f0\par \f1 W tej samej chwili jednak, do uszu jego dolecia\'b3 \'9cwie\'bfy, j\'eadrny g\'b3os kobiecy.\par \f0\par \f1 Pie\'9c\'f1 w\'b3oska, nami\'eatna, jak krew i mi\'b3o\'9c\'e6 dzieci po\'b3udnia, dr\'bf\'b9ca uczuciem, pomkn\'ea\'b3a po dr\'bf\'b9cej fali jeziora, ponad g\'b3owy przechadzaj\'b9cych si\'ea go\'9cci, odbi\'b3a si\'ea o echo g\'f3r... \par \f0\par \f1 Kto\'9c z p\'b3ci nadobnej \'9cpiewa\'b3 artystycznie i pi\'eaknie w jednej z sal "National'u"; Dzier\'bfymirski podszed\'b3 bli\'bfej i s\'b3ucha\'e6 pocz\'b9\'b3, zniewolony pi\'eakno\'9cci\'b9 g\'b3osu.\par \f0\par \f1 I powoli, rozp\'eadzona czarem pie\'9cni, w jego duszy r\'f3wnocze\'9cnie uspakaja\'b3a si\'ea burza.\par \f0\par \f1 Gdy \'9cpiew usta\'b3, Roman ju\'bf my\'9cl\'b9 by\'b3 gdzie indziej; jak wp\'b3yw zewn\'eatrzny \'bfycia przed chwil\'b9 poruszy\'b3 by\'b3 dotkliwie struny duszy jego - tak samo, u\'b3agodziwszy je teraz, przeni\'f3s\'b3 naraz my\'9cl Romana do chwili obecnej.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski przypomnia\'b3 sobie \'bfon\'ea, spojrza\'b3 na zegarek i skierowa\'b3 si\'ea drog\'b9 powrotn\'b9 do mostu; zaniepokojony raptem, \'bfe dot\'b9d nie ma jeszcze Oli. Id\'b9c za\'9c, przesuwa\'b3 wzrok uwa\'bfny\f0 po twarzach przechodni\'f3w.\par \par \f1 Nagle brwi zmarszczy\'b3. Bo oto o krok\'f3w kilkana\'9ccie przed sob\'b9 ujrza\'b3 Ol\'ea, ale sam\'b9 i w towarzystwie tylko m\'b3odego Francuza, w ciemnej narzutce na ramionach, sna\'e6 nie swojej, gdy\'bf \'bfadnej podobnej ze sob\'b9 nie mia\'b3a.\par \f0\par \f1 Roman u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea ironicznie:\par \f0\par \f1 - Zmarz\'b3a, biedaczka! - mrukn\'b9\'b3 z zadowoleniem. - Przy\'9cpieszy\'b3 kroku, a znalaz\'b3szy si\'ea tu\'bf przy id\'b9cej parze, pochylonej z lekka ku sobie, szyderczo odezwa\'b3 si\'ea po francusku:\par \f0\par \f1 - A, powita\'e6 !. . C\'f3\'bf to, Ola w po\'bfyczanych szatach?...\par \f0\par \f1 Urwawszy w p\'f3\'b3 zdania rozmow\'ea, id\'b9cy podnie\'9cli jednocze\'9cnie g\'b3owy, Ola za\'9c zarumieni\'b3a si\'ea nieco i odpar\'b3a:\par \f0\par \f1 - A tak. Po\'bfyczy\'b3am okrycia u panny K... po zachodzie s\'b3o\'f1ca tak ch\'b3odno...\par \f0\par \f1 - Mo\'bfna si\'ea by\'b3o z g\'f3ry tego spodziewa\'e6; bardzo\'9c \'9fle zrobi\'b3a, wyletniaj\'b9c si\'ea, a z odsy\'b3aniem zn\'f3w owych zarzutek k\'b3opot tylko b\'eadzie! - rzuci\'b3 Roman opryskliwie.\par \f0\par \f1 - Wiesz przecie, \'bfe jutro raniutko jedziemy! A te panie gdzie\'bf?...\par \f0\par \f1 Dwa ostatnie zdania wym\'f3wi\'b3 Dzier\'bfymirski po polsku tym samym, niezadowolonym wci\'b9\'bf g\'b3osem.\f0\par \par \f1 - Wst\'b9pi\'b3y po drodze do znajomych - odpar\'b3a Ola, onie\'9cmielona nieco tonem m\'ea\'bfa.\par \f0\par \f1 - A... tak. No, to wracamy do domu! - zadecydowa\'b3 Dzier\'bfymirski w tym\'bfe, co poprzednio j\'eazyku, i odwr\'f3ci\'b3 si\'ea szybko, pragn\'b9c w duszy co pr\'eadzej pozby\'e6 si\'ea towarzysza \'bfon\f0 y.\par \par \f1 - Przecie\'bf ju\'bf Ola nigdy tego cymba\'b3a nie ujrzy! - doda\'b3 w my\'9cli zarazem.\par \f0\par \f1 - Pa\'f1stwo jad\'b9 jutro? O kt\'f3rej? - pyta\'b3 tymczasem w\'b3a\'9cnie m\'b3odzieniec.\par \f0\par \f1 Widz\'b9c, i\'bf Ola pragnie poinformowa\'e6 Francuza, Roman rzek\'b3 \'9cpiesznie.\par \f0\par - O, panie!... nie wiemy jeszcze!\f1 ... Au plaisir - i wyci\'b9gn\'b9\'b3 r\'eak\'ea...\par \f0\par \f1 - Ach, wi\'eac ju\'bf mo\'bfe nie b\'ead\'ea mia\'b3 szcz\'ea\'9ccia ogl\'b9da\'e6 pa\'f1stwa? Doprawdy, jak\'bfe mi przykro! - rzek\'b3 m\'b3ody Francuzik, \'9cciskaj\'b9c podan\'b9 d\'b3o\'f1; nie odchodz\'b9c jednak, wci\'b9\'bf szed\'b3 obok Oli.\par \f0\par \f1 - Pa\'f1stwo w kt\'f3r\'b9 stron\'ea? - zagadn\'b9\'b3 uprzejmie. - Tak ma\'b3o mia\'b3em sposobno\'9cci rozmawia\'e6 dzi\'9c z panem... - s\'b3odziutko ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej, zwracaj\'b9c si\'ea do Dzier\'bfymirskiego - umkn\'b9\'b3 nam pan tak pr\'eadko...\par \f0 \par \f1 Bawidamek z nad Sekwany umilk\'b3 nagle pod drwi\'b9cem spojrzeniem Romana.\par \f0\par \f1 - Pa\'f1stwo... w roku przysz\'b3ym zapewne przyjad\'b9 tu r\'f3wnie\'bf? - j\'eakn\'b9\'b3 jeszcze, podtrzymuj\'b9c rozmow\'ea.\par \f0\par \f1 - A pan ?.... - s\'b3odko i uprzejmie zapyta\'b3 Dzier\'bfymirski.\par \f0\par \f1 - O, naturalnie, i\'bf b\'ead\'ea! - po\'9cpieszy\'b3 z odpowiedzi\'b9 m\'b3odzieniec.\par \f0\par \f1 - No, to my - nie! - odpar\'b3 z przyciskiem, ca\'b3kiem seryo Roman, lodowatym g\'b3osem, i uchyliwszy ledwo kapelusza, skin\'b9\'b3 na tramwaj elektryczny, by stan\'b9\'b3.\par \f0\par \f1 - Wsiadamy! - rzuci\'b3 kr\'f3tko \'bfonie.\par \f0\par \f1 - Przecie\'bf ten tramwaj do naszego hotelu nie idzie, a tylko w przeciwn\'b9 stron\'ea?! - zauwa\'bfy\'b3a zdziwiona Ola.\par \f0\par - \f1 Nic nie szkodzi. Pozb\'eadziemy si\'ea tego kulfona!- odrzek\'b3 po polsku Roman. - No, wsiadaj!... - rzuci\'b3 gniewnie do oci\'b9gaj\'b9cej si\'ea \'bfony, i pchn\'b9\'b3 j\'b9 z lekka do czekaj\'b9cego na nich tramwaju.\par \f0\par \f1 W sekund\'ea p\'f3\'9fniej Dzier\'bfymirscy ruszyli; wehiku\'b3 elektryczny pomkn\'b9\'b3 i znik\'b3, odprowadzony os\'b3upia\'b3ym wzrokiem Francuza, kt\'f3ry, postawszy na chodniku chwil\'ea, ca\'b3y, jak burak, czerwony, ruszy\'b3 w drog\'ea, i zgin\'b9\'b3 niebawem w r\'f3\'bfnobarwnym t\'b3umie.\par \f0\par \f1 Gdy w Lucernie odbywa\'b3 si\'ea ten drobny epizod, jednocze\'9cnie prawie, szerokim ukrai\'f1skim traktem, w bezgwiezdn\'b9 i ciemn\'b9 noc wrze\'9cniow\'b9, p\'eadzi\'b3 konno na oklep wyrostek, w burej \'9cwitce, trzymaj\'b9c w r\'eaku smolne \'b3uczywo, tak zwany kaganiec.\par \f0\par \f1 Krwawy blask jego roz\'9cwietla\'b3 panuj\'b9ce woko\'b3o nieprzejrzane ciemno\'9cci, toruj\'b9c w ten spos\'f3b w \'9clad za je\'9fd\'9fcem drog\'ea ma\'b3emu koczykowi, zaprz\'ea\'bfonemu w cztery bu\'b3ane \'bfwawe koniki. W powoziku siedzia\'b3 Boles\'b3aw Krasnostawski, otulony burk\'b9 i ob\'b3o\'bfony pakunkami. Jecha\'b3 w\'b3a\'9cnie od kolei, a powraca\'b3 z podr\'f3\'bfy swej do miasta.\par \f0\par Zabawiwszy tam, zamiast t\f1 rzech dni, jak mu polecono, - dziesi\'ea\'e6, dzi\'9c dopiero po\'9cpiesza\'b3 do swoich obowi\'b9zk\'f3w, przez ca\'b3\'b9 drog\'ea \'b3ami\'b9c sobie w\'b3a\'9cnie g\'b3ow\'ea, jak upozorowa\'e6 przed starym Gowartowskim sw\'b9 przyd\'b3u\'bfon\'b9 troch\'ea nieobecno\'9c\'e6.\par \f0\par \f1 Bo zgo\'b3a nie interesy s\'b3u\'bfby przytrzyma\'b3y pana Boles\'b3awa w wielkim mie\'9ccie; o, bynajmniej! M\'b3ody pan plenipotent wraca\'b3 go\'b3y, jak \'9cwi\'eaty turecki. Ca\'b3kowit\'b9, naturalnie \'bfe tylko w\'b3asn\'b9, zarobion\'b9 gotowizn\'ea przehula\'b3 bowiem tam doszcz\'eatnie.\par \f0\par \f1 A teraz na ostatek, jad\'b9c w swoim koczyku, rozpami\'eatywa\'b3 on jeszcze mi\'b3o, na odleg\'b3o\'9c\'e6 nawet n\'eac\'b9ce chwile, w weso\'b3ym grodzie sp\'eadzone... My\'9cl\'b9c za\'9c jednocze\'9cnie o swym chlebodawcy, jedna szczeg\'f3lniej rzecz dziwi\'b3a go niepomiernie; mianowicie, dlaczego z Gowartowa nie otrzyma\'b3 on dot\'b9d wcale \'bfadnej, nagl\'b9cej do powrotu, depeszy, lub przynajmniej cho\'e6by jakiego listu ?... Bo \'bfe on nie dawa\'b3 znaku \'bfycia - nie by\'b3o w tem nic dziwnego - ale Gowartowski?... To zaiste, by\'b3o ca\'b3kiem niezrozumia\'b3em...\par \f0\par \f1 I analizuj\'b9c fakt ten, po raz nie wiadomo ju\'bf kt\'f3ry, Krasnostawski ziewn\'b9\'b3 przeci\'b9gle i roztworzy\'b3 oczy, przymkni\'eate dot\'b9d, usi\'b3owa\'b3 bowiem zdrzemn\'b9\'e6 si\'ea w powozie.\par \f0\par \f1 Patrza\'b3 teraz woko\'b3o nieco bezmy\'9clnie, do\'9c\'e6 szybko wzgl\'eadnie w\'9cr\'f3d ciemno\'9cci jad\'b9c swym powozikiem. Na tle czarnej nocnej opony czerwony od blask kaga\'f1ca \'9clizga\'b3 si\'ea szerokiem ko\'b3em po obu stronach drogi i zapala\'b3 si\'ea kolejno na z\'bf\'eatych r\'bfyskach, zaoranych polach, lub majaczy\'b3 po grz\'eadach zielonych plantacyj buraczanych, ugorach, stepowych bodjakach - kwiatach i trawach. Czasem zajrza\'b3 do rowu, musn\'b9\'b3 kurhan, z pochylonym krzy\'bfem, o\'9cwietli\'b3 przydro\'bfne samotne drzewo...\par \f0\par \f1 - \'afeby si\'ea tylko stary na mnie nie zaci\'b9\'b3 i za niepos\'b3usze\'f1stwo nie wym\'f3wi\'b3 miejsca, hm... hm!.. - chrz\'b9kaj\'b9c niespokojnie, wym\'f3wi\'b3 do siebie pan plenipotent, p\'f3\'b3g\'b3osem. - E, chyba \'bfe nie... zanadto mnie potrzebuje! - uspokojony zakonkludowa\'b3 g\'b3o\'9cno.\par \f0\par \f1 Nagle wyt\'ea\'bfy\'b3 wzrok, bo oto zda\'b3o mu si\'ea, \'bfe w ciemno\'9cciach, w oddali, na prawo, rysuj\'b9 si\'ea jakie\'9c cienie, a tu\'bf, niedaleko, \'9crodkiem pola, jak gdyby drog\'b9, posuwaj\'b9 si\'ea z wolna, zbli\'bfaj\'b9, dwa inne migoc\'b9ce ma\'b3e \'9cwiate\'b3ka, eskortowane z przodu kr\'eagiem, czerwon\'b9 plam\'b9 \'9cwiat\'b3a.\par \f0\par \f1 - Hej, Stepan, czujesz *) ? ha?... - krzykn\'b9\'b3 na furmana.\par [*) S\'b3yszysz.]\par \f0\par \f1 Cz\'b3owiek, siedz\'b9cy na ko\'9fle, w burce i ceratowej czapce, odwr\'f3ci\'b3 si\'ea leniwie. Krasnostawski wskaza\'b3 r\'eak\'b9 na prawo.\par \f0\par \f1 - Co to takiego? - zapyta\'b3.\par \f0\par \f1 - Kto\'9c z kaha\'f1cem jide od Howartowa, - taj hodi **) - zawyrokowa\'b3 stanowczo wo\'9fnica.\par [**)Kto\'9c z kaga\'f1cem jedzie od Gowartowa - i ju\'bf.]\par \f0\par \f1 - To ju\'bf Gowart\'f3w? - zdziwi\'b3 si\'ea Krasnostawski.\par \f0\par \f1 Jad\'b9c do folwarku Tomasz\'f3wki, rezydencyi pana plenipotenta, przeje\'bfd\'bfa\'b3o si\'ea pod sam Gowart\'f3w, oddalony ledwo od traktu o p\'f3\'b3 wiorsty.\par \f0\par \f1 Kocz Krasnostawskiego, podniszczony nieco i roztrz\'easiony, klekota\'b3 po drodze, konie sz\'b3y ra\'9fno, wyci\'b9gni\'eatym k\'b3usem, czuj\'b9c sna\'e6 w pobli\'bfu ju\'bf domow\'b9 stajni\'ea. Krasnostawski zapali\'b3 zapa\'b3k\'ea i spojrza\'b3 na zegarek: dochodzi\'b3a druga po p\'f3\'b3nocy.\par \f0\par \f1 - Hm... hm!.. Stary zn\'f3w nie \'9cpi, bo widocznie to we dworze si\'ea pali - ponownie mrukn\'b9\'b3, wpatrzony w gorej\'b9ce w oddali pod\'b3u\'bfne wst\'eagi \'9cwiate\'b3.\par \f0\par \f1 - Ko\'b3o hresta - stanesz! - rozkaza\'b3, zwracaj\'b9c si\'ea do furmana, zaciekawiony naraz, kto mo\'bfe jecha\'e6 z Gowartowa o tak p\'f3\'9fnej porze? \par \f0\par \f1 Furman hukni\'eaciem dono\'9cnem zakomunikowa\'b3 rozkaz wyrostkowi z kaga\'f1cem.\par \f0\par \f1 Na rozdro\'bfu stan\'eali. Ramiona stoj\'b9cego tu, omsza\'b3ego starego krzy\'bfa, zabarwi\'b3y si\'ea od \'b3uczywa purpur\'b9. Czekali.\par \f0\par \f1 W nocnej ciszy dochodzi\'b3 ju\'bf turkot powozu, t\'eatent koni i d\'9fwi\'eak jazd zbli\'bfa\'b3 si\'ea szybko.\par \f0\par \f1 - Semen - Howartowskije koni! - nachyliwszy si\'ea ku Krasnostawskiemu z koz\'b3a, furman pospieszy\'b3 z informacy\'b9.\f0\par \par \f1 Pierwszy pod krzy\'bfem zjawi\'b3 si\'ea na ros\'b3ym stajennym kasztanie parobek, z kaga\'f1cem, a poznawszy gowartowskiego plenipotenta, uchyli\'b3 pokornie czapki.\par \f0\par \f1 - Kto to jide? - rzuci\'b3 pytanie Krasnostawski.\par \f0\par \f1 - Pan docht\'f3r! - brzmia\'b3a odpowied\'9f.\par \f0\par \f1 Pod krzy\'bf nadje\'bfd\'bfa\'b3a zaprz\'ea\'bfona w par\'ea rasowych gniadosz\'f3w nejtyczanka, powo\'bfona przez w\'b9satego i porz\'b9dnie ubranego stangreta.\par \f0\par \f1 Krasnostawski wychyli\'b3 si\'ea ze swego kocza, pocz\'b9\'b3 macha\'e6 kapeluszem i krzykn\'b9\'b3 dono\'9cnie: \par \f0\par \f1 - A!... pan konsyliarz kochany!... Powita\'e6, wita\'e6!\f0 St\'f3j, Semenie!...\par \par \f1 Nejtyczanka zatrzyma\'b3a si\'ea pos\'b3usznie i w podw\'f3jnem migoc\'b9cem \'9cwietle kaga\'f1c\'f3w u rozstajnego drzemi\'b9cego krzy\'bfa, zesz\'b3o si\'ea dw\'f3ch m\'ea\'bfczyzn.\par \f0\par \f1 - To pan? - Nie pozna\'b3em... - odezwa\'b3 si\'ea nazwany przez Krasnostawskiego konsyliarzem.\par \f0\par - Dob\f1 ry wiecz\'f3r, a raczej dzie\'f1 dobry! - pozdrowi\'b3 m\'b3ody cz\'b3owiek przyby\'b3ego - bo to ju\'bf dobrze po p\'f3\'b3nocy - dorzuci\'b3. - Czy szanowny pan z Gowartowa? C\'f3\'bf to tak p\'f3\'9fno, kto\'9c chory, bro\'f1 Bo\'bfe, a mo\'bfe tylko z wincika?....\par \f0\par \f1 Z pod czapki spojrza\'b3a uwa\'bfnie na Krasnostawskiego zdziwiona twarz doktora, okolona d\'b3ug\'b9 brod\'b9.\par \f0\par \f1 - Jak to? To pan nic nie wiesz? - zapyta\'b3.\par \f0\par \f1 - Wracam z podr\'f3\'bfy... - obja\'9cni\'b3 Krasnostawski.\par \f0\par \f1 - Aaa! nic nie wiedzia\'b3em... Pan January, chory od tygodnia, rozwin\'b9\'b3 si\'ea tyfus, o przebiegu silnym bardzo i niebezpiecznym... Poza tem komplikacye inne, nerwy et caetera... Teraz zreszt\'b9 ju\'bf lepiej... mo\'bfe B\'f3g da... dokt\'f3r zatrzyma\'b3 si\'ea.\par \f0\par \f1 - Ale, nie m\'f3wi\'ea panu, od czego si\'ea to wszystko zacz\'ea\'b3o - dorzuci\'b3 informuj\'b9co.- Ju\'bf by\'b3 pono niezdr\'f3w, moralnie przynajmniej; wpad\'b3, poluj\'b9c na moczarach, w wod\'ea po szyj\'ea i zazi\'eabi\'b3 si\'ea...\par \f0\par \f1 - Nikt mi zna\'e6 nie da\'b3, m\'f3j Bo\'bfe! - szczerze zasmuci\'b3 si\'ea Krasnostawski. - Wi\'eac pan m\'f3wisz, \'bfe dzi\'9c lepiej?...\par \f0\par \f1 - O tyle, o ile!.. teraz \'9cpi po lekarstwie, gor\'b9czka spad\'b3a nieco, lecz wczoraj by\'b3o \'9fle bardzo; notabene, pr\'f3cz klucznicy - staruszki, w ca\'b3ym domu nikogo nie ma przy sobie...\par \f0\par \f1 - Mo\'bfebym ja pojecha\'b3 tam teraz, do pana Januarego, na noc, co? - rzek\'b3 Krasnostawski, na dobre zmartwiony.\par \f0\par \f1 Dokt\'f3r przyja\'9fnie spojrza\'b3 na m\'b3odzie\'f1ca, u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea z dobroci\'b9 i rzek\'b3:\par \f0\par \f1 - No, zm\'eaczony jeste\'9c, kochany panie, podr\'f3\'bf, mo\'9cci dobrodzieju, wspomnienia po niej mi\'b3e zapewne, panie tego - tu poklepa\'b3 Krasnostawskiego po plecach. - Nie, nie potrzeba - ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej seryo - wy\'9cpij si\'ea pan i jutro tam pojedziesz, bo zreszt\'b9, m\'f3wi\'b9c mi\'eadzy nami, przeszkadza\'e6 tam tylko b\'eadziesz... Niech \'9cpi sobie, nieborak, klucznica i s\'b3u\'bfba przypilnuj\'b9 go. Ba ! \'bfeby to tylko zawsze tak by\'b3o, jak dzi\'9c....\par \f0\par \f1 - Jak to? wi\'eac obawa jest jeszcze? - zaniepokojonym zn\'f3w g\'b3osem zapyta\'b3 Krasnostawski.\par \f0\par \f1 - Obawa jest, jeszcze! - przedrze\'9fni\'b3 szorstko dokt\'f3r i widocznie nadrabiaj\'b9c min\'b9, dorzuci\'b3. - Wam wszystkim si\'ea zdaje, \'bfe dokt\'f3r to prorok!... Naturalnie, \'bfe jest!... Czy ja wiem zreszt\'b9 - wszystko w r\'eaku Najwy\'bfszego - zobaczymy... No, tymczasem dobranoc! - doktor wyci\'b9gn\'b9\'b3 r\'eak\'ea na po\'bfegnanie.\par \f0\par \f1 Krasnostawskiemu twarz spochmurnia\'b3a, i niepok\'f3j wyra\'9fny odbi\'b3 si\'ea na niej; odczu\'b3 nerwami, czego nie by\'b3o w s\'b3owach doktora i co on usi\'b3owa\'b3 widocznie pokry\'e6 przed nim na razie, i posmutnia\'b3 jeszcze bardziej.\par \f0\par \f1 Jednocze\'9cnie jaki\'9c jakby wyrzut sumienia wezbra\'b3 mimo woli w jego duszy, i\'bf on tak d\'b3ugo pozostawi\'b3 starca w samotno\'9cci, bez opieki, sam bawi\'b9c si\'ea weso\'b3o. Po\'bfegnawszy lekarza, pom\'f3g\'b3 mu wsi\'b9\'9c\'e6 do bryczki.\par \f0\par \f1 - Jak\'bfe tam zdrowie wszystkich u szanownego doktora, \'bfony, dzieci?... - b\'b9kn\'b9\'b3, aby co\'9c powiedzie\'e6.\par \f0\par \f1 - Dobrze, dobrze, serdecznie, dzi\'eakuj\'ea, dobranoc!\par \f0\par \f1 - Dobranoc! - powt\'f3rzy\'b3, jak echo, Krasnostawski, i ruszy\'b3 do swego pojazdu.\par \f0\par \f1 - Czoho\'9c meni ne skaza\'b3, szczo pan s\'b3abujut - rzuci\'b3 wym\'f3wk\'ea furmanowi.\par \f0\par \f1 Ten\'bfe odpar\'b3 lakonicznie:\par \f0\par \f1 - Zabu\'b3, pane!\par \f0\par \f1 - Do Tomasz\'f3wki! - rozkaza\'b3 Krasnostawski. \par \f0\par \f1 Powozik ruszy\'b3 w dalsz\'b9 drog\'ea. Turkot jego w milczeniu nocy po\'b3\'b9czy\'b3 si\'ea z cichn\'b9cym coraz bardziej odg\'b3osem k\'f3\'b3 i dzwonk\'f3w nejtyczanki lekarza, a dwa kaga\'f1ce, w dwie przeciwne strony, rzuci\'b3y znowu ruchome swe kr\'eagi krwawe w pasmo u\'9cpionych, kirem nocy pokrytych, obszar\'f3w. Oddalaj\'b9c si\'ea od siebie, d\'b3ugo tak na horyzoncie, malej\'b9c coraz bardziej, \'9cwieci\'b3y ich \'b3uczywa, a\'bf wreszcie, zamigotawszy czas jeszcze jaki\'9c purpurowymi punkcikami na niezmierzonych p\'b3aszczyznach - spe\'b3z\'b3y ca\'b3kiem na widnokr\'eagu, znik\'b3szy, zlawszy si\'ea z ciemno\'9cci\'b9, kt\'f3ra wch\'b3on\'ea\'b3a je w siebie.\par \f0\par \f1 Turkot na trakcie ucich\'b3. Szeroka ta\'9cma ukrai\'f1skiego szlaku, rozja\'9cniona na chwil\'ea, znik\'b3a i czarno\'9c\'e6 jeszcze wi\'eaksza zawis\'b3a nad polami, stepami i krzy\'bfami kurhan\'f3w.\par \f0\par \f1 W milczeniu nocy, pe\'b3nem zagadek i szept\'f3w tajemniczych, wszystko doko\'b3a zapad\'b3o w sen twardy i cichy.\par \f0\par \par ---------\par \par \par \par - Bo ty nie wiesz, nie czujesz m\f1 o\'bfe i nie przypuszczasz nawet, jak ja ci\'ea kocham, jak bardzo ub\'f3stwiam, ty skarbie m\'f3j najdro\'bfszy, ty moje \'bfycie, me wszystko!... - szepta\'b3 gor\'b9co Dzier\'bfymirski, nachyliwszy si\'ea ku Oli i tul\'b9c j\'b9 do siebie.\par \f0\par \f1 - Ty zda\'e6 sobie sprawy nie potrafisz - ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej, zapalaj\'b9c si\'ea coraz bardziej do s\'b3\'f3w w\'b3asnych - ile ja got\'f3w jestem rzeczy najdro\'bfszych nawet - po\'9cwi\'eaci\'e6 dla ciebie, co dla ci\'ea zdolnym st\'b3umi\'e6, przecierpie\'e6!... Ja gdybym by\'b3 ci\'ea nie posiad\'b3 - podepta\'b3bym bez namys\'b3u wszelkie prawa ludzkie, je\'9cliby one stan\'b9\'e6 mi \'9cmia\'b3y w\'f3wczas oporem do zdobycia ciebie!... Ty nie wiesz... nie wiesz!...\par \f0\par \f1 Roman, poblad\'b3szy, umilk\'b3. Chmura osiad\'b3a mu na czole, skrzywienie bolesne zadrga\'b3o w ust k\'b9cikach. Pochyli\'b3 na moment g\'b3ow\'ea.\par \f0\par \f1 Och, czemu\'bf nie m\'f3g\'b3, czemu\'bf, powiedzie\'e6 jej Oli, wszystkiego?.. Na ustach mu dr\'bfa\'b3o, przemoc\'b9 prawie wyrywa\'b3o si\'ea z nich wyznanie przesz\'b3o\'9cci, zdusi\'b3 je jednak, wt\'b3umi\'b3 w siebie, z obawy, by te pi\'eakne lica ukochane nie odwr\'f3ci\'b3y si\'ea ode\'f1 z pogard\'b9. Po chwili zn\'f3w m\'f3wi\'b3:\par \f0\par - Tak, ty obsz\f1 aru, ty g\'b3\'eabi uczucia, kt\'f3re wre we mnie, kt\'f3re dla ciebie niejedn\'b9 ju\'bf tam\'ea zerwa\'b3o, nie oceniasz, nie rozumiesz...\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski silniej przycisn\'b9\'b3 do siebie kibi\'e6 \'bfony, a pochwyciwszy jej r\'eace, przywar\'b3 do nich ustami, i poca\'b3unkami okrywa\'e6 je pocz\'b9\'b3.\par \f0\par \f1 - Ty... moja... moja! - szepta\'b3 w k\'f3\'b3ko nami\'eatnie, coraz czulej... ciszej...\par \f0\par \f1 - Ty moja!... Ja za nic w \'9cwiecie nikomu ci\'ea nie oddam, wydrze\'e6 sobie nie pozwol\'ea!...\par \f0\par \f1 A uspokoiwszy si\'ea stopniowo, ci\'b9gn\'b9\'b3:\par \f0\par \f1 - I czy\'bf wobec tego zatem dziwi\'e6 si\'ea nawet mo\'bfesz z\'b3emu humorowi memu, owego wieczora, pami\'eatasz, w Lucernie!... To nie by\'b3 gniew, opryskliwo\'9c\'e6, jak to nazwa\'b3a\'9c, dziwactwo! O, wierz mi - nie!... To by\'b3a, wywo\'b3ana cierpieniem tylko - zazdro\'9c\'e6 i \'bfal duszy, \'bfe komu innemu pozwalasz cho\'e6 cz\'ea\'9cci\'b9 wdzi\'eak\'f3w twych si\'ea napawa\'e6, \'bfe na nie patrzy, ro\'9cci\'e6 sobie mo\'bfe jakie\'9c urojone, cho\'e6by imaginacyjne do nich prawa - m\'ea\'bfczyzna inny - ni\'9fli... ja...\par \f0\par \f1 Roman m\'f3wi\'e6 przesta\'b3 wzburzony i wzruszony. \par \f0\par \f1 - Rozumiesz wi\'eac teraz, kochanie ty moje? rzek\'b3 znowu po chwili mi\'eakko, \'b3agodnie, i spojrzawszy prosz\'b9co w oczy s\'b3uchaj\'b9cej go w milczeniu Oli, rzuci\'b3 pytaj\'b9co: -Przebaczasz?..\par \f0\par \f1 - Ale\'bf przebaczam... przebaczam!... - rzek\'b3a, u\'9cmiechem, pieszczotliwie Ola, a \'bfe nikogo pod\'f3wczas w\'b3a\'9cnie w pobli\'bfu nie by\'b3o - siedzieli w cieniu alei nadbrze\'bfnej nad Lemanem - zarzuci\'b3a na szyj\'ea Romana swe d\'b3ugie bia\'b3e r\'eace, i przytuliwszy si\'ea do\'f1, pocz\'ea\'b3a mu z kolei szepta\'e6:\par \f0\par \f1 - Ty m\'f3j drogi, jedyny!... Od kwadransa patrz\'ea na ciebie i rosn\'ea w duszy, taki\'9c szlachetny, rozumny, pi\'eakny... Pi\'eakny!... - powt\'f3rzy\'b3a z zalotno\'9cci\'b9, nami\'eatnie i przymilaj\'b9co si\'ea musn\'ea\'b3a wargami \'9cniad\'b9 twarz Dzier\'bfymirskiego.\par \f0\par \f1 - Nie taki, jak w\'f3wczas, zazdrosny, z\'b3y, brzydki!...- przekomarza\'b3a si\'ea z wdzi\'eakiem - ale taki zakochany... wielki!...\par \f0\par \f1 I Ola czulej jeszcze przycisn\'ea\'b3a si\'ea do Romana, zbli\'bfy\'b3a swe wargi \'9cwie\'bfe do jego ust zmys\'b3owych, i m\'f3wi\'e6 pocz\'ea\'b3a g\'b3uchym szeptem, urywanym od uczucia nadmiaru - przeplatanym pieszczot\'b9, pe\'b3nym t\'eatni\'b9cych w nim m\'b3odych pragnie\'f1:\par \f0\par \f1 - Kocham ci\'ea!... kocham... kocham!... Jak nikogo dot\'b9d... nigdy, nigdy!... - szept przy tem m\'b3odej kobiety zadr\'bfa\'b3 nami\'eatniej jeszcze. - Nie ja - to ty przeciwnie nie rozumiesz, nie czujesz, jak ci\'ea kocham, uwielbiam !...\par \f0\par \f1 - Wszak dla ciebie porzuci\'b3am ojca, Gowart\'f3w, rodzin\'ea! St\'b3umi\'b3am, zgniot\'b3am uczucia inne!... Po\'9cpieszy\'b3am na twe wo\'b3anie, pobieg\'b3am za tob\'b9, w twe obj\'eacia, podepta\'b3am wszystko... wszystko!.. O!... Ja bym sobie zar\'f3wno wydrze\'e6 ciebie nie da\'b3a - ty\'9c tak\'bfe m\'f3j!... m\'f3j!...\par \f0\par \f1 I szept m\'b3odej kobiety \'b3asz\'b9cy si\'ea, pal\'b9cy, zawrotny - skona\'b3...\par \f0\par Zbl\f1 i\'bfone usta m\'b3odych silnie zwar\'b3y si\'ea w poca\'b3unku. Na chwil\'ea, minut par\'ea, znik\'b3o im z oczu wszystko, przes\'b3oni\'eate mg\'b3\'b9 jakby, z kt\'f3rej jedna jedyna wy\'b3oni\'b3a si\'ea tylko - mi\'b3o\'9c\'e6.\par \f0\par \f1 Woko\'b3o za\'9c wci\'b9\'bf nie by\'b3o nikogo. W cieniu drzew ton\'b9\'b3 w mroku tajemniczym, cisz zadumanych pe\'b3nym "quai Perdonnet," nadbrze\'bfna aleja w Vevey, wij\'b9c si\'ea brzegiem Lemanu, u st\'f3p rozrzuconego w g\'f3rze szwajcarskiego miasta.\par \f0\par \f1 Nad "Lac Leman" dr\'bfa\'b3 ksi\'ea\'bfyc w pe\'b3ni; przegl\'b9da\'b3 si\'ea w g\'b3\'eabokich jego toniach, z pieszczot\'b9 \'9clizga\'b3 swe prom\f0 ienie po ciemno-modrych falach...\par \par \f1 I w blasku miesi\'eacznego \'9cwiat\'b3a tchn\'b9\'b3 krajobraz ca\'b3y jakim\'9c czarem dziwnym...\par \f0\par \f1 A wi\'eac, poza jeziorem, hen, gdzie\'9c, w perspektywie, niewyra\'9fnie srebrzy\'b3 si\'ea mglisto Alpejski szczyt wynios\'b3y - w tafli Lemanu, ogromnej, szklistej, niby morze, odbija\'b3y si\'ea gwiazdy, topi\'b3 w nich swe wierzcho\'b3ki wieniec pobliskich g\'f3r. Masy ich kad\'b3ub\'f3w miejscami zaciemnia\'b3y jezioro, a w ciemniach tych, odbijaj\'b9cych ra\'bf\'b9co na obszarach w\'f3d od fali, tych o\'9cwietlonych ta\'9cm jasnych, b\'b3\'b9ka\'b3y - si\'ea jakie\'9c mary i cienie, ze \'9cnie\'bfnym \'bfaglem sun\'ea\'b3a cicho zgrabna, wysmuk\'b3a barka...\par \f0\par \f1 Ksi\'ea\'bfyc tymczasem wzbija\'b3 si\'ea coraz bardziej i wy\'bfej, mala\'b3, stawa\'b3 si\'ea ja\'9cniejszym, przezroczym - milczenie wzrasta\'b3o... Fala u st\'f3p Dzier\'bfymirskich szemra\'b3a teraz cichutko, a tam, z mrok\'f3w, od g\'f3r podn\'f3\'bfa, na przestrzenie w\'f3d Lemanu, skrz\'b9ce si\'ea py\'b3em srebrzystych promieni, marz\'b9co, niepokalana, bia\'b3a, spokojnie wyp\'b3ywa\'b3a z wolna ta sama \'b3\'f3d\'9f \'bfaglista...\par \f0\par \f1 Oderwawszy usta od gor\'b9cych poca\'b3unk\'f3w, Roman i Ola patrzyli w\f0 zachwycie.\par \par \f1 Do dusz ich, na pi\'eakno czu\'b3ych, w\'9clizgiwa\'b3 si\'ea czar tej szwajcarskiej, boskiej nocy, studzi\'b3 krew rozigran\'b9 swym bezmiernym, majestatycznym spokojem, poni\'bfa\'b3, r\'f3wna\'b3 z zerem ich troski ziemskie ogromem i pot\'eag\'b9 przyrody - podnosi\'b3, wzmacnia\'b3 ducha, dodawa\'b3 mu skrzyde\'b3, lec\'b9cych w za\'9cwiaty...\par \f0\par \f1 Pierwszy z nastroju tego ockn\'b9\'b3 si\'ea Dzier\'bfymirski i spojrza\'b3 na zegarek. - O, ju\'bf mija dwunasta! Chod\'9fmy, moje \'bfycie! - odezwa\'b3 si\'ea do Oli. \par \f0\par Powstali.\par \par \f1 - Ach, jak\'bfe noc dzisiejsza jest pi\'eakn\'b9 - jak pi\'eakn\'b9!.. - z zachwytem szepn\'ea\'b3a Ola - nie zapomn\'ea jej chyba nigdy.\par \f0\par \f1 - Ani ja r\'f3wnie\'bf! - potwierdzi\'b3 Roman w zadumie.\par \f0\par \f1 Wzi\'b9\'b3 pod rami\'ea \'bfon\'ea i ruszyli z miejsca, kieruj\'b9c si\'ea pod g\'f3r\'ea, ku rozsianym willom miasta.\par \f0\par \f1 Milczeli. W g\'b3owie Romana hucza\'b3 chaos r\'f3\'bfnorodnych my\'9cli. Z nich za\'9c jedna, najuporczywsza, wy\'b3oni\'b3a si\'ea zwyci\'easka.\par \f0\par \f1 - Mi\'b3o\'9c\'e6, mi\'b3o\'9c\'e6 raz jeszcze, i mi\'b3o\'9c\'e6 tylko, jedyna, wielka! - krzycza\'b3 w nim g\'b3os podnieconego m\'f3zgu - ocali\'e6 ci\'ea jest w stanie! W niej tylko znajdziesz zapomnienie, ni\'b9 si\'ea upijesz, przy jej pomocy zmatujesz bolesn\'b9 ran\'ea przesz\'b3o\'9cci, zdusisz sumienia wyrzuty !..\par \f0\par \f1 - Bo mi\'b3o\'9c\'e6, to haszysz - wo\'b3a\'b3 ten sam g\'b3os dalej - bo mi\'b3o\'9c\'e6, to szcz\'ea\'9ccie na ziemi - to raj, to jedna rzecz z tych, tak rzadkich na \'9cwiecie, dla kt\'f3rej warto mo\'bfe walczy\'e6 i trudzi\'e6 si\'ea, by j\'b9 zdoby\'e6! - Ona cz\'eastokro\'e6 cierpieniem i rozczarowaniem tylko, lecz ile\'bf razy b\'f3l\'f3w \'bfycia nagrod\'b9 - jego zapomnieniem!..\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski zdj\'b9\'b3 kapelusz z g\'b3owy, pod wp\'b3ywem za\'9c my\'9cli ostatnich, opieku\'f1czo i czule obj\'b9\'b3 silnem ramieniem kibi\'e6 \'bfony.\par \f0\par \f1 Post\'eapowali krokiem ra\'9fnym, id\'b9c pustemi, cichemi uliczkami bezustannie pod g\'f3r\'ea. Roman odezwa\'b3 si\'ea po chwili:\par \f0\par \f1 - Zostaniemy d\'b3u\'bfej w Vevey; tu tak cicho, samotnie, tak z dala od ludzi, od \'9cwiata i jego pogwar\'f3w - zostaniemy, Oluniu, c\'f3\'bf ty na to? - pytaj\'b9co nachyli\'b3 si\'ea ku m\'b3odej kobiecie.\par \f0\par \f1 - Ale\'bf i owszem, m\'f3j ty samotniku - odpar\'b3a z u\'9cmiechem Ola - a zreszt\'b9, wszak nie zwiedzili\'9cmy jeszcze wszystkiego...\par \f0\par \f1 - Ach tak, prawda... moje \'bfycie, prawda... Koniecznie zobaczy\'e6 musimy wszystko! - m\'f3wi\'b3 Roman. Umilkli znowu, zatopieni w my\'9clach.\par \f0\par \f1 Od parodniowego pobytu swego w ma\'b3em nadlema\'f1skiem miasteczku, Dzier\'bfymirscy prowadzili \'bfywot pracowity. Wstawali raniutko, odbywali wycieczki i spacery po okolicy; nie dalej, jak dzi\'9c, zwiedzili pobliskie Montreux i s\'b3awny "Chateau Chillon;" obejrzawszy go wewn\'b9trz dok\'b3adnie, jego staro\'bfytne , sale i wie\'bfyce, miejsca ka\'9fni - ponure wi\'eazienia, z zachowan\'b9 dot\'b9d tak zwan\'b9 "oubliette," nad trzystumetrow\'b9 g\'b3\'eabi\'b9 Lemanu.\par \f0\par \f1 W\'9cr\'f3d narodowych \'9cpiew\'f3w szwajcarskiego ludu, towarzysz\'b9cego im w kolejce, zwiedzili oni r\'f3wnie\'bf przed paru godzinami g\'f3r\'ea "Soim-P\f0\'e8lerin," maj\f1\'b9c \'9cwie\'bfo jeszcze w pami\'eaci cudny z wierzcho\'b3ka jej widok na szafiry jeziora i miasto Vevey, zaciszne, pogodne, rzucone niby na ekran zielonego podn\'f3\'bfa g\'f3r - zadumane, pe\'b3ne melancholyi i cichego smutku...\par \f0\par \f1 - Wiesz, Oluniu, co ci powiem? - odezwa\'b3 si\'ea nagle do \'bfony Roman, gdy, mijaj\'b9c w\'b3a\'9cnie wysokie, gotyckie wie\'bfyce pi\'eaknego ko\'9ccio\'b3a katolickiego, zag\'b3\'eabiali si\'ea w alej\'ea, poprzez drzew li\'9ccie, rozja\'9cnion\'b9 tajemniczo cieniami ksi\'ea\'bfycowego \'9cwiat\'b3a...\par \f0\par \f1 - Ot\'f3\'bf - ci\'b9gn\'b9\'b3 po przelotnej chwilce wahania - \'bfe napisa\'b3em do jednego z dawnych znajomych, by donosi\'b3 mi, co si\'ea dzieje z ojcem twoim w Gowartowie...\par \f0\par \f1 - Ty zrobi\'b3e\'9c to? O, m\'f3j drogi, najdro\'bfszy, jaki\'9c ty dobry, poczciwy, z\'b3oty! - wykrzykn\'ea\'b3a szczerze uradowana Ola i przytuliwszy si\'ea do Romana, u\'9cciska\'b3a go serdecznie.\par \f0\par \f1 - A tak, ja, we w\'b3asnej osobie, tak cz\'easto bowiem smutn\'b9 bywa\'b3a\'9c... - potwierdzi\'b3 Dzier\'bfymirski, i urwa\'b3 nagle.\par \f0\par Przyjemneg\f1 o a jednocze\'9cnie i przykrego dozna\'b3 on wra\'bfenia. Mi\'b3\'b9 by\'b3a mu my\'9cl, \'bfe odgad\'b3szy utrapienie \'bfony, ul\'bfy\'b3 jej. Smutno nieco, widz\'b9c bowiem na twarzy \'bfony tak pogodn\'b9 rado\'9c\'e6, poczu\'b3, i\'bf o odebranym ju\'bf li\'9ccie wspomnie\'e6 nie m\'f3g\'b3. Ten, cho\'e6 nie weso\'b3y, nie wi\'f3z\'b3 jednak jeszcze ze sob\'b9 z\'b3ych wiadomo\'9cci, gdy natomiast nast\'eapne - kto wie?\par \f0\par \f1 - Ha, trudno, - powiedzia\'b3 sobie w duszy Dzier\'bfymirski - niech cieszy si\'ea! Nie zatruj\'ea ja jej tej chwilki zadowolenia.\par \f0\par \f1 - I dot\'b9d niema \'bfadnej odpowiedzi? - skwapliwie pyta\'b3a t\f0 ymczasem Ola.\par \par \f1 - Nie, kochanie - sk\'b3ama\'b3 g\'b3adko Roman - ale nadejdzie niebawem, poda\'b3em adres Vevey...\par \f0\par \f1 - Poda\'b3e\'9c? - ucieszy\'b3a si\'ea zn\'f3w Ola - no, to dobrze, bo ja mimo woli bij\'ea si\'ea z przypuszczeniami nieraz, co tam oni wszyscy my\'9cl\'b9 o mnie, czy pot\'eapiaj\'b9 bardzo, czy gniewaj\'b9 si\'ea, czy smuc\'b9?..\par \f0\par \f1 Ola ucich\'b3a i cie\'f1 smutku przemkn\'b9\'b3 po jej twarzy.\par \f0\par \f1 - No, no, c\'f3\'bf to zn\'f3w za niepokoje? - podchwyci\'b3 Roman, korzystaj\'b9c za\'9c, i\'bf na ulicy nikogo nie by\'b3o, po\'9cpieszy\'b3 z pocieszeniem, pieszcz\'b9c czule m\'b3od\'b9 kobiet\'ea.\par \f0\par I\f1 znowu zagra\'b3a w nim nienasycona mi\'b3o\'9c\'e6 nami\'eatna, ogarn\'ea\'b3a, zdepta\'b3a wspomnienia - zakr\'f3lowa\'b3a sama!..\par \f0\par \f1 Niebawem Dzier\'bfymirscy odszukali sw\'b9 will\'ea, ju\'bf ciemn\'b9 ca\'b3kiem i u\'9cpion\'b9, a b\'b3\'b9dz\'b9c chwil\'ea po pustych korytarzach, dotarli nareszcie do du\'bfego pokoju z balkonem, kt\'f3ry zajmowali tu na pierwszem pi\'eatrze.\par \f0\par \f1 Kroki zap\'f3\'9fnionych przybysz\'f3w zm\'b9ci\'b3y cisz\'ea willi, skrzyp drzwi zgrzytn\'b9\'b3 fa\'b3szywym d\'9fwi\'eakiem w og\'f3lnej harmonii powszechnego milczenia.\par \f0\par \f1 W pokoju okna by\'b3y otwarte, i panowa\'b3o w nim powietrze rze\'9fkie, \'9cwie\'bfe, od g\'f3r p\'b3yn\'b9ce. Wch\'b3aniaj\'b9c je z lubo\'9cci\'b9, Dzier\'bfymirscy pocz\'eali gospodarzy\'e6 u siebie. Roman po chwili wzi\'b9\'b3 si\'ea do zamykania okien, Ola za\'9c, zapaliwszy \'9cwiat\'b3o, zdj\'ea\'b3a kapelusz i wolno pocz\'ea\'b3a si\'ea rozbiera\'e6.\par \f0\par Lecz oto nagle podskoczyli oboje. W \f1 zupe\'b3nej bowiem ciszy u\'9cpionego domu, tu\'bf po za \'9ccian\'b9 s\'b9siedniego pokoju, rozleg\'b3y si\'ea silne uderzenia. Kto\'9c bez ceremonii wali\'b3 w mur pi\'ea\'9cciami, chc\'b9c widocznie zamanifestowa\'e6 swoj\'b9 tam obecno\'9c\'e6, a zar\'f3wno i fakt \'bfe, ha\'b3asuj\'b9c, spa\'e6 mu przeszkadzano.\par \f0\par W\f1 kr\'f3tce jednak rozj\'b9trzone uderzenia usta\'b3y i posypa\'b3a si\'ea gar\'9c\'e6 nieestetycznych, wyra\'bfonych g\'b3o\'9cno i ze z\'b3o\'9cci\'b9 epitet\'f3w.\par \f0\par \f1 Tyle by\'b3o bezwiednego komizmu w stukaniu tem i w poirytowanym g\'b3osie, zaspanym jeszcze, \'bfe Dzier\'bfymirscy roze\'9cmieli si\'ea wsp\'f3lnie i sz\f0 czerze.\par \par \f1 - To ta s\'b3odziutko-grzeczna rozw\'f3dka, podstarza\'b3a, pseudo - wielka pani, elegantka, wiesz .. co to przy obiedzie, siedzi ko\'b3o nas - obja\'9cni\'b3a p\'f3\'b3g\'b3osem Ola - (w szwajcarskich hotelach-willach, zwanych "pensions," obiaduj\'b9 wszyscy razem).\par \f0\par - Tak?.\f1 . - zdziwi\'b3 si\'ea Roman - nie wiedzia\'b3em... A to orygina\'b3 baba, naturalnie, nie przypuszcza zapewne, i\'bf my tu mieszkamy... Z\'b3apa\'b3a si\'ea... Jak to jednak i pozory fa\'b3szywej uk\'b3adno\'9cci zdradzaj\'b9 cz\'eastokro\'e6 to zwierz\'ea, ukryte w cz\'b3owieku - filozoficznie dorzuci\'b3. - Ale, ale... - ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej, z u\'9cmiechem - wyobra\'9f sobie, Oluniu... Zapomnia\'b3em ci powiedzie\'e6. Tu, na g\'f3rze nad nami - wskaza\'b3 sufit palcem i roze\'9cmia\'b3 si\'ea - mieszka drugie dziwad\'b3o: Pami\'eatasz... ta ma\'b3a, nasze vis-a-vis, \'bf\'f3\'b3ta stara panna... Ot\'f3\'bf wynajmuje ona a\'bf pi\'ea\'e6 pokoi pr\'f3\'bfnych naoko\'b3o siebie, a wiesz dlaczego? - Tu Roman po raz drugi g\'b3o\'9cniej jeszcze parskn\'b9\'b3 \'9cmiechem. - \'afeby jej w nocy nie ha\'b3asowano! M\'b9drzejsza od naszej s\'b9siadki, co?...\par \f0\par \f1 Ola za\'9cmia\'b3a si\'ea z kolei srebrzy\'9ccie. S\'b3uchaj\'b9c m\'ea\'bfa, zdj\'ea\'b3a w\'b3a\'9cnie przed chwil\'b9 sukni\'ea, i siada\'b3a obecnie przed lustrem, z obna\'bfon\'b9 szyj\'b9 i ramionami. Pragn\'b9c rozczesa\'e6 w\'b3osy, przechyli\'b3a si\'ea w ty\'b3 i pocz\'ea\'b3a rozwi\'b9zywa\'e6 je leniwym ruchem r\'b9k.\par \f0\par \f1 - Poczekaj - rzuci\'b3 \'bfywo Dzier\'bfymirscy - damy tej babie odpowied\'9f muzyk\'b9 ca\'b3us\'f3w!.. Przypomni sobie mo\'bfe luba rozw\'f3dka ma\'b3\'bfonka!.. Ha-haha, a to si\'ea w\'9ccieka\'e6 dopiero b\'eadzie!..\par \f0\par \f1 I swawolnie, ze \'9cmiechem, Roman przylgn\'b9\'b3 wargami do ramion Oli, i pocz\'b9\'b3 ca\'b3owa\'e6 je g\'b3o\'9cno, cmokaj\'b9c z lubo\'9cci\'b9.\par \f0\par \lang1033 - Ohe!.. la - bas!.. \lang1045\f1 On dort ici!.. - rozleg\'b3 si\'ea po chwili za \'9ccian\'b9 gard\'b3owy, \'9cwiszcz\'b9cy glos, pe\'b3en nienawi\'9cci i jadu.\par \f0\par \f1 - Buch! buch! buch! - rozleg\'b3y si\'ea zn\'f3w w pasyi uderzenia o mur w\'9cciek\'b3e.\par \f0\par \f1 Ola \'9cmia\'b3a si\'ea serdecznie, Roman nie przestawa\'b3 ca\'b3owa\'e6 zamaszy\'9ccie.\par \f0\par - Dosy\f1\'e6 ju\'bf, dosy\'e6! - szepn\'ea\'b3a m\'b3oda kobieta, z trudno\'9cci\'b9 hamuj\'b9c weso\'b3o\'9c\'e6, - prosz\'ea mi wynosi\'e6 si\'ea teraz - szepn\'ea\'b3a w \'9clad za tem, z pieszczot\'b9 w g\'b3osie. - Id\'9f na balkon! - doda\'b3a, i przechyliwszy wysoko gi\'eatk\'b9 sw\'b9 szyj\'ea na por\'eacz krzes\'b3a, poda\'b3a Romanowi do poca\'b3unku rozchylone swe wargi zalotnie patrz\'b9c na\'f1 z pod d\'b3ugich rz\'eas...\par \f0\par \f1 Cudn\'b9 i wdzi\'eaczn\'b9 swych linji harmoni\'b9, biust kobiecy przemkn\'b9\'b3 pon\'eatnie w tym ruchu falistym przed rozkochanym wzrokiem m\'ea\'bfczyzny.\par \f0\par \f1 Dotkn\'b9\'b3 ustami ust i z wezbran\'b9 mi\'b3o\'9cci\'b9 w sercu wyszed\'b3 na balkon.\par \f0\par \f1 Tu zapali\'b3 cygaru i znowu wch\'b3on\'b9\'b3 w siebie pe\'b3nym, szerokim oddechem, orze\'9fwiaj\'b9c\'b9 atmosfer\'ea cichej szwajcarskiej nocy. Spojrza\'b3 w d\'f3\'b3. U st\'f3p jego szkli\'b3o si\'ea w dali tam i \'f3wdzie srebrem rozb\'b3\'eakitnione jezioro. Do powierzchni jego pieszczotliwie tuli\'b3y si\'ea jeszcze gdzieniegdzie ostatnie mgie\'b3ki, b\'b3\'b9kaj\'b9ce si\'ea zazwyczaj dzie\'f1 ca\'b3y, od rana, po Lemanie, i wesp\'f3\'b3 z bia\'b3emi mewami muskaj\'b9ce stale grzbiety jego fal.\par \f0\par \f1 Ksi\'ea\'bfyc ju\'bf by\'b3 bardzo wysoko. Snopami \'9cwiat\'b3a dotyka\'b3 teraz grzbiet\'f3w g\'f3r, mieni\'b3 si\'ea fosforycznie na wierzcho\'b3kach dalekich \'9cnie\'bfnych szczyt\'f3w.\par \f0\par \f1 A tam, w dole, zadumane, ciche usypia\'b3o miasto... Jedne po drugich, jak iskry dopalaj\'b9cego si\'ea p\'b3omienia, ogniki - gas\'b3y w domostwach Vevey \'9cwiate\'b3ka, kolejno - stopniowo nik\'b3y...\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski, z zadowoleniem, wci\'b9ga\'b3 wci\'b9\'bf w piersi zdrowy powiew, p\'b3yn\'b9cy z dali, wypuszczaj\'b9c zarazem z ust ma\'b3e ob\'b3oczki niebieskawego dymu.\par \f0\par \f1 Obecnie - chwilowo, by\'b3 on zupe\'b3nie szcz\'ea\'9cliwym! Tu, w zacisznym g\'f3r zak\'b9tku, czu\'b3 on podw\'f3jnie, jako swoj\'b9 wy\'b3\'b9czn\'b9 w\'b3asno\'9c\'e6 ub\'f3stwian\'b9 kobiet\'ea, kocha\'b3 j\'b9 zdwojonym si\'b3 \'bfywotnych zapasem, a czuj\'b9c r\'f3wnocze\'9cnie wzajemno\'9c\'e6 jej ku sobie niek\'b3aman\'b9, nurza\'b3 si\'ea w uczuciu tem, z rozkosz\'b9 p\'b3ywaka, rze\'9fko w\'9cr\'f3d rozs\'b3onecznionych w\'f3d weso\'b3ych p\'b3yn\'b9cego w dal radosnego jutra! Wizye przykre znikn\'ea\'b3y zupe\'b3nie, robak wewn\'eatrzny, tocz\'b9cy ducha Romana, przesta\'b3 go dr\'eaczy\'e6 na chwil\'ea... Dawk\'b9 mi\'b3o\'9cci uko\'b3ysane sumienie - spa\'b3o.\par \f0\par \f1 - Romciu!.. Romeczku!.. - us\'b3ysza\'b3 naraz Dzier\'bfymirski pieszczot obietnic pe\'b3ny, wo\'b3aj\'b9cy go g\'b3os kobiety.\par \f0\par \f1 - Id\'ea... id\'ea! - odpar\'b3 po\'9cpiesznie i rzuciwszy cygaro, przest\'b9pi\'b3 pr\'f3g balkonu.\par \f0\par \f1\'8cwiat\'b3o w pokoju zgaszonem ju\'bf by\'b3o. Tajemnicze natomiast b\'b3\'eakitno-srebrne ksi\'ea\'bfycowe fale zalewa\'b3y komnatk\'ea, a w p\'f3\'b3\'9cwietle tem majaczy\'b3a posta\'e6 Oli i biela\'b3y alabastrowe jej ramiona.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski, wchodz\'b9c, chcia\'b3 przymkn\'b9\'e6 za sob\'b9 obite szarem suknem balkonowe okiennice.\par \f0\par \f1 - O, nie... nie zamykaj !.. Tak \'b3adnie ksi\'ea\'bfyc \'9cwieci, tak \'9clicznie!.. - pos\'b3ysza\'b3 w tej\'bfe samej chwili pro\'9cb\'ea Oli. Roman us\'b3ucha\'b3, a zamkn\'b9wszy tylko szczelnie okienne ramy balkonu, skierowa\'b3 si\'ea szybko w g\'b3\'b9b pokoju.\par \f0\par \pard\qc ***\par \pard\par \f1 Jeszcze we mg\'b3ach wczesnego poranku drzema\'b3y g\'f3ry, jezioro i niezbudzone, senne miasto Vevey, gdy do drzwi pokoju Dzier\'bfymirskich zapuka\'b3 kto\'9c dyskretnie.\par \f0\par Ro\f1 man, kt\'f3ry obserwowa\'b3 w\'b3a\'9cnie przez okna mglisty krajobraz, na ten odg\'b3os zerwa\'b3 si\'ea po\'9cpiesznie. Odziawszy si\'ea szybko, nie pytaj\'b9c przez drzwi g\'b3o\'9cno, kto zacz, by nie zbudzi\'e6 Oli, skierowa\'b3 si\'ea ku wyj\'9cciu z komnaty... Otworzy\'b3 drzwi cicho...\par \f0\par - Bonjour,\f1 monsieur! - pozdrowi\'b3a go, przeci\'b9gaj\'b9c \'9cpiewnie, wp\'f3\'b3ubrana, u\'9cmiechni\'eata wstydliwie, m\'b3oda Szwajcarka, i poda\'b3a jaki\'9c papier.\par \f0\par \f1 - Co to jest? - z cicha pytaj\'b9co rzuci\'b3 po francusku.\par \f0\par \f1 - Telegram! - brzmia\'b3a odpowied\'9f.\par \f0\par \f1 - A... dzi\'eakuj\'ea - odpar\'b3 Roman i zamkn\'b9\'b3 drzwi. Niepok\'f3j wyra\'9fny odbi\'b3 si\'ea na wyrazistem obliczu jego; cichutko podbieg\'b3 na palcach do okna i gor\'b9czkowo rozwin\'b9\'b3 \'e6wiartk\'ea papieru.\par \f0\par \f1 St\'b3umiony gwa\'b3tem okrzyk zabrzmia\'b3 w pokoju przyciszonem echem, i telegram z r\'eaki Romana upad\'b3 mu na posadzk\'ea. Poprzez szyby balkonu Dzier\'bfymirski spojrza\'b3 b\'b3\'eadnym wzrokiem przed siebie.\par \f0\par \f1 Tam, gdzie\'9c w oddali, poza wierzcho\'b3kami g\'f3r, zar\'f3\'bfowia\'b3o si\'ea co\'9c niewyra\'9fnie, p\'b3oni\'b3o... W mg\'b3ach tajemniczych znikn\'b9\'b3 ca\'b3y wczorajszy krajobraz, a poza niewidzialnymi tylko szczytami Alp, pokrytymi jakby woalem, gdzie\'9c, daleko, - zakryta wstydliwie, wschodzi\'b3a sna\'e6 jutrzenka...\par \f0\par \f1 Roman, blady jak p\'b3\'f3tno, przeni\'f3s\'b3 wzrok sw\'f3j w przeciwn\'b9 stron\'ea komnaty. U\'9cmiechni\'eata, cicha spa\'b3a tam Ola... Z pod lekkiej ko\'b3dry wysun\'ea\'b3a si\'ea jej g\'b3\'f3wka urocza, rz\'easy d\'b3ugie k\'b3ad\'b3y swe cienie na rumian\'b9 twarzyczk\'ea, usteczka pon\'eatne z koralu marz\'b9cym, od rzeczywisto\'9cci dalekim, rozchyla\'b3y si\'ea u\'9cmiechem...\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski patrzy\'b3 wci\'b9\'bf na ni\'b9, z czu\'b3o\'9cci\'b9 wsp\'f3\'b3czuciem, b\'f3lem...\par \f0\par - Biedna!.. biedna!.\f1 . - wyszepta\'b3 - Biedna!.. powt\'f3rzy\'b3 ciszej jeszcze. Bolesne skrzywienie przemkn\'ea\'b3o mu po ustach, i odwr\'f3ciwszy twarz, - nieruchomy, opar\'b3 si\'ea w zadumie o szyby okien balkonu.\par \f0\par \par ---------\par \par \par \f1 Babie lato snu\'b3o sw\'b9 prz\'eadz\'ea... Czepia\'b3o si\'ea na zagonach poruszonej \'9cwie\'bfo czarnoziemnej gleby; \'b3askota\'b3o nozdrza siwych wo\'b3\'f3w, w trzy pary leniwie sun\'b9cych u p\'b3ug\'f3w, obmotywa\'b3o si\'ea swawolnie woko\'b3o ich przepysznie rozros\'b3ych rog\'f3w i bieg\'b3o dalej, unoszone wietrzykiem, by przytuli\'e6 si\'ea do rozgorza\'b3ej w s\'b3o\'f1cu czerwieni\'b9 i z\'b3otem \'9cciany bor\'f3w, do samotnych grusz polowych i zgarbionych strzech ukrai\'f1skich chatek, a zagl\'b9daj\'b9c po drodze w uko\'b3ysane jesienn\'b9 cisz\'b9 jary - gin\'ea\'b3o gdzie\'9c w stepie dalekim, splataj\'b9c tam ze sob\'b9 u\'9cciskiem trawy, bodjaki i polne kwiecie - pracowicie prz\'eadz\'b9c wsz\'eady ustawiczn\'b9 ni\'e6 sw\'b9 bia\'b3\'b9.\par \f0\par \f1 Drog\'b9 do Gowartowa, galopem, co ko\'f1 wyskoczy, p\'eadzi\'b3a czw\'f3rka koni, unosz\'b9c w tumanie iskrz\'b9cej si\'ea od s\'b3o\'f1ca kurzawy pow\'f3z, a w nim dwie osoby. Pierwsz\'b9 z nich by\'b3 ksi\'b9dz proboszcz, z pobliskiego miasteczka, drug\'b9 - Krasnostawski.\par \f0\par \f1 Jak huragan, min\'b9wszy pochylon\'b9 garstk\'ea ludzi, kopi\'b9cych w pobli\'bfu \'b3an burak\'f3w, oraz cmentarzyk wiejski, cichy, pe\'b3en uroku - pojazd wpad\'b3 do sio\'b3a. Z zagr\'f3d ch\'b3opskich wyskoczy\'b3y psy i szczeka\'e6 pocz\'ea\'b3y zajadle; wystraszone dzieciaki, o p\'b3owych, prawie bia\'b3ych, w\'b3osach, rzuci\'b3y si\'ea, uciekaj\'b9c w pop\'b3ochu, a prz\'eadz\'b9ce konopie wie\'9cniaczki, w barwnych swych strojach, chustkach i wyszywanych koszulach, stawa\'b3y zdziwione, przeprowadzaj\'b9c migaj\'b9cy p\'eadem pojazd niespokojnem okiem.\par \f0\par Zzi\f1 ajana, okryta potem czw\'f3rka koni, zwolni\'b3a wreszcie biegu, i st\'eapa, wolniutko, ostro\'bfnie spuszcza\'e6 si\'ea zacz\'ea\'b3a z pag\'f3rka na wiejsk\'b9 grobl\'ea.\par \f0\par \f1 - Czy ksi\'eadza dobrodzieja nie znu\'bfy\'b3a nasza tak pr\'eadka jazda?.. C\'f3\'bf robi\'e6 jednak, kiedy inaczej nie zd\'b9\'bfyliby\'9cmy mo\'bfe... - odezwa\'b3 si\'ea Krasnostawski, korzystaj\'b9c z mniejszego p\'eadu powietrza.\par \f0\par \f1 Barczysty ksi\'b9dz, o inteligentnem wejrzeniu du\'bfych czarnych oczu i brwiach kruczych, odbijaj\'b9cych wyrazi\'9ccie od bia\'b3ych w\'b3os\'f3w, wymykaj\'b9cych mu si\'ea spod kapelusza, obruszy\'b3 si\'ea\f0 na to pytanie.\par \par \f1 - Ale, c\'f3\'bf znowu!.. - odpar\'b3. - Oby tylko ten zacny pan January do\'bfy\'b3 b\'b3ogos\'b3awionej chwili i m\'f3g\'b3 pojedna\'e6 si\'ea z Bogiem!..\par \f0\par \f1 Umilk\'b3 ksi\'b9dz, i niebawem z pobo\'bfnem westchnieniem, dorzuci\'b3:\par \f0\par \f1 - O to ostatnie w\'b3a\'9cnie od czasu, gdy jedziemy, my\'9cl m\'b9 ku Najwy\'bfszemu wznosz\'ea... Mo\'bfe jej us\'b3ucha\'e6 raczy!..\par \f0\par \f1 - Dokt\'f3r m\'f3wi\'b3, \'bfe z godzin trzy po\'bfyje - odpar\'b3 Krasnostawski, a wyjmuj\'b9c zegarek, rzek\'b3 jeszcze: - Od chwili tej min\'ea\'b3o dwie godziny...\par \f0\par \f1 - Ach, ci lekarze! - machn\'b9\'b3 r\'eak\'b9 ksi\'b9dz stary - c\'f3\'bf tam ostatecznie wiedzie\'e6 oni mog\'b9 - wszak wszystko w r\'eaku Stw\'f3rcy-Pana! Ja, na przyk\'b3ad, pewnego razu by\'b3em ju\'bf konaj\'b9cym, a jednak, po przyj\'eaciu Przenaj\'9cwi\'eatszego Sakramentu i Olej\'f3w \'8cwi\'eatych - wyzdrowia\'b3em...\par \f0\par \f1 Umilkli. Ksi\'b9dz za\'9c po chwili, widz\'b9c, \'bfe furman wci\'b9\'bf jedzie st\'eapa, zauwa\'bfy\'b3:\par \f0\par \f1 - Ale mo\'bfe by\'9cmy zn\'f3w pojechali nieco pr\'eadzej, nieprawda\'bf?\par \f0\par \f1 - Naturalnie, niech minie tylko most i grobl\'ea - odrzek\'b3 Krasnostawski.\par \f0\par \f1 U st\'f3p ich szumia\'b3o w tej chwili ko\'b3o u m\'b3yna, pryskaj\'b9ca ode\'f1 wodna piana szeroko rozlewa\'b3a si\'ea na senn\'b9 tafl\'ea du\'bfego stawu, w kt\'f3rej przegl\'b9da\'b3y si\'ea po\'bf\'f3\'b3k\'b3e szczyty gowartowskiego parku.\par \f0\par \f1 Za grobl\'b9 znowu ruszyli galopem, i niebawem, wymin\'b9wszy jeszcze cz\'ea\'9c\'e6 wsi, zajechali przed ganek pa\'b3acu. Na spotkanie wybieg\'b3 stary lokaj, klucznica\f0 i kilku domownik\'f3w.\par \par \f1 W ciszy, przerywanej tylko parskaniem i sapaniem spienionej zziajanej czw\'f3rki koni, z l\'eakiem, na stopniach kocza, Krasnostawski zapyta\'b3 g\'b3o\'9cnym szeptem:\par \f0\par \f1 - \'afyje?..\par \f0\par \f1 - \'afyje !.. \'afyje !.. - odparli wszyscy ch\'f3rem, lokaj za\'9c natychmiast dorzuci\'b3:\par \f0\par \f1 - Chwa\'b3a Bogu na wysoko\'9cciach... Pan dokt\'f3r powiedzia\'b3, \'bfe mo\'bfe i do jutra rana...\par \par - A gdzie\'bf pan dokt\'f3r? - pyta\'b3 dalej Krasnostawski.\par \f0\par \f1 - A ot, tylko co patrze\'e6, jak odjecha\'b3.. Pono do Karol\'f3wki, bo tam m\'b3odsza ja\'9cnie pani niezdrowa...\par \f0\par - Ni\f1 ezdrowa!.. - obruszy\'b3 si\'ea plenipotent. - Tu przecie\'bf konaj\'b9cy w domu, m\'f3g\'b3 chyba zosta\'e6 jeszcze! - dorzuci\'b3 gniewnie, z\'b3y na widoczn\'b9 oboj\'eatno\'9c\'e6 wiejskiego eskulapa. Obejrza\'b3 si\'ea.\par \f0\par \f1 Ksi\'b9dz z nim przyby\'b3y wysiada\'b3 w\'b3a\'9cnie z powozu, poprzedzany towarzysz\'b9cym mu ch\'b3opaczkiem... Rozleg\'b3 si\'ea wkr\'f3tce d\'9fwi\'eak uroczysty ko\'9ccielnego dzwonka - w progi pa\'b3acu wst\'eapowa\'b3 Syn Bo\'bfy, utajony w Przenaj\'9cwi\'eatszym Sakramencie...\par \f0\par \f1 W par\'ea minut p\'f3\'9fniej, do pokoju chorego ju\'bf wchodzi\'b3 ksi\'b9dz; id\'b9cy w \'9clad za nim Krasnostawski zosta\'b3 na progu i spojrza\'b3 w g\'b3\'b9b sypialni chorego.\par \f0\par \f1 Na \'b3\'f3\'bfku zamajaczy\'b3a mu blada, ju\'bf nie z tego prawie \'9cwiata, s\'eadziwa twarz pana Januarego. Drzwi zamkni\'eato jednak w tej chwili - Krasnostawski cofn\'b9\'b3 si\'ea dyskretnie i pocz\'b9\'b3 przechadza\'e6 si\'ea wielkiemi k\f0 rokami po pokoju.\par \par \f1 Od czasu powrotu z podr\'f3\'bfy swej do miasta, na nim jednym prawie spoczywa\'b3o wszystko. Przep\'eadza\'b3 noce ca\'b3e u chorego, dogl\'b9da\'b3 go osobi\'9ccie, wzywa\'b3 lekarzy, konsylia.\par \f0\par \f1 Dzi\'9c, widz\'b9c, i\'bf ju\'bf koniec nieodwo\'b3alny si\'ea zbli\'bfa, a \'9cmierci widmo b\'b3\'b9ka u prog\'f3w pa\'b3acu, znaglony, pojecha\'b3 po ksi\'eadza, dnia poprzedniego ju\'bf, ci\'eaty przeczuciem, zatelegrafowawszy o nieszcz\'ea\'9cciu do marsza\'b3kowej, \'a3ady\'bfy\'f1skiego oraz do dawnego kolegi swego, Tarnopolskiego.\par \f0\par \f1 Od tego ostatniego bowiem odebra\'b3 list i\'9ccie enigmatyczny, w kt\'f3rym proszono go usilnie, by doni\'f3s\'b3 szczeg\'f3\'b3owo o wszystkiem, co si\'ea dzieje w Gowartowie.\par \f0\par \f1 Zanadto przyrodzonego sprytu posiada\'b3 w sobie Krasnostawski, by nie odgadn\'b9\'e6, \'bfe poza koleg\'b9 jego, Tarnopolskim, ukrywa si\'ea kto\'9c inny, zainteresowany bardzo. Domy\'9cli\'b3 si\'ea, i\'bf by\'b3 nim prawdopodobnie dobry znajomy tego\'bf, Dzier\'bfymirski, i dlatego nie omin\'b9\'b3 wy\'bfej wzmiankowanego Tarnopolskiego, r\'f3wnie\'bf donosz\'b9c mu, \'bfe Gowartowski umiera.\par \f0\par \f1 Smutny i blady, w przechadzce swej po pokoju, przystan\'b9\'b3 nagle Krasnostawski, pos\'b3ysza\'b3 bowiem w tej w\'b3a\'9cnie chwili g\'b3osy i szepty w przyleg\'b3ej komnacie chorego.\par \f0\par \f1 - Spowiada si\'ea... - rzek\'b3 do siebie, i zbli\'bfywszy si\'ea do okna, spojrza\'b3 w zadumie.\par \f0\par \f1 Tak samo, jak codzie\'f1, podlewano dzisiaj pod zbli\'bfaj\'b9cy si\'ea wiecz\'f3r klomby kwiat\'f3w, tak samo zni\'bfaj\'b9ce si\'ea ju\'bf s\'b3o\'f1ce s\'b3a\'b3o cienie na aleje parku, na staw, porozrzucane w ogrodzie \'b3awki, na chaty sio\'b3a, i step w perspektywie.\par \f0\par \f1 - I tak samo b\'eadzie jutro, pojutrze - zawsze! Tak samo s\'b3o\'f1ce i wszystko weseli\'e6 si\'ea b\'eadzie, nic porz\'b9dku swego nie zmieni, cho\'e6 dusza tego zak\'b9tka uleci w za\'9cwiaty!.. - szepta\'b3 Krasnostawski, i rzuciwszy si\'ea na fotel, podpar\'b3 r\'eakami g\'b3ow\'ea, a my\'9cli goni\'b9c si\'ea przelatywa\'b3y mu po g\'b3owie.\par \f0\par \f1 - O, jak\'bfe okrutn\'b9 jest \'9cmier\'e6! - my\'9cla\'b3. - Jak pe\'b3n\'b9 zagadki niezwalczonej pot\'eagi, przed kt\'f3r\'b9 tylko w pokorze chyli\'e6 musimy milcz\'b9co czo\'b3a!\par \f0\par \f1 I nic kamiennego jej serca nie wzruszy, nic nie zatrzyma - ona w swej nieub\'b3aganej godzinie przyj\'9c\'e6 musi !..\par \f0\par \f1 - Straszne, straszne!.. - szepn\'b9\'b3 zn\'f3w do siebie pochylony m\'ea\'bfczyzna. - Tem straszniejsze, i\'bf niezrozumia\'b3e, nieuj\'eate rozumem ludzkim, zawsze, zda si\'ea, nowe, cho\'e6 prawieczne w sobie; zawsze tak samo niedo\'9ccig\'b3e, niezmiennie na wszelkie pytania odpowiadaj\'b9ce sfinksa zagadk\'b9...\par \f0\par \f1 - I mnie to kiedy\'9c przecie spotka, wszak i ja umr\'ea!.. - rzek\'b3 g\'b3o\'9cno do siebie Krasnostawski. - A potem ?.. - szepn\'b9\'b3 z trwog\'b9.\par \f0\par \f1 I z pytaniem tem na ustach utkwi\'b3 wzrok b\'b3\'eadny we drzwi s\'b9siedniego pokoju...\par \f0\par \f1 Drzwi te tymczasem roztwar\'b3y si\'ea cicho i na progu ukaza\'b3a si\'ea, natchniona w tej chwili jakby twarz ksi\'eadza i posta\'e6 jego wynios\'b3a. Krasnostawski, zbudzony ze swych my\'9cli ponurych, \'bfywo podbieg\'b3 ku niemu.\par \f0\par \f1 - C\'f3\'bf, ksi\'ea\'bfe proboszczu? - zapyta\'b3.\par \f0\par \f1 - Wszystko dobrze... Zbrata\'b3a si\'ea dusza jego z Panem... - odpar\'b3 ten\'bfe z powag\'b9.\par \f0\par \f1 - Ale? ale, czy ksi\'b9dz dobrodziej nie uwa\'bfa\'b3 przypadkiem ?... To jest... - pl\'b9ta\'b3 si\'ea Krasnostawski - powiedzie\'e6 chcia\'b3em, czy choremu przypadkiem nie lepiej?...\par \f0\par \f1 - Ha, B\'f3g wiedzie\'e6 raczy... Nam pozostaje pogodzi\'e6 si\'ea tylko z Jego Najwy\'bfsz\'b9 Wol\'b9!.. - tym samym tonem odrzek\'b3 s\'b3uga Pa\'f1ski.\par \f0\par \f1 - Zapewne!.. - b\'b9kn\'b9\'b3 Krasnostawski. Zapanowa\'b3o chwil\'ea ci\'ea\'bfkie, o\'b3owiane milczenie. - Ach, ale przepraszam najmocniej ksi\'eadza dobrodzieja - uprzejmie przerwa\'b3 pierwszy m\'b3ody cz\'b3owiek - w tej chwili podwieczorek poda\'e6 ka\'bf\'ea, ksi\'b9dz dobrodziej utrudzony drog\'b9, g\'b3odny zapewne!... - i Krasnostawski ku drzwiom si\'ea skierowa\'b3 po\'9cpiesznie.\par \f0\par \f1 - Nie, dzi\'eakuj\'ea ci, panie Boles\'b3awie! Jecha\'e6 musz\'ea...\par \f0\par \f1 - Ju\'bf? - zdziwi\'b3 si\'ea m\'b3ody plenipotent.\par \f0\par \f1 - A tak, serce, jutro odpust u mnie, roboty huk!.. Ka\'bf zaprz\'eaga\'e6, je\'9cli \'b3aska, a ja tymczasem w ogrodzie poczekam i modlitwy swe przedwieczorne odm\'f3wi\'ea.\par \f0\par \f1 - W tej chwili s\'b3u\'bf\'ea ksi\'eadzu dobrodziejowi... - rzuci\'b3 w p\'f3\'b3uk\'b3onie Krasnostawski i znik\'b3 za drzwiami.\par \f0\par \f1 Ksi\'b9dz zajrza\'b3 jeszcze do chorego; pozostawiony na opiece staruszki-klucznicy, z pogod\'b9 na obliczu swem dziwn\'b9 le\'bfa\'b3 on spokojnie.\par \f0\par \f1 Widz\'b9c to, proboszcz wyszed\'b3.\par \f0\par \f1 Z dobry kwadrans miga\'b3a wysoka, czarna sylwetka jego na tle zieleni, po wygracowanych starannie alejach parku, poczem w pobli\'bfu modl\'b9cego si\'ea w skupieniu ksi\'eadza pojawi\'b3 si\'ea Krasnostawski.\par \f0\par \f1 Zaturkota\'b3o jednocze\'9cnie... Z uszanowaniem przez wszystkich odprowadzony, proboszcz wsiad\'b3 niebawem do powozu. W par\'ea minut p\'f3\'9fniej pojazd, unosz\'b9cy go, znik\'b3 za wjazdow\'b9 bram\'b9 pa\'b3acu...\par \f0\par \f1 Stoj\'b9cy na ganku Krasnostawski poruszy\'b3 si\'ea machinalnie i przez milcz\'b9ce pa\'b3acowe komnaty skierowa\'b3 do pokoju pana Januarego.\par \f0\par \f1 - C\'f3\'bf? jak\'bfe?.. - zapyta\'b3 zap\'b3akanej staruszki, siedz\'b9cej ko\'b3o \'b3o\'bfa chorego.\par \f0\par \f1 - Teraz... le\'bfy niby spokojnie - wyj\'b9ka\'b3a cicho.\par \f0\par \f1 - No, to prosz\'ea i\'9c\'e6 odpocz\'b9\'e6, ja zostan\'ea i dam zna\'e6, gdy zajdzie tego potrzeba - stanowczo odezwa\'b3 si\'ea Krasnostawski.\par \f0\par \f1 Po opieraniu si\'ea d\'b3u\'bfszem, staruszka, znu\'bfona i senna wysun\'ea\'b3a si\'ea z pokoju, Krasnostawski za\'9c, podszed\'b3szy do fotelu, stoj\'b9cego przy \'b3\'f3\'bfku, usiad\'b3 ci\'ea\'bfko.\par \f0\par Cisza martwa\f1 zago\'9cci\'b3a w komnacie... Gowartowski, oddychaj\'b9c niepostrze\'bfenie lekko, spokojny, le\'bfa\'b3 wci\'b9\'bf nieruchomo; znu\'bfeni domownicy rozpierzchli si\'ea, ka\'bfdy do swego zak\'b9tka i odg\'b3os \'bfadny nie dochodzi\'b3 tutaj, tylko poprzez zapuszczone firanki oraz story rzuca\'b3o swe jaskrawe blaski zni\'bfaj\'b9ce si\'ea ju\'bf s\'b3o\'f1ce...\par \f0\par \f1 Krasnostawski, zm\'eaczony \'bfyciem ostatnich dni kilku, zamy\'9cli\'b3 si\'ea g\'b3\'eaboko, fizycznie wypoczywaj\'b9c zarazem.\par \f0\par \f1 Od czasu do czasu spojrzenie przenosi\'b3 na starca, poczem zapada\'b3 zn\'f3w w zadum\'ea, po\'b3\'b9czon\'b9 z nieokre\'9clon\'b9 apaty\'b9, gniot\'b9c\'b9 go swym ci\'ea\'bfarem, z poczuciem bezradno\'9cci, w obliczu zbli\'bfaj\'b9cej si\'ea nie odwo\'b3alnie, krocz\'b9cej \'9cmia\'b3o \'9cmierci!\par \f0\par \f1 Min\'ea\'b3o w ten spos\'f3b dwie godziny.\par \f0\par \f1 Na ciemne \'bfaluzye u okien pada\'b3y teraz prostopadle dogasaj\'b9c\'b9 czerwon\'b9 \'b3un\'b9 ostatnie zachodu promienie, majaczy\'b3y ognikami krwawymi po posadzce i \'9ccianach, a spoza parku, z oddali, niewyra\'9fnie jakie\'9c dla ucha dochodzi\'b3y odg\'b3osy...\par \f0\par \f1 To pracowity, znojny ko\'f1czy\'b3 si\'ea gdzie\'9c tam, po polach i sio\'b3ach pogodny dzie\'f1 jesieni; to, \'9cpiewaj\'b9c ch\'f3rem sm\'eatn\'b9 ukrai\'f1sk\'b9 dumk\'ea - wraca\'b3y po pracy dziewcz\'eata i mo\'b3odycye, z buraczanych \'b3an\'f3w, gromad\'b9...\par \f0\par \f1 Nagle Krasnostawski, z przymkni\'eatymi oczyma w fotelu swym zag\'b3\'eabiony, ockn\'b9\'b3 si\'ea, drgn\'b9wszy na ca\'b3em ciele nerwowo. Spojrza\'b3 na chorego...\par \f0\par Usta pana Januarego \f1 szepta\'b3y co\'9c niewyra\'9fnie, porusza\'b3y si\'ea szybko - wreszcie uni\'f3s\'b3 si\'ea on na poduszkach i wzrokiem b\'b3\'eadnym spojrza\'b3 woko\'b3o.\par \f0\par \f1 Krasnostawski ju\'bf by\'b3 si\'ea zerwa\'b3 i sta\'b3 teraz ko\'b3o \'b3\'f3\'bfka blisko.\par \f0\par \f1 - Kto to jest?.. Kto to?.. - wyszepta\'b3 chory, z trudno\'9cci\'b9.\par \f0\par - To j\f1 a, Krasnostawski, Kra-sno-staw-ski - powt\'f3rzy\'b3 dobitnie.\par \f0\par \f1 - A, a... to dobrze... dobrze... - pan January zaczerpn\'b9\'b3 p\'b3ucami powietrza i po chwili zupe\'b3nie ju\'bf przytomnie przem\'f3wi\'b3 \'b3amanym, cichym g\'b3osem:\par \f0\par \f1 -M\'f3j panie Boles\'b3awie, ods\'b3o\'f1, prosz\'ea ci\'ea, okno, cho\'e6 jedno... Tak tu ciemno...\par \f0\par \f1 Krasnostawski, us\'b3uchawszy natychmiast zlecenia, podni\'f3s\'b3 rolet\'ea.\par \f0\par \f1 S\'b3o\'f1ce ju\'bf by\'b3o zasz\'b3o. W pierwszych u\'9cciskach nadchodz\'b9cego zmierzchu sta\'b3y cicho p\'f3\'b3obna\'bfone drzewa parku, przeplatane gdzieniegdzie czerwieni\'b9, s\'b3a\'b3y si\'ea aleje \'bf\'f3\'b3tawym od opad\'b3ych li\'9ccie kobiercem - biela\'b3y niewyra\'9fnie w dali zagrody sio\'b3a, ciemnia\'b3y jego osady, senna i mroczna \'9cwieci\'b3a tafla stawu.\par \f0\par \f1 Krasnostawski, odwr\'f3ciwszy si\'ea od okna, spotka\'b3 smutny, pe\'b3en t\'easknoty wzrok starca, utkwiony w roztaczaj\'b9cy si\'ea poza oknem krajobraz.\par \f0\par \f1 Do \'b3\'f3\'bfka zbli\'bfy\'b3 si\'ea po\'9cpiesznie.\par \f0\par \f1 - Dzi\'eakuj\'ea ci... m\'f3j kochany... pani Boles\'b3awie... dzi\'eakuj\'ea - odetchn\'b9\'b3 Gowartowski i doko\'f1czy\'b3 ciszej:\par \f0\par \f1 - Ostatni to raz... ostatni widz\'ea to wszystko! - uczyni\'b3 r\'eak\'b9 ruch s\'b3aby, a wskazuj\'b9cy widok otulonego mrokiem sio\'b3a i p\'f3l szerokich.\par \f0\par \f1 - Dlaczego? - podchwyci\'b3 szybko Krasnostawski, - uwa\'bfam w\'b3a\'9cnie, \'bfe g\'b3os pa\'f1ski ma dziwnie zdrowe brzmienie - da B\'f3g, b\'eadzie lepiej...\par \f0\par \f1 - Och... nie! Nie b\'eadzie lepiej - westchn\'b9\'b3 pan January - nie b\'eadzie... to tylko na chwil\'ea...\par \f0\par \f1 Zn\'f3w przesta\'b3, i zaczerpn\'b9wszy powietrza, ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej, uczyniwszy jednocze\'9cnie praw\'b9 r\'eak\'b9 ruch zniech\'eacenia pe\'b3ny.\par \f0\par \f1 - Ja czuj\'ea, widz\'ea, \'bfe koniec, \'9cmier\'e6 si\'ea zbli\'bfa... Nic mi ju\'bf nie pomo\'bfe - wola Boska!.. - zn\'f3w przerwa\'b3... w minut\'ea za\'9c m\'f3wi\'b3:\par \f0\par \f1 - W\'b3a\'9cnie... w\'b3a\'9cnie powiedzie\'e6 co\'9c chcia\'b3em tobie... kochany panie Boles\'b3awie... usi\'b9d\'9f... - i pan January wskaza\'b3 sw\'b9 woskowo - \'bf\'f3\'b3t\'b9 r\'eak\'b9 taborecik.\par \f0\par \f1 Krasnostawski us\'b3ucha\'b3.\par \f0\par \f1 - Poczekaj chwil\'ea... odpoczn\'ea... - wyszepta\'b3 os\'b3abiony bardzo. Opar\'b3 g\'b3ow\'ea o poduszki i oddycha\'e6 pocz\'b9\'b3 ci\'ea\'bfko, na bladej za\'9c twarzy jego zakwit\'b3 i zgas\'b3 niebawem rumieniec nik\'b3y.\par \f0\par \f1 Krasnostawski wyczekiwa\'b3, milcz\'b9c.\par \f0\par \f1 - Mo\'bfe poda\'e6 panu co do picia? - zapyta\'b3 po chwili.\par \f0\par \f1 Przecz\'b9cy ruch r\'eaki by\'b3 ca\'b3\'b9 odpowiedzi\'b9 pana Januarego. W dziesi\'ea\'e6 za\'9c mo\'bfe minut p\'f3\'9fniej g\'b3osem s\'b3abym, przerywanym co chwila ci\'ea\'bfkim oddechem, przem\'f3wi\'b3 cicho :\par \f0\par \f1 - Ty\'9c dobry... ty jeden... tak, jeden, jedyny, co\'9c mnie nie opu\'9cci\'b3... Uczynili to wszyscy: siostra, \'a3ady\'bfy\'f1ski, c\'f3rka... - spu\'9cci\'b3 g\'b3ow\'ea i umilk\'b3, a dwie \'b3zy du\'bfe, perliste zab\'b3ys\'b3y w jego niebieskich, przyblad\'b3ych \'9frenicach i stoczy\'b3y si\'ea z wolna po wychud\'b3ej twarzy. Po chwili ci\'b9gn\'b9\'b3 znowu:\par \f0\par \f1 - \'8fle uczyni\'b3a Ola, \'9fle bardzo... Nie poniewiera si\'ea tak rodzicem, nie depce si\'ea tak przywi\'b9zania ojca... nie, nie, po stokro\'e6 razy nie!... - powt\'f3rzy\'b3 z moc\'b9 w os\'b3ab\'b3ym g\'b3osie, i z t\'b9 skarg\'b9 na ustach przeciw dziecku ostatni\'b9, upad\'b3 na poduszki w znu\'bfeniu, jak \'9cciana blady.\par \f0\par \f1 Krasnostawski, ze wsp\'f3\'b3czuciem, uj\'b9\'b3 r\'eak\'ea starca w d\'b3o\'f1 praw\'b9, a gdy Gowartowski ponownie uni\'f3s\'b3 si\'ea na pos\'b3aniu, opieku\'f1czo i silnie podpar\'b3, podtrzyma\'b3 swem lewem ramieniem jego cia\'b3o wychud\'b3e.\par \f0\par \f1 - Dzi\'eakuj\'ea ci, bardzo dzi\'eakuj\'ea!.. - wyszepta\'b3 pan January i m\'f3wi\'e6 pocz\'b9\'b3 dalej, g\'b3o\'9cniej nieco, lecz ochryp\'b3ym ju\'bf od zm\'eaczenia i wysi\'b3ku g\'b3osem :\par \f0\par \f1 - Ale nie o tem m\'f3wi\'e6 chcia\'b3em, nie o tem! Przeciwnie... - zn\'f3w zamilk\'b3 sekund kilka.\par \f0\par \f1 - Przeciwnie - powt\'f3rzy\'b3 - ja Oli przebaczam, maj\'b9tek ca\'b3y zapisa\'b3em jej wy\'b3\'b9cznie, tylko... tu zatrzyma\'b3 si\'ea starzec d\'b3u\'bfej nieco, jakby w ostatnim wysi\'b3ku trudno mu by\'b3o jasno wyrazi\'e6 my\'9cl swoj\'b9 - tylko - ci\'b9gn\'b9\'b3 - \'bfe testament\'f3w jest dwa: jeden u notaryusza, z\'b3o\'bfony dawno, na korzy\'9c\'e6 Oli... drugi... na jej niekorzy\'9c\'e6...\par \f0\par \f1 Umilk\'b3 zn\'f3w Gowartowski blady i zm\'eaczony, a po chwili ko\'f1czy\'b3:\par \f0\par - Ten ostatni, \f1 p\'f3\'9fniejszy, napisa\'b3em w chwili nierozumnego gniewu... Jest w mojem biurku, szuflada lewa, na wierzchu... Podr\'ea go!..\par \f0\par \f1 Tu pan January, oswobodziwszy si\'ea od podtrzymuj\'b9cego go ramienia Krasnostawskiego, opad\'b3 na poduszki wycie\'f1czony.\par \f0\par \f1 - Czy przynie\'9c\'e6 mam ten testament? - podda\'b3 Krasnostawski.\par \f0\par \f1 Ojciec Oli Dzier\'bfymirskiej przyzwalaj\'b9co skin\'b9\'b3 g\'b3ow\'b9 i s\'b3abym ruchem r\'eaki poruszy\'b3 kluczyk od szufladki stoj\'b9cego obok \'b3o\'bfa stoliczka.\par \f0\par \f1 Krasnostawski zrozumia\'b3. Wysun\'b9\'b3 szybko szuflad\'ea, wzi\'b9\'b3 stamt\'b9d p\'eak kluczy i oddali\'b3 si\'ea cicho. \par \f0\par \f1 Blady, oddychaj\'b9c ci\'ea\'bfko, w oczekiwaniu m\'b3odego cz\'b3owieka, odpoczywa\'b3 Gowartowski... W ciszy g\'b3uchej min\'ea\'b3o z dziesi\'ea\'e6 minut. Na progu wreszcie ukaza\'b3 si\'ea Krasnostawski, trzymaj\'b9c w r\'eaku du\'bf\'b9 kopert\'ea.\par \f0\par \f1 Na jego widok pan January gor\'b9czkowo, o w\'b3asnych si\'b3ach, uni\'f3s\'b3 si\'ea na pos\'b3aniu i wyci\'b9gn\'b9\'b3 r\'eak\'ea po testament.\par \f0\par \f1 - Dzi\'eakuj\'ea... - wyszepta\'b3.\par \f0\par \f1 Odebrawszy za\'9c od Krasnostawskiego kopert\'ea, otworzy\'b3 j\'b9 dr\'bf\'b9c\'b9 r\'eak\'b9, wyj\'b9\'b3 arkusz papieru, znajduj\'b9cy si\'ea tam i rozerwa\'b3 zwolna na cztery cz\'ea\'9cci. Potem w\'b3o\'bfy\'b3 na powr\'f3t do koperty zniszczony test, a zwr\'f3ciwszy si\'ea do Krasnostawskiego, g\'b3osem dziwnie d\'9fwi\'eacznym, stanowczym, wym\'f3wi\'b3:\par \f0\par \f1 - Oddasz to jej... Oli - i umilk\'b3, opad\'b3szy znowu na poduszki.\par \f0\par \f1 M\'b3ody plenipotent machinalnie wzi\'b9\'b3 kopert\'ea schowa\'b3 j\'b9 do kieszeni surduta. Wpatrzony w starca, na kt\'f3rego twarzy igra\'b3 w tej chwili jaki\'9c pe\'b3ny dobroci u\'9cmiech, blady, tkliwy - milcza\'b3 wzruszony, a dwie \'b3zy niepos\'b3uszne zakr\'eaci\'b3y mu si\'ea w oczach.\par \f0\par \f1 G\'b3osem cichym, jakby dogasaj\'b9cym, m\'f3wi\'b3 tymczasem jeszcze pa\f0 n January:\par \par \f1 - Nie zapomnij odda\'e6... Pami\'eataj!.. - urwa\'b3, a po chwili:\par \f0\par \f1 - Powiedz... tak\'bfe Oli... \'bfe przebaczam... jej... i... jemu!..- doko\'f1czy\'b3 z trudno\'9cci\'b9, w wysi\'b3ku ostatnim i z wypiekami na twarzy, trupio blady, umilk\'b3...\par \f0\par \f1 Pal\'b9ca si\'ea u obrazu Matki Boskiej nad \'b3\'f3\'bfkiem, z czerwonego szk\'b3a, lampka rzuci\'b3a w tej chwili promie\'f1 jasny na oblicze starca...\par \f0\par \f1 W zmierzchu id\'b9cego wieczora twarz Gowartowskiego zaja\'9cnia\'b3a jakim\'9c nadziemskim jakby wyrazem szlachetnej dobroci... Krasnostawski jednocze\'9cnie poprawi\'b3 poduszki u \'b3o\'bfa i pochyli\'b3 si\'ea nad chorym, zda\'b3o mu si\'ea bowiem, i\'bf ten\'bfe porusza ustami.\par \f0\par \f1 Rzeczywi\'9ccie. Niedos\'b3yszalnym, urywanym szeptem m\'b3ody cz\'b3owiek pos\'b3ysza\'b3 jeszcze:\par \f0\par \f1 - Dzi\'eakuj\'ea... ty\'9c dobry!.. M\'f3wi\'e6 ju\'bf... wi\'eacej... nie... mog\'ea...\par \f0\par \f1 Poruszony s\'b3owami chorego starca, zdenerwowany, wzruszony odst\'b9pi\'b3 od \'b3\'f3\'bfka Krasnostawski i przygn\'eabiony, usiad\'b3 w fotelu.\par \f0\par \f1 Min\'ea\'b3o z dziesi\'ea\'e6 minut.\par \f0\par \f1 Widz\'b9c, \'bfe chory le\'bfy teraz zupe\'b3nie ju\'bf cicho, m\'b3ody cz\'b3owiek po chwili powsta\'b3, pos\'b3ucha\'b3 oddechu jego, poczem wysun\'b9\'b3 si\'ea cichutko z pokoju. Dusi\'b3o go co\'9c w gardle...\par \f0\par \f1 W s\'b9siednich komnatach pusto by\'b3o ca\'b3kiem i szaro ju\'bf zupe\'b3nie. Mrok wieczora wciska\'b3 si\'ea do pa\'b3acu coraz natarczywszy, wsz\'eadzie, samotny, cichy, smutny. Krasnostawski bez ha\'b3asu otworzy\'b3 podwoje balkonu i wyszed\'b3 na werand\'ea, spragniony odetchn\'b9\'e6 \'9cwie\'bfszem powietrzem...\par \f0\par \f1 Opar\'b3 si\'ea o balustrad\'ea, ch\'b3odzi\'e6 pocz\'b9\'b3 rozpalone czo\'b3o zimnym powiewem jesiennego wieczora i sta\'b3 tak nieruchomy do\'9c\'e6 d\'b3ugo, og\'b3upia\'b3y jakby na razie, bezmy\'9clny...\par \f0\par Nagle milczenie pogr\f1\'b9\'bfaj\'b9cego si\'ea coraz bardziej w mroki domu i parku, przerwa\'b3 jednostajny dono\'9cny, odg\'b3os dzwonu w pobli\'bfu. To codziennym, panuj\'b9cym w Gowartowie, zwyczajem, zwo\'b3ywana s\'b3u\'bfb\'ea na wieczorn\'b9 kolacy\'ea.\par \f0\par \f1 Krasnostawski si\'ea ockn\'b9\'b3, a jednocze\'9cnie poczu\'b3 pragnienie i g\'b3\'f3d.\par \f0\par \f1 Wr\'f3ci\'b3 do komnaty, zamkn\'b9\'b3 drzwi oszklone od werandy, a napotkawszy po drodze jak\'b9\'9c pozostawion\'b9 \'9cwiec\'ea, zapali\'b3 j\'b9 po\'9cpiesznie i na palcach skierowa\'b3 si\'ea poprzez kilka komnat do jadalnej sali. Dob\'ea ca\'b3\'b9 Krasnostawski nic, pr\'f3cz kilku szklanek herbaty, w ustach nie mia\'b3 - m\'b3ody organizm dopomina\'b3 si\'ea o swoje prawa.\par \f0\par \f1 W kredensie znalaz\'b3 pochowane zimne mi\'easiwa i chleb razowy; posili\'b3 si\'ea, popi\'b3 wod\'b9 i przez puste komnaty znowu skierowa\'b3 si\'ea do pokoju Gowartowskiego.\par \f0\par \f1 Tu ju\'bf zupe\'b3ne panowa\'b3y ciemno\'9cci. Krasnostawski zapali\'b3 lampk\'ea, przykry\'b3 j\'b9 aba\'bfurem i spojrza\'b3 na chorego.\par \f0\par \f1 Le\'bfa\'b3 w tej samej pozycyi, tak samo spokojny, oddychaj\'b9c lekko, cicho, bledszy tylko, \'bf\'f3\'b3tszy jakby... I w jednem r\'f3wnie\'bf zasz\'b3a, zmiana nag\'b3a.\par \f0\par \f1 Oto r\'eace pana Januarego wykonywa\'b3y po ko\'b3drze jakie\'9c niewyra\'9fne i dziwne ruchy, jakby szuka\'b3y czego\'9c, szczypa\'b3y powierzchni\'ea sukna, zatrzymywaly si\'ea chwil\'ea, i zn\'f3w rytmiczne porusza\'b3y si\'ea zwolna, jednostajnie...\par \f0\par \f1 Krasnostawski, postawszy czas jaki\'9c, zbli\'bfy\'b3 si\'ea do stolika, wzi\'b9wszy do r\'eaki machinalnie stoj\'b9ce tam lekarstwo. Spojrza\'b3 na recept\'ea. Przeczytawszy za\'9c, westchn\'b9\'b3.\par \f0\par \f1 By\'b3y to leki zwykle, przepisywane dogorywaj\'b9cym...\par \f0\par \f1 - Czy\'bfby naprawd\'ea tak \'9fle ju\'bf by\'b3o? - szepn\'b9\'b3 do siebie m\'b3odzieniec - tak przytomnym by\'b3 jednak przed chwil\'b9!.. E!.. mo\'bfe B\'f3g da... pocieszaj\'b9c si\'ea - doko\'f1czy\'b3 g\'b3o\'9cno.\par \f0\par \f1 Tymczasem zm\'eaczenie fizyczne i moralne wali\'b3o wprost z n\'f3g Krasnostawskiego.\par \f0\par \f1 Zbli\'bfy\'b3 si\'ea chwiejny do fotelu. Usiad\'b3 i po kilkakrotnie ziewn\'b9\'b3 mimo woli nerwowo. Po chwili jednak energicznie wstrz\'b9sn\'b9\'b3 si\'ea...\par \f0\par \f1 - Ooo... jak\'bfe mi si\'ea spa\'e6 chce!.. - mrukn\'b9\'b3 i ponownie ziewn\'b9\'b3 przeci\'b9gle z cicha.\par \f0\par \f1 - Ale nie mo\'bfna... nie mo\'bfna!.. - szepn\'b9\'b3 zn\'f3w do siebie przekonywaj\'b9co i si\'eagn\'b9\'b3 po stoj\'b9c\'b9 opodal flaszk\'ea kolo\'f1skiej wody.\par \f0\par \f1 Przetar\'b3 sobie skronie, pow\'b9cha\'b3, poczem napi\'b3 si\'ea zimnej wody ze szklanki, i jak mu si\'ea zdawa\'b3o, zupe\'b3nie obecnie rze\'9fki, zag\'b3\'eabi\'b3 si\'ea w fotelu.\par \f0\par \f1 Tymczasem min\'ea\'b3o minut dziesi\'ea\'e6 zaledwie, gdy m\'b3ody pan plenipotent spa\'b3 ju\'bf na dobre, pochrapuj\'b9c nawet z lekka czasami.\par \f0\par \f1 Sen zwyci\'ea\'bfy\'b3... Milczenie i spok\'f3j jaki\'9c z\'b3owrogi zapanowa\'b3y w komnacie.\par \f0\par \f1 A zewn\'b9trz pa\'b3acu tymczasem noc z wolna i stopniowo kr\'f3lowa\'e6 zacz\'ea\'b3a.\par \f0\par \f1 Na ciemnem tle nieba zamruga\'b3y wkr\'f3tce gwiazdy, od p\'f3l wion\'b9\'b3 wietrzyk i cichym \'bf\'f3\'b3kniej\'b9cych li\'9cci pogwarem zaszumia\'b3 nad domem park stary.\par \f0\par \f1 Wewn\'b9trz za\'9c dworu usn\'eali wszyscy... Milcza\'b3y tu wszystkie k\'b9ty, a w oddzielonej kilkoma komnatami jadalnej sali dochodzi\'b3 tylko regularny odg\'b3os staro\'9cwieckiego zegara, kt\'f3ry brzd\'b9ka\'b3 i tyka\'b3 i bi\'b3 przeci\'b9gle godziny jedna za drug\'b9.\par \f0\par \f1 Nagle w g\'b3uchej ciszy sypialni pana Januarego rozleg\'b3o si\'ea pocz\'b9tkowo s\'b3absze, niebawem coraz silniejsze charczenie. To chory starzec ju\'bf kona\'b3...\par \f0\par \f1 Za \'b3o\'bfem, w p\'f3\'b3\'9cwietle komnaty, niewidzialna dla oka ludzkiego, stan\'ea\'b3a \'9cmier\'e6, lepu swego chciwa - j\'eaki zg\'b3uszone umieraj\'b9cego dziesi\'eaciokrotnem echem wstrz\'b9sn\'ea\'b3y cisz\'b9 domu...\par \f0\par \f1 Co\'9c zbudzi\'b3o Krasnostawskiego. Co? - sam nie wiedzia\'b3 na razie. Zerwa\'b3 si\'ea z fotelu, oczy przetar\'b3 i spojrza\'b3 na pogr\'b9\'bfone w cieniu \'b3o\'bfe. Zdr\'eatwia\'b3 nagle i w\'b3osy d\'eabem stan\'ea\'b3y mu na g\'b3owie.\par \f0\par \f1 Z oczyma, wywr\'f3conemi po bia\'b3ka \'9frenic, postawionemi w s\'b3up, nieprzytomny, z ustami otworzonemi, z\'bf\'f3\'b3k\'b3y, zzielenia\'b3y - straszny, j\'eacza\'b3 starzec, \'b3apa\'b3 powietrze, st\'eaka\'b3 \'bfa\'b3o\'9cnie - charcza\'b3 z\'b3owrogo...\par \f0\par \f1 Krasnostawski zrozumia\'b3, lecz znieruchomia\'b3 na razie do tego stopnia, \'bfe nie by\'b3 w stanie poruszy\'e6 si\'ea z miejsca.. Po raz pierwszy w \'bfyciu znajdowa\'b3 si\'ea wobec konaj\'b9cego cz\'b3owieka, patrza\'b3 wi\'eac bezprzytomny prawie i b\'b3\'eadny nieustannie na Gowartowskiego... Dr\'bfa\'b3 przy tem na ca\'b3em ciele, chwyta\'b3o go co\'9c za gard\'b3o, przykuwa\'b3o do miejsca, do ziemi.\par \f0\par \f1 R\'f3wnocze\'9cnie przygn\'eabiaj\'b9ca cisza gniot\'b3a mu piersi ci\'ea\'bfarem, konaj\'b9ce drgnienia i j\'eaki umieraj\'b9cego, niby ostrzem ze stali kraja\'b3y niemi\'b3osiernie wypr\'ea\'bfone nerwy, a zarazem l\'eak niewyt\'b3umaczony, dziwny, zatrz\'b9s\'b3 nim.\par \f0\par \f1 Wi\'eac to \'9cmier\'e6!.. \'9cmier\'e6 idzie ju\'bf, przybli\'bfa si\'ea, okropna, bezz\'eabna, oto jej szkielet sunie obok, mija go!.. Zbli\'bfa si\'ea teraz oboj\'eatna do \'b3o\'bfa... nachyla nad konaj\'b9cym...\par \f0\par \f1 - Ha-ha-ha!.. ha-ha-ha!.. ha-ha-ha!.. - wstrz\'b9sa \'9ccianami pokoju - oto \'9cmiech jej straszny!.. Rz\'ea\'bfenie konaj\'b9cego odpowiada mu echem coraz przera\'9fliwiej, g\'b3o\'9cniej... Ponuro j\'eaczy on, skar\'bfy si\'ea, miota !..\par \f0\par \f1 - Bo\'bfe!.. Bo\'bfe!.. Co... to? Co... to? - krzykn\'b9\'b3 Krasnostawski, schwyci\'b3 si\'ea za g\'b3ow\'ea, zadygota\'b3 raz jeszcze i porwawszy ze sto\'b3u dzwonek - wybieg\'b3.\par \f0\par \f1 W milczeniu powszechnego u\'9cpienia rozleg\'b3 si\'ea niebawem rozpaczliwy d\'9fwi\'eak pokojowego dzwonka, wstrz\'b9sn\'b9\'b3 murami !..\par \f0\par \f1 Gowartowski tymczasem czyni\'e6 pocz\'b9\'b3 teraz r\'eakami jakie\'9c szalone ruchy, gwa\'b3townie odp\'eadza\'b3 co\'9c, broni\'b3 si\'ea przed kim\'9c, j\'eacza\'b3 jeszcze dono\'9cniej, chwyta\'b3 powietrze, bezustannie charcza\'b3..\par \f0\par \f1 Bieganie nape\'b3ni\'b3o niebawem dom ca\'b3y. Garstka domownik\'f3w i s\'b3u\'bfby w kilka chwil p\'f3\'9fniej nape\'b3ni\'b3a pok\'f3j dogorywaj\'b9cego cz\'b3owieka. Ostatnia przysz\'b3a staruszka, klucznica, z gromnic\'b9 w r\'eaku.\par \f0\par \f1\'afa\'b3obn\'b9 \'9cwiec\'ea zapalono po\'9cpiesznie i ukl\'eakli wszyscy. Krasnostawski przy samem \'b3o\'bfu, trzymaj\'b9c w d\'b3oni r\'eak\'ea pana Januarego.\par \f0\par \f1 Ch\'b3od\'b3a mu ona w palcach coraz bardziej; stopniowo, powoli, charczenie, j\'eaki, r\'f3wnie\'bf ustawa\'b3y, ucich\'b3y\f0 wreszcie...\par \par \f1 Skupione milczenie komnaty, zamagnetyzowane wyczekiwaniem, trwog\'b9, przerwa\'b3 szelest, dla ucha prawie niedos\'b3yszalny. Ostatnie w tej chwili ziemskie westchnienie cz\'b3owiecze ulatywa\'b3o z piersi starca - mkn\'ea\'b3o w za\'9cwiaty...\par \f0\par \f1 - Sko\'f1czy\'b3... - szepn\'b9\'b3 Krasnostawski. W\'9cr\'f3d kl\'eacz\'b9cych rozleg\'b3 si\'ea p\'b3acz... Gdzieniegdzie p\'b3omyk zapalonej gromnicy o\'9cwietli\'b3 ponuro \'bf\'f3\'b3taw\'b9 plam\'b9 \'9cciany, sprz\'eaty i szyby komnaty, drga\'e6 zacz\'b9\'b3 b\'b3yskotliwy po twarzach kl\'eacz\'b9cych ludzi.\par \f0\par \f1 Pocz\'eato si\'ea \'bfegna\'e6 pobo\'bfnie...\par \f0\par Wsp\'f3l\f1 na, cicha, a pe\'b3na g\'b3\'eabokiej wiary prostych dusz modlitwa, z wol\'b9 Najwy\'bfszego godz\'b9ca si\'ea, pokorna, nape\'b3ni\'b3a mury pokoju, i a\'bf do st\'f3p Stw\'f3rcy-Pana ulecia\'b3a skrzydlata - wznios\'b3a si\'ea tam, gdzie\'9c wysoko, w \'9clad za zagadkow\'b9 drog\'b9 duszy zmar\'b3ego, jakby mu niebo otworzy\'e6 pragn\'ea\'b3a.\par \f0\par \par ---------\par \par \par \par \f1 Pokra\'9cnia\'b3e, czerwono-z\'b3ote dzikiego wina li\'9ccie, pn\'b9ce si\'ea po bia\'b3ych \'9ccianach gowartowskiego dworu, zagl\'b9daj\'b9 przez otwarte okno do ma\'b3ego gabinetu, obitego kirem, a ruszane z lekka wietrzykiem, ko\'b3ysz\'b9 si\'ea w promieniach jesiennego s\'b3o\'f1ca, powiew za\'9c zefiru delikatnym dreszczem przebiega r\'f3wnie\'bf po rz\'eadzie \'bf\'f3\'b3tawych u \'9cwiec p\'b3omyk\'f3w, pal\'b9cych si\'ea woko\'b3o katafalku, gin\'b9cego w zieleni cieplarnianych kwiat\'f3w.\par \f0\par \f1 Obci\'9cni\'eaty w ubranie czarne, wytworny - pan, nawet tu, za \'bfycia progiem, na podwy\'bfszeniu le\'bfy January Gowartowski...\par \f0\par \f1 Zesztywnia\'b3e palce jego trzymaj\'b9 kurczowo w d\'b3oni krucyfiks, zaczesany starannie w\'b9s mlecznosiwy, sumiasty, polski, odbija pi\'eaknie na bia\'b3em, jak marmur, obliczu starca, a twarz ta, zadum pe\'b3na, pogr\'b9\'bfon\'b9 by\'e6 tylko si\'ea zdaje w g\'b3\'eabokim, cichym \'9cnie.\par \f0\par \f1 Kamienny to sen!.. Sen za\'9cwiat\'f3w, wieczno\'9cci, zagadki bytu i \'9cwiadomo\'9cci prawdopodobnie tego, o co w dumie swej pokorny, rozbi\'e6 si\'ea musi rozum ludzki; sen straszny - oboj\'eatny na wszystko doko\'b3a!..\par \f0\par I n\f1 iczem ju\'bf s\'b9 dla niego sprawy tego pado\'b3u; niczem troski, cierpienia ziemskie i niepokoje, niczem rado\'9cnie igraj\'b9ce po pokoju s\'b3o\'f1ce - niczem wreszcie bole\'9c\'e6 i smutek kl\'eacz\'b9cej u st\'f3p katafalku, s\'eadziwej kobiety-siostry!..\par \f0\par \f1 Przyby\'b3a w przeddzie\'f1 marsza\'b3kowa Warnicka, dr\'bf\'b9cemi, zbiela\'b3emi usty szepcze teraz modlitwy, z \'f3cz jej zm\'eaczonych co minut par\'ea upada \'b3za cicha, a wzrok z bole\'9cci\'b9 t\'b3umion\'b9 wpatruje si\'ea w rysy ukochane.\par \f0\par \f1 I modli si\'ea zn\'f3w pokorna!..\par \f0\par \f1 Lica Gowartowskiego bowiem nic nie m\'f3wi\'b9 zupe\'b3nie !.. Spok\'f3j i martwota nieziemska wyryte s\'b9 na nich, a pogoda tylko jaka\'9c nieuchwytna, cicha, \'9cwiadczy\'e6 si\'ea zdaje, \'bfe nie czuje on ju\'bf nic, a w ka\'bfdym razie, i\'bf docze\'9cnie na pewno nie cierpi ju\'bf wcale.\par \f0\par \f1 - M\'f3dlcie si\'ea, p\'b3aczcie... przyjd\'9fcie - odejd\'9fcie... zakopcie w ziemi\'ea... R\'f3bcie, co chcecie - wszystko mi jedno!.. - m\'f3wi\'b9 sob\'b9 wyra\'9fnie zesztywnia\'b3e cz\'b3onki zmar\'b3ego.\par \f0\par \f1 A tymczasem przez otwarte okno do ciasnego naro\'bfnego pokoju wpadaj\'b9, igraj\'b9 coraz rado\'9cniej promienie s\'b3o\'f1ca, p\'b3yn\'b9 jakie\'9c dalekie z p\'f3l pie\'9cni, pogwary - oddalone \'bfyciowe echa...\par \f0\par \f1 Babiego lata ni\'e6 wpada tu z wietrzykiem i osiada cicho na bujnej siwej czuprynie zmar\'b3ego... W tej samej chwili drzwi od komnatki odmykaj\'b9 si\'ea ostro\'bfnie i do pokoju wsuwa si\'ea ros\'b3y, siwiej\'b9cy ju\'bf m\'ea\'bfczyzna...\par \f0\par To \f1\'a3ady\'bfy\'f1ski. I on, przygnany straszn\'b9 wie\'9cci\'b9 choroby gro\'9fnej, pod\'b9\'bfy\'b3 do przyjaciela lat m\'b3odych, przybywszy jednak - za p\'f3\'9fno.\par \f0\par \f1 Twarz jego, zazwyczaj pogodna, ironiczna, wyra\'bfa w tej chwili b\'f3l niek\'b3amany. Zbli\'bfa si\'ea milcz\'b9co, opatruje p\'b3omyki \'9cwiec, przestawia kwiaty, a poprawiwszy poduszk\'ea - zrzuca z g\'b3owy Gowartowskiego swawoln\'b9 ni\'e6 jesieni, i ukl\'b9k\'b3szy, g\'b3ow\'ea opiera o katafalk, w bolesnej zadumie.\par \f0\par \f1 Mija tak d\'b3uga chwila.\par \f0\par \f1 Poczem drzwi skrzypi\'b9 znowu, na progu ukazuje si\'ea dorodna Krasnostawskiego posta\'e6. Obj\'b9wszy wzrokiem pok\'f3j i znajduj\'b9ce si\'ea w nim osoby, wzdycha ci\'ea\'bfko, nast\'eapnie za\'9c zbli\'bfa si\'ea do \'a3ady\'bfy\'f1skiego i opiera lekko sw\'b9 r\'eak\'ea na jego ramieniu. Potrz\'b9sa niem delikatnie raz, drugi...\par \f0\par \f1 Za trzeciem dopiero dotkni\'eaciem budzi si\'ea \'a3ady\'bfy\'f1ski z bolesnego zamy\'9clenia i unosi g\'b3ow\'ea.. \par \f0\par \f1 - A, to pan? - pyta cicho - c\'f3\'bf to?... \par \f0\par \f1 Jakby w odpowiedzi jednocze\'9cnie do pokoju wpada wyra\'9fnie oddalony jeszcze nieco d\'9fwi\'eak dzwonk\'f3w, i zg\'b3uszony gdzie\'9c po sio\'b3a drodze, daleki t\'eatent i turkot k\'f3\'b3 powozu.\par \f0\par I w \f1\'9clad za tem szeptem na pytanie pana Emila odpowiada Krasnostawski.\par \f0\par \f1 - Ze stacyi konie wracaj\'b9... O ile wzrok mnie nie myli, kto\'9c jest w faetonie... Zdaje mi si\'ea, \'bfe to - oni...\par \f0\par \f1\'a3ady\'bfy\'f1ski, s\'b3uchaj\'b9c go uwa\'bfnie, ju\'bf powoli powsta\'b3 by\'b3 z kl\'eaczek.\par \f0\par \f1 - Mo\'bfe szanowny pan dobrodziej b\'eadzie tak \'b3askaw wyj\'9c\'e6 na ganek - ci\'b9gnie dalej Krasnostawski. - Pani\'b9 marsza\'b3kow\'ea - tu zni\'bfa g\'b3os jeszcze bardziej - fatygowa\'e6 nie wypada... Ja za\'9c pana Dzier\'bfymirskiego nie znam... A tu, do wiadomo\'9cci zgonu...\par \f0\par - Tak, tak! - prze\f1 rywa pan Emil, - dobrze, m\'f3j panie, id\'ea... Ale prawda - zatrzymuje si\'ea - trzeba uprzedzi\'e6 marsza\'b3kow\'ea, bo si\'ea biedaczka wystraszy.\par \f0\par \f1\'a3ady\'bfy\'f1ski pochyla si\'ea ku kl\'eacz\'b9cej pani Melanji i szeptem co\'9c jej przek\'b3ada.\par \f0\par \f1 Wp\'f3\'b3przytomnie s\'b3ucha go marsza\'b3kowa Warnicka, po chwili za\'9c wstaje i ze smutkiem bezbrze\'bfnym, wzdycha kilkakrotnie...\par \f0\par \f1 Jednocze\'9cnie dwaj m\'ea\'bfczy\'9fni wychodz\'b9 szybko, oddalony bowiem przed chwil\'b9 jeszcze turkot pojazdu wstrz\'b9sa ju\'bf oto murami domu i pow\'f3z sna\'e6 zaje\'bfd\'bfa \'9cpiesznie na dziedziniec. Odg\'b3os dzwonk\'f3w dono\'9cnie przerywa martw\'b9 cisz\'ea... Pow\'f3z staje.\par \f0\par \f1 A nast\'eapnie, a\'bf tu, popod stopy umar\'b3ego cz\'b3owieka niewyra\'9fne jakie\'9c zg\'b3uszone dochodz\'b9 g\'b3osy i szmery...\par \f0\par \f1 Nagle, o milcz\'b9ce \'9cciany pa\'b3acu obija si\'ea krzyk kobiecy bolesny, straszny, oraz st\'b3umiony jeszcze oddaleniem j\'eak rozpaczliwy. W \'9clad za tem rozlegaj\'b9 si\'ea kroki, coraz szybsze, bli\'bfsze, a p\'f3\'9fniej ju\'bf ca\'b3kiem dono\'9cnie tym razem, szelest sukni i \'b3kanie. \par \f0\par Jeszcze chwila...\par \par \f1 I cisza pokrytego kirem, ton\'b9cego w s\'b3o\'f1cu i gromnic \'9cwietle, zak\'b9tka, sfinksowy, dumny majestat \'9cmierci brutalnie przerywanym zostaje.\par \f0\par \f1 Drzwi roztwieraj\'b9 si\'ea nerwowo, ruchem gwa\'b3townym, od silniejszego pr\'b9du powietrza ga\'9cnie przy katafalku \'9cwiec kilka, i do pokoju wbiega ubrana w podr\'f3\'bfne szaty, p\'b3acz\'b9ca Ola...\par \f0\par \f1 Za ni\'b9, ukazuje si\'ea \'9cniade spokojne oblicze Dzier\'bfymirskiego i wytworna sylwetka jego.\par \f0\par \f1 Jednocze\'9cnie murami komnaty wstrz\'b9sa krzyk b\'f3lu, rozpaczy, a zarazem ha\'b3as drugorz\'eadny jaki\'9c, inny...\par \f0\par \f1 To Ola ju\'bf na kolanach... Obejmuje ona ramionami zimne, martwe cia\'b3o rodzica, odtr\'b9ciwszy r\'f3wnocze\'9cnie niebacznie przeszkadzaj\'b9ce jej wysokie srebrne lichtarze, z chrz\'eastem padaj\'b9ce w tej samej chwili na ziemi\'ea...\par \f0\par \f1 Kto\'9c schyla si\'ea po\'9cpiesznie i opodal ustawia je ponownie...\par \f0\par Tymczasem krzyk beznadziejnego cierpienia wydziera \f1 si\'ea z ust Oli.\par \f0\par \f1 - Tato !... tatusiu !.. przebacz!.. - wo\'b3a m\'b3oda kobieta, p\'b3acz\'b9c, wij\'b9c si\'ea z rozpaczy. - Ojcze!.. ojczulku!.. przebacz!.. - ko\'f1czy w \'b3kaniu, szlochaj\'b9c.\par \f0\par \f1 Na d\'9fwi\'eak s\'b3\'f3w ostatnich chmura osiada na wynios\'b3em czole Romana.\par \f0\par \f1 - Ty\'9c winien tak\'bfe!.. ty r\'f3wnie\'bf!.. To dzie\'b3o tak\'bfe twoje! - szepce mu co\'9c w duszy w tej chwili i instynktownie blednie, pochyla si\'ea i kl\'eaka po drugiej stronie katafalku.\par \f0\par \f1 A Ola \'9cciska, ca\'b3uje teraz r\'eace, twarz i zimne czo\'b3o starca, oblewa je \'b3zami, w\'b3osy ojcowskie pie\'9cci i tuli sw\'b9 g\'b3ow\'ea do serca, co bi\'e6 ju\'bf na zawsze przesta\'b3o!..\par \f0\par \f1 - Ty nie umar\'b3e\'9c - szepce - ty \'9cpisz tylko!.. ty nie umar\'b3e\'9c!.. - powtarza uparcie. - To by\'e6 nie mo\'bfe - nie mo\'bfe!!..\par \f0\par \f1 Powsta\'b3a z kl\'eaczek marsza\'b3kowa Warnicka podtrzymuje wij\'b9c\'b9 si\'ea w b\'f3lu kobiet\'ea z jednej strony - z drugiej opieku\'f1czo podpiera j\'b9 \'a3ady\'bfy\'f1ski.\par \f0\par \f1 Wszystkim \'b3zy kr\'eac\'b9 si\'ea w oczach, jeden Roman tylko nieczu\'b3ym by\'e6 si\'ea zdaje pozornie, ale twarz jego kredowo - blada i brwi \'9cci\'b9gni\'eate \'9cwiadcz\'b9, i\'bf i on, w tej chwili przynajmniej - cierpi. Kl\'eaczy wci\'b9\'bf nieruchomo, my\'9cli...\par \f0\par \f1 Poza nim, \'9cwiadek niemy tej sceny, stoi Krasnostawski, wzruszony, bezradny. Opodal stary lokaj domowy patrzy osowia\'b3y.\par \f0\par \f1 - Z\'b3oty tatuniu !!.. z\'b3oty !!.. - wo\'b3a zn\'f3w Ola, prosz\'b9co, b\'b3agalnie; z przerwami ma\'b3emi, j\'eakliwy, przeplatany \'b3kaniem, odzywa si\'ea bezustannie g\'b3os c\'f3rki-sieroty, a echo jego p\'b3ynie przez okno w dal, do parku, na step i pola!.. \par \f0\par \f1 I za g\'b3osem zrozpaczonej jedynaczki, hejna\'b3em wsp\'f3lnym p\'b3aka\'e6, \'b3ka\'e6 oto zdaj\'b9 si\'ea stare drzewa parku; szumem swych li\'9cci drobnych brzoza nad wod\'b9 wie\'9c\'e6 t\'ea powtarza dalej, p\'b3acz\'b9c sama, a j\'eak bole\'9cci, podchwycony akordami przyrody, p\'b3ynie, p\'b3ynie w dal...\par \f0\par \f1 I wszystko, zda si\'ea teraz, za panem swym boleje !..\par \f0\par \f1 A wi\'eac i staw, \'9cni\'b9cy fali swej szmerem, i \'b3any, i polne kwiecie, i step, strz\'b9saj\'b9cy z traw swych niby \'b3zy \'bfalu - drobne kropelki rosy...\par \f0\par \f1 Jeden tylko umar\'b3y, jak g\'b3az nieczu\'b3ym jest na j\'eak, b\'f3l swego dziecka.\par \f0\par \f1 Lecz czy\'bf to z\'b3udzenie?..\par \f0\par \f1 Pod poca\'b3unkami przed chwil\'b9 i \'b3z\'b9 jedynaczki, zdawa\'b3o si\'ea, \'bfe oto znika z alabastrowego czo\'b3a starca g\'b3\'eaboka, zastyg\'b3a tam zmarszczka, i ca\'b3kiem ju\'bf teraz pogodne, oboj\'eatne, \'9cni ono dalej bez ko\'f1ca...\par \f0\par \f1 Mo\'bfe dusza z poza stref \'9cwiata niewidzialna zab\'b3\'b9ka\'b3a si\'ea jeszcze tutaj przed dalsz\'b9 w wieczno\'9c\'e6 zagadkow\'b9 w\'eadr\'f3wk\'b9?.. A mo\'bfe trup s\'b3ysza\'b3 jeszcze ?\par \f0\par \f1 Kt\'f3\'bf wie? kt\'f3\'bf zgadnie?\par \f0\par \f1 - Ojcze!.. ty \'bfyjesz!!.. tato... tatusiu!.. Biedna ja... biedna... nieszcz\'ea\'9cliwa... - bezzmiennie; tylko coraz ciszej i ciszej, rozlega si\'ea dalej u st\'f3p starca wo\'b3anie Oli, w spazmach \'b3ka\'f1 bolesnych, bezsilne\f0 , straszne w swej grozie, b\'f3lu - coraz beznadziejniejsze.\par \par \f1 - Tatuniu!!.. Ta... tu... niu!.. - kona wreszcie krzyk m\'b3odej kokiety... Milknie, oddany echem parku, pogwarami sio\'b3a i p\'f3l szerokich... p\'f3\'b3omdla\'b3\'b9 i s\'b3ab\'b9 \'bfon\'ea wynosi po\'9cpiesznie na r\'eakach Dzier\'bf\f0 ymirski z powleczonej kirem komnaty.\par \par \f1 Wystraszeni pod\'b9\'bfaj\'b9 za nim wszyscy...\par \f0\par \f1 To \'bfycie ju\'bf ze \'9cmierci\'b9 walczy\'e6 poczyna\'b3o. Przepot\'ea\'bfne w swej sile, nie lubi\'b9ce, by zapominano o niem, odrywa\'b3o w tej chwili despotycznie od nieboszczyka, w skupieniu otaczaj\'b9cych go dot\'b9d ludzi. Troska o \'bfywym wzi\'ea\'b3a g\'f3r\'ea!..\par \f0\par \f1 W promieniach radosnych jesiennego s\'b3o\'f1ca, w ciszy, graj\'b9cej tylko powa\'bfnym szumem drzew ogrodu - w chwilowym nie\'b3adzie wp\'f3\'b3 przygas\'b3ych \'9cwiec i poodsuwanych kwiat\'f3w, niewzruszony w swym majestacie \'9cmierci - umar\'b3y pozosta\'b3 sam.\par \f0\par \par ***\par \par \par \f1 Od pogrzebu Januarego Gowartowskiego min\'ea\'b3o dni kilka.\par \f0\par \f1 W pogr\'b9\'bfonym ju\'bf we \'9cnie pa\'b3acu w Gowartowie pali\'b3o si\'ea jeszcze \'9cwiat\'b3o w jednym pokoju, rzucaj\'b9c w noc ciemn\'b9 promie\'f1 jaskrawy przez okienne szyby.\par \f0\par W kancelaryjnym\f1 gabinecie dawnego pana, a dzi\'9c sypialni nowego dziedzica, Dzier\'bfymirskiego, on sam, znu\'bfony dniem minionym, a nader dla\'f1 obfitym w niezwyk\'b3e zdarzenia, k\'b3ad\'b3 si\'ea do snu i z wolna rozbiera\'b3 leniwie.\par \f0\par \f1 Na stoliku obok \'b3\'f3\'bfka sta\'b3a odkorkowana butelka szampana i kieliszek wysoki, z kryszta\'b3u, oraz odemkni\'eate pude\'b3ko cygar.\par \f0\par \f1 Roman po chwili zapali\'b3 jedno z nich, nala\'b3 sobie wina i wypi\'b3 haustem jeden kielich, poczem zm\'eaczony, wsun\'b9wszy si\'ea pod ko\'b3dr\'ea, zgasi\'b3 \'9cwiat\'b3o.\par \f0\par \f1 Odetchn\'b9\'b3 par\'ea razy g\'b3o\'9cno, z ulg\'b9, przeci\'b9gn\'b9\'b3 si\'ea, a\'bf zatrzeszcza\'b3o staro\'9cwieckie \'b3o\'bfe, ziewn\'b9\'b3 smakowicie, zaci\'b9gn\'b9wszy si\'ea za\'9c wyborowem cygarem, my\'9cle\'e6 pocz\'b9\'b3 o uko\'f1czonym dniu dzisiejszym, a prze\'b3omowym w dotychczasowem \'bfyciu jego.\par \f0\par \f1 Dzi\'9c to bowiem odby\'b3o si\'ea otwarcie testamentu niebos\f0 zczyka.\par \par \f1 Stosownie do woli zmar\'b3ego, c\'f3rka jego stawa\'b3a si\'ea jedyn\'b9 spadkobierczyni\'b9 kilkakro\'e6stotysi\'eacznego maj\'b9tku...\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski powt\'f3rnie wyci\'b9gn\'b9\'b3 si\'ea z lubo\'9cci\'b9 w szerokiem, szeleszcz\'b9cem po\'9cciel\'b9 \'b3o\'bfu.\par \f0\par \f1 - Tak, kilkakro\'e6-stoty-si\'eacz-nego... - szepn\'b9\'b3 do siebie z zadowoleniem. U\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea... Dwa dni temu jeszcze, jad\'b9c tu, a przeczuwaj\'b9c zgon ojca Oli, - by\'b3 pewnym niemal, i\'bf on c\'f3rk\'ea za niepos\'b3usze\'f1stwo wydziedziczy\'b3.\par \f0\par \f1 Ju\'bf dnia nast\'eapnego po przybyciu do Gowartowa przyjemnie bardzo rozwia\'b3y si\'ea jego trwogi; wzruszonej opowiadaniem o ostatnich chwilach pana Januarego c\'f3rce, w obecno\'9cci Romana, wr\'eaczy\'b3 by\'b3 Krasnostawski podarty w\'b3asnor\'eacznie przez umieraj\'b9cego ojca testament.\par \f0\par \f1 On za\'9c, pomimo to, w\'b9tpi\'b3 jeszcze... Ba\'b3 si\'ea otwarcia ostatniej woli nieboszczyka, z\'b3o\'bfonej oficyalnie u notaryusza; i tutaj zdawa\'b3 si\'ea przeczuwa\'e6 podst\'eap jaki\'9c mo\'bfe i przykr\'b9 niespodziank\'ea. \par \f0\par \f1 Dzi\'9c wreszcie pierzch\'b3y bezpowrotnie niepokoje ostatnie. Z ni\'b9 ucieka\'b3 r\'f3wnie\'bf strach bliskiego bezpieni\'ea\'bfnego jutra, kt\'f3re czeka\'b3o na\'f1, czyha\'b3o z wydaniem ostatnich paru tysi\'eacy, pozosta\'b3ych z poprzedniej fortunki, \'bfyciem nad stan przez lat trzy lekkomy\'9clnie wydanej.\par \f0\par \f1 Tu Dzier\'bfymirski u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea szydersko. \par \f0\par \f1 Nie, stanowczo, pieni\'b9dz do niego si\'ea garnie!.. Ten, kt\'f3ry posiada\'b3 dot\'b9d, cho\'e6 wygrany, pali\'b3 go cz\'eastokro\'e6, pomimo wszystko, przypomnieniem przesz\'b3o\'9cci. Sofizmatami wt\'b3umia\'b3 w siebie wspomnienia gryz\'b9ce, lecz jednocze\'9cnie i instynktownie jakby rozrzuca\'b3, pozbawia\'b3 si\'ea grosza, tam, gdzie\'9c na dnie duszy w\'b3asnej, cho\'e6 nie przyznawa\'b3 si\'ea pozornie do tego, rad nawet b\'ead\'b9c, i\'bf z\'b3oto w\'b9tpliwe sz\'b3o - nik\'b3o...\par \f0\par \f1 Jakby otrz\'b9saj\'b9c si\'ea z tego samopoczucia, Dzier\'bfymirski poruszy\'b3 si\'ea niespokojnie i powr\'f3ci\'b3 my\'9cl\'b9 do tera\'9fniejszo\'9cci mi\'b3ej.\par \f0\par \f1 On i Ola - wszak to jedno. Dzi\'9c zatem, pomimo praw miejscowych, de facto, stawa\'b3 si\'ea panem okaza\'b3ej i pa\'f1skiej, w\'b3asnej fortuny.\par \f0\par \f1 I pokryta, st\'b3umiona wa\'bfno\'9cci\'b9 chwili, smutkiem Oli, oraz ca\'b3ego domu - przez dzie\'f1 ca\'b3y - teraz dopiero, w ciszy u\'9cpienia pa\'b3acu, w czterech \'9ccianach sypialni, rozsadza\'e6 pocz\'ea\'b3o Dzier\'bfymirskiemu piersi egoistyczne zadowolenie wewn\'eatrzne.\par \f0\par \f1 Szczerze \'bfa\'b3owa\'e6 zmar\'b3ego Roman w istocie nie m\'f3g\'b3. Poza innemi cechami charakteru dodatniemu i mi\'b3emi, arystokrata z przekona\'f1, nieprzyst\'eapny i dumny wzgl\'eadem tych, kt\'f3rych pragn\'b9\'b3 trzyma\'e6 od siebie z daleka, takim tylko, a nie innym, okaza\'b3 si\'ea nie\'bfyj\'b9cy pan January, w stosunku do dzisiejszego swego zi\'eacia.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski nie bola\'b3 wi\'eac wcale nad strat\'b9 te\'9ccia swego... Teraz za\'9c, powoli pal\'b9c cygaro, my\'9cl jego, przesun\'b9wszy si\'ea oboj\'eatnie po wypadkach \'9cmierci pana Januarego i jego pogrzebu, zatrzymuj\'b9c si\'ea przy tych zdarzeniach tylko ze wzgl\'eadu na bole\'9c\'e6 drogiej mu Oli - swobodna, pomyka\'b3a obecnie chy\'bfo w przysz\'b3o\'9c\'e6.\par \f0\par \f1 Od jutra staje si\'ea panem!.. B\'eadzie administrowa\'b3 dobra, zbiera\'b3 doch\f0 ody...\par \par \f1 I Romana upaja\'b3o to jutro!..\par \f0\par \f1 Lat temu par\'ea skromny student, korepetytor bez grosza przy duszy, \'9fle odziany, od\'bfywiany - biedny... P\'f3\'9fniej zrz\'b9dzeniem losu \'9clepego w\'b3a\'9cciciel sumki poka\'9fnej grosza... Dzi\'9c dziedzic, pan ca\'b3\'b9, g\'eab\'b9!..\par \f0\par - Do dyaska !.\f1 . - mrukn\'b9\'b3 Dzier\'bfymirski i u\'9cmiechn\'b9wszy si\'ea z zadowoleniem, musia\'b3 przyzna\'e6 jednak, \'bfe \'9cwiat nie tak z\'b3y i nic nie wart, jak nazywa\'b3 go ongi, w pesymizmu chwilach, i \'bfe \'bfycie czasami bywa wcale mi\'b3em.\par \f0\par \f1 - I c\'f3\'bf mog\'b9 o mnie z\'b3ego powiedzie\'e6 ludzie, \'9cwiat ca\'b3y? - rezonowa\'b3 dalej w my\'9clach swych Roman.\par \f0\par \f1 - Nic zupe\'b3nie. O zgubie niezwr\'f3conej wszak nikt nic nie wie, ka\'bfdy za\'9c znaj\'b9cy mnie przedtem, gdy dzi\'9c mnie spotka, powie tylko z przekonaniem: Zuch, poradzi\'b3 sobie w \'bfyciu!..\par \f0\par \f1 - A jak? kt\'f3\'bf o to pyta\'e6 b\'eadzie\f0 ...\par \par \f1 Dzier\'bfymirski, poczuwszy zn\'f3w pragnienie, w p\'f3\'b3\'9cwietle pokoju odnalaz\'b3 kieliszek i butelk\'ea szampana, kt\'f3r\'b9, powodowany jakim\'9c dziecinnym wprost kaprysem, przyni\'f3s\'b3 sam sobie wieczorem z "w\'b3asnej" piwnicy; nalawszy wina, napi\'b3 si\'ea chciwie.\par \f0\par \f1 Rado\'9c\'e6 za\'9c jego wewn\'eatrzna, poza egoistyczn\'b9 samowiedz\'b9 przysz\'b3ego bytu, mia\'b3a r\'f3wnie\'bf na jego obron\'ea, przyzna\'e6 nale\'bfy, i szlachetniejsz\'b9 podstaw\'ea.\par \f0\par \f1 - Teraz b\'ead\'ea mia\'b3 na to, by odda\'e6 to, co znalaz\'b3em - m\'f3wi\'b3 sobie w\'b3a\'9cnie w tej chwili, trzymaj\'b9c machinalnie w r\'eaku wysoki kryszta\'b3owy kielich od wina, a w my\'9clach bezwiednie i niejasno zarazem uk\'b3ada\'b3 ju\'bf wzgl\'eadem tego plany na przysz\'b3o\'9c\'e6.\par \f0\par \f1 - Ukrytym celem \'bfycia mego b\'eadzie znale\'9f\'e6, odszuka\'e6 koniecznie zagadkowego w\'b3a\'9cciciela zgubionych dwudziestu siedmiu tysi\'eacy - szepta\'b3 cicho Roman do siebie, - a oddawszy mu jego pieni\'b9dze, oczy\'9cci\'e6 si\'ea w ten spos\'f3b z plamy przesz\'b3o\'9cci!..\par \f0\par \f1 - Musz\'ea j\'b9 zmaza\'e6! Czystym by\'e6 musz\'ea!.. - z si\'b3\'b9 powt\'f3rzy\'b3 g\'b3o\'9cniej. - Cho\'e6bym mia\'b3 \'9cwiat z posad poruszy\'e6! - doko\'f1czy\'b3 z moc\'b9 i umilk\'b3, a r\'f3wnocze\'9cnie w piersiach jego zapala\'b3a si\'ea teraz jaka\'9c gor\'b9czka czynu.\par \f0\par \f1 Zdawszy za\'9c sobie natychmiast spraw\'ea z tego stanu swego, Dzier\'bfymirski poruszy\'b3 si\'ea w po\'9ccieli swej niespokojnie.\par \f0\par \f1 - Tak, ja go znajd\'ea! - m\'f3wi\'b3 sobie w my\'9cli dalej. - Znajd\'ea, dla tego cho\'e6by, i\'bf nie unika\'e6 boja\'9fliwie, jak dot\'b9d, ale \'9cmia\'b3o szuka\'e6 go b\'ead\'ea. Ale... - tu Roman zatrzyma\'b3 si\'ea w my\'9clach, - ale, by dopi\'b9\'e6 tego - powt\'f3rzy\'b3 - wszak musz\'ea wyp\'b3yn\'b9\'e6 na aren\'ea szersz\'b9 \'9cwiata!.. Bo przecie\'bf tu, cho\'e6 b\'ead\'ea panem Gowartowa, nic przecie w tym wzgl\'eadzie uczyni\'e6 nie zdo\'b3am!..\par \f0\par \f1 - A wi\'eac - gdzie ?.. - dr\'eaczy\'e6 go, m\'eaczy\'e6 pocz\'ea\'b3o pytanie. Dzier\'bfymirski brwi zmarszczy\'b3. \par \f0\par \f1 Powt\'f3rnie, znowu poczu\'b3 w sobie jak\'b9\'9c nieprzepart\'b9 ch\'ea\'e6 czynu, a r\'f3wnocze\'9cnie zrozumia\'b3 nagle, \'bfe rado\'9c\'e6 jego chwilowa, przelotna z odziedziczenia maj\'b9tku by\'b3a s\'b3omianym tylko ogniem!\par \f0\par \f1 Bo, rzeczywi\'9ccie...\par \f0\par \f1 Ambicya bowiem, czasem \'9fle umieszczona - poj\'eata, lecz jedna i ta sama zawsze, kt\'f3ra dot\'b9d pcha\'b3a go \'9clepo naprz\'f3d, i teraz, cho\'e6 zosta\'b3 panem i zdoby\'b3, czego pragn\'b9\'b3, uka\'bfe mu niew\'b9tpliwie inne zn\'f3w braki obecnego po\'b3o\'bfenia, "i\'9c\'e6" naprz\'f3d ka\'bfe, wynie\'9c\'e6 si\'ea ponad drugich zach\'eaca\'e6 b\'eadzie - nurtuj\'b9ca, despotyczna - nie pozostawi go w spokoju!\par \f0\par \f1 Wzi\'b9wszy za\'9c jeszcze pod uwag\'ea u\'9cpiony wyrzut sumienia i ch\'ea\'e6 zmazania plamy z w\'b3asnej uczciwo\'9cci - przysz\'b3o\'9c\'e6 ta, przed chwil\'b9 jeszcze wymarzona, idealna... ju\'bf teraz przed wzrokiem Romana pokrywa\'b3a si\'ea cieniem.\par \f0\par \f1 Samowiedza powy\'bfsza pokry\'b3a chmur\'b9 na chwil\'ea pi\'eakne rysy Dzier\'bfymirskiego.\par \f0\par \f1 - Ha!.. zobaczymy!.. - rzek\'b3 zupe\'b3nie g\'b3o\'9cno, a wypiwszy do ko\'f1ca szampa\'f1skie wino, postawi\'b3 kielich na stole tak silnie, \'bfe lejkowaty, delikatny, prys\'b3 on i szcz\'b9tki kryszta\'b3u upad\'b3y z brz\'eakiem na ziemi\'ea.\par \f0\par \f1 Pierwszym ruchem pana na Gowartowie by\'b3o si\'eagni\'eacie po zapa\'b3ki, my\'9cl za\'9c zapalenia \'9cwiecy, by zebra\'e6 szk\'b3o st\'b3uczone, przemkn\'ea\'b3a mu przez g\'b3ow\'ea.\par \f0\par \f1 Powstrzyma\'b3 si\'ea jednak i mrukn\'b9\'b3 zcicha:\par \f0\par \f1 - Po co? Mam przecie na zawo\'b3anie kamerdyra i dw\'f3ch lokai... Sprz\'b9tn\'b9 jutro...\par \f0\par \f1 Poczem, znu\'bfony my\'9clami, przytuli\'b3 g\'b3ow\'ea do poduszki, usi\'b3uj\'b9c zasn\'b9\'e6.\par \f0\par --------------\par \par \f1 CZ\'ca\'8c\'c6 DRUGA\par \f0\par \par \par \par \f1 By\'b3a wiosna...\par \f0\par \f1 Od opisanych zdarze\'f1 pi\'b9ta ju\'bf z kolei tak samo urocza zawsze, u\'9cmiechni\'eata i weso\'b3a - nowa wiecznie, w zieleni i blaskach wschodzi\'b3a ona znowu nad \'9cwiatem. Pe\'b3na w przysz\'b3o\'9c\'e6 wiary i nadziei krzepi\'b3a serca, rozja\'9cnia\'b3a umys\'b3y, sia\'b3a po twarzach ludzkich u\'9cmiechy radosne, a rozogniaj\'b9c wyobra\'9fni\'ea, zmys\'b3y - upajaj\'b9c swem tchnieniem, majowem, \'9cwie\'bfem - sz\'b3a zwyci\'easka, kr\'f3lewska, wspania\'b3a...\par \f0\par \f1 Przez wp\'f3\'b3przymkni\'eate okno powiew jej, \'b3\'b9cznie z g\'b3uchym gwarem ulic wielkiego miasta, wdziera\'b3 si\'ea do umeblowanego powa\'bfnie, obszernego gabinetu, gdzie przy biurku okaza\'b3em, a zarzuconem papierami, listami, ksi\'eagami i pismami, siedzia\'b3 Roman Dzier\'bfymirski i s\'b3ucha\'b3 m\'f3wi\'b9cego co\'9c do niego m\'b3odego m\'ea\'bfczyzny.\par \f0\par \f1 Po chwili ten\'bfe umilk\'b3, w pokoju zapanowa\'b3a cisza, zamykaj\'b9ca sna\'e6 powa\'bfn\'b9 i czas d\'b3u\'bfszy tocz\'b9c\'b9 si\'ea rozmow\'ea.\par \f0\par \f1 Roman zamy\'9clony, uj\'b9wszy w dwa palce jaki\'9c papier, z\'b3o\'bfony we czworo, postukiwa\'b3 nim machinalnie o amarantowe sukno biurka, przybysz za\'9c milcza\'b3, wpatrzony w niego - na odpowied\'9f czeka\'b3 cierpliwie, bawi\'b9c si\'ea tymczasowo trzymanem w r\'eaku no\'bfem do rozcinania.\par \f0\par \f1 Go\'9c\'e6 nieznajomy by\'b3 niskiego wzrostu; twarz mia\'b3 my\'9cl\'b9c\'b9, ruchliw\'b9 i zmienn\'b9, ca\'b3a za\'9c jego powierzchowno\'9c\'e6, wyra\'9fnie zdradza\'e6 si\'ea zdawa\'b3a, kogo\'9c ze sfer finans\'f3w, lub przemys\'b3u.\par \f0\par \f1 Przeni\'f3s\'b3szy niebawem wzrok z twarzy Dzier\'bfymirskiego na otaczaj\'b9ce go sprz\'eaty w gabinecie, pobie\'bfnie przygl\'b9da\'e6 mu si\'ea zacz\'b9\'b3.\par \f0\par \f1 Rzuci\'b3 wi\'eac okiem na stoj\'b9cy opodal st\'f3\'b3 du\'bfy, przykryty zielonem suknem, a przeznaczony zapewne do sesyi i narad, na otaczaj\'b9ce go fotele, sk\'f3r\'b9 kryte, na dwie, szafy ksi\'b9\'bfek, zegar - cacko staro\'bfytne; spojrza\'b3 na par\'ea konsol, stolik\'f3w, i innych zbytkownych gracik\'f3w - wreszcie, zniecierpliwiony d\'b3u\'bfszem milczeniem gospodarza, zagadn\'b9\'b3:\par \f0\par - Zatem... panie prezesie?\par \par D\f1 zier\'bfymirski ockn\'b9\'b3 si\'ea, i ju\'bf otwiera\'b3 w\'b3a\'9cnie usta, by co\'9c odrzec, lecz zatrzyma\'b3 si\'ea nagle, drzwi bowiem skrzypn\'ea\'b3y, i wszed\'b3 lokaj, trzymaj\'b9c du\'bfy list na tacy.\par \f0\par \f1 - Jaki\'9c pan to przyni\'f3s\'b3, czeka\'b3 bardzo d\'b3ugo, - obja\'9cni\'b3, - w ko\'f1cu kaza\'b3 mi list odda\'e6 ja\'9cnie panu, a sam poszed\'b3...\par \f0\par \f1 - Przepraszam pana!.. - rzuci\'b3 Roman go\'9cciowi swemu - pan pozwoli, nieprawda\'bf? - i rozerwa\'b3 kopert\'ea przyniesionego pisma.\par \f0\par \f1 Spojrza\'b3 na \'e6wiartk\'ea papieru formatu handlowego, z kilkunastoma tylko wierszami, pisanymi czytelnie\f0 na maszynie, i kilkoma hieroglifami podpis\'f3w.\par \par \f1 Lokaj znik\'b3 tymczasem, a, jednocze\'9cnie Dzier\'bfymirski, sko\'f1czywszy czytanie, ponownie zwr\'f3ci\'b3 si\'ea do go\'9ccia swego, lecz i tym razem znowu przeszkodzono mu.\par \f0\par \f1 Kto\'9c puka\'b3 do drzwi dyskretnie.\par \f0\par \f1 - Prosz\'ea!.. - rzek\'b3 Roman g\'b3o\'9cno.\par \f0\par \f1 Drzwi roztworzy\'b3y si\'ea szybko. Do gabinetu wszed\'b3 m\'b3odzieniec bardzo wysoki, ubrany modnie, o powierzchowno\'9cci wytwornej i pa\'f1skiej, oraz ruchach naturalnych, swobodnych, nerwowych nieco tylko i zbyt pr\'eadkich.\par \f0\par \f1 Przeprosiwszy po\'9cpiesznie siedz\'b9cego przemys\'b3owca, Dzier\'bfymirski zerwa\'b3 si\'ea na widok wchodz\'b9cego.\par \f0\par \lang1033 - Pardon... mille fois... pardon!.. \lang1045\f1 Kochany prezesie, s\'b3\'f3wko tylko jedno - m\'f3wi\'b3 ju\'bf tymczasem przyby\'b3y, a ujrzawszy powstaj\'b9cego instynktownie go\'9ccia, do\'9c\'e6 grzecznie rzuci\'b3 w jego stron\'ea.\par \f0\par \f1 - Przepraszam bardzo, stokrotnie... pana... sekund\'ea tylko!.. - uj\'b9wszy za\'9c rami\'ea Dzier\'bfymirskiego, nachyli\'b3 si\'ea ku niemu, odprowadzi\'b3 dalej nieco i p\'f3\'b3g\'b3osem m\'f3wi\'e6 pocz\'b9\'b3 co\'9c, z \'bfywo\'9cci\'b9 i gestykulacy\'b9, stoj\'b9c z nim razem po\'9crodku gabinetu.\par \f0\par Po c\f1 hwili, odprowadzony a\'bf do drzwi, z atency\'b9 wyra\'9fn\'b9, po\'bfegna\'b3 si\'ea serdecznie z Romanem i znikn\'b9\'b3 za portyer\'b9 i drzwiami.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski tymczasem powraca\'b3 ju\'bf do go\'9ccia swego, a przeprosiwszy go raz jeszcze, doda\'b3 na poz\'f3r niedbale:\par \f0\par \f1 - To w\'b3a\'9cnie ksi\'b9\'bf\'ea-ordynat B... nie zna pan?... Mia\'b3 do mnie interes bardzo pilny... Tu zn\'f3w - wskaza\'b3 na otrzyman\'b9 przed chwil\'b9 korespondency\'ea, - zaproszenie na og\'f3lne zebranie akcyonaryusz\'f3w jednej z naszych kolei. Dzi\'9c mam pi\'ea\'e6 sesyj... - ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej w tym samym tonie, - tam - uczyni\'b3 g\'b3ow\'b9 niewyra\'9fny ruch ku drzwiom, - czeka masa interesant\'f3w... Wszystkie godziny dnia policzone...\par \f0\par \f1 - Wobec tego - zatrzyma\'b3 si\'ea znowu Roman - nie wiem doprawdy - m\'f3wi\'b3 zwolna - czy przyj\'b9\'e6 mog\'ea tak zaszczytny wyb\'f3r pan\'f3w... Po prostu nie mam w og\'f3le czasu... Nie, nie mog\'ea !\par \f0\par \f1 Cie\'f1 przeszed\'b3 po obliczu nieznajomego, chcia\'b3 co\'9c zaprotestowa\'e6, lecz Dzier\'bfymirski ju\'bf m\'f3wi\'b3: \par \f0\par \f1 - Przykro mi tylko, i\'bf panowie z tego powodu ambaras prawdopodobnie mie\'e6 b\'ead\'b9... - zatrzyma\'b3 si\'ea chwil\'ea i wskaza\'b3 na trzyman\'b9 do niedawna, w r\'eaku odezw\'ea jednego z pierwszorz\'eadnych akcyjnych towarzystw w\'eaglowych, w kt\'f3rej donoszono mu w\'b3a\'9cnie o wyborze go podczas ostatniego zebrania akcyonaryusz\'f3w na przewodnicz\'b9cego w komisyi rewizyjnej.\par \f0\par \f1 - Lecz wyzna\'e6 musz\'ea - ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej i u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea przy tem z lekka, - \'bfe nawet czynno\'9c\'e6, proponowana mi przez pan\'f3w, zastaje mnie ca\'b3kiem nie przygotowanym. Po prostu - tu po wargach Romana przemkn\'b9\'b3 powt\'f3rnie u\'9cmiech - dziedzina to rzeczy, dla mnie nie tak dok\'b3adnie i zupe\'b3nie znanych... Terra incognita... - sk\'b3oni\'b3 g\'b3ow\'ea ruchem lekkim - stanowiska podobnego nie mia\'b3em jeszcze dot\'b9d...\par \f0\par \f1 I Dzier\'bfymirski zamilk\'b3 na chwil\'ea poczem swobodnie dorzuci\'b3:\par \f0\par \f1 - Ale! prawda... Zapomnia\'b3em jeszcze powiedzie\'e6 szanownemu panu... Za par\'ea dni wyje\'bfd\'bfam na czas d\'b3u\'bfszy za granic\'ea, dla wypoczynku.\par \f0\par \f1 Roman zatrzyma\'b3 si\'ea i pytaj\'b9co spojrza\'b3 na go\'9ccia swego.\par \f0\par \f1 - O!.. to najmniejsza... - odpar\'b3 szybko przemys\'b3owiec - czynno\'9c\'e6 komisyi w roku bie\'bf\'b9cym wypada dopiero za miesi\'eacy kilka, a odbywa si\'ea w og\'f31e niecz\'easto... Co za\'9c do pierwszego punktu... rzecz to r\'f3wnie\'bf ma\'b3ej wagi...\par \f0\par \f1 - Nie chodzi nam bynajmniej o jednostk\'ea tak dalece rutynowan\'b9, - przepraszam za wyra\'bfenie i m\'b3ody cz\'b3owiek u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea lekko - lecz o cz\'b3owieka tych wp\'b3yw\'f3w i stanowiska, oraz zaufania szerokich k\'f3\'b3 naszego miasta, jakie pan prezes po paru latach zaledwie zdoby\'e6 sobie potrafi\'b3, i kt\'f3re niew\'b9tpliwie, rzec mo\'bfna, posiada obecnie ju\'bf w zupe\'b3no\'9cci...\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski teraz z kolei u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea na tak jasne postawienie kwestyi. \par \f0\par Rz\f1 eczywi\'9ccie, lat temu kilka, gdy nieznany tu zgo\'b3a jeszcze przyby\'b3 osiedli\'e6 si\'ea w mie\'9ccie, czy\'bfby \'9cni\'b3o si\'ea nawet komu przyj\'9c\'e6 do\'f1 z tego rodzaju propozycy\'b9. B\'b3ysk zadowolenia mi\'b3o\'9cci w\'b3asnej przemkn\'b9\'b3 w tej chwili po licach Dzier\'bfymirskiego.\par \f0\par \f1 - Nie traci\'b3e\'9c czasu daremnie - m\'f3wi\'b3 mu wewn\'eatrzny g\'b3os i uczucie pychy rozpiera\'b3o piersi. \par \f0\par \f1 Milczeniu zaleg\'b3e przerwa\'b3 tymczasem g\'b3os przemys\'b3owca.\par \f0\par \f1 - Zatem - rzecz za\'b3atwiona nieprawda\'bf? Pan prezes - przyjmuje?...\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski zawaha\'b3 si\'ea sekund\'ea jeszcze, pochlebstwo jednak, podane zr\'eacznie, dzia\'b3a\'e6 poczyna\'b3o. Zdecydowa\'b3 si\'ea da\'e6 odpowied\'9f przychyln\'b9.\par \f0\par \f1 - No... trudno!.. - wycedzi\'b3 z wolna, oboj\'eatnie i z pozornym przymusem. Pomimo obowi\'b9zk\'f3w i odpowiedzialno\'9cci, kt\'f3re wk\'b3adaj\'b9 na mnie czynno\'9cci i stanowisko przewodnicz\'b9cego w komisyi, przyj\'b9\'e6 ju\'bf chyba musz\'ea!..\par \f0\par \f1 - Wyb\'f3r pan\'f3w akcyonaryusz\'f3w zreszt\'b9 takiego zwi\'b9zku, jakiem jest Towarzystwo pan\'f3w - tu Roman sk\'b3oni\'b3 si\'ea grzecznie w stron\'ea go\'9ccia swego, a b\'ead\'b9cego - ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej - bez pochwa\'b3 i przesady, w rozkwicie obecnym jednem z pierwszorz\'eadnych w kraju - zaszczyt mi tylko przynosi - i Dzier\'bfymirski w tem miejscu przem\'f3wienia swego pochyli\'b3 z lekka g\'b3ow\'ea. - Co za\'9c do czynno\'9cci rewizyjnych, mam nadziej\'ea r\'f3wnie\'bf - ko\'f1czy\'b3 - i\'bf chyba im podo\'b3am, tymbardziej - u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea tym razem nieco dumnie - \'bfe zaj\'ea\'e6 bardzo podobnych, cho\'e6 tak r\'f3\'bfnorodnych, piastuj\'ea od pewnego czasu moc niezliczon\'b9...\par \f0\par \f1 - O, naturalnie! - przy\'9cwiadczy\'b3 go\'9c\'e6 skwapliwie, - zreszt\'b9 przyjemno\'9c\'e6 mia\'b3em powiedzie\'e6 ju\'bf panu prezesowi w toku rozmowy dzisiejszej, \'bfe zdaniem jest jednog\'b3o\'9cnem akcyonaryusz\'f3w naszego Towarzystwa, i\'bf w ca\'b3em mie\'9ccie nie ma formalnie nikogo, kto by lepiej od pana prezesa czynno\'9c\'e6 wzmiankowan\'b9 obj\'b9\'e6 zdo\'b3a\'b3.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski na to znowu pochlebstwo nowe w milczeniu nisko pochyli\'b3 tylko g\'b3ow\'ea i powsta\'b3 z siedzenia.\par \f0\par \f1 Go\'9c\'e6 jednocze\'9cnie z krzes\'b3a zerwa\'b3 si\'ea szybko.\par \f0\par \f1 - Dzi\'eakuj\'ea i uciekam, panie prezesie, czas - to pieni\'b9dz, a przys\'b3owie to nigdzie chyba lepiej, ni\'bf tutaj, zastosowanem by\'e6 nie mo\'bfe.\par \f0\par \f1 - Prosz\'ea wyrazi\'e6 tymczasowo moje podzi\'eakowanie panom z Rady Zarz\'b9dzaj\'b9cej,- odpar\'b3 uprzejmie Dzier\'bfymirski. - W sprawie tej zreszt\'b9 wpadn\'ea osobi\'9ccie do biur Towarzystwa, przed mym wyjazdem.\par \f0\par \f1 - S\'b3uga pa\'f1ski!.. - rzuci\'b3 jeszcze przyby\'b3y w uk\'b3onie i w \'9clad za tem znik\'b3 za drzwiami. Dzier\'bfymirski krokiem miarowym przechadza\'e6 si\'ea pocz\'b9\'b3 po pokoju.\par \f0\par \f1 - Wi\'eac i ta akcyjna sp\'f3\'b3ka w\'eaglowa - my\'9cla\'b3 - obracaj\'b9ca kapita\'b3ami, najpot\'ea\'bfniejszymi mo\'bfe w kraju, ceniona, znana, wybra\'b3a go r\'f3wnie\'bf! Wi\'eac i oni do\'f1 przyszli! Wpo\'9cr\'f3d siebie nie znale\'9fli nikogo, godniejszego, by piastowa\'e6 urz\'b9d, tak pe\'b3en zaufania!.. - w umy\'9cle Romana bezustannie nad innemi g\'f3rowa\'b3o wra\'bfenie wizyty ostatniej.\par \f0\par \f1 Duma wci\'b9\'bf rozsadza\'b3a mu piersi, u\'9cmiech zadowolenia b\'b3\'b9ka\'b3 si\'ea po ustach; Roman, zamy\'9clony, przebiega\'b3 ci\'b9gle sw\'f3j g\f0 abinet wielkimi krokami.\par \par \f1 Nagle rozmy\'9clanie to, tak wielce dla\'f1 mi\'b3e, przerwane zosta\'b3o wej\'9cciem lokaja.\par \f0\par \f1 - Jaka\'9c nieznajoma pani w \'bfa\'b3obie chce widzie\'e6 si\'ea z ja\'9cnie panem - zaanonsowa\'b3.\par \f0\par \f1 - Jak si\'ea nazywa?\par \f0\par \f1 - Oto bilet, ja\'9cnie panie...\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski wzi\'b9\'b3 z r\'b9k s\'b3ugi kartk\'ea brystolu i przeczyta\'b3 wylitografowane na niej nazwisko; nic jednak nie powiedzia\'b3o mu ono. \par \f0\par \f1 - Pro\'9c! - rzek\'b3 kr\'f3tko.\par \f0\par \f1 Lokaj wyszed\'b3, a Dzier\'bfymirski zbli\'bfy\'b3 si\'ea z wolna do swego biurka i usiad\'b3 przed niem, spojrzawszy przy tem mimo woli na le\'bf\'b9ce tam porozrzucane papiery.\par \f0\par \f1 - A... prawda!.. - mrukn\'b9\'b3 p\'f3\'b3g\'b3osem do siebie i si\'eagn\'b9\'b3 jednocze\'9cnie po papier listowy, oraz kopert\'ea.\par \f0\par \f1 Przed nim, jako wice - prezesem zak\'b3ad\'f3w dobroczynnych, le\'bfa\'b3 list znanego w mie\'9ccie i wp\'b3ywowego ksi\'eacia S., z pro\'9cb\'b9 o umieszczenie w jednym z przytu\'b3k\'f3w jakiego\'9c schorza\'b3ego biedaka.\par \f0\par \f1 Odpowiedzi przychylnej w tej sprawie - kt\'f3r\'b9 dnia poprzedniego sam ju\'bf za\'b3atwi\'b3 osobi\'9ccie - nie da\'b3 jeszcze ksi\'eaciu; umoczywszy wi\'eac pi\'f3ro, Roman pocz\'b9\'b3 pisa\'e6 zamaszy\'9ccie.\par \f0\par W t\f1 ej samej chwili do komnaty wsun\'ea\'b3a si\'ea przysadzista, kr\'eapa posta\'e6 czarno ubranej kobiety. Ma\'b3ymi kroczkami podesz\'b3a natychmiast do biurka i przem\'f3wi\'b3a g\'b3o\'9cno:\par \f0\par \f1 - Przepraszam bardzo, \'bfe tak natarczywie... \par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski, niezadowolony nieco, \'bfe mu tak z nag\'b3a przerwano w\'b9tek listu, spojrza\'b3 niech\'eatnie z pod oka na nowo przyby\'b3\'b9.\par \f0\par \f1 Przed nim sta\'b3a kobieta lat pi\'ea\'e6dziesi\'eaciu mo\'bfe, o zn\'eakanych rysach, ubrana nieco z staro\'9cwiecka, do\'9c\'e6 zreszt\'b9 poza tem uk\'b3adnej powierzchowno\'9cci.\par \f0\par \f1 - Niech pani spocznie, prosz\'ea... za chwil\'ea s\'b3u\'bf\'ea! - rzek\'b3 uprzejmie i pocz\'b9\'b3 pisa\'e6 znowu.\par \f0\par \f1 - Doprawdy nie rozumiem sama, jak o\'9cmieli\'b3am si\'ea przyj\'9c\'e6 tutaj, ale szlachetno\'9c\'e6, zacno\'9c\'e6 szanownego prezesa... - us\'b3ysza\'b3 znowu Roman.\par \f0\par \f1 Niecierpliwie tym razem wzni\'f3s\'b3 na przyby\'b3\'b9 spojrzenie i przerwa\'b3 jej grzecznie, lecz sucho:\par \f0\par \f1 - Przepraszam. Jak widzi szanowna pani, chwilowo zaj\'eaty jestem... Wszak pani nie pilno?..\par \f0\par - O, nie... przeciwnie... Tylko...\par \par \f1 Roman spu\'9cci\'b3 oczy i my\'9cl\'b9ce czo\'b3o, oraz pocz\'b9\'b3 pisa\'e6 dalej, najspokojniej w \'9cwiecie. W pokoju zaleg\'b3o milczenie, przerywane li tylko zgrzytem pi\'f3ra po papierze.\par \f0\par \f1 Gdy Dzier\'bfymirski list sko\'f1czy\'b3, podni\'f3s\'b3 machinalnie oczy na nieznajom\'b9.\par \f0\par \f1 U\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea mimo woli; spotka\'b3 si\'ea bowiem z dziwnie zabawnym i uszczypliwym wyrazem jej twarzy, oraz wejrzeniem z\'b3em i jakby obra\'bfonem, kt\'f3re pod niespodzianym wzrokiem jego z\'b3agodnia\'b3o jednak natychmiast, przeistoczy\'b3o si\'ea w s\'b3odkie i potulne, jak u baranka.\par \f0\par \f1 Zaadresowawszy list, Dzier\'bfymirski zadzwoni\'b3 na lokaja. Gdy ten si\'ea zjawi\'b3, poleci\'b3 mu odes\'b3a\'e6 \f0 pismo natychmiast.\par \par \f1 - Czy jest kto? - zapyta\'b3.\par \f0\par \f1 - Pan hrabia z Melsztyna... Czeka w salonie - brzmia\'b3a odpowied\'9f.\par \f0\par \f1 - Powiedz, \'bfe przepraszam, i za chwil\'ea go prosz\'ea! - rozkaza\'b3 Roman, gdy za\'9c lokaj znik\'b3 za drzwiami, uprzejmie z kolei zwr\'f3ci\'b3 si\'ea do niezna\f0 jomej.\par \par \f1 - S\'b3ucham pani\'b9... Czem s\'b3u\'bfy\'e6 mog\'ea?\par \f0\par \f1 Przyby\'b3a poprawi\'b3a si\'ea na krze\'9cle, zrobi\'b3a min\'ea s\'b3odsz\'b9 jeszcze, i zmieszana nieco przem\'f3wi\'b3a: \par \f0\par \f1 - M\'f3j m\'b9\'bf, znaj\'b9c tak dobrze szanownego pana prezesa, tak cz\'easto wspomina\'b3 mi o jego szlachetno\'9cci, zacno\'9cci, dobrem sercu, \'bfe... - tu przerwa\'b3a na chwil\'ea, widz\'b9c zdumion\'b9 min\'ea Dzier\'bfymirskiego, poczem ci\'b9gn\'ea\'b3a zn\'f3w dalej, straciwszy widocznie w\'b9tek poprzednich my\'9cli, bo nie doko\'f1czy\'b3a ju\'bf poprzedniego zdania:\par \f0\par \f1 - M\'f3j m\'b9\'bf, Nepomucyn, zawsze mawia\'b3 mi takich ludzi potrzeba nam wi\'eacej, jak prezes Dzier\'bfymirski; ludzi hartu, \'bfelaznej woli, inteligencyi rzutkiej, prawo\'9cci charakteru... O, m\'f3j m\'b9\'bf bardzo, bardzo ceni\'b3 pana prezesa... - i zawik\'b3awszy si\'ea ponownie w wyg\'b3aszane przez si\'ea pochwa\'b3y, nieznajoma zatrzyma\'b3a si\'ea chwil\'ea.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski, zniecierpliwiony nieco, skorzysta\'b3 skwapliwie z przerwy.\par \f0\par \f1 - Przepraszam pani\'b9 - spyta\'b3 grzecznie - jak godno\'9c\'e6 i imi\'ea m\'ea\'bfa pani? Czy \'bfyje?...\par \f0\par \f1 - Nepomucyn Wygrzywalski - odpar\'b3a zapytana - zmar\'b3 rok temu... \'8cwie\'e6, Panie, nad jego dusz\'b9! - westchn\'ea\'b3a.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski zmarszczy\'b3 brwi i zamy\'9cli\'b3 si\'ea chwil\'ea.\par \f0\par \f1 - Nie przypominam sobie, bym mia\'b3 przyjemno\'9c\'e6 zna\'e6 osob\'ea tego nazwiska... - wycedzi\'b3 z wolna. \par \f0\par \f1 Z pod u\'9cmiechni\'eatych s\'b3odkawo i mile, si\'b3\'b9 woli u\'b3o\'bfonych rys\'f3w przyby\'b3ej, b\'b3ys\'b3o ku Romanowi ura\'bfone i gro\'9fne spojrzenie.\par \f0\par \f1 - Jak to ? - odezwa\'b3a si\'ea obra\'bfonym nieco i kwaskowatym jakby tonem. - By\'e6 nie mo\'bfe ?.. Pan prezes chyba przypomnie\'e6 sobie tylko nie raczy...\par \f0\par \f1 - A jak dawno? - \'b3agodniej nieco przem\'f3wi\'b3 Dzier\'bfymirski. - I ile razy - s\'b3owa ostatnie podkre\'9cli\'b3, u\'9cmiechn\'b9wszy si\'ea ironicznie - widzia\'b3 mnie m\'b9\'bf pani?\par \f0\par \f1 - O! kilka razy zaledwie mia\'b3 sposobno\'9c\'e6... - po\'9cpieszy\'b3a z odpowiedzi\'b9 przyby\'b3a. - Dwa, trzy mo\'bfe... Ale widzenie si\'ea to by\'b3o dla\'f1 przyjemnem nad wyraz - utkwi\'b3o mu w pami\'eaci...\par \f0\par \f1 - Ach, m\'b9\'bf m\'f3wi\'b3 mi tyle razy - ci\'b9gn\'ea\'b3a dalej s\'b3odkawo, z wymuszonym okoliczno\'9cciowym u\'9cmiechem, - \'bfe, naturalnie, poza zas\'b3ugami spo\'b3ecznemi, tak przyjemnego, sympatycznego, mi\'b3ego cz\'b3owieka, jak pan, nie zna\'b3 by\'b3 dot\'b9d, i dla tego te\'bf my\'9cla\'b3am, \'bfe i pan prezes... - tu urwa\'b3a swe przem\'f3wienie pani Wygrzywalska, \'9cledz\'b9c na twarzy Romana wra\'bfenie s\'b3\'f3w swoich.\par \f0\par \f1 Ten jednak\'bfe, zra\'bfony nieco rzucanemi mu w twarz ni przypi\'b9\'b3, ni przy\'b3ata\'b3, pochlebstwami ju\'bf powt\'f3rnie, i ca\'b3kiem notabene, niezr\'eacznie, odrzek\'b3 zimno:\par \f0\par \f1 - O, prosz\'ea pani... Ja widuj\'ea po trzydzie\'9cci, czterdzie\'9cci interesant\'f3w dziennie... Po\'b3owa z nich nieznan\'b9 mi bywa zazwyczaj - liczbie tych wi\'eac znajdowa\'b3 si\'ea zapewne m\'b9\'bf pani... Dlatego te\'bf nie przypominam go sobie.\par \f0\par Jak pocisk z\f1 jadliwe tym razem i ca\'b3kiem ju\'bf obra\'bfone uderzy\'b3o w lica Dzier\'bfymirskiego spojrzenie pani Wygrzywalskiej.\par \f0\par \f1 - Dziwi mnie to niewymownie, \'bfe tak uporczywie pan prezes przypomnie\'e6 sobie mego m\'ea\'bfa nie raczy... - odezwa\'b3a si\'ea uszczypliwie, a w glosie jej czu\'e6 by\'b3o \'9cmierteln\'b9 obraz\'ea.\par \f0\par \f1 - Przecie\'bf ostatecznie - m\'f3wi\'b3a w tym samym tonie dalej - jak i mnie, tak i jego, tu w mie\'9ccie zna\'b3o du\'bfo os\'f3b... Nie dalej, jak hrabiowie Olscy, zacno\'9cci i poczciwo\'9cci ludzie, z kt\'f3rymi mnie \'b3\'b9czy nawet stosunek przyja\'9fni... Wyjechali za granic\'ea wczoraj w\'b3a\'9cnie... Nast\'eapnie r\'f3wnie\'bf i nieod\'bfa\'b3owanej pami\'eaci ksi\'b9\'bf\'ea Top\'f3r-Toporski Alfred tak \'b3askaw by\'b3 za \'bfycia opiekowa\'e6 si\'ea nami... - ko\'f1czy\'b3a przyby\'b3a z godno\'9cci\'b9.\par \f0\par \f1 - Chce zaimponowa\'e6 mi znajomo\'9cci\'b9 z ksi\'b9\'bf\'eatami, a to orygina\'b3 baba, - przemkn\'ea\'b3o przez my\'9cl Dzier\'bfymirskiemu i u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea jednocze\'9cnie, zrobi\'b3 bowiem i inn\'b9 w tej chwili uwag\'ea, a mianowicie, \'bfe jako\'9c za wiele by\'b3o nieboszczyk\'f3w w gronie ludzi, na kt\'f3rych powo\'b3ywa\'b3a si\'ea siedz\'b9ca przed nim jejmo\'9c\'e6.\par \f0\par \f1 Chc\'b9c przytem przeci\'b9\'e6 zarazem zapowiadaj\'b9c\'b9 si\'ea prawdopodobnie zn\'f3w na d\'b3ugo tyrad\'ea s\'b3\'f3w, pozbawionych, jak i poprzednie, \'9ccis\'b3ej logiki, rzek\'b3 szybko:\par \f0\par \f1 - Przepraszam bardzo: Nie mog\'b3a by mnie szanowna pani powiadomi\'e6 jednak, czemu w\'b3a\'9cciwie zawdzi\'eaczam jej wizyt\'ea?\par \f0\par Na t\f1 ak jasno postawione ultimatum zmiesza\'b3a si\'ea przyby\'b3a i wyj\'b9ka\'b3a:\par \f0\par \f1 - Nie wiem doprawdy, jak ja, wdowa nieszcz\'ea\'9cliwa, zdoby\'b3am si\'ea na tak\'b9 \'9cmia\'b3o\'9c\'e6... Ale, przynaglona materyalnem po\'b3o\'bfeniem bez wyj\'9ccia, ufaj\'b9c w przyja\'9f\'f1, kt\'f3r\'b9 \'bfywi\'b3 m\'f3j m\'b9\'bf nieboszczyk do pana prezesa, chcia\'b3am prosi\'e6 o drobn\'b9 po\'bfyczk\'ea... - urwa\'b3a na chwil\'ea, poczem g\'b3osem \'9cmia\'b3ym ju\'bf teraz i godno\'9cci pe\'b3nym, doda\'b3a:\par \f0\par \f1 - Co do oddania - nie mo\'bfe by\'e6 obawy \'bfadnej, poniewa\'bf ludzie mnie znaj\'b9... A zreszt\'b9... - tu u\'9cmiechn\'ea\'b3a si\'ea z dumn\'b9 - pochodz\'ea sama z arystokracyi, wi\'eac...\par \f0\par \f1 To \'84wi\'eac" by\'b3o wypowiedziane takim tonem, i\'bf rozwiewa\'e6 si\'ea zdawa\'b3o wszelkie co do zwr\'f3cenia kwoty w\'b9tpliwo\'9cci; jejmo\'9c\'e6 nie doko\'f1czy\'b3a zdania, a spojrza\'b3a tylko przenikliwie na s\'b3uchacza swego, jakby pragn\'b9c odgadn\'b9\'e6, jakie wra\'bfenie na\'f1 uczyni\'b3o powiedzenie jej ostatnie.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski za\'9c tymczasem, zdziwiony nieco tym epilogiem, u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea pod w\'b9sem nieznacznie.\par \f0\par \f1 - Czy wolno wiedzie\'e6 - z kt\'f3rej? - z kurtuazy\'b9 zapyta\'b3.\par \f0\par \f1 - Rodz\'ea si\'ea z domu kniazi\'f3wna R\'b9rowska - z godno\'9cci\'b9 i namaszczeniem odpar\'b3a dumnie wdowa.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski ponownie u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea z ironi\'b9. Rodzina ta prawie, \'bfe ju\'bf ca\'b3kiem wygas\'b3a, aczkolwiek dawna bardzo, wed\'b3ug heraldycznych i historycznych danych, nigdy nie mia\'b3a praw do \'bfadnych w og\'f3le tytu\'b3\'f3w, \f0 pr\'f3cz kopertowych chyba. \par \par \f1 S\'b3ysz\'b9c zatem wypowiedziane tak czelne k\'b3amstwo, Roman nie odpowiedzia\'b3 nic, a tylko wpatrzy\'b3 si\'ea badawczo, z uwag\'b9, w twarz siedz\'b9cej przed nim kobiety.\par \f0\par \f1 Od pocz\'b9tku ju\'bf samego dziwi\'b3y go jej rozmowa i zachowanie ca\'b3e, teraz wi\'eac, gdy wiedzia\'b3 cel wizyty, bystrym wzrokiem rozumnych oczu wpatrywa\'b3 si\'ea wci\'b9\'bf w rysy przyby\'b3ej. Trwa\'b3o tak minut par\'ea.\par \f0\par \f1 I pod spojrzeniem tem nagle spu\'9cci\'b3a wzrok kobieta...\par \f0\par \f1 Po raz pierwszy od kwadransa spad\'b3a z twarzy jej ob\'b3udna, fa\'b3szywa i uk\'b3adna, a przyodziana li tylko w imi\'ea pozor\'f3w, maska. Zorane policzki wdowy okrasi\'b3 lekki rumieniec, a pod wp\'b3ywem jakiej\'9c my\'9cli zapewne, wyraz jej oblicza, prawdziwy i szczery, mign\'b9\'b3 na chwil\'ea przed oczyma obserwuj\'b9cego m\'ea\'bfczyzny.\par \f0\par \f1 I to ocali\'b3o nieboraczk\'ea. Zniecierpliwiony bowiem dot\'b9d obecno\'9cci\'b9 jej Roman, i zdecydowany ju\'bf prawie wyprosi\'e6 za drzwi kniazi\'f3wn\'ea "de domo", zamy\'9cli\'b3 si\'ea nagle.\par \f0\par \f1 Po chwili za\'9c, jakby wynik przelotnego egzaminu fizyonomii przyby\'b3ej, by\'b3 dla\'f1 wystarczaj\'b9cym zupe\'b3nie, spu\'9cci\'b3 wzro\f0 k.\par \par \f1 I sna\'e6 wiele niek\'b3amanego, a tajonego b\'f3lu, oraz nieszcz\'ea\'9ccia prawdziwego mo\'bfe wyczyta\'b3 by\'b3 na tej twarzy go\'9ccia swego; bo po minutach jeszcze paru zastanowienia i wahania, milcz\'b9c, si\'eagn\'b9\'b3 r\'eak\'ea klamki drzwiczek wbitej w \'9ccianie ogniotrwa\'b3ej kasy, i - wyj\'b9wszy stamt\'b9d papierek dziesi\'eaciorublowy, po\'b3o\'bfy\'b3 go na stole.\par \f0\par \f1 Posun\'b9wszy za\'9c banknot ten z lekka ku siedz\'b9cej, rzek\'b3 tylko:\par \f0\par \f1 - S\'b3u\'bf\'ea pani!\par \f0\par \f1 Poczem, gdy pieni\'b9dz \'f3w schowa\'b3a, obsypuj\'b9c ofiarodawc\'ea swego potokiem s\'b3odko przyprawionych komuna\'b3\'f3w, zadzwoni\'b3 na lokaja:\par \f0\par \f1 Pos\'b3uszny, zjawi\'b3 si\'ea s\'b3uga za chwil\'ea.\par \f0\par \f1 - Pro\'9c pana hrabiego! - rozkaza\'b3 Dzier\'bfymirski.\par \f0\par \f1 - Ju\'bf wyszed\'b3. M\'f3wi\'b3, \'bfe wpadnie kiedy indziej, bo czeka\'e6 wi\'eacej nie mia\'b3 czasu... Kaza\'b3 przeprosi\'e6 ja\'9cnie pana, bardzo i zostawi\'b3 tu bilet sw\'f3j, na kt\'f3rym co\'9c napisa\'b3, - i przy tych s\'b3owach lokaj poda\'b3 bilet.\par \f0\par \f1 Roman rzuci\'b3 na\'f1 okiem...\par \f0\par \f1 Pani Wygrzywalska jednak przerwa\'b3a mu czytanie. Do swej roli wraca\'b3a powt\'f3rnie.\par \f0\par \f1 - Przepraszam bardzo szanownego pana prezesa - pocz\'ea\'b3a m\'f3wi\'e6 swym poprzednim tonikiem - ale wiedzie\'e6 chcia\'b3am w\'b3a\'9cnie, jak adresowa\'e6 mam przy zwrocie tej kwoty, tak wspania\'b3omy\'9clnie, szlachetnie, mi udzielonej... Pan prezes podobno na d\'b3ugo wyje\'bfd\'bfa?..\par \f0\par \f1 Roman na te s\'b3owa u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea z\'b3o\'9cliwie i odpar\'b3:\par \f0\par \f1 - O, \'b3askawa pani ! Adresem zupe\'b3nie dostatecznym b\'ead\'b9 dwa s\'b3owa : "R. Dzier\'bfymirski." \'afegnam pani\'b9... - tu powsta\'b3 z siedzenia i sk\'b3oni\'b3 si\'ea z daleka.\par \f0\par \f1 Po\'bfegnany z kolei uk\'b3onem sztywnym nieco odchodz\'b9cej "pseudo-arystokratki", Dzier\'bfymirski zwr\'f3ci\'b3 si\'ea do lokaja:\par \f0\par - Jest kto? - z\f1 apyta\'b3. \par \f0\par \f1 - Jaki\'9c pan powiada, \'bfe ja\'9cnie pana zna dawno, chce si\'ea widzie\'e6 koniecznie.\par \f0\par \f1 - Jak wygl\'b9da?\par \f0\par \f1 - Taki sobie... nie bardzo poka\'9fny... \par \f0\par \f1 Codziennie, od dziewi\'b9tej do dwunastej z rana, ka\'bfdy mia\'b3 wst\'eap wolny do "pana prezesa". Dzier\'bfymirski nie odst\'eapowa\'b3 nigdy od powzi\'eatej raz regu\'b3y, tym razem wi\'eac zar\'f3wno rzuci\'b3 oboj\'eatnie:\par \f0\par \f1 - Pro\'9c!..\par \f0\par \f1 Sam za\'9c do biurka zasiad\'b3, by sko\'f1czy\'e6 czytanie biletu hrabiego z Melsztyna.\par \f0\par \f1 Min\'ea\'b3o par\'ea minut.\par \f0\par \f1 Zaczytany, nie spostrzeg\'b3 by\'b3 Roman, \'bfe na \'9crodku pokoju od pewnego ju\'bf czasu sta\'b3 m\'b3ody cz\'b3owiek, lat oko\'b3o trzydziestu pi\'eaciu, i patrzy\'b3 na\'f1 uporczywie.\par \f0\par \f1 Pod si\'b3\'b9 tego wzroku podni\'f3s\'b3 oczy Dzier\'bfymirski, a ujrzawszy przybysza zblad\'b3; pozna\'b3 go bowiem od razu, nie da\'b3 jednak pozna\'e6 tego po sobie, nie podni\'f3s\'b3 si\'ea z miejsca nawet, a tylko ruchem r\'eaki oboj\'eatnym wskaza\'b3 krzes\'b3o.\par \f0\par \f1 - Prosz\'ea pana... Przepraszam... za chwil\'ea... Nieznajomy zarumieni\'b3 si\'ea, nie rzek\'b3szy nic jednak, usiad\'b3 pokornie na koniuszczku sto\'b3ka, Dzier\'bfymirski za\'9c si\'eagn\'b9\'b3 po jakie\'9c ksi\'eagi, le\'bf\'b9ce - opodal i zag\'b3\'eabi\'b3 si\'ea w nich, ze skupieniem.\par \f0\par \f1 Ale tylko na poz\'f3r... W rzeczywisto\'9cci za\'9c potrzebowa\'b3 czasu, by och\'b3on\'b9\'e6 z doznanego przed chwil\'b9 wra\'bfenia.\par \f0\par \f1 Przed nim znajdowa\'b3 si\'ea towarzysz, niewidziany ju\'bf od lat siedmiu - jeden z dw\'f3ch pierwszych ludzi, z kt\'f3rymi si\'ea by\'b3 zbrata\'b3, przyjechawszy niegdy\'9c do kraju sam, nieznany i biedny!..\par \f0\par \f1 I nagle, wywo\'b3ane przypomnieniem, stan\'ea\'b3y mu w my\'9cli jasno te chwile dawne !.. Ukaza\'b3a mu si\'ea \'bfywo w wyobra\'9fni straszna noc moralnego prze\'b3omu jego \'bfycia, noc udr\'eacze\'f1 w izdebce na poddaszu - noc walki z uczciwo\'9cci\'b9 z jednej strony, a n\'eadz\'b9, u\'b3ud\'b9 mi\'b3o\'9cci, pragnieniem \'bfycia - z drugiej!...\par \f0\par \f1 Wszak siedz\'b9cy oto teraz przed nim m\'b3ody cz\'b3owiek by\'b3 jednym z tych dw\'f3ch w\'b3a\'9cnie, kt\'f3rzy, gdy on nurza\'b3 r\'eace w kusz\'b9cem go sw\'b9 pot\'eag\'b9 z\'b3ocie, stukaniem nag\'b3em we drzwi izdebki wstrz\'b9sn\'eali nim tak silnie...\par \f0\par \f1 I Roman, przebiegaj\'b9c spojrzeniem w duchu to wszystko, m\'f3wi\'b3 do siebie jednocze\'9cnie:\par \f0\par \f1 - Dziwnem jednak jest to \'bfycie nasze... O, jak\'bfe dziwnem !.. Gdyby nie to z\'b3oto, a p\'f3\'9fniej Monte Carlo, Ola i \'9cmier\'e6 jej ojca, oraz dziedzictwo po nim, nie by\'b3bym przecie nigdy tem, czem dzi\'9c jestem!..\par \f0\par \f1 Przepastna ironia - ko\'b3o bez wyj\'9ccia!.. \par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski, pochylony nad grub\'b9 ksi\'eag\'b9, kt\'f3rej cyfr i kolumn ich nie widzia\'b3 zgo\'b3a - pogr\'b9\'bfonym si\'ea ci\'b9gle by\'e6 zdawa\'b3 ca\'b3kowicie, w rachunku i pracy.\par \f0\par \f1 Milczenie zupe\'b3ne - panowa\'b3o w pokoju, w ciszy zegar wydzwoni\'b3 niebawem godzin\'ea wp\'f3\'b3 do dwunastej. Roman si\'ea ockn\'b9\'b3; zostawa\'b3o mu ju\'bf tylko p\'f3\'b3 godziny czasu. Uczyni\'b3 nad sob\'b9 wysi\'b3ek i g\'b3osem spokojnym zupe\'b3nie przem\'f3wi\'b3 oboj\'eatnie:\par \f0\par \f1 - Z kim mam przyjemno\'9c\'e6 i czem s\'b3u\'bfy\'e6 mog\'ea?..\par \f0\par \f1 - Herman Zieli\'f1ski. Czy pan.. prezes naprawd\'ea mnie sobie nie przypomina? - odpar\'b3 m\'b3ody cz\'b3owiek dobitnie.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski zawaha\'b3 si\'ea chwil\'ea.\par \f0\par \f1 - Zieli\'f1skich znam wielu - rzek\'b3 z wolna - nazwisko pa\'f1skie ma przedstawicieli tak licznych... Zreszt\'b9... mo\'bfe... Przykro mi bardzo, lecz doprawdy nie przypominam sobie...\par \f0\par \f1 - Ja za to - odpowiedzia\'b3 m\'b3odzieniec, akcentuj\'b9c silnie s\'b3owa - przypominam sobie a\'bf nadto dobrze... Poznali\'9cmy si\'ea przed laty siedmiu; ja, pan i Jasio Zboi\'f1ski stanowili\'9cmy przez czas jaki\'9c nierozerwaln\'b9 nawet tr\'f3jk\'ea. Potem... pan przesta\'b3e\'9c stopniowo nas poznawa\'e6... Kolej to zwyk\'b3a rzeczy \'9cwiata tego, prawo ludzkie - by\'e6 mo\'bfe... Pan wznosi\'b3e\'9c si\'ea po drabinie spo\'b3ecznej wysoko, my gin\'eali\'9cmy w cieniu... Pan dosi\'eag\'b3e\'9c jej szczyt\'f3w obecnie, my, to jest ja, zosta\'b3em u jej podn\'f3\'bfa...\par \f0\par \f1 Zatrzyma\'b3 si\'ea w przem\'f3wieniu swem m\'b3ody cz\'b3owiek, po chwili za\'9c doda\'b3; z gorycz\'b9:\par \f0\par \f1 - Jednak... my\'9cla\'b3em, \'bfe pan... prezes, pomimo to, raczy mnie sobie przypomnie\'e6. C\'f3\'bf robi\'e6 - omyli\'b3em si\'ea!.. - m\'b3odzieniec powsta\'b3, got\'f3w do wyj\'9ccia.\par \f0\par \f1 - Ale c\'f3\'bf znowu !.. - wykrzykn\'b9\'b3 s\'b3uchaj\'b9cy go dot\'b9d w milczeniu wahaj\'b9cem si\'ea Dzier\'bfymirski, a zarazem, powstawszy \'9cpiesznie z miejsca, przyja\'9fnie wyci\'b9gn\'b9\'b3 r\'eak\'ea ku przyby\'b3emu.\par \f0\par \f1 - Witam i przepraszam... Pami\'eatam te czasy doskonale, tylko pan zmieni\'b3e\'9c si\'ea do niepoznania. C\'f3\'bf Zboi\'f1ski, c\'f3\'bf pan - porabiacie teraz?.. Niech\'bfe pan spocznie, prosz\'ea bardzo... - dorzuci\'b3 Roman \'b3askawie i swobodnie, teraz bowiem panowa\'b3 ju\'bf ca\'b3kiem nad sob\'b9.\par \f0\par \f1 Zieli\'f1ski, poznany, usiad\'b3 i o\'9cmielony odpar\'b3: \par \f0\par \f1 - Cieszy mnie niewymownie, \'bfe pan przypominasz sobie lata owe.. Dla mnie, wyzna\'e6 musz\'ea, okres ten ca\'b3y \'bfycia mego stanowi przyjemne nader wspomnienie - urwa\'b3, i u\'9cmiechn\'b9wszy si\'ea ironicznie, zachowuj\'b9c jeszcze sw\'f3j ton sprzed chwili, dorzuci\'b3 dobitnie:\par \f0\par \f1 - Ba, dawniej przecie my ze Zboi\'f1skim, we tr\'f3jk\'ea, m\'f3wili\'9cmy sobie "ty" nawet!\par \f0\par \f1 - C\'f3\'bf pana obecnie do mnie sprowadza? - przerwa\'b3 Dzier\'bfymirski po\'9cpiesznie, niechc\'b9cy jakby, puszczaj\'b9c mimo uszu ostatni\'b9 uwag\'ea.\par \f0\par \f1 - Rad jestem niezmiernie z widzenia si\'ea naszego, z przyjemno\'9cci\'b9 us\'b3u\'bf\'ea, je\'9cli b\'ead\'ea m\'f3g\'b3 to uczyni\'e6...- doda\'b3 jeszcze, jak m\'f3g\'b3 najprzychylniej.\par \f0\par \f1 Cho\'e6 zmro\'bfony nieco pocz\'b9tkiem zdania, Zieli\'f1ski spojrza\'b3 przyja\'9fnie na Romana, poczem odezwa\'b3 si\'ea:\par \f0\par \f1 - Dzi\'eakuj\'ea, i zobowi\'b9zany jestem panu bardzo, bardzo, panie... prezesie!., - u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea znowu,\par z gorycz\'b9 - pocz\'b9tkowo jednak winienem w kr\'f3tkich s\'b3owach obja\'9cni\'e6 go nieco o po\'b3o\'bfeniu mem obecnem.\par \f0\par \f1 - S\'b3ucham - przerwa\'b3 szybko Dzier\'bfymirski i spojrza\'b3 na wisz\'b9cy ma\'b3y zegarek, wskazuj\'b9cy w tej chwili trzy kwadranse na dwunast\'b9.\par \f0\par \f1 Zieli\'f1ski dostrzeg\'b3 ruch jego.\par \f0\par \f1 - O! to nied\'b3ugo potrwa! - po\'9cpieszy\'b3 z zapewnieniem.\par \f0\par \f1 - Nic nie szkodzi, prosz\'ea bardzo... - odpar\'b3 Roman. - O pierwszej mam wa\'bfn\'b9 sesy\'ea, a \'bfe wyje\'bfd\'bfam ju\'bf za dni par\'ea, obecno\'9c\'e6 moja jest tam bez op\'f3\'9fnienia konieczn\'b9. Ale... s\'b3ucham pana... - powt\'f3rzy\'b3 znowu uprzejmie.\par \f0\par \f1 - Ot\'f3\'bf wi\'eac, streszczam - rzek\'b3 Zieli\'f1ski.\par \f0\par \f1 - \'afycie moje odmiennem potoczy\'b3o si\'ea korytem od \'bfycia pa\'f1skiego, a nawet Zboi\'f1skiego Jana. Pan - nie ma co m\'f3wi\'e6 o tem ; ca\'b3e miasto godzi si\'ea jednog\'b3o\'9cnie, \'bfe o zdolniejszego i bardziej wp\'b3ywowego zarazem cz\'b3owieka u nas trudno... Zboi\'f1ski jest lekarzem na prowincyi i wiedzie mu si\'ea niezgorzej, a ja... - tu Zieli\'f1ski zatrzyma\'b3 si\'ea chwil\'ea - zosta\'b3em za wami, panowie, w tyle, o, bardzo w tyle nawet!... Dlaczego? kt\'f3\'bf odgadnie ?.. Zdawa\'b3oby si\'ea, \'bfe los nie posk\'b9pi\'b3 mi zdolno\'9cci; szko\'b3y uko\'f1czy\'b3em, z medalem, prawo, z odznaczeniem, ale, niestety, los nie obdarzy\'b3 mnie szcz\'ea\'9cciem do \'bfycia! - M\'b3ody cz\'b3owiek znowu, wzruszony jakby mimowolnie, m\'f3wi\'e6 przesta\'b3.\par \f0\par \f1 - Trzy lata temu - ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej niebawem - o\'bfeni\'b3em si\'ea z mi\'b3o\'9cci, bez grosza... - rysy, do\'9c\'e6 regularne Zieli\'f1skiego o\'bfywi\'b3y si\'ea promieniem wewn\'eatrznym - kocha\'b3em j\'b9, t\'ea moj\'b9 Maniut\'ea, tak, jak kocham j\'b9 do dzi\'9c dnia jeszcze, cho\'e6 jak nie mia\'b3a, tak i nie ma ani szel\'b9ga posagu!.. Obecnie mam troje drobiazgu... - tu z kolei twarz go\'9ccia Romana zas\'eapi\'b3a si\'ea smutnie, zatrzyma\'b3 si\'ea, jakby trudno mu by\'b3o wykrztusi\'e6 reszt\'ea, czo\'b3o za\'9c bia\'b3e pociemnia\'b3o mu od rumie\'f1ca - jednem s\'b3owem - doko\'f1czy\'b3 - w domu u mnie - n\'eadza!..\par \f0\par \f1 Umilk\'b3, nie podnosz\'b9c oczu. Po d\'b3u\'bfszej chwili, ci\'b9gn\'b9\'b3:\par \f0\par \f1 - Pomny naszej dawnej znajomo\'9cci, przyszed\'b3em tu, do pana prezesa, z pokorn\'b9 pro\'9cb\'b9 o posad\'ea, o prac\'ea, cho\'e6 byle jak\'b9, ale - p\'b3atn\'b9, o zarobek, bo ja\'b3mu\'bfny nie zwyk\'b3em przyjmowa\'e6!.. Byle z g\'b3odu nie umrze\'e6... byle os\'b3odzi\'e6 \'bfycie tej kobiecie, kt\'f3ra mnie kocha, a kt\'f3rej doli dot\'b9d w \'bfadny spos\'f3b ul\'bfy\'e6 nie mog\'ea!.. - wyrzuci\'b3 z siebie z moc\'b9.\f0\par \par \f1 Zamilk\'b3 i wstydz\'b9c si\'ea jakby s\'b3\'f3w w\'b3asnych, nie podnosi\'b3 ju\'bf wcale oczu na Romana. \par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski za\'9c z kolei przez czas ten ca\'b3y \'9cledzi\'b3 s\'b3owa i gr\'ea fizyonomii Zieli\'f1skiego, a w my\'9clach jego r\'f3wnocze\'9cnie stan\'b9\'b3 wyra\'9fnie kontrast ra\'bf\'b9cy, pe\'b3ny ironii, mi\'eadzy \'bfyciem jego, a \'bfyciem tego oto Hermana, znanego mu dobrze, jako najzdolniejszego studenta uniwersytetu - z przed laty... Stanowczo nie pop\'b3aca by\'e6 idealist\'b9!\par \f0\par \f1 O\'bfeni\'b3 si\'ea bez maj\'b9tku... No, a gdyby tak on, Roman Dzier\'bfymirski, zgrzeszy\'b3 by\'b3 idealizmem, i biedak, ale nieposzlakowany, uczciwy, pozby\'b3 si\'ea przed laty nietkni\'eatych banknot\'f3w i o\'bfeni\'b3 si\'ea nast\'eapnie z jak\'b9 dziewczyn\'b9 zupe\'b3nie biedn\'b9 ?..\par \f0\par \f1 - No, w ka\'bfdym b\'b9d\'9f razie, jako\'9c da\'b3bym tam sobie rad\'ea! - odpowiedzia\'b3o co\'9c butnie w duchu Roman natychmiast. - Posiadam hart, wol\'ea, rozum, rzutko\'9c\'e6, dar oryentowania si\'ea trafnego, i spryt - to wiele; a on? Szlachetny, zdolny, lecz jednak troch\'ea... g\'b3upi!\par \f0\par \f1 - Ale czysty ! - uk\'b3u\'b3o co\'9c, jakby \'bf\'b9d\'b3em Romana. Spu\'9cci\'b3 g\'b3ow\'ea i s\'b3uchaj\'b9c dalej los\'f3w kolegi Zieli\'f1skiego, m\'f3wi\'b3 sobie zarazem:\par \f0\par \f1 - Jednak pom\'f3c trzeba... nale\'bfy. Dla wspomnie\'f1, no, i dla zasady.\par \f0\par \f1 Gdy za\'9c dawny towarzysz m\'f3wi\'e6 ju\'bf przesta\'b3, odezwa\'b3 si\'ea z kolei:\par - Wi\'eac \'bfyczy\'b3by pan sobie otrzyma\'e6 zapewne miejsce na kolei, gdzie jestem prezesem... Niestety, nie mog\'ea, postanowi\'b3em bowiem podczas ca\'b3ego trwania tam moich rz\'b9d\'f3w, od siebie nie narzuca\'e6 nikogo... Ale m\'f3g\'b3bym pomie\'9cci\'e6 pana gdzie indziej. W Banku Handlowo-Przemys\'b3owym, na przyk\'b3ad, nale\'bf\'ea do zarz\'b9du... Czy znane s\'b9 panu: rachunkowo\'9c\'e6 kupiecka, buchalterya i j\'eazyki obce biegle, jak francuski, niemiecki, a mo\'bfe i angielski`?..\par \f0\par \f1 - Niestety, nie! - odpar\'b3 Zieli\'f1ski. - Fachowego wykszta\'b3cenia nie posiadam, gimnazya klasyczne za\'9c i wydzia\'b3 prawny uniwersytetu nie wyszkoli\'b3y mnie dostatecznie w \'bfadnym z nowo\'bfytnych j\'eazyk\'f3w europejskich... Co innego grecki i \'b3acina... Co si\'ea za\'9c tyczy rachunkowo\'9cci, poza arytmetyk\'b9 i matematyk\'b9 wy\'bfsz\'b9, t. j. algebr\'b9, geometry\'b9, trygonometry\'b9, inn\'b9 s\'b3u\'bfy\'e6 nie mog\'ea...\par \f0\par \f1 I machn\'b9wszy przy tych s\'b3owach r\'eak\'b9, w zniech\'eaceniu, m\'b3odzieniec, westchn\'b9wszy smutnie, doda\'b3. \par \f0\par \f1 - Zreszt\'b9, panie prezesie, m\'f3wi\'b9c szczerze ca\'b3kiem, przekonywam si\'ea teraz coraz bardziej, i\'bf szko\'b3y nie da\'b3y mi zgo\'b3a \'bfadnej nauki \'bfyciowej i praktycznej.\par \f0\par \f1 - Ma pan s\'b3uszno\'9c\'e6, zapewne... - potwierdzi\'b3 Roman. - Niedaleko, szczeg\'f3lniej przy obecnej nadprodukcyi w naszem mie\'9ccie ludzi fachowych, zajecha\'b3by\'9c pan ze swym dyplomem, ale nie martw si\'ea pan... Spotka\'b3e\'9c mnie na swej drodze. Ja zaproteguj\'ea pana po pierwsze w imi\'ea lat dawnych, po drugie, \'bfe nale\'bfysz pan, jak widz\'ea, do prawdziwie potrzebuj\'b9cych pracy! - ostatnie s\'b3owa silniej zaakcentowa\'b3 Dzier\'bfymirski. - Czy \'b3adny i czytelny masz pan charakter pisma?\par \f0\par \f1 - Owszem, staranny i czytelny w zupe\'b3no\'9cci! - po\'9cpieszy\'b3 z odpowiedzi\'b9 Herman.\par \f0\par - No, to dobrze - \f1 odpar\'b3 Roman, i przy tych s\'b3owach si\'eagn\'b9\'b3 do stoj\'b9cego na biurku pude\'b3eczka po bilet wizytowy. - Napisz\'ea s\'b3\'f3wko do Dyrekcyi Towarzystwa Ogniowego "Esperanza"... Z dyrektorem jestem w \'9ccis\'b3ych bardzo stosunkach, w tych dniach opr\'f3cz tego sam z nim pom\'f3wi\'ea - odm\'f3wi\'e6 mi nie mo\'bfe... Od pierwszego przysz\'b3ego miesi\'b9ca dadz\'b9 panu posad\'ea. Przypuszczam, i\'bf... na pocz\'b9tek z jakie\'9c 500 rubli... B\'eadziesz pan obrachowywa\'b3, sprawdza\'b3, a potem przepisywa\'b3 zapewne ubezpieczeniowe polisy... Jak si\'ea pan za\'9c wprawisz w owem przepisywaniu, wyrobi\'ea, i\'bf dadz\'b9 panu polisy do kopjowania w domu, w ten spos\'f3b zarobisz pan wi\'eacej. Zgoda?...\par \f0\par \f1 - Ale\'bf naturalnie - dzi\'eakuj\'ea stokrotnie, dzi\'eakuj\'ea po tysi\'b9c razy! Wdzi\'eaczno\'9c\'e6 moja, panie prezesie, nie ma granic!... - i zerwawszy si\'ea z krzes\'b3a, Zieli\'f1ski, wzruszony i uradowany, u\'9ccisn\'b9\'b3 z przej\'eaciem d\'b3o\'f1 Romana.\par \f0\par \f1 Ten ostatni, napisawszy s\'b3\'f3w kilka, zapiecz\'eatowa\'b3 list i powsta\'b3, a podaj\'b9c go m\'b3odemu cz\'b3owiekowi, rzek\'b3:\par \f0\par \f1 - \'afycz\'ea szcz\'ea\'9ccia i powodzenia!.. Bardzo kontent r\'f3wnie\'bf jestem, \'bfe pan zwr\'f3ci\'b3e\'9c si\'ea bezpo\'9crednio do mnie, i \'bfe znajomo\'9c\'e6 nasz\'b9 odnowili\'9cmy znowu... Doktorowi Zboi\'f1skiemu moje uk\'b3ony, gdy go pan zobaczysz!..\par \f0\par \f1 I Roman Zieli\'f1skiemu poda\'b3 r\'eak\'ea.\par \f0\par \f1 - Dzi\'eakuj\'ea... Nie zapomn\'ea tego panu nigdy!.. - z serdecznem ciep\'b3em w g\'b3osie odpar\'b3 m\'b3odzieniec, \'9cciskaj\'b9c d\'b3o\'f1 dawnego swego towarzysza.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski odprowadzi\'b3 go uprzejmie do drzwi, a gdy z Zieli\'f1skim znik\'b3o mu z przed oczu przesz\'b3o\'9cci widmo, odetchn\'b9\'b3 swobodniej, i zadzwoni\'b3 na, lokaja.\par \f0\par \f1 Ten zjawi\'b3 si\'ea natychmiast, nios\'b9c w r\'eaku tac\'ea z kilkoma biletami.\par \f0\par \f1 - Czekaj\'b9 jeszcze? - zapyta\'b3 Roman, i spojrza\'b3 pobie\'bfnie na bilety, a r\'f3wnocze\'9cnie wyj\'b9\'b3 z kieszeni zegarek, wskazuj\'b9cy ju\'bf par\'ea minut po dwunastej.\par \f0\par \f1 - Przepro\'9c tych pan\'f3w i powiedz, \'bfe dzi\'9c za p\'f3\'9fno!.. - rzuci\'b3 czekaj\'b9cemu s\'b3ud\f0 ze.\par \par \f1 Lokaj wyszed\'b3, a Dzier\'bfymirski przechadza\'e6 si\'ea pocz\'b9\'b3 z wolna po pokoju i cygaro zapali\'b3, wypuszczaj\'b9c od niechcenia z ust ma\'b3e k\'f3\'b3eczka dymu.\par \f0\par \f1 Ca\'b3y by\'b3 jeszcze pod wra\'bfeniem ostatniej wizyty, oraz tej od\'bfy\'b3ej z ni\'b9 tak nagle \'9cwie\'bfo minionej przesz\'b3o\'9cci.\par \f0\par \f1 I Dzier\'bfymirskiemu czo\'b3o poora\'b3o si\'ea w drobne bruzdy, zamy\'9clony wci\'b9\'bf tak samo, nerwowym krokiem przebiega\'b3 komnat\'ea.\par \f0\par \f1 Od lat kilku, gdy o\'bfeni\'b3 si\'ea by\'b3 z Ol\'b9, nie zmieni\'b3 si\'ea Roman prawie \'bfe wcale. Ta sama inteligentna i pi\'eakna twarz po\'b3udniowca, ta\'bf sama m\'b3odzie\'f1cza szybko\'9c\'e6 ruch\'f3w, oraz niezmienna wytworno\'9c\'e6 sylwetki ca\'b3ej - cechowa\'b3y go obecnie tak, jak i przed paru laty.\par \f0\par \f1 A ile\'bf, ile\'bf zdarze\'f1 przewin\'ea\'b3o si\'ea dot\'b9d w \'bfyciu jego!\par \f0\par \f1 Po odbyciu \'bfa\'b3oby na wsi, w Gowartowie, przyjecha\'b3 z Ol\'b9 do miasta. Tu, dzi\'eaki dziedzictwu pana Januarego, po\'b3o\'bfeniu towarzyskiemu \'bfony i, odnowionym w\'b3asnym stosunkom, zdoby\'b3 Roman to, co do dzi\'9c dnia posiada\'b3.\par \f0\par \f1 Energiczny, rzutki, gi\'eatki, sprytny i pe\'b3en ambicyi zaszed\'b3 wysoko. Ola kocha\'b3a go dot\'b9d niezmiennie, ludzie korzyli si\'ea przed jego rozumem, stosunkami, wp\'b3ywami, a jednak nie by\'b3 on zgo\'b3a szcz\'ea\'9cliwym!..\par \f0\par \f1 I teraz po twarzy jego odgadn\'b9\'e6 to r\'f3wnie\'bf \'b3atwe by\'b3o. Cierpia\'b3...\par \f0\par \f1 Rozpami\'eatuj\'b9c w my\'9clach przesz\'b3o\'9c\'e6 w\'b3asn\'b9, zapomnia\'b3 wida\'e6 zupe\'b3nie o tera\'9fniejszo\'9cci. Niby wczorajsze \'9cwie\'bfe, we wspomnieniach \'bfy\'b3y zn\'f3w te lata minione, dawne... Jak fata morgana u\'b3udna mami\'b3y wzrok duszy jego niedo\'9ccig\'b3\'b9, bo bezpowrotn\'b9 ju\'bf dal\'b9, rozpierzcha\'b3y si\'ea, nieuchwytne, to zn\'f3w wraca\'b3y jawne - \'bfywe!\par \f0\par \f1 Widzia\'b3 si\'ea wi\'eac Roman w po\'9clubnym roku mi\'b3o\'9cci wzajemnej, haszysz\'f3w i upoje\'f1, z dysonansem \'9cmierci te\'9ccia swego na ko\'f1cu i widzia\'b3 siebie potem lata ca\'b3e w ci\'b9g\'b3ych zabiegach, trudach, w prawdziwej, nami\'eatnej energii czynu, w bezustannej gonitwie za popularno\'9cci\'b9, wielko\'9cci\'b9 i znacze\f0 niem.\par \par \f1 Wznie\'9c\'e6 si\'ea!.. wznie\'9c\'e6 ponad drugich, ponad t\'b3umy - to sta\'b3o si\'ea \'bfycia jego celem!.. Widzie\'e6 kornemi te ludzkie masy u st\'f3p swoich - marzeniem - pomimo samopoznania w g\'b3\'eabi duszy, \'bfe na to wszystko nie zas\'b3uguje si\'ea zgo\'b3a, pomimo gryz\'b9cej go, jak jad, tocz\'b9cej go, jak robak, samowiedzy, \'bfe on moralnie nie godzien mo\'bfe \'bfadnego z tych, kt\'f3rzy go ponad siebie wynosz\'b9!..\par \f0\par \f1 Bo rzecz zaiste dziwna... Setki zdarze\'f1, tysi\'b9ce ludzi przemkn\'ea\'b3y, jak w kalejdoskopie, w \'bfyciu Romana, a tajemnica jego odleg\'b3ego "wczoraj", pozosta\'b3a nadal - tajemnic\'b9... Nikt jej nie odkry\'b3, nikt nie przypomnia\'b3. O w\'b3a\'9ccicielu dwudziestu siedmiu tysi\'eacy g\'b3ucho i cicho by\'b3o, jakby fakt ten ca\'b3y by\'b3 li tylko snem strasznym, zakl\'eat\'b9 bajk\'b9 z tysi\'b9ca i jednej nocy!\par \f0\par \f1 A tymczasem \'bfycie, tocz\'b9c si\'ea wartkiem ko\'b3em, poch\'b3ania\'b3o sob\'b9 Romana, poch\'b3ania\'b3o go tak dalece, \'bfe bywa\'b3y chwile, i\'bf zapomina\'b3. Ale, niestety, by\'b3y to tylko... chwile.\par \f0\par \f1 Sumienie uparcie czuwa\'b3o bezustannie. Nie by\'b3o dnia jednego, by Dzier\'bfymirski w cicho\'9cci ducha nie uchyli\'b3 g\'b3owy przed przypomnieniem strasznem; nie mija\'b3 miesi\'b9c, by godzin kilka, z dala od ludzi, nie by\'b3 zmuszonym przep\'eadzi\'e6 sam na sam ze sob\'b9 i z wyrzutami sumienia.\par \f0\par \f1 O! jak\'bfe pragn\'b9\'b3 on nieraz odda\'e6 to z\'b3oto cudze, jak pragn\'b9\'b3!..\par \f0\par \f1 Odda\'e6! Ale komu?.. Zwr\'f3ci\'e6, ale jak, nawet gdyby si\'ea i zna\'b3az\'b3 w\'b3a\'9cciciel zagadkowy, by nie splami\'e6 nieskazitelnego po\'b3ysku czci w\'b3asnej, honoru i opinii cz\'b3owieka, przoduj\'b9cego spo\'b3ecze\'f1stwu ca\'b3emu?..\par \f0\par \f1 W tym samym, ozdobionym granacikow\'b9 koron\'b9 hrabiowsk\'b9, pugilaresie, le\'bfa\'b3y od\'b3o\'bfone przeze\'f1 na miejsce, owe dwadzie\'9ccia siedem tysi\'eacy, w banknotach i rulonach z\'b3ota, schowane w tajemnej i nikomu nie znanej skrytce. Przeznaczone dla zagadkowego w\'b3a\'9cciciela - czeka\'b3y one na\'f1 tam daremnie.\par \f0\par \f1 Bo gdyby\'bf przynajmniej, cho\'e6 promykiem ma\'b3ym, rozdar\'b3a si\'ea ta tajemnicza ciemno\'9c\'e6, kryj\'b9ca dot\'b9d w swych czelu\'9cciach bezustannej zagadki prawnego pieni\'eadzy tych pana!\par \f0\par \f1 Och, wtedy, b\'ead\'b9c cho\'e6 troch\'ea przygotowanym, niew\'b9tpliwie da\'b3by on jako\'9c sobie rad\'ea! Wola\'b3by bowiem zobaczy\'e6 nawet roztwieraj\'b9c\'b9 si\'ea przed nim przepa\'9c\'e6 bez wyj\'9ccia, gdy\'bf ufny w sw\'f3j rozum, znalaz\'b3by je na pewno, ni\'bf widzie\'e6 ci\'b9gle przed sob\'b9 ten pe\'b3ny milczenia sfinksowy spok\'f3j, id\'b9cego przed nim ciemnego, nieodwo\'b3alnego jutra!.. Przestrasza\'b3 go on - przejmowa\'b3 zgroz\'b9...\par \f0\par Bo\f1 Dzier\'bfymirski poza licznemi zaj\'eaciami swemi spo\'b3ecznej natury, czyni\'b3 dot\'b9d niemal bez skutku wszystko, aby zrzuci\'e6 z siebie, ju\'bf raz na dobre, gniot\'b9cy go skrycie ci\'ea\'bfar wspomnienia!..\par \f0\par \f1 Podawa\'b3 wi\'eac kilkakrotnie nad wyraz przebiegle i sprytnie og\'b3oszenia w pismach, nie tylko w kraju, ale i za granic\'b9, w nadziei, i\'bf wpadnie na trop w\'b3a\'9cciwy.\par \f0\par \f1 Sam pozatem odby\'b3 kilka tajnych wycieczek do ludzi, o kt\'f3rych wiedzia\'b3, \'bfe zgubili niegdy\'9c, bez znalezienia, sumy wi\'eaksze...\par \f0\par \f1 Zbadawszy ich jednak podst\'eapnie, z ostro\'bfna, wraca\'b3 zawsze z niczem. Zagadka trwa\'b3a.\par \f0\par \f1 Teraz wreszcie r\'f3wnie\'bf, nie dalej, jak za dni ju\'bf kilka, postanowi\'b3 Roman raz jeszcze uczyni\'e6 pr\'f3b\'ea w tym wzgl\'eadzie i wyjazd za granic\'ea, zapowiedziany przeze\'f1, dla wypoczynku, "de facto" by\'b3 zwi\'b9zanym \'9cci\'9cle z t\'b9 tylko sam\'b9, wiecznie jedn\'b9, spraw\'b9.\par \f0\par \f1 Przechadzaj\'b9cy si\'ea wci\'b9\'bf szybko po gabinecie Dzier\'bfymirski, w chaosie j\'b9trz\'b9cych go my\'9cli i wspomnie\'f1, schwyci\'b3 si\'ea nagle za g\'b3ow\'ea i szepn\'b9\'b3 do siebie przejmuj\'b9co:\par \f0\par \f1 - Och, czemu\'bf, czemu\'bf, na Boga, natura obdarzy\'b3a mnie sumieniem tak czujnem, wra\'bfliwem, czemu?.. By\'b3bym po\'b3o\'bfenie moje bra\'b3 filozoficzniej, pro\'9cciej... Wszak z pieni\'eadzy znalezionych w rzeczy samej korzysta\'b3em tak ma\'b3o! Przegra\'b3em je przecie wszystkie w Monaco, do ostatniego grosza, a wygra\'b3em z pieni\'eadzy zupe\'b3nie innych! - sofizmat, niezmiennie ten sam, powraca\'b3 w umy\'9cle Romana.\par \f0\par \f1 O ile jednak dawniej pociesza\'b3 on go chwilami, teraz, dzi\'9c - nie dzia\'b3a\'b3 ju\'bf bynajmniej.\par \f0\par \f1 Dojrzalszy obecnie, w niejednem jeszcze przekszta\'b3cony \'bfycia szko\'b3\'b9, patrz\'b9cy z odleg\'b3o\'9cci lat kilku zimniej daleko na uczynek sw\'f3j w\'b3asny "przyw\'b3aszczenia", Dzier\'bfymirski, nie wyzbywszy si\'ea dot\'b9d wcale wszczepionych silnie w dzieci\'f1stwie zasad uczciwo\'9cci, nieprzejednanej, prawej, czystej, - rozumia\'b3, i\'bf, pomimo poch\'b3oni\'eacia cudzego z\'b3ota przez jaskini\'ea gry i dotychczasowej bezkarno\'9cci - zb\'b3\'b9dzi\'b3, i \'bfe wina jego zgo\'b3a nie by\'b3a mniejsz\'b9. Czu\'b3, \'bfe \'bfycie moralne wykolei\'b3o go niemi\'b3osiernie, i cierpia\'b3...\par \f0\par \f1 Roman przetar\'b3 r\'eak\'b9 rozpalon\'b9 g\'b3ow\'ea; atak apatyi nerwowej pesymizmu, \'bfalu i goryczy, szerok\'b9 fal\'b9 nap\'b3ywa\'b3 znowu do duszy jego.\par \f0\par \f1 W tej samej chwili na \'9cciennym zegarze wybi\'b3o wp\'f3\'b3 do pierwszej. Roman si\'ea wstrz\'b9sn\'b9\'b3.\par \f0\par \f1 Sesya, obowi\'b9zki, przodownictwo spo\'b3eczne - trzeba by\'e6 silnym!.. Odpocznie p\'f3\'9fniej, gdy wyjedzie - za dni par\'ea, ter\f0 az odwagi!.. spokoju!..\par \par \f1 I uczyniwszy nad nerwami swymi i my\'9cl\'b9 wysi\'b3ek, Dzier\'bfymirski wyprostowa\'b3 si\'ea. Rzuciwszy opodal do po\'b3owy spopiela\'b3e, cygaro, pocz\'b9\'b3 porz\'b9dkowa\'e6 \'9cpiesznie porozrzucane na biurku papiery.\par \f0\par W tej samej chwili do drzwi zapukano trzy\f1 krotnie. Roman drgn\'b9\'b3 i odwr\'f3ci\'b3 si\'ea. Pozna\'b3 spos\'f3b stukania \'bfony, co dzie\'f1 bowiem, o tej porze, Ola zwyk\'b3a by\'b3a odwiedza\'e6 go po pracy.\par \f0\par \f1 - Entrez!.. - rzuci\'b3 dono\'9cnie i czo\'b3o jego wypogodzi\'b3o si\'ea natychmiast.\par \f0\par \f1 Ma j\'b9 przecie\'bf, najdro\'bfsz\'b9 \'bfon\'ea, podpor\'ea-kochank\'ea i przyjaciela ! Wszak wzajemnie nie posiadaj\'b9 przed sob\'b9 \'bfadnych tajemnic, pr\'f3cz jednej - jedynej!\par \f0\par \f1 Przez pr\'f3g komnaty do gabinetu wchodzi\'b3a ju\'bf Ola, ubrana do wyj\'9ccia, w kapeluszu i sukni, skrojonej elegancko i szeleszcz\'b9cej jedwabiami sp\'f3dnic.\par \f0\par I\f1 ona od lat tych pi\'eaciu nie zmieni\'b3a si\'ea prawie. Wypi\'eaknia\'b3a tylko jeszcze bardziej, bujniejszemi sta\'b3y si\'ea kszta\'b3ty i linie jej cia\'b3a, pon\'eatniejszemi, w ca\'b3ym swym czerwcowym rozkwicie, lat ju\'bf niespe\'b3na trzydziestu.\par \f0\par \f1 Z u\'9cmiechem, przywitali si\'ea ma\'b3\'bfonkowie; Roman uca\'b3owa\'b3 \'bfon\'ea w czo\'b3o i zapyta\'b3:\par \f0\par \f1 - Dok\'b9d\'bfe to tak moja pani?\par \f0\par \f1 - Na og\'f3lne zebranie pa\'f1 Opieki \'8c-go Franciszka z Assy\'bfu; a ty wychodzisz tak\'bfe?..\par \f0\par \f1 - A jak\'bfe. Na sesy\'ea Zwi\'b9zku Kredytowego. \par \f0\par \f1 - Na kt\'f3r\'b9 godzin\'ea?\par \f0\par \f1 - O pierwszej si\'ea rozpoczyna...\f0\par \par \f1 - Pysznie!.. - zawo\'b3a\'b3a uradowana Ola.- Kaza\'b3am w\'b3a\'9cnie do powozu zaprz\'b9dz, podwioz\'ea ci\'ea... A \'9cniadanie drugie ju\'bf jad\'b3e\'9c?\par \f0\par \f1 - Nie, kochanie, czasu mi nie starczy\'b3o. Przek\'b9sz\'ea co\'9c nie co\'9c na mie\'9ccie...\par \f0\par \f1 - M\'f3j ty biedaku !.. - i pog\'b3askawszy pieszczotliwie m\'ea\'bfa po twarzy, u\'9cciska\'b3a go Ola serdecznie, - taki zaj\'eaty zawsze, \'bfe nawet prawie nie mo\'bfna nigdy pom\'f3wi\'e6 z tob\'b9 swobodnie...\par \f0\par \f1 - A czyja wina? - przekomarza\'b3 si\'ea weso\'b3o Dzier\'bfymirski.- Gdy ja do domu wpadn\'ea, nigdy pani mej nie ma... To zebranie \'8c-go Antoniego, Kalsantego, Ambro\'bfego, - wszystkich \'9cwi\'eatych jednem s\'b3owem... To zn\'f3w z kolei opatrywaniu chorych, wenta na przytu\'b3ki, obrady na zabawy filantropijne, rozdawnictwa, gwiazdki dla dzieci, rozbieranie ich, ubieranie... Czy ja w ko\'f1cu wiem i pami\'eat\f0 am, wszystkie owe tam wasze damskie pseudo-prace?..\par \par \f1 - No, no... Bardzo prosz\'ea, nie wy\'9cmiewa\'e6 mi si\'ea z nas... Niby to wy, panowie, robicie co na owych sesyach. A jak\'bfe! Rozmawiacie zgo\'b3a o czem innem, papierosy palicie, k\'b3\'f3cicie si\'ea i rozchodzicie. Ho-ho, ju\'bf ja wiem dobrze, co m\'f3wi\'ea!..- odpar\'b3a z przekonaniem obra\'bfona niby Ola.\par \f0\par \f1 I w ten sam spos\'f3b d\'b3u\'bfej jeszcze przekomarzaliby si\'ea \'bfartobliwie ma\'b3\'bfonkowie, gdyby nie wej\'9ccie lokaja, kt\'f3ry zaanonsowa\'b3:\par \f0\par \f1 - Prosz\'ea ja\'9cnie pa\'f1stwa, pow\'f3z ju\'bf czeka... \par \f0\par - Aaa\f1 ... to dobrze! - rzek\'b3 Roman \'bfwawo, daleki ju\'bf my\'9cl\'b9 od dr\'eacz\'b9cych go do niedawna wspomnie\'f1.\par \f0\par \f1 - Nie przebierzesz si\'ea Romciu? - zapyta\'b3a Ola.\par \f0\par \f1 - Ani my\'9cl\'ea, nie mam czasu! Patrz, dochodzi ju\'bf pierwsza... C\'f3\'bf to, moje \'bfycie, uwa\'bfasz mo\'bfe, \'bfe nie po d\'bfentleme\'f1sku wygl\'b9dam?... - zapyta\'b3 lekko.\par \f0\par \f1 - Ale gdzie\'bf tam... C\'f3\'bf znowu?.. Tego my\'9cle\'e6 si\'ea nie o\'9cmielam - roze\'9cmia\'b3a si\'ea Ola. - tylko tak troch\'ea... nie \'9cwie\'bfo... Czekaj, przeczesz\'ea ci\'ea, poprawimy krawat i oczyszcz\'ea...\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski podda\'b3 si\'ea pokornie wymaganiom estetycznym \'bfony.\par \f0\par \f1 - No, fertig! Wygl\'b9dasz zno\'9cnie!.. - zadecydowa\'b3a Ola po chwili.\par \f0\par \f1 - Phi... tylko? To niezbyt pocieszaj\'b9ce, - odpar\'b3, \'9cmiej\'b9c si\'ea, Roman - i wyszed\'b3 z Ol\'b9 do przedpokoju.\par \f0\par \f1 W bramie domu czeka\'b3 ju\'bf pow\'f3z odkryty; Dzier\'bfymirscy wsiedli do\'f1 po\'9cpiesznie, lokaj wskoczy\'b3 na koz\'b3y i ruszyli. Znany w ca\'b3em mie\'9ccie pojazd "prezesowstwa", zaprz\'ea\'bfony w dwa ros\'b3e miesza\'f1ce, krwi anglo-arabskiej, wytoczy\'b3 si\'ea na ulic\'ea i pomkn\'b9\'b3 chy\'bfo.\par \f0\par \f1 Co chwila z po\'9cr\'f3d id\'b9cej po szerokich chodnikach publiczno\'9cci, lub z wymijanych powoz\'f3w, k\'b3ania\'b3 si\'ea kto\'9c uprzejmie Dzier\'bfymirskim, a oni, u\'9cmiechni\'eaci, weseli, tak samo grzecznie oddawali wszystkim uk\'b3ony. Po d\'b3u\'bfszej chwili milczenia, odezwa\'b3 si\'ea Roman:\par \f0\par \f1 - Ale, a propos, musisz si\'ea tem zaj\'b9\'e6, Oluniu, bo ja, doprawdy, czasu nie mam. Dzi\'9c, lub najdalej jutro, wysy\'b3amy zaproszenia do wszystkich naszych znajomych... W sobot\'ea damy raut po\'bfegnalny... J'espere, \'bfe nic nie masz przeciwko temu, moje \'bfycie ?..\par \f0\par \f1 - Ale\'bf, naturalnie!.. - po\'9cpieszy\'b3a z zapewnieniem Ola, - lecz musimy przecie\'bf z\'b3o\'bfy\'e6 wizyty... \par \f0\par \f1 - Nie ja, nie ja, cherie!.. To ty za mnie nieodzownie zrobi\'e6 musisz, kochanie... Kto nie przyjdzie - pal go licho!.. A zreszt\'b9, pas de crainte, stawi\'b9 si\'ea wszyscy...\par \f0\par \f1 - Dlaczego nie chcesz jecha\'e6 ze mn\'b9?\par \f0\par - Nie nie\f1 chc\'ea, lecz nie mog\'ea. Mam przed wyjazdem jeszcze zaj\'eacia huk! Nie mo\'bfesz mie\'e6 nawet wyobra\'bfenia, moja droga, co to znaczy wyrwa\'e6 si\'ea na miesi\'eacy kilka, jak tego pragn\'ea, z tego ko\'b3amych rozlicznych obowi\'b9zk\'f3w - c'est un vrai tour de force!.. - Dzier\'bfymirski zamilk\'b3 na chwil\'ea, poczem ko\'f1czy\'b3:\par \f0\par \f1 - Bo pomy\'9cl tylko... Tu znale\'9f\'e6 na czas ten ca\'b3y zast\'eapc\'ea, tam zn\'f3w wycofa\'e6 si\'ea zr\'eacznie, by nie obrazi\'e6 nikogo i za\'b3atwi\'e6 wszystkie czynno\'9cci ju\'bf z g\'f3ry... Wi\'eac chyba rozumiesz teraz, i\'bf w wizyty \'9cwiatowe bawi\'e6 si\'ea nie mog\'ea, najwy\'bfej do kilkunastu wybitniejszych osobisto\'9cci, i koniec.\par \f0\par \f1 - Ale\'bf dobrze, ju\'bf dobrze, nie t\'b3umacz si\'ea, nie bro\'f1 - zrobi\'ea wszystko, m\'f3j w\'b3adco i panie! - z u\'9cmiechem, pocieszy\'b3a go Ola. - Pyta\'b3am si\'ea tak tylko... Czy wracasz dzi\'9c na obiad ?..\par \f0\par \f1 - Pas possible! - odpar\'b3 Dzier\'bfymirski stanowczo. - Akurat o sz\'f3stej zebranie nadzwyczajne akcyonaryusz\'f3w i komitetu nowego przedsi\'eabiorstwa, wiesz, Komercyjno -Agronomiczny Zwi\'b9zek krajowy... Zjem na mie\'9ccie.\par \f0\par \f1 - A wieczorem? - pyta\'b3a dalej Ola.\par \f0\par \f1 - Musz\'ea by\'e6 koniecznie u ksi\'eacia Artura, w sprawie budowy nowego ko\'9ccio\'b3a \'8cw. Jana Chrzciciela; zebranie prywatne w jego mieszkaniu - obieca\'b3em.\par \f0\par \f1 - Niemo\'bfliwym jeste\'9c cz\'b3owiekiem !.. - roze\'9cmia\'b3a si\'ea Ola, - ja ju\'bf o czwartej wracam do domu.\par \f0\par \f1 Umilkli. Wko\'b3o nich \'9cmia\'b3o si\'ea w s\'b3o\'f1cu miasto; wiosna czarodziejka nawet tu, w ciasne ogrodu mury, sw\'f3j powiew balsamiczny tchn\'b9\'e6 potrafi\'b3a - oddycha\'b3o si\'ea swobodniej, szerzej, \'9cwie\'bfo\'9c\'e6 majowa pie\'9cci\'b3a twarze \'9cpiesz\'b9cych zewsz\'b9d t\'b3um\'f3w, \'9cmiej\'b9cych si\'ea i weso\'b3ych.\par \f0\par \f1 - Sta\'f1! - rzuci\'b3 nagle i rozkaz Dzier\'bfymirski, dotykaj\'b9c z lekka lask\'b9 liberyjnych plec\'f3w stangreta. Doje\'bfd\'bfali do wspania\'b3ego gmachu Zwi\'b9zku Kredytowego.\par \f0\par \f1 Pow\'f3z zatrzyma\'b3 si\'ea pos\'b3usznie.\par \f0\par \f1 - A ce soir! - rzek\'b3 Roman, i lekkiem u\'9cci\'9cnieniem r\'eaki po\'bfegnawszy \'bfon\'ea, wyskoczy\'b3 z ekwipa\'bfu. Po kamiennych stopniach kru\'bfganka skierowa\'b3 si\'ea ku olbrzymim kutym drzwiom, kt\'f3re, w powitalnym, niskim uk\'b3onie, otwiera\'b3 ju\'bf us\'b3u\'bfnie szwajcar miejscowy.\par \f0\par \f1 Na progu gmachu Dzier\'bfymirski obejrza\'b3 si\'ea i spotka\'b3 ze wzrokiem Oli. Spojrzeniami wzajemnie po\'bfegnali si\'ea jeszcze pieszczotliwie, poczem Ola odwr\'f3ci\'b3a si\'ea pierwsza, Roman za\'9c, \'9ccigaj\'b9c j\'b9 oczyma, zatrzyma\'b3 si\'ea i u\'9cmiechn\'b9\'b3...\par \f0\par \f1 W oddalaj\'b9cym si\'ea powozie, m\'b3oda kobieta po chwili, instynktownie jakby, raz drugi spojrza\'b3a za siebie. Dzier\'bfymirski jednocze\'9cnie skin\'b9\'b3 g\'b3ow\'b9 i znik\'b3 za drzwiami, Ola za\'9c odwr\'f3ci\'b3a si\'ea i niedbale rozpi\'ea\'b3a bia\'b3\'b9, koronkami obszyt\'b9, parasolk\'ea. Promienie i blaski majowe zal\'9cni\'b3y si\'ea jeszcze na jej postaci chwil\'ea, i pow\'f3z znik\'b3, poch\'b3oni\'eaty wielkomiejskim w\f0 irem.\par \par ------------\par \par \par \f1 Kaskad\'b9 \'9cwiate\'b3 i blask\'f3w p\'b3on\'b9 rz\'easi\'9ccie apartamenty Romanowstwa Dzier\'bfymirskich...\par \f0\par \f1 Z p\'f3\'b3 otwartych lilii z kryszta\'b3u, zdobi\'b9cych gazowe po bocznych \'9ccianach kinkiety, z \'bfyrandoli i lamp - tu jaskrawo, tam zn\'f3w \'b3agodniej, dr\'bf\'b9 w dusznej atmosferze salon\'f3w p\'eaki promieni, spadaj\'b9 deszczem na t\'b3um weso\'b3y, elegancki i strojny, graj\'b9, za\'b3amuj\'b9c si\'ea w klejnotach kobiet - pieszcz\'b9 ich nagie gorsy i ramiona, g\'b3aszcz\'b9 je swym niewidzialnym dotykiem.\par \f0\par \f1 Gwar st\'b3umiony prowadzonych z o\'bfywieniem rozm\'f3w, oraz t\'b3ok i ciasnota panuje w kilku obszerych salonach; cz\'ea\'9c\'e6 tylko go\'9cci siedzi, wi\'eakszo\'9c\'e6, wahad\'b3owym ruchem p\'b3yn\'b9cej fali, przechadza si\'ea bezustannie, a raczej dyskretnie przeciska.\par \f0\par \f1 Nie omyli\'b3 si\'ea bowiem w przewidzeniach swych Dzier\'bfymirski. Ca\'b3e towarzystwo i wszystkie jego sfery stawi\'b3y si\'ea na raut po\'bfegnalny prezesa, wice prezesa, dyrektora i cz\'b3onka licznych instytucyi -rade i poczuwaj\'b9ce si\'ea do obowi\'b9zku obecno\'9cci\'b9 sw\'b9 z\'b3o\'bfy\'e6 danin\'ea grzeczno\'9cci \'9cwiatowej temu, kto trzyma\'b3 obecnie w silnej d\'b3oni w\'b9tek ich spraw i interes\'f3w - natury spo\'b3ecznej, przemys\'b3owej, filantropijnej, a cz\'easto g\'easto i osobistej nawet.\par \f0\par \f1 Pe\'b3ni uprzejmo\'9cci, dystynkcyi i go\'9ccinno\'9cci szczerej, w\'9cr\'f3d t\'b3umu swych go\'9cci, uwijali si\'ea Dzier\'bfymirscy, zmieniaj\'b9c si\'ea kolejno w pobli\'bfu wej\'9ccia pierwszego salonu, dla witania wchodz\'b9cych co chwila nowych przybysz\'f3w. W ko\'f1cu jednak i ten czasowy posterunek ich okaza\'b3 si\'ea wprost niemo\'bfliwym...\par \f0\par \f1 Roman i Ola zmuszeni zostali zmiesza\'e6 si\'ea z t\'b3umem rautuj\'b9cych go\'9cci, ust\'eapuj\'b9c sami naporowi \'9ccisku.\par \f0\par \f1 A kwadranse tymczasem mija\'b3y szybko. Liczba nap\'b3ywaj\'b9cych os\'f3b powi\'eaksza\'b3a si\'ea coraz bardziej, w\'9cr\'f3d szeleszcz\'b9cej za\'9c, barwnej fali go\'9cci, w liberyi i po\'f1czochach, ukazywa\'e6 si\'ea pocz\'eali, posuwaj\'b9c si\'ea z trudem, lokaje, z wielkiemi srebrnemi tacami... U wej\'9ccia za\'9c salon\'f3w, wyparta zwi\'eakszaj\'b9c\'b9 si\'ea fal\'b9 ludzi, stan\'ea\'b3a zwarta gromada m\'ea\'bfczyzn, tamuj\'b9c w ten spos\'f3b po prostu komunikacy\'ea do przepe\'b3nionych nad miar\'ea apartament\'f3w.\par \f0\par \f1 M\'b3odzieniec, ciemny szatyn, nieposzlakowanie elegancki, o impertynenckiej nieco, cho\'e6 wielko\'9cwiatowej powierzchowno\'9cci, wchodzi\'b3 w tej chwili do mieszkania prezesowstwa Dzier\'bfymirskich.\par \f0\par \f1 Znalaz\'b3szy si\'ea niebawem poza zbit\'b9 u drzwi garstk\'b9 pan\'f3w, na razie nie m\'f3g\'b3 post\'b9pi\'e6 ani kroku naprz\'f3d. Widz\'b9c to, skrzywi\'b3 swe w\'b9skie usta, i wspi\'b9\'b3 si\'ea dyskretnie na palce.\par \f0\par \f1 Ponad zbli\'bfonemi, wypomadowanemi g\'b3owami stoj\'b9cych m\'ea\'bfczyzn, ujrza\'b3 dok\'b3adnie ko\'b3ysz\'b9ce si\'ea morze kobiecych biust\'f3w, g\'b3\'f3wek czarownych, pi\'eaknych, r\'f3\'bfnobarwnych tualet, gors\'f3w i frak\'f3w i mrukn\'b9\'b3 do siebie:\par \f0\par \lang1033 - Ho-ho!.. pas mal...\par \par \lang1045\f1 Spojrza\'b3 nast\'eapnie na stoj\'b9cych opodal rautowicz\'f3w. Nie zna\'b3 \'bfadnego z nich. \'afachn\'b9\'b3 si\'ea niecierpliwie i szepn\'b9\'b3 zn\'f3w z cicha do siebie, po francuzku:\par \f0\par - Que diable, je ne suis pas venu ici pour garder l'antichambre...\par \par \f1 I jednocze\'9cnie posun\'b9\'b3 si\'ea zr\'eacznie naprz\'f3d, potr\'b9ciwszy za\'9c lekko po drodze swej paru s\'b9siad\'f3w, rzuci\'b3, z wytwornym uk\'b3onem, kilka: "Pardon", w rezultacie jednak znalaz\'b3 si\'ea zaledwie o par\'ea krok\'f3w naprz\'f3d.\par \f0\par \f1 Popatrzy\'b3 znowu przed siebie, wspi\'b9wszy si\'ea na palce.\par \f0\par - Ach, \f1 przecie\'bf cho\'e6 jeden!.. - szepn\'b9\'b3 z ulg\'b9, tym razem ju\'bf po polsku, dojrza\'b3 bowiem w\'b3a\'9cnie poznanego w przeddzie\'f1 Emila \'a3ady\'bfy\'f1skiego.\par \f0\par \f1 Rzuciwszy po francusku par\'ea ugrzecznionych przeprosze\'f1, m\'b3odzieniec post\'b9pi\'b3 zn\'f3w krok\'f3w kilka, a\'bf stopniowo, przepraszaj\'b9c dalej bezustannie, zdo\'b3a\'b3 dotrze\'e6 do \'a3ady\'bfy\'f1skiego.\par \f0\par \f1 Ten ju\'bf go by\'b3 zoczy\'b3. Podali sobie r\'eace, witaj\'b9c si\'ea uprzejmie.\par \f0\par - Eh bien, ch\'e8r comte - zagadn\f1\'b9\'b3, z u\'9cmiechem pierwszy pan Emil - jakie\'bf wra\'bfenie z rautu "koroniarzy?.." Trudno si\'ea dosta\'e6, co? Et\f0 , ce qui touche, gospodarza, prezesa, vous ne le verrez probablement pas, bo jest akurat pod przeciwnym biegunem.\par \par \f1 - A ja w\'b3a\'9cnie musz\'ea, bo go nie znam. Pani Dzier\'bfymirska by\'b3a tak bardzo uprzejm\'b9 zaprosi\'e6 mnie, bo z\'b3o\'bfy\'b3em jej wizyt\'ea, lecz prezesa, jako nader zwykle zaj\'eatego podobno, nie widzia\'b3em...\par \f0\par \f1 - Ba... ba... c'est simple - potwierdzi\'b3 \'a3ady\'bfy\'f1ski - nasz prezesunio jest to cz\'b3owiek, kt\'f3ry jest wsz\'eadzie, ale nigdy u siebie w domu... Voulez - vous, przedstawi\'ea pana. W drog\'ea zatem... P\'b3y\'f1my, p\'b3y\'f1my, p\'f3ki czas!.. - zanuciwszy p\'f3\'b3g\'b3osem wyrazy ostatnie, rzek\'b3 starzej\'b9cy si\'ea kawaler, i prowadz\'b9c za sob\'b9 przybysza, pu\'9cci\'b3 si\'ea naprz\'f3d.\par \f0\par \f1 Ostro\'bfnie, z wolna, dwaj panowie posuwa\'e6 si\'ea zacz\'eali. Czynno\'9c\'e6 to za\'9c nie\'b3atw\'b9 by\'b3a. Pr\'f3cz obawy niezr\'eacznego potr\'b9cenia kogo\'9c z wytwornego, a \'9ccie\'9cnionego grona - musieli oni pozatem lawirowa\'e6 jeszcze bardzo zr\'eacznie pomi\'eadzy d\'b3ugiemi trenami pa\'f1... \'a3ady\'bfy\'f1ski jednak radzi\'b3 sobie wybornie. Co chwila k\'b3ania\'b3 si\'ea komu\'9c uprzejmie z daleka, lub wita\'b3 z bliska, przystawa\'b3, rzuca\'b3 dowcipnych s\'b3\'f3w par\'ea - rozst\'eapowano si\'ea przed nim. Szed\'b3 dalej.\par \f0\par - Uf, nous y voil\'e0!..- rzuci\f1\'b3 po niejakim czasie towarzyszowi swemu.\par \f0\par \f1 - Widz\'ea Romana, jak peroruje, c\f0\'e0 va sans dire, o spo\f1\'b3ecznych sprawach... - Och, i pani Ola jest r\'f3wnie\'bf niedaleko!\f0 .. Quelle chance...\par \par \f1 I pan Emil, odwr\'f3ciwszy si\'ea, skorzysta\'b3 z wolniejszej nieco oko\'b3o siebie przestrzeni, wzi\'b9\'b3 pod rami\'ea m\'b3odego cz\'b3owieka i zbli\'bfa\'e6 si\'ea pocz\'b9\'b3 wolno, ku otoczonemu kilkoma rozmawiaj\'b9cymi \'bfywo panami, Dzier\'bfymirskiemu. Id\'b9c za\'9c, podrwiwa\'b3 z cicha, cytuj\'b9c dolatuj\'b9ce g\'b3o\'9cniejsze wyrazy i zdania.\par \f0\par \f1 - A co? nie mia\'b3em racyi ? s\'b3yszy pan ? Cel spo\'b3eczny, - pot\'eaga dzia\'b3alno\'9cci, - punkt kulminacyjny, - przesilenie finansowe - etc. i tak dalej. Jak dowodzi, co? Prawdziwa dystyngowana wie\'bfa Bab\f0 el szumnych frazes\'f3w!\par \par \f1 M\'b3ody cz\'b3owiek s\'b3ucha\'b3 uwa\'bfnie, u\'9cmiechaj\'b9c si\'ea z lekka, tymczasem za\'9c jednak znale\'9fli si\'ea obaj tu\'bf ko\'b3o grupy rozprawiaj\'b9cych zapalczywie m\'ea\'bfczyzn.\par \f0\par \f1 - St\'f3j, panie hrabio, skromnie, a\'bf ja zatamuj\'ea, przerw\'ea ten oto rw\'b9cy potok dyskusyi!.. - odezwa\'b3 si\'ea zn\'f3w \'a3ady\'bfy\'f1ski.\par \f0\par \f1 Nie okaza\'b3o si\'ea to jednak potrzebnem. Dzier\'bfymirski, bierniej od innych bior\'b9cy udzia\'b3 w rozmowie, dojrza\'b3 ju\'bf w\'b3a\'9cnie zbli\'bfaj\'b9cego si\'ea pana Emila. Wyci\'b9gaj\'b9c przyja\'9fnie r\'eak\'ea ku niemu, z serdeczno\'9cci\'b9, przem\'f3wi\'b3:\par \f0\par - \f1 Emilu? Jak si\'ea masz? c\'f3\'bf tak p\'f3\'9fno? \par \f0\par \f1 Romana z \'a3ady\'bfy\'f1skim \'b3\'b9czy\'b3y obecnie stosunki przyja\'9fni szczerej. Dzier\'bfymirski polubi\'b3 szczerze tego weso\'b3ego zawsze, patrz\'b9cego na \'bfycie trze\'9fwo bywalca, a przyjaciela rodziny - \'bfony, nie maj\'b9cego mu przytem za z\'b3e - jak wiadomo - post\'eapku ongi z Ol\'b9.\par \f0\par \f1 - Bynajmniej nie za p\'f3\'9fno - odrzek\'b3 swobodnie zapytany, - od godziny dzi\'9c tak rojno, niby u ministra... Doj\'9c\'e6 do Jego Ekscelencyi nie mog\'b3em... - z uk\'b3onem, doko\'f1czy\'b3 ironicznie.\par \f0\par \f1 - A... tak. Rzeczywi\'9ccie. \'afegnaj\'b9 mnie czule, - w tym samym tonie odpar\'b3 z u\'9cmiechem Dzier\'bfymirski.\par \f0\par \f1 - Czy widzisz, Romanie, - ci\'b9gn\'b9\'b3 \'a3ady\'bfy\'f1ski - tego m\'b3odzie\'f1ca w monoklu, z takiem znawstwem dyskretnem ogl\'b9daj\'b9cego w tej chwili tors hrabiny P ?\par \f0\par \f1 - Widz\'ea i nie znam!.. - zadziwi\'b3 si\'ea Dzier\'bfymirski.\par \f0\par \f1 - Co? pas possible!., - zadrwi\'b3 pan Emil. - Nie znasz swoich go\'9cci? O, panie prezesie, wstyd i ha\'f1ba!.. No, ale nic, wybawi\'ea ci\'ea z k\'b3opotu i przedstawi\'ea ci go. Ja go znam!..\par \f0\par \f1 - Jak si\'ea nazywa? \lang1033\f0 Il a l'air assez bien!..\par \par \lang1045 - Parbleu, \'e7\'e0 va sans di\f1 re. Potomek znakomitego rodu: hrabia Topola-Topolski - obja\'9cni\'b3 \'a3ady\'bfy\'f1ski, z ironi\'b9.\par \f0\par \f1 - No, ju\'bf "Topola", to pewnie dodatek tw\'f3j, Emilu - za\'9cmia\'b3 si\'ea Roman - ale sk\'b9d\'bfe go wyrwa\'b3e\'9c?..\par \f0\par \f1 - Przyby\'b3 z Galicyi, rodem z Ksi\'eastwa Pozna\'f1skiego - zaprosi\'b3a go twoja \'bfona. Strze\'bf si\'ea, prezesie, pani prezesowa ma swoich protegowanych!..\par \f0\par \f1 - No, nie gaw\'ead\'9f, przedstaw mi go, bo biedak si\'ea zanudzi, tak czekaj\'b9c - rzek\'b3 Roman, i uj\'b9wszy rami\'ea przyjaciela, skierowa\'b3 si\'ea ku Topolskiemu, id\'b9c za\'9c, nachylony dyskretnie, szepn\'b9\'b3:\par \f0\par \f1 - Tylko nie przedstawiaj mi go comte Topolski, bo ja zmuszonym b\'ead\'ea wobec drugich uczyni\'e6 to samo... Przecie\'bf to nonsens wierutny tytu\'b3owa\'e6 jakiego\'9c tam Topolskiego hrabi\'b9 tu u nas, gdzie roi si\'ea od autentycznych, historycznych rod\'f3w...\par \f0\par - E !.. d\f1 aj pok\'f3j, obrazi si\'ea, zreszt\'b9 bogaty i epuzer... - odrzek\'b3 z niech\'eaci\'b9 \'a3ady\'bfy\'f1ski - in faut lui laisser son illustre illusion.\par \f0\par \f1 - Ale\'bf w\'b3a\'9cnie, przeciwnie! - przerwa\'b3 Dzier\'bfymirski. - "Bez z\'b3udze\'f1", to najlepsza regu\'b3a. Et je t'en prie, zr\'f3b, jak ci\'ea prosz\'ea...\par \f0\par \f1 - No, dobrze, dobrze... Uspok\'f3j si\'ea zreszt\'b9... Po\'b3kn\'ea "comte", ale je\'9cli mnie ten dudek wyzwie na pojedynek, to musisz by\'e6 sekundantem! - zawyrokowa\'b3, po swojemu, \'a3ady\'bfy\'f1ski.\par \f0\par \f1 - Monsieur Topolski... - szybko wyrzuci\'b3 po chwili, gdy znale\'9fli si\'ea ko\'b3o czekaj\'b9cego na nich m\'b3odzie\'f1ca.\par \f0\par \f1 - Dzier\'bfymirski... \par \f0\par \f1 Po\'9cpieszy\'b3 osobi\'9ccie przedstawi\'e6 si\'ea Roman uprzejmie i natychmiast zagai\'b3 rozmow\'ea.\par \f0\par \f1 - Bardzo mi mi\'b3o widzie\'e6 u siebie go\'9ccia z za Kordonu... Wszak pan przybywa z Galicyi?..\par \f0\par \f1 - Tak jest. Wczoraj w\'b3a\'9cnie mia\'b3em zaszczyt przedstawi\'e6 si\'ea... i tam dalej - recytowa\'b3 po\'9cpiesznie Topolski banaln\'b9 \'9cwiatow\'b9 odpowied\'9f, wyja\'9cniaj\'b9c\'b9 jego tutaj obecno\'9c\'e6 i dotychczasow\'b9 znajomo\'9c\'e6 z gospodarzem.\par \f0\par \f1 - Nie zna pan zatem pewnie wiele os\'f3b - wys\'b3uchawszy go cierpliwie do ko\'f1ca, przem\'f3wi\'b3 Dzier\'bfymirski - tymczasem przedstawi\'ea pana par ci, par l\f0\'e0, zgoda?.. Venons! - dorzuci\f1\'b3 przyja\'9fnie.\par \f0\par \f1 - Bonsoir, monsieur le comte! - w tej samej chwili tu\'bf obok nich rozleg\'b3o si\'ea powitanie zwr\'f3cone do m\'b3odzie\'f1ca, i przed trzema panami stan\'ea\'b3a Ola, w prze\'9clicznej jasnozielonej sukni balowej, mieni\'b9cej si\'ea, przetykanej srebrem, wdzi\'eacznie ubranej kwieciem wodnych nenufar\'f3w.\par \f0\par \f1 Topolski sk\'b3oni\'b3 si\'ea wytwornie i przywita\'b3 z gospodyni\'b9 domu, oraz, z wpraw\'b9 obytego \'9cwiatowca, rozpocz\'b9\'b3 natychmiast rozmow\'ea.\par \f0\par \f1 Po twarzy Dzier\'bfymirskiego tymczasem na s\'b3owa powitalne \'bfony przemkn\'ea\'b3o niezadowolenie widoczne i skrzywi\'b3 si\'ea nieznacznie. Posta\'b3 chwil\'ea w niepewno\'9cci, poczem, zrezygnowany, rzuci\'b3 Topolskiemu uprzejmych s\'b3\'f3w par\'ea i znik\'b3 w t\'b3umie go\'9cci.\par \f0\par Top\f1 olski tymczasem, pomimo powierzchowno\'9cci, na pierwszy rzut oka aroganckiej nieco, okaza\'b3 si\'ea mi\'b3ym i wprawnym "causeur em", a id\'b9c wolno obok Oli, z o\'bfywieniem rozmawia\'e6 z ni\'b9 nie przestawa\'b3.\par \f0\par \f1 - Jak to? - m\'f3wi\'b3a Dzier\'bfymirska - wi\'eac to pan odziedziczy\'b3 maj\'b9tek w naszych stronach... Wolno wiedzie\'e6 nazwisko d\'f3br pa\'f1skich?..\par \f0\par \f1 - Szcz\'easnaja - odpar\'b3 Topolski.\par \f0\par \f1 - Ale\'bf to zaledwie o pi\'ea\'e6 mil od Gowartowa, gdzie z m\'ea\'bfem mieszkamy - obja\'9cni\'b3a towarzysza Ola. - \'8cliczna rezydencya, znam z widzenia... Nie przypuszcza\'b3am zgo\'b3a, \'bfe b\'ead\'ea mia\'b3a w pana s\'b9siada. Bardzo mi mi\'b3o! - doko\'f1czy\'b3a uprzejmie. Topolski sk\'b3oni\'b3 si\'ea, rzuciwszy jednocze\'9cnie zdawkowo - banaln\'b9 grzeczno\'9c\'e6.\par \f0\par \f1 - To pan dziedziczy po hrabi Teodorze Irenhauzie? wszak prawda? - pyta\'b3a dalej Ola.\par \f0\par - Tak, pani;\f1 to by\'b3 m\'f3j dziad stryjeczny... - Tak? no, widzi pan... Zna\'b3am doskonale swego czasu dziadka, pa\'f1skiego, nous sommes donc en pays de connaissance... By\'b3 to bardzo dystyngowany, zacny i mi\'b3y cz\'b3owiek...\par \f0\par - Oh, vous \'eates bien aimable, madame...- zacz\f1\'b9\'b3 sw\'b9 wytworn\'b9 francuszczyzn\'b9 m\'b3odzieniec, lecz przerwa\'b3a mu, sna\'e6 niedos\'b3yszawszy, Ola:\par \f0\par \f1 - I obj\'b9\'b3 pan ju\'bf swe dobra ?.. \par \f0\par \f1 - Nie, pani, jad\'ea tam dopiero za par\'ea tygodni...\par \f0\par \f1 - Pozna pan zatem Ukrain\'ea, - ci\'b9gn\'ea\'b3a dalej swobodnie m\'b3oda kobieta, - kraj to cudny, \'9cliczny, zobaczy pan... Ja go tak lubi\'ea, tak kocham, z ca\'b3ego serca!.. - ko\'f1czy\'b3a, z o\'bfywieniem.\par \f0\par \f1 - Ot bynajmniej nie jest mi obc\'b9 Ukraina - po\'9cpieszy\'b3 z odpowiedzi\'b9 Topolski. - Zazna\'b3em ju\'bf jej uroku, bywa\'b3em bowiem u stryja dawniej, et je suis tout \f0\'e0 \f1 fait de votre opinion madame, c'est un pays charmant... Tyle wdzi\'eaku, cichego czaru, w tych drzemi\'b9cych stepach i polach, tyle poezyi, w jej dumkach, a tyle, tyle t\'easknoty we wszystkiem!.. - z zapa\'b3em, wyg\'b3osi\'b3 ostatnie s\'b3owa Topolski.\par \f0\par Ola, po raz pierwsz\f1 y, spojrza\'b3a na\'f1 uwa\'bfniej. Twarz m\'b3odzie\'f1ca w tej chwili pozby\'b3a si\'ea ca\'b3kiem na\'b3o\'bfonej konwenansowej maski \'9cwiatowca, z\'b3agodnia\'b3a jakby i wypi\'eaknia\'b3a.\par \f0\par \f1 Przesun\'b9wszy uwa\'bfnie swe rozumne spojrzenie po twarzy swego nowopoznanego s\'b9siada wiejskiego w przysz\'b3o\'9cci, Ola zdziwi\'b3a si\'ea w duszy niepomiernie, tymbardziej, \'bfe nie poza bynajmniej, ale przeciwnie, szczero\'9c\'e6 w ostatnich s\'b3owach jego d\'9fwi\'eacza\'b3a. Nie spodziewa\'b3a si\'ea podobnego zwrotu w rozmowie banalnej przeci\'eatnego salonowca, za jakiego wzi\'ea\'b3a nowego go\'9ccia, zamy\'9cli\'b3a si\'ea zatem chwil\'ea, umilk\'b3a, i dopiero, w par\'ea minut p\'f3\'9fniej, przypomniawszy sna\'e6 sobie obowi\'b9zki gospodyni, uprzejmie bardzo zwr\'f3ci\'b3a si\'ea do Topolskiego.\par \f0\par \f1 - Gaw\'eadz\'ea z panem, et j'oublie tout \f0\'e0 fait, comte, que vous connaissez ici tr\'e8s peu de \f1 monde... Wszak prawda? Przyjecha\'b3 pan dni temu par\'ea zaledwie... Przedstawi\'ea pana... donnez moi votre bras, s'il vous plait.\par \f0\par \f1 Z wdzi\'eakiem, Topolski poda\'b3 natychmiast Oli swe rami\'ea, rozp\'b3ywaj\'b9c si\'ea jednocze\'9cnie w podzi\'eakowaniach, grzeczno\'9cciach i zasypuj\'b9c zr\'eacznymi komplementami m\'b3od\'b9 kobiet\'ea... Uprzejma gospodyni tymczasem prowadzi\'b3a go ku grupie siedz\'b9cych starszych dam. Im naprz\'f3d przedstawiwszy go\'9ccia, skin\'ea\'b3a nast\'eapnie na jednego z kr\'eac\'b9cych si\'ea bezczynnie m\'b3odych ludzi, a zapoznawszy z nim swego protegowanego, poleci\'b3a zaprezentowa\'e6 go m\'b3odszym paniom i pannom.\par \f0\par \f1 - Comte Topolski... hrabia Topolski... monsieur le comte Topolski...- rozleg\'b3o si\'ea po chwili tu i tam po salonach, w milkn\'b9cym w\'b3a\'9cnie rozm\'f3w gwarze, t\'b3o fortepianu bowiem, stoj\'b9cego na zaimprowizowanej estradzie, zbli\'bfa\'b3a si\'ea w tej samej w\'b3a\'9cnie chwili s\'b3awna artystka, \'9cpiewaczka w\'b3oska...\par \f0\par \f1 Akompaniowa\'e6 jej zamierza\'b3 znany profesor i muzyk.\par \f0\par \f1 Topolski zacz\'b9\'b3 przyciszonym g\'b3osem zabawia\'e6 grup\'ea pa\'f1 i panien, wesp\'f3\'b3 z wyfraczon\'b9 i wymuskan\'b9 m\'b3odzie\'bf\'b9, uwaga za\'9c powszechna zwr\'f3ci\'b3a si\'ea jednocze\'9cnie na m\'b3od\'b9 i pi\'eakn\'b9 W\'b3oszk\'ea.\par \f0\par \f1 Coraz ciszej i ciszej, cho\'e6 opornie, umilk\'b3 w ko\'f1cu, niby morze, t\'b3um wytworny i s\'b3ucha\'e6 pocz\'eato, z pozornem zaj\'eaciem...\par \f0\par \f1 Wreszcie, w ciszy wzgl\'eadnej jeszcze, odezwa\'b3y si\'ea pierwsze akordy, a w \'9clad zatem obi\'b3 si\'ea o \'9cciany salon\'f3w i uszy s\'b3uchaczy melodyjny, o cudnem aksamitnem brzmieniu, kontralt kobiecy. Z\'b3\'b9czona w harmonijn\'b9 ca\'b3o\'9c\'e6 z muzyk\'b9 fortepianu, rozleg\'b3a si\'ea, zadr\'bfa\'b3a uczuciem w\'b3oska pie\'9c\'f1 nami\'eatna i jak \'9cwie\'bfe tchnienie z pod nieba Italii, sp\'b3yn\'ea\'b3a urocza, na rojn\'b9 mas\'ea go\'9cci...\par \f0\par \f1 Wstrz\'b9sn\'b9wszy za\'9c gam\'b9 ton\'f3w przepe\'b3nione salony, polecia\'b3a pie\'9c\'f1 czysta, skrzydlata, daleko - wyrwa\'b3a si\'ea przez okna na ulice miasta pot\'ea\'bfna, silna, wcisn\'ea\'b3a si\'ea do ka\'bfdego zak\'b9tka mieszkania Dzier\'bfymirskich - zbudzi\'b3a swym czarem dalekim siedz\'b9cego w zadumie w jednym z najbardziej oddalonych fumoir'\'f3w, Romana.\par \f0\par \f1 Podni\'f3s\'b3 g\'b3ow\'ea instynktownie, ws\'b3ucha\'b3 si\'ea w modulowan\'b9 artystycznie pie\'9c\'f1 i westchn\'b9\'b3 po kilkakrotnie...\par \f0\par \f1 Korzystaj\'b9c ze zwr\'f3conej og\'f3lnie uwagi na maj\'b9cy si\'ea rozpocz\'b9\'e6 wkr\'f3tce popis koncertowy, Dzier\'bfymirski znu\'bfony schroni\'b3 si\'ea by\'b3 tutaj.\par \f0\par \f1 My\'9cli d\'b3u\'bfej go przytrzyma\'b3y. Teraz za\'9c, s\'b3ysz\'b9c daleki, cichn\'b9cy stopniowo szmer t\'b3umnego zebrania, a p\'f3\'9fniej wyra\'9fne tony pie\'9cni znakomitej \'9cpiewaczki, z\'b3agodzone oddaleniem, pi\'eakne, marz\'b9ce, drgaj\'b9ce uczuciem i si\'b3\'b9 - Roman, w milczeniu s\'b3ucha\'b3 nieporuszony - jakby zakl\'eaty... I odej\'9c\'e6 st\'b9d nie chcia\'b3o mu si\'ea wcale...\par \f0\par \f1 Poddaj\'b9c si\'ea bowiem urokowi s\'b3uchanej pie\'9cni, porusza\'b3y si\'ea, tr\'b9cone jakby czyj\'b9\'9c d\'b3oni\'b9 z lekka, jakie\'9c struny w jego duszy, kwili\'b3y cicho, gra\'b3y...\par \f0\par \f1 Tymczasem nami\'eatny glos W\'b3oszki r\'f3s\'b3, pot\'ea\'bfnia\'b3...\par \f0\par \f1 Wreszcie w po\'bfegnalnym rytmie ostatnie, dono\'9cne, s\'b3owa pie\'9cni zabrzmia\'b3y - pola\'b3y si\'ea law\'b9 jakby ekstazy, rozkoszy, upojenia, wstrz\'b9sn\'ea\'b3y \'9ccianami cichej komnaty, a dobieg\'b3y a\'bf tu, pod stopy Dzier\'bfymirskiego, i zgas\'b3y...\par \f0\par \f1 Nasta\'b3a drobna chwilka zupe\'b3nego milczenia, poczem, zg\'b3uszony nieco oddaleniem, zabrzmia\'b3 oklask przeci\'b9g\'b3y, d\'b3ugi, szczery...\par \f0\par \f1 Roman przetar\'b3 d\'b3oni\'b9 czo\'b3o i powsta\'b3... Trzeba by\'b3o powraca\'e6 do obowi\'b9zk\'f3w niestrudzonego gospodarza domu.\par \f0\par \f1 A tak dobrze by\'b3o mu tutaj! Dawno nie pami\'eata tak cichej, niczem nie zam\'b9conej chwili, bez zgrzytu \'bfadnego, bez rozterki...\par \f0\par \f1 Rozterka!.. By\'b3a przecie\'bf ona jego \'bfyciem. Tak. Nie tem zewn\'eatrznem, dla ludzi, dla \'9cwiata, ale tem prawdziwem, wewn\'eatrznem - dla siebie.\par \f0\par \f1 Cie\'f1 smutku powlek\'b3 pi\'eakne rysy Dzier\'bfymirskiego; rozpami\'eatuj\'b9c co\'9c, zaduma\'b3 si\'ea on znowu.\par \f0\par \f1 Nagle brwi zmarszczy\'b3, i jakby przypomniawszy co\'9c sobie, si\'eagn\'b9\'b3 szybko do kieszeni fraka, sk\'b9d wyj\'b9\'b3 welinow\'b9 pod\'b3u\'bfn\'b9 kopert\'ea. Rzuciwszy uwa\'bfnem okiem na wypisany, dr\'bf\'b9c\'b9 r\'eak\'b9, dok\'b3adny adres, odczytywa\'e6 go pocz\'b9\'b3. By\'b3 to za\'9c list do niejakiego pana Wiktora Orl\'eackiego w Pary\'bfu. O pismo to chodzi\'b3o Romanowi bardzo od kilku ju\'bf tygodni, to jest od czasu, gdy si\'ea dowiedzia\'b3, \'bfe wzmiankowany powy\'bfej, Wiktor Orl\'eacki, zamieszka\'b3 w stolicy \'9cwiata z oszcz\'eadno\'9cci i musu po stracie -maj\'b9tkowej, wynik\'b3ej, jak m\'f3wiono, ze zguby, przed samym terminem licytacyi maj\'b9tkowej, sumy pieni\'ea\'bf\f0 nej.\par \par \f1 Opowiadanie to, pos\'b3yszane przypadkiem, uderzy\'b3o Romana Dzier\'bfymirskiego. Rodziny Orl\'eackich nie zna\'b3, szczeg\'f3\'b3\'f3w dowiedzie\'e6 si\'ea nie m\'f3g\'b3... Wiadomo\'9c\'e6 ta jednak niepokoi\'b3a go; ogarnia\'e6 go pocz\'ea\'b3a ch\'ea\'e6 niezbadana stanowczego zobaczenia si\'ea, z owym Wiktorem Orl\'eackim, oraz wybadania go zr\'eacznego.\par \f0\par \f1 I od chwili tej nie zna\'b3 ju\'bf pragnie\'f1 innych...\par \f0\par \f1 Wreszcie pozna\'b3 si\'ea umy\'9clnie pewnego dnia z bogaczem, s\'b3awnym odludkiem i dziwakiem, Hugonem Orl\'eackim, jedynym krewnym zamieszka\'b3ego, w Pary\'bfu Wiktora, by w jakikolwiek b\'b9d\'9f spos\'f3b m\'f3c dotrze\'e6 przez niego do nieznanego mu zgo\'b3a cz\'b3owieka, a trzymaj\'b9cego, mo\'bfe, kto wie, ni\'e6 jego w\'b3asnej zagadki! Dzi\'9c dopiero, na kilka godzin przed rautem, uda\'b3o si\'ea zdoby\'e6 list od starego samoluba, dla kt\'f3rego napisanie go nawet by\'b3o ofiar\'b9 niew\'b9tpliwie wielk\'b9, zerwa\'b3 bowiem zupe\'b3nie stosunki ze swym krewnym.\par \f0\par \f1 Pismo to by\'b3o w kwestyi oderwanej ca\'b3kiem; tre\'9c\'e6, poddana przez samego Romana, poleca\'b3a tylko oddawc\'ea w pewnej sprawie wzgl\'eadem synowca starego bogacza, posiadaj\'b9c jednak list \'f3w w kieszeni, Dzier\'bfymirski odetchn\'b9\'b3. \'a3atwiej mu ju\'bf bowiem by\'b3o, maj\'b9c sposobno\'9c\'e6 poznania owego Orl\'eackiego, potr\'b9ci\'e6 w rozmowie z nim o temat pieni\'ea\'bfnej zguby, kt\'f3rego, jako obcy zupe\'b3nie, prawdopodobnie tkn\'b9\'e6 by nawet z nim nie m\'f3g\'b3.\par \f0\par - Ba!.. jesz\f1 cze jeden... - westchn\'b9\'b3 Dzier\'bfymirski i skierowa\'b3 si\'ea \'9cpiesznym krokiem ku rozbrzmiewaj\'b9cym ju\'bf wrzaw\'b9 salonom.\par \f0\par \f1 Tam, po uczcie artystycznej ducha, przechodzono w\'b3a\'9cnie do du\'bfej pustej jadalnej sali, by z kolei przyst\'b9pi\'e6 do uczty cia\'b3a i pokrzepi\'e6 si\'ea jad\'b3em, za stawionem poka\'9fnie i suto, na olbrzymim pod\'b3u\'bfnym, przybranym kwiatami, stole.\par \f0\par \f1 Roman stan\'b9\'b3 w cieniu portyery, u wej\'9ccia jednego z ustronnych buduar\'f3w, gdzie w tej chwili nie by\'b3o nikogo, i obj\'b9\'b3 spojrzeniem swych go\'9cci.\par \f0\par W jego ogromnych salo\f1 nach by\'b3o ju\'bf nieco przestronniej; tu i tam siedziano jeszcze, rozmawiano, lub przechadzano si\'ea swobodniej... Wypuklej wyst\'eapowa\'b3y teraz wspania\'b3e toalety kobiet, mieni\'b3y si\'ea t\'eaczowymi kolory.\par \f0\par \f1 Na alabastrowych szyjach, piersiach i ramionach wachluj\'b9cych si\'ea zalotnie dam, \'b3atwiej mo\'bfna by\'b3o dojrze\'e6 obecnie wspania\'b3e klejnoty, po\'b3yskuj\'b9ce, na r\'f3wni ze spojrzeniami ich oczu...\par \f0\par \f1 Na lewo za\'9c, ku sali jadalnej, \'9ccisk natomiast panowa\'b3. Wiele os\'f3b dyskretnie w ostatnim, trzecim z rz\'eadu, salonie, oczekiwa\'b3o, rautuj\'b9c tymczasowo, kolei swej, bo przy sto\'b3ach biesiadnych pe\'b3no ju\'bf by\'b3o go\'9cci, posilaj\'b9cych si\'ea, przewa\'bfnie stoj\'b9c, wystawn\'b9, urz\'b9dzon\'b9 na zimno kolacy\'b9. Paniom i pannom us\'b3ugiwali panowie, jedz\'b9c, flirtuj\'b9c, \'9cmiej\'b9c si\'ea i bawi\'b9c weso\'b3o.\par \f0\par \f1 Obejmuj\'b9c sale wzrokiem, d\'b3u\'bfsz\'b9 ju\'bf chwil\'ea sta\'b3 tak Dzier\'bfymirski, a na twarzy jego, w \'9clad za\par pewnym jakby odblaskiem wewn\'eatrznej pr\'f3\'bfno\'9cci, zawita\'b3 teraz melancholijny cie\'f1...\par \f0\par \f1 - Przyszli tutaj - my\'9cla\'b3 - tak, stawili si\'ea z r\'f3\'bfnych oboz\'f3w, sfer, przybyli i wielcy, i mali, bawi\'b9 si\'ea obecnie swobodnie, weseli, splataj\'b9c zarazem sw\'b9 obecno\'9cci\'b9 d\'b3ug grzeczno\'9cci \'9cwiatowej, zaci\'b9gni\'eaty u niego - po\'bfyczk\'ea moralnych us\'b3ug, czynno\'9cci, zabieg\'f3w...\par \f0\par \f1 Ha, zapewne! Lecz gdyby tak oto niespodzianie, nagle, dowiedzieli si\'ea tutaj oni wszyscy, co poza jego, Dzier\'bfymirskiego, pow\'b3ok\'b9 si\'ea kryje, gdyby w zawrotn\'b9 g\'b3\'b9b duszy jego zajrzeli!..\par \f0\par \f1 O, niew\'b9tpliwie! Przeczytawszy ukryt\'b9 tam tajemnic\'ea, odwr\'f3ciliby si\'ea ze wzgard\'b9...\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski nieuczciwy? Jak to?.. Prezes, wiceprezes, cz\'b3owiek czynu, energii, \'bfelaznej woli, nasz najzdolniejszy, znany i powa\'bfany w szerokich ko\'b3ach miasta?..\par \f0\par \f1 Jaka\'9c pe\'b3na zgrzyt\'f3w, piek\'b9ca ironia roze\'9cmia\'b3a si\'ea na glos w duszy Romana.\par \f0\par - Ha-ha-ha!.. ha-ha-ha !.. Oszukujesz ich ty!.. Ty, czczony, wielki! Zasypuj\f1 esz im oczy b\'b3yszcz\'b9cym piaskiem, kpisz sobie w duchu z nich wszystkich!..\par \f0\par \f1 Roman wstrz\'b9sn\'b9\'b3 si\'ea... W przywidzeniu nag\'b3em ujrza\'b3 on te klasy, sfery - tych wszystkich, przechadzaj\'b9cych si\'ea przed nim, strojnych ludzi, unikaj\'b9cych jego wzroku, uk\'b3onu, uchylaj\'b9cych si\'ea od podania mu r\'eaki, ze wzgard\'b9 zimn\'b9, such\'b9 na obliczu...\par \f0\par \f1 I Dzier\'bfymirski, wzburzony nagle, podni\'f3s\'b3 g\'b3ow\'ea hardo, wstrz\'b9sn\'b9\'b3 bujn\'b9 czupryn\'b9, \'9cniada twarz jego przybra\'b3a wyraz energii, oraz niez\'b3omnej woli, i wyszepta\'b3:\par \f0\par \f1 - Nie dam si\'ea, nie dam!.. - zacisn\'b9\'b3 instynktownie pi\'ea\'9cci i doko\'f1czy\'b3 ciszej jeszcze: - Korz\'b9 si\'ea oni przede mn\'b9, kornymi zostan\'b9; bo ja tak chc\'ea i tak by\'e6 musi!..\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski bowiem w tej chwili nie ba\'b3 si\'ea rzeczywi\'9ccie ciemnej, nierozwi\'b9zanej jeszcze \'bfycia zagadki - ufa\'b3 w siebie!..\par \f0\par \f1 W ukryciu swem, niedostrze\'bfony przez nikogo, sta\'b3 d\'b3ugo jeszcze... Uspakaja\'b3 si\'ea stopniowo, a z r\'f3wnowag\'b9 umys\'b3ow\'b9, wywalczan\'b9 zwykle wol\'b9 \'bfelazn\'b9 - codzienny, tajony przed drugimi, smutek, pe\'b3ny samowiedzy, po raz setny znowu wst\'eapowa\'b3 do \f0 duszy jego.\par \par \f1 - Galernikiem jestem!... - szepn\'b9\'b3 Roman z gorycz\'b9. - Nie tym, z pi\'eatnem ludzkiej sprawiedliwo\'9cci na czole, pot\'eapianym, ale mo\'bfe gorszym jeszcze, bo moralnym - tym, kt\'f3remu honory pod nogi rzucaj\'b9 hojnie, a on je z rumie\'f1cem wstydu ukry\'e6 by rad przed sumieniem, lecz nie mo\'bfe!. W ciemni\'ea zagadki wpatrzony b\'b3\'eadnie, wij\'b9cy si\'ea bezustannie w ducha rozterce, niewolnikiem b\'b3\'eadnego ko\'b3a przeznaczenia w\'b3asnego jestem, bryzgaj\'b9cym \'9cwiatu fa\'b3szem mego "ja", potrafi\'b9cym go odurzy\'e6 komedy\'b9, gran\'b9 znakomicie, nie mog\'b9cym za\'9c, niestety, zag\'b3uszyli tylko - siebie!..\par \f0\par \f1 (przypis - tu ksi\'b9\'bfk\'b9 jest spalona, elementy wzi\'eate w nawias kwadratowy s\'b9 doko\'f1czeniem wyrazu, b\'b9d\'9f oznaczeniem przerwy w tek\'9ccie)\par \f0\par \f1 I Dzier\'bfymirski przesun\'b9\'b3 d\'b3o\'f1 po czole, jakby pragn\'b9c zetrze\'e6 z niego ostatecznie my\'9cli niepos\'b3uszne. Stan\'b9\'b3 po chwili przed lustrem, rozczesa\'b3 starannie w\'b3osy i brod\'ea, poprawi\'b3 szczeg\'f3[\'b3y swej] toalety, a przybrawszy zwyk\'b3\'b9 codzie[nn\'b9 poz\'ea] oblicza - przest\'b9pi\'b3 spr\'ea\'bfy\'9ccie pr\'f3g z[ bu]duaru... Rzuci\'b3 znowu ocz\f0 yma po salac[h ].\par \par \f1 Druga, czy trzecia partya go\'9cci [ ]raz wieczerz\'ea, a tamci, syci, przechad[zali si\'ea po] nim. Nagle ujrza\'b3 w dali sylwetk\'ea w[ ] szukaj\'b9cej uparcie wzrokiem kogo\'9c ws[zak po] chwili oczy ich spotka\'b3y si\'ea, Ola u\'9cmie[chn\'ea\'b3a si\'ea ] i przyzywa\'e6 go pocz\'ea\'b3a skinieniem g\'b3owy. [R\'f3wnocze]\'9cnie kto\'9c szybko uchwyci\'b3 za r\'eak\'ea Romana.\par \f0\par \f1 - Qua diable, ekscelencyo!.. - zabrzmia\'b3 g\'b3os \'a3ady\'bfy\'f1skiego. - Co z tob\'b9 si\'ea dzieje? Kolacya rozpocz\'eata, pani Ola ci\'ea szuka, go\'9ccie dopytuj\'b9 si\'ea o ciebie bezustannie, a ty\'9c, jak w wod\'ea wpad\'b3... B\'f3j si\'ea Boga, wielki cz\'b3owieku, c\'f3\'bf z ciebie za gospodarz domu!?.. - i pan Emil, wzi\'b9wszy pod r\'eak\'ea Dzier\'bfymirskiego, prowadzi\'e6 go pocz\'b9\'b3 poprzez salony.\par \f0\par \f1 Roman za\'9c teraz dopiero zda\'b3 sobie sprawy dok\'b3adnie, jak widocznie d\'b3ugo nie by\'b3o go pomi\'eadzy go\'9c\'e6mi.\par \f0\par \f1 - Telefonowano do mnie, interes bardzo wa\'bfny!.. Napr\'eadce za\'b3atwi\'e6 musia\'b3em korespondency\'ea... - sk\'b3ama\'b3 g\'b3adko.\par \f0\par \f1 - Ach, zawsze z ciebie ten sam interesoman - za\'9cmia\'b3 si\'ea \'a3ady\'bfy\'f1ski - wiesz co ? Ja my\'9cl\'ea, \'bfe je\'bfeli tak d\'b3u\'bfej potrwa, to i w nocy b\'eadziesz przewodniczy\'b3 sesyom, a niby \'9c. p. Napoleon godzin par\'ea tylko spoczywa\'b3 w obj\'eaciach Morfeusza!..\par \f0\par (przypis - druga strona spalenizny)\par \par \f1 [Rom]an na t\'ea uwag\'ea nic nie odpowiedzia\'b3, bo [ ]go. Panowie i panie przyw\'b3aszczali so[bie ]gi nieobecnego tak d\'b3ugo gospodarza do[ ]i\'ea z nim w rozmowy, na kt\'f3rych dnie, [ ]ry\'b3 si\'ea i tu nawet, zr\'eacznie wyzyskuj\'b9cy [ int]eres osobisty.\par \f0\par \f1 [Dzier\'bfy]mirski za\'9c, ze zwyk\'b3\'b9 sobie pozorn\'b9 po[wag\'b9 ] poddawa\'b3 si\'ea temu wszystkiemu uprzej[mie rozmaw]ia\'b3 z o\'bfywieniem i niebawem znik\'b3 z oczu, [ ] fal\'b9 go\'9cci. W tryby swe, k\'f3\'b3eczka i ko\'b3a [ ]a\'b3a go znowu machina \'bfycia, \'9ccieraj\'b9c walk\'ea [my]\'9cli, wra\'bfenia z przed chwili, barwnym, bawi\'b9cym si\'ea "towarzyskim \'9cwiatem", tak, jak wczoraj czyni\'b3a to interesami, sesyami, prac\'b9 spo\'b3eczn\'b9, lub czem innem wreszcie...\par \f0\par \f1 To w\'b3a\'9cnie \'bfycie czynne by\'b3o najwi\'eakszem mo\'bfe czasowem lekarstwem Romana - by\'b3o jego morfin\'b9, kt\'f3rej za moraln\'b9 dawk\'b9 zapomina\'b3 chwilowo o wszystkiem.\par \f0\par Tymczasem czas mkn\f1\'b9\'b3 szybko. Po sko\'f1czonej ju\'bf zupe\'b3nie kolacyi, przez czas kr\'f3tki do kulminacyjnego punktu o\'bfywienia doszed\'b3 raut prezesowstwa Dzier\'bfymirskich... Salony rozbrzmia\'b3y zdwojon\'b9 zabaw\'b9 i rozmow\'b9. Na wszystkich prawie twarzach widnia\'b3o szczere zadowolenie, co w wielkiej mierze zawdzi\'eaczano niezmordowanym, go\'9ccinnej uprzejmo\'9cci pe\'b3nym zabiegom Romana i Oli.\par \f0\par \f1 Eleganckie ich sylwetki, w\'9cr\'f3d barwnej l\'9cni\'b9cej fali zaproszonych os\'f3b, miga\'b3y szybko, znajdowa\'b3y, zdawa\'b3o si\'ea, wsz\'eadzie, by tylko uprzyjemni\'e6, rozrusza\'e6 i zabawi\'e6 wszystkich, umiej\'eatnem przedstawianiem, dobieraniem wzajemnem k\'f3\'b3 i k\'f3\'b3eczek swych go\'9cci.\par \f0\par \f1 Wreszcie stopniowo, z wolna, w salonach ukazywa\'e6 si\'ea pocz\'ea\'b3o coraz wi\'eacej swobodnego miejsca...\par \f0\par \f1 Wybi\'b3a gdzie\'9c godzina wp\'f3\'b3 do trzeciej. High life miejscowy pierwszy da\'b3o has\'b3o do odwrotu, za jego przyk\'b3adem, \'9cladem posz\'b3y i sfery inne... Przed domem, oraz na asfalcie obszernego dziedzi\'f1ca zat\'eatnia\'b3y liczne uderzenia kopyt ko\'f1skich, zamajaczy\'b3y ogniki u latar\'f1 dziesi\'b9tek powoz\'f3w i karet. Rozje\'bfd\'bfa\'b3o si\'ea t\'b3umnie i coraz szybciej.\par \f0\par \f1 U wej\'9ccia wyludniaj\'b9cych si\'ea coraz bardziej salon\'f3w, znowu stali teraz Dzier\'bfymirscy, \'bfegnaj\'b9c wszystkich serdecznie i grzecznie nad wyraz.\par \f0\par \f1 - N'est ce pas ? do zahaczenia w Gowartowie?.. - rzuci\'b3a na po\'bfegnanie Ola odchodz\'b9cemu ju\'bf w tej\'bfe chwili Topolskiemu.\par \f0\par \f1 - Najmilszym to dla mnie b\'eadzie obowi\'b9zkiem!.. - zabrzmia\'b3a, w uk\'b3onie wytwornym skwapliwa jego odpowied\'9f.\par \f0\par *******************************************\par \par Noc wiosenna, cicha, przez otwarte wszystkich apartament\'f3w okna, z\f1 ajrza\'b3a w swej gwia\'9fdzistej szacie do salon\'f3w Dzier\'bfymirskich.\par \f0\par \f1 Ciep\'b3ym, rze\'9fkim powiewem zmiesza\'b3a si\'ea ona z pozosta\'b3\'b9 tu woni\'b9 perfum, potu cia\'b3a i oddech\'f3w ludzkich, - tchnieniem swem dotkn\'ea\'b3a g\'b3\'f3w siedz\'b9cych w zacisznym buduarze Romana i Oli.\par \f0\par Ola z \f1 lubo\'9cci\'b9 wci\'b9gn\'ea\'b3a w piersi oddech wiosennej nocy, poczem rzek\'b3a:\par \f0\par \f1 - Ach, jak przyjemnie... czujesz, Romciu? Co za mi\'b3y i \'9cwie\'bfy powiew!..\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski, pal\'b9cy w zamy\'9cleniu papierosa, spojrza\'b3 na wdzi\'eaczn\'b9 posta\'e6 \'bfony, opi\'eat\'b9 zgrabnie w \'9cliczn\'b9 dekoltowan\'b9 sukni\'ea, i d\'b3u\'bfej zatrzymawszy na niej spojrzenie, milcz\'b9c, z u\'9cmiechem skin\'b9\'b3 potakuj\'b9co g\'b3ow\'b9; po chwili za\'9c rzuci\'b3 papierosa precz od siebie i przysun\'b9wszy fotel bli\'bfej do kanapki; gdzie siedzia\'b3a Ola, po\'b3o\'bfy\'b3 mi\'eakk\'b9 d\'b3o\'f1 sw\'b9 na jej ma\'b3ej r\'b9czce.\par \f0\par - \f1 Wiesz, kochanie - rzek\'b3 \'b3agodnie i z wolna - \'bfe ja ju\'bf jutro do Pary\'bfa jecha\'e6 musz\'ea...\par \f0\par \f1 - Ju\'bf jutro?.. - wykrzykn\'ea\'b3a ze zdziwieniem Ola. - Mieli\'9cmy jecha\'e6 razem do Gowartowa - doda\'b3a nast\'eapnie z \'bfalem - a ty za granic\'ea dopiero p\'f3\'9fniej...\par \f0\par I oczy Oli poci\f1 emnia\'b3y nieco, na twarzy za\'9c odbi\'b3 si\'ea cie\'f1 widocznego jakby rozczarowania. Dzier\'bfymirski u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea na t\'ea mink\'ea niezadowolon\'b9.\par \f0\par \f1 - Dba jednak o mnie i kocha... - przemkn\'ea\'b3o mu przez my\'9cl, poczem \'b3agodnie, g\'b3aszcz\'b9c d\'b3oni\'b9 r\'b9czk\'ea Oli, m\'f3wi\'b3 pieszczotliwie zn\'f3w dalej, pali\'b3y go ju\'bf bowiem gor\'b9czk\'b9: list schowany w kieszeni i nadzieja wpadni\'eacia mo\'bfe na tak dawno poszukiwany trop.\par \f0\par \f1 - Wierz mi, zwleka\'e6 nie mog\'ea, musz\'ea jecha\'e6 natychmiast... Zreszt\'b9 przyjad\'ea do Gowartowa p\'f3\'9fniej.\par \f0\par \f1 - Ale\'bf wczoraj jeszcze - \'bfachn\'ea\'b3a si\'ea Ola - m\'f3wi\'b3e\'9c mi, \'bfe nic tak dalece pilnego nie powo\'b3uje ci\'ea...\par \f0\par \f1 - Ho-ho gniewy!.. - zauwa\'bfy\'b3 lekko i \'bfartobliwie Dzier\'bfymirski. - C\'f3\'bf to, mo\'bfe moja pani chcia\'b3aby mnie mie\'e6 tak ci\'b9gle \f0\'e0 ses trousses?.. - I m\'f3wi\f1\'b9c to, powsta\'b3, zbli\'bfy\'b3 si\'ea do \'bfony, a uj\'b9wszy jej obie d\'b3onie, po\'b3o\'bfy\'b3 je u\'9cmiechni\'eaty sobie na twarzy i wargami muska\'e6 pocz\'b9\'b3 delikatnie, bawi\'b9c si\'ea jednocze\'9cnie brz\'eacz\'b9cemi na r\'b9czkach Oli bransoletkami.\par \f0\par \f1 - Oj, kotku, koteczku ty m\'f3j drogi, kochany! wczoraj... - przedrze\'9fnia\'b3 z kolei - wczoraj nic nie wiedzia\'b3em jeszcze, a dzi\'9c... - tu Roman spu\'9cci\'b3 oczy - na raucie w\'b3a\'9cnie uchwalili\'9cmy razem z cz\'b3onkami nowozak\'b3adaj\'b9cej si\'ea wsp\'f3\'b3ki Przemys\'b3u Fabryczno - Krajowego, \'bfe ja, jako delegowany, musz\'ea, jecha\'e6 czempr\'eadzej do Pary\'bfa, w celu obejrzenia na miejscu udoskonale\'f1 fabrycznych...\par \f0\par \f1 Roman umilk\'b3, pu\'9cci\'b3 delikatnie d\'b3onie \'bfony i wyj\'b9\'b3 ruchem szybkim zegarek.\par \f0\par \f1 - Oho - po trzeciej... P\'f3\'9fno, cherie, ju\'bf k\'b3a\'9c\'e6 si\'ea pora - i ko\'f1cz\'b9c jakby poprzedni\'b9 rozmow\'ea, dorzuci\'b3: - No, i c\'f3\'bf, moje \'bfycie, widzisz teraz, i\'bf nie jecha\'e6 jutro nie mog\'ea...\par \f0\par \f1 - Zapewne. Ty zawsze nie mo\'bfesz, gdy nie chcesz! No, ale c\'f3\'bf robi\'e6... Jed\'9f... Tylko w takim razie prosz\'ea mi d\'b3ugo tam nie siedzie\'e6 i pisa\'e6 listy codziennie. Koniecznie... By nie zapomnie\'e6 o mnie zupe\'b3nie - tu Ola z u\'9cmiechem pogrozi\'b3a m\'ea\'bfowi palcem i doda\'b3a jeszcze: - bo Pary\'bf - Pary\'bfem, ho, ho, ja znam si\'ea na tem!.. Nie oszukasz mnie tak \'b3atwo...\par \f0\par \f1 - Ale c\'f3\'bf znowu? - \'bfachn\'b9\'b3 si\'ea Dzier\'bfymirski, ale tym razem zupe\'b3nie szczerze. - C\'f3\'bf za my\'9cli - u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea, a potem dorzuci\'b3 ca\'b3kiem powa\'bfnie: - Wiesz przecie, \'bfe pr\'f3cz ciebie, \'bfadna na \'9cwiecie kobieta nie obchodzi mnie zgo\'b3a!..\par \f0\par \f1 Z wdzi\'eaczno\'9cci\'b9 spojrza\'b3a na\'f1 Ola.\par \f0\par \f1 - Wiem i wierz\'ea - rzek\'b3a - a poniewa\'bf i mnie t\'easkno bez pana mego b\'eadzie, wi\'eac i ja jutro pojad\'ea...\par \f0\par \f1 Zatrzyma\'b3a si\'ea, spojrzawszy filuternie na m\'ea\'bfa, cie\'f1 bowiem mimowolny przebieg\'b3 po twarzy jego...\par \f0\par \f1 - Nie, nie do Pary\'bfa!.. - roze\'9cmia\'b3a si\'ea szczerze, jakby my\'9cli Romana zgaduj\'b9c - ale do Gowartowa!..\par \f0\par \f1 U\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea z kolei Dzier\'bfymirski.\par \f0\par - \f1 Dobrze! - wykrzykn\'b9\'b3 weso\'b3o. - Zatem jutro - marsz! Poniewa\'bf za\'9c poci\'b9g m\'f3j wychodzi p\'f3\'9fniej od twego, wy\'9cl\'ea pakunki nasze przez s\'b3u\'bfb\'ea i odwioz\'ea ci\'ea na kolej powozem. A teraz - ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej - spa\'e6!... Dobranoc, kochanie, zm\'eaczon\'b9 jeste\'9c.\par \f0\par \f1 Poca\'b3owa\'b3 Ol\'ea serdecznie w obie r\'eace i czo\'b3o - ma\'b3\'bfe\'f1stwo znu\'bfone rozesz\'b3o si\'ea...\par \f0\par \f1 Niebawem w apartamentach prezesowstwa Dzier\'bfymirskich pogas\'b3y wszystkie \'9cwiat\'b3a. Cisza i u\'9cpienie, prowadz\'b9c si\'ea za r\'eace, wst\'b9pi\'b3y do roj\'b9cych si\'ea tak niedawno od ludzi salon\'f3w, buduar\'f3w - rozpostar\'b3y si\'ea wsz\'eadzie i mrokiem sennym otuli\'b3y wszystko doko\'b3a.\par \f0\par \lang1033 --------\par \par \par - Paris!.. Tout le monde descend!.. \lang1045 Paris!..\par \par \f1 Okrzyk ten j\'eadrny, dono\'9cny, a wyrzeczony najczystszym francuskim akcentem, obi\'b3 si\'ea o s\'b3uch pasa\'bfer\'f3w poci\'b9gu, podje\'bfd\'bfaj\'b9cego pod oszklone arkady paryskiego dworca, i zbudzi\'b3 drzemi\'b9cego w wagonowym przedziale Dzier\'bfymirskiego.\par \f0\par \f1 - Par... - ris !.. - zabrzmia\'b3o przeci\'b9gle raz jeszcze pod samem oknem wagonu i drzwiczki szybko roztworzono nagle... Roman zerwa\'b3 si\'ea, a pochwyciwszy podr\'f3\'bfn\'b9 torebk\'ea, wyskoczy\'b3 \'9cpiesznie na peron.\par \f0\par \f1 Bieganina, ruch, zgie\'b3k, ogarn\'ea\'b3y go natychmiast, oszo\'b3omi\'b3y chwilowo ca\'b3kiem; w par\'ea minut dopiero, zoryentowawszy si\'ea, poszed\'b3 Dzier\'bfymirski do rewizyjnej sali, gdzie pobie\'bfn\'b9 z baga\'bfem swym za\'b3atwiwszy formalno\'9c\'e6, w kwadrans p\'f3\'9fniej znalaz\'b3 si\'ea ju\'bf w doro\'bfce, na bulwarach.\par \f0\par \f1 Zapaliwszy cygaro i rozpar\'b3szy si\'ea wygodnie, z przyjemno\'9cci\'b9 przypatrywa\'b3 si\'ea on teraz od bardzo ju\'bf dawna nie widzianej nadsekwa\'f1skiej stolicy.\par \f0\par \f1\'8crodkiem bulwaru Sewastopolskiego, ulic\'b9, wymija\'b3y go ogromne, zielone tramwaje elektryczne, r\'f3\'bfnobarwne omnibusy konne, ekwipa\'bfe, samochody; ca\'b3y zast\'eap ruchliwy pojazd\'f3w tamowa\'b3 co chwila wir miasta, na sekund kilka wielokrotnie zatrzymywa\'e6 si\'ea by\'b3a zmuszona wioz\'b9ca Romana doro\'bfka; policyjna w mantylach ciemnych krzykliwie czyni\'b3a porz\'b9dek - poczem ruszano znowu.\par \f0\par \f1 A pod wynios\'b3emi drzewami, po bokach, snu\'b3y si\'ea po\'9cpiesznie przechodni\'f3w roje; na werandach mnogich kawiarni, zajmuj\'b9cych cz\'ea\'9c\'e6 chodnika, pe\'b3no by\'b3o r\'f3wnie\'bf i gwarno od konsument\'f3w - p\'b3ci obojga oraz r\'f3\'bfnych stan\'f3w.\par \f0\par \f1 I jaki\'9c pr\'b9d kie\'b3kuj\'b9cego, czynnego bezustannie \'bfycia, lec\'b9cego na o\'9clep jakby przed siebie, niepomnego by\'b3ego, znik\'b3ego ju\'bf "wczoraj", w ci\'b9g\'b3ej, \'9cpiesznej pogoni tera\'9fniejszo\'9cci i jutra - bi\'b3 od tych uganiaj\'b9cych si\'ea mas ludzkich, zawrotn\'b9 si\'b3\'b9 ci\'b9gn\'b9\'b3 jakby ku sobie - poch\'b3ania\'b3 i wabi\'b3...\par \f0\par \f1 W p\'b3uca swe wci\'b9gaj\'b9c bezwiednie tchnienie tego \'bfycia, tocz\'b9cego si\'ea z \'b3oskotem swego perpetuum mobile, Roman dojecha\'b3 wreszcie do jednego z centralnych hoteli, gdzie rozlokowawszy si\'ea niebawem, znu\'bfony po\'b3o\'bfy\'b3 si\'ea i zasn\'b9\'b3.\par \f0\par \f1 Przespawszy w kamiennym \'9cnie zm\'eaczenia dobrych godzin kilka, Dzier\'bfymirski zabra\'b3 si\'ea energicznie do celu swego tutaj przybycia. Wybieg\'b3 na miasto.\par \f0\par \f1 Dla oryginalno\'9cci i pod wp\'b3ywem przypomnienia u\'bfywanej za studenckich jeszcze czas\'f3w jazdy na "imp\'e9rial'i" omnibus\'f3w, "pan prezes" usadowi\'b3 si\'ea na dachu jednego z nich i z zadowoleniem, rozgl\'b9da\'e6 si\'ea pocz\'b9\'b3 woko\'b3o.\par \f0\par \f1 U st\'f3p jego, blisko, w granitowem pod\'b3o\'bfu toczy\'b3a sennie swe ciemne, stalowe fale Sekwana. U jej brzeg\'f3w w oddali, na lewo, wznosi\'b3y si\'ea ponure nieco kwadraty wie\'bfyc katedry Notre Dame, w prawo za\'9c majaczy\'b3 Luwr olbrzymi. Dalej zn\'f3w b\'b3yszcza\'b3 ozdobami most Aleksandra III-go, odcina\'b3a si\'ea na tle nieba wie\'bfa Eiffel - w perspektywie, kopu\'b3a pa\'b3acu Inwalid\'f3w z\'b3oci\'b3a si\'ea w promieniach majowego s\'b3o\'f1ca...\par \f0\par \f1 A po Sekwanie, kr\'b9\'bf\'b9c, uwija\'b3y si\'ea parowe statki, zatrzymywa\'b3y si\'ea u licznych przystani, obs\'b3uguj\'b9c bezustannie mieszka\'f1c\'f3w stolicy.\par \f0\par \f1 Trz\'eas\'b9c niemi\'b3osiernie, \'bf\'f3\'b3tawy, w trzy siwe konie zaprz\'ea\'bfony, omnibus zatrzymywa\'b3 si\'ea w\'b3a\'9cnie na jednym z przystank\'f3w, gdy obserwuj\'b9cy ci\'b9gle Pary\'bf Dzier\'bfymirski, zda\'b3 sobie nagle spraw\'ea, \'bfe mieszkanie Orl\'eackiego mo\'bfe by\'e6 ju\'bf blisko, i pocz\'b9\'b3 schodzi\'e6 szybko po kr\'eatych schodkach, \'b3\'b9cz\'b9cych pi\'eatnastocentymow\'b9 imp\'e9riale z trzydziestocentymowym pado\'b3em.\par \f0\par \f1 Znalaz\'b3szy si\'ea na bruku, Roman przy\'9cpieszy\'b3 kroku, i wymin\'b9wszy kilka w\'b9skich zau\'b3k\'f3w, znik\'b3 w bramie jednego z dom\'f3w. W chwil\'ea p\'f3\'9fniej dzwoni\'b3 na kr\'eatych ciemnych schodach starej, jak \'9cwiat, kamienicy - u drzwi pomieszkania Orl\'eackiego. Otworzy\'b3a mu m\'b3oda, fertyczna s\'b3u\'bf\'b9ca, w charakterystycznym bia\'b3ym czepeczku na g\'b3owie.\par \f0\par \f1 - Monsieur Orl\'eacki? - zapyta\'b3 Dzier\'bfymirski. \par \f0\par \f1 - Sorti et ne reviendra qu'a dix heures du soir - pos\'b3ysza\'b3 zwi\'eaz\'b3\'b9 odpowied\'9f.\par \f0\par Zawiedzion\f1 y Roman skrzywi\'b3 si\'ea, z niech\'eaci\'b9 i zagadn\'b9\'b3:\par \f0\par \f1 - A jutro o kt\'f3rej godzinie zasta\'e6 go b\'eadzie mo\'bfna?\par \f0\par \f1 - O, jutro zgo\'b3a co innego. W Niedziel\'ea pan przyjmuje od drugiej do obiadu - poinformowa\'b3a przybysza m\'b3oda Francuzka.\par \f0\par \f1 - A zatem przyjd\'ea jutro o tej\'bfe godzinie - odpar\'b3 Dzier\'bfymirski, i si\'eagn\'b9wszy po bilet wizytowy, oraz list Hugona Orl\'eackiego, wr\'eaczy\'b3 je s\'b3u\'bf\'b9cej,\par \f0\par \f1 - Prosz\'ea odda\'e6 to panu... Do widzenia!.. - skin\'b9\'b3 g\'b3ow\'b9 uprzejmie.\par \f0\par \f1 - Bonjour, monsieur!.. - odwzajemniaj\'b9c si\'ea dzie\'f1 dobrym, wed\'b3ug miejscowego zwyczaju, po\'bfegna\'b3a go dziewczyna u\'9cmiechem i zalotnem b\'b3y\'9cni\'eaciem czarnych oczu.\par \f0\par \f1 Wydostawszy si\'ea na ulic\'ea, Dzier\'bfymirski, niezadowolony ze zw\'b3oki, a ca\'b3y poch\'b3oni\'eaty nadziej\'b9 rozwi\'b9zania za pomoc\'b9 Orl\'eackiego dr\'eacz\'b9cej go zagadki - szed\'b3 naprz\'f3d przed siebie odruchowo czas d\'b3u\'bfszy. Od otoczenia swego daleki jeszcze my\'9clami, nagle zatrzyma\'b3 si\'ea jednak, spojrzawszy uwa\'bfnie doko\'b3a siebie.\par \f0\par \f1 Znajdowa\'b3 si\'ea obok filar\'f3w wej\'9cciowych Panteonu - przed nim za\'9c w perspektywie ju\'bf bliskiej zielenia\'b3 za krat\'b9 ogr\'f3d\f0 Luksemburski.\par \par \f1 Pustymi chodnikami skierowa\'b3 si\'ea w t\'b9 stron\'ea; wkr\'f3tce by\'b3 ju\'bf w ogrodzie i i\'9c\'e6 zacz\'b9\'b3 bez celu szerokiemi alejami, niebawem za\'9c znalaz\'b3 si\'ea na obszernym tarasie. Na lewo, w oddali, zamajaczy\'b3y wie\'bfyce Obserwatoryum, przed nim wznosi\'b3o si\'ea m\f0 uzeum Luksemburskie.\par \par \f1 - Wpadn\'ea tam i obejrz\'ea, co jest!.. - pomy\'9cla\'b3, zadowolony nagle na widok gmachu, a poniewa\'bf wej\'9ccie do pa\'b3acu nie by\'b3o od ogrodu, lecz od strony bulwaru \'8c-go Micha\'b3a, Dzier\'bfymirski skierowa\'b3 si\'ea boczn\'b9 alej\'b9 parku ku wyj\'9cciu, na prawo. Twarz chmurn\'b9, znudzon\'b9, okrasi\'b3 mu u\'9cmiech; przest\'b9pi\'b3 spr\'ea\'bfy\'9ccie pr\'f3g muzeum i spojrza\'b3 jednocze\'9cnie na zegarek - mija\'b3a czwarta, podwoje pa\'b3acu za\'9c zamykano o pi\'b9tej.\par \f0\par \f1 - Zd\'b9\'bf\'ea chyba zobaczy\'e6 wszystko!.. - mrukn\'b9\'b3, kontent ju\'bf tym razem zupe\'b3nie, \f0 z przyjemnego zabicia czasu.\par \par \f1 I rzeczywi\'9ccie.. Pod wp\'b3ywem bowiem pierwszego rzutu oka na salon sztuki, Dzier\'bfymirski zapomnia\'b3 o wszystkiem, co go dr\'eaczy\'b3o.\par \f0\par \f1 Znajdowa\'b3 si\'ea w otoczeniu, ustawionych w pierwszej sali, licznych rze\'9fb nowo\'bfytnych...\par \f0\par \f1 Wi\'eac oto najprz\'f3d spojrzenie jego przyku\'b3a ustawiona na ma\'b3em wzniesieniu, w pobli\'bfu wej\'9ccia, rze\'9fba Moreau-Vauthier'a, a by\'b3a ni\'b9 posta\'e6 naga, le\'bf\'b9cej na wznak, w lubie\'bfnej pozie i upojeniu, bachantki, z gronem winogron w lewej d\'b3oni... Naturalno\'9c\'e6 pozy i ruchu, a szczeg\'f3lniej modelowane doskonale cia\'b3o kobiece, t\'eatni\'b9ce po prostu w zimnym bia\'b3ym marmurze, \'bfarem krwi m\'b3odej - zatrzyma\'b3o d\'b3u\'bfej na sobie wzrok Romana.\par \f0\par \f1 Rozgl\'b9daj\'b9c si\'ea, przystaj\'b9c co chwila, poszed\'b3 dalej!.. I niebawem znowu zapatrzy\'b3 si\'ea d\'b3u\'bfej, tym razem przed przegi\'eat\'b9 w ty\'b3, w stoj\'b9cej postawie, i unosz\'b9c\'b9 si\'ea jakby w przestrzeni, postaci\'b9 nagiej r\'f3wnie\'bf dziewczyny. Oczy jej by\'b3y przymkni\'eatemi, twarz owiana mg\'b3\'b9 u\'9cpienia, w r\'eaku trzymane chwia\'b3o si\'ea kwiecie...\par \f0\par \f1 By\'b3o to "Z\'b3udzenie" F. Charpentier'a, oddaj\'b9ce subtelnie pochwycon\'b9 nieuchwytno\'9c\'e6 illuzyi, jak sen, jak marzenie, nieuj\'eatej - rozp\'b3ywaj\'b9cej si\'ea jakby w przestrzeniach...\par \f0\par \f1 Niezr\'f3wnanem bowiem oddaniem czaru u\'9cpionych pi\'eaknych rys\'f3w kobiecych, zdawa\'b3o si\'ea, \'bfe znajduj\'b9cy si\'ea tutaj przedstawiciele rze\'9fby turniej urz\'b9dzili sobie.\par \f0\par \f1 W\'9cr\'f3d wielu innych w tym\'bfe rodzaju pos\'b9g\'f3w, wyr\'f3\'bfnia\'b3a si\'ea jeszcze rze\'9fba, nader pi\'eakna, zatytu\'b3owana : "Wspomnienie". Tw\'f3rc\'b9 jej by\'b3 Merci\'e9 Autonin.\par \f0\par \f1 Przedstawia\'b3a ona m\'b3ode dziewcz\'ea, o rysach drobnych, z g\'b3ow\'b9 przechylon\'b9 w ty\'b3 nieco, z obliczem, ton\'b9cem jakby w g\'b3\'eabokim, cichym \'9cnie. Na kolanach jej, na ziemi - wsz\'eadzie, widnia\'b3y rozsypane kwiaty; dwa go\'b3\'b9bki, nios\'b9c w dzi\'f3bkach r\'f3wnie\'bf kwiecie, lecia\'b3y ku niej, rozmarzonej cicho, we wspomnieniu dalekiem...\par \f0\par \f1 Po\'9cwi\'eaciwszy wzgl\'eadnie do\'9c\'e6 czasu na rze\'9fb\'ea, Dzier\'bfymirski przeszed\'b3 spiesznie do salon\'f3w, zawieszonych obrazami, dochodzi\'b3a ju\'bf bowiem godzina zamkni\'eacia. Szybko, jak m\'f3g\'b3 najuwa\'bfniej, pocz\'b9\'b3 ogl\'b9da\'e6 obrazy wszystkie; w ten spos\'f3b dobieg\'b3 do sali ostatniej. Poczem, wolniej nieco, powraca\'e6 zacz\'b9\'b3.\par \f0\par \f1 I teraz w jednym salonie uwag\'ea jego zwr\'f3ci\'b3 nader oryginalnie, bo, jakby ca\'b3kiem po \'9cwiecku traktowany, a mimo to nadziemsko\'9cci\'b9 tchn\'b9cy, obraz: "Naj\'9cwi\'eatsza Marya Pocieszycielka..." Z ram patrzy\'b3a na widza, natchnionego oblicza, o du\'bfych oczach czarnych, siedz\'b9ca posta\'e6 Niebios Kr\'f3lowej... Na kolanach Jej, rzucona na kl\'eaczkach, opar\'b3a si\'ea kobieta, z twarz\'b9 ukryt\'b9, z r\'eakoma za\'b3amanemi, w bezbrze\'bfnym b\'f3lu, szukaj\'b9ca na \'b3onie \'8cwi\'eatej Maryi pocieszenia! U st\'f3p tych dw\'f3ch postaci kobiecych - poni\'bfej, le\'bfa\'b3o wdzi\'eacznie u\'9cpione dzieci\'b9tko, \'9cni\'b3o, osypane ca\'b3e, obrzucone puchem bia\'b3ych r\'f3\'bf \'9cnie\'bfnych, w rozkwicie...\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski, zachwycony wdzi\'eakiem i poezy\'b9, bij\'b9cemi z obrazu tego, p\'eadzla "Bouguereau"; po chwili zn\'f3w pospieszy\'b3 dalej.\par \f0\par \f1 Naraz zatrzyma\'b3 si\'ea ponownie. Ujrza\'b3 bowiem naprzeciwko siebie obraz do\'9c\'e6 du\'bfy, przez Detaille Edwarda. Nosi\'b3 miano "Le r\f0\'eave (Sen)".\par \par \f1 Na olbrzymiem oto polu, otuleni p\'b3aszczami, z czapkami nasuni\'eatemi na czo\'b3o, pokotem, jeden obok drugiego, le\'bf\'b9 setki odpoczywaj\'b9cych, pogr\'b9\'bfonych we \'9cnie \'bfo\'b3nierzy... Poranek cichy; niebo hen! daleko zar\'f3\'bfawia si\'ea leniwie jutrzenk\'b9, - w\'9cr\'f3d \'9cpi\'b9cych ludzi b\'b3yszcz\'b9 w szarem \'9cwitaniu rz\'eadem poustawiane, u\'b3o\'bfone w koz\'b3y bronie, a gdzie\'9c z boku, blisko, dogasa ju\'bf ognisko...\par \f0\par \f1 Lecz c\'f3\'bf to za cienie majacz\'b9 tam, w g\'f3rze, nad nimi?\par \f0\par \f1 To g\'f3r\'b9, w ob\'b3okach, p\'b3ynie mg\'b3\'b9 przes\'b3oni\'eaty jaki\'9c hufiec inny, zwyci\'eazki - mar i duch\'f3w, nie ludzi!.. Grzmi tam muzyka, b\'eabni\'b9, strzelaj\'b9, proporce si\'ea chwiej\'b9, chor\'b9gwie szumi\'b9... tamci, tam, zwyci\'ea\'bfaj\'b9 niezawodnie!..\par \f0\par \f1 I ponad g\'b3owy u\'9cpionych \'bfo\'b3nierzy, kt\'f3rych potw\'f3r wojny mo\'bfe ju\'bf jutro poch\'b3onie, przesuwa si\'ea, jak marzenie, u\'b3udne widzenie ostatnie: oni \'9cpi\'b9c, widz\'b9 siebie, jak zwyci\'ea\'bfaj\'b9, pe\'b3ni chwa\'b3y!..\par \f0\par To sen...\par \par \f1 Pi\'b9ta wybi\'b3a g\'b3o\'9cno w salonach sztuki, i Dzier\'bfymirski opu\'9cci\'e6 musia\'b3 muzeum. Niebawem znalaz\'b3 si\'ea na bulwarach Pary\'bfa i r\'f3wnocze\'9cnie instynktownie poczu\'b3 g\'b3\'f3d.\par \f0\par \f1 W\'b3och z matki i dusz\'b9 ca\'b3\'b9 artysta, my\'9cl\'b9 wspomina\'b3 on jeszcze widziane przed chwil\'b9 dzie\'b3a sztuki i pogodnem spojrzeniem ogarnia\'b3 biegn\'b9ce woko\'b3o siebie t\'b3umy, przepe\'b3nione kawiarnie i hucz\'b9ce pojazdy.\par \f0\par \f1 - La Presse!.. La Patrie... La Pres-se!.. - krzyczano mu nad uchem na wszystkie strony; w restauracyach, na platformach, spo\'bfywano ju\'bf posi\'b3ek, popijano wino, absynt i inne wyskokowe napoje - ca\'b3y Pary\'bf obiadowa\'b3.\par \f0\par \f1 Na \'9cwie\'bfem powietrzu, przy jednym z takich stolik\'f3w, zach\'eacony przyk\'b3adem, zasiad\'b3 i Roman, a kazawszy poda\'e6 obiad, zapali\'b3 swobodnie cygaro.\par \f0\par \f1 Niebawem przyniesiono pierwsz\'b9 potraw\'ea. W\'9cr\'f3d przelewaj\'b9cego si\'ea kaskad\'b9 paryskiego \'bfycia i huku ruchliwej stolicy, Dzier\'bfymirski spokojnie zacz\'b9\'b3 spo\'bfywa\'e6 zup\'ea, s\'b3uchaj\'b9c ciekawie, z u\'9cmiechem, g\'b3o\'9cnych rozm\'f3w swych przerozmaitych s\'b9siad\'f3w i charakterystycznych cz\'eastokro\'e6 ich bulwarowych dowc\f0 ip\'f3w.\par \par \pard\qc ***\par \pard\par \f1 Punktualny, pomi\'eadzy drug\'b9, a trzeci\'b9 po po\'b3udniu, wchodzi\'b3 nazajutrz Roman do mieszkania Orl\'eackiego. S\'b3u\'bf\'b9ca wprowadzi\'b3a go natychmiast do saloniku, zaledwie jednak wszed\'b3 tam, roztworzy\'b3y si\'ea ju\'bf zamaszy\'9ccie boczne drzwi komnatki i w ramie ich ukaza\'b3 si\'ea m\'ea\'bfczyzna ros\'b3y, blondyn; \'b3ysawy i do\'9c\'e6 oty\'b3y, o siwiej\'b9cym, z polska podkr\'eaconym, w\'b9sie.\par \f0\par \f1 - Jak\'bfe mi mi\'b3o... Jak mi\'b3o mie\'e6 w swoich progach tak dostojnego go\'9ccia... rodaka!.. - zacz\'b9\'b3 od proga, z polsk\'b9 szczero\'9cci\'b9 i uprzejmo\'9cci\'b9 w g\'b3osie, roztworzy\'b3 przytem machinalnie ramiona, jakby chcia\'b3 do piersi przycisn\'b9\'e6 niemi przyby\'b3ego, po chwili opami\'eata\'b3 si\'ea jednak i wyci\'b9gaj\'b9c uprzejmie prawic\'ea; czysto ju\'bf tylko salonowym gestem, przedstawi\'b3 si\'ea: Orl\'eacki... Wiktor... - siostrzeniec Hugona.\par \f0\par - \f1 Nie uwierzy pan - ci\'b9gn\'b9\'b3 natychmiast bardzo grzecznie - jak\'b9 rzetelnie prawdziw\'b9 rado\'9c\'e6 uczyni\'b3 mi list stryja i zapowied\'9f tej pa\'f1skiej wizyty... Prosz\'ea, niech pan prezes siada!... Prosz\'ea bardzo...\par \f0\par \f1 I Orl\'eacki wskaza\'b3, z grzeczno\'9cci\'b9, fotele, widz\'b9c za\'9c zdziwienie na twarzy Romana, na d\'9fwi\'eak tytu\'b3u "prezesa", u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea, odgad\'b3szy my\'9cl go\'9ccia.\par \f0\par \f1 - Dziwnem si\'ea panu prezesowi, jak widz\'ea, wydaje - przem\'f3wi\'b3, - \'bfe tytu\'b3uje go... C\'f3\'bf to, przypuszcza pan mo\'bfe, - ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej, ze swad\'b9, - \'bfe my tu na obczy\'9fnie nic nie wiemy, kto w kraju u nas przoduje? Przeciwnie, przeciwnie! - \'9cledzimy gor\'b9czkowo i z uwag\'b9 ruch naszych ziomk\'f3w, wsp\'f3\'b3braci !.. A jak\'bfe... a jak\'bfe!.. Ja sam osobi\'9ccie trzymam wiele gazet polskich, wiem o wszystkiem, a z nazwiskiem pa\'f1skiem - tu sk\'b3oni\'b3 si\'ea grzecznie w stron\'ea Romana - spotyka\'b3em si\'ea w nich tylokrotnie, ceni\'b9c zawsze ruchliwo\'9c\'e6 pana prezesa i oddaniu si\'ea jego spo\'b3ecze\'f1stwu naszemu...\par \f0\par \f1 Umilk\'b3, a po chwili\par \f0\par \f1 - Ale!.. przepraszam bardzo!.. Pan prezes wszak pali zapewne?.. s\'b3u\'bf\'ea natychmiast - i zerwa\'b3 si\'ea miejsca, przynosz\'b9c wkr\'f3tce Dzier\'bfymirskiemu pude\'b3ko papieros\'f3w.\par \par Roman si\'eagn\'b9\'b3 po jednego z nich i b\'b9kn\'b9\'b3 niewyra\'9fnie:\par \f0\par \f1 - Dzi\'eakuj\'ea bardzo!..\par \f0\par \f1 Obserwuj\'b9c wci\'b9\'bf ciekawie, spod oka swego gospodarza, chcia\'b3 przytem ju\'bf przem\'f3wi\'e6, lecz pe\'b3ny bezustannej uprzejmo\'9cci Orl\'eacki przerwa\'b3 mu zanim usta otworzy\'e6 zdo\'b3a\'b3:\par \f0\par \f1 - A mo\'bfe cygarko?.. Przepraszam stokrotnie... Za chwil\'ea! - i nie czekaj\'b9c odpowiedzi, znik\'b3 za drzwiami przyleg\'b3ego pokoju, Dzier\'bfymirski za\'9c u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea.\par \f0\par \f1 Poczciwy cz\'b3owiek jaki\'9c - pomy\'9cla\'b3 - i cho\'e6, zdaje si\'ea, blagier nieco, lecz szczery i z gatunku nieszkodliwych. Dowiem si\'ea prawdopodobnie, czego chcia\'b3em...\par \f0\par \f1 Ledwie Roman okre\'9clenie to w umy\'9cle sformu\'b3owa\'e6 zdo\'b3a\'b3, gospodarz domu sta\'b3 ju\'bf przed nim, podaj\'b9c szerokie puzde\f0 rko cygar.\par \par \f1 - Doskona\'b3e - pochwali\'b3 - prawdziwe pruskie... O, bynajmniej nie tutejsze, kt\'f3re s\'b9 po prostu ohydne - zaopiniowa\'b3.\par \f0\par \f1 - Dzi\'eakuj\'ea bardzo. Pan tak \'b3askaw... - poczu\'b3 si\'ea w obowi\'b9zku odrzec Dzier\'bfymirski, powstawszy zarazem z miejsca swego.\par \f0\par - O, \f1 panie prezesie! - pospieszy\'b3, z odpowiedzi\'b9, Orl\'eacki, - Siada\'e6 prosz\'ea en bons amis... Ot -tutaj... - wskaza\'b3 na kanapk\'ea - wygodniej b\'eadzie! - i zapaliwszy r\'f3wnocze\'9cnie zapa\'b3k\'ea, zbli\'bfy\'b3 p\'b3omie\'f1 do koniuszczka cygara Dzier\'bfymirskiego.\par \f0\par \f1 - Merci!.. - sk\'b3oni\'b3 si\'ea ten\'bfe raz jeszcze, i wypu\'9cciwszy k\'f3\'b3eczko dymu, odezwa\'b3 si\'ea wreszcie, skorzystawszy z sekundy milczenia go\'9ccinnego gospodarza.\par \f0\par \f1 - Czyta\'b3 pan list stryja, pana Hugona, wszak prawda?.. Wiadomy panu wi\'eac zatem cel mego tu przybycia... Nie zn\'b9j\'b9c nikogo w Pary\'bfu, zdecydowa\'b3em si\'ea prosi\'e6 stryja pa\'f1skiego, o tarte d'entree do pana...\par \f0\par \f1 - Och, i bez tego, panie prezesie - przerwa\'b3 Orl\'eacki - ka\'bfdego rodaka witamy tu z ca\'b3ego serca! Tembardziej za\'9c pana prezesa, tak w kraju zas\'b3u\'bfonego...\par \f0\par \f1 - Ach, tak, nie w\'b9tpi\'ea - z wolna potwierdzi\'b3 Roman - lecz i mnie chodzi\'b3o r\'f3wnie\'bf - tu u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea z lekka - o specyaln\'b9 protekcy\'ea do kogo\'9c, by potrafi\'b3 u\'b3atwi\'e6 wiadom\'b9 nam spraw\'ea przemys\'b3ow\'b9...\par \f0\par \f1 - A tak, tak! - przerwa\'b3 zn\'f3w Orl\'eacki, niezadowolony jakby, \'bfe poruszano t\'ea kwesty\'ea. Pan prezes radby obejrze\'e6 drobiazgowo i gruntownie urz\'b9dzenia fabryk tutejszych, przy mojej pomocy... Owszem, postaram si\'ea, panie prezesie, cho\'e6 uprzedzi\'e6 musz\'ea, \'bfe ja... - zatrzyma\'b3 si\'ea - nie mam tak rozleg\'b3ych stosunk\'f3w ze sfer\'b9 handlowc\'f3w... to jest, chcia\'b3em powiedzie\'e6... ze sfer\'b9 fabrykant\'f3w... przemys\'b3owc\'f3w... Pary\'bfa... panie dobrodzieju... Jednak\'bfe... - tu zaj\'b9kn\'b9\'b3 si\'ea, zapl\'b9ta\'b3 w swem przem\'f3wienia Orl\'eacki i zamilk\'b3, widocznie zmieszany.\par \f0\par \f1 U\'9cmiech niedostrzegalny okoli\'b3 w\'b9skie usta Rom\f0 ana.\par \par \f1 - To nic nie szkodzi - odpar\'b3. Mam niep\'b3onn\'b9 nadziej\'ea, i\'bf razem z panem damy sobie z tem wszystkiem rad\'ea... Zreszt\'b9, to chyba drobnostka. Chodzi zaledwie o jakie\'9c dziesi\'ea\'e6 fabryk tylko...\par \f0\par \f1 Roman zatrzyma\'b3 si\'ea i zapyta\'b3 jeszcze, chc\'b9c konsekwentnie doprowadzi\'e6 do ko\'f1ca zmy\'9clony sw\'f3j interes i misy\'ea:\par \f0\par \f1 - Wszak fabryki owe wymienione s\'b9 w li\'9ccie pana Hugona...\par \f0\par \f1 - Tak jest, tak jest... w istocie...- potwierdzi\'b3 Orl\'eacki i zaj\'b9kn\'b9\'b3 si\'ea znowu.\par \f0\par \f1 - To dobrze, m\'f3g\'b3by mi mo\'bfe szanowny pan powiedzie\'e6, czy w\'b3a\'9cciciele ich znani s\'b9 jemu?.. Gdzie to zak\'b3ady fabryczne znajduj\'b9, w jaki spos\'f3b, oraz kiedy obejrze\'e6 je mo\'bfna by by\'b3o?..\par \f0\par \f1 - Nic doprawdy nie mog\'ea jeszcze panu prezesowi w tym wzgl\'eadzie powiedzie\'e6 - odrzek\'b3 Orl\'eacki i doda\'b3 natychmiast:\par \f0\par \f1 - Co si\'ea tyczy, czy znam w\'b3a\'9ccicieli, to... prawdopodobnie... Zreszt\'b9 zna si\'ea tutaj os\'f3b tyle... - zatrzyma\'b3 si\'ea. - Tylko, vous savez, panie prezesie... otrzyma\'b3em list dopiero wczoraj - urwa\'b3, i doko\'f1czy\'b3 po chwili - wi\'eac, vous comprenez, czasu nie mia\'b3em...\par \f0\par \f1 - Ale\'bf naturalnie!.. - pospieszy\'b3 z uspakajeniem Orl\'eackiego Dzier\'bfymirski. - Ja tylko dlatego si\'ea pytam, i\'bf to jest celem mego tutaj przybycia, i \'bfe to mnie nader interesuje, jako delegata nowa zak\'b3adaj\'b9cej si\'ea u nas w kraju wsp\'f3\'b3ki Handlowo-Przemys\'b3owo-Fabrycznej...\par \f0\par \f1 - A tak, s\'b3ysza\'b3em,.. Czyta\'b3em nawet o tem gdzie\'9c w gazetach - odpar\'b3, z przekonaniem Orl\'eacki.\par \f0\par \f1 - K\'b3amie, jak z nut - pomy\'9cla\'b3 Dzier\'bfymirski, i u\'9cmiech dyskretny ponownie przemkn\'b9\'b3 po ustach jego. Zaci\'b9gn\'b9\'b3 si\'ea jednocze\'9cnie cygarem i wpatrzy\'b3 badawczo w Orl\'eackiego. - Bonne p\'e2te d'homme... - my\'9cla\'b3 zarazem - ale jak tu zacz\'b9\'e6 o tych zgubionych pieni\'b9dzach?\par \f0\par \f1 Tymczasem, nielubi\'b9cy milcze\'e6 Orl\'eacki, widocznie r\'f3wnie\'bf pragn\'b9cy zr\'eacznie odwr\'f3ci\'e6 rozmow\'ea, ju\'bf m\'f3wi\'b3:\par \f0\par - Pan prezes zapewne nie po raz pierwszy i na\f1 d\'b3u\'bfej przyby\'b3 do Pary\'bfa, nieprawda\'bf?..\par \f0\par \f1 - Och, tak... - odruchowo potwierdzi\'b3 Roman, nie my\'9cl\'b9c o tem, co m\'f3wi.\par \f0\par \f1 - No, to mam nadziej\'ea - opowiada\'b3 uprzejmy gospodarz dalej - \'bfe b\'ead\'ea jeszcze mia\'b3 okazy\'ea przedstawi\'e6 panu prezesowi moj\'b9 \'bfon\'ea i c\'f3rk\'ea... Dzi\'9c pojecha\'b3y do Versailles. Panu prezesowi wiadomo zapewne, i\'bf w pierwsz\'b9 niedziel\'ea ka\'bfdego miesi\'b9ca puszczaj\'b9 wod\'ea ze wszystkich fontann w Wersalskim parku... Widok zaiste bywa w\'f3wczas wspania\'b3y. C'est charmant!.. - zatrzyma\'b3 si\'ea chwil\'ea i si\'eagn\'b9\'b3 po zegarek do kieszeni. - O! trzecia ju\'bf dochodzi... Niebawem wr\'f3c\'b9...\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski tymczasem, s\'b3uchaj\'b9c, nie s\'b3ucha\'b3, pogr\'b9\'bfony wci\'b9\'bf w my\'9clach. Naraz twarz \'9cniada jego o\'bfywi\'b3a si\'ea, przelecia\'b3 po niej promie\'f1... Strzepuj\'b9c delikatnie popi\'f3\'b3 z cygara, przem\'f3wi\'b3 z wolna: \par \f0\par \f1 - Prosz\'ea pana... - zatrzyma\'b3 si\'ea. - Za niedyskrecy\'ea pope\'b3nian\'b9 mo\'bfe, najmocniej przepraszam... Czy\'bfby pan nie by\'b3 rad powr\'f3ci\'e6 do kraju..\par \f0\par \f1 I Dzier\'bfymirski badawczo spojrza\'b3 w twarz Orl\'eackiemu, czekaj\'b9c odpowiedzi, jednocze\'9cnie my\'9cla\'b3.\par \f0\par \f1 - Ka\'bfdy Polak na obczyznie t\'easkni za krajem, pewnik; dlaczegobym ja nie mia\'b3 u\'bfy\'e6 tego sposobu do osi\'b9gni\'eacia mego prywatnego celu? No, zobaczymy...\par \f0\par \f1 Orl\'eacki za\'9c ju\'bf m\'f3wi\'b3:\par \f0\par \f1 - Czy ja nie pragn\'b9\'b3bym powr\'f3ci\'e6 do kraju? Ale\'bf, panie prezesie, to moje najgor\'eatsze \'bfyczenie! pragnienie \'bfony mojej, c\'f3rki - codzienne marzenie nas wszystkich! - doko\'f1czy\'b3, z zapa\'b3em.\par \f0\par \f1 - No, dobrze, mam ci\'ea!.. - przelecia\'b3o przez umys\'b3 Romana.\par \f0\par \f1 - Czy wolno zapyta\'e6 jeszcze - przem\'f3wi\'b3 - o rzecz jedn\'b9, a mianowicie... Czy \'bfyczenie to pa\'f1stw - marzenie - poprawi\'b3, z u\'9cmiechem - ma ju\'bf dot\'b9d jakie pewne i konkretne podstawy?..\par \f0\par \f1 Orl\'eacki na te s\'b3owa spu\'9cci\'b3 wzrok ku ziemi. \par \f0\par \f1 - O, bynajmniej - odpar\'b3... - Tam, w kraju, stosunki zerwa\'b3em wszystkie prawie... tu za\'9c zawi\'b9za\'b3em niekt\'f3re, potrzebne mi. Mam poza tem sta\'b3e zaj\'eacie, przynosz\'b9ce mi doch\'f3d pewny...\par \f0\par \f1 - Tak, tak, zapewne, rozumiem - przerwa\'b3 szybko Dzier\'bfymirski - wchodz\'ea w po\'b3o\'bfenie i przepraszam bardzo za me pytania... - doko\'f1czy\'b3 grzecznie, a widz\'b9c r\'f3wnocze\'9cnie na twarzy gospodarza zak\'b3op\f0 otanie widoczne...\par \par \f1 - Nie ma za co jecha\'e6 nieborak - to jasne, i \'bfy\'e6 by z czego nie mia\'b3 -w\'9cr\'f3d swoich - pomy\'9cla\'b3 i w tej\'bfe chwili zapyta\'b3:\par \f0\par \f1 - Lecz gdyby tak trafi\'b3a si\'ea na przyk\'b3ad szanownemu panu okazya dobra do obj\'eacia w kraju zyskownej posady? Przypuszczam, \'bfe w takim razie przeszkody do wyjazdu nie by\'b3oby \'bfadnej?..\par \f0\par \f1 - No, zapewne... Lecz o tem i my\'9cle\'e6 niepodobna, nie posiadam bowiem ju\'bf \'bfadnych w kraju stosunk\'f3w - powt\'f3rzy\'b3 Orl\'eacki, ze smutkiem.\par \f0\par \f1 - A pan Hugo, krewny pa\'f1ski?.. - zagadn\'b9\'b3 Roman.\par \f0\par - O\f1 ch... ten... - przeci\'b9gle odpar\'b3 gospodarz, z niech\'eaci\'b9 wyra\'9fn\'b9, i z wybuchem szczero\'9cci nag\'b3ej, rzek\'b3 z gorycz\'b9:\par \f0\par \f1 - Stryj Hugo od czasu, jakem emigrowa\'b3 i wie\'9c\'e6 mi si\'ea w \'bfyciu przesta\'b3o, zna\'e6 mnie ju\'bf nie chce, ani wiedzie\'e6 nic o mnie... Dziwi\'ea si\'ea nawet niewymownie, i\'bf raczy\'b3 napisa\'e6 pod moim adresem, w interesie prezesa, s\'b3\'f3w kilka...\par \f0\par \f1 Na twarzy Orl\'eackiego, przy tych s\'b3owach, osiad\'b3 cie\'f1, po chwili dorzuci\'b3:\par \f0\par \f1 - Zwyk\'b3a kolej ludzka... nic dziwnego. \'8cwiat pami\'eata o tych tylko, kt\'f3rym si\'ea powodzi. \par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski wpatrzy\'b3 si\'ea uwa\'bfnie w Orl\'eackiego; ostatnie s\'b3owa, wypowiedziane przez niego, odkry\'b3y mu utajon\'b9 stron\'ea \'bfycia siedz\'b9cego przed nim cz\'b3owieka - nieszcz\'ea\'9ccie, gorycz skryt\'b9, a powod\'f3w jej \'b3acno domy\'9cli\'b3 si\'ea Roman. Pomimo woli, \'bfal mu si\'ea Orl\'eackiego zrobi\'b3o.\par \f0\par \f1 - To szkoda jednak - przem\'f3wi\'b3 z wolna - \'bfe panowie mieszkaj\'b9 tak od siebie z daleka... Pan Hugo, cho\'e6 odludek i egoista, poza tem jednak cz\'b3owiek nieposzlakowanej opinii i nadzwyczaj przy tem wp\'b3ywowy i bogaty.\par \f0\par \f1 Orl\'eacki na te s\'b3owa uczyni\'b3 niewyra\'9fny ruch r\'eak\'b9; - nasta\'b3a chwila milczenia.\par \f0\par \f1 - Wypada mi raz jeszcze przeprosi\'e6 stokrotnie pana - odezwa\'b3 si\'ea zn\'f3w pierwszy Dzier\'bfymirski - \'bfe o\'9cmielam si\'ea wkracza\'e6 w stosunki jego, tak osobiste, lecz po pierwsze wyj\'b9tkowe po\'b3o\'bfenie nasze tu, na obczy\'9fnie, jako rodak\'f3w, sk\'b3ania mnie do tego; po drugie za\'9c, \'bfe w tym wzgl\'eadzie mo\'bfe mog\'ea sta\'e6 panu u\'bfytecznym...\par \f0\par \f1 Orl\'eacki, zdziwiony, spojrza\'b3 na Romana.\par \f0\par \f1 - Tak jest - rzek\'b3 Dzier\'bfymirski, z u\'9cmiechem - c\'f3\'bfby szanowny pan bowiem powiedzia\'b3 na to, gdybym... -- tu zatrzyma\'b3 si\'ea sekund\'ea - u\'b3atwi\'b3 mu... - Dzier\'bfymirski przy tem zaakcentowa\'b3 wyra\'9fnie ostatnie wyrazy - powr\'f3t do kraju... Stosunkami za\'9c da\'b3 mu jak\'b9 posad\'ea korzystn\'b9?..\par \f0\par \f1 - Ale\'bf, panie prezesie! - wykrzykn\'b9\'b3 Orl\'eacki, i zerwawszy si\'ea z fotelu, uchwyci\'b3 d\'b3o\'f1 go\'9ccia swego, \'9cciskaj\'b9c j\'b9 serdecznie.. - Wdzi\'eaczno\'9c\'e6 moja i sercu memu bliskich nie mia\'b3aby granic!.. Lecz doprawdy, nie pojmuj\'ea... nie rozumiem!.. - urwa\'b3 wzruszony... - Sk\'b9d taka \'b3aska pana prezesa dla mnie?... Wszak poznali\'9cmy si\'ea tak niedawno! - doko\'f1czy\'b3 i zamilk\'b3, nie wiedz\'b9c sna\'e6, co powiedzie\'e6, jak si\'ea obr\'f3ci\'e6 i znale\'9f\'e6 w sytuacyi, tak dla\'f1 niespodzianej...\par \f0\par \f1 Roman tymczasem powsta\'b3 r\'f3wnie\'bf z miejsca, i oddawszy serdecznie u\'9ccisk Orl\'eackiemu, po przyjacielsku uj\'b9\'b3 go za rami\'ea.\par \f0\par Przeszli po p\f1 okoju tak razem krok\'f3w kilka, poczem Dzier\'bfymirski, wci\'b9\'bf id\'b9c pod r\'eak\'ea z Orl\'eackim, rzek\'b3 ca\'b3kiem swobodnie:\par \f0\par \f1 - Przyznaj\'ea, poczu\'b3em do szanownego pana szczer\'b9 sympaty\'ea, rozumiem przy tem w zupe\'b3no\'9cci po\'b3\'f3\'bfenie jego tutejsze, i got\'f3w jestem uczyni\'e6 dla nie\f0 go wiele...\par \par \f1 - Dzi\'eakuj\'ea, po tysi\'b9c razy dzi\'eakuj\'ea! - u\'9ccisn\'b9\'b3 Orl\'eacki serdecznie trzymane rami\'ea Romana, z r\'f3wnowagi ca\'b3y wyprowadzony.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski m\'f3wi\'b3 tymczasem dalej, pomny celu swego:\par \f0\par \f1 - Lecz daruje pan rzecz jedn\'b9... Nim przyst\'b9pimy mianowicie do obchodz\'b9cej pana sprawy, wiedzie\'e6 musz\'ea dok\'b3adnie - Roman zatrzyma\'b3 si\'ea - zupe\'b3nie szczeg\'f3\'b3owo - poprawi\'b3 - przebieg dotychczasowego jego \'bfycia. Nic w tem dziwnego z mej strony, wszak prawda?.. Zna\'e6 mam przyjemno\'9c\'e6 szanownego i kochanego pana od tak bardzo niedawna! - doko\'f1czy\'b3, z przyjaznym u\'9cmiechem, i jak najnaturalniej na poz\'f3r.\par \f0\par \f1 - Ale\'bf, rzecz prosta! Tajemnicy w tem zreszt\'b9 nie ma \'bfadnej! - odpar\'b3 Orl\'eacki szybko, przekonany zupe\'b3nie. - Opowiem prezesowi wszystko natychmiast! - ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej rozrad\f0 owany.\par \par \f1 - No, to siadajmy!.. - rzek\'b3 weso\'b3o Dzier\'bfymirski.\par \f0\par \f1 Usiedli jeden naprzeciw drugiego. Roman wpatrzy\'b3 si\'ea badawczo w twarz Orl\'eackiego, a w oczekiwaniu zwierzenia, kt\'f3rego w duszy tak bardzo pragn\'b9\'b3, twarz mu poblad\'b3a mimo woli, aksamitne za\'9c spojrzenie ciemnych oczu sta\'b3o si\'ea bardziej jeszcze przenikliwem i rozumnem.\par \f0\par \f1 - S\'b3ucham pana - rzek\'b3 powa\'bfnie. \par \f0\par \f1 U\'9cmiechni\'eaty, radosny, poprawi\'b3 si\'ea Orl\'eacki na krze\'9cle, i si\'eagn\'b9wszy po cygara, zapali\'b3 jedno, w roztargnieniu cz\'eastuj\'b9c niemi Romana.\par \f0\par \f1 - Dzi\'eakuj\'ea, pal\'ea jeszcze - u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea niedostrzegalnie Roman, i spojrza\'b3 z pod oka na gospodarza. - R\'f4ti \f0\'e0 point! - zadecydowa\f1\'b3 w my\'9cli sarkastycznie.\par \f0\par \f1 - A, przepraszam! -odrzek\'b3 Orl\'eacki i m\'f3wi\'b3 dalej:\par \f0\par \f1 - Ot\'f3\'bf, co do mego, technicznie tak zwanego curriculum vitae, postaram si\'ea opowiedzie\'e6 je prezesowi w kilku s\'b3owach. Rzecz ta przedstawia si\'ea zatem jak nast\'eapuje:\par \f0\par \f1 - Urodzony lat temu, czterdzie\'9cci i siedem, dobiegam ju\'bf bowiem pi\'ea\'e6dziesi\'b9tki - u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea - z ojca Ryszarda i matki J\'f3zefy z Lancjarskich de domo, przepr\'f3\'bfnowa\'b3em, kszta\'b3c\'b9c si\'ea w domu, do lat pi\'eatnastu... Potem oddano mnie do Jezuit\'f3w, nast\'eapnie ko\'f1czy\'b3em uniwersytet w Bonn, nad Renem, i wr\'f3ciwszy do kraju, obj\'b9\'b3em klucz maj\'b9tkowy, dziedziczny Orlin...\par \f0\par \f1 - Bywaj\'b9c w, \'9cwiecie przez lat kilka, staraj\'b9c si\'ea o pierwsze w kraju partye, \'bfyj\'b9c nieco szeroko, straci\'b3em maj\'b9tek... Nast\'eapnie spotka\'b3em dzisiejsz\'b9 \'bfon\'ea moj\'b9, z domu hrabiank\'ea Bo\'bfkowsk\'b9... Przez \'bf - u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea Orl\'eacki, - bo s\'b9 i Borzkowscy przez rz, bez tytu\'b3u i nie pochodz\'b9cy wcale z karmazyn\'f3w - zwyczajne szaraki - obja\'9cni\'b3.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski w tem miejscu u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea pob\'b3a\'bfliwie - sarkastycznie, lecz s\'b3ucha\'b3 w milczeniu dalej.\par \f0\par \f1 - Pobrali\'9cmy si\'ea, - ci\'b9gn\'b9\'b3 tymczasem Orl\'eacki - i osiad\'b3em na roli, ju\'bf nie jako pan, ale jako skromny obywatel na kilkudziesi\'eaciu w\'b3\'f3kach ziemi, i naturalnie, z czasem zerwa\'b3em przy tem zupe\'b3nie dawne \'9cwiatowe stosunki... Gospodarowa\'b3em sobie tak cicho lat kilkana\'9ccie, sta\'b3em si\'ea domatorem - przekszta\'b3ca\'b3em stopniowo, o ile mog\'b3em, w czcigodnego pana s\'b9siada... Wreszcie, niestety, jak piorun z nieba, spad\'b3o na mnie zdarzenie pewne... Nie wspomo\'bfony przez nikogo, sprzeda\'e6 musia\'b3em dobra, i przyby\'b3em tu - za chlebem!..\par \f0\par \f1 Orl\'eacki umilk\'b3 na chwil\'ea, poczem, doda\'b3 nieco smutnie :\par \f0\par \f1 - Jak najpi\'eakniejsza od s\'b3o\'f1ca p\'b3owieje materya, tak i najbarwniejsze \'bfycie blaknie od nieprzychylnych cios\'f3w \'bfycia. Szarzyzn\'b9 ono dla mnie dzisiaj - trudno! - westchn\'b9\'b3, i zamilk\'b3 znowu.\par \f0\par \f1 W nadziei, i\'bf dowie si\'ea jeszcze oczekiwanego przeze\'f1 "clou" historyi tej ca\'b3ej, milczenia tego nie przerywa\'b3 Dzier\'bfymirski. Po d\'b3u\'bfszej jednak chwili, widz\'b9c, \'bfe Orl\'eacki, poch\'b3oni\'eaty my\'9clami, zapomina\'e6 zdaje si\'ea nawet o jego obecno\'9cci, zagadn\'b9\'b3 uprzejmie:\par \f0\par \f1 - I je\'9cli wiedzie\'e6 wolno, c\'f3\'bf dalej?\par \f0\par \f1 Jakby ze snu jakiego dalekiego zbudzony, Orl\'eacki podni\'f3s\'b3 powoli posmutnia\'b3e oczy na Romana.\par \f0\par \f1 - Nic! - odrzek\'b3 bezbarwnie, g\'b3osem twardym. \par \f0\par \f1 - By\'e6 nie mo\'bfe? - zadziwi\'b3 si\'ea Roman, jak m\'f3g\'b3 najszczerzej. - I pomy\'9cle\'e6 - ci\'b9gn\'b9\'b3 swobodnie - \'bfe ja tam w kraju tyle przer\'f3\'bfnych rzeczy o panu s\'b3ysza\'b3em...\par \f0\par \f1 Ura\'bfony jakby tem, co us\'b3ysza\'b3, Orl\'eacki zapyta\'b3 z kolei sucho:\par \f0\par \f1 - No, i c\'f3\'bf takiego, ciekawym, wymy\'9cli\'b3a na mnie luba opinia, czy wiedzie\'e6 mog\'ea?\par \f0\par \f1 Roman niecierpliwie poruszy\'b3 si\'ea na krze\'9cle. \par \f0\par \f1 - C\'f3\'bf u licha! - pomy\'9cla\'b3 - czyni\'ea dot\'b9d tyle, i prawda wci\'b9\'bf wymyka mi si\'ea \f0 sprzed nosa... \par \par \f1 Po chwili za\'9c, jak gdyby nagle na co\'9c zupe\'b3nie ju\'bf stanowczo zdecydowany, odpowiedzia\'b3 z wolna, przetar\'b3szy przytem r\'eak\'b9 czo\'b3o:\par \f0\par \f1 - Och!.. potem o tem... Teraz znowu powr\'f3ci\'e6 musz\'ea do j\'b9dra zajmuj\'b9cej nas kwestyi. Pragn\'ea da\'e6 panu posad\'ea... Czy wolno zapyta\'e6 - jakie s\'b9 jego mocne - zaakcentowa\'b3 - kwalifkacye fachowe?..\par \f0\par \f1 - Fachowych \'9cci\'9cle \'bfadnych - przerwa\'b3 niezadowolonym troch\'ea g\'b3osem Orl\'eacki. - Posiadam jednak j\'eazyki: angielski, francuski, rosyjski i niemiecki, oraz zdobyte prac\'b9 i praktyk\'b9 obecn\'b9 - rachunkowo\'9c\'e6 i buchaltery\'ea - w banku, gdzie urz\'eaduj\'ea i sk\'b9d w razie potrzeby otrzyma\'e6 mog\'ea \'9cwiadectwo odpowiednie.\par \f0\par \f1 - A! - zadziwi\'b3 si\'ea mimo woli Roman - to dobrze... to bardzo dobrze...\par \f0\par \f1 Wzrok jego przy tem, z zadowoleniem obj\'b9\'b3 d\'b3u\'bfsz\'b9 chwil\'ea ca\'b3\'b9 posta\'e6 Orl\'eackiego, m\'f3wi\'b9c do siebie mimo woli wyra\'9fnie; - Patrzcie?.. nie spodziewa\'b3em si\'ea!..\par \f0\par \f1 - Zatem - odezwa\'b3 si\'ea niebawem - obj\'b9\'e6 mo\'bfe szanowny pan inn\'b9, lepsz\'b9 nawet posad\'ea od tej, kt\'f3r\'b9 przeznacza\'b3em w my\'9cli dla niego.\par \f0\par \f1 - C\'f3\'bf to za miejsce? - zagadn\'b9\'b3 Orl\'eacki.\par \f0\par \f1 - Une place de confiance...- wycedzi\'b3 z wolna Dzier\'bfymirski. - Przy tem r\'f3wnocze\'9cnie jedno z wy\'bfszych przy korespondencyi i buchalteryi w Banku Komercyjno-Przemys\'b3owym, otworzy\'e6 si\'ea maj\'b9cym za miesi\'eacy kilka... Do komitetu nale\'bf\'ea, odm\'f3wi\'e6 mi nic nie mog\'b9... Skoro za\'9c pan w tej w\'b3a\'9cnie dziedzinie ju\'bf posiada praktyk\'ea pewn\'b9, tem \'b3acniej wi\'eac wyb\'f3r m\'f3j zatwierdz\'b9...\par \f0\par \f1 Roman sko\'f1czy\'b3 i spojrza\'b3 zn\'f3w spod oka na obywatela - emigranta.\par \f0\par \f1 Zdziwienie radosne bi\'b3o z twarzy Orl\'eackiego. \par \f0\par - No, \f1 teraz chyba wy\'9cpiewasz mi wszystko - pomy\'9cla\'b3 Roman, w duchu.\par \f0\par \f1 - Pensya znaczna - ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej ca\'b3kiem oboj\'eatnie, - ile, nie wiem jeszcze na pewno... W ka\'bfdym razie tysi\'eacy kilka .. - urwa\'b3 niedbale.\par \f0\par \f1 - Ale\'bf to miejsce idealne! - wykrzykn\'b9\'b3 \'bfywo Orl\'eacki. - Dzi\'eakuj\'ea po raz wt\'f3ry! - u\'9ccisn\'b9\'b3 d\'b3o\'f1 Romana.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski uczyni\'b3 wysi\'b3ek nad sob\'b9, by nie zdradzi\'e6 si\'ea przypadkowo nerwowem g\'b3osu brzmieniem i przem\'f3wi\'b3:\par \f0\par \f1 - Tylko zachodzi tu jeszcze kwestya jedna... A mianowicie - zawaha\'b3 si\'ea...\par \f0\par - Bo to, widzi\f1 szanowny i kochany pan, ci panowie, tam, w Zarz\'b9dzie, s\'b9 bardzo trudni... Czepiaj\'b9 si\'ea byle czego...\par \f0\par \f1 I zn\'f3w Roman m\'f3wi\'e6 przesta\'b3, poczem za\'9c, poirytowany nagle, \'bfe b\'eadzie zmuszony i\'9c\'e6 prosto do celu i palcami dotyka\'e6 kwestyi, kt\'f3r\'b9 zr\'eacznie obej\'9c\'e6 zamierza\'b3, wyrzuci\'b3 z siebie twardo:\par \f0\par \f1 - M\'f3wiono mi tam, o jakich\'9c pieni\'b9dzach, zgubionych przez pana, nieodnalezionych, czy co\'9c tam podobnego... Pojmuje pan zatem, \'bfe ja, proteguj\'b9c - zatrzyma\'b3 si\'ea Roman sekund\'ea, i uprzejmie nieco dorzuci\'b3, z wymuszonym u\'9cmiechem. - Powiedzie\'e6 musz\'ea wszystko, wszak pan to rozumie chyba?.. Nic za\'9c o tem dot\'b9d szanowny pan mi nie m\'f3wi\'b3...\par \f0\par \f1 - Ale\'bf nie powiedzia\'b3em? - obruszy\'b3 si\'ea ura\'bfony widocznie Orl\'eacki. - Bo uwa\'bfa\'b3em to, jak i uwa\'bfam dot\'b9d, za spraw\'ea czysto osobist\'b9...\par \f0\par - Ma\f1 sz tobie! - omal \'bfe nie wykrzykn\'b9\'b3 Dzier\'bfymirski, ze z\'b3o\'9cci\'b9, lecz opami\'eata\'b3 si\'ea w por\'ea, i zapyta\'b3 w \'9clad za tem spokojnie, wpad\'b3szy zarazem na pomys\'b3 przebieg\'b3y.\par \f0\par \f1 - No tak, zapewne... Czyje\'bf to jednak pieni\'b9dze by\'b3y?..\par \f0\par \f1 - Aaa! - wyrwa\'b3o si\'ea z ust Orl\'eackiego natychmiast, i powstawszy gwa\'b3townie z krzes\'b3a, wykrzykn\'b9\'b3:\par \f0\par \f1 - To prezesowi tak powiedziano!.. Rozumiem teraz i przepraszam... \'a3otry dopiero, infamisy!.. - wyrzuci\'b3 z siebie z oburzeniem.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski \'9cpiesznie po\'b3o\'bfy\'b3 sw\'b9 kobiec\'b9 mi\'eakk\'b9 d\'b3o\'f1 na \'bfylastej r\'eace szlachcica i pomimo woli rzuci\'b3 niecierpliwie:\par \f0\par \f1 - Ja r\'f3wnie\'bf bardzo przepraszam! - zawaha\'b3 si\'ea - i s\'b3ucham..: - doko\'f1czy\'b3.\par \f0\par \f1 Orl\'eacki usiad\'b3, wzburzony jeszcze odsapn\'b9\'b3 i przem\'f3wi\'b3:\par \f0\par \f1 Powiesz mi p\'f3\'9fniej, prezesie kochany, kto mnie tak oszkalowa\'b3. Pierwsza rzecz, gdy do kraju powr\'f3c\'ea, wyzw\'ea go na pojedynek, jak mi B\'f3g mi\'b3y, a teraz s\'b3uchaj:\par \f0\par \f1 - By\'b3o to tak: Posiada\'b3em maj\'b9tek na Litwie, gdzie, jak wiadomo, hipoteki nie ma, ni Towarzystwa Kredytowego... S\'b9 tam tylko tak zwane "Banki Ziemskie", kt\'f3re w razie nie uiszczenia si\'ea z wyp\'b3aty na termin, egzekwuj\'b9 bardzo szybko... Ot\'f3\'bf w jednym z bank\'f3w owych mia\'b3em grub\'b9 po\'bfyczk\'ea... Min\'b9\'b3 termin jeden, drugi, trzeci, p\'b3aci\'b3em ma\'b3o, zebra\'b3y si\'ea zaleg\'b3o\'9cci, wystawiono mi dobra na sprzeda\'bf... Zap\'b3aci\'e6 musia\'b3em zaleg\'b3o\'9cci - razem dwana\'9ccie tysi\'eacy... Nie mia\'b3em ich, po\'bfyczy\'b3em wi\'eac sum\'ea \'bf\'b9dan\'b9 u paru os\'f3b i w drodze, gdym jecha\'b3 p\'b3aci\'e6 na miejsce, w ostatniej niemal chwili pieni\'b9dze te zgubi\'b3em... Maj\'b9tek mi naturalnie sprzedano...\par \f0\par - To bolesna prawda!.. Ch\f1 yba pan prezes przysi\'eagi \'bf\'b9da\'e6 ode mnie nie b\'eadzie, a zreszt\'b9?.. Gotowym! - i Orl\'eacki powsta\'b3 uroczy\'9ccie...\par \f0\par \f1 - Ale, c\'f3\'bf znowu?.. - rozleg\'b3 si\'ea w milczeniu suchy g\'b3os Dzier\'bfymirskiego, a s\'b3owa te, wym\'f3wione zimno, zabrzmia\'b3y niemi\'b3ym dla ucha d\'9fwi\'eakiem:\par \f0\par \f1 Od chwili bowiem, gdy z ust Orl\'eackiego pad\'b3a cyfra "dwana\'9ccie tysi\'eacy", Roman zmieni\'b3 si\'ea ca\'b3kiem. Giestem, pe\'b3nym zniech\'eacenia, wypu\'9cci\'b3 z r\'b9k trzymane cygaro, twarz za\'9c, przybrawszy wyraz oboj\'eatny, ch\'b3odny, poora\'b3a si\'ea w drobne zmarszczki. Wi\'eac ponownie oto rozprys\'b3a mu si\'ea w palcach mydlana ba\'f1ka!.. \'afycie, z przera\'bfaj\'b9c\'b9 logik\'b9 dawa\'b3o mu do zrozumienia, \'bfe kpi\'e6 z usi\'b3owa\'f1 jego nie przestaje... I drwina ta nowa, szydercza, zrani\'b3a go bole\'9cnie, jednocze\'9cnie za\'9c gniew niewyt\'b3umaczony, instynktowny, zawrza\'b3 w Dzier\'bfymirskim.\par \f0\par \f1 C\'f3\'bf go, zaiste obchodzi\'e6 m\'f3g\'b3 Orl\'eacki, historye i przysi\'eagi jego?\par \f0\par \f1 - Osio\'b3!.. My\'9cli mo\'bfe - rzuci\'b3 w duchu gniewnie - \'bfe obecnie, kiedy nie dwadzie\'9ccia siedm, a dwana\'9ccie tylko zgubi\'b3 tysi\'eacy, zajmowa\'e6 si\'ea nim b\'ead\'ea!.. Ba, nie g\'b3upim! - i u\'9cmiech z\'b3y, sarkastyczny wykrzywi\'b3 w\'b9skie usta Romana.\par \f0\par \f1 Powsta\'b3 sztywno, maj\'b9c za\'9c ju\'bf z wieloletniej swej praktyki na ustach gotowy do pozbycia si\'ea ludzi zdawkowy komuna\'b3, wyci\'b9gn\'b9\'b3 r\'eak\'ea na po\'bfegnanie...\par \f0\par Lecz oto niespodzianie fakt na poz\'f3r drobn\f1 y pomiesza\'b3 mu ca\'b3kiem szyki - zadzwoniono. Gadatliwy Orl\'eacki, rozpoczynaj\'b9cy w\'b3a\'9cnie, ma\'b3o ju\'bf obchodz\'b9cy teraz Romana, dalszy ci\'b9g swych \'bfycia kolei, przeprosiwszy, wybieg\'b3 do przedpokoju, w \'9clad za tem rozleg\'b3y si\'ea dwa g\'b3osy kobiece, szelest okry\'e6 i sukien damskich. Rozbierano si\'ea, potem szepta\'e6 zacz\'eato, po chwili za\'9c zn\'f3w dwa wykrzykniki zdziwienia i rado\'9cci obi\'b3y si\'ea o s\'b3uch Dzier\'bfymirskiego.\par \f0\par \f1 S\'b3ysz\'b9c je, skrzywi\'b3 si\'ea Roman nieznacznie, chrz\'b9kn\'b9\'b3 i znudzony zbli\'bfy\'b3 si\'ea powoli ku oknu salonika. Nie trudno by\'b3o domy\'9cle\'e6 si\'ea, \'bfe tam, w przedpokoju, ten "poczciwy" Orl\'eacki wygada\'b3 ju\'bf rodzinie swej niemal wszystko.\par \f0\par \f1 - Wpad\'b3em! - pomy\'9cla\'b3 Roman, i zdenerwowany, stukn\'b9\'b3 palcami w powietrzu.\par \f0\par \f1 Drzwi za\'9c poza nim roztwiera\'b3y si\'ea ju\'bf spiesznie. Odwr\'f3ci\'b3 si\'ea.\par \f0\par \f1 Naprzeciwko niego sz\'b3y dwie kobiety, zar\'f3\'bfowione, u\'9cmiechni\'eate. Jedna z nich, starsza, brunetka, pi\'eakna jeszcze, dobrze zakonserwowana, - druga, dziewcz\'ea m\'b3odziutkie, szesnastoletnie zaledwie mo\'bfe, ho\'bfe i \'9cwie\'bfe...\par \f0\par \f1 - Prezes Roman Dzier\'bfymirski, nasz obecny zbawca, opiekun, a jak ci m\'f3wi\'b3em przed chwil\'b9, najszlachetniejszy z ludzi, kt\'f3rych dot\'b9d w \'bfyciu pozna\'b3em! - przedstawi\'b3 szumnie Orl\'eacki go\'9ccia \'bfonie, g\'b3osem ciep\'b3ym, jakby wzruszonym jeszcze od doznanych z przed chwili wra\'bfe\'f1.\par \f0\par \f1 Sk\'b3oni\'b3 si\'ea Dzier\'bfymirski, a na d\'9fwi\'eak ostatniego zdania lekki rumieniec pokry\'b3 mu lica. Wstydzi\'b3 si\'ea za swe my\'9cli - za siebie...\par \f0\par \f1 Tymczasem ruchem wsp\'f3lnym, uprzejmie wyci\'b9gn\'ea\'b3y si\'ea ku niemu dwie ma\'b3e kobiece r\'b9czki. \par \f0\par \f1 - Bardzo mi mi\'b3o pozna\'e6 pana, bardzo mi\'b3o! - m\'f3wi\'b3a, \'9cciskaj\'b9c d\'b3o\'f1 jego, pani Orl\'eacka. - Tembardziej, \'bfe jak mi w\'b3a\'9cnie m\'b9\'bf powiada, pan prezes staje si\'ea anio\'b3em opieku\'f1czym naszych los\'f3w, przysz\'b3o\'9cci - zwiastunem, i\'bf zobaczymy kraj nasz, za kt\'f3rym ci\'b9gle tak bardzo t\'easknimy! - ko\'f1czy\'b3a wzruszona.\par \f0\par - Moja\f1 c\'f3rka, Mita - przedstawi\'b3a z kolei Romanowi m\'b3odziutk\'b9 pann\'ea.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski trzyma\'b3, \'9cciska\'b3 w\'b3a\'9cnie w d\'b3oniach drobn\'b9 jej r\'b9czk\'ea, a cho\'e6 nie powiedzia\'b3o mu dziewcz\'ea nic zgo\'b3a, z u\'9ccisku jednak przyjaznego, ciep\'b3ego, ze spojrzenia jasnych, niebieskich oczu, w kt\'f3rych czyta\'b3y si\'ea w owej chwili wdzi\'eaczno\'9c\'e6 bez granic, rado\'9c\'e6 i nadzieja - poczu\'b3 Roman, i\'bf okrucie\'f1stwem niemi\'b3osiernem by\'b3oby teraz z jego strony cofni\'eacie obietnicy.\par \f0\par \f1 I jednocze\'9cnie reakcya nag\'b3a wst\'b9pi\'b3a we\'f1. Jaki\'9c przyp\'b3yw jakby dobroci zala\'b3 mu dusz\'ea, serce; zarazem za\'9c pomy\'9cla\'b3:\par \f0\par \f1 - Nazwano mnie "najszlachetniejszym", ha-ha-ha!.. Ironii mo\'bfe w tem wiele, ale... jednak... dlaczeg\'f3\'bfbym i ja czasami nie mia\'b3 by\'e6 szlachetnym? A poza tem, c\'f3\'bf de facto winien ten oto Orl\'eacki, \'bfe nie jest tym w\'b3a\'9cnie, kt\'f3rego tak szukam bezowocnie?.. Jestem wp\'b3ywowym, silnym, dlaczeg\'f3\'bf wi\'eac nie dopom\'f3g\'b3bym cz\'b3owiekowi, pokrzywdzonemu b\'b9d\'9f co b\'b9d\'9f przez nieznanego pieni\'eadzy jego znalazc\'ea, tak, jak pokrzywdzonym jest mo\'bfe przeze mnie r\'f3wnie\'bf i ten osobnik nieznany -\f0 "m\'f3j!.."\par \par \f1 I starczy\'b3o w \'9clad za tem jednej chwili, by w g\'b3owie Dzier\'bfymirskiego powsta\'b3 plan gotowy.\par \f0\par \f1 - Cieszy mnie niewymownie, \'bfe los pozwala mi sta\'e6 si\'ea - tu zwr\'f3ci\'b3 si\'ea, z u\'9cmiechem, ku pani Orl\'eackiej - Anio\'b3em Str\'f3\'bfem tego domu... Dzi\'9c zaraz zatelegrafuj\'ea do pan\'f3w z komitetu nowego banku o kandydaturze pana - wskaza\'b3 nieznacznie Orl\'eackiego ruchem g\'b3owy.\par \f0\par \f1 W milczeniu, wzruszony szlachcic u\'9ccisn\'b9\'b3 d\'b3o\'f1 Dzier\'bfymirskiego. Ten ostatni za\'9c zastanowi\'b3 si\'ea chwil\'ea...\par \f0\par \f1 Kiedy czyni\'e6 co\'9c, to czyni\'e6 zupe\'b3nie i wszechstronnie, - pomy\'9cla\'b3, a si\'eagn\'b9wszy do kieszeni, dyskretnie pocz\'b9\'b3 d\'b3ugo szuka\'e6 czego\'9c w portfelu... Znalaz\'b3szy wreszcie tam przekaz na okaziciela w "Credit Lyonnais", wskazuj\'b9cy sum\'ea dw\'f3ch tysi\'eacy frank\'f3w, rzek\'b3 swobodnie:\par \f0\par \f1 - Cho\'e6 to niegrzecznie bardzo z mej strony tak zaraz niemal po poznaniu opuszcza\'e6 panie, - sk\'b3oni\'b3 si\'ea uprzejmie w stron\'ea dw\'f3ch kobiet - jednak panie wybacz\'b9, uczyni\'e6 to b\'ead\'ea zmuszony, i...\par \f0\par \f1 - Ale\'bf, c\'f3\'bf znowu... - obruszy\'b3a si\'ea Orl\'eacka. - Obiad , podadz\'b9 w tej chwili, prosimy bardzo... Mito! - zwr\'f3ci\'b3a si\'ea do c\'f3rki - ka\'bf dawa\'e6!..\par \f0\par \f1 - Dzi\'eakuj\'ea serdecznie! - sk\'b3oni\'b3 si\'ea z u\'9cmiechem Dzier\'bfymirski w stron\'ea m\'b3odego dziewcz\'eacia. - Wychodz\'ea natychmiast, a to z powodu nagl\'b9cych spraw, kt\'f3re nieodzownie dzi\'9c jeszcze za\'b3atwi\'e6 musz\'ea...\f0\par \par \f1 - \'afegnam panie! - wyci\'b9gn\'b9\'b3 uprzejmie r\'eak\'ea do pani domu, a nast\'eapnie do panny.\par \f0\par \f1 Ta ostatnia poda\'b3a mu j\'b9, z niewys\'b3owionym wdzi\'eakiem i cicho rzek\'b3a:\par \f0\par \f1 - Przyjm pan, panie prezesie, i ode mnie szczere podzi\'eakowanie za to, co czynisz dla ojca mego... Jeste\'9c szlachetnym, dobrym i wdzi\'eaczno\'9c\'e6 moja nie zapomni panu tego - nigdy!..\par \f0\par \f1 - Szcz\'ea\'9cciem prawdziwem dla mnie, \'bfe i pani b\'eadzie z tego korzysta\'e6... Bo, o ile zgaduj\'ea, pani tu chyba najwi\'eacej wr\'f3ci\'e6 by rada do rodzinnego kraju?..\par \f0\par \f1 - O! tak... - przyzna\'b3a, z zapa\'b3em, szczerze: Wyko\'b3ysa\'b3y mnie nasze \'b3any i lasy, wychowa\'b3a ta ziemia nasza, tak pi\'eakna chyba, jak \'bfadna!..\par \f0\par \f1 Z sympaty\'b9, spojrza\'b3 Roman na dziewcz\'ea, i sk\'b3oniwszy si\'ea raz jeszcze, zwr\'f3ci\'b3 si\'ea z kolei do Orl\'eackiego.\par \f0\par - A do kochanego pana to mam jeszcze\f1 i interesik drobny... - wzi\'b9\'b3 gospodarza za rami\'ea i poprowadzi\'b3 ku oknu:\par \f0\par \f1 - Rzecz przedstawia si\'ea, jak nast\'eapuje - rzek\'b3, o ile m\'f3g\'b3, najpowa\'bfniej. - Na zasadzie jednego z paragraf\'f3w ustawy, urz\'eadnikom nowego banku, naturalnie protegowanym, daje si\'ea z g\'f3ry na instalacy\'ea... Kwesty\'ea te jednak obm\'f3wi\'e6 trzeba poprzednio na zebraniu. Ot\'f3\'bf, poniewa\'bf pan, pomimo, \'bfe bank nie funkcyonuje jeszcze, za miesi\'b9c najdalej musisz ju\'bf by\'e6 na miejscu, a to, w celu ulokowania si\'ea i obj\'eacia, de nomine, wakansu ofiarowanej posady, ja za\'9c dopiero za miesi\'eacy kilka tam b\'ead\'ea - zatem...- Roman urwa\'b3, dobieraj\'b9c jakby w umy\'9cle wyraz\'f3w. - Zatem - powt\'f3rzy\'b3 - awansuj\'ea tu kochanemu, panu przekazem, sum\'ea w\'b3a\'9cciw\'b9... Przypuszczam, b\'eadzie ona odpowiada\'e6 mniej wi\'eacej kwocie, kt\'f3r\'b9 w swoim czasie przyznaj\'b9 panu na zebraniu Rady... C\'f3\'bf, zgoda? Dobr\'b9 my\'9cl mia\'b3em? - doko\'f1czy\'b3 Roman.\par \f0\par \f1 - Ale\'bf z kochanego prezesa anio\'b3 prawdziwy, nie cz\'b3owiek!.. - wykrzykn\'b9\'b3 Orl\'eacki i po staropolsku, u\'9ccisn\'b9wszy go szczerze, podzi\'eakowa\'b3, z zapa\'b3em.\par \f0\par - Kloc\f1 iu, czy s\'b3yszysz? - zawo\'b3a\'b3 na \'bfon\'ea. Pan prezes na instalacy\'ea awansuje mi, przekazem! - i szlachcic poinformowa\'b3 dobrodusznie, szczeg\'f3\'b3owo ma\'b3\'bfonk\'ea o wspania\'b3omy\'9clno\'9cci Romana. Nast\'b9pi\'b3y w \'9clad za tem ponowne podzi\'eakowania, wykrzykniki...\par \f0\par Odprowadzony\f1 a\'bf do drzwi, \'bfegnany serdecznie i czule, Dzier\'bfymirski wydosta\'b3 si\'ea nareszcie na schody, a potem na ulic\'ea, sam pomimo woli wzruszony, z g\'b3ow\'b9 pe\'b3n\'b9 najsprzeczniejszych my\'9cli.\par \f0\par \f1 Gdy po niejakim\'9c czasie, wracaj\'b9c z wolna do rzeczywisto\'9cci, podni\'f3s\'b3 g\'b3ow\'ea, spostrzeg\'b3 w pewnem oddaleniu przed sob\'b9 z\'b3ocon\'b9 kopu\'b3\'ea tumu Inwalid\'f3w. Tkni\'eaty nag\'b3\'b9 my\'9cl\'b9, z miejsca natychmiast skierowa\'b3 si\'ea ku furtce, a wymin\'b9wszy j\'b9 i strzeg\'b9cego wej\'9ccia kulawego inwalid\'ea, znalaz\'b3 si\'ea na obszernym placu tumu, odgrodzonego krat\'b9 o\f0 d ulic miasta.\par \par \f1 Wkr\'f3tce, po stopniach wschod\'f3w wst\'eapowa\'e6 pocz\'b9\'b3 do wn\'eatrza przybytku, kryj\'b9cego w swych murach grobowiec wielkiego Napoleona.\par \f0\par \f1 W gmachu milczenie i jakby uroczysty powiew jaki\'9c pot\'eagi niewidzialnej i grozy obj\'b9\'b3 Romana natychmiast.\par \f0\par Cichym \f1 tylko szmerem rozlega\'b3y si\'ea tu kroki kilkunastu os\'f3b... Na dole, w szerokiem, na kszta\'b3t basenu, pog\'b3\'eabieniu, drzema\'b3 olbrzymi sarkofag, z ceglasto - wi\'9cniowego marmuru...\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski zbli\'bfy\'b3 si\'ea do balustrady grobowca, i stan\'b9\'b3 smutny, cichy...\par \f0\par Wobe\f1 c proch\'f3w mo\'bfnego w\'b3adcy poczu\'b3 si\'ea r\'f3wnocze\'9cnie drobnym, nik\'b3ym... Hucz\'b9ce jego troki zmala\'b3y r\'f3wnie\'bf - uspakaja\'b3 si\'ea...\par \f0\par \f1 I my\'9cli jego nagle wzi\'ea\'b3y r\'f3wnie\'bf obr\'f3t zupe\'b3nie inny.\par \f0\par \f1 - Wi\'eac to tu - m\'f3wi\'b3 sobie Roman - le\'bfy zwyci\'eazca z pod Marengo, Ulm, Austerlitz, i.t.d., i.t.d. Wi\'eac tu spoczywaj\'b9 snem, nieprzebudzonym, wiecznym, prochy tego, wielkiego duchem - ma\'b3ego imperatora!..\par \f0\par \f1 Dawno bardzo nie bawi\'b9cy ju\'bf w Pary\'bfu, pami\'eataj\'b9cy go zaledwie w zamglonem tylko wspomnieniu, z minionych lat m\'b3odzie\'f1czych, Dzier\'bfymirski, w skupieniu i z nabo\'bfe\'f1stwem w duszy, wpatrzony, milcz\'b9cy, z g\'b3ow\'b9 pochylon\'b9, zaduma\'b3 si\'ea przed trumn\'b9 cesarza Francyi.\par \f0\par \f1 Woko\'b3o niego z prawej i lewej strony, w wewn\'eatrznym p\'f3\'b3kr\'eagu tumu, widnia\'b3y wkl\'eas\'b3e pog\'b3\'eabienia, z grobowcami ma\'b3ymi; przed nim za\'9c, poza drzwiami do grobu, wznosi\'b3 si\'ea rozpi\'eaty na krzy\'bfu Syn Bo\'bfy um\'eaczony...\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski po chwili ockn\'b9\'b3 si\'ea z zamy\'9clenia i post\'b9pi\'b3 wzd\'b3u\'bf kolistej baryery grobowca, w kierunku jego wej\'9ccia:\par \f0\par \f1 Zamkni\'eate szczelnie drzwi pomnikowe po\'b3yskiwa\'b3y hebanem czarnego marmuru; u progu ich i wschod\'f3w, wiod\'b9cych do wn\'eatrza "tombeau", w mundurze granatowym, powa\'bfny, ze wst\'eagami i orderami, brodaty, stary, str\'f3\'bfowa\'b3 inwalida...\par \f0\par \f1 Na g\'f3rze za\'9c b\'b3yszcza\'b3 wielki napis z\'b3ocisty: "Je d\'e9sire, que mes cendres re\f0 posent sur le bord de la Seine - au milieu de ce peuple francais, que j'avais tant aim\'e9" *).\par \f1 [*) "Pragn\'ea, aby me prochy spocz\'ea\'b3y u brzeg\'f3w Sekwany - w\'9cr\'f3d tego ludu francuskiego, kt\'f3ry tak bardzo kocha\'b3em."]\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski patrzy\'b3, przej\'eaty mimowolnie do g\'b3\'eabi powag\'b9, skupienia pe\'b3n\'b9, i jak\'b9\'9c melancholi\'b9 rzewn\'b9, wiej\'b9c\'b9 od tego grobu zmar\'b3ego geniusza despoty, \'9cni\'b9cego tu cicho, zapomnianego jakby w samem sercu republika\'f1skiego dzi\'9c Pary\'bfa.\par \f0\par \f1 Nagle, gdy poruszony, niemy, sta\'b3 tak, wci\'b9\'bf, zamy\'9clony, drgn\'b9\'b3 gwa\'b3townie.\par \f0\par \f1 Bo oto w tej\'bfe samej chwili wybi\'b3a w ciszy g\'b3o\'9cno godzina czwarta, a z jej uderzeniem, jako sygna\'b3 zamykania ju\'bf gmachu, raptowny, rozleg\'b3 si\'ea w\'b3a\'9cnie odg\'b3os b\'eabna.\par \f0\par \f1 Grano bojow\'b9 pobudk\'ea... Dono\'9cnie rozchodzi\'b3 si\'ea w milczeniu uderzenia kr\'f3tkie, wzbija\'b3y si\'ea pod strop wysoki, echem dudni\'b3y w zag\'b3\'eabieniach, arkadach, owalnej kopule wysokiej.\par \f0\par \lang1031 - Messieurs et dames sortez!.. \lang1045\f1 sortez, s'il vous plait, sortez, sortez!.. - rozleg\'b3 si\'ea jednocze\'9cnie twardy g\'b3os szwajcara, str\'f3\'bfa Napoleonowego grobowca... Postukuj\'b9c grub\'b9 lask\'b9, i\'9c\'e6 pocz\'b9\'b3 on i rozp\'eadza\'e6 energicznie przed sob\'b9, ku wyj\'9cciu rozsypanych po gmachu tam i \'f3wdzie go\'9cci.\par \f0\par \f1 - Sortez! - rozkazuj\'b9cy, wojskowo - lakoniczny, - bezustanny rozbrzmiewa\'b3 g\'b3os jego i miesza\'b3 si\'ea! z bojow\'b9 fanfar\'b9 b\'eabna\f0 !..\par \par \f1 Dzier\'bfymirski jednak nie rusza\'b3 si\'ea wcale z miejsca przeciwnie. Wr\'f3s\'b3 jakby w ziemi\'ea; ucho jego \'b3owi\'b3o \'b3apczywie dono\'9cne, j\'eadrne tony pobudki, wyobra\'9fnia, podsycana nerwami, w rozstroju - poruszona, snu\'b3a mu przed oczyma obraz fantasmagoryczny.\par \f0\par W g\f1 machu panowa\'b3 mrok...\par \f0\par \f1 Ostatnie d\'9fwi\'eaki surmy bojowej kona\'b3y, a Romanowi zda\'b3o si\'ea, i\'bf z milkn\'b9cem coraz ju\'bf dalszem echem b\'eabna, poczynaj\'b9 oto zaludnia\'e6 tum wspania\'b3y jakie\'9c wyros\'b3e jakby zewsz\'b9d mary i cienie poleg\'b3ej dawno Napoleo\'f1skiej gwardyi starej, i wyra\'9fny o s\'b3uch jego obija si\'ea przy tem stuk ich but\'f3w i ostr\'f3g o kamienie posadzki!..\par \f0\par \f1 Id\'b9! Ustawieni w szyku, gotowi do walki, stoj\'b9 oto niezliczeni woko\'b3o grobu wodza swego... Przeb\'f3g, c\'f3\'bf to jest?..\par \f0\par \f1 Huk jaki\'9c rozlega si\'ea w gmachu - to marmur grobowca p\'eaka, unosi si\'ea...\par \f0\par \f1 W tr\'f3jgraniasty kapelusz przybrana, z za\'b3o\'bfonemi na piersiach r\'eakoma, staje wyra\'9fnie przed wzrokiem Romana posta\'e6 Napoleona - wodza!..\par \f0\par \f1 - Paf, paf!.. - w tej samej chwili tu\'bf ko\'b3o Dzier\'bfymirskiego o posadzk\'ea uderza kto\'9c zamaszy\'9ccie\f0 .\par \par \f1 - Sortez, sortez donc, monsieur!.. Quatre heures... la consigne!.. - rozlega si\'ea g\'b3os twardy i szorstki.\par \f0\par \f1 Roman budzi si\'ea, rozgl\'b9da... A zirytowany natychmiast, \'bfe tak obcesowo przerwano mu jego widzenie marz\'b9ce, got\'f3w ju\'bf jest a to rzuci\'e6 w twarz staj\'b9cemu nad nim miejscowemu szwajcarowi jak\'b9\'9c ostr\'b9 okoliczno\'9cciow\'b9 uwag\'ea... Otwiera ju\'bf usta, spojrzawszy jednak na twarz wyblad\'b3\'b9, pooran\'b9 zmarszczkami, o wyrazie pe\'b3nym melancholii i smutku, milknie.\par \f0\par \f1 W tych rysach bowiem czyta wyra\'9fnie gniew t\'b3umiony, lecz nie bezmy\'9clny, - bynajmniej. Nie, przeciwnie. Oburzenie to jakie\'9c inne, szlachetniejszej, podnio\'9clejszej jakby natury, i m\'f3wi\'e6 zda si\'ea:\par \f0\par \f1 - Ach id\'9fcie, ju\'bf id\'9fcie!.. Odejd\'9fcie wy wszyscy, profanatorzy wstr\'eatni, kalaj\'b9cy te progi ciekawo\'9cci\'b9 banaln\'b9 - nieprzystojnym szumem, ha\'b3asem, gadanin\'b9 i gwarem m\'b9c\'b9cy bezmy\'9clnie spok\'f3j i sen wieczny wielkiego imperatora!..\par \f0\par \f1 - C\'f3\'bf wy? - m\'f3wi\'b3y z pogard\'b9 te szare smutno oczy starca. - C\'f3\'bf wy, kar\'b3y, nie ludzie dzisiejsi, mali -wiedzie\'e6 mo\'bfecie? Co s\'b9dzi\'e6 o czynach olbrzymich "Jego?" Co odczu\'e6? C\'f3\'bf zrozumie\'e6 jeste\'9ccie zdolni?..\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski z uwag\'b9 wpatrywa\'b3 si\'ea dalej w stoj\'b9cego przed nim niecierpliwie szwajcara - inwalid\'ea.\par \f0\par \f1 Czy\'bfby istotnie w umy\'9cle tego starca uczucia podobne si\'ea kry\'b3y? - my\'9cla\'b3 i zatopiwszy raz jeszcze, milcz\'b9c, badawcze spojrzenie w m\'eatnych \'9frenicach starca, bez s\'b3owa, skierowa\'b3 si\'ea ku wyj\'9cciu z tumu.\par \f0\par \f1 Otworzono przed nim, zamkni\'eate przed chwil\'b9: z hukiem drzwi wchodowe, i zatrza\'9cni\'eato je poza nim.\par \f0\par \f1 Wydostawszy si\'ea na ulic\'ea, Roman, znu\'bfony, wsiad\'b3 do pierwszej doro\'bfki; tu za\'9c, och\'b3on\'b9wszy nieco od wzrusze\'f1 i wra\'bfe\'f1, porz\'b9dkowa\'e6 zacz\'b9\'b3 w g\'b3o\'9cno zdarzenia minionych godzin kilku.\par \f0\par \f1 - Raz jeszcze zatem, miast rzeczywisto\'9cci, chwyta\'b3em mar\'ea, cie\'f1 u\'b3udny!.. - m\'f3wi\'b3 sobie w duchu, z nag\'b3\'b9 gorycz\'b9. - Poch\'b3oni\'eaty wci\'b9\'bf jedn\'b9 my\'9cl\'b9, przybieg\'b3em tutaj nadziei pe\'b3ny, i znowu nic - zero!..\par \f0\par \f1 - O, ironio, niezrozumia\'b3a, dziwna!.. - duma\'b3 dalej. - Czy\'bf nigdy nie trafi\'ea na \'9clad pewny? Czy\'bf wiecznie, biczowany sumieniem, dr\'eaczy\'e6 si\'ea tak b\'ead\'ea, zmuszony?\par \f0\par Dzi\f1 er\'bfymirski opu\'9cci\'b3 r\'eace na kolana, w zniech\'eaceniu i pochyli\'b3 nisko g\'b3ow\'ea. Z chwilow\'b9 samotno\'9cci\'b9, z pog\'b3\'eabieniem si\'ea w siebie, wraca\'b3a bezlitosna samowiedza, b\'b3\'eadne ko\'b3o tajonego w duszy cierpienia zacie\'9cnia\'b3o si\'ea, wirowa\'b3o, rzucaj\'b9c mu jednocze\'9cnie na ekran duszy wizerunek nag\'b3y w\'b3asnego moralnego "ja".\par \f0\par \f1 Nie kry\'b3y go obs\'b3ony z\'b3ociste, utkane z pozor\'f3w, zdolno\'9cci osobistych, rozumu, energii, czynu, bezinteresownego po\'9cwi\'eacenia dla drugich, szlachetno\'9cci i wielu innych przymiot\'f3w, w kt\'f3re, jak w \'9cnie\'bfn\'b9, lamowan\'b9 purpur\'b9, tog\'ea patrycyusza - przed lud\'9fmi, przed \'9cwiatem, stroi\'b3 si\'ea prezes Dzier\'bfymirski...\par \f0\par \f1 Nie, by\'b3 to szkielet tylko!.. Otulony w p\'b3acht\'ea jaskraw\'b9 szalonej ambicyi, kry\'b3 on za jej fa\'b3dami bagno moralne pami\'eatnej w \'bfyciu Romana chwili, gdy dla osobistego szcz\'ea\'9ccia, u\'bfycia, pogwa\'b3ci\'b3 on by\'b3 etyk\'ea spo\'b3ecznego prawa!..\par \f0\par \f1 Z tej ka\'b3u\'bfy jednak brudnej, a pozornie ju\'bf zapomnianej, wyrasta\'b3 kwiat - niby niepokalana bia\'b3a lilia - zasiany ziarnem silnych, cho\'e6 podeptanych zasad, wszczepionych za m\'b3odu - kie\'b3kuj\'b9cy, przy pomocy czujnego zawsze sumienia!..\par \f0\par \f1 Kwiatem tym - by\'b3a ch\'ea\'e6 szlachetna, instynktowna, konieczna, oddania b\'b9d\'9f co b\'b9d\'9f, prawemu w\'b3a\'9ccicielowi przyw\'b3aszczonych pieni\'eadzy. Ona, wytrwa\'b3a, popycha\'b3a bezustannie Romana naprz\'f3d przed siebie; ona - ze\'9crodkowywuj\'b9ca w sobie r\'f3wnie\'bf najpi\'eakniejsze pierwiastki jego charakteru - zniewala\'b3a go - do czyn\'f3w, tam i \'f3wdzie szlachetnych. Jej to niew\'b9tpliwie zawdzi\'eacza\'b3 Dzier\'bfymirski sw\'f3j post\'eapek z Orl\'eackim!..\par \f0\par \f1 I Romanowi w tej chwili mign\'b9\'b3 obraz wdzi\'eaczno\'9cci tych trojga ludzi ku niemu.\par \f0\par \f1 Zn\'f3w tu wi\'eac fa\'b3sz mimowolny - \'bfycia ironia!.. \par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski westchn\'b9\'b3. Pomimo jednak, i\'bf czu\'b3 zgrzyt w duszy, ros\'b3o tam w nim jednocze\'9cnie pewne zadowolenie, zazwyczaj odczuwane przez subtelniejsze natury, po spe\'b3ni\f0 eniu dobrego, lub szlachetnego czynu.\par \par \f1 Spojrza\'b3 woko\'b3o weselej nieco... Doro\'bfka mija\'b3a w\'b3a\'9cnie bardzo o\'bfywion\'b9 dzielnic\'ea miasta.\par \f0\par \f1 Na lewo widnia\'b3a wie\'bfa St. Jaeques, a tu\'bf obok ko\'9cci\'f3\'b3 St. Germain -l'Auxerrois; naprzeciw ogromem rozwielmo\'bfy\'b3 si\'ea Luwr wspania\'b3y.\par \f0\par \f1 Roman, zap\'b3aciwszy wo\'9fnic\'ea, wyskoczy\'b3 z doro\'bfki i skierowa\'b3 si\'ea ku muzeum.\par \f0\par \f1 Odci\'eaty w podr\'f3\'bfy od zwyk\'b3ego, pe\'b3nego czynu, \'bfycia, poch\'b3aniaj\'b9cego go ca\'b3kowicie - Dzier\'bfymirski poczu\'b3 nagle potrzeb\'ea nieodzown\'b9, konieczn\'b9, odwr\'f3cenia j\'b9trz\'b9cych mu m\'f3zg my\'9cli czemkolwiek, ucieka\'b3 si\'ea wi\'eac znowu do koicielki-sztuki. \par \f0\par \f1 Niebawem przez jedno z licznych wej\'9c\'e6 wchodzi\'b3 do jej \'9cwi\'b9tyni, pogr\'b9\'bfonej w milczeniu, tchn\'b9cej majestatem zapatrzonych w siebie twor\'f3w ludzkiego geniusza, szybuj\'b9cego na skrzyd\'b3ach artyzmu we wszelakich jego odmianach i fazach - wcielaj\'b9cego pi\'eakno, by sz\'b3o, niby tchnienie \'bfywe, do dusz ludzkich, umiej\'b9cych wznie\'9c\'e6 si\'ea i oderwa\'e6 od poziom\'f3w!\par \f0\par \f1 Znajdowa\'b3 si\'ea w salach dolnych. Zabytki staro\'bfytnej rze\'9fby roma\'f1skiej, greckiej otacza\'b3y go zewsz\'b9d. Setki ich z epok r\'f3\'bfnych patrzy\'b3y na niego pi\'eakna wyrazem, r\'eak\'b9 mistrz\'f3w zakutym w kamie\'f1 i marmury...\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski, rozgl\'b9daj\'b9c si\'ea woko\'b3o, szed\'b3 wolno, zamy\'9clony.\par \f0\par \f1 Jak w kalejdoskopie, przesuwa\'b3y si\'ea wci\'b9\'bf kolejno przed nim pos\'b9gi, coraz pi\'eak\f0 niejsze.\par \par \f1 Tutaj wi\'eac wychyla\'b3y si\'ea oto rz\'eadem ku niemu biusty i srogie oblicza wszystkich prawie imperator\'f3w rzymskich - tam zn\'f3w wykwintnie modelowanem cia\'b3em pochyla\'b3y, gi\'ea\'b3y pos\'b9gi Apollin\'f3w - rzymskiego d\'b3uta, o rysach grubszych, pe\'b3nych m\'easko\'9cci i si\'b3y, - greckiego, traktowane daleko subtelniej z finezy\'b9, o ciele jakby mi\'eakkszem i drobniejszem, przedziwnie wyko\'f1czone w szczeg\'f3\'b3ach i wyrazach twarzy...\par \f0\par \f1 W oddzielnej sali, naprzeciw siebie, drzema\'b3y, na wz\'f3r orygina\'b3\'f3w w Watykanie, olbrzymie odlewy, z bronzu: \'9cpi\'b9cej Aryadny, Laokoona, Apollina i Dyany; dalej zn\'f3w, z Tripolisu w Afryce sprowadzona, bez ko\'f1ca n\'f3g i g\'b3owy, unosi\'b3a powabnie draperye pi\'eakna Venus, bieli\'b3y si\'ea bez liku dziesi\'b9tki rze\'9fb pomniejszych - sta\'b3 Apollo z Lycyi, oparty o pie\'f1, ko\'b3o kt\'f3rego obwija\'b3 si\'ea w\'b9\'bf zdradliwy... Apollo z Paros, patrzy\'b3 \'b3agodnie na widza; o rysach drobniutkich, w draperyi fa\'b3dach - wdzi\'eaczy\'b3a si\'ea grecka muza...\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski, z powodu braku czasu spieszy\'e6 si\'ea zmuszony, szed\'b3 pomimowolnie szybko, zatrzymuj\'b9c si\'ea jednak co chwila to kr\'f3cej, to d\'b3u\'bfej, zniewolony ku temu pi\'eaknem, hojn\'b9 r\'eak\'b9 i dzi\'eaki niestrudzonym zabiegom, nagromadzonemu, tak obficie woko\'b3o.\par \f0\par \f1 Tak wi\'eac, pomi\'eadzy wieloma, wieloma innemi zaj\'ea\'b3a go jeszcze rze\'9fba Tyberyusza cesarza, okrytego fa\'b3dami togi, z r\'eak\'b9 wyci\'b9gni\'eat\'b9 przed siebie, w oratorskim ge\'9ccie, tak wymownie, i\'bf zdawa\'b3o si\'ea, \'bfe oto ju\'bf zaraz przem\'f3wi... Tam zn\'f3w uwag\'ea zwr\'f3ci\'b3y dwie postacie kobiece, zabytki, przeniesione z greckich cmentarzy. Jedna z nich, owiana szat\'b9 przejrzyst\'b9, w stoj\'b9cej postawie, zadumana sm\'eatnie, - druga, w takiej\'bfe pozycyi, z wie\'f1cem laurowym na g\'b3owie, w bolesnem pogr\'b9\'bfona skupieniu, z prze\'9clicznie przytem wyrze\'9fbionem obliczem, przybrana w drapery\'ea, kt\'f3rej fa\'b3dy, wyko\'f1czone subtelnie w marmurze, za lada powiewem porusza\'e6 si\'ea w oczach zdawa\'b3y.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski wpad\'b3 w labirynt sal, salek, i szed\'b3 coraz dalej i dalej... Jednocze\'9cnie poddawa\'b3 si\'ea stopniowo coraz bardziej urokom sztuki, a przypatruj\'b9c si\'ea ci\'b9gle, z uwag\'b9, okazom staro\'bfytnego d\'b3uta - zapomina\'b3 coraz bardziej o dr\'eacz\'b9cych go my\'9clach z przed chwili; czarne i sm\'eatne niepostrze\'bfenie pierzcha\'b3y one cicho...\par \f0\par \f1 I niebawem Romana znowu zaj\'b9\'b3 marmurowy pos\'b9g z wyspy Paros... Przedstawia\'b3 on Aleksandra Wielkiego, z po\'b3ow\'b9 w\'b3os\'f3w z\'b3aman\'b9 i biustem, bez r\'b9k, z twarz\'b9 natomiast zachowan\'b9 doskonale. P\'f3\'9fniej zachwyci\'b3a go z kolei "Venus accroupie" w marmurze, r\'f3wnie\'bf bez r\'b9k, ze \'9cladem na plecach od\'b3amanej r\'b9czki Amora, potem zn\'f3w dziesi\'b9tki rze\'9fb innych, jedne charakterystyczniejsze, pi\'eakniejsze od drugich...\f0\par \par \f1 Po chwili, oparty o pie\'f1 drzewa, zatrzyma\'b3 go jeszcze, wzgl\'eadnie do otaczaj\'b9cych male\'f1ki bardzo pos\'b9\'bfek, zatytu\'b3owany "Amor, jako Hercules", nast\'eapnie inny: "Walcz\'b9cy Gladjator", a w ko\'f1cu, cudna w swej prostocie, posta\'e6 muzy poezyi lirycznej: "Polymnie.\f0 .."\par \par \f1 By\'b3a to rze\'9fba wzi\'eatej z profilu kobiety, opartej, w zadumie, bokiem o kolumn\'ea, w zwojach fa\'b3dzistej draperyi. G\'b3ow\'ea pochylon\'b9 mia\'b3a nieco, a upi\'eaksza\'b3y j\'b9 w\'b3osy, faluj\'b9ce z lekka w marmurze, jedn\'b9 r\'b9czk\'b9 podpiera\'b3a oblicze, natchnione, o rysach drobnych i subtelnych - drug\'b9 dotyka\'b3a niedbale swej sukni, z ujmuj\'b9cym wdzi\'eakiem...\par \f0\par \f1 Wymijaj\'b9c t\'b3um nieruchomych pos\'b9g\'f3w, gubi\'b9c si\'ea w\'9cr\'f3d tych rze\'9fb, zadumanych, cichych, \'9cni\'b9cych jakby o wielkiej swej przesz\'b3o\'9cci - znalaz\'b3 si\'ea wreszcie Roman niebawem w salce kwadratowej, ma\'b3ej, gdzie, otoczona sznurow\'b9 baryer\'b9 - na wzniesieniu, ubranem bordo tkanin\'b9, sta\'b3a, kr\'f3luj\'b9c, zda si\'ea, nad wszystkiem doko\'b3a, per\'b3a zbior\'f3w pos\'b9gowych Luwru - Venus grecka z Milo.\par \f0\par \f1 Zm\'eaczony nieco, Dzier\'bfymirski usiad\'b3 na \'b3aweczce, zdj\'b9\'b3 kapelusz i wpatrzy\'b3 si\'ea w stoj\'b9c\'b9, bez r\'b9k, p\'f3\'b3nag\'b9 posta\'e6 z marmuru.\par \f0\par \f1 Pozornie kroczy\'b3a ona...\par \f0\par \f1 Wprz\'f3d pochylona niedostrzegalnie, przytrzymuj\'b9c fa\'b3d\'f3w upadaj\'b9cej w pasie draperyi, zdawa\'b3o si\'ea, \'bfe idzie, z szyj\'b9 sw\'b9, wyci\'b9gni\'eat\'b9 nieco naprz\'f3d, z oczyma przymru\'bfonemi jakby, z w\'b3osami, karbowanemi z lekka i uwi\'b9zanemi z ty\'b3u w w\'eaze\'b3, z twarz\'b9 blondynki, anielsk\'b9 - bosk\'b9!..\par \f0\par \f1 Od twarzy tej i p\'f3\'b3cia\'b3a nagiego do draperyi, Dzier\'bfymirski oczu oderwa\'e6 po prostu nie by\'b3 w stanie...\par \f0\par \f1 On w oblicza tem czyta\'b3 - a przynajmniej tak mu si\'ea w danej chwili zdawa\'b3o - zapatrzenie si\'ea w siebie i dum\'ea, ale zarazem i s\'b3odycz, zakut\'b9 w przedziwnej regularno\'9cci rysie ka\'bfdym, i cho\'e6 sam osobi\'9ccie nie odczuwa\'b3 w rysach twarzy tej silnego promienia wewn\'eatrznego, jak zadumy lub marzenia - to jednak pi\'eakno linii kr\'f3lowa\'b3o w nich - tak niepodzielnie, \'bfe zachwyt tylko wzbudza\'e6 mog\'b3o... A cia\'b3o?..\par \f0\par \f1 Po prostu \'bfy\'b3o ono, nie tylko za\'9c nagie, dla oka widoczne... Z przodu, pod fa\'b3dami draperyi - czyni\'b9cej wra\'bfenie, i\'bf spada - w kilka za\'9c zgi\'ea\'e6 karbowanej z ty\'b3u - t\'eatni\'b3o ono, o\'bfy\'b3e jakby, nie martwe, w ruchu krocz\'b9cego, wzniesionego nieco kolana, w odkrytych piersiach i biu\'9ccie bez r\'b9k, przegi\'eatym w prawo z zachowan\'b9 przedziwnie w marmurze, mi\'eakk\'b9, jak w ciele \'bfywem - subteln\'b9 lini\'b9 przegi\'eacia...\par \f0\par \f1 Czas mija\'b3... Przesiedziawszy na \'b3aweczce do\'9c\'e6 d\'b3ugo, Roman z trudno\'9cci\'b9 powsta\'b3 i oderwa\'b3 si\'ea od arcydzie\'b3a sztuki. Spojrza\'b3 na zegarek - dochodzi\'b3a pi\'b9ta - godzina zamkni\'eacia Luwru. Postanowi\'b3 obejrze\'e6 jeszcze, cho\'e6 pobie\'bfnie, galery\'ea obraz\f0\'f3w...\par \par \f1 Skierowa\'b3 si\'ea spiesznie na pierwsze pi\'eatro gmachu. Min\'b9wszy sal\'ea pierwsz\'b9, zatrzyma\'b3 si\'ea w drugiej, male\'f1kiej. Dwa, dla\'f1 osobi\'9ccie przepi\'eakne, obrazy zaj\'ea\'b3y ca\'b3kiem jego uwag\'ea.\par \f0\par \f1 Na jednym z nich, w aureoli blask\'f3w nad g\'b3ow\'b9, umar\'b3a, cicha, po fali sennej p\'b3yn\'ea\'b3a posta\'e6 blada z twarz\'b9 anielsk\'b9 i \'b3agodn\'b9, - to s\'b3awne dzie\'b3o Delaroche'a "La jeune Martyre". Wisia\'b3o ono na prawo, r\'f3wnolegle z wej\'9cciem do salki, na \'9ccianie za\'9c bocznej od tego wej\'9ccia, w lewo, od innych odbija\'b3o wdzi\'eakiem, p\'eadzla "Girodet - Trioson'a" Przebudzenie Apollina, pi\'eaknego, jak marzenie, w postawie le\'bf\'b9cej, pogr\'b9\'bfonego we \'9cnie g\'b3\'eabokim. Na cudne oblicze boga Olimpu i zamkni\'eate jego \'9frenice, z wysoka, prostopad\'b3y pada\'b3 promie\'f1 \'9cwiat\'b3a!.. Roman po chwili ruszy\'b3 dalej...\par \f0\par \f1 Mija\'b3 te\f0 raz z wolna jedne za drugiemi olbrzymie sale.\par \par \f1 A w salach tych milcz\'b9cych, wielkich, unosi\'b3 si\'ea jakby nadprzyrodzony jaki\'9c duch idei pi\'eakna, zakl\'eaty, olbrzymi i bra\'b3 despotycznie w posiadanie ka\'bfdego, kto korzy\'b3 si\'ea przed kultem sztuki, czyja dusza, drgnieniem zachwytu, wyci\'b9ga\'b3a w ekstazie ku jej nie\'9cmiertelnemu czarowi pragn\'b9ce swe ramiona!\par \f0\par \f1 Najpierwsi mistrzowie szko\'b3y w\'b3oskiej, flamandzkiej, francuskiej, hiszpa\'f1skiej i innych - wielcy w swym majestacie, w aureoli wiekopomnej s\'b3awy, wygl\'b9dali z ram dzie\'b3ami, niewidzialn\'b9 d\'b3oni\'b9 zatrzymywali, jakby przed sob\'b9, m\'f3wi\'b9c, zdawa\'b3o si\'ea, do Romana dumnie: - "podziwiaj nas!.."\par \f0\par \f1 Id\'b9c wci\'b9\'bf przed siebie w ten spos\'f3b, dotar\'b3 wkr\'f3tce Dzier\'bfymirski, do sal ostatnich.\par \f0\par \f1 By\'b3o ich dwie; w jednej, pod\'b3u\'bfnej, wielkiej, a tak zwanej "Rubensa", pe\'b3no by\'b3o przepysznych obraz\'f3w, wzi\'eatych przewa\'bfnie z \'bfycia kr\'f3lowej Maryi Medici - w drugiej, przedostatniej i mniejszej, nosz\'b9cej miano "Van-Dycka", zwr\'f3ci\'b3y uwag\'ea Romana, w\'9cr\'f3d kilkunastu mo\'bfe dzie\'b3 tego mistrza, portrety: Dzieci Karola I-go; jego samego, stoj\'b9cego na tle krajobrazu, obok giermka, z rumakiem, i kardyna\'b3a Richelieu'go, ca\'b3ego w purpurze.\par \f0\par \f1 Dotar\'b3szy do ko\'f1ca pa\'b3acowych sal, Dzier\'bfymirski pu\'9cci\'b3 si\'ea w powrotn\'b9 drog\'ea, zagl\'b9daj\'b9c tam i \'f3wdzie, id\'b9c, wracaj\'b9c - b\'b3\'b9dz\'b9c w\'9cr\'f3d tych drzemi\'b9cych w chwale w\'b3asnej, nieprzeliczonych dzie\'b3 p\'eadzla - twor\'f3w talentu ludzi cenionych i wielkich...\par \f0\par \f1 Setki obraz\'f3w przeoczonych, nowych, zast\'eapowa\'b3y mu drog\'ea...\par \f0\par \f1 I Dzier\'bfymirski przystawa\'b3 ci\'b9gle... Zachwyca\'b3 si\'ea niejednym obrazem, ust\'eapuj\'b9cym mo\'bfe innym, pod wzgl\'eadem pi\'eakna, lecz przemawiaj\'b9cym \'bfywiej do indywidualnego jego poczucia i poj\'eacia sztuki.\par \f0\par \f1 Tak wi\'eac w jednej z sal zatrzyma\'b3 si\'ea d\'b3u\'bfej \'9cliczn\'b9 g\'b3\'f3wk\'b9 szko\'b3y francuskiej, "Greuz'a", z\'b3otaw\'b9blond, z oczyma, wzniesionemi smutnie, w zamy\'9cleniu b\'b3\'b9dz\'b9cemi gdzie\'9c daleko, mo\'bfe w idea\'b3\'f3w niepochwytnych krainie, z wyrazem twarzy, tchn\'b9cym melancholi\'b9 i rozmarzeniem...\par \f0\par \f1 Tam\'bfe r\'f3wnie\'bf zaj\'ea\'b3y go dwa obrazy tego\'bf mistrza: pierwszy "La laiti\f0\'e8re" przedstawia\f1\'b3 rozwo\'bf\'b9c\'b9 nabia\'b3 m\'b3od\'b9 wiwandyerk\'ea - wspart\'b9, w zadumie cichej, o karego z bia\'b3ym \'b3bem konia; drugi pod tytu\'b3em: "Rozbity dzban", wdzi\'eaczny nad wyraz, wyobra\'bfa\'b3 dziewcz\'b9tko w bieli... W\'b3osy mia\'b3a ona rozczesane skromnie na dwie strony, stroi\'b3o je bia\'b3e kwiecie, - w fartuszku r\'f3\'bfowo - blade r\'f3\'bfe, na r\'eaku zawieszony rozbity niebacznie dzban, a w ca\'b3ej twarzyczce miluchnej niepor\'f3wnany wyraz dziecinnej naiwnej rozpaczy.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski coraz szybciej wymija\'b3 sale; nie znalaz\'b3 si\'ea w galeryi pod\'b3u\'bfnej i olbrzymiej, w kszta\'b3cie salon\f0 owego korytarza, szerokiego i przestronnego.\par \par \f1 Na \'9ccianach wisia\'b3o tu wiele pi\'eaknych okaz\'f3w; mi\'eadzy innemi zatem dzie\'b3a Rafaela Sanzio, jak na przyk\'b3ad portret Joanny d'Aragon, w purpurowej sukni, przetkanej z\'b3otem, \'8c-go Jana Chrzciciela, oraz \'9cliczny portrecik m\'b3odego cz\'b3owieka, o w\'b3osach blond, w czapeczce czarnej, podpartego, w zamy\'9cleniu i par\'ea innych tego\'bf mistrza.\par \f0\par \f1 Patrzy\'b3y tu r\'f3wnie\'bf na Romana rz\'eadem liczne dzie\'b3a Marina, jak Urodzenie Naj\'9cwi\'eatszej Panny Maryi, cud San Diego, czyli anielska kuchnia... Opodal obraz, przypisywany malarzowi hiszpa\'f1skiemu Riberze, wyst\'eapowa\'b3 z ram postaci\'b9 umar\'b3ego Chrystusa, o twarzy przedziwnie spokojnej, w wypoczynku jakby po b\'f3lu pozostaj\'b9cej - z cia\'b3em ran pe\'b3nem, ociekaj\'b9cem, zda si\'ea, krwi\'b9 ciep\'b3\'b9 jeszcze... Bitwa Salvatora Rosy tam\'bfe n\'eaci\'b3a oko realizmem i groz\'b9 - dziesi\'b9tki, setki obraz\'f3w zatrzymywa\'b3y spojrzenie, a wreszcie dwa z nich najbardziej; p\'eadzla Leonarda da Vinci: Jan Chrzciciel i Bachus...\par \f0\par \f1 Oba przedstawia\'b3y ciemnookich, pi\'eaknych m\'b3odzian\'f3w, o bujnie i naturalnie kr\'eac\'b9cych si\'ea w\'b3osach, cerze \'9cniadej i dziwnie wiele, m\'f3wi\'b9cych twarzy, zbli\'bfonych rysami do siebie...\par \f0\par \f1 Obrazy te, w og\'f3lnym zarysie, r\'f3wnie\'bf zlewa\'b3y si\'ea ze sob\'b9. Nag\'b3em skojarzeniem my\'9cli, przypomnia\'b3y one Romanowi, podobnie\'bf nieco traktowan\'b9 g\'b3ow\'ea o w\'b3osach, z\'b3otawo - miedzianych, p\'eadzla Ferrari'ego, w Pinakotece Medyola\'f1skiej. Przedstawia\'b3a ona Matk\'ea Bo\'bf\'b9, ca\'b3\'b9 w czerwieni, z przechylon\'b9 w ty\'b3 g\'b3ow\'b9 i przymkni\'eatemi oczyma, z wyrazem nadziemskiego upojenia, gdy Dzieci\'b9tko Jezus r\'f3wnocze\'9cnie wyci\'b9ga przed siebie w przestrze\'f1 swe r\'b9czyny male\'f1kie, jak gdyby niemi pochwyci\'e6 co\'9c w powietrzu pragn\'ea\'b3o...\par \f0\par \f1 I z przypomnieniem tem nagle do duszy Dzier\'bfymirskiego sp\'b3yn\'ea\'b3a fala wspomnie\'f1...\par \f0\par \f1 Mign\'b9\'b3 mu wi\'eac przed wewn\'eatrznym wzrokiem duszy Medyolan, rodzinne gniazdo matki i tam "Cimitero Monumentale", gdzie zapomniane przeze\'f1 le\'bfa\'b3y jej prochy, wreszcie rysy matczyne, jak \'bfywe, przesz\'b3emi latami zamglone...\par \f0\par \f1 Z powiewem za\'9c lat tych minionych, z przesz\'b3o\'9cci tchnieniem, w m\'f3zgu Romana znowu za\'9cwidrowa\'b3y wyrzuty sumienia, dawne - te same. \par \f0\par \f1 Zadumany, powraca\'b3 Dzier\'bfymirski, kieruj\'b9c si\'ea w olbrzymie sale ku wyj\'9cciu, opanowany na nowo - wewn\'eatrzn\'b9 trosk\'b9 - niezdolny obecnie po prostu patrze\'e6 na dzie\'b3a sztuki.\par \f0\par \f1 Poza tem zreszt\'b9 i czasu na to nie by\'b3o... Zamykano ju\'bf Luwr.\par \f0\par \f1 Spieszono si\'ea powszechnie. Rozrzuceni tam i \'f3w tury\'9cci - malarze, dyletanci p\'eadzla, kopiuj\'b9cy tu zapami\'eatale od samego rana na rozstawionych stalugach wsz\'eady, ha\'b3a\'9cliwie sk\'b3adali swe przybory, a odg\'b3os ich rozm\'f3w, zar\'f3wno jak i kroki odchodz\'b9cej t\'b3umnie gromady ludzkiej, przeci\'b9g\'b3em echem odbija\'b3y si\'ea o \'9cciany i pr\'f3\'bfni\'ea olbrzymich sal muzeum.\par \f0\par \f1 Wyludnia\'b3y si\'ea one nader szybko; niebawem cisza utula\'e6 zacz\'ea\'b3a stopniowo twory cz\'b3owieczego geniusza, a jeden jeszcze samotny i niewidzialny pozosta\'b3 tu tylko, zda si\'ea, kr\'f3l Pi\'eakna - b\'f3g Sztuki!..\par \f0\par \f1 W dziesi\'ea\'e6 mo\'bfe minut p\'f3\'9fniej Dzier\'bfymirski wychodzi\'b3 na ulic\'ea, gdzie zoczywszy niebawem napis podziemnej kolejki elektrycznej zwanej : "Metropolitain", po schodach spuszcza\'e6 si\'ea zacz\'b9\'b3 ku stacyi.\par \f0\par \f1 Zag\'b3\'eabiony w my\'9clach, kupi\'b3 Roman machinalnie bilet na prawo jazdy i wyszed\'b3 na peron podziemnej poczekalni. W g\'b3owie jego, w\'9cr\'f3d my\'9cli wielu, nieukszta\'b3towany jeszcze, niewyra\'9fny, zakie\'b3kowa\'b3 projekt opuszczenia Pary\'bfa, nieprzedstawiaj\'b9cego dla\'f1 ju\'bf teraz, jako pobyt, celu \'bfadnego, i udania si\'ea do - Medyolanu...\par \f0\par \f1 W tej samej chwili, z chrz\'eastem, \'9cwistem, wpad\'b3 na platform\'ea zr\'eaczny, ma\'b3y, elektryczny poci\'b9g miejski.\par \f0\par \f1 - Louvre!.. Louvre!.. - wrza\'9cni\'eato dono\'9cnie, kilkana\'9ccie drzwiczek u wagon\'f3w otworzy\'b3o si\'ea spiesznie... Wysypa\'b3a si\'ea z nich garstka ludzi, partya druga szybko zaj\'ea\'b3a ich miejsce, Dzier\'bfymirski wskoczy\'b3 za innymi do poci\'b9gu, z wielkim po\'9cpiechem, nie min\'ea\'b3a bowiem minuta, gdy ju\'bf zatrza\'9cni\'eato na powr\'f3t z ha\'b3asem u wagonik\'f3w wszystkie drzwicz\f0 ki.\par \par \f1 Kolejka ruszy\'b3a z miejsca p\'eadem prawie, zanurzy\'b3a si\'ea i znikn\'ea\'b3a, jak zmyta, w o\'9cwietlonej gdzieniegdzie tylko elektrycznemi lampami czelu\'9cci ciemnej podziemnego tunelu, biegn\'b9cego, jak wiadomo, pod wi\'eaksz\'b9 cz\'ea\'9cci\'b9 nadsekwa\'f1skiej stolicy.\par \f0\par -----------\par \par \par \f1 Letnie, upalne popo\'b3udnie drzema\'b3o jeszcze nad ziemi\'b9, skwarne jednak s\'b3o\'f1ca promienie zni\'bfa\'e6 si\'ea ju\'bf poczyna\'b3y stopniowo...\par \f0\par \f1 Ochoczo uwija\'b3y si\'ea po polach dziewcz\'eata robocze, w swych kr\'f3tkich kolorowych sp\'f3dnicach i haftowanych barwnie koszulach - z sierpami w r\'eaku, \'bfn\'b9c zbo\'bfe, uk\'b3adaj\'b9c je w snopy i kopy, a z \'b3\'b9k i \'b3an\'f3w dalszych odzywa\'b3o si\'ea od czasu do czasu rytmiczne ostrze\'bfenie kos i ich chrz\'east w \'9clad za tem, \'9ccinaj\'b9cy trawy, owsy i j\'eaczmienie, rozlega\'b3 si\'ea echem miarowem.\par \f0\par \f1 W otaczaj\'b9ce go, t\'eatni\'b9ce ruchem i prac\'b9 pola zapatrzony, na ciemnem tle parku nieposzlakowanie bia\'b3y milcz\'b9co ws\'b3uchiwa\'b3 si\'ea dw\'f3r gowartowski w odg\'b3osy, id\'b9ce z \'b3an\'f3w dalekich.\par \f0\par \f1 Na werandzie, w g\'b3\'eabokim fotelu siedzia\'b3a marsza\'b3kowa Warnicka, pracuj\'b9c z zaj\'eaciem nad rob\'f3tk\'b9 r\'eaczn\'b9; dalej nieco, w parku, poprzez drzewa alei miga\'b3a jasna letnia suknia kobieca i sylwetka siedz\'b9cego obok niej m\'ea\'bfczyzny; przez otwarte na \'9ccie\'bfaj wreszcie tu\'bf ko\'b3o balkonu okno saloniku dolatywa\'b3y dwa m\'easkie g\'b3osy, zmieszane z miarowemi uderzeni\f0 ami kul bilardowych.\par \par \f1 W saloniku owym grali w karambole \'a3ady\'bfy\'f1ski z Krasnostawskim.\par \f0\par \f1 - Patrz, m\'b3odzie\'f1cze, i ucz si\'ea! - m\'f3wi\'b3 w tej chwili pan Emil, pochylony nad bilardem.\par \f0\par \f1 Bia\'b3a bila jego, musn\'b9wszy poprzednio lewy bok czerwonej drugiej kuli, wraca\'b3a w\'b3a\'9cnie teraz pos\'b3uszna, dotykaj\'b9c lekko stoj\'b9cej opodal trzeciej \'bf\'f3\'b3tej bili.\par \f0\par \f1 - Aha!.. - wykrzykn\'b9\'b3 z tryumfem \'a3ady\'bfy\'f1ski. - Uderzenie znakomite, a rzadkie, jak kruk bia\'b3y!..\par \f0\par \f1 Spojrza\'b3 na Krasnostawskiego. Ten ostatni, bez ceremonii zwr\'f3cony do okna, sta\'b3 gdzie\'9c zapatrzony, przez grzeczno\'9c\'e6 w ostatniej tylko chwili obr\'f3ciwszy si\'ea szybko ku m\'f3wi\'b9cemu.\par \f0\par \f1 - Barbarzy\'f1co! - wykrzykn\'b9\'b3 \'a3ady\'bfy\'f1ski, oburzony szczerze.\par \f0\par \f1 - Jak to? - pyta\'b3 zdziwiony dalej. - Na seryo zatem nie widzia\'b3e\'9c pan wcale ?\par \f0\par \f1 - Ale c\'f3\'bf znowu, i owszem! - zaprotestowa\'b3 Krasnostawski, zmieszany nieco.\par \f0\par \f1 Partner z pod oka spojrza\'b3 na m\'b3odzie\'f1ca i mrukn\'b9\'b3 z\'b3o\'9cliwie:\par \f0\par \f1 - Co pan ciekawego wypatrujesz w\'9cr\'f3d alei? Nikt tam, que je sache, nie spaceruje, pr\'f3cz Oli i kochanego Topolsia, hrabiego na Szcz\'easnojej... A tu tymczasem straci\'b3e\'9c pan coup de ma\'eetre, cug i\'9cci\'ea wspania\'b3y...\par \f0\par \f1 I wskazuj\'b9c d\'b3oni\'b9 stoj\'b9ce kule, obja\'9cni\'b3 ju\'bf spokojnie:\par \f0\par \f1 - Przez czerwon\'b9... Zamiast zwyczajno-pospolicie - ty\'b3em, przez pi\'ea\'e6 band, i serya notabene gotowa - pochwali\'b3 si\'ea.\par \f0\par -\f1 Wiele mam? - zapyta\'b3 po chwili. - A, prawda... - odpowiedzia\'b3 sam sobie pan Emil, - osiemdziesi\'b9t sze\'9c\'e6!... Przepad\'b3e\'9c pan z kretesem. Za chwil\'ea - requiescat in pace!..\par \f0\par \f1 Przy tych s\'b3owach, \'a3ady\'bfy\'f1ski pochyli\'b3 si\'ea zn\'f3w bilardem. Pod wprawnem uderzeniem jego kija, dotykane, cofane, kierowane zr\'eacznie, posypa\'b3y si\'ea niebawem liczne karambole.\par \f0\par \f1 Krasnostawski, od pocz\'b9tku partyi kilkakrotnie do gry zaledwie dopuszczony, ziewn\'b9\'b3 skrycie, znu\'bfony.\par \f0\par \f1 - Ta zdradzi\'b3a Radziwi\'b3\'b3a!.. - wykrzykn\'b9\'b3 w tej chwili pan Emil. - Chybi\'b3em - graj pan!..\par \f0\par \f1 Krasnostawski z kolei zrobi\'b3 kilka do\'9c\'e6 umiej\'eatnych karamboli.\par \f0\par \f1 - Brawo, bravissimo! - potakiwa\'b3 \'a3ady\'bfy\'f1ski - Z jakim przestajesz, takim si\'ea stajesz, niedarmo tak g\'b3osi przys\'b3owie...\par \f0\par \f1 A ze znawstwem, \'9cledz\'b9c dalej uwa\'bfnie gr\'ea partnera, dorzuci\'b3 jeszcze, w rodzaju pochwa\'b3y:\par \f0\par \f1 - Czo\'b3em, czo\'b3em!.. Wst\'eapujesz w me \'9clady.... bardzo dobrze, wcale nie\'9fle!...\par \f0\par \f1 Krasnostawski, z przymusem, u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea lekko, po paru uderzeniach wreszcie chybi\'b3.\par \f0\par \f1 - Przesz\'b3a, min\'ea\'b3a, jak sen jaki z\'b3oty! - zadeklamowa\'b3 \'a3ady\'bfy\'f1ski, z patosem. - zgubiony\'9c m\'b3odzie\'f1cze! - dorzuci\'b3, i pochyli\'b3 si\'ea nad suknem zielonem.\par \f0\par \f1 - Gram z ty\'b3u - poinformowa\'b3 - ostatni, \'9cmiertelny cios...\par \f0\par \f1 Pchni\'eata, nakredowan\'b9 poprzednio starannie, muszk\'b9 kija - bia\'b3a kula, obleciawszy szereg band, w skomplikowanej geometrycznej figurze - niebawem pokorna, grzeczna, za jednem uderzeniem, musn\'ea\'b3a cicho dwie pozosta\'b3e bilardowe kule.\par \f0\par \f1 - N, i... ni - c'est fini !.. - odsapn\'b9\'b3 z ulg\'b9 pan Emil.\par \f0\par \f1 - No, teraz siadamy! - ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej.- Dzi\'eakuj\'ea panu za party\'ea! - poda\'b3 uprzejmie r\'eak\'ea Krasnostawskiemu, poczem wyj\'b9\'b3 papiero\'9cnic\'ea.\par \f0\par \f1 - S\'b3u\'bf\'ea panu! - rzek\'b3, wyci\'b9gaj\'b9c j\'b9 w stron\'ea m\'b3odego cz\'b3owieka.\par \f0\par \f1 - Dzi\'eakuj\'ea bardzo! - odpar\'b3 Krasnostawski, sk\'b3oniwszy si\'ea grzecznie, wzi\'b9\'b3 papierosa, podsuwaj\'b9c jednocze\'9cnie \'a3ady\'bfy\'f1skiemu zapalon\'b9 zapa\'b3k\'ea. - Merci! - mrukn\'b9\'b3 pan Emil. - Ha, zmacha\'b3em si\'ea nie gorzej od mo\'b3odycy, na polu przy burakach! - westchn\'b9\'b3.\par \f0\par \f1 Usiedli, i zapanowa\'b3o chwilowe milczenie.\par \f0\par \f1 W ciszy pokoju s\'b3ycha\'e6 by\'b3o teraz wyra\'9fnie jednostajne brz\'eaczenie much; zni\'bfaj\'b9ce si\'ea s\'b3o\'f1ce \'9ccieli\'b3o swe promienie po zielonej powierzchni bilardowego sukna - salonik ton\'b9\'b3 ca\'b3y w p\'f3\'b3\'9cwiat\'b3ach ko\'f1cz\'b9cego si\'ea letniego popo\'b3udnia.\par \f0\par \f1 Nagle firanki u okien poruszy\'b3y si\'ea gwa\'b3townie - kto\'9c drzwi otwiera\'b3...\par \f0\par Na progu, \f1 w szarem sukiennem, liberyjnem ubraniu, stan\'b9\'b3 lokajczyk, m\'b3ode ch\'b3opi\'ea...\par \f0\par \f1 - Zamykaj, do kro\'e6set! - zagrzmia\'b3 \'a3ady\'bfy\'f1ski, porzuciwszy silny przeci\'b9g i zwr\'f3ci\'b3 si\'ea r\'f3wnocze\'9cnie do Krasnostawskiego. - Ma pan jeszcze ochot\'ea na partyjk\'ea?... bo ja - to nie!\par \f0\par \f1 - O, ja r\'f3wnie\'bf! - odpar\'b3 szybko Krasnostawski - Zreszt\'b9 nie mog\'ea, mam dzisiaj pilne zaj\'eacie jeszcze i wraca\'e6 musz\'ea! - \'afegnam pana! - dorzuci\'b3 uprzejmie i powstawszy, wyci\'b9gn\'b9\'b3 r\'eak\'ea do \'a3ady\'bfy\'f1skiego.\par \f0\par - Adieu!.. - od niechcenia, ale grzecznie, nie ruszaj\f1\'b9c si\'ea z miejsca, odwzajemni\'b3 mu ten\'bfe u\'9ccisk d\'b3oni.\par \f0\par \f1 Krasnostawski, niby szukaj\'b9c czego\'9c po pokoju, zbli\'bfy\'b3 si\'ea zr\'eacznie do okna, pos\'b3awszy wywiadowczy wzrok raz jeszcze do ogrodu.\par \f0\par \f1 Siedz\'b9c wci\'b9\'bf na swem miejscu, \'a3ady\'bfy\'f1ski \'9cledzi\'b3 spod okna, a usta skrzywi\'b3y mu si\'ea przy tem sarkastycznie.\par \f0\par \f1 - C\'f3\'bf to tak zapami\'eatale pan szukasz? - rzuci\'b3 ironicznie - serca, czy g\'b3owy?\par \f0\par \f1 - O, nie... tylko kapelusza!.. - odci\'b9\'b3 ch\'b3odno Krasnostawski, i rzuciwszy siedz\'b9cemu powt\'f3rnie po\'bfegnanie uprzejme, wyszed\'b3 z saloniku.\par \f0\par - \f1 Hm... hm!.. - mrukn\'b9\'b3 do siebie stary kawaler, i powsta\'b3.\par \f0\par \f1 - Wyczy\'9c\'e6 bilard szczotk\'b9 tak, jakem ci\'ea nauczy\'b3 na wskos, nicponiu!.. - rozkaza\'b3 kr\'eac\'b9cemu si\'ea po pokoju lokajczykowi, i strzepn\'b9wszy ubranie, opu\'9cci\'b3 bilardow\'b9 salk\'ea, zmierzaj\'b9c ku werandzie.\par \f0\par - \f1 Zawsze przy pracy, pani marsza\'b3kowo! - powita\'b3 siedz\'b9c\'b9 przy rob\'f3tce pani\'b9 Melanj\'ea i usiad\'b3 wygodnie na bujaj\'b9cym si\'ea fotelu.\par \f0\par \f1 - No, i pan, panie Emilu, pracowa\'b3e\'9c tak\'bfe - u\'9cmiechn\'ea\'b3a si\'ea \'b3agodnie matrona. - St\'b9d s\'b3ysza\'b3am, jak stuka\'b3y karambole i post\'eapowa\'b3 ra\'9fno wyk\'b3ad gry bilardowej...\par \f0\par \f1 - Ano, trudno!.. Trzeba poucza\'e6 m\'b3odych! - odpar\'b3 pan Emil i u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea swoim zwyczajem. A gdzie\'bf to m\'b3oda para? - rzuci\'b3.\par \f0\par \f1 Marsza\'b3kowa nie zrozumia\'b3a pytania. - Jak to? - zdziwi\'b3a si\'ea.\par \f0\par - No, pani Ola i kochany hra\f1 bicz! - obja\'9cni\'b3 niedbale, ko\'b3ysz\'b9c si\'ea leciutko w fotelu.\par \f0\par \f1 - Aaa !.. - za\'9cmia\'b3a si\'ea marsza\'b3kowa - s\'b9 w ogrodzie - doda\'b3a spokojnie. - A pan Boles\'b3aw gdzie\'bf si\'ea znajduje? - zapyta\'b3a z kolei.\par \f0\par \f1 - Przegrawszy party\'ea karamboli i pos\'b3awszy trzydzie\'9cci i jedno spojrze\'f1 t\'easknych w stron\'ea ogrodu i przechadzaj\'b9cych si\'ea tam ludzi, uciek\'b3 do domu - odpowiedzia\'b3 pan Emil.\par \f0\par \f1 - \'afe te\'bf pan ci\'b9gle tak samo niepoprawny i zawsze musi widzie\'e6 co\'9c niepotrzebnego! - obruszy\'b3a si\'ea, z widocznem niezadowoleniem, marsza\'b3kowa.\par \f0\par -\f1 To tak tylko dla kontrastu z pani\'b9 marsza\'b3kow\'b9! - odpar\'b3 s\'b3odziutkim tonem, uk\'b3adnie pan Emil i u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea szyderczo.\par \f0\par \f1 - No, no!.. - udobruchana nieco, pokiwa\'b3a g\'b3ow\'b9 staruszka. - \'afeby to tylko tak by\'b3o w istocie ! - Ale\'bf upewniam pani\'b9 marsza\'b3kow\'ea - podchwyci\'b3 \'a3ady\'bfy\'f1ski. - Wracaj\'b9c jednak do poprzedniej prozy \'bfycia, i jego wypadk\'f3w - ci\'b9gn\'b9\'b3 wolno - ciekawym, czemu ten Roman nie wraca?..\par \f0\par \f1 - A! - \'bfywo odpar\'b3a pani Warnicka. - Zapomnia\'b3am powiedzie\'e6 panu... Wczoraj wieczorem by\'b3 list od niego... Donosi, \'bfe z Ostendy, dok\'b9d uda\'b3 si\'ea prosto z Pary\'bfa, dla odpoczynku, przyby\'b3 ju\'bf do Mediolanu, gdzie zabawi d\'b3u\'bfej...\par \f0\par \f1 - Hm, hm! - chrz\'b9kn\'b9\'b3 pan Emil. - \'afe te\'bf prezesuniowi kochanemu nie t\'easkno: do \'bfony primo, do mnie - secundo, to si\'ea wydziwi\'e6 temu nie mog\'ea - wyg\'b3osi\'b3 ca\'b3kiem seryo.\par \f0\par \f1 Marsza\'b3kowa na te s\'b3owa u\'9cmiechn\'ea\'b3a si\'ea do siebie, w milczeniu, \'a3ady\'bfy\'f1ski m\'f3wi\'b3 za\'9c dalej, wydobywszy zegarek z kieszeni:\par \f0\par \f1 - Patrzcie pa\'f1stwo, ju\'bf wp\'f3\'b3 do \'f3smej!.. O wp\'f3\'b3 do sz\'f3stej zacz\'eali\'9cmy gra\'e6 z Krasnostawskim partyjk\'ea, a pani\'b9 marsza\'b3kow\'ea pozostawili\'9cmy wszyscy tu na balkonie samotn\'b9... Tiens... tiens... jak to czas leci.\par \f0\par \f1 Pan Emil spojrza\'b3 na ogr\'f3d, szukaj\'b9c co\'9c oczyma i w tej\'bfe samej chwili zerkn\'b9\'b3 na marsza\'b3kow\'ea. Ta ostatnia r\'f3wnie\'bf wys\'b3a\'b3a spojrzenie do parku. Z\'b3o\'9cliwie nieco wykrzywi\'b3 usta pan Emil i wpatrzy\'b3 si\'ea badawczo w twarz staruszki, lecz ta oboj\'eatnie ca\'b3kiem odwr\'f3ci\'b3a po chwili g\'b3ow\'ea i ko\'f1czy\'b3a spokojnie rob\'f3tk\'ea.\par \f0\par \f1 Zapanowa\'b3o milczenie.\par \f0\par \f1 - Dziwny aforyzm przychodzi mi do g\'b3owy! - odezwa\'b3 si\'ea \'a3ady\'bfy\'f1ski, w par\'ea minut p\'f3\'9fniej.\par \f0\par \f1 - Bardzo, ciekawam, co tam znowu przychodzi panu do g\'b3owy?.. - za\'9cmia\'b3a si\'ea staruszka.\par \f0\par \f1 - Pi\'eakna kobieta - wyg\'b3osi\'b3 z patosem pan Emil - to cz\'eastokro\'e6 wcielenie \'9clepego trafu igraszki!.. Obdarza ona bowiem kr\'f3lewsk\'b9 sw\'b9 \'b3ask\'b9 nie zas\'b3u\'bfonych, lecz szcz\'ea\'9cliwych, cho\'e6 wszyscy, niby gracze, pragn\'ealiby w duchu wygra\'e6 najwy\'bfsz\'b9 tylko stawk\'ea...\par \f0\par \f1 Siwe oczy marsza\'b3kowej na chwil\'ea zab\'b3ys\'b3y rozumnie, i odpar\'b3a lekko, w tym samym tonie:\par \f0\par \f1 - Ho-ho, co za por\'f3wnania, jaka poezya nagle objawi\'b3a si\'ea w panu! - pochwali\'b3a ironicznie i doda\'b3a: - Ja nie wiem, doprawdy, czy potrafi\'ea, skromna, wznie\'9c\'e6 si\'ea na takie wy\'bfyny... Lecz i mnie r\'f3wnie\'bf, dziwnym zbiegiem okoliczno\'9cci, aforyzm \'9cwita w my\'9cli:\par \f0\par \f1 I po chwili pani Melanja wyg\'b3osi\'b3a z przyciskiem:\par \f0\par - Pod\f1 ejrzliwo\'9c\'e6 - to wcielenie satanizmu!.. Oczerni\'e6, zbruka\'e6 potrafi najczystsze, \'9cnie\'bfne jagni\'ea, tem gorsze za\'9c ono, \'bfe uwierz\'b9 mu ludzie, goni\'b9cy, z rozkosz\'b9, za obmow\'b9, cho\'e6by ni\'b9 by\'b3 i fa\'b3sz wierutny!..\par \f0\par \f1 - Les beaux esprits se rencontrent! - wycedzi\'b3 w p\'f3\'b3uk\'b3onie pan Emil, i zamilk\'b3.\par \f0\par \f1 - No, \'bfegnam kochanego pana! - odpowiedzia\'b3a marsza\'b3kowa, i powsta\'b3a ci\'ea\'bfko z fotelu. - Id\'ea - ci\'b9gn\'ea\'b3a - wyda\'e6 rozporz\'b9dzenia do wieczerzy, bo gosposia nasza, jak widz\'ea, zapomnia\'b3a si\'ea dzisiaj, a pana - tu uczyni\'b3a r\'eak\'b9 niewyra\'9fny ruch w powietrzu - pozostawiam sam na sam z aforyzmami!.. - za\'9cmia\'b3a si\'ea przy tem staruszka z\'b3o\'9cliwie nieco, i znik\'b3a we drzwiach salonowych.\par \f0\par \f1\'a3ady\'bfy\'f1ski, po wyj\'9cciu marsza\'b3kowej, zapali\'b3 papierosa i zamaszy\'9ccie pocz\'b9\'b3 ko\'b3ysa\'e6 si\'ea na biegunach f\f0 otelu.\par \par \f1 - \'8cmiej si\'ea, \'9cmiej, babule\'f1ko! - mrukn\'b9\'b3 z cicha. - Ja mam sw\'f3j rozum i w\'each \'9cwietny. O, co do tego, to zapewni\'e6 mog\'ea, \'bfe nos mam wyborny!.. - dotkn\'b9\'b3 twarzy, za\'9cmia\'b3 si\'ea do siebie, wci\'b9gn\'b9\'b3 powietrze, i powstawszy, zeszed\'b3 po stopniach schod\'f3w ba\f0 lkonu.\par \par \f1 Spojrza\'b3 znowu na zegarek i mrukn\'b9\'b3:\par \f0\par \f1 - \'d3sma dochodzi... Sapristi, o czem\'bfe dwie i p\'f3\'b3 godziny sam na sam m\'f3wi\'e6 ze sob\'b9 mog\'b9 dwoje m\'b3odych ludzi, je\'9cli nie o mi\'b3o\'9c... Psst! - sykn\'b9\'b3 g\'b3o\'9cno i po\'b3o\'bfy\'b3 sobie na ustach palce. - Podejrzliwo\'9c\'e6 albowiem jest to wcielenie satanizmu... i tak dalej, - doko\'f1czy\'b3, i za\'9cmia\'b3 si\'ea znowu cicho. - No, zobaczymy! - szepn\'b9\'b3 do siebie jeszcze i skierowa\'b3 si\'ea do ogrodu.\par \f0\par \f1 S\'b3o\'f1ce zachodzi\'b3o w\'b3a\'9cnie. Bia\'b3e \'9cciany gowartowskiego domu gorza\'b3y czerwieni\'b9, b\'b3yszcza\'b3y, z\'b3oci\'b3y si\'ea okna, dach blaszany \'bfarzy\'b3 si\'ea, jak g\'b3ownia, a tam w parku, w oddali, wstydliwie zar\'f3\'bfowia\'b3y si\'ea, rumieni\'b3y brzozy, mieni\'b3y od gasn\'b9cych promieni, w odblaski polerowanej miedzi, d\'eaby, lipy, topole...\par \f0\par \f1\'a3ady\'bfy\'f1ski, zag\'b3\'eabia\'b3 si\'ea dalej i dalej w ogr\'f3d, id\'b9c krokiem pewnym, a\'bf znik\'b3, poch\'b3oni\'eaty cieniami ciemnawej ju\'bf, drzew wierzcho\'b3kami zros\'b3ej ze sob\'b9 alei; poszukiwania jego jednak mia\'b3y spe\'b3zn\'b9\'e6 na niczem. M\'b3odej pary, jak j\'b9 pan Emil \'bfartami nazwa\'b3, nie by\'b3o ju\'bf w ogrodzie.\par \f0\par Topolski i Ola, przed p\'f3\f1\'b3 godzin\'b9, znalaz\'b3szy si\'ea na skraju parku i \'b3an\'f3w szerokich, opu\'9ccili ogrodow\'b9 alej\'ea, poci\'b9gni\'eaci wsp\'f3\'b3wzajemnie czarem przechadzki po zielonej, biegn\'b9cej w\'9cr\'f3d p\'f3l, ugor\'f3w, \'b3\'b9czce, w przedwieczornej \'9cwie\'bfo\'9cci sk\'b9panej ca\'b3ej. \par \f0\par \f1 Gaw\'eadz\'b9c, \'9cmiej\'b9c si\'ea i przekomarzaj\'b9c na przemian bezustannie, oddalili si\'ea oni nawet ju\'bf do\'9c\'e6 ode dworu, nie spostrzeg\'b3szy tego naturalnie wcale.\par \f0\par \f1 Wbrew zapowiedzi, danej pani Oli jeszcze na raucie, przy\'9cpieszy\'b3 Topolski sw\'f3j przyjazd do odziedziczonych w pobli\'bfu Gowartowa d\'f3br swoich "Szcz\'easnaja".\par \f0\par \f1 Bawi\'b3 ju\'bf tu przesz\'b3o od sze\'9cciu tygodni, b\'ead\'b9c nader cz\'eastym go\'9cciem osamotnionej prezesowej Dzier\'bfymirskiej; Ola za\'9c, nie maj\'b9ca prawie tu ni rozrywki, ni towarzystwa \'bfadnego, zazwyczaj niezmiernie mu rada by\'b3a.\par \f0\par \f1 Topolski za\'9c ze swej strony podoba\'e6 si\'ea m\'f3g\'b3 tylko. Og\'b3adzonych form \'9cwiatowych, przystojny i mi\'b3y, by\'b3 r\'f3wnie\'bf bardzo inteligentnym, a lekki pok\'b3ad idealnego marzycielstwa, w kontra\'9ccie po\'b3\'b9czony ze szczypt\'b9 sceptycyzmu, czyni\'b3 go interesuj\'b9cym bardzo, szczeg\'f3lniej dla kobiet. W kole p\'b3ci pi\'eaknej czu\'b3 si\'ea zawsze panem... Posiadaj\'b9c wra\'bfliwo\'9c\'e6 czu\'b3ostkow\'b9 przyrodzon\'b9, rozumia\'b3 on kobiety przytem stokro\'e6 lepiej od innych m\'ea\'bfczyzn, odczuwa\'b3 je subtelnie, - w podbijaniu za\'9c serc niewie\'9ccich, cierpliwem i umiej\'eatnem, - mistrze\f0 m go nazywano.\par \par \f1 Pr\'f3\'bfniacze \'bfycie jego, zjadaj\'b9cego dochody "panka", zabarwione tylko z lekka tam i \'f3wdzie dyletanckiem zainteresowaniem si\'ea sztuk\'b9, oraz podr\'f3\'bfowaniem po \'9cwiecie - sk\'b3ada\'b3o si\'ea te\'bf przewa\'bfnie z kr\'f3tszych lub d\'b3u\'bfszych mi\'b3ostek, z \'b3a\'f1cucha: "bonnes fortunes", kt\'f3re, jak ogniwa, ze sob\'b9 bezustannie \'b3\'b9czy\'e6 sie stara\'b3. \par \f0\par \f1 Poznawszy Ol\'ea Dzier\'bfymirsk\'b9, Topolski postanowi\'b3 zdoby\'e6 j\'b9 nieodzownie. W tym celu wi\'eac dowiedziawszy si\'ea o bytno\'9cci Romana Dzier\'bfymirskiego za granic\'b9, przyspieszy\'b3 wyjazd na Ukrain\'ea, i od dw\'f3ch ju\'bf niespe\'b3na miesi\'eacy pracowa\'b3 wytrwale, powoli, ze znawstwem swej sztuki, cegie\'b3ka za cegie\'b3k\'b9, buduj\'b9c swe przysz\'b3e, jak nazywa\'b3 - szcz\'ea\'9ccie!\par \f0\par \f1 Z pocz\'b9tku by\'b3o mu niezmiernie trudno skierowa\'e6, pchn\'b9\'e6 Ol\'ea, cho\'e6 nieznacznie tylko, n\f0 a swe tory.\par \par \f1 Gra ta, z\'b3o\'bfona z setek subtelnych odcieni, opartych na gruntownej znajomo\'9cci "kobiety," parokrotnie srodze zawiod\'b3a go z Ol\'b9 Dzier\'bfymirsk\'b9. Lecz po paru ju\'bf tygodniach uczu\'b3 Topolski wreszcie grunt pod nogami, aczkolwiek jeszcze bardzo niepewny. Tryumfowa\'b3 skrycie - i szed\'b3 dalej...\par \f0\par \f1 Dzi\'9c za\'9c, po tygodniach sze\'9cciu pobytu, mia\'b3 on ju\'bf za sob\'b9 ma\'b3\'b9 przesz\'b3o\'9c\'e6 w tym wzgl\'eadzie; mi\'eadzy nim, a Ol\'b9 mianowicie bieg\'b3a ni\'e6 trwa\'b3a obcowania wzajemnego, wsp\'f3lnych rozm\'f3w, docieka\'f1, paradoks\'f3w, okre\'9cle\'f1 - gar\'9c\'e6 fakt\'f3w jednak na poz\'f3r nic nie znacz\'b9cych prawie...\par \f0\par \f1 A wi\'eac, na przyk\'b3ad, gdy w gronie os\'f3b postronnych, trzecich, toczy\'b3a si\'ea rozmowa o temacie, poruszonym ju\'bf przez nich dwojga niegdy\'9c w pogaw\'eadce sam na sam wsp\'f3lnej - czy to w zakresie sztuki, literatury, muzyki, czy wreszcie w dziedzinie wypadk\'f3w pospolitych codziennego \'bfycia - usta ich u\'9cmiecha\'b3y si\'ea nieznacznie, a r\'f3wnocze\'9cnie oczy spotyka\'b3y si\'ea, pos\'b3uszne...\par \f0\par \f1 To zn\'f3w kiedy indziej, nim jedno z nich zd\'b9\'bfy\'b3o wym\'f3wi\'e6 my\'9cl jak\'b9\'9c, cz\'eastokro\'e6 drugie, chwyta\'b3o j\'b9 szybko ju\'bf w lot i na nie wypowiedziane, a przeczute s\'b3owa, dawa\'b3o trafn\'b9 odpowied\'9f, lub rzuca\'b3o aforyzm dwuznaczny, maj\'b9cy li tylko dla nich dwojga znaczenie, dla innych niezrozumia\'b3y cz\'easto wcale - poruszaj\'b9cy za\'9c sob\'b9 wspomnienie, zda\f0 rzenie osobiste, wsp\'f3lne...\par \par \f1 Szukali si\'ea wzajemnie r\'f3wnie\'bf, unikaj\'b9c towarzystwa drugich, pragn\'b9c zawsze by\'e6 ze sob\'b9, wy\'b3\'b9cznie sami.\par \f0\par \f1 A po za tem? Och, okre\'9cli\'e6 nawet trudno. \par \f0\par \f1 Dziesi\'b9tki, setki, tysi\'b9ce male\'f1kich, nik\'b3ych zdarze\'f1, powik\'b3a\'f1, chwil, chwilek, s\'b3\'f3w, s\'b3\'f3wek, gest\'f3w, drgnie\'f1 twarzy, u\'9cmiech\'f3w, niedom\'f3wionych spojrze\'f1, u\'9cci\'9cnie\'f1 d\'b3oni, przyja\'9fniejszych, czulszych - w niesko\'f1czono\'9c\'e6 biegn\'b9c, zacie\'9cnia\'b3y ich dwie duchowe ja\'9fnie coraz bardziej, mota\'b3y ich ze sob\'b9 i z nitki pocz\'b9tkowo pojedynczej tylko, czas uprz\'b9d\'b3 tkanin\'ea prz\'eadz\'ea niewidzialn\'b9, a nierozerwaln\'b9 ju\'bf jednak, co silnie, a trwale z\'b3\'b9czy\'b3a ich w ko\'f1cu ze sob\'b9!\par \f0\par \f1 I Topolski, b\'b3\'b9kaj\'b9cy si\'ea z pocz\'b9tku w swej grze trudnej zapl\'b9ta\'b3 si\'ea sam wkr\'f3tce, nie wiedz\'b9c nawet kiedy, w zastawione zr\'eacznie na Ol\'ea sieci.\par \f0\par \f1 Serce w nim obudzi\'b3o si\'ea po raz pierwszy mo\'bfe w \'bfyciu!.. On, motyl niesta\'b3y, powierzchownie tylko kochliwy, w ka\'bfdej zam\'ea\'bfnej, wdzi\'eacznej buzi - zakocha\'b3 si\'ea na seryo w Oli!\par \f0\par \f1 Dzi\'9c od dw\'f3ch godzin przesz\'b3o, w s\'b3\'f3w dobieranych szermierce, flirtowa\'b3 z ni\'b9 - teraz ju\'bf dla\'f1 ukochan\'b9, a przez to samo upragnion\'b9 jeszcze bardziej.\par \f0\par \f1 M\'f3wili dnia tego jak zwykle o literaturze, muzyce i sztuce, to jest o tem, co zajmowa\'b3o ich wsp\'f3lnie najbardziej w krainie, oderwanej od prz\'eadzy codziennego \'bfycia.\f0\par \par \f1 On wspomina\'b3 i opowiada\'b3 barwnie wra\'bfenia licznych podr\'f3\'bfy, dowcipkowa\'b3, \'9cmia\'b3 si\'ea, przytomny bezustannie gry swojej; Ola s\'b3ucha\'b3a m\'f3wi\'b3a, opowiada\'b3a z kolei wiele sama... Jak w z\'b3ocie \'b3an\'f3w zbo\'bfa, jednostajnem od mak\'f3w purpurowych i b\'b3awatnych chabr\'f3w, roi\'b3o si\'ea w tej ich s\'b3\'f3w gaw\'eadzie od dwuznacznik\'f3w, w lekk\'b9 form\'ea obleczonych ze strony Topolskiego o\'9cwiadczyn i p\'f3\'b3s\'b3\'f3wek - po\'b3owicznem niedom\'f3wieniem wiele m\'f3wi\'b9cych nieraz rzeczy!..\par \f0\par \f1 Przed chwil\'b9, s\'b3o\'f1ce u\'b3o\'bfy\'b3o si\'ea do snu. Topolski ko\'f1czy\'b3 jednocze\'9cnie wywo\'b3ane faktem tym opowiadanie wspomnienia, tycz\'b9cego si\'ea wschodu s\'b3o\'f1ca obserwowanego z wierzcho\'b3ka g\'f3ry "Mont Blanc," spowiadaj\'b9c si\'ea z wra\'bfenia podnios\'b3ego, doznanego wysoko!..\par \f0\par \f1 S\'b3owa pe\'b3ne zapa\'b3u, efektowne, zamar\'b3y mu w\'b3a\'9cnie na ustach, na kt\'f3rych spojrzeniem ca\'b3em zawis\'b3a artystyczna dusza id\'b9cej obok niego kobiety. \par \f0\par \f1 Zapanowa\'b3o pomi\'eadzy niemi chwilowe milczenie: \par \f0\par \f1 Ze stepu tymczasem, z \'b3an\'f3w, p\'b3yn\'ea\'b3y wonie zb\'f3\'bf, i polnych kwiat\'f3w; \'bfaby i chru\'9cciele odzywa\'b3y si\'ea w moczarach \'b3\'b9czki - czar letniego gasn\'b9cego dnia chwyta\'b3 za dusz\'ea...\par \f0\par \f1 - Wie pan, \'bfe\'9cmy porz\'b9dnie od domu daleko! - pierwsza weso\'b3o za\'9cmia\'b3a si\'ea Ola.\par \f0\par \f1 - A tak? - zadziwi\'b3 si\'ea niby Topolski. - To wracajmy! - rzek\'b3 niech\'eatnie.\par \f0\par \f1 Zawr\'f3cili. Szli wolno czas jaki\'9c, pomimo woli zamy\'9cleni.\par \f0\par - Tak\f1 , pani - przem\'f3wi\'b3 Topolski, sna\'e6 b\'b3\'b9dz\'b9c jeszcze my\'9cl\'b9 hen, daleko, na szczytach Alp, w Szwajcaryi - wra\'bfenie to by\'b3o tak silnem, i\'bf nie zapomn\'ea go do ko\'f1ca \'bfycia. - I wie pani? - dorzuci\'b3, z u\'9cmiechem dziwnym i nag\'b3ym - o czem mimo woli pomy\'9cla\'b3em w owej uroczystej chwili, gdy pierwszy promyk s\'b3o\'f1ca oz\'b3oci\'b3 cypl \'9cnie\'bfny "Mont Blanc?" Nigdy pani nie zgadnie.\par \f0\par \f1 - No, ciekawam bardzo? - zapyta\'b3a Ola i spojrzenie pi\'eakne utkwi\'b3a w twarzy m\'b3odego cz\'b3owieka.\par \f0\par \f1 - O kobiecie!.. - odrzek\'b3 Topolski, i za\'9cmia\'b3 si\'ea; nie otrzymawszy za\'9c na to \'bfadnej odpowiedzi, spojrza\'b3 po chwili spod oka na Ol\'ea.\par \f0\par \f1 Z pi\'eaknej twarzy m\'b3odej kobiety, jakby odp\'eadzany umy\'9clnie, pierzcha\'b3 cie\'f1 wyra\'9fnego niezadowolenia; Topolski si\'ea spostrzeg\'b3, i\'bf post\'b9pi\'b3 niezr\'eacznie, wiedzia\'b3 bowiem z wieloletniej praktyki doskonale, \'bfe nie nale\'bfy nigdy wobec kobiety, o kt\'f3rej wzgl\'eady ci chodzi, wspomina\'e6 dobitnie, \'bfe przed ni\'b9 by\'b3a inna. Poprawi\'b3 si\'ea natychmiast.\par \f0\par \f1 - To jest... \'9fle m\'f3wi\'ea!.. - rzek\'b3 seryo ca\'b3kiem, u\'9cmiechn\'b9wszy si\'ea atoli w duchu do siebie - o kobiecie, nie jednostce, bynajmniej my\'9cla\'b3em w\'f3wczas, ale o og\'f3lnym w niej symbolu kobieco\'9cci!..\par \f0\par \f1 - Jak to! nie rozumiem dobrze pana... - zdziwi\'b3a si\'ea Ola. - C\'f3\'bf bowiem wsp\'f3lnego ma wsch\'f3d s\'b3o\'f1ca...\par \f0\par \f1 - O, i bardzo! - przerwa\'b3 Topolski - przynajmniej dla mnie... Bo gdy, stoj\'b9c na wysoko\'9cciach niebotycznych, - ci\'b9gn\'b9\'b3, zapalaj\'b9c si\'ea do s\'b3\'f3w w\'b3asnych - ujrza\'b3em nagle, jak zar\'f3\'bfowiona silnie jutrzenka prys\'b3a snopem promieni, jak ca\'b3uj\'b9c jakby po prostu okoliczne szczyty, niepokalane, \'9cnie\'bfne - obj\'ea\'b3a w ramiona zwyci\'easkie \'9cwiat ca\'b3y, tak rozpromieniony za jej przybyciem, tak wyra\'9fnie szcz\'ea\'9cliwy! - Topolski umilk\'b3 na chwil\'ea...\par \f0\par \f1 - Skojarzeniem my\'9cli, mo\'bfe dziwnem w istocie w Chwili danej - ko\'f1czy\'b3 ju\'bf spokojniej - por\'f3wna\'b3em majestatyczne, kr\'f3lewskie s\'b3o\'f1ce do uczucia kobiety - mi\'b3o\'9cci bezbrze\'bfnej, wielkiej, kt\'f3ra r\'f3wnie\'bf sw\'b9 pot\'eag\'b9 i blaskiem rozja\'9cni\'e6, uszcz\'ea\'9cliwi\'e6 mo\'bfe cz\'b3owieka, tak, jak "ono," tam, na wysoko\'9cciach - \'9cwiat ca\'b3y!..\par \f0\par \f1 - Och, jaki\'bf poeta z pana! - zauwa\'bfy\'b3a, z u\'9cmiechem, Ola i umilk\'b3a, poczem jednak dorzuci\'b3a ca\'b3kiem powa\'bfnie:\par \f0\par \f1 - Aczkolwiek mnie osobi\'9ccie na razie my\'9cl ta do g\'b3owy nie przysz\'b3aby mo\'bfe, gdybym si\'ea tam znajdowa\'b3a na pa\'f1skiem miejscu, rozumiem j\'b9 jednak i odczuwam doskonale...\par \f0\par \f1 - Prawda? - uradowany mimo woli podchwyci\'b3 Topolski. - Pani przyznaje - ci\'b9gn\'b9\'b3, - \'bfe egzystuje poniek\'b9d w poj\'eaciach tych analogia pewna... S\'b3uchaj\'b9c pani jednak, przychodzi mi do g\'b3owy jedno spostrze\'bfenie... - zatrzyma\'b3 si\'ea...\par \f0\par \f1 - Musia\'b3a pani - i instynktownie Topolski nada\'b3 g\'b3osowi brzmienie \'b3agodne, czu\'b3e - w \'bfyciu swem kocha\'e6 kogo\'9c bardzo...\par \f0\par \f1 - Dlaczego? - zapyta\'b3a z u\'9cmiechem Ola.\par \f0\par \f1 - Bo inaczej nie zrozumia\'b3a i nie odczu\'b3aby pani wra\'bfenia mego! - rzuci\'b3 po francusku Topolski.\par \f0\par \f1 - Kocha\'b3am! - odpar\'b3a stanowczo, w tym\'bfe j\'eazyku, Ola.\par \f0\par \f1 - Kog\'f3\'bf, je\'9cli spyta\'e6 wolno i je\'9cli to nie jest \'bfadn\'b9 tajemnic\'b9 stanu?\par \f0\par \f1 - M\'ea\'bfa! - odpar\'b3a po polsku, lakonicznie Ola, patrz\'b9c ironicznie nieco Topolskiemu prosto w twarz. Ten ostatni skrzywi\'b3 si\'ea z lekka.\par \f0\par \f1 - Ach, ja nie my\'9cla\'b3em o tem zgo\'b3a... M\'ea\'bfa powinno si\'ea kocha\'e6... Zreszt\'b9 - u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea z\'b3o\'9cliwie - u\'bfy\'b3a pani czasu przesz\'b3ego... Kocha\'b3am, j'ai aim\'e9 - ci\'b9gn\'b9\'b3 ironicznie, - wszak, o ile mnie pami\'ea\'e6 grammatyki francuzkiej nie zawodzi, to pass\'e9 d\'e9fini... - zaakcentowa\'b3 wyraz ostatni.\par \f0\par \f1 - Och, jak\'bfe pan \'b3apiesz za s\'b3owa! - za\'9cmia\'b3a si\'ea nieszczerze troch\'ea Ola. - Przy tem zapragn\'b9\'b3e\'9c pan pochwali\'e6 si\'ea znajomo\'9cci\'b9 francuskiej grammatyki, i nie uda\'b3o si\'ea... J'ai aim\'e9 - to pass\'e9, ind\'e9fini - odci\'ea\'b3a.\par \f0\par \f1 - Ach, alors votre amour, madame... est indefini? - nie pozosta\'b3 d\'b3u\'bfnym Topo\f0 lski.\par \par \f1 - Ech, niezno\'9cnym si\'ea pan stajesz! - za\'9cmia\'b3a si\'ea m\'b3oda kobieta. - Ot lepiej, niech pan spojrzy na prawo - wskaza\'b3a ruchem r\'eaki niebo, widocznie pragn\'b9c zmieni\'e6 temat rozmowy. - Jakie pi\'eakne chmurki, nieprawda\'bf?..\par \f0\par \f1 Topolski wolno zwr\'f3ci\'b3 g\'b3ow\'ea, we \f0 wskazanym kierunku.\par \par \f1 - Prze\'9cliczne! - potwierdzi\'b3.\par \f0\par \f1 Niby zar\'f3\'bfowione, zdrowe, w aureoli z\'b3ocistych w\'b3os\'f3w, buziaczki zasypiaj\'b9cych rz\'eadem obok siebie smacznie dorodnych dziatek, uk\'b3ada\'b3y si\'ea do snu na niebieskawo-per\'b3owem tle nieba ob\'b3oczki ma\'b3e, koralowo-z\'b3ote, - zakl\'eate jakby cudownie w ostatnim odblasku \'9cpi\'b9cego ju\'bf s\'b3o\'f1ca.\par \f0\par \f1 D\'b3u\'bfszy czas stali Topolski z Ol\'b9, zapatrzeni w gr\'ea \'9cwiate\'b3 wieczora; po niejakim\'9c czasie, odwr\'f3ciwszy wzrok od nich, kobieta spojrza\'b3a przed siebie.\par \f0\par \f1 - Regardez! - przerwa\'b3a milczenie swym mile brzmi\'b9cym g\'b3osem. - Wszak to Krasnostawski, prawda? - zwr\'f3ci\'b3a si\'ea do towarzysza, pokazuj\'b9c mu ruchem g\'b3owy zbli\'bfaj\'b9cego si\'ea p\'eadem ku nim je\'9fd\'9fca.\par \f0\par \f1 - Tak. Zdaje si\'ea, \'bfe to ja\'9cnie pan plenipotent pomyka - odpar\'b3 z przek\'b9sem Topolski, z zaakcentowan\'b9 rozmy\'9clnie oboj\'eatno\'9cci\'b9 w g\'b3osie. \par \f0\par \f1 Tymczasem kasztanek z\'b3otawy, parskaj\'b9c cicho, przemkn\'b9\'b3 tu\'bf ko\'b3o nich i ruchem uprzejmym, aczkolwiek ch\'b3odnym nieco, i nie zatrzymuj\'b9c si\'ea wcale, sk\'b3oni\'b3 si\'ea Krasnostawski stoj\'b9cej parze. \par \f0\par \f1 Topolski i Ola w \'9clad zatem ruszyli powoli miejsca, rozmawiaj\'b9c zn\'f3w \'bfywo ze sob\'b9, je\'9fdziec za\'9c, na wskos przeci\'b9wszy \'b3\'b9czk\'ea, wspina\'e6 si\'ea zacz\'b9\'b3 po pochy\'b3o\'9cci jaru. Z lekkiego pocz\'b9tkowo pod g\'f3r\'ea truchcika, ko\'f1 przeszed\'b3 w wolnego st\'eapa...\par \f0\par W ciszy wieczornej, do uszu Krasnostaws\f1 kiego dochodzi\'b3y wyra\'9fnie s\'b3owa i \'9cmiechy id\'b9cej \'b3\'b9czk\'b9 pary.\par \f0\par \f1 M\'b3ody cz\'b3owiek, uderzywszy gniewnie konia butami i spicrut\'b9, pochwyci\'b3 cugle, i pomkn\'b9\'b3 dalej...\par \f0\par \f1 - \'afe te\'bf im nigdy nie zbraknie tematu do rozmowy! - mrukn\'b9\'b3.\par \f0\par \f1 Obecno\'9c\'e6 ci\'b9g\'b3a Topolskiego przy Oli gniewa\'b3a niepomiernie m\'b3odego plenipotenta. Zna\'b3 on, jak wiadomo, dzisiejsz\'b9 dziedziczk\'ea Gowartowa od lat blisko dziesi\'eaciu. Dziewcz\'eaciem jeszcze podoba\'b3a mu si\'ea ona bardzo.\par \f0\par \f1 A potem?.. Wszak pami\'eata doskonale t\'ea chwil\'ea, gdy dowiedzia\'b3 si\'ea on od starego Gowartowskiego, \'bfe Ola uciek\'b3a z Dzier\'bfymirskim... Dziwnego, och, niepoj\'eatego dla\'f1 nawet, na razie dozna\'b3 w\'f3wczas wra\'bfenia! Po \'9cmierci za\'9c pana Januarego i przyje\'9fdzie m\'b3odych, przypadek bardziej jeszcze zbli\'bfy\'b3 go do niej, a by\'b3o nim powt\'f3rzenie zbola\'b3ej c\'f3rce dos\'b3ownie ostatnich chwil ojca i s\'b3\'f3w jego, pe\'b3nych przebaczenia...\par \f0\par \f1 Fakt ten, na poz\'f3r drobny, sta\'b3 si\'ea jednak dla Krasnostawskiego wysoce powa\'bfnym, postawi\'b3 go bowiem wobec nowych chlebodawc\'f3w na przyjaznej, poufa\'b3ej niemal stopie, i takim dot\'b9d bez zmiany pozosta\'b3.\par \f0\par \f1 Co rok, gdy Dzier\'bfymirscy przyje\'bfd\'bfali do siebie na wie\'9c, pierwszy wita\'b3 ich na progu Krasnostawski, bywaj\'b9c potem zawsze stale co dzie\'f1 niemal w Gowartowie... Dzier\'bfymirscy traktowali go, jak r\'f3wnego im zupe\'b3nie, naturalnie, uprzejmie przyjmowali zawsze - bez r\'f3\'bfnicy, o ka\'bfdej dnia porze, ze wzgl\'eadu za\'9c na dobre wychowanie jego, i wspomnienie, i\'bf do snu wiecznego zamkn\'b9\'b3 by\'b3 Gowartowskiemu powieki, uwa\'bfano go nawet jakby za nale\'bf\'b9cego do rodziny.\par \f0\par \f1 Czu\'b3 si\'ea zatem m\'b3ody pan plenipotent w pa\'b3acu, jak u siebie w domu, zast\'eapowa\'b3 mu on strzech\'ea rodzinn\'b9, kt\'f3rej nie posiada\'b3 wcale i trwa\'b3o tak rok rocznie przez kilka letnich miesi\'eacy. Potem zn\'f3w nast\'eapowa\'b3a dla\'f1 d\'b3uga przerwa; - gospodarstwo, samotno\'9c\'e6, nuda i wyczekiwanie z upragnieniem chwili przyjazdu Dzier\'bfymirskich! Powtarza\'b3o si\'ea to bezzmiennie przez lat ubieg\'b3ych par\'ea, i przez czas ten ca\'b3y sta\'b3a si\'ea rzecz, kt\'f3rej z \'b3atwo\'9cci\'b9 domy\'9cle\'e6 si\'ea mo\'bfna by\'b3o...\par \f0\par \f1 Krasnostawski, dawniej Don-Juan wielkomiejski, jeszcze obecnie na wsi ba\'b3amuc\'b9cy wszystkie \'b3adniejsze dziewczyny w okolicy - niepostrze\'bfenie, pocz\'b9tkowo nie zdaj\'b9c sobie nawet wcale sprawy, zakocha\'b3 si\'ea na zab\'f3j w swej pi\'eaknej, m\'b3odej dziedziczce i pani...\par \f0\par \f1\'a3atwe sercowe zdobycze pom\'9cci\'b3y si\'ea na lekkomy\'9clnym panu plenipotencie. Mi\'b3o\'9c\'e6 prawdziwa, silno powali\'b3a go ju\'bf w drugim roku pobytu u Dzier\'bfymirskich.\par \f0\par \f1 Zabra\'b3a mu serce kobieta, dla niego ca\'b3kiem, i rzec mo\'bfna, na zawsze, niezdobyta, niepochwytna nawet, ze wzgl\'eadu warunk\'f3w s\'b3u\'bfebnej r\'f3\'bfnicy po\'b3o\'bfenia jego w og\'f3le z jednej strony, a z drugiej - z powodu charakteru Oli, jak si\'ea zdawa\'b3o, bez skazy, niez\'b3omnych jej zasad, oraz bezgranicznej, niezmiennej, a dot\'b9d jedynej - mi\'b3o\'9cci jej dla m\'ea\'bfa. \par \f0\par \f1 Przebola\'b3 zatem Krasnostawski wiele, lecz zapanowa\'b3 nad sob\'b9. Nikt nie zbada\'b3 dotychczas tajemn\f0 icy jego serca, nawet "ona."\par \par \f1 A dzi\'9c, uczucie drzemi\'b9ce i ukryte na dnie duszy przed sarkazmem \'f3cz i j\'eazyk\'f3w ludzkich, przeobrazi\'b3o si\'ea ju\'bf by\'b3o w prawdziwy kult... Codzienny go\'9c\'e6 Gowartowa, Krasnostawski, poza obowi\'b9zkami, \'bfy\'b3 "prawdziwie" w dniu godzin tylko kilka, t.j. tych par\'ea w\'b3a\'9cnie, podczas kt\'f3rych obcowa\'b3 z Ol\'b9, m\'b3oda kobieta za\'9c stan\'ea\'b3a w duszy jego, nie z\'b3o\'bfonej, nieprzesubtelnionej, lecz szczerej, pi\'eaknej i prostej - na piedestale \'9cwi\'eato\'9cci prawdziwej! Krasnostawski modli\'b3 si\'ea niemal do Oli\f0 !..\par \par \f1 I oto teraz przysz\'b3o mu cierpie\'e6 podw\'f3jnie: dot\'b9d odbiera\'b3a mu ub\'f3stwian\'b9 konieczno\'9c\'e6 \'bfycia, w postaci m\'ea\'bfa... - Dzi\'9c przy boku jej si\'ea zjawi\'b3 inny... Krasnostawski znienawidzi\'b3 pana na Szcz\'easnej...\par \f0\par \f1 Zazdro\'9c\'e6, ta mi\'b3o\'9cci siostrzyca, pochwyci\'b3a go w swe szpony krogulcze, dr\'eacz\'b9c bez lito\'9cci... M\'eak\'ea t\'ea za\'9c powi\'eaksza\'b3o jeszcze poczucie w\'b3asnej niemocy.\par \f0\par \f1 My\'9cl\'b9c o tem po raz setny, Krasnostawski p\'eadzi\'b3 wci\'b9\'bf szybko, nagl\'b9c niemi\'b3osiernie spicrut\'b9 wierzchowca.\par \f0\par \f1 - S\'b3ug\'b9 jestem i na wieki s\'b3ug\'b9 zostan\'ea!.. Psie \'bfycie, psie!.. - rzuci\'b3 g\'b3o\'9cno z gorycz\'b9 obszarom, \'9cni\'b9cym w mroku. - On mi j\'b9 we\'9fmie, pokala, ja to czuj\'ea, przeczuwam!.. Lecz co czyni\'e6 mam, co robi\'e6? - wo\'b3a\'b3 do siebie wzburzony przyjaciel, domownik pa\'b3acowy Dzier\'bfymirskich. - Zastrzeli\'b3bym go, to lisi\'b9tko! - mrukn\'b9\'b3 ciszej.\par \f0\par \f1 W tej samej chwili ko\'f1 si\'ea potkn\'b9\'b3, Krasnostawski \'9cci\'b9gn\'b9\'b3 instynktownie cugle, i pocz\'b9\'b3 jecha\'e6 wolno.\par \f0\par \f1 Woko\'b3o niego, otulony szarzyzn\'b9 mroku, ko\'b3ysa\'b3 si\'ea step ma\'b3y, wysoka trawa \'b3echta\'b3a mu opuszczon\'b9 w d\'f3\'b3 siod\'b3a r\'eak\'ea. W oddali rysowa\'b3y si\'ea ju\'bf cienie folwarku Tomasz\'f3wki, tak zwanej ukrai\'f1skiej fermy, z\'b3o\'bfonej tylko z toku, to jest: stod\'f3\'b3, spichlerza, paru jeszcze zabudowa\'f1 gospodarskich, i jego w\'b3asnego, niskiego, mieszkalnego domku - kr\'f3luj\'b9cych w cieniu kilkunastu drzew w\'9cr\'f3d p\'f3l i \'b3an\'f3w szerokich.\par \f0\par \f1 Krasnostawski zdj\'b9\'b3 czapk\'ea i przetar\'b3 chustk\'b9 czo\'b3o. W kr\'b9g niego lata\'b3y tysi\'b9ce muszek ma\'b3ych, brz\'eacza\'b3y \'bfa\'b3o\'9cnie roje komar\'f3w; b\'b9k gra\'b3 gdzie\'9c w moczarach, a przepi\'f3rka zab\'b3\'b9kana, w\'eadruj\'b9ca jeszcze po polach, odzywa\'b3a si\'ea gdzie\'9c nie\'9cmia\'b3o samotna...\par \f0\par \f1 Przejechawszy wolno kawa\'b3ek stepu, Krasnostawski pu\'9cci\'b3 si\'ea zn\'f3w poprzez bodziaki i trawy szybkiego nader, tak zwanego sz\'b3apaka. Prychaj\'b9c nozdrzami, czuj\'b9c stajnie blisko, pomkn\'b9\'b3 kasztan ochoczo. P\'eadem powietrza i ko\'f1skiego biegu, wysokie trawy zako\'b3ysa\'b3y si\'ea trwo\'bfnie - zaszumia\'b3o na stepie...\par \f0\par \f1 Lecz oto po chwili wierzchowiec skoczy\'b3 w bok gwa\'b3townie: to uk\'b3adaj\'b9cy si\'ea ju\'bf do snu b\'b3ogiego zaj\'b9c pomkn\'b9\'b3 mu chy\'bfo spod n\'f3g i znik\'b3 w wieczornym mroku... Niebawem je\'9fdziec z koniem \f0 wpadli na trakt szeroki.\par \par \f1 - Zginie mi Ola moja ub\'f3stwiana, najdro\'bfsza!.. A szkoda - szkoda! - szepta\'b3 do siebie podniecony Krasnostawski.\par \f0\par \f1 - Co czyni\'e6? jak przeszkodzi\'e6 temu? - hucza\'b3o mu dalej w g\'b3owie.\par \f0\par \f1 Lecieli wci\'b9\'bf... Domostwa Tomasz\'f3wki stawa\'b3y si\'ea coraz wyra\'9fniejsze, bli\'bfsze... Wymin\'b9\'b3 ich w\'f3z; jad\'b9cy w przeciwn\'b9 stron\'ea, ch\'b3op pok\'b3oni\'b3 si\'ea nisko, lec\'b9ce za wozem \'9frebi\'ea przy\'b3\'b9czy\'b3o si\'ea do wierzchowej klaczy Krasnostawskiego.\par \f0\par \f1 - Ksiou, ksiou, ksiou! - zawo\'b3a\'b3 ch\'b3op przeci\'b9gle: \'9frebczyk zastrzyg\'b3 uszami, prychn\'b9\'b3 i zawr\'f3ci\'b3 galopem.\par \f0\par \f1 - Ach, czemu\'bf, czemu\'bf nie wolno mi kocha\'e6 ciebie, najdro\'bfsza? - wyrzuci\'b3 z siebie Krasnostawski wym\'f3wk\'ea, pe\'b3n\'b9 goryczy. - Ja bym ci\'ea oz\'b3oci\'b3, kl\'eacza\'b3 przed tob\'b9 - zmiata\'b3 proch u st\'f3p twoich!..\par \f0\par \f1 Je\'9fdziec z koniem, jak huragan, wpadli we wrota i na dziedziniec ma\'b3ego dworku. Zatrzymali si\'ea... Krasnostawski zeskoczy\'b3 z kasztanka i hukn\'b9\'b3 dono\'9cnie.\par \f0\par \f1 Niebawem zjawi\'b3 si\'ea wyrostek, w rozchylonej koszuli, boso, odebrawszy wierzchowca, znik\'b3 z nim pomi\'eadzy strzechami pod\'b3u\'bfnych budynk\'f3w; m\'b3ody cz\'b3owiek za\'9c, szepc\'b9c jeszcze smutnie co\'9c z cicha do siebie, schyliwszy g\'b3ow\'ea, wszed\'b3 do wn\'eatrza ma\'b3ego, krytego s\'b3om\'b9 dworku.\par \f0\par \f1 Odemkn\'b9\'b3 drzwi kluczem, a przest\'b9piwszy pr\'f3g, zatrzasn\'b9\'b3 je z ha\'b3asem. W \'9clad za tem potar\'b3 zapa\'b3k\'ea, a zapaliwszy lamp\'ea, zbli\'bfy\'b3 si\'ea do biurka, stoj\'b9cego pod oknem, w\'9cr\'f3d skromnie umeblowanej izby, wybielonej, z niskim sufitem, o du\'bfych wystaj\'b9cych u pu\'b3apu belkach.\par \f0\par \f1 - Nie mnie, marnemu pionowi, marzy\'e6 i kocha\'e6, nie mnie!.. Do pracy, s\'b3ugo, p\'b3ac\'b9 ci za to! -szepn\'b9\'b3 Krasnostawski, z bezmiern\'b9 gorycz\'b9. Roz\'b3o\'bfywszy jednocze\'9cnie na stole olbrzymi\'b9 rachunkow\'b9 ksi\'eag\'ea, umoczy\'b3 pi\'f3ro w ka\'b3amarzu i usiad\'b3 ci\'ea\'bfko przed biurkiem.\par \f0\par \f1 Cisza zaleg\'b3a pokoik. Przerywa\'b3 j\'b9 tylko szelest papieru i zgrzyt dono\'9cny stalki w obsadce - czasami za\'9c akordem w t\'ea muzyk\'ea milczenia i pracy wplot\'b3o si\'ea z rzadka st\'b3umione westchnienie ciche.\par \f0\par -------------\par \par \par \f1 Ukrai\'f1skie lato upalne dobiega\'b3o ko\'f1ca, zanika\'b3o, wypierane jesieni\'b9 wczesn\'b9, w tym roku pi\'eakn\'b9 bardzo - przezrocz\'b9...\par \f0\par \f1\'afycie w Gowartowie p\'b3yn\'ea\'b3o cicho, a dnie mija\'b3y tutaj za dniami, wszystkie bez zmiany niemal bardzo do siebie podobne. \'a3ady\'bfy\'f1ski zatem tak samo zawsze szyderczy z marsza\'b3kow\'b9 si\'ea sprzecza\'b3 i rozmy\'9clnie przeszkadza\'b3 flirtowi Oli z Topolskim... Krasnostawski, t\'b3umi\'b9c w sercu b\'f3l, \'bfal, gorycz i zazdro\'9c\'e6, przyje\'bfd\'bfa\'b3 tu jak zwykle, co dzie\'f1, a bawi\'b9c w pa\'b3acu coraz kr\'f3cej, po partyjce bilardu z panem Emilem, ucieka\'b3 do swej w\'9cr\'f3d p\'f3l samotni.\par \f0\par \f1 Czasem zajrza\'b3 do Gowartowa kto\'9c z dalszych, lub bli\'bfszych s\'b9siad\'f3w, i jak to bywa zazwyczaj na wsi, zje\'bfd\'bfaj\'b9c ca\'b3ym rodzinnym taborem, na godzin kilka rozgaszcza\'b3 si\'ea w pa\'b3acu. Dom ca\'b3y naturalnie zniewolonym by\'b3 by\'e6 na us\'b3ugi go\'9cci, dzia\'b3o si\'ea to jednak zawsze ku wielkiemu zmartwieniu \'a3ady\'bfy\'f1skiego. Bywalec eleganckich miejskich salon\'f3w, z\'b3y chodzi\'b3 w\'f3wczas z k\'b9ta w k\'b9t, ziewaj\'b9c skrycie i pokpiwaj\'b9c nieznacznie z przyby\'b3ych w go\'9ccin\'ea; s\'b9siad\'f3w Gowartowa nie lubia\'b3 bowiem pan Emil i z g\'f3ry stale traktowa\'b3, ochrzciwszy wszystkich rycza\'b3towo mianem "serwatki towarzyskiej"...\par \f0\par \f1 W niedziel\'ea wszyscy z pa\'b3acu je\'9fdzili do ko\'9ccio\'b3a - w tygodniu, dla ubarwienia jednostajnego sk\'b9din\'b9d \'bfycia, oddawano s\'b9siedzkie wizyty... Pan Emil wtedy zostawa\'b3 zawsze w domu, a namawiaj\'b9c panie, by jecha\'b3y, stara\'b3 si\'ea zwykle wybra\'e6 na to dzie\'f1, w kt\'f3rym spodziewa\'b3 si\'ea odwiedzin Topolskiego.\par \f0\par \f1 Hrabia ze Szcz\'easnej, przyje\'bfd\'bfaj\'b9cy teraz, regularnie, co drugi dzie\'f1 prawie, stawia\'b3 si\'ea w\'f3wczas niezmiennie. \'a3ady\'bfy\'f1ski, u\'9cmiechni\'eaty z\'b3o\'9cliwie, przyjmowa\'b3 go z otwartemi ramiony, do karamboli natychmiast werbowa\'b3, nic najcz\'ea\'9cciej przy tem nie m\'f3wi\'b9c o wyje\'9fdzie pa\'f1, wymijaj\'b9c zr\'eacznie jego pytania w tym wzgl\'eadzie. Dopiero p\'f3\'9fniej, po partyi, wychodzi\'b3 na chwil\'ea, wraca\'b3, i spokojnie oznajmia\'b3 mu o tem, mniej wi\'eacej w ten spos\'f3b: \'84Wszak hrabia kochany o panie mnie si\'ea pyta\'b3? n'est ce pas? Pardon... na \'9cmier\'e6 zapomnia\'b3em... wyobra\'9f pan sobie, wyjecha\'b3y przed godzin\'b9 na spacer, pewny by\'b3em... A tu, concevez... Dowiaduj\'ea si\'ea w\'b3a\'9cnie, i\'bf paln\'ea\'b3y sobie wizytk\'ea!.."\par \f0\par \f1 Topolski rad nie rad niebawem odje\'bfd\'bfa\'b3, pan Emil za\'9c, ironiczny, zjadliwej uprzejmo\'9cci pe\'b3ny, odprowadziwszy go do powozu - zaciera\'b3 r\'eace z rado\'9cci.\par \f0\par \f1 Pomimo jednak usi\'b3owa\'f1 zr\'eacznych \'a3ady\'bfy\'f1skiego, stosunek Topolskiego i Oli zacie\'9cnia\'b3 si\'ea coraz bardziej; przyja\'9f\'f1 fermentowa\'b3a ju\'bf, pot\'eagowa\'b3a za\'9c stosunek ten przed\'b3u\'bfana coraz bardziej nieobecno\'9c\'e6 Dzier\'bfymirskiego, od kt\'f3rego, po li\'9ccie oznajmiaj\'b9cym wyjazd do Medyolanu - nie by\'b3o zgo\'b3a \'bfadnej wiadomo\'9cci.\par \f0\par \f1 By\'b3 wiecz\'f3r letni, koj\'b9cy, cichy...\par \f0\par \f1 W pa\'b3acu gowartowskim zgaszono ju\'bf wszystkie \'9cwiat\'b3a, pr\'f3cz jednego - w jadalni, gdzie marsza\'b3kowa przegl\'b9da\'b3a \'9cwie\'bfe gazety. Niebawem od\'b3o\'bfywszy je na bok, ze zm\'eaczonych oczu staruszka zdj\'ea\'b3a okulary, a przetar\'b3szy powieki, powsta\'b3a i skierowa\'b3a si\'ea ku balkonowi.\par \f0\par \f1 Tam, wzi\'b9wszy w r\'eak\'ea lask\'ea, zesz\'b3a do ogrodu, zag\'b3\'eabiwszy si\'ea w jedn\'b9 z cienistych alei.\par \f0\par \f1 Ola, Topolski i nieodst\'eapny ich satelita, pan Emil, u\'bfywali przeja\'bfd\'bfki \'b3\'f3dk\'b9 po stawie, w t\'b9 stron\'ea wi\'eac skierowa\'b3a kroki marsza\'b3kowa. Wkr\'f3tce przed ni\'b9 zaszkli\'b3a si\'ea tafla stawu, staruszka usiad\'b3a na \'b3aweczce i pos\'b3a\'b3a spojr\f0 zenie w dal...\par \par \f1 Do uszu jej jednocze\'9cnie, w wieczornej ciszy wyra\'9fna, dolecia\'b3a pie\'9c\'f1, \'9cpiewana zgodnie silnym m\'easkim tenorem Topolskiego i cieniutkim sopranem Oli, z przeci\'b9g\'b3em do wt\'f3ru gwizdaniem pana Emila. Barka znalaz\'b3a si\'ea niebawem po\'9crodku stawu. Pie\'9c\'f1, urwana nagle, zcich\'b3a, marsza\'b3kowa krzykn\'ea\'b3a, jak tylko mog\'b3a najg\'b3o\'9cniej: - Hop!.. hop!..\par \f0\par \f1 - By... waj! - odpowiedzia\'b3 natychmiast pan Emil, rozleg\'b3y si\'ea szybsze uderzenia wiose\'b3, plusk wody i \'b3\'f3d\'9f chy\'bfo kierowa\'e6 si\'ea pocz\'ea\'b3y ku brzegowi, \'a3ady\'bfy\'f1ski po chwili przy\'b3o\'bfy\'b3 do oczu r\'eak\'ea i krzykn\'b9\'b3; \par \f0\par \f1 - Per Bacco! Wszak to pani marsza\'b3kowa!.. \par \f0\par \f1 - O, ciociu! Czemu\'bf cioteczka przysz\'b3a a\'bf tutaj? Jak\'bfe mo\'bfna... wilgo\'e6 ze stawu, opary niezdrowe! - rozleg\'b3 si\'ea z kolei cieniuchny g\'b3osik Oli.\par \f0\par - Nic, dziecko, nie \f1 szkodzi... Posiedz\'ea sobie, taki \'9cliczny i ciep\'b3y wiecz\'f3r... Jed\'9fcie, jed\'9fcie, jak si\'ea zm\'eacz\'ea, to powr\'f3c\'ea! - odkrzykn\'ea\'b3a pani Melania.\par \f0\par \f1 - E, c\'f3\'bf znowu? - zagrzmia\'b3 basem \'a3ady\'bfy\'f1ski. - I my wracamy. Ksi\'ea\'bfyc zreszt\'b9 dzi\'9c niecnota nie dopisuje i chowa si\'ea ci\'b9gle... Naprz\'f3d!.. - zakomenderowa\'b3 dono\'9cnie.\par \f0\par \f1 - Nieprawda\'bf? - doda\'b3 ciszej, zwracaj\'b9c si\'ea ku siedz\'b9cej w \'b3\'f3dce m\'b3odej parze.\par \f0\par \f1 - Ale\'bf naturalnie! - potwierdzi\'b3a szybko Ola, widz\'b9c, i\'bf Topolski milczy dyplomatycznie. - Cioteczka zazi\'eabi si\'ea, jak j\'b9 pozostawimy tu d\'b3u\'bfej, a sama do domu tak rych\'b3o nie p\'f3jdzie...\par \f0\par \f1 Po chwili, \'b3\'f3d\'9f stan\'ea\'b3a u brzegu. - Ciotuniu, jeste\'9cmy.. - \'bfywo krzykn\'ea\'b3a Ola, i wysiedli wszyscy. \par \f0\par \f1 Topolski z Ol\'b9 poszli naprz\'f3d, pan Emil za\'9c pozosta\'b3, systematycznie u\'b3o\'bfywszy wios\'b3a i zamkn\'b9wszy na klucz k\'b3\'f3dk\'ea u \'b3a\'f1cucha, przytwierdzonego do barki, poczem zapali\'b3 z wolna papierosa.\par \par - Pa -nie E - mi - lu! Wra -ca - my! - rozleg\'b3 si\'ea z g\'f3ry, na brzegu, wo\'b3aj\'b9cy g\'b3osik Dzier\'bfymirskiej. \par \f0\par \f1 - Id\'ea, id\'ea! - odpowiedzia\'b3 w ten sam spos\'f3b Emil, nie ruszy\'b3 si\'ea jednak wcale. Po chwili warkn\'b9\'b3 do siebie p\'f3\'b3g\'b3osem:\par \f0\par \f1 - O, nie podoba mi si\'ea coraz wi\'eacej ten farbowany na hrabicza! Lecz swoj\'b9 drog\'b9 pozycya moja tutaj jest w zupe\'b3no\'9cci idyotyczn\'b9... Marsza\'b3kowa, jak \'9clepa: nic nie widzi; on, w\'9cciek\'b3y, z\'eabami na mnie po cichu zgrzyta ona si\'ea d\'b9sa... Que diable! Nie by\'b3em dot\'b9d nigdy str\'f3\'bfem cn\'f3t m\'b3odych m\'ea\'bfatek!..\par \f0\par \f1 I \'a3ady\'bfy\'f1ski wzruszy\'b3 ramionami, poczem z wolna skierowa\'b3 si\'ea ku pa\'b3acowi.\par \f0\par \f1 Pozosta\'b3a za\'9c tr\'f3jka by\'b3a ju\'bf daleko. Topolski podawa\'b3 kornie rami\'ea marsza\'b3kowej, Ola sz\'b3a obok niego - rozmawiali wszyscy \'bfywo i weso\'b3o; niebawem znale\'9fli si\'ea na werandzie i usiedli, zm\'eaczeni nieco przechadzk\'b9.\par \f0\par \f1 Topolski, zatrzymany i uproszony przez panie, zostawa\'b3 na noc w Gowartowie, obecnie za\'9c namawia\'b3 Ol\'ea do zagrania na \f0 fortepianie.\par \par \f1 - Ale kiedy m\'f3wi\'ea panu - broni\'b3a si\'ea, \'9cmiej\'b9c, m\'b3oda kobieta, - \'bfe teraz w\'b3a\'9cnie czuje si\'ea niemo\'bfliwie usposobion\'b9 do muzyki... Upewniam pana, i\'bf go bole\'e6 b\'ead\'b9 uszy!..\par \f0\par \f1 - O, mnie nigdy! Chyba pana Emila? - odpar\'b3 Topolski.\par \f0\par \f1\'a3ady\'bfy\'f1ski nie znosi\'b3 muzyki. Nazywa\'b3 j\'b9 zawsze "gn\'eabicielk\'b9 i pierwszym stopniem do histeryi i neurastenii."\par \f0\par \f1 - Je\'bfeli nie dla mnie - nachyli\'b3 si\'ea w tej chwili Topolski ku siedz\'b9cej obok Oli - to niech zagra pani dla pana Emila za to, \'bfe nam ci\'b9gle swem towarzystwem przeszkadza\'b3...\par \f0\par \f1 - Przeszkadza\'b3?.. w czem? - spyta\'b3a Ola, z u\'9cmiechem i zalotnem b\'b3y\'9cni\'eaciem oczu.\par \f0\par \f1 - Powiadaj\'b9, i\'bf przys\'b3owia s\'b9 m\'b9dro\'9cci\'b9 narod\'f3w, a jedno z nich m\'f3wi pono: "m\'b9drej g\'b3owie, do\'9c\'e6..." i.t.d. Pani nie zrozumia\'b3a - to trudno.\par \f0\par - Ha, ha, ha! - \f1 za\'9cmia\'b3a si\'ea Ola - zdrobnia pan przys\'b3owia, stosownie do okoliczno\'9cci, ale bogi odm\'f3wi\'b3y panu talentu rymowania. Ja szczerze zupe\'b3nie powiadam, i\'bf nie zrozumia\'b3am pana.\par \f0\par \lang1033 - Honny suit, qui mal y pense. \lang1045\f1 Lecz pozwol\'ea; sobie tymczasem nie wierzy\'e6 pani...\par \f0\par Rozm\f1 owa ta ca\'b3a prowadzon\'b9 by\'b3a p\'f3\'b3g\'b3osem, tak, i\'bf siedz\'b9ca w przeciwnym rogu balkonu marsza\'b3kowa nie s\'b3ysza\'b3a jej wcale. Odezwa\'b3a si\'ea wi\'eac, przerywaj\'b9c:\par \f0\par \f1 - Widz\'ea, \'bfe na pr\'f3\'bfno pan Topolski ci\'ea prosi. Zagraj, Oluniu, zagraj, dziecko, w taki cichy wiecz\'f3r \'9clicznie si\'ea wyda g\'b3os fortepianu.\par \f0\par \f1 - No, jak cioteczka ka\'bfe, to i owszem! - rzek\'b3a z u\'9cmiechem Ola. - Ale czyni\'ea to tylko dla niej; avis au lecteur...\par \f0\par \f1 Zwr\'f3ci\'b3a si\'ea do Topolskiego, spojrzawszy mu prosto w oczy, poczem przest\'b9pi\'b3a pr\'f3g pokoju. M\'b3ody cz\'b3owiek sk\'b3oni\'b3 si\'ea, i powstawszy, pod\'b9\'bfy\'b3 do salonu w \'9clad za ni\'b9.\par \f0\par \f1 - Kt\'f3\'bf zbada\'b3 rzeczywist\'b9 pobudk\'ea czyn\'f3w kobiety? - szepn\'b9\'b3 dyskretnie, pochyliwszy si\'ea ku id\'b9cej. \par \f0\par \f1 - Przepraszam! - za\'9cmia\'b3a si\'ea weso\'b3o Ola - prosz\'ea wraca\'e6 na balkon dotrzyma\'e6 towarzystwa cioci Melanii, a zreszt\'b9 - tu, siadaj\'b9c do fortepianu, uczyni\'b3a r\'eak\'b9 ruch w stron\'ea werandy - oto pan Emil...\par \f0\par \f1 - A... wi\'eac pani jednak gra... dla niego - rzek\'b3 z wolna Topolski i pos\'b3uszny zawr\'f3ci\'b3.\par \f0\par \f1 Ola nie odpowiedzia\'b3a... Gamma ton\'f3w z pod jej palc\'f3w zabrzmia\'b3a dono\'9cnie... Fantastyczna pie\'9c\'f1 norweska odbi\'b3a si\'ea o echa parku i g\'b3\'eabie \'9cni\'b9ce do stawu - nami\'eatna, burzliwa, pop\'b3yn\'ea\'b3a w dal cich\'b9 p\'f3l i stepu...\par \f0\par \f1 - \'afe te\'bf pani Ola nie ma lito\'9cci nad ptaszkami, co \'9cpi\'b9 sobie w parku tak cicho. Gdy us\'b3ysz\'b9 bowiem par\'ea podobnych fortepianowych trelik\'f3w, og\'b3uchn\'b9 do rana zupe\'b3nie. - odezwa\'b3 si\'ea w tej\'bfe chwili ironiczny g\'b3os \'a3ady\'bfy\'f1skiego.\par \f0\par \f1 - C\'f3\'bf to pan, jak widz\'ea, pr\'f3cz ptak\'f3w tylko o sobie nie zapomina, a nas z pani\'b9 marsza\'b3kow\'b9 z \'bfyj\'b9cych wykre\'9cla! - p\'f3\'b3\'bfartem, p\'f3\'b3serjo odci\'b9\'b3 panu Emilowi Topolski.\par \f0\par \f1\'a3ady\'bfy\'f1ski nie odpowiedzia\'b3; wszed\'b3szy do nieo\'9cwietlonego salonu, gdzie gra\'b3a Ola, odezwa\'b3 si\'ea w uk\'b3onie:\par \f0\par \f1 - Wszak pani pozwoli, nieprawda\'bf?... Bym zagra\'b3 sobie prozaicznie, terre \f0\'e0 terre, w karambole sam ze sob\f1\'b9... Czy zgrzesz\'ea bardzo?\par \f0\par \f1 - Mais pas du tout, owszem... Staraj si\'ea pan karambolowa\'e6 w takt gry mojej; mo\'bfe t\'b9 drog\'b9 wreszcie nauczysz si\'ea pan kiedy\'9c odczuwa\'e6 muzyk\'ea...\par \f0\par \f1 - O, dzi\'eaki ci, pani! - trzymaj\'b9c si\'ea za serce, sk\'b3oni\'b3 si\'ea pan Emil i zadzwoniwszy na lokaja, kaza\'b3 zapali\'e6 \'9cwiat\'b3a w bilardowej salce, a po chwili, ca\'b3y zatopiony w grze, z pietyzmem wykonywa\'e6 zacz\'b9\'b3 karambole.\par \f0\par \f1 Pie\'9cni\'b9 Schumana rzewn\'b9 skar\'bfy\'b3 si\'ea cicho teraz fortepian, p\'b3aka\'b3, smuci\'b3 si\'ea \'bfa\'b3o\'9cnie... Ola gra\'b3a pi\'eaknie, z technik\'b9 i uczuciem. Siedz\'b9cy na balkonie Topolski \'b3owi\'b3 tony z lubo\'9cci\'b9, przez grzeczno\'9c\'e6 tylko prowadz\'b9c rozmow\'ea z marsza\'b3kow\'b9 i kln\'b9c zarazem w duszy jej obecno\'9c\'e6, przeszkadzaj\'b9c\'b9 mu we flircie z Ol\'b9.\par \f0\par \f1 Niebawem wybi\'b3a w ciszy domu godzina jedenasta. Staruszka, zm\'eaczona sna\'e6 ca\'b3ym dniem, powsta\'b3a ci\'ea\'bfko i rzek\'b3a:\par \f0\par \f1 - No, s\'b3uchajcie tu sobie muzyki, moi panowie, ja za\'9c id\'ea spa\'e6... A pan Emil gdzie - nie widz\'ea go? - zapyta\'b3a naraz.\par \f0\par \f1 Topolski zauwa\'bfy\'b3 dawno, \'bfe \'a3ady\'bfy\'f1ski postukuje na bilardzie; nie chc\'b9c jednak informowa\'e6 o tem marsza\'b3kowej, odpar\'b3 szybko:\par \f0\par \f1 - Och, nie, wiem. Wyszed\'b3 przed chwil\'b9, wr\'f3ci zapewne niebawem! - i na dobranoc - poca\'b3owa\'b3, z uszanowaniem, r\'eak\'ea staruszki.\par \f0\par \f1 Marsza\'b3kowa, nic nie m\'f3wi\'b9c, wesz\'b3a do salonu i zbli\'bfy\'b3a si\'ea ku fortepianowi.\par \f0\par - Bonsoir, ch\'e9rie\f1 ! - rzek\'b3a, ca\'b3uj\'b9c Ol\'ea w g\'b3ow\'ea. \par \f0\par \f1 - Dobranoc, cioteczko! - zerwawszy si\'ea z krzes\'b3a u\'9cciska\'b3a marsza\'b3kow\'ea Dzier\'bfymirska; poczem pani Melania skierowa\'b3a si\'ea wolno do swych pokoj\'f3w.\par \f0\par \f1 Znik\'b3a... Fortepianem wstrz\'b9sn\'ea\'b3o gwa\'b3towne intermezzo; do pokoju, ton\'b9cego w cieniach, cicho, jak kot, wsun\'b9\'b3 si\'ea Topolski.\par \f0\par \f1 Usiad\'b3 na niskim foteliku obok Oli: -Nareszcie!.. - szepn\'b9\'b3.\par \f0\par \f1 - Nareszcie... Co? - ze spojrzeniem zalotnem, zapyta\'b3a, nie odrywaj\'b9c paluszk\'f3w od klawiszy. \par \f0\par \f1 - Jeste\'9cmy z pani\'b9 sami...- doko\'f1czy\'b3 Topols\f0 ki zdanie. - I ten satyr, kt\'f3remu tu tak wszystko wolno i uchodzi...\par \par \f1 Topolski urwa\'b3, a widz\'b9c, \'bfe Ola ju\'bf otwiera usta by co\'9c powiedzie\'e6, wyrzuci\'b3 z siebie szybko, czyni\'b9c nieznaczny ruch r\'eak\'b9:\par \f0\par \f1 - Och, wiem ju\'bf z g\'f3ry, co pani mi powie... Pan Emil - przyjaciel nieboszczyka ojca pani, druh marsza\'b3kowej, wreszcie zna pani\'b9 od dzieci\'f1stwa. - Wszak to wszystko wiadomem mi jest doskonale... Co nie przeszkadza - ci\'b9gn\'b9\'b3 - i\'bf denerwuje mnie ten pan do niemo\'bfliwo\'9cci... Bo, np. dzisiaj: od rana nie pozwoli\'b3 nam by\'e6\f0 chwilki nawet sam na sam...\par \par \f1 - Ho, ho, c\'f3\'bf to za gorycz i niezadowolenie! - zdziwi\'b3a si\'ea niby Ola, a usi\'b3uj\'b9c nada\'e6 g\'b3osowi brzmienie twardsze, doda\'b3a: - Nie pojmuj\'ea zreszt\'b9, sk\'b9d te \'bf\'b9dania uporczywe sam na sam i urojone jakby jakie\'9c prawa...\par \f0\par \f1 Nie doko\'f1czy\'b3a... Trel gwa\'b3towny przebieg\'b3, jak dreszcz, po klawiszach, spojrzenie za\'9c m\'b3odej kobiety, kt\'f3re dojrza\'b3 Topolski w p\'f3\'b3cieniu i blask jego, co, jak pieszczota, przesun\'b9\'b3 mu si\'ea po twarzy, zada\'b3y k\'b3am wyra\'9fny wym\'f3wionym przez Ol\'ea s\'b3owom. Topolski zapomnia\'b3 o nich. Zapami\'eata\'b3 wzrok tylko i pokorny na poz\'f3r pochyli\'b3 si\'ea ku r\'b9czce Oli. \par \f0\par \f1 - Przepraszam stokrotnie!.. przepraszam!.. - i poca\'b3owa\'b3 biegn\'b9c\'b9 po fortepianie bia\'b3\'b9 r\'b9czk\'ea, wychylaj\'b9c\'b9 si\'ea z fa\'b3dzistego r\'eakawa - wy\'bfej \'b3okcia. - Przeprasza si\'ea ni\'bfej! - rzuci\'b3a \'bfartobliwie Ola.\par \f0\par \f1 - Ciemno\'9c\'e6 winna temu... -- rzuci\'b3 lekko Topolski.\par \f0\par \f1 Milczenie parku i domu przerywa\'b3y teraz tylko tony fortepianu, coraz nami\'eatniejsze jakby, gwa\'b3towne, burz\'b9 ognistego zapa\'b3u i pragnie\'f1 wstrz\'b9saj\'b9ce spokojn\'b9 cisz\'b9, oraz nerwami dwojga ludzi, s\'b3uchaj\'b9cych tej orgii d\'9fwi\'eak\'f3w rozpasanych, zamkni\'eatych w z\'b3ocone ramy artyzmu i techniki.\par \f0\par \f1 G\'b3os Topolskiego wkr\'f3tce przeszed\'b3 w szept przyciszony, pieszczotliwy, mi\'eakki. Z dala odzywa\'b3o si\'ea jednostajnie, co sekund kilka, uderzenie kul na bilardzie zaj\'eatego wci\'b9\'bf karambolami pana Emila... I Topolski, flirtuj\'b9c tak dyskretnie z Ol\'b9, podsycaj\'b9c\'b9 p\'f3\'b3s\'b3\'f3wkami s\'b3\'f3w jego igraszk\'ea, od czasu do czasu wysy\'b3a\'b3 spojrzenie przelotne na wywiady, czy pan Emil przypadkiem nie wraca; lecz ten nie my\'9cla\'b3 o tem\f0 wcale.\par \par \f1 Widz\'b9c to, Topolski przysun\'b9\'b3 si\'ea bli\'bfej do m\'b3odej kobiety. Ruch ten jednak zauwa\'bfy\'b3a Ola i wida\'e6 ch\'ea\'e6 przekorna sprzeciwienia si\'ea m\'ea\'bfczy\'9fnie przebieg\'b3a jej nagle przez g\'b3\'f3wk\'ea, bo odezwa\'b3a si\'ea w tej chwili:\par \f0\par \f1 - Chcia\'b3am w\'b3a\'9cnie, oto zagra\'e6 panu co\'9c przepi\'eaknego, i zapomnia\'b3am... Masz tobie! - zatrzyma\'b3a si\'ea. - Trzeba zapali\'e6 \'9cwiec\'ea! - doko\'f1czy\'b3a, z filuternym u\'9cmiechem.\par \f0\par \f1 - Ale, c\'f3\'bf znowu? - podchwyci\'b3 Topolski. - Po raz pierwszy dostrzegam u pani - ci\'b9gn\'b9\'b3 niezadowolony widocznie - brak odczucia nastroju chwili danej... Tak mi mi\'b3o by\'b3o s\'b3ucha\'e6 gry pani w tym w\'b3a\'9cnie p\'f3\'b3cieniu, tak znakomicie godz\'b9cym si\'ea z muzyk\'b9 i cisz\'b9 wieczorn\'b9.\par \f0\par \f1\'8cmiech szczery Oli rozleg\'b3 si\'ea w tej chwili. Zapali\'b3a \'9cwiece i rzek\'b3a swobodnie:\par \f0\par \f1 - C\'f3\'bf robi\'e6! widzi pan teraz, \'bfe wcale nie jestem doskona\'b3o\'9cci\'b9.. Nareszcie pan sam empirycznie przekona\'b3 si\'ea o tem. A m\'f3wi\'b3am tyle razy...\par \f0\par \f1 Urwa\'b3a, i otworzywszy nuty, dotkn\'ea\'b3a si\'ea r\'eak\'b9 klawiatury.\par \f0\par \f1 - Niedobra pani... - nadaj\'b9c g\'b3osowi brzmienie poci\'b9gaj\'b9ce, \'b3agodne, przem\'f3wi\'b3 Topolski. - Niedobra! - powt\'f3rzy\'b3 ciszej, i podni\'f3s\'b3 do ust, jej d\'b3o\'f1.\par \f0\par \f1 - Z okazyi czego - za\'9cmia\'b3a si\'ea Ola. \par \f0\par \f1 Topolski na pytanie wprost nie odpowiedzia\'b3, lecz m\'f3wi\'b3 dalej:\par \f0\par \f1 - Rozwia\'b3a mi pani z\'b3udzenie! - umilk\'b3 na chwil\'ea.\par \f0\par \f1 Pytaj\'b9co spojrza\'b3a na\'f1 Ola.\par \f0\par - Tak jest - p\f1 owt\'f3rzy\'b3 m\'ea\'bfczyzna - bo uwierzy pani, jak dziwnego dozna\'b3em wra\'bfenia, gdy oto tak przed chwil\'b9 siedzieli\'9cmy w zapomnieniu, ciszy, przy fortepianu d\'9fwi\'eakach - zupe\'b3nie sami... \par \f0\par \f1 - No, ciekawam? C\'f3\'bf panu si\'ea zdawa\'b3o? - ironicznie nieco rzuci\'b3a Ola, a oderwawszy zarazem r\'eace od klawiatury na chwil\'ea, s\'b3ucha\'b3a, patrz\'b9c mu w oczy przeci\'b9gle:\par \f0\par \f1 - Po prostu zda\'b3o mi si\'ea, i\'bf jeste\'9cmy m\'ea\'bfem i \'bfon\'b9...\par \f0\par \f1 - Tylko tyle? - za\'9cmia\'b3a si\'ea Ola z\'b3o\'9cliwie. - No, po prologu spodziewa\'b3am si\'ea czego\'9c nadzwyczajniejszego przyznaj\'ea! - dorzuci\'b3a lekko, a odwr\'f3ciwszy spojrzenie, u\'b3o\'bfy\'b3a zeszyt nut na stalugach fortepianu, i zn\'f3w gra\'e6 pocz\'ea\'b3a, tym razem co\'9c sm\'eatnego, koj\'b9cego jakby - pe\'b3nego cichej t\'easknoty...\par \f0\par \f1 - Co to jest? - z\'bfymn\'b9\'b3 si\'ea w duchu Topolski, rozgniewany: - \'afe te\'bf ta kobieta zawsze zbije mnie z panta\'b3yku! - Nie wiedzia\'b3 po prostu, co m\'f3wi\'e6 dalej muzyka za\'9c jednocze\'9cnie \'b3agodna, p\'b3yn\'b9ca\par mi\'eakko z pod palc\'f3w kobiety, nerwow\'b9, dra\'bfliw\'b9 natur\'ea jego nastraja\'b3a dziwnie na nut\'ea, wr\'eacz przeciwn\'b9 s\'b3owom, jakie same cisn\'ea\'b3y mu si\'ea do ust przed chwil\'b9...\par \f0\par \f1 - Jednak, jak ona, niecnota, zna mnie, dobrze! - zauwa\'bfy\'b3 jeszcze w my\'9cli, spojrzawszy z pod oka na Ol\'ea, kt\'f3ra, z b\'b3\'b9kaj\'b9cym si\'ea w k\'b9cikach ustek u\'9cmiechem, gra\'b3a w\'b3a\'9cnie, z uczuciem, coraz, subtelniejszem, mi\'eakkszem, a\'bf fortepian martwy skar\'bfy\'e6 i p\'b3aka\'e6 si\'ea zdawa\'b3.\par \f0\par \f1 Po chwili, Topolski przem\'f3wi\'b3 znowu, g\'b3osem jednak ju\'bf ca\'b3kiem innym, ni\'bf poprzednio:\par \f0\par \f1 - Pani si\'ea \'9cmieje, tymczasem to, co m\'f3wi\'ea, wszak takie naturalne...\par \f0\par \f1 - Na - tu - ral- ne! - przedrze\'9fni\'b3a lekko Ola. - Ha - ha - ha! - za\'9cmia\'b3a si\'ea - vous \f0\'eates incomparable!..\par \par \f1 - Permettez! - przerwa\'b3 porywczo nieco m\'ea\'bfczyzna - niech sko\'f1cz\'ea...\par \f0\par \f1 - Ale\'bf s\'b3ucham, s\'b3ucham od kwadransa, et vous n'en finissez pas. Wi\'eac, jakie\'bf ultimatum? \par \f0\par \f1 - Bardzo proste. Odczuwamy si\'ea z pani\'b9 wzajemnie, rozumiemy, jak rzadko kto mo\'bfe... Dusze nasze - to jakby niewidzialny kamerton, kt\'f3ry, za uderzeniem my\'9cli, uczu\'e6 nam wsp\'f3lnych, brzmi zawsze jednakowo... A m\'b9\'bf i \'bfona przecie\'bf, poza... \par \f0\par \f1 - Ha, ha, ha.. .- urwa\'b3a przezornie O1a. - Ot\'f3\'bf mylisz si\'ea pan zupe\'b3nie, bo ja, na przyk\'b3ad teraz, nic, ale to nic pana nie rozumiem...\par \f0\par \f1 A zreszt\'b9 - ko\'f1czy\'b3a, powstawszy szybko od fortepianu - en voil\f0\'e0 ascez... - zamkn\f1\'ea\'b3a fortepian. - \'afal mi pana Emila, kt\'f3ry pewnie ju\'bf darowa\'e6 mi nie mo\'bfe, \'bfe gram tak d\'b3ugo, bo oto w\'b3a\'9cnie nadchodzi.. \par \f0\par \f1 - A bodaj\'bfe\'9c! - zgrzytn\'b9\'b3 szeptem Topolski i zerwa\'b3 si\'ea \'9cpiesznie, pocz\'b9wszy odruchowo uk\'b3ada\'e6 niby porz\'b9dnie nuty na eta\'bferce.\par \f0\par \lang1033 - Silence \'e0 mon approche - quelle galanterie, madame, de votre part!.. \lang1045\f1 Podziwiam, zaiste! - odezwa\'b3 si\'ea na progu pan Emil, w uk\'b3onie, a zwracaj\'b9c si\'ea ku zmieszanemu pomimowolnie Topolskiemu, rzuci\'b3, z ukrytym sarkazmem:\par \f0\par \f1 - Czy to... mo\'bfe panu zawdzi\'eaczam?..\par \f0\par \f1 I podtrzymywana przez \'a3ady\'bfy\'f1skiego g\'b3\'f3wnie, pop\'b3yn\'ea\'b3a przez czas kr\'f3tki jeszcze rozmowa og\'f3lna, poczem panowie powiedzieli Oli dobranoc i rozeszli si\'ea, pozostawiaj\'b9c j\'b9 sam\'b9. Zapalone przy fortepianie \'9cwiece rzuca\'b3y teraz na salon migoc\'b9ce \'9cwiat\'b3o, lekki zefirek ko\'b3ysa\'b3 ich p\'b3omie\'f1 z lekka, porusza\'b3 firanki i portyery... Ola skierowali si\'ea ku werandzie, i opar\'b3szy o balustrad\'ea, zaduma\'b3a si\'ea g\'b3\'eaboko.\par \f0\par \f1 - Co to jest, co si\'ea z ni\'b9 dzieje? - my\'9cla\'b3a. Od wyj\'9ccia za m\'b9\'bf, od lat sze\'9cciu kocha\'b3a dot\'b9d niezmiennie Romana tylko, cho\'e6 bezustannie ociera\'b3a si\'ea o dziesi\'b9tki nadskakuj\'b9cych jej m\'ea\'bfczyzn, na \'bfadnego jednak uwagi nie zwraca\'b3a nawet. I dopiero teraz, teraz!..\par \f0\par \f1 Uj\'ea\'b3a g\'b3ow\'ea w rozpalone d\'b3onie i \'9ccisn\'ea\'b3a niemi skronie...\par \f0\par \f1 Ten Topolski dzia\'b3a na ni\'b9 w spos\'f3b i\'9ccie niezwyk\'b3y. Tak j\'b9 odczuwa, tak dobrze rozumie, tak rozzmys\'b3awia po prostu umiej\'eatnie prowadzon\'b9 gr\'b9 intrygi, flirtu - tak poci\'b9ga ku sobie nieprzeparcie!... Ten jego ujmuj\'b9cy, niezwyk\'b3y jaki\'9c i zwodniczy wdzi\'eak osobisty, kt\'f3rym tchn\'b9\'e6 si\'ea zdaje posta\'e6 jego ca\'b3a, zwyci\'ea\'bfa j\'b9 coraz natarczywiej, uparciej... Broni si\'ea przed nim, w \'bfart jego s\'b3owa obraca, a jednak ona, Ola, czuje, \'bfe je\'9cli tak samo potrwa jeszcze d\'b3u\'bfej, kto wie, czy zdo\'b3a oprze\'e6 mu si\'ea?..\par \f0\par \f1 Och, gdyby\'bf przynajmniej Roman przyby\'b3 ju\'bf pr\'eadzej, gdyby! A tu sama walczy\'e6 musi!.. Jeden \'a3ady\'bfy\'f1ski tylko po swojemu broni j\'b9 przed "nim" i przed ni\'b9 sam\'b9...\par \f0\par \f1 I Ola przy ostatniej powy\'bfszej my\'9cli podnosi zwolni g\'b3ow\'ea, a poci\'b9gni\'eata koj\'b9c\'b9 cisz\'b9 parku i \'9cwiat\'b3em dr\'bf\'b9cych promieni ksi\'ea\'bfyca, schodzi z balkonu i zapuszcza si\'ea samotna w cienist\'b9 ogrodow\'b9 alej\'ea.\par \f0\par \f1 Na piasku cie\'f1 jej rysuje si\'ea ma\'b3y i kroki rozlegaj\'b9 si\'ea dono\'9cnie; przez li\'9ccie niebieskawo-srebrne plamy \'9cwiat\'b3a \'9cciel\'b9 si\'ea u jej st\'f3p dyskretnie, ukazuj\'b9 si\'ea, to zn\'f3w nikn\'b9...\par \f0\par \f1 - Kocham go, kocham,.. i pragn\'ea! - szepce Ola. - A on?\par \f0\par \f1 - Czy\'bf mo\'bfna nawet w\'b9tpi\'e6 o tem? - odpowiada samej sobie. - Przyleci na jej pierwsze skinienie, gdyby tylko... zechcia\'b3a...\par \f0\par \f1 Zechcia\'b3a? - Ola przeciera czo\'b3o d\'b3oni\'b9 i czuje, jak krew m\'b3oda igra jej w \'bfy\'b3ach niepos\'b3uszna, jak pragnienie poziome, zmys\'b3owego u\'bfycia, rozkoszy - nieprzeparte, silne j\'b9 sam\'b9 ogarnia wszechpot\'ea\'bfnie.\par \f0\par \f1 Idzie coraz wolniej, coraz bardziej pogr\'b9\'bfona ca\'b3a w my\'9clach i wewn\'eatrznej walce.\par \f0\par \f1 Doszed\'b3szy do ko\'f1ca alei, Ola zawraca machinalnie, kieruj\'b9c si\'ea ku domowi.\par \f0\par \f1 - Romanie!.. Romciu... wybacz mi! - szepce, k\'b3ad\'b9c za\'b3amane r\'b9czki na rozpalone czo\'b3o. - Przyje\'bfd\'bfaj i obro\'f1 mnie!.. Obro\'f1! - wo\'b3a rozpaczliwie, czuj\'b9c burz\'ea w piersi, rozsadzanej uczuciem, pragnieniem i rozterk\'b9!\par \f0\par \f1 Broni\'b3a si\'ea dot\'b9d, ale teraz czuje, i\'bf si\'b3y jej zbraknie na pewno... Ile\'bf godzin w dniu samotnych, ile nocy bezsennych, przemy\'9cla\'b3a, przecierpia\'b3a w walce z pokus dra\'bfni\'b9c\'b9, z sercem, wyobra\'9fni\'b9, dusz\'b9 ca\'b3\'b9, - rw\'b9cemi si\'ea do ukochanego m\'ea\'bfczyzny - w jego ramiona, kt\'f3re czeka\'b3y tylko jej skinienia, by j\'b9 ople\'9c\'e6 pieszczot\'b9 - unie\'9c\'e6 w krain\'ea mi\'b3o\'9cci i rozkoszy!..\par \f0\par - Marzenia! Ona nie ulegnie!..\par \par \f1 - Nigdy, przenigdy! - szepce Ola, spowiada si\'ea przed zas\'b3uchanemi, cichemi drzewami parku. - Tylko ty, Romanie, ty, co po raz pierwszy w \'bfyciu otworzy\'b3e\'9c mi u\'b3ud\'ea mi\'b3o\'9cci, szcz\'ea\'9ccia, ty, kt\'f3rego dot\'b9d ponad \'bfycie kocha\'b3am - przyjed\'9f, ratuj mnie, sw\'b9 obecno\'9cci\'b9 wesprzyj!!!\par \f0\par \f1 Ola ju\'bf jest w pobli\'bfu pa\'b3acu.\par \f0\par \f1 - Nigdy ci\'ea nie zdradz\'ea!.. nie zapomn\'ea obowi\'b9zku... nigdy! - szepce po raz wt\'f3ry jeszcze i z \'bfywo bij\'b9ca w arteryach krwi\'b9 - wzburzona ca\'b3a, z ostatnim wyrazem "nigdy" na ustach, wst\'eapuje po schodkach pa\'b3acowego skrzyd\'b3a. Daleka my\'9cli od szczeg\'f3\'b3\'f3w drobiazgowego \'bfycia - zapomina o pozostawionych w salonie \'9cwiat\'b3ach - o wszystkiem i skrzypn\'b9wszy drzwiami, znika za niemi.\par \f0\par \f1 W ciszy u\'9cpionego ju\'bf domu, gdzie\'9c, w dali, wydzwania tymczasem po chwili godzina dwunasta.. Kwadranse mijaj\'b9 stopniowo, a noc letnia, w milczeniu przyrody ca\'b3ej, woniami swemi miarowo oddycha\'e6 poczyna...\par \f0\par \f1 W salonie pa\'b3acowym dopalaj\'b9 si\'ea powoli \'9cwiece u fortepianu, p\'b3omienie ich dr\'bf\'b9 bezustannie od nocnych powiew\'f3w, o\'9cwietlaj\'b9c fantastycznie pok\'f3j ca\'b3y; czasem wpadnie tu znienacka ksi\'ea\'bfycowy promie\'f1 - i z\'b3agodzi swym blaskiem \'bf\'f3\'b3te \'9cwiec p\'b3omyki...\par \f0\par \f1 I trwa to tak do\'9c\'e6 d\'b3ugo jeszcze...\par \f0\par \f1 Nagle jednak drzewa parku szumie\'e6 poczynaj\'b9 wraz g\'b3o\'9cniej, ksi\'ea\'bfyc gdzie\'9c ginie, przepada, chmurki za\'9c drobne pokrywa\'e6 zaczynaj\'b9 coraz g\'ea\'9cciej niebo dot\'b9d pogodne... I zefirek leciutki, wpad\'b3szy do salonu przez balkonowe drzwi, hula\'e6 po nim zaczyna...\par \f0\par \f1 Jeden p\'b3omyczek u \'9cwiec ga\'9cnie, drugi w pobli\'bfu okna pali si\'ea wci\'b9\'bf, dygoc\'b9c...\par \f0\par \f1 Swawolny wietrzyk tymczasem wzdyma teraz firanki, a podrzuciwszy jedn\'b9 z nich, nakrywa ni\'b9 p\'b3omie\'f1 \'9cwiecy przy stoj\'b9cym obok okna fortepianie i jakby pragn\'b9c przypatrze\'e6 si\'ea swej psocie, nagle przestaje powiewem porusza\'e6 wszystko doko\'b3a!.. \par \f0\par Stopniowo fir\f1 anka zapala si\'ea z wolna; p\'b3omie\'f1 obejmuje j\'b9 pieszczotliwie w sw\'f3j u\'9ccisk gor\'b9cy...\par \f0\par \f1 Wpada zn\'f3w podmuch zefiru. I p\'b3omie\'f1 idzie w g\'f3r\'ea zwyci\'easki, zapala lambrekin. Minut kilka... Okienne ramy ju\'bf p\'b3on\'b9 z\'b3ocistym ogniem, z trzaskiem prze\'b3amuj\'b9 si\'ea po chwili, szyby p\'eakaj\'b9 znienacka, i wszystko to razem upada na ziemi\'ea. Dywan puszysty kopci\'e6 poczyna... Od firanki zaj\'ea\'b3y si\'ea rozrzucone na pianinie nuty, drobiazgi...\par \f0\par \f1 Wietrzyk, jak szatan z\'b3o\'9cliwy, dodaje tymczasem animuszu p\'b3omieniom, przyspiesza poch\'f3d ich po \f0 salonie...\par \par \f1 Ogniste w\'ea\'bfe obejmuj\'b9 ju\'bf niebawem w \'9cmiertelny u\'9ccisk fortepian, skar\'bfy si\'ea on \'bfa\'b3o\'9cnie... Meble p\'eakaj\'b9 od gor\'b9ca - dym, \'bfar, nape\'b3niaj\'b9 pok\'f3j ca\'b3y, kobierzec ju\'bf p\'b3onie - posadzka pod nim trzeszcze\'e6 zaczyna!..\par \f0\par Wiatr ustaje tymczasem, chmurki\f1 stopniowo rozchodz\'b9 si\'ea jak przysz\'b3y, rozpraszaj\'b9... Sierp ksi\'ea\'bfyca ukazuje si\'ea znowu, i zagl\'b9da ciekawie do wn\'eatrza pa\'b3acu...\par \f0\par \f1 W\'9cr\'f3d ciszy \'9cpi\'b9cego domu pali si\'ea ju\'bf teraz ca\'b3a prawa strona salonu; drzwi przymkni\'eate od s\'b9siedniej jadalnej sali, pod naporem ognia, wal\'b9 si\'ea, z trzaskiem - w tej\'bfe chwili hufiec p\'b3omieni wsuwa si\'ea podst\'eapnie do innych, przyleg\'b3ych komnat... \par \f0\par \f1 Nikt nie spostrzeg\'b3 jeszcze w pa\'b3acu ognia. Cicho.\par \f0\par \f1 W pokoju, na pierwszem pi\'eatrze, \'9cpi smacznie Topolski, a u\'9cmiechni\'eaty, rozmarzony, \'9cni zapewne o Oli.\par \f0\par \f1 Mija jeszcze z kwadrans. W komnacie rozlega si\'ea nagle trzask silny, w \'9clad za tem pod\'b3oga wstrz\'b9sa si\'ea...\par \f0\par \f1 Topolski budzi si\'ea, a ledwo otworzywszy oczy, kaszle\'e6 zaczyna: co\'9c dusi go, w oczy si\'ea w\'bfera... \par \f0\par \f1 Zrywa si\'ea wystraszony i przytom\f0 nieje natychmiast. Instynktownie otwiera okno...\par \par \f1 - Co to, na Boga, co to? - przenika mu jednocze\'9cnie m\'f3zg pytanie. Patrzy w d\'f3\'b3 przez okno - ksi\'ea\'bfyc \'9cwieci, \'9cpi wszystko!.. S\'b3ucha... W\'b3osy je\'bf\'b9 mu si\'ea na g\'b3owie, zapala \'9cwiece, i widzi siebie w ob\'b3okach dy\f0 mu.\par \par \f1 - Po\'bfar!.. - \'9cwita mu w g\'b3owie. Niepewny jeszcze, ubiera si\'ea po\'9cpiesznie, par\'ea chwil za\'9c p\'f3\'9fniej jest ju\'bf na korytarzu - za drzwiami...\par \f0\par \f1 Dymu wsz\'eadzie pe\'b3no. Echo \'b3oskotu p\'b3omieni na dole dochodzi tu wyra\'9fnie... Poza tem wsz\'eadzie panuje milczenie zupe\'b3ne...\par \f0\par \f1 - Na Boga, czy Ola \'9cpi? - nikt sna\'e6 o ogniu nic jeszcze nie wie! - przemyka przez umys\'b3 m\'b3odzie\'f1ca. Chce krzykn\'b9\'e6: - Ogie\'f1, gore! - waha si\'ea...\par \f0\par \f1 Staje strwo\'bfony... Mo\'bfe jemu tak tylko si\'ea zdaje?.. Po sekundzie namys\'b3u, rzuca si\'ea jednak na lewo, ku schodom, i biedz na d\'f3\'b3 zaczyna..\par \f0\par \f1 - Ola... Ola!.. - szepce p\'f3\'b3g\'b3osem, pomny i tylko najdro\'bfszej sercu istoty, i znalaz\'b3szy si\'ea na dole, skr\'eaca gwa\'b3townie w prawo, ku pokojom pani domu...\par \f0\par \f1 Po omacku, przewracaj\'b9c meble, biegnie Topolski przed siebie, jak n\f0 ieprzytomny...\par \par \f1 We wzgl\'eadnej ciszy, towarzyszy mu tylko coraz wyra\'9fniejszy odg\'b3os pal\'b9cego si\'ea pa\'b3acu...\par \f0\par \f1 Nagle rozja\'9cnia si\'ea przed nim krwawo-z\'b3ot\'b9 plam\'b9 przestrze\'f1 ciemna pokoi, g\'b3uchy za\'9c \'b3oskot, po\'b3\'b9czony z sykiem i \'9cwistem, odbija si\'ea dono\'9cnie.. \par \f0\par To \f1 p\'b3omienie wdar\'b3y si\'ea ju\'bf do s\'b9siaduj\'b9cego z sypialni\'b9 Oli buduaru... Odblask ich o\'9cwieca jaskrawo bia\'b3e drzwi, prowadz\'b9ce do\'f1... Topolski na ten widok, korzystaj\'b9c z wolnego jeszcze od ognia, miejsca, rzuca si\'ea gwa\'b3townie ku nim. S\'b3ucha...\par \f0\par Do uszu jego do\f1 latuj\'b9 jakie\'9c wo\'b3ania, krzyki: \par \f0\par \f1 "Gore, gore! pali si\'ea... Ratunku! ratowa\'e6!.. Bywaj!" - krzycz\'b9 teraz zewsz\'b9d zapami\'eatale, rozpaczliwie jakie\'9c g\'b3osy, a pod samym domem rozlega si\'ea r\'f3wnocze\'9cnie przyspieszona bieganina, tupot licznych krok\'f3w ludzkich...\par \f0\par - J\f1 u\'bf alarm dany - to dobrze! - czyni sobie w duchu Topolski uwag\'ea i odruchowo wchodzi do sypialni Oli, zamkn\'b9wszy drzwi za sob\'b9.\par \f0\par \f1 Tu jeszcze cicho... Nocna lampka md\'b3em tylko \'9cwiate\'b3kiem o\'9cwieca komnat\'ea; ksi\'ea\'bfycowy promie\'f1 dr\'bf\'b9cy \'9cciele si\'ea po \'9ccianie i \'b3o\'bfu, na kt\'f3rem le\'bfy Ola, pogr\'b9\'bfona we \'9cnie spokojnym.\par \f0\par \f1 Z pod kapy lekko narzuconej, unosi si\'ea jednostajnie pier\'9c m\'b3odej kobiety i rysuj\'b9 wdzi\'eacznie kszta\'b3ty cia\'b3a...\par \f0\par \f1 Pomimo grozy po\'b3o\'bfenia, Topolski zachwytu powstrzyma\'e6 nie mo\'bfe. Chwil\'ea stoi nieruchomy...\par \f0\par \f1 Huk tymczasem jakiego\'9c mebla, p\'eakaj\'b9cego, pod naporem ognia, odg\'b3osem swym budzi Ol\'ea... Strwo\'bfona, zrywa si\'ea, zrzuca kap\'ea, i w bieli\'9fnie n\'f3\'bfkami bosymi, dotyka ziemi...\par \f0\par \f1 Jednocze\'9cnie dym nape\'b3nia\'e6 sypialni\'ea poczyna, a przez doln\'b9 szpar\'ea u drzwi wciska si\'ea przemoc\'b9, niby w\'b9\'bf jadowity, krwawe pasemko ognia... Ola rzuca okrzyk strasznej trwogi, i wcale nie widz\'b9c jeszcze Topolskiego, porywa stoj\'b9cy na ma\'b3ym stoliczka dzwonek i rozpaczliwie dzwoni\'e6 poczyna...\par \f0\par \f1 Topolski, widz\'b9c i s\'b3ysz\'b9c to wszystko, szybko otwiera na \'9ccie\'bfaj okno i rzuca si\'ea ku Oli... Ona spostrzeg\'b3a go w\'b3a\'9cnie...\par \f0\par \f1 - Co to?.. Pan tu?.. O, jak\'bfe\'bf mo\'bfna!.. i Ola zarumieniona milknie, a wstyd zarazem staje si\'ea silniejszym od trwogi, bo ruchem nag\'b3ym obwija si\'ea fa\'b3dami porzuconego obok na krze\'9cle \f0 szlafroczka...\par \par \f1 Huk ponowny tymczasem wstrz\'b9sa murami pokoju. Ogie\'f1 zwyci\'eazca wkracza jednocze\'9cnie w komnaty, drzwi p\'eakaj\'b9 i p\'b3on\'b9! Topolski porywa dr\'bf\'b9c\'b9 ze strachu i wstydu m\'b3od\'b9 kobiet\'ea w swe silne ramiona.\par \f0\par - Co... to?.. Co... to?.. - szepcze Ola jes\f1 zcze, z l\'eakiem... M\'ea\'bfczyzna pragnie co\'9c odpowiedzie\'e6, lecz w tej\'bfe chwili, z \'b3oskotem i chrz\'eastem, wpadaj\'b9 do sypialni drzwi roztrzaskane, a ziej\'b9ca paszcza p\'b3on\'b9cych komnat pa\'b3acu ukazuje si\'ea, jak na d\'b3oni, w ca\'b3ej swej grozie i majestacie...\par \f0\par \f1 Jednocze\'9cnie rozlega si\'ea przera\'9fliwy krzyk kobiecy!..\par \f0\par \f1 To zbudzona dzwonieniem swej pani, \'9cpi\'b9ca w s\'b9siednim pokoju s\'b3u\'bf\'b9ca, wo\'b3aniem, b\'b3aga o pomoc! \par \f0\par \f1 W sypialni za\'9c ju\'bf nie ma nikogo. Wyskoczywszy zr\'eacznie oknem, Topolski stoi teraz w parku i obrzuca spojrzeniem p\'b3on\'b9cy pa\'b3ac. Widzi w oddali ludzi kilkana\'9ccie, ekonoma, parobk\'f3w i s\'b3u\'bfb\'ea dworsk\'b9, a w dali zapomnian\'b9 przeze\'f1 ca\'b3kiem sylwetk\'ea marsza\'b3kowej...\par \f0\par \f1 W \'9cr\'f3d gwaru s\'b3yszy zarazem dono\'9cny g\'b3os pana Emila: "Hej! hej! ludzie, tu! do mnie!! - wo\'b3a energicznie. - Ratowa\'e6 m\'b3od\'b9 pani\'b9!!.. W rogu dworu!! pr\'eadzej!!!"\par \f0\par \f1 S\'b3uchaj\'b9c tego rozkazu, kilku ludzi natychmiast odrywa si\'ea do og\'f3lnej gromadki s\'b3ug i lecie\'e6 poczyna ku pokojom m\'b3odej dziedziczki - ku niemu!..\par \f0\par \f1 Wystraszona p\'b3omieniem i krzykiem Ola zarzuca r\'f3wnocze\'9cnie Topolskiemu na szyj\'ea swe nagie ramiona! On, wstrz\'b9sn\'b9wszy si\'ea pod tem dotkni\'eaciem, porywa si\'ea nagle z miejsca, jak szalony, i mknie chy\'bfo w ogr\'f3d... Krew gor\'b9ca, m\'b3oda, gra\'e6 w nim poczyna... Zapomina o wszystkiem, pr\'f3cz tul\'b9cej si\'ea do jego piersi \f0 kobiety i ucieka dalej i dalej...\par \par \f1 Do uszu jego dolatuj\'b9 wo\'b3ania coraz cichsze, okrzyki!.. Topolski biedz nie przestaje ku znanej sobie altanie, po\'b3o\'bfonej na ko\'f1cu ogrodu.\par \f0\par \f1 Prowadz\'b9ca do niej aleja parku rozbrzmiewa echem gwa\'b3townego jego biegu, szele\'9cci mu nad g\'b3ow\'b9 li\'9cci pogwarem.\par \f0\par \f1 Z zarzuconemi na szyj\'ea m\'ea\'bfczyzny ramionami, tuli si\'ea wci\'b9\'bf ku niemu, jak pow\'f3j wiotkie cia\'b3o Oli... Topolski, dot\'b9d zapatrzony wci\'b9\'bf w przestrze\'f1, opuszcza naraz g\'b3ow\'ea i wzrokiem pie\'9cci chwil\'ea trzyman\'b9 w u\'9ccisku kobiet\'ea...\par \f0\par Oc\f1 zy jej przymkni\'eate - zemdla\'b3a!..\par \f0\par \f1 Topolski zatrzymuje si\'ea. Z mi\'b3o\'9cci\'b9 bezbrze\'bfn\'b9, pragnieniem, spogl\'b9da ci\'b9gle na Ol\'ea... Krew uderza mu nagle do g\'b3owy!..\par \f0\par \f1 - M\'f3j ty skarbie najdro\'bfszy!.. moje ty wszystko!.. - szepce dr\'bf\'b9cemi usty, i jak szalony, ca\'b3owa\'e6, pie\'9cci\'e6 poczyna jej wargi, oczy i cia\'b3o!..\par \f0\par \f1 W kilka minut p\'f3\'9fniej, dopada cienistej altany i niknie, ginie w jej g\'b3\'eabiach... Niedyskretny, ciekawy wsuwa si\'ea za nim ksi\'ea\'bfyc blady, a kopu\'b3a altany, mieni\'b9c si\'ea od jego promieni, dr\'bfy leciutko - tajemnicza...\f0\par \par \f1 W dalekim zak\'b9tku parku zn\'f3w cicho...\par \f0\par . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . \par \par \f1 Ko\'b3o p\'b3on\'b9cego pa\'b3acu natomiast ruch panuje nie do opisania.\par \f0\par \f1 Co chwila od pobliskiego stawu i z powrotem p\'eadz\'b9 galopem konie, wioz\'b9ce beczki z wod\'b9; wszystkie miejscowe sikawki s\'b9 w ruchu, dyryguj\'b9cy za\'9c parobkami i s\'b3u\'bfb\'b9 ekonom Gowartowa kr\'eaci si\'ea, jak mucha w ukropie, krzyczy, gniewa si\'ea, rozkazuje...\par \f0\par \f1 M\'ea\'bfczy\'9fni zalewaj\'b9 wod\'b9 dach, p\'b3on\'b9ce belki, wdrapuj\'b9 si\'ea na pi\'eatra, wyrzucaj\'b9 oknami nietkni\'eate jeszcze przez ogie\'f1 pa\'b3acowe meble. Zbudzone wiejskie kobiety, w ponarzucanych p\'b3achtach i koszulach, przypatruj\'b9 si\'ea bezmy\'9clnie po\'bfarowi, gwarz\'b9c z cicha pomi\'eadzy sob\'b9, lamentuj\'b9c, z\'b3orzecz\'b9c...\par \f0\par \f1 Grupa ich wystraszona rzuca si\'ea nagle w bok, z okrzykiem.\f0 ..\par \par \f1 To przel\'eakniony ha\'b3asem i p\'b3omienist\'b9 \'b3un\'b9, p\'eadzi wprost na nie kary, p\'f3\'b3krwi arabskiej, ogier, wyrwawszy si\'ea z pozostawionej bez opieki stajni.\par \f0\par \f1 Ucieka strwo\'bfony, b\'b3\'eadny... Wymin\'b9wszy za\'9c rozpierzch\'b3\'b9 gromadk\'ea, umyka przed ogniem i lud\'9fmi do parku, budz\'b9c jego drzemi\'b9ce cisze przera\'bfonem r\'bfeniem.\par \f0\par \f1 Jednocze\'9cnie na czele kilkunastu tomaszowieckich fornali, wpada przez bram\'ea, z impetem, Krasnostawski, a z przybyciem jego wszystko wre doko\'b3a, ze zdwojon\'b9 energi\'b9.\par \f0\par \f1 I oto niebawem krwawa \'9cciana ognia, wzbijaj\'b9ca si\'ea ku niebu, miejscami z\'b3ocista, tam zn\'f3w, niby krep\'b9, przes\'b3oni\'eata czarnym gryz\'b9cym dymem, zaczyna zni\'bfa\'e6 si\'ea, zmniejsza\'e6 powoli... Ju\'bf obecnie huk po\'bfaru coraz cz\'ea\'9cciej przerywaj\'b9 syki gasn\'b9cych p\'b3omieni - opanowany nieco \'bfywio\'b3 mniej gro\'9fnym si\'ea staje, pokornieje, cichnie...\par \f0\par \f1 Lewe pod\'b3u\'bfne i najwi\'eaksze pa\'b3acowe skrzyd\'b3o pali si\'ea jeszcze, p\'b3omie\'f1 nadal zwyci\'easko sieje tam zniszczenie, praw\'b9 stron\'ea jednak domu ugaszono ju\'bf zupe\'b3nie. Z p\'b3aszcz\'b9cego si\'ea tu dymu wy\'b3aniaj\'b9 si\'ea teraz bia\'b3awe, osmalone mury; w\'9cr\'f3d zgliszcz, ju\'bf zw\'eaglonych, pe\'b3zaj\'b9 jeszcze tam i \'f3wdzie ogniste w\'ea\'bfe, ca\'b3uj\'b9c lubie\'bfnie, li\'bf\'b9c \'9ccian poczernia\'b3ych podn\'f3\'bfe.\par \f0\par \f1 I w por\'f3wnaniu gwaru, zgie\'b3ku, kt\'f3re panuj\'b9 u p\'b3on\'b9cego w dali pa\'b3acowego skrzyd\'b3a - cisza kr\'f3luje tu wzgl\'eadna...\par \f0\par Tam r\f1 uch, krzyki, krzy\'bfuj\'b9ce si\'ea rozkazy, \'b3una ognia, huk jego, syk, oraz zupe\'b3ne oddanie si\'ea wszystkich ca\'b3kowicie d\'b3awieniu i walce z \'bfywio\'b3em...\par \f0\par \f1 Tu - srebrz\'b9ce si\'ea, czyste promienie ja\'9cniej\'b9cego wysoko na niebie niepokalanie miesi\'b9ca, co b\'b3yszcz\'b9 na okopconych \'9ccianach, stanowi\'b9c dziwny w sobie, a pe\'b3en spokoju, kontrast, z wrzaw\'b9 i krwawo-z\'b3ocist\'b9 po\'bfog\'b9...\par \f0\par \f1 Szelest krok\'f3w tymczasem przerywa nagle milczenie. Za w\'eag\'b3em stercz\'b9cego samotnie od\'b3amu mur\'f3w pogorzeliska, pojawia si\'ea Krasnostawski, i stan\'b9wszy w zamy\'9cleniu, \'9cle wzrok badawczy w stron\'ea parku.\par \f0\par \f1 - Tam pu\'9cci\'b3em ju\'bf w ruch wszystko!.. - m\'f3wi g\'b3o\'9cno do siebie. - Doko\'f1cz\'b9 gasi\'e6 i dadz\'b9 sobie rad\'ea beze mnie... - mruczy dalej. - Ja za\'9c ich musz\'ea znale\'9f\'e6 - musz\'ea!..\par \f0\par \f1 Krasnostawski milknie, i rozgl\'b9gaj\'b9c si\'ea bacznie doko\'b3a, kieruje si\'ea w g\'b3\'b9b parku, idzie z wolna zamy\'9clony, a trzyman\'b9 w r\'eaku d\'b3ug\'b9 nahajk\'b9 co chwila uderza si\'ea machinalnie po wysokich, okopconych butach...\par \f0\par \f1 Od czasu, jak tu przyby\'b3 na ratunek i pi\'b9te przez dziesi\'b9te zdo\'b3a\'b3 rozpyta\'e6 si\'ea o pocz\'b9tek i przebieg po\'bfaru, my\'9cl jedna i ta sama dr\'eaczy\'b3a go bezustannie: gdzie s\'b9 Topolski i Ola?.. \'afe nic z\'b3ego im si\'ea nie sta\'b3o - wiedzia\'b3... Co robi\'b9 zatem sami tak d\'b3ugo?..\par \f0\par \f1 Kochaj\'b9c Ol\'ea i odczuwaj\'b9c przez to podw\'f3jnie zacie\'9cniaj\'b9cy si\'ea stosunek jej z Topolskim, m\'b3ody cz\'b3owiek przeczuwa\'b3 wi\'eacej od marsza\'b3kowej i \'a3ady\'bfy\'f1skiego... Oni, poch\'b3oni\'eaci po\'bfarem, jak wszyscy zreszt\'b9, potracili g\'b3owy!.. A on?..\par \f0\par \f1 My\'9cle\'e6 o Topolskim i Oli nie przestawa\'b3, jak szalony przy tem si\'b3y odp\'eadza\'b3 od siebie my\'9cli niekt\'f3r\f0 e.\par \par \f1 Obecnie, tkni\'eaty przeczuciem jakby, szed\'b3 w\'b3a\'9cnie alej\'b9, prowadz\'b9c\'b9 do ustronnej altany...\par \f0\par \f1 Dusz\'b9 Krasnostawskiego miota\'b3 niepok\'f3j. Zazdro\'9c\'e6 szarpa\'b3a nim bez mi\'b3osierdzia, s\'b9czy\'b3a sw\'f3j jad zatruty, niepewno\'9c\'e6 m\'eaczy\'b3a - obawa, \'bfe sprawdz\'b9 si\'ea skryte jego podejrzenia, tamowa\'b3a mu oddech w gardle i zniewala\'b3a w bezsilnej w\'9cciek\'b3o\'9cci zaciska\'e6 d\'b3onie.\par \f0\par \f1 Poza dziedzin\'b9 przeczu\'e6 bowiem, \'f3w niepok\'f3j Krasnostawskiego mia\'b3 r\'f3wnie\'bf \'9fr\'f3d\'b3o i w nast\'eapuj\'b9cym, konkretnym fakcie.\par \f0\par \f1 Komenderuj\'b9c i uwijaj\'b9c si\'ea przy po\'bfarze, spotka\'b3 Krasnostawski pomagaj\'b9c\'b9 r\'f3wnie\'bf innym, znosz\'b9c\'b9 wod\'ea, dziewczyn\'ea s\'b3u\'bfebn\'b9, ulubienic\'ea Oli...\par \f0\par \f1 Ta za\'9c, gdy j\'b9 zapyta\'b3 o pani\'b9, opowiedzia\'b3a mu bez\'b3adnie: - Powiadam paniczowi... Bo\'bfe, Bo\'bfe, jakie to by\'b3o straszne! Ja\'9cnie m\'b3odsza pani dzwoni, i si\'ea budz\'ea, ubieram pr\'eadziutko, s\'b3ysz\'ea jaki\'9c szum... Otwieram drzwi, a tu - ogie\'f1, ogie\'f1 jak daleko spojrze\'e6 na pa\'f1skie pokoje... Tylko po\'9cciel m\'b3odej pani pusta i okno otwarte!..\par \f0\par \f1 Kto\'9c rozdzieli\'b3 ich i dalsz\'b9 indagacy\'ea przerwa\'b3 Krasnostawskiemu szerz\'b9cy si\'ea po\'bfar, zam\'eat i wrzask. Poprzesta\'e6 musia\'b3 tylko na tem.\par \f0\par \f1 Teraz szed\'b3 coraz pr\'eadzej. Nagle zatrzyma\'b3 si\'ea, jak wryty.\par \f0\par \f1 Ju\'bf od minut paru zauwa\'bfy\'b3 na wilgotnym piasku alei \'9clad krok\'f3w m\'easkich, obutych w zgrabny trzewik, teraz za\'9c le\'bfa\'b3a przed nim dobrze mu znana papiero\'9cnica Topolskiego, a opodal widziany cz\'easto we w\'b3osach Oli grzebie\'f1, z szyldkretu.\par \f0\par \f1 W\'b9tpliwo\'9cci ju\'bf by\'e6 nie mog\'b3o... Krasnostawski pochwyci\'b3 machinalnie oba le\'bf\'b9ce przedmioty i biedz pocz\'b9\'b3...\par \f0\par \f1 Szala\'b3a w nim burza.. Nienawi\'9c\'e6 m\'ea\'bfczyzny, pogardzonego przez ub\'f3stwian\'b9 kobiet\'ea na korzy\'9c\'e6 rywala rozpali\'b3a mu krew, nape\'b3ni\'b3a jak\'b9\'9c niepohamowan\'b9 \'bf\'b9dz\'b9 pastwienia si\'ea i zemsty!..\par \f0\par \f1 Spocony, blady, stan\'b9\'b3 wkr\'f3tce u wej\'9ccia do altany, i pocz\'b9\'b3 nads\'b3uchiwa\'e6, z zapartym oddechem. Pot kroplisty wyst\'b9pi\'b3 mu na czo\'b3o, usta zacisn\'ea\'b3y si\'ea bole\'9cnie, oczy zamigota\'b3y dzikim ogniem.\par \f0\par \f1 Z cichej, sennej altany dochodzi\'b3y wyra\'9fnie dwa g\'b3osy - dwa szepty...\par \f0\par \f1 Krasnostawski rozchyli\'b3 ga\'b3\'eazie... Na szelest ten w ciemno\'9cciach zerwa\'b3 si\'ea kto\'9c \'9cpiesznie i u progu stan\'b9\'b3 Topolski. W p\'f3\'b3mroku nocy zamajaczy\'b3a jego twarz bia\'b3a, rasowa, i dwaj m\'ea\'bfczy\'9fni spojrzeli sobie, milcz\'b9c, prosto w oczy.\par \f0\par \f1 Trwa\'b3o to sekund\'ea, lecz wystarczy\'b3o Krasnostawskiemu, bo to, co wyczyta\'b3 na wzburzonem obliczu Topolskiego, a\'bf nadto uzasadni\'b3o jego o\f0 bawy. \par \par \f1 Wysi\'b3kiem woli, och\'b3on\'b9wszy z wra\'bfenia, przem\'f3wi\'b3 pierwszy Topolski, wskazuj\'b9c swobodnie na poz\'f3r ruchem r\'eaki widnokr\'b9g, gdzie dogorywa\'b3a ju\'bf \'b3una ognia:\par \f0\par \f1 - A zatem, chwa\'b3a Bogu, ju\'bf po po\'bfarze!.. My w\'b3a\'9cnie...\par \f0\par \f1 - Nikczemny! - zabrzmia\'b3o w ciszy s\'b3owo jedno. \par \f0\par \f1 Wym\'f3wi\'b3 je g\'b3osem dr\'bf\'b9cym Krasnostawski, i niepomny niczego, rozszala\'b3y, schwyciwszy Topolskiego za gard\'b3o, drug\'b9 r\'eak\'b9 przerzuci\'b3 go poprzez siebie i z pasy\'b9 ok\'b3ada\'e6 pocz\'b9\'b3 trzyman\'b9 w r\'eaku nahajk\'b9...\par \f0\par \f1 W milczeniu zak\'b9tka rozleg\'b3 si\'ea krzyk bitego i w \'9clad za tem okrzyk inny - kobiecy!..\par \f0\par \f1 Ku dwom m\'ea\'bfczyznom wypad\'b3a Ola... Jak lwica, rzuci\'b3a si\'ea natychmiast pomi\'eadzy nich, a obroniwszy Topolskiego, gwa\'b3townie, szybko, wymierzy\'b3a Krasnostawskiemu dwukrotny policzek...\par \f0\par \f1 Jak ra\'bfony obuchem, zachwia\'b3 si\'ea pod tem uderzeniem m\'ea\'bfczyzna, cofn\'b9\'b3 si\'ea wstecz, blady, jak \'9cciana, oszala\'b3y, straszny.\par \f0\par \f1 Zaleg\'b3a chwila milczenia...\par \f0\par \f1 Oswobodzony Topolski znik\'b3 we wn\'eatrzu altany, a z ust stoj\'b9cej na wprost Krasnostawskiego kobiety wybieg\'b3o dr\'bf\'b9cym, urywanym szeptem, pe\'b3nym oburzenia i zimnej - gorszej od policzka, pogardy:\par \f0\par \f1 - Pod\'b3y... s\'b3ugo!.. Jak \'9cmia\'b3e\'9c? - Precz!..\par \f0\par \f1 Ze wzruszenia umilk\'b3a Ola, po chwili dopiero i powt\'f3rzy\'b3a raz jeszcze, przejmuj\'b9co - ciszej:\par \f0\par - Precz!..\par \par \f1 Tego nadto ju\'bf by\'b3o dla rozbola\'b3ego zazdro\'9cci\'b9 i b\'f3lem m\'easkiego serca! Nie czynnie, lecz moralnie spoliczkowany po raz drugi, Krasnostawski zachwia\'b3 si\'ea powt\'f3rnie, jak nieprzytomny, w oczach pociemnia\'b3o mu - zawirowa\'b3y altana i drzewa parku...\par \f0\par \f1 - Kocham ci\'ea! - szepn\'ea\'b3y w oddechu cichutko, jak skarga, usta jego i omdla\'b3y run\'b9\'b3 u st\'f3p kobiety, zdeptany jej post\'eapkiem...\par \f0\par . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .\par \par \par \par \f1\'8cwit zorzy wyjrza\'b3 nie\'9cmia\'b3o spoza stepu, p\'f3l szerokich, orze\'9fwi\'b3 si\'ea w toni sennego jeszcze stawu i w\'9clizn\'b9\'b3 do al\f0 tany ciekawy...\par \par \f1 Nie by\'b3o w niej ju\'bf jednak nikogo, zar\'f3wno jak i nigdzie, w pobli\'bfu:\par \f0\par \f1 Niebo zar\'f3\'bfawia\'b3o si\'ea stopniowo, pocz\'b9tkowo ledwo dostrzegalnie, boja\'9fliwie, p\'f3\'9fniej za\'9c coraz silniej i \'9cmielej.\par \f0\par \f1 Przeci\'b9gaj\'b9c si\'ea lubie\'bfnie, wstawa\'b3a jutrzenka z ob\'b3ok\'f3w puszystych po\'9ccieli.\par \f0\par \f1 Na powitanie jej tryumfaln\'b9 fanfar\'b9 rozbrzmia\'b3 park ca\'b3y \'9cwiergotem ptasz\'b9t; zbudzone, zrywa\'b3y si\'ea one do lotu, otrzepywa\'b3y zamaszy\'9ccie skrzyde\'b3ka z porannej rosy, rozlatywa\'b3y si\'ea na wsze strony, siada\'b3y na zczernia\'b3ych ruinach spalonego pa\'b3acu. Dym jeszcze \'9ccieli\'b3 si\'ea tu gdzieniegdzie... Na pogorzelisku, jak karbunku\'b3y, b\'b3yszcza\'b3y tam i \'f3wdzie, dopalaj\'b9c si\'ea, belki i inne szcz\'b9tki pa\'b3acu, tli\'b3y si\'ea w zgliszczach - tuli\'b3y do okopconych zwalisk...\par \f0\par \f1 A woko\'b3o drzema\'b3o, spa\'b3o wszystko!.\f0 .\par \par \f1 Ze spuszczonemi \'bfaluzyami, spoczywa\'b3y zatem pa\'b3acowa oficyna, stajnie i gumna, \'9cni\'b3y tak\'bfe liczne, rozsiane za pa\'b3acow\'b9 bram\'b9, bia\'b3e wie\'9cniacze chatki... \par \f0\par \f1 Pot\'ea\'bfny, wspania\'b3y zab\'b3ys\'b3 pierwszy promie\'f1 s\'b3o\'f1ca i oboj\'eatny zaja\'9cnia\'b3 nad wszystkiem doko\'b3a... \f0\par \par \f1 Nie zbudzi\'b3 jednak nikogo... Na gazonie tylko, pod g\'f3r\'b9 wyrzuconych z pa\'b3acu, le\'bf\'b9cych na kupie mebli, du\'bfy pies podw\'f3rzowy otworzy\'b3 oczy, mlasn\'b9\'b3 j\'eazykiem, przeci\'b9gn\'b9\'b3 si\'ea i zasn\'b9\'b3...\par \f0\par \f1 Zadumanej ciszy nie przerywa\'b3o nadal nic zgo\'b3a.\par \f0\par ---------------\par \par \par P\f1 omimo, i\'bf przez szpary okiennic Tomaszowieckiego dworku w\'9clizgiwa\'b3o si\'ea ju\'bf s\'b3o\'f1ce, w tak zwanym kancelaryjnym pokoju pali\'b3a si\'ea jeszcze du\'bfa lampa, o\'9cwietlaj\'b9c biurko, przy kt\'f3rym Krasnostawski pisa\'b3 co\'9c szybko i zamaszy\'9ccie. Obok niego sta\'b3a szklanka z herbat\'b9 i le\'bfa\'b3y porzucone na ziemi, niedopa\'b3ki od papieros\'f3w... Nagle m\'b3ody cz\'b3owiek porzuci\'b3 pi\'f3ro, z ha\'b3asem odsun\'b9\'b3 krzes\'b3o od biurka i zamkn\'b9wszy ksi\'eag\'ea, powsta\'b3.\par \f0\par \f1 - Nareszcie! - westchn\'b9\'b3 g\'b3o\'9cno z ulg\'b9 i zbli\'bfywszy si\'ea do okna, odemkn\'b9\'b3 je, odczepiwszy zarazem wewn\'eatrzne haczyki okiennic.\par \f0\par \f1 Fala s\'b3onecznego \'9cwiat\'b3a, wraz z powietrzem letniego poranka, wp\'b3yn\'ea\'b3a do pokoju. Krasnostawski zgasi\'b3 lamp\'ea i spojrza\'b3 przed siebie...\par \f0\par \f1 Od po\'bfaru min\'ea\'b3a doba tylko, patrz\'b9c jednak na m\'b3odego plenipotenta, pomy\'9cle\'e6 mo\'bfna by\'b3o, i\'bf od tej chwili oddziela\'b3y go lata; nie m\'b3odzieniec bowiem obecnie, pe\'b3ny hartu i \'bfycia patrzy\'b3 przez otwarte okno, ale m\'ea\'bfczyzna, na poz\'f3r wi\'eacej, ni\'bf dojrza\'b3y, kt\'f3ry zapomina\'b3 ju\'bf jakby, \'bfe m\'b3odym by\'b3 tak niedawno.\par \f0\par \f1 Jak burza, przesz\'b3a po nim pami\'eatna noc rozterki, cierpie\'f1, upokorzenia i b\'f3lu, \'9clad wiecznotrwa\'b3y zostawiwszy po sobie...\par \f0\par \f1 Twarz Krasnostawskiego blad\'b9 by\'b3a, oczy przymglone i podkr\'b9\'bfone, a na skroniach gdzieniegdzie, w\'9cr\'f3d czarnych pukli w\'b3os\'f3w, biela\'b3a nitka przedwcze\'9cnie siwa.\par \f0\par \f1 I kontrast przykry prawdziwie stanowi\'b3 ten cz\'b3owiek, stoj\'b9c tak w owej chwili w ramie okna... Przed nim, w perspektywie, jak okiem si\'eagn\'b9\'e6, kraina ca\'b3a z\'b3oci\'b3a si\'ea od z\'bf\'eatych k\'f3p zbo\'bfowych, zieleni\'b3a od niw i step\'f3w, \'9cpiewa\'b3a setkami g\'b3os\'f3w: u\'9cmiecha\'b3a si\'ea rozkosznie!..\par \f0\par \par \f1 - \'afycia!.. \'afycia!.. Mi\'b3o\'9cci, szcz\'ea\'9ccia!.. - wielkim g\'b3osem wo\'b3a\'b3o wszystko, a on jedyny tylko, nieczu\'b3y na nic zgo\'b3a, sta\'b3 wci\'b9\'bf tak samo nieruchomy, zapatrzony nie w dal jasn\'b9, lecz w cienie cierpi\'b9cej duszy w\'b3asnej..\par \f0\par Po no\f1 cy po\'bfaru do Tomasz\'f3wki uciek\'b3 Krasnostawski piechot\'b9, obudziwszy si\'ea z omdlenia, sam jeden w\'9cr\'f3d szumi\'b9cego mu \'b3agodnie nad g\'b3ow\'b9 parku.\par \f0\par \f1 Tu, u siebie, przem\'eaczy\'b3 si\'ea, jak nieprzytomny, w b\'f3lu - do rana. W ko\'f1cu jednak zm\'eaczenie fizyczne zabi\'b3o moraln\'b9 trosk\'ea. Snem kamiennym, a zbawczym dla\'f1, przespa\'b3 Krasnostawski wi\'eakszo\'9c\'e6 dnia, bo a\'bf do godziny sz\'f3stej po po\'b3udniu. Zbudzi\'b3 si\'ea za\'9c ju\'bf nieco innym...\par \f0\par \f1 Zebrawszy my\'9cli i wspomnienia, przede wszystkim postanowi\'b3 uciec co rychlej z tych miejsc, rzuci\'e6 si\'ea w wir pracy w warunkach ca\'b3kiem odmiennych.. Powietrze dusi\'e6 go pocz\'ea\'b3o, ziemia parzy\'e6 stopy!.. Chcia\'b3 ju\'bf wskoczy\'e6 na konia i opu\'9cci\'e6 wszystko na zawsze.\par \f0\par \f1 W por\'ea jednak zastanowienie i zimna logika trze\'9fwego rozumu powstrzyma\'b3a go na szcz\'ea\'9ccie od tego k\f0 roku...\par \par \f1 Wszak, poza dziedzin\'b9 moralnych jego cierpie\'f1, sta\'b3 przecie\'bf jeszcze mur rzeczywistego \'bfycia, kt\'f3re chleb mu dot\'b9d dawa\'b3o - istnia\'b3 \'9cwiat obowi\'b9zk\'f3w dotychczasowego jego stanowiska tutaj.\par \f0\par \f1 Rzuca\'e6 tak wszystko by\'b3oby lekkomy\'9clno\'9cci\'b9 i\'9ccie ch\'b3opi\'eac\'b9.\par \f0\par \f1 - Nie, ja tego nie uczyni\'ea! - zadecydowa\'b3. - W jak naj\'9cci\'9clejszym porz\'b9dku przeka\'bf\'ea na odjezdnem wszystkie gospodarskie ksi\'eagi, rachunki, kas\'ea i.t.d.\par \f0\par \f1 Po skromnym posi\'b3ku, zabra\'b3 si\'ea Krasnostawski do wyczerpuj\'b9cej pracy, ca\'b3ych nieledwie dziewi\'eatna\'9ccie godzin pisa\'b3, rachowa\'b3 bezustannie. Wreszcie wyczerpany sko\'f1czy\'b3 przed chwil\'b9...\par \f0\par \f1 By\'b3 wolnym!.. Za godzin par\'ea b\'eadzie m\'f3g\'b3 opu\'9cci\'e6 te strony - na zawsze...\par \f0\par \f1 Zadumany smutnie, sta\'b3 Krasnostawski wci\'b9\'bf pod oknem; zapatrzony, nie zauwa\'bfy\'b3 on wcale zbli\'bfaj\'b9cego si\'ea ku niemu wyrostka.\par \f0\par \f1 D\'9fwi\'eak jego g\'b3osu zbudzi\'b3 m\'b3odego cz\'b3owieka. Spu\'9cci\'b3 wzrok i zapyta\'b3 g\'b3o\'9cno:\par \f0\par \f1 - Ha!.. szczo ka\'bfesz?..\par \f0\par \f1 Wyrostek, by\'b3 to ch\'b3opiec stajenny, wys\'b3any przeze\'f1 do Gowartowa, by sprowadzi\'e6 tamtejszego starego i zaufanego rz\'b9dc\'ea, kt\'f3remu chcia\'b3 Krasnostawski zda\'e6 klucze kasy, ksi\'eagi, i przekaza\'e6 ostatnie rozporz\'b9dzenia. Z relacyi ch\'b3opca okaza\'b3o si\'ea, \'bfe rz\'b9dca wyjecha\'b3 do miasteczka.\par \f0\par \f1 - A pany? - spyta\'b3 machinalnie Krasnostawski, u\'bfywszy utartego pomi\'eadzy ludem miejscowym wyra\'bfenia, oznaczaj\'b9cego w liczbie mnogiej, w\'b3a\'9cciciela danej wioski.\par \f0\par \f1 - Nykoho ne baczy\'b3! - odrzek\'b3 zapytany i doda\'b3 zarazem, \'bfe Szmul, \'bfyd z karczmy wiejskiej, powiedzia\'b3 mu, \'bfe pa\'f1stwo na dobre wyjechali. - Ka\'bfut, szczo do Szczesnoi, do jasnoho grafa Topolskoho! - poinformowa\'b3 znowu wyrostek.\par \f0\par \f1 Na wyblad\'b3em licu s\'b3uchaj\'b9cego tych nowin m\'b3odzie\'f1ca zakwit\'b3 rumieniec oburzenia.\par \f0\par \f1 - \'a3otr!.. - zgrzytn\'b9\'b3 cicho, niedos\'b3yszalnie przez z\'eaby. - Sna\'e6 potrafi\'b3 ka\'bfdego z osobna podej\'9c\'e6, oszuka\'e6! Prawdy nie domy\'9cli\'b3 si\'ea nikt, wido\f0 cznie...\par \par \f1 Wi\'eac teraz ugaszcza wszystkich u siebie... Co za ironia prawdziwa! - doko\'f1czy\'b3 w my\'9cli, i w\'9cciek\'b3o\'9c\'e6 nag\'b3a opanowa\'b3a go...\par \f0\par \f1 - Czego, durniu, stoisz! - hukn\'b9\'b3 w twarz parobczakowi, a\'bf zatrz\'eas\'b3y si\'ea szyby dworku.\par \f0\par \f1 - Osiod\'b3aj mi zaraz konia! - doko\'f1czy\'b3 spokojniej nieco.\par \f0\par \f1 Niebawem z\'b3otawy kasztan, z bia\'b3\'b9 gwiazdk\'b9 na czole, parska\'b3 ochoczo pod Krasnostawskim, jad\'b9cym na prze\'b3aj przez pola do Gowartowa.\par \f0\par \f1 Woko\'b3o niego praca wrza\'b3a. Krz\'b9taj\'b9cy si\'ea lud roboczy: parobcy i gospodarze k\'b3aniali si\'ea nisko czapkami panu plenipotentowi; czarnookie, czarno brewe mo\'b3odyce i dziewcz\'eata, w jaskrawych sp\'f3dnicach i chustkach, pozdrawia\'b3y, r\'f3wnie\'bf \'bfyczliwie m\'b3odzie\'f1ca zerkaj\'b9c z u\'9cmiechem i lubo\'9cci\'b9 na "harnoho ch\'b3opcia*)". \par [*) Pi\'eaknego ch\'b3opca.]\par \f0\par \f1 W kwadrans p\'f3\'9fniej, Krasnostawski zje\'bfd\'bfa\'b3 ju\'bf st\'eapa na grobl\'ea gowartowsk\'b9...\par \f0\par \f1 W g\'b3\'eabiach stawu, otoczonego zieleni\'b9 parku, odbija\'b3y si\'ea dawniej, jak w lustrze, mleczn\'b9 bia\'b3o\'9cci\'b9 \'9cciany dworu. Teraz czernia\'b3y zarysy pogorzeliska, a tam - na g\'f3rze, zgliszcza, zakopconem pa\'b3acowem skrzyd\'b3em, kr\'f3lowa\'b3y smutnie nad le\'bf\'b9cem doko\'b3a sio\'b3em...\par \f0\par \f1 Je\'9fdziec odwr\'f3ci\'b3 oczy i wspi\'b9\'b3 konia. Jak strza\'b3a, przelecia\'b3 przez grobl\'ea i stan\'b9\'b3 niebawem przed zamkni\'eat\'b9 wjazdow\'b9 bram\'b9 pa\'b3acu; tu huka\'e6 pocz\'b9\'b3, by mu j\'b9 otworzono.\par \f0\par \f1 Nadbieg\'b3o kilku stajennych; oddawszy im spienionego konia pocz\'b9\'b3 Krasnostawski wypytywa\'e6 si\'ea o mieszka\'f1c\'f3w pa\'b3acu. Okaza\'b3o si\'ea, i\'bf dom ca\'b3y wyjecha\'b3 nazajutrz po po\'bfarze, rankiem i bawi\'b3 teraz w go\'9ccinie u Topolskiego, w Szcz\'easnojej.\par \f0\par \f1 - A to co? - zapyta\'b3 nagle, furmana zdziwiony Krasnostawski, wskazuj\'b9c spicrut\'b9, na ca\'b3e stosy czego\'9c, ponakrywanego p\'b3achtami.\par \f0\par \f1 - To, paniczu, meble z pa\'b3acu; pan ekonom kaza\'b3 poprzykrywa\'e6 tymczasem! - odpowiedzia\'b3 zapytany.\par \f0\par \f1 Krasnostawskiego zirytowa\'b3o to niedbalstwo, wzgl\'eadem ocala\'b3ych, i cennych, a tak dobrze mu znanych, mebli pa\'b3acowych. Zdecydowa\'b3 g\'b3o\'9cno.\par \f0\par \f1 - To tak zosta\'e6 nie mo\'bfe! - i ruszy\'b3 spiesznie ku \'9crodkowi gazonu, gdzie le\'bfa\'b3y meble. Kazawszy pozdejmowa\'e6 w \'9clad za tem wszystkie przykrycia i opony, ujrza\'b3, i\'bf mebli uratowanych by\'b3o s\f0 poro.\par \par \f1 - S\'b9 parobcy na toku? - zapyta\'b3.\par \f0\par \f1 - S\'b9... s\'b9! - po\'9cwiadczy\'b3a krz\'b9taj\'b9ca si\'ea woko\'b3o niego s\'b3u\'bfba.\par \f0\par \f1 - Siergieju! - rozkaza\'b3 Krasnostawski po ma\'b3orusku starszemu furmanowi, - id\'9fcie powiedzie\'e6, niech zaprz\'eagaj\'b9 do woz\'f3w, ile si\'ea da i zaje\'bfd\'bfaj\'b9 tutaj, a gumienny, niech da klucze od pustej stodo\'b3y!.. Trzeba to wszystko - wskaza\'b3 ruchem r\'eaki meble - tam zaraz zawie\'9f\'e6 tymczasem i zamkn\'b9\'e6!..\par \f0\par \f1 Plenipotenta d\'f3br gowartowskich lubiano powszechnie i s\'b3uchano ch\'eatnie.\par \f0\par \f1 Natychmiast zatem furman skierowa\'b3 si\'ea do gumien; wyprzedzi\'b3 go ch\'b3opiec stajenny, by rozg\'b3osi\'e6 pierwej rozkazy "panycza."\par \f0\par \f1 Krasnostawski pozosta\'b3 sam i uwa\'bfnie zacz\'b9\'b3 przegl\'b9da\'e6 nagromadzone meble. Tam i \'f3wdzie rozpoznawa\'b3 na wp\'f3\'b3 uszkodzony sprz\'eat i przypomina\'b3 sobie miejsce, gdzie on sta\'b3 dot\'b9d w pa\'b3acu...\par \f0\par \f1 Spojrza\'b3 na pogorzelisko... Groz\'b9 i bolesnym smutkiem wia\'b3o od tego zak\'b9tka - ruina zwyci\'easko szczerzy\'b3a trupi\'b9 paszcz\'eak\'ea - \'9cmia\'b3\'b9 si\'ea jakby szyderczo...\par \f0\par \f1 Z mimowolnym wstr\'eatem, odwr\'f3ci\'b3 si\'ea Krasnostawski i na nowo pocz\'b9\'b3 przygl\'b9da\'e6 si\'ea, z uwag\'b9, pa\'b3acowym sprz\'eatom. U\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea smutnie...\par \f0\par \f1 Obok na wp\'f3\'b3 p\'eakni\'eatego du\'bfego salonowego zwierciad\'b3a, z\'b3amane tuli\'b3o si\'ea \'b3o\'bfe poz\'b3acane, w stylu "empire," z pokoju Oli Dzier\'bfymirskiej. Tam zn\'f3w jej szafa odemkni\'eata, z kilkoma pozostawionemi w po\'9cpiechu sukniami - wala\'b3a si\'ea obok szcz\'b9tk\'f3w pianina...\par \f0\par \f1 Dziwna rzecz jednak - pomy\'9cla\'b3 w tej chwili - jak sprz\'eat przypomina cz\'b3owieka!.. Ola, Ola i jeszcze Ola!.. Widzia\'b3 on j\'b9 tu - wsz\'eadzie, te od\'b3amy zachowa\'b3y jakby cz\'ea\'9c\'e6 jej osoby - dusza ukochanej przeze\'f1 kobiety b\'b3\'b9ka\'b3a si\'ea w nich, martwych i oboj\'eatnych...\par \f0\par \f1 M\'b3ody cz\'b3owiek znalaz\'b3 wiele rzeczy nieuszkodzonych prawie; niekt\'f3re z nich sam odsuwa\'b3 od innych, segregowa\'b3.\par \f0\par \f1 - Ooo!.. - wyrwa\'b3o mu si\'ea nagle z ust, z ubolewaniem.\par \f0\par Przed nim, zdruzgotane, prze\f1 palone nielito\'9cciwie do po\'b3owy, le\'bfa\'b3o w pyle pi\'eakne, ulubione biurko Romana, antyk pami\'b9tkowy, z mahoniowego drzewa, wyk\'b3adany bogato srebrem, subtelnie inkrustowany per\'b3ow\'b9 mas\'b9. Krasnostawski zacz\'b9\'b3 maca\'e6 uwa\'bfnie doko\'b3a przepalony sprz\'eat drogocenny. Obejrzawszy go dok\'b3adnie, zajrza\'b3 do kilku szufladek i skrytek.\par \f0\par \f1 Lecz nagle ko\'b3o pobliskich gumien zat\'eatnia\'b3o... Wykonywaj\'b9c rozkaz, nadje\'bfd\'bfa\'b3y ju\'bf wozy. Turkot przybli\'bfa\'b3 si\'ea coraz wyra\'9fniejszy, dono\'9cniejszy, bli\'bfszy. Krasnostawski, zaj\'eaty biurem, drgn\'b9\'b3, lecz nie na odg\'b3os woz\'f3w bynajmniej.\par \f0\par \f1 To ruszona w tej chwili bezwiednie d\'b3oni\'b9 jego zgrzytn\'ea\'b3a niebawem jaka\'9c spr\'ea\'bfyna i szufladka, dot\'b9d dla oka niewidzialna - roztworzy\'b3a si\'ea przed nim, a w niej, o, dziwo... le\'bfa\'b3 oto spokojnie portfel niewielki, z eleganckiej, brunatno - wi\'9cniowej sk\'f3ry. W rogu pugilaresu po\'b3yskiwa\'b3a granat\'f3w korona hrabiowska, - b\'b3yszcz\'b9c m\'eatno - czerwonym ogniem. Och\'b3on\'b9wszy ze zdziwienia, Krasnostawski roz\'9cmia\'b3 si\'ea swobodnie i wzi\'b9\'b3 portfel w r\'eace.\par \f0\par \f1 W tej\'bfe chwili jednak na dziedzi\'f1cu zadudni\'b3y drabiniaste wozy, parobcy, zdejmuj\'b9c czapki, witali go weso\'b3o i dziarsko, a zeskoczywszy na ziemi\'ea, bra\'e6 si\'ea zacz\'eali do roboty.\par \f0\par \f1 Chc\'b9c nie chc\'b9c, musia\'b3 Krasnostawski st\'b3umi\'e6 na razie ciekawo\'9c\'e6, i schowawszy tajemniczy pugilares do kieszeni, pocz\'b9\'b3 energicznie wydawa\'e6 rozkazy.\par \f0\par \f1 Woz\'f3w by\'b3o kilkana\'9ccie. W p\'f3\'b3 godziny, plac przed zgliszczami pa\'b3acu opustosza\'b3; wozy, jeden za drugim, skierowa\'b3y si\'ea powoli ku tokowi.\par \f0\par \f1 Do gumien przyjechano niebawem; przed otwart\'b9 pust\'b9 stodo\'b3\'b9 zawrza\'b3 ruch; wkr\'f3tce u\'b3o\'bfono porz\'b9dnie pa\'b3acowe meble, przykryto je, drzwi zamkni\'eato szczelnie i Krasnostawski, rad z ostatniego na s\'b3u\'bfbie spe\'b3nionego obowi\'b9zku - wyjecha\'b3 z wioski.\par \f0\par \f1 Pu\'9cciwszy konia luzem, zamy\'9clony, znalaz\'b3 si\'ea w kwadrans p\'f3\'9fniej w lesie, gdzie, znu\'bfony, zsiad\'b3 z konia i roz\'b3o\'bfy\'b3 si\'ea swobodnie na murawie. Zdj\'b9wszy kapelusz z g\'b3owy i wci\'b9gn\'b9wszy w siebie \'9cwie\'bf\'b9, aromatyczn\'b9 wo\'f1 boru, si\'eagn\'b9\'b3 on do kieszeni po pugilares, roztworzy\'b3 go i pocz\'b9\'b3 szpera\'e6 ciekawie.\par \f0\par \f1 W portfelu le\'bfa\'b3y u\'b3o\'bfone porz\'b9dnie banknoty, w osobnych przedzia\'b3kach rulony z\'b3ota.\par \f0\par \f1 - No, no! - mrukn\'b9\'b3 parokrotnie Krasnostawski i z coraz wzrastaj\'b9cem zdziwieniem, pieni\'b9dze zacz\'b9\'b3 liczy\'e6 sumiennie.\par \f0\par \f1 Wszystkich razem by\'b3o dwadzie\'9ccia siedm tysi\'eacy kilkaset. U\'b3o\'bfywszy na powr\'f3t banknoty i z\'b3oto, Krasnostawski portfel zamkn\'b9\'b3 i spojrzawszy raz jeszcze na koron\'ea z granacik\'f3w, potrzyma\'b3 go jaki\'9c czas w d\'b3oni, poczem wpu\'9cci\'b3 do kieszeni. Widoczne zak\'b3opotanie malowa\'b3o si\'ea na jego twarzy. Czu\'b3 si\'ea zaambarasowanym, co czyni\'e6 z tym fantem?..\par \f0\par Wypada\f1\'b3o go zwr\'f3ci\'e6 niezw\'b3ocznie, w zast\'eapstwie prawego w\'b3a\'9cciciela, jego \'bfonie - Oli. Zatem jecha\'e6 do Szcz\'easnej osobi\'9ccie?..\par \f0\par \f1 - Nigdy w \'bfyciu! - rzek\'b3 g\'b3o\'9cno do siebie m\'b3odzieniec. Zas\'eapi\'b3 si\'ea. Nagle my\'9cl jaka\'9c nowa zrodzi\'b3a mu si\'ea widocznie w g\'b3owie, bo zerwa\'b3 si\'ea \'bfywo i wskoczywszy na konia, wjecha\'b3 w las dro\'bfyn\'b9. Wkr\'f3tce w borze rozleg\'b3y si\'ea g\'b3o\'9cne ujadania ps\'f3w, i Krasnostawski, op\'eadzaj\'b9c si\'ea od natarczywych kundli, wchodzi\'b3 do ma\'b3ej chatki le\'9cniczego...\par \f0\par \f1 W cha\'b3upie panowa\'b3a cisza. Rozci\'b9gni\'eaty na \'b3awie, spa\'b3 snem sprawiedliwego m\'ea\'bfczyzna, w sile wieku, barczysty, ubrany w kurt\'ea my\'9cliwsk\'b9; dubelt\'f3wka le\'bfa\'b3a opodal, w k\'b9cie drzema\'b3 pies legawy.\par \f0\par \f1 Krasnostawski potrz\'b9sn\'b9\'b3 energicznie ramieniem \'9cpi\'b9cego le\'9cnika. Ten ostatni zerwa\'b3 si\'ea, a ujrzawszy plenipotenta, zawstydzony pocz\'b9\'b3 b\'b9ka\'e6...\par \f0\par \f1 - S\'b3ucham panicza, s\'b3ucham... Padam do n\'f3g... Tak mnie jako\'9c zmroczy\'b3o... Zasn\'b9\'b3em, ale to, jak Boga kocham, nigdy mi si\'ea nie zdarza...\par \f0\par \f1 - Nic nie szkodzi, m\'f3j Rzemi\'eacki! - uspokoi\'b3 go natychmiast Krasnostawski, klepi\'b9c poufale po ramieniu. - Potrzebuj\'ea was, i to natychmiast... Pojedziecie z pieni\'eadzmi i z listem do Szcz\'easnojej, gdzie s\'b9 teraz pa\'f1stwo... Ja oto teraz sam jad\'ea konno do domu, a wy w \'9clad za mn\'b9 id\'9fcie do Tomasz\'f3wki piechot\'b9. Tylko id\'9fcie\'bf zaraz!\par \f0\par - Duchem, p\f1 rosz\'ea panicza, duchem! - odpar\'b3 \'bfwawo le\'9cniczy w \'9clad za odje\'bfd\'bfaj\'b9cym.\par \f0\par \f1 W p\'f3\'b3 godziny p\'f3\'9fniej, m\'b3ody plenipotent siedzia\'b3 ju\'bf przy biurku w Tomasz\'f3wce i kre\'9cli\'b3 s\'b3\'f3w par\'ea do pana Emila.\par \f0\par \f1 Jako nic niewiedz\'b9cemu o zaj\'9cciu z Topolskim i Ol\'b9, napisa\'b3 \'a3ady\'bfy\'f1skiemu tylko, i\'bf musi niezw\'b3ocznie jecha\'e6 do miasta rodzinnego na wakuj\'b9c\'b9 intratn\'b9 posad\'ea, nie chc\'b9c zamyka\'e6 karyery tutaj, bez widok\'f3w na przysz\'b3o\'9c\'e6...\par \f0\par \f1 Nadziej\'b9 otrzymania miejsca natychmiast motywowa\'b3 tak\'bfe wyjazd bez po\'bfegnania, jak i przesy\'b3k\'ea r\'f3wnie\'bf kluczy od kasy, ksi\'b9g rachunkowych, oraz znalezionego pugilaresu. W ko\'f1cu listu, Krasnostawski przeprasza\'b3 pana Emila za trud i dodawa\'b3 sucho, \'bfe pensyi nic mu si\'ea nie nale\'bfy, bo czyni niespodziany zaw\'f3d swym dotychczasowym chlebodawcom.\par \f0\par We wrotach \f1 dziedzi\'f1ca tymczasem majaczy\'b3a ju\'bf barczyst\'b9 posta\'e6 Rzemi\'eackiego, pies legawy, poszczekuj\'b9c rado\'9cnie, wyprzedza\'b3 go...\par \f0\par \f1 U\'9cwiadomiwszy o czem nale\'bfa\'b3o starego s\'b3ug\'ea, wr\'eaczy\'b3 mu Krasnostawski: papiery, ksi\'eagi i klucze, oraz portfel znaleziony, z nadmienieniem zawarto\'9cci jego, a przerwawszy szereg utyskiwa\'f1 i szczerych \'bfal\'f3w tycz\'b9cych si\'ea jego st\'b9d odjazdu, - wyprawi\'b3 do Szcz\'easnej. \par \f0\par \f1 Sam za\'9c do kancelaryi powr\'f3ci\'b3 i znu\'bfony pad\'b3 na otoman\'ea...\par \f0\par \f1 Widocznem by\'b3o przy tem, i\'bf w m\'f3zgu jego odbywa\'b3a si\'ea jaka\'9c wal\f0 ka...\par \par \f1 - Nie, nie daruj\'ea!... To ponad si\'b3y moje! - rzek\'b3 wreszcie kilkakrotnie, urywanym szeptem, porywczo.\par \f0\par \f1 - Nie daruj\'ea! - powt\'f3rzy\'b3: - On o wszystkiem wiedzie\'e6 musi! Tak ka\'bfe sprawiedliwo\'9c\'e6, tak by\'e6 musi, tak b\'eadzie! - g\'b3o\'9cno ju\'bf zupe\'b3nie wyrzuci\'b3 z siebie wzburzony, a przysun\'b9wszy fotel do biurka, si\'eagn\'b9\'b3 ponownie po papier listowy, i umoczy\'b3 pi\'f3ro w atramencie.\par \f0\par \f1 Zatrzyma\'b3 si\'ea... Po chwili cisn\'b9\'b3 pi\'f3ro, wsta\'b3 i zn\'f3w zacz\'b9\'b3 chodzi\'e6 gor\'b9czkowo po pokoju.\par \f0\par \f1 - Jak to? - szepta\'e6 zacz\'b9\'b3. - Ja mia\'b3bym, niby pies sponiewierany, odej\'9c\'e6 st\'b9d, usun\'b9\'e6 si\'ea, znikn\'b9\'e6?.. Ja mia\'b3bym zamkn\'b9\'e6 w sercu ich wsp\'f3ln\'b9 tajemnic\'ea, i tem samem ocali\'e6 tego ch\'b3ystka!.. Prawda, jednak, \'bfe i o ni\'b9 tu chodzi, najdro\'bf... - nie doko\'f1czy\'b3, sponsowia\'b3...\par \f0\par \f1 Nie! W nim tli\'b3a jeszcze mi\'b3o\'9c\'e6 dla niej, ale policzek kobiety i poniewierka - zdeptana mi\'b3o\'9c\'e6 w\'b3asna, - wszystko by\'b3o od iskry tej silniejszem.\par \f0\par \f1 W dziesi\'ea\'e6 minut, m\'b3ody cz\'b3owiek uspokoi\'b3 si\'ea zupe\'b3nie; zna\'e6 z gotowym ju\'bf w g\'b3owie planem, list pisa\'e6 pocz\'b9\'b3 szybko, zamaszy\'9ccie...\par \f0\par W ciszy p\f1 okoju rozleg\'b3 si\'ea nerwowy zgrzyt pi\'f3ra i d\'b3ugo, d\'b3ugo nie ustawa\'b3.\par \f0\par \f1 Ca\'b3y \'bfal, ca\'b3\'b9 gorycz na papier przelewa\'b3 z duszy swej Krasnostawski.\par \f0\par \f1 Opisa\'b3 szczerze \'bfycie w\'b3asne... I sw\'b9 mi\'b3o\'9c\'e6 ku Oli, tajon\'b9 od lat pi\'eaciu, idealn\'b9, czyst\'b9!.. W\'b3asne b\'f3le cierpienia przez czas ten ca\'b3y, i ostatnie podejrzenia, co do Topolskiego oraz zachowanie si\'ea tych dwojga, i po\'bfar pa\'b3acu wreszcie, i zdrad\'ea i noc straszn\'b9 - wszystko!..\par \f0\par \f1 List sko\'f1czy\'b3, podpisa\'b3, z\'b3o\'bfy\'b3, i si\'eagn\'b9wszy po kopert\'ea, zaadresowa\'b3: Italia, Milano, Signor Roman Dzier\'bfymirski, Hotel "Europa," Corso Vittorio Emanuele 9.\par \f0\par \f1 Odrzuciwszy pi\'f3ro, uj\'b9\'b3 Krasnostawski g\'b3ow\'ea w d\'b3onie.\par \f0\par \f1 - Sta\'b3o si\'ea!.. - szepn\'b9\'b3 po chwili i powsta\'b3. \par \f0\par \par \f1 - Nic ci\'ea ju\'bf tu nie wi\'b9\'bfe!.. - Jecha\'e6, jecha\'e6 st\'b9d czem pr\'eadzej! Obszaru, \'9cwiata i ludzi, byle nie Ukrainy i Gowartowa!..- zawrza\'b3o w nim i odemkn\'b9wszy drzwi, huka\'e6 pocz\'b9\'b3 na s\'b3u\'bfb\'ea.\par \f0\par \f1 W p\'f3\'b3 godziny potem na ca\'b3ym folwarku wrza\'b3o... Jak grom, spad\'b3a na wszystkich wie\'9c\'e6, \'bfe pan plenipotent, "panycz," wyje\'bfd\'bfa na zawsze. Zlecieli si\'ea wszyscy. W domu pakowano na gwa\'b3t rzeczy, daleko bowiem by\'b3o do kolei, a Krasnostawski - koniecznie chcia\'b3 zd\'b9\'bfy\'e6 jeszcze na wieczorny poci\'b9g.\par \f0\par \f1 Promienie zni\'bfaj\'b9cego si\'ea s\'b3o\'f1ca ca\'b3owa\'b3y ju\'bf strzech\'ea i rumieni\'b3y bia\'b3e \'9cciany domu, gdy odprowadzany, otoczony, ca\'b3owany po r\'eakach przez czelad\'9f i s\'b3u\'bfb\'ea, \'bfegna\'b3 si\'ea ze wszystkimi Krasnostawski, rozdawa\'b3 tam i \'f3wdzie sprz\'eaty w\'b3asne, rzeczy i pieni\'b9dze, sam wzruszony, smutny... \par \f0\par \f1 Wreszcie ulokowa\'b3 si\'ea na bryczce, konie ruszy\'b3y, przed oczyma mign\'ea\'b3y mu ogorza\'b3e twarze \'bfegnaj\'b9cego go tak serdecznie ukrai\'f1skiego ludu - wrota skrzypn\'ea\'b3y \'bfa\'b3o\'9cnie po raz ostatni, i bryczka potoczy\'b3a si\'ea, brz\'eacz\'b9c, po g\'b3adkim drogowym szlaku, zgin\'b9wszy wkr\'f3tce w\'9cr\'f3d roztoczy \'b3an\'f3w z\'bf\'eatego zbo\'bfa, ugor\'f3w i kurhan\'f3w.\par \f0\par \par \par \f1 Do stacyi kolejowej by\'b3o ju\'bf tylko wiorst par\'ea... Czw\'f3rka Krasnostawskiego spuszcza\'b3a si\'ea w\'b3a\'9cnie z pochy\'b3o\'9cci jaru na niepewny dziurawy drewniany mostek, gdy konie, z l\'eakiem pocz\'ea\'b3y si\'ea nagle wspina\'e6 cofa\'e6, nie chc\'b9c przejecha\'e6 przez grobelk\'ea. Furman zakl\'b9\'b3 po ma\'b3orusku, i parokrotnie uderzy\'b3 biczem konie...\par \f0\par \f1 - Sta\'f1! - rzuci\'b3 naraz kr\'f3tko Krasnostawski i zeskoczy\'b3 z bryczki.\par \f0\par \f1 - Kto tam jide! Baczysz? - zaciekawiony zwr\'f3ci\'b3 si\'ea nagle do mrucz\'b9cego wci\'b9\'bf furmana, wskazuj\'b9c r\'eak\'b9 zbli\'bfaj\'b9cy si\'ea na bocznym trakcie ob\'b3ok kurzawy.\par \f0\par - \f1 A kto ich znaje!.. Pewno zwitki\'9c *) pany! - odburkn\'b9\'b3 furman, kt\'f3ry zlaz\'b3szy tak\'bfe z koz\'b3a i poprawiaj\'b9c uprz\'b9\'bf u koni, cz\'eastowa\'b3 w\'b3a\'9cnie jednego z nich energicznem w pysk uderzeniem.\par [*) Sk\'b9dsi\'9c.]\par \f0\par \f1 Krasnostawski nie zauwa\'bfy\'b3 tego zn\'eacania si\'ea nad ulubionymi dot\'b9d przeze\'f1 ko\'f1mi...\par \f0\par \f1 - Dlaczego pany? - spyta\'b3 z roztargnieniem, a p\'f3\'9fniej zaraz w tym samym j\'eazyku dorzuci\'b3: - A, prawda, poznajesz po turkocie...\par \f0\par \f1 Odmienny bowiem rzeczywi\'9ccie od furkotu k\'f3\'b3 bryki, czy te\'bf innego poja\'9fdziku, st\'b3umiony, jednostajny i nieco g\'b3uchy przerywa\'b3 cisz\'ea przestrzeni turkot powozowy, regularny. Niebawem te\'bf zgrabny faeton wy\'b3oni\'b3 si\'ea z ob\'b3ok\'f3w py\'b3u; konie siwe, w angielskich szorach, zaprz\'ea\'bfone w leje, i dwoje ludzi siedz\'b9cych na ko\'9fle, ubranych w libery\'ea granatow\'b9, ze z\'b3oty\f0 mi guzikami.\par \par \f1 Zaprz\'b9g w par\'ea minut stan\'b9\'b3 przy mo\'9ccie. Krasnostawski wyda\'b3 okrzyk zdziwienia, taki sam drugi podpowiedzia\'b3 mu z zewn\'b9trz powozu i odemkn\'b9wszy z ha\'b3asem drzwiczki, wyskoczy\'b3 z niego zapylony \'a3ady\'bfy\'f1ski.\par \f0\par \f1 - No, goni\'b3em pana, ale nie spodziewa\'b3em si\'ea, \'bfe go z\'b3api\'ea! - za\'9cmia\'b3 si\'ea weso\'b3o pan Emil i u\'9ccisn\'b9\'b3 wyci\'b9gni\'eat\'b9 d\'b3o\'f1 Krasnostawskiego.\par \f0\par \f1 - Witam, witam!.. - ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej. - C\'f3\'bf to, bu\'b3anki kaprysz\'b9 i przez most nie chc\'b9 przej\'9c\'e6? Obserwowa\'b3em... no, siadaj pan ze mn\'b9; zobaczysz, jak hrabiowskie angliki przejd\'b9 spokojnie.\par \f0\par \f1\'a3ady\'bfy\'f1ski poci\'b9gn\'b9\'b3 Krasnostawskiego do powozu.\par \f0\par \f1 - C\'f3\'bf to, pan tak\'bfe na kolej, czy tylko po mnie? - u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea Krasnostawski, nieco zmieszany i zaskoczony widokiem pana Emila.\par \f0\par \f1 - Wyje\'bfd\'bfam - odrzek\'b3 ten\'bfe kr\'f3tko, i dorzuci\'b3 swobodnie, zauwa\'bfywszy wyraz twarzy m\'b3odego cz\'b3owieka: - Nie b\'f3j si\'ea pan, nie trw\'f3\'bf!.. Nie my\'9cl\'ea wcale i nie mam polecenia zawraca\'e6 pana z drogi do dawnych obowi\'b9zk\'f3w... Przeciwnie, mojem zdaniem czynisz pan bardzo dobrze, i\'bf rzucasz te k\'b9ty...\par \f0\par \f1 W Gowartowie nie doszed\'b3by\'9c nigdy do niczego, a szkoda m\'b3odo\'9c\'e6 swoj\'b9 zamyka\'e6 tu i traci\'e6!..\par \f0\par \f1 I \'a3ady\'bfy\'f1ski wyci\'b9gn\'b9\'b3, przy tych s\'b3owach, r\'eak\'ea do Krasnostawskiego, a \'9ccisn\'b9wszy j\'b9 silnie, rzek\'b3 jeszcze.\par \f0\par \f1 - Powinszowa\'e6 mog\'ea tylko, \'bfe\'9c si\'ea pan otrz\'b9s\'b3 ze skrupu\'b3\'f3w, i \'bfyczy\'e6 powodzenia na przysz\'b3o\'9c\'e6!.. \par \f0\par \f1 Krasnostawski sk\'b3oni\'b3 si\'ea, milcz\'b9c. Pan Emil za\'9c, przechodz\'b9c natychmiast na inny temat, ju\'bf m\'f3wi\'b3:\par \f0\par \f1 - Wiesz pan co?.. Siadaj pan ze mn\'b9!.. Mam panu X rzeczy ciekawych do opowiedzenia. C\'f3\'bf, zgoda?\par \f0\par Krasnostawsk\f1 i us\'b3ucha\'b3; bryka cofn\'ea\'b3a si\'ea nieco, a pow\'f3z, przejechawszy spokojnie przez mostek, potoczy\'b3 si\'ea zn\'f3w r\'f3wno i szybko dalej.\par \f0\par \f1 - S\'b3u\'bf\'ea panu! - rzeki \'a3ady\'bfy\'f1ski, cz\'eastuj\'b9c Krasnostawskiego cygarem. Zapalili...\par \f0\par \f1 Opar\'b3szy si\'ea wygodnie o poduszki i zaci\'b9gn\'b9wszy cygarem, pan Emil rzek\'b3.\par \f0\par \f1 - Nadstawiaj pan uszu!... Tandem t\'eady, zaczynam...\par \f0\par \f1 - S\'b3ucham, s\'b3ucham! - potwierdzi\'b3 m\'b3odzieniec, kontent w duszy, \'bfe go co\'9c, cho\'e6 na chwil\'ea, odrywa od smutnych my\'9cli.\par \f0\par \f1 - Przedstaw pan sobie zatem, panie kochany, \'bfe jeste\'9c w teatrze na jednoaktowej szaradzie. Uwa\'bfa pan: sza - ra - dzie...\par \f0\par \f1 Rzecz dzieje si\'ea, m\'f3wi\'b9c w\'b3a\'9cciwym stylem, za naszych czas\'f3w, na Ukrainie, w Szcz\'easnojej, maj\'b9tku grafa Topola - Topolskiego. Popo\'b3udniowa, przedobiednia godzina - cisza... Pa\'b3ac pogr\'b9\'bfony w milczeniu... W tej samej jednak chwili stoj\'b9cy na ganku strzelec, w pokornym zgi\'eaty uk\'b3onie, podaje co\'9c m\'ea\'bfczy\'9fnie, ubranemu w smoking. M\'f3wi\'b9c nawiasem to ja - u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea pan Emil, po chwili ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej:\par \f0\par \f1 - Kurtyna spada, nast\'eapuje ods\'b3ona druga: Sala portretowa jadalna, do sto\'b3u zasiada ze trzydzie\'9cci eleganckich os\'f3b... Jedno tylko krzes\'b3o wolne... Wchodzi ten sam m\'ea\'bfczyzna w smokingu, trzymaj\'b9c co\'9c w r\'eaku. Wita tam i \'f3wdzie os\'f3b par\'ea, zbli\'bfa si\'ea do m\'b3odej nadobnej damy i wr\'eacza jej z uk\'b3onem portfel, m\'f3wi\'b9c co\'9c obja\'9cniaj\'b9co... Nagle siedz\'b9cy obok sam "graf" zrywa si\'ea od sto\'b3u, jak oparzony, i robi\'b9c arcyg\'b3upi\'b9 min\'ea, wpatruje si\'ea w portfel... Zaintrygowanie og\'f3lne, sytuacya jednak wyja\'9cnia si\'ea wkr\'f3tce...\par \f0\par \f1 W tej chwili spojrzawszy na zas\'b3uchanego towarzysza, pan Emil roz\'9cmia\'b3 si\'ea serdecznie.\par \f0\par \f1 - No, dosy\'e6 ma ju\'bf pan tych efekt\'f3w scenicznych, doko\'f1cz\'ea panu zatem t\'ea szarad\'ea zwyczajnemi tylko s\'b3owy...\par \f0\par \f1 - Dziwi pana zapewne - m\'f3wi\'b3 dalej, - arcyg\'b3upia mina Topolsia, gdy ujrza\'b3 portfel, z po\'b3yskuj\'b9c\'b9 koron\'b9, symbolem jego wielko\'9cci!..\par \f0\par \f1 - Ot\'f3\'bf w tem ma si\'ea rzecz ca\'b3a, \'bfe portfel ten nie Dzier\'bfymirskiego, i nie jego pieni\'b9dze, ani pani Oli, lecz, ni plus ni minus, tylko Topolskiego...\par \f0\par \f1 - Nie mo\'bfe by\'e6! - wykrzykn\'b9\'b3 Krasnostawski, szczerze zdziwiony.\par \f0\par - N\f1 o, c\'f3\'bf! szarada dobra... co? - rzuci\'b3 weso\'b3o \'a3ady\'bfy\'f1ski.\par \f0\par \f1 - Niez\'b3a - u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea z kolei m\'b3odzieniec - bo dot\'b9d przynajmniej nic a nic jej nie rozumiem. \par \f0\par \f1 - Cierpliwo\'9cci! Zaraz pan pojmiesz wszystko - uspakaja\'e6 zacz\'b9\'b3 pan Emil swego s\'b3uchacza.\par \f0\par - Zapal\f1 i\'e6 musimy poprzednio cygara, bo i pa\'f1skie zgas\'b3o, nieprawda\'bf? - rzek\'b3 w \'9clad za tem, a wydobywszy zapa\'b3ki, zapali\'e6 jedn\'b9 z nich usi\'b3owa\'b3, lecz wietrzyk swawolny zgasi\'b3 mu j\'b9 i nast\'eapnych kilka. - Sapristi! - zakl\'b9\'b3 z cicha. - Sta\'f1cie-no, hej! tam! - krzykn\'b9\'b3 na furmana.\par \f0\par \f1 Konie zatrzymane stan\'ea\'b3y; wspomagany przez m\'b3odego plenipotenta, \'a3ady\'bfy\'f1ski zapali\'b3 wreszcie cygaro, a podni\'f3s\'b3szy g\'b3ow\'ea, spojrza\'b3 przed siebie.\par \f0\par \f1 - C\'f3\'bf to? Wy\'bfyczpol? - zapyta\'b3 s\'b3u\'bfby.\par \f0\par \f1 - A tak, prosz\'ea ja\'9cnie pana! - potwierdzi\'b3 lokaj, zdejmuj\'b9c liberyjn\'b9 czapk\'ea.\par \f0\par \f1 - Tiens, tiens, widzi pan jak to czas leci - zwr\'f3ci\'b3 si\'ea do Krasnostawskiego; - za jakie p\'f3\'b3 godziny b\'eadziemy na stacyi, patrz pan, - i wskaza\'b3 r\'eak\'b9 krajobraz.\par \f0\par \f1 B\'b3yszcz\'b9c w mroku, l\'9cni\'b3a si\'ea opodal wst\'eaga rzeki, na g\'f3rze malowniczo rozrzucone do\'9c\'e6 du\'bfe miasteczko mruga\'b3o dziesi\'b9tkami \'9cwiate\'b3ek...\par \f0\par \f1 - Jecha\'e6! - rozkaza\'b3 \'a3ady\'bfy\'f1ski.\par \f0\par \f1 Pow\'f3z ruszy\'b3; pan Emil, po chwili milczenia, przem\'f3wi\'b3 nagle:\par \f0\par \f1 - Przepraszam stokrotnie, \'bfe widz\'b9c ciekawo\'9c\'e6 w oczach pa\'f1skich, nie ko\'f1cz\'ea opowiadania... Pozwolisz pan, \'bfe mu zadam dwa pytania: czy masz pan dobr\'b9 pami\'ea\'e6 i dok\'b9d pan jedziesz?\par \f0\par \f1 - Jad\'ea do rodzinnego miasta, a pami\'ea\'e6 mam wyborn\'b9! - u\'9cmiechn\'b9\'b3 si\'ea Krasnostawski.\par \f0\par \f1 - Ot\'f3\'bf to - bardzo dobrze. Napisa\'b3em, bo widzi pan, list do Romana, ze szczeg\'f3\'b3owym opisem tego, co teraz tu opowiadam. Mam pami\'ea\'e6 jednak fataln\'b9... Zapomn\'ea listu wrzuci\'e6 na pewno! M\'f3j panie kochany, we\'9f go i wrzu\'e6 na dworcu... C\'f3\'bf, dobrze? Przy tych s\'b3owach, \'a3ady\'bfy\'f1ski wyj\'b9\'b3 pospiesznie z surduta gruby list i poda\'b3 go Krasnostawskiemu. Ten machinalnie schowa\'b3 go do kieszeni, gdzie spoczywa\'b3o i jego do Romana pismo.\par \f0\par \f1 - No, wi\'eac ko\'f1cz\'ea!.. - zaci\'b9gaj\'b9c si\'ea dymem, rzek\'b3 pan Emil.\par \f0\par \f1 - S\'b3ucham i to bardzo ciekawie - przerwa\'b3 z zainteresowaniem Krasnostawski.\par \f0\par \f1 - Dziwi\'b3 wi\'eac pana fakt, - ci\'b9gn\'b9\'b3 \'a3ady\'bfy\'f1ski - \'bfe pugilares i tysi\'b9czki s\'b9 w\'b3asno\'9cci\'b9 hrabicza, cho\'e6 znalaz\'b3y si\'ea w szufladzie Romka?.. W tem s\'eak w\'b3a\'9cnie, \'bfe Topolski dzi\'9c dopiero przekona\'b3 si\'ea, i\'bf s\'b9 one w innem, ni\'bf przypuszcza\'b3, r\'eaku.\par \f0\par \f1 Wyobra\'9f pan sobie bowiem, jaki by\'b3 przebieg zguby tych pieni\'eadzy...\par \f0\par \f1 - Temu lat sze\'9c\'e6, czy o\'9cm, Topolski mia\'b3 przyjaci\'f3\'b3k\'ea w teatralnych sferach.. Ot\'f3\'bf pewnego wieczora, zaprzysi\'eagaj\'b9c sobie w duszy uroczy\'9ccie, \'bfe pu\'9cci w tr\'b9b\'ea swoj\'b9 magnifik\'ea, idzie Topolski do niej na ostatnie randez vous... Naturalnie w kieszeni kilka tysi\'b9czk\'f3w maj\'b9c w zapasie - \'a3ady\'bfy\'f1ski urwa\'b3, za\'9cmia\'b3 si\'ea i pu\'9cciwszy z ust k\'f3\'b3ko dymu, m\'f3wi\'b3 dalej.\par \f0\par \f1 - Lecz i tym razem spotyka pana na Szcz\'easnojej niepowodzenie... Nadobna c\'f3ra Melpomeny nie chce nawet s\'b3ysze\'e6 o rozstaniu... Scena wi\'eac z tego naturalnie, p\'b3acze! On przeprasza - ona w ko\'f1cu daje si\'ea przeb\'b3aga\'e6 - amor vincens tuszuje wreszcie wszystko!..\par \f0\par \f1 Pan Emil odsapn\'b9\'b3 - i swobodnie po chwili ci\'b9gn\'b9\'b3 dalej:\par \f0\par \f1 - Nad ranem, z mi\'b3o\'9cci\'b9 gruntownie odegrzan\'b9 w sercu, przysi\'eagaj\'b9c sobie, i\'bf przyjaci\'f3\'b3ki nie porzuci nigdy, powraca Topolski do siebie... Nagle, dotkn\'b9wszy si\'ea kieszeni surduta, nie znajduje tam - pugilaresu! Ona, ta nieprzejednana, zagra\'b3a z nim komedy\'ea; za ma\'b3o jej by\'b3o dziewi\'eaciu tysi\'eacy, kt\'f3re jej pono dawa\'b3, najbezczelniej okrad\'b3a go wi\'eac, po prostu na ca\'b3e dwadzie\'9ccia i siedm, znajduj\'b9ce si\'ea w portfelu.\par \f0\par \f1 Topolski jednak wobec powy\'bfszego faktu, po g\'b3\'eabszem wnikni\'eaciu w siebie, decyduje, \'bfe b\'b9d\'9f co b\'b9d\'9f pozby\'b3 si\'ea baby...\par \f0\par \f1 Oddychaj\'b9c zatem pe\'b3n\'b9 piersi\'b9 - swobodny wyje\'bfd\'bfa do d\'f3br swych "krzy\'bfyk na \'9cwi\'9cni\'eatym pugilaresie postawiwszy" - jak powiedzieliby bracia nasi, Litwini...\par \f0\par \f1 Tu pan Emil przerwa\'b3 opowie\'9c\'e6 raz jeszcze, zapali\'b3 na nowo zgas\'b3e cygaro i ko\'f1czy\'b3.\par \f0\par \f1 - Od tej chwili min\'ea\'b3o lat o\'9cm, a tych dwoje nie widzia\'b3o si\'ea wcale.\par \f0\par \f1 Sko\'f1czy\'b3em...\par \f0\par \f1\'a3ady\'bfy\'f1ski odetchn\'b9\'b3 i umilk\'b3.\par \f0\par \f1 - Dzi\'eakuj\'ea panu za opowiadanie - po\'9cpieszy\'b3 z odpowiedzi\'b9, Krasnostawski. - Rzeczywi\'9ccie, szarada prawdziwa... Ale w Szcz\'easnojej zdziwienie by\'b3o wielkie?\par \f0\par \f1 - Ogromne! - odpar\'b3 pan Emil. - Notabene, wyobra\'9f pan sobie, w Szcz\'easnojej pe\'b3no go\'9cci... Mieszka tam wi\'eac stale: primo jaka\'9c powa\'bfna wielce krewna Topolskiego, zapewne dlatego, by do kawalerskiej siedziby pana na Szcz\'easnojej mog\'b3y przybywa\'e6 i damy; secundo, pr\'f3cz m\'easkiego towarzystwa, przyby\'b3ego niespodzianie z kolei dzi\'9c z rana - a w kt\'f3rych to gronie nie brakowa\'b3o i jednego prezesa, spo\'b3ecznego kole\'bfki Romana - znajdowa\'b3o si\'ea te\'bf w siedzibie Topolska kilka os\'f3b, kt\'f3re przyjecha\'b3y specyalnie do naszych: pa\'f1, z kondolency\'b9 po po\'bfarze.\par \f0\par \f1 Wi\'eac powiadam panu! - m\'f3wi\'b3 weso\'b3o dalej \'a3ady\'bfy\'f1ski - gdy to co m\'f3wi\'b3em, nam, m\'ea\'bfczyznom, opowiedzia\'b3 Topolski po kolacyi przy cygarze, i kiedy wiadomo\'9c\'e6 ta do pa\'f1 si\'ea przedosta\'b3a, Topolski zosta\'b3 bohaterem dnia!..\par \f0\par - No, a pani Ola nic o istnieniu tego portf\f1 elu nie wiedzia\'b3a?\par \f0\par \f1 - Ale\'bf, nic zupe\'b3nie! - podchwyci\'b3 \'a3ady\'bfy\'f1ski. Tem wi\'eaksze zaintrygowanie, domys\'b3y!.. Wszyscy, a szczeg\'f3lniej panie, wsiad\'b3y na mnie, bym natychmiast opisa\'b3 to wszystko Romanowi, chcia\'b3y nawet, bym specyalnie w tej sprawie pojecha\'b3 do niego... Prezes za\'9c, ksi\'b9\'bfe Szyd\'b3owiecki, zrobi\'b3 nawet w li\'9ccie moim dopisek, \'bfeby Romek powiadomi\'b3 go telegraficznie o swym przyje\'9fdzie, to on wyprawi w\'f3wczas raut na cze\'9c\'e6 jego i Topolskiego, jako bohater\'f3w tej zagadkowej sprawy... Jednem s\'b3owem, powiada\f0 m panu - komedya...\par \par \f1\'a3ady\'bfy\'f1ski m\'f3wi\'e6 przesta\'b3, strzepuj\'b9c popi\'f3\'b3 z cygara. Lecz trwa\'b3o to kr\'f3tko...\par \f0\par \f1 Rozmowa wkr\'f3tce potoczy\'b3a si\'ea znowu b\'b3yskotliwa, lekka...\par \f0\par \f1 A pow\'f3z tymczasem dudni\'b3 w\'b3a\'9cnie teraz po mo\'9ccie, rzuconym przez rzek\'ea, i wtoczy\'b3 si\'ea w w\'b9skie brudne uliczki \'bfydowskiego miasteczka; niebawem wymin\'b9\'b3 je i znalaz\'b3 si\'ea na szerokim trakcie, prowadz\'b9cym do kolejowego dworca.\par \f0\par \f1 Jednocze\'9cnie w oddali ukaza\'b3y si\'ea trzy gorej\'b9ce \'9cwiat\'b3a: - to poci\'b9g zbli\'bfa\'b3 si\'ea ju\'bf do stacyi. Pierwszy dojrza\'b3 go Krasnostawski. Si\'eagn\'b9\'b3 szybko po zegarek i spojrza\'b3:\par \f0\par \f1 - Oho, ju\'bf po dziewi\'b9tej! to pa\'f1ski poci\'b9g... \par \f0\par \f1 - Do djaska! - z\'bfymn\'b9\'b3 si\'ea pan Emil i - wyt\'ea\'bfy\'b3 wzrok w kierunku poci\'b9gu.\par \f0\par \f1 - Janie! galopem! - krzykn\'b9\'b3, zwracaj\'b9c si\'ea energicznie do furmana... Dam ci na mohorycz... nocowa\'e6 tu ani my\'9cl\'ea!.. Mo\'bfe zd\'b9\'bfymy! Jazda, a ostro!..\par \f0\par \f1 Stangret trzasn\'b9\'b3 z bicza, czw\'f3rka pu\'9cci\'b3a si\'ea p\'eadem po g\'b3adkim szlaku.\par \f0\par \f1 Zziajane ju\'bf konie, galopuj\'b9c, sapa\'b3y i tak dojechano a\'bf pod sztachety drewniane, okalaj\'b9ce stacy\'ea... Tu pe\'b3no ju\'bf by\'b3o woz\'f3w, bryk, obywatelskich czw\'f3rek, oczekuj\'b9cych na swych pan\'f3w.\par \f0\par \f1 Gdy elegancki ekwipa\'bf pana Emila wtoczy\'b3 si\'ea na brukowany placyk przed stacy\'b9, jednocze\'9cnie na platformie rozleg\'b3 si\'ea dzwonek i wpad\'b3 tam, z hukiem poci\'b9g, zatrzymuj\'b9cy si\'ea tu tylko par\'ea \f0 minut. \par \par \f1 - Zuch z ciebie! - pochwali\'b3 \'a3ady\'bfy\'f1ski furmana, i rzuciwszy mu p\'f3\'b3imperya\'b3a, wyskoczy\'b3 szybko. Rzeczy, przytwierdzone za powozem, odwi\'b9zywano ju\'bf; dwaj panowie, zarz\'b9dziwszy po\'9cpiech, pobiegli do sali.\par \f0\par \f1 Tu ruch panowa\'b3 nielada..\par \f0\par \f1 Pasa\'bferowie przyjezdni wysypywali si\'ea z wagon\'f3w i t\'b3oczyli do wn\'eatrza dworca; jad\'b9cy kupowali bilety, s\'b3u\'bfba kolejowa nosi\'b3a r\'eaczne baga\'bfe, zdawa\'b3a kufry, biega\'b3a gor\'b9czkowo, kr\'eaci\'b3a si\'ea, jak w ukropie.\par \f0\par \f1 Przecisn\'b9wszy si\'ea energicznie przez t\'b3um, pan Emil zdoby\'b3 bilet pierwszej klasy i w minut\'ea potem, wychylony z wagonowego okna, rozmawia\'b3 z \'bfegnaj\'b9cym go Krasnostawskim.\par \f0\par \f1 Uderzy\'b3 trzykrotnie dzwonek, konduktor gwizdn\'b9\'b3, lokomotywa odpowiedzia\'b3a mu przeci\'b9gle - poci\'b9g ruszy\'b3 powoli z miejsca.\par \f0\par - Do widzenia!... Powodz\f1 enia na nowej drodze \'bfycia!..- m\'f3wi\'b3 pan Emil, u\'9cmiechaj\'b9c si\'ea przyja\'9fnie, serdecznie \'9cciskaj\'b9c d\'b3o\'f1 Krasnostawskiego.\par \f0\par \f1 Ten ostatni za\'9c, widocznie pod wp\'b3ywem jakiej\'9c nag\'b3ej my\'9cli, pu\'9cci\'b3 szybko r\'eak\'ea \'a3ady\'bfy\'f1skiego, sk\'b3oni\'b3 si\'ea, i wydobywszy szybko z kieszeni dwa listy, podbieg\'b3 ku uchodz\'b9cemu wagonowi pocztowemu. Dogoni\'b3 go i zr\'eacznie wrzuci\'b3 w otw\'f3r w\'b3a\'9cciwy oba pisma.\par \f0\par \f1 - Addio... dzi\'eakuj\'ea! - pos\'b3ysza\'b3 jeszcze g\'b3os pana Emila, i poci\'b9g znik\'b3 niebawem. \par \f0\par \f1 Krasnostawski pozosta\'b3 sam. Nast\'eapny poci\'b9g mia\'b3 przyj\'9c\'e6 ju\'bf wkr\'f3tce, poszed\'b3 wi\'eac do kasy, kupi\'b3 bilet, a wr\'f3ciwszy na platform\'ea, usiad\'b3 na \'b3aweczce samotny.\par \f0\par \f1 Zamy\'9cli\'b3 si\'ea...\par \f0\par \f1 Poza nim zamyka\'b3 si\'ea teraz na zawsze jeden okres dotychczasowego jego \'bfycia.\par \f0\par \f1 P\'b3atny s\'b3uga bogatszych od siebie ludzi z\'bfy\'b3 si\'ea on jednak, zbrata\'b3 z ich \'bfyciem - z nimi... I po co?.. Po to, by obrachunek ten po\'bfycia wsp\'f3lnego zako\'f1czy\'e6 tak marnie?.. \par \f0\par \f1 Krasnostawski pochyli\'b3 g\'b3ow\'ea, uj\'b9wszy j\'b9 w d\'b3onie. Jaki\'9c bunt mimowolny podnosi\'b3 si\'ea w nim przeciwko \'bfyciu, losowi i ironii jego.\f0\par \par \f1 Po co tu przyby\'b3 lat temu kilka, po co przywi\'b9za\'b3 si\'ea do tego cudzego k\'b9tka ziemi, po co tak gor\'b9co ukocha\'b3 Ol\'ea?\par \f0\par \f1 Dlaczego to wcielenie wdzi\'eaku, czaru, wiosny, mi\'b3o\'9cci i pi\'eakna, w osobie tej kobiety, stan\'ea\'b3o, jak cie\'f1 niepochwytne, na drodze jego \'bfyci\f0 a?..\par \par \f1 Krasnostawski pochyli\'b3 si\'ea bardziej jeszcze i d\'b3ugi czas pozosta\'b3 nieruchomy.\par \f0\par \f1 Nagle drgn\'b9\'b3 ca\'b3em cia\'b3em i podni\'f3s\'b3 g\'b3ow\'ea. Gwizd dono\'9cny przeszy\'b3 powietrze, na dworzec z hukiem, szumem, w k\'b3\'eabach pary wpad\'b3 poci\'b9g kuryerski.\par \f0\par \f1 Krasnostawski pocz\'b9\'b3 szuka\'e6 miejsca w wagonach. Ulokowawszy si\'ea wreszcie, zbli\'bfy\'b3 si\'ea do okna wagonu i wyjrza\'b3.\par \f0\par \f1 Zamykano ju\'bf w\'b3a\'9cnie z po\'9cpiechem drzwiczki, w\'9cr\'f3d zgie\'b3ku rozlega\'b3 si\'ea trzeci dzwonek. \par \f0\par \f1 Krasnostawski ostatniem spojrzeniem smutnem obj\'b9\'b3 raz jeszcze wszystko i cofn\'b9\'b3 si\'ea w g\'b3\'b9b wagonu...\par \f0\par \f1 Zagra\'b3a w tej\'bfe chwili tr\'b9bka dro\'bfnika, mign\'ea\'b3y latarnie sygna\'b3\'f3w i poci\'b9g kuryerski znik\'b3, poch\'b3oni\'eaty cieniami nocy.\par \f0\par \f1 Na dworcu zago\'9cci\'b3 znowu spok\'f3j. Wszyscy rozeszli si\'ea teraz na dobre, pogaszono latarnie, a w oknach stacyi niebawem r\'f3wnie\'bf znik\'b3y \'9cwiat\'b3a.\par \f0\par \f1 Na bagnach ch\'f3r \'bfabi gra\'b3 tylko sw\'b9 pie\'9c\'f1 jednostajn\'b9 gdzie\'9c w dali, w pobliskim lesie s\'b3ysze\'e6 si\'ea dawa\'b3y jakie\'9c, szmery i senna noc cicha, zasiad\'b3szy, jak kr\'f3lowa, na tronie z tkanego z\'b3otem szafiru - rozpostar\'b3a panowanie nad \'9cwiatem...\par \f0\par \f1 Cisza zupe\'b3na zaw\'b3adn\'ea\'b3a okolic\'b9.\par \f0\par \f1 Mierz\'b9c tylko mkn\'b9cy chy\'bfo czas, olbrzymi zegar stacyjny wydzwania\'b3 godziny miarowo...\par \f0\par \f1 W milczeniu og\'f3lnem, jak szept cz\'b3owieka, g\'b3os jego odzywa\'b3 si\'ea bezustannie:\par \f0\par Tik - tak! tik - tak! tik - tak!..\par \par -------------\par \par \f1 W centrum Medyolanu, na placu "Del Duomo," w powodzi jaskrawych promieni upalnego, ko\'f1cz\'b9cego si\'ea ju\'bf popo\'b3udnia, leniwie snu\'b3y si\'ea po chodnikach sylwetki niezbyt licznych przechodni\'f3w, kryj\'b9c si\'ea od s\'b3o\'f1ca pod kolumny frontowe i oszklon\'b9 galery\'ea "Vittorio Emanuele."\par \f0\par \f1 Woko\'b3o klomb\'f3w, zajmuj\'b9cych \'9crodek placu, i otaczaj\'b9cych stoj\'b9cy tam pomnik, kr\'eaci\'b3y si\'ea jednostajnie elektryczne tramwaje, dzwoni\'b9c co chwila, rozbiegaj\'b9c si\'ea i gin\'b9c w sieci ulic miasta, sam za\'9c na koniu majestatyczny Wiktor Emanuel II, z br\'b9zu, z piedesta\'b3u pomnika, wpatrywa\'e6 si\'ea zdawa\'b3 ciekawie w otwarte drzwi kr\'f3luj\'b9cego tu na placu katedralnego tumu, poci\'b9gaj\'b9cego z oddali tajemnicz\'b9 wej\'9ccia g\'b3\'eabin\'b9... Koronkowej roboty marmurowe jego \'9cciany, dach, kilkadziesi\'b9t wie\'bfyc i zdobi\'b9ce go statuy, w liczbie oko\'b3o dw\'f3ch tysi\'eacy, wznosi\'b3y si\'ea dumnie, i wystrzela\'b3y wysoko w niebo w\'b3oskie, szafirowe, czyste, zadziwiaj\'b9c misternem wyko\'f1czeniem, daj\'b9c sob\'b9 najlepsze nie\'9cmiertelne \'9cwiadectwo genialnej pracy cz\'b3owieka.\par \f0\par Po marmurow\f1 ych stopniach schod\'f3w tej okaza\'b3ej, gotyckiej katedry, mog\'b9cej w swojem wn\'eatrzu pomie\'9cci\'e6 do 40,000 ludzi, co chwila wchodzi\'b3 kto\'9c do jej \'9crodka, lub wychodzi\'b3 na ulic\'ea - z koj\'b9cej ciszy \'9cwi\'b9tyni wpadaj\'b9c nagle w ha\'b3a\'9cliwy wir miasta, i natr\'eactwo jego mieszka\'f1c\'f3w, w osobie spaceruj\'b9cego po trotuarze tu\'bf ko\'b3o tumu przekupnia, cisn\'b9cego w r\'eace ka\'bfdemu gwa\'b3tem mozaikowe wyroby weneckie.\par \f0\par \f1 - Uno liro, signore, solamente uno liro! - na p\'f3\'b3 rozpaczliwym, na p\'f3\'b3 przekonywaj\'b9cym g\'b3osem napiera\'b3 si\'ea w\'b3a\'9cnie ten ostatni, \'9cniady W\'b3och, o przebieg\'b3em spojrzeniu, i trzymaj\'b9c w r\'eaku jak\'b9\'9c podejrzanej roboty broszk\'ea, zagradza\'b3 drog\'ea m\'b3odemu m\'ea\'bfczy\'9fnie, wst\'eapuj\'b9cemu, w zamy\'9cleniu; po stopniach katedry.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski przystan\'b9\'b3; podni\'f3s\'b3 g\'b3ow\'ea, i spojrza\'b3 w oczy natr\'eatowi, a \'bfachn\'b9wszy si\'ea niecierpliwie, rzuci\'b3 mu co\'9c energicznie po w\'b3osku. Przest\'b9piwszy pr\'f3g ko\'9ccio\'b3a, zdj\'b9\'b3 kapelusz i odetchn\'b9\'b3 z ulg\'b9.\par \f0\par \f1 Przyjemnym ch\'b3odem w przeciwstawieniu do panuj\'b9cego na dworze upa\'b3u; powia\'b3o na\'f1 z wn\'eatrza tumu i milczeniem skupionem, powagi i - majestatu pe\'b3nem... Cie\'f1, pustka i tajemniczo\'9c\'e6 niewyt\'b3umaczona obj\'ea\'b3y go zarazem niepodzielnie. W ciszy; po mozaykowej posadzce, z marmuru, dono\'9cnie, rozleg\'b3y si\'ea kroki Romana.\par \f0\par \f1 Poza amfilad\'b9 52 kolumn olbrzymich, kolos\'f3w, szesna\'9ccie krok\'f3w ka\'bfda obchodu maj\'b9cych - w perspektywie, daleko, widnia\'b3 wielki o\'b3tarz, ch\'f3r i rz\'eady plecionych krzese\'b3ek \'9cwieci\'b3y przy\'e6mionym blaskiem kolorowe szk\'b3a okien, ponad g\'b3ow\'b9 za\'9c Dzier\'bfymirskiego, opieku\'f1czo jakby, wznosi\'b3y si\'ea marmurowo wynios\'b3e gotyckie arkady; z wierzcho\'b3k\'f3w kolumn, zdobi\'b9c je grupami ka\'bfd\'b9 z osobna, patrzy\'b3y na niego dziesi\'b9tki statuetek ma\'b3ych...\par \f0\par \f1 Odblask s\'b3oneczny dotkn\'b9\'b3 delikatnie pi\'eaknych rys\'f3w przybysza, jego smag\'b3ych policzk\'f3w, wypuk\'b3ego czo\'b3a, i o\'9cwietli\'b3 je przelotnie.. Ra\'bfony \'9cwiat\'b3em w oczy, Roman usun\'b9\'b3 si\'ea w cie\'f1, i spu\'9cciwszy g\'b3ow\'ea na piersi, zaduma\'b3 si\'ea g\'b3\'eaboko.\par \f0\par \f1 Godzin temu dwie zaledwie odebra\'b3 jednocze\'9cnie dwa listy...\par \f0\par \f1 Pierwszy od Emila \'a3ady\'bfy\'f1skiego, sarkastyczno - szyderski, opisuj\'b9cy mu szczeg\'f3\'b3owo i swobodnie fakt znalezienia pugilaresu, - powali\'b3 go w pierwszej chwili, niby uderzenie obucha.\par \f0\par \f1 Drugi, przepe\'b3ni\'b3 miar\'ea jeszcze!..\par \f0\par \f1 Ze s\'b3\'f3w tak szczerych, i\'bf nie mog\'b3y nasun\'b9\'e6 nawet momentalnej w\'b9tpliwo\'9cci, wyrwanych prosto z bolej\'b9cej duszy ludzkiej, dowiedzia\'b3 si\'ea Dzier\'bfymirski o zdradzie Oli...\par \f0\par Chwili tej nie zapomni do grobu!..\par \par \f1 Otch\'b3a\'f1, zda si\'ea, g\'b3\'eaboka i bezdenna rozwar\'b3a mu si\'ea pod stopami, dusi\'e6 go w gardle pocz\'ea\'b3o, w g\'b3owie powsta\'b3 zam\'eat - w piersiach dotkliwy b\'f3l!.. Wybieg\'b3 jak nieprzytomny na ulic\'ea... P\'f3\'b3ob\'b3\'b9kany prawie przyby\'b3 pod stopnie marmur\'f3w katedry po ukojenie...\par \f0\par \f1 Za progiem \'9cwi\'b9tyni, rzeczywi\'9ccie cudem po prostu jakim\'9c, powr\'f3ci\'b3a mu samowiedza i wzgl\'eadna r\'f3wnowaga umys\'b3owa..\par \f0\par \f1 I oto teraz Roman porz\'b9dkowa\'e6 zaczyna uci\'b9\'bfliwie my\'9cli. Wzrok jego machinalnie b\'b3\'b9dzi po wspania\'b3ych freskach, z dzie\'b3ami mistrz\'f3w, o\'b3tarzach, marmurowych rze\'9fbach i pomnikach, zatrzymuje si\'ea instynktownie na siedmioramiennym kandelabrze olbrzymim, kosztownej roboty, w kszta\'b3cie drzewa... Potem oczy jego spoczywaj\'b9 bezmy\'9clnie na kopule, przed ch\'f3rem i znajduj\'b9cej si\'ea pod ni\'b9 podziemnej kaplicy \'9cwi\'eatego Karola Boromeusza, ozdobionej bogato drogimi kamieniami i z\'b3otem...\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski si\'eaga nagle do kieszeni i wyjmuje otrzymane listy... usi\'b3uje przeczyta\'e6 je po raz wt\'f3ry..\f0 .\par \par \f1 Przed nim, prze\'9cwiecane b\'b3y\'9cni\'eaciem s\'b3o\'f1ca, zmatowanym blaskiem \'b3agodnie \'9cwiec\'b9 w zmierzchach katedry wspania\'b3e trzy okna ch\'f3ru, jak m\'f3wi\'b9, najwi\'eaksze na \'9cwiecie ca\'b3ym.\par \f0\par \f1 Niby \'bfywe, patrz\'b9 na Romana z okiennych witryn miniaturowe postacie \'9cwi\'eatych; malowane barwnie na szkle, na ma\'b3ych kwadratowych tafelkach - 350 obok siebie reprodukcyj scen religijnych, wzorowanych na najs\'b3awniejszych mistrzach wychyla si\'ea, p\'b3onie setkami kolor\'f3w i cieni...\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski wypuszcza listy z r\'eaki i ukrywa twarz w d\'b3onie\f0 ...\par \par \f1 Pod wp\'b3ywem bowiem jednego rzutu oka tylko na pisma, cierpienie bezbrze\'bfne i rozpacz t\'b3ocz\'b9c\'b9 fal\'b9 zalewaj\'b9 mu dusz\'ea...\par \f0\par \f1 Wi\'eac zdradzi\'b3a go!.. Zdradzi\'b3a nikczemnie, dla zmys\'b3owego upojenia - dla sza\'b3u!.. Zdepta\'b3a jego mi\'b3o\'9c\'e6, uczucia, oszuka\'b3a go - zapomnia\'b3a!..\par \f0\par \f1 Wi\'eac takim ironii zgrzytem nagradza jego los szyderca, za to, co dla kobiety tej niegdy\'9c uczyni\'b3!..\par \f0\par \f1 Ale\'bf on dla niej przecie\'bf po\'9cwi\'eaci\'b3 wszystko!.. Siebie odda\'b3!.. Sw\'b9 cze\'9c\'e6, uczciwo\'9c\'e6 - sumienie!.. \par \f0\par \f1 - Przez ciebie wszystko tom uczyni\'b3, przez ciebie! - g\'b3uchy j\'eak unosi pier\'9c m\'ea\'bfczyzny. - O, Olu!.. Olu!.. przez ciebie!..\par \f0\par I milknie skarga...\par \par \f1 A potem niezrozumia\'b3ego ju\'bf co\'9c co\'9c tylko, niedos\'b3yszalnego poczynaj\'b9 naraz szepta\'e6 cicho do siebie Dzier\'bfymirskiego usta.\par \f0\par \f1 Kl\'eaka i jakie\'9c b\'f3le i \'bfale p\'b3yn\'b9\'e6 si\'ea zdaj\'b9 pod strop milcz\'b9cego tumu, biegn\'b9 trwo\'bfnie pod wynios\'b3e jego arkady, odbijaj\'b9 si\'ea o statuy, rze\'9fby i pomniki - na kolana padaj\'b9 u o\'b3tarzy - lec\'b9, tam, gdzie\'9c wysoko... do Boga!..\par \f0\par \f1 Lecz oto nagle spok\'f3j \'9cwi\'b9tyni brutalnie przerwanym zostaj\f0 e...\par \par \f1 - Yes, yes, yes!.. - odzywa si\'ea co chwila i dowcipy francuskie wt\'f3ruj\'b9 angielszczy\'9fnie, - z przewodnikami Baedeker'a w r\'eaku przesuwa si\'ea tu\'bf ko\'b3o Romana garstka os\'f3b, z udanem znawstwem ogl\'b9daj\'b9c wszystkie zabytki tumu.\par \f0\par \f1 Gwarz\'b9c weso\'b3o, dziel\'b9 si\'ea tury\'9cci na dwie po\'b3owy. Jedna z nich zmierza zobaczy\'e6 wn\'eatrze kaplicy \'9cw. Karola Boromeusza, druga, pobrz\'eakuj\'b9c pieni\'eadzmi, kupuje niebawem prawo obejrzenia dachu katedry, przy stoliku, postawionym we wn\'eatrzu \'9cwi\'b9tyni, na prawo, w g\'b3\'eabi, u wej\'9ccia do prowadz\'b9cych tam\'bfe schod\'f3w.\par \f0\par \f1 Roman powstaje i z ko\'9ccio\'b3a uchodzi po\'9cpiesznie. Na ulicy wskakuje do doro\'bfki, i rzuca g\'b3o\'9cno jaki\'9c rozkaz wo\'9fnicy.\par \f0\par \f1 Powozik rusza... Stopniowo, coraz szybciej wymija ulice, uliczki, place targowe; staro\'bfytne ko\'9ccio\'b3y i pa\'b3ace... Ruch miejski woko\'b3o zmniejsza\'e6 si\'ea poczyna i pow\'f3z wje\'bfd\'bfa niebawem w szerok\'b9 alej\'ea, gdzie, opr\'f3cz biegn\'b9cych gdzieniegdzie tramwai, nie ma zgo\'b3a nikogo.\par \f0\par \f1 W \'9clad za tem r\'f3wnie\'bf roztwiera si\'ea perspektywa...\par \f0\par Poza obszernym placem, bieleje kwadrat wielkie\f1 j kolumnady, ziele\'f1 \'9cwie\'bfa ramuje j\'b9 wdzi\'eacznie. To ju\'bf miasto umar\'b3ych, - jeden z najpi\'eakniejszych w\'b3oskich pomnikowych cmentarzy, medyola\'f1skie "Cimitero Monumentale."\par \f0\par \f1 Pow\'f3z podje\'bfd\'bfa bli\'bfej nieco, Dzier\'bfymirski wysiada i id\'b9c piechot\'b9, kieruje si\'ea ku rysuj\'b9cej si\'ea teraz ca\'b3kiem ju\'bf wyra\'9fnie i okazale, cmentarnej kolumnadzie wej\'9cciowej. Krocz\'b9c za\'9c tak powoli, my\'9cli: Nareszcie... tu, u grobu matki, dadz\'b9 mi spok\'f3j przynajmniej ludzie!.. Tu zdob\'ead\'ea samotno\'9cci chwil\'ea z jej prochami tylko i z samym sob\'b9!..\f0\par \par \f1 Wst\'eapuj\'b9c po stopniach schod\'f3w, Dzier\'bfymirski znajduje si\'ea niebawem pod dachem kolumnady, kwadratowym frantom, ozdobionym wie\'bfycami, zamykaj\'b9cej z zewn\'b9trz widok i wej\'9ccie na cmentarz.\par \f0\par \f1 U st\'f3p Romana obecnie, w potokach s\'b3onecznych promieni, na tle zieleni gaju, bielej\'b9 setki marmur\'f3w, wystrzelaj\'b9 w niebo dziesi\'b9tki gotyckich wie\'bfyczek, mauzole\'f3w i pomnik\'f3w...\par \f0\par \f1 Nie patrz\'b9c nawet na nie, oboj\'eatny, Dzier\'bfymirski, skr\'eaca w lewo, a wzrok jego przesuwa si\'ea machinalnie po ma\'b3ych zadrukowanych tabliczkach marmurowych wprawionych g\'easto obok siebie w \'9ccian\'ea kolumnady, a oznaczaj\'b9cych miejsce trumienek, z popio\'b3ami nieboszczyk\'f3w.\par \f0\par \f1 I Roman w ten spos\'f3b dochodzi do k\'b9ta frontowego czworoboku, widz\'b9c za\'9c naprzeciw siebie mur, skr\'eaca, id\'b9c wci\'b9\'bf jeszcze pod dachem kolumnady, pos\'b3usznie, na prawo...\par \f0\par \f1 Zadumany, mija wprawiony w \'9ccian\'ea pomnik rodziny Volonte, pe\'b3ny artyzmu, pi\'eakny bardzo w oddaniu grozy i b\'f3lu...\par \f0\par \f1 Na cia\'b3o ju\'bf oto martwe pi\'eaknego m\'ea\'bfczyzny i le\'bf\'b9ce w po\'9ccieli na \'b3o\'bfu z kamienia, w zgi\'eaciu bolesnem postaci ca\'b3ej, rzucona w szale rozpaczy, kl\'eaczy m\'b3oda kobieta i ca\'b3uje drog\'b9 dla si\'ea twarz zmar\'b3ego... Ca\'b3uje, pie\'9cci w zapami\'eataniu \'9clepem, upojeniu strasznem, bo ostatniego, a nieodwo\'b3alnego ju\'bf po\'bfegnania!..\par \f0\par \f1 Roman, wszed\'b3szy po schodach bocznego skrzyd\'b3a kolumnady, jest ju\'bf na cmentarzu.\par \f0\par \f1 Idzie wolno, kieruj\'b9c si\'ea bezwiednie alej\'b9 znan\'b9, wiod\'b9c\'b9 ku mogile matczynej.\par \f0\par \f1 Wko\'b3o niego wznosz\'b9 si\'ea zewsz\'b9d wspania\'b3e grobowce: Verazzich, Sonzognich, Nasonich, Turatich, Brambillich, Pagnonich i innych w\'b3oskich rodzin i rod\'f3w. Pie\'9ccide\'b3ka kamieniarskiej, rze\'9fbiarskiej i budowlanej roboty, mauzolea, w kszta\'b3cie gotyckich kapliczek, z pi\'eaknymi o\'b3tarzykami, mozayk\'b9, obrazami i innemi ozdobami wewn\'b9trz \'9cliczne, odcinaj\'b9 si\'ea licznie na tle zieleni drzew cmentarza... Po wsze strony za\'9c, gdzie okiem rzuci\'e6 tylko, w tych wszystkich bia\'b3ych grobowych sylwetach pochwycony artystycznie, w kamie\'f1 martwy i marmury rze\'9fbiarskim d\'b3utem zakuty, dr\'bfy, zdawa\'b3o by si\'ea wsz\'eadzie... b\'f3l!..\par \f0\par \f1 S\'b3o\'f1ce, zni\'bfaj\'b9ce si\'ea ju\'bf stopniowo coraz bardziej, z\'b3oci teraz rz\'easi\'9ccie r\'f3j bia\'b3ych postaci... W pobli\'bfu Dzier\'bfymirskiego, z kraw\'eadzi od\'b3amu - na wp\'f3\'b3 obros\'b3ego zieleni\'b9, a doskonale imitowanej ska\'b3y g\'f3rskiej - z jej szczytu, iskrz\'b9cy si\'ea w blaskach s\'b3o\'f1ca, spogl\'b9da wynio\'9cle doko\'b3a wspania\'b3y orze\'b3 \f0 z bromu.\par \par \f1 To odznaczaj\'b9cy si\'ea od drugich oryginalno\'9cci\'b9 pomys\'b3u, grobowiec Poggich...\par \f0\par \f1 Dalej za\'9c nieco pomnik rodziny Rusconi; rze\'9fba kobiety, o oczach, pe\'b3nych wyrazu, wpatrzonej smutnie w dal, z testamentem nieboszczyka w r\'eaku, na kt\'f3rym wyryte widniej\'b9\f0 zapisy..\par \par \f1 W innej zn\'f3w stronie, wdowa w p\'f3\'b3le\'bf\'b9cej pozycyi, zap\'b3akana; twarzy jej nie wida\'e6 wcale - ukryta w d\'b3onie. Ca\'b3a posta\'e6 wyra\'bfa b\'f3l niezmierny.\par \f0\par \f1 W swej w\'9cr\'f3d grobowc\'f3w w\'eadr\'f3wce, Dzier\'bfymirski przystaje nagle... W zamy\'9cleniu - zb\'b3\'b9dzi\'b3... Oryentuj\'b9c si\'ea, zawraca, i ponownie mija mn\'f3stwo grobowc\'f3w, okazalszych, skromniejszych - przechodzi mimo pi\'eaknego nader pomnika.\par \f0\par \f1 Na gr\'f3b z marmuru rzucona du\'bfa kotwica; pod krzy\'bfem siedzi na mogile anio\'b3-kobieta, o prze\'9clicznym wyrazie twarzy, pogr\'b9\'bfona w smutnem zamy\'9cleniu, z wie\'f1cem w d\'b3oni...\par \f0\par \f1 Niebawem, tu\'bf obok id\'b9cego wci\'b9\'bf Romana, wyrasta zn\'f3w pomnik z kamienia. Na wierzcho\'b3ku jego, z r\'eakoma wzniesionemi do g\'f3ry, modli si\'ea wielki Anio\'b3, z pi\'eaknymi bardzo rysami twarzy, u st\'f3p grobu kl\'eaczy kobieta, ze wzrokiem spuszczonym wdzi\'eacznie, w ekstazie jakby b\'f3lu, odziana ca\'b3a w zwoje subtelnie odrze\'9fbionych koronek.\par \f0\par \f1 Wkr\'f3tce przed grobowcem, banalnym nieco, a w por\'f3wnaniu z innymi nader skromnym, Dzier\'bfymirski pochyla si\'ea, zdejmuje kapelusz i kl\'eaka, opar\'b3szy g\'b3ow\'ea o zimny kamie\'f1 pomnika Na grobie wyrze\'9fbiony subtelnie w bia\'b3ym marmurze biust pi\'eaknej kobiety, oczyma wielkiemi, pe\'b3nemi wyrazu, z odcieniem lito\'9cci, czy b\'f3lu, patrze\'e6 si\'ea zdaje badawczo na pochylon\'b9 posta\'e6 i g\'b3ow\'ea m\'ea\'bfczyzny...\par \f0\par Tymczasem rozsiana dok\f1 o\'b3a cisza, tchn\'b9ca spokojem, momentalnie ukaja\'e6 poczyna Romana. Z chaosu, dotychczas panuj\'b9cego mu w m\'f3zgu, jedna po drugiej wy\'b3aniaj\'b9 si\'ea doniesione mu fakta, ustawiaj\'b9 rz\'eadem w symetryczn\'b9 ca\'b3o\'9c\'e6 i niby ogniwa, logik\'b9, rozumu spojone, wi\'b9\'bf\'b9 si\'ea ze sob\'b9, grupuj\'b9...\par \f0\par \f1 I kara \'bfycia, nieub\'b3agana, zimna, cho\'e6 moralna tylko, staje Dzier\'bfymirskiemu teraz przed oczyma wyra\'9fnie...\par \f0\par \f1 Pozornie otrzyma\'b3 on wszystko: W obliczu \'9cwiata pozosta\'b3 bezkarnym; by\'b3 bogatym, wp\'b3ywowym i wielkim, k\'b3aniano mu si\'ea, \'bfebrano jego \'b3aski, protekcyi.\par \f0\par \f1\'afycie ca\'b3e dot\'b9d opromienia\'b3a mu Ola mi\'b3o\'9cci\'b9 sw\'b9, bez granic...\par \f0\par \f1 Posiada\'b3 skarb najwi\'eakszy - kocha\'b3 i by\'b3 kochanym...\par \f0\par \f1 To by\'b3o wczoraj jeszcze, a dzi\'9c?.. Dzier\'bfymirski, pod ci\'ea\'bfarem cierpienia, pochyli\'b3 si\'ea w tej chwili bardziej jeszcze, skuli\'b3 si\'ea, zmala\'b3...\par \f0\par \f1 I w jasnowidzeniu jakby nag\'b3em, ujrza\'b3 on r\'f3wnocze\'9cnie, co innego jeszcze...\par \f0\par \f1 Przysz\'b3o\'9c\'e6 w\'b3asn\'b9!..\par \f0\par \f1 On wi\'eac, w spo\'b3ecze\'f1stwie swem jeden z pierwszych niemal; on, stoj\'b9cy na jego \'9cwieczniku, nie ska\'bfony moralnie, "na zewn\'b9trz" - niczem, sponiewierany mo\'bfe, zbrukany pos\'b9dzeniem, lub domys\'b3ami, a wreszcie, - kto wie, czy nie stoj\'b9cy w obliczu t\'b3um\'f3w, pod pr\'eagierzem prawdy, tajonej skrycie do dzi\'9c dnia na dnie duszy?\par \f0\par \f1 - O Bo\'bfe!.. Bo\'bfe! - j\'eak mimowolny wydobywa si\'ea z piersi Romana, oczy za\'9c jego wznosz\'b9 si\'ea jednocze\'9cnie i spotykaj\'b9 na grobie, z wizerunkiem matczynym. Oblicze rodzicielki patrzy teraz na niego, z wyra\'9fnem wsp\'f3\'b3czuciem, wsp\'f3\'b3boleje z nim jakby. Jak \'bfywa, spogl\'b9da na Romana matczyna, twarz smutna; kilka kropelek rosy, czy deszczu, ukrytych dot\'b9d w za\'b3omach kamienia, sp\'b3ywa nagle po wykutem obliczu pi\'eaknej kobiety...\par \f0\par \f1 Zachodz\'b9ce s\'b3o\'f1ce zakrwawia je swym blaskiem... \par \f0\par \f1 I krwi\'b9 oto serdeczn\'b9, zdaje si\'ea matka p\'b3aka\'e6 nad synem - \'b3zami lito\'9cci i b\'f3lu.\par \f0\par \f1 A Roman jednocze\'9cnie, w porywie cierpienia, wyci\'b9ga ramiona do rze\'9fby twarzy drogiej, obejmuje niemi g\'b3ow\'ea z marmuru i krzy\'bf pomnika, a dotkn\'b9wszy czo\'b3em czo\'b3a matki, szepce co\'9c jak dziecko, kwili...\par \f0\par \f1 - Matko... mate\'f1ko! - s\'b3ycha\'e6 dok\'b3adnie, i cicha skarga z piersi mu si\'ea wyrywa! Z b\'f3lem jutra, \'b3\'b9czy si\'ea w nim zarazem jaki\'9c bunt niewyt\'b3umaczony do \'9cwiata, do ludzi - do \'bfycia!... I w szepcie s\'b3\'f3w urywanych, zmieszanych, wym\'f3wka wnet cierpka s\'b3ysze\'e6 si\'ea daje.\par \f0\par \f1 - Matko! - szepcze Roman, z wyrzutem. - Dlaczego\'bf \'bfe po tobie odziedziczy\'b3em gor\'b9c\'b9 krew tej ziemi? Czemu, ach, czemu, z mlekiem twem wyssa\'b3em zapalczywy ogie\'f1 pragnie\'f1, zmys\'b3owego sza\'b3u, kt\'f3ry zniweczy\'b3 we mnie wszystko, kt\'f3remu oprze\'e6 si\'ea nie zdo\'b3a\'b3em, i upad\'b3em tak nisko... tak... nisko!\par \f0\par \f1 Nie mog\'b3em odm\'f3wi\'e6 sobie posiadania kobiety, kt\'f3r\'b9 ukocha\'b3em, bo w \'bfy\'b3ach mych p\'b3on\'ea\'b3a, jak lawa twych, matko, ojczystych wulkan\'f3w, krew dzieci po\'b3udnia, bo natura ich gwa\'b3towna, przewrotna, bez niez\'b3omnych uczciwo\'9cci zasad, zakorzeni\'b3a si\'ea w mej istocie... Podepta\'b3em wszystko... wsz\f0 ystko...\par \par \f1 - Matko, ty\'9c temu niewinna, ja wiem, ty\'9c niewinna! - skar\'bfy\'b3 si\'ea dalej Roman, przepraszaj\'b9c jakby, - ale, czemu\'bf twym wp\'b3ywem, kiedy ojca straci\'b3em tak wcze\'9cnie, nie stara\'b3a\'9c si\'ea z\'b3agodzi\'e6 we mnie tej natury narodu twego? Dlaczego nie mog\'b3a\'9c wyt\'eapi\'e6 ze mnie z\'b3ego ziarna? Czemu?.. czemu?.. czemu?..\par \f0\par \f1 I pytanie to Dzier\'bfymirskiego ostatnie, rozpaczliwe, ulecia\'b3o, p\'f3\'b3pokorne, p\'f3\'b3gro\'9fne jakby i zamar\'b3o w ciszy!\par \f0\par \f1 A rodzicielka Romana m\'f3wi\'b3a pi\'eaknym, wyrazistym w bia\'b3ej rze\'9fbie wzrokiem - odpowiada\'b3a mu, zda si\'ea r\'f3wnie\'bf:\par \f0\par \f1 - Nie blu\'9fnij, synu, nie rozpaczaj!.. Nie ja tu winnam!.. Wierz mi!.. Czyni\'b3am, co mog\'b3am... Wpaja\'b3am w tw\'b9 dusz\'ea niez\'b3omne zasady, wzmacnia\'b3am tw\'f3j umys\'b3, twe serce! Nie miej \'bfalu do mnie, me dzieci\'ea!.. Popsu\'b3 si\'ea \'9cwiat, co skala, zbruka niejedno swem b\'b3otem!.. Zb\'b3\'b9dzi\'b3e\'9c...\par \f0\par \f1 A tymczasem zbiela\'b3e usta Dzier\'bfymirskiego, wij\'b9cego si\'ea wci\'b9\'bf u st\'f3p grobowca, w b\'f3lu i niepewno\'9cci jutra, zaszepta\'b3y zn\'f3w rozpaczliwie, z cicha...\par \f0\par \f1 - Co czyni\'e6? co czyni\'e6? - Wszak tam wszyscy czekaj\'b9 teraz ode mnie wyja\'9cnienia o pieni\'ea\'bfnej zgubie, kt\'f3rego da\'e6 im, niestety, nie potrafi\'ea. C\'f3\'bf im powiem? co wymy\'9cl\'ea, a zreszt\'b9, c\'f3\'bf mi po tem? Gdybym po wysi\'b3ku m\'f3zgowym i znalaz\'b3 mo\'bfe przem\'b9dre nawet rozwi\'b9zanie jakie, czy\'bf nie takiem samem, nie do zniesienia piek\'b3em, sta\'b3oby si\'ea to moje jutro! - odpowiada\'b3y w duchu Romana: bezmierne zniech\'eacenie i gorycz.\par \f0\par \f1 - W ci\'b9g\'b3ej, podw\'f3jnej jeszcze, ni\'bf dot\'b9d, obawie skandalu, z tajon\'b9, t\'b3umion\'b9 w duszy tajemnic\'b9, bez mi\'b3o\'9cci, bez niej, bez Oli, sam, opuszczony, z widmem wyrzutu sumienia?.. - Nie! - wyrzuci\'b3 z siebie Dzier\'bfymirski, z moc\'b9. - Ja tak \'bfy\'e6 nie potrafi\'ea!.. \par \f0\par \f1 Szept urywany Romana usta\'b3. Tul\'b9c wci\'b9\'bf w ramionach ciemny marmur grobowca, milcz\'b9c\'b9 sna\'e6 ju\'bf teraz z rodzicielk\'b9 sw\'b9, a mo\'bfe i z Panem Wszechrzeczy, prowadzi\'b3 on rozmow\'ea.\par \f0\par \f1 Nagle jednak w st\'b3oczonej piersi Romana cierpienia d\'b3u\'bfej nie zdo\'b3a\'b3o ju\'bf si\'ea ukry\'e6 - spazmem \'b3kania wydoby\'b3o si\'ea na zewn\'b9trz!\par \f0\par \f1 Milczenie cmentarnego zacisza wstrz\'b9sn\'b9\'b3 p\'b3acz m\'easki, przejmuj\'b9cy, g\'b3\'eaboki i przykrem nader echem rozleg\'b3 si\'ea doko\'b3a.\par \f0\par \par **********************************************************\par \par \par \f1 A tymczasem nad Medyola\'f1skiom przepi\'eaknem "Campo Santo," w ca\'b3em swym majestacie zachodzi\'b3o s\'b3o\'f1ce...\par \f0\par \f1 Mieni\'b3y si\'ea w odblaskach jego dachy i wie\'bfyczki licznych kapliczek, mauzole\'f3w; przez kolorowe w\'b9skie szyby okienek, drzwi i kraty w\'9clizgiwa\'b3a si\'ea wewn\'b9trz ich cicho czerwie\'f1 promieni, pe\'b3za\'b3a po mozayce posadzek, muska\'b3a ubrane wdzi\'eacznie kwiatami o\'b3tarzyki, kandelabry, pos\'b9gi i pi\'eakne \'9cwi\'eatych obrazy...\par \f0\par \f1 Wspania\'b3a wej\'9cciowa kolumnada iskrzy\'b3a si\'ea r\'f3wnie\'bf t\'eacz\'b9 blask\'f3w; \'9cciany, dach i wie\'bfyczki po\'b3o\'bfonego na drugim ko\'f1cu cmentarza "Tempio di Crematione" gorza\'b3y p\'b9sow\'b9 gr\'b9 \'9cwiat\'b3a...\par \f0\par \f1 A mleczno-bia\'b3e, ciche i zadumane dot\'b9d sennie pos\'b9gi pomnik\'f3w ockn\'ea\'b3y si\'ea po prostu jakby o\'bfy\'b3y..\f0 . \par \par \f1 Kszta\'b3ty ich, misternie w kamieniu wykute, rysy, odrze\'9fbione, przebudzi\'b3y si\'ea niby z martwoty dotychczasowej na drobn\'b9, przelotn\'b9 chwilk\'ea - na mgnienie!..\par \f0\par \f1 I nie s\'b9 to ju\'bf allegoryczne postacie, ni podobizny zmar\'b3ych dawno - nie, to wszak \'bfywi ludzie, z krwi i ko\'9cci! Cia\'b3o ich przecie\'bf, zar\'f3\'bfowione leciutko, dr\'bfe\'e6 oto zda si\'ea, porusza\'e6, w \'bfy\'b3ach krew p\'b3ynie, usta co\'9c m\'f3wi\'b9, a oczy ich, rysy, wyrazu pe\'b3ne, bolej\'b9, p\'b3acz\'b9, smuc\'b9 si\'ea - my\'9cl\'b9!..\par \f0\par Patrzcie... patrzcie!..\par \par \f1 Tam, na, wspania\'b3ym grobowcu, po obu stronach siedz\'b9cej na szczycie, zadumanej symbolicznej postaci kobiecej, dwaj anio\'b3owie zalewaj\'b9 si\'ea gorzkiemi \'b3zami, szlochaj\'b9!.. Tu zn\'f3w, przy innym pomniku, po stopniach jego porusza si\'ea, kroczy wzwy\'bf niewiasta m\'b3oda, - ku dw\'f3m pos\'b9gom, stoj\'b9cym na g\'f3rze grobowca, prowadzi ch\'b3opczyka, \'9clicznot\'ea, w kt\'f3rego d\'b3oni zaci\'9cni\'eaty kwiatuszek si\'ea chwieje... A tam, zn\'f3w dalej, w innej stronie...\par \f0\par \f1 W otwarte drzwi ma\'b3ego mauzoleum, po stopniach schod\'f3w wchodzi wolno, szeleszcz\'b9c jakby fa\'b3dami swej sukni, ze spuszczonym wzrokiem - w trzymany w d\'b3oni r\'f3\'bfaniec wpatrzona, cudnej pi\'eakno\'9cci kobieta...\par \f0\par I tak dalej, i tak dalej...\par \par \f1 Dziesi\'b9tki bia\'b3oskrzyd\'b3ych anio\'b3\'f3w, wd\'f3w bolej\'b9cych, za\'b3amuj\'b9cych d\'b3onie, tarzaj\'b9cych si\'ea gwa\'b3townie, czy te\'bf pogr\'b9\'bfonych w martwocie rozpaczy, - setki biust\'f3w, postaci - zda si\'ea, w cmentarnej ciszy nuc\'b9 oto hymn b\'f3lu, w zgodnym akordzie z piersi jakby wyrzucaj\'b9 wszechog\'f3lny krzyk cierpienia!..\par \f0\par \f1 A promienie zachodu zni\'bfaj\'b9 si\'ea tymczasem coraz bardziej... \par \f0\par \f1 Purpura ich ciemnieje w ko\'f1cu, niebawem nikn\'b9\'e6 powoli zaczyna tam i \'f3wdzie. Zak\'b9tki cmentarza dalsze, pod murem, stoj\'b9 ju\'bf w cieniach - \'9crodkowe k\'b9pi\'b9 si\'ea jeszcze w ostatnich po\'bfegnalnych drgnieniach czerwieni i z\'b3ota...\par \f0\par \f1 Woko\'b3o kl\'eacz\'b9cego Romana, i obejmuj\'b9cego wci\'b9\'bf w jednej i tej samej pozycyi pomnik, z pos\'b9giem matczynym, pal\'b9 si\'ea w ca\'b3ej pe\'b3ni jeszcze dogasaj\'b9co s\'b3o\'f1ca blaski.\par \f0\par \f1 Dzier\'bfymirski, szukaj\'b9c dalej ulgi w cierpieniu, jak nieprzytomny, wci\'b9\'bf szepcze co\'9c niezrozumia\'b3ego do sk\'b9panej w purpurze promieni rze\'9fby z marmuru... I niebawem, w ciszy, przerywanej tylko \'b3agodnym szmerem poruszanych u drzew li\'9cci, dr\'bfe\'e6 g\'b3o\'9cniej zn\'f3w skarga poczyna.\par \f0\par \f1 - Nie, matko! - szepce Roman - nie, matko! zrozum mnie, nie ga\'f1!.. Ja tam, do nich wr\'f3ci\'e6 nie mog\'ea, to przechodzi si\'b3y moje!.. Wszak ja jego, kochanka Oli - t\'b3umaczy si\'ea dalej Dzier\'bfymirski - jego, mego wroga, zabi\'e6 powinienem! A jak\'bfe ja to uczyni\'ea? Przecie\'bf oczyszcza\'e6 pojedynkiem nawet mego honoru nie mog\'ea! - z gorycz\'b9 w g\'b3osie, niby \'bfywej osobie, perswaduje Roman, coraz ciszej, z\'b3amanym szeptem... - Zrozum, mate\'f1ko!.. Nie... mog\'ea!..\par \f0\par \f1 Milknie na chwil\'ea, poczem urywanym g\'b3osem, z beznadziejn\'b9 rozpacz\'b9, m\'f3wi, zwierza si\'ea jeszcze... - Tak, mate\'f1ko! bo honoru wszak ja... sam... nie... posiadam!..\par \f0\par \f1 I Dzier\'bfymirski ko\'f1czy g\'b3ucho: - On w twarz mi to rzuci\'e6 mo\'bfe, je\'9cli si\'ea dowie o wszystkiem, a wtedy?.. Nie, matko! - powtarza g\'b3o\'9cniej Roman nie \'bf\'b9daj tego ode mnie! - Ja, z pi\'eatnem pogardy na czole, bez czci tych t\'b3um\'f3w, kt\'f3re ujarzmi\'b3em - \'bfy\'e6 nie potrafi\'ea!..\par \f0\par \f1 A szczeg\'f3lniej z jej... Oli mo\'bfliw\'b9 pogard\'b9 - bez jej uczucia \'bfy\'e6 - nie mog\'ea!..\par \f0\par \f1 I tem ko\'f1czy spowied\'9f przed rodzicielk\'b9 syn zbola\'b3y, a po chwili dorzuca, z moc\'b9. - I... nie chc\'ea!!!\par \f0\par \f1 Milknie Dzier\'bfymirski, twarzy nie odrywa jednak od marmuru grobowca, pogr\'b9\'bfywszy si\'ea w jakiem\'9c p\'f3\'b3odr\'eatwieniu g\'b3\'eabokiem.\par \f0\par \f1 A wko\'b3o niego tymczasem ga\'9cnie ju\'bf ca\'b3kiem \'b3una zachodu... Jak przed chwil\'b9, niby dotkni\'eate czarown\'b9 r\'f3\'bfd\'bfk\'b9, o\'bfywia\'b3y si\'ea pos\'b9gi z marmur\'f3w, tak teraz kolejno do martwoty swej powracaj\'b9.\par \f0\par \f1 Po\'b3o\'bfony tylko tu\'bf obok Dzier\'bfymirskiego symboliczny grobowiec ja\'9cnieje jeszcze... Na wp\'f3\'b3 r\'f3\'bfowy od blask\'f3w czerwonych, blednie\'e6 oto w\'b3a\'9cnie coraz bardziej poczyna w ty\'b3 przegi\'eaty, eteryczny i wielki na grobie tym anio\'b3 z marmuru, o rysach przecudnych, o rysach kobiecych, dziwnie nadziemsko zadumanych, a postaci ca\'b3ej wiotkiej i ustawionej na piedestale w ten spos\'f3b w powietrzu unosi\'b3 si\'ea, lecia\'b3...\par \f0\par \f1 Anio\'b3 patrze\'e6 si\'ea zdaje na Romana, ze wsp\'f3\'b3czuciem, spod rz\'eas spuszczonych, oczyma \'bfyj\'b9cego jakby ducha. Nad urn\'b9, kt\'f3r\'b9 trzyma w d\'b3oniach i tuli do piersi i unie\'9c\'e6 z sob\'b9 jakby pragnie w za\'9cwiaty, odrze\'9fbiony, pal\'b9cy si\'ea ognik p\'b3onie rzeczywistem \'9cwiat\'b3em, pieszczony ostatnim promyczkiem s\'b3o\'f1ca!..\par \f0\par \f1 Wreszcie i on zupe\'b3nie ga\'9cnie.\par \f0\par \f1 Korow\'f3d wieczornych cieni z mrokiem, wodzem na czele, wsuwa si\'ea teraz cicho na "Campo-Santo" i welonem szarym wkr\'f3tce przes\'b3ania z wolna wszystko... W oczekiwaniu jutrzenki r\'f3\'bfanej, kt\'f3ra ich znowu przebudzi - zasypiaj\'b9, symbole snu wiecznego, marmurowe rze\'9fby bia\'b3e, doczesn\'b9 zda si\'ea tylko drzemk\'b9...\par \f0\par \f1 Stopniowo \'9ccieraj\'b9 si\'ea zarysy pos\'b9g\'f3\f0 w, kapliczek, mauzole\'f3w...\par \par \f1 Zmierzch ciemnieje. \'8cwi\'eac\'b9c sw\'f3j tryumf, a \'9cmier\'e6 s\'b3o\'f1ca po coraz bardziej mrocznych zak\'b9tkach "Cimitero" cienie wieczoru pl\'b9saj\'b9 ju\'bf obecnie swobodnie ca\'b3kiem - dru\'bfyna ich weseli si\'ea, ta\'f1czy, pusta, skracaj\'b9c godziny do przyj\'9ccia nocy-w\'b3adczyni.\par \f0\par \f1 Po pewnym czasie jednak staje si\'ea w\'9cr\'f3d tego grona jej pazi\'f3w co\'9c niew\'b9tpliwie szczeg\'f3lnego bardzo... Wszystkie sylwety bowiem bawi\'b9cych si\'ea cieni \'b3\'b9cz\'b9 si\'ea oto w jedn\'b9 grup\'ea, zwartem ko\'b3em otaczaj\'b9c kt\'f3ry\'9c z licznych grobowc\'f3w.\par \f0\par O\f1 bejmuj\'b9c ramionami krzy\'bf i pos\'b9g marmurowy, kl\'eaczy tu nieruchomo, zlewaj\'b9ca si\'ea prawie z pomnikiem, pochylona, bia\'b3a sylwetka m\'ea\'bfczyzny... Cienie pochylaj\'b9 si\'ea ciekawie nad ni\'b9, dotykaj\'b9 jej cia\'b3a, zagl\'b9daj\'b9 w twarz, dziwnie blad\'b9. \par \f0\par I raptownie szept j\f1 aki\'9c trwo\'bfny przelatuje po szeregu pazi\'f3w nocy... Bezradni stoj\'b9 wci\'b9\'bf gromadk\'b9, przel\'eaknieni czem\'9c jakby, przej\'eaci, cisi... Niekt\'f3rzy z nich nawet za\'b3amuj\'b9 r\'eace, drudzy kr\'eac\'b9 z niedowierzaniem g\'b3owami - inni wpatruj\'b9 si\'ea smutnie w majacz\'b9c\'b9 posta\'e6 ludzk\'b9\f0 .\par \par \f1 Nagle ko\'b3o ich rozprz\'eaga si\'ea gwa\'b3townie, milkn\'b9 - pozostawiaj\'b9 w zapomnieniu zupe\'b3nem pomnik i znajduj\'b9cego si\'ea u st\'f3p jego cz\'b3owieka. Momentalnie, szybko, ustawiaj\'b9 si\'ea sk\'b3adnie w dwa szeregi, pochylaj\'b9 z gracy\'b9 i pokor\'b9, szacunku pe\'b3n\'b9, w powitalnym uk\'b3onie...\par \f0\par \f1 To pani ich i kr\'f3lowa - Noc, strojna, wspania\'b3a z wy\'bfyn na ziemi\'ea zest\'b9pi\'b3a w\'b3a\'9cnie w tej chwili, w czarnym swym p\'b3aszczu i w gwiazd aureoli.\par \f0\par --------------\par \par \f1 Poranek sierpniowy u\'9cmiecha\'b3 si\'ea tego dnia rado\'9cnie do t\'eatni\'b9cego zwyk\'b3ym ruchem wielkiego miasta. Pogodny, jasny, ni\'f3s\'b3 on jednak w powiewach swych, ch\'b3odniejszych ju\'bf nieco i \'9cwie\'bfszych, zapowied\'9f id\'b9cej wczesnej jesieni, tej czarownej, pi\'eaknej jesieni polskiej, tak zadumanej zda si\'ea i marz\'b9cej cicho, po otulonych mg\'b3ami p\'b3aszczyznach i tak pe\'b3nej porywaj\'b9cej sob\'b9 t\'easknoty.\par \f0\par \f1 Na jednej z g\'b3\'f3wnych ulic miasta uwijano si\'ea \'bfwawo. Przechodnie, wszyscy skwapliwie spiesz\'b9cy w jedn\'b9 stron\'ea, wymijali si\'ea gor\'b9czkowo, dzwoni\'b3y tramwaje, doro\'bfki turkota\'b3y g\'b3o\'9cno - lekko, z cicha przesuwa\'b3y si\'ea liczne, na gumowych ko\'b3ach, ekwipa\'bfe i karety, d\'b9\'bf\'b9c r\'f3wnie\'bf w tym\'bfe, co i piesi, kierunku.\par \f0\par \f1 Niebawem jednak liczba jad\'b9cych powoz\'f3w pocz\'ea\'b3a si\'ea zmniejsza\'e6 stopniowo coraz bardziej, w ko\'f1cu za\'9c usta\'b3a zupe\'b3nie.\par \f0\par \f1 Ulic\'ea ruchu ko\'b3owego zamkni\'eato. Ostatnie, zab\'b3\'b9kane doro\'bfki zawracano, zmuszaj\'b9c do natychmiastowego skr\'eacania w pierwsz\'b9 lepsz\'b9 boczn\'b9 ulic\'ea, a we wzgl\'eadnej, panuj\'b9cej obecnie, uroczystej ciszy rozlega\'b3 si\'ea tylko zg\'b3uszony szmer licznych st\'f3p id\'b9cej po trotuarach gromady ludzkiej.\par \f0\par \f1 P\'f3\'b3-milczenie to dyskretne trwa\'b3o dobre p\'f3\'b3 godziny.\par \f0\par \f1 Wreszcie z wie\'bfyc jednego z pobliskich ko\'9ccio\'b3\'f3w odezwa\'b3y si\'ea powa\'bfnie i rzewnie \'bfa\'b3obne dzwony i smutne - zabrzmia\'b3y dono\'9cnie.\par \f0\par \f1 Ruch powsta\'b3 na chodnikach... Zbierano si\'ea grupami, przystawano, policya i \'bfandarmi na koniach pocz\'eali czyni\'e6 porz\'b9dek, niebawem za\'9c w perspektywie wielkomiejskiej, opustosza\'b3ej \'9crodkiem ulicy, ukaza\'b3 si\'ea kondukt pogrzebowy. Na progach magazyn\'f3w, balkonach i w oknach dom\'f3w zaroi\'b3o si\'ea od widz\'f3w ciekawych...\par \f0\par \f1 Z kilkunastoma ksi\'ea\'bfmi i licznym klerem, \'bfa\'b3obny korow\'f3d przesuwa\'e6 si\'ea zacz\'b9\'b3 z wolna alej\'b9.\par \f0\par \f1 Ramowa\'b3y go wdzi\'eacznie niewinne g\'b3\'f3wki id\'b9cych regularnie rz\'eadami ch\'b3opaczk\'f3w i dziewczynek - a wychowa\'f1c\'f3w z licznych miejscowych ochronek, zak\'b3ad\'f3w dobroczynnych - za trumn\'b9 za\'9c okaza\'b3\'b9, z\'b3o\'bfon\'b9 na bogatym sze\'9cciokonnym karawanie i jad\'b9cymi w \'9clad za tem, uginaj\'b9cymi si\'ea od wie\'f1c\'f3w, \'bfa\'b3obnymi wozami, post\'eapowa\'b3 t\'b3um niezliczony - ko\'b3ysa\'b3o si\'ea morze g\'b3\'f3w ludzkich...\par \f0\par \f1 Hen! daleko za\'9c, poza ci\'bfb\'b9, gin\'b9c gdzie\'9c w perspektywie ulic miasta, l\'9cni\'b3 si\'ea w promieniach s\'b3o\'f1ca sznur powoz\'f3w i karet.\par \f0\par \f1 W\'9cr\'f3d uczestnicz\'b9cej w pogrzebie rzeszy rozlega si\'ea st\'b3umiony gwar og\'f3lnie prowadzonych rozm\'f3w. Na wszystkich za\'9c ustach by\'b3o teraz jedno tylko imi\'ea!\par \f0\par \f1 Bez zmazy i skazy wobec \'9cwiata zeszed\'b3 do grobu - Roman Dzier\'bfymirski.\par \f0\par \f1 W ostatnich dniach lipca spo\'b3ecze\'f1stwem miasta, w kt\'f3rem \'bfy\'b3, pracowa\'b3, kt\'f3remu na r\'f3\'bfnych polach dzia\'b3alno\'9cci przewodzi\'b3, wstrz\'b9sn\'ea\'b3a wiadomo\'9c\'e6 niespodziana, zakomunikowana przez gazety. Telegramem mianowicie doniesiono lakonicznie o \'9cmierci prezesa Dzier\'bfymirskiego, we W\'b3oszech, w Medyolanie, na grobie matki, z anewryzmu serca. Powodem nag\'b3ego zgonu by\'b3o, jak m\'f3wili jedni, silne wstrz\'b9\'9cnienie moralne i bolesna wiadomo\'9c\'e6 z kraju, jak utrzymywali po cichu inni - straty powa\'bfne, czysto finansowej natury i po\'b3o\'bfenie bez wyj\'9ccia!..\par \f0\par \f1 Cia\'b3o sprowadzono do kraju i dzi\'9c oto to same miasto, kt\'f3remu Dzier\'bfymirski tak wiele zas\'b3u\'bfy\'b3 si\'ea za \'bfycia, oddawa\'b3o by\'b3emu przodownikowi ostatni\'b9 pos\'b3ug\'ea.\par \f0\par \f1 Stawi\'b3y si\'ea wszystkie sfery i stany - wszyscy za\'9c z niek\'b3amanym \'bfalem, szli obecnie za trumn\'b9 cz\'b3owieka, z kt\'f3rego \'9cmierci\'b9, zdaniem og\'f3lnem, ubywa\'b3a miastu i krajowi nawet powa\'bfna spo\'b3eczna si\'b3a...\par \f0\par \f1 A do\'9c\'e6 by\'b3o pos\'b3ucha\'e6 tylko uwa\'bfnie tam i \'f3wdzie co m\'f3wiono o zmar\'b3ym, by przekona\'e6 si\'ea, jak szczerym, jak powszechnym prawdziwie by\'b3 ten \'bfal po nim!\par \f0\par \f1 Jednog\'b3o\'9cnie bowiem i wszechog\'f3lnie wynoszono po niebiosa czyny prezesa Dzier\'bfymirskiego, po\'9cwi\'eacenie dla og\'f3\'b3u, zdolno\'9cci, rozum, szlachetno\'9c\'e6 i energi\'ea - jednobrzmi\'b9co ubolewano nad strat\'b9 jego niepowetowan\'b9! Czasami, naturalnie, wpl\'b9ta\'b3a si\'ea i tu fa\'b3szywa gdzieniegdzie nuta, lecz gin\'ea\'b3a natychmiast w akordzie powszechnego uwielbienia i \'bfalu z przedwczesnego zgonu, tak zas\'b3u\'bfonego spo\'b3ecze\'f1stwu cz\'b3owieka...\par \f0\par \f1 Z trudno\'9cci\'b9 przeciskaj\'b9c si\'ea pomi\'eadzy dwoma sznurami ciekawych na chodnikach, wspania\'b3y pogrzebowy korow\'f3d oddala\'b3 si\'ea tymczasem stopniowo w perspektywie ulicy, - wreszcie ksi\'ea\'bfa, karawani i d\'b9\'bf\'b9ce za trumn\'b9 t\'b3umy skr\'eaci\'b3y w lewo, i po pewnym czasie znik\'b3y...\par \f0\par \f1 Na pierwszorz\'eadnej ulicy w mie\'9ccie przywr\'f3cono ruch natychmiast. Z bocznych ulic wysypa\'b3y si\'ea dziesi\'b9tki zatrzymanych dot\'b9d pojazd\'f3w, potoczy\'b3y si\'ea, dzwoni\'b9c, ponownie tramwaje, zadudni\'b3y doro\'bfki, omnibusy - do spowodowanych \'9cciskiem wypadk\'f3w kilku, wpad\'b3o na ruchliw\'b9 artery\'ea grodu wezwane Pogotowie Ratunkowe, dono\'9cn\'b9 na tr\'b9bce pobudk\'b9 toruj\'b9c sobie drog\'ea!\par \f0\par \f1 Uroczysty nastr\'f3j sprzed chwili pierzch\'b3 bezpowrotnie. Szerokiem korytem \'bfycie brutalnie depta\'b3o \'9cmierci widmo - w codzienn\'b9 szat\'ea gor\'b9czka codziennego bytu przyoblek\'b3o si\'ea wszystko doko\'b3a\f0 .\par \par \f1 Na ustach tylko, snuj\'b9cych si\'ea po trotuarach przechodni\'f3w, biernych widz\'f3w \'bfa\'b3obnego konduktu, b\'b3\'b9ka\'b3o si\'ea jeszcze nazwisko Dzier\'bfymirskiego, roznosiciele za\'9c dziennik\'f3w zaroili si\'ea niebawem, a korzystaj\'b9c z chwilowego nastroju publiczno\'9cci, sprzedawa\'e6 pocz\'eali z powodzeniem nadzwyczajne dodatki do gazet, z portretem i \'bfyciorysem zmar\'b3ego.\par \f0\par \par *************************************************\par \par \par \par \f1 Min\'b9\'b3 rok czasu...\par \f0\par \f1 Powodzi\'b9 \'9cwiate\'b3 w mglisty wiecz\'f3r pierwszego Listopada gorza\'b3 cmentarz miejski rozleg\'b3y, i roje ludzi t\'b3oczy\'b3y si\'ea na nim. Pouk\'b3adane wzorzy\'9ccie pali\'b3y si\'ea na bogatych grobach i ubogich mogi\'b3kach kolorowe lampiony, kwiaty i wie\'f1ce stroi\'b3y umar\'b3ych zak\'b9tek...\par \f0\par \f1 Przy grobowcach niekt\'f3rych, ubranych wspania\'b3a, nie by\'b3o \'bfywej duszy. Przy innych formalne odbywa\'b3y si\'ea zebrania. \'8crodkiem za\'9c ulicy wystrojony, "szykowny", a przewa\'bfnie bezmy\'9clny, w\'9cr\'f3d dowcip\'f3w brukowych, wyg\'b3aszanych dono\'9cnie, spacerowa\'b3 t\'b3um ciekawskich oboj\'eatny.\par \f0\par \f1 Tu i tam z rzadka czernia\'b3a przy \'9cwie\'bfym pomniku posta\'e6 schylona, zadumana t\'easknie, cierpi\'b9ca... Tam i \'f3wdzie na skromnej mogi\'b3ce, w bardziej oddalonej cmentarnej alei, szlocha\'b3a cicho jaka\'9c kobiecina, gdzie indziej zn\'f3w kl\'eacz\'b9cy syn, czy m\'b9\'bf, samotny, modli\'b3 si\'ea, lub nie widz\'b9c nic zgo\'b3a, nie s\'b3ysz\'b9c, zapatrzony w b\'f3l w\'b3asny - po\'b3yka\'b3 \'b3zy.\par \f0\par \f1 W samotnej bocznej alei cmentarza weso\'b3a m\'b3oda para, pochylona wzajemnie, szepta\'b3a sobie czu\'b3e czule s\'b3\'f3wka mijaj\'b9c oboj\'eatnie groby, a pomi\'eadzy innymi i mogi\'b3k\'ea jedn\'b9 darniow\'b9, skromniutk\'b9... Zap\'b3akana dziewczynina kilkunastoletnia, ze z\'b3o\'bfonemi pobo\'bfnie r\'b9czkami, kl\'eacza\'b3a na niej i sama jedna, biedzi\'b3a si\'ea w tej chwili z jedyn\'b9 zapalon\'b9, a gasn\'b9c\'b9 za ka\'bfdym podmuchem wiatru, \'9cwieczk\'b9, kt\'f3r\'b9, wesp\'f3\'b3 z dziesi\'eaciogroszowym z choiny wianuszkiem, i bia\'b3ym wielkanocnym barankiem - ustroi\'b3a g\f0 robek matuli.\par \par \f1 Od \'bfebrak\'f3w, bab i dziad\'f3w, mrucz\'b9cych mod\'b3y, zawodz\'b9cych \'bfa\'b3o\'9cnie, roi\'b3o si\'ea na cmentarzu.\par \f0\par \f1 Co chwila kto\'9c z publiczno\'9cci zbli\'bfa\'b3 si\'ea do nich i daj\'b9c ja\'b3mu\'bfn\'ea, dodawa\'b3: - Za dusz\'ea nie\'bfyj\'b9cego Piotra, Maryi i.t.d.\par \f0\par \f1 - Lito\'9cci godna osobo! - skar\'bfy\'b3 si\'ea g\'b3o\'9cno \'bfebrak stary, wyci\'b9gaj\'b9c d\'b3o\'f1 ko\'9ccist\'b9 do przechodz\'b9cych w\'b3a\'9cnie alej\'b9 trzech \'b3adniutkich podlotk\'f3w, rozmawiaj\'b9cych weso\'b3o.\par \f0\par \f1 - Czekajcie! - do r\'f3wie\'9cnic odezwa\'b3a si\'ea \'bfywo jedna z panienek, zatrzymuj\'b9c si\'ea przed dziadem. - Dam mu, niech si\'ea pomodli za dusz\'ea mego pana Stanis\'b3awa...\par \f0\par \f1 - Ale\'bf kiedy on \'bfyje! po co? - zadziwi\'b3a si\'ea naiwnie najm\'b3odsza z tr\'f3jki.\par \f0\par \f1 - Ha-ha-ha! - za\'9cmia\'b3a si\'ea pierwsza serdecznie, - a c\'f3\'bf to szkodzi, niech si\'ea tam za niego, grzesznika, pomodli!..\par \f0\par \f1 I wr\'eaczaj\'b9c nast\'eapnie dziadowi sz\'f3staka, rzek\'b3a: - Macie, dziadku, za Stanis\'b3awa!..\par \f0\par \f1 - Wieczny odpoczynek racz mu da\'e6 Panie, a \'9cwiat\'b3o\'9c\'e6 wiekuista niechaj mu \'9cwieci! - zaintonowa\'b3 \'bfebrak uroczy\'9ccie.\par \f0\par \f1\'8cmiech rozleg\'b3 si\'ea w alei; koncept podoba\'b3 si\'ea figlarnej tr\'f3jce, a kilka babek i dziad\'f3w, znajduj\'b9cych si\'ea w pobli\'bfu, skorzysta\'b3o na tem, bo obdzielono ich groszakami na t\'b9\'bf sam\'b9 intency\'ea. Pan Stanis\'b3aw zosta\'b3 za \'bfycia pogrzebanym, modlono si\'ea ju\'bf z g\'f3ry za niego, a pusta, niefrasobliwa m\'b3odo\'9c\'e6, nie znaj\'b9ca zapewne jeszcze, co to b\'f3l prawdziwy i \'bfal po drogiej sercu stracie - posz\'b3a dalej, \'9cmiech za\'9c jej srebrzysty odbi\'b3 si\'ea raz jeszcze na zakr\'eacie alei o ukryty w drzew cieniu pomnik okaza\'b3y.\par \f0\par \f1 Na wysokiej kolumnie z po\'b3yskuj\'b9cego marmuru widnia\'b3 jaki\'9c pos\'b9g stoj\'b9cej osoby... Na grobowcu nie by\'b3o \'bfadnego kwiatka i \'bfadnych \'9cwiate\'b3... Zapatrzony jakby smutnie sam w siebie, sta\'b3 on ciemny na uboczu, opuszczony i widocznie zapomniany. Jarz\'b9cy si\'ea tylko blask lampek czerwonych, kt\'f3remi ozdobiono gr\'f3b s\'b9siedni, rzuca\'b3 na\'f1 niepewne, dalekie \'9cwiat\'b3o. W p\'f3\'b3\'9cwietle tem, kto zna\'b3 za \'bfycia Romana Dzier\'bfymirskiego, z \'b3atwo\'9cci\'b9 m\'f3g\'b3 go pozna\'e6 teraz w stoj\'b9cej rze\'9fbie z marmuru.\par \f0\par \f1 I id\'b9cego przechodnia przykuwa\'b3o do miejsca zdziwienie nag\'b3e.\par \f0\par \f1 - Jak to? - zadawa\'b3 sobie mimowolnie pytanie. - W powodzi \'9cwiate\'b3, blask\'f3w tysi\'b9ca, daj\'b9cych tak wymowne i chlubne \'9cwiadectwo, \'bfe \'bfywi pami\'eataj\'b9 jednak o umar\'b3ych, dzisiaj o Dzier\'bfymirskim ju\'bf zapomniano?.. Czy\'bf to mo\'bfliwe, by \'9cwiat by\'b3 tak niewdzi\'eacznym, \'bfeby wykre\'9cla\'b3 z pami\'eaci jednostki, tak g\'b3o\'9cne za \'bfycia - tak mo\'bfnow\'b3adne!...\par \f0\par \f1 I dziwi\'b3 si\'ea przechodzie\'f1... Dziwi\'b3 si\'ea w dalszym ci\'b9gu naiwnie, nie zdaj\'b9c sobie sprawy z tego pewnika \'bfyciowej ironii, kt\'f3ra prawem "tera\'9fniejszo\'9cci" si\'ea zowie, a kt\'f3ra, z ma\'b3ymi wyj\'b9tkami, uwielbia tylko \'bfyj\'b9cych i na widowni obecnych, umar\'b3ych zasypuj\'b9c py\'b3em zapomnienia.\par \f0\par \f1 I spaceruj\'b9cy po cmentarzu widz ciekawy przybli\'bfa\'b3 si\'ea do grobowca, z trudno\'9cci\'b9 odczytywa\'b3 napisy, a p\'f3\'9fniej szed\'b3 dalej, zamy\'9clony mimo woli nad nietrwa\'b3o\'9cci\'b9 doczesnego bytu.\par \f0\par \f1 Lecz o niewdzi\'eaczno\'9c\'e6 tym razem pos\'b9dza\'b3 ludzi nies\'b3usznie. Bo los szyderca, kt\'f3ryby mo\'bfe i rzeczywi\'9ccie star\'b3 u \'9cwiata wspomnienie innego, prawdziwie i wszechstronnie zas\'b3u\'bfonego cz\'b3owieka, niezbrukanego \'bfyciem, czystego - okaza\'b3 si\'ea \'b3askawszym jednak, dla ubranego w tog\'ea pozor\'f3w moralnego wykoleje\'f1ca!\par \f0\par \f1 W kwadrans p\'f3\'9fniej, trzy osoby, ogl\'b9daj\'b9ce si\'ea woko\'b3o, skupi\'b3y si\'ea przed grobem Dzier\'bfymirskiego. Wkr\'f3tce, tam\'bfe zjawi\'b3 si\'ea r\'f3wnie\'bf m\'ea\'bfczyzna, z kobiet\'b9 m\'b3od\'b9 do\'9c\'e6 jeszcze i garstk\'b9 dziatek.\par \f0\par \f1 Przed gin\'b9cym w cieniach wieczora pomnikiem Romana, pokl\'eakli oni niebawem wszyscy...\par \f0\par \f1 Byli to Orl\'eaccy: ojciec, matka i c\'f3rka, oraz Zieli\'f1ski Herman, z rodzin\'b9.\par \f0\par \f1 M\'b3ody g\'b3osik dziewcz\'eacy pierwszy przerwa\'b3 nie\'9cmia\'b3o milczenie cmentarnego zak\'b9tka. Silny, j\'eadrny zawt\'f3rowa\'b3 mu g\'b3os m\'easki i szept otaczaj\'b9cych...\par \f0\par \f1 W\'9cr\'f3d dalekiego echa krok\'f3w gromady ludzkiej, ich rozm\'f3w, \'9cmiechu i p\'b3aczu - pop\'b3yn\'ea\'b3a z serc wdzi\'eacznych za dusz\'ea zmar\'b3ego modlitwa!..\par \f0\par . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . \par \par Nazajutrz osamotnienia i \f1 zapomnienia \'bfywych wstydzi\'e6 si\'ea ju\'bf nie potrzebowa\'b3 przed innymi - wspania\'b3y grobowiec prezesa Dzier\'bfymirskiego.\par \f0\par \f1 Czyja\'9c troskliwa r\'eaka ustawi\'b3a na grobie palmy i \'9cwie\'bfe kwiaty... W krzy\'bf u\'b3o\'bfonych r\'f3\'bfnokolorowych lampion\'f3w kilkana\'9ccie n\'eaci\'b3y tu oko i skromny, aczkolwiek gustowny wieniec zielony u pomnikowego tuli\'b3 si\'ea podn\'f3\'bfa. Tam\'bfe b\'b3yszcza\'b3 o nieboszczyku napis z\'b3ocisty, z\'b3o\'bfony z samych tytu\'b3\'f3w i godno\'9cci...\par \f0\par \f1 I w blask\'f3w powodzi, na szczycie kolumny ja\'9cnia\'b3a zar\'f3wno teraz wdzi\'eacznie odrze\'9fbiona sylweta pi\'eaknego, m\'b3odego jeszcze m\'ea\'bfczyzny.\par \f0\par \f1 Kr\'f3luj\'b9c nad wszystkiem doko\'b3a, niepokalanie bia\'b3y, sta\'b3 on i patrzy\'b3 zamy\'9clony! Na ustach z kamienia b\'b3\'b9ka\'e6 si\'ea zdawa\'b3 dyskretny u\'9cmiech zwyci\'easkiej ironii...\par \f0\par \f1 A poni\'bfej - u st\'f3p pos\'b9gu, na czarnem tle marmuru, wielkiemi literami, rzuca\'b3y si\'ea w oczy te oto wyryte s\'b3owa:\par \f0\par \par Uczciwy, szlachetny i prawy,\par \f1 Ukocha\'b3 bli\'9fnich i spo\'b3ecze\'f1stwu oddal \'bfycie ca\'b3e - \par Nagrod\'9f go, Panie!..\par \f0\par \par End of the Project Gutenberg EBook of Ironia Pozorow, by Maciej hr. Lubienski\par \par *** END OF THE PROJECT GUTENBERG EBOOK IRONIA POZOROW ***\par \par This file should be named rnpz10d.doc or rnpz10d.zip\par Corrected EDITIONS of our eBooks get a new NUMBER, rnpz11d.doc\par VERSIONS based on separate sources get new LETTER, rnpz10ad.doc\par \par Etext produced by Michalina Makowska, Szczecin, Poland, \par Eve Sobol, South Bend, IN, USA, and Julia Jezierska, Stawiszyn, Poland.\par \par Project Gutenberg eBooks are often created from several printed\par editions, all of which are confirmed as Public Domain in the US\par unless a copyright notice is included. Thus, we usually do not\par keep eBooks in compliance with any particular paper edition.\par \par We are now trying to release all our eBooks one year in advance\par of the official release dates, leaving time for better editing.\par Please be encouraged to tell us about any error or corrections,\par even years after the official publication date.\par \par Please note neither this listing nor its contents are final til\par midnight of the last day of the month of any such announcement.\par The official release date of all Project Gutenberg eBooks is at\par Midnight, Central Time, of the last day of the stated month. A\par preliminary version may often be posted for suggestion, comment\par and editing by those who wish to do so.\par \par Most people start at our Web sites at:\par http://gutenberg.net or\par http://promo.net/pg\par \par These Web sites include award-winning information about Project\par Gutenberg, including how to donate, how to help produce our new\par eBooks, and how to subscribe to our email newsletter (free!).\par \par \par Those of you who want to download any eBook before announcement\par can get to them as follows, and just download by date. This is\par also a good way to get them instantly upon announcement, as the\par indexes our cataloguers produce obviously take a while after an\par announcement goes out in the Project Gutenberg Newsletter.\par \par http://www.ibiblio.org/gutenberg/etext03 or\par ftp://ftp.ibiblio.org/pub/docs/books/gutenberg/etext03\par \par Or /etext02, 01, 00, 99, 98, 97, 96, 95, 94, 93, 92, 92, 91 or 90\par \par Just search by the first five letters of the filename you want,\par as it appears in our Newsletters.\par \par \par Information about Project Gutenberg (one page)\par \par We produce about two million dollars for each hour we work. The\par time it takes us, a rather conservative estimate, is fifty hours\par to get any eBook selected, entered, proofread, edited, copyright\par searched and analyzed, the copyright letters written, etc. Our\par projected audience is one hundred million readers. If the value\par per text is nominally estimated at one dollar then we produce $2\par million dollars per hour in 2002 as we release over 100 new text\par files per month: 1240 more eBooks in 2001 for a total of 4000+\par We are already on our way to trying for 2000 more eBooks in 2002\par If they reach just 1-2% of the world's population then the total\par will reach over half a trillion eBooks given away by year's end.\par \par The Goal of Project Gutenberg is to Give Away 1 Trillion eBooks!\par This is ten thousand titles each to one hundred million readers,\par which is only about 4% of the present number of computer users.\par \par Here is the briefest record of our progress (* means estimated):\par \par eBooks Year Month\par \par 1 1971 July\par 10 1991 January\par 100 1994 January\par 1000 1997 August\par 1500 1998 October\par 2000 1999 December\par 2500 2000 December\par 3000 2001 November\par 4000 2001 October/November\par 6000 2002 December*\par 9000 2003 November*\par 10000 2004 January*\par \par \par The Project Gutenberg Literary Archive Foundation has been created\par to secure a future for Project Gutenberg into the next millennium.\par \par We need your donations more than ever!\par \par As of February, 2002, contributions are being solicited from people\par and organizations in: Alabama, Alaska, Arkansas, Connecticut,\par Delaware, District of Columbia, Florida, Georgia, Hawaii, Illinois,\par Indiana, Iowa, Kansas, Kentucky, Louisiana, Maine, Massachusetts,\par Michigan, Mississippi, Missouri, Montana, Nebraska, Nevada, New\par Hampshire, New Jersey, New Mexico, New York, North Carolina, Ohio,\par Oklahoma, Oregon, Pennsylvania, Rhode Island, South Carolina, South\par Dakota, Tennessee, Texas, Utah, Vermont, Virginia, Washington, West\par Virginia, Wisconsin, and Wyoming.\par \par We have filed in all 50 states now, but these are the only ones\par that have responded.\par \par As the requirements for other states are met, additions to this list\par will be made and fund raising will begin in the additional states.\par Please feel free to ask to check the status of your state.\par \par In answer to various questions we have received on this:\par \par We are constantly working on finishing the paperwork to legally\par request donations in all 50 states. If your state is not listed and\par you would like to know if we have added it since the list you have,\par just ask.\par \par While we cannot solicit donations from people in states where we are\par not yet registered, we know of no prohibition against accepting\par donations from donors in these states who approach us with an offer to\par donate.\par \par International donations are accepted, but we don't know ANYTHING about\par how to make them tax-deductible, or even if they CAN be made\par deductible, and don't have the staff to handle it even if there are\par ways.\par \par Donations by check or money order may be sent to:\par \par Project Gutenberg Literary Archive Foundation\par PMB 113\par 1739 University Ave.\par Oxford, MS 38655-4109\par \par Contact us if you want to arrange for a wire transfer or payment\par method other than by check or money order.\par \par The Project Gutenberg Literary Archive Foundation has been approved by\par the US Internal Revenue Service as a 501(c)(3) organization with EIN\par [Employee Identification Number] 64-622154. Donations are\par tax-deductible to the maximum extent permitted by law. As fund-raising\par requirements for other states are met, additions to this list will be\par made and fund-raising will begin in the additional states.\par \par We need your donations more than ever!\par \par You can get up to date donation information online at:\par \par http://www.gutenberg.net/donation.html\par \par \par ***\par \par If you can't reach Project Gutenberg,\par you can always email directly to:\par \par Michael S. Hart \par \par Prof. Hart will answer or forward your message.\par \par We would prefer to send you information by email.\par \par \par **The Legal Small Print**\par \par \par (Three Pages)\par \par ***START**THE SMALL PRINT!**FOR PUBLIC DOMAIN EBOOKS**START***\par Why is this "Small Print!" statement here? You know: lawyers.\par They tell us you might sue us if there is something wrong with\par your copy of this eBook, even if you got it for free from\par someone other than us, and even if what's wrong is not our\par fault. So, among other things, this "Small Print!" statement\par disclaims most of our liability to you. It also tells you how\par you may distribute copies of this eBook if you want to.\par \par *BEFORE!* YOU USE OR READ THIS EBOOK\par By using or reading any part of this PROJECT GUTENBERG-tm\par eBook, you indicate that you understand, agree to and accept\par this "Small Print!" statement. If you do not, you can receive\par a refund of the money (if any) you paid for this eBook by\par sending a request within 30 days of receiving it to the person\par you got it from. If you received this eBook on a physical\par medium (such as a disk), you must return it with your request.\par \par ABOUT PROJECT GUTENBERG-TM EBOOKS\par This PROJECT GUTENBERG-tm eBook, like most PROJECT GUTENBERG-tm eBooks,\par is a "public domain" work distributed by Professor Michael S. Hart\par through the Project Gutenberg Association (the "Project").\par Among other things, this means that no one owns a United States copyright\par on or for this work, so the Project (and you!) can copy and\par distribute it in the United States without permission and\par without paying copyright royalties. Special rules, set forth\par below, apply if you wish to copy and distribute this eBook\par under the "PROJECT GUTENBERG" trademark.\par \par Please do not use the "PROJECT GUTENBERG" trademark to market\par any commercial products without permission.\par \par To create these eBooks, the Project expends considerable\par efforts to identify, transcribe and proofread public domain\par works. Despite these efforts, the Project's eBooks and any\par medium they may be on may contain "Defects". Among other\par things, Defects may take the form of incomplete, inaccurate or\par corrupt data, transcription errors, a copyright or other\par intellectual property infringement, a defective or damaged\par disk or other eBook medium, a computer virus, or computer\par codes that damage or cannot be read by your equipment.\par \par LIMITED WARRANTY; DISCLAIMER OF DAMAGES\par But for the "Right of Replacement or Refund" described below,\par [1] Michael Hart and the Foundation (and any other party you may\par receive this eBook from as a PROJECT GUTENBERG-tm eBook) disclaims\par all liability to you for damages, costs and expenses, including\par legal fees, and [2] YOU HAVE NO REMEDIES FOR NEGLIGENCE OR\par UNDER STRICT LIABILITY, OR FOR BREACH OF WARRANTY OR CONTRACT,\par INCLUDING BUT NOT LIMITED TO INDIRECT, CONSEQUENTIAL, PUNITIVE\par OR INCIDENTAL DAMAGES, EVEN IF YOU GIVE NOTICE OF THE\par POSSIBILITY OF SUCH DAMAGES.\par \par If you discover a Defect in this eBook within 90 days of\par receiving it, you can receive a refund of the money (if any)\par you paid for it by sending an explanatory note within that\par time to the person you received it from. If you received it\par on a physical medium, you must return it with your note, and\par such person may choose to alternatively give you a replacement\par copy. If you received it electronically, such person may\par choose to alternatively give you a second opportunity to\par receive it electronically.\par \par THIS EBOOK IS OTHERWISE PROVIDED TO YOU "AS-IS". NO OTHER\par WARRANTIES OF ANY KIND, EXPRESS OR IMPLIED, ARE MADE TO YOU AS\par TO THE EBOOK OR ANY MEDIUM IT MAY BE ON, INCLUDING BUT NOT\par LIMITED TO WARRANTIES OF MERCHANTABILITY OR FITNESS FOR A\par PARTICULAR PURPOSE.\par \par Some states do not allow disclaimers of implied warranties or\par the exclusion or limitation of consequential damages, so the\par above disclaimers and exclusions may not apply to you, and you\par may have other legal rights.\par \par INDEMNITY\par You will indemnify and hold Michael Hart, the Foundation,\par and its trustees and agents, and any volunteers associated\par with the production and distribution of Project Gutenberg-tm\par texts harmless, from all liability, cost and expense, including\par legal fees, that arise directly or indirectly from any of the\par following that you do or cause: [1] distribution of this eBook,\par [2] alteration, modification, or addition to the eBook,\par or [3] any Defect.\par \par DISTRIBUTION UNDER "PROJECT GUTENBERG-tm"\par You may distribute copies of this eBook electronically, or by\par disk, book or any other medium if you either delete this\par "Small Print!" and all other references to Project Gutenberg,\par or:\par \par [1] Only give exact copies of it. Among other things, this\par requires that you do not remove, alter or modify the\par eBook or this "small print!" statement. You may however,\par if you wish, distribute this eBook in machine readable\par binary, compressed, mark-up, or proprietary form,\par including any form resulting from conversion by word\par processing or hypertext software, but only so long as\par *EITHER*:\par \par [*] The eBook, when displayed, is clearly readable, and\par does *not* contain characters other than those\par intended by the author of the work, although tilde\par (~), asterisk (*) and underline (_) characters may\par be used to convey punctuation intended by the\par author, and additional characters may be used to\par indicate hypertext links; OR\par \par [*] The eBook may be readily converted by the reader at\par no expense into plain ASCII, EBCDIC or equivalent\par form by the program that displays the eBook (as is\par the case, for instance, with most word processors);\par OR\par \par [*] You provide, or agree to also provide on request at\par no additional cost, fee or expense, a copy of the\par eBook in its original plain ASCII form (or in EBCDIC\par or other equivalent proprietary form).\par \par [2] Honor the eBook refund and replacement provisions of this\par "Small Print!" statement.\par \par [3] Pay a trademark license fee to the Foundation of 20% of the\par gross profits you derive calculated using the method you\par already use to calculate your applicable taxes. If you\par don't derive profits, no royalty is due. Royalties are\par payable to "Project Gutenberg Literary Archive Foundation"\par the 60 days following each date you prepare (or were\par legally required to prepare) your annual (or equivalent\par periodic) tax return. Please contact us beforehand to\par let us know your plans and to work out the details.\par \par WHAT IF YOU *WANT* TO SEND MONEY EVEN IF YOU DON'T HAVE TO?\par Project Gutenberg is dedicated to increasing the number of\par public domain and licensed works that can be freely distributed\par in machine readable form.\par \par The Project gratefully accepts contributions of money, time,\par public domain materials, or royalty free copyright licenses.\par Money should be paid to the:\par "Project Gutenberg Literary Archive Foundation."\par \par If you are interested in contributing scanning equipment or\par software or other items, please contact Michael Hart at:\par hart@pobox.com\par \par [Portions of this eBook's header and trailer may be reprinted only\par when distributed free of all fees. Copyright (C) 2001, 2002 by\par Michael S. Hart. Project Gutenberg is a TradeMark and may not be\par used in any sales of Project Gutenberg eBooks or other materials be\par they hardware or software or any other related product without\par express permission.]\par \par *END THE SMALL PRINT! FOR PUBLIC DOMAIN EBOOKS*Ver.02/11/02*END*\par \par }